Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 

Andrzejewski albo powinności sztuki

 

Wyobraźmy sobie wiek XIX. Nieszczęsny nasz naród w niewoli, jego język, kultura, religia są niszczone. Naturalne jest, że aby ocalał, jego przewodnikami duchowymi stać się muszą artyści, poeci, kapłani, inteligenci. Oni tchną w duszę narodu wiarę i nadzieję, oni stworzą utylitarną "sztukę narodową", która odrzucając bezpłodny artyzm stanie się Narzędziem Walki.

Dodajmy jeszcze do tego obrazka nędzę i ciemnotę większości społeczeństwa. Jego mentalną bezradność, zacofanie gospodarcze i cywilizacyjne. Kurne chaty, wkładanie butów tylko na niedzielną mszę, porcje wypitej wódki zaznaczane w szynku kredową kreską. Przewodnicy duchowi narodu muszą także angażować się i w te sprawy. Będzie więc kaganek oświaty, literatura śmiało demaskująca bolączki społeczne, będą próby "publicystycznego" ożywienia gospodarki (ach, te wspaniałe kampanie prasowe!) - pamiętajmy o tym "cywilizacyjnym" aspekcie narodowej misji przewodników duchowych.

I, co może najbardziej istotne wspomnijmy o socjalnych skutkach gospodarczego zacofania. Brak normalnego, kreowanego przez kapitalizm organizmu społecznego, brak silnego mieszczaństwa, które wchłonęłoby ludzi wykształconych. Mamy za to społeczeństwo składające się w większości z niepiśmiennych chłopów, gdzieś po kątach chowa się mieszczaństwo, a może raczej drobnomieszczaństwo bez energii, bez ambicji - warstwa bardzo nieliczna i nie będącą żadną nawet namiastką społecznej elity. Pamiętajmy jednak, że w kraju tym działają szkoły, istnieją naukowe instytucje, kraj ten ma znakomite tradycje kulturalne. Powstaje nowa, niezwykła warstwa społeczna - inteligencja. Warstwa ta żyje mitem misji, walki o narodową duszę, ale także, nie zapominajmy walczy o materialną tkankę tego kraju.

Wobec cywilizacyjnego zacofania warstwa ta kieruje się odmiennymi od mieszczan wartościami, wartościami, które mają odróżnić ją od niekulturalnego motłochu, praca zarobkowa jest dla niej pewnym poniżeniem, prawdziwie nobilitująca jest za to kontemplacja kultury wysokiej. Inteligent staje się konsumentem, lecz nie producentem kultury.

I, by w opisie niczego nie zabrakło przypomnieć należy, iż w tym dziwnym kraju wiek XIX trwał do końca wieku XX. Rzeczywistość została zakonserwowana - okupacje, dławienie narodowego ducha, zacofanie gospodarcze, petryfikacja społecznej hierarchii.

Przejdźmy więc do tematu, do opisu życia i dorobku duchowego przewodnika narodu. Niech się nazywa, na przykład Jerzy Andrzejewski.

Lata 30 - te naszego wieku - nabierają siły konflikty polityczne i światopoglądowe, narasta społeczny i gospodarczy kryzys. Wszystkie nurty polityczne żądają od artystów społecznego zaangażowania, zgodne są tu i lewica skrajna i prawica radykalna, sanacja i lewica umiarkowana. Artystami, intelektualistami zaangażowanymi stają się Boy i Broniewski, Kaden-Bandrowski i ...Gałczyński (mało kto chce pamiętać dziś jego kuriozalne wystąpienia w oenerowskim "Prosto z mostu").

Jerzy Andrzejewski, młodzieniec indyferentny politycznie i religijnie, artystycznie nieokreślony pisze "powieść katolicką" - "Ład serca". Treść daleka od publicystyki, bohater - ksiądz staje się świadkiem niezwykłej kulminacji przejawów zła, która następuje w niewielkiej, poleskiej wsi.
Powieść zanadto psychologiczna, jak na dzieło katolickie miała pesymistyczną wymowę. Pryncypia wiary nie równoważyły ogromu ludzkiej zbrodni, pisarz podkreślił raczej bezradność kapłana, niż jego heroizm.

Część krytyki zwróciła uwagę na pesymizm powieści, na jej subtelność psychologiczną, lecz w większości byli krytycy operujący zupełnie innymi kategoriami. Uderzono w potężny dzwon, miał oto objawić się pisarz zaangażowany w sprawy społecznego konkretu, pisarz, który w katolicyzmie ujrzał system aksjologiczny zdolny do uporania się z polskimi problemami. Ów społeczny aspekt powieści akcentowali szczególnie publicyści związani z obozem nacjonalistycznym. A i sam pisarz w końcu uwierzył w optymizm pesymizmu utworu, "uwierzył we wiarę", jak opisał niegdyś podobną postawę Gombrowicz. Andrzejewski począł występować jako autorytet w dziedzinie pisarstwa katolickiego, i jak twierdzi Anna Synoradzka w biografii pisarza upodabniał swe publiczne wypowiedzi do kazań kościelnych.

W stworzonej naprędce teorii estetyki religijnej Andrzejewski wyznaczał pisarzowi funkcję autorytetu moralnego, od którego należy wymagać zgodności Słów z Czynami. Andrzejewski uwierzył, że literatura może mieć wpływ na losy rzesz katolickich, a nawet kraju.

Rok 1939, wybuch wojny. Okupacja, narodowa mobilizacja - potrzeba zaangażowania sztuki staje się oczywista, wyrazi ją dosadnie grupa "Sztuki i Narodu". Cóż na to jednak Andrzejewski, neofita narodowego misjonarstwa? Pisarz w praktyce angażuje się w pracę Delegatury Rządu na odcinku finansowego wspierania pisarzy.

A w kwestiach artystycznych? Tłem okupacyjnych opowiadań Andrzejewskiego są realia wojny, lecz treścią zasadniczą są kwestie egzystencjalne, wojna nie jest zdolna przesłonić ludzkich namiętności, zagadnienia zła człowieczego są ponadczasowe, niezależne od warunków zewnętrznych.

Rzecz zdumiewająca, w czasie wojny, kiedy słowa "moralny obowiązek" brzmią zupełnie jednoznacznie, pisarz wybiera artyzm, psychologię, niejednoznaczność właśnie. W "Ucieczce" dramat ucieczki małżeństwa z zagrożonego miasta jest tylko tłem wobec ich własnego, prywatnego koszmaru.

Wymowa innych opowiadań, w kontekście wojennej grozy wydawała się wręcz cyniczna. Oto w "Przed sądem" - bohater nie mogąc znieść samotnie śmierci z rąk okupantów denuncjuje przyjaciela. Opowiadanie, przeczytane w gronie literatów w roku 1941 uznano za uzasadnianie czynu haniebnego. Użyto też charakterystycznego argumentu, iż "psychologiczne usprawiedliwianie zdrady jest błędem".

"Wielki Tydzień" pisany w czasie likwidacji getta spotkał się z lodowatym przyjęciem. Treścią była psychologiczna relacja bohatera i uratowanej Żydówki, ukazanie zderzenia heroizmu etycznego z niemożnością stłumienia czysto ludzkiej niechęci do uratowanej kobiety. Tło, a więc zagłada Żydów malało wobec psychologicznego wymiaru niepożądanego przez dwoje ludzi spotkania.

Iwaszkiewicz uznał taką postawę Andrzejewskiego za eksploatację tragedii Żydów w celach literackich.

Szczególnie znaczącym dowodem takiej rzekomo cynicznej postawy, a w rzeczywistości egzystencjalnej perspektywy widzenia realiów okupacyjnych była niedokończona powieść "Natchnienie świata". Jej bohater, wychowany w tradycjach patriotycznych (wszyscy przodkowie walczyli za Polskę), w czasie okupacji odmawia złożenia z siebie ofiary za ojczyznę, która "nie oszczędza żadnego pokolenia i w której niezmiennie trzeba wszystko odbudowywać na nowo".

Droga Andrzejewskiego do komunizmu wcale nie była taka prosta, jak się sądzi. Na przykład w 1946 r. nazywał zbrodnią plakaty oskarżające AK o faszyzm.

Jednym z pierwszych symptomów przemiany światopoglądowej były perypetie "Wielkiego Tygodnia". Z utworu psychologicznego stał się publicystycznym, głównym bohaterem stało się społeczne tło, a właściwie kwestia polskiego antysemityzmu. Zmian dokonał pisarz wskutek "ideowej" perswazji, utwór spłaszczył się artystycznie, zaangażowanie polityczne miało swoją cenę.

Innym, daleko bardziej znaczącym kompromisem artystycznym był "Popiół i diament". Powieść, pierwotnie opowiadanie mające za treść etyczną metamorfozę znanego z uczciwości adwokata w znienawidzonego obozowego kapo. Pytanie, czy można potępiać ludzi nie uwzględniwszy potwornych, demoralizujących warunków lagru miało pozostać nierozstrzygnięte.

Wydawałoby się, że temat opowiadania - moralny relatywizm wiąże je z okupacyjną twórczością pisarza. Andrzejewski dokonuje jednak zmian, które coraz bardziej oddalają zasadniczy temat na margines. Opowiadanie przekształca się w powieść "Zaraz po wojnie" o treściach zupełnie już społeczno - politycznych, o konflikcie podziemia z komunistami. Na plan pierwszy wysunął się dylemat młodego żołnierza AK - czy walczyć, czy wtopić się w nową rzeczywistość. Dylemat ten był w swej istocie polityczny, pytanie - czy zabijać, oznaczało - czy zabijać komunistów w czasie "normalizacji". Etyka schodzi tu na plan dalszy, zabójstwo jawi się jako kwestia polityczna, nie etyczna. Powieść wydana pt. "Popiół i diament", choć przedstawiała na przykładzie grupy młodych konspiratorów i adwokata problem wojennej demoralizacji, jednak rozmywała tę kwestię w, fałszywym na dodatek tle społeczno - politycznym. I tu, jak w zmienionym "Wielkim Tygodniu" głównym bohaterem stała się zbiorowość, nie jednostka

Niezwykła jest gwałtowność zaangażowania Andrzejewskiego po stronie stalinizmu. Pisarz katolicki, związany z przedwojennym narodowo - radykalnym "Prosto z mostu" rzucił się przepaść sowietyzmu. Czyżby wyrzuty sumienia za okupacyjną obojętność? Może raczej przedwojenny katolicyzm był dla pisarza grą, sposobem, który miał mu zapewnić upragniony rząd dusz. Teraz, jak wierzył rolę narodowego wieszcza zagwarantować miał mu komunizm, i jak dawniej stał się znowu kaznodzieją, jego teksty upodobniły się do kazań kapłana, a może wyznań mistyka. Pisarz nie znajdzie w sobie żadnych oporów moralnych, pogrążać się będzie w zupełnych absurdach.

Komunizm przedstawił pewien projekt społeczeństwa utopijnego, deklarował stworzenie społeczeństwa nowoczesnego w niemal feudalnej, agrarnej Polsce. Miano wyrwać chłopów z ciemnoty i stworzyć z nich proletariat, przemysł miał zniwelować zacofanie cywilizacyjne. Po fazie wyrzeczeń, po zbudowaniu podwalin przemysłowej potęgi kraju obiecywano powszechny dostatek.

Choć brzmi to cokolwiek szokująco to utopia sowiecka zawierała elementy społecznego projektu pozytywizmu i idei "posłannictwa inteligenckiego" rodem z XIX wieku, i dlatego właśnie została tak łatwo i powszechnie przez inteligencję zaakceptowana. Komunizm obiecywał wszak oświatę, walkę z obskurantyzmem, przemysł, zerwanie z feudalną strukturą społeczeństwa, a nade wszystko nadawał inteligencji i intelektualistom, mimo wstrętów rolę inżynierów dusz, przewodników narodu. Potwornemu urokowi sowietyzmu nie oparł się niemal nikt z elity intelektualnej.

A sprawa terroru, o którym rzekomo nie wiedzieli literaci i filozofowie? Komunizm szczerze obiecywał "nową ziemię i niebo nowe", a taka eschatologiczna obietnica Nowego Jeruzalem musiała się ziścić po zagładzie. Wiara w komunistyczną Paruzję wymagała akceptacji terroru.

Etapem pierwszym komunistycznego zaangażowania była dla Andrzejewskiego, i nie tylko dla niego rezygnacja z nieutylitarnych założeń sztuki. Jeśli jednak wspomnieć XIX - wieczne tradycje literatury polskiej to odrzucenie "bezpłodnego artyzmu" na rzecz zaangażowania w sprawę społecznego konkretu nie musiało być decyzją szczególnie drastyczną.

O konsekwencjach wiary w utopię niech świadczy wizja "szklanych domów" Żeromskiego gdzie artyści stają się architektami nowego świata. "Wielcy artyści. Dzisiaj są ich tam już setki. I, powiem ci, nie są to nudziarze, snoby, żebraki, produkujące bzdury i głupstwa, śmieszne cudactwa i małpiarstwa dla znudzonych sobą i nimi bogaczów, lecz ludzie mądrzy, pożyteczni, twórcy świadomi i natchnieni, wypracowujący przedmioty ozdobne, piękne a użyteczne, liczne, wielorakie, genialne, a godne jak najszerszego rozmnożenia - dla pracowników, braci swych, dla ludu." Przykład utopii Żeromskiego dowodzi, że XIX - wieczne rojenia inteligenckie znacznie ułatwiły komunizmowi w Polsce i w Rosji uwiedzenie elit. Dla wielu "wierzących" artystów uświadomienie sobie swego społecznego "nihilizmu" musiało być szokiem. Trzeba było winę owego nihilizmu zmyć najdzikszymi wystąpieniami.

Andrzejewski uczestniczy w nagonkach na Watykan i Gałczyńskiego. Kraje zachodnie przedstawia jako faszystowskie, zaś wyścig zbrojeń ma według niego doprowadzić do spadku stopy życiowej na Zachodzie. Zupełnie jawnie w swej publicystyce przyznaje komunizmowi prawo do stosowania przemocy, pisze: "Proletariat stosuje przemoc, aby wszelkiej przemocy w stosunkach ludzkich położyć kres."

W 1954 pisarz godzi się na publikację "Popiołu i diamentu" w "wersji poprawionej", znikły wszystkie powieściowe pytania i dylematy, adwokat Kossecki, który w pierwszej wersji powieści zostaje wypuszczony na wolność, teraz zostaje wydany UB. Kończące utwór pytanie "Po coś uciekał człowieku?" ma w 1954 wymowę całkiem jednoznaczną, z raju sowieckiej utopii nie ma ucieczki.
Mimo wielokrotnego wznawiania powieści w czasach bardziej już liberalnych pisarz nie przywrócił wersji pierwotnej powieści.

Rok 1956. Październik. Uwalnianie więźniów politycznych. Prawda o UB, częściowa rehabilitacja AK. Kolejny projekt społeczny - antystalinowskiego (lecz nie antykomunistycznego) samorządu, nowa utopia. Czas zaangażowania tysięcy ludzi.

Andrzejewski pisze "Ciemności kryją ziemię", historię ideowego uwiedzenia młodzieńca przez Wielkiego Inkwizytora. Inkwizytor uzasadnia młodemu człowiekowi konieczność terroru, ten przekonany sam staje się następcą zbrodniarza.

Artur Sandauer zauważył, iż powieść nie była ani artystyczna, ani intelektualna. Zawierała oczywiste anachronizmy, takie jak istnienie rasizmu w XV - wiecznej Hiszpanii. Czy była książką złą? Andrzejewski nie pisał jej z założeniem, by była artystycznym sukcesem. Jej utylitarność jest nazbyt oczywista. Dla jej autora miała zapewne znaczenie terapeutyczne, a jej funkcja społeczna sprowadzała się do metaforycznego opisu stalinizmu. Jak wcześniej w "Popiele..." uzasadnił poniekąd konieczność zaprowadzenia porządków stalinowskich, tak w "Ciemnościach..." racjonalizował tego stalinizmu upadek. Czy wobec tak postawionych celów społeczno - politycznych jakikolwiek artyzm może grać rolę? Czy wobec Wagi Sprawy tworzenie sztuki nie jest zajęciem kabotyńskim i ...nihilistycznym? W 1956 r. postanowił Andrzejewski służyć piórem społeczeństwu, tak jak parę lat wcześniej partii. I teraz, i wcześniej kierował się tą samą motywacją - być głosem narodu.

Lata 60 - te były dla pisarza czasem próby, ostateczne decyzje wyboru drogi twórczej jeszcze nie zapadły. Mógł wybrać los artysty, dowodem tego pozycje "Idzie skacząc po górach" i "Bramy raju", ta druga uznawana jest za najlepszą rzecz pisarza. Jednak rola narodowego autorytetu, będącego sumieniem i przewodnikiem mas była kusząca. Andrzejewski przywykł był do takiej roli. Niepewny byt artysty, w sensie egzystencjalnym i intelektualnym być może go przerastał. Bycie po prostu artystą było wyborem ryzykownym?

Historia legendarnej "Miazgi" to także dzieje nie tyle politycznego kompromisu, jak chce wielu, ale raczej artystycznego upadku. Andrzejewski - artysta upadł pod ciężarem Sprawy, jaką chciał podjąć.

Pierwotnie Sprawa, co już u pisarza przeszło w nałóg była w treści utworu czymś wtórnym, później dopiero zdominowała powieść. Jednak w przeciwieństwie do poprzednich dzieł była to dominacja na miarę połknięcia Jonasza przez potwora, dzisiaj powieść ta jest całkowicie nieczytelna.

Pomysł powieści narodził się w maju 1960 r. Bohaterem jej miał być wybitny polski pisarz (a jakże!), jego życie miał opisywać przyjaciel dysponujący listami i pamiętnikiem. Powieść miała ilustrować doświadczenie intelektualno - artystyczne samego Andrzejewskiego.

Już jednak w 1962 r. pisarz notuje w dzienniku modyfikację koncepcji, treścią utworu ma być twórczość i koleje życia bohatera "jak najbardziej zrośnięte z ostatnim pięćdziesięcioleciem." Na początku 1963 r. powstaje idea sceny wesela nawiązująca do dramatu Wyspiańskiego, w lecie tego roku decyduje się autor, iż Panem Młodym będzie syn wysokiego dygnitarza państwowego, Panną Młodą dziewczyna z ludu, zaś akcja rozgrywać się będzie w 1963 r. Pięćdziesięciolecie zwyciężyło!

Pisarz rezygnuje z planowanej pierwotnie konwencji groteski, wobec takich powieściowych założeń byłaby ona wręcz niestosowna.

Wydrukowane w "Twórczości" fragmenty miały być, jak chcieli krytycy zapowiedzią dzieła, które wywoła wielką dyskusję polityczną (zaraz po publikacji fragmentów "Miazgi" Andrzejewski przystępuje do pisania "Apelacji").

Dalszego doskonalenia konstrukcji powieści dokonuje pisarz po roku 1968. "Miazga" przedstawia już establishment głęboko zdemoralizowany, podzielony na kliki. Szczegóły "Marca" weszły do biografii bohaterów powieści. Ale, jakby i tego było mało Andrzejewski wprowadził do utworu dziennik, w którym komentował bieżące wydarzenia. Anna Synoradzka tak pisze o tym zabiegu: "Dziennik był tłem dla fabuły powieściowej, sytuując ją w szerszym kontekście historycznym. Pokazywał Polskę jako państwo totalitarne, nad którym panuje ponure widmo wszechwładnego imperium sowieckiego; kraj ziejący beznadzieją, krępujący wolności twórcze, niszczący wartościowe indywidualności."

Doraźna aktualizacja nie kończy się na tym. Kiedy w 1970 r. umiera Paweł Jasienica, Andrzejewski wprowadza do powieści wspomnienie o publicyście, a także tekst swojego przemówienia, jakie wygłosił na pogrzebie Jasienicy.

"Apelację" zaczął pisać Jerzy Andrzejewski w 1967 r. Bohater, pacjent szpitala psychiatrycznego pisze apelację do pierwszego sekretarza partii opisując swą historię człowieka osaczonego przez agentów tajnych służb. Choroba jest metaforą systemu, to nie bohater jest chory, to system jest obłąkany zaszczuwając i skazując na śmierć niewinnych.

Staraniom o publikację (początkowo oficjalną !) towarzyszą wydarzenia marcowe, pisarz bierze w nich aktywny udział. Uczestniczy w słynnym zebraniu oddziału warszawskiego ZLP. W tym samym 1668 r. Andrzejewski pisze list protestacyjny w sprawie inwazji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji.

Lata 70 - te przynoszą pisarzowi silniejsze zaangażowanie polityczne, ale i artystyczną impotencję. Andrzejewski podpisuje protesty w sprawie aresztowania członków podziemnej organizacji "Ruch", angażuje się także w sprawę protestu przeciw zmianom konstytucji PRL. Działa także w KOR - ze i piśmie "Zapis". Prostytuuje się w dobrej wierze bez ograniczeń, co jednak przynosi mu, jako artyście fatalne skutki.

Pisze dramat "Prometeusz", zignorowany przez krytykę, także powieść "Teraz na ciebie zagłada" nie przynosi sukcesu. Publikacja opowiadania "Już prawie nic" (którego bohaterem jest sam pisarz, czyli Tomasz Mann) uznanego przez Andrzejewskiego za jeden z jego najlepszych utworów nie wywołuje przychylnych reakcji.

Druga połowa lat 70 - tych to czas pogłębiającej się degradacji artystycznej i egzystencjalnej. Pisarz przestaje pisać, odsuwa się od działalności podziemnej, zrywa niemal z przyjaciółmi. Pogrąża się w alkoholizmie. Ci nieliczni, z którymi chce jeszcze utrzymywać kontakt wiedzą, że jakiekolwiek wizyty w jego mieszkaniu po południu są bezcelowe, pisarz jest wtedy w stanie zupełnej nieprzytomności. W 1981 r. przebywa w szpitalu z powodu ostrego zapalenia wątroby, grożącego marskością. Umiera w 1983 r.

Anna Synoradzka tak opisuje pogrzeb: "Żałobna uroczystość, którą celebrował ksiądz Zieja, zgromadziła tłum około dwu tysięcy osób. Nad grobem przemawiali Jan Józef Szczepański oraz Jacek Bocheński. Ten ostatni wyrażał uczucia bliskich przyjaciół zmarłego, przypominając jego drogę twórczą, wyjątkową odwagę cywilną oraz pomoc, jakiej wielokrotnie udzielał potrzebującym. Żegnano nie tylko sławnego pisarza, ale również duchowego patrona opozycji demokratycznej, teraz zdławionej i pozbawionej praw do oficjalnego istnienia w życiu społeczeństwa. To właśnie ona w dużej mierze stanowiła tłum zebrany wokół trumny pisarza. Na zakończenie odśpiewano hymn narodowy, przy którym wielu obecnych wznosiło palce w geście zwycięstwa."

Pisarz nawet po śmierci odegrał swoją ukochaną rolę.

Po latach najbardziej zdumiewa nikłość dorobku Andrzejewskiego. Nikłość zarówno ilościowa, pisarz ten był autorem dziesiątek niedokończonych nowel i powieści, jak i jakościowa, właściwie nie wiadomo za co mamy kochać tego poetę. Pisarz ten za życia uznawany był za intelektualną i artystyczną potęgę, za jednego z największych polskich twórców XX wieku (!). Dzisiaj, nie znając społeczno - politycznego kontekstu ówczesnych ocen tej twórczości nie sposób pojąć skąd ta wielkość. Andrzejewski uznany za sumienie narodu musiał być wielkim artystą, i był. Fenomen niezwykłej wagi, jaką przypisywano jego twórczości porównać można do fenomenów Dąbrowskiej i Żeromskiego. Nie byli oni artystami, byli moralnymi autorytetami, ich bezwład artystyczny był poniekąd atrybutem ich misji. Poświęcali swe talenty na ołtarzu ojczyzny i dopiero dziś ze zgrozą konstatuje się, że ta biedna kobiecina Dąbrowska była autorką tylko "Nocy i dni" i "Dziennika". Okazuje się naraz, że Żeromski był grafomanem! Czy tylko on? Kto wie, co napisał, prócz "Boskiego Juliusza" Jacek Bocheński, co właściwie napisał godnego uwagi J.J. Szczepański? Co można powiedzieć o pasjach twórczych A. Szczypiorskiego, poza tym, że piętnuje on ciemnogród?

Aparat państwowy wylansował w latach 40-tych Andrzejewskiego na Wielkiego Pisarza, przemiany po roku 1956 nie strąciły go w niebyt, przeciwnie, stał się Wielkim z mocy środowisk opozycyjnych skutecznie narzucającym swe zdanie ludziom kultury. Gdy w latach 70-tych ciągle wymieniano w Polsce nazwisko pisarza jako rzekomo pewne w kolejce po literackiego Nobla nikt się nie śmiał, wszyscy porażeni byli analogią z Mannem, Żeromskim, Tołstojem.

Rok 1989 przyniósł niezwykłe przewartościowanie, którego wagi jeszcze nie bardzo potrafimy objąć. Nie tylko kod romantyczny uległ rozkładowi, zanikł kod polski, sposób rozumienia rzeczywistości, jaki obowiązywał przeszło 200 lat. Polskość okupacyjno - niepodległościowa, z jej koncepcją społecznej dyspozycyjności sztuki stała się dla młodych dwudziestoletnich, urodzonych po 1989 r. całkowicie obca. Odchodzi w niebyt kosmos polskości, świat Poniatowskiego i Terleckiego. Umiera szybko i niekłopotliwie.