Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Przegląd - 2005

 

Krzysztof Kęciek

Afera kreta z Pentagonu

 

Potężne lobby izraelskie w USA zamieszane w szpiegowski skandal

 

W Waszyngtonie rozpętała się dziwna afera, o której dziennikarze głównego nurtu wprawdzie piszą, ale zazwyczaj wstrzymują się od komentarzy. Oto dwóch byłych funkcjonariuszy American Israel Public Affairs Committee (AIPAC), wpływowego izraelskiego lobby w USA, zostało oskarżonych o uzyskanie tajnych informacji od funkcjonariusza federalnego.

Zdaniem prokuratury, lobbyści prowadzili nielegalną działalność od kwietnia 1999 r. do sierpnia 2004 r. Steve Rosen, który przez 20 lat był dyrektorem wydziału zagranicznego AIPAC, oraz Keith Weissman, czołowy ekspert Komitetu ds. Iranu, staną przed sądem w Alexandrii 25 kwietnia. Grożą im wysokie kary więzienia.

Rosen lubił powtarzać: "Lobby jest jak nocny kwiat. Rozkwita w mroku, a w słońcu ginie". Ale nawet ta dyskrecja nie uchroniła go przed aresztowaniem.

Informatora obu lobbystów, byłego pracownika Departamentu Obrony, Lawrence'a A. Franklina, już skazano na 12 lat i 7 miesięcy więzienia. Na razie jednak pozostaje na wolności za kaucją i zapewne otrzyma złagodzenie wyroku, gdyż zgodził się zeznawać przeciwko byłym lobbystom. Pozbawiony środków do życia, zarobkuje obecnie jako parkingowy

Skandal jest bardzo trudny do interpretacji. Dwaj byli pracownicy AIPAC zostali oskarżeni na podstawie prawie zapomnianego Espionage Act, przyjętego w 1917 r. i zmodyfikowanego w 1950 r. Akt ten stanowi, że samo posiadanie tajnych informacji rządowych jest przestępstwem. Rosen i Weissman to pierwsi oskarżeni na jego podstawie, którzy nie są urzędnikami rządowymi.

Prowadzący sprawę sędzia T.S. Ellis oświadczył, że Espionage Act dotyczy nie tylko funkcjonariuszy państwowych, lecz także adwokatów, dziennikarzy, profesorów, jednym słowem wszystkich. Powyższa wykładnia budzi zdumienie. Obrońcy obu oskarżonych stwierdzili w piśmie do sądu, że dziennikarze, lobbyści, osoby pracujące w biurach kongresmanów i inni członkowie społeczności politycznej w Waszyngtonie każdego dnia setki razy robią to samo - szukają przecieków, usiłują zdobyć poufne informacje rządowe. Czy wszyscy powinni trafić do więzienia? Jeśli Rosen i Weissman staną przed sądem, to czy taki sam los nie powinien spotkać dziennikarki "Washington Post", Dany Priest, która dzięki przeciekom ze sfer rządowych napisała wyróżniony nagrodą Pulitzera artykuł o tajnych więzieniach CIA?

Steven Aftergood z liberalnej Organizacji Naukowców Amerykańskich twierdzi, że robienie przestępstwa z rozmów, które Rosen i Weissman prowadzili z Franklinem podczas lunchu, nie byłoby zaskakujące w Chinach, jest jednak całkowicie obce systemowi politycznemu Ameryki.

Izrael to bliski i wypróbowany sojusznik Stanów Zjednoczonych. Jak stwierdził dziennik "New York Times", administracja George'a Busha oraz organizacja polityczna, jaką jest AIPAC, mają podobne poglądy na temat niebezpieczeństwa ze strony programu nuklearnego Iranu oraz radykalnych ugrupowań palestyńskich (takich jak Hamas). Dlaczego więc władze zdecydowały się oskarżyć obu lobbystów? Na ten temat krążą nad Potomakiem liczne przypuszczenia. Czy rząd zamierza dać odstraszający przykład, aby wreszcie położyć kres kłopotliwym przeciekom? Według innej teorii, niektóre kręgi służb specjalnych USA rozjątrzyło to, że na podstawie nie zawsze prawdziwych informacji otrzymanych przy udziale AIPAC Stany Zjednoczone rozpoczęły inwazję na Irak, która okazała się sromotną klęską. Funkcjonariusze wywiadu postanowili więc wziąć odwet na lobbystach. Nie można też wykluczyć, że kontrwywiad Stanów Zjednoczonych postanowił ukrócić mocno pachnącą szpiegostwem działalność Izraelczyków i ich przyjaciół. W tej "aferze kreta z Pentagonu", jak ją nazwano, wiele zagadkowych wątków czeka na wyjaśnienie.

Najsłynniejszym, a zarazem najbardziej pechowym izraelskim szpiegiem w Stanach Zjednoczonych był cywilny pracownik wywiadu marynarki wojennej, Jonathan Pollard, kierowany jakoby przez "dziką" komórkę izraelskiego wywiadu, bez wiedzy zwierzchników służb specjalnych państwa żydowskiego. Zdemaskowany w 1985 r. Pollard usiłował się schronić w ambasadzie Izraela, lecz został wydany. Do dziś odbywa wyrok dożywocia. Kierownictwo FBI stanowczo sprzeciwia się jego ułaskawieniu, aczkolwiek znacznie szkodliwsi dla Stanów Zjednoczonych szpiedzy karani byli łagodniej. Ta afera okazała się bardzo kłopotliwa dla amerykańskich Żydów, którym zarzucono podwójną lojalność. Od tej pory Izrael nie prowadzi działalności wywiadowczej w USA - oficjalne stanowisko Tel Awiwu jest takie, że oba kraje są zaprzyjaźnione i wymieniają ważne informacje, nie ma więc zapotrzebowania na szpiegów. Być może jednak rzeczywistość jest inna. Były urzędnik federalnych organów sprawiedliwości powiedział reporterowi agencji UPI, że izraelska aktywność szpiegowska przeciwko Stanom Zjednoczonym "szerzyła się" przez wiele lat. "Mało kto wie, że w czasach zimnej wojny dział kontrwywiadu FBI zajmujący się sprawami Izraela ustępował liczebnie tylko działowi zwalczającemu sowieckich szpiegów", powiedział ten pragnący zachować anonimowość informator.

W 2001 roku FBI wpadła na trop zakrojonej na szeroką skalę izraelskiej operacji wywiadowczej, obejmującej Wschodnie Wybrzeże, Nowy Jork i New Jersey (wiadomo, że tym roku izraelscy "studenci sztuk pięknych", być może wysłani przez Mosad, kręcili się w pobliżu przyszłych zamachowców z 11 września 2001 r.). W każdym razie FBI poddała wtedy intensywnej inwigilacji izraelskich dyplomatów. Potajemnie sfilmowano m.in. Naora Gilona, szefa wydziału ds. politycznych izraelskiej ambasady w USA, gdy jadł lunch z dwoma lobbystami AIPAC. Funkcjonariusze FBI osłupieli, gdy do stolika przysiadł się Lawrence Franklin. Zaczęto śledzić każdy krok i sprawdzać każdy kontakt "kreta". Według jednego z licznych raportów FBI, Franklin, Rosen i Weissman spotkali się 10 marca 2003 r. przy Union Station w Waszyngtonie, "następnie szybko przechodzili z jednej restauracji do drugiej, aby uniknąć wykrycia, a spotkanie zakończyli w pewnej pustej restauracji".

Lawrence Franklin, pułkownik rezerwy wojsk lotniczych i specjalista od spraw Iranu, władający językiem farsi, nie zajmował w Pentagonie wysokiej pozycji, w hierarchii był piąty po podsekretarzu stanu. Ten "katolik w przeważnie żydowskiej sieci pracowników Pentagonu zalecających jastrzębią politykę wobec Iranu", jak ujął to magazyn "New Yorker", miał jednak ambicje kształtowania polityki. Franklin także uważał, że poważne niebezpieczeństwo zagraża Stanom Zjednoczonym ze strony irańskich mułłów. Według aktu oskarżenia, spotykał się z Naorem Gilonem, wysłuchiwał jego opinii dotyczących Iranu, a następnie przedstawiał je przełożonym jako własne wnioski. W czerwcu 2004 r. funkcjonariusze FBI przeszukali dom oraz biuro Franklina w Pentagonie i znaleźli 83 tajne dokumenty, dotyczące Iranu, Iraku oraz Al Kaidy. "Kret" postawiony został przed wyborem - wysoka kara więzienia lub współpraca.

Wybrał to drugie wyjście i nawet wystąpił w roli prowokatora.

21 lipca 2004 r. zadzwonił do Weissmana i poprosił o spotkanie "w sprawie życia i śmierci". Na tę rozmowę przybył wyposażony w urządzenie do nagrywania. Miesiąc wcześniej dziennikarz Seymour Hersh opublikował w "New Yorkerze" artykuł o agentach izraelskich operujących w irackim Kurdystanie. Teraz Franklin poinformował lobbystę, że życiu tych ludzi zagraża niebezpieczeństwo. Nie wiadomo, czy była to informacja prawdziwa, czy też spreparowana przez FBI. W każdym razie Weissman i Rosen, pragnąc ocalić agentów, powiadomili o domniemanym zagrożeniu Gilona, a także dziennikarza "Washington Post". FBI miała już dowody winy lobbystów. W sierpniu 2004 r. oficjalnie rozpoczęło się śledztwo w sprawie Weissmana i Rosena.

Ten ostatni zapewniał, że jest niewinny. Czy dlatego, że próbował ratować Izraelczyków w Iraku, ma być uznany za szpiega? Gdyby wiedział, że zagrożeni są na przykład żołnierze brytyjscy, też ostrzegłby swych przyjaciół w brytyjskiej ambasadzie.

AIPAC początkowo energicznie bronił swych funkcjonariuszy, potem jednak dyrektorzy komitetu uznali, że sprawa jest przegrana. W marcu 2005 r. dwaj niefortunni lobbyści zostali zwolnieni z AIPAC. Komitet zobowiązał się pokryć niezwykle wysokie koszty ich obrony prawnej, lecz także w tej sprawie doszło do sporów.

Izraelskie lobby najwyraźniej robi wszystko, aby pomniejszyć znaczenie afery. Na corocznej konferencji AIPAC, która na początku marca br. odbyła się w Waszyngtonie, jak zwykle zjawiła się śmietanka amerykańskiego establishmentu. Wiceprezydent USA, Dick Cheney, wygłosił przemówienie pod adresem Iranu. Sprawę obu oskarżonych omawiano dyskretnie w kuluarach, lecz nikt oficjalnie nie wymienił ich nazwisk. Aktywiści AIPAC podkreślali, że skandal nie zaszkodził organizacji. W ciągu ostatnich dwóch lat liczba członków komitetu wzrosła o jedną czwartą (do 100 tys.), zwiększył się także roczny budżet - do 45 mln dol. Według niektórych źródeł, Rosen i Weissman są gorzko rozczarowani sposobem, w jaki ich potraktowano. Jeśli zdecydują się złożyć zeznania obciążające dawnych kolegów z AIPAC, izraelskie lobby w USA może popaść w poważne tarapaty.