Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Françoise Thom

Beria: oprawca bez skazy

2016

 

(...)

 

 

1938-39

Koniec Wielkiego Terroru

 

Jeden ze świadków pozostawił relację o początkach Berii:

 

Beria wzywał oficerów i zadawał im to samo pytanie: "Pracujecie tutaj od dawna, od roku, półtora. Którzy, waszym zdaniem, postępują nieludzko?" [...] Mówił uprzejmie i okazywał pełną uwagę. Tych, którzy postępowali "nieludzko", przepędzono, aresztowano i rozstrzelano - nawet wyższych oficerów.

 

W stołówce na Łubiance atmosfera uległa zmianie, zaczęto ze sobą rozmawiać, podczas gdy za Jeżowa każdy jadł obiad sam w swoim kącie, unikając kontaktu z kolegami. Beria podwoił uposażenie oficerów NKWD. Jednocześnie od razu zniechęcił do donosicielstwa - kiedy jakiś kapuś doniósł mu, że jego zastępca, Borys Obrucznikow, skarżył się, że NKWD zalali Gruzini, Beria wysłał donosiciela na Magadan, a Obrucznikow pracował u jego boku do końca.

Jeden z uciekinierów przekazał wrażenie, jakie Beria zrobił na nim, kiedy wizytował szkołę NKWD, w której się uczył: "Oczy za binoklami patrzyły uważnie i raczej smutno. [...] Przypominał mi przyjaciela z dzieciństwa, żydowskiego pediatrę o nazwisku Kapelson...". Beria powiedział do dyrektora szkoły: "Pilnujcie, żeby mieli trochę więcej świeżego powietrza". Wśród czekistów Beria znany był z wyjątkowego opanowania. Nie cierpiąc krasomówców, od swoich współpracowników wymagał przede wszystkim ścisłej i zwięzłej wypowiedzi. Bardzo szybko zdobył sobie popularność, ponieważ potrafił się postarać o możliwie najlepsze warunki życia dla swoich podwładnych. W rezultacie kantyny NKWD były nieporównanie lepiej zaopatrzone niż kantyny NKID - Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych.

Koniec Wielkiego Terroru zaczął się od czystki kadr Jeżowa. Dwudziestego września 1938 Biuro Polityczne podjęło bardzo ważną decyzję - odtąd każdy ludowy komisarz będzie miał zastępcę odpowiedzialnego za personel i zależnego od sekcji kadr partii - ORPO - kierowanej od 4 lutego 1936 r. przez Malenkowa. Decyzja ta, przywracająca kontrolę aparatu partyjnego nad NKWD, miała umożliwić usunięcie kadr Jeżowa i dała początek tandemowi Beria- Malenków. Dzięki poparciu Malenkowa, który utrzymywał kiedyś doskonałe stosunki z Jeżowem, ale nie zamierzał wadzić się z jego potężnym następcą, Beria umieścił swoich ludzi w NKWD. Sprowadził do Moskwy całą swoją południowokaukaską ekipę. Jako pierwszy przybył dawny towarzysz broni z Baku, Juwielian Sumbatow-Topuridze; awansowany do centrali NKWD w kwietniu 1938 r., miał posłużyć jako zwiadowca. Następnie przybyli: wierny Diekanozow, który pracował z Berią w CzeKa Azerbejdżanu i był przewodniczącym gruzińskiego Gospłanu - mały, gruby i łysy, amator luksusu, wykształcony i względnie uprzejmy, "doświadczony i wytrwały organizator, z natury pragmatyczny i próżny", zdaniem dyplomaty W. Siemionowa, któremu patronował od 1940 r. - po nim brutalny Bogdan Kobułow, otyły Ormianin - Beria nazywał go "Samowarem" - pochodzący z okrytych złą sławą dzielnic Tbilisi, miłośnik sztuk pięknych, człowiek od brudnej roboty i poufnych misji; a także jego brat, Amajak Kobułow, laluś ceniący uroki życia; rzetelny Goglidze; Szałwa Cereteli, mąż zaufania, były książę, dawny oficer Legionu Gruzińskiego utworzonego przez Niemców w czasie I wojny światowej, postrzegany na Zachodzie jako "przystojny, bardzo inteligentny i dworny"; Petre Szaria, poliglota samouk, heglista i gruziński nacjonalista, który nie wahał się wdawać w filozoficzne i literackie dysputy ze Stalinem - uważał na przykład, że służba bezpieczeństwa państwa powinna się ograniczać do walki z wrogami zewnętrznymi. A także dyskretny Mierkułow, intelektualista i dramaturg, który od lutego 1929 r. do maja 1931 r. był zastępcą naczelnika GPU Adżaristanu i kierownikiem Sekcji Tajnopolitycznej tego newralgicznego przygranicznego regionu; według wtajemniczonych ten oficerski syn, który studiował matematykę na uniwersytecie w Sankt-Petersburgu i poślubił córkę carskiego generała, nienawidził ustroju komunistycznego, jeszcze zanim wstąpił do CzeKa; Sołomon Milsztejn, Żyd pochodzący z Wilna, sekretarz Berii w 1926 r., a potem minister rolnictwa Gruzji, który mimo że cała jego rodzina wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych, był protegowanym Niny Berii, znanym ze swojej fenomenalnej pracowitości i jednym z niewielu, którzy byli z Berią na ty; Stiepan Mamułow, sekretarz Berii, który, jak mówiono, lubił wyprowadzać na spacer swojego krokodyla na smyczy; Borys Ludwigow, współpracownik, którego Beria wyratował z czystek 1937 r. i który mawiał, że dałby sobie chętnie uciąć prawą rękę za niego; także inni: Michaił Gwisziani i Ławrientij Canawa, by wymienić tylko niektórych. Ludzie ci, bardzo różni z charakteru, niekiedy nienawidzący się między sobą, mieli dwa punkty wspólne - byli oddani swojemu szefowi i skuteczni w działaniu. Beria mianował ich na kluczowe stanowiska w swoim ministerstwie: Mierkułow został naczelnikiem Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego - broniąc własnej skóry po upadku swojego patrona, napisze w 1953 r.: "Z moim charakterem zupełnie nie nadawałem się na to stanowisko. [...] Nowe "czekistowskie metody" wprawiały mnie w skrajne przygnębienie". Bogdan Kobułow został zastępcą Mierkułowa i naczelnikiem Wydziału Tajnopolitycznego oraz członkiem Kolegium Specjalnego NKWD, a jego brat Amajak zastępcą szefa NKWD Ukrainy. Diekanozow stanął na czele wywiadu i kontrwywiadu. Do ścisłego grona zaufanych dołączyli inni ludzie z Kaukazu: P.W. Fiodotow, który pracę w CzeKa rozpoczynał w Groznym w 1921 r.; Lew Włodzimirski, który karierę robił również w północnokaukaskim GPU. Klan Berii nie był etniczny, lecz regionalny.

Po dymisji Jeżowa 23 listopada 1938 r. w ministerstwie odbyło się wiele procesów przy drzwiach zamkniętych. Kadry jeżowskiego aparatu centralnego i regionalnego stanęły przed sądami wojskowymi. Oskarżeni przyznali się do masowego stosowania tortur w celu wymuszenia zeznań. Po wyczyszczeniu centralnego aparatu NKWD Beria wziął się do republik i regionów.

Na miejsce zostały wysłane komisje, który przystąpiły do aresztowań i wymiany kierowniczych ekip. Prawie wszyscy szefowie NKWD federacyjnych republik i autonomicznych regionów zostali aresztowani i skazani; w latach 1939-1940 2079 oficerów NKWD skazano za "naruszenia socjalistycznej praworządności"; 7339 oficerów, czyli jednego na pięciu, zwolniono. Od stycznia 1939 r. NKWD rekrutowało uczniów szkół wojskowych, aby uzupełnić swój stan osobowy. Jednak większość nowych pracowników wywodziła się z partii i Komsomołu - z górą 11 000 na 14 500 nowo zatrudnionych.

Po rozpoczęciu czystki jeżowskich kadr Beria zabrał się do likwidacji masowego terroru. Z chwilą objęcia swojej funkcji Beria, jeśli wierzyć jego synowi, kazał dokonać swego rodzaju inwentaryzacji:

 

Ojciec postawił jeden warunek przed przyjęciem nowego stanowiska: zażądał przeprowadzenia śledztwa dotyczącego działalności Jeżowa (i faktycznie KC powołał odpowiednią komisję). Dzięki temu dochodzeniu, ojciec miał taką nadzieję, zostałby spisany protokół dotychczasowych zbrodni, których nie można byłoby już przypisać jemu.

 

Obowiązki sekretarza tej komisji powierzył swojemu ziomkowi, Petre Szarii. Siedemnastego listopada 1938 r. tajna uchwała Rady Komisarzy Ludowych i Komitetu Centralnego, zatytułowana W sprawie zatrzymań, nadzoru prokuratury i prowadzenia dochodzeń, zabroniła masowych aresztowań i deportacji oraz położyła kres enkawudowskim trójkom. Odtąd zatrzymania wymagały zezwolenia prokuratury. Tekst uchwały zawiera niektóre wątki charakterystyczne dla dokumentów inspirowanych przez Berię. NKWD Jeżowa jest w nim krytykowana za "uproszczone metody" prowadzenia śledztw i procesów, które doprowadziły do "oczywistych wypaczeń" w działalności NKWD i prokuratury. W rzeczywistości NKWD powinna uprzywilejowywać działania wywiadowcze i rozbudowywać sieć informatorów, zamiast podejmować masowe aresztowania. Poza tym zeznania zatrzymanych winny być poparte dowodami rzeczowymi, a przesłuchania stenografowane nawet wtedy, gdy osoba, której udowodniono winę, nic przyznaje się. Z kolei prokuratura ma zapobiegać "naruszeniom rewolucyjnej praworządności". Zmiany te nie pozostały bynajmniej jedynie pustą formą - od 1 stycznia do 15 czerwca 1939 r. połowa spraw dotyczących przestępstw o charakterze "kontrrewolucyjnym" została odesłana przez prokuraturę i sądy do NKWD celem uzupełnienia materiału dowodowego. Od początku 1939 r. listy więźniów przeznaczonych do rozstrzelania nie były już przedstawiane Biuru Politycznemu. Nawet oskarżeni o kontrrewolucyjne zbrodnie otrzymali prawo do apelacji. Beria zarządził natychmiastowe zaprzestanie masowych represji; wydane wcześniej instrukcje i rozkazy zostały unieważnione.

Stalin, chcąc rozbić imperium Jeżowa, wzmocnił przewagę partii nad NKWD. Najpierw przekazał jej kontrolę nad jego polityką kadrową. Dwudziestego września postanowiono, że Komitet Centralny musi wyrazić zgodę na nominację miejscowych szefów NKWD do stanowiska kierowników sekcji okręgowych i miejskich włącznie. W republikach i regionach wszyscy oficerowie NKWD powinni być ujęci w kartotekach miejscowych organizacji partyjnych. Pierwszego grudnia Biuro Polityczne przyjęło bardzo ważną uchwałę - zatrzymania mogły następować tylko za zgodą zwierzchnika zainteresowanego. Uchwała ta odsuwała od partyjnej i państwowej nomenklatury niebezpieczeństwo powrotu wielkich czystek w stylu Jeżowa. Oznaczała początek stabilizacji nomenklatury, procesu, którego Stalin nie zdoła już zatrzymać. Całe ministerstwa zostały zabezpieczone przed aresztowaniami; tak było w przypadku Ministerstwa Handlu Zagranicznego, którego kierownictwo przejął Mikojan w grudniu 1938 r.; obejmując tę funkcję, zażądał od Stalina, by zobowiązał się do zaniechania czystek w jego domenie. Stalin dotrzymał obietnicy do 1948-1949 roku. Podobnie będzie w przypadku ministerstw, które znajdą się pod opieką Berii.

Uchwała przyjęta 27 grudnia 1938 r. potwierdziła jeszcze owo pragnienie aparatu, aby zabezpieczyć się przed nawrotem masowego terroru - zabraniała ona NKWD rekrutacji agentów wśród kadr partyjnych, państwowych i gospodarczych, wśród personelu Komitetu Centralnego, komitetów partii republik i regionów. NKWD miało obowiązek zniszczyć kartoteki agentów zwerbowanych w tych środowiskach. Dwudziestego drugiego grudnia 1938 r. zlikwidowano wydziały śledcze wydziałów operacyjnych NKWD i utworzono jeden Wydział Śledczy w ramach NKWD, "aby położyć kres naruszeniom socjalistycznej praworządności" - poczynione kroki miały zmniejszyć liczbę procesów politycznych i ograniczyć lokalną samowolę. Zmniejszono ilość dokumentacji powierzanej Kolegium Specjalnemu. Zażalenia skazanych przez trójki winny być rozpatrzone w ciągu dwudziestu dni od ich otrzymania. Zachowano jednak Kolegium Specjalne, jak również ustawy wyjątkowe z 1 grudnia 1934 roku. W lutym 1939 r. Beria zaproponował zwiększenie stanu osobowego prokuratury, aby jej kontrola nad aktami śledczymi sporządzanymi przez NKWD przebiegała szybciej.

Sekcje specjalne NKWD, siejące postrach w wojsku, zostały również przywołane do porządku. Beria stwierdził, że w Białoruskim Okręgu Wojskowym stosowały one nielegalne metody nacisku fizycznego [tortury], prowadzące niekiedy do śmierci. Oficerowie tych sekcji urządzali prawdziwe zawody - kto uzyska największą liczbę aresztowań i zeznań.

Odtąd, aby aresztować oficerów, trzeba było mieć pozwolenie Ludowego Komisarza Obrony. Poza tym Beria starał się rekrutować wojskowych w celu utworzenia specjalnych sekcji sprawujących nadzór nad wojskiem. Dwudziestego pierwszego czerwca zwrócił się do Woroszyłowa o wydzielenie w tym celu tysiąca oficerów Armii Czerwonej do pracy w NKWD.

Czy można mówić o "malej odwilży" w odniesieniu do lat 1939-1940? Chruszczów absolutnie tak nie sądził.

Beria mawiał często, że z jego przyjściem skończyły się nieuzasadnione represje: "Miałem rozmowę w cztery oczy z towarzyszem Stalinem i powiedziałem mu: kiedy się to wszystko skończy? Iluż to funkcjonariuszy partyjnych, gospodarczych i ilu wojskowych zostało unicestwionych?" Ale nawet po tym Beria nadal dokonywał aresztowań, choć na mniejszą niż przedtem skalę.

Jednak, o czym świadczą liczby, kroki poczynione przez Berię nie prowadziły jedynie do kosmetycznych zmian. W 1939 r. zwolniono z obozów 223 800 więźniów, z kolonii 103 800. W styczniu 1939 r. w więzieniach NKWD przebywało 352 508 zatrzymanych; w październiku tego samego roku ich liczba zmniejszyła się do 178 258. Tych, w których sprawie toczyło się pod koniec 1938 r. śledztwo, zwalniano łatwiej niż skazanych - w 1939 r. wypuszczono na wolność 110 000 więźniów politycznych. "Wieść szerzyła się, stwarzając złudzenie masowych zwolnień i budząc w społeczeństwie gorączkową nadzieję", wspomina A. Waksberg. Nawet do zachodniej prasy doszły słuchy o tej "odwilży" - "Socjalisticzeski Wiestnik" wspomniał o wysłaniu przez Berię stu pięćdziesięciu komisji do więzień i obozów z zadaniem uwolnienia przede wszystkim funkcjonariuszy, inżynierów i techników masowo aresztowanych w czasie czystek Jeżowa. W marcu 1939 r. zabroniono wymierzania kary dodatkowych pięciu lub dziesięciu lat więzienia osobom, który odbyły już swoją karę: ci, którzy w 1938 r. zakończyli odbywanie kary, ale Kolegium Specjalne skazało ich na dodatkowe pięć do dziesięciu lat, zostali zwolnieni. W lutym 1939 r. Beria i Wyszynski zaproponowali też zniesienie ograniczeń dotyczących miejsca zamieszkania osób skazanych przez Kolegium Specjalne i trójki na karę poniżej trzech lat, jeśli w ciągu trzech lat po zwolnieniu osoby te nie popełniły ponownie przestępstwa - decyzja miała być podejmowana przez Kolegium Specjalne NKWD. Szesnastego sierpnia 1939 r. unieważniono deportacje związane z okólnikiem NKWD z 15 czerwca 1937 r. odmawiającym prawa pobytu w metropoliach osobom wykluczonym z partii i członkom rodzin osób skazanych za przestępstwo polityczne. Niektóre kategorie osób deportowanych z Leningradu w 1935 r. czy z Ałma Aty w 1938 r. mogły powrócić do domu.

"Liberalna" polityka nowego szefa NKWD nie przeszła bez oporów. Niektórzy czekiści przypomnieli o tym sobie w chwili procesu Berii:

 

W 1938 r., po przyjściu Berii, masowo zwalniano więźniów. W rezultacie zwolniono wrogów i trzeba było interwencji towarzysza Stalina w grudniu 1938 r., żeby skończyły się te wszystkie nadużycia i śledztwa były prowadzone w sposób obiektywny.

 

W latach 1939-1940 M. Pankratiew, który zastąpił Wyszynskiego na stanowisku prokuratora, oskarżył Berię o niesłuszne wypuszczanie na wolność "wrogów ludu" bez porozumienia z prokuraturą. Utworzono dwie komisje do zbadania tych oskarżeń. Ostatecznie Pankratiew został zwolniony z zajmowanego stanowiska. Z kolei 10 stycznia 1939 r., chcąc uniknąć demoralizacji czekistów atakowanych ze wszystkich stron przez rozzuchwalonych partyjnych aparatczyków, Stalin poczuł się w obowiązku przypomnieć w zaszyfrowanym telegramie, że:

 

użycie środków nacisku fizycznego przez NKWD zostało dopuszczone w 1937 r. przez Komitet Centralny. [...] Komitet Centralny uważa, że należy nadal stosować środki nacisku fizycznego przeciw wrogom ludu, którzy nie składają broni.

 

Jest to jedyny dokument poświadczający na piśmie zezwolenie na stosowanie tortur, który - mimo istnienia uchwały podpisanej przez członków Biura Politycznego w przeddzień lutowego Plenum 1937 r. - zniknął z archiwów. Może Beria stosował już politykę, którą zalecił Mierkułowowi w 1943 r.: "nie wykonywać nigdy ustnych rozkazów" - należało "żądać instrukcji na piśmie i starać się, aby nie pochodziły tylko od Stalina, lecz od całego Biura Politycznego".

Od pierwszych dni Beria okazywał wyraźnie, że nie będzie tolerował zewnętrznych interwencji w swoją domenę. W tarciach między prokuraturą i NKWD Beria nie wahał się bronić czekistów, którym nie odpowiadały obchody prokuratorów po więziennych celach i "fotografowanie podejrzanych miejsc na ciele więźniów" - śladów po uderzeniach - gdyż jego zdaniem zachęcało to obwinionych do "organizowania strajków głodowych". "Liberalne" zachcianki Berii ustępowały jego głównej trosce, jaką było umocnienie własnej administracji. Na początku 1940 r. NKWD otrzymało prawo wglądu w zwalnianie więźniów politycznych: trzeba było wstrzymania postępowania karnego ogłoszonego przez sąd lub decyzji prokuratora poświadczonej przez NKWD, aby zwolnienie stało się faktem.

Tak czy inaczej, odwilż trwała krótko. Dziesiątego czerwca 1939 r. uchwała Biura Politycznego zabroniła skracania kary więźniom Gułagu i dopuszczała stosowanie kary śmierci dla "dezorganizatorów produkcji i życia w obozie" . Od września 1939 r. obozy i więzienia zapełniły się na nowo falami więźniów z "terytoriów wyzwolonych" przez Armię Czerwoną - Zachodniej Ukrainy, Zachodniej Białorusi, a potem państw bałtyckich, Besarabii i Północnej Bukowiny.

Beria starał się "zracjonalizować" zarządzanie Gułagiem, podwyższając normy żywieniowe i poprawiając jakość odzieży w celu zmniejszenia śmiertelności oraz zezwalając od sierpnia 1939 r. na wykorzystywanie kompetencji więźniów politycznych, zmuszanych wcześniej do wyczerpujących prac fizycznych. W 1939 r. wydał szczegółowe przepisy dla komendantów obozów. Próbował bez powodzenia zapobiec zwiększeniu liczby wielkich budów przydzielanych do Gułagu. W więzieniach stwierdzono pewne złagodzenie reżimu - więźniowie mieli odtąd prawo do posiadania gier i książek. Prokuratorzy zaczęli wizytować więzienia i rozpytywać, czy nie ma skarg.

Od 1941 r. Gułag odgrywał ważną rolę w gospodarce wojennej. Beria wykorzystał to do prób złagodzenia warunków więziennych - Gułag nie potrzebował umierających zeków, których dostarczał mu radziecki system więzienny. W maju 1942 r. nakazał naczelnikom więzień przestrzeganie "podstawowych warunków sanitarnych", przyznanie więźniom spaceru "nie krótszego niż godzinę". Więźniom miało przysługiwać osiem godzin snu na dobę; cierpiący na biegunkę mieli otrzymywać witaminy i lepsze pożywienie. Czy u źródeł tych instrukcji były jedynie względy opłacalności? Dlaczego Beria uściślał w tym przypadku, że "więźniom słabym i starszym" powinni pomagać podczas spaceru towarzysze więziennej celi?

 

 

1953

Blitzkrieg Berii

 

Jego liberalizm jest liberalizmem wroga.

[Łazar Kaganowicz]

 

Miał opracowany plan likwidacji ustroju radzieckiego. (...) Jego naczelnym celem było przetrącenie bolszewickiego rdzenia.

[Andriej AndrieJew]

 

Niepomierne przedsięwzięcia Stalina u schyłku życia sprawiły, że w kierowniczych kręgach Kremla powstał pewnego rodzaju konsensus: wszyscy mieli świadomość, że kraj jest wyczerpany i zmiany są konieczne; wszyscy byli zgodni, że należy rozpocząć politykę odprężenia z państwami Zachodu. Jednak spośród wszystkich członków Biura Politycznego tylko Beria miał spójny program reform. Niewątpliwie na początku wyobrażał sobie, że jego koledzy, chcąc zdystansować się od linii Stalina, są gotowi pójść za nim bardzo daleko. W ciągu kilku dni zasypał ich gradem inicjatyw i rozpętał prawdziwy Blitzkrieg z radzieckim ustrojem. Zaatakował jednocześnie na wszystkich frontach, uderzając we wszystkie podpory stalinowskiego reżimu: kontrolę partii nad gospodarką, system obozów koncentracyjnych, władzę policji, ideologię, strukturę imperium, myślenie kategoriami oblężonej twierdzy, oparte na konfrontacji z Zachodem. Ze swoim programem zapoznał Mikojana:

 

Trzeba odbudować praworządność, sytuacja w kraju jest nie do zniesienia. Mamy ogromną ilość więźniów, trzeba ich uwolnić i przestać wysyłać ludzi do obozów. Trzeba zmniejszyć liczebność NKWD, nie chronimy ludzi, my

ich pilnujemy. Trzeba to zmienić, wysłać strażników na Kołymę i zachować jedynie dwóch lub trzech dla ochrony rządu.

 

Beria wierzył, że może liczyć na poparcie nowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MWD) połączonego z Ministerstwem Bezpieczeństwa Państwa. I rzeczywiście, powrót Berii do MWD był na ogół dobrze przyjęty przez ludzi "organów", znających jego talenty administracyjne i pamiętających, że zapewnił im wysokie pensje, luksusowe - z radzieckiego punktu widzenia - życie, a przede wszystkim poczucie przynależności do elity. "Dzięki Bogu, ignatjewowski burdel się skończył" - powiedział Korotkow do swojego kolegi. W odróżnieniu od większości radzieckich aparatczyków Beria umiał przywiązywać do siebie ludzi: "Wielu oficerów MWD uwielbiało Berię i gotowi byli pójść za nim w ogień".

Natychmiast po objęciu urzędu w swoim ministerstwie Beria rozpoczął usuwanie kadr partyjnych mianowanych za czasów Ignatjewa w latach 1951-1952. Dysponujemy świadectwem tej czystki. Beria zwołał aparatczyków w środku nocy i oświadczył im: "Wy, gówniarze, zupełnie nie znacie się na robocie czekisty. Trzeba znaleźć wam inną pracę, odpowiednią do waszych możliwości, nieskomplikowaną". Jednych usunięto z MWD, innych umieszczono na zapadłej prowincji. Jednocześnie Beria wprowadził do połączonego MWD wiernych sobie ludzi, P. Mieszyka, Bogdana i Amajaka Kobułowów, Osietrowa, Ludwigowa, Sazykina i Sawickiego. Niektóre osoby aresztowane w latach 1951-1952 zostały niezwłocznie zwolnione - P. Szaria, N. Eitingon, N.N. Seliwanowski, a w czerwcu M.I. Biełkin, i powróciły na ważne stanowiska: L. Rajchman został mianowany szefem kontroli MWD; Sz.S. Szliuger, zaaresztowany za nacjonalizm i uwolniony przez Berię w marcu, został wysłany na Węgry: Chramelaszwili, oficer MGB, pracujący wcześniej pod dyplomatyczną przykrywką radzieckiej ambasady w Londynie, uwięziony za próbę ucieczki do Turcji i straszliwie torturowany, został uwolniony; P.W. Fiodotow, któremu Beria powierzył policję polityczną we wrześniu 1939 r., a po 1940 r. także kontrwywiad, a którego usunięto w lutym 1952 r., już 12 marca 1953 r. został ponownie szefem wywiadu, zastępując S.R. Sawczenkę. S.F. Kuzmiczew, aresztowany 17 stycznia, został uwolniony 10 marca i mianowany naczelnikiem ważnego IX Zarządu odpowiedzialnego za ochronę przywódców partii i państwa: Beria wezwał go tego dnia do swojego biura i zapytał, czy wie, że Stalin nie żyje. Kuzmiczew wybuchnął płaczem, na co Beria się skrzywił: "Przestań! To on kazał cię zamknąć, i to za nic".

Beria mianował swoim pierwszym zastępcą Mierkułowa, "gdyż w jego czekistowskim otoczeniu byłem jedynym Rosjaninem, którego dobrze znał", napisze Mierkułow kilka miesięcy później, usprawiedliwiając się przed Chruszczowem. Beria zamierzał powołać na to stanowisko Goglidzego, ale rozmyślił się: "Minister jest Gruzinem, byłoby niezręcznie, gdyby jego zastępca także" - wyjaśnił, usprawiedliwiając się Goglidzemu, zanim mianował go szefem kontrwywiadu wojskowego. Krugłow, Sierow i Kobułow zostali jego pierwszymi zastępcami. Riasnojowi powierzono kontrwywiad (II Zarząd), Goglidzemu kontrwywiad wojskowy (III Zarząd), N.S. Sazykinowi kontrolę ideologiczną (IV Zarząd), L.E. Włodzimirskiemu śledztwa w sprawach szczególnie ważnych - w istocie sprawy polityczne. Beria osobiście kontrolował III Zarząd - wywiad wojskowy i kontrwywiad w wojsku - jak również IX Zarząd, X Zarząd - komendanturę Kremla - oraz Wydział Szyfrów i Wydział Śledczy.

Po połączeniu Urzędu Bezpieczeństwa Państwa z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych reorganizacja MWD spowodowała przejściowe osłabienie narzędzi kontroli partii nad ministerstwem. Na przykład przez kilka miesięcy nie było Kolegium MWD. Beria skorzystał z tej przerwy, aby podjąć próbę restrukturyzacji swojego ministerstwa, z którego miał ambicję uczynić swego rodzaju braintrust rządu, co zarzucono mu podczas procesu. W końcu marca przeorganizował swój sekretariat, bo jak wyjaśnił swoim współpracownikom, wkrótce miał zająć się dziedzinami, które dotąd pozostawały poza jego zakresem jego obowiązków. Wprowadził do niego specjalistów od rolnictwa i od przemysłu. Kontakty z zagranicą powierzył Szarii, a sprawy wewnętrzne Ludwigowowi. Ludzie ci mieli sporządzić syntezy, które miały mu służyć do opracowywania propozycji dla rządu. Inne wydziały zostały drastycznie zredukowane, na przykład te, które służyły do nadzorowania lekarzy lub do walki z "burżuazyjnymi nacjonalistami żydowskimi"; podobnie stało się z wydziałami śledczymi, których likwidację oznajmił Kobułow. Wierząc, że może oprzeć się na swoim superministerstwie i na posłusznym Malenkowie, Beria rozpoczął ofensywę przeciw stalinowskiemu dziedzictwu, łącząc bardzo symboliczne posunięcia z próbami głębokich reform politycznych.

Beria rozpoczyna rehabilitacje

Beria rozpoczął proces rehabilitacji od znanych osobistości, starając się zainteresować tymi rehabilitacjami swoich kolegów. Na przykład 9 marca uwolnił Polinę Żemczużynę. Chruszczów tak o tym opowiada:

 

Beria uwolnił ją i uroczyście oddał Mołotowowi. Opowiadał mi, że Mołotow przyszedł do niego do ministerstwa i tam zobaczył Żemczużynę. Ona była półżywa, on ją objął. Beria opowiadał tę scenę z pewną ironią, ale wyraził sympatię dla Żemczużyny i Mołotowa, podkreślając, że inicjatywa uwolnienia wyszła od niego.

 

Dwunastego maja Beria skierował notatkę do Chruszczowa i Malenkowa, podsumowując wnioski z rewizji sprawy Żemczużyny: oskarżenia przeciw niej nie opierały się na "żadnym konkretnym fakcie". Jeszcze w przeddzień aresztowania Beria kazał zrehabilitować brata Kaganowicza i przyznać rentę wdowie po nim.

Także Majski został uwolniony. Zatrzymany w lutym 1953 roku, zdążył się już przyznać, że jest angielskim szpiegiem od 1925 r.; był tak zastraszony, że wiadomość o śmierci Stalina przyjął jako prowokację i przed Fiodotowem, który przyszedł oznajmić mu, że jest wolny, nadal recytował, że jest szpiegiem japońskim, angielskim i amerykańskim. Beria wezwał go 14 maja i powiedział: "Po co te bajki?". Zamierzał powierzyć mu kierownictwo instytutu, który miał ułatwiać kontakty z Brytyjczykami, a nawet uczynić z niego w przyszłości ministra spraw zagranicznych ZSRR. Majski zgodził się współpracować z nim, ale nieszczęśnik został ponownie zatrzymany po upadku Berii i tym razem oskarżony, że był jego wspólnikiem w próbie obalenia ustroju radzieckiego.

Trzynastego marca Beria utworzył w MWD cztery zespoły mające zbadać ponownie spisek "białych fartuchów", sprawę oficerów artylerii - proces wszczęty w styczniu 1952 r. przeciwko marszałkowi N.D. Jakowlewowi i innym oficerom oskarżonym o sabotaż w artylerii - sprawę megrelską oraz procesy wszczęte przeciw oficerom MGB po 1951 r. Krugłow, B. Kobułow i Goglidze mieli nadzorować pracę tych zespołów, które miały ją wykonać w ciągu piętnastu dni. B. Kobułow i Włodzimirski mieli zbadać cały "gnój" - takiego używali terminu - nagromadzony przez Riumina. Beria osobiście udał się na Łubiankę, by uwolnić Megrelów, i nie omieszkał zadrwić z Szarii, przypominając mu, że ten, którego nazywał "największym geniuszem wszech czasów i wszystkich narodów", kazał go zamknąć. Do Rapawy powiedział: "Przeszedłeś na stronę Stalina, a to on wsadził cię do pudła". Ale nie miał do niego o to żalu i mianował go ministrem kontroli państwowej Gruzji. Diekanozowa wysłał do Tbilisi, aby uwolnił Megrelów więzionych w Gruzji.

Prześladowania Żydów zakończyły się natychmiast. Dwunastego czy trzynastego marca Beria wezwał prowadzących śledztwo w sprawie spisku "białych fartuchów". Oświadczył im, że nie wierzy w winę lekarzy, i dodał, że lekarze żydowscy nie są nacjonalistami, lecz po prostu oburzeni są na dyskryminację, jakiej padają ofiarą. Utworzył komisję, która miała skłonić więźniów do odwołania zeznań. Jeden z członków komisji, cytując Berię, oświadczył, że "nie należy przetrzymywać inteligencji w więzieniach" i że następuje "zwrot w naszej polityce represji". Sprawy nie poszły łatwo, bo obwinieni upierali się przy swoich zeznaniach i donosach. Po 23 marca zatrzymywanych lekarzy przestano poddawać przesłuchaniom. Dwudziestego szóstego marca Beria zażądał, by Szaria i Ludwigow sporządzili dla niego notatkę dotyczącą spisku "białych fartuchów". Od 13 do 29 marca słuchał zeznań oskarżonych lekarzy, a 31 marca zostali oni uwolnieni. Po zapoznaniu się ze streszczeniem tej sprawy, dokonanym przez Goglidzego, Beria oświadczył: "Chciano zniszczyć kwiat rosyjskiej inteligencji". Zamierzając sięgnąć do spraw wcześniejszych, zażądał od Ogolcowa notatki o okolicznościach zamordowania Michoelsa i sam przesłuchał Abakumowa i Canawę. W tym samym czasie wysłał Amajaka Kobułowa do Pragi na pogrzeb Gottwalda, polecając mu zebrać wiadomości o sprawie Slansky'ego i losie 140 żyjących współoskarżonych.

Siedemnastego marca Beria polecił zaaresztować Riumina, tak uzasadniając swoją decyzję w notatce do Malenkowa: "Kazałem aresztować Riumina, ponieważ dopuszczał się fałszerstw i wypaczeń w pracy śledczej". Osiemnastego marca, niewątpliwie chcąc zrobić przyjemność Malenkowowi, Beria rozpoczął rewizję procesów dowódców lotnictwa uwięzionych w 1946 r. - sprawa Szachurina - w których śledztwo prowadził SMIERSZ "w sposób stronniczy i powierzchowny". Oskarżeni zostali zrehabilitowani 26 maja. Zapytany o tę sprawę, Abakumow oświadczył, że SMIERSZ nie miał z tym nic wspólnego, a inicjatywa wyszła od Stalina.

Tak rozpoczęła się destalinizacja. Pierwszego kwietnia Beria skierował notę do Malenkowa, powiadamiając go, że po "dokładnym sprawdzeniu" MWD doszło do wniosku, iż sprawa "białych fartuchów" była prowokacją zmontowaną przez wiceministra bezpieczeństwa państwa Riumina, który torturami wymusił na lekarzach zeznania, do czego upoważnił go Stalin:

 

Nie cofając się przed żadnymi środkami, depcząc prawa radzieckie i gwałcąc podstawowe prawa obywateli radzieckich, kierownictwo MGB usiłowało za wszelką cenę zrobić z niewinnych ludzi szpiegów i morderców. [...] W ten sposób sfabrykowano wstydliwą aferę lekarzy, która narobiła tyle hałasu w kraju, a za granicą bardzo zaszkodziła prestiżowi ZSRR.

 

Odpowiedzialność za te nadużycia obciążała także szefa MGB Ignatjewa, "który nie stanął na wysokości zadania, nie kontrolował śledztwa w tej sprawie, jak powinien był robić". W notatce Beria zalecał rehabilitację lekarzy, ukaranie oficerów MGB, którzy uczestniczyli w przygotowywaniu tej sprawy, opublikowanie postanowień w prasie i rozpoczęcie śledztwa w sprawie odpowiedzialności Ignatjewa, którego w rozmowie ze swoim synem, Sergo, nazwał "psim gównem".

Nazajutrz Beria zaatakował Ignatjewa wobec Komitetu Centralnego i zażądał aresztowania jego i Riumina za "fabrykowanie" fałszywych oskarżeń. Zaznaczył jednak, że Ignatjew był tylko narzędziem Stalina - była to pierwsza wyraźna krytyka Stalina. Tego samego dnia Beria wysłał kolejną notatkę do Malenkowa, zawiadamiając, że śledztwo w sprawie "białych fartuchów" skłoniło MWD do zainteresowania się sprawą Michoelsa, bo jednym z głównych oskarżeń przeciw lekarzom była współpraca z Michoelsem, oskarżonym z kolei o kierowanie antyradzieckim żydowskim ośrodkiem nacjonalistycznym. Beria przekazał Malenkowowi wyniki rewizji sprawy Michoelsa: był on pod stałym nadzorem Bezpieczeństwa Państwa, wprawdzie zdarzało mu się krytykować niektóre strony radzieckiej rzeczywistości, zwłaszcza położenie Żydów, ale nigdy nie posunął się do żadnej działalności antyradzieckiej czy terrorystycznej, a w 1943 r., w czasie pobytu w Stanach Zjednoczonych, zachowywał się jak patriota. Michoelsa zamordowano na rozkaz Abakumowa, działającego z poduszczenia Stalina, którego nazwisko Beria własnoręcznie podkreślił. Następował szczegółowy opis morderstwa dokonanego przez organizatorów S. Ogolcowa i L. Canawę, których aresztowano nazajutrz. Ogolcow i F.G. Szubniakow, zabójcy Michoelsa, zostaną zwolnieni pod koniec czerwca 1953 r. po upadku Berii, a Szubniakow zostanie numerem dwa kontrwywiadu.


Trzeciego kwietnia Beria przeprowadził w Prezydium uchwałę, która uniewinniała lekarzy, zalecała opublikowanie decyzji w prasie i zobowiązywała Ignatjewa do wyjaśnienia swojej roli w całej sprawie, zwalniając go jednocześnie ze stanowiska sekretarza Komitetu Centralnego: w uchwale "tow. Ł.P. Beria zapowiedział, że MWD czyni właśnie kroki, które uniemożliwią w przyszłości podobne nadużycia". Tekst uchwały miał być rozesłany pierwszym sekretarzom republik, sekretarzom obkomów i krajkomów. Beria chciał zrehabilitować wszystkich członków ŻKA, ale Chruszczów i Malenkow sprzeciwili się.

Uchwała miała być opublikowana w imieniu Prezydium, ale w nocy 3 kwietnia Beria zatelefonował do redakcji "Prawdy" i zmienił tytuł komunikatu, który pojawił się w imieniu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRR. Ton notatki był dużo bardziej radykalny niż uchwała Komitetu Centralnego, dlatego członkowie Prezydium byli zdumieni i oburzeni, odnajdując "wtręt" MWD, opublikowany 4 kwietnia w "Prawdzie", który uniewinniał żydowskich lekarzy. Bcria postawił ich wobec faktu dokonanego. Chruszczow wysłał natychmiast tajny list do przywódców partyjnych, nakazując im nie komentować oświadczenia MWD i nie poruszać problemu antysemityzmu. Ale było za późno, diabeł już wyskoczył z pudełka i pierwsza otwarta krytyka Stalina miała w kraju skutek piorunujący. Szóstego kwietnia "Prawda" dokończyła dzieła, podkreślając, że "socjalistyczna praworządność jest nietykalna", a Michoelsa obrzucono kalumniami.

Oddźwięk w opinii publicznej był ogromny, także na Zachodzie: Louis Joxe ujrzał w tym posunięcie, które:

 

zakrawa na przewrót polityczny: po raz pierwszy czytamy w oficjalnym radzieckim dokumencie, że zeznania podejrzanych uzyskano "w wyniku stosowania niedozwolonych metod śledczych".

 

Churchill także zrozumiał wagę tego wydarzenia i 11 kwietnia napisał do Eisenhowera: "Nic nie zrobiło na mnie silniejszego wrażenia niż historia lekarzy. Jest ona radykalnie sprzeczna z dyscypliną i strukturą komunistyczną". Na Zachodzie nie wiedziano, co myśleć: czy to odrzucenie praktyk stalinowskich nie oznaczało jedynie chęci zaskarbienia sobie popularności w kraju, lecz bynajmniej nie wolę odprężenia na zewnątrz? Takiej tezy bronił Jugosłowianin Edvard Kardelj.

W ZSRR prośby o rehabilitację zaczęły napływać do MWD, Komitetu Centralnego i Prezydium Rady Najwyższej. Tymczasem 7 kwietnia "Prawda" opublikowała artykuł dużo bliższy wielkim wątkom ze stycznia 1953 r., w którym podkreślano przodującą rolę wielkiego narodu rosyjskiego, walkę z "wrogami ludu" itd. Kontrast z artykułem z 6 kwietnia był tak silny, że zachodni obserwatorzy domyślili się, że wśród następców Stalina doszło do konfliktu; francuscy obserwatorzy zestawili nawet rehabilitację lekarzy z procesem oprawców NKWD w Mołdawii, do jakiego doszło tam po upadku Jeżowa w grudniu 1938 r. Siódmego kwietnia Ignatjew został usunięty z Sekretariatu - do którego powróci 7 lipca - co było silnym ciosem dla Malenkowa, który tracił w ten sposób ważne poparcie w Sekretariacie, podczas gdy on sam został odwołany ze swoich funkcji w partii. Beria chciał jednak iść dalej. Jego taktyka polegała na atakowaniu niedawnych wybrańców Stalina i na rewizji spraw, w których nie mógł być krytykowany.

Jak można się domyślać, Beria nie zapomniał o sprawie megrelskiej. Przeprowadził własne śledztwo, przesłuchując Własika i Ruchadzego na temat ich rozmów ze Stalinem. Ósmego kwietnia skierował notę do Malenkowa i Chruszczowa, w której wyjaśniał, że dochodzenie MWD, prowadzone od początku marca, ujawniło, że sprawa tak zwanych megrelskich nacjonalistów została spreparowana przez dawnego ministra bezpieczeństwa państwa Gruzji, Ruchadzego, który wprowadził Stalina w błąd. W nocie opisano drobiazgowo tortury, jakim zostali poddani oskarżeni, przytoczono długie fragmenty ich zeznań i położono nacisk na fakt, że zeznania wydobyto w imieniu Komitetu Centralnego i że Stalin naciskał na oficerów prowadzących śledztwo, nie przestając domagać się stosowania tortur. Beria wskazywał ponadto, że przez sprawę megrelską uderzono w cały gruziński naród. Wywózka 11 200 Gruzinów w listopadzie 1951 r. była decyzją "całkowicie bezpodstawną i ponadto zrealizowaną w sposób przestępczy", która zniechęciła wielu Gruzinów do władzy radzieckiej, przypominając im najazdy Tamerlana i szacha Abbasa. Uchwała Komitetu Centralnego z 10 kwietnia przyznawała, że spisek megrelski był sfabrykowany, przebywający w więzieniach Megrelczycy zostali zwolnieni, a deportowani Gruzini powrócili do domu i odzyskali swoje dobra. Uchwała przestrzegała przed obrzucaniem kalumniami całych narodów, co "szkodzi przyjaźni między narodami", i przypominała, że "poszanowanie praworządności socjalistycznej jest jednym z głównych warunków umocnienia naszego państwa". Według Mircchuławy Chruszczow poparł inicjatywę Berii, a prasa gruzińska zaczęła energicznie krytykować "arakczejewszczyznę" wprowadzoną przez klan Ruchadze-Mgeładze w Gruzji, dając do zrozumienia, że sprawy pójdą dalej:

 

Błąd polityczny nie jest wrzodem, który otwiera się i czyści jodyną, czekając, aż zniknie. Błąd musi być dogłębnie zbadany, aby się już nie powtórzył.

 

Na razie Berii udało się pociągnąć za sobą wahających się kolegów. Druga uchwała przyjęta 10 kwietnia, zaaprobowała kroki powzięte przez tow. Berię w celu wyjaśnienia czynów przestępczych popełnionych w czasie urzędowania byłego ministra bezpieczeństwa ZSRR, a polegających na wytaczaniu fałszywych procesów uczciwym ludziom, jak również kroki zmierzające do naprawienia skutków pogwałcenia praw radzieckich, zważywszy, że posunięcia te mają na celu umocnienie radzieckiego państwa i socjalistycznej praworządności.

 

Beria kazał przedstawić podstawowym organizacjom partyjnym dokumenty MWD dotyczące masowych represji. Jednocześnie przygotowywał propozycje dotyczące radzieckich Niemców, deportowanych w czasie wojny.

Sposób, w jaki Beria przeprowadzał pierwsze posunięcia, świadczy, że się spieszył, a chcąc działać szybko, nie dbał zupełnie o wrażliwość i miłość własną kolegów. Nie zawahał się urazić swojego sojusznika Malenkowa, atakując Riumina i Ignatjewa, którzy działali z jego poduszczenia. Nadeptywał na odciski Chruszczowowi, pomijając systematycznie partyjną hierarchię. A wreszcie, rehabilitując żydowskich lekarzy, uzyskał poklask za granicą, ale wywołał dwuznaczną reakcję w ZSRR, gdzie antysemityzm był mocno zakorzeniony.

Beria demontuje Gułag i rewiduje kodeks karny

Jedyną rzeczą, jaką Stalin zrobił w ostatnich latach swojego panowania, było rozszerzenie gospodarczego imperium MWD, które w 1952 r. otrzymywało 9% dochodów budżetowych. Starzejący się wódz uruchomił wiele faraonowych budów, jak magistrala kolejowa przez arktyczną tundrę, słynna "droga śmierci" z Salechardu do Igarki czy podmorski tunel łączący kontynent z Sachalinem. Tymczasem Beria, jak podaje jego syn, nie wierzył w wydajność niewolniczej pracy. Interesował się tym przynajmniej od wojny, kiedy to polecił spisanie historii carskich miejsc katorgi. Począwszy od 1946 r., jego sekretarz Stiepan Mamułow kilkakrotnie proponował, aby w przypadku niektórych kategorii więźniów pobyt w obozach zastąpić zesłaniem. W czerwcu 1951 r. zaproponował stosowanie takiej sankcji wobec drobnych przestępców gospodarczych, stanowiących połowę więźniów Gułagu. Mamułow podkreślał, że takie rozwiązanie przyniosłoby znaczne oszczędności. Inicjatywa wynikała bez wątpienia z dochodzenia przeprowadzonego przez Krugłowa na zlecenie Berii jesienią 1950 r., a dotyczącego kosztów Gułagu, które wykazało, że koszty utrzymania więźniów znacznie przerastały koszty wynagrodzenia wolnych pracowników. Przede wszystkim należało utrzymać armię 300 000 ludzi pilnujących "zeków". Krugłow uświadamiał sobie w pełni wybuchowy potencjał Gułagu: "Jeśli nic zdołamy zaprowadzić ścisłego porządku, stracimy władzę", napisał w marcu 1952 r.

Także w tej sprawie wydawało się, że Beria tylko czekał na śmierć Stalina, aby zacząć działać. Już 6 marca zaczął pozbawiać MWD funkcji gospodarczych i zapowiedział decyzję o powierzeniu Gułagu Ministerstwu Sprawiedliwości. Dochodzenie Krugłowa wykazało, że obozy są nierentowne, a statystyki pokazywały, że w 1952 r. Gułag przyniósł 2,3 miliarda rubli deficytu. Uzbrojony w te wnioski, Beria zaatakował 12 marca podstawy stalinowskiego państwa koncentracyjnego, proponując likwidację ponad 20 wielkich placów budowy socjalizmu - w tym kanału Wołga-Ural, wielkiego kanału turkmeńskiego oraz gigantycznej hydroelektrowni na Donie - co sprawiało, że Gułag stawał się niepotrzebny. Dwudziestego czwartego marca skierował notatkę do Prezydium, w której wskazywał, że w Gułagu jest 2 526 402 więźniów - w tym 221 435 "przestępców państwowych", to znaczy więźniów politycznych. W notatce podkreślono, że w obozach, więzieniach i koloniach karnych przebywa ogromna liczba więźniów, którzy popełnili przestępstwa "nieprzedstawiające poważnego zagrożenia dla państwa" i których uwięzienia "nie da się usprawiedliwić koniecznością państwową", w szczególności wszyscy skazani na "bardzo ciężkie kary" na mocy ukazów z 1947 r. penalizujących "kradzież własności socjalistycznej" - czyli 1 241 919 osób w dniu 1 stycznia 1953 r. Tymczasem w notatce Berii można było przeczytać, że:

 

uwięzienie w obozie, które na długo odrywa skazanego od rodziny, własnych zajęć i zwyczajowego środowiska, stawia go i rodzinę w bardzo trudnych warunkach; bardzo często niszczy rodzinę i ma katastrofalne następstwa dla przyszłego życia skazanego.

 

Beria proponował więc amnestię dla wszystkich skazanych na mniej niż pięć lat obozu, dla zatrzymanych za przestępstwa gospodarcze, zawodowe i niektóre zbrodnie wojenne, dla kobiet mających dzieci poniżej dziesięciu lat, dla osób starszych i chorych.

Zaproponował jednocześnie rewizję kodeksu karnego, podkreślając, że co roku półtora miliona obywateli radzieckich skazywanych jest za przestępstwa "nieprzedstawiające szczególnego zagrożenia dla społeczeństwa". W wielu przypadkach odpowiedzialność karna mogła być zastąpiona karami administracyjnymi albo kary mogą być złagodzone. Ponadto Beria zalecał, by znieść przedłużenia kary zesłania orzeczone przez Kolegium Specjalne i ograniczyć jego kompetencje do rozpatrywania tych spraw, "które ze względów operacyjnych lub ze względu na swoje znaczenie dla państwa nie mogą być przekazane do organów sądownictwa". Należało przejrzeć wszystkie dekrety i wszystkie uchwały przyjęte w poprzednich latach i zbadać ich zgodność z radzieckimi ustawami. Chruszczow, Mołotow i Kaganowicz sprzeciwili się tym propozycjom, a Chruszczow podkreślił, że "należałoby wtedy zrewidować cały system aresztowań, sądów i praktyk śledczych".

Jednak zaproponowana przez Berię amnestia została wprowadzona w życie 27 marca i 1 178 422 więźniów odzyskało wolność. Beria własnoręcznie skreślił paragraf zakładający, że amnestia nie będzie dotyczyć przestępców wojennych. Uchwała podjęta przez Prezydium 15 kwietnia umożliwiła skorzystanie z amnestii cudzoziemcom uwięzionym w ZSRR. Liczba więźniów Gułagu miała więc bez przerwy maleć aż do upadku Berii - po lipcu stan liczebny Gułagu znów zacznie wzrastać. Bardzo szybko złagodzono więzienny reżim: więźniowie mogli prowadzić korespondencję, otrzymywać paczki, przyjmować wizyty. Bardzo dumny, Beria powiedział do swoich współpracowników: "Uwolniłem milion ludzi", co po jego upadku zinterpretowano jako jego "manię wielkości".

Obserwatorzy zachodni dostrzegli wagę dekretu, "który przekraczał granice zwykłej amnestii", bo zapowiadał złagodzenie prawa karnego, a przede wszystkim przeciwdziałał kampanii czujności prowadzonej u schyłku panowania Stalina o tyle, o ile obejmował amnestią wszystkie wyroki wydane za "rozpowszechnianie tajemnic państwowych". W rzeczywistości oznaczał przewrót wobec represyjnych tendencji stalinowskiego reżimu od 1947 r. Louis Joxe napomknął o możliwości inicjatywy Berii w sprawie amnestii, ale zauważył, że ludność Moskwy "nie jest wdzięczna Berii, lecz Malenkowowi i Woroszyłowowi, "prawdziwym Rosjanom", którzy wreszcie rządzą krajem".

Po upadku Berii jego przeciwnicy chętnie podkreślali, że szef MWD przeprowadził liberalne zmiany przez demagogię, aby w łatwy sposób zyskać popularność i przygotować przejęcie władzy. Otóż teza ta jest błędna. W rzeczywistości amnestia spowodowała wybuch przestępczości, "a wywołany zamęt zaszkodził wizerunkowi Berii w opinii publicznej". Ponadto wiele reform przygotowano i wprowadzono w tajemnicy, co wyklucza zamiar zdobycia popularności. Na przykład 4 kwietnia w tajnym okólniku do MWD Beria zabronił stosowania tortur w więzieniach i aresztach. Tekst okólnika zasługuje na zacytowanie:

 

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ZSRR ustaliło, że organy MGB zajmujące się prowadzeniem śledztw dopuszczały się jaskrawych pogwałceń radzieckiego prawa, zatrzymywały niewinnych obywateli radzieckich, w haniebny sposób fałszowały zeznania, szeroko stosowały wszelkiego rodzaju tortury - zatrzymani byli bestialsko bici, skuwano im z tyłu ręce kajdankami niekiedy przez całe miesiące, pozbawiano snu, zamykano w lodowatych karcerach itd. Na rozkaz kierownictwa byłego Ministerstwa Bezpieczeństwa ZSRR w Lefortowie przewidziano specjalne cele do bicia więźniów i do zadania tego wyznaczono specjalną grupę oficerów więzienia, dysponujących najrozmaitszymi narzędziami tortur. Te potworne metody śledcze wywołały u więźniów wyczerpanie fizyczne, depresję i niekiedy całkowitą utratę człowieczeństwa. Śledczy fałszerze wykorzystywali to do podsuwania do podpisu wymyślonych wcześniej zeznań o ich tak zwanej antyradzieckiej działalności szpiegowskiej czy terrorystycznej. Ten rodzaj śledztwa naprowadzał śledczych na fałszywy ślad, tak, że prawdziwi wrogowie państwa radzieckiego uchodzili uwadze organów Bezpieczeństwa Państwa.

 
Następował "kategoryczny" zakaz stosowania tortur i rozkaz zamknięcia sal tortur w więzieniach.

 

Atak na partię

 

Zaczął działać z otwartą przyłbicą.

[Łazar Kaganowicz]

 

Każda kwestia podniesiona przez Berię miała wyjątkowo niebezpieczne konsekwencje dla naszego państwa.

[Nikołaj Bułganin]

 

Nie chodzi o odchylenie, lecz o niebezpieczny kontrrewolucyjny spisek przeciw partii i rządowi.

[Łazar Kaganowicz]

 

Wszystkie zmiany zamierzone przez Berię miały jeden cel - osłabienie wpływu partii na państwo, gospodarkę i imperium. Połączenie ministerstw i regionów nazajutrz po śmierci Stalina stanowiło pierwszy krok ku rozluźnieniu opieki partii nad organami administracyjnymi, ministerialnymi i terytorialnymi. Beria chciał pozbawić partię kontroli nad gospodarką i polityką zagraniczną, najbardziej prestiżową dziedziną: "Od marca [...] wszystkie zagadnienia polityki zagranicznej znalazły się w kompetencji Prezydium Rady Ministrów i, wbrew niezmiennej bolszewickiej tradycji, przestały być dyskutowane w Prezydium Komitetu Centralnego", zauważył Mołotow na Plenum w lipcu 1953 roku. Według sekretarza Berii, Ludwigowa, "Beria twierdził, że w kraju nie może być dwóch panów: partii i państwa". Szef MWD zamierzał stworzyć aparat urzędników państwowych, wybieranych według kryteriów kompetencyjnych, zdolnych zarządzać gospodarką wolną od ideologicznych zahamowań. "Uważał sekretarzy rejonowych komitetów partii za dispatchers", wspominał minister budowy maszyn Wiaczesław Małyszew na lipcowym Plenum w 1953 roku. W szczególności Beria usiłował wszelkimi sposobami rozluźnić kontrolę partii nad MWD. Zabronił kierownikowi Wydziału Kadr, Borysowi Obrucznikowowi, konsultowania nominacji na kierowników w MWD z Komitetem Centralnym i postarał się, aby szefem kontroli MWD został L. Rajchman, oficer MWD, a nie funkcjonariusz aparatu Komitetu Centralnego. Pod różnymi pretekstami unikał mianowania tych ostatnich na kierownicze stanowiska w MWD.

Od maja zdawało się, że Beria chce przyspieszyć bieg wydarzeń i na lipcowym Plenum Mołotow interpretował samobójczy pośpiech ostatnich tygodni Berii jako rezultat nacisków wywieranych z zagranicy:

 

W ciągu ostatnich trzech miesięcy zachowanie Berii charakteryzowało się większym tupetem, przyśpieszeniem machinacji przeciwko naszej partii i rządowi radzieckiemu, jest oczywiste, że nie wynikało to tylko z jego własnych chęci, lecz oznaczało, że naciskano go, by posuwał się naprzód. Naciskała go zagranica.

 

Jest bardziej prawdopodobne, że czując wzmagający się opór kolegów, Beria chciał ich prześcignąć i nasilał ataki przeciwko partii. Dziewiątego maja spowodował przyjęcie tajnej decyzji zabraniającej wywieszania portretów przywódców podczas manifestacji i w budynkach publicznych: "pokrętny manewr mający podważyć podstawy leninizmu" - powiedzą po jego upadku; w rzeczywistości jego koledzy podejrzewali, że zabieg ten zapowiada rychłe ich odwołanie. Oka partyjnej sieci, obejmującej kraj, zostały poszerzone. W maju połączenie ministerstw dokonało się na poziomie republik, a w mniejszych republikach - takich jak Estonia, Litwa, Łotwa, Gruzja, Tataria i Baszkiria - zlikwidowano podział administracyjny na regiony. Liczba biurokratów uległa redukcji i sto tysięcy urzędników musiało wrócić do sektora produkcyjnego. Zlikwidowano wielką ilość "kopert", powiększając "koperty" urzędników wyższego szczebla. A przede wszystkim po 26 maja wynagrodzenie urzędników partyjnych stało się dwa razy niższe od uposażenia urzędników państwowych tego samego szczebla.

Beria był świadomy, że przede wszystkim należy osłabić wpływ organów federalnych nad imperium, aby zneutralizować aparat partyjny. W maju-czerwcu 1953 r. jego główne wysiłki skierowane były na emancypację peryferii i zjednoczenie Niemiec - w jego zamyśle były to dwie części tego samego projektu.

Reforma imperium

Na XVII Zjeździć Partii w styczniu 1934 r. Stalin oświadczył:

 

Trzeba zauważyć, że przeżytki kapitalizmu w ludzkiej świadomości są dużo żywsze w sprawach narodowych niż w jakiejkolwiek innej dziedzinie. Są bardziej żywe, gdyż mają możliwość ukryć się pod przebraniem narodowym.

 

Beria dokonał takiej samej analizy, choć wyprowadził z niej przeciwny kierunek działania.

Przenikliwi obserwatorzy na Zachodzie dostrzegli, że rehabilitacja lekarzy dała początek polityce reakcji na wielkoruski nacjonalizm, propagowany przez Stalina w ostatnim roku jego życia. Kremlinolodzy zauważyli też inne znaki potwierdzające nową orientację. Artykuł, który ukazał się 16 kwietnia w gazecie "Radianskaja Ukraina", oficjalnym organie KP Ukrainy, zdawał się potwierdzać tę hipotezę: "Wielkoruski szowinizm, tak jak mieszczański nacjonalizm, stanowi przeszkodę dla utrzymania jedności Związku Radzieckiego". Zauważyli także pojawienie się w "Literaturnoj Gazetie" z 12 maja artykułu azerskiego poety Samuela Wurguna, który kładł nacisk na równość narodów radzieckich i wzajemność kulturalnych wpływów, podważając dogmat o pierwszeństwie kultury rosyjskiej i broniąc "oryginalności poezji" przeciw dogmatowi realizmu socjalistycznego. Artykuł kończył się w następujący sposób: "Prawdziwy poeta nie ma prawa dla osobistego bezpieczeństwa tłumić własnego głosu". Artykuł w piśmie "Kommunist" z 25 czerwca, podpisany przez P. Fiedosiejewa, wzywał ZSRR, aby nie odżegnywał się od kultury innych narodów i potępiał rosyjskich pisarzy, którzy upiększali "reakcyjną politykę caratu".

W przemówieniu na XIX Zjeździe Beria pokazał się jako orędownik narodowości, a w środowiskach kaukaskiej emigracji jego "nacjonalistyczna" reputacja była już mocno utrwalona. Krążyła plotka, że Beria w 1944 r. odmówił swojego uznania dla nowego hymnu radzieckiego, ho uważał, że jest za bardzo nasycony wielkoruskim szowinizmem. Jednak dopiero otwarcie radzieckich archiwów pozwoliło ocenić, jak ambitna była polityka narodowościowa w zamiarach szefa MWD. Od razu nasuwa się pytanie: czy reforma imperialnej struktury ZSRR podjęta przez Berię wiosną 1953 r. odpowiadała wyłącznie jego trosce o poprawę własnej pozycji względem kolegów w walce o sukcesję po Stalinie, gdy Beria kontynuował osłabianie partii równolegle poprzez decentralizację? Według Kaganowicza "Beria chciał skupić wokół siebie niezadowolone elementy nacjonalistyczne i uczynić z nich kadry, które mógłby użyć w walce z partią i władzą radziecką". Chruszczów pisze w swoich pamiętnikach:

 

Idei promowania kadr narodowych nadawał orientację antyrosyjską. Chciał zjednoczyć nacjonalistów przeciw Rosjanom. [...] Wrogowie partii komunistycznej zawsze stawiali na walkę między narodowościami i od tego właśnie zaczął Beria.

 

Mołotow był tego samego zdania: "Prowokator Beria chciał spowodować pęknięcie, które pozwoliłoby mu doprowadzić do rozpadu Związku Radzieckiego".

Dla Berii sprawą zasadniczą było znalezienie punktów oparcia w bezpośrednim starciu z wszechpotężną partią oraz katalizatora, zdolnego uruchomić i przyspieszyć proces różnicowania się partii i społeczeństwa, nadal sparaliżowanych stalinizmem. Dlatego z jednej strony próbował wytworzyć w MWD ducha koleżeństwa, mającego doprowadzić do rywalizacji między organami partii i czekistami. Realizację tej polityki rozpoczął jeszcze za życia Stalina, "'militaryzując' MWD i uzyskując dla oficerów MWD stopnie odpowiadające stopniom w wojsku, z czego Stalin robił mu w końcu wyrzuty". Z drugiej strony wspierał różnicowanie się narodowościowe, wiedział bowiem, że uczucia narodowe są nadal żywe w republikach ZSRR i tylko patriotyzm może skruszyć monolit KPZR. Rozgrywanie narodowej karty pozwalało mu także wyciągnąć rękę do Zachodu i zapewnić sobie jego poparcie w rywalizacji z kolegami.

Narzędziem, jakiego Beria używał w tej polityce, było MWD, a obraną taktyką prowokacja. Nie z racji zboczenia zawodowego, lecz dlatego, że w układzie zamkniętym, jakim był ZSRR po śmierci Stalina, tylko dobrze wymierzone prowokacje mogły zachwiać budowlą i obudzić społeczeństwo ogłuszone stalinowskim terrorem. Właśnie w polityce narodowościowej można najlepiej rozszyfrować technikę, jaką stale posługiwał się Beria: wygłaszanie partyjnych sloganów - nieustannie przywoływana "marksistowsko-leninowska polityka narodowościowa" - w celu ukrycia polityki zmierzającej do efektu odwrotnego do zapowiadanego przez slogany.

Natychmiast po śmierci Stalina Beria powziął na Ukrainie i na Litwie - w tych dwóch republikach okazał się szczególnie czynny - wiele kroków, niewątpliwie od dawna przygotowywanych. Istnieją oznaki, że w 1952 r. Beria zaczął kłaść podwaliny pod swoją przyszłą politykę; w 1952 r. drugi sekretarz KP Ukrainy, A.I. Kiriczenko, udał się na Zachodnią Ukrainę i wrócił z szeregiem propozycji, których pierwszy sekretarz, L.G. Mielnikow, nie wziął pod uwagę.

Znaczenie, jakie Beria przywiązywał do Ukrainy, ujawniło się w tym, że gdy tylko został ministrem spraw wewnętrznych ZSRR, 21 marca 1953 r., natychmiast umieścił na czele ukraińskiego MWD dwóch zaufanych ludzi - Pawła Mieszyka, wysłannika MGB w Polsce od marca 1945 r., oraz pierwszego zastępcę Salomona Milsztejna - nie konsultując się z organami partyjnymi. Będzie mu to zarzucane na ukraińskim plenum 29 lipca, gdy mówcy zaatakują wysłanników Berii i bez trudu podkreślą plamy w ich biografii. Ojciec Mieszyka był agentem carskiej ochrany, który przeszedł do armii Denikina. Timofiej Strokacz, szef MWD we Lwowie, zwolniony przez Berię, oświadczy: "Mieszyk był od dziecka przesiąknięty nienawiścią do partii komunistycznej i narodu radzieckiego". Według Kiriczcnki pierwszy sekretarz KP Ukrainy Milsztejn był "postacią jeszcze bardziej podejrzaną", człowiekiem o "wątpliwej przeszłości [...], którego ojciec, matka, brat i ciotka mieszkają w Nowym Jorku", a jeden z braci, którego sprowadził do ZSRR z Polski, został rozstrzelany za szpiegostwo. Prawdą jest, że Milsztejn był dawnym protegowanym Berii, którego ten kilkakrotnie chronił przed antysemickimi czystkami; wydaje się, że po aresztowaniu Berii Milsztejn nie dał się wziąć żywym: zabił jednego z czekistów, którzy przyszli go aresztować, i został zastrzelony przez pozostałych. Jednym słowem,

 

aby realizować swoją wywrotową politykę, Beria starał się umieszczać na kierowniczych stanowiskach w MWD grupę oddanych mu urzędników, podzielających jego nienawiść do partii; w niektórych przypadkach udało mu się to.

 

Obaj nowo przybyli od razu zaszokowali miejscowych czekistów. Podczas jednego z zebrań organizacji partyjnej w MWD Mieszyk oświadczył: "nie ma nic złego w słuchaniu Głosu Ameryki i BBC. Sam słucham". Albo: "Z przyjemnością czytam Historię Ukrainy Gruszewskiego" - dzieło opublikowane w Niemczech, zakazane w ZSRR z powodu nacjonalizmu. Z kolei Milsztejn oświadczył w dniu swego przybycia: "Kiedy mieszka się na Ukrainie, nie należy zajmować się nacjonalistami żydowskimi, lecz ukraińskimi". Swoim podwładnym powiedział, że "teraz wszystko będzie inaczej, organy partii przestaną ingerować w sprawy czekistów, jak robiły to wcześniej. Regionalni dowódcy MWD powinni być niezależni od sekretarzy obkomu i tak też będzie".

Mieszyk i Milsztejn "zatruwali życie uczciwym i zdolnym urzędnikom oddelegowanym z aparatu partyjnego do MWD przez Komitet Centralny i regionalne komitety partyjne" pod pretekstem, że nie mieli doświadczenia czekisty; w rzeczywistości zaczęli pozbywać się wszystkich urzędników partyjnych wprowadzonych do MWD za czasów Ignatjewa, w szczególności wiceministrów i kierownika sekcji kadr. Mieszyk zastąpił ich ludźmi, "którzy nie mieli żadnego związku ani z partią, ani z CzeKa, bez wiedzy Komitetu Centralnego, co nigdy dotąd nie zdarzyło się w historii partii". Nowo mianowani byli częstokroć oficerami karanymi wcześniej lub wydalonymi: na przykład szef Wydziału Śledczego miał rodziców, którzy uciekli do Meksyku. Czystkami tymi Mieszyk i Milsztejn próbowali unieszkodliwić organizację partyjną w MWD, "aby nic nie wiedziała o ich przestępczej działalności i nie mogła ostrzec wyższych organów partii".

Na ukraińskim plenum 29 lipca Berię oskarżano, że "zrobił wszystko, żeby zakończyć walkę z podziemną OUN, razem z burżuazyjnymi nacjonalistami ukraińskimi i syjonistami" - OUN była organizacją ukraińskich nacjonalistów, prowadzącą od 1944 r. wojnę partyzancką z władzą radziecką. Strokacz, przywódca MWD regionu lwowskiego, tak podsumował to, co zarzucano Berii i jego wysłannikom na Ukrainę:

 

Pod hasłem umacniania socjalistycznej praworządności i likwidowania przejawów samowoli Mieszyk i Milsztejn nakazali rewizję toczących się procesów i zwolnienie ukraińskich nacjonalistów, zdeklarowanych wrogów władzy radzieckiej. Polityka Mieszyka polegała na obronie wrogich elementów i dezorganizowaniu MWD, na utrudnianiu podjęcia czynnej walki z resztkami burżuazyjnych band ukraińskich nacjonalistów w zachodnich regionach. Podłe sługusy Berii zabronili czekistom prowadzenia operacji przeciw bandytom, zwalczania ich, pomimo naszych strat, i kazali nam brać ich tylko żywcem. Ponadto Mieszyk i Milsztejn starali się na zebraniach partyjnych przekonywać komunistów, że bandyci OUN zlikwidowani po wojnie byli niewinnymi ofiarami. [...] Pod różnymi pretekstami kazali zwalniać dowódców burżuazyjnych band nacjonalistycznych i wysyłali ich na zachodnią Ukrainę, aby mogli kontynuować swoją antyradziecką działalność.

 

Na jakich faktach opierały się te oskarżenia? Świadectwa potwierdzają, że Beria naprawdę chciał wpoić ludziom inne podejście do narodowego ruchu oporu. Na Plenum 29 lipca jeden z oficerów MWD oburzał się, że Beria wysłał do ukraińskiego MWD "dyrektywę nakazującą nam nie tylko przestać zabijać bandytów i nazywać ich bandytami, ale też uważać ich za ludzi, którzy nie przekonali się jeszcze do słuszności ideałów radzieckiego ustroju".

Wszystkie wskazówki Beria dawał Mieszykowi ustnie. Nowy szef ukraińskiego MWD utworzył komisję dla rewizji śledztw prowadzonych dotąd przez MWD. Kazał zwolnić ukraińskich nacjonalistów, nawet jeśli mieli na swoim koncie kilka zamachów, a dowódcy, którzy nie zgodzili się ich uwolnić, byli natychmiast zwalniani. Jeden z mówców na Plenum 29 lipca poświadczył, że "po przybyciu do Kijowa Milsztejn kazał sporządzić listę trockistów, mienszewików, anarchistów i eserowców" umieszczonych w kartotekach MWD, a przede wszystkim "listę agentów odpowiedzialnych za nich. Wydaje się, że jego celem było pozbycie się agentów pilnujących tych kryminalistów, aby mogli z całkowitą swobodą poświęcać się swojej dywersyjnej działalności"; szczegół ten o tyle jest ważny, że podobna polityka neutralizacji donosicieli była prowadzona w Gułagu i w kołchozach. Dwudziestego trzeciego marca ukraińskiemu MWD zabroniono aresztować członków OUN bez zezwolenia ministra lub wiceministra, chyba że przyłapanych na gorącym uczynku. Dziesiątego kwietnia Beria wysłał dyrektywę zabraniającą MWD użycia własnych sił zbrojnych bez upoważnienia szefa miejscowego MWD: władze partyjne nie miały więc prawa wysyłać oddziałów wedle swojej woli, co wcześniej było w zwyczaju. Ponadto Mieszyk zabronił ukraińskim czekistom używania oddziałów, "kiedy nie wiedzieli dokładnie, gdzie ukrywali się bandyci". Rozkaz ten położył kres operacjom przeczesywania terenu, praktykowanym dotychczas przez MGB na szeroką skalę.

Wskazówki te, określające politykę wobec antykomunistycznej partyzantki, były same w sobie oczywiste, ale polityka narodowościowa Berii szła dużo dalej. W pierwszym etapie jego celem zdawało się usunięcie ze stanowisk partyjnych przywódców w republikach: bezkompromisowych stalinowców, jak przywódca ukraińskiej KP Mielnikow, który nastał po Chruszczowie w 1949 r., A. Snieckus na Litwie, Mgeładze w Gruzji, N.S. Patoliczew na Białorusi, ale także Ulbricht w NRD i Rakosi na Węgrzech. Nauczanie destalinizacji miało się dokonywać przez krytykę miejscowych "małych Stalinów", których Beria usiłował zdyskredytować, starając się jednocześnie pozbawić Komitet Centralny kontroli nad lokalnymi organizacjami partyjnymi.

W republikach i w regionach przywódca partii i szef MWD byli zazwyczaj w dobrej komitywie. Dlatego Beria od razu zwolnił ministrów spraw wewnętrznych w republikach. Jednak brutalne odsunięcie szefa MWD i zastąpienie go innym bez uprzedniej konsultacji z przywódcą partyjnym wzbudziły niezadowolenie i nieufność partyjnych aparatczyków, którzy zachowali oparcie w MWD, czego Beria doświadczył wkrótce własnym kosztem.

Rzeczywiście chciał powierzyć oficerom MWD badanie sytuacji w republikach, a przede wszystkim zbieranie faktów kompromitujących partyjnych dygnitarzy. Od połowy kwietnia MWD zaczął gromadzić dokumentację dotyczącą Litwy i Zachodniej Ukrainy: chodziło o liczbę zgonów spowodowanych represjami, liczbę deportowanych, uwięzionych, raporty na temat opinii na podstawie otwartej przez MWD korespondencji, statystyki narodowości miejscowych kadr. Dziewiętnastego maja Beria skierował specjalną dyrektywę do MWD w republikach, regionach i terytoriach, nakazując "ujawnienie niedociągnięć, nadużyć i błędów", za które można było obwinić organa partii i rad, posługując się w razie potrzeby agentami.

Kierunek, jaki chciał nadać tym raportom, przejawia się w trudnościach, jakie sprawiali mu miejscowi naczelnicy MWD, nierozumiejący jego zamierzenia. Dwudziestego kwietnia wezwał do Moskwy P.P. Kondakowa, szefa MWD na Litwie, i wypytał o aparat KP Litwy; potem zapytał go, kto mógłby zastąpić Snieckusa. Ostrożny Kondakow odpowiedział, że ma bardzo dobrą opinię o Snieckusic; według jego świadectwa "Beria wściekł się i powiedział mi, że nie jestem ministrem, lecz funkcjonariuszem..., że nie dorastam do moich zadań i że zostanę zwolniony". Beria skrytykował też użycie terminu "bandyci" dla określenia uczestników antykomunistycznego ruchu oporu. Odpowiedziałem, że są uzbrojeni, że grabią i zabijają ludzi radzieckich. Odparł: "To wy zmuszacie ich do takich czynów" - opowiadał Kondakow na procesie Berii. Szef MWD oświadczył też, że litewskie MWD niesłusznie prześladowało katolickie duchowieństwo, że trzeba uwolnić księży i osobistości burżuazyjne i pozwolić im na powrót na Litwę. Dwudziestego trzeciego kwietnia Beria ponownie wezwał Kondakowa razem z jego dwoma zastępcami, Martaviciusem i Gielieviciusem, i polecił im zredagować w ciągu trzech dni raport na temat litewskiego aparatu partyjnego. Następnie odesłał ich do Wilna w towarzystwie N.S. Sazykina, oficera centralnego MWD. Litewscy czeluści zredagowali raport, ale nadal nie rozumieli, czego chce Beria:

 

Raport, który zredagowaliśmy [Kondakow, Martavicius i Gielievicius], był bardzo samokrytyczny, ale nie zadowolił Berii. Oskarżył nas, że ukrywamy prawdziwy stan rzeczy na Litwie (choć myśl taka nie przemknęła przez głowę kierownikom MWD na Litwie), obrzucił nas najordynarniejszymi wyzwiskami, groził nam i zmusił do ponownego napisania raportu tak, jak mu to odpowiadało, to znaczy wyolbrzymiając siłę nacjonalistycznego podziemnego ruchu oporu i kierowniczych ośrodków katolickich, utrzymując, że chodzi o ruchy masowe, dobrze zorganizowane i scentralizowane. [...] Gdy próbowałem zwrócić uwagę, że nie jest to obiektywny obraz sytuacji, obrzucił mnie wyzwiskami i groźbami.

 

Ostatecznie Beria zmuszony był zwrócić się do jednego ze swoich bliskich współpracowników, Sazykina, którego wysłał incognito na Litwę. Piątego maja Kondakow i Martavicius zostali wezwani ponownie przez Kobułowa, aby rzekomo przygotować projekt noty dla Prezydium. W rzeczywistości projekt był już przygotowany przez Kobułowa na podstawie słynnego raportu, którego ostateczną redakcję powierzono Sazykinowi - i tekst ten przedłożono 8 maja Prezydium Komitetu Centralnego. Epizod pokazuje, do jakiego stopnia Berii trudno było używać MWD do własnych celów. Jeśli na szczycie grupa jego bliskich współpracowników była zachwycona konfrontacją z dygnitarzami partyjnymi, to na peryferiach było już inaczej i baza w MWD, na jakiej się opierał, była niebezpiecznie wąska.

Na Ukrainie Beria napotkał te same trudności, kiedy polecił urzędnikom ukraińskiego MWD zebrać kompromitujące fakty świadczące o niedociągnięciach władzy. Według oświadczenia Mieszyka oraz jego przeciwnika, Strokacza (szefa MWD regionu lwowskiego), na Plenum 2 lipca 1953 r. - już po upadku Berii - wydarzenia potoczyły się następująco.

Osiemnastego marca, niespełna dwa tygodnie po śmierci Stalina, Beria zatelefonował do przywódcy KP Ukrainy, Mielnikowa, aby powiedzieć, że wedle jego informacji sytuacja na Zachodniej Ukrainie pozostawia wiele do życzenia. Dziewiętnastego marca, na zebraniu poświęconym działalności MWD na Zachodniej Ukrainie, polecił ministrowi bezpieczeństwa państwowego Ukrainy Piotrowi Iwaszutinowi, aby zredagował dla niego raport o tym zbuntowanym regionie Ukrainy. Podobnie jak koledzy na Litwie Iwaszutin nie zrozumiał ukrytych myśli swojego szefa i skwapliwie podkreślił, że ruch oporu bardzo osłabł i że pozostała już tylko niewielka liczba band. Beria przerwał mu: "Nic nie wiecie. Mówicie jak szef wydziału policji. Bandyci nadal mordują przywódców partyjnych i rad, a organy MGB zupełnie nie stoją na wysokości zadania". Iwaszutin został natychmiast zwolniony i zastąpiony Mieszykiem, który przejął śledztwo w sprawie sytuacji na Zachodniej Ukrainie, zwołując regionalnych szefów ukraińskiego MWD. Na zebraniu tym wiceminister spraw wewnętrznych Ukrainy S.M. Fadiejew wskazał pożądany kierunek śledztwa, do jakiego piliła Moskwa, oświadczając, że "na Zachodniej Ukrainie władza radziecka nic istnieje. Za dnia utrzymuje się dzięki MWD, a nocą władzę sprawuje OUN". Zapoznany z tym oświadczeniem Mielnikow oburzył się: "Partia wykazała tyle troski wobec zachodnich regionów i oto twierdzi się, że władza radziecka tam nie istnieje!". Mielnikow domyślił się, że jego dni na czele KP Ukrainy są policzone, gdy na ukraińskim plenum 2 lipca, mającym ustanowić "nowy kurs", jakiego chciał Beria, Mieszyk oświadczył, że otrzymał rozkaz, "aby wszelkimi sposobami pomagać towarzyszowi Mielnikowi" i "zapoznać go z instrukcjami towarzysza Berii". Według niego

 

MGB dostarczyło tow. Mielnikowi wszelkich informacji, które później tylko częściowo zostały wykorzystane w raporcie tow. Berii. [Ale]... tow. Mielnikow nie wyciągnął wniosków, jakie wynikały z jego pobytu na Zachodniej Ukrainie. Zachowując drobiazgowy nadzór nad organami MWD, błędnie zinterpretował śledztwo prowadzone przez MWD w sprawie sytuacji na Zachodniej Ukrainie. Mimo że MWD poinformowało go szczegółowo o swoich działaniach, tow. Milenikow wypytywał w czasie swojego pobytu oficerów regionalnego MWD, aby wyciągnąć z nich informacje o pierestrojce operacyjnych działań czekistów, i starał się w tych rozmowach dyskredytować reformę pracy czekistów. Rozkazałem tow. Strokaczowi ustalić, ilu kierowników lwowskiego obkomu stamtąd pochodziło. Kiedy tow. Mielnikow dowiedział się o tym od tow. Serdiuka, jego reakcja była wyjątkowo żywa.

 

Jak w przypadku Litwy, Berii trudno było nastawić ukraińskich czekistów przeciwko partyjnym dygnitarzom, co pokazuje sprawa Strokacza, do której robił aluzję Mieszyk. W kwietniu Beria kazał Strokaczowi "[...] sporządzać raporty o niedociągnięciach w działalności organów partyjnych w kołchozach, przedsiębiorstwach i instytutach, wśród inteligencji i młodzieży", "sfotografować dwa najbardziej zacofane kołchozy" i oddać mu klisze. Mieszyk polecił też Strokaczowi określić liczbę Rosjan i Ukraińców w kierowniczych organach partii na Ukrainie. Jeśli wierzyć temu, co opowiadał na plenum w lipcu 1953 r., Strokacz wahał się podjąć tej niebezpiecznej misji i zażądał od Mieszyka potwierdzenia, a wtedy ten naskoczył na niego i zapewnił, że chodzi o pilne zadanie zlecone przez Berię. Strokacz pośpieszył zrelacjonować wszystko Z.T. Serdiukowi, sekretarzowi lwowskiego obkomu, człowiekowi Chruszczowa, który zaalarmował Mielnikowa, przywódcę KP Ukrainy. Tego samego wieczora rozwścieczony Beria zatelefonował do Serdiuka, zarzucając mu, że narobił kłopotów Mieszykowi. "Kiedy usiłowałem tłumaczyć Berii, ze działałem w duchu partii, odłożył słuchawkę", opowiadał Strokacz na Plenum 29 lipca. Dwunastego czerwca Strokacz został usunięty z MWD, a Mieszyk zwrócił mu ironicznie uwagę, że swoją niełaskę zawdzięcza niedyskrecji sekretarza Komitetu Centralnego Mielnikowa, który zadenuncjował go jako "szpiega Komitetu Centralnego". Cała sprawa ujawniła głęboki antagonizm między partyjnymi aparatczykami i wysokimi dowódcami CzeKa podczas "wiosny Berii".

Na podstawie wypowiedzi świadków na ukraińskim Plenum 29 lipca wydaje się, że Mieszyk i Milsztejn sami podjęli się zbierania zdjęć i faktów kompromitujących władzę. Milsztejn udał się do Odessy w celu sfotografowania tam budynków popadłych w ruinę, "aby udowodnić, że miasto nie jest odbudowywane": "Ci degeneraci widzieli tylko to, co mogło się podobać naszym wrogom", zauważył później z goryczą pewien ukraiński komunista. Ostatecznie to Mieszyk skompilował raport o Ukrainie, jakiego życzył sobie jego szef, za co ściągnął na siebie gromy aktywistów ukraińskiej partii po upadku Berii.

W świetle tych niepokojących doświadczeń, czując, że nie może oprzeć się na aparacie MWD w republikach, nawet jeśli miał pod kontrolą "górę", Beria mnożył w nim czystki, do czego pretekstem było połączenie MGB z MWD, o czym zdecydowano na szczeblu federalnym w marcu 1953 r.

Uchwały z maja-czerwca 1953 roku powstałe z inspiracji Berii

Na podstawie raportów skompilowanych przez bliskich współpracowników w MWD Beria redagował noty przeznaczone dla kolegów w Prezydium. Jego nota z 16 maja, poświęcona Zachodniej Ukrainie, była inspirowana raportem Mieszyka, a samo jej słownictwo zostało ocenione po jego upadku Berii jako wywrotowe, jako że występowały tam takie określenia, jak "inteligencja Zachodniej

Ukrainy" czy "kadry Zachodniej Ukrainy". Nota zaczynała się od stwierdzenia porażki: pomimo kroków powziętych przez ukraińskie MGB podziemny ruch oporu istniał nadal i terroryzował "lud pracujący" oraz organy partyjne i państwowe. Porażka wynikała ze stosowania niewłaściwych metod, a przede wszystkim z przeczesywania terenu, co zakładało udział sił zbrojnych, które były już nieodpowiednie i niczemu nie służyły: na 1023 operacje przeprowadzone w 1952 r. 946 nie przyniosły żadnego wyniku. Dlatego lepszą metodą było infiltrowanie ruchu oporu przez agentów. Od 1944 do 1953 r. 500 000 Ukraińców stało się ofiarami represji: 153 259 zabitych, 82 930 uwięzionych za przynależność do ruchu oporu, 26 787 za szpiegostwo i dywersję, a 203 737 deportowanych. Wniosek był następujący: "Zrozumiałe jest, że szerokie rzesze społeczeństwa okazują niechęć, a wrogie elementy umacniają swoje wpływy". Do tego dochodziła polityka, głównie podatkowa - w pierwszym kwartale 1953 r. zarejestrowano 50 000 skarg na ten temat. W tym samym okresie 194 590 listów wysyłanych za granicę zostało skonfiskowanych przez cenzurę MWD, bo zawierały uwagi krytyczne na temat miejscowych władz. Miejscowi przywódcy byli przeważnie przywiezieni ze wschodniej Ukrainy lub innych regionów ZSRR, podobnie jak wykładowcy Uniwersytetu Lwowskiego i innych uczelni. Wszystko to wynikało "z niezrozumienia, jak ważne jest zachowanie i posługiwanie się inteligenckimi kadrami Zachodniej Ukrainy". Notatka ujawniała politykę rusyfikacji, katastrofalną sytuację kołchozów - kolektywizację na Zachodniej Ukrainie ukończono wiosną 1953 roku - i zalecała wysłanie na Ukrainę grupy przywódców, aby "razem z Komitetem Centralnym ukraińskiej partii i rządem" poczynić stosowne kroki w celu zaradzenia stwierdzonym "niedostatkom".

Na podstawie raportów MWD Beria zredagował podobne noty dotyczące Litwy, Łotwy i NRD. Posługując się argumentem o przetrwaniu antykomunistycznego ruchu oporu, a w przypadku Litwy o wpływach katolickiego duchowieństwa na społeczeństwo, raporty wnioskowały o niepowodzeniu sowietyzacji w tych regionach, przypisując to niepowodzenie polityce prowadzonej przez organizacje partyjne każdej z republik. Bardziej zasadniczo noty te "podważały użyteczność pomocy wielkiego narodu rosyjskiego w budowie komunizmu na Ukrainie", jak powiedział N.W Podgorny na ukraińskim plenum 29 lipca. Noty podawały liczby ofiar komunistycznego terroru od 1944 do 1952 r.: na Litwie 270 000 zabitych, na Łotwie 19 000 zabitych i 60 000 deportowanych. Beria podawał także liczbę tych, którzy na skutek radzieckiej polityki przystąpili do ruchu oporu.

Ta głasnost avannt la lettre była jak uderzenie pioruna, gdyż Beria domagał się, by organizacje partyjne wymienionych republik dyskutowały jednocześnie nad raportami MWD, jak i nad uchwałami, które powstały na ich podstawie. Przywódca PK Ukruiny, Kiriczenko, zauważył na plenum 2 lipca: "Zastanawiające jest, dlaczego [Beria] uznał za stosowne podać te liczby do publicznej wiadomości, teraz wszyscy je znają". Snieckus był równie niezadowolony: "teraz liczba ta znana jest w całej Republice, bo została upubliczniona na plenum. [...] Wyrządziło nam to wielką szkodę". Co więcej, Beria postarał się, by liczby te były znane również i za granicą.

W oczach tych komunistycznych przywódców skandal był tym większy, że Beria nic wspomniał o stratach wśród nieszczęsnych czekistów, którzy otrzymali zadania zwalczania nacjonalistów: 20 000 tylko w regionie Lwowa, 30 000 na Ukrainie. Natomiast "przestawił ludzi z OUN jako niewinne baranki". W przypadku Litwy "Beria niewiarygodnie przecenił wpływ Kościoła katolickiego, utrzymując, że 90% Litwinów to praktykujący katolicy", oburzał się ten sam Snieckus. Ogólnie zarzucano Berii, że rozmyślnie wyolbrzymił znaczenie antykomunistycznego ruchu oporu, aby wykazać dobitniej fiasko działań partii. W przypadku Litwy zarzuty te miały podstawy, gdyż władze zadały ruchowi oporu ostateczny cios w połowie 1951 r. Także na Ukrainie ruch oporu poniósł w latach 1951-1952 ciężkie straty.

Tak czy inaczej, noty Berii skierowane do Prezydium stały się źródłem szeregu uchwał inspirowanych przez szefa MWD, a wszystkie zmierzały w jednym kierunku: należy uwolnić republiki od rosyjskiej opieki. Na Ukrainie raport i nota dyskutowane były na posiedzeniu Prezydium 20 maja - i wycofane z protokołów Prezydium uchwałą przyjętą 2 lipca 1953 r. - następnie przed komisją złożoną z Malenkowa, Berii, Chruszczowa, Kaganowicza i Mikojana, a ze strony ukraińskiej sekretarza generalnego KP Ukrainy Mielnikowa, drugiego sekretarza Kiriczenki, kierownika ministerialnej komisji do spraw polityki na Zachodniej Ukrainie L.R. Kornieca, pisarza Ołeksandra Korniejczuka oraz wiceprzewodniczącego Rady Ministrów i szefa MWD Mieszyka. Mielnikow nie uprzedził swoich kolegów o temacie dyskusji w Moskwie, podobnie ukrył przed nimi, że niektóre z jego ostatnich decyzji, jak potępienie antysemickich kampanii w prasie czy jego podróż na Zachodnią Ukrainę, były skutkiem nacisków wywieranych przez Moskwę: członkowie ukraińskiego Komitetu Centralnego nie uchwycili więc, że wiatr zmienił kierunek, i popełnili błąd, popierając Mielnikowa. Ten wyraził swoje zastrzeżenia odnośnie do nowego kursu proponowanego przez Berię, ale został poddany regularnej krytyce "za poważne błędy i niedociągnięcia w kierowaniu zachodnimi regionami Ukrainy"; mimo spóźnionej samokrytyki został usunięty 28 maja.

Dyskusja 20 maja doprowadziła do przyjęcia 26 maja uchwały zatytułowanej: Problemy zachodnich regionów Socjalistycznej Republiki Ukrainy, zainspirowanej notą MWD, na której terminach i liczbach się opierała. Nota ujawniała niewydajność systemu kołchozów i niezadowolenie, jakie wzbudzał; potępiała politykę dyskryminacji inteligencji Zachodniej Ukrainy i przymusową rusyfikację, będące pożywką trwałego ruchu oporu:

 

Komitet Centralny ukraińskiej Partii Komunistycznej i obkomy zachodnich regionów nie zrozumiały jeszcze, że walki z podziemiem nie można prowadzić jedynie drogą masowych represji i czekistowskich operacji, nie zrozumiały, że absurdalne stosowanie represji podsyca tylko niezadowolenie ludności i szkodzi walce z burżuazyjnymi nacjonalistami.

 

Dla poparcia tych tez uchwała podkreślała, że na 3742 komunistycznych przywódców na Zachodniej Ukrainie tylko 62 pochodzi z tego regionu. Po napiętnowaniu "powszechnej nieufności wobec kadr inteligenckich, zwłaszcza tych ze starszego pokolenia", co także przejawiało się w liczbach - we Lwowie na 1718 profesorów tylko 320 pochodziło z Zachodniej Ukrainy - po ujawnieniu rusyfikacji, zwłaszcza w szkolnictwie, oraz praktyki wysyłania młodych specjalistów z Zachodniej Ukrainy "do pozostałej części Ukrainy oraz innych republik Związku Radzieckiego", po skrytykowaniu "masowych represji i wojskowo-czekistowskich operacji", których ofiarą padło wiele osób w latach 1944-1952", uchwała zalecała "radykalną pierestrojkę całej partyjnej polityki na Zachodniej Ukrainie".

Pierestrojka zawierała następujące punkty: "zakazać w przyszłości praktyki polegającej na narzucaniu Zachodniej Ukrainie kadr kierowniczych pochodzących z Ukrainy Wschodniej"; "chronić i promować kadry z Zachodniej Ukrainy [...] przydzielić im kierownicze stanowiska w Komitecie Centralnym KP Ukrainy i rządzie w szkołach na Zachodniej Ukrainie nauczać w języku ukraińskim; "poprawić wydawnictwa, zwłaszcza we Lwowie"; "opublikować jak najszybciej Historię Ukrainy i Historię literatury ukraińskiej"; popierać kino w języku ukraińskim; zmniejszyć dostawy obowiązkowe narzucone kołchoźnikom; "położyć kres metodom administracyjnym, zdecydowanie zapobiegać gwałceniu prawa"; doprowadzić w ten sposób do "szybkiej likwidacji burżuazyjnego, nacjonalistycznego ruchu oporu"; "stosując niezbędne kary wobec przeciwników władzy radzieckiej, nic tolerować nadużyć, powodujących słuszne niezadowolenie szerokich warstw społeczeństwa".

Dwudziestego szóstego maja przyjęto też uchwałę KPZR zatytułowaną: Problemy Socjalistycznej Republiki Litwy, gdzie odnajdujemy podobne tematy: "Powszechna, niesłusznie podtrzymywana nieufność wobec ludności pozostającej pod tymczasową okupacją bardzo szkodzi promocji litewskich kadr". Represje wobec Kościoła katolickiego, masowy terror były nieskuteczne i pogłębiły wrogość Litwinów wobec władzy radzieckiej. Wszystkie te błędy spowodowały, że podziemny opór "głęboko zapuścił korzenie, a nawet zapewnił sobie pewne poparcie w społeczeństwie". Stąd wniosek, że należy skończyć z mianowaniem drugich sekretarzy i ich zastępców niebędących Litwinami; wszystkie kadry kierownicze powinny być litewskie, a język litewski językiem urzędowym. Przywódcy niemówiący po litewsku winni być odwołani. Partia powinna w krótkim czasie położyć kres podziemnemu ruchowi oporu.

Po dyskusji nad kwestią litewską w Prezydium pierwszy sekretarz KP Litwy poprosił o rozmowę z Berią, "aby wspomnieć o niektórych sposobach wałki z burżuazyjnym nacjonalizmem". W czasie tej rozmowy, jak opowiadał zgorszony Snieckus na Plenum 2-7 lipca:

 

Wyraziłem opinię, że konieczne jest zagłuszanie audycji wrogich rozgłośni w języku litewskim. [...] Albowiem amerykańscy nacjonaliści organizują i podtrzymują burżuazyjną nacjonalistyczną zgraję za pomocą radia. [...] Odpowiedział mi, że zamierza położyć kres zagłuszaniu istniejących rozgłośni. [...] Oto jak uczestniczył w likwidowaniu nacjonalistycznego podziemia.

 

Beria myślał też o wprowadzeniu w republikach odznaczeń narodowych nazwanych imionami wybitnych postaci historycznych danego narodu. Rozmawiał o tym z pierwszymi sekretarzami republik, bez wiedzy Komitetu Centralnego. Po jego upadku przypuszczano, że zamierzał zdewaluować Order Lenina, najwyższe odznaczenie w ZSRR, ustanawiając Order Chwały Ludowej, związany z przyznaniem daczy i sumy 300 000 rubli.

Ukraińskie Plenum 2, 3 i 4 czerwca

Po przyjęciu w Moskwie uchwał zalecanych przez Berię w republikach których te uchwały dotyczyły, odbyły się plena z zadaniem realizacji nowe polityki. Pierwsze takie Plenum odbyło się 2, 3 i 4 czerwca w Kijowie w cel narzucenia polityki zalecanej przez Berię, gdy tymczasem on sam został zatrzymany 26 czerwca. W dniach 29 i 30 czerwca w Kijowie zbierze się nowe plenum, tym razem aby potępić Berię, i w najlepszym Orwellowskim stylu ci sami mówcy będą twierdzić przeciwieństwo tego, co mówili trzy tygodnie wcześniej, i bić się w piersi, w licznych wariacjach na temat:

 

Nie pomogliśmy Komitetowi Centralnemu zdemaskować polityki Berii, który miał wszelkie powody, aby wybrać Ukrainę... Zostaliśmy zaskoczeni i zaczęliśmy zbaczać z kursu...

 

Beria przyśpiesza

W maju-czerwcu zamieszanie stało się widoczne na peryferiach. Dotychczas w republikach istniały stanowiska zajmowane wyłącznie przez Rosjan: dowódca okręgu wojskowego, dowódca garnizonu i jednostki straży granicznej, szef MGB, minister spraw wewnętrznych, naczelnik kolei, minister łączności, kierownicy niektórych departamentów Komitetu Centralnego, wiceprzewodniczący Rady Ministrów, wiceministrowie - jeśli minister nie był Rosjaninem. Beria sprzeciwił się tej praktyce i postanowił zlikwidować instytucję "Rosjan drugich sekretarzy partii". Na początku czerwca zażądał, by języki narodowe odzyskały status języków urzędowych w republikach, i osobiście skierował notę do przywódców republik bałtyckich w tej sprawie. Automatycznie rosyjscy komuniści wysłani przez Centrum znaleźli się bez pracy i musieli pakować manatki. Na przykład 107 aparatczyków zostało odwołanych z Łotwy do Moskwy. "Po raz pierwszy w historii naszego wielonarodowego państwa doświadczone kadry oddane naszej Partii są zwalniane tylko z tego powodu, że są Rosjanami", skarżył się pierwszy sekretarz KP Białorusi Patoliczew na Plenum 2-7 lipca. Patoliczew będzie miał szczęście: zwolniony 25 czerwca, zostanie nazajutrz przywrócony na stanowisko, po upadku Berii, tak jak Ulbricht.

Te nawracające i piorunujące czystki destabilizowały MWD: w Estonii, na Łotwie i w Mołdawii wszyscy urzędnicy w MWD, na wszystkich szczeblach, zostali wymienieni w ciągu jednego dnia: "Szykował się nawet do wymiany zwykłych milicjantów". Beria wydał rozkaz otwarcia szkół MWD w każdym państwie bałtyckim, aby zapewnić rekrutację wśród mieszkańców tych republik.

Regionalne urzędy MWD zostały pozbawione kierownictwa, zanim zlikwidowano regiony, co sparaliżowało walkę z antykomunistycznym ruchem oporu. Na Ukrainie w marcu 1953 r. Beria rozkazał wymienić wszystkich szefów ukraińskiego MWD (co wykonano w czasie krótszym niż dwa miesiące - osiemnastu Rosjan zostało zwolnionych przez Mieszyka w ciągu jednej nocy, twierdził Strokacz na Plenum 29 lipca). Organizacje partyjne dostarczyły listy kandydatów na wakujące stanowiska, ale "wrogowie Mieszyk i Milsztejn zignorowali nasze propozycje i mianowali swoich ludzi", często jednostki o "wątpliwych" biografiach, ludzi usuniętych z powodu "antypartyjnej działalności", skazanych na więzienie lub mających rodzinę za granicą.

W ciągu "stu dni" Berii na Ukrainie trzykrotnie zwalniano kierowników regionalnych MWD, co spowodowało dezorganizację działalności MWD, pogłębioną likwidacją wydziałów śledczych. Powtarzające się czystki powodowały demoralizującą niepewność w szeregach MWD, o czym zaświadczali mówcy na lipcowym Plenum na Ukrainie: "Mieszyk i Milsztejn terroryzowali aparat organów na prowincji. W ciągu trzech miesięcy został on trzy- lub czterokrotnie odnowiony i żaden oficer nie wiedział, gdzie zostanie wysłany i jakie zadania będą mu powierzone". Na Litwie Beria odsunął Martaviciusa, silnego człowieka miejscowego MWD, zapraszając go do Moskwy pod pretekstem wyniesienia na stanowisko ministra. Po przybyciu do Moskwy pełen euforii Martavicius dał się wciągnąć w pijatykę, w czasie której skradziono mu teczkę z dokumentami. Nazajutrz Beria wezwał go i zwrócił mu papiery, mówiąc: "Swoje stanowisko ministra możesz sobie wsadzić gdzieś". "Beria zamierzał mianować szefem litewskiego MWD niejakiego Vidźiunasa, który miał brata w Stanach Zjednoczonych. Kiedy Vidźiunas wspomniał o tym pokrewieństwie, próbując uniknąć niebezpiecznej nominacji, Beria odparł: "Pomyślimy o tym, kiedy będziemy rozważać jego nominację na ministra". W Estonii żadną sekcją w MWD nie kierował Estończyk, ale od czerwca wszyscy rosyjscy oficerowie zostali zwolnieni i zastąpieni przez Estończyków, podczas gdy MWD republiki zostało już zdestabilizowane w marcu na skutek zwolnienia wszystkich Żydów. Tak osłabione oddziały MWD w republikach otrzymały nowe zadania. W maju 1953 r. Beria zlikwidował Wydział Śledczy do spraw politycznych, który kontrolował na poziomie Federacji sekcje dochodzeniowe w republikach. Od tej pory wszystkie afery szpiegowskie i afery wymierzone w duchowieństwo i grupy antyradzieckie miały być prowadzone bez nadzoru Moskwy.

Konflikt między partyjnymi aparatczykami i oficerami MWD stał się otwarty. Kiedy Kiriczenko chciał zareagować na to, co postrzegał jako niedopuszczalne wkraczanie MWD w kompetencje partii, ściągnął na siebie wściekły telefon Berii, który poradził mu, "aby nie wdawał się w politykierstwo wobec organów". Od początku czerwca Mieszyk zaczął się zachowywać tak, że funkcjonariusze partyjni na Ukrainie czuli się zagrożeni rychłym aresztowaniem. Kiedy szef organizacji partyjnej Lwowa, Z.T. Serdiuk, chciał zająć przedszkole dla dzieci, przeznaczone dla ukraińskiego MWD, zamierzając adaptować je sobie na mieszkanie, Mieszyk za zgodą Berii otoczył budynek oddziałami MWD i wygonił z niego partyjnych intruzów. Według Kaganowicza celem polityki Berii było "przekształcić partyjne kadry w marionetki, aby przeprowadzić zamach stanu".

Przypadek litewski lepiej wyjaśnia prawdziwą politykę Berii. Na Litwie częste były zabójstwa komunistów, którzy nie ośmielali się wyruszać poza miasto bez zbrojnej eskorty. A tymczasem MWD kazało rozbroić aktywistów partyjnych w okręgach. Szóstego czerwca portrety Lenina i Stalina zostały zastąpione wizerunkami litewskich książąt Kiejstuta i Witolda. W czerwcu Rosjanie przysłani z Moskwy w celu komunizowania Litwy zaczęli pakować manatki: robotnicy i inżynierowie rosyjscy poprosili o przeniesienie do innych republik. Rodziny rosyjskich oficerów opuszczały republikę, podczas gdy Beria zamierzał wyposażyć republiki w narodowe siły zbrojne. Kołchozy rozsypywały się samorzutnie, a wśród nielicznych litewskich komunistów zapanowała panika, jak zaświadczają raporty miejscowego MWD, począwszy od czerwca. W sklepach personel udawał, że nie rozumie po rosyjsku.

Jak zawsze pogłoski przyspieszyły destabilizację. Na Litwie opowiadano, że nowi radzieccy przywódcy zdecydowali dać Litwę Amerykanom, że zostanie przywrócony system wielopartyjny, że kraj będzie mieć własne wojsko i kontrolować swoje granice. Szeptano, że skonfiskowane dobra zostaną oddane ich właścicielom, że ziemia zostanie zwrócona chłopom. W czerwcu MWD kilkakrotnie zdawało Snieckusowi relacje z deklaracji zasłyszanych przez agentów: "Amerykanie i Anglicy przyjdą 16 czerwca na Litwę i Litwa stanie się niepodległa"; "Jeśli Rosjanie nie będą chcieli odejść dobrowolnie, Amerykanie przepędzą ich siłą"; "litewscy komuniści zostaną powieszeni jako zdrajcy"; "odbędą się wybory pod kontrolą państw neutralnych". Źródłem tych plotek była audycja radiowa nadawana w języku litewskim z nieznanej stacji. Raporty te pokazują, że ustrój komunistyczny szybko załamałby się po odejściu Rosjan. Derusyfikacja oznaczała więc dekomunizację. Wyjście Rosjan wzmacniało poczucie narodowości.

Na Ukrainie sytuacja była bardziej złożona. Na początku Beria chciał przede wszystkim zrównoważyć Ukrainę, wzmacniając jej zachodni biegun; jego nacisk na rozwój szkolnictwa wyższego we Lwowie, ochronę starej inteligencji z dawnego ustroju, uwolnienie więźniów z Gułagu i promowanie przywódców z Zachodniej Ukrainy w pozostałej części kraju pokazuje, że zamierzał uczynić z niej wylęgarnię kadr dla całej Ukrainy - wszystkim tym działaniom towarzyszyło odtworzenie Kościoła unickiego.

W tajemnicy Beria rozpoczął rozmowy z uwolnionym z obozu prymasem Kościoła unickiego, metropolitą Josyfem Slipyjem, w celu normalizacji stosunków z Watykanem i legalizacji tego Kościoła. Był to okres, kiedy myślał o wysondowaniu opinii Watykanu w sprawie zjednoczenia Niemiec i unormowania stosunków ZSRR z Jugosławią. Slipyjemu oświadczył: "Pozostawiam wam swobodę działania. Działajcie, jak uważacie, i przekażcie to ukraińskiej społeczności". Milsztejn wydał rozkaz swoim podwładnym, aby pozwalali na odrodzenie Kościoła unickiego, i dyskretnie zachęcał biskupów do składania skarg na miejscowe władze za prześladowanie duchowieństwa.

W czerwcu raport o sytuacji na Zachodniej Ukrainie, sporządzony przez Radę do Spraw Religijnych, organ MWD mający nadzorować duchowieństwo i wiernych, skrytykował represjonowanie Kościoła unickiego:

 

Czy można zaproponować całkowitą zmianę obrzędów religijnych, i to natychmiast, nie zadając gwałtu sumieniu wiernych, co stanowi pogwałcenie artykułu 124 Konstytucji ZSRR? [...] Nawet dowództwo carskiej armii wzięło jesienią 1914 r. pod uwagę, że nie jest możliwe nawrócenie siłą ludności Galicji na prawosławie. [...] Koniecznie należy przypomnieć kierującym Radą, że powinni czuwać, aby biskupi i parafialne duchowieństwo nie posunęli się za daleko we wprowadzaniu obrządków prawosławnych w kościołach grekokatolickich przez niestosowną nadgorliwość.

 

Należało zezwolić na rejestrację kościołów unickich, "zabronić przekształcania kościołów w magazyny bez upoważnienia regionalnego Komitetu Wykonawczego". Wedle słów Strokacza "Mieszyk i Milsztejn zaczęli odtwarzać Kościół unicki w regionach zachodnich. Chcieli dać unickiemu duchowieństwu swobodę działania, ponieważ zamyślali ustanowić potem bezpośredni kontakt między unickim duchowieństwem i Watykanem". Strokacz odnalazł w archiwach ukraińskiego MWD notę Mieszyka, w której można było przeczytać:

 

Instrukcje Ł.B. [Ławrientija Berii]: Możecie nielegalnie otwierać klasztory. Ludzie mogą chodzić tam modlić się przez rok, półtora. Potem niech tylko złożą oświadczenie, że popierają władzę radziecką. Aby je otworzyć, skonsultujcie się z agentami, którzy zajmują się tą dziedziną.

 

Widać więc, że wszystkie działania na Ukrainie - rehabilitacja galicyjskiej inteligencji, promowanie kadr pochodzących z Zachodniej Ukrainy, odtworzenie Kościoła unickiego - szły w jednym kierunku: przywrócenia całej Ukrainie zachodniego charakteru.

W tym okresie komuniści z republik bombardowali Moskwę listami nacechowanymi paniką - i tak 20 czerwca:

 

Jestem starym bolszewikiem. Nic rozumiem jednej rzeczy. Co dzieje się w naszym kraju? Na Białorusi jesteśmy świadkami prawdziwego pogromu rosyjskich kierowników. Zewsząd są wyrzucani... z MWD, z urzędów miejskich, z Komsomołu.

[...] Wkrótce nie będzie już Związku Radzieckiego, lecz szesnaście republik!

 

Albo w niedatowanym liście: "Rosjanie nie mają już pracy w Mołdawii... Zostali doprowadzeni do tego, że wyrzekają się swojej rosyjskiej, ukraińskiej czy żydowskiej narodowości, żeby przyjąć mołdawską". I jeszcze jeden list z Ukrainy:

 

Urzędnikom organów sprawiedliwości zaproponowano opuszczenie regionu w ciągu tygodnia. [...] Ludność kieruje pod naszym adresem wrogie lub obraźliwe uwagi. Na przykład: "Moskale! Wynoście się stąd, wasza władza się skończyła, teraz my będziemy budować naszą Ukrainę".

 

Tajne otwarcie na antykomunistycznych nacjonalistów

Polityka Berii była często skierowana w głąb, co pokazuje jego polityka narodowościowa i podobieństwo między polityką na Litwie i na Ukrainie. Na Plenum 2-7 lipca Snieckus przypomniał charakterystyczny epizod - aferę Zemaitisa. Jonas Zemaitis, oficer wykształcony we Francji, został mianowany w czerwcu 1948 r. dowódcą podziemnego litewskiego ruchu oporu. W lutym 1949 r. udało mu się zjednoczyć partyzantów w celu powstania w razie wybuchu wojny, ale został aresztowany 30 maja 1953 r. Wersja sprawy, jaką Snieckus przedstawił na plenum, jest następująca:

 

Raport Berii wspominał, że litewski podziemny ruch oporu jest kierowany przez kapitana burżuazyjnego wojska litewskiego Zemaitisa, którego członkowie ruchu oporu wybrali na "prezydenta Litwy". [...] Zemaitis został schwytany przez litewskich czekistów. [...] Co zrobił Beria? Kazał sprowadzić go do Moskwy, aby przesłuchać go osobiście. Przesłuchanie odbyło się w ostatni czwartek. Berii towarzyszył wiceminister spraw wewnętrznych Litwy Martavicius. Martavicius opowiadał mi, że po przesłuchaniu Żemaitisa Beria zaproponował utworzenie podziemnej organizacji nacjonalistycznej. Widzicie, Beria najpierw wyolbrzymił rolę Żemaitisa, a potem zaproponował Martaviciusowi utworzenie razem z Źemaitisem wyimaginowanej organizacji nacjonalistycznej.

 

W teczce Żemaitisa, przechowywanej w archiwach litewskiego KGB, zachowała się notatka z przesłuchania 25 czerwca podpisana ręką Berii. Według świadectw rodziny Żemaitisa powrócił on pełen euforii, zupełnie zmieniony po spotkaniu z Berią, mówił, że "teraz nic już nie będzie tak jak dawniej". Wycofał zeznania, jakie zaczął składać przed wyjazdem do Moskwy.

Co zaszło między tymi dwoma ludźmi? Żemaitis został stracony w listopadzie 1954 r., ale zdążył poczynić aluzje wobec strażników i współwięźniów. Według niektórych wersji Beria zaproponował Żemaitisowi, aby stanął na czele przyszłego rządu litewskiego. Swoim podwładnym z MGB oświadczył, że chce stworzyć dzięki Żemaitisowi fałszywą organizację nacjonalistyczną na wzór operacji Trust.

Na Ukrainie zarysował się podobny scenariusz. Według tego, co mówił Serdiuk na Plenum 29 lipca, przed uchwałą z 26 maja Mieszyk polecił M. Szrachowi, dawnemu wiceprzewodniczącemu Centralnej Rady "za czasów Petlury", aby przedstawił mu swoje propozycje odnośnie do polityki, jaką należy prowadzić na Zachodniej Ukrainie, aby pogodzić ruch oporu z władzą. Przed przekazaniem Mieszykowi Strokacz i Serdiuk zapoznali się z dokumentem zredagowanym przez "tego podejrzanego osobnika", który przewidywał "zezwolenie na powrót ukraińskim emigrantom i nacjonalistom skazanym na 20-25 lat obozu" i odtworzenie Kościoła unickiego. Beria osobiście przyjął Szracha, zaproszonego do Moskwy 27 maja. Według Strokacza Beria zamierzał utworzyć legalny ośrodek OUN i powierzyć kierowanie nim owemu osobnikowi, rzekomo zwerbowanemu przez MWD pod pseudonimem "Bard". Stan osobowy ośrodka "miał kilkakrotnie przekraczać liczbę członków OUN na Ukrainie", ponieważ powinien on mieć filie na całej Zachodniej Ukrainie. Ośrodek miał kierować podziemnym ruchem oporu, pozwolić na legalizację jego dowódców infiltrację radzieckich agentów do organizacji emigracyjnych, a więc w Anglii i Stanach Zjednoczonych, a także w Watykanie. Na Plenum 29 lipca Srokacz kontynuował swoje świadectwo:

 

Na rozkaz Berii Mieszyk i Milsztejn przygotowali propozycje dla rządu, zalecając sprowadzić z zagranicy niektórych burżuazyjnych przywódców ukraińskich nacjonalistów, którzy uciekli do angielskiej i amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech, a potem do Stanów Zjednoczonych, Anglii oraz innych krajów kapitalistycznych. Wspólnie z tymi wrogami chcieli utworzyć burżuazyjną organizację nacjonalistyczną do prowadzenia dywersyjnych działań wśród lwowskiej inteligencji i Ukraińców na Zachodzie. Zamierzali posłużyć się tą organizacją do nawiązania kontaktów z amerykańskimi i angielskimi służbami specjalnymi, wykonywać ich rozkazy w celu podkopywania radzieckiego państwa. Dlatego musieli umieścić na kierowniczych stanowiskach w MWD, zwłaszcza na Zachodniej Ukrainie, podejrzanych osobników, dobrze znanych w kręgach burżuazyjnych nacjonalistów.

 

Beria wezwał też do Moskwy Wasilija Ochrymowicza, który kierował wywiadem zagranicznego przedstawicielstwa ukraińskiej Rady Wyzwolenia Narodowego, oraz Kiriłła Osmaka, przywódcę tej organizacji. Mieszyk rozpoczął pokojowe rozmowy z Wasilijem Kukiem, jednym z dowódców ukraińskiego ruchu oporu. Pewien weteran CzeKa, który niegdyś walczył z Petlurą, otrzymał polecenie napisania listu do dowódców ruchu oporu, proponując im zaprzestanie walki zbrojnej w zamian za wolność, miejsce pracy i kształcenie dla nich i dla ich deportowanych bliskich.

Beria próbował też nawiązać kontakty z przedstawicielami emigracji pochodzącej z Zachodniej Ukrainy. Kazał uwolnić dwie siostry Stepana Bandery, uwięzione w Gułagu, i sprowadzić je do Moskwy. Zamierzał wysłać je do brata w RFN i przez nie przekazać Banderze osobiste przesłanie, zachęcając go do zaprzestania walki z władzą radziecką i zobowiązując się, że zagwarantuje mu powrót na Ukrainę i zapewni narodowy rozwój Ukrainy. Wszystkie te kontakty z nacjonalistami odbywały się bez wiedzy partii. Podwładnemu, który zawiadomił go, że agenci MWD spotkali się z przywódcą OUN, Mieszyk odpowiedział: "Przede wszystkim nie zgłaszaj tego do obkomu. Nikomu o tym nie mów".

Wiele lat później Sergo Beria spotkał się z ukraińskimi nacjonalistami od których usłyszał następującą opowieść:

 

W 1953 roku twój ojciec wezwał nas do Moskwy: "Uważam, że wasza krytyka ustroju radzieckiego jest zasadniczo słuszna. Każdy naród ma prawo bronić swoich interesów w ramach państwa radzieckiego. Proponuję, żebyście weszli do rządu i razem wprowadzali w życie taką politykę, która byłaby dobra dla waszego narodu". I kiedy go spotkało to, o czym wiecie, torturowano nas przez trzy miesiące, żebyśmy powtórzyli, co nam powiedział. Ale trzymaliśmy się i zarobiliśmy dodatkowo po piętnaście lat.

 

Gruzja i Kaukaz

Oczywiście Beria nie zapominał o Kaukazie. Jeśli chodzi o Gruzję, to dotyczący jej raport skompilował Jurij Krotkow, który stamtąd pochodził i któremu Beria polecił zbadać opinię publiczną na podstawie rozmów z intelektualistami. Krotkow odniósł wrażenie, że niewypowiedzianym celem tej ankiety było porównanie popularności Malenkowa i Berii:

 

Starałem się, aby opinia pytanych osób odpowiadała Berii i, w razie gdyby ten raport wpadł w ręce Malenkowa, także jemu. To była bardzo delikatna robota i mówiąc szczerze, robota odpychająca.

 

Jak twierdzi syn, Beria chciał zorganizować w Gruzji kongres destalinizacji. Początkowo domagał się, aby raport komisji śledczej dotyczący sprawy megrelskiej został przeczytany in extenso na Plenum 10 kwietnia, które decydowało o kształcie Zjazdu przewidzianego na 25 maja. Beria był niezadowolony z tego, jak potoczyło się plenum, z którego notatki dostarczył mu Diekanozow. Uznał, że krytyka grupy Mgeładzego była za miękka, i zadzwonił do premiera Waleriana Bakradzego: "Nic nie rozumiesz z polityki, nadajesz się tylko do produkcji puszek do konserw". Zjazd musiał być odłożony, bo Beria polecił gruzińskim komunistom przełożyć go na jesień, niewątpliwie dlatego, że nie miał czasu udać się do Gruzji w tym miesiącu, kiedy to pochłaniały go sprawy Niemiec, Ukrainy i państw bałtyckich. Na razie zabronił centralnemu MWD dawać wskazówki gruzińskiemu MWD w sprawie polowania na nacjonalistów, twierdząc, że sam zajmuje się Gruzją. Nowemu sekretarzowi partii, Aleksandrowi Mircchuławie, kazał przeprowadzić czystkę wśród regionalnych przywódców gruzińskiej partii. W czerwcu wysłał do Gruzji swojego sekretarza Mamutowa, aby pomógł Szarii w przygotowaniu Zjazdu.

Obserwując zachowanie gruzińskiej emigracji w tym okresie, odnosi się wrażenie, że znów widać tajne współdziałanie z Berią. W Paryżu krążyła pogłoska, że na Kaukazie trwają przygotowania do kontrrewolucji. Chronologia jest wymowna. Po śmierci Stalina rola Gegeczkoriego w obozie nicrosyjskich mieszkańców ZSRR stała się dominująca i do lata 1953 r. ciągle rosła, a jednocześnie Amcomlib ewoluował właśnie w kierunku ich stanowiska, także 28 sierpnia Kiereński oświadczył z goryczą w Monachium: "Amerykanie robią wszystko, żeby zachować swoje imperium, a jednocześnie chcą rozczłonkować Rosję". Na początku marca admirał Stevens spotkał się z przywódcami organizacji nierosyjskich narodów ZSRR - Ukraińcami, Białorusinami, Ormianami i Gruzinami - i zapowiedział im, że Amcomlib będzie wspierał ich organizacje pod warunkiem, że zgodzą się uczestniczyć we wspólnym froncie walki z bolszewizmem. Po tym spotkaniu Gegeczkori zwołał w Paryżu zgromadzenie przedstawicieli nierosyjskich narodowości - dusznaków, Radę ukraińską, Białorusinów i mieszkańców Północnego Kaukazu - które odbyło się 25-31 marca. Delegaci wystosowali memorandum do Amerykanów, w którym podkreślili, że ludność nierosyjska była zawsze najbardziej antybolszewicka w ZSRR i to ją Zachód powinien wspierać, zamiast stawiać na organizacje rosyjskie; żądali dla tej ludności równej reprezentacji w Ośrodku Koordynacyjnym, a w przypadku jej braku zorganizują własny ośrodek, z którym Amerykanie powinni współpracować. Pojawienie się "bloku paryskiego", jednoczącego zwolenników niepodległości, zmodyfikowało jeszcze bardziej politykę amerykańską. Amerykański Komitet Wyzwolenia Narodów Rosji zmienił nazwę na Amerykański Komitet Wyzwolenia od Bolszewizmu, aby nie urażać autochtonów. Siedemnastego marca 1953 r. admirał Stevens, przewodniczący Komitetu, spotkał się z Komitetem Niepodległości Kaukazu. Trzydziestego pierwszego maja Amcomlib zwołał do Tegernsee sygnatariuszy porozumienia paryskiego i przywódców grup rosyjskich w nadziei narzucenia modus vivendi. Spotkanie zakończyło się fiaskiem i rozpadem Komitetu Koordynacji Walki z Bolszewizmem na dwie niemogące pogodzić się ze sobą grupy, zwolenników "jednej i niepodzielnej Rosji" i zwolenników niepodległości narodów popieranych przez rosyjskich liberałów. Zdecydowano utworzyć komisję mieszaną złożoną z sześciu przedstawicieli grupy paryskiej i rosyjskich mienszewików jak Borys Nikołajewski. Na propozycję Kiereńskiego przewodnictwo komisji powierzono Gegeczkoriemu.

Na zjeździe Ewgeni Gegeczkori oświadczył: "Za kilka tygodni lub kilka miesięcy na Kaukazie odbędą się ważne wydarzenia. Nasi przyjaciele, rosyjscy emigranci, muszą wiedzieć o tym już teraz". Gegeczkori nie wahał się dać do zrozumienia, że posiada własne kanały kontaktów z Kremlem. Amerykanie, którzy szykowali się do powierzenia mu koordynowania antybolszewickiej działalności emigracji, omijając dawny ośrodek, nadal kontrolowany przez grupę Miełgunow-Kiereński, niewątpliwie byli tego świadomi. Zauważmy, że ta nagła zmiana w postawie Amerykanów dokonała się dokładnie w chwili, gdy w ZSRR Beria rozpoczynał politykę emancypacji republik. Zbieżność zanadto wyraźna, by uznać ją za przypadek. Po upadku Berii nastąpił kolejny zwrot: w sierpniu 1953 r., zirytowani niezdolnością emigrantów do porozumienia się, Amerykanie postanowili zaprzestać finansowania grupy Miełgunow-Kiereński, jak również organizacji narodowych, i przesunąć główny wysiłek na Radio Liberty.

Jak Beria widział przyszłość radzieckiego państwa? Jedynie świadectwo jego syna pozwala ją sobie wyobrazić:

 

[Chciał, żeby] ZSRR był kierowany przez Radę, której przewodniczącym byłby przez sześć miesięcy kolejno każdy z przywódców republik. Pamiętam ten pomysł, gdyż ojciec miał tu na myśli stałego sekretarza Foreign Office, Cadogana, i angielski aparat administracyjny, na którym, według niego, powinniśmy się wzorować. Zauważył, że w Anglii zmieniają się u władzy partie i rządy, ale aparat państwowy pozostaje i zapewnia konieczną ciągłość (w Stanach Zjednoczonych sytuacja wygląda inaczej, ale stabilność zapewniają tam interesy gospodarcze i finansowe). "U nas - mówił ojciec - jest odwrotnie.

U władzy pozostaje ta sama partia, ale wystarczy zmienić jednego funkcjonariusza, by spowodować odnowę całego aparatu. A przecież potrzeba nam ludzi kompetentnych, którzy pozostawaliby na swoich miejscach, cokolwiek by się stało". Ojciec doszedł do tych wniosków, śledząc karierę Cadogana, który bardzo go interesował.

 

Możliwe, że fragment ten zawiera klucz do politycznego projektu Berii, zwłaszcza gdy pamiętamy, że miał on zamiar umieszczać nacjonalistycznych antykomunistów na kierowniczych stanowiskach w republikach ZSRR. W każdym razie fragment daje cenny wgląd w to, jak praktyka wywiadu doprowadziła go do oryginalnej refleksji nad instytucjami.

Pewne jest, że właśnie polityka narodowościowa Berii była jednym z czynników, które spowodowały jego upadek. Nie tylko zniechęciła do niego nacjonalistów rosyjskich, zwłaszcza wyższe dowództwo wojskowe, lecz także komunistycznych przywódców odsuniętych przez Berię, którzy wszyscy mieli protektorów w Moskwie. To Strokacz, współpracownik Chruszczowa, zwrócił jego uwagę na działania MWD na Ukrainie. Chruszczow zebrał skargi swojej klienteli wśród komunistów ukraińskich i komunistów z innych regionów, ogarniętych paniką z powodu polityki Berii. Patoliczew był protegowanym Malenkowa. Ponadto sama zawartość notatek Berii na temat Litwy i Ukrainy wymierzona była oczywiście najpierw w Stalina, ale też w Malenkowa i Chruszczowa, ponieważ pierwszy był po wojnie przewodniczącym Komitetu Odbudowy Terytoriów Okupowanych, a drugi pierwszym sekretarzem na Ukrainie od stycznia 1938 do grudnia 1949 r. Zamieszanie, jakie wywołał Beria w republikach, nie mogło być więc dobrze widziane przez jego kolegów z Prezydium.

Przypadek Ukrainy był może jak iskra padająca na beczkę prochu, przyspieszając upadek Berii: atakując ukraiński aparat partyjny i dotychczasową politykę narodowościową na Ukrainie, Beria uderzał w Chruszczowa i jego frontowych podopiecznych. Napięcia między kierownictwem NKWD i Chruszczowem trwały od 1939-1940 r. NKWD sprzyjało przyznaniu specjalnego statusu Galicji i zalecało oszczędzać tamtejszą inteligencję, a przecież Chruszczow i Sierow przystąpili do aresztowań, które odbijały się szerokim echem, zwłaszcza zatrzymanie Kosta Lewickiego, dawnego członka rządu niepodległej Ukrainy, liczącego wówczas ponad 80 lat. Sudopłatow sprzeciwił się aresztowaniu, Beria wystosował pismo do Mołotowa i Kost Lewicki został zwolniony.

Donosy, jakie ukraińscy komuniści słali do Chruszczowa, zaniepokoiły radzieckie dowództwo i uświadomiły mu, że polityka Berii to zapalony lont przyłożony do beczki prochu, która z dnia na dzień może wybuchnąć. Polityka w regionach wyjaśniała ogólną strategię Berii, ponieważ nie chodziło jedynie o skompromitowanie komunistycznych dygnitarzy na peryferiach. W kwietniu Beria rozkazał Kuzniecowowi, szefowi I Sekcji Specjalnej MWD, zgromadzić wszelkie informacje zebrane przez wywiad na temat przywódców partyjnych, także tych wysokiego szczebla. Dwudziestego piątego maja B. Kobułow otrzymał zbiór informacji zgromadzonych przez różne regionalne sekcje MWD, łącznie z 248 teczkami dokumentacji podsłuchów. Wszędzie MWD zaciskało sieci wokół partyjnych aparatczyków.

Trudności, jakie napotkał Beria na Litwie i na Ukrainie, gdy przy użyciu MWD usiłował zdyskredytować partię, powinny wzbudzić jego czujność. Wyraźnie nie docenił stopnia zależności czekistów od partii, co wynikało zarówno z czekistowskiej tradycji, jak i energicznej polityki dyscyplinowania organów przez partię, prowadzonej po usunięciu Abakumowa w lipcu 1951 r. Ten błąd był jedną z przyczyn jego porażki.

Beria okazał się też bardzo nieostrożny, dając się ponieść niebezpiecznej szczerości wobec kolegów. O działaczach związków zawodowych mówił, że "są do niczego", i "kpił sobie z klasy robotniczej". Kiedy jeden z oficerów MWD poprosił go o zmianę przydziału, bo chciał studiować na Akademii Nauk Społecznych, aby zostać propagandzistą, Beria odpowiedział mu: "Pewny jesteś swojego wyboru?". Gdy ten potwierdził, Beria rzucił: "Skończysz jako żebrak na ulicach Moskwy", dając do zrozumienia, że zawód aktywisty partyjnego nie ma już przyszłości. Kiedy delegacja ukraińskich komunistów przyszła do niego po wskazówki w sprawie obchodów trzechsetnej rocznicy przyłączenia Ukrainy do Rosji, Beria wybuchnął: "Po co świętować to wydarzenie?! To kpina! Chmielnicki nie zasługuje na upamiętnienie". "Znalazł najohydniejsze określenia, aby znieważyć wielki dzień połączenia się obu narodów, i obrzucił Chmielnickiego obscenicznymi przekleństwami", powie Korniejczuk na Plenum 29 lipca 1953 r. Epizod ten wiele wyjaśnia z rozmaitych względów. Beria opierał się na nierosyjskich narodach z racji osobistych ambicji - to oczywiste - ale też z przekonania: jego wola zniesienia moskiewskiej hegemonii nad narodami ZSRR wynikała z niechęci do rosyjskiej dominacji, czego nie potrafił już ukryć.

Niektórzy z jego współpracowników wykazywali taką samą nieostrożność. Amajak Kobułow zaszokował kolegów podczas wyjazdu do NRD w maju-czerwcu 1953 r., rozwodząc się w "antyradzieckich oświadczeniach, powtarzając oszczerstwa amerykańskiej propagandy na temat polityki zagranicznej ZSRR i agresji Stanów Zjednoczonych na Ludową Republikę Korei Północnej".

Wrzenie w Gułagu

Jednym z częstych urojeń oskarżycieli z NKWD w momencie wielkich czystek było użycie Gułagu do zachwiania władzą radziecką. Na przykład w 1937 r. I.G. Filipow, nadzorca jednego z obozów Gułagu, "wyznał", że uczestniczył w "antyradzieckiej organizacji", która zamierzała obalić rząd, "przygotowując na Kołymie zbrojne powstanie przeciw radzieckiej władzy". W latach trzydziestych takie wyznania były bezsensowne, ale po wojnie populacja Gułagu zmieniła się. Wraz z napływem Ukraińców, Polaków, Bałtów i dawnych żołnierzy Wehrmachtu liczba więźniów zwiększyła się o ponad 35% w lipcu 1946 roku. Do mniej lub bardziej dysydenckich marksistów dołączyli teraz przekonani antykomuniści; wielu z nich stawiało twardy opór oddziałom NKWD. W 1948 r. dowódcy MWD utworzyli "specjalne obozy" w celu internowania w nich elementów uznanych za najbardziej niebezpieczne, które przemieszczano często z jednego obozu do drugiego, co pozwoliło na utworzenie siatek. Odtąd samo skupienie "politycznych" mogło stanowić w przyszłości mieszankę wybuchową.

W 1953 r. destabilizujący potencjał Gułagu objawił się w całej pełni po marcowej amnestii. Wielu zatrzymanych, którzy nic zostali zwolnieni, postanowiło przejść do działania. Według zbieżnych świadectw dyscyplina uległa rozluźnieniu i w niektórych obozach publikowano i rozprowadzano ukradkiem podziemne gazetki. Z ukradzionych odbiorników słuchano audycji zachodnich rozgłośni, a ich treść rozpowszechniano w postaci biuletynów. Donosicieli systematycznie unieszkodliwiano. W maju 1953 r. w obozach wrzało.

Organizacje narodowe, które powstały w Gułagu, powzięły plan likwidacji władzy radzieckiej - chciały wywołać powstanie zbrojne w jak największej liczbie obozów, stworzyć efekt kuli śniegowej i czekać na interwencję Zachodu w celu definitywnego wyzwolenia. Wiosną 1953 r. wszystkich aktywistów zgromadzono w obozie Norylsk pod nadzorem pułkownika MWD. W maju odbył się pierwszy strajk, w którym uczestniczyło 20 000 więźniów. Jeden z nich opowiadał, że oficer MWD przybyły z Moskwy powiedział mu, że bunty bardzo się rozprzestrzeniły i władze nie wiedzą, co robić. I rzeczywiście, wojsko nie interweniowało. Więźniowie wiedzieli, że coś się szykuje, i spodziewali się uwolnienia. Według byłego więźnia Jonasa Ćeponisa na wiadomość o upadku Berii pułkownik z MWD miał powiedzieć więźniom: "Teraz wszystkich nas rozstrzelają".

Pierwsze bunty wybuchły na początku czerwca w Gorłagu, obok Norylska, i w Rieczłagu, niedaleko Workuty. Władze nie zareagowały i rozniosła się pogłoska, że samo MWD wywoływało zamieszki, wprowadzając do obozów zbuntowanych Ukraińców, których następnie ujarzmiało, aby udowodnić, że administracja obozów koncentracyjnych jest nieodzowna. Nie była to tylko pogłoska: powstanie w Gorłagu, które wybuchło 26 maja 1953 r., było przygotowywane od 9 maja przez administrację obozu, która urządziła prowokację, opierając się na więźniach kryminalistach, sprowadzono też do obozu broń. Z Moskwy przybyła komisja, żeby układać się z powstańcami, ale po upadku Berii, pod koniec lipca, bunt został zdławiony przez wojsko. Upadek Berii wpłynął demoralizująco na administrację obozów i wzmocnił morale więźniów.

Ale powróćmy do maja-czerwca 1953 roku. Beria łagodził reżim obozów. Dwunastego czerwca uchwała Rady Ministrów nakazała redukcję centralnego aparatu Gułagu o 15,7%, aparatu administracyjnego obozów o 34% i personelu Gułagu o 36,8%. Beria zaczął również likwidować szeroką sieć kolonii zesłańców. Drugiego maja zalecił anulować ukaz z 21 lutego 1948 r. wprowadzający dożywotnie zesłanie dla "przestępców szczególnie niebezpiecznych dla państwa", którzy zakończyli odbywanie kary. Ukaz ten dotyczył więźniów politycznych - szpiegów, terrorystów, trockistów, prawicowych polityków, nacjonalistów, mienszewików, białych emigrantów itd.:

 

Radzieckie prawo karne nie uważa kary za środek ochrony społeczeństwa, ale za ocenę konkretnego błędu. (...) Przewiduje system kar o długości dokładnie określonej. (...) Trybunał nie może nałożyć kary nieokreślonej, jak dożywotnie więzienie czy zesłanie na czas nieokreślony. [...] Prawo radzieckie zabrania nałożenia kolejnej kary za to samo przestępstwo.

 

W memorandum Beria zapowiadał uwolnienie dawnych więźniów politycznych, w liczbie 37 951. Ostatecznie nowa amnestia z 4 maja pozwoliła na zmniejszenie jednej trzeciej orzeczonych kar z wyjątkiem przestępstw politycznych i uwolniła kobiety.

Złagodzenie polityki wyznaniowej

Złagodzenie polityki wyznaniowej zaczęło się po śmierci Stalina, gdyż Rada do spraw Wyznań, kierująca duchowieństwem i nadzorująca wiernych, była pod kontrolą MWD, a więc od 7 marca Berii. Tu również Beria chciał "odchudzić mamuta": 7 maja zaproponował redukcję od 15 do 18% centralnego aparatu Rady i o 30% aparatu lokalnych kierowników. Prześladowania katolików i unitów zmniejszyły się wiosną 1953 r. "Nowy kurs" w dziedzinie polityki wyznaniowej pojawia się, na przykład, we wnioskach raportu oficera litewskiego MWD z 8 maja 1953 r. poświęconego katolickiemu duchowieństwu:

 

Całkiem do niedawna MWD Republiki litewskiej prowadziło jedynie działania represyjne przeciw wrogim elementom katolickiego duchowieństwa, co nie dało pozytywnych rezultatów, wprost przeciwnie, doprowadziło ich do schronienia się w podziemiu. (...) Aresztowania księży są interpretowane jako prześladowanie wiary. (...) Z powodu jednostronnej czekistowskiej działalności litewskiego MWD, która sprowadzała się do represji, podczas gdy należało prowadzić pracę polityczną, aby przekonać katolickie duchowieństwo do porzucenia antyradzieckiej działalności i do opowiedzenia się po stronie władzy radzieckiej, katolickie duchowieństwo wywiera nadal wrogi wpływ na ludność.

 

Dwudziestego piątego maja 1953 r., po raporcie kontrolnym Rady z 13 marca opisującym "niewłaściwe działania miejscowych przywódców", urzędnikom Rady do spraw Wyznań polecono wstrzymać "kroki administracyjne" zmierzające do konfiskaty kościołów. Polityka ta wywołała konflikt między nimi a miejscowymi funkcjonariuszami partyjnymi, niezadowolonymi, że muszą opróżnić kościoły zamienione w magazyny. Na Litwie w kościołach znów można było bić w dzwony, a na Białorusi piętnaście katolickich kościołów zwrócono wiernym.

Wiosenna "odwilż" 1953 roku dotyczyła nie tylko katolików i unitów. Dwudziestego trzeciego kwietnia pułkownik MWD G.G. Karpow i przewodniczący Rady do spraw Wyznań zganił nadgorliwego urzędnika, który sprzeciwił się kandydaturze wskazanej przez patriarchę Aleksieja do jednej z moskiewskich parafii. Dwudziestego piątego czerwca urzędnicy Rady zajmujący się Kościołem prawosławnym otrzymali rozkaz, żeby nie narzucali ograniczeń administracyjnym duchowieństwu, a zwłaszcza zwolnili je z obowiązku dostarczania danych dotyczących liczby parafian, dochodów parafii i liczby odprawianych nabożeństw.

Także w tej dziedzinie polityka Berii wywoływała sprzeciwy. Zwłaszcza Chruszczow nie zamierzał się pogodzić z pozbawieniem partii jej prerogatyw również w sferze religii. W kwietniu 1953 r. zaczął analizować sposoby likwidacji miejsc pielgrzymkowych i utworzył specjalną komisję mającą zająć się tym problemem. Zamęt i tarcia na szczycie były tak silne, że w czerwcu 1953 r. Karpow zwrócił się o wskazówki, jak ma postępować. Jednocześnie zasugerował złagodzenie postępowania wobec duchowieństwa. Po upadku Berii propozycja ta została odrzucona. W czerwcu samopoczucie miejscowych pełnomocników Rady do spraw Wyznań sięgnęło dna, gdyż dekret z 26 maja znosił premie dla nich i wielu myślało o dymisji. W momencie upadku Berii system kontroli Kościołów, atakowany od dołu, znalazł się w pełnym kryzysie.

Ostatnie poczynania

Archiwa ujawniają, że od maja 1953 r. Beria rozpętał prawdziwą lawinę reform wstrząsających posadami systemu radzieckiego. I tak 9 maja Prezydium przyjęło uchwałę nakazującą "skończyć ze złowrogą praktyką uznawania anonimowych donosów za wiarygodne dokumenty". Jednak przede wszystkim Beria chciał usunąć przegrody dzielące radzieckie terytorium. Trzynastego maja skierował do Malenkowa notę ujawniającą niedogodności systemu wewnętrznych paszportów, wprowadzonego w 1933 r. Jak zwykle uzbroił się w statystyki, wykazując, że w ZSRR było 340 tak zwanych zamkniętych miast - można było dostać się do nich tylko za specjalnym upoważnieniem - a regiony przygraniczne były "zamknięte" na głębokość od 15 do 200 km, a nawet do 500 km na Dalekim Wschodzie: "cały nasz kraj usiany jest zamkniętymi miastami i różnego rodzaju strefami zabronionymi". Obywatele radzieccy zmuszeni byli łamać system paszportów, co pociągało za sobą ciągłe aresztowania. Ponadto ograniczenia te stanowiły "przeszkodę dla rozwoju gospodarczego" przygranicznych regionów i wywoływały "słuszne niezadowolenie" obywateli. Dodawał też: "Należy podkreślić, że podobne ograniczenia nie istnieją w żadnym kraju. W wielu krajach kapitalistycznych ludzie nie mają paszportu, a jeśli figurują w krajowym rejestrze karnym, to ich dokumenty tożsamości tego nie wykazują".

Beria podjął decyzję o zniesieniu ograniczeń wynikających z systemu wewnętrznego paszportu, zwracając swobodę poruszania się 3 900 000 obywateli, których paszport miał zostać odnowiony bez jakiegokolwiek śladu poprzedniego statusu właściciela. Nawet kołchoźnicy mogli otrzymać tymczasowy paszport, jeśli podejmowali pracę w innym regionie. Poza tym regiony przygraniczne, opustoszałe w wyniku stalinowskich wywózek, miały być zwrócone ich mieszkańcom.

Szesnastego czerwca Beria ogłosił zamiar "likwidacji systemu pracy przymusowej z racji jego nieefektywności i braku perspektyw rozwoju". Dwa dni później nakazał poprawić dokładność map geograficznych, których zła jakość szkodziła gospodarce. W 1941 r. władze radzieckie dostarczyły do ambasad listę miast i regionów zamkniętych dla cudzoziemców, we wrześniu 1948 r. listę tę znacznie wydłużono, ostatecznie umieszczając na niej 75% radzieckiego terytorium; otóż 20 czerwca ograniczenia w poruszaniu się cudzoziemców po ZSRR zostały zniesione.

Równolegle MWD pracowało nad projektem poprawy sytuacji ofiar wewnętrznego wygnania i "specjalnych osadników" - deportowanych, których nic wysłano do obozu, lecz przemieszczono w obowiązkowe miejsce pobytu ku wielkiemu oburzeniu Sierowa. Tak więc rehabilitacja narodów deportowanych za Stalina, która nastąpiła za Chruszczowa, była już przygotowywana przez Berię, który z pewnością zamierzał zacząć od Niemców nadwołżańskich, wywiezionych latem 1941 roku. Projekt uchwały dla Gławlitu zezwalał na fotografowanie i kręcenie filmów przez przedsiębiorstwa i osoby prywatne, jak również na zdjęcia topograficzne, geologiczne, geodezyjne, hydrologiczne i geofizyczne, na obszarze całego terytorium radzieckiego z wyjątkiem stref przygranicznych; wszyscy cudzoziemcy, którzy mieszkali w komunistycznym ZSRR przed Gorbaczowem, wiedzą, w jakim stopniu rewolucyjne były te decyzje.

W terenie Beria rozpoczął redukcję środków ochrony granic: 1 czerwca stan osobowy straży granicznych został zmniejszony o 22 665 osób, liczbę posterunków granicznych i ich personel zredukowano. Strefy zamknięte wzdłuż wybrzeża Bałtyku i w okolicach Kaliningradu zlikwidowano. Na Ukrainie Zakarpackiej bariery graniczne zostały rozebrane i w czerwcu 1953 r. przez dwa dni można było jechać do Czechosłowacji bez przepustki. Niektórzy dowiedzieli się o tym z Radia Wolna Europa i wśród tamtejszych chłopów Beria zyskał opinię wyzwoliciela. Specjalne służby graniczne były tak osłabione, że służby zachodnie mogły bez trudu przerzucać swoich agentów przez granice z Turcją, Iranem, Afganistanem i Finlandią. Beria przekazał MWD w republikach kontrolę granic. Jeszcze raz starał się przyspieszać bieg spraw w terenie.

Oczywiście po jego upadku wszystkie te przedsięwzięcia stały się przedmiotem oskarżeń:

 

Wróg partii i ludu Beria próbował osłabić obronę radzieckich granic. [...] Na jego rozkaz zniesiono wszędzie posterunki kontrolne, liczba posterunków granicznych, komendantur i oddziałów wojska została znacznie zredukowana. Wszystko to miało na celu ułatwienie obcym służbom specjalnym przerzucanie szpiegów.

 

Także 16 czerwca Beria skierował do Prezydium notę, w której zalecał ograniczenia w odwoływaniu się MWD do Kolegium Specjalnego: tylko sprawy, "które ze względów operacyjnych lub ze względu na swoje znaczenie dla państwa nie mogą być przekazane do organów sądownictwa", miały odtąd być mu powierzane, a orzekane kary nic powinny przekraczać dziesięciu lat więzienia; całe dotychczasowe prawodawstwo, dające Kolegium Specjalnemu "szerokie funkcje represyjne", miało być zniesione. Również w tej dziedzinie Beria stworzył fakt dokonany, zanim spróbował wkroczyć na drogę legislacji: od marca do czerwca nic odbyło się ani jedno posiedzenie Kolegium Specjalnego.

W sposób jeszcze bardziej nieostrożny oświadczył swoim kolegom, że:

 

trzeba zmienić doktrynę Marksa-Engelsa-Lenina-Stalina i trzeba to robić publicznie. [...] On nie chciał wnieść poprawek do podstaw marksizmu-leninizmu, on po prostu chciał go wyrzucić na śmietnik.

Któregoś dnia powiedział swoim współpracownikom, że można pustą butelkę mianować sekretarzem organizacji partyjnej w MWD i jest to bez znaczenia, bo kto wie, co się wydarzy.

 

Można sobie wyobrazić, że koledzy Berii byli coraz bardziej zaniepokojeni jego inicjatywami i bluźnierczymi wypowiedziami. Gdy Beria chciał zająć się kwestią niemiecką, postanowili działać.