Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Pamięć i Sprawiedliwość - nr 1/2014

 

Przemysław Gasztold-Seń

Biznes z terrorystami. Brudne interesy wywiadu wojskowego PRL z bliskowschodnimi organizacjami terrorystycznymi

 

W czasie zimnej wojny aparat bezpieczeństwa PRL utrzymywał aktywne kontakty z niektórymi międzynarodowymi ugrupowaniami terrorystycznymi z Bliskiego Wschodu. Wzajemne relacje miały charakter ideologiczny, polityczny i ekonomiczny. W artykule Międzynarodowi terroryści w PRL - historia niewymuszonej współpracy przedstawiłem kulisy przyjazdów niektórych członków takich organizacji do Polski, zasygnalizowałem ich działalność, a także opisałem związki z komunistycznymi służbami specjalnymi. Tym razem poddaję analizie działalność Zarządu II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, czyli wywiadu wojskowego PRL. Oficerowie tej instytucji brali udział w różnych operacjach biznesowo-finansowych, w których partnerami były organizacje terrorystyczne. Przykłady niektórych takich powiązań zamieszczono w tzw. Raporcie z likwidacji WSI, ale w dużej mierze przedstawione tam informacje odnosiły się do lat dziewięćdziesiątych XX w., a ponadto zawierały niekiedy nieprawdziwe dane *[W raporcie można przeczytać, że Monzer Al Kassar i Adnan Khashoggi to ta sama osoba; w rzeczywistości obydwaj w latach osiemdziesiątych należeli do grupy najważniejszych światowych handlarzy bronią].

Naukowa analiza związków peerelowskiego wywiadu wojskowego z międzynarodowymi organizacjami terrorystycznymi jest obwarowana wieloma ograniczeniami. Dysponujemy jedynie wybranymi źródłami polskimi, które nie zawsze zgodnie z faktami opisywały działalność i funkcjonowanie poszczególnych ekstremistycznych organizacji z Bliskiego Wschodu. Ponadto spotkania i rozmowy funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL z reprezentantami ugrupowań terrorystycznych miały z reguły charakter nieoficjalny i zachowało się po nich bardzo niewiele dokumentów. Na podstawie szczątkowych materiałów, różnych poszlak i rozdzielonych w czasie wydarzeń można jednak próbować odtworzyć dynamikę takich relacji, oceniać jej przyczyny oraz skutki. Brak dostępu do materiałów wytworzonych przez służby specjalne Iraku, Syrii i Libii oraz innych państw tego regionu uniemożliwia pełne odtworzenie zależności i stopień wykorzystania komunistycznej Polski przez organizacje terrorystyczne. Ten bardzo tajemniczy epizod w historii PRL wymaga również dalszych kwerend w archiwach państw zachodnich.

Celem artykułu jest opisanie kontaktów oficerów peerelowskiego wywiadu wojskowego z przedstawicielami ekstremistycznych organizacji bliskowschodnich, wskazanie na genezę, przyczyny, okoliczności oraz skutki relacji tego typu. Temat współpracy służb wojskowych PRL z terrorystami przedstawię na dwóch przykładach: działalności terrorystycznej Organizacji Abu Nidala oraz aktywności biznesowo-terrorystycznej handlarza bronią - Monzera Al Kassara. Niniejszy artykuł jest rozwinięciem i uszczegółowieniem informacji zawartych w publikacji dotyczącej obecności międzynarodowych terrorystów w Warszawie, w której po raz pierwszy przedstawiłem biznesową aktywność Organizacji Abu Nidala oraz Monzera Al Kassara w PRL, a także dopełnieniem artykułu dotyczącego dwutorowego podejścia cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych PRL do międzynarodowego terroryzmu. Wspomniane ugrupowania nie były jednak wyjątkami w podejrzanych zagranicznych kontaktach wywiadu wojskowego. Problem ten wymaga dalszych i pogłębionych badań.

Już pod koniec lat sześćdziesiątych oficerowie Zarządu II nawiązali pierwsze kontakty z palestyńskimi organizacjami zbrojnymi. Jedną z nich była założona w 1964 r. Organizacja Wyzwolenia Palestyny, w której najważniejszą strukturą przez wiele lat pozostawał Al-Fatah, zorganizowany pod koniec lat pięćdziesiątych przez Jasera Arafata. Właśnie z tymi dwoma ugrupowaniami zetknęli się pod koniec lat sześćdziesiątych oficerowie rezydentury wywiadu wojskowego PRL w Libanie (kryptonim "Cedr"). Prowadzono głównie rozmowy na temat sprzedaży broni strzeleckiej dla Palestyńczyków w zamian za izraelskie i zachodnie egzemplarze uzbrojenia. O poufnych relacjach byli poinformowani wysocy rangą urzędnicy Ministerstwa Obrony Narodowej. Szef Zarządu II Sztabu Generalnego, gen. Włodzimierz Oliwa, pisał w październiku 1968 r. do szefa Sztabu Generalnego WP, wiceministra obrony narodowej gen. Bolesława Chochy: "Zdaniem Zarządu II Szt. Gen. kontakty z Al-Fatah zasługują na uwagę ze względu na możliwość otrzymania za pośrednictwem tej organizacji informacji wojskowych (a także wzorców sprzętu) dotyczących głównie Izraela, jak również innych państw zachodnich. Jak wykazały dotychczasowe kontakty, otrzymanie takich informacji oraz uzyskanie wzorów sprzętu i uzbrojenia jest możliwe jedynie w zamian za dostarczenie broni. Proponuję rozważyć możliwość sprzedaży broni strzeleckiej, względnie gdyby to było możliwe, sprzedaży używanej broni produkcji zachodniej, o ile taka znajduje się w magazynach naszego wojska".

Rezultatem rozmów było kilka spotkań przedstawicieli Centralnego Zarządu Inżynierii *[W skrócie: Cenzin, CZI, CZInż. - przedsiębiorstwo państwowe zajmujące się eksportem i importem materiałów "specjalnych", czyli wszelkiego rodzaju broni i uzbrojenia. Funkcjonowało na prawach departamentu w Ministerstwie Handlu Zagranicznego (w latach 1974-1981 Ministerstwa Handlu Zagranicznego i Gospodarki Morskiej). Około 50-60 proc. pracowników tej instytucji stanowili oddelegowani oficerowie Wojska Polskiego. W praktyce Cenzin podlegał ścisłej kontroli wojskowych służb kontrwywiadowczych (Wojskowa Służba Wewnętrzna), wywiadowczych (Zarząd II Sztabu Generalnego) oraz w mniejszym stopniu MSW.] oraz OWP i Al-Fatah organizowanych w Polsce i państwach arabskich, które skończyły się podpisaniem wielu kontraktów na sprzedaż uzbrojenia dla bliskowschodnich organizacji terrorystycznych.

Warto dodać, że równocześnie oficerowie Zarządu II utrzymywali kontakty z As-Saiką, palestyńskim ugrupowaniem pozostającym pod kontrolą Syrii, które również było zainteresowane otrzymywaniem peerelowskiej broni, a także z Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny. Co więcej, Palestyńczycy chcieli pozyskiwać w Polsce informacje na temat szkolenia wojskowego. Przedstawiciel Cenzinu w Kairze, ppłk Bolesław Łukawski (współpracownik Zarządu II Sztabu Generalnego ps. "Walet"), raportował w styczniu 1970 r., że spotkał się z przedstawicielem OWP, który poinformował go o wizycie delegacji palestyńskiej w ZSRR, Wietnamie i Chinach. "Według jego opinii, była to bardzo pożyteczna wizyta, przede wszystkim z uwagi na możliwość skonfrontowania własnych doświadczeń oraz na poznanie pewnych elementów taktyki działania, a także uzbrojenia i wyposażenia grup komandosów. Z jego refleksji i wynurzeń odczułem, że nie jest dla niego rzeczą zrozumiałą, dlaczego władze polskie nie zaprosiły dotychczas nikogo z dowództwa OWP, z działalnością której nasz kraj solidaryzuje się i popiera. W czasie kolejnego spotkania padła z jego strony propozycja rozważenia zaproszenia 5-7-osobowej grupy ze sztabu dowództwa OWP do Polski celem pokazania naszego ośrodka szkolenia komandosów oraz wymiany doświadczeń w zakresie prowadzenia walk" - pisał ppłk Łukawski. Zasugerował on zaproszenie Palestyńczyków do PRL, a także zapoznanie ich z metodami szkolenia, wyposażeniem i uzbrojeniem polskich komandosów. Nie udało mi się jednak ustalić, czy do takiej wizyty ostatecznie doszło.

W latach siedemdziesiątych oficerowie Zarządu II Sztabu Generalnego nawiązywali coraz więcej kontaktów z różnymi bliskowschodnimi organizacjami o charakterze terrorystycznym. Polegały one zwykle na wymianie barterowej. Terroryści przekazywali Polakom zachodnie wzorce uzbrojenia lub interesujące informacje polityczne, w zamian otrzymywali pieniądze lub uzbrojenie. Handlarze bronią stanowili ponadto jedno z najliczniejszych źródeł osobowych rezydentur Zarządu II Sztabu Generalnego na Bliskim Wschodzie.

Kontakty rozpoczęte w latach sześćdziesiątych trwały przynajmniej do końca lat osiemdziesiątych i nie ograniczały się jedynie do militarnych organizacji świeckich. W listopadzie 1988 r. jeden z oficerów wywiadu wojskowego PRL w Syrii miał spotkanie z członkiem Hezbollahu, od którego kupił granat przeciwpiechotny za 20 dolarów. Dodajmy jednak, że wywiad wojskowy nie zawsze zgadzał się na udostępnienie polskiej broni arabskim partnerom. Gdy w połowie czerwca 1990 r. jeden z zaprzyjaźnionych libańskich handlarzy bronią poprosił polskiego oficera o dostarczenie jednego tłumika do kałasznikowa, odpowiedź z Warszawy była negatywna: "jak wam wiadomo z rozmów z CZInż, urządzenie to jest powszechnie wykorzystywane przez terrorystów". Był to sygnał powolnej reorientacji podejścia polskich służb specjalnych do bliskowschodnich organizacji terrorystycznych.

Kontakty z organizacjami arabskimi miały w dużej mierze incydentalny charakter i ograniczały się do wymiany informacji oraz uzbrojenia. Były jednak dwa ugrupowania terrorystyczne, z którymi Zarząd II Sztabu Generalnego prowadził w latach osiemdziesiątych systematyczną, długofalową i bardzo owocną współpracę.

Relacje Zarządu II Sztabu Generalnego z Organizacją Abu Nidala

Rada Rewolucyjna Fatah, znana też jako Arabskie Brygady Rewolucyjne lub Organizacja Abu Nidala (ANO) *[Organizacja stosowała też inne nazewnictwo: Komando Trzech Męczenników, Arabska Rada Rewolucyjna, Rewolucyjna Organizacja Socjalistycznych Muzułmanów.], powstała w 1974 r., gdy Abu Nidal (Sabri Al-Banna) odszedł z OWP i skupił wokół siebie ludzi sprzeciwiających się ugodowej - ich zdaniem - polityce Jasera Arafata. Grupa dokonywała zamachów terrorystycznych, wymierzonych zwłaszcza w przedstawicieli OWP, reprezentujących umiarkowaną linię w konflikcie bliskowschodnim. Terroryści przeprowadzili ataki w dwudziestu państwach, zabijając lub raniąc 900 osób. W 1982 r. trzech członków Rady Rewolucyjnej ciężko raniło ambasadora Izraela w Londynie Szlomo Argowa. Zamach stał się bezpośrednią przyczyną izraelskiej inwazji na Liban. Terroryści Abu Nidala byli odpowiedzialni za masakrę sześciu osób w restauracji Jo Goldenberga w żydowskiej dzielnicy Paryża w sierpniu 1982 r., za zamordowanie w kwietniu 1983 r. Issama Sartawiego - doradcy OWP związanego z Arafatem, a także jego poprzednika Saida Hammaniego.

Historia terrorystycznej grupy Abu Nidala wciąż zawiera wiele znaków zapytania. Polityka likwidowania Palestyńczyków z OWP, skłonnych do dialogu z Izraelem, przyczyniła się do przypuszczeń, że grupa mogła być infiltrowana przez Mossad, a Abu Nidal grał rolę izraelskiego agenta. Inne poszlaki wskazują, że był fanatycznym nacjonalistą arabskim, skłonnym współpracować z każdym w celu zastopowania procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, w jego praktycznej działalności ideologia nie odgrywała pierwszorzędnej roli - Abu Nidal był po prostu terrorystą do wynajęcia. Został zamordowany przez irackie służby specjalne w 2002 r. i zabrał do grobu wiele tajemnic swojej organizacji.

W latach 1974-1983 Abu Nidal korzystał z pomocy służb specjalnych Iraku, w latach 1983-1986 Syrii *[Np. za zamachem na Szlomo Argowa, który przyczynił się do izraelskiego najazdu na Liban, najprawdopodobniej stały służby syryjskie, dążące do destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie. W tym celu posługiwały się grupą Abu Nidala. Aby odsunąć od siebie podejrzenia, zaopatrzyły zamachowca w dokumenty irackie.], a od 1987 r. Libii - czyli trzech głównych rozgrywających tzw. frontu odmowy - państw przeciwnych jakimkolwiek układom z Izraelem. W Bagdadzie otworzył swoją gazetę, agencję informacyjną i radiostację. Miał do dyspozycji około pięciuset bojowników. W przeciwieństwie do wielu innych organizacji terrorystycznych ANO nie rabowała banków w celu zdobycia funduszy na swoją działalność, gdyż otrzymywała finansową i materialną pomoc od reżimów (chronologicznie) w Bagdadzie, Damaszku i Trypolisie. Abu Nidal stworzył prężnie rozwijające się przedsiębiorstwo terrorystyczne, z którym były związane różne firmy, również działające w Polsce Ludowej.

Departament II MSW PRL, czyli kontrwywiad, zbierał różne informacje dotyczące działalności Organizacji Abu Nidala. Działania tego typu miały zazwyczaj charakter profilaktyczny, polegały na kontroli niektórych studentów oraz "turystów z krajów Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Zamachy przeprowadzane przez ANO były nagłaśniane przez zachodnie środki masowego przekazu i informacje o nich docierały również do kierownictwa MSW w Warszawie. W dokumentach cywilnego kontrwywiadu PRL Organizacja Abu Nidala była wprost nazywana groźnym ugrupowaniem o charakterze terrorystycznym. Warto zwrócić uwagę na sygnalne informacje dotyczące domniemanych przyjazdów lidera ANO do Polski, które spływały do MSW.

W pierwszej połowie 1983 r. Służba Bezpieczeństwa otrzymała informację od przedstawicielstwa OWP, że lider terrorystów pojawił się w PRL lub NRD, posługuje się paszportem dyplomatycznym na fałszywe nazwisko, a jego rzekomy przyjazd miał "charakter konsultacji lekarskich, związanych z chorobą serca". Jako docelowe miejsce wizyty typowano Łódź, Wrocław lub Świnoujście. Sygnał został potraktowany poważnie, o czym świadczy duże zainteresowanie sprawą dyrektora Departamentu II MSW, gen. Zdzisława Sarewicza. W październiku 1983 r. MSW otrzymało kolejne niepotwierdzone informacje o przyjeździe Abu Nidala do Polski.

Na początku 1986 r. Palestyńczycy z warszawskiej placówki OWP stali się bardziej niecierpliwi i w rozmowach z peerelowskimi władzami coraz częściej podnosili kwestię arabskich studentów związanych z organizacjami terrorystycznymi. Radca ambasady, dr Ahmed Breik, zgłosił się nawet z własnej inicjatywy na rozmowę do MSZ. Przedstawił "obiekcje OWP" w sprawie doboru kandydatów na studia. W jego ocenie na uczelnie w PRL dostawały się "osoby delegowane przez ekstremistyczne frakcyjne organizacje palestyńskie". Breik podał przybliżoną liczbę dwudziestu studentów, którzy - jego zdaniem - należeli do grupy Abu Nidala. Wyraził również zdziwienie z powodu przedłużania pobytu przez niektórych studentów arabskich mimo skreślenia ich z uczelnianych list.

We wrześniu 1986 r. resort spraw wewnętrznych z jeszcze większym zaangażowaniem zainteresował się Abu Nidalem. Funkcjonariusze Departamentu II MSW zdawali sobie sprawę z tego, że jednym ze źródeł finansowania grupy terrorystycznej jest handel bronią. Docierały również do nich informacje, że procederem tym zajmuje się członek ANO o imieniu Samir, posiadający firmę w warszawskim biurowcu Intraco. Z kolei służby sowieckie podzieliły się z Polakami informacją, że na początku 1986 r. terroryści Abu Nidala ogłosili "całkowitą gotowość mobilizacyjną wszystkich ogniw i grup sztabu", a stanowisko wojskowego szefa sztabu w Warszawie objął Suda Suub.

Do centrali MSW napływały kolejne niepokojące sygnały. We wrześniu 1986 r. włoski premier Bettino Craxi poinformował MSZ w Warszawie, że ma wiarygodne informacje o pobycie Abu Nidala w Polsce. W tym samym miesiącu obecność terrorysty w Warszawie poruszył w rozmowie z ambasadorem ZSRR w Paryżu francuski premier Jacques Chirac. W październiku 1986 r. o obecności terrorystów z ANO na terytorium PRL informował swoich polskich rozmówców z MSZ członek Komitetu Centralnego Al-Fatah, Abu Ijad. Z kolei w listopadzie 1986 r. Robert B. Oakley - dyrektor Biura do Walki z Terroryzmem Departamentu Stanu - w rozmowie z dziennikarzem Karolem Szyndzielorzem stwierdził, że Amerykanie mają "niezbite dowody" na działalność w Polsce grupy Abu Nidala, i zaoferował udostępnienie stronie polskiej dokumentów potwierdzających ten fakt. Szyndzielorz przekazał tę informację polskiemu ambasadorowi w Stanach Zjednoczonych. Również peerelowski kontrwywiad uzyskał niepotwierdzone informacje, że pod koniec 1986 r. Abu Nidal miał znowu pojawić się w PRL, aby wymienić stymulator serca w jednym ze szpitali.

Analiza przedstawionych materiałów operacyjnych MSW skłania do konstatacji, że Departament II w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych cały czas był na tropie członków Organizacji Abu Nidala. Oficerowie kontrwywiadu zbierali informacje, śledzili i inwigilowali niektórych arabskich "studentów", ale wciąż nie mogli natrafić na jednoznaczne dowody ich aktywności terrorystycznej. Podobnie było z Abu Nidalem. Niby do centrali MSW w Warszawie napływały informacje o jego potencjalnych przyjazdach do PRL, niby wszczynano pewne procedury mające na celu ustalenie jego obecności, ale w praktyce wszelkie działania tego typu spełzały na niczym. W 1986 r. sygnały o pobycie członków ANO w Polsce zaczęły docierać do Warszawy nawet z zagranicznych kręgów rządowych, które - jak wynika z dokumentów - były dobrze poinformowane o działalności terrorystów w PRL. Czy oznaczało to, że peerelowskie służby kontrwywiadowcze były aż tak nieskuteczne, a terroryści z ANO ciągle wymykali im się spod kontroli? Nic bardziej mylnego. Najprawdopodobniejsza wydaje się teza, że oficerowie MSW nie byli w stanie skutecznie inwigilować Abu Nidala i jego współpracowników, gdyż cała ta grupa znajdowała się pod tajną opieką Zarządu II Sztabu Generalnego WP i kontrolowanego przez służby wojskowe Centralnego Zarządu Inżynierii.

SAS - firma Abu Nidala w Warszawie

Kontakty Abu Nidala z PRL datowały się od końca lat siedemdziesiątych, kiedy to ANO w zamian za stypendia na uczelnie wyższe dla swoich członków zgodziła się nie prowadzić akcji terrorystycznych na terytorium polskim. Abu Nidal wiele razy przyjeżdżał do PRL, a między 1981 a 1984 r. - zdaniem autora jego biografii, Patricka Seale'a - stale tu przebywał. Przedstawiał się wtedy jako dr Said i udawał międzynarodowego przedsiębiorcę, w czym pomagała mu działająca w Polsce firma SAS. Już w 1974 r. nawiązał kontakty z ambasadą PRL w Bagdadzie, które później zaowocowały kontraktami na handel bronią. Pod koniec lat siedemdziesiątych miał zdeponować w polskim banku 10 mln dolarów, co przyczyniło się do podniesienia jego autorytetu i wiarygodności dla władz w Warszawie. Przeprowadzka w 1981 r. do PRL wynikała z trudności, które władze irackie zaczęły czynić w jego terrorystycznej krucjacie.

Bliskowschodni terroryści prowadzili w Warszawie od początku lat osiemdziesiątych przedsięwzięcia biznesowe z Cenzinem; zajmowali się głównie pośrednictwem w sprzedaży peerelowskiego uzbrojenia. Spółka należąca do terrorystycznej grupy Abu Nidala nazywała się SAS Investments Trading Company i mieściła na dwudziestym piątym piętrze wieżowca Intraco w Warszawie. Przedstawicielem firmy był Samir Hassan Najmeddin, legitymujący się obywatelstwem irackim i syryjskim.

Odgrywał on kluczową rolę nie tylko w działalności ANO w Polsce, ale też w strukturach finansowych światowej siatki Abu Nidala. Jego nazwisko pojawiło się w dokumentach MSW już w 1981 r., gdy w pewien sposób Biuro Śledcze MSW powiązało go z nieudanym zamachem na palestyńskiego terrorystę Abu Dauda w warszawskim hotelu Victoria 1 sierpnia 1981 r. Wedle - moim zdaniem - najtrafniejszej hipotezy za próbą zabójstwa Palestyńczyka stał Abu Nidal, więc trop związany z Samirem Najmeddinem był jak najbardziej słuszny. Prawdopodobnie w podobny sposób myślano w MSW, dlatego też podejrzanego poddano tajnej obserwacji. Przyniosła ona jednak niespodziewane rezultaty, gdyż sfotografowano go razem z Andrzejem Urbaniakiem - oficerem Wojska Polskiego, zatrudnionym w Cenzinie. Następnie dosyć szybko przerwano inwigilację Samira. Wiele poszlak wskazuje na to, że znalazł się on pod ochronnym parasolem służb wojskowych.

Andrzej Urbaniak również musiał mieć dobre plecy. 4 marca 1981 r. został zatrzymany przez patrol Milicji Obywatelskiej za prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwym. "W czasie interwencji był agresywny i nie chciał podporządkować się poleceniom d[owód]cy patrolu WSW. Przez patrol WSW został doprowadzony do K[omendy] G[łównej], gdzie siłą pobrano mu krew na zawartość alkoholu. Prawo jazdy zatrzymano. Powiadomiono przełożonych" - czytamy w meldunku WSW. Incydent ten najwyraźniej nie wpłynął w żaden negatywny sposób na dalszą karierę Urbaniaka w instytucjach kontrolowanych przez służby wojskowe.

O bliskich relacjach Andrzeja Urbaniaka i Samira Najmeddina pisał w swoim raporcie z 1982 r. Tadeusz Koperwas - oficer Zarządu II Sztabu Generalnego WP, pracujący pod przykryciem w Cenzinie (ps. "Derwisz"). W jego opinii Samir był w tym czasie "najwartościowszym agentem" w pośrednictwie polską bronią, którą kupował w imieniu Iraku, i posiadał "end user" jemeński, czyli certyfikat końcowego użytkownika broni. Występował jako przedstawiciel Frontu Wyzwolenia Palestyny. Prowizje od przeprowadzonych transakcji, które otrzymywał, trafiały właśnie na konto tej organizacji *[Najprawdopodobniej Samir nie przyznawał się publicznie do przynależności do organizacji Abu Nidala. Z drugiej strony być może oddawał jakieś finansowe przysługi Frontowi Wyzwolenia Palestyny.]. "Wszelkie sprawy załatwia z nim Urbaniak, który stara się zachować wyłączność w tym kierunku" - pisał Koperwas. Dodał, że Samir dostarcza "pewnych ilości sprzętu zamawianych przez Urbaniaka", które następnie odbierane są przez funkcjonariusza wywiadu wojskowego PRL, płk. Bronisława Potockiego. Chodziło zapewne o zachodnie wzorce uzbrojenia, które mogły wchodzić oficjalnie lub nieoficjalnie w ramy kontraktów na sprzedaż broni.

Najmeddin działał kiedyś w OWP, lecz po pewnym czasie przeszedł do grupy Abu Nidala, gdzie pełnił różne funkcje organizacyjne. Cały czas utrzymywał kontakt ze swoim szefem, który podczas pobytów w PRL przebywał pod jego opieką. Spółka SAS zajmowała się "sprawami dot[yczącymi] dziedziny obronności", czyli pośrednictwem i handlem bronią. Jej działalność nadzorowały i ochraniały Wojskowe Służby Wewnętrzne oraz Zarząd II Sztabu Generalnego. Pierwsze działania mające na celu uruchomienie SAS zostały podjęte w drugiej połowie 1983 r. Wtedy to Samir Najmeddin zwrócił się do Domu Handlowo-Agenturowego Maciej Czarnecki w Warszawie z prośbą o reprezentowanie w PRL jego spółki Trade and Investments Company Inc. z siedzibą w Panamie. "Zamierzam prowadzić działalność eksportową towarów polskich na rynki arabskie i inne, importową do Polski [...] oraz działalność zmierzającą do inwestowania kapitału arabskiego w Polsce. Moja współpraca handlowa z Polską rozpoczęła się w 1970 r. i jak do tej pory ograniczała się tylko do współpracy z Centralnym Zarządem Inżynierii MHZ - pisał Najmeddin. W swojej firmie zamierzał zatrudnić dwóch obywateli z krajów arabskich, dwóch Polaków i sekretarkę. Prosił o wynajęcie czterech pomieszczeń w biurze Intraco oraz zainstalowanie teleksu i aparatów telefonicznych. W tym celu 13 października 1983 r. przelał 30 tys. dolarów na konto DHA M. Czarnecki. Najmeddin napisał ponadto, że szczegóły przedsięwzięcia nadzorować będzie ze strony polskiej wspomniany już jego bliski znajomy z Cenzinu - Andrzej Urbaniak.

Nazwa spółki pochodziła od trzech pierwszych liter imion członków komórki finansowej ANO: Samir Najmeddin, Adnan Al-Kaylani, Szakir Farhan. Ostatni z wymienionych to prawdopodobnie sam Abu Nidal, który korzystał z wielu fałszywych tożsamości. Spółka matka SAS została zarejestrowana 29 stycznia 1982 r. w Panamie, z kapitałem założycielskim 10 tys. dolarów, a agentem reprezentującym jej interesy w Panamie został Jurgen Mossack, współwłaściciel firmy Mossack Fonseca & Co. Oddziały spółki rozsiane były na całym świecie. Biuro w Londynie zostało wpisane do rejestru spółek działających w Wielkiej Brytanii w listopadzie 1982 r., kierował nim Adnan Ibrahim Abdulhamid Banna. Dyrektorami londyńskiej filii zostali Samir Najmeddin i Szakir Farhan, a sekretarzem Nadim Hassan Abu Alayan, legitymujący się obywatelstwem Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

SAS działała również w Berlinie Wschodnim pod nazwą Zibado Co. For Trade and Consulting Ltd. i zajmowała się handlem uzbrojeniem. Charakter działalności spółki na gruncie wschodnioniemieckim był bardzo podobny do scenariusza zastosowanego w PRL. Firma blisko współpracowała z NRD-owską służbą Stasi, której oficerowie byli oficjalnie zatrudnieni w biurze Zibado. Prowadziła działalność razem z państwowym przedsiębiorstwem Imes Import-Export GmbH, podporządkowanym Ministerstwu Handlu Zagranicznego NRD, zajmującym się m.in. eksportem różnego rodzaju uzbrojenia. W 1986 r. wschodnioniemiecka spółka Abu Nidala została zlikwidowana - oficjalnie z powodu "niewielkich obrotów handlowych i braku zysków". "Z niewyjaśnionych przyczyn" przedstawiciel firmy opuścił 30 czerwca 1986 r. NRD i udał się do Berlina Zachodniego *[Najprawdopodobniej zdezerterował on z ANO i przekazał szczegóły o jej działalności CIA.]. Rozwiązaniem spółki zajmował się pracownik biura warszawskiego SAS. Wschodnioniemieckie organy bezpieczeństwa informowały MSW w Warszawie, że nie uzyskały żadnego potwierdzenia, by arabska firma miała związki z organizacjami terrorystycznymi. Nie było to jednak prawdą, gdyż pracownicy Stasi gościli u siebie Abu Nidala, a niemieccy instruktorzy wojskowi szkolili jego bojowników, "zapoznając z radzieckimi technikami walki rakietowej". Po prostu informacjami dotyczącymi wspierania międzynarodowego terroryzmu "bratnie" służby krajów bloku wschodniego z reguły się nie dzieliły.

Firma Najmeddina bardzo dobrze prosperowała, zarabiając krocie na handlu bronią. Największe zyski terroryści mieli podczas wojny iracko-irańskiej, kiedy sprzedawali uzbrojenie obu walczącym stronom. Wtedy to majątek ANO wzrósł ze 120 mln do 400 mln dolarów. Pieniądze były lokowane w szwajcarskich, austriackich *[W 2000 r. Halimeh Mohammad Abdallah Almughrabi, związana z ANO, została aresztowana w Wiedniu podczas próby wyciągnięcia ok. 8 mln dolarów znajdujących się na zamrożonym koncie bankowym założonym w 1982 r. Upoważnienie do tego konta posiadał też Samir Najmeddin, który miał być ponadto powiązany z Almughrabi.] i hiszpańskich bankach. Do pewnego czasu władze ANO korzystały również z londyńskiego Bank of Credit and Commerce International (BCCI), gdzie w 1981 r. Samir Najmeddin założył konto. W połowie 1986 r. jego podanie o kredyt - jako reprezentanta SAS - było rozpatrywane przez zarząd banku. Jest to o tyle ciekawe, że zarząd musiał wyrażać zgodę jedynie na pożyczki powyżej 10 mln dolarów. Do 1984 r. suma różnych pożyczek uzyskanych przez Najmeddina z BCCI miała wynieść 9,6 mln dolarów. Firmy kontrolowane przez terrorystów zajmowały się ponadto szeroko rozumianym importem i eksportem.

Kontakty między arabskimi terrorystami Abu Nidala a polskimi służbami wojskowymi były znane cywilnemu kierownictwu MSW. Dyrektor Departamentu I MSW Zdzisław Sarewicz pisał do dyrektora Departamentu II Janusza Seredy, że Abu Nidal ma w Polsce główną bazę na obszarze krajów socjalistycznych. W 1979 r. miał prawdopodobnie operację serca w Szwecji i z powodu warunków klimatycznych zalecono mu spędzenie okresu letniego w jednym z krajów Europy Północnej, a on wybrał właśnie PRL. Organizacja Abu Nidala - informował Sarewicz - działa w Polsce pod przykryciem firmy Zibado Corporation z siedzibą w Warszawie; jej szefem jest Abu Nabil (pseudonim Najmeddina), który jednocześnie pełni funkcję zastępcy Abu Nidala do spraw finansowych. Spółka zajmuje się "eksportem polskiego uzbrojenia do krajów arabskich i afrykańskich".

Relacje wywiadu wojskowego PRL z firmą SAS

Z informacji resortu spraw wewnętrznych wynikało, że SAS jest usytuowana "nieoficjalnie" przy Domu Handlowo-Agenturowym Maciej Czarnecki w Warszawie. W spółce pracowali: obywatel syryjski - dyrektor zlikwidowanego przedstawicielstwa firmy Zibado w Berlinie Wschodnim, a także Polacy: Barbara Szołomicka i Andrzej Marchewka, w dokumentach MSW scharakteryzowany jako "przedstawiciel Polski" w firmie terrorystów. Funkcję zastępcy Abu Nidala do spraw handlowych pełni Abu Nijim Halima, "okresowo przyjeżdżający do Polski". Zaangażowani zostali także zamieszkali w Warszawie Salah Eddin Mohammed i Khalil Kamal Hassan.

Kim byli Polacy zatrudnieni w firmie Abu Nidala? Barbara Szołomicka - sekretarka w SAS - ukończyła Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, po studiach podjęła pracę w Domu Handlowo-Agenturowym Maciej Czarnecki. Andrzej Marchewka był absolwentem Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, członkiem PZPR i od 1976 r. pracownikiem PHZ Universal, gdzie zajmował się eksportem artykułów gospodarstwa domowego do RFN i Austrii. W styczniu 1981 r. wyjechał na stałe do Wiednia, gdzie rozpoczął pracę w firmie Ostrana na zasadzie oddelegowania służbowego z PHZ Universal. Właśnie wtedy zainteresował się nim Zarząd II Sztabu Generalnego. Na podstawie planów rotacyjnych Ministerstwa Handlu Zagranicznego Marchewkę wytypowano na kandydata na współpracownika wywiadu wojskowego, a pierwszy kontakt operacyjny podjęto z nim 22 października 1981 r. "Ob. A. Marchewka jest młodym, perspektywicznym człowiekiem, który na przełomie roku wyjedzie do pracy w spółce Ostrana w Wiedniu [...]. W spółce będzie pracownikiem merytorycznym. Według posiadanych informacji, Ostrana prosperuje dobrze, pośrednicząc m.in. w transakcjach handlowych pomiędzy firmami zachodnimi. Asortyment towarów, którymi handluje, jest bardzo szeroki i różnorodny, w szczególności zaś: urządzeniami elektronicznymi, sprzętem gospodarstwa domowego, amunicją myśliwską i strzelecką itp. Charakter pracy w spółce umożliwia stosunkowo swobodne poruszanie się po kraju urzędowania oraz kontaktowanie się z osobami wchodzącymi w krąg naszego zainteresowania. Dobre przygotowanie zawodowe i językowe kandydata, pozytywne opinie w miejscu pracy i z pobytu za granicą przemawiają za tym, iż będzie on przydatny w naszej pracy" - pisał w listopadzie 1981 r. mjr Zbigniew Majewski.

Kariera zawodowa Andrzeja Marchewki mogła się jednak szybko skończyć, gdyż jego brat wyjechał do Stanów Zjednoczonych, tam się ożenił i nie wrócił już do PRL. Marchewka nie widział zatem sensu kontynuowania pracy w centralach handlu zagranicznego, gdyż z zasady służby PRL odmawiały wyrażenia zgody na stały służbowy wyjazd za granicę w sytuacji, kiedy ktoś z bliskiej rodziny starającego się przebywał w państwie kapitalistycznym. Za Marchewką wstawił się m.in. attaché handlowy Biura Handlowego w Wiedniu, delegat Cenzinu i współpracownik wywiadu wojskowego PRL - wspomniany już tutaj - płk Bolesław Łukawski, który w specjalnym oświadczeniu wyjaśniał, "że nie będzie żadnego ujemnego wpływu wynikającego z faktu pobytu jego brata w USA na jego postawę oraz na współpracę ze mną". Łukawski ręczył za postawę Andrzeja Marchewki, z którym wcześniej współpracował przy transakcjach dotyczących handlu uzbrojeniem.

Tygodnie mijały, a Marchewka wciąż rezydował w Austrii, co świadczyło o tym, że prawdopodobnie udało mu się zachować stanowisko. Nadal pracował w spółce Ostrana, a jednym z jego zadań było wyszukiwanie firm zachodnich, które podjęłyby się współpracy z krajami socjalistycznymi w handlu towarami objętymi embargiem. W tym celu nawiązał wstępne rozmowy z dyrektorem amerykańskiej firmy International Security Associates Salomonem Szwarcem, dotyczące kupna zachodnioniemieckiego czołgu Leopard-2.

W Wiedniu Marchewka poznał wielu handlarzy bronią, prawdopodobnie również związanych z międzynarodowymi organizacjami terrorystycznymi. Może właśnie wtedy zaczęły się jego kontakty z członkami Organizacji Abu Nidala. W spółce Ostrana pracował do października 1983 r., następnie wrócił do Warszawy, został zatrudniony w Domu Handlowo-Agenturowym Czarnecki, a następnie oddelegowany do panamskiej spółki SAS. W jego teczce prowadzonej przez Zarząd II Sztabu Generalnego WP znajduje się kopia umowy między DHA M. Czarnecki a SAS. Możemy domniemywać, że nawiązane w odpowiednim momencie znajomości z pośrednikami bliskowschodnimi zaowocowały i Marchewka nieprzypadkowo został wytypowany jako polski przedstawiciel w spółce Abu Nidala. W relacji spisanej w 1987 r. podał, że firma SAS rozpoczęła działalność w PRL 15 listopada 1983 r. i jak na ówczesne czasy bardzo dobrze płaciła swoim pracownikom. Marchewka miał dostawać miesięczne wynagrodzenie wysokości około 600 dolarów.

Gdy w listopadzie 1985 r. przyszedł na spotkanie z ppłk. Zbigniewem Majewskim z Zarządu II, występował już jako dyrektor SAS. Poinformował, że głównym udziałowcem spółki jest Samir Najmeddin, zajmuje się ona eksportem i reeksportem "różnych towarów" na rynki europejskie, do Stanów Zjednoczonych i krajów Trzeciego Świata, a przez Najmeddina utrzymuje kontakt z Cenzinem. Wszystko wskazuje na to, że firma była również wykorzystywana przez wywiad wojskowy PRL do uzyskiwania uzbrojenia oraz towarów objętych zachodnim embargiem: "»Polityk« [Andrzej Marchewka - P.G.S.] przekazywał nam wartościowe informacje i materiały dot[yczące] potencjału ekonomiczno-militarnego państw NATO oraz w znacznym stopniu zabezpieczał nam od strony organizacyjnej zdobywanie i przerzut do kraju wzorów sprzętu wojskowego i elektronicznego" - pisał w styczniu 1987 r. ppłk Zbigniew Majewski. Za swoje zaangażowanie w firmie Abu Nidala Marchewka został nawet odznaczony brązowym medalem "Za zasługi dla obronności kraju".

Oficerowie Zarządu II Sztabu Generalnego WP utrzymywali bieżący kontakt z pracownikami Samira Najmeddina. Dzięki temu służby wojskowe miały informacje o przyjazdach lidera ANO do Polski: "Każdorazowo przed przybyciem Abu Nidala do Warszawy Samir był poinformowany i czekał na lotnisku na niego. Ostatnio [Abu Nidal] był dwukrotnie w Polsce, co potwierdza informacja posiadana przez Wydz. XIV Dep. II MSW".

W 1987 r. chargé d'affaires ambasady Stanów Zjednoczonych David Schwartz w czasie rozmowy z dyrektorem Departamentu III MSZ Juliuszem Białym wyjawił, iż amerykańskie służby specjalne mają wiarygodne informacje, że spółka handlowa kontrolowana przez ANO odbywała spotkania handlowe w grudniu 1983 r., kwietniu i wrześniu 1984 r. w warszawskich hotelach Solec i Novotel. Zebraniom tym przewodniczył sam Abu Nidal, a peerelowskie służby zabezpieczały przebieg rozmów oraz chroniły uczestników spotkania. Rzeczywiście nie były to bezpodstawne oskarżenia. Jak wynika z dokumentów MSW, Andrzej Marchewka spotkał się 18 października 1984 r. w hotelu Solec z Adnanem Al-Banna - pracownikiem oddziału SAS w Londynie, co może sugerować, że był to kuzyn Abu Nidala lub nawet sam szef ANO.

Samir Najmeddin mógł liczyć nie tylko na wsparcie służb wojskowych, ale też na dużą przychylność Biura Paszportów MSW. Gdy 6 lipcu 1985 r. do Warszawy przyleciał z Wiednia zamieszkały w Damaszku Syryjczyk Sulejman Simrin, to "w związku z wyprzedzającą decyzją płk. Szymańskiego z B[iura] P[aszportów] MSW w Warszawie ww. obywatelowi udzielono wizy blankietowej nr 1786/05/33 ważnej do 13 VII 1985". Celem jego wizyty była firma SAS. Na lotnisku gościa witał nie kto inny jak Samir Najmeddin razem z Andrzejem Marchewką.

Wedle informacji Patricka Seale'a, Sulejman Simrin (Samrin) vel dr Ghassan Al-Ali był jednym z najbliższych współpracowników Abu Nidala. O ile Najmeddin zajmował się finansami ANO, o tyle Ghassan kierował zbrojnym - terrorystycznym - skrzydłem ugrupowania. Nadzorował również sekretariat, który pełnił funkcję centrum komunikacyjnego między różnymi jednostkami ANO. Atif Abu Bakr - jeden z liderów ANO, który odszedł z organizacji - charakteryzował go jako "jednego z najbardziej brutalnych i niebezpiecznych kryminalistów w całej Organizacji Abu Nidala". Dodajmy, że to najprawdopodobniej dr Ghassan vel Sulejman Simrin kierował przygotowaniami do zamachów terrorystycznych na lotniskach w Rzymie i Wiedniu w grudniu 1985 r., nadzorował porwanie samolotu linii Pan Am w Karaczi we wrześniu 1986 r. oraz atak na synagogę w Istambule w tym samym miesiącu. W jakim celu terrorysta przyjechał w lipcu 1985 r. do PRL? Czy jego wizyta miała związek z przygotowaniami do tych zamachów?

Pytań jest więcej. Z jakiego powodu członkowie Organizacji Abu Nidala cieszyli się tak dużym zaufaniem komunistycznych służb, że przymykały one oko na ich wielokrotne przyjazdy do PRL? Dlaczego bez żadnego problemu otrzymywali wizy wjazdowe? Na te pytania nie będzie jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony można wskazać na aspekty finansowe. Wedle trudnej do zweryfikowania relacji Abu Dauda, skonfliktowanego z liderem ANO, na lukratywnych kontraktach z Abu Nidalem polscy generałowie zarabiali "miliony dolarów". Terroryści z ANO pośredniczyli w sprzedaży peerelowskiej broni na Bliski Wschód. Oficerowie Zarządu II Sztabu Generalnego WP w ramach kontaktów operacyjnych z grupą Abu Nidala prawdopodobnie otrzymywali również towary objęte zachodnim embargiem, w tym wzorce uzbrojenia. Być może owocna współpraca wynikała również z charakteru wzajemnych relacji, gdyż pracownicy Cenzinu utrzymywali bardzo zażyłe stosunki z Najmeddinem. Organizował on w swojej willi w Aninie oraz warszawskich lokalach gastronomicznych huczne przyjęcia, na których pojawiali się wysocy rangą urzędnicy Ministerstwa Handlu Zagranicznego. Znali go właściwie wszyscy pracownicy Cenzinu. Na jednej z takich imprez pojawił się np. wicedyrektor tego przedsiębiorstwa - płk Alfred Majewski.

Najmeddin potrafił stworzyć odpowiednią atmosferę i zadbać o polskich partnerów. Każde spotkanie rozpoczynał od wręczania drobnych upominków, takich jak długopisy, pióra itp. W towarzystwie pracowników Cenzinu czuł się pewnie i bezpiecznie, mimo to zawsze poruszał się w obstawie dwóch Palestyńczyków. Tajny współpracownik SB o pseudonimie "Dzik", który w latach 1985-1986 trzykrotnie podpisywał z Najmeddinem kontrakt na sprzedaż uzbrojenia, charakteryzował go jako najsympatyczniejszego ze swoich kontrahentów. Według "Dzika", zawierane z nim umowy na sprzedaż broni i materiałów wybuchowych były tajemnicą poliszynela dla pracowników Cenzinu i "pewnej grupy osób" w MHZ. Jedna z pracownic Cenzinu powiedziała nawet "Dzikowi", że gdy w maju 1986 r. uczestniczyła w imprezie u Najmeddina, przedstawiono jej pewną osobę pochodzenia arabskiego o nazwisku podobnym do Abu Nidala.

Grupa Abu Nidala nie tylko handlowała bronią wyprodukowaną w PRL, ale też posługiwała się nią w działalności terrorystycznej. Ekstremiści używali zwłaszcza pistoletu maszynowego wz. 1963 (Rak). Broń ta mogła zostać użyta podczas ataku na izraelskiego ambasadora w Londynie Szlomo Argova w czerwcu 1982 r. oraz na paryską restaurację Jo Goldenberga w sierpniu 1982 r. Co ciekawe, podobno uzbrojenia użytego w zamachu dostarczył ANO Monzer Al Kassar (o którym w dalszej części artykułu), został nawet za to zaocznie skazany we Francji. Broń polskiej produkcji wykorzystano podczas strzelaniny w wiedeńskiej synagodze w 1983 r., kiedy zabito dwie osoby, a także podczas zamachu na synagogę Neveh Shalom w Stambule 6 września 1986 r. Terroryści zamordowali wówczas 22 osoby. Pistolety Rak zostały też odnalezione po nieudanym ataku na Amerykański Klub Oficerski w Ankarze w kwietniu 1985 r. We wrześniu 1988 r. w New Dehli aresztowany został jordański terrorysta związany z ANO - Ali Masud, uzbrojony w "nowoczesny pistolet maszynowy polskiej produkcji". Indyjska gazeta wyeksponowała fakt, że taką bronią posługuje się najczęściej grupa Abu Nidala, która użyła pistoletu w co najmniej dwunastu zamachach. Raki zostały również odnalezione w 1981 r. w kryjówce ANO w Salzburgu; mogły posłużyć do zamachu na Heinza Nittela - przewodniczącego Austriacko-Izraelskiego Towarzystwa Przyjaźni.

Firma Abu Nidala kupowała broń nie tylko od Cenzinu. W 1988 r. przed sądem okręgowym w Nowym Jorku już od czterech lat toczył się proces urodzonego w Polsce Salomona Szwarca oraz trzech osób współoskarżonych o przemyt broni i amunicji ze Stanów Zjednoczonych. W 1984 r. Szwarc próbował dostarczyć do Warszawy 500 pistoletów maszynowych typu Ruger, 100 tys. sztuk amunicji oraz tysiąc karabinów maszynowych Heckler & Koch, zakupionych w Wielkiej Brytanii. Rzecznik polskiego rządu zaprzeczył, jakoby ładunek miał trafić do PRL. Jednak po czteroletniej przerwie spowodowanej chorobami oskarżonych i sztuczkami proceduralnymi w procesie pojawiły się nowe fakty. Prokurator zarzucił, że broń przeznaczona była dla mającej siedzibę w Warszawie firmy SAS, a w całą operację był zamieszany amerykański wywiad wojskowy i polscy generałowie ze Szczecina. Według relacji prasowych, Amerykanie w zamian za dostarczoną broń oraz sowitą łapówkę chcieli wywieźć z Polski dwa czołgi T-72, które miały "zniknąć" z transportu sprzętu wojskowego przeznaczonego dla Iraku.

Ambasada Stanów Zjednoczonych wobec warszawskiej firmy ANO

Amerykańskie agencje wywiadowcze miały bardzo dobre rozeznanie w kontaktach polskich władz z ugrupowaniami terrorystycznymi. Dyrektor Departamentu III MSZ Juliusz Biały przyjął w maju 1987 r. Davida Schwartza - chargé d'affaires ad interim Stanów Zjednoczonych, który wyjaśniając, że działał "zgodnie z instrukcjami Departamentu Stanu", odczytał démarche dotyczące obecności grupy Abu Nidala w Polsce. Na wstępie zaznaczył, że jest to "jedna z najbardziej niebezpiecznych organizacji terrorystycznych obecnie działających na świecie", która w ostatnich latach brała udział w "notorycznych kryminalnych" atakach przeciwko celom zachodnim, izraelskim i palestyńskim *[Amerykanin określił m.in. ataki na lotniskach w Rzymie i Wiedniu w grudniu 1985 r., zamach na synagogę Nev Shalom w Istambule w 1986 r., porwanie samolotu Pan American w Karaczi we wrześniu 1986 r. "jako próbkę w barbarzyńskiej" aktywności organizacji.].

Schwartz wyjaśniał, że zbrodni tych nie uzasadniał żaden polityczny motyw. Przypomniał, że rząd warszawski opowiedział się "kategorycznie przeciw wszelkim formom terroryzmu". Dodał, że kilka miesięcy wcześniej, podczas rozmowy z polskim ambasadorem przy ONZ, amerykański przedstawiciel przy tej instytucji Vernon Walters wyraził "zaniepokojenie polskimi oficjalnymi kontaktami z Abu Nidalem". Otrzymał odpowiedź, że osoby o takim nazwisku "nie ma i nie było w Polsce". Stwierdzenie to powtórzył rzecznik rządu Jerzy Urban, który zaprzeczył publicznie doniesieniom prasowym o obecności ANO na terytorium PRL. Schwartz tłumaczył: "Otrzymałem instrukcje, aby zwrócić Panu uwagę na bardzo dokładne i konkretne informacje, które wskazują, że zaprzeczenia te są nieprawdziwe". Rząd Stanów Zjednoczonych dysponuje bowiem informacjami, że terrorystyczne ugrupowanie Abu Nidala działało w Polsce od lat "przy pełnej wiedzy rządu polskiego", który wraz z rządem NRD świadomie prowadziły "szeroką działalność handlową" z organizacjami kontrolowanymi przez Radę Rewolucyjną Al-Fatah. "Organizacje te udzielają pomocy i nabywają tę broń, za pomocą której Organizacja Abu Nidala, a także inne organizacje terrorystyczne popełniają przestępstwa terrorystyczne". Dzięki otrzymanemu od rządu polskiego "patronatowi handlowemu" terroryści zapewnili sobie "znaczne dochody celem finansowania swych operacji". W latach 1983-1984 zyski z handlu bronią "były jednym z głównych źródeł finansowania działalności Organizacji Abu Nidala". Członkowie ANO pracujący w przedsiębiorstwach importowo-eksportowych w Warszawie i Berlinie Wschodnim działali jako pośrednicy między oficjalnymi firmami eksportowymi PRL i NRD a zagranicznymi kupcami - "głównie w zakresie handlu bronią, ale także towarów przemysłowych i nielegalnego transferu technologii". Schwartz twierdził, że głównym handlowcem terrorystów w PRL i NRD był Samir Najmeddin - od 1974 r. handlarz bronią, bliski przyjaciel Abu Nidala, spokrewniony z nim przez małżeństwo. Według amerykańskich informacji, oddział SAS w Warszawie był jednym z kanałów używanych przez MHZ (Cenzin) jako pośrednik w nielegalnych transferach broni. Pracownicy firmy fałszowali certyfikaty docelowych użytkowników dostarczane zachodnim dostawcom, tak aby broń, "która miała rzekomo być sprzedana zachodnim firmom, mogła nielegalnie być skierowana do Polski i NRD". Głównym polskim kontaktem z terrorystami był Andrzej Marchewka, oficjalnie zatrudniony w SAS jako negocjator w kontraktach handlu bronią. W opinii Amerykanów zajmował się on również formalnościami na lotnisku Okęcie, związanymi z uzyskiwaniem wiz i pozwoleń na przyjazdy do Polski dla członków ANO. Schwartz konkludował: "Pana rząd zignorował nasze jasno wyrażone zaniepokojenie na temat poparcia państwa dla terroryzmu". Wezwał polskie władze, aby przerwały operacje spółki SAS, wydaliły ze swojego terytorium członków tej organizacji i zapewniły, że taka działalność nie będzie w przyszłości dozwolona. Schwartz stwierdził również, że informacje o kontaktach polskich władz z terrorystami zostaną opublikowane jako część "białej księgi" na temat działalności ugrupowania Abu Nidala, przygotowywanej przez rząd Stanów Zjednoczonych.

W nawiązaniu do notatki ministra spraw zagranicznych PRL na temat amerykańskiego démarche dyrektor Departamentu II MSW, płk Janusz Sereda, przyznał, że firma SAS działała w Polsce, mieściła się w Warszawie w budynku Intraco i współpracowała z Cenzinem. Jej właścicielem był Samir Najmeddin, a dyrektorem Andrzej Marchewka. Sereda przyznał, że w połowie lat osiemdziesiątych kilkakrotnie uzyskiwano jednoźródłowe informacje agenturalne o pobytach Abu Nidala w Polsce. Jego zdaniem, miały one charakter zdrowotny - wiązały się z operacją wszczepienia stymulatora pracy serca. Informacje te nie zostały jednak potwierdzone, ponieważ terrorysta nie podróżował pod własnym nazwiskiem, posługiwał się za każdym razem nowymi oryginalnymi paszportami, w tym dyplomatycznymi państw arabskich. Utrudniało to jego identyfikację i nie pozwalało "jednoznacznie wykluczyć możliwości jego ewentualnego wjazdu do Polski". Mimo potwierdzenia większości faktów przedstawionych przez Amerykanów Sereda konkludował, że démarche było "kolejnym z przedsięwzięć administracji waszyngtońskiej usiłującej zdyskredytować Polskę na arenie międzynarodowej jako państwo popierające międzynarodowy terroryzm czy wspierające dostawami broni nikaraguańskich contras".

Przygotowując odpowiedź na démarche ambasady Stanów Zjednoczonych, minister spraw zagranicznych Marian Orzechowski zauważył, że poważne powiązania handlowe między Cenzinem a firmą SAS uniemożliwiają udzielenie stronie amerykańskiej odpowiedzi, "w której dla odrzucenia zarzutów" wykorzystano by ustalenia MSW i MON, że współpraca z firmą SAS ograniczała się do dostaw cywilnych, Andrzej Marchewka nie był pracownikiem Cenzinu, a Samir Najmeddin nie mieszkał pod adresem wskazanym w démarche. Polska odpowiedź miała wskazywać na pryncypialne stanowisko Warszawy w kwestii terroryzmu międzynarodowego, informowała o podejmowanych działaniach i zawierała ofertę dalszej współpracy ze stroną amerykańską. Orzechowski tłumaczył, że pominięcie démarche milczeniem oznaczałoby przyjęcie zarzutów strony amerykańskiej. Powoływał się na działania władz NRD, które generalnie odrzuciły zarzuty o wspieranie terroryzmu, i sugerował zapis: "Rząd polski nie utrzymuje kontaktów i nie prowadzi działalności handlowej z żadnymi organizacjami terrorystycznymi i nie udziela im swego patronatu. Władze polskie nie przyzwalają na wykorzystywanie terytorium polskiego do działań prowadzonych przez organizacje terrorystyczne".

Jak wynikało z raportów przekazanych z Zarządu II Sztabu Generalnego WP, od stycznia do maja 1987 r. Abu Nidal nie przebywał na polskim terytorium.

Arabowie pozostający w operacyjnym zainteresowaniu służb wojskowych wylecieli z Warszawy do Bagdadu 2 czerwca 1987 r. na spotkanie z Abu Nidalem - dlatego wykluczono pobyt terrorysty w owym czasie w PRL. W meldunku Departamentu I MSW czytamy natomiast, że w dniach 21-29 maja 1987 r. Abu Nidal przebywał na Węgrzech, gdzie spotkał się z Abu Ijadem. Podczas dwustronnych rozmów zgłosił chęć współpracy z OWP i planował zaprzestanie akcji terrorystycznych. "Abu Nidal miał powiedzieć Abu Ijadowi, że jest bardzo zainteresowany kontaktami z Polską (robi interesy handlowe) oraz NRD" - informował płk Roszol, dyrektor Biura Współpracy z Zagranicą węgierskiego MSW, który uczestniczył w tych rozmowach.

W połowie 1987 r. dyplomaci z amerykańskiej ambasady prowadzili wiele rozmów z władzami peerelowskimi na temat firmy Abu Nidala w Warszawie. Byli oni bardzo dobrze zorientowani w rzeczywistej roli spółki Zibado i jej kontaktach z wojskowymi służbami PRL. 8 lipca 1987 r. na kolejnym spotkaniu David Schwartz usłyszał, że po amerykańskich démarche z 25 maja i 24 czerwca 1987 r. strona polska prowadzi działania mające wyjaśnić, na czym polega działalność firmy SAS. I jeśli okazałoby się, że spółka jest zaangażowana w działalność terrorystyczną, władze komunistyczne podejmą "odpowiednie" decyzje.

Informacje o kontaktach między PRL a międzynarodowymi grupami terrorystycznymi pojawiały się również w prasie. Nie można wykluczyć, że były one formą amerykańskiego nacisku na władze w Warszawie. Portugalska gazeta "Diario de Noticias" opublikowała w sierpniu 1987 r. artykuł Dziwne współdziałanie Abu Nidala ze Wschodem, w którym na podstawie źródeł amerykańskich (dokument Departamentu Stanu) pisano o handlu Abu Nidala z Polską i NRD, a także o jego pobycie w Polsce, m.in. w czerwcu 1987 r. w stołecznym hotelu Novotel. W artykule zawarte zostały także informacje o firmie SAS handlującej bronią 108. Z kolei "New York Times" w styczniu 1988 r. opublikował artykuł dotyczący warszawskiej siedziby Abu Nidala.

Rozważając różne scenariusze postępowania wobec firmy powiązanej z terrorystami, dyrektor Departamentu II MSW, płk Janusz Sereda, pisał w specjalnej informacji dla MSZ, że SAS ma licencję na import i eksport maszyn rolniczych. Jej roczny obrót handlowy wynosi około 10 mln dolarów, a prowizje z tytułu współpracy z Domem Handlowo-Agenturowym przynoszą 250 tys. dolarów zysku. "Z posiadanych informacji wynika, że SAS jest niewielką firmą i jej ewentualne wypadnięcie z rynku polskiego nie spowodowałoby istotnych strat" - konkludował. Otóż nie była to do końca prawda. Wspomniana notatka dla MSZ powstała na podstawie innej, wewnętrznej notatki Departamentu II MSW, na której znajduje się odręczne polecenie, by nie wspominać w informacji dla MSZ o działalności SAS na polu eksportu uzbrojenia. "Firma ma także licencję na handel towarami »S« i w tej dziedzinie współpracuje z Centralnym Zarządem Inżynierii »Cenzin« MHZ. Jej obroty w tej grupie są znacznie większe niż towarami cywilnymi [...]. Dla DHA M. Czarnecki firma SAS jest partnerem niewielkim i mało ważnym" - pisał w oryginalnej wersji mjr Jan Strzeszewski z Departamentu II MSW. Co więcej, cała dokumentacja firmy Abu Nidala została zabrana do Ministerstwa Handlu Zagranicznego na bezpośrednie polecenie ministra tego resortu Andrzeja Wójcika i pracownicy cywilnego kontrwywiadu mieli duży problem z jej zdobyciem. Nie udało mi się ustalić, czy w ogóle została im udostępniona. Zrezygnowali również z rozmów z polskimi pracownikami spółki - Andrzejem Marchewką i Barbarą Szołomicką - "ze względu na to, że pozostają oni w zainteresowaniu Zarządu II Sztabu Gen. WP, a informacje możliwe do uzyskania od nich byłyby mniej dokładne niż z dokumentacji".

Wskutek amerykańskich nacisków minister handlu zagranicznego ostatecznie podjął decyzję o likwidacji SAS 3 sierpnia 1987 r. Wedle oficjalnego przekazu, decyzja ta była wyrazem dobrej woli władz Polski Ludowej; miała na celu pokazanie Amerykanom, że Warszawa przynajmniej na forum dyplomatycznym poważnie traktuje problem międzynarodowego terroryzmu. W praktyce zaś wymuszona likwidacja SAS okazała się potwierdzeniem amerykańskich zarzutów o wspieranie ugrupowania Abu Nidala przez Warszawę.

Mimo oficjalnego zamknięcia spółki pracownicy służb wojskowych nadal utrzymywali kontakt z członkami ANO. Dlatego też ambasada Stanów Zjednoczonych wciąż wysuwała "poważne zastrzeżenia" co do kontynuowania w Polsce działalności osób związanych z grupą Abu Nidala, zwłaszcza Samira Najmeddina. Podsekretarz stanu w MSZ Juliusz Biały w piśmie do wiceministra spraw wewnętrznych, gen. Władysława Pożogi, prosił o nieprzedłużanie Samirowi zgody na pobyt, aby w krótkim czasie opuścił on wreszcie PRL. Najmeddin miał wizę z prawem wielokrotnego przekraczania granicy ważną do końca 1987 r. i teoretycznie powinien zajmować się wyłącznie likwidacją firmy.

Z początkiem listopada 1987 r. zwolniono jej polski i zagraniczny personel, spółka przestała płacić podatki i opuściła pomieszczenia w Intraco. Zastępca dyrektora Departamentu II MSW płk Feliks Solarski proponował objąć zakazem wjazdu na terytorium PRL jej pracowników, jednak bez Najmeddina, który miał "nieuregulowane wcześniejsze kontrakty handlowe z Cenzin-MHZ" na dostawy broni do Syrii. Jego pozostaniem w Polsce szczególnie zainteresowani byli pracownicy Cenzinu oraz Zarządu II Sztabu Generalnego WP.

Podwójna gra wojska. Cenzin i Zarząd II Sztabu Generalnego WP wobec terrorystów wpisanych na listę osób niepożądanych

Andrzej Marchewka na bieżąco informował oficerów wywiadu wojskowego PRL o sytuacji w spółce SAS. Polecono mu nawet sporządzenie dokładnego opisu działalności firmy powiązanej z Abu Nidalem. Marchewka napisał, że w pierwszym roku istnienia firma nawiązywała kontakty z innymi spółkami należącymi do grupy SAS, czyli z Zibado w NRD, Zibado w Syrii, Al-Noor w Grecji *[Wedle informacji peerelowskiego wywiadu, firma importowo-eksportowa "Al-Noor", działająca w Grecji w latach 1983-1987, rzeczywiście była powiązana z organizacją Abu Nidala. Jej siedziba mieściła się w Atenach, a jej dyrektorem do 1984 r. był członek ANO Mufd Taufk Musa Hamada.], Al-Reem na Cyprze i IMC w Kuwejcie. Miały one eksportować polskie towary, ale współpraca ta "była trudna i nie przyniosła wymiernych rezultatów". SAS zawarł następnie umowy przedstawicielskie z Mostastalem i Geokartem na rynek syryjski i kuwejcki. Nawiązano również współpracę z austriacką firmą BMS, z różnymi wyspecjalizowanymi firmami szwajcarskimi, takimi jak TIG i LEER, oraz ze spółką Intermador *[Dyrektorem szwajcarsko-arabskiej firmy "Intermador" w Zurychu był pracownik Cenzinu, powiązany z Zarządem II Sztabu Generalnego, bliski znajomy Samira Najmeddina - Andrzej Urbaniak. Jeszcze w 1992 r. Urbaniak stał na czele firmy Intermador, która swoją siedzibę przeniosła (?) na Cypr.]. W 1983 r. SAS sprzedała za pośrednictwem Ars Polonii partię srebrnych różańców muzułmańskich do Kuwejtu. W 1985 r. kontynuowano współpracę z Geokartem i zapoczątkowano kontakty z Iranem, ale mimo dwukrotnych wizyt w Teheranie do podpisania wiążących kontraktów ostatecznie nie doszło, zdaniem Marchewki - z winy enerdowskich partnerów SAS, którzy własnymi kanałami próbowali dotrzeć do Irańczyków. W tym czasie doszło również do intensyfikacji kontaktów ze wschodnioniemiecką firmą Imes. W 1986 r. SAS próbowała nawiązać kontakty ze spółdzielnią Dempol, z Technokablem oraz z osobami prywatnymi w celu uruchomienia przedsiębiorstwa zagranicznego.

Wedle relacji Marchewki, Samir Najmeddin nigdy nie traktował działań handlowych zbyt poważanie - "zawsze w chwili, kiedy należało podjąć pewne zobowiązania finansowe, znajdował powód do zerwania rozmów". Takie podejście może świadczyć o tym, że przedstawione przedsięwzięcia firmy SAS były jedynie parawanem dla prawdziwych działań związanych z handlem uzbrojeniem i praniem brudnych pieniędzy wykorzystywanych do prowadzenia działalności terrorystycznej Organizacji Abu Nidala. Zresztą sam Marchewka przyznał, że dzięki pracy w firmie Samira Najmeddina uzyskał dla Zarządu II Sztabu Generalnego argentyński pistolet maszynowy Edda z celownikiem laserowym i amunicją, pistolety i naboje gazowe, amunicję wykorzystywaną w samolotach, a także urządzenia podsłuchowe.

Warto przyjrzeć się podawanym przez Marchewkę datom dotyczącym etapów działań SAS w poszczególnych krajach. W 1987 r. spółka praktycznie zawiesiła działalność na rynku syryjskim, zaktywizowała się zaś na rynku libańskim. W mieście Trypolis w Libanie uruchomiono nawet specjalne biuro handlowe. W 1986 r. zostało zlikwidowane biuro w NRD, rok później w Grecji i na Cyprze. Zerwano również współpracę z Geokartem.

Z czego wynikała taka sekwencja wydarzeń? Otóż od 1983 r. przynajmniej do połowy 1986 r. Organizacja Abu Nidala otrzymywała wsparcie syryjskich służb specjalnych i mogła swobodnie operować w Damaszku. Gdy Syryjczycy zerwali kontakty z terrorystami, ich tamtejsze obozy szkoleniowe zlikwidowano, automatycznie została również zamrożona działalność biznesowa w Syrii. Część bojowników przeniosła się zatem do Libanu. Nawet peerelowski wywiad cywilny informował, że na początku 1987 r. Organizacja Abu Nidala przejawiała dużą aktywność w Bejrucie. To właśnie libańska komórka ANO wzięła odpowiedzialność za uprowadzenie radzieckich dyplomatów w 1985 r., teraz zaś groziła zamachami na przedstawicielstwa krajów socjalistycznych, a zwłaszcza Rumunii - w odpowiedzi na aktywizację stosunków rumuńsko-izraelskich.

Poza Libanem członkowie ANO znaleźli kolejną bezpieczną przystań - w Libii Muammara Kaddafego. Gdy skończyło się wsparcie Damaszku, Najmeddin z dnia na dzień odłożył paszport syryjski i zaczął używać libijskiego, czyli kraju nowego patrona swojej organizacji, co - jak wskazują dokumenty - w ogóle nie zdziwiło funkcjonariuszy MSW.

W 1987 r. Najmeddin często podróżował między Trypolisem a Warszawą. Wedle informacji kmdr. Stanisława Terleckiego z Zarządu II Sztabu Generalnego WP, zabrał rodzinę do Libii i już osobiście doglądał spraw związanych z likwidacją spółki SAS w Warszawie. Ponadto Abu Nidal został wpisany do indeksu osób niepożądanych dopiero w październiku 1987 r. i to nie na wniosek MSW, lecz Departamentu Konsularnego MSZ. Według Włodzimierza Szpakiewicza z Departamentu II MSW, posługiwał się wieloma nazwiskami, więc w zasadzie każdy zakaz wjazdu był tylko formalnością, działaniem zupełnie nieskutecznym.

Gdy firma SAS została ostatecznie zlikwidowana w PRL, Andrzej Marchewka powrócił do pracy w DHA M. Czarnecki. W grudniu 1987 r. został oficjalnie pozyskany do współpracy z Zarządem II Sztabu Generalnego, a w rozmowie werbunkowej uczestniczył kmdr Stanisław Terlecki. Podpisanie przez Marchewkę deklaracji o współpracy było jedynie sformalizowaniem jego już istniejących i - dodajmy - aktywnych kontaktów z wywiadem wojskowym PRL. Ppłk Zbigniew Majewski miał w stosunku do Marchewki dalsze plany. W lutym 1989 r. poinformował go, że Zarząd II Sztabu Generalnego chciałby, aby utworzył on firmę w Warszawie "z możliwością zatrudnienia wskazanych pracowników i organizowania »legendowanych« wyjazdów za granicę".

W listopadzie 1987 r. chargé d'affaires ambasady Stanów Zjednoczonych John Davis przekazał kolejne démarche swojego rządu. Amerykanie informowali, że mimo polskich zapewnień Samir Najmeddin alias Abu Mustafa wciąż przebywa w Warszawie jako dyrektor przedsiębiorstwa powiązanego z grupą Abu Nidala. Kłóciło się to z zapewnieniem polskiego MSZ, że opuścił on Warszawę 26 sierpnia 1987 r. Amerykanie po raz kolejny prosili o wydalenie Araba i wszystkich osób związanych z międzynarodowymi organizacjami terrorystycznymi. Dopiero po tym spotkaniu arabscy pracownicy SAS, m.in. Abu Nijim Halima, zostali wpisani do indeksu osób niepożądanych. De facto nie wpłynęło to jednak na status terrorystów; choćby na przełomie listopada i grudnia 1987 r. Najmeddin razem z innymi współpracownikami dwukrotnie przyjeżdżał do PRL i nie został zatrzymany na granicy. Przebywał w Polsce na prośbę Cenzinu, w porozumieniu z Ministerstwem Współpracy Gospodarczej z Zagranicą i za zgodą MSZ. Jak informował gen. Sereda z Departamentu II MSW - próbował ponadto przez swoje kontakty w Cenzinie uzyskać zgodę na dalsze przedłużenie wizy.

"Mimo wpisania S. Najmeddina do indeksu osób niepożądanych w PRL Cenzin prosi o wydanie mu wizy, motywując to ważnymi potrzebami handlowymi i deklaruje, że przez cały czas pobytu cudzoziemiec będzie pod opieką tej instytucji, łącznie z zamieszkaniem nie w hotelu, lecz w specjalnie przygotowanym lokalu. Według informacji z Cenzinu, wstępną zgodę na wydanie mu wizy wyraził wiceminister spraw zagranicznych, to w. Majewski" - informował w maju 1988 r. naczelnik Wydziału V Departamentu II MSW, mjr Jan Strzeszewski. Na dokumencie znajdują się dwa dopiski: "Zameldowałem gen. Pożodze. Decyzja: nie wpuszczać do PRL" i "W godzinach popołudniowych ww. cudzoziemcy odlecieli do Algieru" 132. Możemy jedynie domniemywać, czy w tym przypadku Arabowie zostali odprawieni z kwitkiem, czy też w wyniku rozmów z reprezentantami Cenzinu na lotnisku wcale nie musieli otrzymywać wiz wjazdowych. Faktem jest, że relacje z terrorystą związanym z Organizacją Abu Nidala nie zostały nadal zerwane.

Dowody na dalsze podtrzymywanie kontaktów między pracownikami Cenzinu a Samirem Najmeddinem znajdziemy w notatce ppłk. Zbigniewa Rostka (oficera Wojskowej Służby Wewnętrznej, pracownika Cenzinu delegowanego do Attachatu Biura Radcy Handlowego w Trypolisie) z 16 sierpnia 1988 r. Pisał on, że attaché BRH w Trypolisie, płk Alfred Majewski (ten sam, który pracując w Cenzinie, był na imprezie zorganizowanej przez Najmeddina), został poproszony przez dyrektora Centralnego Zarządu Inżynierii Zdzisława Harza o przekazanie zalakowanej koperty Libańczykowi o imieniu Samir, który wcześniej blisko współpracował z Cenzinem, a teraz mieszka w Libii. "Samir - oświadczył Majewski - z okazji różnych świąt przekazywał do CZInż. upominki, przeważnie alkohol. Z wdzięczności do Polski Samir w Banku Polskim założył konto dolarowe (nieoprocentowane), na które wpłacił 1 mln USD". Gdy zaś zachodnie agencje prasowe oskarżyły go działalność terrorystyczną, wyjechał do Libii, gdzie zamieszkał pod zmienionym nazwiskiem Farge Gimah Elmaimodi. Samir vel Farge nadal był zainteresowany pośrednictwem w sprzedaży peerelowskiego uzbrojenia, w tym czołgów T-72, i w tym celu spotykał się z pracownikami Cenzinu.

Najmeddin został wymieniony w listopadzie 1989 r. w tajnym wykazie Biura "B", dotyczącym dyplomatów i cudzoziemców korzystających w PRL z nowo zarejestrowanych samochodów. Jego auto było zarejestrowane na warszawski adres przy ul. Wiejskiej 10, gdzie mieściły się biura Centralnego Zarządu Inżynierii. Jest to kolejny dowód na to, że mimo wpisania do indeksu osób niepożądanych Irakijczyk nadal mógł się swobodnie poruszać się po PRL, prawdopodobnie wciąż ciesząc się względami służb wojskowych.

Tajemniczą sprawę rozjaśnia nieco relacja tajnego współpracownika o pseudonimie "Ino", pracownika Cenzinu mającego dobre wejścia w służbowe i towarzyskie układy w tym przedsiębiorstwie. Otóż na początku grudnia 1987 r. dwóch kadrowych oficerów Zarządu II Sztabu Generalnego: kmdr Stanisław Terlecki oraz pracujący pod przykryciem w Cenzinie ppłk Tadeusz Koperwas (szerzej o nim w dalszej części artykułu) spotkali się w Warszawie z przedstawicielami Rady Rewolucyjnej Al-Fatah, czyli Organizacji Abu Nidala. "Na spotkaniu tym Palestyńczycy przedstawili stronie polskiej zarzuty pod adresem Polski dot[yczące] niewłaściwego traktowania członków ich organizacji, których porównuje się do »ludzi wyjętych spod prawa« i deportuje się z kraju na równi z innymi". Terroryści Abu Nidala przedstawili około szesnastu zarzutów, w dużej mierze dotyczących wpisania do indeksu osób niepożądanych i deportacji pracowników SAS, zwłaszcza Samira Najmeddina. Zgodnie z decyzją MSW musieli oni do końca 1987 r. opuścić terytorium PRL. W sprawie opóźnienia wyjazdu Samira interweniował nawet dyrektor Cenzinu, który zwrócił uwagę "na ścisłe powiązania handlowe". To właśnie handel bronią za pośrednictwem Najmeddina miał przynosić Cenzinowi największe dochody. O jego pozostanie w Polsce zabiegał również Zarząd II Sztabu Generalnego, gdyż dzięki Samirowi i Organizacji Abu Nidala wywiad wojskowy PRL zdobywał egzemplarze broni produkcji zachodniej. Była to wieloletnia współpraca, trwająca od połowy lat siedemdziesiątych. "Ino" informował: "Zarząd II zawarł z Radą Rewolucyjną PLF [Al-Fatah] pewnego rodzaju porozumienie (TW posiada dokument na ten temat) obejmujące wymianę informacji wywiadowczych oraz umożliwienie im swobodnego działania na terenie Polski, głównie w działalności handlowej, co ułatwi im zdobywanie funduszy na cele PLF [Rady Rewolucyjnej Al-Fatah]". Jego zdaniem, to właśnie dzięki ugrupowaniu Abu Nidala peerelowskie służby wojskowe uzyskały duże ilości broni po wybuchu wojny między Irakiem i Iranem oraz Libią i Czadem. Członkowie ANO wyjaśniali, że mieli również duże wpływy w niektórych kręgach decyzyjnych państw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. "Powiązania te wykorzystywali m.in. w celu udzielenia Polsce pomocy finansowej, zwłaszcza na początku lat osiemdziesiątych", czyli w okresie legalnej działalności NSZZ "Solidarność". Samir Najmeddin wraz z innymi współpracownikami miał nakłonić poszczególne rządy arabskie, aby składały swoje nadwyżki finansowe w formie depozytów w polskich bankach. Ponoć udało mu się nawet przekonać Saddama Husajna i w 1981 r. Irak złożył w Banku Handlowym depozyt o wartości 350 mln dolarów *[W czerwcu 1981 r. z misją specjalną do Warszawy przybył Ibrahim Barzan Al-Tikriti, brat prezydenta Saddama Husajna i członek najwyższego kierownictwa politycznego kraju, pełniący oficjalnie funkcję ministra stanu i szefa wywiadu. Irakijczyk przeprowadził rozmowy z wicepremierem Mieczysławem Jagielskim, ministrem handlu zagranicznego i gospodarki morskiej Ryszardem Karskim, wiceministrem Władysławem Gwiazdą, gen. Tadeuszem Hupałowskim i gen. Jerzym Modrzewskim. Został też przyjęty przez premiera Jaruzelskiego. Konkretnym wynikiem rozmów było porozumienie o dostarczeniu Irakowi uzbrojenia i amunicji o łącznej wartości około 100 mln dolarów. W zamian wysłannik Husajna obiecał zwiększenie depozytów irackich w Banku Handlowym SA o 100 mln dolarów.].

"Ino" informował, że "przychylność handlowa" Palestyńczyków zobowiązywała Cenzin "do udzielenia im pomocy po podjęciu decyzji przez polski rząd o ich deportacji". Członkowie ANO grozili, że wycofają swoje wkłady finansowe i zablokują dostęp peerelowskiej broni na rynki bliskowschodnie. Dlatego też pracownicy Cenzinu oraz Zarządu II Sztabu Generalnego robili, co mogli, aby zatrzymać lub opóźnić wyjazd Arabów, naciskani w tej sprawie przez Samira Najmeddina, ale decyzji odwołującej nakaz opuszczenia PRL nie udało im się cofnąć. Terroryści Abu Nidala zapowiedzieli nawet napisanie listu do gen. Wojciecha Jaruzelskiego, w którym zamierzali przedstawić swoją sytuację i opisać, jakie korzyści finansowe mógł zyskać komunistyczny reżim z ich pobytu w kraju. Uważali, że I sekretarz Komitetu Centralnego PZPR nie jest poinformowany o ich pozytywnej dla Polski działalności.

Na podstawie powyższych faktów można postawić hipotezę, że zakulisowe działania Cenzinu i Zarządu II Sztabu Generalnego WP miały na celu przedłużenie pobytu członków ANO na terytorium PRL. Po wpisania ich do indeksu osób niepożądanych teoretycznie nie powinni przebywać w Polsce. Aparat bezpieczeństwa stosował w tej kwestii dwutorową politykę. Służby cywilne monitorowały sytuację i zbierały informacje o terrorystycznej działalności Organizacji Abu Nidala, a jednocześnie służby wojskowe starały się o utrzymanie relacji z terrorystami. Cenzin wciąż był zainteresowany prowadzeniem interesów z Samirem Najmeddinem, podobnie jak Zarząd II Sztabu Generalnego, który dzięki niemu otrzymywał towary objęte embargiem.

Na początku 1990 r. członkowie Organizacji Abu Nidala wycofali się z NRD i zlikwidowali swoje bazy w Czechosłowacji. Część z nich miała się przenieść do Polski i Węgier, jako alternatywne siedziby wskazywano Bułgarię i ZSRR. Czy dopiero wtedy Zarząd II Sztabu Generalnego i Cenzin zerwały więzi z Abu Nidalem? Czy 1990 r. jest w tym wypadku odpowiednią cezurą? Odpowiedź na to pytanie będzie wciąż niejednoznaczna, gdyż problem wymaga dalszych badań. Ale upadek komunizmu i rozwiązanie PZPR wcale nie musiały oznaczać zmiany w opisywanych tu tajnych relacjach, o czym najlepiej świadczy historia Monzera Al Kassara.

Relacje wywiadu wojskowego RRL z terrorystą i handlarzem bronią Monzerem Al-Kassarem

Bracia Kassarowie - Ghassan, Haissam, Mazen oraz Monzer - byli obywatelami syryjskimi. Kontrolowali międzynarodowy przemyt broni i narkotyków o wartości milionów dolarów. Dostęp do znanych producentów broni umożliwiał im oferowanie zainteresowanym klientom pełnego asortymentu sprzętu wojskowego. Doświadczenie w interesach, a także liczne relacje w sferach rządowo-prywatnych bliskowschodnich reżimów przynosiły im olbrzymie korzyści finansowe i polityczne. Utrzymywali kontakty z większością palestyńskich ugrupowań zbrojnych, w tym z Organizacją Abu Nidala. Inwestowali duże sumy w handel bronią i pośredniczyli w różnych transakcjach między państwami Europy Wschodniej a odbiorcami na Bliskim Wschodzie. Monzer Al Kassar był najważniejszym podopiecznym szefa syryjskiego wywiadu wojskowego, gen. Ali Duby, który pozostawał w bliskich relacjach z Rifatem Assadem - bratem prezydenta Syrii. Nazywano go "księciem Marbelli", gdyż zarobił kilkaset milionów dolarów na działalności terrorystycznej, handlu narkotykami oraz bronią, a w hiszpańskiej miejscowości posiadał luksusową rezydencję.

Monzer Al Kassar miał bogatą biografię. W latach siedemdziesiątych został aresztowany w Londynie i skazany na rok więzienia za posiadanie narkotyków. W następnych latach skazywano za podobne przestępstwa jego braci. Dzięki ścisłym kontaktom z przedstawicielami Komitetu Wykonawczego OWP pośredniczył w wielu transakcjach sprzedaży broni na Bliskim Wschodzie. W hiszpańskiej Marbelli jego sąsiadem był Adnan Khashoggi *[Adnan Khashoggi (ur. 25 VII 1935) - pochodzenia turecko-saudyjskiego, przedsiębiorca i handlarz bronią utrzymujący liczne kontakty w sferach rządowych i finansowych na całym świecie. W latach osiemdziesiątych uważany za najbogatszego człowieka na świecie.], "uważany za największego handlarza bronią na świecie, a jednocześnie osobę, która przyczyniła się do rozpętania afery Irangate".

Wedle informacji Cenzinu, Monzer Kassar w latach osiemdziesiątych był największym prywatnym kontrahentem tego przedsiębiorstwa. Posługiwał się paszportami dyplomatycznymi Syrii, Iraku i Jemenu Południowego. Jego kontakty z PRL datowały się od drugiej połowy lat siedemdziesiątych. Kassar kupował w tym czasie broń strzelecką i amunicję na podstawie upoważnienia rządu Ludowo-Demokratycznej Republiki Jemenu. Również za jego pośrednictwem dostarczano broń dla OWP i Syrii. Dzięki Kassarowi sprzedaż broni przynosiła Cenzinowi 4-8 mln dolarów rocznie. Podstawowym materiałem eksportowym były karabiny AK, AKM, AKMS, amunicja 7,62 mm, granaty ręczne, miny moździerzowe, granatniki RPG-7 i granaty PG-7. Według Tadeusza Koperwasa, na początku lat osiemdziesiątych Kassar był drugim co do ważności agentem Cenzinu, zaraz po Samirze Najmeddinie. Z ramienia tego państwowego przedsiębiorstwa interesy z nim prowadzili wówczas Ignacy Pieczyński i Jerzy Dembowski, a chęć przejęcia kontaktów z Kassarem przejawiał Andrzej Urbaniak.

Operacja "Alkastronic"

W 1981 r. Monzer Al Kassar zaproponował Cenzinowi "szerszą współpracę w zakresie pozyskania masy towarowej na reeksport". W ramach wspólnego przedsięwzięcia zobowiązał się do otworzenia w Wiedniu filii swojej firmy z Bejrutu, Manelli, która zajmowała się handlem sprzętem elektronicznym i komputerowym oraz miała rozległe kontakty w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Wyraził gotowość zatrudnienia w tej spółce na kontraktach indywidualnych dwóch pracowników Cenzinu. Firma miała pozostać własnością Kassara, wszystkie jej transakcje reeksportowe na sprzęt wojskowy byłyby prowadzone przy udziale Cenzinu i rozliczane przez Bank Handlowy, zyski zaś dzielone po połowie. Cenzin miał dostarczać Kassarowi w ciągu roku towary do sprzedaży o wartości około 10 mln dolarów, a spodziewany zysk strony polskiej wynosiłby blisko 2 mln dolarów.

Propozycja Kassara została przedstawiona w lutym 1982 r. wiceministrowi handlu zagranicznego Władysławowi Gwieździe, ale z powodu zmian we władzach Cenzinu i pewnych problemów formalnych strona polska nie dała oficjalnej odpowiedzi. Nie oznaczało to jednak braku zainteresowania. "W trakcie trzyletnich kontaktów z CZI, utrzymywanych głównie poprzez Ignacego Pieczyńskiego, zostały ustanowione bardzo dobre wzajemne stosunki oparte zarówno na płaszczyźnie handlowej, jak również na zbieżnych poglądach politycznych oraz sympatii osobistej" - pisał Tadeusz Koperwas. Dlatego Syryjczyk ponowił propozycję, tym razem chciał zatrudnić dwóch Polaków z Cenzinu w swojej spółce w Marbelli. Pomysł został chętnie przyjęty przez oficerów wywiadu wojskowego PRL: "Praca w tego typu przedsiębiorstwie daje naturalne możliwości kontaktów z firmami zbrojeniowymi, jednostkami zaopatrującymi armie, wzorami uzbrojenia, jak również możliwości rozległych podróży w celach handlowych, które mogą być wykorzystane do zadań operacyjnych. Wszystko to na całkowity koszt M. Alkassara".

W drugiej połowie 1982 r. sprawa zaczęła nabierać realnych kształtów, z tym że zamiast w słonecznej Hiszpanii, wspólne przedsięwzięcie polsko-arabskie miało odbyć się w Wiedniu - ze względu na neutralność Austrii i dość liberalne przepisy handlowe w tym kraju. Pod koniec października 1982 r. Kassar przyleciał do Warszawy, gdzie rozmawiał z dyrektorem generalnym Cenzinu, gen. Włodzimierzem Seweryńskim. Wstępny plan działania spółki uzyskał akceptację urzędników MHZ i ministra tego resortu Tadeusza Nestorowicza. Szef Sztabu Generalnego WP gen. Florian Siwicki zatwierdził zgodę na wyjazd Koperwasa (zastąpił on Ignacego Pieczyńskiego, który pierwotnie miał rozpocząć pracę w nowej spółce) do Austrii.

W drugiej połowie 1983 r. firma pod nazwą Alkastronic Handelsgesellschaft m.b.H. (nawiązanie do nazwiska Syryjczyka) rozpoczęła działalność. Jej udziałowcami byli bracia Monzer i Haissam Al-Kassarowie oraz pracownicy Cenzinu: kpt. Tadeusz Koperwas (oficer kadrowy Zarządu II Sztabu Generalnego, pseudonim "Derwisz") oraz ppłk Henryk Majorczyk (współpracownik Zarządu II, pseudonim "Razmi"). Wkrótce dołączyła do nich sekretarka Krystyna Sandomierska (zatrudniona w Cenzinzie). Jak widać, przedsiębiorstwo to było w pełni kontrolowane przez pracowników wywiadu wojskowego PRL. Oficjalnie Alkastronic miał zajmować się importem i eksportem towarów rynkowych, a nieoficjalnie - przede wszystkim handlem bronią. W pracy wywiadowczej "Derwisz" i "Razmi" podlegali kierownikowi rezydentury Zarządu II w Austrii (krypt. "Neobank"), ppłk. Zbigniewowi Worożbitowi ("Rakoczemu"). Funkcję doradczą miał pełnić przedstawiciel Cenzinu w Austrii, płk. Bolesław Łukawski (współpracownik Zarządu II, pseudonim "Walet"). Na co dzień bracia Al-Kassarowie byli bardzo często nieobecni w Wiedniu, spółką kierowali więc Koperwas i Majorczyk.

Firma szybko nawiązała kontakty z różnymi przedsiębiorstwami zajmującymi się importem, eksportem oraz handlem bronią. Plan był taki, żeby rozpoznać rynek cywilny, a później przejść do dalszych działań na polu wojskowym. Pierwszy kontrakt zawarty za pośrednictwem Alkastronic dotyczył sprzedaży przez Rolimpex 40 tys. ton cukru do Sudanu, za co uzyskano prowizję w wysokości 20 tys. dolarów. W niecały rok działalności spółka zarobiła dla Cenzinu 100 tys. dolarów i Polacy, podobnie jak Al Kassar, byli zadowoleni z jej wyników.

Mimo pozornego sukcesu "Derwisz" w swych meldunkach nie najlepiej przedstawiał sytuację firmy. Zastanawiał się nawet nad prawdziwym celem utrzymywania przedsięwzięcia przez syryjskiego wspólnika. Ważniejsze dokonania handlowe Alkastronicu polegały na sprzedaży wiader ocynkowanych do Sierra Leone (zysk 1,5 tys. dolarów) oraz broni małokalibrowej (rewolwery, pistolety z tłumikiem; zysk około 90 tys. dolarów). Tadeusz Koperwas podejrzewał, że większość transakcji Kassara dotyczących sprzedaży uzbrojenia prowadzona była nadal przez jego główne przedsiębiorstwo w Marbelli. Aby połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli na miejscu zbadać rzeczywiste interesy Syryjczyka oraz wypocząć na hiszpańskim słońcu, poprosił przełożonych o zgodę na spędzenie urlopu wypoczynkowego w posiadłości Kassara. Jednak zgody nie uzyskał. Nie dawał za wygraną i w połowie 1985 r. poprosił o zgodę na urlop swojej żony i syna w Marbelli. Tym razem centrala nie oponowała i zezwoliła rodzinie Koperwasa na wyjazd.

Koperwas wielokrotnie zwracał uwagę centrali w Warszawie, że Alkastronic przynosi straty, a mimo to nadal jest finansowana przez Kassara. Domyślał się, że spółka jest potrzebna Syryjczykom "do ukrycia działalności handlowej o charakterze nielegalnym". Podobne spostrzeżenia miał Henryk Majorczyk, który stwierdził, że nikomu jeszcze nie udało się w ciągu trzech lat handlu bronią zwiększyć dochodu z 200 tys. do 400 mln dolarów, a tyle miał właśnie wynosić roczny dochód Al Kassara. Takie niespotykane zyski mogły wynikać jedynie z międzynarodowego obrotu narkotykami na ogromną skalę. Ponadto Kassar, starając się o austriackie obywatelstwo, przedstawiał się jako licencjonowany handlarz bronią z PRL; posługiwał się przy tym certyfikatem wystawionym przez Cenzin, który dotyczył jedynie karabinów Mauser, a był wykorzystywany przez Syryjczyka na pozostałe grupy sprzętu wojskowego.

Jedną z ciekawszych transakcji przeprowadzanych przez Alkastronic było pośrednictwo w sprzedaży amerykańskich pocisków przeciwpancernych TOW dla Iranu w marcu 1985 r. Henryk Majorczyk informował, że spółka dostarczyła Irańczykom 20 pocisków do testów. W wypadku pozytywnego rezultatu prób dostarczono by resztę zamówienia , a jeden egzemplarz przejęto by dla strony polskiej. Gdyby cały kontrakt został podpisany, Alkastronic miał wysłać do Iranu 200 wyrzutni TOW. Przedsięwzięcie wchodziło w skład jednej z największych tajnych operacji i jednocześnie wykrytych afer pod nazwą Iran-Contras. Kassar jako jeden z najbardziej wpływowych handlarzy bronią również wziął w niej udział.

Alkastronic w latach 1984-1985 dostarczył do Iranu broń o wartości 45 mln dolarów. Prawdopodobnie dzięki Al-Kassarowi polskie uzbrojenie trafiało też do nikaraguańskich oddziałów Contras. Taki zarzut pojawił się w połowie 1987 r. w niektórych zagranicznych środkach masowego przekazu. Tezę tę zawarto również w memorandum, które przekazał ambasadzie PRL w Waszyngtonie Kenneth Ballen (członek komisji dochodzeniowej do spraw Irangate Izby Reprezentantów Kongresu Stanów Zjednoczonych). Dołączył on kopię dokumentów przewozowych pisanych czcionką "typową dla maszyn używanych w Polsce". Komisja nie chciała nadawać sprawie rozgłosu i nazwa kraju dostarczającego broń została zamazana. Z przesłuchań komisji wynikało, że polska broń dwukrotnie trafiła do Nikaragui na duńskim statku Errie. Najpierw na przełomie kwietnia i maja 1985 r. dotarł ładunek o wartości 5 mln dolarów z Gdańska, następnie w czerwcu 1986 r. przypłynął ładunek o wartości 95 mln dolarów ze Szczecina. Broń wyprodukowana w PRL najprawdopodobniej trafiła do Nikaragui przez pośrednika, gdyż władze PRL oficjalnie popierały sandinistów zwalczających Contras i nawet udzielały im wsparcia wojskowego. Warto zwrócić uwagę, że Chińczycy również oficjalnie nie popierali Contras, ale 70 proc. używanej przez rebeliantów broni zostało wyprodukowane w Chinach. Można zatem domniemywać, że sprzęt wojskowy przeznaczony dla bojowników wspieranych przez CIA pochodził z magazynów krajów komunistycznych i trafił do Ameryki Środkowej dzięki niezależnym pośrednikom. Rzecznik ambasady PRL w Waszyngtonie powiedział: "być może strona polska została oszukana przez handlarzy bronią".

Prawdopodobnie polska broń rzeczywiście trafiła do Nikaragui dzięki pośrednictwu Monzera Al-Kassara, którego nazwisko pojawia się w aferze Iran-Contras. Jak pisze Patrick Radden Keefe, między 1985 i 1986 r. CIA nawiązało kontakt z Monzerem Al-Kassarem. Na szwajcarskie konto bankowe, kontrolowane przez płk. Olivera Northa i jego współpracowników, wpłacono prawie półtora miliona dolarów. Za te pieniądze kupione zostały od Cenzinu setki ton karabinów i amunicji *[Mówi się o ponad 300 tonach broni, która dzięki firmie Alkastronic trafiły przez lotniska w Warszawie i Pradze do Ameryki Środkowej.], które później trafiły do Nikaragui.

Artykuł na temat polskiej broni przeznaczonej dla Contras ukazał się w lutym 1987 r. w "Los Angeles Times". Napisano o tym również w raporcie komisji śledczej amerykańskiego kongresu badającej aferę Iran-Contras. Czytamy w nim, że Albert Hakim, przedsiębiorca z Kalifornii i właściciel działającej w Panamie firmy Energy Resources International, polecił załodze duńskiego statku odebrać w czerwcu 1986 r. ze Szczecina 158 ton karabinów AK i amunicji, a z Portugalii 200 ton min. Hakim zakupił broń we współpracy z amerykańskim generałem Richardem Secordem (skazanym później za udział w aferze Iran-Contras) na zlecenie płk. Olivera Northa, członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego (także skazanym). Operacja zakupu broni w Polsce miała okazać się "finansowym fiaskiem", gdyż nieprzewidziane okoliczności uniemożliwiły odsprzedaż broni Contras. Kongres nie wyraził zgody na wyasygnowanie dla nich 100 mln dolarów pomocy. Dziennikarze napisali także, że CIA utrzymywało stałe kanały zakupów broni w Europie Wschodniej, którą transferowano dla rebeliantów walczących w Afganistanie i Angoli. Inna wersja głosi, że obydwa transporty dotarły z PRL do Ameryki Środkowej, a przy okazji wyprano 42 mln dolarów na kajmańskich kontach brytyjskiego banku BCCI. Kassar miał zarobić na całej operacji 1 mln dolarów. Trzeba jednak pamiętać, że polskie uzbrojenie trafiało do Ameryki Środkowej w latach osiemdziesiątych także dzięki pośrednictwu innych handlarzy bronią.

Tadeusz Koperwas został w 1995 r. przedstawiony przez amerykański tygodnik "Time" jako osoba robiąca interesy z CIA. Ponadto wspomniano o jego domniemanym udziale w aferze Iran-Contras; miał zajmować się dostawami broni dla nikaraguańskich partyzantów, ponadto brał także udział w dostarczaniu broni dla afgańskich mudżahedinów. "Życie Warszawy", powołując się na "Time", napisało, że Tarka i Koperwas byli agentami CIA. Ich nazwiska wymieniano również w kontekście próby nielegalnej sprzedaży broni do Iraku w 1992 r., czyli tzw. afery karabinowej. Wedle wiceministra spraw zagranicznych Roberta Mroziewicza, między 6 a 10 marca 1992 r. ośmiu obywateli polskich oraz kilku rosyjskich przeprowadzało we Frankfurcie nad Menem rozmowy na temat dostaw uzbrojenia. Nie zdawali sobie sprawy, że ich rozmówcy są amerykańskimi agentami celnymi, a cały interes - prowokacją. Po podpisaniu umowy sześciu Polaków zostało aresztowanych, ale Koperwasa i Tarkę puszczono wolno. "Powodów takiego zróżnicowania nie znamy" - stwierdził Mroziewicz w grudniu 1992 r. w Sejmie RP. Według innej wersji, obydwaj zostali jednak aresztowani, ale szybko ich wypuszczono - podobno na prośbę CIA, która w ten sposób miała się odwdzięczyć się za wcześniejsze przysługi.

Alkastronic w praktyce nie prowadził samodzielnych transakcji sprzedaży uzbrojenia, lecz jedynie współuczestniczył w operacjach Monzera Kassara, który nie był zbyt skory do udostępniania swoich kontaktów w świecie handlarzy bronią. Legalne funkcjonowanie firmy utrudniał brak licencji na oficjalny handel sprzętem "specjalnym". Z tego względu spółka nie korzystała również z banków austriackich, a wszelkie przelewy przechodziły przez konto Kassara w Banco de Bilbao, oddział w Marbelli. Syryjczyk prowadził w tym czasie swój biznes, działając między Marbellą, Syrią, Wiedniem i Warszawą.

Oprócz handlu bronią, czyli zadaniami postawionymi przez Cenzin, obaj Polacy w Alkastronic zajmowali się również wypełnianiem instrukcji otrzymanych od peerelowskiego wywiadu wojskowego. Głównym zadaniem "Razmiego" w Austrii było "typowanie i rozpracowywanie" interesujących Zarząd II Sztabu Generalnego osób obywatelstwa austriackiego i zachodnioniemieckiego, organizowanie zakupów towarów, na które nałożono embargo, a także zbieranie informacji dotyczących spraw politycznych i wojskowych państw NATO. Szpiegostwo z pozycji polsko-arabskiej firmy nie było jednak proste. Tadeusz Koperwas narzekał, że praca w spółce nie stwarzała mu dużych możliwości werbunkowych. "Wyjątkiem w tym wszystkim jest w pewnym sensie Monzer Al Kassar. To znaczy jego możliwości typowo operacyjne również nie są zbyt wielkie, natomiast występuje element motywacyjny, jakim są dobre stosunki z Polską, z czego korzysta nie tylko on, prowadząc z nami handel, ale również jego przyjaciele, przesiadujący w Warszawie bez specjalnych powodów. Ich pobyt tam możliwy jest tylko i wyłącznie dzięki uprzejmości strony polskiej. Te okoliczności stwarzają dosyć dobre możliwości nacisku na Monzera Al Kassara w kierunku nakłonienia go do mniej lub bardziej świadomej współpracy" - pisał "Derwisz". Propozycja ta nie została jednak podjęta przez Warszawę, a przynajmniej dokumentów świadczących o tym nie udało mi się odnaleźć. Kassar miał kontakty ze służbami specjalnymi wielu państw, oddawał im przysługi, dzielił się niektórymi poufnymi informacjami; dzięki temu w latach osiemdziesiątych był w zasadzie bezkarny. Prawdopodobnie zainteresowanym służbom przekazywał też informacje na temat PRL i Polacy nie byli pierwszymi, którzy chcieli zrobić z niego agenta. Dodajmy, że w ramach działań na rzecz Zarządu II w Austrii pod przykrywką spółki Al-kastronic Koperwas dostarczył m.in. karabin FN FAL 7,62 mm, a Majorczyk dwie maski przeciwgazowe produkcji amerykańskiej.

Już w 1983 r. polscy współpracownicy Al Kassara zdawali sobie sprawę z tego, że jest on bacznie obserwowany przez austriacką policję, która podejrzewała go o handel narkotykami. W 1984 r. meldowali, że jeden z braci Al Kassarów - Ghassan - został postrzelony w Madrycie w czasie zamachu na członka kierownictwa OWP, Abu Saida. Monzer załatwił przez Cenzin leczenie brata w PRL (zgodę na to wyraził szef Sztabu Generalnego WP). W styczniu 1985 r. do siedziby spółki weszli austriaccy policjanci, którzy zlustrowali jej pomieszczenia i wypytywali o Monzera. Atmosfera wokół polsko-arabskiej firmy zaczęła się zagęszczać. Koperwas z Majorczykiem systematycznie informowali Warszawę o różnych dziwnych wydarzeniach mających wówczas miejsce, o wizytach policji, tajemniczym włamaniu do siedziby Alkastronic, sygnałach o przestępczej działalności Kassarów.

10 grudnia 1985 r. austriacka policja wkroczyła do siedziby Alkastronic oraz mieszkań Majorczyka i Koperwasa. Polacy zostali zatrzymani, w ich domach przeprowadzono rewizję. Zarzucono im przynależność wraz z pięcioma Arabami (w tym braćmi Kassarami) do organizacji terrorystycznej PFLP-SC (Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny - Dowództwo Specjalne) zajmującej się handlem bronią i narkotykami. Według służb austriackich, firma Alkastronic zarabiała pieniądze na handlu narkotykami; środki finansowe szły na zakup broni, przekazywanej później wspomnianej organizacji terrorystycznej. "Derwisz" i "Razmi" zostali wypuszczeni na wolność, ale w Austrii byli już spaleni i musieli szybko wracać do PRL. Zaczęło się również poszukiwanie winnych tej kompromitacji.

Rezultatem afery Alkastronic było zerwanie współpracy między Zarządem II Sztabu Generalnego a Henrykiem Majorczykiem. "Nie wykorzystał możliwości wywiadowczych, jakie miał na tym stanowisku. Pracy operacyjnej unikał, a informacyjną realizował niechętnie, pod stałym naciskiem rezydenta i oficera kierunkowego. Zarówno rezydent, jak i oficer kierunkowy mjr Rakuć negatywnie charakteryzowali osobowość »Razmiego«. Ocenili go jako człowieka o wygórowanych ambicjach, wysokim mniemaniu o sobie. Jest podejrzliwy, nielojalny wobec współpracowników, konfliktowy, typ karierowicza. [...] Za okres pobytu w Wiedniu »Razmi« otrzymał ocenę niedostateczną. Uważam, że współpracę z nami uważa za zło konieczne, które może przynieść mu korzyść. Obawiał się, że odrzucając ją, nie wyjechałby za granicę. Posiada szereg cech charakteru, które mogą być przyczyną negatywnych następstw dla Centrali i utrzymujących z nim kontakty naszych pracowników" - czytamy w opinii dotyczącej Majorczyka. Przedstawione wnioski dziwią, gdyż okresowe opinie z czasu działania spółki Alkastronic były pozytywne. Czyżby "Razmi" miał grać rolę kozła ofarnego?

Drugi z polskich pracowników spółki, Tadeusz Koperwas, jako kadrowy oficer Zarządu II Sztabu Generalnego został poddany inwigilacji przez Wojskowe Służby Wewnętrzne w ramach sprawy operacyjnego wyjaśnienia krypt. "Dunaj", gdyż podejrzewano, że mógł zostać zwerbowany przez austriackie służby specjalne. Oficerowie WSW w wyniku analizy dokumentów otrzymanych z wywiadu wojskowego doszli do wniosku, że spółka Alkastronic "stanowiła parawan dla faktycznej nielegalnej działalności braci Al Kassar". Ich zdaniem, Syryjczyk dążył do uzależnienia od siebie Koperwasa i Majorczyka, zapraszając ich do swojej rezydencji w Hiszpanii czy zgadzając się na obciążenie firmy kosztami zamiany mieszkania przez Koperwasa. Od samego początku działalności spółki Polakami interesował się austriacki kontrwywiad, ponadto pracy wywiadowczej nie służyły kłótnie między nimi, rywalizacja i spory kompetencyjne.

Pobyt w Wiedniu i zatrudnienie w Alkastronic musiały być mocno opłacalne zarówno dla Koperwasa, jak i Majorczyka, gdyż obydwaj kupili tam samochody. Ten pierwszy na podstawie umowy między Kassarem i Cenzinem zarabiał miesięcznie około 1030 dolarów oraz 5 tys. zł, przesyłanych na konto w kraju. W kwietniu 1986 r. saldo Koperwasa na rachunku bankowym w Polsce wynosiło ponad 10 tys. dolarów. W listopadzie 1987 r. jego znajomy informował WSW, że standard życiowy "Derwisza" po powrocie z Wiednia znacznie się polepszył. Oprócz samochodu Koperwas kupił kamerę wideo, magnetowid, sprzęt grający, aparat fotograficzny, urządził mieszkanie, a na co dzień miał "niespotykany gest".

Koperwas był poddany kontroli operacyjnej WSW, lecz wciąż pracował w Centralnym Zarządzie Inżynierii, gdzie utrzymywał relacje z handlarzami bronią. Jednym z jego kontaktów służbowych jeszcze z Austrii był Samir Najmeddin z Organizacji Abu Nidala. Koperwas znał się ponadto z Andrzejem Marchewką z Ostrany. Panowie urządzili nawet podobno w Wiedniu wspólną libację alkoholową. W Warszawie kontynuowali znajomość, co więcej - prawdopodobnie razem prowadzili kontrakty na sprzedaż broni dla SAS. W kwietniu 1986 r. Koperwas i Marchewka wyjechali do Zurychu w celach handlowych związanych z działalnością dla Samira Najmeddina. Ponadto szef SAS bywał na prywatnych przyjęciach organizowanych przez Koperwasa.

W tym momencie historia relacji wywiadu wojskowego PRL z Abu Nidalem i Monzerem Al Kassarem się zazębia. W kontaktach z terrorystami biorą udział ci sami pracownicy Cenzinu, obsługujący rynki arabskie. Zwróćmy jednak uwagę na terrorystyczne powiązania Kassara i rolę jego współpracowników przebywających na stałe w Warszawie.

Kassar od 1982 do 1985 r. przyjeżdżał do PRL dwadzieścia cztery razy. Zawsze korzystał z jemeńskiego paszportu dyplomatycznego, awizując jednocześnie swoje przyjazdy do MSZ. Zatrzymywał się w hotelu Victoria. Wynajmowany pod jego nieobecność apartament był wykorzystywany na co dzień przez Tawila Achmada, przebywającego w PRL od 1982 r., również na podstawie paszportu dyplomatycznego. Tawil znany był peerelowskim organom bezpieczeństwa. W wyniku tajnej obserwacji Biura "B" ustalono jego kontakty z przedstawicielami Wojska Polskiego. Między 24 kwietnia a 24 czerwca 1981 r. cudzoziemiec o tym samym imieniu i nazwisku wraz z grupą sześciu Syryjczyków mieszkał w hotelu Sudety w Wałbrzychu. Grupa przechodziła specjalistyczne przeszkolenie w zakładach Predom-Termet na wydziale produkcji "S", co mogło oznaczać trening wojskowy, szkolenie w zakresie produkcji broni lub jej wykorzystania. Wedle informacji uzyskanych przez Wydział II WUSW w Wałbrzychu, Tawil dysponował znaczą sumą dolarów. Przez pewien czas pozostawał w zainteresowaniu Wydziału V Departamentu II MSW oraz Zarządu II Sztabu Generalnego. Oficerowie MSW wiedzieli, że zajmuje się handlem bronią.

Z kolei Wydział IX Biura "B" zdobył informację, że firma Kassara ma główną siedzibę w Hiszpanii. Kassar był szefem Tawila, który reprezentował jego interesy w PRL. Cudzoziemcami tymi interesował się również Departament I. "W tym stanie naszego rozeznania zdecydowałem się na odbycie rozmowy z »Marem« z obiektu »Słońce« [przedstawicielstwo OWP]. Z dotychczasowych kontaktów oraz uczestnictwa w rozmowach delegatów kierownictwa OWP z kierownictwem naszego resortu zorientowany jestem, że »Mar« cieszy się ich pełnym zaufaniem. Wprowadzony jest m.in. w tajemnice związane z handlem bronią. W odpowiedzi na moje pytanie dot[yczące] Al Kassara [...] dał mi do zrozumienia, że za pośrednictwem ww. władze polskie dokonują transakcji handlowych w zakresie uzbrojenia. Osoba Mundera [Monzera] traktowana jest przez naszą stronę (przedstawiciele Ministerstwa Obrony, Cenzinu, MHZ i osoby podległe szefowi Urzędu Rady Ministrów oraz Sztabowi Generalnemu WP) z należytym szacunkiem i powagą. Z kontekstu wypowiedzi »Mara« odniosłem wrażenie, że Al Kassar [...] znany jest u nas komu należy" - pisał w notatce służbowej funkcjonariusz MSW 210. Jak wynikało z relacji palestyńskiego źródła ps. "Wood", Kassar pośredniczył w handlu bronią sprzedawaną przez PRL i fakt ten znany był kierownictwu OWP w Warszawie.

Terrorystyczne powiązania rodziny Kassarów

Monzer Al Kassar był zamieszany w zamach terrorystyczny Frontu Wyzwolenia Palestyny *[FWP powstał w 1977 r. w wyniku podziałów w Ludowym Froncie Wyzwolenia Palestyny. W latach osiemdziesiątych organizacja rozpadła się na frakcje: Abu Abbasa - popieraną przez Irak, Talata Yaquba - popieraną przez Syrię, Abd Al Fatah Ghanom - wspieraną przez Libię. Najbardziej znaną akcją terrorystyczną ugrupowania był atak na włoski statek MS Achille Lauro w październiku 1985 r. Palestyńczycy zamordowali wówczas Amerykanina żydowskiego pochodzenia, Leona Klinghoffera. Zamachem kierował Abu Abbas. Liczba członków organizacji nie przekraczała 150 osób.] na włoski statek MS Achille Lauro, do którego doszło 7 października 1985 r. Zamachem kierował Abu Abbas *[Abu Abbas (Muhammad Zaidan 1948-2004) - założyciel i przywódca FWP. Po zamachu na statek MS Achille Lauro mimo aresztowania przez komandosów amerykańskich i przekazania go stronie włoskiej został wypuszczony; Włosi obawiali się akcji odwetowych FWP. Terrorysta miał paszport dyplomatyczny, udał się do Jugosławii. W latach dziewięćdziesiątych mieszkał w Iraku. Został schwytany podczas inwazji wojsk amerykańskich na Irak w 2003 r. Zmarł w więzieniu.], Kassar spotkał się z nim w wiedeńskiej siedzibie Alkastronic dwa tygodnie przed zamachem. Palestyńczycy byli uzbrojeni w polską broń, którą - zdaniem rządu hiszpańskiego - dostarczył im właśnie Al Kassar. Według zeznań skruszonych wspólników, Monzer w drugiej połowie września przyleciał swoim prywatnym samolotem do Warszawy, gdzie za zgodą władz polskich miał magazyn broni. Z Polski wziął ze sobą cztery karabiny AK-47, dwanaście magazynków i sześć granatów, które prawdopodobnie przekazał członkom komanda. Amerykańska agencja antynarkotykowa DEA (Drug Enforcement Administration) również miała dowody na to, że Kassar swoim samolotem przewiózł broń z Warszawy do Tunisu, gdzie została ona przekazana terrorystom Abu Abbasa. Jak wynika z innych źródeł, Syryjczyk chwalił się handlarzom bronią dużymi możliwościami handlowymi w PRL, wspominał m.in. o dostępie do magazynów uzbrojenia MSW w Starej Wsi, informacje o wykorzystaniu specjalnego magazynu mogły być zatem wiarygodne. Ponadto Al Kassar założył konto bankowe dla Abu Abbasa.

Nie jest przypadkiem, że ugrupowanie Abbasa w latach osiemdziesiątych (zwłaszcza 1987-1988) działało w PRL i na Węgrzech. W tych krajach tworzono bazę logistyczną i infrastrukturę FWP. W Polsce ośrodek decyzyjny ugrupowania mieścił się w apartamentach hotelu Victoria. Abu Abbas również gościł w Warszawie. W maju 1987 r. wraz z dwoma ochroniarzami zamieszkał przy ul. Daniłowiczowskiej. Mieszkanie było wynajmowane przez członka palestyńskiej grupy specjalnej, wydzielonej z Departamentu OWP, kierowanego przez Abu Ijada.

Czy polscy pracownicy Alkastronic, Tadeusz Koperwas i Henryk Majorczyk, zdawali sobie sprawę z terrorystycznych powiązań braci Kassarów? Wydaje się, że mieli całkiem dobre rozeznanie w ekstremistycznej działalności ich syryjskiego wspólnika. W jednej z notatek przesłanych do Zarządu II Sztabu Generalnego "Ramzi" opisał spotkanie z Ghassanem Kassarem, do którego doszło 29 sierpnia 1985 r. w Wiedniu. Brat Monzera poprosił Majorczyka o ofertę na granatniki RPG-7, granaty PG-7 oraz zachodnioniemiecką amunicję 155 mm. "Przy okazji spotkania wyjaśnił, że jest członkiem Biura Politycznego grupy Palestyńczyków mających siedzibę w Adenie [Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny - Dowództwo Specjalne], która jest najbardziej radykalna, o wiele bardziej lewicowa niż grupa dr Shabbasa [Habasza] *[Chodzi o George'a Habasza, lidera Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny.]. Nie wchodzi ona w skład PLO Jasera Arafata, lecz otrzymuje olbrzymie dotacje na swoją działalność, szczególnie terrorystyczną. Ostatnie zamachy na terenie Europy przeciwko siedzibom wojsk amerykańskich były wykonane przez tę organizację *[LFWP-DS (PFLP-SC) jest oskarżana o zamach na hiszpańską restaurację El-Descanso 12 IV 1985 r. Głównym celem byli amerykańscy żołnierze z pobliskiej bazy Torrejon, przebywający w lokalu.]. Grupa posiada swoich ludzi działających i szkolących się we wszystkich krajach arabskich, m.in. Tunezja, Algieria, Libia, Syria. Ostatnio przerzucili do Libanu ponownie około trzy tysiące osób celem wzmożenia walk z Izraelem. Ww. PG i RGP-7 organizacja ma zamiar przerzucić do Saidy poprzez Aden". Notatka nie pozostawia złudzeń co do terrorystycznych powiązań Kassarów. Wysłana do Warszawy nie zrobiła jednak wrażenia na oficerach peerelowskich służb wojskowych.

W 1984 r. Monzer Al Kassar uczestniczył w spotkaniu arabskich terrorystów w Budapeszcie. Był na nim obecny m.in. Zaki Al-Helu, dobry znajomy Monzera, a poza tym jeden z liderów LFWP - Dowództwa Specjalnego, czyli grupy, do której należał Ghassan Kassar. W połowie 1985 r. peerelowski kontrwywiad ustalił, że Al Kassar i Tawil Achmad zorganizowali przez Cenzin leczenie w wojskowych szpitalach w Warszawie i we Wrocławiu Zakiego Al-Helu, postrzelonego w Madrycie jesienią 1984 r. Z rozpoznania wynikało, że głównym celem zamachu był Ghassan Kassar, który jechał samochodem razem z Al-Helu. Rannego terrorystę odwiedziła we Wrocławiu jego żona Monika Haas, terrorystka powiązana z RAF i Ludowym Frontem Wyzwolenia Palestyny *[Monika Haas (ur. 1948) - dostarczyła broń terrorystom z LFWP, którzy 13 X 1977 r. porwali samolot Lufthansy na trasie Majorka-Frankfurt z 87 osobami na pokładzie. Samolot wylądował ostatecznie w Mogadiszu. Sześć dni później niemiecki oddział antyterrorystyczny GSG-9 odbił zakładników, zabijając trzech porywaczy, jednego raniąc. Haas przeszła specjalne przeszkolenie w Jemenie. W 1998 r. została skazana za pomoc terrorystom na pięć lat więzienia.]. Ranny Al-Helu przyleciał do Warszawy prywatnym samolotem Al Kassara.

Pod koniec 1986 r. Tawil Achmad utrzymywał kontakty z Agnieszką Hammad - "byłą żoną rozpoznanego przez Wydział XIV Departamentu II MSW członka grup specjalnych libańskiej organizacji szyickiej Amal". Według informacji aparatu bezpieczeństwa, Agnieszka Hammad wraz z Jamalem Hamdanem wzięli udział w porwaniu przedstawiciela dyplomatycznego Korei Południowej w Libanie. Tawil udzielał również pomocy materialnej obywatelowi libańskiemu Malekowi El-Kara, wpisanemu na wniosek kontrwywiadu PRL do indeksu osób niepożądanych. Libańczyk jednak - mimo zastrzeżenia w indeksie - bez przeszkód mieszkał w apartamencie Tawila w warszawskim hotelu Victoria. W podaniu o kartę stałego pobytu pisał o swojej znajomości z Tawilem Achmadem i Monzerem Al Kassarem, których obsługiwał w hotelu Victoria, przygotowując posiłki kuchni orientalnej na specjalne przyjęcia oraz załatwiając dla nich także "inne drobne posługi".

Overseas - firma Al Kassara w Warszawie

Gdy firma Alkastronic przestała de facto funkcjonować po nalocie austriackiej policji w grudniu 1985 r., Zarząd II Sztabu Generalnego oraz Cenzin nie zaprzestały współpracy z Kassarem *[Gdy spojrzymy na ludzi zatrudnionych w Zespole IV Centralnego Zarządu Inżynierii, dojdziemy do wniosku, że jednostka ta była bardzo mocno spenetrowana przez Zarząd II Sztabu Generalnego, a poszczególni pracownicy wiedzieli, kto ma jakie powiązania z wywiadem wojskowym PRL. Jego współpracownikami byli płk Zdzisław Harz, ppłk Bolesław Łukawski, ppłk Henryk Majorczyk; mjr Tadeusz Koperwas i mjr Zbigniew Tarka to pracownicy kadrowi pod przykryciem, a Ignacy Pieczyński to były współpracownik.]. Tym razem Syryjczyk został zaproszony do PRL, żeby z dala od zachodnich służb wywiadowczych mógł nadal prowadzić swoje nielegalne interesy. Informacje o jego powiązaniach z międzynarodowym terroryzmem oraz zaangażowanie w handel narkotykami nie przeszkodziły decyzji o kontynuowaniu współpracy. Bardzo dużo inicjatywy w formalnym przygotowaniu warszawskiego biura Kassara wykazali Henryk Majorczyk oraz Zdzisław Harz z Cenzinu - obydwaj związani z Zarządem II Sztabu Generalnego WP. Tajny współpracownik "Kaper" ocenił, że powstanie biura było korzystne pod względem finansowym dla Cenzinu. Miał jedynie zastrzeżenia do lokalizacji spółki w budynku Intraco, gdyż usytuowane było tam już biuro SAS Samira Najmeddina, konkurencyjne wobec Al Kassara.

1 lipca 1986 r. Kassar otworzył w Warszawie w ramach Spółki Akcyjnej Unitex biuro pod nazwą Overseas, przeznaczone do reprezentowania jego interesów w zakresie handlu towarami cywilnymi. "Na podstawie wielu informacji uzyskanych na temat Monzera Alkassara, oskarżających go o udział w handlu narkotykami i pomoc dla organizacji terrorystycznych Centralny Zarząd Inżynierii MHZ w połowie 1985 r. zrezygnował z wszelkiego jego pośrednictwa w zakresie handlu sprzętem »S«, w tym również z rządem Ludowo-Demokratycznej Republiki Południowego Jemenu" - informował dyrektor generalny w Ministerstwie Handlu Zagranicznego (szef Cenzinu), gen. Włodzimierz Seweryński, w piśmie do ministra Andrzeja Wójcika. Nie było to jednak prawdą, gdyż Cenzin nadal prowadził interesy z Kassarem.

W 1986 r. Departament II MSW uzyskał informacje, że Tawil Achmad prowadzi w Warszawie przy ul. Lektykarskiej 20 biuro międzynarodowej spółki handlowej. Firma ta miała trzy oddziały w Europie, poza Warszawą - w Wiedniu i Madrycie. Główna siedziba mieściła się w stolicy Austrii i tam rezydował jej dyrektor. Tawil pełnił funkcję jego zastępcy i jednocześnie szefa oddziału warszawskiego spółki. Firma "w jakiś sposób" kooperowała z CHZ Unitex. Tajny współpracownik "Władysław" informował: "Odnoszę wrażenie, że Unitex spełnia rolę jakoby parawanu dla działalności spółki, nie mając żadnego wpływu na jej kontakty. Nie udało mi się ustalić, czym właściwie Tawil się zajmuje, z kim i czym handluje. Podobno obroty sięgają kilkuset tysięcy dolarów. Biuro spółki jest bardzo nietypowe. Na budynku nie ma żadnego szyldu. Mieści się w pomieszczeniach piwnicznych, gdzie urzęduje sekretarka. Na parterze mieszka »goryl« Tawila. Piętro zajmuje szef. Sekretarką jest ob[ywatelka] polska, która pochodzi z Gdańska. [...] Niemniej z posady nie jest zadowolona. Pozostaje w nie najlepszych stosunkach z szefem, który zabronił jej przebywać w innej części budynku oprócz biura. Jej obowiązki służbowe polegają na odbieraniu telefonów, których jest bardzo mało. Całymi dniami nie ma nic do roboty, siedząc bezczynnie w biurze, które sprawia wrażenie biura fikcyjnego. [...] Tawil sprawia wrażenie człowieka bardzo pewnego siebie, twierdzi, iż nie ma dla niego sprawy w Polsce, której by nie potrafił załatwić. Sygnalizował znajomość z wysokimi urzędnikami państwowymi, w tym i w organach MSW, oferując swoją pomoc w razie potrzeby, a nawet nietykalność. Podobno w Polsce przebywa na paszporcie dyplomatycznym".

Współpracownicy Al Kassara korzystali ze sfałszowanych dolarów amerykańskich. Ujawniono ten fakt, gdy właścicielce budynku będącego siedzibą spółki zakwestionowano w banku studolarowy banknot, którym wcześniej Tawil zapłacił za dzierżawę pomieszczeń. W konsekwencji właścicielka wypowiedziała Arabowi umowę najmu. W tej sprawie w imieniu Tawila bezpośrednio interweniował dyrektor Uniteksu, który chciał wyrównać straty, tak aby nie doprowadzić do wypowiedzenia najmu. "Podczas wymiany zdań właścicielka oświadczyła, iż nie pozwoli, aby z jej mieszkania zrobić burdel (częste odwiedziny prostytutek u Libańczyka, którym płaci się prawdopodobnie fałszywymi dolarami). Jako koronnego argumentu użyła, iż posądza spółkę o handel bronią i z tego powodu również nie chce wynajmować budynku firmie do takiej działalności. Dyrektor Unitexu nie zaprzeczył, czym się spółka zajmuje, ale oświadczył, iż lepiej dla niej i dla niego będzie, aby to, co powiedziała, nie wyszło na zewnątrz" - informował "Władysław". Z jego relacji wynika, że właścicielka willi dostała z ambasady Stanów Zjednoczonych w Warszawie bardzo atrakcyjną finansowo ofertę za wynajęcie budynku, co świadczy o tym, że Amerykanie zdawali sobie sprawę z prawdziwego charakteru arabskiego przedsięwzięcia.

Ambasada Stanów Zjednoczonych wobec działalności warszawskiej firmy Mon-zera Al Kassara

Podobnie jak w przypadku obecności terrorystów Abu Nidala w PRL, również i w sprawie braci Al Kassarów ambasada Stanów Zjednoczonych wystąpiła z oficjalnym démarche. Chargé d'affaires John Davis przekazał stronie polskiej, że Monzer Al Kassar kontrolował operacje międzynarodowego przemytu broni i narkotyków o wartości milionów dolarów, działając również w Warszawie. Jego grupa wywodziła się z Syrii, gdzie utrzymywała bardzo dobre kontakty z syryjskim wywiadem. Miała "osobiste, handlowe i ideologiczne więzy" ze Specjalnym Dowództwem Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, Frontem Wyzwolenia Palestyny, Demokratycznym Frontem Wyzwolenia Palestyny i Organizacją Abu Nidala. Rodzina Al Kassarów była bardzo ważnym dostawcą broni i pomocy finansowej dla organizacji terrorystycznych, a niekiedy brała bezpośredni udział w zamachach terrorystycznych *[W 1986 r. sąd francuski skazał zaocznie Monzera Alkassara na osiem lat więzienia za jego rolę w zwerbowaniu obywatela francuskiego do spisku celem zamordowania dwóch Izraelczyków.]. Amerykanie poinformowali Polaków, że wiedzieli o kontaktach między Cenzinem i braćmi Al Kassarami, o spółce joint-venture Alkastronic stworzonej w Wiedniu w celu prowadzenia zakamuflowanych transferów broni. Jak wynika z démarche, policja austriacka dokonała nalotu na wiedeńskie biuro Alkastronic w grudniu 1985 r. Henryk Majorczyk i Tadeusz Koperwas zostali aresztowani, jednakże na drugi dzień po interwencji ambasady ich zwolniono. Szybko opuścili Austrię, zabierając najważniejsze dokumenty firmy. Według Amerykanów, Polacy wrócili do Warszawy "celem uniknięcia publicznego zdemaskowania i zakłopotania". Stany Zjednoczone wzywały polskie władze do wydalenia braci Kassarów i zaprzestania kontaktów z nimi.

W projekcie odpowiedzi na démarche Jan Majewski z MSZ napisał, że fakty przedstawione przez Amerykanów wydają się wiarygodne. Bliska wizyta wiceprezydenta George'a Busha, a także "zupełny brak transakcji" spółki Overseas i brak "korzyści dla nas z tego tytułu" przeważyły, aby polska strona wypowiedziała w normalnym trybie umowę między Unitex SA a firmą Al Kassara i poinformowała Amerykanów o pozytywnym załatwieniu ich prośby.

W połowie września 1987 r. na wniosek ambasady Stanów Zjednoczonych odbyły się jednodniowe rozmowy w sprawie międzynarodowego terroryzmu. Amerykanie unikali ogólnych analiz, kładąc nacisk na zagadnienia praktyczne.

Ich delegacja dwukrotnie poruszała temat działalności w PRL firm powiązanych z międzynarodowymi grupami terrorystycznymi, ostrzegając, że kwestia ta może być podniesiona przez wiceprezydenta Busha. Amerykanie w szczególności byli zainteresowani ludźmi powiązanymi z firmą SAS Abu Nidala oraz braćmi Al Kassarami. Ostatecznie gdy doszło pod koniec września 1987 r. do wizyty wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych w PRL, w trakcie spotkania z gen. Wojciechem Jaruzelskim poruszył on jedynie sprawę firmy Abu Nidala.

Pod koniec listopada 1987 r. dyrektor Departamentu II MSW, płk. Janusz Sereda, napisał do dyrektora Biura Paszportów gen. Rudolfa Rusina, że w związku z likwidacją firmy Overseas należy "niezwłocznie" wpisać do indeksu osób niepożądanych jej arabskich pracowników, w tym Monzera Al Kassara. Inspektor Szpakiewicz dopisał na dokumencie: "W dniu 28 XI 1987 opuszczającemu Polskę ob. Jemenu Alkassar Monzer [...] GPK-WOP Warszawa-Okęcie nie anulował wizy wielokrotnej, mimo wcześniejszych poleceń Biura Paszportów i Dep. II MSW zawartych w powyższym piśmie".

Wsparcie Cenzinu i wywiadu wojskowego PRL dla grupy Al Kassara

Monzer Al Kassar miał bardzo wpływowych protektorów w Cenzinie i Zarządzie II Sztabu Generalnego, dlatego też zastrzeżenia odnośnie do jego przyjazdów do PRL nie miały praktycznej mocy. W notatkach funkcjonariuszy kontrwywiadu możemy przeczytać, że przyjazdem poszczególnych terrorystów związanych z Kassarem był zainteresowany Zarząd II Sztabu Generalnego lub Cenzin. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że Syryjczyk współpracował ze służbami specjalnymi wielu krajów, nie tylko PRL. Pomógł CIA w przekazywaniu broni do Iranu oraz dla nikaraguańskich Contras, w zamian za co Amerykanie przymykali oko na jego lotniczy przerzut narkotyków do Stanów Zjednoczonych. W 2009 r. podczas procesu Kassara jego prawnicy chcieli zaprezentować dowody na wieloletnią współpracę i pomoc dla CIA, ale Departament Sprawiedliwości nie zgodził się na to z powodu tajności tych dokumentów.

W 1986 r. Kassar został zaocznie skazany we Francji na 6 lat więzienia za handel narkotykami. Mimo to dwa lata później bez przeszkód przyjechał do Paryża. Był obserwowany przez agentów amerykańskiej DEA, ale francuskie władze nie zamierzały go aresztować. Jak podaje Juval Aviv z prywatnej firmy wywiadowczej Interfor, jego przyjazd był związany z tajnym spotkaniem doradcy ministra spraw wewnętrznych Francji z delegacją irańską i dotyczył francuskich zakładników przetrzymywanych w Libanie. Niedługo po tym spotkaniu Al Kassar razem z obywatelem Wielkiej Brytanii, Alainem Mainem, zakupili od Cenzinu - za pośrednictwem firm brytyjskich Hall & Watts oraz Creative Resources Associates - broń, która później została przetransportowana do Iranu. Kilka dni później francuscy zakładnicy zostali wypuszczeni. Dodajmy, że Alain Main - "licencjonowany dealer" obrotu uzbrojeniem - został wymieniony na pierwszym miejscu kontaktów służbowych Tadeusza Koperwasa z okresu pracy w Cenzinie.

Opieka i wsparcie Cenzinu oraz wywiadu wojskowego PRL umożliwiały dalsze przyjazdy Kassara i jego współpracowników do Polski. 17 grudnia 1987 r. nie został wypuszczony z lotniska na Okęciu Al-Kuri Mohd, który figurował na liście osób zastrzeżonych, mimo że jego wjazdem do PRL był zainteresowany Zarząd II Sztabu Generalnego. Ale już w sierpniu 1989 r. Kuri mógł bez przeszkód opuścić lotnisko i udać się do hotelu Victoria. Decyzję o wpuszczeniu cudzoziemca - mimo aktualnego wpisu w indeksie osób niepożądanych - podjął niejaki Stala z Wydziału III Biura Paszportów MSW. Na przełomie listopada i grudnia 1987 r. do Polski wjeżdżali Eddin Hassan Salah oraz Monzer Al Kassar. Ponadto w kraju cały czas przebywał Tarek Musa Al-Ghazi, również bardzo bliski współpracownik Kassara.

Przyjrzyjmy się bliżej tej postaci. Został on wpisany do indeksu osób niepożądanych 23 listopada 1987 r., ale już w kwietniu 1989 r. na polecenie dyrektora Departamentu II MSW, gen. Janusza Seredy, zastrzeżenie zostało cofnięte z powodu "zmiany sytuacji operacyjnej". W listopadzie 1989 r. Tarek Musa złożył w Biurze Paszportów prośbę o kartę stałego pobytu w PRL. Argumentował, że w Polsce mieszka z przerwami od piętnastu lat, jego żona pracuje w Szpitalu Praskim, a on sam jest współwłaścicielem firmy zagranicznej Mini-Maxi w Konstancinie pod Warszawą. Aby udowodnić, że jego biznesowe plany w PRL są poważne, wspomniał, że w Banku Handlowym ma konto dewizowe, na którym przechowuje 177 tys. dolarów. Po otrzymaniu karty stałego pobytu chce rozwinąć działalność gospodarczą.

Jego prośba w marcu 1990 r. została poparta "ze względów operacyjnych" przez naczelnika Wydziału V Departamentu II MSW, ppłk. Jana Strzeszewskiego. Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością Mini-Maxi uzyskała zezwolenie na prowadzenie działalności 8 sierpnia 1989 r., miała zajmować się produkcją wyrobów z tworzyw sztucznych i metalu, produkcją elementów budowlanych, importem oraz eksportem. Tarek Musa miał 33 proc. udziałów (do kapitału wnosił 50 tys. dolarów), a pozostała piątka Polaków po 13,4 proc. (wnosili po 12,6 mln zł). Ze strony polskiej firmę tworzyli Zbigniew Mazur, Zbigniew Berko-Haas, Mirosław Rowicki, Bogdan Majorczyk i Ludwik Majorczyk. Dwaj ostatni to synowie Henryka Majorczyka - opisanego już w tym artykule byłego pracownika Alkastronic, współpracownika Zarządu II Sztabu Generalnego i pracownika Cenzinu. W podaniu o paszport z 1989 r. napisał on, że przebywa już na emeryturze, a poprzednim jego miejscem pracy było PHZ Uniteks. Właśnie w ramach Unitex pracował w biurze Overseas należącym do Kassara. W marcu 1987 r. jako starszy rzeczoznawca Uniteksu udał się na dziesięć dni do Syrii "w sprawie sprzedaży maszyn rolniczych". Koszty podróży pokryła firma Overseas.

Tarek Musa Al-Ghazi był bliskim i zaufanym współpracownikiem Kassara, a Henryk Majorczyk pracował wcześniej z ramienia Centralnego Zarządu Inżynierii w wiedeńskiej firmie Syryjczyka - Alkastronic. Trzej wspomniani panowie na pewno zatem dobrze się znali. Czy fakt uplasowania synów Majorczyka w spółce bliskiego współpracownika Al Kassara spowodował, że Tarek Musa został skreślony z indeksu osób niepożądanych i uzyskał kartę stałego pobytu? Dlaczego synowie pracownika Cenzinu, powiązanego z wywiadem wojskowym PRL, weszli w spółkę z osobą podejrzewaną o terroryzm? Te pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi. Wiemy jednak, że Musa nigdy nie zaprzestał handlować bronią z Kassarem. W 2009 r. amerykański sąd skazał go na 25 lat więzienia za próbę sprzedaży broni agentom DEA, którzy występowali jako przedstawiciele kolumbijskiej terrorystycznej organizacji FARC.

Transformacja ustrojowa nie wpłynęła na zmianę podejścia Zarządu II Sztabu Generalnego do podejrzanych handlarzy bronią. Ciągle próbował przyjeżdżać do Polski związany z Kassarem Tawil Achmad. W pierwszej połowie 1990 r. zaznaczył w aplikacji wizowej obywatelstwo libańskie, dlatego początkowo nie odmówiono mu wizy w polskiej ambasadzie w Budapeszcie. Celem jego wizyty były podobno rozmowy handlowe w przedsiębiorstwie polonijno-zagranicznym Preisler Inter Buildex. Ostatecznie przyleciał z Węgier 20 kwietnia 1990 r., ale na lotnisku nie zezwolono mu na wjazd do Polski i zawrócono do Budapesztu.

Mimo zapewnień o przerwaniu kontaktów z firmami Abu Nidala i Monzera Al Kassara niektórzy ludzie z nimi powiązani wciąż przebywali w Polsce.

Przyjeżdżali też inni arabscy handlarze bronią, podający za cel wizyty sprawy handlowe z Cenzinem *[Na przełomie września i listopada 1987 r. przyjechali np. Abdel Fattah Mahah i Eddin-A Salah Mohammed - legitymujący się paszportami libijskimi.]. Amerykanie wielokrotnie informowali peerelowskie władze o terrorystycznych związkach braci Al Kassarów. Mimo solennych deklaracji władz PRL Monzer przyjeżdżał systematycznie do Polski, za każdym razem zatrzymywał się w warszawskim hotelu Victoria, gdzie od lat był znany personelowi pod swoim właściwym nazwiskiem. W 1990 r. używał paszportu algierskiego na nazwisko Monzer Galioun. Pod tym nazwiskiem był klientem Cenzinu, który w 1990 r. realizował dla niego dostawy uzbrojenia dla LFWP. Podczas pobytów w Polsce Al Kassar korzystał z logistycznej pomocy pracowników przedstawicielstw dyplomatycznych Iraku i Syrii. Był również współwłaścicielem firmy joint-venture w województwie rzeszowskim. Wciąż wykorzystywał nieformalne kontakty z kadrą oficerską Cenzinu i Zarządu II Sztabu Generalnego WP.

Do 1989 r. monopol na handel uzbrojeniem miał Centralny Zarząd Inżynierii. Inne instytucje zajmujące się produkcją sprzętu "specjalnego" próbowały jednak samodzielnie nawiązywać kontakty z pośrednikami, negocjować i podpisywać wstępne kontrakty. Można wspomnieć choćby o zakładach Radwar, o Przedsiębiorstwie Handlu Zagranicznego Bumar, które za pośrednictwem grupy Triad, kontrolowanej przez międzynarodowego handlarza bronią Adnana Khashoggiego, sprzedawało do Egiptu silniki do czołgów T-55. Handel uzbrojeniem stanowił bardzo intratne zajęcie, dlatego pod koniec lat osiemdziesiątych, w obliczu reform gospodarczych, kierownictwo wywiadu wojskowego zauważyło szansę na przejęcie i kontrolę tej delikatnej dziedziny gospodarki.

Po wejściu w życie ustawy o działalności gospodarczej w 1989 r. zmieniono zakres kompetencji Centralnego Zarządu Inżynierii, a działalnością związaną z międzynarodowym obrotem bronią zajęły się dwie spółki prawa handlowego: Cenzin i Cenrex. Druga z nich została założona w 1989 r. przez Jerzego Dembowskiego (kadrowego pracownika Zarządu II Sztabu Generalnego) na polecenie szefa CZI, gen. Władysława Seweryńskiego. Dembowski jeszcze z lat osiemdziesiątych znał się z Monzerem Al Kassarem i w nowej sytuacji politycznej - dzięki zaniechaniu weryfikacji komunistycznych służb wojskowych - obaj kontynuowali interesy związane z handlem bronią. W 1992 r. Cenrex sprzedał Kassarowi broń przeznaczoną dla Ludowo-Demokratycznej Republiki Jemenu, choć oficjalnie od dwóch lat takie państwo już nie istniało. Dembowski wraz z niektórymi współpracownikami Wojskowych Służb Informacyjnych - nowej struktury opartej na kadrze oficerskiej WSW i Zarządu - współpracował również z Kassarem przy sprzedaży broni do Chorwacji i Somalii, które były wówczas objęte embargiem ONZ na dostawy broni i sprzętu wojskowego.

W marcu 2014 r. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy wydał wyrok w sprawie nielegalnego handlu bronią w latach dziewięćdziesiątych. Oskarżonymi w sprawie byli żołnierze oraz współpracownicy WSI, wśród nich Jerzy Dembowski z Cenreksu. Zarzuty dotyczyły m.in. nielegalnych transakcji z Monzerem Al Kassarem. Proces oraz uzasadnienie wyroku były tajne, ale wydano wyroki skazujące.

Warto dodać, że Cenrex prowadził również inne szerzej nieznane podejrzane interesy związane z międzynarodowym obrotem bronią. Na przełomie 1989 i 1990 r. firma Dembowskiego, pobierając sowitą prowizję, wysłała do Libii jedenastu żołnierzy zawodowych z Wojskowej Akademii Technicznej, Instytutu Fizyki Plazmy i Laserowej Mikrosyntezy oraz Wojskowego Inspektoratu Techniki. Polscy specjaliści mieli prowadzić badania w ramach tajnych projektów rakietowych płk. Muammara Kaddafego. Wojskowy kontrwywiad podejrzewał jednak, że byli wykorzystywani przez Libijczyków do prac badawczych i szkoleń na rzecz arabskich ugrupowań terrorystycznych.

Po upadku komunizmu Monzer Kassar kontynuował swoją rolę pośrednika i handlarza uzbrojeniem aż do czasu, gdy amerykańska agencja DEA nie zastawiła na niego pułapki. Został aresztowany w 2007 r. w Madrycie, a jego bliski współpracownik Tarek Musa Al-Ghazi w Rumunii. W listopadzie 2008 r. Sąd Federalny Stanów Zjednoczonych skazał Kassara na 30 lat więzienia.

 

Na podstawie przedstawionych faktów nie można podważyć tezy, że wywiad wojskowy PRL na przestrzeni wielu lat współpracował z międzynarodowymi organizacjami o charakterze terrorystycznym. Kadrowi pracownicy i współpracownicy Zarządu II Sztabu Generalnego utrzymywali kontakty z ugrupowaniem Abu Nidala oraz grupą Monzera Al Kassara i prowadzili z nimi interesy. Współpraca ta zwłaszcza w latach osiemdziesiątych nie opierała się na podstawach ideologicznych. Głównym jej motorem były względy finansowe, związane z handlem peerelowskim uzbrojeniem. Zwróćmy uwagę, że liczba odbiorców broni produkowanej w PRL była bardzo ograniczona; poza państwami bloku wschodniego w latach osiemdziesiątych były to głównie Indie, Irak, Libia i Syria. To tam zawierano największe kontrakty, te kraje były najważniejszymi odbiorcami sprzętu "specjalnego". "Do grupy tych odbiorców należy zaliczyć jeszcze jednego partnera, jakim są Palestyńczycy, i to zarówno przedstawiciele różnych organizacji palestyńskich, jak też pośrednicy palestyńskiego pochodzenia mający swoje biura w różnych krajach świata, a zajmujący się handlem bronią. Interesuje ich przede wszystkim broń strzelecka, amunicja, materiały wybuchowe, broń przeciwlotnicza i przeciwpancerna" - pisał w 1984 r. mjr Zbigniew Tarka, pracownik Zarządu II Sztabu Generalnego pod przykryciem w Cenzinie.

Bardzo wielu ze wspomnianych palestyńskich pośredników należało do organizacji terrorystycznych bądź działało w ich imieniu. Jak wynika z przedstawionych dokumentów, Samir Najmeddin powiązany z Abu Nidalem był w ostatniej dekadzie PRL najważniejszym "cywilnym" partnerem Centralnego Zarządu Inżynierii. Zaraz po nim plasował się Monzer Al Kassar. Cenzin był całkowicie spenetrowany przez Zarząd II Sztabu Generalnego, większość jego znaczących pracowników pracowała pod przykryciem dla wywiadu wojskowego lub była aktywnymi lub zamrożonymi współpracownikami. Kierownictwo Zarządu II zdawało sobie zatem sprawę, z kim zawiera kontrakty na sprzedaż uzbrojenia. Ponieważ handel bronią był i jest działalnością bardzo delikatną, wymagającą dyskrecji oraz zaufania, osoby podpisujące umowy z Cenzinem były zawsze dogłębnie sprawdzane pod kątem możliwej prowokacji. Najmeddin i Kassar należeli właśnie do tych sprawdzonych partnerów.

Podejście aparatu bezpieczeństwa PRL do międzynarodowego terroryzmu w latach osiemdziesiątych można uznać za dwutorowe. Władze Polski Ludowej uznawały i wspierały Organizację Wyzwolenia Palestyny na arenie międzynarodowej. W Warszawie istniało przedstawicielstwo OWP, które oficjalnie reprezentowało interesy Palestyńczyków. W skład placówki wchodził dyplomata odpowiedzialny za kontakty operacyjne z peerelowskim MSW. Oficerowie cywilnych służb kontrwywiadowczych utrzymywali z nim relacje i wymieniali informacje na temat działalności na polskim terytorium ugrupowań przeciwnych Jaserowi Arafatowi. Jednocześnie oficerowie służb wojskowych utrzymywali nieformalne relacje z terrorystyczną Organizacją Abu Nidala - krwawo zwalczającą OWP. Polska broń sprzedawana przez Centralny Zarząd Inżynierii trafiała zarówno do reprezentantów OWP, jak i ANO. Szczególne relacje Cenzinu i Zarządu II Sztabu Generalnego z grupą Abu Nidala wynikały prawdopodobnie z powiązań terrorystów z poszczególnymi państwami Bliskiego Wschodu.

ANO stanowiła jeden z najbardziej skrajnych elementów "frontu odmowy" wobec jakichkolwiek prób porozumienia z Izraelem i na tej płaszczyźnie była w latach osiemdziesiątych popierana przez (chronologicznie) Irak, Syrię i Libię. Reżimy w Bagdadzie, Damaszku i Trypolisie krytykowały politykę Jasera Arafata jako zbyt ugodową i przeciwstawiały jej twarde stanowisko Abu Nidala. Właśnie te trzy kraje były w latach osiemdziesiątych największymi odbiorcami peerelowskiego uzbrojenia na Bliskim Wschodzie, a ANO - w tym warszawskie biuro Samira Najmeddina - odgrywało w zawieranych kontraktach rolę pośrednika. Gdy Irak, Syria i Libia kupowały broń w PRL, prowizja z zawieranych umów trafiała na konta ANO - jako część finansowego wsparcia dla tej organizacji. Przedstawiciele OWP również kupowali broń w PRL, ale z powodu swojej umiarkowanej linii politycznej nie mieli tak dobrych układów z Irakiem, Syrią i Libią jak ugrupowanie Abu Nidala. Zapewniał on po prostu lepsze rynki zbytu na polską broń niż przedstawiciele OWP.

Polityczna presja Stanów Zjednoczonych w drugiej połowie lat osiemdziesiątych spowodowała, że władze PRL - przynajmniej oficjalnie - zerwały relacje biznesowe z ANO oraz grupą Kassara. Jednocześnie z dokumentów wyraźnie wynika, że część podejrzanych o terroryzm obywateli państw Bliskiego Wschodu nadal utrzymywała stosunki handlowe z Cenzinem. Aparat bezpieczeństwa PRL z jednej strony wpisał terrorystów do indeksu osób niepożądanych, co miało uniemożliwić ich przyjazdy do Polski. Cywilne służby kontrwywiadowcze inwigilowały terrorystów oraz zbierały informacje o ich pobycie na polskim terytorium. Z drugiej strony wystarczyło, by posługiwali się oni sfałszowanymi paszportami, i w ten sposób unikali problemów na granicy. Ponadto Cenzin mógł przyjmować ich w ściśle strzeżonych obiektach rządowych, dzięki czemu nie musieli korzystać z usług warszawskich hoteli, zwykle naszpikowanych osobowymi źródłami informacji.

Dopóki Cenzin i Zarząd II Sztabu Generalnego WP miały interes w podtrzymywaniu relacji z ugrupowaniami Abu Nidala i Al Kassara, dopóty wszelkie instrumenty antyterrorystyczne stosowane przez służby graniczne nie miały większego znaczenia. Dzięki wsparciu i pomocy wywiadu wojskowego oraz Cenzinu niektórzy z ekstremistów mogli nadal - mimo oficjalnych zakazów - przebywać w PRL, gdyż wciąż byli wykorzystywani jako pośrednicy w handlu bronią. Być może takie podejście służb wojskowych powodowało pewne napięcia i tarcia ze służbami cywilnymi. Jednakże oficerowie Departamentu II MSW zdawali sobie sprawę z parasola służb wojskowych nad niektórymi terrorystami i najprawdopodobniej brali ten fakt pod uwagę, prowadząc działalność operacyjną.

Głębokie więzi pracowników Cenzinu z terrorystami opierały się też na ich osobistych korzyściach finansowych. Kontraktów zawieranych w ramach RWPG nie rozliczano w dewizach, a prowizje nie były zbyt wysokie. Cenzin utrzymywał ze swoimi wschodnioeuropejskimi odpowiednikami formalne relacje, a kontrakty zawierano na szczeblach rządowych. Inaczej było w przypadku umów z "cywilnymi" pośrednikami rodzaju Najmeddina bądź Kassara. Oferowali oni bardzo dobrze płatną pracę w swoich firmach (Alkastronic, SAS, Overseas), wynagrodzenie w dewizach i możliwość nieograniczonych wyjazdów zagranicznych. W dokumentach raczej nie znajdziemy informacji o ukrytych prowizjach czy łapówkach, ale jedynie o podarunkach, które pośrednicy wręczali pracownikom Centralnego Zarządu Inżynierii. Przecież Zarząd II był bardzo dobrze poinformowany o nierentowności firmy Alkastronic, handlu narkotykami, powiązaniach terrorystycznych Al Kassarów. Mimo to nie zdecydował się na zerwanie z nimi współpracy. Być może wynikało to właśnie z ukrytych korzyści finansowych, otrzymywanych przez pracowników Cenzinu.

Tezę tę uwiarygodniają dokumenty WSW, dotyczące sprzedaży uzbrojenia dla Libii w latach siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych. Zgodnie z zarządzeniem nr 58 ministra handlu zagranicznego z 27 grudnia 1972 r. Centralny Zarząd Inżynierii miał prawną legitymację na zawieranie umów agencyjnych, czyli na oficjalne wykorzystywanie pośredników w handlu bronią. W ciągu dziesięciu lat (1973-1983) Cenzin zawarł z Libią 41 kontraktów na sprzedaż uzbrojenia i "usług specjalnych", których wartość wyniosła 696,2 mln dolarów. Piętnaście kontraktów zawarto za pośrednictwem agentów handlowych, którym wypłacano prowizję w wysokości 2-5 proc. wartości danego kontraktu. Łącznie zapłacono pośrednikom w tym czasie 16,4 mln dolarów. Pośrednikami byli zazwyczaj znajomi lub przyjaciele aktualnego szefa Departamentu Zakupów Libijskich Sił Zbrojnych. Gdy odchodził on ze stanowiska, jego następca rekomendował Cenzinowi nowych, własnych i zaufanych pośredników. Według WSW, po zawarciu kontraktu pośrednicy mogli dzielić się prowizją z szefem oraz innymi wysokimi rangą oficerami libijskimi, a w korupcyjny proceder mogli być także zamieszani pracownicy Cenzinu. "Niewykluczonym jest, że przedstawiciele CZInż., którzy zawierali z agentami umowy agencyjne i ustalali dla nich wielkość prowizji z poszczególnych kontraktów, również mogli dzielić się z agentem prowizją lub otrzymywać od nich wynagrodzenie w różnych postaciach. Symptomy w tym zakresie są przez nasze organy badane, lecz ze względu na brak skrupulatnej dokumentacji w CZInż., a szczególnie notatek z prowadzonych rozmów ofertowych z partnerami libijskimi, udowodnienie zasadności udziału agentów w poszczególnych kontraktach, jak również czerpanie osobistych korzyści materialnych stron oficjalnie uczestniczących w kontraktach jest prawie że niemożliwe" - pisał w czerwcu 1983 r. szef WSW gen. Edward Poradko. Jeśli dochodziło do korupcyjnych praktyk przy zawieraniu kontraktów wojskowych z Libią, to podobny proceder mógł mieć miejsce również przy podpisywaniu umów z pośrednikami reprezentującymi ugrupowania terrorystyczne. Warto zwrócić uwagę, że krąg osób utrzymujących relacje z bliskowschodnimi handlarzami bronią z ramienia Cenzinu był ograniczony. W wypadku Abu Nidala i Monzera Al Kassara pojawiają się stale te same nazwiska pracowników Centralnego Zarządu Inżynierii, jednocześnie powiązanych z wywiadem wojskowym PRL. Trudno na podstawie dostępnych materiałów wyciągnąć daleko idące wnioski na temat funkcjonowania układu, w którego skład wchodzili oficerowie Zarządu II, kontrolującego prowizje i wpływy z kontraktów zawieranych z opisanymi pośrednikami, ale hipotetycznie można zastanowić się nad rolą koterii i grup w wywiadzie wojskowym PRL. Takie nieformalne więzi odgrywały - moim zdaniem - decydującą rolę w przedstawionych kontaktach z terrorystami.

O powiązaniach handlowych Cenzinu z Monzerem Al Kassarem byli poinformowani najwyżsi rangą oficerowie w Ministerstwie Obrony Narodowej. O kontaktach z SAS wiedzieli urzędnicy Ministerstwa Handlu Zagranicznego wraz z kierownikiem tego resortu. O kontaktach operacyjnych Zarządu II Sztabu Generalnego z Organizacja Abu Nidala musieli wiedzieć szefowie WP. W świetle dostępnych źródeł wiemy, że wywiad wojskowy PRL zawarł specjalne porozumienie z ANO, polegające na tolerowaniu działalności handlowej i stypendialnej ugrupowania w Polsce w zamian za profity z handlu bronią, wymianę towarów z embargo i informacji wywiadowczych. Był to bardzo niebezpieczny sojusz, nie-mniej warto się zastanowić, czy był on bardziej opłacalny dla terrorystów, czy też dla aparatu bezpieczeństwa PRL. Pytanie to pozostaje otwarte. Wydaje się jednak, że jedni i drudzy zarobili na wspólnych brudnych interesach mnóstwo pieniędzy.