Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 

Rzeczpospolita - 11.12.2007

 

 

Piotr Zychowicz 

Mordercy Bohdana uchodzą

 

 

Zemsta po latach. Zbrodniarze czekali z porwaniem syna Bolesława Piaseckiego do 1957 roku 




Od lewej: Jan Dobraczyński, Bolesław Piasecki, Bohdan Piasecki i Władysław Wójcik (działacz PAX) na wycieczce w górach

 


W dniu śmierci Bohdan miał 15 lat

 


Piwnica, w której znaleziono ciało zamordowanego chłopca




Ta śmierć wstrząsnęła opinią publiczną w Polsce. Makabryczny mord dokonany na pierworodnym synu założyciela PAX nasuwał pytania o sprawców i powody ich działania. Przez wiele lat sprawa uprowadzenia i zabójstwa Bohdana Piaseckiego była jednak tematem tabu. Nie chcieli o niej mówić zarówno zamieszani w zbrodnię komuniści, jak i środowiska kształtujące opinie w III RP. Te ostatnie się obawiały, że ujawnienie, iż sprawcami zbrodni byli Żydzi, może rozbudzić w Polsce nastroje antysemickie.

8 grudnia 1958 roku dwóch robotników dokonywało rutynowej kontroli pomieszczeń sanitarnych w schronie przeciwlotniczym w wybudowanym niedawno budynku na al. Świerczewskiego 82A w Warszawie (dzisiejsza al. Solidarności, vis-a-vis gmachu sądów). Podczas kontroli okazało się, że drzwi prowadzące do jednej z ubikacji zostały zabite gwoździami.

Zdziwieni robotnicy wyważyli drzwi. W maleńkim pomieszczeniu leżało zastygłe w przedśmiertnym przerażeniu, na wpół zmumifikowane drobne ciało. Z piersi wystawała drewniana rękojeść sztyletu.

Sprowadzona na miejsce milicja od razu rozpoznała ubranie nieżyjącego. Jesionkę w jodełkę i charakterystyczne zimowe buty z białymi sznurowadłami. Takie same rzeczy miał na sobie zaginiony dwa lata wcześniej 15-letni uczeń Liceum św. Augustyna na Mokotowie.

Miał na imię Bohdan i był synem człowieka przez niektóre kręgi znienawidzonego: Bolesława Piaseckiego, przewodniczącego stowarzyszenia PAX, twórcy przedwojennego Obozu Narodowo Radykalnego. - Ojca natychmiast sprowadzono na miejsce. Nie miał żadnych wątpliwości, że to Bohdan - wspomina młodszy o dwa lata brat zamordowanego Jarosław Piasecki.

Potwierdził to wkrótce dentysta chłopca, który rozpoznał wstawione przez siebie plomby. W wyniku sekcji zwłok stwierdzono, że młody człowiek zmarł na skutek pchnięcia wojskowym nożem w lewe płuco (ostrze ominęło serce) i potężne uderzenie tępym przedmiotem w głowę. Zamordowany został najprawdopodobniej w dniu swojego porwania.

Który z was nazywa się Piasecki?

- To była jedna z największych afer PRL. Śledztwem, które było na bieżąco relacjonowane w gazetach, żyła cała Polska. Spektakularne, tajemnicze porwanie, a następnie bestialskie zabójstwo, i to w dodatku syna tak znanej postaci, było wydarzeniem bezprecedensowym - podkreśla prof. Peter Raina, autor kilku przemilczanych w latach 90. przez prasę książek na temat śmierci Bohdana.

Do dzisiaj zbrodnia owiana jest tajemnicą. Pomimo trwającego kilkadziesiąt lat śledztwa nie wiadomo na pewno, ani kto zlecił zabójstwo, ani kto zadał śmiertelny cios. Próżno również szukać wzmianki o tym największym politycznym morderstwie PRL w szkolnych podręcznikach. Bohdan, z przyczyn, o których później, został skazany na zapomnienie.

Koszmar zaczął się 22 stycznia 1957 roku o godzinie 13.45. Do grupki wychodzących z budynku szkoły chłopców podszedł nieznajomy mężczyzna i zapytał, który z nich nazywa się Bohdan Piasecki. Następnie pokazał chłopcu jakąś legitymację i zaprosił go do stojącej w pobliżu taksówki. Po chwili Bohdan zniknął we wnętrzu samochodu.

- Pamiętam wydarzenia tamtego dnia, jakby to było wczoraj. Jednego z kolegów Bohdana coś tknęło i wrócił do szkoły. Ja miałem wtedy siedem lekcji, o jedną więcej niż Bohdan. Niestety, ten kolega, aby mnie zaalarmować, czekał, aż skończę zajęcia. W ten sposób straciliśmy cenną godzinę - opowiada Jarosław Piasecki.

Dowiedziawszy się, co się stało, pobiegł do domu, gdzie poinformował o wszystkim rodzinę. Zaniepokojony Bolesław Piasecki natychmiast zawiadomił o porwaniu milicję. Jeszcze tego samego dnia porywacze skontaktowali się z ojcem i za uwolnienie chłopca zażądali okupu.

Rozpoczęła się gra rodem z amerykańskich thrillerów. Ludzie Piaseckiego jeździli po mieście z torbą pieniędzy, podążając za tajemniczymi wskazówkami pozostawianymi przez porywaczy w pudełkach od zapałek. W końcu po kilku dniach przestępcy zerwali kontakt.

Zabić pierworodnego

- Dziś już wiemy, że była to cyniczna gra. Bohdan nie żył, a porywacze po prostu znęcali się nad ojcem. Chcieli go upokorzyć. Kazali mu chodzić po mieście z rogami jelenia, stać na zimnie z gołą głową. Aż trudno uwierzyć w takie okrucieństwo. To kolejny dowód, że mieliśmy do czynienia z zemstą - mówi prof. Peter Raina.

O tym, że motywem porwania i zabójstwa chłopca była zemsta na jego ojcu, nikt nie miał i nie ma wątpliwości. On sam pisał, że powodem śmierci syna była jego "działalność polityczna". Taką wersję przyjęły również prokuratura i SB, które rozpoczęły rozpracowywać środowiska jego przeciwników.

Wysuwano wówczas rozmaite teorie. Bohdana mieli porwać byli żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, rozłamowcy z PAX - na czele z Tadeuszem Mazowieckim (!) - zwykli bandyci, agenci obcego wywiadu, a nawet ojciec. Według ostatniej hipotezy Bolesław Piasecki miał upozorować uprowadzenie i wywieźć syna za granicę.

Za najbardziej prawdopodobną wersję wydarzeń uznano jednak, że chłopca uprowadziły osoby pochodzenia żydowskiego.Historyk IPN Jan Żaryn: - Co do tego nie ma wątpliwości. Ludzie ci nie bez powodu czekali aż do 1957 roku. Wcześniej uważali, że Piasecki jest poza ich zasięgiem, że ma tak silne poparcie w Moskwie. Po 1956 roku uznali, że powiązania te osłabły. Był to również okres, gdy się wydawało, że Piasecki utraci kontrolę nad PAX. Mordercy postanowili go dobić.

Nie zdecydowali się jednak na zamordowanie samego Piaseckiego. Uznali, że dużo bardziej bolesnym ciosem będzie zabicie jego pierworodnego syna. I jasno dali do zrozumienia, kto zabił chłopca, nadając zabójstwu charakter mordu rytualnego: pozostawiony w ciele nóż, tajemnicze znaki wypalone we wnętrzu ubikacji.

- Bez odpowiedzi pozostaje jednak podstawowe pytanie: czy było to działanie oddolne szajki żydowskich ubeków i pospolitych przestępców, czy też rozkaz zapadł wyżej? Czy za zabójstwem stała tak zwana żydowska frakcja w MSW, na czele której stał wiceminister Antoni Alster? - mówi Żaryn.

Teoria pierwsza

Na "trop żydowski" prowadzących śledztwo naprowadziła osoba Ignacego Ekerlinga, złapanego przez ludzi Piaseckiego (milicja nie potrafiła tego zrobić) kierowcę taksówki, którą uprowadzono Bohdana. Szybko się okazało, że nie był on przypadkowym świadkiem przestępstwa, ale uczestnikiem spisku.

Ekerling, który wojnę przetrwał na terenie Związku Sowieckiego, miał szerokie kontakty wśród mieszkających wówczas w Warszawie Żydów. Przyjacielem jego szwagra Mieczysława Katza - byłego kierowcy KC PZPR - był łódzki przestępca Michał Barkowski (vel Robert Kalman).

To właśnie ten ostatni razem z byłym ubekiem Stefanem Łazorczykiem najprawdopodobniej porwali sprzed szkoły Bohdana. Miejsce zbrodni wybrał zaś ich znajomy milicjant Adam Kossowski, który utrzymywał w domu na Świerczewskiego 82A mieszkania operacyjne.

Milicja nie była jednak w stanie przesłuchać podejrzanych. Wszyscy po uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego wyjechali za granicę. Większość znalazła się w Izraelu. - Uciec próbował również Ekerling, ale w ostatniej chwili dzięki stanowczej interwencji mojego ojca zawrócono go z granicy - mówi Jarosław Piasecki.

W marcu 1966 roku czołowy, powiązany wówczas ściśle z władzami, izraelski dziennik "Maariv" opublikował artykuł, w którym ogłosił, że "zabójcy syna polskiego polityka żyją w Izraelu". Autor tekstu nazwał zadźganie 15-latka "zabójstwem politycznym" i zapowiedział, że w tej sytuacji PRL nie ma prawa występować o ekstradycję sprawców.

Czy członkowie szajki działali na własną rękę? - Nie wykluczam, że otrzymywali pomoc z zagranicy. W tym kontekście warto przyjrzeć się działalności zmarłego niedawno "łowcy nazistów" Szymona Wiesenthala - uważa Peter Raina. Chodzi o tajemniczą, założoną podobno przez niego organizację Nekama (po hebrajsku "zemsta").

Jej członkowie mieli eliminować po wojnie niemieckich zbrodniarzy. Skądinąd wiadomo, że Wiesenthal na stworzonej przez siebie "liście faszystów" umieścił Piaseckiego, a część członków szajki porywaczy mogła mieć kontakty z Nekamą. - Próbowałem wyjaśnić ten trop. Ale pomimo wielokrotnych próśb Wiesenthal nie chciał się ze mną spotkać - mówi Raina.

Teoria druga

To, że komuniści byli zamieszani w zbrodnię, nie ulega wątpliwości. - SB, prowadząc śledztwo w sprawie Bohdana, robiła wszystko, żeby nie wyjaśnić tej sprawy. Pod pretekstem śledztwa zajmowała się raczej inwigilacją środowisk, które były w jakiś sposób powiązane z Piaseckim - podkreśla Jan Żaryn.

Nieudolność (delikatnie mówiąc) funkcjonariuszy jest porażająca. Zacieranie śladów, ginące dowody rzeczowe, zaskakujące pomyłki w pisowni nazwisk, które nie pozwalały na identyfikację sprawców, były na porządku dziennym. Wydawało się, że doświadczeni ubecy i milicjanci tym razem popełniali szkolne błędy. Gdyby nie ludzie Piaseckiego, którzy na własną rękę prowadzili dochodzenie, wiedza o kulisach tragedii byłaby jeszcze mniejsza.

W utrudnianie śledztwa zaangażowała się również partia. Gdy w 1959 roku do sądu wniesiono akt oskarżenia przeciwko Ekerlingowi, reakcja władz była natychmiastowa. Oskarżenie wycofano z sądu na polecenie premiera Józefa Cyrankiewicza i sekretarza KC PZPR Jerzego Albrechta.- Niewykluczone, że decyzja zapadła jeszcze wyżej. Zenon Kliszko powiedział mi kiedyś, że podjął ją sam Gomułka. Rzekomo proces ten miał być szkodliwy dla PRL - opowiada Jarosław Piasecki. Społeczność żydowska w Polsce i na świecie zorganizowała wówczas głośną akcję protestacyjną przeciwko procesowi Ekerlinga, uznając go za "akt antysemityzmu". Oskarżenie nigdy już nie trafiło do sądu i Ekerling do końca życia pozostał bezkarny.

Dlaczego

Zemsta na ojcu. Ale za co? Autor wspomnianego wyżej artykułu dziennika "Maariv" stwierdził, że chodziło o "skrajny antysemityzm" Bolesława Piaseckiego i zbrodnie, jakich rzekomo miał się dopuścić na Żydach przed i w trakcie wojny. W kontekście tym wymieniano m.in. bójkę, do jakiej doszło w 1937 roku pomiędzy bojówkami ONR i Bundu podczas pierwszomajowej manifestacji na ul. Smoczej w Warszawie. Zginęła wówczas ośmioletnia żydowska dziewczynka.

Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak, że przyczyny morderstwa należałoby szukać w wydarzeniach, do których doszło podczas wojny w lasach Podlasia. Czy rzeczywiście kierowane przez Piaseckiego Uderzeniowe Bataliony Kadrowe dokonały jakiejś "antysemickiej zbrodni"?

- Nic takiego nie miało miejsca - odpowiada historyk Kazimierz Krajewski, autor monografii tej formacji. - Jeżeli z ręki żołnierzy UBK zginęli Żydzi, to nie dlatego, że byli członkami określonego narodu, ale dlatego, że walczyli w sowieckich oddziałach partyzanckich - podkreślił, dodając, że w szeregach UBK również byli Żydzi.

Niewygodna prawda

Niewykluczone więc, że mordercy Bohdana mścili się właśnie za tamte wydarzenia. Część członków sowieckich band po tym, jak Polska dostała się pod kolejną okupację, wstąpiła bowiem do UB. Byli partyzanci i ubecy mieli również wraz z Wiesenthalem zakładać Nekamę.

Zabójstwo Bohdana Piaseckiego zawsze było tematem niewygodnym. Komuniści, którzy byli zamieszani w sprawę, z oczywistych względów nie chcieli, aby była ona nagłaśniana. Temat ten "nie leżał" środowisku, które w III RP kształtowało opinię publiczną. - Piasecki i jego działalność jest dla tych ludzi złem absolutnym. Nie zależy im więc specjalnie na tym, żeby robić z niego męczennika - podkreśla Jan Żaryn.

Peter Raina: - Kluczem do zrozumienia tego faktu jest narodowość sprawców. To, że byli Żydami, nie pasuje do pewnej wizji świata. Kiedy napisałem pierwszą książkę o Bohdanie, mnie też, chociaż jestem Hindusem, oskarżono o "polski antysemityzm". Zbrodnia, niezależnie czy popełnił ją Polak, Chińczyk, Żyd czy Niemiec, pozostaje jednak zbrodnią.

W 1991 roku Antoni Macierewicz przekazał rodzinie część dokumentów dotyczących sprawy. Brat zamordowanego nadal stara się wyjaśnić, kto zlecił zabójstwo.

- Mój ojciec usiłował to zrobić do końca życia. Potem ja przejąłem to zadanie. Niestety, mimo że po 1989 roku w naszym kraju dokonało się tyle wspaniałych zmian, nadal nie otrzymałem kluczowych dokumentów. Dokumentów, które mogą nas zbliżyć do wyjaśnienia zagadki. Już półtora roku temu zwróciłem się do IPN o te akta, ale nadal mi ich nie udostępniono - podkreśla Jarosław Piasecki.

Pracownicy Instytutu mówią jednak, że dokumenty te jeszcze do niedawna znajdowały się w zbiorach zastrzeżonych, i zapewniają, że niedługo trafią do rodziny. - Aż trudno uwierzyć, że przez tyle czasu były utajnione! Pół wieku po dokonaniu zbrodni wielu ludziom najwyraźniej nadal zależy, żeby jej sprawcy nie zostali ujawnieni! - mówi brat zamordowanego.