Maria Możdżyńska

(Nie)legendy nowodworskie po raz drugi

2024
 

Nowodworskie browary

 

Gdy mijamy blok stojący przy ul. Paderewskiego, nie mamy najczęściej pojęcia, że w tym miejscu znajdował się najbardziej znany nowodworski browar.

Jego twórcą był pochodzący z Sierpca, wywodzący się z rodziny o piwowarskich tradycjach, urodzony około 1844 r. Józef Bytner. Był najstarszym synem piwowara Ludwika Bytnera i jego drugiej żony Wiktorii z Borowskich. Ludwik zmarł w 1848 r. Rok później Wiktoria powtórnie wyszła za mąż, a Józef trafił prawdopodobnie pod opiekę przyrodniego rodzeństwa. Około 1856 r. dokonano sprzedaży domu przy ulicy Farnej oraz rodzinnego browaru i prawdopodobnie pomiędzy rodzeństwo podzielono pieniądze uzyskane ze sprzedaży.

O młodości naszego piwowara nie wiemy nic. Informacje o Józefie zaczynają się pojawiać dopiero gdy dobiegał czterdziestki. W 1885 r. mieszkał w Warszawie na ulicy Kapitulnej i był kupcem. Na początku tego roku w warszawskiej katedrze jako kawaler poślubił trzydziestoletnią Antoninę Żołądek od trzech lat wdowę po kupcu Józefie Kryszuku. Prawdopodobnie obie strony połączyły swoje biznesy. Bytner przeniósł się do mieszkania żony na ulicę Podwale. Przez następne lata określany jest jako kupiec, prowadzi w Warszawie na ulicy Świetojerskiej 16 "Skład piwa Mazowieckiego". Przedsiębiorstwo musiało przynosić niezłe dochody, skoro właściciela było stać na montaż niepowszechnego wówczas urządzenia - telefonu. Skoro nazwa składu odwoływała się do piwa mazowieckiego to możemy przyjąć, że wyroby tego regionu, w tym sierpeckie, były w ciągłej sprzedaży. Na pewno w magazynie było piwo wytwarzane w warszawskim browarze Lentzkiego oraz łódzkiego browaru Anstadta. Od 1888 r. Józef otrzymuje do wyłącznej sprzedaży także piwa wytwarzane przez zakłady Roberta Schnerra w Lodzi i Turku. Prowadzi też jakieś interesy w Poznaniu, czyli za granicą.

Rodzina Bytnerów powiększa się. Pod koniec 1885 r. rodzi się Janina Helena, niestety dziewczynka umiera trzy dni po urodzeniu. W 1887 r. na świat przychodzi syn - Czesław Lambert, w 1888 r. - Zofia Teodozja, w 1889 r. - Józef Jan. Trójka dzieci chowa się zdrowo, ale w losach rodziny zachodzą zmiany. Józef Jan urodził się w Warszawie, następne dziecko naszej pary Antoni Stanisław rodzi się w 1891 r. już w nowym miejscu zamieszkania - w Górze, w parafii nowodworskiej. Nie wiemy, z jakiego powodu Józef Bytner zrezygnował z prowadzenia handlu i zajął się ważeniem piwa, ale wiemy, że początkowo prowadził browar w folwarku górskim jako magister piwowar. Przedsiębiorstwo, jak i majątek w Górze należały do Rosjanina Aleksandra Patkula, Bytner był jedynie administratorem browaru.

W Górze przychodziły na świat kolejne dzieci Bytnerów - w 1892 r. Edward Ludwik i w 1898 r. martwo narodzona dziewczynka.

Nie bardzo wiadomo, kiedy Bytnerowie rozpoczęli własną browarnianą działalność. Dwa dokumenty, które podają datę utworzenia w Nowym Dworze ich browaru są o kilkadziesiąt lat późniejsze od tego wydarzenia. Różnica w dacie jest niewielka. Był to 1900 lub 1901 r. Nestor rodziny bardzo szybko staje się jednym z notabli miejskich. Jeszcze mieszkając w Górze został członkiem Warszawskiego Oddziału Cesarskiego Towarzystw Prawidłowego Myślistwa. Od 1903 r. należy do zarządu nowo powstałego Towarzystwa Pożyczkowo-Oszczędnościowego w Nowym Dworze, dzieląc tę funkcję z najznamienitszymi obywatelami miasta.

W naszym małym miasteczku zaczyna uchodzić za krezusa. Nie tylko jest właścicielem browaru, ale również domu i piekarni. Tej ostatniej Bytner nie prowadzi sam, w 1904 r. proponuje jej dzierżawę. Zapewne znajduje chętnych, bo akurat ta piekarnia ma tradycje, działa w mieście od pół wieku. Prawdopodobnie jest też właścicielem dwóch restauracji.

Dochody jakie osiąga pozwalają mu na umieszczenie synów w prestiżowych warszawskich szkołach. W 1903 r. Józef Jan, wówczas uczeń klasy II szkoły realnej o profilu handlowym prowadzonej przez Edwarda Rontalera, składa ofiarę na ołtarz pod wezwaniem Opatrzności Bożej w nowo powstającym Kościele Najświętszego Zbawiciela w Warszawie.

W 1907 r. podczas zjazdu prawyborców do Dumy powiatu warszawskiego Józef zostaje jednym z dwunastu członków obywatelskiej komisji wyborczej. Olbrzymi pożar z 1907 r. prawdopodobnie nie dotknął firmy Bytnerów. Spaliła się większa część miasta, ale browar leżał poza jego granicami. Nie wiemy, czy ponieśli jakieś inne straty. Rodzina angażuje się w akcję pomocową. Kilkunastoletnia Zofia sprzedaje programy i kwiaty podczas wieczoru literacko-artystycznego na rzecz pogorzelców organizowanego w Resursie Obywatelskiej w Warszawie. Józef należy do komitetu pomocowego. Z jego ramienia sprawuje kontrolę nad zbiórkami pieniędzy podczas zabaw organizowanych na pogorzelców, niejako legitymizując imprezy w sytuacji, gdy padało podejrzenie, że ktoś chce się wzbogacić na nieszczęściu nowodworzan. Kontroluje też rozdział pomocy pomiędzy potrzebujących. Należy do deputacji, która oficjalnie dziękuje arcybiskupowi Wincentemu Chościak - Popielowi za zbiórki prowadzone w warszawskich kościołach.

Józef Bytner jest też członkiem zarządu nowodworskiej straży ogniowej, w późniejszych latach nawet jej prezesem. Co najmniej od 1908 r. nasz browarnik jest też członkiem Warszawskiego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu. Wspomniany rok nie jest dla rodziny pomyślny. Latem, po wielu miesiącach ciężkiej choroby, w wieku 53 lat umiera Antonina Bytner. Jej pogrzeb ma bardzo uroczystą oprawę, nabożeństwa żałobne trwają trzy dni. Pieczę nad gospodarstwem domowym przejmuje najprawdopodobniej Zofia, wówczas dwudziestolatka. Jej młodsi bracia najpewniej mieszkają na stancjach w Warszawie. Antoni i Edward uczęszczają do renomowanej szkoły Konopczyńskiego. Starszy jest na kierunku filologicznym, młodszy w gimnazjum. Być może jakimś wsparciem dla wdowca jest Julianna Czaplicka, jego siostra i Marianna Kaszyńska, siostrzenica mieszkające w Nowym Dworze.

W 1910 r. browar Bytnera zostaje umieszczony w "Księdze Adresowej Królestwa Polskiego" jako jedno z dwóch przedsiębiorstw tego typu w powiecie warszawskim. Przedsiębiorstwo zatrudnia wówczas pięciu robotników, nie licząc tych, którzy dostarczają piwo do odbiorców. W 1911 r. Bytner poszukuje ajenta do sprzedaży piwa z wozu w Warszawie i na Pradze. Jest to być może związane z napadem, jakiego dokonano w tym roku na Mateusza Tyburskiego, woźnicę z browaru. Napastnicy zrabowali wówczas utarg ze sklepów - 85 rubli i wywrócili wóz do rowu.

W 1912 r. odbywają się kolejne wybory do Dumy. Podobnie jak pięć lat wcześniej Józef Bytner zostaje wybrany do komisji obliczającej glosy podczas prawyborów.

Własność Bytnerów w Nowym Dworze rosła. Przed I wojną do Józefa oprócz domu i browaru należały także hotel i restauracja. Posiadają też bardzo popularne w naszym mieście lodownie, czyli miejsca do przechowywania pozyskanych zimą z rzeki tafli lodowych. 

W 1916 r. na nazwisko Bytnerów zapisany jest również młyn parowy. Nie wiemy czy rzeczywiście tak było. Przed pierwszą wojną browar miał dwóch bezpośrednich sąsiadów. Nie istniała jeszcze ulica Inżynierska. Od południowego zachodu tereny należały do wojska, od północnego wschodu znajdował się młyn należący do żydowskiego właściciela. Być może Bytnerowie stali się właścicielami lub dzierżawcami posiadłości sąsiada. Jest to możliwe, gdyż w 1915 r. na skutek rosyjskich dekretów wojennych wiele osób otrzymało nakaz ewakuacji w głąb imperium. Dotyczyło to także przedsiębiorstw przemysłowych. Właściciel młyna z dzisiejszej ul. Paderewskiego był warszawskim przemysłowcem, a co za tym idzie, mógł być zmuszony do wyjazdu.

Dzięki wspomnieniom jednego z żydowskich mieszkańców Nowego Dworu wiemy, że zakład Bytnerów odznaczał się dużym porządkiem i ładem, które miały odzwierciedlać charakter właściciela. Browar nie był dostępny dla każdego "... bramy były zawsze zamknięte, a jeśli chciało się wejść na dziedziniec, trzeba było pociągnąć długą linkę, która prowadziła do dzwonka znajdującego się w pokoju stróża. Był nim wysoki, gruby chrześcijanin z długim blond wąsikiem i przebiegłymi oczami. W międzyczasie, zanim stróż zdążył odpowiedzieć na dzwonek, już dało się słyszeć ujadanie czteronożnego strażnika, dobrze odżywionego buldoga".

W chwili wybuchu I wojny światowej synowie Józefa byli już pełnoletni. Nie wiemy, czy któryś z nich wstąpił do armii jednej z walczących stron. Wiadomo natomiast, że rodzina udzielała się społecznie i kulturalnie. Zgodnie z ówczesnymi normami, jako zamożny obywatel, Bytner powinien dzielić się majątkiem. Daje pieniądze na polski komitet pomocy sanitarnej, na bezdomnych, na pogotowie opiekuńcze dla dzieci. W 1914 r. Zofia oraz Czesław Bytner biorą udział w zbiórce datków na potrzeby ochrony im. Deotymy Towarzystwa Opieki nad Dziećmi.

Od 1916 r. Antoni i Zofia należeli do Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego. Podczas okupacji niemieckiej Zofia brała udział w wielu zbiórkach prowadzonych w Warszawie, kwestowała na: żłobek na Ogrodowej, pogotowie opiekuńcze dla dzieci, schronisko im. T. Kościuszki, szkoły na Nowowiejskiej, koło szkolne przy gimnazjum Popławskiej, ubogie dzieci z X okręgu wydziału pomocy dla ludności, niezamożne uczennice szkoły żeńskiej Popielewskiej. W 1917 r. niemieccy okupanci zezwolili na obchody setnej rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. W naszym mieście w uroczystości angażuje się Antoni Bytner. Wygłasza odczyty dla nowodworzan i dla mieszkańców okolicznych wsi. Pomoc uchodźcom i mieszkańcom naszego miasta niosła wówczas Rada Opiekuńcza Powiatu Warszawskiego. Józef Bytner senior był jej prezesem.

Wydana wkrótce po zakończeniu wojny "Księga Adresowa Przemyślu i Handlu" podawała, że w nowodworskim browarze pracuje piętnaście osób. Kapitał przedsiębiorstwa wynosił 20 000 rubli, a oprócz piwa w naszym browarze wytwarzano także miód pitny. Nie wiemy jednak, czy przedsiębiorstwem nadal kieruje któryś z Bytnerów. Co najmniej od 1919 r. jest ono w dzierżawie, zostało wynajęte przez spółkę Abram Radzymiński z Radzymina, Szolim Wrocławski i Symcha Budny z Warszawy. Dzierżawa trwa co najmniej do 1921 r. Józef Bytner w 1920 r. wystawia na sprzedaż dom w centrum Nowego Dworu.

Przyczyn takich decyzji może być kilka. Po pierwsze Józef był już jak na tamte czasy osobą dość wiekową, miał ponad siedemdziesiąt lat. Po drugie jego synów raczej nie było w naszym mieście. Po trzecie rodzinę dotknęła tragedia. 5.12.1919 r. w okolicach Połocka podczas wojny polsko-bolszewickiej zginął Antoni Stanisław Bytner, sierżant 21 Pułku Piechoty. Prawdopodobnie był najzdolniejszym z synów Józefa.

W nekrologu możemy przeczytać, że był byłym studentem Politechniki w Nancy i studentem Politechniki Warszawskiej. Być może sprzedaż domu wiązała się z tą tragedią. Skąd takie przypuszczenie? Antoni zginął w 1919 r. na froncie białoruskim, w lutym 1920 r. w Nowym Dworze odbył się jego pogrzeb. Na przeniesienie zwłok trzeba było poczekać do zakończenia działań wojennych, trzeba też było pojechać na miejsce pierwotnego pochówku, odnaleźć je, dokonać ekshumacji i przetransportować szczątki. To wszystko wiązało się z bardzo dużymi kosztami. Nie wiemy, kto był inicjatorem tych działań, były raczej nietypowe. Z podziękowań składanych przez rodzinę wiemy, że sprowadzeniem zwłok zajmował się przyjaciel Antoniego Paweł Richter, student wydziału elektrycznego na Politechnice. Całkiem możliwe, że Antoni również studiował ten kierunek, raczej nie ulega wątpliwości, że obaj panowie należeli do jednego pułku.

W kwietniu 1921 r. dochodzi do kolejnego kosztownego wydarzenia, tym razem jednak radosnego. Jedyna córka Józefa - Zofia wychodzi za mąż za kapitana wojska polskiego doktora Witolda Cybulskiego. Oboje mają wówczas ponad trzydzieści lat. Nowe nazwisko Zofii nie pojawia się już w zapiskach dotyczących firmy i naszego miasta, pojawia się natomiast w stolicy, gdzie doktor zaczyna prowadzić własny gabinet. Można sądzić, że Zofia otrzymała swoją część rodzinnego majątku jako posag, i że była to gotówka, dzięki której jej mąż mógł zacząć samodzielną praktykę.

Mimo że pogrzeb Antoniego odbył się w lutym 1920 r., jego zgon wpisano w księgi parafialne dopiero pod koniec roku 1921. Zgon zgłosili w parafii św. Michała jego bracia Czesław i Edward.

Miało to niewątpliwie związek z postępowaniem spadkowym. Przy tej okazji młodszy z braci określany jest jako student, starszy jako przedsiębiorca. Prawdopodobnie Czesław prowadzi już jakiś biznes, trudno natomiast powiedzieć gdzie to robi, od tego roku jest bowiem zameldowany w Poznaniu. Jednak w Warszawie od 1921 r. jest jednym ze wspólników zarządzających Towarzystwem Przemysłu Leśnego "Ergen". Przedsiębiorstwa, jak wskazuje nazwa, handlującego drewnem. Firma była spółką z ograniczoną odpowiedzialnością i miała co najmniej jeden problem. W 1922 r. nie miała jeszcze wpłaconego pełnego kapitału, a to nie rokowało dobrze na przyszłość.

Rok później w wieku 78 lat umiera Józef Bytner. Właścicielami browaru zostają prawdopodobnie jego synowie, chociaż jako przedstawiciel firmy występuje tylko Czesław. Zaczynają się dość skomplikowane sprawy spadkowe. Od czerwca 1923 r. wchodzi na wokandę sprawa dziedziczenia po Antonim, ma zostać zakończona w grudniu tego roku. Jednak jeszcze podczas jej trwania, 15 sierpnia, w wieku 31 lat, w nowodworskim szpitalu, jako kawaler umiera Edward Bytner - student politechniki. Kolejne postępowanie spadkowe, to po Edwardzie, zaczyna się w marcu 1925 r.

Prawdopodobnie rodzeństwo Bytnerów wzięło udział w uroczystym odsłonięciu tablicy poświęconej studentom politechniki poległym w wojnie polsko-bolszewickiej. Uroczystość miała miejsce 25.11.1923 r. na dziedzińcu gmachu Politechniki Warszawskiej. Wśród 68 upamiętnionych osób na tablicy znalazło się nazwisko Antoniego Bytnera, co można sprawdzić naocznie, gdyż wspomniana tablica zachowała się na terenie dużej auli głównego budynku.

Jeszcze w 1923 r. firma wystawia na sprzedaż beczki i kadzie do kiszenia kapusty o łącznej pojemności około 18 000 litrów. Trudno powiedzieć, czy zakład Bytnerów wytwarza także ten produkt. Beczek po kapuście nie można użyć do przechowywana piwa, odwrotnie już tak. Być może Bytnerowie wystawili na sprzedaż zużyte lub niepotrzebne opakowania, a może jest to pierwsza zapowiedź problemów finansowych firmy.

W 1924 r. miasto dotyka kolejna wielka powódź. Zgodnie z tradycją rodzinną w komitecie, który ma służyć pomocą ofiarom kataklizmu nie mogło zabraknąć Bytnera. Tym razem było ich nawet dwóch - Czesław i Józef Jan. Świadczy to o ich związkach z naszym miastem, nie wiemy jednak, czy nadal tu mieszkają. Czesław w tym samym roku określany jest jako mieszkaniec Warszawy i należy do licznego grona osób tworzących kolejną spółkę handlową. Przedsiębiorstwo ma obracać różnymi towarami, a jego członkowie otrzymują dywidendy odpowiednie do udziałów. W przypadku Czesława jest to 25 udziałów z 500 możliwych.

Co najmniej od 1925 r. browar ma nową nazwę, brzmi ona "Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością browar J. Bytnera w Nowym Dworze".

Przedsiębiorstwo wyrabia i sprzedaje piwo jasne i ciemne w ilości 4 300 hektolitrów rocznie. Ponadto słód oraz lemoniadę cytrynową i malinową według receptury doktora Czeskiego. Kapitał firmy wynosi 6 000 zł, a zarządzają nią dwaj pozostali przy życiu bracia Czesław i Józef Jan. Spółka zatrudnia 30 pracowników, ma swoje składy w Warszawie, Jabłonnie i Płońsku. Zgodnie z wpisem do rejestru handlowego ma działać do 12.08.1928 r. z możliwością przedłużenia.

W tym samym roku z ramienia Kasy Chorych w browarze pojawia się komornik. Wystawia na licytację resorowany wóz do przewozu piwa, dziesięcioletniego konia z uprzężą. Uzyskane pieniądze mają pójść na zapłacenie w Kasie zaległych składek. Od 1920 r. funkcjonowała ustawa o przymusowym ubezpieczeniu na wypadek choroby. Browar Bytnerów, podobnie jak wiele innych podmiotów gospodarczych w naszym mieście, nie dopełniał tego obowiązku. Tym razem zalegał z płatnością około 400 zł. Zapisy o licytacjach komorniczych pojawiają się od 1925 r. dość regularnie. 15.02.1926 r. w Nowym Dworze zostają wystawione na licytację ruchomości należące do Czesława Bytnera. Informacja prasowa wymienia, że do sprzedania przeznaczono meble, konie, wozy, antałki i butelki do piwa na łączną kwotę 956 zł.

Druga połowa lat dwudziestych XX w. to kalendarz niepowodzeń naznaczony długami. Dotyczą one nie tylko browaru, ale także innych przedsięwzięć Czesława Bytnera. Nie wiemy, kiedy na wokandę warszawskiego sądu trafiała sprawa, której finał nastąpił w 1934 r. Pozwana została Spółdzielnia Spożywcza Robotników Chrześcijańskich "Jedność", w której odpowiedzialnymi udziałowcami byli: Czesław Bytner, Tomasz Gapiński i Marek Gewizgold.

Dotyczyła niespłaconego weksla wystawionego 23.09.1926 r. na sumę 6 295 zł. Prokurator działający w imieniu skarbu państwa zażądał zasądzenia od powodów solidarnie spłacenia weksla wraz z kosztami oprotestowania oraz kosztami sądowymi. Spółdzielnia upadła kilka miesięcy po wystawieniu tego zobowiązania - 9.01.1927 r. Wszystkie jej aktywa i mienie przeszły w ręce kuratora sądowego. Najprawdopodobniej proces rozpoczęto dużo później, potrzebny był czas na zgłaszanie się wierzycieli. Spółdzielnia istniała przynajmniej od 1921 r., bo wówczas otrzymała pożyczkę państwową w kwocie 3 000 marek.

Być może na skutek zajęć komorniczych wspólnicy posiadający browar postanawiają zmienić zarządzającego. Na mocy uchwały walnego zgromadzenia jedynym jego zarządcą i reprezentantem od 13.03.1926 r. zostaje Juliusz Łazowski. Prawdopodobnie zmiana ta nie odniosła zamierzonego efektu, bo "Dziennik Ministerstwa Sprawiedliwości" z marca 1928 r. podaje: "na żądanie wierzyciela Banku Towarzystw Spółdzielczych w dniu 6 czerwca 1928 r., od godziny 10 z rana, odbędzie się w Sali posiedzeń wydziału cywilnego sądu okręgowego w Warszawie ... publiczna sprzedaż przez licytację nieruchomości ziemskiej pod nr 267, w mieście Nowym Dworze, należącej do Bytnera i Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością pod firmą "Browar J. Bytner w Nowym Dworze, s-ka z ogr. odp.".

W przewidzianym terminie do sprzedaży nie dochodzi, bo przed końcem 1928 r. Bytnerowie wydzierżawiają browar. Do 1.10.1929 r., na bazie rodzinnego przedsiębiorstwa powstaje nowa firma "Nowodworski Browar Udziałowy spółka z ograniczoną odpowiedzialnością". Firmę reprezentują Marek Gewizgold z Nowego Dworu i Natan Rabinowicz z Warszawy. Nazwisko Józefa Bytnera znika oficjalnie z nazwy browaru. W lutym i październiku następnego roku dziennik zamieszcza anons o następnej licytacji całego majątku przedsiębiorstwa. 

Tym razem pieniędzy żąda Pocztowa Kasa Oszczędności. Nowodworska firma jest obciążona "długami hipotecznymi, kaucjami i ostrzeżeniami na sumę 9 400 rubli i 47 000 zł". Ma być sprzedana w całości, ale jak widać nie ma chętnych. Nie wiemy, jak skończyły się problemy z bankami. Przez następne lata browar funkcjonuję pod nazwą "Udziałowy", a nazwisko Bytnerów nie jest już w związku z nim wymieniane. Co nie oznacza, że nie mają w firmie jakichś udziałów.

Dzięki niewypłacalności firmy i poczynaniom komornika wiemy dość dokładnie, jak wyglądało przedsiębiorstwo Bytnerów. Posesja zajmowała około 5500 m2. Na tym terenie znajdował się budynek browaru - drewniany, podpiwniczony, piętrowy, kryty papą. Wewnątrz znajdowały się dział fermentacji i gorzelnia z automatyczną wagą, drewnianym koszem do słodu i innymi potrzebnymi do produkcji urządzeniami. Do budynku przylegały trzy drewniane przybudówki z okapami. Ta część posiadłości jest w dzierżawie. Oprócz tego na jej terenie znajdują się jeszcze inne zabudowania, budynek drewniany, kryty papą mieszczący chlew i ustęp. Umieszczenie chlewu na terenie posesji jest dla nas podpowiedzią, w jaki sposób radzono sobie z odpadami poprodukcyjnymi. Były one znakomitą paszą, z tylko jednym skutkiem ubocznym - karmione nią świnie były cały czas nietrzeźwe. Na terenie posesji znajdował się także drewniany, kryty papą budynek mieszczący mieszkanie, stajnię, oborę i skład oraz drewniane komórki. Były też dwie wolno stojące piwnice, jedna murowaną z cegły, druga drewniana z nadbudówką. Któraś z nich była zapewne wykorzystywana jako lodownia. W parterowym ceglanym budynku z nadbudówką, którą przeznaczano na skład siana były stajnie, być może część budynku wykorzystywano jako garaż. Stojący przy ulicy drewniany budynek z przybudówką służył jako stróżówka. Ponieważ do ważenia piwa niezbędna jest woda, na terenie browaru znajdowała się również studnia. Całość ogrodzona była płotem ze sztachet.

Napis J. Bytner zniknął z nazwy browaru, pozostał natomiast na jednej z nowodworskich piwiarni. Jest rok 1928, więc nie bardzo wiadomo, o którego J. Bytnera chodzi, czy o zmarłego seniora, czy o żyjącego spadkobiercę.

W 1931 r. w ogólnopolskiej prasie pojawiają się anonse firmy "Zjednoczone Browary Warszawskie pt. Haberbusch i Schiele S.A. w Warszawie" informujące, że Czesław Bytner przestaje być ich przedstawicielem. Od 1932 r. sąd grodzki w Łodzi poszukuje Czesław Bytnera pozwanego przez Leona Fajfra i inne osoby, którym nie zwrócił zaciągniętego długu. Obie sprawy łączyły się ze sobą. Zjednoczone Browary Warszawskie były wówczas potentatem na stołecznym rynku browarniczym, a Bytner to zręcznie wykorzystywał. Stał się przedstawicielem, a być może jedynym właścicielem przedsiębiorstwa o nazwie "Generalne Przedsiębiorstwo Zjednoczonych Browarów Warszawskich" pod firmą Haberbusch i Schiele, Sp. Akc. i na taką firmę wystawiał weksle. Gdy wierzyciele zgłaszali się po pieniądze do Haberbuscha i Schilego okazywało się, że niewielka różnica w nazwie jest jednak istotna. Generalne przedsiębiorstwo nie miało nic wspólnego ze Zjednoczonymi Browarami. Nie była to jedyna sprawa, w której potentat piwny pozywał Bytnera. W tym samym roku poszukiwano go w postępowaniu przeciw łódzkiej hucie szkła Emsza specjalizującej się w wytwórstwie butelek.

Świadczy to o tym, że jeden z Bytnerów nadal zajmował się handlem piwem. Nie wiemy jednak, czy miał wówczas jeszcze coś wspólnego z nowodworską firmą. Wiadomo, że wcześniej prowadził interesy z Markiem Gewizgoldem reprezentującym w latach trzydziestych Browar Udziałowy, ale nawet jeżeli Czesław był jednym ze wspólników to raczej tego, z wiadomych powodów, nie eksponowano.

Nie wiemy, jakie były dalsze losy Czesława Bytnera. Ostatnie pewne wiadomości o tej rodzinie pochodzą z 1941 r. W styczniu w Warszawie zmarła Zofia Cybulska z domu Bytner, kilka miesięcy później w Aninie zmarł jej rok młodszy brat Józef Jan.

Choć pod innym szyldem to jednak w latach trzydziestych XX w. browar na ul. Paderewskiego produkował nadal. W 1930 r. w stołecznej prasie zaczęły pojawiać się artykuły oskarżające browary w Radzyminie i Nowym Dworze o dodawanie sacharyny do produkcji ciemnego piwa. Sprawa była o tyle poważna, że zainteresował się nią Urząd Skarbowy. Sąd Powiatowy w Radzyminie orzekł, że oskarżenie wobec miejscowego browaru jest bezpodstawne i spowodowane działaniem konkurencji. Nie wiemy jednak, jak zakończyła się afera w stosunku do naszego browaru, być może w naszym wypadku było coś na rzeczy, bo radzyminianie bardzo mocno przy tej okazji podkreślali, że z Nowym Dworem nie mają nic wspólnego. Być może z tego właśnie powodu Browar Udziałowy zapewnia w prasie, że nowodworskie piwo nie ustępuje najlepszym na rynku firmom, a jest od nich dużo tańsze.

Kolejne doniesienia o naszym browarze to właściwie pasmo licytacji i skarg. W 1932 r. zlicytowana zostaje kasa "ogniotrwała, żelazna" oszacowana na 520 zł. Browar Udziałowy "podpadł" nie tylko komornikowi. Firma posiadała skład w Warszawie na ulicy Młynarskiej 10 i na ten skład skarżyli się wszyscy sąsiedzi. Pisali: "Właściciele nie liczą się z nikim i z niczym, wożąc piwo samochodami i wozami w ciągu całej doby, nawet w niedziele i święta. Huk ciężarowych aut budzi nas, a protesty nasze nic odnoszą skutku".

Rok 1936 to nadal licytacje komornicze. 11 maja oferują 100 metrów jęczmienia [ponad 600 000 kg], 2 platformy parokonne, wóz parokonny w drągach i drugi w deskach do wożenia słomy, wóz resorowany, gniadego konia, antałki do piwa, kostki węgla, słód, maszynę do produkcji wody sodowej, filtr sześcioramienny, luft pompy za ogólną sumę 10 581 zł. 15 czerwca maszynę do pisania, biurka, antałki i butelki, korkownice i kapslownice, wozy i platformy, konia, maszynę do wytwarzania wody sodowej, itp. za sumę 2 327 zł. Tego samego dnia rusza druga licytacja prywatnych ruchomości Marka Gewizgolda: radia i mebli oszacowanych łącznie na 1780 zł. 15 sierpnia komornik wystawia na sprzedaż samochód półciężarowy "Chevrolet" oszacowany na sumę 1000 zł. 16 września ma się odbyć taka sama licytacje, nie wiemy jednak, czy podlega jej wspomniany "Chevrolet", czy inny wóz należący do przedsiębiorstwa. Obie licytacje ogłaszane są jako pierwsze. Półciężarówka nie została sprzedana w sierpniu, po raz kolejny jest licytowana w listopadzie. 28 września, a następnie 15 października licytacji podlegają: biurko amerykańskie, stół biurowy, maszyna do pisania, samochód ciężarowy, wóz do piwa, platformy, wozy resorowe, konie, piwo, kwas owocowy. 4 listopada licytowane są ruchomości należące do Marka Gewizgolda i Nowodworskiego Browaru Udziałowego. Są to: maszyna do pisania, biurka, korkownice, wozy, platformy, antałki, butelki, kapslownica, maszynka do soków, maszyny do produkcji wody sodowej, koń i inne ruchomości na łączną sumę 2327 zł. Być może jest to ten sam zestaw, który wystawiono do licytacji w czerwcu, chociaż także w tym wypadku anons podaje pierwszą wyprzedaż.

Sytuacja musi być naprawdę trudna, gdyż Gewizgold traci nie tylko dobra ruchome, ale około tegoż 1936 r. przestaje być właścicielem domu i parceli przy Sukiennej.

We wrześniu 1939 r. teren wokół browaru był mocno bombardowany. Nie wiemy, jakie były straty w infrastrukturze przedsiębiorstwa. Podczas okupacji niemieckiej browar nie działał, zamiast niego na tym samym terenie istniała fabryka konserw. Pozostałe z dawnych czasów beczki napełniano kapustą, a nie piwem. Po wojnie i okupacji początkowo teren po browarze zajęło wojsko, a następnie istniejące budynki przerobiono na mieszkania. W stróżówce umieszczono kiosk ruchu.

Dziś po browarze nie ma żadnego śladu. Po okazałym pomniku Bytnerów na tutejszym cmentarzu pozostał tylko kamienny krzyż.

 

 

NAOCZNY DOWÓD MIŁOŚCI

Podobno budynek browaru na Nałęcza 37 powstał z miłości. Tak przynajmniej twierdzi rodzina Cecylii - Cyrli Berman z domu Weintraub, dla której wybudował go Moszek Berman, rocznik 1876, zakochany mąż. Para pobrała się prawdopodobnie w 1898 r., tak przynajmniej datowana jest intercyza, jaką podpisali. Przewidywała ona wyłączność majątku i wspólność dorobku. Nowoczesny budynek z obszernymi pokojami ozdobionymi sztukaterią, z oranżerią i wygłuszonym wjazdem miał zachęcić warszawiankę Cecylię do osiedlenia się w Nowym Dworze. Nie zachęcił, wolała zostać na stałe w Warszawie, chociaż w Nowym Dworze urodziło się troje dzieci tej pary: Paulina w 1901, Leon w 1906 i Bronia w 1908. Sympatyczna rodzinna legenda nie zgadza się z zapisem na karcie zabytku, gdzie możemy przeczytać, że budynek pochodzi z lat trzydziestych XX w. Bez względu na to, kiedy powstał, od początku pełnił podwójną funkcję mieszkalno-przemysłową. Już w XIX w. w tym miejscu funkcjonowała gorzelnia należąca do rodziny Bermanów.

Po kilku większych i mniejszych pożarach, które doprowadziły do upadku firmy, rodzinny interes zmienił branżę i od 1923 r. Bermanowie zajmowali się zakupem i sprzedażą "furażu i twardej jarzyny", co nie wymagało specjalnej infrastruktury. Jednak jak to się mówi: "ciągnie wilka do lasu" i co najmniej od 1928 r. wrócili do produkcji alkoholu, dokładniej do ważenia piwa. Nie był to jednak samodzielny zakład. Od lat trzydziestych Bermanowie, najpierw Moszek, a następnie jego syn, doktor chemii, Leon byli zarządcami przedsiębiorstwa należącego wówczas do znanej firmy browarniczej Zjednoczonych Browarów Warszawskich p.f. Haberbusch i Schiele. Co prawda w 1932 r. zarejestrowano na ówczesnej ulicy Żelaznej firmę "Moszek Berman - hurtowy skład piwa", ale było to przedsiębiorstwo uzależnione od warszawskiej spółki.

Piwo dostarczane przez Zjednoczone Browary było u nas przechowywane i butelkowane. Po raz drugi firmę zarejestrowano latem 1939 r., tym razem na nazwisko syna Moszka - Leona. Prawdopodobnie było to potwierdzenie wcześniejszego status quo. Śmierć Moszka Bermana w styczniu 1936 r. wymusiła na jego synu powrót do kraju i przejęcie firmy. Leon - doktor chemii, przed powrotem do Nowego Dworu czasowo mieszkał w Brukseli, następnie we Lwowie i w Tel Avivie.

Po wojnie budynek został wykupiony od rodziny Bermanów przez osoby prywatne, nie zmienił jednak swojej funkcji. Przez wiele powojennych lat działała w nim rozlewnia prowadzona przez PSS Społem i biura tej instytucji. Duża sala na piętrze, dawniejszy salon Bermanów, stała się społemowską świetlicą. Być może część nowodworzan pamięta jeszcze bale, które w niej urządzano. Obecnie dom pełni głównie funkcje mieszkalne. Przejazd bramny został zabudowany i zmieniony w biuro komornika. Zachowała się rampa prowadząca do dawnej flaszkami, bruk na podwórku i mur obiegający posesję.

 

 

KALENDARIUM NOWEGO DWORU MAZOWIECKIEGO