Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rossell Hope Robbins

Encyklopedia czarów i demonologii - cz. 2

 

 

Jean Grenier

Historia Jeana Greniera z francuskiego departamentu Les Landes, którą z najdrobniejszymi szczegółami przytoczył Pierre de Lancre, zamożny rajca z Bordeaux, jest jednym z klasycznych przykładów wilkołactwa.

W roku 1603 w pewnej wiosce na południowym zachodzie Francji kilka pasących owce dziewcząt zaskoczył dziwacznie wyglądający czternastoletni chłopak, który oświadczył im, że jest wilkołakiem. Najstarsza z dziewcząt, Jeanne Gaboriant, zaczęła wypytywać go o szczegóły, na co on odparł:

Pewien człowiek podarował mi strój z wilczej skóry; owinął mnie nim i odtąd w każdy poniedziałek, piątek i sobotę, a w inne dni od zachodu słońca, staję się wilkiem, wilkołakiem. Zabijam psy i piję ich krew, ale małe dziewczynki smakują mi lepiej; ich mięso jest delikatne i słodkie, a krew pożywna i ciepła.

Przechwalając się, że jest wilkołakiem, Jean Grenier sam napytał sobie biedy, kiedy bowiem w St.-Sever, w Gaskonii, zamordowanych zostało kilkoro dzieci, a wspomniane pasterki złożyły obciążające go zeznania (29 maja 1603 roku), dano wiarę jego opowieściom. Prokurator okręgowy z Roche Chales postawił go przed miejscowym sądem, który uznał zeznania oskarżające o wilkołactwo innych jeszcze osób oraz opowieści rodziców zaginionych dzieci za tak szokujące, że zdecydował się przekazać całą sprawę sądowi wyższej instancji w Coutras (2 czerwca). Sąd w Coutras nakazał rewizję w domach wszystkich oskarżonych przez Jeana i, aczkolwiek nie dała ona żadnych rezultatów, postanowił aresztować jego ojca oraz jednego z sąsiadów, M. del Thillaire'a. Stary Grenier tłumaczył sędziom, że jego syn jest powszechnie znanym idiotą, który przechwala się, że spał z każdą kobietą w wiosce, i w końcu sędziowie uznali, że zarówno on, jak i M. del Thillaire są osobami o nieposzlakowanej reputacji - gens de bien.

Wiele wysiłku natomiast włożyli w dokładne sprawdzenie wszystkich opowieści Jeana. Przebadano drobiazgowo okoliczności jego rzekomych wyczynów, przesłuchano wszystkich, którzy mieli jakikolwiek kontakt ze sprawą. Zebrane przez nich dowody potwierdziły fakt, że Jean włóczył się po całej okolicy i znał dobrze jej mieszkańców. Na dobitkę zeznania kilkorga dzieci, które były świadkami porwania towarzysza ich zabaw przez wilka, zgadzały się ze szczegółami podanymi przez Jeana. Ponieważ Grenier uporczywie obstawał przy swoich zeznaniach, a poszlaki wyraźnie przemawiały przeciwko niemu, sąd nakazał, by go powieszono, a ciało spalono na popiół. Kwestia winy jego ojca i M. del Thillaire'a była wielce wątpliwa, poddano ich jednak torturom, w czasie których zeznali, że owszem, uganiali się za małymi dziewczynkami, ale wyłącznie pour en jouir et non les manger.

Sprawa trafiła w końcu przed parlament w Bordeaux, który postanowił rozpatrzyć ją raz jeszcze po ponownym przebadaniu zgromadzonego materiału dowodowego. "Śledztwo przeprowadzono w sposób tak drobiazgowy, jak tylko było to możliwe", oceniał sędzia de Lancre, który jego wyniki podsumował w sposób następujący:

Jean oświadczył: Kiedy miałem dziesięć, a może jedenaście lat, del Thillaire, mój sąsiad, zaprowadził mnie w głąb lasu. Tam stanęliśmy przed obliczem Maitre de la Foret, czarnego człowieka, który naznaczył mnie swym paznokciem, po czym wręczył mi i del Thillaire'owi wilczą skórę i pewną maść. Od tej pory zacząłem przebiegać kraj jako wilk.

Zapytany o dzieci, które, jak utrzymywał, zabił i pożarł jako wilk, przyznał, że pewnego razu, w drodze z St.-Coutras do St.-Anlaye, w jakiejś małej wiosce - nazwy jej nie pamięta - wszedł do domu, w którym znalazł czworo dzieci śpiących w kołysce i, jako że w domu nie było nikogo, kto mógłby go powstrzymać, porwał jedno z nich, wywlókł do ogrodu, przeskoczył przez płot i pożarł z jego ciała tyle, by zaspokoić głód, a to, co z dziecka pozostało, oddał wilkom. W parafii St.-Antoine-de-Pizon napadł na małą dziewczynkę, która pasła owce. Nie zna jej imienia, ale pamięta, że ubrana była w czarną sukienkę. Rozszarpał ją kłami i pazurami, po czym zjadł. Na sześć tygodni przed pojmaniem napadł na jeszcze jedno dziecko w pobliżu kamiennego mostu w tej samej parafii. W Eparon zaatakował psa należącego do niejakiego M. Millona i byłby zabił to zwierzę, gdyby nie nadbiegł jego właściciel z rapierem w ręku.

Jean zeznał, że przywdziewał wilczą skórę i wybiegał, by polować na dzieci z polecenia swego pana, Maitre de la Foret. Przed przemianą w wilka nacierał się maścią, którą przechowywał w małym puzderku, swoje ubranie zaś chował w krzakach.

Miejscowy parlament zachował się w zadziwiająco rozumny i rozsądny sposób. Nakazał przebadanie Jeana Greniera przez dwóch lekarzy, którzy orzekli, że cierpi on na "schorzenie zwane wilkołactwem", spowodowane przez "złego ducha, który zwodzi oko ludzkie, każąc mu wyobrażać sobie, że tego rodzaju rzeczy są rzeczywistością".

6 września 1603 roku parlament skazał oskarżonego na dożywotni pobyt w miejscowym klasztorze.

Wydając wyrok, sąd uwzględnił zarówno młody wiek, jak i niedorozwój umysłowy chłopca. Był on na tyle głupi i zidiociały, że zazwyczaj dzieci siedmio- czy ośmioletnie wykazują więcej inteligencji. Był on także pod każdym względem źle traktowany, niedożywiony i karłowaty; wzrostem nie dorównywał nawet normalnym jedenastoletnim dzieciom. [...] Oto młody chłopak, opuszczony i wygnany przez ojca, który zamiast prawdziwej matki miał tylko okrutną macochę, włóczył się po polach sam, bez opieki, i nie spotkawszy się z niczyim życzliwym zainteresowaniem żebrać musiał o kawałek chleba, który nigdy nie odebrał żadnego wychowania religijnego, którego prawdziwą naturę zagłuszyły złe skłonności, żądze i rozpacz i z którego Szatan uczynił sobie łatwy łup (De Lancre).

Siedem lat później, w roku 1610, de Lancre odwiedził klasztor franciszkanów w Bordeaux, w którym uwięziono Greniera. Zauważył on, że chłopak pozostał zatrwożonym karłem niezdolnym spojrzeć nikomu prosto w twarz. Głęboko osadzone oczy byty pełne niepokoju, długie zęby wystawały mu z ust. Paznokcie miał czarne, miejscami zdarte do żywego ciała, umysł zaś otępiały i niezdolny do pojęcia najprostszych spraw. W dalszym ciągu utrzymywał, że był wilkołakiem i że chętnie pożerałby dzieci, gdyby tylko mógł. Nawet z wyglądu przypominał wilka. W listopadzie 1610 roku Jean Grenier zmarł "jako dobry chrześcijanin".

 

 

 

 

Joanna d'Arc

Dokładnie tak samo, jak w roku 1590 król Szkotów, Jakub, zawierzył Agnes Sampson, kiedy ta przytoczyła mu słowa, które wyrzekł do swojej małżonki w noc poślubną, w roku 1429 Karol VII, król Francji, uwierzył Joannie d'Arc, kiedy słowo w słowo powtórzyła modlitwę, którą zwykł codziennie odmawiać. Na przesądnym władcy nie można było wszakże polegać, bowiem gdy Joanna dostała się do niewoli, nic uczynił nic, by ją odbić czy wykupić, a zaufanie swe przelał na innego mistycznego zbawcę, młodego pastucha, pojmanego zresztą rychło przez Anglików i utopionego w rzece Seine. Sąd nad Joanną d Arc, odprawiony przez Anglików i ich burgundzkich sprzymierzeńców, należał do typowych procesów politycznych. Jego celem było zdyskredytowanie sukcesów, jakie król odniósł dzięki jej pomocy. Joanna była czarownicą, a zatem czarnoksięstwu Karol zawdzięczał swą koronę. Z tej właśnie przyczyny prowadzący proces księża bardziej niż zazwyczaj dbali o to, by skierowane przeciwko niej oskarżenia ograniczyły się do kwestii wiary, czyli jej rzekomej herezji.

Literatura dotycząca Joanny d Arc liczy dziś (pisane w drugiej połowie lat pięćdziesiątych XX wieku - przyp. tłum. ) z górą cztery tysiące pozycji. Z siedmiuset, które zgromadzone zostały w nowojorskiej bibliotece publicznej, zaledwie jedna (niewielki artykuł popularnonaukowy) wspomina o czarnoksięstwie. Utrzymuje się też często, ze Joanny d'Arc nie skazano za uprawianie czarów. Nie jest to zgodne z prawdą. W opinii ludu była wiedźmą i początkowo sędziowie także uważali ją za czarownicę, ale oficjalnie skazano ją za herezję i, zgodnie z prawem, jako heretyczkę spalono. Dowodzi to jedynie, że w roku 1431 prawna koncepcja czarnoksięstwa nie była jeszcze do końca dopracowana i wydanie wyroku z oskarżenia o herezję było daleko prostsze niż udowodnienie zarzutu uprawiania czarów. Już sto lat później sytuacja wyglądałaby odwrotnie.

Joanna d'Arc [Jehanette lub Jehanne Darc] została pojmana przez bastarda de Wandomme, rycerza w służbie Jeana de Ligny, 23 maja 1430 roku w trakcie próby przełamania oblężenia Compiegne. Trzy dni po wzięciu jej do niewoli generalny inkwizytor Francji, Martin Billorin, zażądał poddania jej jurysdykcji inkwizycyjnej "jako wysoce podejrzanej o liczne błędy trącące herezją". 14 lipca tegoż roku z analogicznym żądaniem wystąpił Pierre Cauchon, biskup Beauvais, renegat francuski współpracujący z Anglikami, domagając się przekazania Joanny sądowi biskupiemu jako podejrzanej o uprawianie czarów i przywoływanie diabłów. W zamian za to biskup ofiarował panu de Ligny 10 000 franków bitą monetą, a Wandomme'owi 300 franków rocznie dożywocia zapisanego na podatkach z Normandii. Ci jednak, w nadziei korzystniejszej kontrpropozycji ze strony króla francuskiego, wahali się. Sprzyjający Anglikom uniwersytet paryski uspokajał gnębiące ich wyrzuty sumienia, wskazując, że winni działać "na rzecz obrony Kościoła Świętego i czci imienia boskiego, z największym pożytkiem dla arcychrześcijańskiego królestwa". W połowie listopada Joannę przekazano biskupowi Cauchonowi. Inkwizytor, który nie miał chęci sprzeciwiać się tej decyzji, musiał zadowolić się miejscem w sądzie biskupim.

Joannę przewieziono do zamku w Rouen, gdyż angielskie wojska okupacyjne uznały, że więzienie biskupie nie jest dość bezpieczne. Po drodze wystawiano ją na pokaz w specjalnie zbudowanej żelaznej klatce, tak malej, że z trudem jedynie mogła się w niej wyprostować.

9 stycznia 1431 roku poddano ją nieformalnemu przesłuchaniu przed niewielkim, starannie dobranym gronem sędziów. Dziewięciu dostojników kościelnych, skądinąd powszechnie znanych erudytów o orientacji proangielskiej, zgodziło się podporządkować niezupełnie zgodnej z prawem jurysdykcji biskupa Cauchona, Rouen bowiem leżało poza granicami jego diecezji. Inteligentne zeznania, jakie Joanna złożyła w czasie czterech posiedzeń sadu, wywarły korzystne wrażenie, które zostało jeszcze spotęgowane orzeczeniem złożonym przez grono kobiet, wyznaczonych specjalnie przez księżnę Bedford, stwierdzającym, że zachowała ona dziewictwo (co świadczyło, że nie jest czarownicą), a także pozytywnymi opiniami, jakie przywiózł ze sobą notariusz królewski po wizycie w Domremy, skąd pochodziła. Biskup Cauchon nie dopuścił jednak do ich rozpowszechniania.

Po zakończeniu tych nieformalnych przesłuchań 21 lutego na zamku w Rouen rozpoczęło się regularne śledztwo wstępne [proces d'office) prowadzone przez dwudziestu jeden księży (z rzadka tylko obecnych w komplecie). Przewodniczył im biskup Beauvais, który rychło jednak przekazał swoje obowiązki kanonikowi Jeanowi d'Estivet. W czasie drugiego posiedzenia, 22 lutego, do grona sędziów przyłączył się zastępca inkwizytora generalnego Francji, Jean le Maistre. Biskup Cauchon zarządził, że dalsze przesłuchania mają odbywać się in camera, jedynie w obecności pięciu godnych zaufania śledczych, "po to, by nie trudzić pozostałych". Poczynając od 10 marca Joannę przesłuchiwano w jej celi. W czasie śledztwa twierdziła ona stanowczo, że głosy, jakie słyszała, czyli objawienia dane jej od św. Michała, św. Katarzyny i św. Małgorzaty, były natury boskiej, i odmawiała uznania autorytetu Kościoła w tej kwestii.

Jak zwykle w tego rodzaju procesach sędziowie rozumowali w kategoriach scholastycznych i w celu wystawienia na próbę prawowierności Joanny próbowali zbić ją z tropu podchwytliwymi pytaniami. Poniżej przytaczamy wybrane fragmenty szesnastego przesłuchania (ostatniego, z 17 marca 1431 roku), które później przedstawiano jako dowód jej heretyckich poglądów:

P. Czy świętego Michała i aniołów widziała w postaci cielesnej?

O. Widziałam ich moimi własnymi, cielesnymi oczyma równie dobrze, jak was widzę. A gdy odchodzili, płakałam i pragnęłam, by zabrali mnie ze sobą.

P. Jaki ma dowód na to, że objawienia pochodziły od Boga i że święta Katarzyna i święta Małgorzata rzeczywiście brały w nich udział?

O. Mówiłam wam niejeden raz, że były to święta Katarzyna i święta Małgorzata. Wierzcie mi, jeśli taka wasza wola.

P. Czy święta Małgorzata mówiła po angielsku?

O. Dlaczego miałaby mówić po angielsku, skoro nie należy do stronnictwa angielskiego?

P. Skąd wie, że święta Katarzyna i święta Małgorzata nienawidzą Anglików?

O. Kochają one to, co kocha Bóg, a nienawidzą tego, co Bóg nienawidzi.

P. Czy Bóg nienawidzi Anglików?

O. Nic mi nie wiadomo o miłości czy nienawiści Boga do Anglików ani o tym, jak zamierza on postąpić z ich duszami. Ale wiem, że powinno się ich wyrzucić z Francji, wszystkich, oprócz tych, którzy umarli tutaj.

P. Czy święty Michał miał włosy?

O. A co? Czyżby oni chcieli je obciąć?

P. Czy pocałowała świętego Michała i świętą Katarzynę?

O. Tak.

P. Czy pachnieli oni przyjemnie?

O. Dobrze jest wiedzieć, że pachnieli przyjemnie.

P. Czy obejmując ich odczuła kiedykolwiek jakieś ciepło lub coś podobnego?

O. Nie mogłabym ich objąć, nie dotykając ich i niczego przy tym nie czując.

P. Którą część ciała brała w objęcia: górną czy dolną?

O. Stosowniej jest wziąć w objęcia górną część ciała niźli dolną.

P. Czy święty Michał był nagi?

O. Czy podejrzewacie, iż Bóg nie ma niczego, czym by go przyodział?

Postawiono też wiele innych, wysoce podchwytliwych pytań, Joanna jednak chytrze unikała zastawionych na nią pułapek, dowodząc, że w dziedzinie kazuistyki co najmniej dorównuje inkwizytorom. Na pytanie: "Kto jest prawdziwym papieżem?" (zadane w związku z tym, że aktualnie rościło sobie do tego tytułu prawo aż trzech), odpowiedziała, że "wierzy w prawdziwego papieża w Rzymie". Jeden z księży usiłował zapędzić ją w kozi róg, domagając się odpowiedzi na pytanie: "Czy jesteś w stanie łaski?" Joanna stanęła przed niebezpiecznym dla niej dylematem: odpowiadając "Nie", przyznałaby się do winy, zaś odpowiedź twierdząca byłaby okazaniem inspirowanej przez diabła pychy. Wybrnęła z tego, udzielając następującej odpowiedzi: "Jeśli nie, to niechaj spodoba się Bogu doprowadzić mnie do stanu łaski, jeśli tak, to niechaj spodoba Mu się mnie w nim zachować".

Po zakończeniu procesu przygotowawczego 27 marca rozpoczął się "proces zwykły" [proces ordinaire, zwany też proces de droit inquisitorial], przeprowadzony na zamku w Rouen, w obecności trzydziestosiedmioosobowego kolegium sędziów duchownych (w tym dwu księży angielskich: Williama Bralbestera i Johna de Hamptona), którego obradom przewodniczyli ponownie biskup Beauvais i inkwizytor Francji. Przeciwko oskarżonej wysunięto siedemdziesiąt zarzutów:

W najwyższym stopniu podejrzana, mająca złą opinię i po wielekroć denuncjowana przez trzeźwe i godne szacunku osoby [...] o to, że jest [...], a następnie uznana za guślarkę, czarownicę, wróżbiarkę, fałszywą prorokinię, zaklinaczkę złych duchów, zabobonną wiedźmę, wtajemniczoną w praktyki magiczne i te praktyki uprawiającą, podającą w wątpliwość wiarę chrystusową schizmatyczkę [...] bluźniącą przeciwko Bogu i jego świętym, buntowniczkę i gwałcicielkę Pokoju Królewskiego, podżegaczkę wojenną [...] bezwstydną i pozbawioną czci, zwodzicielkę ludu i książąt [...], a także heretyczkę lub co najmniej wysoce podejrzaną o herezje.

Po przedstawieniu obszernego raportu, dotyczącego wcześniejszego okresu jej życia oraz obyczajów i praktyk magicznych w okolicach Domremy, oskarżenie skupiło się na objawieniach, których rzekomo doznawała, Joanna zaplątała się we własnych zeznaniach, kiedy potwierdziła, że podczas próby ucieczki z więzienia, a także wyskakując z wysokiej wieży zamku w Beaurevoir oraz przynaglając do ataku na Paryż, działała wbrew temu, co mówiły jej słyszane przez nią "głosy". Tym samym wpadła w potrzask źle jej wróżącej alternatywy: albo to, co słyszała, nie było objawieniem danym jej od Boga, albo też ośmieliła się takowemu objawieniu sprzeciwić. Co więcej, zeznała też, że czuła się zmuszona, by wyskoczyć z wieży; a zatem zanegowała istnienie wolnej woli i podporządkowała się Diabłu.

Po dokładnym przebadaniu całości materiału dowodowego, odnoszącego się do sformułowanych na wstępie siedemdziesięciu zarzutów, 2 kwietnia sąd wycofał oskarżenia dotyczące uprawiania praktyk wróżebnych i czarnoksięskich (jako niemożliwych do podtrzymania), redukując tym samym ich liczbę do dwunastu. Jedno z nich, dotyczące przekonania Joanny o doznanych objawieniach. opatrzone było następującym komentarzem: "Wszędzie niemal pojawiają się ludzie płci obojga, którzy utrzymując kłamliwie, że doznali objawienia od Boga i aniołów jego, rozsiewają, błąd i kłamstwo". Głównym zarzutem, jaki jej postawiono, był zarzut noszenia przez nią stroju męskiego i odmowa bezwzględnego podporządkowania się woli Kościoła walczącego. "W przypadku gdyby Kościół zażądał od niej czegoś stojącego w sprzeczności z przykazaniami, które, jak utrzymywała, dane jej zostały od Boga, nie wykonałaby tego".

Materiały, dotyczące wspomnianych dwunastu punktów oskarżenia, przedstawiono szesnastu doktorom teologii i sześciu licencjatom praw. Po upływie trzech dni orzekli oni, że wszystkie zarzuty zostały w pełni udowodnione. "Uznała się ona za najwyższy autorytet, za doktora i za mistrza", uskarżali się w uzasadnieniu swej opinii. Wobec tak jednoznacznego poparcia z ich strony kapituła katedry w Rouen uznała Joannę d'Arc za winną herezji.

18 kwietnia 1431 roku biskup oraz inkwizytor Francji zaproponowali skazanej wyrzeczenie się swoich poglądów. Odmówiła. Następnie zachorowała; zapewniono jej jednak znakomitą opiekę lekarską, bowiem, jak miał stwierdzić książę Warwick. "król Anglii wydał na nią zbyt wiele, by zostać pozbawionym przyjemności ujrzenia jej na stosie". Po raz wtóry możliwość wyparcia się swych poglądów dano Joannie 2 maja, podczas uroczystego posiedzenia sześćdziesięciu teologów na zamku w Rouen. Joanna jednak nadal trwała w uporze. 9 maja przygotowano narzędzia tortur, ale trzy dni później sędziowie wypowiedzieli się przeciwko ich zastosowaniu, w sposób dość ciekawy zresztą uzasadniając swą decyzję. Stwierdzili oni mianowicie, że skoro do tej pory postępowanie sądowe prowadzone było w sposób tak rzetelny, to nie powinno stwarzać się pretekstu do oszczerstw, że zeznania oskarżonej zostały wymuszone.

Aby przyspieszyć wykonanie wyroku, kardynał biskup Winchesteru przekazał sprawę do rozpatrzenia uniwersytetowi paryskiemu. Od 29 kwietnia do 14 maja naukowcy z czterech fakultetów Sorbony deliberowali nad przedstawionymi im dokumentami, wreszcie rektor Pierre de Gonda otrzymał ich jednomyślną opinię, że jeśli Joanna odmówi uznania swych błędów, winna zostać przekazana władzom świeckim. Decyzję tę ogłoszono w Rouen 23 maja 1431 roku. Kanonik Rouen, Pierre Maurice, zwrócił się do Joanny z następującym apelem:

Przypuśćmy, że król Francji osobistym swoim rozkazem powierzył ci obronę jakiegoś miejsca, ostrzegając, byś pod żadnym pozorem nikogo doń nie wpuszczała. Załóżmy dalej, że pojawił się tam ktoś, zapewniający, że przychodzi z rozkazu samego króla, nie mający jednakże żadnego listu ani glejtu, który by słowa te potwierdzał. I cóż, dałabyś mu wiarę i wpuściła go? W podobny sposób Bóg przekazał władzę nad swoim Kościołem w ręce świętego Piotra i jego następców. [...] Nie powinnaś przeto dawać wiary tym, którzy, jak utrzymujesz, objawili ci się. Bądź posłuszna Kościołowi i zdaj się na jego sąd.

Wywód ten Joanna skwitowała następującymi słowy:

Podtrzymuję i chcę potwierdzić wszystko, co w czasie tego procesu powiedziałam o moich uczynkach i słowach. Nawet gdybym ujrzała zapalony ogień, płonące bierwiona i kata gotowego, by przystąpić do egzekucji, nawet gdybym samą siebie ujrzała na tym stosie, nie powiedziałabym niczego innego.

24 maja 1431 roku na cmentarzu St. Ouen w Rouen, w obecności Anglików: kardynała biskupa Winchesteru i biskupa Norwich, całego zastępu wybitnych prawników i dostojników kościelnych oraz rektora paryskiej Sorbony, Guillaume Erard wygłosił kazanie oparte na słowach rozdziału piętnastego Ewangelii według świętego Jana: "Kto nie będzie tkwił we mnie, odrzucony będzie precz niby latorośl i uschnie; zbiorą ją, do ognia wrzucą i zgorzeje". Obok stał kat, którego zadaniem było przełożenie tej metafory na język rzeczywistości. Nieoczekiwanie, w ostatniej chwili, Joanna zapragnęła odwołać się do papieża, po czym załamała się, obiecała wyprzeć się swych wizji i poddać woli Kościoła. Żołdacy angielscy, rozwścieczeni tym, że ofiara wymyka się im z rąk, obrzucili kamieniami francuskich duchownych. Joanna postawiła swój znak na spisanym pospiesznie akcie przyznania się do winy:

Ja, Joanna, zwana La Pucelle, pożałowania godna grzesznica, zdawszy sobie sprawę z pułapki błędów, w jakiej tkwiłam, i z łaski Bożej, powróciwszy do matki naszej, Kościoła Świętego, pragnąc, by wszyscy mogli ujrzeć, iż szczerze i z całego serca powróciłam na łono owczarni, wyznaję, iż grzeszyłam w przeszłości, utrzymując kłamliwie, jakobym doznała objawienia od Boga i jego aniołów, świętej Katarzyny i świętej Małgorzaty. Wyrzekam się także wszystkich moich słów i postępków, skierowanych przeciwko Kościołowi, i chcę żyć w jedności z Kościołem i nigdy od niego nie odstąpić. Na świadectwo czego kładę mój znak.

Na samym początku odbywania przez nią wyroku dożywotniego więzienia "o chlebie żalu i wodzie smutku" strażnicy angielscy - nie osadzono jej bowiem, wbrew jej nadziejom, w więzieniu kościelnym - odebrali jej szaty niewieście, które przywdziała ponownie, i dali jej strój męski. W aktach procesu rehabilitacyjnego, równie zresztą stronniczego jak ten, który doprowadził do wydania wyroku, znajduje się stwierdzenie, że do założenia ich została zmuszona siłą. O zdarzeniu tym poinformowano natychmiast trybunał kościelny, który 28 maja skazał ją jako zatwardziałą heretyczkę. Joanna odwołała przyznanie się do winy i znów zaczęła utrzymywać, że objawienie, jakiego dostąpiła, miało charakter boski. Następnego dnia dwóch księży starało się skłonić ją do okazania skruchy. 30 maja 1431 roku biskup Beauvais oraz inkwizytor Francji odczytali wyrok ekskomuniki "wykluczający ją i odrzucający od wspólnoty z Kościołem, tak jak odcina się chorą gałąź, i przekazujący ją w ręce świeckiego wymiaru sprawiedliwości". Do procesu przed sądem świeckim nie doszło jednak w ogóle, zaledwie bowiem biskup wraz z inkwizytorem opuścili Stary Rynek w Rouen, bajlif tego miasta zarządził egzekucję. Dwudziestoletnią dziewczynę, przystrojoną w mitrę z napisem: "Ta, która powróciła do herezji, apostazji i bałwochwalstwa", umieszczono na samym szczycie stosu, by płomienie ogarnęły ją jak najpóźniej. Kiedy spłonęły już jej szaty, kat zdusił ogień, aby tłum mógł popatrzeć "na wszelkie sekrety ciała kobiecego. [...] A kiedy lud nasycił się już tym widokiem i spostrzegł, że umarła przywiązana do słupa, kat podsycił gwałtownie płomienie i nieszczęsne zwłoki rychło zgorzały kompletnie tak, że każda kość i każdy kawałeczek ciała obróciły się w popiół".

Do wzrostu zainteresowania osobą i procesem Joanny d'Arc doszło ponownie w wieku dziewiętnastym za sprawą francuskich partii klerykalnych, broniących, jak to określa w wydaniu jedenastym Encyclopaedia Britannica, koncepcji "nierozłącznego związku między patriotyzmem a wiarą chrześcijańską". 6 czerwca 1904 roku papież Pius X ogłosił Joannę d'Arc "służebnicą Bożą", a 13 grudnia roku 1908 beatyfikował ją. 9 maja 1920 roku została kanonizowana przez papieża Benedykta XV, a miesiąc później rząd francuski ogłosił dzień 30 maja świętem narodowym.

 

 

 

 

Loudun, zakonnice z Loudun

Styl życia wielu siedemnastowiecznych księży francuskich niewiele odbiegał od wzorców świeckich, niektórzy nawet pod względem galanterii i swobody obyczajów skutecznie rywalizowali z najwykwintniejszymi dworakami. Do tego typu duchownych należał właśnie niepospolitej urody Urbain Grandier, w roku 1617 wyznaczony na proboszcza parafii St.-Pierre-du-Marche w Loudun. Lekceważąc kłopoty, jakich mógł się spodziewać z powodu ciągłych i powszechnie znanych miłostek, ojciec Grandier pozwolił sobie zakpić z potężnego kardynała Richelieu, który popadł w chwilową niełaskę u króla Ludwika XIII. Nie powinno zatem budzić zdziwienia, że po trzynastu latach proboszczowania, w czasie których pędził żywot wesoły i obfitujący w skandale (podejrzewano, że jest on ojcem dziecka Philippy Trincant, córki prokuratora Loudun, a jedną ze swych penitentek, Madeleine de Brou, wziął sobie otwarcie za kochankę), 2 czerwca 1630 roku został oskarżony o niemoralność przed nieprzyjaznym mu biskupem Poitiers i uznany przezeń za winnego. Ale Grandier miał swoje koneksje i udało mu się dobić tego, że po upływie roku arcybiskup Bordeaux anulował decyzję o zawieszeniu go w czynnościach kapłańskich.

Aby uprzedzić zemstę Grandiera, jego przeciwnicy zwrócili się do wroga proboszcza, ojca Mignon, spowiednika zakonnic z niewielkiego konwentu urszulanek w Loudun. Ich plan był prosty; należało wmówić kilku siostrom, że zostały opętane, a następnie, w trakcie egzorcyzmów, skłonić je, by przysięgły, że to ojciec Grandier rzucił na nie urok. Powiodło im się z przełożoną konwentu, siostrą Jeanne des Agnes, oraz jedną z zakonnic; popadły one w nieprawdopodobne konwulsje, puchły od połykanego w wielkich ilościach powietrza, zmienił się także ich wygląd i głos. Siostra Jeanne utrzymywała, że została opętana przez dwa diabły, Asmodeusza i Zabulona, które nasłał na nią ojciec Grandier. Spisek ten spalił jednak na panewce, a jedynym jego rezultatem był zakaz odprawiania dalszych egzorcyzmów przez ojca Mignon i jego pomocnika, ojca Barre, wydany 21 marca 1633 roku przez arcybiskupa.

Aczkolwiek zakonnicom zezwolono na powrót do normalnego, spokojnego żywota w klasztorze, spisek przeciwko Grandierowi knuto nadal. Kiedy do Loudun przybył Jean de Laubardemont, przyjaciel wszechwładnego znowu kardynała Richelieu i krewny matki przełożonej, który miał nadzorować rozbiórkę miejscowej warowni, pojawiła się szansa upokorzenia proboszcza. Panu Laubardemontowi powiedziano, że ojciec Gandier był autorem pamfletu na kardynała, a ten przekazał podsuniętą mu informację przyjacielowi. W konsekwencji otrzymał polecenie powołania marionetkowej komisji, składającej się z dwóch rajców miejskich, seneszala i namiestnika, której zadaniem miało być oskarżenie, uwięzienie i skazanie Grandiera.

Przystąpiono do ponownej realizacji pierwotnego planu spisku. Zakonnice poddane egzorcyzmom przez franciszkanina, ojca Lactance, i jezuitę, ojca Surina, wysunęły przeciwko Grandierowi takie same jak uprzednio zarzuty; przyłączyło się też do nich grono dawnych, porzuconych już przez niego, kochanek. "Sześćdziesięcioro świadków zarzuciło mu rozpustę, kazirodztwo, świętokradztwo oraz inne zbrodnie, których dopuszczał się niemal każdego dnia i o każdej porze, nawet w zakrystii swego kościoła, gdzie przechowuje się hostię" (Des Niau). Księża zadbali o to, by egzorcyzmy odbywały się publicznie, toteż całe tłumy ludzi ściągały, aby usłyszeć, o co oskarża się proboszcza.

Na koniec zmuszono Grandiera, by sam odprawił egzorcyzmy nad zakonnicami, które utrzymywały, że jest on sprawcą ich opętania. Ponieważ jedną z oznak opętania demonicznego jest zdolność energumena do porozumiewania się w językach obcych, ojciec Grandier zwrócił się do pewnej zakonnicy po grecku. Ta jednak wykazała się podziwu godną przytomnością umysłu. "Ach, jesteś bardzo przebiegły! - powiedziała. - Przecież wiesz dobrze, że jednym z pierwszych warunków paktu, jaki ze sobą zawarliśmy, było zobowiązanie, że nigdy nie będziemy mówić po grecku". Des Niau stwierdza następnie, że ksiądz "nie odważył się już zadawać pytań w języku greckim ani jej, ani innym zakonnicom, aczkolwiek prowokowały go do tego, z którego to powodu był wielce skonfundowany". Pod koniec tej sceny zakonnice otwarcie wystąpiły przeciwko Grandierowi, oskarżając go o praktykowanie czarów. Matka przełożona przysięgała, że zaczarował on cały klasztor bukietem róż, który przerzucił przez jego mury.

Grandier, sądząc, że nie zostanie skazany za wyssane z palca zbrodnie, nie przedsięwziął żadnych kroków, aby odeprzeć gromadzone przeciwko niemu coraz liczniejsze zarzuty. 30 listopada 1633 roku wtrącono go do więzienia na zamku w Angers. Jeśli wierzyć późniejszej relacji, sporządzonej przez Nicholasa Aubina, niemal od razu wykryto na jego ciele diabelskie piętna, uciekając się do następującego wybiegu: jeden bok nakłuwano mu bardzo ostrym lancetem, co powodowało u badanego silny ból, po czym natychmiast dotykano drugiego boku tępym końcem trzonka, wskazując tym samym rzekomo pozbawione czucia punkty. W zapiskach sądowych znajdują się informacje o odkryciu czterech takich miejsc na pośladkach i jądrach księdza. Pewien aptekarz z Poitiers był świadkiem tego oszustwa i, ująwszy w dłoń lancet, natychmiast udowodnił, że owe diabelskie piętna w rzeczywistości reagują na ból zupełnie normalnie. Również chirurg, doktor Fourneau, który badał Grandiera przed rozpoczęciem tortur, zeznał, że nie wykrył u niego żadnych diabelskich piętn.

Proces w Loudun, przeprowadzony z naruszeniem elementarnych wymogów prawa, był parodią wymiaru sprawiedliwości. Przecie wszystkim Urbain Grandier powinien zostać postawiony przed sądem świeckim i mieć prawo apelacji do parlamentu paryskiego (tradycyjnie chłodno odnoszącego się do oskarżeń o czary). Dlatego kardynał Richelieu uciekł się do pomocy fikcyjnej komisji śledczej. Po drugie, jak już wspomniano, odrzucono wszelkie zwyczajowe procedury prawne. Oskarżenie przedstawiło sądowi napisany jakoby ręką Grandiera tekst przymierza z Diabłem, który demon Asmodeusz miał rzekomo wykraść z gabinetu samego Lucyfera. Sąd nie zezwolił kilku zakonnicom na odwołanie zeznań obciążających proboszcza, interpretując ich volte-face jako podjętą przez Szatana próbę ocalenia swego wiernego sługi. Mimo to obstawały one, że zeznania podyktowali im księża pałający osobistą nienawiścią do Grandiera. Matka przełożona pojawiła się w sądzie ze stryczkiem założonym na szyję, grożąc, że powiesi się, by okupić grzech krzywoprzysięstwa, jaki popełniła. Zignorowano ją zupełnie. Wszystkich przyjaciół Grandiera, zamierzających świadczyć na jego korzyść, Laubardemont ostrzegł, by raczej zachowali milczenie, jeśli sami nie mają ochoty stanąć przed sądem. Nakazał też aresztowanie miejscowego lekarza, doktora Claude'a Quilleta, pragnącego zdemaskować przed sądem oszustwa, jakich dopuszczono się w trakcie publicznych egzorcyzmów, stanowiących pretekst do oskarżenia Grandiera. Uprzedzony o tym Quillet ratował się ucieczką do Włoch. Laubardemont wydał także nakazy aresztowania trzech braci Grandiera, z których dwóch również było księżmi; wzorem Quilleta także i oni zbiegli z kraju. Wiece w obronie Grandiera, organizowane przez bajlifa Loudun, na których piętnowano nie licujące z prawem postępowanie komisji śledczej, zostały przez Laubardemonta zakazane jako działania przeciwne woli króla, a zatem noszące wszelkie znamiona zdrady stanu.

18 sierpnia 1634 roku ogłoszono wyrok skazujący Grandiera na tortury pierwszego i ostatniego stopnia, a następnie spalenie żywcem na stosie. Oto pełne jego brzmienie:

Orzekliśmy i orzekamy, że Urbain Grandier został sprawiedliwie osądzony i skazany za zbrodnię czarnoksięstwa, maleficiów oraz spowodowania opętania kilku mniszek urszulanek z klasztoru mieszczącego się w mieście Loudun i niektórych innych kobiet świeckich, a także za wszelkie inne wynikłe w konsekwencji tego zbrodnie. Jako pokutę za nie nakazaliśmy i nakazujemy, aby rzeczony Grandier odbył amende honorable przed główną bramą kościoła St.-Pierre-du-Marche oraz kościoła St. Ursule w rzeczonym mieście Loudun; z obnażoną głową, powrozem założonym na szyję i dwufuntową, zapaloną gromnicą w dłoniach, ma na kolanach błagać o łaskę Boga, króla i prawo. Co uczyniwszy, ma zostać przewieziony na plac Św. Krzyża i tam przywiązany do słupa na specjalnie w tym celu wzniesionym szafocie, a następnie spalony żywcem wraz ze wszystkimi rękopisami ksiąg, w których występował przeciwko celibatowi księży; a popioły jego mają być rozrzucone na wiatr. Nakazaliśmy też i nakazujemy, aby cały jego majątek ruchomy uległ konfiskacie na rzecz Króla; wyjątek stanowi kwota 500 liwrów, która ma być odjęta na zakup tablicy z brązu, na której zostanie wyryta relacja z niniejszego procesu i która na wieczną rzeczy pamiątkę umieszczona zostanie w kaplicy rzeczonych urszulanek. A zanim przystąpi się do wykonania niniejszego wyroku, nakazujemy, aby rzeczony Grandier poddany został torturom pierwszego i ostatniego stopnia [la question ordinaire et extraordinaire] na okoliczność wyjawienia wspólników. Dan w Louclun 18 sierpnia 1634 roku.

Nawet poddany najstraszliwszym torturom, w trakcie których szpik tryskał z miażdżonych kości, ojciec Grandier obstawał przy swej niewinności i odmówił dawania fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu. W rękopisie z tamtego okresu, który odnaleziono w Poitiers, znajduje się informacja, że brat Tranquille oraz inni kapucyni osobiście go torturowali. Ich nienawiść do Grandiera była tak wielka, że usiłowali przekonać wszystkich o jego winie, twierdząc, że ilekroć wzywa on imienia Bożego, w rzeczywistości przywołuje Diabła - jedynego Boga, którego czci. Przyrzeczono mu, że przed egzekucją będzie mógł wygłosić publicznie oświadczenie oraz udzielona mu zostanie łaska uduszenia przed spaleniem, jednak towarzyszący mu w ostatniej drodze zakonnicy nie dopuścili ani do jednego, ani do drugiego. Według pewnej, nie potwierdzonej, co prawda, relacji nie dali mu dojść do słowa, miażdżąc twarz ciężkim metalowym krucyfiksem podsuniętym rzekomo do ucałowania. Franciszkanin, ojciec Lactance, osobiście podpalił stos i wraz z panią de Laubardemont przypatrywał się śmiertelnym mękom Grandiera.

W pewnej mierze sam los zemścił się na oprawcach Grandiera. Ojciec Lactance oszalał i umarł przed upływem miesiąca. Jego ostatnimi słowy były: "Grandier, winien jestem twojej śmierci". Ojciec Tranquille również postradał zmysły i zmarł pięć lat później. Doktor Mannouri, który nakłuwał ciało Grandiera w poszukiwaniu diabelskich piętn, cierpiał na takie wyrzuty sumienia, że zmarł w napadzie koszmarnego szału, zaś ojca Barre w roku 1640 wygnano z Francji w związku z aferą dotyczącą rzekomego opętania kilku kobiet w Chinon.

Po prawnym mordzie dokonanym na ojcu Grandier, którego śmierć powinna zlikwidować objawy opętania wśród zakonnic z Loudun, mniszki kontynuowały swoje przedstawienia, co zaczęło przynosić pokaźny zysk zarówno klasztorowi, jak i całemu miastu, jako ściągająca przyjezdnych atrakcja turystyczna.

Typowa dla zachowań egzorcyzmowanych zakonnic jest scena odegrana przez jedną z młodszych mniszek, siostrę Claire.

Padła na ziemię bluźniąc i wijąc się w konwulsjach, po czym zadarłszy habit i koszulę bezwstydnie obnażyła swój wstyd niewieści, wykrzykując przy tym sprośne słowa. Jej gesty stały się tak lubieżne, że obecni odwracali oczy. Czyniąc sobie zadość dłońmi, wykrzykiwała raz po raz: "Nuże dalej, foutez-moi"

Mimo iż utrzymywano, że nigdy przedtem nie widziała przeora, zwracała się doń po imieniu, proponując mu, by został jej kochankiem. Popis ten trwał bitą godzinę.

Kiedy indziej jeszcze zakonnice z trudną do pojęcia gwałtownością dotykały głowami pleców i piersi tak, jakby miały złamane szyje, i w nienaturalny sposób po dwa lub trzy razy wykręcały ręce w stawach barkowych, łokciach lub nadgarstkach. Leżąc na brzuchach sięgały dłońmi stóp, ich twarze zaś przybierały tak przerażający wygląd, że nie sposób było go znieść. Znienacka wywalały straszliwie opuchnięte, czarne, stwardniałe i pokryte krostami języki, co nie przeszkadzało im w zupełnie wyraźnym wymawianiu słów. Wychylały się do tyłu tak, że głowami sięgały stóp, przy czym potrafiły przez dłuższy czas poruszać się w takiej pozycji z nadzwyczajną szybkością. Wydawały z siebie okrzyki tak przeraźliwe i głośne, jakich nikt do tej pory nie miał okazji słyszeć. Używały słów tak niegodnych i plugawych, że zawstydziłyby one najbardziej występnego mężczyznę, sposób zaś, w jaki obnażały się, oraz ich prowokacyjnie lubieżne zachowanie się wobec obecnych przyprawić by mogły o rumieniec wstydu mieszkanki najgorszego burdelu w kraju. (Des Niau).

Egzorcyzmy odprawiane przez jezuitę, Jeana Josepha Surina, wywarły taki wpływ na szlachcica angielskiego, lorda Montagu, że przyjął on wiarę katolicką. Kiedy jednak pewnego razu Loudun odwiedziła księżna d'Aiguillon, bratanica kardynała Richelieu, odniosła wrażenie, że to widowisko jest czystą mistyfikacją. Nie omieszkała donieść o tym wujowi, który stracił ostatecznie zainteresowanie sprawą i cofnął zasiłek pieniężny, jaki do tej pory wypłacał opętanemu konwentowi w zamian za oskarżenia rzucone na Grandiera. Z chwilą kiedy zakonnice przestały otrzymywać wynagrodzenie za swoje popisy, również i one straciły do nich serce. W taki oto sposób pieniądze - a ściślej ich brak - uleczyły opętanie, z którym nie mogli sobie poradzić egzorcyści.

 

 

 

 

Louviers, zakonnice z Louviers

"Pozostaje kwestią otwartą, czy owe nieszczęsne zakonnice rzeczywiście są opętanie - nie badałem ich osobiście - nie ulega natomiast najmniejszej wątpliwości, że jest to niebywały skandal". Ta pierwsza reakcja biskupa Evreux wydaje się nader rozsądna.

Większość spraw o czary w siedemnastowiecznej Francji to przypadki spowodowanego przez spowiedników konwentów klasztornych opętania młodych zakonnic; wstępujące w nie za sprawą owych opiekunów duchowych demony przywodziły na ogół nieszczęsne mniszki do bluźnierstw i postępków sprzecznych z normami moralności.

Doniesienia o tych wypadkach można potraktować trojako: albo są to nie mające nic wspólnego z rzeczywistością rojenia młodych kobiet, którym reguła klasztorna zabraniała normalnego życia płciowego, albo historie te są prawdziwe, a zatem księża sprawujący pieczę nad zakonnicami byli zdegenerowanymi potworami, albo, po prostu, w grę wchodzą specyficzne interpretacje trudnych do wyjaśnienia zdarzeń i wyolbrzymiania sporadycznie występujących przypadków rzeczywistych zboczeń i występków. Każdej z większych epidemii klasztornego satanizmu akompaniowało grono stronników rzucających oskarżenia zakonnic; w każdym też z analogicznych wypadków widzimy oskarżonych księży. którzy rozpaczliwie walczą o zachowanie dobrego imienia. Sprawa zakonnic z miasta Louviers w Normandii (1647) była trzecim z serii wielkich skandali, przy czym wszystkie one przebiegały według takiego samego schematu. Para protagonistów: siostra Madeleine Bavent i ojciec Thomas Boulle, znajduje swój odpowiednik w Loudun (siostra Jeanne des Agnes i ojciec Urbain Grandier) i w Aix-en-Provence (siostra Madeleine de la Palud de Demandolx i ojciec Louis Gaufridi). Niemal sto lat później, w roku 1731, doszło do karykaturalnej wręcz powtórki omawianych tu zdarzeń, ale wówczas oskarżenia wysunięte przez siostrę Catherine Cadiere zostały odrzucone przez sąd, a ojca Girarda nie spalono na stosie [patrz: Catherine Cadiere].

Sprawę Madeleine Bavent i trzech kolejnych opiekunów konwentu w Louviers: ojca Davida, ojca Picarda i ojca Boulle, roztrząsały co najmniej trzydzieści cztery broszury i druki ulotne. Głównymi źródłami informacji na ten temat są jednak zapiski sądowe i rodzaj osobistych wyznań, czy też raczej autobiografia, Madeleine Bavent; "Trudno o książkę ważniejszą, a zarazem bardziej przerażającą", napisał o niej Michelet. Wiarygodność obu tych źródeł budzi jednak poważne zastrzeżenia, jako że Madeleine zapewnia, iż zeznania złożone przez nią przed sądem "opierały się na [...l sugestiach wpojonych jej" przez prowadzących przesłuchanie. W czasie śledztwa zmuszano ją, by "powiedziała zarówno to, co wie, jak i to, o czym nie miała pojęcia, a następnie uwierzytelniła swoje zeznania". Czytelników swej autobiografii Madeleine prosi, by zechcieli "odróżnić to, co wydaje się im prawdą, od rzeczy wyglądających na urojenia".

Na podstawie różnych, często wzajem sobie przeczących, źródeł ówczesnych można odtworzyć następujący przebieg zdarzeń:

Osierocona wcześnie Madeleine Bavent wychowywała się u ciotki w Rouen i tam też w roku 1620, jako trzynastoletnia dziewczyna, została oddana do terminu u krawcowej. Podczas gdy szefowa, pani Anna, przyjmowała klientów na parterze, w sklepie, Madeleine i pół tuzina innych młodych panien szyło stroje kościelne w pracowni na pięterku, gdzie też często składali im wizyty księża nadzorujący postępy realizacji zamówień. Kiedy miała około osiemnastu lat, uwiódł ją jeden z nich, franciszkanin, ojciec Bontemps, który wcześniej już nawiązał intymne stosunki z kilkoma innymi dziewczętami. Aby uniknąć podejrzeń ze strony ciotki, Madeleine zdecydowała się wstąpić do niewielkiego konwentu tercjarek franciszkańskich w Louviers, ufundowanego w roku 1606 jako zakład dobroczynny dla ubogich panien. Ponieważ była ona osobą głęboko religijną, krok ten nie wzbudził niczyjego zdziwienia.

Pierwszym kapelanem owego zgromadzenia zakonnego, poświęconego świętemu Ludwikowi i świętej Elżbiecie Węgierskiej, był ojciec Pierre David. Wydana w roku 1643 broszura Recit veritable utrzymuje, że "pod płaszczykiem świątobliwego trybu życia rozsiewał on ziarno zgubnej doktryny wyznawanej przez iluminatów". Ta heretycka sekta mistyczna, podobnie jak adamici i kwietyści, wierzyła, że człowiek, którego oświecił Duch Święty, z założenia nie może popełnić grzechu, powinien oddawać cześć Bogu obnażony, biorąc przykład z Adama, i jeśli ćwiczy wewnętrzny spokój i pobożność, to każdy jego uczynek jest nienaganny. Ojciec David był, jak się wydaje, co najmniej zainteresowany poglądami tych sekt, bowiem po jego śmierci biskup nakazał spalenie należących doń ksiąg. Zakonnice z Louviers zwykły na znak ubóstwa i skromności przyjmować komunię świętą nago, a następnie pościć przez osiem lub dziesięć dni. Tego rodzaju praktyki, początkowo zapewne wynikające z jak najczystszych intencji, po pewnym czasie stały się podstawą do różnych nadużyć i perwersji.

Trzy lata nowicjatu Madeleine spędziła pod duchowa opieka ojca Davida; od niego też nauczyła się różnych heretyckich praktyk. David kazał jej, na przykład, "rozbierać się do pasa i przyjmować komunię z obnażonymi piersiami". W tym czasie inne zakonnice nie pozwalały jej okryć niczym swej nagości i pilnowały, by stała z wyciągniętymi do góry rękami. O samym ojcu Davidzie Madeleine pisała:

Za najbardziej pobożne, cnotliwe i święte uważano te zakonnice, które rozbierały się do naga i w tym stanie tańczyły przed nim, ukazywały się nago na chórze i przechadzały po ogrodzie. Nie dość na tym. Przyzwyczaił on nas, byśmy pieściły się wzajemnie lubieżnymi karesami i, o czym nie mam śmiałości mówić nawet szeptem, oddawały się najobrzydliwszemu i najbardziej grzesznemu występkowi [miłości lesbijskiej]. Byłam świadkiem parodii aktu obrzezania, dokonanej na olbrzymich rozmiarów fallusie, który zdawał się być zrobiony z ciasta; kilka zakonnic skorzystało zeń później, aby zadośćuczynić swym upodobaniom.

Ojciec David nigdy nie odbył nią pełnego stosunku płciowego, pozwalał sobie jedynie na nieskromne swawole, polegające na "pewnych nieprzyzwoitych pieszczotach i wzajemnej masturbacji".

Edukację Madeleine kontynuował następnie proboszcz, ojciec Mathurin Picard, który w roku 1628 przejął po ojcu Davidzie funkcję kapelana, oraz jego wikary, ojciec Thomas Boulle. "Obsceniczne praktyki [ojca Davida] trwały nadal i cieszyły się dużym powodzeniem". Jeśli dać wiarę jej zeznaniom, Madeleine sprzeciwiała się tym zwyczajom, wobec czego inne zakonnice uważały ją za krnąbrną. Podczas spowiedzi wielkanocnej ojciec Picard wyznał jej swoje uczucie i rozpoczął z nią igraszki miłosne. "Od tej pory nigdy już nie usłyszałam od niego wyznań innego rodzaju. [...] Zazwyczaj przez cały czas obmacywał najbardziej intymne zakątki mojego ciała, mimo iż zawsze byłam skromnie przykryta i nigdy, wbrew temu co złośliwie twierdzą zakonnice, nie rozebrałam się". Madeleine nigdy nie chciała dopuścić go do największej poufałości, niekiedy jednak ojciec Picard zniewalał ją siłą, toteż w końcu zaszła z nim w ciążę.

Również i inne zakonnice ksiądz darzył swymi względami. Prokurował on specyfiki miłosne z opłatka komunijnego, który mieszał "z kilkoma grudkami zakrzepłej krwi miesięcznej", a następnie zakopywał w ziemi. Zafascynowane tego rodzaju czarami zakonnice dopuszczały się z nim w takich miejscach "najbardziej sprośnych uczynków". Do innych rodzajów specyfików miłosnych ojciec Picard używał wnętrzności zamordowanych niemowląt, sproszkowanych kości trupów i "krwi, którą filtrował przez hostię".

Madeleine zeznała, że raz lub dwa razy na tydzień udawała się na sabat. Około godziny jedenastej w nocy, jak sama opowiedziała, traciła przytomność i wpadała w "pewien rodzaj ekstatycznego transu". W sabatach uczestniczyli wspomniani dwaj księża, ojciec Picard i ojciec Boulle, trzy lub cztery zakonnice z jej klasztoru, kilkoro świeckich, a także demony o na poły ludzkich, na poły zwierzęcych kształtach. Księża odczytywali słowa czarnej mszy z "bluźnierczego dokumentu", parodiując liturgię kościelną. Po uczcie, na którą w dwóch przypadkach składało się pieczone ludzkie mięso, zakonnice oddawały się rozpuście z widmem ojca Davida lub którymś z żyjących księży. Pewnego razu Madeleine poszła do łóżka z ojcem Boulle, a ojciec Picard przypatrywał się im i "przytrzymywał mi ręce, kiedy ojciec Boulle kładł się na mnie".

Na owe, odprawiane o północy sabaty księża przynosili ze sobą wielkie kawałki hostii. To, co działo się potem, należy opowiedzieć własnymi słowami Madeleine:

Po odprawieniu czarnej mszy księża wykrawali ze środka poświęconego opłatka krążek rozmiarów monety o wartości 1/2 sou, po czym przymocowywali go do kawałka w podobny sposób przyciętego welinu lub pergaminu, używając w tym celu jakiejś kleistej mazi podobnej do wosku stosowanego przez szewców. Następnie nakładali tę rzecz na genitalia tak, by przylegała do brzucha i tak przysposobieni oddawali się obecnym na sabacie kobietom. [Podczas jednego z sabatów ojciec Picard] miał ze mną stosunek płciowy pięć lub sześć razy, ale tylko raz czy dwa w sposób, który opisałam powyżej.

Przez kilka lat Madeleine odwiedzał diabeł w postaci ogromnego, czarnego kota.

Co najmniej dwa razy, wchodząc do mojej celi, natknęłam się na tego przeklętego inkuba, który siedział na łóżku w najbardziej nieprzystojnej pozie, jaką tylko można sobie wyobrazić, z obnażonym ogromnym penisem, dokładnie takim samym, jakie mają mężczyźni. Przeraziłam się strasznie i próbowałam uciec, ale w tej samej chwili skoczył ku mnie, siłą zaciągnął na łoże i wziął gwałtem, powodując, że doświadczyłam jedynego w swoim rodzaju doznania.

Wszystkie te nieprawdopodobne orgie miały trwać od 1628 do 1642 roku, kiedy to ojciec Picard zmarł. Mimo to na zewnątrz murów klasztornych nie przedostało się ani jedno słowo skargi, do świata zewnętrznego nie dotarła ani jedna plotka, chociaż sama Madeleine przez kilka lat (jeszcze jako nowicjuszka) była furtianką konwentu i bywała w mieście kilka razy na tydzień, a regularnie odwiedzający klasztor księża wysłuchiwali spowiedzi zakonnic. Dopiero po śmierci ojca Picarda siostry zakonne zaczęły zdradzać symptomy opętania demonicznego, co wzbudziło zainteresowanie władz kościelnych. Łatwowierny prowincjał kapucynów, ojciec Esprit de Bosroger, który w roku 1652 opisał symptomy nękających zakonnice paroksyzmów, stwierdził, że owe młode niewiasty, ponad wszelką wątpliwość cieszące się dobrym zdrowiem,  

przez cztery lata, w dzień i w nocy, cierpiały z powodu przeraźliwych konwulsji, i chociaż w ciągu ostatnich dwóch lat, dzień w dzień poddawano je egzorcyzmom, trwającym co najmniej trzy godziny, a niekiedy i dłużej, w dalszym ciągu nawiedzały je powtarzające się napady szału, ataki paraliżu, zwierzęcego wycia, krzyków i wrzasków. Pomijając wszystkie te dotkliwe cierpienia odczuwały one w dodatku trzy lub cztery razy na dzień charakterystyczne poruszenia demonów, jakie w nie wstąpiły - ich osobistych dręczycieli.

Co najmniej czternaście spośród pięćdziesięciu dwóch zakonnic uznało się za opętane (podały one imiona swoich "własnych" diabłów - Putyfar, Dagon, Grongad i temu podobne), a dalsze cztery stwierdziły, że były napastowane przez złe duchy. W nadziei uniknięcia surowych kar siostry zakonne przyznały się do wszystkiego, o co je pytano, całą winą obarczając Madeleine Bavent. W kościołach, w których egzorcyzmy odprawiali mnisi rozmaitych zakonów, gromadziły się tłumy gapiów, a mile tym połechtane lub być może po prostu przerażone nagłą popularnością zakonnice zachowywały się w najdziwaczniejszy sposób. Pewnego razu w czasie kazania ojciec Esprit de Bosroger zauważył, że złośliwość diabelska jest jako brzęczenie muchy. Niemal natychmiast w kościele rozległ się jakiś glos (bez wątpienia jednej z dotkniętych szaleństwem zakonnic): "Powiadasz? Muchy! Muchy! Przekonasz się rychło, jaką moc ma taka diabelska mucha!" Reszta zgromadzonych sióstr zareagowała na to ogromnym wzburzeniem i, wydając głośne okrzyki, zaczęła zwijać się w nienaturalnych skrętach i drgawkach. Nie wszyscy jednak dali się przekonać, że te histeryczno-epileptyczne ataki rzeczywiście są symptomami opętania demonicznego. Lekarz królewski, doktor Yvelin, stwierdził, że zakonnice w najmniejszej nawet mierze nie wykazują typowych i powszechnie uznanych cech opętania; uznał ich zachowanie za mistyfikację i doszedł do wniosku, że są one starannie przygotowywane do odgrywania swych ról w czasie egzorcyzmów.

Biskup Evreux, monseigneur de Pericaud, przesłuchał cały konwent i w marcu 1643 roku oskarżył siostrę Madeleine Bavent o uprawianie czarów, uczestnictwo w sabatach, podpisanie paktu z Diabłem, kradzież hostii i utrzymywanie stosunków płciowych z demonami. Madeleine pod presją przyznała się do tego, że jest czarownicą, i została usunięta z zakonu. Wtrącono ją do podziemnego lochu z wyrokiem dożywotniego więzienia, przy czym przez trzy dni w tygodniu jej pożywienie miało ograniczać się tylko do chleba i wody. Zwłoki ojca Picarda, jako inspiratora wszystkich niemoralnych i czarnoksięskich postępków, ekshumowano potajemnie i obłożono ekskomuniką. Brat i kuzyn księdza, którzy znaleźli ciało porzucone na wysypisku śmieci, zaczęli domagać się odszkodowania. Z powodu skandalu, jaki wywołała owa ekshumacja, a także z racji postawionych uprzednio zarzutów o czary, z polecenia królewskiej komisji śledczej sprawę przejął w swoje ręce parlament z Rouen. Śledztwo prowadzone równolegle przez władze duchowne i świeckie wlokło się aż cztery lata, do roku 1647.

Przetrzymywaną w konwencie urszulanek w Rouen Madeleine Bavent dwukrotnie osobiście przebadał wielki penitencjariusz Evreux "grubiańsko i w sposób niegodny" starając się znaleźć na jej ciele diabelskie piętna. Brał on też udział, jako świadek, w kilku innych podobnych obdukcjach. Madeleine próbowała popełnić samobójstwo, powstrzymując za pomocą tamponów upływ krwi miesięcznej, łykając pająki i próbując, za łapówkę, nakłonić pewnego chłopaka, aby dostarczył jej arszeniku. W sierpniu 1647 roku sąd zrezygnował z wydania formalnego wyroku, mimo to siostrę Madeleine nadal więziono w całkowitym odosobnieniu. Nie wytrzymała ona długo takiego traktowania i w tym samym roku zmarła w wieku lat czterdziestu.

Jeden ze świadków, zanim spalono go na stosie jako heretyka, wyznał, że to on właśnie opowiedział Madeleine o orgiach sabatowych, ale były to "zwykłe plotki i czcze wymysły". Opowieść o "bluźnierczym dokumencie", z którego rzekomo odczytywano słowa czarnej mszy, "podsunął mu śledczy, wielki penitencjariusz Evreux, który zapłacił mu sześć sous za złożenie zeznań obciążających Madeleine i zhańbienie jej imienia. Będąc całkowicie pozbawionym środków do życia, zgodził się dać fałszywe świadectwo, mając na względzie obiecane mu pieniądze".

Ojca Thomasa Boulle, który po śmierci Picarda został spowiednikiem konwentu, aresztowano jako podejrzanego o czary 2 lipca 1644 roku. Po rocznym pobycie w więzieniu uznano go winnym rzucenia uroku na zakonnice. Z drugiej jednak strony dodać należy, że dwóch innych księży aresztowanych wraz z Boulle uniewinniono, bowiem obciążające ich zeznania złożyli skazani na śmierć kryminaliści. Ojca Boulle skazano na tortury, "aby mógł wyjawić swoich wspólników", oraz odbycie amende honorable "z gołą głową, boso, odziany jedynie w koszulę, z powrozem na szyi i zapaloną gromnicą wagi dwóch funtów w rękach", po czym miano go zawlec na specjalnym wózku na Stary Rynek. Tam 21 sierpnia 1647 roku spalono go żywcem, a prochy rozrzucono.

W tym samym czasie parlament w Rouen orzekł, że ekshumacja ciała ojca Picarda była niezgodna z prawem, niemniej uznano go winnym uprawiania czarów, zwłoki zaś spalono publicznie (razem z ojcem Boulle). Tego samego dnia na stosie zginął także inny ksiądz, Duval, również oskarżony przez Madeleine Bavent. Opętane zakonnice z Louviers umieszczono w innych konwentach, aby tam ich dusze zaznały wytchnienia.

 

 

 

 

Opętanie

W tradycji zachodniochrześcijańskiej koncepcja opętania wywodzi się z Nowego Testamentu, który wspomina o uzdrowieniu przez Chrystusa człowieka "opętanego przez nieczystego ducha". "Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłuki się kamieniami w grobach i po górach" (Mr. V, 3-5). Opisy opętanych, czyli energumenów [ludzi ożywionych przez diabła], spotyka się dość często w pismach wczesnych ojców Kościoła. Wedle działającego w IV w. św. Cyryla:

diabeł gwałtem wchodzi w posiadanie czyjegoś ciała, sprzętów i wszelkiej jego własności; obala tego, który stoi prosto, wykrzywia mu wargi i czyni sztywnym język. Z ust dotkniętego taką przypadłością zamiast słów dobywa się piana, umysł jego popada w mrok, oczy rozwierają się szeroko, ale dusza nic poprzez nie nie dostrzega; na koniec wreszcie nieszczęśnik ów umiera w konwulsjach.

Pochodzący z siódmego wieku Żywot świętego Galla napomyka o młodej dziewczynie, która tarzała się po ziemi "i wyrywając sobie włosy z głowy zaczęła wydawać głośne i przeraźliwe okrzyki na przemian z najsprośniejszymi słowy".

Symptomy opętania wbrew woli enurgemena (w przeciwieństwie do przypadków świadomego wprowadzania się w podobny stan, co praktykują na przykład szamani lub media na współczesnych seansach spirytystycznych) zbliżone są, przynajmniej zewnętrznie, do objawów histerii lub epilepsji. Należą do nich zwłaszcza:

1. Patologiczne skurcze mięśni twarzy i nienaturalne wygięcia kończyn.

2. Torsje, w trakcie których zwracane są różne dziwne przedmioty (allotrifagia, objaw częsty u osób upośledzonych psychicznie oraz u histeryków, którzy połykają je, często w zamiarze popełnienia samobójstwa).

3. Zmiana tonacji głosu (zwłaszcza na gruby i głęboki). Thomas Ady (1656) zauważa, że "dzięki temu oszustwu [wspomniane dzieci] potrafiły przekonać innych, że są opętane przez diabła, który przemawia przez nie''.

W wydanej w roku 1653 książce Antidote Against Atheism Henry More podkreśla, że wszystkie te oznaki i symptomy należy uważać za dowód, że "diabeł wstąpił w ciało człowieka [...], wedle własnej woli czyniąc użytek z różnych jego części, podobne bowiem sztuczki i wyczyny [których dokonuje potem] daleko przewyższają możliwości i siły zarówno fizyczne, jak i duchowe opętanego, czy też - jeśli słowo to brzmi lepiej - zauroczonego". Kwestia ta stanowiła zresztą przedmiot licznych sporów i dyskusji; rozważano istotne skądinąd zagadnienie, czy diabeł wpływa bezpośrednio na umysł opętanego, czy też działa nań pośrednio poprzez doznania cielesne. Część demonologów, biorąc pod uwagę fakt, że ofiary ataków histeryczno-epileptycznych wydają z siebie nieprzyjemny zapach, skłaniała się raczej w stronę tej drugiej koncepcji. Bodin był zdania, że fetor ów bierze się stąd, iż diabeł wie, że ciało, z którym ma do czynienia, rychło będzie martwe; aczkolwiek Sir Matthew Hale uważał, że "powoduje go siła wiążąca ciało z duszą".

Ponieważ Diabeł (za przyzwoleniem Bożym) może zsyłać opętanie na każdą wybraną przez siebie osobę, większość demonologów twierdziła, że czyni to z podszeptu czarownic. Dlatego też każdy przypadek cięższej niedyspozycji dziecka wywoływał oskarżenia wobec Bogu ducha winnych sąsiadów, którym zarzucano, że zlecili spowodowanie tego nieszczęścia swoim duszkom służebnym. Czarownice często kusiły przyszłe ofiary jedzeniem. Henri Boguet jest zdania, że jabłko, w którym diabeł mógł bez przeszkód się ukryć i odczekać, dopóki nie zostanie połknięty, by w ten sposób trafić do wnętrza ciała swojej ofiary, było jedną z najskuteczniejszych przynęt. "Szatan bowiem wciąż nim się posługuje, uciekając się do tych samych metod, jakimi kusił Adama i Ewę w Raju". W roku 1585 - ciągnie dalej Boguet - przerażeni przechodnie wrzucili w Annecy do rzeki jabłko, które wydało z siebie "wielki i przeraźliwy wrzask. [...] Nie sposób wątpić, że jabłko to było pełne diabłów i że tym samym pokrzyżowano plany czarownicy, która pragnęła kogoś nim uraczyć".

Na kontynencie europejskim przypadki opętania zdarzały się szczególnie często w konwentach klasztornych. Jedna cierpiąca na histerię zakonnica potrafiła zarazić swą przypadłością resztę mniszek, w które również wstępowały złe duchy, wyganiane z nich później egzorcyzmami. Guazzo zauważa, że wśród kobiet opętaniem najczęściej "dotknięte zostają te, które złożyły ślub zachowania dziewictwa [...]. Doprawdy niezwykłe, do jakich forteli ucieka się diabeł, by sprowadzić je z drogi cnoty". Piszący około roku 1580 Bodin był zdania, że przypadki opętania demonicznego najczęściej spotyka się w Hiszpanii i we Włoszech, nie ulega jednak wątpliwości, iż na początku stulecia siedemnastego palmę pierwszeństwa w tej dziedzinie przejęła Francja.

WAŻNIEJSZE PRZYPADKI OPĘTAŃ MASOWYCH

1491 Cambrai. Rzadki przypadek jak na stulecie piętnaste. Zakonnice przejawiały nadludzką siłę, szczekały jak psy i przepowiadały przyszłość. Sprawczyni całego zamieszania - cierpiąca na histerię nimfomanka Jeanne Potier - została ostatecznie uznana za czarownicę; po usunięciu jej z konwentu sytuacja w klasztorze szybko wróciła do normy (De Lancre, Del Rio).

1526 Lyon. Typowe opętanie demoniczne. Zakonnice poddano egzorcyzmom.

1550 Wertet (miejscowość w okręgu Hoorn, w Brabancji). Zakonnice pożyczyły pewnej ubogiej kobiecie trzy funty soli, a odebrały od niej sześć funtów. Wkrótce potem mniszki poczęły łazić po drzewach jak koty, coś niewidzialnego szczypało je i biło, niekiedy też unosiły się w powietrzu na kilka stóp i opadały na ziemię nie doznając najmniejszej szkody. Pewną cieszącą się powszechnym szacunkiem mieszkankę owego miasteczka wzięto na tortury, wskutek czego przyznała się w końcu, że to ona właśnie rzuciła urok na cały klasztor (Weyer).

1552 Kentorp (w pobliżu Strasburga). Pochodzące ze znakomitych rodzin szlacheckich mniszki uleczone zostały z opętania, kiedy okazało się, że kucharka klasztorna, Elisabeth Kama, oraz jej córka to czarownice. Oskarżone przesłuchiwał w Cleves sam Weyer (Weyer, Bodin).

1554 Rzym. Osiemdziesiąt dwie opętane kobiety - nawrócone Żydówki - oskarżyły swoich krewnych o nasłanie na nie diabłów w zemście za dokonaną apostazję. Papież Paweł IV nosił się z zamiarem wygnania wszystkich Żydów z miasta, wyperswadowano mu jednak ten pomysł (Bodin).

1555 Rzym. Opętaniem dotkniętych zostaje osiemdziesięcioro dzieci z sierocińca (Weyer).

1560 X ante (Hiszpania). Zakonnice beczały jak owce, darły welony i dostawały konwulsji w kościele; ich zachowanie przypomina wyczyny mniszek z Wertet (Weyer).

1565 Kolonia. Mniszki z konwentu nazaretanek utrzymywały potajemnie kochanków, ale oficjalnie oświadczyły, że zostały bezwstydnie nadużyte przez diabły w psich postaciach. Dr Henry Weyer, syn słynnego sceptyka, osobiście badał wspomniane zakonnice (Weyer, Boguet, Michaelis).

1566 Amsterdam. Opętaniem dotkniętych zostało trzydziestu chłopców ze szpitala dla podrzutków. W trakcie egzorcyzmów wymiotowali "igłami [...], strzępkami ubrań, kawałkami naczyń glinianych, włosami, odpryskami szkła" (Weyer, Michaelis, More).

1577 Oderheim on Rhine. Zakonnice nawiedzał rozpustny diabeł, który, w postaci psa, zalecał się do nich przy akompaniamencie subtelnej muzyki (Weyer).

1585 Mons. Arcybiskup Cambrai egzorcyzmuje siostrę Jeanne Fery.

1590 Mediolan. Opętanych zostaje trzydzieści sióstr zakonnych. Również i tu, podobnie jak i w większości innych wypadków, uderza błyskawiczne tempo rozprzestrzeniania się histerii.

1611 Aix-en-Provence. Siostra Madeleine Demandolx de la Palud i siostra Louise Capel oskarżają ojca Louisa Gaufridiego o rzucenie uroku na zakonnice. Gaufridi poddany zostaje torturom i spalony, a dwie mniszki muszą opuścić konwent (Michaelis).

1613 Lille. Epidemia opętań dociera do Lille z siostrzanego konwentu brygidek w Aix-en-Provence. Trzy zakonnice oskarżyły swoją koleżankę, siostrę Marie de Sains, o to, że rzuciła na nie urok; zaczęły przemawiać w obcych językach, dostawały konwulsji i organizowały szokujące orgie w obecności znanego egzorcysty ojca Francisa Domptiusa. Siostra Marie de Sains złożyła zeznania podobne do poczynionych przez siostrę Madeleine z Aix i podała szczegóły dotyczące technik uprawiania rozpusty w trakcie sabatów. W poniedziałki i środy czarownice spółkowały par voie ordinaire, w czwartki zaś oddawały się sodomii. "Tego dnia wszyscy, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, popełniali grzech cielesny z pominięciem naznaczonego do tegoż celu przez naturę naczynia. Brukali się wzajem na wiele dziwacznych i obrzydłych sposobów - kobiety z kobietami, a mężczyźni z mężczyznami". Soboty były dniem zarezerwowanym na bestiofilię. "Tego dnia miewali sprawę cielesną z najrozmaitszymi zwierzętami, takimi jak psy, koty, świnie, kozły i skrzydlate węże". We wtorki i piątki zaś odmawiano litanię do Diabła (Michaelis).

1628 Madryt. Inkwizycja hiszpańska rozproszyła opętane zakonnice po różnych klasztorach.

1634 Loudun. Najsłynniejszy ze wszystkich przypadków zbiorowego opętania. Matka przełożona demonstruje wszystkie klasyczne symptomy opętania demonicznego. Ojciec Urbain Grandier, mający skądinąd zatarg z kardynałem Richelieu, zostaje oskarżony o rzucenie uroku na konwent i spalony na stosie. Mimo jego egzekucji histeria trwa nadal i rozprzestrzenia się na inne zgromadzenia zakonne.

1640 Chinon. Ojciec Baure, znany ze sprawy zakonnic z Loudun, kontynuuje egzorcyzmy w Chinon, jego działalność wzbudza jednak wątpliwości arcybiskupa Lyonu - dziewczęta "uważają się za opętane wyłącznie na podstawie twoich słów; wydaje się, że przyczyną ich cierpień jest wyłącznie zaufanie, jakie pokładają w twojej opinii". Ostatecznie ojciec Baure skazany zostaje na banicję za sfabrykowanie, wraz z niejaką panną Beloquin, fałszywego oskarżenia o zgwałcenie jej przez pewnego księdza na ołtarzu kościelnym; przedstawiane jako dowód plamy na ornacie okazały się śladami krwi kurzej.

1642 Louviers. Osiemnaście zakonnic popada w opętanie, za które winą obarcza się siostrę Madeleine Bavent. Ojciec Boulle zostaje oskarżony i ostatecznie w roku 1647 spalony żywcem na stosie.

1656 Paderborn. Masowa psychoza dotknęła całą diecezję. Opętani przemawiali w obcych językach, oskarżając zwłaszcza miejscowych kapucynów, którzy popadli przez to w podejrzenie. W końcu aresztowano służącą burmistrza, u której odkryto wiele przedmiotów używanych rzekomo w celach magicznych (ropuchy, włosy, igły).

1662 Auxonne. Trzech biskupów i pięciu lekarzy orzekło, że cały konwent został opętany. Siostra Denise nie czuła bólu, kiedy wbijano jej igły pod paznokcie (był to zapewne objaw analgezji, typowej dla przypadków histerii). Rozwścieczony tłum zlinczował kobiety oskarżone o rzucenie uroku na zakonnice.

1669 Mora (Szwecja). Epidemia opętań dotknęła przecie wszystkim dzieci, przejawiając się w halucynacjach, których treścią był udział w orgiach sabatowych.

1670 Hoorn (Holandia). Opętanie dotknęło dzieci z sierocińca (żadne z nich nie miało więcej niż dwanaście lat).

1681 Tuluza. W opętanie popadają Marie Clauzette i cztery inne nowicjuszki. Wszystkie zostają wyegzorcyzmowane. Śledztwo wszczęte z polecenia miejscowego parlamentu wykazuje, że wszystkie były symulantkami; zakonnice oskarżają prawników o odszczepieństwo od wiary Chrystusowej, ateizm i libertynizm.

1682 Salem. Jedyny przypadek zbiorowego opętania zanotowany na kontynencie amerykańskim.

1687 Lyon. Przypadek zbiorowej histerii, która dotknęła pięćdziesiąt zakonnic.

1744 Les Landes. Ojciec Heurtin, przepełniony pragnieniem czynienia cudów, egzorcyzmuje młode dziewczyny, które uważają, że zostały opętane przez diabła.

1749 Unterzell (Dolna Frankonia). Trwające przez wiele lat opętanie kilku zakonnic, wraz ze wszystkimi typowymi w takich wypadkach objawami - konwulsjami, opuchlizną, halucynacjami itp. Podprzeorysza Maria Renata skazana zostaje na śmierć jako czarownica i spalona na stosie.

TYPOWE PRZYPADKI OPĘTANIA POJEDYNCZYCH OSÓB

1566. 27 sierpnia król Francji Karol IX przygląda się egzorcyzmom odprawianym przez mnichów z Vervins nad panią Nicole Autry z Lyonu, w trakcie których została ona publicznie wychłostana, "by z Bożą pomocą doprowadzić do wypędzenia z niej diabłów".

1583. Pewną szesnastoletnią mieszkankę Wiednia gnębiły konwulsje, które uznano za przejaw opętania demonicznego. W wyniku trwających tydzień egzorcyzmów jezuitom udało się z niej wygnać 12 652 żywe demony, które jej babcia trzymała pod postacią much w szklanych słojach. Siedemdziesięcioletnią babkę torturowano, dopóki nie przyznała się do kontaktów seksualnych z diabłem w kształcie szpulki nici. Przywiązaną do końskiego ogona zawleczono na miejsce kaźni i spalono żywcem. Jezuici wychwalali ten wyrok pod niebiosa, zachęcając sędziów do bardziej skwapliwego polowania na czarownice.

1586. Późniejszy król Francji Henryk III, syn Katarzyny Medycejskiej, wychowany w nader przesądnej atmosferze, posyła trzech lekarzy, aby zbadali pewną dziewczynę rzekomo opętaną przez diabła. Według słów jej matki miała ona des fleur blanches w czasie menstruacji. Medycy jednak przebadawszy jej upławy miesięczne odkryli jedynie zjadliwą odmianę rzeżączki, przyzwane zaś położne ustaliły, że nie jest ona dziewicą. Dwa lata wcześniej udowodniono jej symulowanie opętania; ksiądz odczytał łaciński fragment z Cycerona, ona zaś, przekonana, że są to wersety z Biblii , dostała ataku konwulsji. Skazano ją na publiczną chłostę w Amiens.

1598. Niejaka Marthe Brossier z Paryża utrzymywała, że jest opętana. Miejscowi kapucyni orzekli, że opętanie jest rzeczywiste, lekarze byli przeciwnego zdania, a biskup Angers, Miron, posłużywszy się łacińskim tekstem Wergiliusza, dowiódł fałszerstwa. Kapucyni wszakże wnieśli sprawę przed sąd papieski; kiedy jednak po stronie lekarzy opowiedzieli się jezuici, wycofali ją, pozostawiając zarówno samą dziewczynę, jak i jej ojca na łaskę losu w Rzymie.

1691. Marie Volet z Bourg zachowywała się jak opętana. Doktor Rhodes i kanonik z Lyonu d'Estaing nie stwierdzili jednak symptomów opętania demonicznego i zalecili zwykłą kurację leczniczą.

1816. Był to jeden z ostatnich przypadków rzekomego opętania demonicznego, a zdarzył się w pobliżu Amiens. Pewna dziewczyna utrzymywała, że jest opętana, pragnąc w ten sposób odwrócić uwagę od faktu, że zaszła w ciążę. Stwierdziła ona, że wstąpiły w nią trzy demony o imionach Mimi, Zozo i Crapoulet. Pewien jezuita rozpoczął egzorcyzmy. Mimi wyszedł z dziewczyny bez oporu, Zozo przy tej okazji wybił szybę w oknie kościoła, a Crapoulet okazał się bardziej zatwardziały i zajął pozycje bojowe w sromie opętanej. W tym momencie wspomniany jezuita zmuszony został pod groźbą aresztu do przerwania praktyk egzorcystycznych.

Osoby cierpiące na zaburzenia umysłowe siłą rzeczy przyciągały uwagę teologów, starających się dokonać klasyfikacji symptomów opętania. W traktacie wydanym w roku 1644 w Rouen - napisany został pod wpływem niedawnych wypadków z Louviers - wymienia się jedenaście oznak prawdziwego opętania:

1. Osoba poszkodowana sama uważa się za opętaną.

2. Prowadzi godny potępienia żywot.

3. Żyje w pogardzie dla uznanych powszechnie norm zachowania społecznego.

4. Bezustannie choruje, popada w śpiączkę i wymiotuje, zwracając różne dziwne przedmioty i nie tylko (np. ropuchy, węże, robaki, kamienie i kawałki żelaza lub gwoździe, szpilki itp., co jednak może być tylko złudzeniem wywołanym przez czarownice i nie jest jednoznaczną oznaką opętania przez diabła).

5. Bluźni.

6. Zawiera przymierze z Diabłem.

7. Nękana jest przez złe duchy.

8. Okazuje oblicze straszne i przerażająco zmienione.

9. Czuje się zmęczona życiem [s'ennuyer de vivre et se desesperer].

10. Zachowuje się w sposób gwałtowny i nie kontrolowany.

11. Porusza się jak zwierzę i wydaje zwierzęce odgłosy.

Również i następujące oznaki winny obudzić czujność księdza jako niewątpliwe znamiona opętania demonicznego: znajomość spraw tajnych i ukrytych sekretów, rozumienie języków obcych i przemawianie w nich, okazywanie nadnaturalnych sił i wykonywanie ruchów nadmiernie gwałtownych, a także awersja do przedmiotów poświęconych.

Inna rozprawa, również dotycząca zajść w Louviers, pióra ojca Esprit de Bosroger, podaje nieco odmienną listę nieomylnych symptomów opętania:

1. Brak świadomości przebytego ataku choroby po ustaniu paroksyzmów.

2. Nieustanne bluźnierstwa, obsceniczne słowa i myśli.

3. Szczegółowe opisywanie sabatów.

4. Strach przed sakramentami i relikwiami świętych.

5. Gwałtowne przekleństwa na odgłos odmawianej modlitwy.

6. Obnażanie się lubieżne i przejawy nadnaturalnej siły.

7. Podobne objawy u innych opętanych.

Najpełniejszy opis oznak prawdziwego opętania ciał jednak Guazzo w swoim Compendium Maleficarum:

Poniżej podajemy zwykłe czynności, pozwalające ustalić, czy chory jest opętany przez demona. [Ksiądz] dotyka ukradkiem chorego skrawkiem papieru, na którym napisane jest Słowo Boże, relikwiami świętych, poświęconą woskową figurką Baranka Bożego albo innym poświęconym przedmiotem, po czym kładzie swą rękę i stułę na czole opętanego i wymawia święte słowa. Zaraz potem chory zaczyna drżeć i trząść się z przerażenia oraz bólu, jaki mu doskwiera, wykonuje wiele chaotycznych ruchów, mówi i czyni różne dziwne rzeczy. Jeżeli demon obrał sobie siedzibę w jego głowie, czuje on w niej rozdzierający ból albo też do twarzy uderza mu gwałtownie krew, tak że policzki pałają jak żywy ogień. Jeżeli zaś demon zamieszkał w oczach, chory toczy nimi dziko dookoła. Jeśli w plecach, członkami jego targają konwulsje, czasami bywa też, że całe ciało chorego staje się tak sztywne i oporne, iż żadną siłą nie daje się wygiąć. 

Niekiedy [opętani] padają na ziemię jak umarli, dokładnie tak, jakby cierpieli na febrę trzeciaczkę, a do głowy uderzają im wapory; podnoszą się wszakże na polecenie księdza i wtedy wapory ustępują tam, skąd przyszły. Jeśli natomiast demon zagnieździ się w gardle, mają krtań tak ściśniętą, że wyglądają, jakby się dusili. Bywa, że zły duch osiedla się także w zacniejszych częściach ciała; w sercu na przykład lub płucach - powoduje on wtedy zadyszkę, palpitacje i kołatanie serca; gdy znajdzie sobie leże bliżej żołądka, daje o sobie znać czkawką i torsjami, niekiedy tak intensywnymi, że chory nie jest w stanie ani spożywać pokarmów, ani zatrzymać ich na dłużej w sobie. Powoduje także, że krzycząc i wydając inne urywane odgłosy chorzy wydalają odbytnicą coś na kształt małej piłeczki; gnębi ich także ustawicznymi wiatrami i kolką. Czasami obecność demonów poznać można dzięki temu, że wydzielają z siebie opary siarki lub innych silnie cuchnących substancji. 

Jeżeli po gruntownym rozważeniu wszystkich występujących symptomów da się z całą pewnością stwierdzić, że chory opętany został przez diabła, należy uciec się do egzorcyzmów. 

W Anglii zjawiskiem analogicznym do przypadków zbiorowego opętania w klasztorach była zadziwiająco duża liczba opętań dzieci. Podany przez Richarda Baxtera opis symptomów opętania piętnastoletniej Catherine Gualter z Louvain (1571) mógłby z powodzeniem służyć jako ilustracja wszystkich niemal przypadków opętania w Anglii.

Wraz ze stolcem wydaliła z siebie żywego węgorza. Z początku leżał jak martwy pośród ekskrementów, ale gdy włożono go do wody, ożył, a kiedy zdechł i chciano go przechować - znikł. [... ] Następnie zwymiotowała kilka dużych kosmyków włosów wraz z brudnawą cieczą, jaka zazwyczaj wypełnia wrzody; innym zaś razem coś, co przypominało łajno gołębi lub gęsi, w którym poniewierały się kawałki drewna, wyglądające tak, jakby niedawno odłupano je z jakiegoś starego pnia, oraz wielkie ilości okrawków skóry. Zwróciła też wielką liczbę kamieni - niektóre z nich wielkości orzecha włoskiego - sprawiających wyrażenie, że wyrwano je z muru; na kilku z nich widoczne były jeszcze ślady wapna.

Baxter jako protestant dodaje: "Fakt. że uleczono ją kleszymi sposobami, nie przesądza jeszcze o tym, że cała ta historia nie jest prawdziwa".

W krajach protestanckich nie uciekano się do egzorcyzmów, a próby ich zastosowania w Anglii przez niezależnego kaznodzieję Johna Darrella (około roku 1600) spowodowały uchwalenie kanonu LXXII Kościoła Episkopalnego zakazującego podobnych praktyk. Ogólnie rzecz biorąc, wszyscy protestanci zaakceptowali zalecenie Lutra, by opętanie demoniczne leczyć wyłącznie modlitwą, ponieważ Bóg Wszechmogący sam wie, kiedy diabeł powinien opuścić ciało ofiary. Skądinąd wiadomo jednak, że Luter zamanifestował swą pogardę wobec diabła, który wstąpił w opętanego, kopiąc gwałtownie przyprowadzonego doń chorego, któremu zresztą ta szokowa terapia najwyraźniej pomogła. Pomimo to wzorem katolików autorzy protestanccy udzielali licznych wskazówek, w jaki sposób nieomylnie rozpoznawać przypadki rzeczywistego opętania przez diabła. Niezwykle popularny Guide to Jurymen Michaela Daltona wymieniał siedem najzupełniej pewnych symptomów opętania:

1. Jeśli człowiek dotychczas zupełnie zdrowy bez żadnej wyraźnej przyczyny nagle dotknięty zostanie atakiem.

2. Jeśli dwie lub więcej osób nagle zacznie doznawać podobnych ataków.

3. Jeżeli ktoś w czasie ataku potrafi zgodnie z prawdą opisać, co mówią i czynią czarownica albo inne nieobecne przy nim osoby.

4. Jeżeli ktoś w czasie ataku zachowuje się dziwacznie lub mówi od rzeczy, a po ustaniu ataku nic z tego nie pamięta.

5. Jeżeli chory przejawia nadnaturalną silę fizyczną; na przykład, gdy dwóch silnych mężczyzn nie może położyć do łóżka małego dziecka albo osoby z natury słabowitej.

6. Jeżeli ktoś wymiotuje pogiętymi igłami, szpilkami, gwoździami, okruchami węgla, kawałkami ołowiu, słomą, włosami i innymi podobnymi przedmiotami.

7. Jeżeli komuś ukaże się widmo i niedługo potem dotknie go jakieś nieszczęście.

George L. Burr poczynił w związku z tym kilka interesujących spostrzeżeń:

Choroba umysłowa, a nawet samo jej podejrzenie, była najlepszą obroną przeciwko zarzutom o uprawianie czarów. Johan Weyer, który jako pierwszy sprzeciwił się prześladowaniom, mimo iż nie ośmielił się powiedzieć publicznie całej prawdy o torturach, szukał ratunku dla czarownic, nazywając je kobietami szalonymi [...]. Rozróżnienie między czarownicą a osobą opętaną nabrało znaczenia kardynalnego; ta ostatnia była mimowolną ofiarą diabła, podczas gdy pierwsza jego świadomym sprzymierzeńcem. W przypadku opętania okrutnie traktowano nie tyle samą ofiarę, co raczej diabła, który w nią wstąpił; czyniono tak jednak wyłącznie po to, by wypędzić go z ciała poszkodowanego, przynosząc mu tym samym ulgę - nigdy też nie okaleczano go ani nie zabijano. Czarownica zaś karana była za zbrodnie popełnione z własnej woli; często zresztą właśnie za spowodowanie opętania. [...] Jedynie fakt opętania mógł stanowić podstawę do uniewinnienia oskarżonego, co w kilku przypadkach rzeczywiście miało miejsce; bowiem jako ofiara Szatana nie mógł być zarazem świadomym jego sprzymierzeńcem.





Encyklopedia czarów i demonologii - cz. 3