Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Antoni Dudek

Nie ujawnić prawdy

 

Mija właśnie czterdzieści lat od jednego z najgłośniejszych morderstw politycznych w powojennej historii Polski - zabójstwa Bohdana Piaseckiego, najstarszego syna przewodniczącego Stowarzyszenia PAX Bolesława Piaseckiego. Chociaż sprawa ta nie doczekała się nigdy sądowego finału, pojawiające się niekiedy twierdzenia, że mordercy pozostają w dalszym ciągu nieznani, w rzeczywistości nie odpowiadają prawdzie. W istocie niejasne są jedynie motywy działania zabójców oraz mechanizm zatuszowania przestępstwa. Zacznijmy wszakże od przypomnienia podstawowych faktów.

22 stycznia 1957 r. w Warszawie, porwany został po wyjściu ze szkoły 16-letni Bohdan Piasecki. Dwóch mężczyzn pokazało mu jakiś dokument, po czym Bohdan wsiadł z nimi do stojącej w pobliżu Liceum św. Augustyna taksówki. Porywacze przez kilka dni utrzymywali kontakt z ojcem ofiary mnożąc żądania okupu i zostawiając kolejne informacje w różnych miejscach: na opuszczonym strychu, w restauracji, nad brzegiem Wisły, w drzwiach jednego z kościołów. Nigdy jednak nie próbowali przejąć okupu, a oględziny ciała Bohdana (odnalezionego dopiero w grudniu 1958 r. w piwnicy warszawskiej kamienicy) pozwoliły stwierdzić z dużym prawdopodobieństwem, że został on zamordowany w dniu porwania. Śmierć nastąpiła wskutek uderzenia ciężkim narzędziem w tył głowy (w ten sposób został ogłuszony) i przebicia klatki piersiowej nożem używanym przez komandosów i funkcjonariuszy służb specjalnych.

Klucz do zrozumienia da tej zbrodni oraz powodów jej niezwykłego rozgłosu stanowi osoba ojca ofiary. Bolesław Piasecki był bowiem jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci XX-wiecznej historii Polski. Przed wojną, jako 20-letni chłopak, stanął na czele skrajnie nacjonalistycznej organizacji ONR-Falanga, która głosząc hasła bojowego antykomunizmu i antysemityzmu, prowadziła ożywioną działalność terrorystyczną wymierzoną w organizacje lewicowe i żydowskie. Z kolei w czasie wojny Piasecki kierował Konfederacją Narodu, lansującą program budowy na gruzach Niemiec i ZSRR imperium słowiańskiego, w którym Polska miałaby odgrywać przewodnią rolę. Fakt, że człowiek z  taką przeszłością przeżył w 1944 r. aresztowanie przez NKWD, a następnie otrzymał od komunistów zgodę na prowadzenie działalności, stało się przyczyną oskarżeń Piaseckiego o agenturalność. Późniejsze konflikty stworzonego przezeń PAX-u z Kościołem, interpretowano jako dowód na to, że Piasecki opuścił więzienie zobowiązany do prowadzenia akcji antykościelnej.

W październiku 1956 r., w okresie największego wzburzenia nastrojów społecznych, Piasecki opublikował artykuł, w którym znalazło się zdanie o możliwości wprowadzenia w kraju stanu wyjątkowego. Było to tuż przed przełomowym VIII Plenum KC PZPR, w przeddzień rozpoczęcia marszu wojsk radzieckich na Warszawę i dojścia Gomułki do władzy. Artykuł "Instynkt państwowy" wywołał ogromną falę oburzenia (ponad sto polemik prasowych!) i stał się katalizatorem rozłamu w PAX-ie oraz podjętej przez część jego działaczy próby usunięcia Piaseckiego z władz stowarzyszenia. Przez kilka tygodni Piasecki prowadził ostrą walkę z opozycją wewnętrzną, która zakończyła się odejściem z organizacji jego oponentów (tzw. secesja). Jednakowoż największe zagrożenie dla Piaseckiego płynęło ze strony tych kręgów, które domagały się całkowitej likwidacji PAX-u. Tworzyli je nie tylko ludzie ze środowisk literacko-dziennikarskich, zaangażowani w proces demokratyzacji, ale także jedna z dwóch frakcji, na jakie podzieliła się w tym czasie PZPR - wpływowa grupa puławska. Wśród przyczyn, dla których puławianie dążyli do zniszczenia organizacji Piaseckiego najistotniejsze wydają się dwie. Po pierwsze chodziło o propagandowe wykorzystanie tego faktu: PAX miał zostać obciążony rachunkiem za prześladowania Kościoła w czasach stalinowskich, tak jak gdyby to on (nie umniejszając jego win), nie zaś partia komunistyczna, wyznaczał kierunek ówczesnej polityki wyznaniowej. Była to więc typowa rola kozła ofiarnego. Drugi powód - i on wydaje się w kontekście zabójstwa Bohdana szczególnie ważny - wiązał się z żydowskim pochodzeniem dużej części puławian. Tacy ludzie jak Roman Zambrowski czy Jerzy Albrecht, którzy przed wojną doświadczyli działalności falangislowskich bojówek, uważali pozostawienie na scenie politycznej eksfaszysty Piaseckiego za kompromitujące dla wizerunku socjalistycznej Polski.

Mimo, że w grudniu 1956 r. wydawało się, iż likwidacja PAX-u jest już tylko kwestią dni, organizacja ta przetrwała, a nawet uzyskała szersze niż dotąd możliwości działania. Stało się tak w rezultacie decyzji Gomułki, który 2 stycznia 1957 r. spotkał się z Piaseckim. W dwadzieścia dni później porwano Bohdana.

Od samego początku organa ścigania wykazywały w sprawie uprowadzenia młodego Piaseckiego zadziwiającą nieudolność. To członkowie PAX-u, nie zaś milicja, odnaleźli Ignacego Ekerlinga - taksówkarza, którego samochodem posłużyli się porywacze. Twierdził on, że wykonał rutynowy kurs przewożąc dwóch (a później z Bohdanem trzech) nie znanych sobie pasażerów na trasie: ul. Żelazna - Liceum św. Augustyna - gmach Sądów. Wkrótce jednak ustalono, że Ekerling jest zamieszany w uprowadzenie. Okazało się bowiem, że nie prowadził on żadnej taksówki na wspomnianej trasie, ale po prostu oddał ją do dyspozycji porywaczom. Było zatem oczywiste, że zna lepiej lub gorzej ich personalia. Tymczasem w pierwszych dniach kwietnia 1957 r. Piasecki otrzymał informację, że Ekerling sprzedawszy cały dobytek wyjeżdża z rodziną za granicę. Interweniującego w MSW Piaseckiego zawiadomiono najpierw, że jest to plotka, później zaś poinformowano, że Ekerlig opuszcza Polskę przez Szczecin, gdy w rzeczywistości wyjeżdżał z Zebrzydowic. Mimo tej dezinformacji Piasecki zdołał dowiedzieć się prawdy i zmusić zastępcę prokuratora generalnego do wydania polecenia zatrzymania Ekerlinga na przejściu granicznym.

Nieudana ucieczka Ekerlinga nie zakończyła bynajmniej sabotowania śledztwa. W niewyjaśnionych okolicznościach zaczęły ginąć dowody rzeczowe. Najpierw "przypadkiem" skasowano taśmę, na której zarejestrowana była pierwsza rozmowa telefoniczna z jednym z porywaczy. Później znikł list kidnaperów, na którym znajdowały się odciski palców, a w ślad za nim protokół z pierwszej wizji lokalnej, w której brali udział wszyscy ważni świadkowie. W kolejnych wizjach lokalnych niektórych z nich pominięto, inni zaś otrzymali telefony z pogróżkami. W sierpniu 1957 r. zamordowano w nigdy nie wyjaśnionych okolicznościach Franciszka Goca, mieszkającego naprzeciw gmachu Sądów tj. w pobliżu miejsca, gdzie zakończyła swoją trasę taksówka i gdzie w półtora roku później znaleziono zwłoki chłopca.

Kiedy w grudniu 1958 r. odkryto ciało Bohdana okazało się, że znajdowało się ono w piwnicy budynku zamieszkiwanego przez dobrego przyjaciela Ekerlinga - Jana Kossowskiego. W chwili porwania chłopca Kossowski pracował w MO, a mieszkanie w którym przypuszczalnie dokonano zabójstwa należało do działu gospodarczego stołecznej Komendy Miejskiej. Wkrótce po porwaniu Kossowski wystąpił z MO, a jesienią 1957 r. wyjechał do Izraela. Do Izraela i Austrii wyemigrowało także kilku innych byłych funkcjonariuszy MO i UB, mieszkających w 1957 r. w pobliżu miejsc, gdzie znajdywano informacje od porywaczy, a zarazem znających Ekerlinga. Ich nazwiska (Zygmunt Rodziewicz, Bernard Szewc, J. Toruńczyk, J. Kostański) były od początku znane z notesu Ekerlinga, a mimo to nie próbowano ich zatrzymać w kraju, ani nawet - z tego co wiadomo - przesłuchać.

Wszelako najbardziej niezwykłe wydarzenie nastąpiło we wrześniu 1959 r., kiedy to - po licznych naciskach Piaseckiego - Prokuratura Wojewódzka wniosła wreszcie akt oskarżenia przeciwko Ekerlingowi. Otóż do rozprawy nigdy nie doszło, bowiem na kilka dni przed jej planowanym terminem, prokuratura wycofała akt oskarżenia. Oficjalnie uzasadniono to wyjściem na jaw nowych okoliczności, w rzeczywistości jednak stało się tak na żądanie wpływowych osób z frakcji puławskiej. Ekerlinga zwolniono z aresztu tymczasowego i pozostawiono w spokoju aż do śmierci w 1977 r. Piasecki próbował jeszcze wielokrotnie doprowadzić do wznowienia śledztwa. W pamiętnym roku 1968 apelował o to w przemówieniu sejmowym jego współpracownik Ryszard Reiff, a w 1977 r. Piasecki rozmawiał w tej sprawie z samym Gierkiem. Po śmierci przewodniczącego PAX-u, która nastąpiła w 1979 r., monitował władze jego drugi syn i brat Bohdana - Jarosław Piasecki. Ten ostatni otrzymał w 1982 r. postanowienie o umorzeniu śledztwa, z powodu upłynięcia 25-letniego okresu, po którym następuje przedawnienie.

Porwanie Bohdana i "śledztwo" w tej sprawie przypadło na okres w którym w MSW trwała ostra walka między dwoma grupami. Pierwszej przewodził wiceminister Antoni Alster, należący do frakcji puławskiej. Jemu właśnie podlegał III Departament prowadzący śledztwo w sprawie Bohdana. Liderem drugiej grupy był wiceminister Mieczysław Moczar i, jak można przypuszczać, to od jego ludzi czerpał Piasecki liczne informacje. Walka w MSW zakończyła się w 1961 r. usunięciem Alstera. Rodzi się w związku z tym pytanie, dlaczego ani wówczas, ani w latach następnych (np. w czasie antysemickiej kampanii w 1968 r.), Piasecki nie zdołał skłonić Moczara, który stał się jego politycznym sojusznikiem do wznowienia sprawy Bohdana. Odpowiedź może być, w świetle przedstawionych faktów, tylko jedna: o pogrzebaniu śledztwa zadecydowała obawa przed skandalem i kompromitacją MSW jako instytucji. Kompromitacją porównywalną z tą, jaka nastąpiła w latach 80. za sprawą śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.

Przypuszczalnie już nigdy nie uda się w sposób ostateczny ustalić motywów działania zabójców. Osobiście za najbardziej prawdopodobny uważam chęć zemsty za przedwojenną działalność organizacji Piaseckiego, która - jak już wspomniałem - dokonywała wielokrotnie ataków terrorystycznych na Żydów. Dla przykładu w 1937 r. bojówka ONR-Falangi ostrzelała 1-majowy pochód Bundu. Zginęła wówczas 6-letnia dziewczynka, a wiele osób zostało rannych.

Kiedy przed laty zbierałem materiały do biografii Piaseckiego, próbowałem skonfrontować nazwiska ofiar Falangi z tymi, które pojawiły się w sprawie porwania Bohdana. Niestety fakt polonizacji wielu nazwisk po wojnie oraz brak informacji o związkach rodzinnych poszczególnych ludzi, przesądził o niepowodzeniu tych poszukiwań. Za wersją odwetu opowiada się Peter Raina, którego zdaniem odpowiedzialność za śmierć Bohdana ponosi organizacja "Nekama" (Zemsta), utworzona podobno w 1944 r. w Lublinie przez żydowskich partyzantów, w tym m.in. przez Szymona Wiesenthala. Raina nie zdołał jednak swojej hipotezy udowodnić. Jest też możliwe, że motyw zabójstwa był bliższy czasowo i stanowił próbę psychicznego zniszczenia Piaseckiego, gdy nie powiodło się w 1956 r. jego polityczne unicestwienie. Okres blisko dwóch lat, w czasie których nieznany był los porwanego Bohdana, stanowił dla ojca prawdziwy koszmar: do Piaseckiego stale zgłaszali się bowiem różnego rodzaju aferzyści i naciągacze, oferujący w zamian za pieniądze lub inne korzyści pomoc w odnalezieniu chłopca.

Niezależnie od tego jak surowo oceniać będziemy działalność polityczną Piaseckiego, jedno nie ulega wątpliwości - zapłacił za nią bardzo wysoką cenę.

 

* Antoni Dudek "Ślady PeeReLu", 2000