Fabryka Fajansu i Porcelany Winogradowa w Nowym Dworze

 

Kiedy powstała?

Nieznany dziennikarz pisał w 1938 r.: "Jeszcze na początku ubiegłego stulecia założona została w Nowym Dworze niedaleko Warszawy, przez saksończyka Boetchera, pierwsza w Polsce fabryka wyrobów fajansowych". Według autora, Wisłą do naszego miasta przypływała z Anglii glinka, a Narwią wysyłano do Rosji gotowe produkty. Wynikałoby z tego, że fajanse zaczęto u nas produkować już na początku XIX w. Nic jest to jednak prawda. Jan Fryderyk Boetcher co prawda był wynalazcą saskiej porcelany, ale żył o 100 lat za wcześnie, w czasach, gdy Nowy Dwór był zniszczoną przez wojnę wioseczką. Ponadto z początków XIX w. mamy dokładne sprawozdanie z tego, kto w naszej miejscowości mieszkał. Wśród przedstawicieli różnych zawodów nie ma nikogo związanego z produkcją fajansu.

Wprawdzie o ziemi fajansowej w naszej okolicy mówiono już znacznie wcześniej, ale dopiero na początku lat sześćdziesiątych XIX w. zainteresowano się nią na poważnie. To ona początkowo miała być podstawą produkcji.

Za datę powstania fabryki przyjmuje się jedną z opcji - rok 1873 lub 1875. Najprawdopodobniej dokument, który ma świadczyć o istnieniu nowodworskich fajansów miał mało czytelną datę i stąd się wzięły dwie wersje datowania. Obie zresztą nie oddają prawdy. "Przewodnik Warszawski Informacyjno-Adresowy na rok 1869" donosił o istniejącej w Nowym Dworze fabryce "półporceleny" należącej do Augusta Krygera". Prasa warszawska w 1871 r. podawała informację, mówiącą, że w należącej do Augusta Krygera/Krugera fabryce fajansu w Nowym Dworze pracuje piętnaście osób, a wypracowany w tym roku dochód wynosi 6 780 rubli. Mało tego, rok wcześniej dochód ten dobiegał do 9 000 rubli. W 1872 r. fabryka przerwała swoją działalność. Mimo, jak pisano "niezłych wyrobów i łatwości ich zbytu, została chwilowo zamkniętą, z powodu braku kapitałów". Kryzys okazał się dłuższy, bo na początku następnego roku ogłoszono wyprzedaż towaru. Niejaki Rachmil Pfefer sprzedawał produkty "spółki fabryki fajansu" po cenie fabrycznej, a nawet, w przypadku sprzedaży hurtowej poniżej ich wartości. Jednak już w 1873 r. firma Krugera produkuje towar za 8 600 rubli, zatrudnia przy tym czternastu pracowników. W 1874 r. notowano ponownie, że rynek warszawski jest zaopatrywany w fajanse z nowodworskiej fabryki. Rok później liczba pracowników spadła do jedenastu, a i obroty notowano nieco niższe, wyprodukowano towar za 7 000 rubli. W 1876 r. oficjalne sprawozdania dotyczące przemysłu w guberni warszawskiej podają, że nowodworska fabryka fajansu zawiesiła działalność ze względu na brak zbytu dla swoich wytworów.

Wniosek nasuwa się sam. Nowodworskie fajanse są starsze niż im się to przypisuje. Istniały już w 1869 r., mogły powstać wcześniej.

Czy po Krygerze/Krugerze bezpośrednio był Mołczanow?

Bezspornie pierwszym wymienianym z nazwiska właścicielem fabryki był August Krygier vel Kruger. Z tym kto był jego bezpośrednim następcą jest już trudniej.

Na pewno nie był nim wspominany w większości publikacji Mołczanow. Zakład Krugera przestał istnieć w latach siedemdziesiątych XIX w., ale najprawdopodobniej na jego bazie powstał nowy, tym razem na szerszą skalę. W 1879 r. dowiadujemy się, że w Nowym Dworze planuje się otwarcie fabryki fajansu i porcelany, która ma zatrudniać około 100 robotników. Niestety nie wiadomo, kto konkretnie czyni takie plany. Co nie oznacza kompletnego braku informacji. W tym bowiem roku koleją do Nowego Dworu dostarczono surowce do wytwórni fajansu. Warzyły w sumie 1 800 pudów, czyli prawie 30 000 kilogramów, a odebrane zostały przez spółkę Polinikier i Gierszewski. Czy to były te osoby, które planowały produkcję na wielką skalę? Może tak, a może nie. Ogłoszenie w prasie mogło być swego rodzaju reklamą. We wspomnianym roku w fabryce pracowało ponownie jedynie czternastu robotników. To, że nie działała od początku roku obrachunkowego odbiło się na ilości wyprodukowanego towaru. Obrót firmy wyniósł 5 000 rubli.

Dwa lata później fabryka fajansu nadal istnieje, ale jej właścicielami są Nuswald i spółka. Icek Nuswald był co najmniej od lat sześćdziesiątych XIX w. warszawskim handlarzem fajansu, więc człowiekiem z branży, być może kupił firmę Krugera, być może wszedł w spółkę z jego następcami lub nim samym. Firma się rozwijała, w 1880 r. zatrudniała 20 robotników i produkowała towar na sumę 25 000 rubli. Rok później pracowników jest już 41, a obroty wzrastają o 000. O fabryce z tego okresu wiadomo, że co najmniej dwukrotnie wybuchał na jej terenie pożar. Pierwszy w nocy 5.10.1881 r., drugi również nocą z 23 na 24 kwietnia roku następnego. Podczas pierwszego spłonęła stajnia, a z płonącego magazynu gotowych wyrobów udało się wynieść część produktów. Zakład nie przerwał działalności, straty moglibyśmy określić jako średnie. To, że nic skończyło się na większych spółka zawdzięczała nowodworskiej straży pożarnej. Namacalnym dowodem wdzięczności stał się sponsoring jakim fabrykanci objęli strażaków. Drugi pożar był znacznie gorszy. Zginął jeden z robotników, spalił się główny budynek fabryki i wiele gotowych wyrobów. Spółka była ubezpieczona na 4 000 rubli, straty wynosiły kilkanaście tysięcy. Zmniejszono zatrudnienie do 25 osób, a produkcja w 1882 r. zamknęła się na towarze za 10 000 rubli. Kolejny rok to próba dźwignięcia zakładu. Dodatkowo zatrudniono osób, obrót wzrósł do 15 000. Próba okazała się jednak nieudana i w 1884 r. donoszono, że nowodworska fabryka fajansu ze względu na niewypłacalność właściciela zakończyła działanie. 

Zakład zbankrutował i został wystawiony na sprzedaż. Ogłaszano kolejne licytacje, ale nie zgłaszali się chętni. Wreszcie po kilku nieudanych próbach w 1885 r. teren i zabudowania kupił za bezcen niejaki dr Poznański. Czy otworzył fabrykę i zaczął produkcję, nie wiadomo. Czy dokonał tego ktoś inny, też nie wiemy. W 1888 r. ruszyła kolejna licytacja, od razu od zaniżonej wartości. W tym miejscu pojawia się zagadka. W spisie zakładów przemysłowych z 1899 r. mamy informację, iż właścicielem nowodworskiej fabryki jest Józef Poznański. Czy zatem 11 lat wcześniej rzeczywiście wystawiono zakład na sprzedaż? Być może tak, ale zamiast kupca znalazł się najemca. Wydzierżawił fabrykę na 12 lat z gwarancją, że podejmie ona produkcję. Nowym szefem miał być właściciel podobnego przedsiębiorstwa z Włocławka. Wspomniany dokument z 1899 r. podaje jego nazwisko, był to Michał Mołczanow. Wśród włocławskich właścicieli fabryk ceramicznych jego nazwisko się nie pojawia, co nic znaczy, że nie pochodził tego miasta lub że w nim nie pracował. Na wyrobach ceramicznych na pewno się znał, gdyż co najmniej od lat osiemdziesiątych XIX w. posiadał w Warszawie sklep z takim właśnie asortymentem. Być może Mołczanow po jakimś czasie odkupił fabrykę od Poznańskiego, nie wiemy jednak, czy i kiedy to się stało.

Komu zawdzięczamy pierwsze sukcesy?

Niewątpliwie za pierwszy poważny rozwój przedsiębiorstwa odpowiada Michał Michajłowicz Mołczanow. Sprawozdania działalności zakładu pod jego rządami wykazują stały wzrost zatrudnienia i produkcji.

W 1889 r. fajansowa ma obrót 15 000 rubli i 40 pracowników. Rok później obrót zwiększa się o 000, a liczba pracowników rośnie do 50. W 1892 r. Mołczanow zatrudnia 67 osób i produkuje towar za 26 000. Kolejny rok i znowu niewielki wzrost zatrudnienia do 70 osób, a wartości produkcji o 1 000 rubli. Z tego okresu pochodzi też dość istotna informacja. Mołczanow położył podwaliny nie tylko pod sukces fabryki, ale także pod fatalną opinię, jaka panowała o niej w mieście.

We wspomnianym 1893 r. miesięczna pensja zatrudnionego w tej firmie mężczyzny wynosiła 12 rubli, kobiety 6 rubli. Jest to w obu wypadkach o 3 ruble mniej niż w podobnych zakładach w innych miejscowościach guberni warszawskiej.

W 1894 r. zatrudnienie i obroty nieco spadają. Pracowników jest 60, obrót wynosi 20 000. Rok 1896 to produkcja na sumę 40 000 rubli, trzy lata później wynosi 10 000 mniej, a liczba zatrudnionych to 50 osób.

Czy Abram Winogradow pracował dla Michała Mołczanowa?

W ostatnich latach XIX w. fabryka nowodworska produkowała wyroby opatrzone logo Michała Mołczanowa. Co prawda jego nazwisko jako właściciela pojawia się w różnego typu wykazach do około 1905 r., ale jest to raczej efekt ich sporadycznej aktualizacji. Podobno Abram Winogradow pracował jako kierownik techniczny u Mołczanowa. Jeżeli tak, to było to przed 1893 r. W tym roku jest bowiem wymieniany w warszawskiej księdze adresowej jako właściciel składu szkła i fajansu przy ulicy Zimnej 7. Raczej mało prawdopodobne, by prowadził własny interes w Warszawie i jednocześnie pracował w Nowym Dworze. Możemy sądzić, że warszawski skład nieźle prosperował. Tylko w grudniu 1899 r. wysłał do Łodzi transport około 100 kg wyrobów szklanych. Nie znaczy to jednak, że obaj panowie się nie znali. Skład szkła, fajansu, towarów kamionkowych i majolik na Zimnej 7 miał przed Winogradowem innego właściciela i był nim właśnie Michał Mołczanow.

Kim był Abram Winogradow?

Abram, czyli Abraham Winogradow pochodził z Lidy, należał prawdopodobnie do tzw. litwaków - litewskich Żydów, którzy pod koniec XIX w. przenieśli się z ziem wcielonych do Rosji do Królestwa Polskiego. Możliwe również, iż należał do rodziny, która około połowy XIX w. sprowadziła się do Lidy Warszawy.

Byłby to więc swego rodzaju powrót rodziny do Kongresówki. Pewne jest, że Abram w 1884 r. w Wilnie poślubił Rachelę Nemzer. Przyszły właściciel fabryki fajansów miał wówczas około 24 lat. 14.11.1886 r. w Lidzie urodził się Eliasz Salomon Winogradow, a 20.11.1887 r. kolejny syn Aleksander. W tym samym mieście przychodzą jeszcze na świat: Ida [3.12.1890 r.J, Michał [7.06.1891 1 i Bronia [13.09.1891 r.]. Pozostałe dzieci urodziły się już w Warszawie. Nie wiemy, kiedy dokładnie Abraham na stałe zamieszkał w Warszawie, było to przed rokiem 1893. Miał prawdopodobnie duże aspiracje i dążył do zaistnienia w świecie żydowskiej warszawskiej socjety. W pewien sposób nawet mu się to udało. Do wybuchu I wojny światowej włączył się w akcję prowadzoną m.in. przez Bolesława Prusa i wraz z kilkoma innymi warszawskimi kupcami przekazał 50 kostek mydła na potrzeby Towarzystwa Higienicznego.

Nie były to jedyne "dzieła dobroczynne" podejmowane przez Abrama. W rocznicę śmierci matki wpłacił 5 rubli na fundusz robotników łódzkich, a zamiast wieńca na grób przyjaciela ofiarował 50 rubli na budowę synagogi w Nowym Dworze. O jego zamożności miały też świadczyć wpłaty na gminę żydowską w Warszawie - Winogradow wpłacał zamiast zwyczajowych 5-15 aż 125 rubli. To ostatnie poświadcza, że mieszkał w Warszawie i należał do tamtejszej gminy religijnej. Z drugiej strony datek na nowo budowany nowodworski dom modlitwy wskazuje na jego związki, jeżeli już nie z miastem, to przynajmniej z rabinem Neufeldem, który bardzo skutecznie zbierał fundusze na ten cel.

Mimo datków na synagogę Winogrodowie nie byli rodziną ortodoksyjną. Tak jak większość litwaków należeli do Żydów asymilujących się. Oznaczało to zewnętrznie przyjęcie europejskich strojów oraz niezbyt ścisłe wypełnianie wymogów religijnych. W następnym po Abramie pokoleniu widać tę tendencję jeszcze wyraźniej. Jego dzieci w większości dokumentów używają europejskich form imion i powoli oscylują w kierunku zmiany wyznania na chrześcijaństwo. Popularny portal genealogiczny wymienia ich ośmioro. Są to: Eliasz [1886], Aleksander [1887], Mojżesz Izaak [1887], Ida [1890], Bronisława [1891], Michał [1891], Sonia/Sofia [1899], Leon [1899], Rachela.

Problem jednak w tym, że oprócz krótkiej informacji dotyczącej doktora chemii Aleksandra zmarłego w 1970 r. w Nowym Jorku, portal ogranicza się do wymienienia imion i nazwisk, a i to z błędami. Daty urodzenia co najmniej w przypadku Broni i Michała wykluczają się wzajemnie. Wśród osób opuszczających Europę w 1924 r. pojawia się Aleksander Winogradow. W publikowanych dokumentach dotyczących fabryki fajansowej w Nowym Dworze Aleksander nie jest odnotowywany. Być może został przez rodzinę spłacony przed emigracją do Ameryki.

Z kraju wyjechał znacznie wcześniej. Przed wspomnianym 1924 r. uzyskał stopień doktora chemii fizycznej na Uniwersytecie w niemieckim Freibergu. Aleksander zmarł w Nowym Jorku w 1970 r. Jeszcze mniej wiadomo o Eliaszu. On również nie figuruje w dokumentach nowodworskiej fabryki chociaż teoretycznie powinien. Mieszkał w Polsce, prawdopodobnie zmarł lub zginął w getcie warszawskim w 1942 r. Informacje o śmierci Idy i Sofii w warszawskim getcie nie są poparte żadnymi pewnymi dokumentami. Taki sam zapis znajdujemy w notatce dotyczącej Broni, chociaż wiadomo, że zmarła już po zakończeniu II wojny światowej. Data śmierci Mojżesza i Michała są tożsame, jednak na zachowanym nagrobku mamy wymienione tylko to drugie imię. Całkiem możliwe, że Mojżesz i Michał to ta sama osoba funkcjonująca pod dwoma imionami. Najprawdopodobniej Eliasz, Ida i Sofia zmarli przed Abrahamem i z tego powodu nie zostali uwzględnieni jako współwłaściciele fabryki fajansu.

Kiedy nowodworska fabryka stała się własnością Winogradowa?

Według oficjalnych oświadczeń składanych w późniejszych latach przez rodzinę Winogradowów miało to nastąpić w 1899 lub 1900 roku. Jak widać sami właściciele nie byli tego pewni. Być może w okresie gdy fabryką zarządzały dzieci Abrahama nie istniał już dokument umowy między Mołczanowem a Winogradowem. Inną możliwością jest to, że Winogradow przez pewien czas był tzw. cichym właścicielem. Władze rosyjskie robiły trudności przy zakupie fabryk przez osoby pochodzenia żydowskiego. Mołczanow i Winogradow mogli się ze sobą dogadać, właściciel był nowy, ale działał przez jakiś czas pod szyldem poprzedniego. Co prawda, jak wspomnieliśmy, "Księga adresowa Królestwa Polskiego na rok 1905" jako właściciela nowodworskich fajansów nadal podaje Michała Mołczanowa, ale w tym wypadku mamy działanie pewnej inercji. Po prostu raz zapisana informacja była powtarzana w kolejnych rocznikach. W analogicznej publikacji z 1906 r. jako właściciela mamy zapisanego A. Winogradowa.

Jak duża była fabryka Winogradowa?

Na to pytanie można odpowiedzieć na dwa sposoby. Jeżeli chodzi o zajmowany obszar to ciągnęła się pomiędzy terenem należącym do wojska, a tym będącym własnością rodziny Dubeltowiczów. Tłumacząc na język dzisiejszej topografii miejskiej byłoby to od współczesnej ul. Batalionu Elektrotechnicznego, z leżącymi przy niej zabudowaniami, do okolic krzyża przy ul. Paderewskiego. Tyły przedsiębiorstwa sięgały cmentarza katolickiego, od frontu dotykała ul. Paderewskiego odgrodzona od niej płotem. Jeżeli chodzi o wielkość w skali produkcyjnej to możemy powiedzieć, że na pewno nie była największą w Polsce fabryką tego rodzaju, chociaż taki zapis możemy spotkać we wspomnieniach nowodworskich Żydów. Można powiedzieć, że w latach trzydziestych XX w. należała do średniego rodzaju przedsiębiorstw z dobrą perspektywą na dalszy rozwój.

Gdzie mieszkał Winogradow?

W XIX w. na pewno miał mieszkanie w Warszawie. Wiemy, że w 1896 r. mieszkał na Zimnej 7, czyli w tym samym domu, w którym prowadził warszawski biznes. 

Pewność co do tego zawdzięczamy złodziejom, którzy 9 lipca tego roku korzystając ze snu właścicieli okradli mieszkanie Winogradowów wynosząc zegarek, różne papiery i 256 rubli w pugilaresie, czyli w portfelu. O stałym pobycie w Warszawie świadczy również fakt, iż w tym mieście w 1899 r. przyszedł na świat kolejny z synów Abrahama - Lewi, czyli Leon.

Już jako właściciel nowodworskiej fabryki, bowiem w 1905 r., Winogradow zajmuje mieszkanie pod bardziej prestiżowym adresem - ulica Wielka 44. Obecnie jest to teren, na którym stoi Pałac Kultury, a więc ścisłe centrum Warszawy.

Dzięki książkom telefonicznym wiadomo, że już po śmierci seniora rodu jego dzieci mieszkały w stolicy.

Michał w tzw. dzielnicy północnej na ulicy Granicznej zasiedlonej głównie przez Żydów, a Leon już wówczas doktor inżynier przy prestiżowej Alei na Skarpie. Oprócz warszawskiej siedziby Winogradow miał jakieś mieszkanie w Nowym Dworze, bardzo możliwe, że znajdowało się ono na terenie fabryki. Niestety z okresu międzywojennego wiadomo tylko tyle, że Leon, ówczesny dyrektor przedsiębiorstwa, dysponował w naszym mieście prywatnym numerem telefonu przypisanym do jego mieszkania bez podania konkretnego adresu. Całkiem możliwe, że z tego samego lokum korzystał także Michał podczas swoich pobytów w naszym mieście, a także później, gdy bezpośrednio kierował fabryką.

Jak wyglądała praca w fabryce na początku XX w.?

Dzień roboczy wynosił 13 godzin, w tym były przewidziane dwie przerwy: śniadaniowa pomiędzy 8.00 i 8.30 oraz godzinna obiadowa od południa. Praca rozpoczynała się o 5.30. W soboty i dni przedświąteczne trwała o godzinę krócej. Robotnicy otrzymywali wypłaty raz na tydzień. Były one pomniejszane o kary naliczane pracownikom m.in. za spóźnienia przekraczające 10 minut, samowolne opuszczenie miejsca pracy lub za szkody powstałe z ich winy.

Na teren zakładu nie były wpuszczane osoby nietrzeźwe, funkcjonował również zakaz wnoszenia na teren alkoholu. Zabraniano ponadto: "bójek, hałasów, śpiewania, gwizdania, niepotrzebnych rozmów, obrażania innych pracowników, zanieczyszczania miejsc ustępowych, otwierania okien bez zezwolenia, zabierania przedmiotów fabrycznych nawet bezwartościowych". Zakład zabezpieczał się przed drobnymi kradzieżami, pracownicy przy opuszczaniu fabryki byli przeszukiwani.

Od początku fabryka Winogradowa jest określana jako to nowodworskie przedsiębiorstwo, w którym panują najgorsze dla robotników warunki pracy. Być może dlatego, że przedstawiane są dość jednostronnie, to znaczy przez środowiska socjalistyczne i komunistyczne. W fabryce w 1905 r. oficjalnie zatrudniano 87 pracowników, a roczna produkcja była na sumę 61 500 rubli. W 1913 r. według raportów zatrudnienie wynosiło 98 robotników, obrót 75 000 rubli. Tuż po odzyskaniu niepodległości mówiło się, że u Winogradowa zatrudniano 200 osób, raczej nie było to prawdą, ale celowym przekłamaniem w celu uzyskania szybszych decyzji rządowych co do wznowienia produkcji.

Zakład ten był jednym z pierwszych na terenie miasta, w którym powstała organizacja robotnicza. Oficjalnie miało to miejsce 18.05.1906 r. W ciągu pierwszego tygodnia działalności robotnicy utworzyli w "fajansowej" zarząd organizacji fabrycznej. Dla najbardziej zaangażowanych głoszono prelekcje o ruchu rewolucyjnym, o walce z kapitalizmem i o wyborach do Dumy. Ten ostatni temat był o tyle ważny, że w roku następnym miały się takie wybory odbywać.

Prelekcja była chyba skuteczna, gdyż podczas wyborów delegatów robotniczych mających uczestniczyć w wyborach do Dumy Państwowej wybrano jako delegata około czterdziestoletniego Józefa Matuszkiewicza, robotnika właśnie z tej fabryki.

W 1908 r. na lamach prasy pojawiło się jeszcze jedno nazwisko należące do robotnika pracującego w zakładzie Winogradowa. Pod koniec grudnia roku poprzedniego na terenie fabryki uległ śmiertelnemu wypadkowi pięćdziesięciosiedmioletni Józef Bilakowski. Z doniesienia wynikało, że robotnik ten rozpalił wieczorem piec w jednym z pomieszczeń fabrycznych, nie otworzył jednak szybrów. W zamkniętym pomieszczeniu zebrał się czad. Gdy Bilakowski przyszedł nad ranem zamknąć piec, gazu było na tyle dużo, że nieostrożny robotnik stracił przytomność i zmarł zanim został po kilku godzinach odnaleziony.

Czy fabryka została zniszczona podczas I wojny światowej?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Najprawdopodobniej, tak jak wszystkie większe fabryki, po wybuchu I wojny "fajansowa" mogła być ewakuowana w głąb Rosji. W tym czasie było to zjawisko powszechne, zgodne z rządowymi dyrektywami. Całkiem możliwe, że wraz z firmą wyjechał z Nowego Dworu również Abram Winogradow. To prawdopodobnie z tego powodu firma nie spłaciła zadłużenia w przedsiębiorstwie Johana Gottfrieda Boltze. Niemiecki wierzyciel domagał się w 1918 r. uzupełnienia otrzymanej wcześniej zapłaty za bliżej nieokreślony towar. Ogólnie firma z Salzmünde zajmowała się hodowlą nasion, ale prowadziła również roboty górnicze wydobywając m.in. glinę i to właśnie ona najpewniej była zakupionym przez nowodworzan towarem. Do rozprawy przed warszawskim sądem w wyznaczonym terminie raczej nie doszło, skończyła się okupacja i niemieckie sądy na ziemiach polskich zakończyły działalność.

Ale aby uniknąć kłopotów prawnych 23.12.1918 r. szefa nowodworskiego przedsiębiorstwa uznano za zaginionego, a na kuratora fabryki wyznaczono adwokata Aleksandra Stawskiego. Kuratora ustanawia się: "w trosce o interesy tych osób, które z różnych przyczyn nie potrafią lub nie mogą same o nie zadbać". Wiemy, że Abraham Winogradow zaginął, ale we wspomnianym 1918 r. jego synowie byli już pełnoletni. Dlaczego to nie oni przejęli zarządzanie firmą? Być może ich także nie było na terenie Mazowsza.

Z drugiej strony wiadomo, że w 1919 r. fabryka istniała, ale jeszcze nie pracowała. Jako przyczynę podawano brak niezbędnego opału, nie ma natomiast mowy o jakichkolwiek uszkodzeniach. pierwszym parlamencie wolnej Polski mieliśmy "swojego" człowieka, posła Juliana Łabędę. Sejm został zaprzysiężony w lutym, kilka tygodni później na forum zaczęły pojawiać się wnioski nagłe dotyczące Nowego Dworu. Łabęda dbał, by jego miasto mogło podnieść się po wojennych zniszczeniach. Wśród interpelacji zaistniał problem fabryki fajansu. Dzięki temu wiemy, ze co najmniej od 23 marca tego roku fabryka była gotowa do podjęcia produkcji. Skoro tak szybko po wojnie można było podjąć działalność, to możemy sądzić, że fabryka podczas pierwszej okupacji niemieckiej i działań frontowych nie doznała większych strat.

Kto kierował fabryką w okresie międzywojennym?

W 1919 r. zapewne sprawy formalne załatwiał wyżej wymieniony kurator. Jednak na początku 1920 r. wraca Abram Winogradow i kurator zostaje zwolniony z dotychczasowej funkcji. Najprawdopodobniej Abram kierował fabryką do swojej śmierci. Niestety nie wiemy, kiedy dokładnie ona nastąpiła. Data 24.12.1934 r. podawana przez wspomniany portal genealogiczny nie zgadza się z zapisami w dokumentach prawnych nowodworskiego zakładu. Do końca swojego istnienia fabryka miała w nazwie jego imię i nazwisko. W sierpniu 1928 r. już po zgonie Abrama, firma zostaje przekształcona w "Spółkę Komandytową". Oznaczało to, iż właścicielami przedsiębiorstwa było kilka osób, ale tylko jedna była tzw. wspólnikiem aktywnym reprezentującym spółkę na zewnątrz. Dzięki kolejnemu wpisowi do rejestru handlowego wiemy, że w przypadku nowodworskiej fabryki był to dwudziestodziewięcioletni Leon Winogradow. Wybór na dyrektora akurat tego Winogradowa był oczywisty. Studiował chemię na Wydziale Mechanicznym Instytutu Technologicznego w Charkowie, w latach 1923-25 był asystentem w Instytucie Chemii Nieorganicznej Politechniki Gdańskiej. Tam też obronił doktorat, po czym przez kolejne dwa lata, do 1927 r. przebywał w Czechosłowacji, gdzie "uczestniczył w wyższym kursie ceramiki". Samodzielna prokura, której Leonowi udzielono dawała mu możliwość zarządzania przedsiębiorstwem, ale jednocześnie obciążała go odpowiedzialnością finansową za ewentualne długi spółki.

Jako wspólnicy wymieniani byli: nieżyjący już wówczas Abram Winogradow oraz jego dzieci - wspomniany Leon oraz Mojżesz [Michał] Winogradow z wkładem 75 000 złotych i Berta [Bronisława] Piprek, z wkładem 25 000 złotych. Jednak co najmniej od połowy lat trzydziestych Leon Winogradow większość czasu spędza w Dermance. Za zasługi w powstaniu i rozwoju tamtejszej kopalni i szlamowni kaolinu otrzymał w 1938 r. złoty Krzyż Zasługi. Ktoś jednak musiał w jego zastępstwie kierować nowodworską fabryką. Pod koniec lat trzydziestych jako szef przedsiębiorstwa wymieniany jest Michał Winogradow co mogło być wynikiem, wspomnianego wyżej, częstszego przebywania jego brata na Ukrainie, ewentualnie decyzji udziałowców o konieczności zmiany dyrektora zarządzającego.

Czy fabryka odnosiła największe sukcesy w kraju?

W 1928 r. Wingradowowie otrzymali pochwałę za swoje wyroby. Nie oznaczało to jednak, że zakład nie miał kłopotów. W tym samym roku sąd okręgowy w Warszawie zarejestrował biuro sprzedaży fajansu "Centrofajans" z siedzibą w Warszawie. Kapitał początkowy spółki wynosił 50 000 zł i podzielony był na 200 udziałów. Spółkę tworzyły trzy fabryki z Włocławka i po jednej z Koła, Pruszkowa i Nowego Dworu. W zarządzie zasiadali dyrektorzy firm w tym Leon Winogradow. Nowy twór handlowy miał zajmować się sprzedażą wyrobów przedsiębiorstw, które wchodziły w jego skład oraz wspólnym sprowadzaniem surowców, co obniżało koszty. Miał też podjąć próbę ukierunkowania produkcji członkowskich przedsiębiorstw w taki sposób, by nie stanowiły dla siebie konkurencji. Spółka była odpowiedzią polskich zakładów na silną konkurencję, jaką na naszym rynku stanowiła tańsza ceramika sprowadzana z Czechosłowacji. Od tego momentu nasze wyroby sprzedawane są za pośrednictwem "Centrofajansu" m. in. w Warszawie i Łodzi.

Bez wątpienia największe sukcesy "fajansowej" przypadają na lata trzydzieste i są zasługą Leona Winogradowa. Mamy wówczas swoje przedstawicielstwa nie tylko w kraju, ale także za granicą. Nasze wyroby sprzedawane są poprzez przedstawicielstwa w Amsterdamie, w Czerniowcach leżących wówczas w Rumunii, w Hamburgu i Karlowych Warach.

Co najmniej od 1930 r. Leon Winogradow podczas letniego wypoczynku corocznie prowadził badania na Ukrainie, głównie w okolicach wsi Dermanki, w pobliżu znanego z produkcji ceramiki Korca, gdzie znajdowały się nieprzebadane jeszcze pokłady kaolinu. Jak sam pisał, był jedyną osobą związaną z polskim przemysłem ceramicznym, która poszukiwała krajowego surowca dla prowadzonych przez siebie zakładów. Prawdopodobnie rozpoczął je na skutek głębokiego kryzysu, jaki wówczas przeżywa branża ceramiczna. Miał on związek z kryzysem ogólnoświatowym, ale również z tym, że polskie fabryki korzystały z zagranicznych surowców, co podrażało produkcję przy i tak zmniejszonym popycie. Do Nowego Dworu surowiec sprowadzano z Niemiec, a to oznaczało, że należało się liczyć ze stałym wzrostem jego ceny wywoływanym m.in. przez trwającą z tym krajem od 1925 r. wojnę celną.

Badania przywiezionych próbek i doświadczenia w celu uzyskania odpowiednich mieszanek odbywały się w Nowym Dworze. Można więc sądzić, że Leon dysponował w mieście odpowiednio wyposażoną pracownią. Szybko okazało się, że sprowadzane próbki zawierają dużo więcej zanieczyszczeń niż surowiec niemiecki i nowodworskie urządzenia nie nadają się do ich przerobu. Jak pisał Ludwik: "Szereg systematycznych prób dało pewne wskazówki, jak dostosować urządzenia szlamowni do właściwości nowego surowca i zaryzykowano eksperyment, który powszechnie wśród fachowców by1 uważany za szaleństwo. Została odpowiednio do wyników prób przebudowana szlamownia fabryczna oraz kosztem kilkudziesięciu tysięcy złotych przerobiono wszystkie fabryczne formy i modele, gdyż kurczliwość wołyńskiego kaolinu była odmienną od kurczliwości niemieckiego". Po przeprowadzeniu powyższych dostosowań, w połowie 1934 r. nowodworska fabryka przechodzi całkowicie na surowce krajowe. Korzysta w tym wypadku ze złóż odkrytych i przebadanych przez Leona.

Jednak mimo znacznych nakładów na przystosowanie fabryki do nowego surowca otrzymywany produkt nie był zadawalający. Nieumiejętnie sortowana na terenie kopalni glinka powodowała, że ceramika z niej produkowana miała różne odcienie. Skutek był taki, że odbiorcy zaczęli żądać rabatów przy zakupie niejednolitego towaru. Nieustanne badania i próby czynione przez Leona Winogradowa doprowadziły do tego, że w 1936 r. mógł stwierdzić iż: "towar wytwarzany z kaolinu wołyńskiego nie tylko nie ustępuje jakościowo towarowi z surowców zagranicznych, lecz jest znacznie ładniejszy i uważany obecnie za najbielszy fajans w Polsce, a przez importerów zagranicznych, za niegorszy od towarów niemieckich względnie czeskich".

W 1936 r. do rejestru handlowego zostają wciągnięte "Wołyńskie Zakłady Kaolinowe i Ceramiczne". Jest to spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, która ma się zajmować eksploatacją, sprzedażą i przeróbką kaolinu oraz innych metali i minerałów, a także wyrobem i sprzedażą ceramiki. Dodatkowo spółka ma prawo do eksploatacji kolejki przewożącej ich produkty ze wsi Bielczaki do Moczulanki. Zakłady położone na Ukrainie mają z Nowym Dworem wiele wspólnego. Ich współwłaścicielem i członkiem zarządu jest Leon Winogradow. To z tego miejsca do Nowego Dworu dopływa surowiec, z którego wykonuje się nasze najlepsze wyroby. Określenie, że pochodzi on z "własnych zakładów" wydobywczych wskazuje na przekonanie, iż kopalnia zaczęła stanowić część przedsiębiorstwa Winogradowów.

Badania Leona Winogradowa i koszta przebudowy fabryki to nie jedyne wydatki ponoszone przez spółkę w tamtym czasie. Oparcie produkcji na "własnym" kaolinie okazało się niewypałem finansowym. Tona kaolinu sprowadzanego z Dermanki, po odpowiednim uzdatnieniu kosztowała 72 zł, ten sam towar sprowadzony z Czech - 70 zł, nieco gorszy radziecki - 53 zł. Prosta kalkulacja pokazuje, że sprowadzanie zagranicznego surowca było bardziej opłacalne. Pewną nadzieję na zmianę sytuacji miało dać otwarcie szlamowni sejmikowej zlokalizowanej w pobliżu wołyńskiej kopalni, która oczyszczałaby glinkę na miejscu. Inwestycja przewidziana na 700 000 zł miała być finansowana lokalnie, ale dość szybko przeszła na własność Wołyńskich Zakładów Kaolinowych i Ceramicznych. Leon Winogradow jako współwłaściciel udostępnił twórcom przedsięwzięcia wyniki swoich nowodworskich badań, nadzorował również realizację projektu. Przed uruchomieniem wołyńskiej szlamowni jedynie 40% przywożonej glinki szło do przerobu, pozostałą część stanowiły zanieczyszczenia. Po jej otwarciu, do Nowego Dwom trafiałby produkt już oczyszczony, czyli nasza spółka płacąc tyle samo za przewóz zyskiwałaby dużo więcej surowca.

Organizacja nowoczesnego laboratorium badawczego na terenie kopalni w Dermance, w którym Leon miał pracować oraz nadzorowanie zatrudnionych tam inżynierów chemików i technika ceramika wymagały jego stałej obecności na Ukrainie. Zakończenie budowy zakładów w Dermance i kolejki dojazdowej planowano na 1937 r. Zależność ta spowodowała w pewnym momencie praktyczne wycofanie się starszego Winogradowa z działań w Nowym Dworze, jego miejsce w naszej fabryce zajął Michał.

To najprawdopodobniej prowadząc badania nad wołyńską glinką kaolinową, kwarcem i skaleniem Leon Winogradow opracował skład masy ceramicznej o niespotykanych dotąd w kraju parametrach, porównywalnej do wytwarzanej na terenie USA i Niemiec, ale objętej tam tajemnicą produkcji. W 1936 r. przewidywano, że wytwory elektrotechniczne wytwarzane w Nowym Dworze wyprą z kraju te importowane. Być może na ten kierunek zainteresowań Winogradowa miał wpływ jego bezpośredni sąsiad z ulicy Paderewskiego, czyli batalion elektrotechniczny.

Osiągnięcia technologiczne i zmiany w nowodworskiej fabryce były na tyle interesujące dla fachowców, że z zakładem nawiązała kontakt Państwowa Szkoła Chemiczno-Przemysłowa w Warszawie. Fabryka Winogradowów zaczęła przyjmować praktykantów przysyłanych przez tę uczelnię.

Czy w związku z tym nowodworska fabryka rzeczywiście odniosła sukces? Jeżeli chodzi o rozgłos, jakość wyrobów i postęp techniczny na pewno tak. Inaczej wygląda strona finansowa. Fabryka może się utrzymać na rynku tylko wówczas, gdy przynosi dochody. Wszystkie wyroby produkowane w Nowym Dworze, nawet porcelana techniczna, miały przynieść znaczące dochody w przyszłości, gdy transport glinki kaolinowej z Ukrainy będzie tańszy, gdy fabryka przestanie dokładać do produkcji. Na to trzeba było poczekać kilka lat, których jak wiemy, nie było. Najprawdopodobniej do wybuchu II wojny światowej Winogradowowie spodziewanego sukcesu finansowego nie osiągnęli. Co prawda sprzedaż rosła, ale rosły też nakłady. Większa produkcja i sprowadzanie surowca wymagają rozszerzenia taboru, w pierwszej połowie XX w. Winogradowie kupują co najmniej dwie około trzytonowe ciężarówki. Wzrasta też w okolicy Nowego Dworu popyt na siano wykorzystywane przez fabrykę do pakownia gotowych wyrobów. Oczywiście największe nakłady szły na przebudowę nowodworskiego zakładu i na ukraińskie inwestycje. W połowie lat trzydziestych XX w. mimo sukcesów technicznych i wzrostu sprzedaży z 382 308 76 zł w 1932 r. do 598 376 87 zł w 1936 r., kapitał nowodworskiego przedsiębiorstwa spada. W 1932 r. stanowi 333 648 27 zł, w 1935 r. - 300 874 69 zł, w 1936 r. - 253 171 20 zł.

Co produkowano w nowodworskim zakładzie?

Głównym produktem były stołowe naczynia fajansowe: talerze płytkie i głębokie, talerzyki, kubki, dzbanki, wazy. Wyroby tego typu były białe lub ozdobne. Te ostatnie malowano ręcznie, ewentualnie ozdabiano kalkomanią, zdarzały się również wyroby dekorowane złotem. Były to pojedyncze sztuki i komplety śniadaniowe oraz obiadowe.

Twierdzono wówczas, że nowodworskie zakłady mogą pod tym względem konkurować z popularnym także po wojnie tzw. Włocławkiem. Produkowano również różnego rodzaju pojemniki na produkty spożywcze. W latach trzydziestych nowodworskie wyroby trafiały od wielu miejsc na świecie. Tak tym pisała ówczesna prasa: " ...wyroby ... fabryki w Nowym Dworze idą do Stanów Zjednoczonych, jak talerze i kompotierki z marką 'made in Poland', jako serwisy i kubki do mleka z holenderskimi napisami: mleko dobre jest dla wszystkich - 'melk is goed voor elk' - do Holandii. Oto polska egzotyka - Unia południowo-afrykańska chłonie znaczne ilości talerzy, kubków i salaterek dla tubylców, wytworów z niewyszukanymi barwnymi rysunkami lwów, słoni i tygrysów i napisami po hotentocku czy kafarsku ... Serwisy herbaciane idą do Anglii, miseczki do ryżu do Indii, gdzie wobec braku marki polskiej często sprzedawane są turystom jako... egzotyka krajowa, filiżanki - do Egiptu".

Chyba największy rozgłos zyskał nowodworski fajans podczas VII Targów Wołyńskich w Równem. Przedsiębiorstwa Winogradowów zaprezentowały ciekawą ekspozycję. Pisano o niej jako o ozdobie targów, zachwycano się jej formą i artystycznym ujęciem tematu. Możliwym jest, że "matką" sukcesu estetycznego była któraś z utalentowanych kobiet z rodziny, żona Leona - Elżbieta, lub jego siostra malarka - Bronisława Piprek. Nasi przedsiębiorcy przygotowali dwa stoiska. Pierwsze prezentowało przebieg całego procesu produkcyjnego od wydobywania surowców po otrzymanie gotowych wyrobów.

Te ostatnie, przywiezione z Nowego Dworu, prezentowane były na drugim stoisku. Oprowadzający po wystawie Leon Winogradow z dumą prezentował "Fajanse stołowe, komplety do umywalni, popielnice, wazony, talerze dekoracyjne, drobiazgi zdobnicze". Osobny dział stanowiły wyroby przeznaczone na eksport dostosowane do wymogów odbiorców. Były wśród nich wspomniane wyżej naczynia przeznaczone do Holandii, na tereny dzisiejszej RPA, trójdzielne talerze wysyłane do USA. Wspominane są też wyroby z napisami i motywami wywodzącymi się z kultury żydowskiej. Dziennikarze pisali: "Wszystkie wyroby, które tu oglądamy, charakteryzują 3 cechy: 1) ładne, gustowne, pomysłowe, często wręcz zachwycające formy, 2) niezwykle staranne wykończenie, 3) piękna nieskazitelna biel ..."

Około 50% nowodworskiej produkcji szło na eksport. Część przeznaczano jednak na teren miejscowy. Podczas wspomnianej wystawy, nasze wyroby chętnie kupowane były przez zwiedzających. Wiadomo również, że zastawy z tej fabryki używano m.in. w kazuńskich koszarach. Niektóre produkty określane są jako ceramika artystyczna. Być może do tej grupy wyrobów zaliczały się bombonierki w kształcie zwierząt przeznaczone dla warszawskich zakładów Wedla.

Wytwarzano także doniczki, te najprostsze i specjalne przystosowane do konkretnego gatunku roślin, np. kaktusów. Ten typ produkcji, jako najprostszy, przetrwał w Nowym Dworze najdłużej, już po zniszczeniu fabryki wielu z jej byłych pracowników wypalało doniczki i w prowizorycznych piecach przydomowych.

W latach trzydziestych zakład nowodworski reklamował swoje "wyroby stołowe i sanitarne oraz materiały izolacyjne radiotechniczne". Za ostatnim sformułowaniem kryły się doskonałe izolatory wykonywane ze specjalnej masy porcelanowej, porównywalne produkowane były w jednej fabryce w USA i w dwóch w Niemczech. To w tym zakresie odnosiliśmy największe sukcesy. Wyrobów z klasycznej porcelany było stosunkowo niewiele. Z tego materiału wyrabiano imbryki do kawy i herbaty oraz korki do butelek dla niemowląt.

Nowodworska fabryka sprzedawała nie tylko gotowe wyroby, ale również półprodukty. Mniejsze zakłady działające w kraju mogły kupować u nas gotowe masy porcelanowe, farby i polewy wykorzystywane w produkcji. Krótko przed wybuchem wojny do produkcji miały wejść także masy do wyrobu płytek podłogowych.

Jak wyglądała praca w fabryce w okresie międzywojennym?

W 1928 r. doszło w Nowym Dworze do poważnego kryzysu. 120 robotników nowodworskiego zakładu wytwarzającego fajans i porcelanę podjęło strajk żądając podwyżek. Oznaczało to praktyczne unieruchomienie fabryki, gdyż ogólna liczba zatrudnionych oscylowała wokół 150 osób. Trudno powiedzieć, czy właściciele spełnili żądania robotników, wiemy jedynie, że po trzech tygodniach strajku zatrudnieni wrócili na swoje stanowiska i fabryka podjęła działalność. To, że wznowiono produkcję nie oznaczało końca problemów.

W 1934 r. właścicielom zarzuca się, iż zatrudniają nieletnich płacąc im zaniżoną stawkę, czyli 40-50 gr. za dzień roboczy. Za taką kwotę można było wówczas kupić codzienną gazetę lub zjeść pół talerza zupy w restauracji. Pojawiają się też głosy, że w fabryce panuje jedynie prymitywna higiena i brak w niej bezpieczeństwa. Oczywiście właściciele bronili się przed takimi zarzutami stwierdzając, że zatrudniają grupę nieletnich, dla których praca ta jest elementem spędzania wolnego czasu - rozrywką. Ówczesna prasa komentowała to ironicznie: "jak na zabawę, to płaca jest za duża, zaś zarobkiem nazwać jej chyba nie można".

W latach trzydziestych ubiegłego wieku aby "wyjść na swoje", przy zwiększonych wydatkach na modernizację fabryki i budowę zakładu w Dermance oraz ogólnoświatowym kryzysie Winogradowowie zaczęli "oszczędzać" na pracownikach. Mimo wprowadzenia w Polsce ustawowo ośmiogodzinnego dnia pracy, w fabryce przy Paderewskiego dniówka trwała znacznie dłużej. Oficjalnie dochodziło do kuriozalnych zwolnień, jak to, gdy pracę straciła kobieta, która do pracy przychodziła zbyt wcześnie. Nieoficjalnie dniówka w kapslarni i formierni trwała 14-16 lub, jak podają inne źródła, 16-18 godzin. Zarobki również były minimalne. Właściciele twierdzili, że ich pracownicy zarabiają najlepiej w mieście, ale wynikało to z wydłużenia czasu pracy, co było niezgodne z przepisami, a nie ze stawki godzinowej. Podczas inspekcji Winogradow miał "namawiać" do potwierdzenia nieprawdy, iż zakład pracuje na dwie zmiany. 

Protestujących zwalniał i zatrudniał na ich miejscu bezrobotnych, których w mieście nie brakowało.

Ówcześni robotnicy skarżyli się na stosunki międzyludzkie, jakie panowały w fabryce. Szczególnie narzekano na Felicję Boniewicz, kierowniczkę malarni i zatrudnionego w fabryce chemika Roibauma. Mówiono też, że cały pion administracyjny ma dodatkowe zajęcie - śledzi robotników. Chodziło o to, by jak najszybciej wykrywać potencjalnych buntowników i przywódców ruchu robotniczego. Szczególnie znienawidzony był niejaki Klebański - przedstawiciel zakładu, który reprezentował dyrekcję przed Inspektoratem Pracy.

Jesienią 1938 r. z nowodworskiej fabryki zwolniono 25 osób. Jako powód podano redukcję wymuszoną zmniejszonym popytem na wytwarzany w Nowym Dworze towar. W innej relacji powodem miały być kłopoty z pozyskiwaniem surowca z Czechosłowacji i zmniejszeniem produkcji. Robotnicy uważali jednak, iż zwolniono tych, którzy protestowali przeciw niesystematycznym wypłatom wynagrodzeń. Właścicieli przedsiębiorstwa oskarżano, iż na 2, 3 tygodnie wstrzymują wypłacanie należnych pensji. Skazywało to robotników na życie na kredyt. 28 października tegoż roku Inspektorat Pracy VII obwodu nakazał, pod naciskiem Centralnego Związku Robotników Przemysłu Chemicznego, przywrócić do pracy 17 zwolnionych z nowodworskiej fabryki. Pozostali otrzymali gwarancję, że wrócą do pracy, gdy tylko będzie to możliwe, czyli wówczas, gdy fabryka ogłosi nowy nabór pracowników. Ponadto dyrektor Klebański zobowiązał się do przestrzegania ustawy o ośmiogodzinnym dniu pracy.

Wymuszone przywrócenie do pracy kilkunastu osób miało nieprzewidziany skutek. 17.11.1938 r. Winogradow zwolnił pracującego w fabryce od pięciu lat Henryka Łukaszewskiego. Wypłacił mu przy tym odprawę wynoszącą sumę zarobków z dwóch tygodni pracy. Zwolnienie ewidentnie miało podtekst polityczno-społeczny, bo dotykało osoby uważanej za swego rodzaju przywódcę protestujących, chociaż oficjalnym jego powodem był spór o wypłatę. Według ówczesnych doniesień Łukaszewski przy tygodniowym rozliczeniu zażądał dodatkowej zapłaty za ponadwymiarowy czas pracy. Przełożeni odmówili.

Od słowa do słowa doszło do awantury, którą wykorzystano, by pozbyć się z fabryki "niepożądanego" robotnika. Z dzisiejszego punktu widzenia zapłata za dodatkowe 45 minut pracy nie byłaby warta boju, ale wówczas było inaczej. Łukaszewski, zakładając ośmiogodzinny dzień pracy, zarabiał tygodniowo niecałe 10 zł, miesięcznie około 40 zł. Przeciętny zarobek robotnika w Polsce w tym czasie wynosił około 70 groszy za godzinę, czyli ponad dwukrotnie tyle, ile wynosiła stawka u Winogradowów. Jednocześnie przybliżony miesięczny koszt utrzymania rodziny robotniczej wynosił 100-200 zł. Dlaczego zatem robotnicy pracowali w tej firmie? Po pierwsze, lepsza praca mało płatna niż żadna, szczególnie w okresie, gdy nie było ochrony socjalnej. Po drugie, podaliśmy zarobki przy uwzględnieniu godzin pracy, a Winogradowów trwała ona znacznie dłużej. Wydłużona dniówka dawała wyższe zarobki.

Zwolnienie Łukaszewskiego, według prasy lewicowej, miało pobudzić pracowników Winogradowa do zrzeszania się pod egidą Związku Robotników Przemysłu Chemicznego. Co ciekawsze, to samo stwierdzenie padało po wspomnianych wyżej zbiorowych zwolnieniach. Tydzień po redukcji Łukaszewskiego odbyło się zebranie nowodworskich robotników. Miało być na nim obecnych około 70 osób zatrudnianych przez Winogradowów. Zgromadzenie podjęło decyzję o pomocy materialnej dla Łukaszewskiego, oficjalnym potępieniu administracji fabryki i utworzeniu na jej terenie związku zawodowego.

Strajki i protesty zdarzały się w tym czasie również w pozostałych nowodworskich przedsiębiorstwach, ale w przypadku fabryki "fajansowej" były najbardziej nagłaśniane. Być może działo się tak ze względu na łamanie ustawy o czasie pracy i w rzeczywistości utrzymywaniu najniższej stawki godzinowej. Praktyki stosowane w tej fabryce powodowały zwiększenie miejscowego bezrobocia. Przy przestrzeganiu przepisów prawa i wprowadzeniu dwóch zmian w fabryce powinno być zatrudnionych około 50 dodatkowych osób. To z kolei wiązałoby się z koniecznością podniesienia zarobków.

Oba te rozwiązania nie opłacały się właścicielom, gdyż podrażałyby produkcję, firma przynosiłaby mniejsze dochody, a jej wyroby stałyby się mniej konkurencyjne.

Mimo publicznych oskarżeń i sprawy "karno-administracyjnej przeciwko firmie" Winogradowowie raczej nie zmienili zasad obowiązujących w ich nowodworskiej fabryce. Krótko przed wybuchem II wojny światowej donoszono, iż na około 150 zatrudnianych przez nich osób ponad połowa nadal pracuje w wydłużonych godzinach. Do wcześniejszych oskarżeń dołożono wówczas jeszcze jedno. Prasa PPS-owska donosiła o "warunkach sanitarnych, urągających wymogom higienicznym. Wystarczy zajrzeć do naczyń, z których robotnicy piją wodę, albo zwiedzić 'górę', na której pracują formiarze, by to stwierdzić". Padały przy tym oskarżenia wobec miejskiej Komisji Sanitarnej, która na to nie reagowała.

Nie wiemy, czy decyzje dotyczące warunków pracy w Nowym Dworze podejmowali wspólnie wszyscy współwłaściciele spółki, czy były one jednoosobowe. Jeżeli zachodziło to drugie zjawisko, to pytanie brzmi, który z braci szefował wówczas w naszym mieście. Chociaż wszystkie oskarżenia, które padają wobec właścicieli podają tylko nazwisko bez imienia, bardziej prawdopodobny jest w tym wypadku Michał Winogradow. Jego brat najprawdopodobniej nadal przebywał na Ukrainie i doglądał tamtejszej części przedsiębiorstwa. Na Michała wskazują też wspomnienia nowodworzan dotyczące "fajansowej": "w ciągu ostatnich kilku lat przed II wojną światową, po przejęciu fabryki przez Michała, który był synem właściciela, robotnicy żydowscy uzyskali tam wreszcie dostęp do pracy, natomiast fabryka stała się w mieście ważnym miejscem zatrudnienia dla Żydów".

Podobnie indeks firm z 1939 r. jako zarządzającego podaje tego z braci. Nawet w przypadku decyzji podejmowanych wspólnie przez cały zarząd, w sytuacji gdy to Michał był "twarzą przedsiębiorstwa" oczywistym było, że to on będzie się kojarzył robotnikom jako przysłowiowy "wyzyskiwacz".

Kto pracował w fabryce?

Być może w archiwach domowych niektórych nowodworzan leżą dokumenty świadczące o pracy ich przodków w wytwórni fajansu. Są również osoby, które usłyszały o tym w opowieściach swoich krewnych. Oficjalne i mniej oficjalne publikacje podają jednak na ten temat niewiele informacji.

W 1913 r. majstrem w fabryce miał być Franciszek Winiarski. Trudno jednak stwierdzić, czy na pewno zajmował tak wysokie stanowisko, gdyż rok później wraz ze Stefanem Laskowskim i Andrzejem Kuckowskim zapisany został jako malarz w fabryce fajansu. W 1922 r. pracownikiem zakładu był Franciszek Jurkowski, a mianem kierownika fabryki określano około czterdziestoletniego Paulina Majewskiego. We wspomnianym wyżej roku oferowano w "fajansowej" posadę modelarza i malarza. 2-3 lata później jednym z pracowników jest Stanisław Winiarski, a zastępcą kierownika Czesław Majewski. Osoba o tym samym nazwisku notowana jest jako majster. W tym samym czasie jako pracownicy fabryki wymieniani są panowie Chołostowski i Klinowski. Z lat trzydziestych pochodzi informacja, że kierowniczkami malarni w różnym czasie były Irena Schellenberg i Felicja Boniewicz. 

Wiadomo także, że ceramikę malowała również żona Leona Winogradowa, Elżbieta z domu Towbin. Robiła to jednak albo przed ślubem, albo w pierwszych latach małżeństwa, czyli w latach dwudziestych. Najprawdopodobniej w 1930 r., po urodzeniu córki zrezygnowała z pracy. W tym samym czasie jako malarki chemiczne pracowały u Winogradowów Kazimiera i Zofia, dwie z kilku sióstr Strzechowskich, oraz ich siostrzenica Danuta Normark. Na tej samej ulicy co malarki, na Prostej, czyli dzisiejszej Lotników, mieszkał do 1934 r. Władysław Sosiński. On również pracował w fabryce, ale jako zwykły robotnik. Jeszcze dalej, ale wciąż przy tej samej ulicy żyło troje kolejnych pracowników Winogradowa Florentyna Karwowska i jej syn Zygmunt modelarz fajansu oraz przybyły z Włocławka Franciszek Winiarski - drejer, ten sam, którego wymieniano już w 1913 r. W ostatnich latach przed wybuchem II wojny pracowali u Winogradowów jako chemicy wspomniani wyżej Roibaum i Klebański tytułowany dyrektorem. Prawdopodobnie najbardziej kojarzoną przez starszych nowodworzan osobą zatrudnianą w "fajansowej" był wspomniany wyżej Łukaszewski.

Dość specyficznym "świadectwem zatrudnienia" w fabryce Winogradowa była pewna reklama. Podobnie jak obecnie, aby zachęcić do zakupu środków farmaceutycznych reklamy wykorzystują wypowiedzi osób, które z tych medykamentów wcześniej korzystały. W pierwszej połowie lat trzydziestych XX w. w różnego rodzaju periodykach pojawiała się tego typu zachęta z wykorzystaniem listu Antoniego Piotrowskiego zatrudnionego w naszej fabryce. Co ciekawsze, specyfik zachwalany przez nowodworzanina był środkiem uspokajającym i łagodzącym objawy nerwicowe. Być może dolegliwości te związane były z jego pracą.

Zatrudnienie w zakładzie ulegało zmianom. Czasami dane pochodzące z różnych źródeł dotyczących tego samego okresu znacznie się od siebie różnią. Pierwsza konkretna wzmianka podaje iż w 1907 r. w fabryce pracowało 87 osób. Oczywiście zatrudnienie wzrosło podczas największego rozwoju firmy. Oficjalne dane podają, iż w firmie Winogradowów przed 1934 r. pracowało 104 robotników, ale w 1936 r., gdy zakład przeżywa apogeum rozwoju ich liczba dochodzi do 170.

Do tego należy dodać personel urzędniczy wynoszący 10 -12 osób. Najbardziej rozbieżne są dane pochodzące z ostatnich miesięcy przed wybuchem II wojny. Podają one w jednej wersji, że w fabryce Winogradowów pracowało 50 robotników, w innej liczba ta jest trzykrotnie większa.

Co się działo z fabryką podczas II wojny światowej?

We wrześniu 1939 r. na skutek niemieckiego bombardowania fabryka przestała istnieć. W tym wypadku "zawiniło" jej położenie. Docelowo bombardowano leżące obok niej koszary, ale to w zakładach Winogradowów były większe straty. Podczas okupacji plac po fabryce uprzątnięto z ruin i zorganizowano w tym miejscu skład opału, który funkcjonował do momentu wybudowania na części pofabrycznego terenu ośrodka zdrowia. Zburzono zabudowania, powinny natomiast gdzieś istnieć konta bankowe zakładu. Wiemy, że w połowie lat trzydziestych XX w. firma miała konto w PKO.

Bank ten w trakcie działań wojennych przeniósł się do Francji, a następnie do Wielkiej Brytanii i na okres okupacji zamroził fundusze osób i firm znajdujących się na zajętych przez Niemców i Rosjan terenach. Być może były wśród nich jakieś zasoby Winogradowów. Możliwe również, że firma miała konto w Komunalnej Kasie Oszczędności, czyli popularnym KKO. Na pewno poprzez ten bank dokonywała niektórych płatności. Po zajęciu Polski przez Niemcy i ZSRR KKO zlikwidowano. Na części okupowanej przez III Rzeszę jej aktywa przejęły banki niemieckie.

W 1942 r. Deutsche Bank - filia Katowice, anulował dwa weksle, na których fabryka fajansu i porcelany albo była zobowiązana do zapłaty jako trasat, albo jako żyrant. Oba pochodziły z 1939 r. i miały być w tym roku spłacone, pierwszy w końcówce sierpnia, drugi w połowie września. To, że anulacji dokonał bank niemiecki jest oczywiste. W 1942 r. Nowy Dwór był częścią III Rzeszy.

Co się stało z rodziną Winogradowów?

Rodzeństwo Winogradów przeżyło okres okupacji. Leon po zakończeniu działań wojennych nadal pracował w swojej branży Co prawda nie rozgłaszał, że wcześniej był współwłaścicielem nowodworskiej fabryki, ograniczając swoją rolę do funkcji dyrektora technicznego, ale czasy stalinowskie nie sprzyjały "przedwojennym kapitalistom". Jak podaje jego oficjalny życiorys "W 1. 1947-50 pełnił funkcję doradcy, a następnie dyrektora branży Ceramiki Szlachetnej w Centralnym Zarządzie Przemysłu Mineralnego w Warszawie, zaś po jego reorganizacji w 1. 1950-51 był doradcą technicznym w Centralnym Zarządzie Przemysłu Ceramicznego i Szklarskiego. W 1. 1951-58 pełnił funkcję zastępcy dyrektora ds. naukowo-badawczych w Instytucie Technologii Krzemianów w Warszawie, przekształconym następnie w Instytut Przemysłu Szkła i Ceramiki".

Jednocześnie nauczał w Akademii Górniczo-Hutniczej oczywiście na wydziałach dotyczących produkcji i technologii wyrobów fajansowych i porcelanowych. Nadal prowadził badania, uzyskał nawet kilka patentów. Jego nazwisko pojawia się w różnych publikacjach, był m.in. współautorem książki "Polska porcelana", w której znajduje się krótka wzmianka o nowodworskiej fabryce. Zmarł w 1976 r.

Bronisława podobnie jak Leon wróciła po wojnie do wcześniejszej profesji. Była malarką. Sztuką zajęła się jeszcze przed wybuchem I wojny światowej na warsztatach terapii prowadzonych przez Carla Gustawa Junga psychiatrę i malarza. Przez jakiś czas pracowała w Zurychu jako asystentka swego mentora, nieco później projektowała odzież i tkaniny w Monachium. Prawdopodobnie wraz z mężem Janem Piprekiem wróciła do Polski około 1920 r. Po II wojnie już jako rozwódka mieszkała w Warszawie. W 1947 r. została przyjęta do Związku Artystów Polskich, w tym samym roku jej prace pojawiły się na wystawie przedstawiającej dorobek malarstwa polskiego. W kraju zorganizowano jej trzy indywidualne wystawy. Zmarła w 1966 r.

W przypadku Leona i Bronisławy sprawa powojennych losów jest oczywista. Zmarli wiele lat po wojnie. Ich groby możemy znaleźć na warszawskich cmentarzach, jego na Starych Powązkach, jej nieco dalej na cmentarzu ewangelicko-augsburskim. Problem pojawia się natomiast w przypadku Michała. Na płycie nagrobnej na cmentarzu żydowskim w Warszawie podana jest data 16.09.1949 r. We wspomnieniach nowodworskich Żydów wydanych w latach sześćdziesiątych XX w. możemy przeczytać następujące zdanie; " ...Michał, po tym jak przeżył hitlerowskie obozy śmierci, wrócił do miasta i ponownie przejął fabrykę. Wkrótce został zamordowany w swoim domu przez miejscowych bandytów". Nie dysponując innymi dokumentami możemy jedynie zastanowić się nad tym, co w powyższej wypowiedzi jest prawdopodobne, a co na pewno mija się z prawdą. Nazwisko Michała Winogradowa znajduje się na liście więźniów obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Być może chodzi o "naszego" Winogradowa. Prawdopodobne jest również, że po zakończeniu wojny wrócił do Nowego Dworu. Mogło również tak się zdarzyć, że został zamordowany. Czy jednak przyczyną morderstwa była chęć odzyskania fabryki? Na pewno nie. Jak pisaliśmy powyżej "fajansowa" przestała istnieć już we wrześniu 1939 r. Przestała istnieć w dosłownym znaczeniu, nawet ruiny zbombardowanych budynków zostały rozebrane. Michał Winogradow nie mógł więc "ponownie przejąć fabryki", bo jej nie było. Nie chodziło również raczej o kwestię odzyskania terenu pofabrycznego. "Wolnych" działek przy głównych ulicach było wówczas aż nadto. Od września 1939 r. połowa ulicy Warszawskiej była pusta. Nie było powodu aby plac przy Paderewskiego nie wrócił do właścicieli. W 1949 r. obowiązywała ustawa o nacjonalizacji przemysłu, więc także z tego powodu nie było mowy o przejmowaniu czegokolwiek w tym momencie przez dawnych właścicieli. Jeżeli do morderstwa doszło, to jego przyczyna musiała być inna: rabunek, zemsta, osobiste zatargi, a nawet przypadek. Jeżeli uwzględnimy wspomniane wyżej stosunki międzyludzkie, jakie panowały w fabryce w ostatnim okresie przed wybuchem wojny to nazwisko Winogradow, mówiąc eufemistycznie, nie budziło w mieście wielkiego entuzjazmu. Ktoś mógł wyrównać przedwojenne rozrachunki.

* Maria Możdżyńska - (Nie)legendy nowodworskie po raz drugi, 2024
 

 

 

Po 1879. Talerz ozdobny z fajansu szkliwionego wykonany w fabryce fajansu M. Mołczanowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1899 r. Talerz płaski ozdobny (prawdopodobnie profil cesarzowej Katarzyny II Wielkiej) o średnicy 17 cm - fajans glazurowany - z fabryki fajansu Mołczanowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Komplet stołowy z Fabryki Fajansu i Porcelany Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Głęboki talerz o średnicy 32,5 cm z fabryki Fajansu i Porcelany Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Głębokie talerze o średnicy 24,5 cm z fabryki Fajansu i Porcelany Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Talerze fajansowe z Fabryki Fajansu i Porcelany A. Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Miseczka z Fabryki Fajansu i Porcelany Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Ozdobiony złotą kalkomanią zestaw kuchennych pojemników na produkty sypkie z Fabryki Fajansu i Porcelany A. Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Zestaw pojemników z fabryki fajansu Winogradowa.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

Przed 1939. Ozdobione złotą kalkomanią pojemniki na ocet i oliwę z Fabryki Fajansu i Porcelany A. Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]
 

Przed 1939. Zestaw sześciu dzbanków fajansowych z fabryki Fajansu i Porcelany Winogradowa w Nowym Dworze z niebieskim motywem wiatraka.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

 

Przed 1939. Zestaw trzech porcelanowych talerzyków z chińskim motywem z Fabryki Fajansu i Porcelany Abama Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

 

Przed 1939. Fajansowy talerzyk z Fabryki Fajansu i Porcelany Abrama Winogradowa w Nowym Dworze.

[źródło grafiki i opisu - Historia Nowego Dworu Maz. i okolic]

 

 

Talerzyk 20,5 cm.

 

 

 

 

 

 

 

 

KALENDARIUM NOWEGO DWORU MAZOWIECKIEGO