Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Gazeta Wyborcza - 24/04/1998

 

 

Witold Gadomski

Ekonomiści

 

 

Nagrody z nauk ścisłych nie budzą większych emocji. Mało kto rozumie, o czym dyskutują współcześni fizycy lub specjaliści od biologii nuklearnej. Emocję budzą nagrody "ideologiczne" - literacka i pokojowa oraz z ekonomii. Tej ostatniej nie ufundował Alfred Nobel, ale Bank Szwecji. Przyznaje ją Szwedzka Akademia Nauk począwszy od roku 1969

W świecie, w którym żył Nobel - w drugiej połowie XIX wieku - ekonomia nie wydawała się wiedzą tajemną. Pieniądz był we wszystkich cywilizowanych krajach wymienialny na złoto. Podatki dochodowe nie przekraczały 10 procent, podatki pośrednie nakładano tylko na alkohol, tytoń i zapałki. Kryzysy zdarzały się, ale ich natura nie była zgłębiona. Świadczyły o błędach popełnianych przez rządy, banki i korporacje. Koniec XIX wieku to okres najbardziej burzliwego rozwoju nowożytnej myśli ekonomicznej. Ale ekonomia należała do podobnej co polityka sfery. A dla polityków Nobel przeznaczył nagrodę pokojową.

W czasach, w których żył Alfred Nobel, dwóch brodatych proroków wieszczyło totalny kryzys światowej gospodarki i nadejście nowej epoki - socjalizmu. Gdy Nobel umierał - w roku 1896 - grono uczniów brodaczy było już całkiem duże. Do nich miał należeć nadchodzący wiek. Spory między marksistami a ich przeciwnikami były jedną z dwóch najważniejszych osi rozwoju ekonomii w wieku XX. Drugą osią był spór między zwolennikami interwencji państwa w gospodarkę rynkową i tymi, którzy uważali, że państwo, interweniując w gospodarkę, wyrządzić może więcej szkód niż pożytku. W wieku XIX państwo miało pełnić rolę nocnego stróża. Dbać o to, by prawo było przestrzegane. Ale nic ponadto. Wiek XX to epoka państwa - totalitarnego, narodowego, socjalistycznego, opiekuńczego.

Za największych ekonomistów w naszym stuleciu wielu uważa Josepha Schumpetera i Johna Meynarda Keynesa. Obaj zmarli, zanim ustanowiona została "ekonomiczna Nagroda Nobla". Błąd wynalazcy dynamitu postanowił w latach 60. naprawić Bank Szwecji, fundując nagrodę upamiętniającą Alfreda Nobla, w wysokości równej rzeczywistym nagrodom. Pierwszy raz przyznano ją w roku 1969. Nagrody przyznaje Szwedzka Akademia Nauk.

Magia liczb

Komitet przyznający Nagrody Nobla był świadomy dwuznacznej pozycji ekonomii. Skoro fundamentalne spory między ekonomistami prawie nigdy nie są kończone konkluzją, która wskazywałaby na zwycięzcę, jest jasne, że precyzja ekonomii jest daleka od tej, jaka cechuje nauki ścisłe. Komitet noblowski postanowił więc przyznać pierwsze nagrody tym, którzy najbardziej przypominali "naukowców rzeczywistych", którzy opisywali gospodarkę za pomocą równań matematycznych. W roku 1969 nagrodzeni zostali: Norweg Ragnar Frisch i Holender Jan Tinbergen. Pierwszy miał wówczas 74 lata, drugi 66 lat. To nie przypadek, że nagrodzono ekonomistów wiekowych. Komitet noblowski nadrabiał w ten sposób wieloletnie opóźnienia. Szczyt aktywności obu przypadał na okres międzywojenny. Obaj brali udział w wielkich dyskusjach ekonomicznych z lat 30. Przede wszystkim zaś obaj posługiwali się aparatem matematycznym. Tinbergen był nawet doktorem fizyki. Na zlecenie Ligi Narodów opracował w latach 30. matematyczny model cyklicznych zmian w gospodarce.

Frisch był tym, który wymyślił pojęcie ekonometrii, czyli nauki zajmującej się mierzeniem zjawisk ekonomicznych i układaniem ich w matematyczne wzory. Matematykę i statystykę wykorzystywali ekonomiści od dawna, ale Norweg i Holender poczynili w tej dziedzinie znaczące postępy. Ekonometria wydawała się spełniać marzenia o uczynieniu ekonomii nauką tak ścisłą, jak nauki przyrodnicze. Tu już nie ma mowy o filozofii, o intelektualnych refleksjach nad naturą bogactwa i przedsiębiorczości. Jest wyższa matematyka i skomplikowane wzory, zrozumiałe tylko dla nielicznych. Ekonometrycy starali się zbudować modele, za pomocą których mogliby prognozować zmiany zachodzące w gospodarce, wyjaśniać związki między jedną wielkością a drugą. Ale szybko wpadli na rafy. Statystyka jest tylko w stanie określić, czy między dwoma zjawiskami występują zależności. Gorzej, gdy ma powiedzieć, na czym zależność polega. Na przykład: czy wielkość inwestycji zależy od wielkości produkcji, czy na odwrót. Czasami statystyka podpowiada zależności, które na zdrowy rozum nie powinny mieć miejsca. Udowodniono, że liczba nowo narodzonych dzieci zależy od liczby bocianów odwiedzających daną okolicę. Wcale nie żart! Bociany odwiedzają okolice ekologicznie czyste, a więc takie, w których przeważa gospodarka naturalna. Społeczeństwo żyjące w stanie naturalnym ma zwykle więcej dzieci. Ot i całe wyjaśnienie.

Rafy, na które natrafiali ekonometrycy, były bardziej skomplikowane. Okazuje się bowiem, że tak w gospodarce, jak i w społeczeństwie zależności są różnorodne. Innymi słowy - wszystko zależy od wszystkiego. Inna rafa to brak danych lub niemożliwość ich porównywania z uwagi na to, że podobne wielkości różnie są w różnych krajach liczone. Ekonometrycy z brakiem danych radzą sobie w ten sposób, że do modelu wstawiają dane zbliżone do rzeczywistych, czasami przez siebie oszacowane. Ale piękny wzór ma wtedy niewiele wspólnego z rzeczywistością. Modele opracowywane przez Jana Tinbergena ostro krytykował Keynes, a także jego antagonista Milton Friedman.

Marzenia o ekonomii ścisłej trwały przez lata. Także w ostatnim roku Nobla dostali naukowcy badający matematyczne zależności na rynkach finansowych. Spośród 42 ekonomistów, którzy dotychczas otrzymali Nagrodę Nobla, co trzeci był ekonometrykiem. 20 lat po Frischu, w roku 1989, nagrodę otrzymał drugi Norweg, Trygve Haavelmo, który modele matematyczne skomplikował, wprowadzając do nich rachunek prawdopodobieństwa. Typowym ekonometrykiem był też drugi obok Tinbergena Holender - Tjalling Koopmans, który w roku 1975 otrzymał Nagrodę Nobla razem z profesorem Leonidem Kantorowiczem.

Radziecki noblista

Ekonometria była wygodną furtką dla ekonomistów, którym przyszło żyć w socjalizmie. Pozwalała uciec przed natrętnym marksizmem. Czasami pozwalała ukryć niedostatek własnych myśli. O ileż poważniej wygląda banalne czasem zdanie napisane językiem matematycznym.

Metody ekonometryczne stosował najwybitniejszy ekonomista z czasów PRL - Oskar Lange, a także Michał Kalecki, który w latach 30. doszedł do podobnych wniosków co Keynes. Ekonometrykiem był też jedyny radziecki noblista Leonid Kantorowicz. W tym samym roku co Kantorowicz Noblem uhonorowany został inny wielki uczony, obywatel ZSRR - Andriej Sacharow. Komitet noblowski często osładzał gorzkie pigułki. Nagroda dla ekonomisty była zapewne dla Sowietów rekompensatą. To nie umniejsza naukowych zasług Kantorowicza. Jego największe osiągnięcia związane są z metodą zwaną programowaniem liniowym. Metoda ta pozwala na optymalne, czyli jak najlepsze wykorzystanie ograniczonych zasobów. Przykładem jest choćby problem diety. Jak zaplanować dla grupy ludzi dietę, która zaspokoiłaby ich biologiczne potrzeby, a z drugiej strony była jak najoszczędniejsza. Lub przykład inny - zagadnienie transportowe - jak najlepiej wykorzystać posiadany potencjał, aby przewieźć konieczną ilość towarów. Przykłady są proste, ponieważ dotyczą rozdysponowania rzeczy. Można w nich pominąć skomplikowane zależności społeczne czy psychologiczne, jakie powstają w trakcie gospodarowania. Te proste problemy są jakby wymarzone dla rozwiązywania ich w gospodarce planowej. Z drugiej strony, zajmując się nimi, Kantorowicz mógł być prawdziwym naukowcem-ekonomistą, pozostając członkiem komunistycznej partii. Swe najsłynniejsze prace pisał w latach 30., gdy tysiące ludzi szło do łagrów. Metody Kantorowicza stosowane były w logistyce wojennej. W wywiadzie dla prasy radzieckiej, pytany o to, dlaczego "kapitaliści" uhonorowali jego, socjalistycznego ekonomistę, tak prestiżową nagrodą, odpowiedział, że metody jego nadają się do każdej gospodarki, ale w szczególności do gospodarki planowej. Zmarł w roku 1986, rok po dojściu do władzy Gorbaczowa. Nie dożył końca planowania, w które wierzył. W roku 1965, dziesięć lat przed Noblem, otrzymał Nagrodę Leninowską - socjalistyczną namiastkę nagrody przyznawanej przez "kapitalistów".

Kłopoty z pewnym prawem

Kantorowicz nie był jedynym Rosjaninem uhonorowanym ekonomicznym Noblem. Nagrody otrzymali również Wasyli Leontief w roku 1973 oraz Simon Kuznets - w 1971. Tyle że obaj profesorowie spędzili większość swego życia w Stanach Zjednoczonych, zdobywając tytuły naukowe na amerykańskich uczelniach. Kuznets, rosyjski Żyd, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w roku 1922. Studia rozpoczął w Rosji radzieckiej, ale dokończył na Uniwersytecie Columbia. Nagrodę otrzymał za badania nad długookresowym rozwojem gospodarki. Najważniejszymi osiągnięciami Kuznetsa było skonstruowanie mierników dochodu narodowego dla Stanów Zjednoczonych i innych krajów. To, że dziś potrafimy porównywać ze sobą produkty narodowe różnych krajów, jest między innymi zasługą tego urodzonego w Rosji ekonomisty.

Wasyli Leontief nie dość, że był Rosjaninem, to również w Rosji rozpoczął swoją karierę ekonomisty. Zapowiadał się na dobrego planistę. Na szczęście dla niego, w latach 20. sowieckie granice nie były jeszcze szczelnie zamknięte. Leontiefa wysłano do przyjaznego Sowietom Berlina, by kontynuował studia ekonomiczne. Przez rok doradzał rządowi chińskiemu. Wreszcie znalazł się w Stanach Zjednoczonych, gdzie przygarnął go Uniwersytet Harvarda. Leontief zdobył sławę i Nagrodę Nobla za metodę zwaną po angielsku input-output, co oznacza dosłownie wkładam-wyjmuję. Gospodarkę opisywał jako coś w rodzaju tablicy Mendelejewa. Podzielił ją na kilkadziesiąt gałęzi i badał, jak produkty przepływają z jednych do drugich. Ot, na przykład jaką część samochodu stanowią produkty przemysłu stalowego, jaką przemysłu gumowego, przemysłu chemicznego, skórzanego itd. Tablica przepływów międzygałęziowych świetnie nadawała się dla celów planistycznych, toteż w socjalizmie Leontief cieszył się dużym poważaniem, choć z drugiej strony ojczyznę komunizmu opuścił bez pożegnania.

Badania Leontiefa pozwoliły też obalić jedno z podstawowych praw współczesnej ekonomii, zwane prawem Ohlina-Heckschera. Otóż dwaj szwedzcy uczeni ekonomiści - Heckscher i Ohlin doszli w latach 20. do wniosku, skądinąd łatwego do zrozumienia, że w handlu międzynarodowym kraje specjalizują się w tych towarach, które łatwiej jest im produkować. Tam gdzie występuje nadmiar taniej siły roboczej, wśród towarów eksportowych przeważają te, które wymagają dużego nakładu pracy. Te kraje, które siły roboczej w nadmiarze nie mają, a za to mają kapitał, produkują i sprzedają wyroby kapitałochłonne. Zaraz po II wojnie światowej Leontief badał zdolności handlowe różnych krajów i ze zdumieniem stwierdził, że zdanie szwedzkich uczonych nie znajduje potwierdzenia w liczbach. Stany Zjednoczone, które w tym czasie miały zdecydowanie największy potencjał kapitałowy na świecie, eksportowały głównie towary zawierające w sobie dużo pracy, nie zaś kapitału. To odkrycie weszło do historii ekonomii pod nazwą paradoksu Leontiefa.

Paradoksalne jest również to, że ekonomiści bynajmniej nie odrzucili prawa Ohlina-Heckschera, ale zajęli się wyjaśnianiem przyczyn wystąpienia paradoksu Leontiefa. Bertil Ohlin otrzymał zresztą cztery lata po Leontiefie Nagrodę Nobla. Miał wówczas 78 lat. Heckscher w tym czasie już nie żył. Ohlin nagrodę podzielił z brytyjskim ekonomistą Jamesem Meade, jednym z najwybitniejszych następców Keynesa.

Keynesiści

John Maynard Keynes zmarł w roku 1946 w wieku 63 lat. Jego działalność naukowa związana była z Uniwersytetem w Cambridge. Zmarł za wcześnie, by otrzymać Nobla, który bezsprzecznie mu się należał. Noblistami zostali natomiast uczeni, którzy z Keynesem współpracowali lub podzielali jego poglądy. Najsilniejszy ośrodek keynesistów był, rzecz jasna, w Cambridge, ale poglądy wielkiego Anglika podzielało też wielu ekonomistów amerykańskich.

Przed Keynesem ekonomiści uważali, że gospodarka, nawet jeśli przechodzi kłopoty, związane powiedzmy z katastrofami przyrodniczymi, jest w stanie osiągać znowu równowagę. Popyt, podaż, ceny i płace znów się stabilizują, choć w innym punkcie równowagi. Państwo - jego wydatki i regulacje - nie odgrywa zatem większej roli. A jeżeli już, to jest to rola negatywna, zakłócająca naturalne procesy, które zawsze prowadzą do stanu równowagi.

Wielka depresja lat 30. zmieniła wszystko. Przy 25-procentowym bezrobociu nie można już było zakładać, że rynek sam wszystko ureguluje. Keynes dał wyjaśnienie tego zjawiska, a jednocześnie receptę. W okresie depresji państwo powinno zwiększać wydatki, a każdy wydany dolar powoduje zwiększenie ogólnego poziomu produkcji i zatrudnienia o kilka dolarów. W gospodarce działa bowiem mechanizm mnożnikowy. Wydatki państwa dają zarobek pracownikom, którzy kupują dodatkowe towary. Na tym zarabia fabryka i jej pracownicy, którzy kupują następne towary, dając zarobić kolejnej fabryce itd. Mnożnik jest tym większy, im większa jest skłonność ludzi do konsumpcji.

Wniosek był oczywisty - zwiększajmy wydatki państwa, konsumujmy - wówczas gospodarka będzie się rozwijała prawidłowo. Wniosek ten podobał się politykom i wyborcom, a także ekonomistom. Recepty Keynesa uzasadniały konieczność zwiększania kontroli państwa nad gospodarką, co zawsze jest przyjemne dla sprawujących władzę. Wyborcy czuli, że państwo troszczy się o ich losy, co też jest popularne. Ekonomiści zaś odkryli możliwości dalszego doskonalenia teorii, co w końcu jest ich zajęciem.

Teoria Keynesa sformułowana była językiem skomplikowanym, choć jej wnioski były proste. Naukowców interesowała gospodarka w skali makro. Badali jej rozwój cykliczny, wpływ inwestycji, wydatków państwa, poziomu dochodów na poziom produkcji i zatrudnienia.

Jeden z pierwszych keynesowskich neofitów, Abba Lerner, tak wspominał swe zetknięcie z nową teorią: "Doszły do nas wiadomości, że w Cambridge dzieją się jakieś dziwne rzeczy. Nie mogliśmy wcale wywnioskować, co to było. Coś na temat elastyczności popytu na produkt jako całość. Joan Robinson (uczennica Keynesa) zaczęła nam to tłumaczyć, ale my jej nie rozumieliśmy, doszło więc do zorganizowania na koniec tygodnia spotkania w połowie drogi między Londynem i Cambridge. Spotkanie nie odniosło zbytniego sukcesu. Oni (keynesiści) byli przekonani, że albo jesteśmy po prostu bardzo głupi, albo zacofani - my zaś myśleliśmy, że oni zwariowali".

Wśród laureatów Nagrody Nobla keynesistami byli Paul Samuelson (nagroda z 1970 roku), John Hicks (1972), James Meade (1977), Lawrence Klein (1980), James Tobin (1981), Franco Modigliani (1985), Robert Solow (1985). Pierwszy z tej listy, Paul Samuelson, jest szczególnie znany jako autor najbardziej chyba na świecie popularnego podręcznika do ekonomii, wydanego w łącznych nakładach kilku milionów egzemplarzy. Wybitny ekonomista w podręczniku z powagą opisuje sukcesy gospodarki sowieckiej, przewidując moment prześcignięcia przez nią gospodarki amerykańskiej. Profesor Jan Winiecki zauważa, że w kolejnych wydaniach podręcznika zmieniano prognozowane terminy prześcignięcia.

Keynesizm przestał być w ekonomii kierunkiem dominującym, gdy okazało się, że w gospodarkach krajów rozwiniętych pojawiają się trudności nie przewidziane przez Keynesa, a recepty wielkiego Anglika nie przynoszą skutków. Dziś wśród naukowców przeważa pogląd, że nie mają one uniwersalnego charakteru, jak, powiedzmy, prawa fizyki. Odnoszą się do wyjątkowej sytuacji, jaka zaistniała w gospodarce światowej w latach 30. Dziś są nieskuteczne.

Chicagowska szkoła

Keynesiści uważali się za precyzyjnych naukowców. Rzadko zapuszczali się w stronę publicystyki, ideologii lub polityki, choć wnioski z ich prac miały charakter ideologiczny. Swych publicystycznych i ideologicznych pasji nie ukrywa natomiast Milton Friedman - laureat Nagrody Nobla z roku 1976.

Nagrodę otrzymał za osiągnięcia w zakresie analizy przepływów pieniężnych i historię pieniądza. Najważniejszą jego pracą naukową była "Historia pieniądza w Stanach Zjednoczonych w latach 1867-1960", napisana razem z Anną J. Schwartz. Większy jednak rozgłos przyniosły prace pisane (przy współpracy Rose Friedman) językiem publicysty i ideologa: "Kapitalizm i wolność", "Wolny wybór" oraz "Tyrania status quo".

Friedman jest uważany za znakomitego specjalistę od polityki pieniężnej. Inflacja jest według niego zawsze wynikiem nadmiernej emisji pieniądza. Nadmiernej, to znaczy większej niż potrzeby gospodarki. Rolą instytucji państwa jest "dolewanie" do gospodarki właściwej ilości pieniędzy. Wówczas nie występuje ani recesja, ani inflacja. Friedman jest zresztą zdania, że państwo zwykle z tego zadania słabo się wywiązuje, czego dowodem jest wielka depresja lat 30. W "Wolnym wyborze" wyjaśnia, że dramatyzm kryzysu wynikał z nadmiaru interwencji państwa, i to w dodatku nieudolnych. Oskarża o to przede wszystkim utworzony w 1913 r. amerykański System Rezerwy Federalnej, czyli bank centralny, a także administrację prezydenta Roosevelta. Uważa, że gospodarka amerykańska, a co za tym idzie światowa, znacznie lepiej poradziłaby sobie z kryzysem, gdyby w ogóle Rezerwa Federalna nie istniała. Kryzysy pojawiały się przecież także wcześniej i nie miały tak dramatycznego przebiegu.

W środowisku ekonomistów Friedman uchodzi za enfant terrible. Uważa na przykład, że historycznym błędem było wprowadzenie w latach 60. wieku XIX pieniądza wymienialnego na złoto, zamiast wymienialnego jednocześnie na złoto i srebro. Ten błąd spowodował, że ilość pieniądza nie nadążała za potrzebami gospodarki, co cyklicznie powodowało recesję, a wreszcie doprowadziło do tego, że pieniądz w ogóle przestał był wymienialny na kruszec. To wprowadziło do gospodarki zmorę inflacji i oddało władzę nad pieniądzem i gospodarką w ręce urzędników państwowych. Friedman zaleca ograniczenie roli państwa w gospodarce. Szczególnie sprzeciwia się interwencji w postaci dodatkowych wydatków, zwiększających deficyt budżetu. Deficyt bowiem powoduje psucie pieniądza.

Poglądy Friedmana wywarły ogromny wpływ na politykę gospodarczą Stanów Zjednoczonych na przełomie lat 70. i 80. Współgrały z rozwijającą się wówczas "rewolucją konserwatywną". Na okładce "Wolnego wyboru" znajduje się króciutka recenzja Ronalda Reagana: "Znakomita książka. Friedmanowie sugestywnie definiują problemy stojące przed Ameryką. To lektura obowiązkowa dla każdego - od prezydenta do zwykłego obywatela".

Milton Friedman związał swą naukową karierę z Uniwersytetem w Chicago. Uważany jest za jednego z głównych twórców "szkoły chicagowskiej". Z Uniwersytetu Chicagowskiego wywodzi się zresztą najwięcej noblistów - aż siedmiu. Poza Friedmanem byli to: Theodor W. Schultz (1979), George J. Stigler (1982), Merton H. Miller (1990), Ronald H. Coase (1991), Gary S. Becker (1992), Robert W. Fogel (1993) oraz Robert E. Lucas (1990).

To właśnie profesor Lucas na początku lat 70. stwierdził, że teoria keynesowska nie uwzględniała faktu, że główni aktorzy gry ekonomicznej: właściciele, inwestorzy i konsumenci, nauczyli się przewidywać działania rządu. Na politykę rządu odpowiadają własną polityką. To z kolei może powodować, że działania rządu trafiają w próżnię. Jeśli na przykład rząd chce pobudzić gospodarkę, pompując do niej więcej pieniędzy, pracownicy przewidują dalsze skutki i domagają się wyższych płac, przedsiębiorcy podnoszą ceny. W efekcie zamiast wzrostu jest inflacja. Lucas nazwał to teorią racjonalnych oczekiwań.

Wielcy wizjonerzy

Ekonomiczne Noble przyznawano za teorie matematyczne, za budowanie modeli gospodarki, a także za wielkie intelektualne wizje. W roku 1974 Szwedzka Akademia Nauk wydała zaskakujący werdykt. Nagrodę otrzymało jednocześnie dwóch sędziwych intelektualistów: 76-letni Szwed Gunnar Myrdal oraz 75-letni Friedrich von Hayek - austriacki ekonomista i filozof, który połowę życia spędził w Anglii. Myrdal był socjaldemokratą, ministrem w socjaldemokratycznych rządach. Hayek był intelektualistą, dla którego wartością najważniejszą była wolność. Dlatego całe życie sprzeciwiał się reżimom totalitarnym. Walczył intelektualnie z wszystkimi przejawami socjalizmu, który uważał za źródło zła w świecie współczesnym.

Myrdal był przekonany, że coś takiego jak "czysta teoria" w ekonomii nie istnieje. Zawsze jest ona związana z ideologią. Czy jest zatem w ogóle nauką?

Takie poglądy rozwijał w swej pracy z roku 1930 "Polityczne elementy w rozwoju teorii ekonomii". Zamiast teorią ekonomii Myrdal zajmował się socjologią, politologią, a czasami po prostu moralizatorstwem. Uchodził za specjalistę od gospodarek krajów słabo rozwiniętych. Poświęcił im "Ziemie bogate i biedne" i "Wyzwanie światowego ubóstwa". Był zdania, że problemy biednych nie dadzą się rozwiązać przy zastosowaniu tradycyjnych recept klasycznej ekonomii. Ubodzy stają się coraz biedniejsi, a bogaci nie zamierzają dzielić się swoim bogactwem. Rozwój można wyjaśnić przyczynami politycznymi, socjologicznymi, psychologicznymi, a nie czystą teorią ekonomii.

Myrdal zmarł w roku 1987, w wieku 89 lat. Socjalizm, w który wierzył, rozpadał się i na Wschodzie, i na Zachodzie, a wiele ubogich krajów tak zwanego Trzeciego Świata było w trakcie skoku do dobrobytu. Udało się tym, które, wbrew Myrdalowi, stosowały klasyczne recepty gospodarcze.

Hayek urodził się dwa lata przed rozpoczęciem wieku XX, a zmarł na osiem lat przed jego zakończeniem. Długowieczność to zresztą częsta cecha u noblistów z ekonomii. Wielu wybitnych ekonomistów ze szkoły austriackiej, do której zaliczał się Hayek, zmarło w wieku blisko stu lat. Hayek żył i pisał w tym samym czasie, co Keynes. Dochodził do wniosków zupełnie innych. Jak inni "Austriacy" był zdania, że gospodarki nie można pobudzać, zwiększając ilość pieniądza w obiegu. Interwencja państwa jest niepożądana. Istnienie wolnego rynku i prywatnej własności jest naturalnym prawem człowieka i gwarancją wolności.

W latach 30. i 40. napisał Hayek kilka prac poświęconych znaczeniu rynku i konkurencji dla odkrywania wiedzy. Dowodził, że części wiedzy, koniecznej w procesie gospodarowania, nie da się przekazać innym. Tę wiedzę gromadzą w sobie podmioty, które gospodarują, jest ona w nich uwięziona. Gospodarka funkcjonuje dzięki spontanicznemu porządkowi, który kształtuje się na rynku. Centralne planowanie nie daje efektów, ponieważ planista nie ma wiedzy, która jest uwięziona w przedsiębiorstwach i nie może być w całości poznana przez kogoś z zewnątrz. Pisał to w czasie, gdy świat był zafascynowany sowieckimi planami. Kraje kapitalistyczne próbowały niektóre pomysły sowieckie kopiować. Trudno, by w takiej sytuacji poglądy Hayeka były popularne. Triumfy święcił bliski "planistom" Keynes.

W wielu pracach Hayek zastanawia się nad podstawami wolności. Uważał, że w wieku XX - wieku socjalizmu - ludzkość zerwała ze swą dotychczasową tradycją liberalną. Wolność zastąpił socjalizm.

Ekonomia rodziny

Ekonomiści przez kilka stuleci starali się tworzyć modele gospodarki. Poszukiwali punktu równowagi lub odpowiedzi na pytanie, dlaczego następuje rozwój. To jest jeden nurt ekonomii. Inny penetrował ludzkie postawy, zastanawiał się nad motywacjami, pytał, czy ludzkie działania są racjonalne. Ekonomia to nie tylko liczby, tony stali lub miliardy dolarów złożonych w bankach. Ekonomia to także kondycja rodzin, i to nie tylko materialna.

Rodziną zajmuje się profesor Gary S. Becker, który w roku 1992 otrzymał Nagrodę Nobla. Pracuje na uniwersytecie w Chicago. Jest ekonomistą o duszy socjologa, w ekonomii szuka rozwiązań problemów społecznych - takich jak przestępstwa, rozwody, dyskryminacja. Becker wyszedł z założenia, że wszyscy - gospodarstwa domowe, fabryki, organizacje działają racjonalnie, kierując się swym interesem. Proponował więc, by traktować rodzinę jako małą fabrykę. Tłumaczył na przykład, że im wyższe zarobki, tym większa chęć kobiet do kariery zawodowej. Po prostu pozostawanie w domu staje się nieekonomiczne. Zastanawiał się, dlaczego osoby bardziej wykształcone mają mniej dzieci. To również daje się wytłumaczyć racjonalnymi decyzjami ekonomicznymi.

Becker jest komentatorem magazynu "Business Week". W swych tekstach z wielką nieufnością pisze o rządowych programach subsydiów. Uważa, że pomoc dla rodzin zniekształca rzeczywiste koszty i dlatego społeczeństwo jako całość podejmuje błędne decyzje. Jest zdecydowanym przeciwnikiem rosnącego wpływu rządu na gospodarkę. Uważa na przykład, że prywatne szkoły oferują tańsze kształcenie. Proponuje dawać rodzinne zasiłki tym, którzy udowodnią, że potrafią rzeczywiście dbać o swoje dzieci, a więc posyłają je do szkoły, chodzą do lekarza itd. Jest też przeciwnikiem pomocy zagranicznej, która również działa demoralizująco na ubogie kraje.

Poglądy te, wykładane między innymi w "Ekonomii dyskryminacji", "Ludzkim kapitale", "Traktacie o rodzinie", wydają się mieć z pozoru mało wspólnego z profesjonalnie uprawianą ekonomią. Warto jednak pamiętać, że dotykają skomplikowanych problemów społecznych, z którymi nie potrafią sobie poradzić nawet najbogatsze państwa.

Instytucje

Na wolnym rynku działają instytucje, które mogą być lepiej lub gorzej zorganizowane. Działa też państwo, które nie zawsze chce poddawać się jego regułom.

Działanie państwa na rynku bada szkoła wyboru publicznego, której wybitny przedstawiciel James Buchanan otrzymał w roku 1986 roku Nagrodę Nobla. "Gospodarcza konstytucja Stanów Zjednoczonych w późnych latach 80. jest w stanie nieładu" - pisał w jednym ze swych artykułów. "Postkeynesowska epoka stałych deficytów budżetowych jest jedynie najbardziej rzucającą się w oczy i najłatwiejszą do opisu w prasie aberracją". Buchanan teoretycznie uzasadniał konieczność przyjęcia poprawki konstytucyjnej, zakazującej rządowi Stanów Zjednoczonych zaciąganie długu. Groźne dla gospodarki i społeczeństwa zadłużanie się państwa wynika z nacisku grup interesu i z defektów systemu politycznego. Poprawka zyskała poparcie Partii Republikańskiej. Jest jednak mało prawdopodobne, by została uchwalona.

Dla ekonomisty klasycznego rynek jest doskonale działającym mechanizmem. Uczestnicy gry rynkowej podejmują zawsze słuszne decyzje, dzięki czemu gospodarka rozwija się i zachowana jest równowaga. Czy rzeczywiście decyzje uczestników gry rynkowej są racjonalne? Ronald H. Coase - Anglik pracujący na Uniwersytecie w Chicago (nagroda z roku 1991) postawił pytanie - dlaczego istnieją wielkie korporacje, które bardziej przypominają średniej wielkości państwa niż rynkowe firmy. Czy jest to defekt rynku? Zamiast korporacji mogłoby istnieć kilkadziesiąt mniejszych zakładów. Jeden produkowałby tylko karoserię, inny tylko silniki, jeszcze inny koła, a kolejny wszystkie te części składałby i montował samochody. Fabryki działałyby zgodnie z regułami wolnego rynku, czyli racjonalniej niż korporacje.

Jest jednak powód, dla którego korporacja osiąga lepsze wyniki. Coase doszedł do wniosku, że zakłady, kontaktując się ze sobą, kupując i sprzedając, ponoszą dodatkowe koszty, zwane kosztami transakcyjnymi. Zakłady działające w ramach korporacji nie ponoszą kosztów transakcyjnych. Dlatego korporacja może być (choć nie musi) bardziej wydajna od dziesiątków małych zakładów.

Pojęcie kosztów transakcyjnych, wprowadzone w latach 30. przez Anglika z Chicago, zrobiło wielką karierę. Dziś i ekonomiści, i politycy zastanawiają się, jak zmniejszyć koszty transakcyjne (na przykład przez odpowiednie prawa). Coase wprowadził też do ekonomii pojęcie "kosztu społecznego". Takim "kosztem społecznym" jest zatruwanie środowiska naturalnego. Jeżeli wiemy, że koszt taki istnieje, rozwijamy swą firmę inaczej niż wówczas, gdy o koszcie tym zapominamy. Coase zaproponował instrumenty ochrony środowiska naturalnego zgodne z logiką rynkową. Okazały się skuteczne.

Mierzenie historii

Niewiele ekonomicznych Nagród Nobla spotkało się z takim zainteresowaniem prasy jak ta otrzymana w roku 1993 przez Amerykanów Roberta Fogela i Douglassa Northa za nowe podejście do historii gospodarczej. Uczeni zastosowali metodę zwaną "kliometrią". Clio jest, jak wiadomo, muzą historii. Zweryfikowali poglądy historyków, stosując statystyczne pomiary oraz teorie ekonomii. To pozwoliło im obalić uświęcone mity.

W grudniu 1960 roku profesor R.W. Fogel wygłosił odczyt, w którym przedstawił swoje badania nad wpływem kolei żelaznych na rozwój gospodarczy Stanów Zjednoczonych. Fogel zakwestionował tradycyjny pogląd, czy wręcz amerykańską legendę, który kolei żelaznej przypisuje decydujące znaczenie dla rozwoju Stanów Zjednoczonych. "Nieprawda - mówił Fogel. - Gdyby nie było kolei, tę samą rolę spełniłby transport wodny".

Jeszcze większą burzę obaj profesorowie wywołali analizą systemu niewolniczego. Wykazali, że był on niezwykle efektywny i gdyby nie względy społeczne i polityczne, mógł jeszcze dłużej funkcjonować.

Tęsknota za syntezą

Od kilku lat Nagroda Nobla budzi mniejsze emocje. Coraz częściej otrzymują je ekonomiści zajmujący się szczegółowymi teoriami, mało zrozumiałymi nawet dla profesjonalnych ekonomistów. W ostatnim roku Nobla otrzymali Amerykanie Robert C. Merton i Myron S. Scholes za nową metodę określenia wartości derywatyw, czyli skomplikowanych instrumentów finansowych. Szwedzka Akademia Nauk docenia też wkład do teorii gier (Nobel z roku 1994 dla Johna Harsanyi, Johna Nasha i Reinharda Seltena), teorii podejmowania decyzji (Nobel '96 dla Jamesa Mirrleesa i Williama Vickreya). Osiągnięcia w tych dziedzinach znajdują zwykle konkretne zastosowanie w zarządzaniu finansami, na giełdach, w konstruowaniu systemów podatkowych.

Wcześniej czy później nagrodę otrzyma ktoś za teorię transformacji ustrojowej. Może wielki węgierski ekonomista Janos Kornai, który w latach 70. i 80. teoretycznie uzasadnił niezdolność gospodarki socjalistycznej do rozwoju. Może wreszcie otrzyma ją ktoś z praktyków. Przed kilku laty zgłoszona została kandydatura Leszka Balcerowicza.

Specjaliści tęsknią jednak za Noblem, który otrzymałby naukowiec za kolejną wielką teorię, wyjaśniającą, dlaczego gospodarka działa w taki, a nie inny sposób. Potrzeba takiej syntezy jest coraz bardziej widoczna. Światowa gospodarka na przełomie wieków zaczyna zachowywać się w sposób niezrozumiały. Kuleje gospodarka japońska, Europa leniwie posuwa się w tempie niewiele większym niż 1 proc. rocznie, tygrysy azjatyckie przeżywają nagły kryzys finansowy, Amerykanie obawiają się deflacji (przeciwieństwo inflacji), a dawne kraje socjalistyczne z większym lub mniejszym trudem budują kapitalizm. Brakuje wielkiej teorii, brakuje busoli.