Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Twórczość 2004 nr 2/3

 

Dorota Bielawska

JAK ZOSTAŁ WYCIOSANY "KAMIEŃ Z KATEDRY" ZBIGNIEWA HERBERTA

 

W Labiryncie nad morzem (Twórczość 1973 nr 2) Zbigniew Herbert kreśli prowokujący obraz: "Usadowiłem się naprzeciw jatki. Atletyczny rzeźnik daje darmowy spektakl pod tytułem 'Ćwiartowanie wołu'. Nóż ślizga się z maestrią przez wzgórza mięśni, tasak rozłupuje kości - rozkłada tę wspaniałą rzecz na elementy. Jednym ruchem wyjmuje z wnętrza wątrobę, serce i rzuca je płasko na rzeźniczy pień. Myślę o krytykach, którzy zajmą się nami. Będą się znęcali nad tym, co po nas zostanie, kłując i szarpiąc na oślep". Sporo w tym prawdy: analiza krytycznoliteracka tekstu rzeczywiście często wymaga "rozłożenia na elementy", pozwala jednak zgłębiać sens utworu, a czasem nawet umożliwia odkrycie pewnych, nader zaskakujących, mechanizmów powstawania tekstu.

W 1962 roku, po powrocie z podróży po zachodniej Europie, Zbigniew Herbert opublikował swoje pierwsze eseje w słynnym tomie Barbarzyńca w ogrodzie. Jeden ze szkiców, zatytułowany Kamień z katedry, poświęcony został procesom związanym z powstawaniem gotyckich katedr. Uznanie krytyków wzbudziło oryginalne ujęcie tematu, zwracano uwagę na rzeczowość eseju, erudycję autora, odkrywcze spojrzenie na codzienność średniowiecza.

Herbert wielokrotnie sam zaznacza, że powstanie eseju poprzedza przeważnie długa praca w bibliotekach, żmudne poszukiwanie materiałów źródłowych, dokumentów, opracowań specjalistów. W poetyce eseju mieści się zgoda na znaczne korzystanie z różnorodnych inspiracji lekturowych. Jednak lekcja Kamienia z katedry rodzi pytanie o zależność między tym, co można przeczytać w tekście Herberta, a tym, co przeczytał sam Herbert, zmusza do refleksji nad dopuszczalnymi granicami wykorzystania zebranych materiałów.

Podczas pobytu Herberta we Francji ukazała się w Paryżu (Editions du Seuil, 1959) książka Jeana Gimpela Les batisseurs de cathedrales - w Polsce została wydana dopiero w 1968 roku, w niewielkim nakładzie, pod tytułem Jak budowano w średniowieczu w przekładzie Jana Aleksandrowicza. Gimpel bardzo swobodnie porusza się w problematyce związanej z sakralnym budownictwem średniowiecznym, odtwarza szczegółowo przebieg procesu wznoszenia katedry, wiele uwagi poświęca problemom technicznym, finansowym i społecznym. Sięga do średniowiecznych kronik i raportów z budowy, przytacza stare, francuskie przysłowia i opisuje miniatury ukazujące pracę robotników.

Dobór faktów i sposób ich przedstawienia w eseju Herberta i w książce Gimpela jest zaskakująco zgodny. Większość informacji zawartych w Kamieniu z katedry znaleźć można w książce Gimpela. Herbert wykorzystuje komentarze francuskiego historyka i podaje zebrane przez niego fakty (zarówno podstawowe ustalenia historyków, jak i ubarwiające tekst ciekawostki), przywołuje przedstawione w jego książce średniowieczne dokumenty i teorie współczesnych uczonych. Nazwiska tychże uczonych chętnie przywołuje - nazwisko Gimpela nie pojawia się w eseju, nie ma tam też żadnej aluzji do istnienia takiego syntetycznego omówienia podjętej w szkicu problematyki. Zwracają uwagę także zbieżności językowe - w Kamieniu z katedry znaleźć można całe zdania i wyrażenia bezpośrednio zaczerpnięte z książki Gimpela lub nieznacznie sparafrazowane. Warto dodać, że francuski historyk posługuje się bardzo obrazowym stylem, często wplata metafory i ciekawe porównania, które, co najbardziej razi, "wzbogacają" również esej Herberta.

Czy nie są to gołosłowne zarzuty? Charakter związków między esejem Herberta a książką Gimpela najlepiej wykazać może przykładowe zestawienie wybranych fragmentów obydwu tekstów.

W Kamieniu z katedry, po wstępnej części poświęconej osobistym doświadczeniom paryskim autora i przykładom burzenia gotyckich kościołów w dziewiętnastym wieku (przykłady obecne w książce Gimpela), pojawia się zaduma nad monumentalizmem średniowiecznej architektury - bardzo bliska pierwszym rozdziałom z pracy Gimpela.

Herbert, s. 150. "Miliony, miliony ton kamienia. W ciągu trzech stuleci od XI do XIV wieku wydobyto we Francji więcej tego materiału niż w starożytnym Egipcie, kraju gigantycznych budowli. Osiemdziesiąt katedr i pięćset wielkich kościołów, jakie zbudowano w tym okresie, zebrane razem tworzyłyby łańcuch górski wzniesiony ręką człowieka." 

Gimpel, s. 13. "Na przestrzeni trzech stuleci między rokiem 1050 a 1350 Francja wydobyła wiele milionów ton kamienia, aby wznieść 80 katedr, 500 wielkich kościołów i kilkadziesiąt tysięcy kościołów parafialnych. W ciągu tych trzech wieków Francja przetransportowała więcej kamienia niż starożytny Egipt w którymkolwiek okresie swojej historii, mimo że objętość samej tylko Piramidy Cheopsa wynosi 2,5 mln m3." 

Pokrewieństwa obu tekstów widać na przykład w przedstawieniu funkcji, jakie spełniał kościół w średniowieczu:

Herbert, s. 160. "Człowiek średniowieczny czuł się w kościele jak w domu. Nierzadko tam jadł, spał, mówił nie ściszając głosu. Ponieważ nie było ławek, przechadzano się swobodnie i chętnie chroniono przed niepogodą. Kościelne zakazy odbywania zebrań w kościołach wskazują na to, że była to chyba dość rozpowszechniona praktyka. Dowodzi tego jeszcze jeden szczegół: w wielu miastach posiadających katedrę lub wielkie kościoły nie wznoszono ratusza.

Witraże nie opiewały tylko żywotów świętych, ale jeśli wolno porównywać wielkie z małym, spełniały funkcję neonowych reklam bławatników, cieśli czy szewców. A wiadomo przecież, że walczono zażarcie o jak najkorzystniejsze umieszczenie fundowanych witraży. Najkorzystniejsze - to znaczy najbliższe oczom ewentualnego klienta."

Gimpel, s. 51-52. "[...] ruch panujący wewnątrz kościołów i czynności, jakim się w nich wówczas oddawano: spano tam, jedzono, można było rozmawiać bez potrzeby ściszania głosu [...] Poruszano się zresztą po kościele o wiele swobodniej niż dzisiaj, gdyż nie było ławek. Spotykano się w kościele dla omówienia spraw, które często nie miały nic wspólnego z religią. [...] Stwierdzono, że w niektórych miastach, gdzie powstały gminy i gdzie istniały wielkie katedry, mieszczanie nie budowali ratusza. Znany jest tekst kościelny zabraniający pewnej gminie używania katedry jako sali zebrań. Zakaz ten świadczy, że była to praktyka powszechna [...] Stowarzyszenia rzemieślników i kupców nie uważały bynajmniej uprawiania reklamy w katedrze w Chartres [...] za dowód braku poszanowania dla Kościoła. Stowarzyszenia zawodowe uzyskały dla swych witraży najlepsze miejsca w kościele [...] możliwie jak najbliżej ewentualnych klientów."

Wiele uwagi Herbert poświęca przebiegowi prac przy wznoszeniu katedry i ludziom, którzy wznieśli swój wkład w ostateczne dzieło. Warto porównać te rozważania z tekstem Gimpela:

Herbert, s. 162-163. "Przyjrzyjmy się ludziom pracującym na budowie. Tworzą oni małe, zhierarchizowane społeczeństwo. Na samym dole tej drabiny widzimy robotników, których miniatury przedstawiają, jak wchodzą po drabinach niosąc kamienie i zaprawę w nosidłach lub cierpliwie obracają koła wyciągów. Rekrutowali się najczęściej ze zbiegłych chłopów, synów licznych rodzin wieśniaczych, którzy wyruszali do miasta w poszukiwaniu chleba i wolności. Niewykwalifikowani mieli pracę najcięższą: kopanie fundamentów, nieraz na głębokość dziesięciu metrów, i transport materiałów. [...] Tragarz kamieni, robotnik od łopaty zarabiał dziennie siedem denarów, murarz dwadzieścia dwa denary."

Gimpel, s. 71-72. "W hierarchii budowniczych katedr robotnik niewykwalifikowany zajmuje oczywiście miejsce najniższe, jednakże we wczesnym średniowieczu stoją przed nim otworem możliwości awansu. [...] Wyrobnicy rekrutowali się zapewne również spośród synów wielodzietnych rodzin chłopskich, którzy wyruszali do miasta w poszukiwaniu przygód i wolności. [...] pomagali oni cieślom w przewozie desek, kopali w poszukiwaniu złóż kamienia budowlanego i wznosili dachówki na rusztowania. [...] Kopią fundamenty [...]. Dzienna płaca tych wyrobników jest rzędu 7 denarów [...] a specjaliści, na przykład murarze czy kamieniarze - około 20 lub 22 denarów." (Opisywana przez Herberta średniowieczna miniatura jest reprodukowana w książce Gimpela, także w polskim przekładzie).

Herbert, s. 163. "Czy można się dziwić, że niezbyt chętnym okiem patrzyli na tych, którzy dobrowolnie zgłaszali się na budowę, jak jaśnie oświecony Renaud de Montauban szukający w ciężkiej pracy ekspiacji za popełnione grzechy."

Dalej - przedstawienie ballady Chanson de geste des quatre fils Aymon.

Gimpel, s. 72-73. "Wyrobnicy niechętnym okiem musieli patrzeć na tych, którzy przychodzili do prowizora, ofiarowując się do pracy bez wynagrodzenia.

Ballada o czterech synach Aymona opowiada legendarną historię pana Renaud de Montauban, który - aby odpokutować za grzechy - zgłasza się do pracy na budowie w zamian za znikome jedynie wynagrodzenie."

Dalej - przedstawienie owej ballady.

Herbert, s. 164-165. "Muratorzy mają odpowiedzialną funkcję kładzenia kamienia, co najlepiej oddają angielskie terminy setter, laser [...]. Miniatury przedstawiają ich na szczycie budowy z kielnią, poziomicą i z ołowianą linką do mierzenia pionu. Ich imiona giną z rejestru wypłat w zimie, gdy opuszczają oni budowę i pozostawiają na szczytowych partiach muru słomę i chrust okrywający mur przed zimnem i wilgocią."

Gimpel, s. 81-82. "Murarz to przede wszystkim układacz kamieni. Nazwa angielska określająca robotnika układającego lub utwierdzającego kamienie brzmi setter lub laser [...]. Liczne miniatury ukazują nam murarzy przy pracy, najczęściej widzimy ich na murze z narzędziami: kielnią, poziomicą i pionem [...].

Imiona murarzy znikają z rachunków w zimie [...]. Przed opuszczeniem placu budowy murarze okrywali szczytowe partie muru słomą lub nawozem, aby ochronić kamienie i spojenia przed deszczem w ciągu zimy." 

Herbert, s. 165. "Natomiast mało albo prawie nic nie wiemy o tych, którzy pracowali w kamieniołomach. Bardzo rzadko są wzmiankowani, pomija ich szczegółowy statut Stefana Boileau. Byli źle płatni i pracowali w najcięższych warunkach."

Gimpel, s. 183. "Powodzenie krucjaty katedr było także dziełem robotników pracujących w kamieniołomach, lecz słyszymy o nich niewiele. (...) Nieliczni tylko autorzy wspominają o nich. Etienne Boileau jest pierwszym, który o nich zapomina w swoich statutach. [...] ciężkie były warunki ich pracy: dokuczała im wilgoć panująca w wielu kamieniołomach [...]. Byli nędznie wynagradzani." 

Herbert, s. 165. "Kamieniołomy eksploatowane były najczęściej jeszcze przed rozpoczęciem kopania fundamentów. Pracowano w grupach po ośmiu robotników pod kierunkiem i majstra, który zarabiał znacznie więcej od robotników, a poza tym wynagradzany był od każdej sztuki kamienia. Tempo pracy musiało być duże, jak na to wskazują informacje odnoszące się do kamieniołomów podległych opactwu cysterskiemu w Dolinie Królewskiej w Cheshire. W ciągu trzech lat wydobyto tam trzydzieści pięć tysięcy ton kamienia, co kwadrans opuszczał kamieniołom wóz załadowany materiałem."

Gimpel, s. 84. "Praca w kamieniołomach rozpoczynała się zresztą często przed rozpoczęciem samej budowy. Tak na przykład, gdy król Anglii Edward I w 1277 r. ufundował na koszt korony ostatnie opactwo cystersów w Vale Royal w hrabstwie Cheshire, kierownik robót Walter z Hereford, przed uruchomieniem właściwego warsztatu budowlanego, posłał robotników do kamieniołomu.

W kamieniołomach pracowano w grupach po ośmiu robotników, każda pod kierunkiem mistrza. W ciągu trzech lat, od 1278 do 1281, wywieziono z kamieniołomu na plac budowy odległy o osiem kilometrów dokładnie 35 448 wozów kamienia. Jeśli założyć, że na jeden wóz ładowano około 1 tony, to robotnicy pracujący w kamieniołomie dobyli z ziemi 35 tysięcy ton kamienia. Mniej więcej co kwadrans załadowany wóz musiał opuszczać kamieniołom. [...]

Mistrzowie w kamieniołomach byli na ogół płatni od każdego wydobytego kamienia." 

Herbert, s. 185-186. "Prawdziwe podpisy majstrów na kamieniach spotykamy stosunkowo późno. Są to figury geometryczne, trójkąty, wielokąty, niekiedy rysunki narzędzi, jak kielnie lub litery alfabetu. Znaki były dziedziczne, jeśli ojciec wraz z synem pracował na budowie, dodawano drobny szczegół, na przykład kreskę, aby odróżnić ich kamienie. Znaki zrazu proste stają się skomplikowane i wymyślne, a używają ich także architekci w XV wieku. Architekt Aleksander z Bernerd umieszcza na końcu swego nazwiska gwiaździsty pięciokąt. Skromny znak robotników, odciśnięty po to, aby nie skrzywdzono ich przy wypłacie, staje się podpisem i symbolem zawodowej dumy."

Gimpel, s. 89-90. "Różnorodność znaków jest ogromna. Są to figury geometryczne, na przykład trójkąty lub pięciokąty, narzędzia pracy jak oskard lub młot, krzyże, litery alfabetu. [...] Znak przechodził z ojca na syna: dopóki ojciec żył, syn mógł uzupełniać znak jakimś szczegółem wyróżniającym, na przykład kreską. [...] Niektóre zaś z tych, jakie spotykamy na filarach nawy głównej w paryskiej Notre Dame [...] mogli zapewne wyryć, powodowani uczuciem osobistej dumy, kamieniarze pracujący za wynagrodzeniem dziennym lub tygodniowym.

Znaki kamieniarskie stały się w końcu czymś w rodzaju podpisu. W XV wieku architekt Aleksander z Berneval umieszcza po swoim nazwisku gwiaździsty pięciokąt."

Herbert, s. 167-168. "Sobór w Nicei w roku 778 stwierdził, że sztuka jest rzeczą artysty, ale kompozycja (powiedzielibyśmy dzisiaj: treść dzieła) należy do ojców. Zdanie to musiało mieć walor nie tylko deklaratywny, skoro w roku 1306 rzeźbiarz Tideman musiał wycofać z londyńskiego kościoła swoją figurkę Chrystusa, którą uznano za niezgodną z tradycją i w dodatku zwrócić pieniądze pobrane za robociznę."

Gimpel, s. 105-106, 108. "Przypomniano wtedy [na Soborze Nicejskim - DB], że kompozycja obrazów religijnych nie jest pozostawiona natchnieniu artystów; zależy ona od zasad ustanowionych przez Kościół katolicki i tradycję religijną. Do malarza należy tylko sztuka, kompozycja zaś do ojców. [...]

W 1306 roku rzeźbiarz Tideman wykonał dla jednego z londyńskich kościołów figurę Chrystusa, którą uznano za niezgodną z przyjętym kanonem. Sam biskup był zmuszony interweniować w tej sprawie i nakazał usunięcie Chrystusa z kościoła. Zażądał następnie, by Tideman zwrócił sumę, którą otrzymał był za tę pracę."

Czy przedstawione podobieństwa tekstów Zbigniewa Herberta i Jeana Gimpela uznać można za przypadkowe? Co można sądzić o oryginalności eseju Herberta skoro ponad 2/3 tekstu Kamienia z katedry (pomijając część wstępną) ma swoje "odpowiedniki" w książce Jak budowano w średniowieczu? Podobne zależności występują bowiem w wielu innych fragmentach eseju, że choćby wymienię sposób przedstawienia tez Henryka Pirenne i odkryć Sumnera Crosby, opowieść o kwestarzach z Laon i wzmianki o Sugerze, Nicolasie de Biard, Walterze de Chereford, Etienne de Bonneuille, nagrobku Piotra de Montreuil, rozważania o powierzchni katedr, zdobywaniu pieniędzy na budowę, kulcie świętych przedmiotów, funkcjach i wędrówkach rzemieślników i architektów...

Także wszystkie średniowieczne dokumenty Herbert przedstawia posługując się w wyraźny sposób tekstem Gimpela. Znamienny jest opis ciekawostek z albumu Villarda de Honnecourt:

Herbert, s. 176. "Interesowały go również wynalazki: piła, która tnie w wodzie, koło, które samo się obraca (wieczne marzenie o perpetuum mobile), a także, jakby powiedzieli Amerykanie, gadget - w jaki sposób skonstruować anioła, który palcem zawsze pokazuje słońce, jak zrobić, aby rzeźbiony orzeł obracał głowę w kierunku księdza czytającego Ewangelię, czy sprytny mechanizm do ogrzewania rąk biskupa w czasie długiej mszy."

Gimpel, s. 116-119. "Villard de Honnecourt interesował się drobnymi wynalazkami, tym, co Amerykanie nazywają gadget [...]. Villard rad by wszędzie umieszczać mechaniczne urządzenia, nawet w kościele: 'Tym sposobem sprawi się, że głowa orła będzie się obracała ku księdzu czytającemu Ewangelię'.

Gdzie indziej rysuje i opisuje ogrzewacz do rąk, przeznaczony dla biskupa [...]. Na innej planszy, przedstawiającej schemat mechanizmu zegarowego, autor informuje nas: 'Tym sposobem osiąga się, że anioł zawsze wskazuje palcem słońce.' [...]

Villard de Honnecourt próbował rozwiązywał problemy trudne, na przykład: jak ciąć drewno pod wodą? [...]

Jak wielu innych po nim, próbował skonstruować perpetuum mobile, mechanizm, który pozwoliłby człowiekowi wyzwolić się od pracy fizycznej.

'Wiele dni rozprawiali mistrzowie, jak zrobić, żeby koło poruszało się samo przez się: oto jak można to uczynić...'."

Zbigniew Herbert, kończąc opowieść o powstawaniu gotyckich katedr, pisze: "Rozprawić się trzeba w końcu z legendą o anonimowości budowniczych katedr" i opisuje wzór na posadzce w Chartres, przytacza napisy z katedr w Amiens, Autun, Rouen, opowiada o pomyłce w umieszczeniu rzeźb w Notre-Dame. Wszystkie te przykłady, podobnie przedstawione, znajdują się w książce Gimpela i podsumowane zostają stwierdzeniem: "Płyty te stanowią ważkie świadectwo przeciwko teorii o anonimowości budowniczych katedr".

Ciekawa jest konstrukcja zakończenia Kamienia z katedry - kompilacja zdań z krótkiego rozdziału zamykającego książkę Gimpela:

Herbert: "Roger Bacon umiera w więzieniu w 1292 roku, wolność wypowiedzi na uniwersytetach zostaje poważnie okrojona".

Gimpel: "Roger Bacon zostaje wtrącony do więzienia, gdzie umiera około 1292 roku. Wolność wypowiadania się, która była przedmiotem dumy uniwersytetów, zostaje zdławiona".

Herbert: "Centralistyczna władza królewska, zwłaszcza we Francji, nakłada na komuny miejskie pęta i podporządkowuje swoim celom. Hojna dotychczas młoda burżuazja przestaje łożyć na wznoszenie wież".

Gimpel: "Mieszczanie uszczuplają swe darowizny na rzecz kapituł. Gminy popadają w długi, a ich swobodę ogranicza centralizm królewski".

Herbert: "Afera Templariuszy jest symbolicznym epizodem końca epoki".

Gimpel: "Potępienie templariuszy [...] było jawnym znakiem końca pewnego świata."

Herbert: "Rozwój ekonomiczny zostaje zahamowany, krzywa demograficzna opada i pogłębia się inflacja. Mówi o tym urocza piosenka z roku 1313: [tekst piosenki]."

Gimpel: "Następuje zahamowanie rozwoju techniki i ekspansji gospodarczej. [...] Społeczeństwo starzeje się. [...] Tempo inflacji wzrasta niebezpiecznie [...]. Przypomina o niej czarująca piosenka z 1313 roku: [tekst piosenki]".

Herbert: "Krach włoskiego banku Scali odczuty przez całą niemal Europę zbiega się z datą wybuchu wojny stuletniej".

Gimpel: "Krach włoskiego banku Scali, w 1337 roku, będzie miał rozległe skutki: zapoczątkuje on kryzys gospodarczy, który dotknie Europę. W tym samym roku rozpocznie się wojna stuletnia".

Herbert: "Architekturę religijną zastępuje architektura obronna".

Gimpel: "Zamiast dla wiary, budować się będzie dla wojny. Wznoszone będą zamki warowne i mury obronne".

Herbert: "Pustoszeją budowy nieukończonych katedr".

Gimpel: "Stopniowo opustoszeje większość placów budowy we Francji".

Herbert: "Synowie tych, którzy rzeźbili uśmiech anioła, toczą armatnie kule".

Gimpel: "Rzeźbiarze z Chartres i Reims ciosać będą proste kamienne ciosy lub kule armatnie". (Gimpel, s. 166-170, Herbert, s. 186-187).

Andrzej Kaliszewski, zachwycając się walorem sensacyjno-detektywistycznym esejów z Barbarzyńcy w ogrodzie i posiadaną przez Herberta imponującą znajomością źródeł, pisze w Podróżach pana Cogito (Pismo Literacko-Artystyczne 1987 nr 4): "Również esej o katedrach zawiera mnóstwo fascynujących wiadomości, weryfikując potoczne wyobrażenie o życiu i sztuce w czasach średniowiecza (szkoda, że Herbert nie rozwinął jeszcze wątku masońskiego, wszak wolnomularstwo wywodzi się właśnie z bractw muratorów)".

Trudno nie podzielać rozżalenia Kaliszewskiego - nie można jednak mieć pretensji do Herberta. Niestety, Gimpel nic więcej o masonerii nie napisał (poza tym, oczywiście, co już znajdziemy w Kamieniu z katedry...)

 

Dorota Bielawska

 

Przeprowadzając powyższe porównania, korzystałam z następujących wydań: Zbigniew Herbert, Barbarzyńca w ogrodzie, wyd. 3, Warszawa 1973; Jean Gimpel, Jak budowano w średniowieczu, tłum. Jan Aleksandrowicz, Warszawa 1968.