Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

US News & World Report - 24.12.2001

 

 

SPÓR O ZIEMIĘ ŚWIĘTĄ

 

 

JEFFERY L. SHELER

Ile prawdy jest w Biblii?

 

 

Prawda z ziemi wyrośnie - pisał jakieś trzy tysiące lat temu psalmista, a archeologia od ponad stu lat gorączkowo szuka tej prawdy. Od żyznej doliny Eufratu po piaszczyste pustkowia Synaju, ziemie opisane w Biblii stopniowo odsłaniają swe sekrety, pozwalające lepiej poznać dzieje starożytnych cywilizacji, które dały początek trzem światowym religiom. Niedawne odkrycia archeologiczne rzuciły światło także na samo Pismo Święte, dostarczając cennych informacji zarówno o samych świętych księgach, jak i ich autorach. Inne dały początek nowym sporom, podważając niektóre tradycyjne poglądy na historię regionu targanego od stuleci przez konflikt religijny.

Jednak odtwarzanie historii na podstawie kamieni i skorup nie jest nauką ścisłą i nie należy do łatwych zadań nawet w najspokojniejszych czasach. A na wstrząsanym aktami przemocy Bliskim Wschodzie, subtelne naukowe dociekania przeradzają się w mocno upolityczniony konflikt, w którym stawką jest wiarygodność Biblii, historyczna prawda o "starożytnym Izraelu" oraz zasadność historycznych roszczeń zwaśnionych stron do terenów zwanych Ziemią Świętą. Niektórzy badacze uważają na przykład, że nie ma archeologicznych śladów wyjścia z Egiptu lub zdobycia Kanaanu przez Izraelitów - kluczowych wydarzeń opisanych w Biblii, wyjaśniających powstanie Izraela w Ziemi Obiecanej pod koniec epoki brązu. Wykreślenie tych wydarzeń z historii starożytnej mocno osłabiłoby, zdaniem niektórych naukowców, roszczenia współczesnego Izraela do biblijnej ziemi przodków na Bliskim Wschodzie.

W tym międzynarodowym sporze "biblijni minimaliści" - stosunkowo nieliczna, lecz wpływowa grupa uczonych, którzy uważają, że Pismo Święte nie zawiera historycznego przekazu lub zawiera go tylko w niewielkim stopniu - ścierają się z tymi, którzy traktują Biblię jako wiarygodne źródło historyczne.

Fakty i mity

Obie strony sporu gorliwie powołują się na niejednoznaczne nieraz dane archeologiczne. "Minimaliści" twierdzą między innymi, że starożytny Izrael ukazany w Biblii nigdy nie istniał; że Abraham, Mojżesz, królowie Dawid i Salomon to fikcyjne postacie rodem z hebrajskiej mitologii. Ich zdaniem cały Stary Testament został spisany w połowie pierwszego tysiąclecia p.n.e. - czyli ponad tysiąc lat po niektórych wydarzeniach, które jakoby opisuje. A zrobili to przywódcy religijni pragnący dać poczucie tradycji ludowi dopiero co uwolnionemu z niewoli.

- Z historii Izraela niewiele dziś pozostało - oświadcza Thomas L. Thompson, profesor biblistyki z uniwersytetu w Kopenhadze, specjalista od Starego Testamentu, w opublikowanej w 1999 roku książce "The Mythic Past: Biblical Archaeology and the Myth of Israel" (Przeszłość mityczna: Archeologia biblijna a mit Izraela). Jego zdaniem współczesna nauka nie tylko skazała na odejście do świata mitologii przypowieści o Adamie i Ewie, Noem i potopie, ale także sprawiła, że nie możemy już mówić o epoce patriarchów - monarchii zjednoczonej pod rządami Dawida i Salomona - ani o hebrajskich prorokach, jako o prawdzie historycznej. Wybitny archeolog Israel Finkelstein z uniwersytetu w Tel Awiwie w nowej książce "The Bible Unearthed" (Odkopana Biblia), napisanej wspólnie z historykiem Neilem Asherem Silbermanem, twierdzi, że biblijna saga Izraela nie była cudownym objawieniem, lecz genialnym wytworem ludzkiej wyobraźni, opracowanym i zredagowanym przez kapłanów z Jerozolimy po wyjściu z niewoli babilońskiej ok. roku 538 p.n.e.

Wyścig archeologów

"Minimalistom" gwałtownie przeciwstawia się szeroka i różnorodna grupa naukowców, dostrzegających przekonujące argumenty potwierdzające, że Biblia przedstawia - zasadniczo - prawdę historyczną, choć wielu z nich nie uważa jej za źródło w stu procentach nieomylne. W swej nowej książce "What Did the Biblical Writers Know & When Did They Know It?" (Co i kiedy wiedzieli autorzy Biblii?) profesor William G. Dever z University of Arizona dowodzi, że archeologia pozwoliła określić kontekst wielu hebrajskich opowieści biblijnych, wykazując, że nie są one li tylko produktem kryzysu tożsamości, jaki przeżywał judaizm w swej późniejszej fazie, ale częścią historii faktycznie istniejącego ludu. Odpowiadając na tytułowe pytanie, Dever mówi, że autorzy Biblii wiedzieli dużo i posiedli tę wiedzę już we wczesnym okresie. - "Minimaliści" - dodaje James K. Hoffmeier, profesor biblistyki w Trinity Evangelical Divinity School, specjalizujący się w Starym Testamencie, historii i archeologii starożytnego Bliskiego Wschodu - mają nierozsądne oczekiwania, domagając się przedstawienia danych archeologicznych potwierdzających prawdziwość Biblii. Stosują domniemanie winy do czasu udowodnienia niewinności.

Hoffmeier, Dever i inni zarzucają "minimalistom", że kieruje nimi ideologia - ich celem, jak mówi Dever, nie jest po prostu napisanie od nowa historii biblijnego Izraela, lecz wręcz jej unieważnienie. Niezależnie od tego, czy taka była ich intencja, osłabiają oni wagę historycznych roszczeń współczesnego Izraela do zajmowanych ziem - a są to roszczenia, które Izraelczycy usilnie starają się podtrzymywać przy użyciu danych archeologicznych od chwili uzyskania państwowości w 1948 roku. - Archeologia - zauważa Hershel Shanks, redaktor "Biblical Archaeology Review" - była dla wczesnych syjonistów sposobem odnalezienia swoich korzeni w ojczystej ziemi.

Stawka wzrosła, kiedy władze Autonomii Palestyńskiej zorganizowały własne służby archeologiczne wkrótce po podpisaniu porozumienia pokojowego w 1993 roku. - Chcieli od razu zacząć mówić o sobie, zacząć kopać, zacząć odtwarzać własną przeszłość - mówi Amy Dockser Marcus, autorka książki "The View From Nebo" (Widok z Nebo), w programie dokumentalnym History Channel. - Palestyńczycy powiedzieli: "Cóż, mogli Izraelczycy, możemy i my". Obie strony, jej zdaniem, próbują wyeliminować się nawzajem z gry.

Epoka patriarchów

Choć mało który naukowiec wierzy, że archeologia Ziemi Świętej zdoła kiedyś całkowicie uniezależnić się od bliskowschodniej polityki, wielu z nich utrzymuje, że dyscyplina ta nadal będzie rzucać światło na najważniejsze epoki w historii Izraela, od samego jej zarania: Biblia określa, że Izrael pochodzi od Abrahama - koczownika z Mezopotamii, którego Bóg obiecał uczynić "ojcem mnóstwa narodów" i któremu oddał kraj Kanaan jako "własność na wieki". Z jego potomstwa wywodzić się będzie dwanaście szczepów izraelskich, które wyjdą z niewoli egipskiej, by udać się do Ziemi Obiecanej. (Także i Arabowie uważają się za pochodzących od Abrahama poprzez jego pierworodnego syna, Izmaela).

Ale współczesna archeologia nie znalazła żadnych pozostałości ze środkowej epoki brązu (2000-1500 p.n.e.), które miałyby bezpośredni związek z Abrahamem lub jego potomstwem, przez co nawet tak zagorzali obrońcy Biblii jak Dever zmuszeni są przyznać, że wszystkie autorytety w archeologii straciły nadzieję na udowodnienie istnienia patriarchów. Celem biblijnej narracji, wyjaśnia Dever, nie jest zapis historycznych wydarzeń, lecz przedstawienie uniwersalnej opowieści o tym, że wiara wymaga ryzyka - gotowości udania się na poszukiwanie Ziemi Obiecanej. Czy jest to opowieść prawdziwa? - Oczywiście, że tak - mówi Dever - tylko niekoniecznie w dosłownym sensie A jednak niektórzy badacze twierdzą, że archeologia dostarcza pośrednich danych na temat historycznego tła opowieści o patriarchach. Zawierane wówczas przymierza i umowy, ceny niewolników, jak również inne szczegóły na temat prawa i handlu, wplecione w narrację, są uderzająco zbieżne z tym, czego dowiadują się uczeni z dokumentów pochodzących ze starożytnej Mezopotamii, mówi Kenneth Kitchen, emerytowany egiptolog z uniwersytetu w Liverpoolu. - Podobieństwa między kulturą środkowej epoki brązu a tekstem Biblii - dodaje Amihai Mazar z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie - są zbyt bliskie, by można je było zignorować i sugerują, że opowieści o patriarchach to bardzo stare tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie zaś wytwór późniejszych epok.

Wyjście z Egiptu

Podobnie jak w przypadku opowieści o patriarchach, nie ma bezpośrednich archeologicznych dowodów potwierdzających biblijną relację z pobytu Hebrajczyków w niewoli egipskiej i ich uwolnienia przez faraona po serii plag, czy też potwierdzenie istnienia Mojżesza. Nie skłoniło to jednak obrońców Biblii do oddania pola "minimalistom", którzy uważają, że Exodus nigdy nie miał miejsca. - Brak dowodów na coś - mówi Kitchen - nie jest jeszcze dowodem, że tego nie było.

I rzeczywiście niektórzy badacze dopatrują się w starożytnych egipskich inskrypcjach zaskakujących wskazówek, sugerujących pośrednio, że wydarzenie przypominające Exodus mogło faktycznie mieć miejsce pod koniec późnej epoki brązu (1400-1200 p.n.e.). Na przykład jedna z inskrypcji na grobowcu Rekhmira, urzędnika na dworze faraona Totmesa III, ukazuje niewolników z Syrii i Kanaanu wytwarzających pod kontrolą uzbrojonego w kij nadzorcy cegły z błota przy budowie świątyni w Karnaku. Scena ta bardzo przypomina los Izraelitów opisany w Księdze Wyjścia. Jak zauważa James K. Hoffmeier, wykorzystanie pracy niewolniczej w Egipcie jest udokumentowane tylko w latach 1450-1200 p.n.e., czyli właśnie w okresie, w którym większość biblistów umiejscawia pobyt Izraelitów w Egipcie.

Bardziej intrygujący jest fragment egipskiego dokumentu z czasów faraona Ramzesa II - uważanego przez wielu badaczy za władcę, za którego rządów miał miejsce Exodus - nakazujący rozdział żywności pomiędzy Apiru przeciągających kamienie do budowy wielkiej kolumny. Choć interpretacja określenia "Apiru" pozostaje przedmiotem gorących sporów, niektórzy specjaliści sądzą, że mogło ono odnosić się do Hebrajczyków, czy też, ogólniej, do pochodzących z Azji Semitów.

Dla niektórych naukowców poszlaką najsilniej przemawiającą za tym, że w XIII wieku p.n.e. faktycznie miało miejsce wyjście z Egiptu, jest ciąg hieroglifów na monumencie świątynnym upamiętniającym podboje faraona Merenptaha, syna Ramzesa II, podczas wyprawy przeciwko Kanaanowi w roku 1207 p.n.e. Chełpliwy wykaz pokonanych wrogów zawiera wiersz, mówiący: Izrael został spustoszony. Inskrypcja ta potwierdza ponad wszelką wątpliwość obecność Izraelitów w Kanaanie pod koniec XIII w. p.n.e., co skłania część badaczy do domysłów, że wyjście z Egiptu nastąpiło jakieś 50 lat wcześniej.

- Szczegóły z Biblii faktycznie zgadzają się z danymi o epizodzie z udziałem Kananejczyków w Egipcie pod koniec epoki brązu - mówi Baruch Halpern, profesor historii starożytnej i religioznawstwa w Pennsylvania State University. - Za rządów Ramzesa II faktycznie byli w Egipcie Semici, było niewolnictwo, było wytwarzanie cegieł i miały miejsce liczne budowy. Egipskie papirusy wspominają nawet o niewielkich grupkach zbiegłych niewolników szukających schronienia na pustynnym półwyspie Synaj. Choć w żadnym razie nie potwierdza to jeszcze wyjścia z Egiptu, niektórzy badacze uważają, że dane te uprawdopodobniają Exodus. - Jeżeli ktoś chciałby stworzyć fikcyjną wizję historii - mówi Eric Myers, archeolog, a zarazem profesor religioznawstwa w Duke University - dlaczego miałaby to być opowieść o niewoli, cierpieniu i wreszcie cudownym wyzwoleniu, jakie przyniósł Exodus?

Zasiedlenie Ziemi Obiecanej

Jak podaje Księga Jozuego, zajęcie Ziemi Obiecanej przez Izraelitów dokonało się w sposób szybki i brutalny. Po czterdziestu latach wędrówki po pustyni Synaju przekroczyli Jordan od wschodu i wkroczyli do Kanaanu, niszcząc miasto za miastem, aż cała Ziemia Obiecana znalazła się w ich rękach. Historia ta znajduje potwierdzenie (według innych - zaprzeczenie) w Księdze Sędziów, opisującej zasiedlenie Kanaanu jako długą, uporczywą walkę, która przynosiła Izraelitom także porażki militarne i moralne.

Ta opowieść również niezbyt dobrze znosi konfrontację z danymi archeologicznymi. Powołując się na brak śladów gwałtownych zniszczeń w kilku najważniejszych miastach - takich jak Jerycho i Ai, których, jak się wydaje, nikt w tym czasie nie zdobywał - większość badaczy od lat odrzuca biblijny opis militarnego podboju Kanaanu. Natomiast wielu naukowców wyznaje teorię, że starożytny Izrael powstał w wyniku stopniowej i zasadniczo pokojowej infiltracji, a może w wyniku wewnętrznych zaburzeń społecznych.

Teorie takie rodzą istotne z historycznego punktu widzenia pytania. Czy Izraelici byli ludem odrębnym etnicznie i religijnie, który przybył na te tereny na przełomie późnej epoki brązu i wczesnej epoki żelaza? Czy może był to odłam rdzennej ludności tworzący coś w rodzaju kananejskiej kontrkultury w opozycji do panujących tam stosunków społeczno-gospodarczych - odłam, który pod nazwą ludu Izraela zdominował w końcu cały region?

Zdobywcy czy osadnicy?

Archeologia nie udzieliła, jak dotąd, jednoznacznych odpowiedzi na te pytania. Znaleziska ostatnich dwudziestu lat mogą stanowić, zdaniem niektórych badaczy, ślady wczesnego osadnictwa Izraelitów: na słabo zaludnionych, pagórkowatych terenach na zachód od Jordanu nagle pojawiają się na przełomie XIII i XII wieku p.n.e. setki małych rolniczych osad. Na podstawie prowadzonych tam badań specjaliści szacują, że ludność regionu gwałtownie wzrosła - z ok. 12 tys. do ok. 55 tys. w XII w. i ok. 75 tys. w XI w. p.n.e. Takiej eksplozji demograficznej nie da się wytłumaczyć samym przyrostem naturalnym, mówi William G. Dever. Uważa, że dane te wskazują na dużą liczbę przybyszów migrujących na te ziemie, silnie motywowanych do skolonizowania słabo zaludnionych peryferii miejskiego Kanaanu, który zresztą przeżywał wtedy upadek.

Kwestia, czy osady te należały do Izraelitów, pozostaje przedmiotem dyskusji. A nawet jeżeli rzeczywiście należały, obecny stan badań archeologicznych nie pozwala na jednoznaczne stwierdzenie, czy ich nagłe pojawienie się było wynikiem błyskawicznego podboju, czy jednego z innych rozważanych scenariuszy. Jasne jest, że pojawiło się wielu przybyszów. Czy jednak nowe wioski i wzrost liczby ludności to oznaki, że powstał "nowy lud"? Od lat 60. XX wieku niektórzy uczeni spekulują, że osadnicy byli zbuntowanymi kananejskimi chłopami, którzy zbiegli w góry, by tam budować własne egalitarne społeczeństwo i religijną tożsamość.

Jak dotąd archeolodzy nie natrafili na wiele wskazówek, które pozwoliłyby rzucić światło na tożsamość kulturową przybyszów - ich język, religię i zwyczaje pogrzebowe. Poznano jednak jeden wiele mówiący szczegół dotyczący diety osadników: nie jedli wieprzowiny. - O ile w nadbrzeżnych wioskach Filistynów z tego okresu, jak również na stanowiskach na wschód od Jordanu powszechnym znaleziskiem są kości świń - mówi Israel Finkelstein - w młodszych osadach z terenów górskich nie znajduje się ich w ogóle. Jego zdaniem może to być jedyna dostępna wskazówka świadcząca o odrębnej tożsamości, wspólnej dla wieśniaków z gór.

Choć nie wiadomo, skąd wziął się "lud Izraela", jasne jest, że pod koniec XIII wieku p.n.e. był już zadomowiony na tym obszarze i wiedzieli o nim Egipcjanie, czego dowodzi inskrypcja z tablicy Merenptaha. W czasie nieco tylko dłuższym niż stulecie - według Biblii - Izraelici zbudowali silne państwo, przedmiot zazdrości ościennych królestw starożytnego Bliskiego Wschodu.

Królestwo Dawida i Salomona

Żadna inna postać w Biblii Hebrajskiej nie zajmuje w izraelskim dziedzictwie ważniejszego miejsca niż król Dawid - pasterz-wojownik, który przekształcił luźno powiązane ze sobą plemiona w potężną monarchię ze stolicą w Jerozolimie. Rządy Dawida i jego syna Salomona, przypadające mniej więcej na lata 1000-920 p.n.e., ukazane są w Księgach Samuela, Królewskich i Kronik jako złoty wiek Izraela - erę imponujących sukcesów militarnych i gospodarczych. Nic dziwnego, że zjednoczone królestwo tych władców stało się ulubionym celem ataków "minimalistów", zastanawiających się, jak to możliwe, że po tak wspaniałej dynastii pozostało tak niewiele świadectw archeologicznych.

Jak mówi Biblia, w okresie pomyślnych rządów Salomona do Jerozolimy płynęły ogromne bogactwa, które umożliwiły mu podjęcie ambitnych prac budowlanych w całym królestwie. Najważniejszym punktem królewskiego programu budowlanego był kompleks złożony z bogato zdobionej świątyni i monarszego pałacu w Jerozolimie. Świątynia Salomona na górze Moria (zwanej obecnie Wzgórzem Świątynnym) stała się punktem, w którym ogniskuje się tożsamość religijna i narodowa Izraela. Została zniszczona podczas najazdu Babilończyków w roku 587 p.n.e., zaczęto ją odbudowywać 50 lat później. Ostateczny kształt nadał jej Herod Wielki w roku 18 p.n.e. Świątynię Heroda zburzyli Rzymianie w roku 70 n.e.

Białe plamy na mapie

O ile jednak mur oporowy umacniający Świątynię Heroda nadal stoi (i jest czczony we współczesnej Jerozolimie jako Ściana Płaczu), o tyle nie znaleziono dotąd żadnych pozostałości po budowlach z czasów Salomona, co prowadzi "minimalistów" do wniosku, że po prostu nigdy ich nie było. - Jeżeli bogata i potężna Jerozolima Dawida i Salomona w ogóle istniała - dowodzi Thomas L. Thompson - a całe lata wykopalisk nie ujawniły nawet śladu miasta z X wieku p.n.e., oznacza to, że musiały jeszcze minąć wieki, nim Jerozolima mogła rzucić wyzwanie jakiemukolwiek z dziesiątek silniejszych autonomicznych miast Palestyny.

Inni badacze zauważają jednak, że na archeologicznej mapie Jerozolimy są i inne białe plamy związane z czasami, w których wiadomo skądinąd, że miasto było zamieszkałe - ostrzegają więc, by nie wyciągać z braku dowodów zbyt daleko idących wniosków. Ronny Reich, archeolog z Izraelskiego Urzędu ds. Zabytków Starożytności (Israel Antiquities Authority), zwraca na przykład uwagę, że w toku wykopalisk u źródeł Gichonu, poza obszarem obecnego Starego Miasta, nie znaleziono żadnych śladów - ceramiki ani niczego innego - z epoki bizantyjskiej (w przybliżeniu, lata 330-1450 n.e.). - Czy oznacza to, że Jerozolima była wtedy niezamieszkała? - pyta Reich. - Jasne, że nie. Jak to wyjaśnić? Nie wiadomo.

Apetyty archeologów zaostrzyły znaleziska związane z Dawidem i Salomonem, dokonane poza Jerozolimą. Według Biblii plany budowlane Salomona obejmowały wzniesienie nowych umocnień we wszystkich strategicznych miastach królestwa, budowę "miast składowych", w których magazynowano towary, jak również wielu posterunków wojskowych. Odkrycia archeologiczne stanowią, zdaniem wielu specjalistów, imponujący dowód działalności Salomona w kilku miejscach wymienionych w Pierwszej Księdze Królewskiej (9,15). W miejscowościach Hazor, Megiddo i Gezer znaleziono pozostałości fortyfikacji o niemal identycznej konstrukcji, zbudowanych z podobnych materiałów, pochodzących - jak się twierdzi - z połowy X wieku p.n.e., czyli właśnie z okresu panowania Salomona. Yigael Yadin, izraelski archeolog, uczestnik badań w Hazor w latach 50. XX wieku, wyrażał przekonanie, że bramy tych trzech miast były w istocie wzniesione przez architektów Salomona na podstawie identycznych projektów.

Dowody pośrednie

Jednak Finkelstein, który prowadził ostatnio wykopaliska w Megiddo, uważa, że Yadin w zbyt dużym stopniu opierał się na Biblii. Powołując się na nowe analizy stylów architektonicznych i form ceramiki, Finkelstein konkluduje, że pochodzą one z początków IX wieku p.n.e., czyli z czasów, kiedy Salomon nie żył już od kilkudziesięciu lat. - Cała ta historia (?Ś) o architektach Salomona i wspaniałości jego pałaców - mówi Finkelstein - nie opiera się na danych archeologicznych, tylko na interpretacji pojedynczego biblijnego wersetu.

Rewizjonistycznym poglądom Finkelsteina zdecydowanie sprzeciwiają się inni czołowi archeolodzy. Amnon Ben Tor z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, prowadzący obecnie wykopaliska w Hazor, i William G. Dever, który badał Gezer, są nadal przekonani, że ceramika i inne znaleziska wskazują na to, że we wszystkich trzech miastach mamy do czynienia z budowlami pochodzącymi z X wieku p.n.e., zapewne z okresu rządów Salomona. - Ocena ta - mówi Dever - opiera się na powszechnie akceptowanych przesłankach dotyczących ceramiki, a nie na bezkrytycznej akceptacji biblijnej opowieści. Z postulowanym przez Finkelsteina nowym datowaniem nie zgadza się nawet jeden z jego współpracowników w Megiddo, Baruch Halpern. - W historii nie mówimy o absolutnych dowodach, tylko o prawdopodobieństwie - mówi - a wariantem zdecydowanie bardziej prawdopodobnym jest datowanie tradycyjne.

Bomba biblijna

Nawet dokonane w 1993 roku sensacyjne odkrycie aramejskiej inskrypcji z IX wieku p.n.e. wymieniającej imię Dawida (pierwsze poza Biblią odniesienie do tego władcy pochodzące z czasów starożytnych) nie przekonało najbardziej zagorzałych "minimalistów". Niektórzy z nich, jak Thompson i jego kolega z uniwersytetu w Kopenhadze, Niels Peter Lemche, sugerują, że tabliczka - znaleziona w starożytnych ruinach w górnej Galilei, wystawiana obecnie w Bowers Museum of Cultural Art w Santa Ana (stan Kalifornia) - została błędnie zinterpretowana, a może nawet jest współczesną podróbką. - Król Dawid - uparcie twierdzi Philip R. Davies, profesor biblistyki z uniwersytetu w Sheffield w Anglii - jest postacią akurat tak samo historyczną jak król Artur. Środowiska naukowe są jednak w większości innego zdania.

Choć sama archeologia nie odpowie zapewne na wszystkie pytania o przeszłość Izraela, wielu badaczy uważa, że ma ona jeszcze dużo do powiedzenia. Na wielu ważnych wykopaliskach - choć badania są tam prowadzone, jak w Jerycho, od dziesięcioleci - odkryto dotąd tylko mały fragment terenu. W innych miejscach, jak Jerozolima, prace są utrudnione z uwagi na gęstość zaludnienia, względy religijne, a ostatnio także przemoc. Piaski Egiptu i wzgórza na Zachodnim Brzegu kryją zapewne jeszcze niejedną "biblijną bombę". Mimo niezwykłych odkryć ostatnich dziesięcioleci, Ziemia Święta odsłoniła dotąd archeologom zaledwie cząstkę swych tajemnic.