Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Maciej Iłowiecki

SMAK PRZYSZŁOŚCI

 

 

"Ludzie, którzy są tu potrzebni - powiedział sławny fizyk, Murray Gell-Mann (Nobel 1969) na jednym z kolejnych sympozjów poświęconych przyszłości cywilizacji - to pisarze, autorzy utworów SF. Mają oni wprawę w przedstawianiu tego, co zostanie odkryte w ciągu najbliższych 20 lat. My, uczeni, jesteśmy ekspertami w wyrokowaniu, dlaczego te wizjonerskie pomysły nie zostaną urzeczywistnione".

Chociaż przewidywanie przyszłości jest jednym z najstarszych i najbardziej ulubionych zajęć ludzi, to jednak trzeba przyznać, że złoty wiek prognoz zaczął się w naszych czasach. Dopiero w drugiej połowie XX wieku pojawiła się futurologia, czyli nauka o przyszłości i cokolwiek moglibyśmy powiedzieć na temat jej niepowodzeń, jedno przynajmniej jest pewne: przewidywanie, zyskując naukową metodologię, przestało być wróżbiarstwem, stało się zaś, jeśli tak można określić, wyławianiem z teraźniejszości tego, co z dużym prawdopodobieństwem może uzyskać wpływ na przyszłość. Może, choć nie musi, ale wiedza o tym, co może się stać, ma ogromne znaczenie: można już dziś działać tak, by owo "może" wzmocnić i przyspieszyć, albo przeciwnie, przeciwdziałać jego ziszczeniu się.

Najtrudniej przewidywać konkretne wydarzenia historyczne, polityczne, społeczne, choć można z dobrym skutkiem dostrzec w teraźniejszości zarodki przyszłości, tendencje, które prowadzą do takich, a nie innych wydarzeń. Zostawmy jednak na boku tak niebezpieczny temat, jak przewidywanie biegu historii. Mniej groźne są przewidywania odkryć i wynalazków, mogących zmienić kształt naszej cywilizacji - tutaj można najwyżej narazić się na śmieszność. I rzeczywiście, w dość długiej historii przewidywań rozwoju nauki i techniki łatwo znaleźć niezliczone przykłady niewiarygodnego braku wyobraźni, śmiesznych omyłek i naiwności. Łatwo to tłumaczyć słabościami ludzkiej natury i tak często widoczną - zwłaszcza, niestety, u specjalistów - niechęcią dostrzegania rzeczy oczywistych.

Ironia Gell-Manna jest więc uzasadniona i można chyba naprawdę dowieść, że eksperci bywają zawsze skłonni do dwóch skrajności: albo wiedzą na pewno, że coś się nie uda, że jest niemożliwe, bądź nie są w stanie przewidzieć rzeczywistych skutków czegoś nowego.

Jednakże można także odnaleźć, nawet w najdawniejszych epokach, przewidywania nadzwyczaj trafne, wręcz genialne, bo wybiegające daleko poza ten zaklęty krąg, jaki zakreśla zawsze własny czas.

Na pewno jest tak, że przewidywania przyszłości w danej epoce mówią przede wszystkim o świadomości ludzi tej epoki - o ich lękach, nadziejach i wyobraźni. Wizja przyszłości jest więc swoistym obrazem teraźniejszości, ale nie tylko. Bywa także, jeśli sporządzona jest uczciwie, zupełnie niezłą wskazówką. Wskazówką dla ludzi, którzy nie chcieliby biernie oczekiwać na to, co im przyszłość przyniesie, ale ufają, że ową przyszłość można zmieniać.

Jeśli trzymamy się nauki i techniki, to najwięcej do myślenia na temat przyszłości dają chyba cztery spostrzeżenia.

Po pierwsze więc, ciągłe pojawianie się pomysłów i sprawdzanie się hipotez, których niemożliwość z ochotą udowodniła współczesna im nauka, a które wkrótce potem zostają urzeczywistnione.

Po drugie - mnogość odkryć, których konsekwencji nie dostrzegają najtęższe umysły epoki, i wynalazków nie przewidzianych w najlepiej udokumentowanych naukowych prognozach. Odkryć i wynalazków, dosłownie "wiszących w powietrzu" w chwili stawiania danej prognozy.

Po trzecie, że zwykle różne wynalazki, nowe techniki, nowe przedsięwzięcia wprowadzano przy wtórze głosów ostrzegawczych, wręcz straszących możliwymi konsekwencjami. Nie wszystkie z tych głosów i nie zawsze były głupie, choć wiele z nich dziś głupimi się wydaje. Być może jest tak, że ludzie zarazem i chcą zmian, i podświadomie się ich boją, a odpowiedni specjaliści ów strach werbalizują, przekładają na język konkretnych zagrożeń - dostępnych wyobraźni danego czasu. Zagrożenia, przypisywane wynalazkom, technice, zwykle okazują się bezpodstawne, wręcz absurdalne, i dziwimy się w następnym pokoleniu, jak można było takimi absurdami straszyć. Tyle, że pojawiło się właśnie zupełnie inne oblicze zagrożenia, którego nikt nie był w stanie przewidzieć, i że w dodatku sprawa jest poważniejsza, no bo właśnie nikt tego nie przewidział...

Po czwarte wreszcie, ludzie od niepamiętnych czasów uwielbiali pytać o to,  c o  b ę d z i e  i próbowali przewidywać. Znacznie rzadziej zastanawiali się nad tym,  c o  p o w i n n i  z r o b i ć,  żeby coś nastąpiło lub żeby czemuś zapobiec. Być może futurologia godna dzisiejszych czasów powinna się przede wszystkim zajmować tym drugim pytaniem, bo odpowiedź na nie jest bez porównania ważniejsza od odpowiedzi na pytanie pierwsze. To znaczy pytanie: "co powinno być?" ma dla nas o wiele większe znaczenie od pytania: "co będzie?". Właściwie jeszcze inaczej - ponieważ większość nieszczęść ludzkości wynika z fałszywego obrazu tego, "co powinno być" i ze starań, by ten fałszywy obraz stał się rzeczywistością, należałoby zapewne pytać: "czego nie powinno być", żeby przyszłość była w miarę szczęśliwa. Myślę, że jest to pytanie łatwiejsze; po doświadczeniach tylu tysięcy lat historii ludzkości, a zwłaszcza po doświadczeniach najbliższego nam stulecia, na ogół dobrze wszyscy wiedzą "czego nie powinno być". I wyznam, że od najbardziej oryginalnych i odważnych prognoz na temat tego, jaka będzie bliska przyszłość, znacznie bardziej interesuje mnie pogląd mądrych ludzi na to, czego w tej przyszłości być nie powinno, i to we wszystkich sferach życia, nauki, cywilizacji, techniki.

Takich prognoz nie ma, chyba że uznamy za nie tak zwane utopie negatywne, na przykład Nowy wspaniały świat Aldousa Huxleya lub 1984 George'a Orwella. Są to jednak po prostu powieści o tym, jaka przyszłość mogłaby być, czy może o tym, jaką przyszłość sobie gotujemy. Mnie interesowałyby klasyczne prognozy, dokonane metodami stosowanymi w futurologii, ale właśnie negatywne (czy ujemne?) - to znaczy precyzyjne, rzeczowe określenie tego, czego na pewno ludzie nie chcieliby w przyszłości!

Na razie powróćmy do prognoz zwykłych i spróbujmy wyciągnąć wnioski z czterech wcześniej wyliczonych spostrzeżeń. Myślę, że wnioski mogłyby być takie:

1. Bardzo często sprawdzają się przewidywania "niemożliwe" i fantastyczne;

2. Najbardziej istotne konsekwencje nowych odkryć są zazwyczaj inne, niż przewidywano;

3. Jeśli czas "dojrzał" do jakiegoś odkrycia czy wynalazku (jeśli umożliwia je, innym słowem, poziom nauki i techniki, a także odwaga myślenia) odkrycie lub wynalazek zostaną dokonane. Można to ująć prościej: jeśli coś może być zrobione (w sensie technicznym), zostanie zrobione (niezależnie od ocen etycznych czy przewidywanych konsekwencji). Wszystko, co jest teoretycznie możliwe do zrobienia, będzie kiedyś zrobione!

4. Wreszcie najbardziej ciekawe i ważne odkrycia czy wynalazki bywały zwykle nie przewidziane. Być może właśnie to, co najważniejsze, bywa z natury rzeczy nieprzewidywalne, bo "nie mieści się w umyśle".

Można by uważać za bezsensowne zajmowanie się prognozowaniem, skoro najtrudniej przewidzieć rzeczy najważniejsze, a z kolei to, co akurat zostało przewidziane trafnie (na przykład wyczerpywalność zasobów Ziemi, możliwość zatrucia środowiska czy kryzys pewnych form gospodarowania i zarządzania) nie, zostało wykorzystane do zapobiegnięcia złu.

Wszakże prognozy nie znikną, ludzkość nie wyrzeknie się przewidywania; rzecz polega wyłącznie na tym, by dostrzegać zarówno ograniczenia prognoz, jak i ich rzeczywistą przydatność. O ograniczeniach (nie wszystkich naturalnie) wspomniałem. Przydatność polega na pokazaniu ewentualnych, mniej lub bardziej prawdopodobnych  m o ż l i w o ś c i. I pokazaniu, co się będzie dziać, jeśli pewne widoczne w teraźniejszości kierunki zmian, procesy, trendy będą się dalej rozwijać, a co się stanie, kiedy zostaną zahamowane. Przede wszystkim jednak zajmowanie się prognozami kształci  w y o b r a ź n i ę,  tej zaś, jak się zdaje, brakuje dziś najbardziej.

* * *

Kiedy na początku XIX wieku Londyn jako pierwsze miasto na świecie zaczął wprowadzać gazowe oświetlenie, była to zapowiedź przełomu nie tylko w życiu miejskim; było to pierwsze znaczące zwycięstwo w walce z mrokiem, który dręczył większą część ludzkości od czasów jaskiniowych.

W 1813 r. oświetlono lampami gazowymi Most Westminsterski. Ówczesne gazety londyńskie, opisując to niezwykłe wydarzenie, zamieściły też wypowiedzi niektórych uczonych i intelektualistów tamtych czasów. Większość z nich przewidywała straszne rzeczy w związku z oświetleniem ulic: oto mieszkańcy Londynu zaczną przebywać na ulicach do późna w nocy, co przyczyni się do zaziębień i licznych chorób, a także zmęczenia, nie pozwalającego rano wydajnie pracować. Rozwinie się pijaństwo i rozpusta, a ludzie zaczną się teraz lękać ciemności, do której przez tysiąclecia byli przyzwyczajeni. Konie natomiast będą się bać światła, więc wzrośnie liczba wypadków ulicznych.

Francuzom pokazano lampy gazowe w Luwrze w 1823 roku - eksperci francuscy oświadczyli z kolei, że następne pokolenia zaczną ślepnąć, ponieważ światło gazowe jest zbyt jaskrawe dla oczu.

W połowie XIX wieku większość dużych miast w Europie miała już oświetlenie gazowe.

Kiedy wymyślono lokomotywę i ruszyły pierwsze pociągi, niektórzy znawcy uzasadniali, że przekroczenie szybkości około 45 km na godzinę spowoduje uduszenie pasażerów, bo nikt nie wytrzyma tak potwornego pędu powietrza (nie mówiąc już o padaniu krów ze strachu na łąkach w pobliżu torów). Niemożliwość rozpowszechnienia się samochodów każdemu rzucała się w oczy: przecież takie pojazdy płoszyłyby konie, komunikacja w miastach stałaby się potwornie utrudniona (swoją drogą, ta prognoza sprawdziła się, tylko inaczej... jak właśnie większość prognoz). Przemian cywilizacyjnych i obyczajowych spowodowanych przez motoryzację nie przewidział nikt. Zresztą rozwój komunikacji konnej też wydawał się ograniczony, bo przecież w końcu końskie odchody mogłyby całkowicie "zatkać miejskie ulice" (była to autentyczna troska dziewiętnastowiecznych speców od komunikacji miejskiej).

W 1880 r. warszawski tygodnik ilustrowany, słynne Kłosy, pisały: "Mimo całej dobrey woli i fantazji niepodobna myśleć seryo o oświetlaniu całych miast za pomocą wspólnego źródła elektryczności". Było to w parę miesięcy potem, jak Edison zaświecił w Menlo Park swoją pierwszą trwałą żarówkę. Dwa lata później miasto Nowy Jork zbudowało pierwszą miejską elektrownię. Trudno się zresztą dziwić Kłosom, skoro znakomici eksperci brytyjscy orzekli, iż pomysły Edisona "dobre są dla naszych przyjaciół zza oceanu, niegodne jednak uwagi ludzi praktycznych, a tym bardziej uczonych".

Na początku XX w. uczeni byli przekonani, że niemożliwy jest lot maszyny cięższej od powietrza, i potrafili to udowodnić, odwołując się do matematyki i fizyki. Znakomity astronom amerykański Simon Newcomb pisał na przykład: "Udowodnienie, że żadna możliwa kombinacja znanych substancji, znanych mechanizmów oraz znanych sił napędowych nie może być zespolona w konkretnej maszynie, która pozwoli ludziom pokonywać drogą powietrzną ogromne odległości, wydaje się autorowi tak proste, jak udowodnienie każdego innego faktu fizycznego".

Było to w tym samym roku, w którym bracia Wright wznieśli się w powietrze na spreparowanym z części rowerowych samolocie z silnikiem benzynowym.

Potem udowodniono naukowo niemożliwość lotu rakietą na Księżyc (profesorowie Bickerton, Campbell i inni; nawet ostrożne pismo brytyjskie Nature uznało taki pomysł za "absolutnie niewykonalny"), niemożliwość wykorzystania energii atomowej (tak sądził jeden z najznakomitszych umysłów epoki, badacz atomu, lord Rutherford), niemożliwość nawet konstrukcji rakiet międzykontynentalnych (i to w roku 1945!).

Z drugiej strony trudno uwierzyć, że w XIII wieku, ponad 600 lat temu mnich Roger Bacon (ok. 1214 - ok. 1294) mógł napisać coś takiego: "Być może zbudują kiedyś urządzenia, dzięki którym ogromne okręty (...) pędzić będą z większą szybkością niż przy całej armii żeglarzy. Być może, zbudują kiedyś powozy zdolne poruszać się z niewiarygodną szybkością bez pomocy zwierząt. Człowiek zbuduje aparaty latające, w których siedząc swobodnie (...) będzie na podobieństwo ptaków unosił się w powietrzu (...), jak również machiny, które pozwolą mu spacerować po dnie mórz...".

Podobną wyobraźnię miał Leonardo da Vinci, który przewidział rzeczy, zrealizowane dopiero w naszych czasach.

W XVIII wieku znakomity matematyk i filozof markiz de Condorcet krytykowany był przez swych uczonych kolegów za "nienaukowe mrzonki" - przedstawił bowiem 50 prognoz na temat przyszłości kształcenia, rozwoju wiedzy, techniki, przyszłej demografii, stosunków politycznych, a także (było to wówczas dość niebywałe) - na temat przyszłych ubezpieczeń społecznych. W 1981 r. amerykański profesor Beckwith wykazał niespodziewaną trafność przewidywań osiemnastowiecznego futurologa.

W epoce współczesnej także nie brakło niewiarygodnie trafnych przewidywań. Niezwykle otwartą wyobraźnię mieli na przykład Juliusz Verne i Herbert George Wells (choć ci ostatni mieli przynajmniej przesłanki dla swych fascynacji, takich przesłanek nie było w czasach Rogera Bacona czy Leonarda da Vinci...). Herbert George Wells w wydanym w 1914 r. Świecie wyzwolonym (The World Set Free) pisał o... bombach atomowych, które zostaną użyte w wojnie światowej w połowie XX wieku (notabene wojna owa miała się zacząć w Gdańsku - to z kolei przewidział w 1933 r.). O nas, ludziach dzisiejszych, pisał Wells, że przyjdzie nam żyć ze świadomością, "iż jeden człowiek zmieści w walizce zapas śmiercionośnej energii, zdolny zamienić w gruzy pół miasta". W dawnych utworach science fiction można zresztą znaleźć wiele trafnych przewidywań różnych elementów rzeczywistości dzisiejszej - od maszynowych "mózgów" i telewizji poczynając, na inżynierii genetycznej, przeszczepach serca i kryzysie energetycznym kończąc.

Znamienne, że pierwsze próby już naukowych prognoz bywały zwykle bardzo optymistyczne. Nawet po drugiej wojnie światowej, po tylu straszliwych doświadczeniach, wciąż się ludziom zdawało, że nauka i technika są niejako z samej swojej natury źródłem postępu. Mimo więc wciąż nowych napięć politycznych, mimo sprzeczności - które zdawały się nie do rozwiązania (np. pomiędzy uprzemysłowieniem a zdrowym środowiskiem), mimo rosnącej przepaści między krajami bogatymi a "nierozwiniętymi" - oparta na nauce wizja przyszłości była optymistyczna. Rozwiązanie widocznych problemów zdawało się tylko kwestią czasu. Przepowiednie (czy raczej naukowe przewidywania przyszłości) z tych czasów wyrażały po prostu nadzieje i aspiracje ówczesnych społeczeństw w krajach wysoko uprzemysłowionych, były odbiciem stanu świadomości społecznej.

W każdym razie przewidywania dzisiejsze (powiedzmy z lat osiemdziesiątych) są zupełnie inne "w nastroju", przepełnione smutkiem, znacznie w nich więcej pesymizmu, a nawet koszmarów, które miałyby być skutkiem rozwoju tej samej nauki i techniki.

* * *

Za pierwszą prognozę stricte naukową, tj. przygotowaną na zamówienie społeczne i opracowaną przez specjalistów, uważa się raport Amerykańskiego Komitetu Zasobów z 1937 r. - (Technological Trends and National Policy Including the Social Implication of New Inventions - czyli Tendencje w technice i polityka krajowa w tym zakresie oraz społeczne implikacje nowych odkryć). Otóż jest godne uwagi, że około 80% przewidywań tego raportu okazało się trafnymi, zwłaszcza nadzwyczaj dobrze przewidzieli eksperci ogólne kierunki rozwoju nauki, techniki i cywilizacji oraz trudności, których ten rozwój przysporzy. Oczywiście, odbiorcy raportu, czyli ludzie wówczas rządzący, zlekceważyli wszystkie przewidziane niebezpieczeństwa, ale to już normalna kolej losu prognoz. Na ogół nigdy tzw. decydenci nie biorą pod uwagę opinii znawców, jeśli opinie te przed czymś  o s t r z e g a j ą.

Wracając do raportu trzeba przyznać, że najdziwniejsze jest to, czego właśnie eksperci nie przewidzieli!

Zatem w 1937 r. nie napisano ani słowa o energii atomowej (choć teoretyczne jej podstawy były znane; już w 1940 r. działał pierwszy "stos atomowy"), o komputerach (pierwszy "ENIAC" powstał w latach 1942-1944), o radarze (znane już były podstawy radiolokacji, a w Anglii na dwa lata przed raportem potrafiono wykryć nadlatujące samoloty z odległości 50 km). Eksperci Komitetu Zasobów nie przewidzieli rozwoju i zastosowania silników odrzutowych (pierwsza rakieta dalekiego zasięgu - V-2 - wystartowała w 1942 r., pierwsze samoloty odrzutowe - w 1944 r.), nie przewidzieli znaczenia antybiotyków (w owym czasie istniała przecież już penicylina!) ani też w ogóle nie pomyśleli o możliwościach przyszłej biologii...

Większości odkryć, o których nie wspomniano w raporcie, można już było przynajmniej domyślać się na podstawie ówczesnego stanu nauki (może poza biotechnologią).

* * *

Myślę, że warto jest przypomnieć fragmenty dwóch bodaj najsłynniejszych i bardzo konkretnych prognoz naukowo-technicznych współczesności (obie powstały w świecie zachodnim, co naturalnie miało wpływ na ich treść).

Pierwsza, tzw. wieloletnia prognoza naukowej spółki amerykańskiej RAND Corporation, powstała w 1965 r. Przy współudziale najwybitniejszych uczonych USA i Europy Zachodniej ustalono około 50 najpilniejszych i zarazem możliwych - zdaniem tych uczonych - do urzeczywistnienia w ciągu 50 lat odkryć i wynalazków. Następnie tzw. metodą delficką (mniejsza o dość skomplikowane szczegóły tej metody) uzyskano konkretne prognozy w czasie. Mamy tu trzy daty: pierwsza jest  n a j w c z e ś n i e j s z ą  możliwą datą spełnienia prognozy, druga - tą, którą większość przewidujących uznała za najbardziej  p r a w d o p o d o b n ą  d a t ę spełnienia, trzecia - to data, kiedy prognoza może się spełnić najpóźniej.

Oto kilka wybranych prognoz z 1965 roku (komentarze pochodzą ode mnie, są więc późniejsze o ponad 20 lat):

1. Gospodarczo opłacalne odsalanie wody morskiej:

- 1965, - 1970, - 1980.

Prognoza wciąż nie spełniona. Działają wprawdzie w niektórych krajach instalacje odsalające (destylujące słoną wodę), ale wciąż są mało wydajne i zużywają zbyt dużo energii, szybko też ulegają korozji pod wpływem gorącej solanki. Dopiero w ostatnich latach zastosowano inną technologię - uzdatnianie wody na zasadzie tzw. odwrotnej osmozy. Kto nie pamięta, co to jest osmoza, niech zajrzy do podręcznika chemii fizycznej; w każdym razie odwrotna osmoza polega na oddzielaniu pod ciśnieniem substancji z roztworu, w tym wypadku soli z wody morskiej. W takich urządzeniach korozja jest mniejsza, woda tańsza (bo dużo mniejsze zużycie energii), obsługa prostsza. Niewielkie ręczne instalacje tego typu (ważące ok. 6 kg) stanowią rewelację w ratownictwie morskim, jako niezawodne urządzenia przerobu morskiej wody na zdatną do picia. Ale wciąż jeszcze odsalanie wody na wielką skalę - tak, by rozwiązało to problem terenów suchych - jest właściwie nieopłacalne.

2. Skuteczna kontrola urodzeń za pomocą prostych i tanich środków antykoncepcyjnych:

- 1970, - 1971, -1983.

Co pewien czas pojawiają się nowe pigułki antykoncepcyjne, także dla mężczyzn. Opracowano też różne urządzenia mechaniczne (np. tzw. spirale). Jednak nie są to środki tak absolutnie nieszkodliwe dla organizmu, jak zapowiadają to reklamy. W niektórych krajach próbowano regulacji urodzin przez dobrowolną (państwo dawało na to różne premie) lub - co gorsza - przymusową sterylizację. Jest to metoda radykalna, ale niezbyt chyba godna wobec ludzi, nie mówiąc już o jakimkolwiek przymusie w tej mierze. Najskuteczniej udało się zahamować przyrost naturalny (różnymi metodami) w Chinach. Coraz więcej ekspertów przypuszcza jednak, że najbardziej humanitarną metodą powstrzymania nadmiernego przyrostu ludności jest rozwój ekonomiczny i kulturalny społeczeństw, wzrost wykształcenia. Tyle, że to metoda najtrudniejsza... Niektórzy liczą na naturalne mechanizmy biologiczne gatunku ludzkiego, które w odpowiednim czasie zatrzymają przyrost na jakimś rozsądnym poziomie. Na razie - w 1986 r., więc grubo przed przewidywanym terminem, przyszedł na świat pięciomiliardowy Ziemianin.

3. Maszyny do automatycznego przekładu z języków obcych:

- 1968, - 1972, - 1976.

Maszyny takie istnieją, ale ich przekłady dalekie są od doskonałości, bo języki bardzo trudno jest sformalizować. Trudności leżą nic tyle w technice, ale w programowaniu. Klasycznym już przykładem komputerowego tłumaczenia jest słynne zdanie z Ewangelii św. Mateusza Spiritus quidem promptus est, caro autem infirma ("duch wprawdzie ochoczy, ale ciało mdłe"), które maszyna przełożyła: "spirytus mocny, ale mięso zgniłe..."

Niemniej już w 1979 r. pojawiły się podręczne komputery-tłumacze, a dziś można też względnie tanio kupić niewielkie (mieszczą się w kieszeni) mikroprocesorowe komputerki-słowniki, zawierające około 4 tysięcy słów angielskich i ich odpowiedniki - hiszpańskie, francuskie lub niemieckie. Wystarczy to do najprostszego porozumiewania się i może nawet do pisania bardzo prostych zdań, jednak postęp w tej dziedzinie nie jest tak szybki, jak przypuszczano w roku 1965.

4. Zastępcze narządy organizmu, pochodzące z przeszczepów lub sztuczne:

- 1968, - 1972, - 1982.

Pomyślmy, że pierwszego przeszczepu serca dokonano już w 2 lata po tej prognozie - w 1967 r. Dziś przeszczepia się liczne tkanki i narządy, ale akurat przeszczepy serca nie spełniły wszystkich nadziei. Podobnie ze sztucznym sercem, choć co kilka lat powstają ulepszone wersje takiego narządu. Przeszczepy nerek należą już do tzw. zabiegów rutynowych. W 1986 r. nastąpił pierwszy udany przeszczep łapki u ssaka - szczura. Jest to wstęp do przeszczepów kończyn u ludzi... Słynny neurochirurg amerykański Robert White z Cleveland (Ohio, USA) dokonał udanych przeszczepów... głowy u małp i stwierdził, że jest w stanie dokonać takiej operacji u ludzi! Jednak związane z tym problemy etyczne i prawne wydają się nierozwiązywalne.

W 1984 r. dokonano w USA pierwszego przeszczepu serca zwierzęcia człowiekowi, ale niemowlę (zwane Baby Fae) żyło z sercem pawiana tylko 3 tygodnie (urodziło się ze szczątkowym sercem, więc bez przeszczepu w ogóle żyć by nie mogło). Eksperyment wzbudził wiele kontrowersji.

W większości krajów rozwiniętych problemem stał się przede wszystkim brak dawców narządów do przeszczepiania, mimo, że istnieją już specjalne "banki przeszczepów" i komputerowe systemy informowania o zmarłych dawcach. Na przykład w USA 15 tysięcy osób czeka na przeszczepy, na każdych 8 czekających przypada jeden dawca.

W końcu lat osiemdziesiątych zaproponowano, by podtrzymywać funkcje życiowe niezdolnych do normalnego życia płodów (np. urodzonych bez mózgu) i traktować je jako "magazyn części zamiennych". Pierwsza taka historia wydarzyła się w USA w 1988 r., jednakże sąd nakazał "dezintegrację" płodu. W gruncie rzeczy nikt nie wie, jak zostaną rozwiązane problemy etyczne przeszczepów - nawet wówczas, kiedy już rozwiąże się wszystkie problemy czysto medyczne i prawne.

5. Niezawodne prognozy pogody:

- 1972, - 1975, - 1988.

Łatwo o złośliwości, bo zdaje się, że ekspertom trudniej jest przewidzieć pogodę na jutro, niż zmiany klimatu w najbliższym 1000-leciu... Nie wydaje się, by w 1988 r. prognozy pogody były już niezawodne, chociaż np. niektóre prognozy lokalne, a zwłaszcza ostrzegawcze (przed huraganami, burzami) są właściwie wystarczająco dobre, nie ma co wydziwiać. Satelitarne obserwacje pogody są ogromnym osiągnięciem, postęp w tej dziedzinie też jest coraz szybszy. Nikt jednak nie przewidział, że w kształtowaniu pogody (nawet w ogóle klimatu Ziemi) będą odgrywać coraz większą rolę czynniki zawinione przez ludzi (np. efekt cieplarniany czy dziura "ozonowa").

6. Centralne magazyny szybko dostępnych informacji do powszechnego użytku:

- 1971, - 1980, - 1991.

Tym razem postęp wyprzedził prognozę, nie musimy czekać do roku 1991. W krajach najbardziej zinformatyzowanych działają już różnego rodzaju banki informacji komputerowej i tzw. systemy ekspertowe, wspomagające natychmiastową informacją lekarzy, prawników, bankowców, dziennikarzy itd. Właściwie w USA i w Japonii - na dobrą sprawę każdy może we własnym mieszkaniu podłączyć się do potrzebnego mu banku informacji. Dziedzina ta rozwija się bodaj najszybciej.

7. Nowa teoria w fizyce, "usuwająca zamęt" w dziedzinie fizyki cząstek i w problematyce kwantowej:

- 1975, -1980, -1993.

Minęły dwie pierwsze daty i teorii nie ma, choć już dosłownie "wisi w powietrzu". Wiele najtęższych umysłów poszukuje jednolitej teorii pola, "wzoru na Wszechświat", możliwości unifikacji całej fizyki. Mamy już początek Wielkiej Unifikacji: teorię scalającą dwa spośród czterech fundamentalnych oddziaływań. Zresztą w fizyce następują w ogóle bardzo istotne zmiany poglądów na istotę rzeczywistości badanej, przyroda jest, zdaje się, absolutnie inna, niż to sobie wyobrażamy. Przypuszczam, że coś zupełnie niezwykłego i nowego "wystrzeli" w fizyce wcześniej, przed rokiem 1993.

8. Powszechne stosowanie specyfików (nienarkotycznych) do wywoływania zmian w osobowości:

- 1980, -1983, -2000.

Takich substancji jest coraz więcej i będzie ich coraz więcej - ale dlaczego ma się je "powszechnie stosować" i po co to będzie potrzebne?

9. Kontrolowana reakcja termojądrowa:

-1980, -1987, -2000.

Ciekawe, iż od lat każda prognoza na ten temat jest zbyt optymistyczna! W 1987 r. zaświtały nowe nadzieje w związku z "ruszeniem się" technologii nadprzewodników. W każdym razie jest prawie pewne, że coś takiego niedługo się uda, i będzie to kolejny, największy przełom w światowej energetyce.

10. Stworzenie prymitywnej formy sztucznego życia:

- 1979, -1989, -2000.

Optymizm przewidujących godny jest podziwu - zarazem nikt nie przewidział rzeczywistych sukcesów biotechnologii. Można "złożyć" żywy organizm z żywych części, może to być nawet organizm uzupełniony o coś nowego, zatem nie istniejący przedtem w przyrodzie (są już takie, nawet opatentowane), mający nowe zupełnie cechy - jednak nie można czegoś takiego uznać za "sztuczne życie". Sama idea "sztucznego życia" jest bardzo dyskusyjna - życie zawiera w sobie swoją historię, element czasu. Nie jest pewne, czy można je po prostu "złożyć" z elementów martwych, a nawet wydaje się to coraz bardziej niemożliwe.

11. Gospodarczo opłacalna eksploatacja dna mórz:

- 1980, -1989, -2000.

No cóż, szyby naftowe na szelfach dawno już wzbogacają takie na przykład kraje, jak Wielka Brytania czy Norwegia. Rzadkie surowce (np. rudy manganu), których pełno na dnie mórz, wydobywane są za pomocą specjalnych urządzeń, ale nie jest to jeszcze zbyt opłacalne. Coraz częściej rozważa się możliwości dobywania z oceanów nieograniczonych tam niemal zasobów gazu palnego w stanie stałym (w postaci tzw. hydratu metanu). Byłaby to kolejna rewolucja w energetyce.

12. Opłacalna produkcja syntetycznych białek pokarmowych:

- 1985, -1990, -2003.

W Japonii taka możliwość już się ziściła, ale okazuje się (na szczęście chyba!), iż tańsze i lepsze są metody biotechnologii - zdecydowanie bardziej naturalne. Do produkcji białek lepiej zaprzęgnąć zmienione genetycznie rośliny (algi!) i zwierzęta.

13. Znacznie więcej chorób psychicznych da się leczyć fizycznie lub chemicznie:

- 1983, -1992, -2017.

Swoją drogą dlaczego akurat 2017? Na razie postęp wolniejszy niż przewidywano, a istota większości chorób psychicznych pozostaje tajemnicą.

14. Powszechne uodpornienie na choroby zakaźne:

- 1983, - 1994, - 2000.

No, tu przemówił typowy optymizm lat sześćdziesiątych! W 1978 r. oznajmiono wprawdzie, że ospa została całkowicie wyeliminowana z Ziemi, ale w ostatnich latach ruszyła lawina innych chorób zakaźnych, niebywale np. poszerzył się zasięg malarii (co roku atakuje ona przeszło ćwierć miliarda ludzi). Oczywiście nikt też nie przewidział niewiarygodnej epidemii AIDS, choroby, która zaczyna rzucać ponury cień na nasze czasy. Przypuszczam, że w czasie układania prognozy można się już było domyślać, że eliminacja jednych chorób otwiera jakby pole innym i że zmagania samej medycyny nie wystarczą, jeśli nie zmieni się warunków życia i trybu życia, odżywiania itd. Jest pewne, że choroby nie są sprawą wyłącznie medycyny, że chodzi o samą istotę związków, łączących ludzi z przyrodą. Szkoda, że czasem nie dostrzega tego właśnie medycyna!

15. Możliwość "poprawiania" genów, by wyeliminować niektóre choroby genetyczne i wady wrodzone:

- 1990, - 2000, - 2010.

Wiadomo już na pewno, że możliwość taka istnieje, ale cel chyba trudniej osiągnąć, niż myślano. Na razie większość sukcesów, jakie się odnosi, polega na zmuszaniu organizmów bakteryjnych do produkcji leków i substancji potrzebnych chorym (np. ludzkiej insuliny). Inżynieria genetyczna okazuje się narzędziem wprost niezwykłym, ale jak każde narzędzie - błogosławionym i jednocześnie bardzo niebezpiecznym.

16. Opłacalne wykorzystanie mórz pod uprawę:

- ?, -2000, -2017.

Ekspertom RAND w 1965 r. wydawało się to bardzo odległe. Biotechnologia stwarza nadzieję "skonstruowania" roślin uprawnych, które będą mogły rozwijać się w morzach - i wygląda dziś, że nastąpi to właśnie w najbliższych latach (i chyba w Japonii). Notabene znów pojawiła się tajemnicza data 2017...

17. Substancja pobudzająca regenerację narządów i kończyn:

- 1995, -2008, -2025. 

Byłby to przełom w medycynie bodaj największy od początków jej istnienia... Badania trwają, ale nie wszyscy są pewni, czy coś takiego w ogóle jest możliwe.

18. Symbioza człowiek-maszyna (zwiększenie inteligencji przez bezpośrednie współdziałanie mózgu z komputerem):

- 1990, - 2020, - nigdy (!).

Prognozujący mieli tu chyba na myśli coś w rodzaju bezpośredniego podłączenia mózgu do komputera, ale chyba nie będzie to rzeczywiście nigdy potrzebne... (nawiasem mówiąc, po raz pierwszy w tej prognozie padło słowo nigdy!). Wystarczy bowiem niebezpośrednie "wsparcie" mózgu przez komputer, czyli symbioza intelektualna. Realizuje się natomiast projekt symbiozy białkowo-elektronicznej - w postaci tzw. biokomputera, no ale to coś zupełnie innego.

19. Zahamowanie starzenia, przedłużenie życia jeszcze o 50 lat:

- 1995, - 2025, - nigdy.

Mamy coraz więcej teorii na temat starzenia i coraz więcej pewności, iż jest to proces nieuchronny, choć może zostać istotnie spowolniony. Wydłużenie życia wydaje się realne - ale znów zależy to nie od jakiegoś eliksiru młodości, ale od warunków życia przede wszystkim. Na razie ludzie robią wiele, by żyć krócej, i także wiele, by ci, co żyją dłużej, żyli w udręce.

Średnia długość życia w skali światowej powoli się wydłuża, ale przyczyną tego jest nie spowalnianie starzenia, lecz przede wszystkim zmniejszenie umieralności niemowląt, skuteczne leczenie różnych chorób, możliwość podtrzymywania życia osób dawniej przez naturę skazanych na śmierć (np. chorych na cukrzycę) itp. Przeżycie do 130 lat może kiedyś stać się regułą, kto wie... Dziś najdłuższy, udokumentowany wiek człowieka - to 120 lat. Dobrze jest wszakże zdawać sobie sprawę, że ważniejsze jest przedłużenie młodości, niż wydłużanie starości...

20. Dwustronna łączność z istotami pozaziemskimi:

- 2000, - 2025, - nigdy.

Coraz częściej pojawia się "nigdy"!

Być może, jesteśmy we Wszechświecie sami, być może nie potrafimy rozpoznać sygnałów od INNYCH - ale faktem jest, że łączności takiej nie ma. Skłaniam się ku nadziei, iż odebranie jakiegoś sygnału jest możliwe niejako "w każdej chwili" (albo - rozpoznanie go w czymś, co dostrzegamy już od dawna...). Chyba, że inteligentne życie jest przypadkiem w całej wieczności jedynym, co jest hipotezą i tak nieweryfikowalną.

21. Opanowanie grawitacji:

- 2022, - 2025, - nigdy.

Możliwość o niewiarygodnych wręcz konsekwencjach! W każdym razie zdumiewające, iż uczeni w ogóle biorą ją pod uwagę.

W 1986 r. doniesiono o istnieniu tzw. piątej siły w przyrodzie, mającej działanie przeciwne do grawitacyjnego, a zatem antygrawitacyjne. Ale i samo doniesienie wciąż niepewne i "opanowania" nawet teoretycznie nikt sobie nie wyobraża.

22. Długotrwałe "uśpienie" (anabioza), pozwalająca ludziom na swoistą podróż w czasie:

- 2006, - nigdy, - nigdy.

Euforia, wywołana zamrażaniem zmarłych ludzi w latach sześćdziesiątych, minęła, samo zamrażanie okazało się niewypałem. Wciąż nie potrafi się zamrażać całego organizmu bez nieodwracalnego uszkodzenia, co nie przeszkadza, że wielu nieuleczalnie chorych ludzi poleca się zamrażać w momencie śmierci klinicznej i przechowywać w specjalnych pojemnikach do lepszych czasów.

Z drugiej strony należy zawsze być ostrożnym ze słowem "nigdy". W 1984 r. urodziło się dziecko (w Australii), które w postaci zamrożonego embriona było długi czas przechowywane poza organizmem matki. Czyż nie jest to swoista podróż w czasie? Czy raczej prawdziwe "zawieszenie w czasie"?. Dziś zamrażanie embrionów jest niemal czynnością rutynową, a co dziś można zrobić z embrionem, jutro będzie zapewne można zrobić z organizmem dojrzałym...

W 1988 r. ogłoszono, iż udało się zamrozić i odmrozić bez złych skutków dorosłego psa (w Berkeley w Kalifornii). Mógłby to być wstęp do zamrażania ludzi i szansa na zobaczenie tego, co będzie za 1000 lat. Ciekawe, czy ktoś (poza śmiertelnie chorymi) zdecydowałby się na taką podróż. No i czy ONI w przyszłości chcieliby nas odmrażać...

Nie mogę z braku miejsca (i tak ten szkic niebezpiecznie się wydłuża...) przytoczyć innych prognoz RAND, m.in. militarnych lub z zakresu robotyki czy opanowania przestrzeni kosmicznej (bardzo optymistyczne!). Powyższe prognozy i tak wystarczą, by wyrobić sobie pogląd na to, co pokolenia lat sześćdziesiątych uznawały za ważne i czego - w dziedzinie nauki i techniki - oczekiwały.

* * * 

Zobaczmy teraz, czego oczekiwali eksperci w latach siedemdziesiątych. Prognoza niżej przytoczona dotyczy przede wszystkim techniki, niemniej jest także ciekawa.

W 11 lat po prognozie RAND, w 1976 r. amerykański koncern wydawniczy Mc Graw-Hill w Nowym Jorku zwrócił się do ekspertów z około 140 instytucji naukowych i laboratoriów badawczych z prośbą o wypowiedź na temat wynalazków i technologii przemysłowych, które miałyby się pojawić do roku 2000. Pierwsza data dotyczy  p r z e ł o m u  w badaniach, druga informuje, kiedy wynalazek stanie się ekonomiczne  o p ł a c a l n y,  trzecia wskazuje, kiedy nastąpi jego powszechne zastosowanie. Oto wybrane przykłady prognoz (i oczywiście znowu mój komentarz):

1. Wydobywanie metali i minerałów drogą ich rozpuszczania (ekstrakcji z miejsc zagęszczenia w postaci roztworu):

- 1977, - 1980, - 1985. 

Zdajemy sobie sprawę, że byłaby to ogromna rewolucja w przemyśle wydobywczym, związana przede wszystkim z wyzbyciem się uciążliwego i wyraźnie już przestarzałego kopalnictwa. Prace badawcze trwają, próby robiono, ale i w 2000 r. chyba nic z tego, niestety, nie będzie. Wielka szkoda!

2. Wieloczynnościowe roboty programowane:

- 1977, - 1980, - 1985. 

Istnieją całe fabryki obsługiwane przez roboty. Niemniej daleko jeszcze do powszechnego stosowania takich rozwiązań, okazało się bowiem - czego nikt nie przewidział - że euforia wokół robotów była przedwczesna. Nie ze względów technicznych, przeciwnie - chodzi o problemy związane z ludźmi (z zatrudnieniem przede wszystkim).

3. Niweczenie bólu impulsami elektronicznymi:

- 1977, - 1982, - 1985.

Aparaty tego rodzaju istnieją, ale daleko im do doskonałości. Problem bólu nie został rozwiązany, choć, trzeba przyznać, wydaje się bliski rozwiązania.

4. Biochemiczna kontrola chorób psychicznych:

- 1977, - 1986, - 1993.

Mimo ogromnej liczby nowych leków leczenie chorób psychicznych... no, powiedzmy delikatnie, nie osiągnęło zadowalającego postępu. "Biochemiczna kontrola" - jeśli w ogóle jest możliwa - pozostaje w sferze fantazji (patrz prognoza poprzednia). 

5. Sztuczna bawełna o właściwościach naturalnej:

- 1978, - 1985, - 1995. 

Wytworzono niezliczoną liczbę rodzajów sztucznych włókien o najrozmaitszych właściwościach, ale daleko im do bawełny... Coraz więcej ludzi w krajach rozwiniętych poszukuje dziś bielizny i pościeli z włókien naturalnych.

6. Elektryczny samochód:

- 1978, - 1985, - 1995. 

Prototypów buduje się coraz więcej, ale niektórzy zaczynają powątpiewać, czy właśnie elektryczność jest przyszłością samochodu (a nie np. paliwo wodorowe?).

7. Szkło okienne, którego zabarwienie dostosowuje się do intensywności światła:

- 1978, - 1985, - 1987. 

Istnieje, stosuje się je w USA i Japonii, nawet w niektórych "drapaczach chmur" wszystkie okna wykonane są z tego szkła. Wciąż jednak jest zbyt drogie, by stosować je powszechnie.

8. Przewidywanie trzęsień Ziemi:

- 1979, - 1980, - 1985. 

Coraz bardziej skuteczne, wciąż niewystarczająco pewne i dokładne. Prognoza była zbyt optymistyczna.

9. Skuteczne i tanie usuwanie odpadów z miast:

- 1980, - 1985, - 1987. 

Zdumiewające, ale śmieci stają się jednym z trudniejszych problemów ziemskiej cywilizacji. Usuwanie śmieci nadal nie jest ani skuteczne, ani tanie, a zaczyna stwarzać zagrożenia i trudności (nawet natury politycznej), jakich nie przewidywano.

10. Nowe leki ze stworzeń morskich:

- 1980, - 1988, - 1998.

Leków takich jest coraz więcej, a przewiduje się, że organizmy morskie są dosłownie kopalnią biologicznie czynnych substancji. Tylko że organizmy morskie giną masowo, zatruwane przez ludzi. Chyba nie zdąży się ich zbadać pod względem farmakologicznym...

11. Ekonomiczne odsalanie wody:

- 1980, -1981, -2000. 

Prognoza bardziej pesymistyczna niż poprzednia (vide RAND.).

Nadal aktualny komentarz poprzedni.

12. Pestycydy oparte na hormonach:

- 1980, - 1981, - 1990. 

Istnieją, ale dziś główną drogę widać w inżynierii genetycznej - produkcji roślin, które same będą się bronić przed szkodnikami. Tego nikt nie przewidział!

13. Produkcja gazu i benzyny z węgla:

- 1980, - 1986, 1989.

Aż dziwne, że nie ma tu takiego postępu, jaki powinien nastąpić po tak wielu latach badań. Produkcja wciąż droga i raczej szuka się innych źródeł paliw.

14. Generatory M-H-D produkują energię elektryczną:

- 1980, -1995, -2000. 

Doświadczenia trwają, ale euforia lat sześćdziesiątych opadła. Chyba lepsze okażą się inne metody produkowania energii elektrycznej.

15. Laserowe wzbogacanie uranu:

- 1980, - 2000, - 2000. 

Powstały nowe technologie, w tym wypadku postęp jest może nawet szybszy, niż przewidywano. Ale z kolei zapał wobec elektrowni atomowych zdaje się maleć (po Czarnobylu).

16. Uzyskiwanie uranu z wody morskiej:

- 1980, - 2000, - 2000. 

Technicznie możliwe, praktycznie wciąż nieopłacalne.

17. Nie oparte na ropie paliwo do samochodów:

- 1980, - 1982, - 1990.

W Brazylii w 1988 r. jeździło ponad 100 tys. volkswagenów napędzanych alkoholem z trzciny cukrowej. Koncern Daimler-Benz produkuje (na razie doświadczalne) samochody napędzane paliwem wodorowym. Są też takie ciężarówki (ZIŁ) w ZSRR. Patrz też p. 6.

18. Minerały z dna morskiego:

- 1980, - 1985, - 2000. 

Patrz prognoza RAND, komentarz bez zmian.

19. Włókna i materiały, zmieniające strukturę odpowiednio do zmian temperatury:

- 1980, - 1995, -2000. 

Próby trwają, są już pewne efekty.

20. Ogrzewanie budynków energią słoneczną:

- 1980, -1990, -2000. 

Można znaleźć coraz więcej takich budynków, w niektórych krajach można kupić odpowiedni zestaw do wbudowania w dach; rzecz dawno przestała być sensacją.

21. Samochody z tworzyw sztucznych:

- 1980, - 1985, - 1990. 

Istnieją (przede wszystkim, oczywiście, japońskie). Nie zdołały jeszcze wyprzeć tradycyjnych.

22. Międzynarodowy system ostrzegawczy przed klęskami żywiołowymi:

- 1980, - 1985, - 1990. 

Właściwie w praktyce już istnieje, ale wiele jeszcze w tej mierze pozostaje do zrobienia.

23. Kreacja prymitywnych form życia:

- 1980, - 1990, - 2010. 

Patrz prognoza RAND.

24. Zastępowanie produktów, otrzymywanych z ropy naftowej przez materiały wytwarzane z tłuszczu zwierzęcego i olejów roślinnych:

- 1982, -1985, -2020. 

Takie materiały istnieją, ale nie są konkurencyjne wobec produktów z ropy. Największe nadzieje wiąże się z biotechnologią. Na przykład z substancji tłuszczowych, produkowanych przez pewne morskie glony, otrzymano już próbki paliwa do silników samochodowych. Problem dotyczy (na razie) raczej opłacalności niż trudności technicznych.

25. Włókna zmieniające kolor:

- 1982, -1990, -2000. 

Istnieją, ale nie znalazły zbyt wielu zastosowań.

26. Towarowe rurociągi do transportu różnych produktów:

- 1982, - 1985, - 2000. 

Istnieją, ale na pewno nie są szeroko stosowane.

27. Wielkie stacje orbitalne wielokrotnego użycia (stałe):

- 1982, - 1990, - 1997. 

Moment umieszczenia stałej stacji-laboratorium na orbicie wokół Ziemi jest już bliski, sama idea praktycznie wykonalna i wypróbowana przez umieszczanie na orbicie stacji czasowych, z wymienialną załogą.

28. Sztuczna inteligencja:

- 1982, - 1990, - 2000. 

Wszystko zależy od tego, co uznamy za "sztuczną inteligencję". Komputery samouczące się i samoodtwarzające, a nawet "rozumiejące" w określonym znaczeniu tego pojęcia już się projektuje - ale nie są to maszyny z "ludzką" inteligencją i nie wiadomo czy coś takiego jest możliwe do wyprodukowania i w ogóle potrzebne. Nie wiadomo zresztą dokładnie, co to jest "ludzka inteligencja"...

29. Fabryki chemiczne nie zanieczyszczające środowiska:

- 1985, -1990, -2000. 

Technicznie do wykonania, ale drogie, więc woli się nadal płacić zdrowiem za trucie środowiska (co jest oczywiście o wiele droższe). Nadzieja w biotechnologii...

30. Kontrola zanieczyszczeń powietrza:

- 1985, -1997, -2010. 

Jak wyżej.

31. Lokalizacja uciążliwych dla otoczenia fabryk na sztucznych wyspach na oceanach lub na dnie mórz:

- 1985, -1992, -2000. 

Pierwsze japońskie próby.

32. Kontrolowana reakcja termonuklearna:

- 1985, - 2005, - 2020. 

Patrz prognoza RAND.

33. Niebenzynowe paliwo do samolotów:

- 1985, - 1995, - 2010. 

W 1988 r. odbył w ZSRR pierwszy swój lot pierwszy samolot (TU-155) napędzany paliwem wodorowym. Lot trwał 21 minut i można go nazwać historycznym - wejdzie do historii techniki...

34. Chemiczna kontrola starości:

- 1985, - 1985, - 1992. 

Chyba wśród zapytanych ekspertów nie było biologów i lekarzy. Dalecy jesteśmy od "kontrolowania starości", a jeśli nawet uda się odsuwać jej nadejście, to nie "drogą chemiczną"... (patrz prognoza RAND).

35. Sięgnięcie do złóż rud na wielkich głębokościach:

- 1990, - 1990, - 2000. 

Docieramy coraz dalej w głąb ziemi, ale tego typu wiercenia prowadzi się raczej w celach naukowych. W każdym razie wydobywanie złóż z wielkich głębokości wciąż jest nieopłacalne, prognoza była chyba zbyt optymistyczna. Wyliczono natomiast, iż w skorupie Ziemi, na głębokości około mili, jest milion razy więcej zasobów, niż tych, które obecnie są rozpoznane.

36. Wodór jako źródło energii:

- 1990, - 2000, - 2020.

Liczba prac naukowych na ten temat rośnie zadziwiająco szybko. Paliwo wodorowe nie zanieczyszcza środowiska! Patrz też p. 17 i 33.

37. Środki chemiczne do stałego podnoszenia poziomu inteligencji:

- 1990, - 1995, - 2000.

Sprawa bardzo skomplikowana choćby dlatego, że ciągle nie wiemy, czym naprawdę jest inteligencja człowieka. Jeśli chodzi o poprawianie pamięci i ułatwianie uczenia, pewne środki istnieją, choć nie są całkiem nieszkodliwe. Skłaniam się ku opinii, że nie tędy droga do rozwijania ludzkiego umysłu.

38. Jadalne tworzywa sztuczne:

- 1992, - 2000, - 2000. 

Chodzi tu o zastępowanie nierozkładalnych dziś tworzyw (tzw. plastyków) przez rozkładalne, a nawet "zdatne do jedzenia". O ile włączenie miliardów ton tworzyw w obieg pierwiastków w biosferze jest życiową koniecznością cywilizacji, o tyle ich "jadalność" dla ludzi jest kwestią co najmniej dyskusyjną. Zjadać pokarmy z opakowaniem - no, może. Ale zjadać, powiedzmy, karoserię samochodową?

39. Inżynieria genetyczna człowieka:

- 1995, -1995, -2010. 

No cóż, rzeczywistość wyprzedziła prognozę, manipulacje z genami człowieka już się rozpoczęły, postęp jest szybszy, niż przypuszczano. Amerykanie i Japończycy rozpoczęli wielki naukowy projekt GENOM - określenie całkowitej mapy genetycznej gatunku Homo sapiens. Ale wciąż chwila bezpiecznej i niekontrowersyjnej etycznie możliwości "naprawy genów" człowieka wydaje się dość mglista (patrz prognoza RAND).

40. Opanowanie chorób nowotworowych:

- 1995, - 2005, - 2010. 

Powoli zbliżamy się do tego Wielkiego Celu, ale... 

41. Mosty, budynki i różne konstrukcje budowlane z tworzyw sztucznych:

- 2000, - 2000, - 2050.

Mam nadzieję, że prognozujący mieli na myśli tworzywa "oddychające", utrzymujące we wnętrzu właściwy bioklimat, niepalne, chroniące przed zimnem i gorącem, odporne na wstrząsy itd., itp. Na razie takich tworzyw nie ma, choć doświadczalne konstrukcje w małej skali buduje się i z tworzyw.

42. Samochody samosterujące i odporne na wypadki:

- 2000, - 2000, - 2000. 

Są już takie, ale bardzo drogie, do produkcji masowej daleko!

43. Użycie rakiet do transportu handlowego i prywatnego:

- 2000, - 2010, - 2020.

Być może...

Przytoczyłem wyżej tylko wybrane fragmenty dwu słynnych prognoz. Wydaje się ciekawe, co w prognozach ekspertów (we wszystkich traktowanych poważnie, niekoniecznie tu przytoczonych) zdziwiło innych ekspertów. Oto kilka wybranych "zdziwień":

- że części globu pokryte wodą mogą okazać się na tyle ważne, iż uzasadniać będą żądania terytorialne;

- że niemal jednomyślnie uznano konieczność prawodawstwa, nakazującego regulację urodzin;

- że wysoko oceniono prawdopodobieństwo powszechnego stosowania specyfików, działających na osobowość człowieka i to już niedługo;

- że wysunięto pomysł realnej symbiozy człowieka z komputerem;

- że nie wykluczono z miejsca "opanowania grawitacji";

- że uznano za prawdopodobne powstanie broni niezabójczej, nieniszczącej, niedostrzegalnej, ale działającej "na poziomie psychicznym lub biologicznym".

Pozwolę sobie do tego dodać własne zdziwienia. Otóż mnie zaskoczyło przede wszystkim:

- niedocenienie rewolucji mikroprocesorowej i w ogóle wpływu, jaki komputery zaczynają już wywierać na cywilizację, kulturę, społeczeństwo;

- niedocenienie - mimo wszystko - kolejnej rewolucji biologicznej, zwłaszcza możliwości, jakie stwarza biotechnologia, inżynieria embrionalna i genetyczna;

- zupełne pominięcie problemów natury etycznej, jakie stwarza w coraz większym stopniu postęp nauki;

- nadmierna z kolei pewność, że możliwe jest (i to w niedługim czasie) zahamowanie starzenia, kontrola procesów starzenia się;

- całkowite "nieprzewidzenie" rozwoju fizyki nadprzewodników i związanych z tym możliwości (jest to swoją drogą dobry przykład, że właśnie najdonioślejsze odkrycia są nieprzewidywalne...);

- również całkowite "nieprzewidzenie" AIDS i w ogóle trudności współczesnej medycyny;

- powszechność przekonania, że nawiązanie łączności z obcymi cywilizacjami jest niejako koniecznością, naturalną drogą naszej cywilizacji - i że jest to, zdaniem ekspertów, w ogóle możliwe;

- przekonanie, że "inteligentne zwierzęta" mają służyć do "niewykwalifikowanych prac" i niczego poza tym;

- wyrażane tak powszechnie przekonanie, że rok 2000 jest datą przełomową. Działa tu w istocie magia tej daty, chociaż z drugiej strony przyspieszenie zmian pod koniec drugiego tysiąclecia jest aż nadto widoczne;

Zdumiała mnie wreszcie nikła liczba konkretnych prognoz na temat możliwości zahamowania niszczenia planety, na której żyjemy. Jest to sprawa, którą ludzkość musi rozwiązać, ale nie wie nadal, jak to zrobić. A może wie jak, ale nie robi?

W każdym razie w tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć jeszcze cztery tylko konkretne prognozy na temat dalszego ciągu niszczenia planety:

1. Około 2000 r. zniknie z powierzchni planety ponad milion gatunków roślin i zwierząt;

2. Na początku trzeciego tysiąclecia w wielu krajach, a zwłaszcza w Japonii - zabraknie miejsca na składanie odpadków i śmieci;

3. W 2000 r. ludzie będą potrzebować tyle czystej wody, ile niosą jej wszystkie rzeki Ziemi, ale większość tych rzek będzie zatruta;

4. Jeśli nie zahamuje się niszczenia lasów (zwłaszcza w Brazylii i w Kanadzie), nastąpi w początkach trzeciego tysiąclecia gwałtowne obniżenie ilości tlenu w atmosferze i gwałtowna, groźna zmiana warunków klimatycznych, bardzo niekorzystna dla ludzi i rolnictwa.

Może wystarczy? Są to oceny z lat osiemdziesiątych! Gdzie podział się optymizm dwóch poprzednich dekad?

* * * 

Kiedy czyta się prognozy na temat nowych możliwości nauki i techniki z jednej strony, a z drugiej prognozy na temat społecznych, demograficznych, gospodarczych i wszelkich innych ogólnych problemów cywilizacji ludzkiej, uderza niezwykła rozbieżność. Różnica między możliwościami człowieka a jego losem. O ile przewidywania postępu nauki rokują nam świat niezwykły, niemal bez chorób i starości, pełen "dobrodusznych" i gotowych do wszelkich usług automatów, nie skąpiący nikomu wszelakich dóbr, ułatwiający kształcenie, dający możliwości niezwykłych podróży i niezwykłych odkryć - o tyle człowiekowi trudno będzie w tym świecie cudów czuć się szczęśliwym. Będzie to - mówiąc najogólniej - świat zagęszczony ludźmi do granic możliwości, zautomatyzowany (bez pełnej automatyzacji niemożliwe byłoby funkcjonowanie tak skomplikowanej struktury) i całkowicie sztuczny, świat bez przyrody (czy też z jej enklawami, zamkniętymi w swoistych muzeach natury). Przyszłość ma przynieść nieznośne przeładowanie informacyjne, okrutną presję czasu (któż nie odczuwa jej już dziś!), nadmierne przepracowanie (umysłowe!), niemożność odosobnienia i autonomii. W tym świecie będzie coraz mniej miejsca dla nietypowych, dziwaków, nonkonformistów - podobnie jak dla ptaków i motyli.

Wizja zbyt ponura? Możliwe. Pamiętajmy, że tworzą ją określeni ludzie w określonych warunkach społeczno-ekonomicznych i że tworzą ją z elementów teraźniejszości. Prognozy zresztą mają to do siebie, na szczęście, że tylko mogą, a nie muszą się spełniać. Cokolwiek by nie powiedzieć na ten temat, tylko jedno jest pewne: taka wizja stanowi dziś wyraz niepokojów części intelektualistów współczesnych. Można ją traktować tylko jako ostrzeżenie, ale w tym sensie chyba można traktować poważnie.

W istocie jednak przecież najbardziej nawet niezwykły kształt cywilizacji i najciekawsze odkrycia przyszłości mają dla nas o wiele mniejsze znaczenie niż odpowiedź na pytanie, które postawił kiedyś wielki biolog francuski, Jean Rostand: "...jaki będzie smak życia, jakie źródła woli i działania, skąd będziemy czerpać odwagę istnienia, jak wreszcie będziemy rozumieć sens życia?".

 

Maciej Iłowiecki "Figle naszego wieku" 1992