Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!



Chrystus Narodów - polski antysemityzm







WOBEC ZŁA





W 1989 r., roku szczególnym ukazała się szczególna pod pewnym względem książka. W przedmowie do swej pracy pt. "Wobec zła" Maria Janion, znana profesorka od romantyzmu napisała:
"I Gombrowicz, i Miłosz zarzucili kulturze polskiej, że chyłkiem wymija problem zła, że nie chce się do niego wprost ustosunkować, a jeśli to czyni, to bardzo jednostronnie, że nie dostrzega jego wymiarów metafizycznych. Sądy podobne muszą jednak ulec rewizji."
Mocne słowa, czytelnik zachęcony deklaracją ostatecznej rozprawy z całym narodowym złem chwyta książkę i cóż znajduje?
Maria Janion nie kryjąc drastyczności przykładów ujawnia nam narodową winę - archetyp patrioty-wariata. Zdarzały się bowiem w historii naszego wspaniałego narodu pewne przesadne formy patriotyzmu, czy wręcz narodowa egzaltacja, kończąca się obłędem.
" 'Patriota-wariat' jak go nazwał romantyczny poeta, Seweryn Goszczyński, odznacza się głównie tym, że wybuch instynktu narodowego w momencie zagrożenia bytu ojczyzny przez przemoc i zło przebiega w nim w sposób gwałtowny i ostateczny. Zagarnia wszystko, ingerując nie tylko w mentalność, zachowania społeczne, ideologię, ale porywając dokładnie cała osobowość, zmiatając wszystkie inne motywacje, odruchy i postępowania. Stąd też taki patriotyzm, bywa, graniczy z przesadą, z przekroczeniem, z szaleństwem, z obłędem, może być traktowany jako rodzaj egzaltowanego wariactwa, pchającego ku zagładzie, ku śmierci."
"Ciemna strefa polskiego patriotyzmu, granicząca z sacrum, obłędem i śmiercią" to miłość narodu prowadząca do samozagłady. Autorka wstrząśnięta własnym odkryciem podaje przykłady tej, niezbyt co prawda rozpowszechnionej narodowej dewiacji. Będzie to Rejtan, ten z rozpaczy nad upadkiem Ojczyzny zwariował i "ostrzem szkła żywot sobie rozerżnął". Dalej mamy Jana Mochnackiego, "urzędnika galicyjskiego", który upadek powstania i wstrząs tym wywołany popłacił utratą zdolności rozumowych. Jest jeszcze brat Bolesława Prusa - Leon Głowacki. Takoż i ten uległ przesadnej miłości Ojczyzny i po upadku powstania styczniowego popadł był w obłęd.
I na tym kończy autorka wyliczenie ofiar "ciemnej sfery polskiego patriotyzmu". Kończy też rozliczenie z winami narodu. Widać mało ich było.

Praca ta została wydrukowana w 1989 r., roku przełomu, wyborów, nowego rządu. Egzaltacją konkluzji Maria Janion wpisała się w ogólny stan narodowej egzaltacji. Wszyscy wtedy wierzyli, że Polska, romantyczny Chrystus odzyskała niepodległość dając innym zniewolonym narodom Europy Wschodniej przykład, jak należy o walczyć o Niepodległość. To Polska i polski Papież dokonali dzieła zniszczenia komunizmu od Łaby po Ural. Stało się, sen romantyków się ziścił.

Czy w takiej chwili można dokonywać narodowego rozliczenia? Jestem pewien, że Maria Janion była dumna z swego dzieła, uznawała je za niezwykle odważne, idące pod prąd ogólnym nastrojom. Będąc wyznawczynią romantyzmu, wierząc, iż etos narodowy, polska świadomość, polskie czyny i myśli są określone przez XIX-wieczny romantyzm zdobyła się na odnalezienie w owym romantyzmie ciemnych stron.
Choćby nie wiem jak szukać win i zła narodowego w "ciemnej strefie polskiego patriotyzmu, graniczącej z sacrum, obłędem i śmiercią", niczego poza odkryciami autorki znaleźć nie sposób. Skoro jesteśmy Narodów Chrystusem, to jedyną winą może być tylko przesada w wypełnianiu tej roli.
Błąd w rozumowaniu Janion tkwił w założeniu, w utożsamieniu romantyzmu i polskości, bowiem przekonanie o nie-romantyzmie Polaków mogłoby doprowadzić do istnego potopu możliwych zarzutów. Przecież gwałtowna, szowinistyczna miłość do Ojczyzny prowadziła INNE NARODY do zbrodni, prześladowań mniejszości i przedstawicieli własnego narodu, którzy odmówili uczestnictwa w narodowym obłędzie. Nie sposób oczywiście uwierzyć w "romantyzm" INNYCH NARODÓW, więc ZŁO INNYCH NARODÓW jawi się nam w całej swej szkaradności. Zło nie-romantycznych Serbów, Niemców, Rosjan.

Skoro wszyscy wierzymy w romantyczną, chrystusową naturę polskiego narodu, książka Marii Janion, najgoręcej w ową chrystusowość wierzącą, książka ukazująca się w roku 1989 i stawiająca w tytule pytania o narodowe zło nie mogła zawierać innych konkluzji.

Czy my, Polacy możemy być źli, skoro jako naród jesteśmy zbawcami świata? Czy możliwe jest, by Polacy, skrzywdzeni i poniżeni, sami mszcząc się krzywdzili i poniżali inne narody? Czy to możliwe, by prześladowani sami zarazili się złem od prześladowców?

Oblepia nas kłamstwo.

 

 

ETNOCENTRYZM




Etnocentryzm jest światopoglądem, według którego ostateczną i fundamentalną podstawą życia społecznego, kryterium oceny otaczającego świata jest dychotomiczny podział na "swoich" i "obcych". Jest to podział manichejski - "swoi" są grupa wyidealizowaną, lepszą, zaś "obcy" są uosobieniem wszelkiego zła, zagrożenia. Etnocentryzm zakłada z góry agresywność "obcych", nakazuje obronę i walkę z obcymi, a co najmniej całkowite odrzucenie ich świata. Podstawowe relacje grup z perspektywy etnocentrycznej to obronna izolacja i konflikt.
Pojęcie etnocentryzmu stosować można do funkcjonowania grup, tu etnocentryczne mogą być środowiska różnych zawodów czy środowiska polityczne. Dla zrozumienia genezy i niezwykłej powszechności zjawiska polskiego antysemityzmu należy przyjąć węższe znaczenie etnocentryzmu - etnocentryzm narodowy.

Poszukując źródeł ideologicznych czy politycznych polskiego etnocentryzmu należy pracę rozpocząć od okresu, w którym począł się kształtować nowoczesny naród polski tzn. od oświecenia.

Etnocentryzm - punkt wyjścia

Rozkładowi Polski saskiej, rozkładowi wszechogarniającemu ideologowie oświecenia przeciwstawili program rewolucji. Oświecenie postawiło problem przemian w Polsce dramatycznie - Polska mogła wybrać zachodnią cywilizację, albo niesławny, sarmacki koniec. Oświecenie stanowiło całkowite przeciwieństwo etnocentryzmu, ksenofobia była dla ideologów polskiego oświecenia synonimem znienawidzonego szlacheckiego sarmatyzmu. Polska ideałów oświecenia miała być krajem poddanym gwałtownej europeizacji, pisano wręcz o cywilizowaniu kraju. Polska we wszystkich dziedzinach życia politycznego, kulturalnego i gospodarczego miała naśladować wzorce europejskie, obcość stała się symbolem postępu, swojskość zacofania.

Oświecenie nie oparte było na szerokim poparciu mas szlacheckich, które decydowały o obliczu Polski. Już na początku XIX wieku nastąpiła reakcja tradycjonalizmu, która początkowo sprowadzała się do sarmackiej niechęci do cywilizacyjnych zmian, mających rzekomo zniszczyć sielski świat agrarnej Polski. Dopiero romantyzm miał nadać etnocentryzmowi charakter poważnej ideologii, podpartej nawet historiozofią. Oświeceniowy eksperyment internalizacji obcej aksjologii nie powiódł się, nie tylko zresztą z powodu niechęci tradycjonalnego społeczeństwa. Oświecenie rozwijało się w wolnym kraju, w którym obcość nie musiała kojarzyć się z wrogością, romantyzm narodził w kraju podbitym, represjonowanym, w kraju, gdzie brak już było chęci na subtelne rozważania o przewagach parlamentaryzmu angielskiego nad konfederacją szwajcarską.

Królestwo Polskie w latach 1815-30 było oazą liberalizmu, nie stosowano w nim brutalnych represji, bezwzględnego wynaradawiania, opinię oświeconą bulwersowały jedynie fakty łamania konstytucji. Liczne spiski a i samo powstanie listopadowe nie były działaniami z gruntu antyrosyjskimi. Powstanie przecież w opinii znacznej części elity kraju miało tylko przywrócić Królestwu swobody konstytucyjne, i tylko nieliczni ekstremiści na czele z Mochnackim fantazjowali o niepodległości.

Brutalność represji polistopadowych całkowicie zmieniła tę sytuację. Likwidacji uległy Uniwersytety w Warszawie i Wilnie, zamknięto Towarzystwo Przyjaciół Nauk, działać zaczęła brutalna cenzura i likwidacji uległa większości tytułów prasowych, szybko zmniejszała się liczba szkół, prowadzono pobór rekruta polskiego do armii rosyjskiej na 25 lat, co wiązało się z niemal pewną rusyfikacją, rozpoczęto prześladowania unitów.

Represje polityczne nie są tak istotne dla genezy etnocentryzmu, dopiero prześladowanie polskiej kultury, niszczenie szkolnictwa, atak na polskość wywołuje znamienną reakcję elity. Rodzi się romantyzm.

Klasycznym przykładem romantycznego etnocentryzmu stała się historiografia Joachima Lelewela. Tłumaczył on upadek Polski w sposób jednoznaczny i cokolwiek prostolinijny - wpływami obcymi, przez co rozumieć należy oczywiście Zachód.
Polacy, cnót wszelakich pełni dość długo opierali się destrukcyjnym wpływom zachodniej "cywilizacji". Już w średniowieczu Polska była niczym wyspa na europejskim morzu fanatyzmu i okrucieństwa, barbarzyństwo krucjat i pogromów żydowskich w szlacheckiej Polsce nie miało racji bytu.
Polska wieków XV i XVI to kraj prawdziwie republikański, miłujący swobody. Porównując ówczesną Polskę z Hiszpanią Lelewel znajduje w tej drugiej tylko "namiętność i zaciętość", "dziki fanatyzm" , "arogancję i pychę" , "straszne, pełne dzikiego hartu i twardości serce". Niestety, wiek XVII przynosi początki choroby. Polska tego czasu jest terenem walki dwóch żywiołów - rodzimego i obcego. Swojskość u Lelewela utożsamiona jest ze szlachetczyzną i polskimi tradycjami demokratyczno - republikańskimi. Obcość to cudzoziemszczyzna, niosąca ze sobą miazmaty monarchizmu, arystokratyzmu, fanatyzmu i jezuityzmu. Cudzoziemszczyzna, niczym choroba infekowała wyższe szczeble hierarchii społeczeństwa polskiego, by dojść do "szlacheckiego gminu". Atak ten zdeprawował polski charakter, stając się przyczyną upadku państwa. Na krótko tylko, pod koniec XVIII powrócił dawny republikański porządek, lecz obcy zadali Polsce cios ostateczny.
Ta ksenofobiczna interpretacja historii Polski całkowicie zdominowała romantyczną historiografię. Dla ówczesnych polskich historyków stało się jasne, że przeszłość Polski to walka staropolskiej, szlacheckiej, tolerancyjnej republiki z zalewem zachodniej patologii politycznej i kulturowej. Walka, w której Polska niczemu nie zawiniła.
W napisanym w 1830 r. dziele "O literaturze polskiej w wieku XIX" Maurycy Mochnacki całkowicie zdyskredytował polskie oświecenie, które miało być przeszczepianiem zachodnich, obcych Polsce wartości. "Z obcym rozumem, z obcymi wyobrażeniami wcisnęły się do nas obce uczucia, zwyczaje". Oświecenie miało być całkiem polskiej tradycji obce, nie wsparło się na "przeszłych wiekach" i "historycznej posadzie". Mochnacki przyrównuje reformy oświecenia do monety "nieznanym stemplem cechowanej, chożo krążącej w obiegu".
Dopiero romantyzm, prawdziwie narodowa polska literatura, swojskość opiewająca dopomoże narodowi polskiemu w procesie samowiedzy. Tylko polska literatura, odrzucająca obce wartości może odkryć ducha narodu.

Lata następujące po klęsce powstania listopadowego to czas narastania polskiego etnocentryzmu, zwolna ksenofobia staje się nierozerwalnym składnikiem programów politycznych. Szczególnie tendencje te dały o sobie znać na emigracji.
W pisanych na jesieni 1932 roku "Księgach narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego", dziele Mickiewicza najbardziej znanym ówczesnej opinii polskiej (w istocie ono kształtowało opinię emigrantów, jak żadne inne) i europejskiej, przedstawiona zostaje sugestywna wizja upadku świata zachodniego.
Upadek ten rozpoczął się od odejścia ludzi od wiary w Boga i równości. Powstało Imperium Rzymskie - siedlisko zbrodni, którego Imperator ogłosił się Bogiem - "i znaleźli się Filozofowie, którzy dowodzili, że Imperator tak czyniąc, dobrze czyni". Zbrodnia polityczna łączy się ze zbrodnią intelektualną - taki Początek ludzkich dziejów kreśli Mickiewicz.

Nadejście Chrystusa było tylko krótkim momentem szczęśliwości w dziejach, wszystko bowiem zniszczyli królowie, którzy przekonali narody o bezsensie dotychczasowego chrześcijańskiego życia. I narody deprawowały się, oddając cześć handlowi, dobrobytowi, honorowi - te fetysze stały się ich bogami. Narody toczyły srogie wojny o swych bogów. Królowie mnożyli bogów i pogłębiali degradację narodów, które godziły się na to chętnie. I znów "znaleźli się Filozofowie, którzy pochwalili wszystko, co wymyślili królowie". Europa rządziła się ateistyczną, konsumpcyjną aksjologię, będącą zaprzeczeniem aksjologii boskiej.

Nastała szatańska Trójca - Fryderyk pruski, rosyjska Katarzyna i austriacka Maria Teresa, która ostatecznie obalając boski porządek i widząc resztki moralności stworzyła "nowego bałwana, najobrzydliwszego ze wszystkich" - Interes. Powstała nowa wiara, gorsza nawet niż u pogan - kapitalizm, a za nim idący materializm i ostateczny upadek ducha. "Tymczasem kłaniały się Interesowi wszystkie narody. I rzekli królowie: Jeśli rozszerzymy cześć tego bałwana, tedy jak naród bije się z narodem, tak potem bić się będzie miasto z miastem, a potem człowiek z człowiekiem. I zdziczeją znowu ludzie, a my znowu będziemy mieć taką władzę, jaką mieli niegdyś królowie dzicy, bałwochwalscy, i jaką mają teraz królowie murzyńscy i królowie kanibalscy, iż mogą zjadać poddanych swoich". Europa staje się ziemią jałową, duchowo zdegenerowaną, tryumfuje nowoczesne barbarzyństwo.
I tylko jedno państwo w Europie zachowało chrześcijaństwo i umiłowanie wolności - Polska. Po ukrzyżowaniu Chrystusa tylko w jednej Polsce panowało prawdziwe chrześcijaństwo. "Był tedy naród polski od początku do końca wierny Bogu przodków swoich." Naród święty, wybrany. "Jego królowie i ludzie rycerscy nigdy nie napastowali żadnego narodu wiernego, ale bronili chrześcijaństwo od pogan i barbarzyńców niosących niewolę."
"I szły króle polskie na obronę chrześcijan w dalekie kraje, król Władysław pod Warnę, a król Jan pod Wiedeń, na obronę Wschodu i Zachodu. Nigdy zaś króle i mężowie rycerscy nie zabierali ziem sąsiednich gwałtem, ale przyjmowali narody do braterstwa, wiążąc je ze sobą dobrodziejstwem wiary i Wolności." Polska i Litwa połączyły się jak dwie dusze, w imię wiary i Wolności.
Polska była krajem powszechnej równości, braćmi nazywali się i najbogatsi i najubożsi. Na końcu zaś, by całkiem upodobnić Polskę z niosącym Dobrą Nowinę Chrystusem pisze Mickiewicz: " I rzekła na koniec Polska: Ktokolwiek przyjdzie do mnie, będzie wolny i równy, gdyż ja jestem Wolność." Polska - Chrystus - Wolność.

Takiego stanu rzeczy nie mogli ścierpieć królowie europejscy, szatańska Trójca zniszczyła Polskę, w kaźni istotny udział wzięła Francja - Gal, który jak Piłat wydał Polskę na śmierć. Rządca francuski odmówił pomocy konającej Polsce, mówiąc, że krew i pieniądze jego narodu tylko do niego należą. "I gdy wyrzekł rządca słowa te, tedy upadły krzyże z wież stolicy bezbożnej, bo znak Chrystusa już nie mógł oświecać ludu czczącego bałwana Interes". Chrystus-Wolność ukrzyżowany, tryumf Szatana na ziemi. Aby porządek Apokalipsy został zachowany musi nastąpić Paruzja, zmartwychwstały Chrystus dokona rewolucji.
"A trzeciego dnia dusza wróci do ciała, i naród zmartwychwstanie, i uwolni wszystkie ludy Europy z niewoli (...) A jako za zmartwychwstaniem Chrystusa ustały na ziemi całej ofiary krwawe, tak za zmartwychwstaniem narodu polskiego ustaną w chrześcijaństwie wojny."
W "Księgach pielgrzymstwa polskiego" Mickiewicz "konstruuje" zasady, nawet kulturę, jaka kierować będzie forpocztą polskiego narodu - emigracją czyli pielgrzymstwem. Niepoślednią rolę będzie spełniać programowy antyintelektualizm, pogarda dla cywilizacyjnej zgnilizny Zachodu. Zgnilizna ta bardziej niż represje zaborców zagraża Polakom, bowiem tortury fizyczne tylko umacniają ducha polskiego, zaś pokusy duchowe mogą jego duszę zgubić; i jedynym rozwiązaniem jest narzucenie Polakom całkowitej izolacji od świata zewnętrznego. Tylko prostota umysłowa może Polaków zbawić: "Nie dlatego, że Naród Wasz był oświecony naukami; bo Grecja matka Filozofów umarła i leżała w grobie, aż zapomniała o wszystkich naukach, a kiedy stała się prostakiem, oto zaczęła ruszać się. I oświecone były królestwa Westfalskie, Włoskie i Holenderskie, które widzieliście, że porodziły się i poumierały, a nie zmartwychwstają (...) I nie wzbudził Chrystus z grobu ani hetmana, ani Filozofa, ani kupca, ale Łazarza."
Cała rzeczywistość europejska jest skażona grzechem, nawet urzędy, które u początku świata były dobrem stały się skorumpowane, złe.

Wiele ma do powiedzenia Mickiewicz o degrengoladzie intelektualistów europejskich: "A ludzie uczeni, rozdawali zamiast chleba truciznę, i głos ich stał się jak szum młynów pustych, w których nie było już zboża Wiary, a więc młyny szumią a nikt się z nich nie nakarmi (...) Więcej Was nakarmił pacierz aniżeli nauka Voltaira i Hegla, które są jako trucizna, i nauka Guizota i Cousina, którzy są młyny puste". Mądrość i urzędy europejskie są godne pogardy, słowa profesor, minister są synonimami oszustwa. "Zaprawdę powiadam Wam, iż cała Europa musi nauczyć się od Was, kogo nazywać mądrym. Bo teraz urzędy w Europie hańbą są, a nauka Europy głupstwem jest" .
"Nieraz mówią Wam, że jesteście wpośród Narodów ucywilizowanych, i macie od nich uczyć się cywilizacji, ale wiedzcie, że ci którzy Wam mówią o cywilizacji, sami nie rozumieją co mówią". Bo czymże jest ta cywilizacja, którą Polsce stawiają za wzór postępowania, jak tylko materializmem. Modne i wykwintne ubiory, smaczna kuchnia, wygodne karczmy, piękne teatry i szerokie drogi. Cywilizacja europejska to nic jak "tycie w dobrobycie". "Bo jeżeli Naród dobrze mający się i dobrze jedzący i pijący ma być najwięcej szanowany, tedy szanujcie między sobą ludzi, którzy są najtuczniejsi i najzdrowsi. Owoż i zwierzęta mają te przymioty; ale na człowieka to nie dosyć".
Cywilizacja sprowadzona zostaje do rezultatu zwierzęcych instynktów.

W przypowieści o uczoności daje Mickiewicz obraz skutków nauki - młodzi ludzie wysłani do szkoły nabierają pogardy do "nieuczonych". Popadają w długi, rozpustę, pijaństwo. I zatracili życie, lecz ojciec nie zraziwszy się wysłał do szkoły ich młodszych braci, nakazując im mieć na uwadze los braci, i ci żyli cnotliwie. "Otóż Kościół chrześcijański był owym Ojcem, a dziećmi starszymi byli Francuzi, i Anglicy, i Niemcy; a pieniądzem dobry byt i sława światowa, a lichwiarz był diabłem, a młodszymi braćmi Polacy i Irlandczycy i Węgry i inne Narody wierzące". Co szczególnie ciekawe Mickiewicz nie wymienia prawosławnych, a więc heretyckich Greków.
W przypowieści o gajowym, obrońcy Żydów Mickiewicz czyni z Hebrajczyków symbol materializmu. Nie chcą oni zrozumieć poświęcenia gajowego, który w ich obronie został ranny, bo obawiają się, aby nie poprosił o zapłatę. "Odpowiedział gajowy: Tego jednego wam nie powiem, a choćbym powiedział, nie zrozumiecie, bo inny jest rozum żydowski, a inny chrześcijański; ale gdybyście się nawrócili do chrześcijaństwa, zrozumielibyście sami postępowanie moje, nie potrzebując pytać się mnie."

W świecie nihilizmu, zdrady tylko nieustanna mobilizacja może Polskę ustrzec od zguby, obrona przed... Zachodem. W "Księgach pielgrzymstwa" właściwie zaborcy nie są wymieniani, prawdziwym zagrożeniem jest barbarzyński Zachód. Zupełnie świadomie Mickiewicz nawołuje do obrony oblężonej twierdzy: "Pamiętajcie, że jesteście wpośród cudzoziemców, jako trzoda śród wilków i jako obóz w kraju nieprzyjacielskim, a będzie między Wami zgoda" - zdanie to świadczy dobitnie o szowinizmie "największego wieszcza i poety". "Ci, co niezgodni, są jak barany które się odłączają od trzody, bo nie czują wilka; albo jak żołnierze, którzy odłączają się od obozu, bo nie widzą nieprzyjaciela; a gdyby czuli i widzieli, byliby w kupie".
Jesteście w ziemi cudzej wśród bezprawia jako podróżni, którzy w kraju nieznanym wpadną w jamę." Europa czyha na niewinną Polską duszę, toczy z nami wojnę. Wreszcie pada najbardziej drastyczne zdanie : "Nie wszyscy jesteście równie dobrzy, ale gorszy z Was lepszy jest, niż dobry cudzoziemiec".
Przetrwanie tożsamości polskiej możliwe jest w sytuacji całkowitego zakwestionowania dotychczasowego dorobku kultury i cywilizacji Europy. Ta tożsamość to totalitarna wszechmoc norm, Mickiewicz kodyfikuje nawet reguły jedzenia i stroju. Wykluczone są dyskusje i rozpamiętywanie niedawnej klęski, kto krytykuje ten wewnętrzny wróg! Polacy nie tylko symbolicznie, ale i dosłownie mają się stać społeczności zmilitaryzowaną, gotową w każdej chwili do walki. Każdego obowiązuje karność żołnierza. W przypowieści o szturmie miasta Mickiewicz kreśli afirmację żołnierskiego czynu - żołnierz zostaje ranny, pada, lecz jego towarzysz "porwał go, i niósł przed sobą, i zastawiał się nim jak tarczą, i postawił go na murze; za czym wbiegli inni porządkiem, i miasto zdobyli ". Jednostka niczym, jednostka zerem. Ciało ludzkie niech się stanie w ostateczności narzędziem walki. Kto zaś zwątpi, kto powie, że powstanie było głupstwem, tego należy izolować ze zbiorowości, uznać za trędowatego, zerwać wszelkie kontakty. Wrogiem nie jest zdrajca, jawny przeciwnik, ale człowiek wątpiący, "myśl i mowa" jest poddana ostrej kontroli. "Zaprawdę mówię wam, iż żołnierz, który walczy bez wiary w dobroć sprawy swojej, zwierzem jest; a dowódca, który prowadzi na bój bez wiary w sprawę swoją, rozbójnikiem jest(...) A niech się nie tłumaczy mówiąc, iż co innego jest postępowanie i czyn, a co innego myśl i mowa; bo przeciwko Ojczyźnie można ciężko grzeszyć mową i myślą, a każdy z tych grzechów nie ujdzie kary swej."

Prawdziwym zadaniem Polski nie jest nawet odzyskanie niepodległości, lecz Misja zbawienia Europy. "Jesteście śród cudzoziemców jako Apostołowie śród bałwochwalców". Zmartwychwstanie Polski, ukazane w III części "Dziadów" niejasnymi obrazami symbolicznymi, w "Księgach" bez osłonek przedstawione zostaje w kontekście Apokalipsy.
Dzieje świata to konflikt kosmiczny, manichejski. Wojna Synów Ciemności z Synami Światłości w pewnym momencie, tak jak w Apokalipsie walka armii Michała i Smoka kończy się ukrzyżowaniem Chrystusa i opanowaniem całej ziemi przez Szatana. Choć tymczasowo, Ciemność tryumfuje na ziemi. Prześladowaniom poddani zostają święci (Apokalipsa), pielgrzymi ("Księgi..."). Prośba wyrażona w "Litanii pielgrzymskiej" : "O wojnę powszechną za wolność ludów, Prosimy Cię Panie" jest prośbą o wojnę ostateczną sił szatańskich i Boga. Jak w Apokalipsie, ziemię opanował Szatan i dla zbawienia świata i zmartwychwstania Polski konieczne jest tegoż świata zupełne zniszczenie.
Pielgrzymi odrzuceni przez bezbożną Europę: "Odchodząc z miasta i z kraju bezbożnego, niewolniczego i ministerialnego, otrząście proch z obuwia Waszego, a zaprawdę powiadam Wam, iż lżej było Tulonowi, i Nantes, i Lugdunowi w dniach Konwencji, niźli będzie miastu onemu w dniach Konfederacji Europejskiej. Albowiem gdy Wolność zasiędzie na stolicy świata; będzie sądzić Narody". Narody Europy zostaną wytępione "od starego do ssącego dziecka, od bydlęcia do szczenięcia". "A z wielkiej budowy politycznej europejskiej nie zostanie kamień na kamieniu". "Słyszeliście o głodach takich, że matki jadły dzieci swe, ale głód wasz będzie sroższy, bo powiadam wam, że będziecie obrzynać uszy bliźnim swym, i uszy samym sobie, i piec, i jeść ".
Polska - Wolność, apokaliptyczny Baranek ukarze bezbożny świat za występek i prześladowania świętych. "I odpowie Wolność: Oto wołałam ustami tych pielgrzymów, a nie słuchaliście mnie; idźcie więc w niewolę, kędy będzie świst knuta i chrzęst ukazów."

Nowe Jeruzalem niebiańskie zjednoczonej, chrześcijańskiej Europy powstanie na krwi i kościach dawnego świata. "Odrzuciły mocarstwa kamień wasz od budowy europejskiej, a oto kamień ten stanie się kamieniem węgielnym i głową przyszłej budowy; a na kogo on upadnie, tego skruszy; a kto nań potknie się, ten upadnie i nie powstanie."

Tryumf wolności i równości nastąpi dopiero po masakrze. Taka jest rzeczywista misja Chrystusa Narodów.

W "Konradzie Wallenrodzie" Mickiewicz określa Litwę jako "już całkiem w przeszłości", a jej dzieje jako tylko szczęśliwy temat poetycki. Resztę dopowiada poeta w "Panu Tadeuszu" - Litwa jest całkowicie spolonizowana, kulturowa czystka etniczna nie pozostawiła żadnych, choćby nikłych pamiątek litewskiej przeszłości. Litwa to Polska, wszelki partykularyzm kulturowo - etniczny mogący być przeszkodą dla budowy homogenicznego narodu polskiego zanikł.

Jeden z bohaterów "Pana Tadeusza" wypowiada słowa:

"Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do Ojczyzny
Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny!
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów,
Prześladując w Ojczyźnie Boga, przodków wiarę,
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.
Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów,
Gadających przez nosy, a często bez nosów,
Opatrzonych w broszurki i w różne gazety,
Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.
Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza;
Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przepuszcza,
Odbiera naprzód rozum od obywateli.
I tak mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli,
I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród,
Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród;
Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory;
Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory.
Była to maszkarada, zapustna swawola,
Po której miał przyjść wkrótce wielki post - niewola!"

Oświecenie jest tu przyczyną rozbiorów, mało tego, rozbiory są słuszną karą za czasy oświecenia, czasy ateizmu i upadku patriotyzmu.

Dnia 25 marca 1835 zorganizowano w Paryżu obchód rocznicy wybuchu powstania listopadowego na dawnych ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej. Na łamach umiarkowanie demokratycznej "Nowej Polski" J. Ostrowski ostro zaatakował te partykularne tendencje pisząc: "Nie ma Litwy! Nie ma Rusi! Nie ma Mazowsza, Wielopola i Małopolski! (...) Jest Polska jedynie - jej powszechna, jej narodowa, jej historyczna, jej umysłowa, jej religijna jedność, panująca wszechwładnie nad wszystkimi siłami". Za niedorzeczne i niewłaściwe uważał Ostrowski poglądy, iż istnieć miała narodowość litewska, bowiem w rezultacie unii lubelskiej stała się Litwa "Polską i przez rzecz, i przez nazwisko".

Także na emigracji pisał Aleksander Jełowiecki o upadku Polski, która tym zawiniła, że się scudzoziemszczyła i tym samym wyrzekła wiary przodków, najsilniejszej potęgi narodowości polskiej. Pisał "Kto chce Polski, niech precz wygania cudzoziemszczyznę z mózgów i z serc Polaków".

Jan Kanty Podolecki, ideolog Towarzystwa Demokratycznego Polskiego pisał w Paryżu w 1849 r.: "Oświecona Europa nie ma nic prócz form i negacji. Ludzkość formą ani negacją nie żyje, przeto w niej życie zamiera (...) Wszystko, co czuje śmierć, nurza się w błocie, cielcom złotym i bałwanom hołduje. (...) Forma, która wyobrażała myśl stającą się, prawdę żywą i świętą, gdy myśl dalej postąpiła, gdy prawda w życie weszła, gdy świętość krwią i błotem skalano, został li formą. Tak kłamstwo, obłuda, samolubstwo, pycha, łupiestwo, chciwość wojują literą, przebierają się w formę i dobrodusznych oczy piaskiem świętym zasypują. Dobra wola wszędzie zabita. Brak ludzi, brak namiętności. Wszystko skurczone, małe, w konwulsjach konania szuka, czeka, nie wie czego - gada wiele o postępie, a weń nie wierzy; (...) Schną źródła życia; siła, co światem, omdlewa; ciemności wszystko ogarniają; wszystkie serca, nawet kobiece i dziecięce, od zimna krzepną. A ludzie dnia się obawiają i smakują w ciemnościach".

W 1851 anonimowy publicysta "Demokraty Polskiego" nawiązując do mesjanizmu pisze, że Polska mając szczególne posłannictwo, by je spełnić musi zachować jednolitość wewnętrzną. Wszelkie etniczne partykularyzmy są prowokowane przez wrogów Polski, ich manipulacje mają za zadanie zniszczyć jedność Polski. By zwyciężyć "ani jednej piędzi ziemi nie może braknąć Rzeczypospolitej Polskiej".

Zygmunt Miłkowski pisze w 1859 w "Przeglądzie Rzeczy Polskich" o wolności polskiej, którą należy wywalczyć nie rozdrabniając się na rody i nie rozrywając narodu

W kraju Manifest Rządu Narodowego Rzeczpospolitej Polskiej w dniu wybuchu powstania krakowskiego z 22 lutego 1846 r. głosił : "Jest nas dwadzieścia milionów. Polacy! Nie znamy odtąd między sobą żadnej różnicy, jesteśmy odtąd braćmi, synami jednej matki Ojczyzny, jednego ojca Boga na ziemi".
Z godła narodowego rewolucjonistów krakowskich znikła Pogoń, zostawiając całe pole na herbowej tarczy zrywającemu się do lotu białemu orłowi. Narodem, w rozumieniu rewolucjonistów mieli być wszyscy mieszkańcy polskich ziem, bez względu na różnice etniczne, a więc i mieszkańcy Litwy i ziem ruskich. Miał to być naród w demokratycznym państwie unitarnym.
Rząd Narodowy zwracał się 23 lutego 1846 r. do Żydów: " Polacy! Godzina pojednania ze sobą rodzin społeczeńskich wybiła. Byliście pod zarządem wrogów uważani za oddzielny naród. Rewolucja przyjmuje Was na łono społeczeństwa, zapewnia Wam jako braciom jednej ziemi prawa ludzkie i wita Was jako synów Ojczyzny godnych wyswobodzenia i otrzymania bezwzględnej równości". Jest to niezwykle charakterystyczny przykład demokratyzmu, czy też liberalizmu polskiego. Przyznawane jest paternalistycznie prawo do bycia obywatelem Polski, ale oczywiście jako Polakowi.

W 1857 J. I. Kraszewski w "Chorobach wieku" biadał nad teraźniejszym upadkiem Polski, który dokonywał się przez...inwazję kultury Zachodu. Naśladownictwo obcych wzorów miało Polaków zniemczyć, zanglizować, wynarodowić i zetrzeć cechy słowiańskie. Wyrzeczenie się swojskich wartości miało zmienić Polskę w "małpę Zachodu".

Przykłady dowodzące narastania etnocentryzmu są niewątpliwe, pojawiają się dwie tendencje, jedna to ksenofobia, deprecjonowanie wartości (jawiących się jako pseudowartości) europejskiej cywilizacji, chęć zamknięcia się we własnej, swojskiej twierdzy ; druga tendencja to jeszcze nie sformułowana wtedy w sposób jasny definicja narodu homogenicznego, pozbawionego kulturowej i etnicznej różnorodności.
Po krótkim oświeceniowym eksperymencie, naraz dla polskiej kultury staje się zagrożeniem obcość, zarówno zewnętrzna czyli Rosja i Zachód, jak i wewnętrzna, etniczna. Tę drugą obcość miano przezwyciężyć eliminując (nie fizycznie, oczywiście) odziedziczone po I Rzeczypospolitej etnicznie obce grupy. Wszelka obcość staje się zagrożeniem.
Jednak poza etnocentryczną obsesją, typową dla każdego wschodnioeuropejskiego narodu Polacy cierpieć poczynają na antyokcydentalizm. Wyłania się obraz Zachodu, który doprowadził Polskę do upadku. Właśnie Zachodu. Romantyzm przynosi nie tylko ksenofobię, ale i mechanizm "kozła ofiarnego". Polacy, poniżeni, spychani do defensywy przenoszą urazy i pretensje na Zachód. Dla narodu oblężonego każdy obcy jest wrogiem, wróg realny i urojony są jednako uciążliwi.

Naród - wspólnota poniżenia

Podobne procesy dominacji narodowej świadomości przez etnocentryzm dokonywały się w XIX wieku na całym obszarze Europy Wschodniej. Procesy narodowotwórcze grup mniejszościowych (małych grup etnicznych, walczących dopiero o narodową niezależność) stojących wobec dyskryminacyjnych działań grup większościowych (narodów dojrzałych) prowadzą do gwałtownej ksenofobii i prześladowania jeszcze mniejszych grup.
Rzeczywistość dziejów narodów Europy Wschodniej dowodzi, że grupy defensywne, dopiero kształtujące swoją narodową suwerenność muszą stać się agresywne, bardziej nawet od zwalczających je grup większościowych. Taką wizję procesów narodowotwórczych na terenie Wschodniej Europy kreśli Józef Chlebowczyk w pracy "Procesy narodowotwórcze we wschodniej Europie Środkowej w dobie kapitalizmu".

Etapem pierwszym kształtowania się oblicza narodowego grupy mniejszościowej jest walka o narodową kulturę, jej fundament, którym jest język. Grupy mniejszościowe stają wobec działań dyskryminacyjnych grupy większościowej, która występując z pozycji centralizacyjnych, zwalczając ruchy odśrodkowe we własnym państwie forsuje, niekiedy brutalnie swój język jako obowiązujący dla mieszkańców całego państwa, bez różnic etnicznych. Niszczenie podstaw narodowego bytu - kultury, stanowiącej przecież jedyną wartość narodu pozbawionego państwowej ochrony, powoduje to, iż w grupie mniejszościowej rodzi się poczucie krzywdy, upokorzenia, świadomość poniżenia. Wywołuje to reakcje kompensacyjne - wzmożenie poczucia odrębności narodowej, wreszcie etnocentryzm. Język nabiera charakteru sakralnego, staje się prostym sposobem odróżnienia od obcych, walka o niego staje się walką z obcością, która zagraża.
Świadomość zagrożenia rodzi mit wroga, którym staje się grupa większościowa. Nieodłącznymi elementami mitu wroga stają się stereotypy jego okrucieństwa i winy. Ten pierwszy pozwala cementować wewnętrzną jedność, konsolidować grupę także w celach militarnych. Stereotyp winy pozwala widzieć w konflikcie swój-obcy wyłącznie winę obcego, zasługującego tylko na potępienie. W tej sytuacji nienawiść dla wroga staje się nakazem patriotycznym, moralnym imperatywem.
Jednak głównym wrogiem młodego narodu stają się mieszkańcy terytorium narodowego, "historycznie" przynależnego grupie mniejszościowej, przy czym rzeczywisty skład etniczny owego historycznie przynależnego terytorium narodowego nie ma znaczenia. Mieszkańcy tego terytorium to także ci, którzy będąc obcymi etnicznie lub zasymilowani przez naród dominujący "swojakami" nie uczestniczą w życiu narodowym, nie czują się z nim związani. Dla grupy mniejszościowej są oni renegatami i jako zdrajcy swej "prawdziwej" ojczyzny budzą silną nienawiść (pamiętajmy ataki Orzeszkowej na renegactwo Conrada).
Etnocentryzm, typowy dla wszystkich zamkniętych społeczności generalnie kieruje się przeciw wszystkim obcym, to znaczy "nie swoim". Jeżeli ci obcy wykazują się większą od miejscowych ruchliwością społeczną, zapobiegliwością, przedsiębiorczością, wyższymi umiejętnościami, i z tego tytułu zaczynają dystansować "tutejszych", zagrażać ich interesom, aspiracjom to dystans, uprzedzenia przekształcają się w otwartą wrogość. Wrogość pogłębia sytuacja braku zintegrowania obcych ze "swojakami", posługiwanie się innym językiem.
Walka o język narodowy zwolna przekształcała się w obsesyjne żądanie całkowitej etnicznej czystości. Prowadziło to do ataków wymierzonych w cudzoziemszczyznę, obce naleciałości. (Dzisiejsze ataki na funkcjonowanie w polszczyźnie zwrotów anglosaskich, które nie mają swoich polskich odpowiedników mają swój rodowód w wieku XIX i jego obsesji etnocentrycznej.)

Narody walczące o swą kulturę, w sytuacji niszczenia jej przez naród dominujący są skazane na agresywność, oparcie swej narodowej mentalności na antynomii swój - obcy. Niszczenie narodowej kultury jest postrzegane jako zagłada narodu, represje polityczne nie są tak dotkliwe. Walka polityczna narodu jest tylko walką o instytucjonalną ochronę narodowej kultury, represje godzące w samą kulturę wywołują niezwykle silne reakcje obronne. Wszelka obcość, bez znaczenia, czy rzeczywiście zagraża narodowi, czy nie, jest dla niego wroga. Każdy naród wschodnioeuropejski dążyć będzie do jej eliminacji.

Kompensacja poczucia niższości musi prowadzić do narodowej megalomanii, do apoteozy przeszłości historycznej. Historyzm stał się dla małych narodów Wschodniej Europy polem falsyfikacji własnej przeszłości, obszarem, który miał więcej mówić o współczesnych problemach, niż o przeszłych faktach. Historiografii nadawano taki kształt, by mogła się stać elementem tworzenia narodowej świadomości, co znaczyło, że historiografia stała się nauką utylitarną. Narody upatrywały w swej historii dowodu na rzeczywiste istnienie romantycznych stereotypów. Narody święte, męczeńskie ofiary obcej "odwiecznej" agresji i narody "wiecznie" agresywne i zaborcze zaczęły zaludniać karty ksiąg. Tak np. dzieło F. Palackiego "Historia narodu czeskiego w Czechach i na Morawach" idealizowało stosunki staroczeskie i tworzyło nawet swoistą historiozofię narodu czeskiego, która to miała opierać się na wiecznej walce z Niemcami. Przez długi czas mało który czeski historyk odważał się podważyć tę tezę.
Oczywiście często brakło historycznych świadectw dla udowodnienia założonej tezy...Wtedy bez skrupułów takie świadectwa tworzono. Klasycznym przykładem takiej manipulacji jest sfałszowanie przez czeskiego filologa V. Hankę rękopisów królowodworskiego i zielonogórskiego, dokonane w 1817 r. W połowie XIX w. rękopisy awansowały do rangi świętości narodowych, a co za tym idzie naukowych. Dopiero T. Masaryk odważył się zakwestionować prawdziwość tych rękopisów, za co nazwano go zdrajcą narodu, renegatem i duchowym nihilistą

Tradycjonalizm, afirmacja archaicznej, swojskiej aksjologii miała również aspekt antykapitalistyczny. Wartości swojskie miały być zagrożone nie tylko przez narodowego wroga, ale i cywilizacyjno-kulturowe przeobrażenia, jakie przynosił z sobą kapitalizm. Współczesny strach przed konsumpcyjnym kapitalizmem i afirmacja swojskiej kultury, jako ochrony nie jest więc wynalazkiem dzisiejszym.

Narody wschodnioeuropejskie tworzą utylitarną literaturę, publikuje się zbiory śpiewów opiewających heroiczne zmagania bohaterów, bojowników o wolność narodową. Ten schemat dominował w wieku XVIII, zaś w XIX pojawiają się dzieła opiewające wspólnotę i więź narodową.

Narodowa megalomania, co jest specyfiką wschodnioeuropejską prowadzi do idei misji dziejowej, historycznego posłannictwa, które wolą transcendencji dokonać ma nawrócenia okolicznych narodów na rzecz "prawdziwej kultury i cywilizacji". Stąd już niedaleko do ofensywy narodowej, walki z narodami jeszcze mniejszymi.

Siłą motoryczną procesu narodowego jest w plebejskich społecznościach inteligencja, odpowiedzialna zarówno za unarodowienie mas chłopskich, jak i za szerzenie wojującego misjonarstwa.

Klasycznym przykładem kompensacji narodowego poczucia upokorzenia są Węgry z czasów przełomu wieku XVIII i XIX. Pod koniec wieku XVIII w objętych władzą Habsburgów Węgrzech pojawia się postulat wprowadzenia języka narodowego , walka o język węgierski w oficjalnych życiu publicznym staje się symbolem ruchu narodowego, walki z niemczyzną. Rozwijają się przeróżne inicjatywy kulturalne, zostaje napisana 42-tomowa historia Węgier. Dzięki ofiarności elit węgierskich powstaje Węgierska Akademia Umiejętności. Odradza się węgierska kultura narodowa.
W 1844 r. zakończyła się wieloletnia walka o język narodowy, ustawą sejmu węgierskiego język madziarski zastąpił łacinę. Tryumf rodzi apetyt...
Już w 1842 r. Lajos Kossuth pisze: "W tym kraju wszystko jest madziarskie: ziemia, prawo, historia, a dla nie - Madziarów prawa mogą być rozszerzone o tyle tylko, o ile staną się oni językowo, uczuciowo i politycznie Madziarami". Inni politycy i inteligenci głoszą cywilizacyjną wyższość Madziarów nad plebejskimi, zacofanymi grupami etnicznymi, które w 1842 r. stanowią 63% ludności Węgier. Madziarowie mają nie tylko prawo, ale i obowiązek misji kulturowej. Asymilacja mniejszości jest działalnością misyjną, cywilizowaniem ludów niecywilizowanych, jest walką o postęp. Inicjatywy narodowe ludów pomniejszych w tym świetle wydają się być reakcyjne, niepostępowe. Kiedy Słowacy występują z własnymi aspiracjami narodowymi, dość ostrożnymi zresztą - postulatem zorganizowania narodowego szkolnictwa podstawowego węgierscy liberałowie uznają je za dowód słowackiego partykularyzmu, sprzeczny z ideą ogólnego postępu. Poza tym, uznają, że za ideą słowackiego odrodzenia stoi rosyjski panslawizm, czyli Rosja, która śmiertelnie zagraża Węgrom. Zapamiętajmy ten schemat, inicjatywa narodowa grupy mniejszościowej, nawet jeśli nie jest wymierzona obiektywnie w integralność narodu dominującego, to właśnie tak jest rozumiana, podejrzenie o inspiracje zagraniczne pojawiają się automatycznie.
W czasie Wiosny Ludów w 1848 r. brutalna, unitarna polityka Węgier doprowadzi do wybuchu wewnętrznego konfliktu z siedmiogrodzkimi Rumunami, Serbami i Chorwatami.
Terytorium narodowe Węgier zostaje poddane aneksji, w świadomości inteligentów węgierskich tylko Madziarowie są podmiotem i suwerenem politycznym i kulturalnym na narodowym terytorium. Wszelka działalność polityczna elementów obcych, niemadziarskich na terytorium narodowym jest oczywiście wykluczona. Dla oświeconej opinii koncepcja narodu węgierskiego jako kulturowo-etnicznie jednolitego, homogenicznego staje się oczywista.

Sami Słowacy, wedle prawidłowości narodowego odrodzenia na terytorium wschodnioeuropejskim sami wystąpią na początku XX wieku przeciwko narodowym aspiracjom Ukraińców i Białorusinów. W Chorwacji popularne stanie się hasło Chorwacji, ojczyzny tylko katolików i Chorwatów. Iliryzm chorwacki będzie dążył, w imię wyższości chorwackiej kultury do wchłonięcia mniejszości serbskiej. Z kolei antychorwackie nastroje towarzyszyć będą serbskiemu odrodzeniu narodowemu. Zaś wszystkie narody wschodnioeuropejskie, wzajem się katujące połączy jedno - nienawiść do Żydów.

Podobną, choć siłą rzeczy z braku środków nieagresywną politykę stosowała polska inteligencja na kresach polskiego terytorium narodowego. Lesław Sadowski w pracy "Polska inteligencja i jej ideowe dylematy na przełomie XIX i XX wieku" referuje kilka uzasadnień dla postulatu konieczności działań polonizacyjnych, które przyjęto za naturalną drogę:

1) Narody kresowe są w istocie "materiałem etnograficznym", niedojrzałe, o niskim stopniu cywilizacji, faktycznie niezdolne do samodzielnego bytu narodowego. Wobec nich, polska kultura, wszak stojąca na wielokroć wyższym poziomie ma prawdziwą misję cywilizacyjną, asymilacja to w rzeczywistości misja w rejonach niecywilizowanych. Zwolenniczką pokojowej, łagodnej ekspansji kultury polskiej na kresach, ekspansji rozumianej misyjnie była Orzeszkowa, pisząca w 1905 r. w liście otwartym do redakcji litewskiego pisma "Vilniaus Żinias". Pisała w nim o pokojowej misji cywilizacyjnej polskiej kultury, jaką pełni ona od 500 lat na Litwie. Symbolami tej misji nie są miecz, ani ogień, lecz krzyż i elementarz. Ton arystokratycznego paternalizmu niezwykle drażnił litewskich inteligentów, dla których te 500 lat oznaczało niemal całkowitą polonizację Litwy. W tym samym liście pisarka dała wyraz swemu (i całej kresowej inteligencji) niezrozumieniu dla litewskich aspiracji narodowych, odrzucenie polskości miało być, według niej odrzuceniem cywilizacji zachodniej.

2) Narody kresowe (Ukraińcy, Białorusini, częściowo Litwini) żyją na pograniczu polsko - rosyjskim, więc narażone są na rusyfikację, a więc są z polskiej perspektywy potencjalnie wrogie. Taki punkt widzenia nakazywał wręcz asymilować, bo jeśli z założenia przyjęto ich narodową słabość (niemożność wyłonienia się jednolitych, dojrzałych narodów) to polskość miała być jedynym ratunkiem wobec zalewu rosyjskości. Pisał A. Żabicki: "Litwini muszą wybierać między cywilizacją a barbarzyństwem, Europą i Azją, między postępem a wstecznością".
Głoszone popularnie hasło Unii, później nazwane federalizmem, tzn. program powrotu do Rzeczpospolitej Obojga Narodów było w rzeczywistości tylko postulatem politycznym. Narody kresowe miały istnieć tylko w obrębie wspólnego państwa, które miało być terenem "pokojowej" ekspansji polskiej kultury. W odniesieniu do Litwinów zgoda na odrębność oznaczała zgodę na regionalizm w ramach wspólnego państwa, nie na odrębność narodową. Litwinów traktowano jako "gente Lithuanus, natione Polonus", w kulturze i języku litewskim dostrzegano tylko cechy lokalne, folklorystyczne.
O ile jednak Litwie oferowano status etnicznego regionu, to w kwestii białoruskiej istniało powszechne przekonanie o całkowitej niemożności wyłonienia się narodu. L. Wasilewski pisał: "Nikt chyba nie zaprzeczy, że ludność białoruska, stanowiąca olbrzymią większość mieszkańców Litwy, jest dotychczas jedynie materiałem etnograficznym [...]. Lud białoruski nie posiada ani zindywidualizowanej świadomości narodowej, ani własnej inteligencji, a i literatura jego jest czymś nad wyraz nikłym". Wobec takiego stanu rzeczy polonizacja wydawała się polskim inteligentom prawdziwym błogosławieństwem dla tych nieszczęsnych ludzi, Białoruś miała być spolonizowana, przy czym materiałem dla polonizacji mieli być Białorusini wyznania katolickiego, prawosławni zaś mieli być bliżsi kulturze rosyjskiej. Według Orzeszkowej asymilacja Białorusinów miała nadać polskości wiele cech pozytywnych, typowych dla spokojnego ludu białoruskiego - wytrwałość, stałość, spokój, a więc wynarodowienie Białorusi miało dać Polsce korzyści kulturowe. Trudno tu o lepszy komentarz dla XIX-wiecznego ekspansjonizmu etnocentryzmu polskiego.

Podział nacjonalizmów na obronne i agresywne, defensywne i ofensywne w gruncie rzeczy nie ma sensu. Każdy młody nacjonalizm, walczący z nacjonalizmem większym szybko zaczyna stosować metody ofensywne. To, że młody naród jest niszczony przez większy nie oznacza bynajmniej, że sam nie będzie niszczył innych, słabszych. Dotyczy to i Polski, i innych narodów, choćby małej i ciężko doświadczonej przez historię Litwy. Powtarzane nieustannie argumenty o męczeństwie polskim i wynikającym z tego faktu romantyzmie polskiej świadomości narodowej są sprzeczne w oczywisty sposób z rzeczywistymi działaniami. Polska świadomość narodowa, kształtujące się pod wpływem brutalnych represji przybrała kształt podobny do innych narodowych kultur na obszarze Europy Wschodniej.

Na radykalną przemianę świadomości polskich elit po stłumieniu powstania listopadowego decydujący wpływ miały represje rosyjskie. Świadomość zagrożenia narodowych wartości, kultury, języka, wreszcie stanu posiadania nasiliły się po pacyfikacji powstania styczniowego. Etnocentryzm wydawał się naturalną reakcją na atak, mobilizację narodową miano przeprowadzić na wzór oblężonej twierdzy. Niezwykły oświeceniowy eksperyment nie miał się już nigdy powtórzyć, pozytywizm traktował doświadczenia europejskie instrumentalnie.
Mentalność narodu upokorzonego, spychanego do defensywy, który na drodze kompensacji tworzy sobie narodową mitologię, ideę narodowej misji dziejowej, ćwiczy się w nienawiści do zewnętrznych wrogów, wreszcie rusza do ofensywy wymierzonej w narody słabsze, wszystko to stało się udziałem i doświadczeniem polskim, po części aktualnym do dziś.



Ostatnio po ujawnieniu pogromu w Jedwabnem często padają pytania, czemu zawiodła zawodowa czujność naukowców. Naiwnie zaskoczeni publicyści wyrażają zdumienie, czemu wcześniej nie, czemu niewiedza prostaczków równa jest niewiedzy specjalistów. Czy jesteśmy Serbami?

Historiografia polska uwikłana jest w schemat romantyczny od czasów Lelewela po dziś dzień. I Jedwabne i mordy Żydów w czasie Powstania Warszawskiego są zaskoczeniem dla samych historyków, którzy może w mniej radykalny jak Lelewel sposób, lecz także powielają ów romantyczny schemat. Swego czasu Andrzej Paczkowski zaskoczony zapytał, czemu w Polsce znaleźć można specjalistów od generała Petaina, a znawców rodzimej kolaboracji jakoś nie. Odpowiedź znają nie tylko historycy, po prostu w czasie okupacji żadnej kolaboracji nie było, a skoro nie było, to i istnienie znawców tematu nie jest potrzebne. Oczywiści w regionie Europy Wschodniej udział naukowców w propagowaniu nacjonalizmu bywa jeszcze mniej subtelny, znany jest manifest serbskiej Akademii Nauk w latach 80-tych, który stał się ideowym zapleczem wojny na Bałkanach i czystek etnicznych. Rzeczywiście, poza konsekwentnym milczeniem i powielaniem infantylnych romantycznych stereotypów historycy polscy nie mają na sumieniu nawoływania do zbrodni. Też jakiś sukces.





* Chlebowczyk J. "Procesy narodowotwórcze we wschodniej Europie Środkowej w dobie kapitalizmu (od schyłku XVIII w. do początku XX w.", Kraków 1975
* Jedlicki J. "Polskie nurty ideowe lat 1790-1863 wobec cywilizacji Zachodu" w: "Swojskość i cudzoziemczyzna w dziejach kultury polskiej", Warszawa 1973
* Sadowski Lesław "Polska inteligencja i jej ideowe dylematy na przełomie XIX i XX wieku", 1988 PWN

 

 

 

POZYTYWISTYCZNA UTOPIA

 



Pozytywiści, związani z powstałym w 1866 r. "Przeglądem Tygodniowym" postulowali stworzenie solidarnego społeczeństwa, jednolitego, podobnego do ludzkiego organizmu. Poszczególne grupy: etniczne, klasowe miały zostać ściśle powiązane z całością społecznej tkanki, partykularyzm grupowy zostałby wykluczony. Społeczeństwo stałoby się harmonijnie działającą organiczną całością.
Pozytywizm wysunął postulat budowy podstaw gospodarczych społeczeństwa polskiego. W 1874 r. w "Przeglądzie Tygodniowym" pisano: "Dla naszego przemysłu, jeśli ma żyć pełnymi siłami, zdrowo, rozwijać się szczęśliwie, nie ma innej też rady nad oparcie swych fundamentów nie, jak dotąd, na obcych pierwiastkach, na naśladowaniu cudzego, na pożyczce z zewnątrz, ale na pierwiastkach swojskich."
Industrializacja, umacnianie rzemiosła, powiększanie szeregów polskiego mieszczaństwa. Celem gospodarczych wizji pozytywistów miało być społeczeństwo powszechnego dobrobytu. Konflikt między burżuazją a proletariatem, przepaść między wsią a szlacheckim folwarkiem, między polską większością a etnicznymi mniejszościami miały być rozwiązane na drodze solidaryzmu, przez wzrost zamożności i oświaty.

Tło polityczne, jakie towarzyszyło rozwojowi pozytywizmu nie było zachęcające. Po upadku powstania styczniowego rusyfikacja nabierała rozpędu, odrębna struktura administracyjna Królestwa została zniesiona, zamknięta została warszawska Szkoła Główna (jedyny uniwersytet polski na ziemiach zaboru rosyjskiego), ale pozytywistyczna utopia ma dzięki akcji oświatowo - kulturalnej i gospodarczej stworzyć organizm skutecznie broniący się przed represjami.
Pozytywiści w latach 70-tych promują okcydentalizm, a więc wartości obce. Nauka europejska, nowinki filozoficzne stały się popularne, tak jak w czasach oświecenia zachodnia aksjologia jawiła się dla Polski lekarstwem na wszelkie bolączki.
Pozytywistyczny liberalizm każe Świętochowskiemu pisać w latach 70-tych tekst "Partykularyzm", w którym piętnuje egoizm narodowy. Patriotyzm jest dla niego dalekim krewnym instynktów, prowadzących do barbarzyńskich wojen, kończących się ucztami kanibali.
Prus pisząc o niechęci społeczeństwa do niemieckich kolonistów apelował o zarzucenie nietolerancji, która wygnała Maurów i Żydów z Hiszpanii, hugenotów z Francji. Ta sama idea wzniosła chiński mur między Żydami a polskim społeczeństwem. Ponad gwałtem narodowym jest równouprawnienie.

Lata 70-te, lata liberalizmu, haseł równouprawnienia, optymizmu zatajały jednak niebezpieczne fundamenty myślowe pozytywizmu. Gospodarczy aspekt ideologii pozytywizmu - stworzenie swojskiej gospodarki. Ta miała być zbudowana wielkim, społecznym wysiłkiem, wysiłkiem pozytywnej pracy organicznej. Wielkim osiągnięciem pozytywistów było skierowanie uwagi społecznej na kwestie gospodarcze, jednak idea tworzenia swojskiej gospodarki, rozpowszechniona przez pokolenie "Przeglądu Tygodniowego" miało swe piekielne konsekwencje, jak to pokazały lata 80-te. Cały program pozytywistów uzależniony był od czynnika, który wyraźnie przeceniali, od gospodarczej kreatywności polskiego społeczeństwa. Program taki, przy załamaniu pozytywnych postulatów pracy organicznej, musiał doprowadzić do programu spolonizowania gospodarki, tzn. do usunięcia z niej obcych elementów.

Idea organicznego społeczeństwa rozumiana była raczej w sensie socjalnej solidarności, wspólnoty interesów poszczególnych warstw, lecz jak pokazał już schyłek lat 70-tych miała swój etniczny aspekt, który w końcu ją zdominował. Etniczna organiczność społeczeństwa miała się zrealizować poprzez asymilację obcych etnicznie grup. Tak jak w gospodarce oczywistością stało się przeciwstawienie obcym, tak zbawienna dla narodu miała być homogenizacja wielokulturowego społeczeństwa. Przez asymilację rozumiano całkowitą polonizację, czyli wynarodowienie, co raczej nie stanowiło dla ówczesnych liberałów etycznego problemu. Asymilacja miała na celu korzyść polskiego społeczeństwa, w przypadku Żydów asymilacja miała stworzyć Polaków wyznania mojżeszowego. W tym przypadku, przy znanym antyklerykalnym nastawieniu części pozytywistów wydawała się ta propozycja prawdziwą łaską. Punkt widzenia interesu polskości - eliminacja destrukcyjnych odrębności łączył się naturalnie z poczuciem misjonarstwa - chęcią obdzielenia dobrami cywilizacyjnymi biednych dzikich. Źródła późniejszych kontrowersji na tle dwunarodowości żydowskich asymilatorów tkwią głęboko w czasach pozytywizmu, lecz etnocentryzm programu asymilacji, jak i budowy swojskiej gospodarki jeszcze w optymistycznych latach 70-tych nie był tak zauważalny. Jednak późniejsza droga niektórych pozytywistów ku jawnemu antysemityzmowi była już zakodowana w samej filozofii pozytywizmu. Ziarno etnocentryzmu mogło się rozwinąć w sytuacji kryzysu. I tak się stało.
Ten etniczny wymiar teorii organicznego społeczeństwa był bezpośrednią kontynuacją etnocentrycznej wizji narodu polskiego, jaka kształtować się poczęła po powstaniu listopadowym. Pomijając okcydentalny charakter pozytywizmu, wizja "etnicznego kształtu" społeczeństwa zamieszkującego terytorium polskie była ksenofobią w czystej postaci. Tworem społecznym, zamieszkującym polskie narodowe terytorium mógł być tylko homogeniczny naród polski. Z niejasnych, ksenofobicznych postulatów etnocentryzmu polistopadowego liberałowie warszawskiego pozytywizmu stworzyli spójną koncepcję narodu pozbawionego kulturowych i etnicznych różnic.

Na początku lat 70-tych, pozytywiści odnotowywali z triumfem ożywienie życia gospodarczego, "ożywcze ruchy narodu" przejawiać się miały powstawaniem nowych zakładów rzemieślniczych, przekształceniem struktury społecznej, przechodzeniem członków warstwy szlachecko - inteligenckiej do mieszczaństwa. Społeczeństwo powszechnego dobrobytu było tuż, tuż...
Już jednak w połowie lat 70-tych "Przegląd Tygodniowy" konstatuje z rozgoryczeniem, że ruchy sprzed kilku lat były ruchami chorego. Optymizm pozytywistów jakby przygasa.
Koniec lat 70-tych to już wyraźny kryzys pozytywizmu. Wraz z kryzysem pojawia się w publicystyce pewien wątek, dotychczas niewyraźny, mało eksponowany. Kryzys realizacji idei społeczeństwa organicznego zdaje się z wolna racjonalizować.
W 1877 Świętochowski pisze o potrzebie asymilacji mas żydowskich: "W naszym przekonaniu kwestia żydowska nie istnieje, a istnieje jedynie tylko nagląca potrzeba przymusowego nauczania elementarnego dla chrześcijan i żydów, aby tych ostatnich wyrwać z odosobnienia i nadać im wspólny z resztą ludności kierunek umysłowy i obyczajowy." Istnieje więc w społeczeństwie czynnik dezintegracji, czynnik uniemożliwiający społeczny rozwój.
Już w tym samym roku Świętochowski pisze: "...patrzycie na to, jak wasz Szmul opaja chłopów, jak Dawid oszukuje w handlu zbożem obywateli, jak Abram, prowincjonalny bankier, zabija ich lichwą, jak sfanatyzowany Icek wolałby umrzeć przy bezłuskiej rybie, niż ją ustami dotknąć, jak wreszcie cała żydowska czerń podli się za nadzieję najmniejszego zysku i ociera dla niego spokojnie ślinę, którą jej wzgarda na twarz rzuca."
Wątek zostaje podchwycony, Prus, który jeszcze niedawno pisał pochwały niemieckich kolonistów naraz w 1879 w "Kronikach" zaczyna nawoływać do obrony chrześcijańskiej fabryki krochmalu pani Miklaszewskiej przed nieczystą konkurencją ze strony Żydów.
Jest to jednak mało znaczący element ideologii pozytywistycznej. Na razie jeszcze nie uleciał czar optymistycznych lat 70-tych, pozytywiści jeszcze wierzą w swoją utopię, jeszcze nie szukają winnych jej upadku. Asymilacja jest jeszcze tylko jednym z aspektów budowy społeczeństwa organicznego, którym szczególnie interesuje się tylko Orzeszkowa. Prus w 1875 r. pisze w "100 tysiącach Żydów" o emigracji Żydów: "Gdyby naraz te kilkakroć 100 tysięcy Żydów wyrzucić z kraju, większa ich część wyginęłaby niezawodnie, a reszta żyłaby w nędzy; kraj zyskałby tyle, co człowiek, któremu dla ulgi wypruto by z ciała arterie."
Trzeba będzie wstrząsu lat 80 - tych, by prucie arterii jawić się zaczęło jako jedyne rozwiązanie.

Pogrom grudniowy 1881 roku

Kapitalne znaczenie i dla ewolucji pozytywizmu, i dla kwestii żydowskiej miał pogrom warszawski w 1881 r. Bezpośrednią przyczyną rozruchów było obwinienie Żydów o spowodowanie tragicznej w skutkach paniki w Kościele Świętego Krzyża, gdzie w tłoku stratowano ok. 30 osób. Pogrom trwał od 25 do 27 grudnia, gdy wkroczyła policja i opanowała sytuację. Pogrom swym zasięgiem objął prawie całą Warszawę, Alina Cała w "Asymilacji Żydów w Królestwie Polskim" podaje liczbę dwóch ofiar śmiertelnych, 24 miały zostać ranne. Materialnie ucierpiało ok. 10 tysięcy ludzi, straty sięgnęły 800 tysięcy rubli. Za uczestnictwo w pogromie aresztowano 2600 osób.

Pogrom spowodował u części opinii liberalnej szok, zakwestionował bowiem pozytywistyczną koncepcję rozwiązania kwestii żydowskiej. Ideał asymilacji i stworzenia harmonijnego organizmu społecznego zachwiał się poważnie. Podniosły się głosy o utopijności rozwiązania asymilacyjnego. Prus w jednej ze swych "Kronik" dawał wyraz zwątpieniu i narastającej podejrzliwości: "Smutne tylko jest to, że antysemityzm z każdym dniem zdaje się być lepszą wodą na młyn żydowskiego fanatyzmu, który w spokoju rozkłada się, lecz w walce krzepi się i rośnie, na nieszczęście Żydów, a na szkodę krajów, w których mieszkają, i cywilizacji."

W komentarzach publicystycznych bezpośrednią odpowiedzialnością obarczano "ciemny motłoch", zaś pośrednią ... Żydów. Dla zapobieżenia następnym pogromom "Niwa" proponowała likwidację żydowskiego separatyzmu, jak zwykle w takim przypadku wzywając na pomoc oświatę. Zestaw żydowskich wad, które zaniknąć musiały (będąc powodami nastrojów antysemickich) obejmował nieproduktywność Żydów, żyjących z pasożytniczego wyzysku, rozpijanie chłopstwa. Winy żydowskie wymieniali publicyści prowincjonalni, "Kaliszanin" i "Korespondent Płocki" piętnowali żydowski separatyzm i wyzysk, argumentacja nie wychodziła poza ramy zakreślone przez publicystykę stołeczną.

Asymilacja, wobec ogromu potencjalnej pracy, wydała się naraz mało skuteczna, większość publicystów ganiła asymilatorów za mały radykalizm działań, potem zaś sama metoda rozwiązania kwestii żydowskiej poddana została w wątpliwość.

W czasie tych burzliwych dyskusji w Krakowie miał miejsce pewien mało znaczący incydent, Jan Matejko otwierając wykłady w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych oświadczył studentom "Hebrajczykom" iż "pragną uczyć się sztuk pięknych li tylko w celach spekulacji", prócz tego nie mają wdzięczności dla kraju, nie poczuwają się do żadnych doń obowiązków, nie czują się Polakami, i w związku z powyższym niech "wynoszą się z tego kraju, idą od nas tam, gdzie nie ma żadnej ojczyzny ani wyższych uczuć miłości dla kraju, ani wyższych cnót ludzkich."
Wystąpienie Matejki wywołało pewne poruszenie, malarz jednak potwierdził swe antysemickie nastawienie w wysłanym do antyżydowskiej "Roli" liście.

Prasa konserwatywna przed pogromem warszawskim chciała uchodzić za liberalną i zerkając nerwowo na pozytywistów uznawała potrzebę asymilacji. Pogrom wywołał w obozie konserwatywnym ulgę, wobec kryzysu idei asymilacji już nie trzeba było udawać liberałów. W 1884 w "Niwie" S. Godlewski wyznawał szczerze: "Ogół żydowski jest ciemny i znikczemniały moralnie, zaś tak zwana inteligencja żydowska składa się w przeważnej części z ludzi zbogaconych drogą wyzysku i z szczupłej tylko garstki ludzi trzeźwo i uczciwie na rzeczy patrzących."
Szczerze także pisano o zdegradowaniu moralnym asymilatorów, odrywających się od masy żydowskiej i pozostających w duchowej alienacji. Jedynymi ich cechami miały być cynizm, zamiłowanie do przepychu i cudzoziemszczyzny.

Odrębność - obcość - wrogość

Przełom lat 70/80 XIX w. to okres narastających w Królestwie represji. Gubernatorem zostaje osławiony Józef Hurko, a w 1879 kuratorem okręgu warszawskiego Apuchtin. Rusyfikacja nabiera siły. Od roku 1885 w szkołach wykłada się po polsku już tylko religię. To także trudny okres dla pozytywistów, ich program ponosi jawną klęskę, zamożność, wykształcenie, a przede wszystkim organiczna jedność i solidarność bynajmniej nie cechuje społeczeństwa. Akcja pracy u podstaw nie wydaje się zanadto skuteczna wobec brutalności rosyjskiej rusyfikacji.
W 1882 konserwatyści zaczynają wydawać dziennik "Słowo", socjaliści tworzą "Proletariat", obie grupy posiadają własne ideologie. Wobec pierwszych poważnych zaburzeń społecznych, strajków, pogłębiającego się rozwarstwienia wsi pozytywizm wydaje się już zbędną, martwą koncepcją. Utopia, która nie bacząc na politykę miała ziścić w Polsce niemal XX-wieczny socliberalizm wali się w gruzy. Społeczeństwo jest takie, jakie i przed ogłoszeniem programu reform: rozdzierane sprzecznościami, zacofane, bezbronne wobec kulturalnych represji. Afirmowana przez pozytywistów solidarność społeczna, narodowa integracja okazują się fikcją.
Na gwałtowną eksplozję antysemityzmu w latach 80-tych XIX w. ma też niewątpliwy wpływ rewolucja przemysłowa i przełom społeczny jaki wywołała. Wartość produkcji przemysłowej w Królestwie w 1860 r. wyniosła zaledwie 40 mln rubli, w 1870 r. 122 mln rubli, w 1880 r. 171 mln rubli, zaś w 1890 już 600 mln rubli. Z prowincjonalnego, agrarnego kraju w latach 60 - tych Królestwo przeszło drogę gwałtownej industrializacji. Potwór przemysłu, który naiwnym pozytywistom jawił się jako gwarant dobrobytu, w latach 80-tych niszczył społeczne struktury, tradycje, przyniósł wyzysk. Dynamika uprzemysłowienia jest nieprzypadkowo związana z eksplozją antysemityzmu. Zachwianie norm towarzyszące gwałtownej industrializacji i migracji wiejskiej zracjonalizowane zostało przez stereotyp wrogiej działalnością Żydów-kapitalistów.

W 1885 r. Świętochowski pisze, iż postęp ostatnich 20 lat wcale nie doprowadził do powstania społeczeństwa dobrobytu. Od 20 lat poziom życia ogólnie obniżył się i wzrosły koszty życia. "Gnicie nie jest częściowe i chwilowe, ale rozpostarło się po całym społeczeństwie. Warstwy narodu, w których dawniej pewne występki należały do objawów wyjątkowych, dziś brukają się nimi jak błotem powszednim." Już w 1884 r. Świętochowski zaczął zdecydowanie krytykować kapitalizm.

Świadomość kryzysu własnej ideologii, ale przede wszystkim kryzysu narodowego każe pozytywistom zapomnieć o okcydentalizmie, pomiataniu tradycją. W 1883 Prus pisze z niepokojem: "Jesteśmy społeczeństwem słabym, któremu nieustannie narzucają się obce wytwory, począwszy od nici i gwoździ, skończywszy na systemach filozoficznych." Kończy się kilkunastoletni pozytywistyczny flirt z liberalizmem, nadchodzi czas wskazania winnych kryzysu.

Światło prawdy naraz oślepia, niegdyś spójną, dziś rozproszoną grupę. Niezwykle aktualna nagle staje się, w chwili kiedy kryzys myśli pozytywistycznej jest oczywisty - kwestia żydowska, a może raczej kwestia kryzysu organiczności społeczeństwa. Dotychczas raczej marginesowa wobec socjalnej solidarności, kwestia żydowska staje się problemem niezwykle istotnym. Kryzys socjalny społeczeństwa naraz objawia się jako kryzys etnicznej homogeniczności.
W dyskusji "popogromowej" Świętochowski uznaje swój postulat przymusu oświaty dla Żydów za niewystarczający, żąda środków niemal totalnych: "...błagamy o przymusową oświatę i upodobnienie Żydów do ludności, śród której żyją; prosimy o prawodawcze zniesienie wszystkich instytucji izraelskich, podtrzymujących rozdział; prosimy o poddanie wychowania młodzieży izraelskiej pod ogólny plan oświaty; prosimy o drakońskie prawo przeciw obecnemu separatyzmowi."
W felietonie "Bez złudzeń" za przyczynę pogromu uznaje fanatyzm chrześcijański i żydowski. Żydowską odrębność określa jako "starozakonne barbarzyństwo", "izraelici pozostają w swej ciemnocie i odrębności", "stanowią żywioł obcy i szkodliwy", pisze o konieczności "ucywilizowania" i "zburzenia całej separacyjnej rudery." Pisze o felczerze Reisswaserze, który ratował zaduszonych w kościele Św. Krzyża; został obrabowany przez pogromowców. Świętochowski pisze do uczestników pogromu: "patrzcie, dzikie głupcy, kogoście skrzywdzili; nie tylko niósł pomoc waszym braciom w kościele, ale jeszcze zrzekł się wsparcia w połowie na ich rodziny, a w połowie na ofiary waszego rabunku. Idźcie do pracy i zapamiętajcie sobie, że to nie Żyd, ale prawy Polak i człowiek,że on, któregoście uważali za gorszego, jest uczciwszym od was." To dziwaczne przejęzyczenie wiele mówi o atmosferze popogromowej.
W 1881 r. pisze w felietonie, że jest przeciwny "hodowli Żydów" tzn. sprzeciwia się dalszemu trwaniu żydowskiej odrębności, która nabiera w jego tekstach cech wrogich polskości.

Odrębność kulturowa Żydów jawi się nagle jako zasadniczy problem polskiego społeczeństwa. Idea społeczeństwa organicznego, niwelującego wszelki konflikty wewnętrzne i separatyzmy nagle, w sytuacji oczywistego kryzysu narodowego nabiera nowego znaczenia.
Eliza Orzeszkowa w opublikowanej w 1882 roku broszurze "O Żydach i kwestii żydowskiej" stwierdza, że odrębność Żydów wyraża się "strojem, mową, fanatyzmem religijnym, organizacją wewnętrzną, która czyni ich w organizmie społecznym ciałem obcym i wielostronnie szkodliwym".Zastrzega jednak, że owe zarzuty dotyczą tylko "nieoświeconych mas żydowskich", gdyż "żaden oświecony Żyd nie różni się już w ubiorze i mowie ze współobywatelami swymi."
Równouprawnienie Żydów miało się dokonać poprzez asymilację, wyeliminowanie żydowskiej odrębności - ten pogląd wyrażali wszyscy pozytywiści. Zintegrowanie się Żydów w wymarzonym przez pozytywistów jednolitym narodzie wymagało uniformizacji, upodobnienia się do Polaków pod wszystkimi względami kulturowymi, prócz religii. Asymilacja miała zlikwidować jeden naród dla korzyści drugiego.

Wyraźny negatywny stosunek do żydowskiej odrębności i konieczności jej eliminacji formułuje nawet poczciwa Konopnicka, w 1887 pisała: "...nienawiść skierować ku ciemnocie, ku wyłączności, ku fanatyzmowi, a miłość rozciągnąć tak, iżby objąć mogła wszystkie żywioły narodowego życia. Wtedy czas, to 'dobre bóstwo' , sprawi, że prawnuk tych ojców, co dziś jeszcze chorobę przekazują synom 'uzdrowion będzie i szczęśliwy'." Kultura żydowska jako choroba, polonizacja jako uleczenie - zauważa Alina Cała.

Dla Świętochowskiego kwestia odrębności żydowskiej, która uniemożliwia społeczny i narodowy rozwój staje się obsesją. Alina Cała analizując język, jakim posługiwał się Świętochowski w swych perswazyjnych tekstach dochodzi do niezwykłego wniosku. Jest to język czystego antysemityzmu. "Chałaciarze", których nienawidził, byli dla niego "ciemnymi masami", przerażającą tłuszczą. "Czerń" jest całkiem odhumanizowana, asymilacja ma być dla żydowskiej dziczy "uczłowieczeniem", żydowskość dosłownie jawi się jako stan zwierzęcy.
Agresywność tego języka dowodzi też typowego dla światopoglądu etnocentrycznego rozumienia inności - miało ono tylko wymiar nihilizmu, antywartości, barbarzyństwa. Ludzie nawet życzliwi Żydom nie mogli się wyzbyć przekonania o ich niższym statusie cywilizacyjnym.
Agresywność ataków, jawnie antysemickich upodabniała Świętochowskiego do zwykłych antysemitów, jednak funkcja tego antysemityzmu była inna. Sam autor tak pisał o prawdziwym antysemityzmie i specyficznych funkcjach antysemityzmu pozytywistycznego, który miał działać tak, by "rozwijać najściślejszą i najwszechstronniejszą krytykę żywiołu żydowskiego, o ile on wyosabnia się, podtrzymuje swój zastój i odrębność, stanowi naród w narodzie i przeciwstawia się interesom społeczeństwa. To nie robota przesądu, nietolerancji rasowej lub wyznaniowej, ale kulturalna uprawa pola ugorującego i zachwaszczonego. Jest to również antysemityzm, ale taki, który pragnie wytopić z surowej rudy żydowskiej czysty kruszec ogólnoludzki i krajowy." Był to antysemityzm nie ideologiczny, lecz pozytywistyczny, w swych intencjach "racjonalistyczny". Brutalny język, stanowcze piętnowanie "żydowskiego separatyzmu" miało funkcję perswazji, werbalnego "skłaniania" do szybkiej asymilacji.
Spośród dzikiej, ciemnej masy żydowskiej, przerażającej niecywilizowanej tłuszczy Świętochowski zauważa Żydów "uczłowieczonych", zasymilowanych, wykształconych, wyzbytych wad dawnego środowiska. O "ukształconej Żydówce" pisze z zachwytem: "...zna lepiej polską historyę i literaturę, a nawet inne umiejętności [...] ale nadto jej [...] filozofia oddycha tak swobodnie, że słuchającemu nie każe się krztusić."(Znaczenie ostatniego przytyku Świętochowski zapewne zostawił dowcipowi czytelnika).
Dla Świętochowskiego Żydzi zasymilowani (asymilatorzy) to Żydzi "odżydzeni, uczłowieczeni i spolszczeni." W 1890 pisze z troską "Żyd wyzyskuje i niszczy dobrobyt, chłop podpala, kradnie i zabija - obaj są sprawcami klęsk, które wymagają ciągłej baczności i starań zapobiegawczych." I nie jest to wcale troska udawana, wielki pozytywista rzeczywiście pisze tak z litości dla tych nieszczęsnych kreatur - chłopa i Żyda.

Reakcją Orzeszkowej na powstanie syjonizmu i jego popularność wśród Żydów były słowa: "Organizowanie się na ziemi polskiej Żydów w narodowość odrębną, w narodowość dla walk, dążeń i pragnień polskich, dla idei i kultury polskiej obojętną - przedstawia dla społeczeństwa polskiego niebezpieczeństwo poważne i groźne, a o ileż razy jeszcze poważniejsze i groźniejsze, jeżeli obok imienia narodowości tej umieścić wypadnie zamiast wyrazu: obojętna - wyraz: wroga."
Zakładanie a priori, że syjonizm na pewno wykreuje naród wrogi, groźny dla Polaków wiele o polskim etnocentryzmie mówi. Dla Orzeszkowej, którą oskarżano o ostentacyjny filosemityzm jest kwestią bezdyskusyjną, że mieszkańcami polskiego terytorium narodowego mogą być tylko Polacy, o wrogości syjonistów świadczą nie ich antypolskie czyny, ale tylko deklaracje narodowej odrębności.

Etnocentryzm schyłkowego pozytywizmu lat 80-tych staje się jawny. Koncepcja społeczeństwa, która jeszcze 10 lat wcześniej wykluczała narodowy egoizm i przyjmowała obce wartości za pozytywne, obecnie obcość uznaje za zasadniczy problem społeczny. Pozytywistyczny flirt z liberalizmem zakończył się, koncepcja społeczeństwa organicznego ukazała swe etnocentryczne oblicze. Nie klasowe, socjalne różnice społeczne stały się problemem, na główny awansował nagle problem etniczny. Nie tylko pozytywiści zresztą postanowili zracjonalizować kryzys lat 80-tych. Oni próbowali robić to w jedwabnych rękawiczkach.

Antysemityzm gospodarczy

Narastający antysemityzm wyrażał się głównie w częstych kampaniach przeciwko gospodarczej dominacji Żydów.
Dla Bolesława Prusa postulat "polonizacji" gospodarki stał się prawdziwą obsesją. W 1883 po otwarciu szkoły rzemiosł dla młodzieży żydowskiej pisał: "Żydzi, którzy nie są dopuszczani do cechów, a podobno bardziej garną się do rzemiosł, od razu postawili kwestię na właściwym gruncie i na serio myślą o zakładaniu szkół rzemieślniczych - naturalnie dla siebie [...]. Czy pomyślał kto: co się stanie wówczas, gdy w różnych rzemiosłach wystąpią na scenę majstrowie starozakonni ogólnie ukształceni, doskonale obeznani ze swym fachem i z technologią? Ani gadania, że przy swoich zdolnościach handlowych oni staną się fabrykantami, a nasi, wychowani w terminach rzemieślnicy, ich robotnikami...."

Komentując sprawę zapisu 12 milionów guldenów na rozwój szkolnictwa dla Żydów w Galicji dokonany przez barona Hirscha pisał: "Czyn wysoce rozumny i szlachetny: nauczyć ludzi pracy, zapewnić im byt i poważne stanowisko w społeczeństwie. Zachodzi jednak kwestia: co będzie z ludnością polską i rusińską, wśród której Żydzi, opanowawszy już handel pieniężny, opanują z kolei rzemiosło." Alina Cała zauważa, że pogląd Prusa o możliwym "zażydzeniu rzemiosła" dowodzi jego nikłej wiedzy, małomiasteczkowe rzemiosło od wielu wieków było już "zażydzone."

Przyczyną jednej z kampanii antyżydowskich była sprawa memoriału Komitetu Giełdowego. W roku 1886 delegaci Komitetu Giełdowego Bloch i Natanson skierowali do władz Królestwa Polskiego memoriał dowodzący korzyści, jakie kraj odniósł poprzez równouprawnienie Żydów, ich wzrastająca gospodarcza działalność była tego dowodem. Uprzemysłowienia kraju faktycznie dokonać miała burżuazja pochodzenia żydowskiego. Chronili oni kraj przed zalewem niemieckim, czego Polacy nie potrafiliby zrobić.
Memoriał wywołał wzburzenie polskiej opinii publicznej, uważającej go za jawne przyznanie się Żydów do gospodarczej ekspansji. Zdaniem autorów memoriału "rodzime warstwy ludności krajowej dotychczas mało jeszcze są przygotowane do poważnego współdziałania w pracy przemysłowej." Żydzi podtrzymywali rolnictwo krajowe, umożliwili ziemiaństwu przetrwanie kryzysu ekonomicznego, który nastąpił po uwłaszczeniu chłopów, zaopatrując tę klasę społeczną w niezbędny kapitał. Zajmowali się też handlem produktami rolnymi, którego ziemianie nie potrafili prowadzić. Autorzy memoriału stwierdzali, że bez żydowskiego kapitału stanęłaby działalność ekonomiczna w ogóle. Taką przynajmniej wersję memoriału opublikowała "Niwa." W oczach polskich czytelników autorzy memoriału w ten sposób ironicznie skomentowali efekty 20 lat pracy organicznej w Królestwie.
Zdaniem "Niwy" autorzy memoriału kierując się arogancją, twierdzili, że tylko Żydzi stworzyli przemysł i handel Królestwa. Memoriał oczernia Polaków mówiąc o wyższości Żydów, zaś ich produktywność jest wątpliwa, bowiem "manipulowanie funduszami" trudno uznać za działalność produkcyjną.
Zdaniem "Roli" memoriał był dowodem chęci opanowania kraju przez Żydów i był "deklaracją separatyzmu".

Rok później, w 1887 roku ukazuje się broszura K. Wzdulskiego "Żydzi polscy w świetle prawdy", później często wznawiana. Autor widział w Żydach czynnik rozkładowy społeczeństwa, zaś nadzieje pozytywistów na stworzenie harmonijnego społeczeństwa nazywał mrzonkami. Czasy współczesne widział jako scenę zaciętej walki Polaków i Żydów, postęp miał się realizować przez zwycięstwo silniejszych nad słabszymi.
Już w 1876 roku aktywny pozytywista Piotr Chmielowski w tekście "Zasady Talmudu" dowodził, że wrodzona Żydom nieuczciwość i chęć wyzysku bierze źródło w judaizmie, etyka talmudyczna nakazywała podwójną moralność wobec swoich i obcych, była jawnie sprzeczna z etyką chrześcijańską.

W 1889 roku przetoczyła się przez prasę Królestwa Polskiego gwałtowna kampania antysemicka. Podłożem był zapis barona Hirscha 12 milionów guldenów na rozwój szkolnictwa, także zawodowego dla Żydów w Galicji. Sprawa ta została zinterpretowana powszechnie przez polską opinię publiczną jako próba ekonomicznego opanowania Galicji. W liście do Orzeszkowej Leopold Meyet pisał: "Atak antysemicki rozpoczął się u nas w całej prasie nie tylko warszawskiej, lecz prowincjonalnej. Nie wiadomo doprawdy, co począć i jak się zachować. Niepodobna zwrócić nawet uwagi na niebezpieczeństwo, które grozi społeczeństwu naszemu z takiego zachowania się organów opinii publicznej, gdyż cenzura ruchowi temu wcale przeciwną nie jest. Wszyscy powołują się na Prusa, który zgłupiał kompletnie, zaś w bezczelności przechodzi wszystkich "Głos" [...]. Jest to zaraza, która przejdzie może, a potem znowu powróci jak fala, która od wieków wraca ciągle do tego samego miejsca."

Prus komentując "sprawę galicyjską" pisał o fikcji asymilacji: "Dawniej wierzyłem, że Żydzi mogą być asymilowani i chcą się asymilować z europejskimi społeczeństwami, dziś w to nie wierzę. Błądziłem, patrząc na jednostki, które zasłaniały mi ogół milionowy." Samą sprawę widział w wymiarze gospodarczego zagrożenia: "... za kilka lat ukształconymi rzemieślnikami w Galicji będą tylko Żydzi, a ich separatyzm zyska nowy, potężny przywilej i pobudkę."

Dla publicysty "Głosu" A. Potockiego staje się jasne zagrożenie jakie stanowią obcy - Żydzi, w artykule "Żyd w wiosce" pisze: "Rozkładowy wpływ Żyda na wioskę ujawnia się w dwóch kierunkach: z jednej strony pozbawiając ją pewnej ilości środków materialnych i sprzyjając zaszczepianiu się i utrwalaniu przesądów, tamuje jej rozwój umysłowy; z drugiej - świadomie i bezwiednie obniża jej poziom moralny i wytwarza ujemny kodeks postępowania, którym wioska z konieczności posługuje się w stosunkach z Żydem."
W tymże "Głosie" padnie ostrzeżenie przed asymilacją, która dokona "zażydzenia inteligencji polskiej".
Mit o ekonomicznej potędze Żydów budował T. Jeske-Choiński. Wedle niego żydowska fortuna budowana była na gruzach prawdziwe chrześcijańskich fortun, w tej walce pozbawieni zasad Żydzi mieli bezwzględną przewagę. Prócz tego Żydzi opanowali europejską prasę, mało tego, całe rządy europejskie.
Potęga Żydów "przebranych we fraki" wydaje się już mistyczna.

O skuteczności propagandy gospodarczego antysemityzmu świadczy wybuch pogromu w Łodzi w 1892 r., bezpośrednio po robotniczych manifestacjach majowych, także fala antyżydowskich wystąpień w 33 powiatach Galicji w 1898 r. , do czego przyczyniła się silna antysemicka postawa pism chłopskich "Związku Chłopskiego", "Wieńca" i "Pszczółki."

Pierwsze zajścia w Galicji rozpoczęły się prawdopodobnie 9 czerwca, w dniu Bożego Ciała. Rozeszła się pogłoska (identyczna sytuacja rozegra się w Galicji w 1918r.), że cesarz pozwolił rabować Żydów przez dwa tygodnie, podobną zgodę miał wyrazić papież.
Grabiono karczmy, sklepy, domy. Rozruchy, z początku lekceważone rozlały się na obszar całej Galicji Zachodniej. Rabowano i bito Żydów w Jaśle, Brzyskach, w Świerchowej żandarmeria użyła broni - zabity został rzemieślnik. We Frysztaku, jak informował "Czas" 16 czerwca żandarmeria zastrzeliła 9 napastników. Przemoc stosowana w obronie Żydów tylko podgrzała atmosferę. 20 czerwca jeden batalion piechoty skierowano do Frysztaku, drugi batalion i pół szwadronu huzarów do Strzyżowa. 25 czerwca rozpoczął się wielodniowy pogrom w Nowym Sączu, w Starym Sączu wg. prasy w rozruchach uczestniczyło 2 tys. osób - interweniowała konnica. Wojsko strzelało do napastników w Łącku. W Brzesku, tradycyjnie, ludność chrześcijańska dla odróżnienia swych domostw ustawiała w oknach święte obrazy i zapalone świece.
Wreszcie 27 czerwca Rada Ministrów w Wiedniu ogłosiła w 33 powiatach Galicji stan wyjątkowy m.in. w Przemyślu, Rzeszowie, Krakowie. W dwu powiatach powołano sądy doraźne. 3 lipca szacowano, że liczba zabitych - chrześcijan w rozruchach sięgnęła 20. Władze, dzięki rygorom stanu wyjątkowego zawiesiły działalność wielu czasopism i stowarzyszeń (winą za zajścia obciążono socjalistów). Aresztowano ponad 3500 osób, z których około 1000 stanęło później przed sądem. Inspiratorzy zajść, politycy grupy księdza Stojałowskiego, wraz z nim ogłosili, że władze wprowadzając radykalne środki ulegają naciskom żydowskim, zaś prasę oskarżyli o zohydzanie ludu.

To dopiero początek.




* Cała A. "Asymilacja Żydów w Królestwie Polskim (1864 - 1897)", PIW 1989

 

 

Antysemityzm Bolesława Prusa

 



I Prus nie stanowił wyjątku wśród oświeconej opinii, gdy w 1874 roku pisał: "Liczna a próżniacza ludność faktorów i małomiasteczkowych giełdowiczów ma wiele podobieństwa do grzybów i pleśni drzewnej..."
I jak reszta opinii oświeconej gromił z zapałem żydowską odrębność. W 1877 tak definiował, dręczącą inteligentów jego czasu kwestię żydowską: "...oto ciemnota i kastowość [...], dodajmy żargon, chałat i wczesne zawieranie związków małżeńskich, ocukrujmy to wszystko biedą, wywołującą oszustwo i lichwę, a mieć będziemy cały tort nazywający się kwestią żydowską. Że on jest niesmaczny - to prawda, ale żeby nie miał kiedyś prysnąć pod naciskiem oświaty i idei postępowych - w to nie uwierzę".
Program więc cokolwiek prostolinijny, postęp miał zlikwidować odrębność, asymilacja miała Żydów zbliżyć do jedynie słusznej kultury polskiej. Jednak Prus do typowego programu pozytywistycznego dołączył antyżydowską obsesję, która tak jak w przypadku Świętochowskiego w końcu zwyciężyła. Już w latach 70-tych protestował przeciwko żydowskiej dominacji w gospodarce. W 1877 r. protestował przeciwko nazywaniu Żydów narodem, dla niego "ciemne masy" były tylko kastą i materiałem dla "tego lub owego społeczeństwa". Wszystko to jednak mieściło się w ramach środowiskowej filozofii, antyżydowski język miał tylko znaczenie perswazyjne.

Prawdziwym przełomem dla Prusa w postrzeganiu przez niego kwestii żydowskiej była pisana w latach 1887-89 "Lalka", w czasopiśmiennym pierwodruku powieść dwutomowa. Porównanie zawartości tomów dowodzi, jak wielkich zmian dokonał Prus w tomie II.
Społeczeństwo, ukazane w tomie I powieści znajduje się w stanie głębokiego kryzysu gospodarczego i nade wszystko duchowego, rozkład jest najbardziej adekwatnym pojęciem. Poszczególne warstwy nie tworzą organicznej społecznej tkanki, kasty arystokracji, burżuazji i drobnomieszczaństwa szamoczą się w bezsensownym, ambicjonalnym konflikcie. Droga awansu indywidualnego jest nierealna, stanowy status jest barierą nie do pokonania, Wokulski licząc tylko na własne siły musi pozostać subiektem, przy czym status "subiekta" jest niemal feudalnym statusem przynależności do klasy niższej; młody Szlangbaum i doktor Szuman cierpiąc antysemickie docinki pozostają na granicy dwu światów, polskiego i żydowskiego, nie będą faktycznie akceptowanymi przez żaden z nich. Zastój cywilizacyjny, konserwatyzm kastowy, takie są symptomy kryzysu społeczeństwa w I tomie "Lalki". Przełomem ma być praca organiczna, spółka do handlu z cesarstwem, która zaktywizuje elitę kraju, posiadającą kapitał, lecz nie ducha przedsiębiorczości. Przedsięwzięcie to przez samego Prusa ukazane jako inicjatywa heroiczna, wobec całkowitego, wszechobecnego marazmu staje się w istocie fikcją.
Żydzi w I tomie to trzy postaci: stary Szlangbaum, ortodoks, zasymilowani Szuman i Henryk Szlangbaum, dwaj ostatni uczestnicy wraz z Wokulskim powstania styczniowego, mający za sobą zesłanie na Syberii. Obaj dotkliwie znoszą antysemityzm i kastowe bariery; gdy Wokulski daje pracę pogardzanemu przez Polaków i Żydów młodemu Szlangbaumowi (nie przyszedłbym, gdyby nie troska o dzieci, mówi ten) opinia polska ma mu to za złe. Szuman to postać głęboko tragiczna, po osobistym dramacie jest wypalony, zgorzkniały, mimo, że asymilator, to świadomy swego statusu mieszkańca dwu światów, z których żaden go nie zechce. Stary Szlangbaum to żydowski biznesmen, Prus opisuje go z sympatią, gdy staruch jadąc dorożką zmuszony jest zapłacić większą taryfę czuje słabość "około serca". Umowa, jaką zawiera z nim Wokulski o kupno kamienicy jest tak mętna, że jej realizacja może się oprzeć tylko na wzajemnym zaufaniu. Lojalność i zaufanie łączą tych dwu ludzi, zapamiętajmy to.
Pozytywnego obrazu Żydów dopełnia przedstawienie przez Szlangbauma rozrywek młodych Żydów, mających ćwiczyć rozum; mądrość i cierpliwość mają być typowymi żydowskimi cechami. Żydzi zasymilowani w tomie I "Lalki" noszą piętno tragizmu, są postaciami psychologicznie skomplikowanymi.

Naraz w II tomie przechodzimy do innego świata stosunków polsko-żydowskich, spotykamy Wokulskiego rozmawiającego z Rzeckim o rozpanoszeniu się Żydów i możliwej sprzedaży sklepu, Rzecki zapowiada: "Będzie kiedyś awantura z tymi Żydami", Wokulski odpowiadając wygłasza słowa znamienne - Prześladowania Żydów trwają już osiemnaście wieków, jedynym ich rezultatem jest wyginięcie jednostek szlachetnych, a pozostanie przy życiu tylko Żydów "wytrwałych, cierpliwych, podstępnych, solidarnych, sprytnych i po mistrzowsku władających jedyną bronią, jaka im pozostała - pieniędzmi. Tępiąc wszystko, co lepsze, zrobiliśmy dobór sztuczny i wypielęgnowaliśmy najgorszych." Pamiętajmy, mówi to przyjaciel Żydów z I tomu, która to przyjaźń budziła wrogość polskiej opinii.
Spotykamy także młodego Szlangbauma, niegdyś tak poniżanego, teraz zhardziałego, który wie już, że jest prawie właścicielem sklepu. Wrócił do papy, i to wcale nie z powodu antysemickich przytyków, lecz dla majątku. W rozmowie z Rzeckim oświadcza, że pożycza arystokratom, by ich przyjmować na salonach. W duszy jest demokratą, ale czegóż nie robi się dla stosunków. Pamiętajmy, mówi to ex-powstaniec, zasymilowany, upokarzany przez Żydów i Polaków, obecnie wróciwszy do papy staje się on Żydkiem - geszefciarzem.
W tomie II, po długiej nieobecności, naraz spotykamy doktora Szumana, niegdyś zgorzkniałego, teraz pełnego optymizmu...żydowskiego optymizmu. Odwiedzającemu go Rzeckiemu objawia, że w jego duszy nastąpił przełom, ba, to prawdziwa iluminacja. Postanowił bowiem zająć się biznesem. Wyrzeka, że dziesięć lat strawił na bezwartościowe badania włosów, na publikację broszury o tychże włosach wyłożył rubli 1000. I żadnego odzewu. Obecnie postanowił zająć się robieniem pieniędzy, czyli geszeftem, bo pieniądz jest sezamem, przed którym otwierają się wszystkie drzwi, za pieniądze ma się nawet gotowych do ofiar przyjaciół. Przestał już wierzyć w "polski system" ten bowiem jest uosobieniem marzycielstwa i braku rozsądku, jedynym efektem działania "polskiego systemu" są bankructwa moralne i materialne.
Na pytanie ogłupiałego Rzeckiego, jakiż system proponuje w zamian, odpowiada: "nasz żydowski". Wedłu niego Żydzi są cierpliwi i genialni, zaś Polacy głupi bankruci. Wszyscy arystokraci trwonią majątki, na czele z Łęckimi i Krzeszowskim. Nawet Wokulski to bankrut. "Wszyscy bankrutujecie, wszyscy... Całe szczęście, że wasze miejsce zajmują świeże siły. Są nimi Żydzi, są oni sprytni, nawet ich postępowanie z kobietami jest zupełnie inne niż sentymentalizm Polaków. Żyd finansista bierze żonę bogatą, nic nie znaczą dlań czułości. Jeśli wziąłby żonę ubogą, to wtedy musiałyby procentować jej wdzięki. "Ona prowadziłaby mu salon, zwabiała gości, uśmiechałaby się do możnych, romansowałaby z najważniejszymi, słowem - na wszelki sposób popierałaby interes firmy" - tak oto dowiadujemy się, że wśród Żydów w powszechnym zwyczaju jest prostytuowanie żon (zresztą za ich zgodą) dla geszeftu. Przy okazji dowiadujemy się, że szczery przyjaciel Wokulskiego z I tomu Szuman teraz właśnie zajęty jest sprawdzaniem rachunków księgowych sklepu Wokulskiego, który chce nabyć stary Szlangbaum.
Były przyjaciel Szlangbaum kupujący sklep, wcześniej jednak wydobywający rachunki (czy aby wszystko prowadzone uczciwie), i były przyjaciel Szuman, dokładnie kontrolujący stan kasy. Czegóż nie robi się dla geszeftu.
Cały powyższy wywód o żydowskich przewagach nad polską bezmyślnością głosi, pamiętajmy, niedawny szczery patriota polski, powstaniec, mający za sobą syberyjską katorgę. Ten właśnie człowiek, pamiętajmy zasymilowany Żyd doznaje olśnienia i bredzi, niczym podpity półanalfabeta, który przebrnął właśnie przez trzy strony "Protokołów mędrców Syjonu". Postać tragiczna, ofiara polskich przesądów kastowych staje się żydowskim geszefciarzem. Dusza żydowska? Dlaczego? Prus mieć musiał bardzo ważny powód, że uczynił trzech żydowskich bohaterów I tomu "Lalki" wrogami polskości.
W niedługi czas potem znowu widzimy Szumana, teraz skarżącego się na okpienie przez Szlangbaumów, którzy proponowali mu spółkę. Oszukany przez swoich "braci" staje się Żydem cynikiem, świadomym łotrostw swego narodu. W rozmowie z Wokulskim mówi: "Genialna rasa te Żydki, ale cóż za łajdaki", z zadowoleniem stwierdza u siebie odrodzenie żydowskiej natury: "A właśnie teraz zaczyna się budzić we mnie instynkt przodków: skłonność do geszefciarstwa". Z niepokojem wspomina, że nieomal ową naturę asymilując się w polskim środowisku zagubił: "Tak długo kręciłem się w waszym świecie, żem w końcu utracił najcenniejsze przymioty mojej rasy", rasy, która cały świat zdobędzie, i to nawet nie rozumem, ale szachrajstwem i bezczelnością. Szuman jest pewien, że niedługo wybuchnie nowe prześladowanie Żydów, z którego wyjdą oni jeszcze mędrsi, jeszcze silniejsi i jeszcze solidarniejsi. I odgraża się Żydzisko bezczelne: "A jak oni wam kiedyś zapłacą! [...] Co tu gadać... Pięknym jest Izrael triumfujący i miło pomyśleć, że w tym tryumfie uciśnionych jest cząstka mojej pracy!" Kusi Wokulskiego, niby demon, z początku drażni jego ambicję przypominając upokorzenia jakich zaznał od arystokratów, by roztoczyć obraz wspaniałości, jakich zazna łącząc się z Żydami: "Zdublujesz majątek i jak mówi Stary Testament, zobaczysz nieprzyjacioły twoje u podnóżka nóg twoich".
Nie koniec to jednak kuszenia przez żydowskiego demona, Wokulski staje się świadkiem prorokowania przyszłości kraju: "Z konieczności połączymy się z waszym ludem, będziemy jego inteligencją, której dziś nie posiada... Nauczymy go naszej filozofii, naszej polityki, naszej ekonomii i z pewnością lepiej wyjdzie na nas aniżeli na swoich dotychczasowych przewodnikach... Przewodnikach!... - dodał ze śmiechem."
Pisał to Prus w 1889, groźba zażydzenie inteligencji i zażydzenia polskiej świadomości narodowej poprzez asymilację już wtedy drążyła sumienia polskich inteligentów.
Odrodzenie się żydowskiej natury u Szumana i Szlangbauma to dowód na szybkie przyswojenie sobie przez Prusa teorii kulturowego rasizmu, żydowska dusza przecież zwycięża u obu, bez znaczenia stają się długie lata lojalności, przecież wystawionej niegdyś na ciężką próbę - zesłanie. Jak się okazuje Żyd zawsze będzie Żydkiem, geszefciarstwo zawsze wyjdzie na wierzch. Obcy, nawet zasymilowany będzie w sobie przechowywał obce wartości. Zagrożeniem dla Polaków są asymilatorzy, Żydzi tajni, zamaskowani. Charakterystyczne, że starego Szlangbauma niewiele widać w II tomie, za to musimy wysłuchiwać monologów ex-Polaka doktora Szumana. Przecież Żyd "w chałacie" tylko wyzyskuje, asymilator może zniszczyć duszę polską.
Ta zmiana, metamorfoza, jaka się dokonała w asymilatorach w "Lalce" została z lubością odnotowana przez, jak zwykle czujny "Głos". Wybrzydzano tylko na to, że "proces przeobrażania" Szlangbauma i Szumana powinien być poddany, ze względów społecznych (!-AK) drobiazgowej analizie psychologicznej, czego brak w powieści.
Dowiadujemy się, że o spółkę do handlu z cesarstwem kierowaną przez Wokulskiego walczą dwie partie żydowskie. "Nie było bowiem w kraju nikogo, kto by mógł dalej rozwijać jego pomysły; nikogo, prócz Żydów, którzy występowali z cała kastową arogancją, przebiegłością, bezwzględnością i jeszcze kazali mu wierzyć, że jego upadek, a ich triumf - będzie korzystnym dla kraju..."
W czasie rozmowy Wokulskiego z księciem, zatroskanym o nieszczęsny kraj dowiadują się czytelnicy, jak to przebiegli Żydzi wykorzystują gospodarczy bezwład społeczeństwa. W nieszczęsnym kraju brak finansistów i godnych zaufania, chrześcijańskich kupców. Arystokraci zaś nie dbają o przemysł krajowy i wydają kapitały za granicą. Tacy zaś ludzie jak Wokulski, przedsiębiorcze jednostki są tępione. Kastowa arystokracja odsuwa się od wątłej burżuazji, ta zaś nie pozostaje dłużna.
Obraz rozkładu społeczeństwa podobny jak i w tomie I, już jednak w tomie II książę z rozpaczą woła do Wokulskiego - "więc zostawisz nas na pastwę starozakonnym." Ostatecznym triumfem Żydów jest opanowanie spółki, której kierownikiem zostaje były Polak, były powstaniec, były demokrata - Henryk Szlangbaum. Przedsięwzięcie, które miało w tomie I służyć wzmocnieniu polskiej gospodarki, w tomie II zostaje opanowane przez żydowskich aferzystów. A więc mamy tu inną niż w tomie I diagnozę społeczeństwa polskiego, zdolnego do gospodarczej aktywności, ale niszczonego przez Żydów. Stąd już niedaleko do porzucenia programu pracy organicznej, cóż bowiem znaczy nawet mrówcza praca wobec żydowskiej wojny ekonomicznej. Ale nie uprzedzajmy faktów.
Epizod z przejęciem spółki przez Żydów ma symbolizować przejmowanie polskiej gospodarki, ale to nic, zagrożona jest także przez rozpanoszone żydostwo polska inteligencja (Szuman wyznaje, że Żydzi narzucą Polakom swą inteligencję i własną filozofię), Żydzi przez małżeństwa z Polkami (takie proponuje się Szumanowi) dążą do opanowania elity - arystokracji. Polska staje wobec śmiertelnego zagrożenia - żydowskiej okupacji.

Prezentacja podstępnej "rasy żydowskiej" w II t. "Lalki" zawiera typowy dla tego rodzaju literatury błąd logiczny. Żydzi, na przykładzie Szumana raz wychwalają "najcenniejsze przymioty żydowskiej rasy", to znów padają z ust samych Żydów epitety "cóż z nas za łajdaki", "zdobędziemy świat szachrajstwem i bezwzględnością".
Prus, tak jak choćby autorzy "Protokołów Mędrców Syjonu" nie trzyma się jednej "wykładni" żydowskości. Nie bardzo dowierzając inteligencji czytelnika karze swym żydowskim bohaterom to wychwalać pod niebiosa swą "rasę", to znów taplać ją w błocie. Koniec końców czytelnik porażony żydowską mocą i wyliczeniem wspaniałych cech narodowych Żydów mógłby jeszcze uwierzyć i wstąpić do Zakonu! Musi mieć zatem całkowitą jasność co do "prawdziwych" motywów i "prawdziwych" cech żydowskiej rasy, a będzie to najbardziej oczywiste, jeśli skompromitują się sami Żydzi.

Nieprawdopodobna wolta, jakiej dokonał Prus w trakcie tworzenia "Lalki" tylko wydaje się nielogiczna, tom I będący ilustracją koncepcji pozytywistycznej, aprobaty asymilacji Żydów, przedsiębiorczości, krytyki kastowości i inercji społeczeństwa jest świadectwem świadomości zagrożenia gospodarczym zacofaniem, rozkładu społeczeństwa, także świadomości konieczności dokonania wielkiej pracy, tak wielkiej, że niemożliwej. Tom I to obraz kryzysu, dezintegracji tak potężnej, tak przerażającej, że polski pisarz nie potrafi obwinić o ten stan samych Polaków. Znajduje więc prawdziwy czynnik dezintegracyjny, wygodnego kozła ofiarnego.
W "Lalce" Prus, nieświadomie, ukazał swą własną intelektualną drogę i swego środowiska pozytywistycznego. Od punktu wyjścia - przełomu lat 60/70 XIX w., pesymizmu diagnozy gospodarczej, cywilizacyjnej zapaści Królestwa, ale i optymizmu przekonania o możliwej szybkiej mobilizacji narodowej i łatwości budowy społeczeństwa organicznego.
Społeczeństwo organiczne, społeczeństwo przyszłości miało być płaszczyzną bezkonfliktowej współpracy klas i grup etnicznych. Asymilacja mniejszości (Niemców, Żydów) prowadzić miała do likwidacji separatyzmu etnicznego, współpraca klas społecznych prowadzić miała do funkcjonowania "społecznego kapitalizmu", jak można by to określić współczesnym językiem. Wreszcie praca organiczna to rozwój oświaty, transfer idei i osiągnięć naukowych.
Lata 80-te pokazały dobitnie, iż gwałtowna ekspansja kapitalizmu w Królestwie nie ma nic wspólnego z poczciwością programu pozytywistów. Brutalny wyzysk, zubożenie, fikcja oświaty ludowej, wreszcie wystąpienie na scenę publiczną konserwatystów i socjalistów - pozytywiści nie mogli mieć wątpliwości, że przegrali.
Czas było szukać winnych, Prus ich odnalazł.

Tom II to już ilustracja powszechnych w latach 80-tych tendencji antysemickich, a także pokryzysowego pozytywizmu, który pochłonięty etnocentryzmem zwrócił się przeciwko Żydom. Załamanie się pozytywnego programu pracy organicznej jest w II tomie "Lalki" widoczne, cała wina, całe zło trapiące społeczeństwo zostaje przeniesione na Żydów. Diagnoza kryzysu społeczeństwa zostaje zachowana, lecz metody rozwiązania tegoż kryzysu nie, Prus znajduje rozwiązanie tyleż proste, co, nie da się ukryć znajdujące oddźwięk w opinii publicznej.

Kozioł ofiarny-Żydzi z II tomu "Lalki" zostaje przedstawiony według wszelkich reguł, jako zbiorowość anormalna, kierująca się antywartościami. Nihilizm "żydowskiego systemu" w konfrontacji z polskością staje się nihilizmem prawdziwych wartości.
Kozioł ofiarny zawsze obarczany jest fundamentalnymi dla zagrożonej zbiorowości wykroczeniami. W powieści jest to wystąpienie przeciwko gospodarczym podstawom społeczeństwa, ale i kultury. U Prusa, przecież postępowca, nie widać jeszcze zanadto wyraźnie wszystkich cech kozła ofiarnego. Jednak znać w II tomie przekonanie o wszechstronnej winie Żydów, która jest proporcjonalna do kryzysu społecznego. U innych autorów mechanizm kozła ofiarnego zostanie przedstawiony w bardziej wyrafinowany sposób, Żydzi staną się winnymi wszelkich polskich utrapień i strachów. Żydzi zyskają wiele wizerunków, zwykle sprzecznych ze sobą, ale dzięki nim społeczeństwo zyska znaczący czynnik integracyjny. Ewolucja koncepcji powieściowej "Lalki" daje jasne obraz funkcji mechanizmu kozła ofiarnego - integracji zdezintegrowanego narodu środkami negatywnymi.

Dalszy ciąg, przecież kończącej się niepowodzeniem społecznych zamierzeń "Lalki" znajdziemy w "Kronikach". W Kronice z lutego 1891 Prus alarmował, że polska ziemia masowo wykupywana jest przez obcych, w Galicji wykupywana przez Żydów, którzy dzięki prawu wyborczemu zasiądą w ławach sejmu galicyjskiego, zaś w Wielkopolsce przez pupilków komisji kolonizacyjnej. Królestwo jest jeszcze bezpieczne dzięki prawu przed tymi praktykami, "lecz przypuśćmy zmianę prawa, co wówczas stanie się z krajem?..." Niezwykłe, że mimo tych alarmów, Prus w innych Kronikach piętnował tychże samych Żydów za niechęć do pracy na roli, a ich upodobanie do pośrednictwa, które nie dość, że nie jest prawdziwą pracą, to doszczętnie Żydów demoralizuje.

W tym samym roku Prus stwierdza, że mieszczaństwo chrześcijańskie w kraju musi istnieć w należytej proporcji do ludności, co, jak wylicza, oznacza, że jeśli w kraju mieszka 87% chrześcijan, a 13% Żydów, to mieszczaństwo chrześcijańskie musi stanowić 87% ogółu mieszczaństwa. Dodaje, że Polsce nie potrzebne jest żydowskie mieszczaństwo, inteligencja i arystokracja.
Asymilacja dla Prusa - pesymisty, piszącego w 1891 r. to tworzenie oświeconych Żydów, którzy próbują być czym innym, niż są i z całą namiętnością popierają bezwyznaniowość, kosmopolityzm i socjalizm, wszelkie "Lassalle, Marxy, Singery więcej szkodzą sprawie żydowskiej, aniżeli pomagają, dają bowiem nowy powód do nienawiści. A w Europie coraz ciaśniej i nienawistniej, i tylko czekać, jak kwestia, nierozwiązalna dla cywilizacji, rozwiąże się w najohydniejszy sposób przez tłumy."

W Kronice z 1892 tak definiuje (zupełnie inaczej niż w 1877) kwestię żydowską: "Tę lichwę, handel dziewczętami, fałszywe miary i wagi, usuwanie się od publicznych ciężarów, odmienny ubiór i język, inne cele i dążenia, inne święta, a nawet - niemożność zetknięcia się przy jednym stole i jednej misce. Są to różnobarwne nici, z których - nie został utkany, ale - sam utkał się - jaskrawy sztandar antysemityzmu". Prus z radością obwieszcza, że znalazł się sposób na rozwiązanie kwestii, która " w wysokim stopniu paraliżuje normalny rozwój społeczeństwa". Żydzi bowiem są narodem w wysokim stopniu różniącym się od innych strukturą profesjonalną, brak im rolników, przez co nie posiadają organu do czerpania soków z ziemi, wysysa inne społeczeństwa i czyni im zgryzotę. Dlatego osławiony baron Hirsch naprawił swój dawny błąd wspierania żydowskiego separatyzmu na ziemiach polskich i zwrócił się do rządu rosyjskiego o zgodę na masową emigrację rosyjskich Żydów do Argentyny. Tam dopiero Żydzi "wydoskonalą się, uszlachetnią i może staną się niezmiernie ważnym czynnikiem wszechludzkiej cywilizacji". Prus określa tę operację jako zdjęcie "niepotrzebnego ciężaru" z piersi ludów słowiańskich.
Emigracja do Argentyny z początku będzie szła opieszale, lecz po kilku latach nabierze masowego charakteru "i pochłonie bodaj czy nie całą ludność izraelską, która dziś w Europie cierpi niechęć i niedostatek." Dopiero projekt masowej emigracji europejskich Żydów zadowala wielkiego polskiego pisarza, kwestia żydowska rozwiązana zostanie tylko wtedy, gdy Żydów w Europie już nie będzie. Pisze to człowiek, którego Czesław Miłosz nazwał człowiekiem dobrodusznym i umiarkowanym, zawsze gotowym bronić słabszego, organicznie niezdolnym do nienawiści, zaś jego "Kroniki" wedle Miłosza miały się wryć w świadomość postępowej inteligencji. Choć w tym ostatnim nasz noblista nie kłamie...
W kwietniu 1893 Prus z obrzydzeniem komentuje sprawę pogromu żydowskiego w Kolinie, w Czechach. Widzi rozdwojenie współczesnego antysemityzmu, z którym solidaryzuje się każdy uczciwy człowiek, "walka z lichwą, wyzyskiem, arogancją i reklamą żydowską" były ze wszech miar słusznymi hasłami, jakie głosił przed kilku laty antysemityzm. "Idąc spokojnie a wytrwale w tym kierunku, mógł był spłukać wiele nadużyć, obmyć wiele brudów i zasłużyć się ludzkości" lecz niestety zabrakło w obozie antysemitów serc szlachetnych (AK-!!!). Niestety, antysemityzm współczesny realizuje się głównie przez afery polityczne i pogromy, i niestety opinia publiczna może dnia pewnego stwierdzić: "-Ehe! kochankowie...Jeżeli tyle wartą jest wasza prawdomówność, to wy i na Żydów ciskacie oszczerstwa...Więc Żydzi są to gołąbki i baranki, którym wy gwałtem przypinacie wilcze albo lisie ogony". Jeśli dobrze rozumieć duchowe męki Prusa, obawia się, że może skompromitować się słuszna idea, realizowana jednak przez ludzi niegodnych szacunku.

Kampania antyżydowska wzbudzona przy udziale pozytywistów, kierujących jak się im zdawało przesłankami racjonalnymi, a przez innych, bardziej konsekwentnych kontynuowana zaowocowała utworzeniem stereotypu Żyda-obcego, całkowicie odrębnego kulturowo. Obcego, któremu daje się szansę asymilacji, przejścia etnocentrycznych wrót swojskości. Kiedy po pogromie warszawskim tendencje asymilatorskie słabną okazuje się, że trwałym osiągnięciem pozytywistów jest wprowadzenie do polskiej świadomości stereotypu Żyda-obcego, winnego niemożności zbudowania nowoczesnego społeczeństwa. Postulat polonizacji Żydów ma genezę już w oświeceniu, ale dopiero pozytywiści posłużyli się agresywnym językiem publicystyki, by polonizację przyspieszyć.
W latach 80-tych i 90-tych XIX wieku na stereotyp Żyda-obcego nakłada się ideologiczny stereotyp Żyda-wroga. Zagrożeniem stają się wszyscy Żydzi, finansiści i ubodzy, zasymilowani i ortodoksi. Następuje "judaizacja zła", całe zło grożące Polsce zostaje przeniesione na obcych-Żydów. Żydzi zostają zmistyfikowani, mianowani wrogami. Niechęć, jaka budzi asymilacja jest przecież nieracjonalna, z perspektywy polskiej asymilacja obcych oznacza przecież likwidację separatyzmu. Zmistyfikowany Obcy, groźny i przerażający musi jednak zostać odrzucony poza granice swojskości, obcy-Żyd staje się odtąd wrogiem naczelnym polskości. Winnymi kryzysu społeczeństwa, narodu stają się Żydzi, a więc by ów kryzys narodowy rozwiązać najpierw należy "rozwiązać" kwestię żydowską. Winnym kryzysu jest "kozioł ofiarny", ofiara z niego ma dokonać oczyszczenia z grzechów.
Prus w "Lalce" daje świadectwo ewolucji, od racjonalnego antysemityzmu pozytywistycznego, który miał wymusić integrację społeczną, od afirmacji pracy organicznej dochodzi do konfrontacyjnego, afirmującego działania negatywne antysemityzmu ideologicznego. Jednak podobna ewolucja nie była wcale wyjątkiem, istotą podobnych apostazji był głęboki etnocentryzm zawierający się, w różnych proporcjach i w pozytywistycznej asymilacji i rasizmie. Dla obu idei Żyd był obcym niezwykle niebezpiecznym dla społecznego życia, dla Świętochowskiego konieczne wydawało się uczłowieczenie tego stwora, dla Orzeszkowej, wszak "filosemitki" Żydzi stanowili wielostronnie szkodliwą grupę. Tylko obłaskawienie obcego, jego asymilacja mogła wyeliminować jego groźne cechy. Jak wskazuje casus Prusa przejście od akceptacji asymilacji do kulturowego rasizmu nie było wcale takie trudne... Możliwe, że wobec istnienia milionowej masy Żydów i wzrastającej popularności idei rasizmu kulturowego asymilacja wydała się inteligentom końca XIX w. absurdalna. Antysemityzm oferował prostsze i bardziej logiczne rozwiązania.

Jak wielki wpływ miał antysemityzm na narodową mentalność już w wieku XIX, jak wiązał się z ogólnie przyjętą koncepcją narodu homogenicznego kulturowo-etnicznie świadczy publicystyka Bolesława Wysłoucha, inicjatora galicyjskiego ruchu ludowego, nie będącego nacjonalistą, tolerancyjnego dla mniejszości narodowych zamieszkujących tereny polski. Wysłouch tak pisał u schyłku wieku XIX: "Uznajemy prawo wszelkich narodowości, które kiedykolwiek w skład państwa polskiego wchodziły - do samodzielnego rozwoju. Rozszerzanie polskości kosztem innych ludów jest rzeczą dla ludu polskiego nie tylko rzeczą obojętną, ale nawet szkodliwą dla przyszłości narodowej, bo drogą tą tworzymy sobie wrogów tam, gdzie byśmy przyjaciół mieć mieli".
Ten niezwykle liberalny stosunek do kwestii mniejszości w czasie, gdy naturalne było w polskiej publicystyce politycznej utożsamienie etnicznej inności z wrogością budzi szacunek. Jednak ten sam człowiek całkowicie nietolerancyjnie odnosił się do Żydów, o których pisał: "Miasta polskie przepełnione są żydostwem, żywiołem obojętnym albo i wrogim dla celów narodowych [...] postawione być winno załatwienie kwestii żydowskiej. Tu dwojakiego rodzaju środki stosować należy: odnośnie do wykształconej i podatnej dla wpływów kulturalnych mniejszości ludności izraelskiej - polityka asymilacyjna dążąca do uczynienia z Żydów obywateli kraju. Odnośnie zaś do większości, do ciemnych mas ludności starozakonnej, których nigdy nie zasymilujemy, i których asymilacja, gdyby nawet była możliwa, mogłaby oddziałać ujemnie na nasz byt narodowy - emigracja, choćby kosztem znacznych ofiar ze strony państwa i narodu podjęta."
Tezy te przeniesiono do programu PSL z 1903 r., w którym życzono syjonistom, aby spełnił się "najistotniejszy punkt ich programu, dotyczący emigracji do Palestyny".

Etnocentryzm Polski XIX w. był tak silny, że kiedy w 1892 roku Zjazd Paryski PPS sformułował postulat równouprawnienia wszystkich narodowości, codzienna praktyka podważyła to piękne hasło. Sam Józef Piłsudski był przeciwnikiem utworzenia żydowskiej organizacji socjalistycznej, mającej prowadzić indoktrynację w języku jidysz wśród żydowskiego proletariatu. Był zwolennikiem asymilacji a tendencje narodowe wśród Żydów traktował jako wymierzone w polskość. O tym, że postawy etnocentryczne dominowały w ówczesnej PPS świadczą słowa W. Goldberga napisane na zesłaniu w 1898 r.: "Zgadzam się najzupełniej z programem PPS, ale sposób, w jaki PPS ustosunkowuje się do Żydów, jest niemożliwy i honorowany być nie może [...]. PPS żąda samodzielności dla każdej narodowości, czemu więc odbiera ją Żydom, czemu za to, że ci zorganizowali się w oddzielną partię [Bund], obrzuca się ich błotem? Wstrętne to. Zgodzicie się, że jeżeli Żydzi sami się uważają za narodowość, to nie upoważnia to PPS do twierdzenia, że są wrogami Polaków".
Ludowiec piszący o groźbie asymilacji Żydów, socjaliści traktujący powstanie żydowskiego "Bundu" jako organizacji wrogiej Polsce, mimo, że socjalistycznej. Pamiętajmy o tym, argumenty takie formułowane były przez ludzi nie związanych z nacjonalizmem integralnym. Środowiska postępowe, lewicowe, światłe zwolna dochodziły w kwestii żydowskiej do pewnego konsensu ze środowiskami radykalnymi narodowo. Etnocentryzm, będący podstawą mentalności polskich inteligentów w wieku XIX pchnął ich do akceptacji idei jeszcze niedawno graniczących z ciemnotą umysłową. Ale już w 1912 r. postulat emigracji i bojkotu, rasizm kulturowy staną się nie świadectwem ciemnoty, lecz obowiązkiem patriotycznym. Granica, jaka oddzielała grupy lewicowe i prawicowe, wobec wybuchu powszechnego antysemityzmu przestała istnieć. W latach 80-tych XIX w. świadomymi, "naukowymi" antysemitami byli jeszcze nieliczni, w 1912 r. już właściwie wszyscy.




* Cała A. "Asymilacja Żydów w Królestwie Polskim (1864 - 1897)", PIW 1989

 

 

ANTYJUDAIZM A ANTYSEMITYZM IDEOLOGICZNY




Rodzący się w II poł. wieku XIX nowoczesny, ideologiczny antysemityzm miał charakter zupełnie odmienny od wcześniejszego religijno-obyczajowego antyjudaizmu. Ten zawierał się w etnocentryzmie i ludowej tradycji chrześcijańskiej. Etnocentryzm ludowy kazał widzieć w Żydach odrębną religijnie grupę sprawców mordów rytualnych. Żydzi byli także w ludowej świadomości uczestnikami kaźni Jezusa, co napiętnowało ich po wieki. Lecz uczestnictwo w metafizycznym misterium Ukrzyżowania wcale nie wytworzyło jednoznacznie negatywnego ich wizerunku.
Za zabójstwo Chrystusa i mordowanie dzieci chrześcijańskich "na macę" Żydów karano pogromami, szczególnie w okresie wielkanocnym (np. pogrom warszawski z 1940), lecz także Żydzi jako figury symboliczne pojawiali się w chłopskich obyczajach. Jak udowadnia Alina Cała w "Wizerunku Żyda w polskiej kulturze ludowej" w chłopskich obrzędach przesilenia zimowego występowała postać Żyda, symbolizująca moc witalną i powodzenie. Żyd, uczestnik wielkiego misterium śmierci Pana miał moc błogosławieństwa. Wiązało się to z pogańskimi wierzeniami ludowymi, Żydzi utożsamiani z diabłem, który w ludowej świadomości posiadał cechy demonów pogańskich, mieli styczność z potęgami przyrody, odrodzenia natury.

Chłopi mieli do Żydów stosunek ambiwalentny. Niechęć wywoływał Żyd-kupiec, żyjący z bezproduktywnego, w oczach chłopów pośrednictwa. Obok potępiania obcej religii, pogańskiej i stanowiącej zaprzeczenie chrześcijaństwa chłopi pozytywnie jednak oceniali żydowską pobożność. Równie pozytywne odczucia budziły stosunki rodzinne wśród Żydów, także pracowitość. Inność Żydów - co nie znaczyło w antyjudaizmie wrogości, kazała wierzyć chłopom w wielką mądrość cadyków, cieszących się nieraz większym autorytetem niż katoliccy biskupi.
Wśród chłopów polskich wytworzył się model względnie bezkonfliktowego istnienia grup polskiej i żydowskiej. Przykładowo antyjudaizm nie blokował wcale asymilacji, ta oceniana była pozytywnie, bądź neutralnie.
Zasadniczą różnicą pomiędzy religijnym antyjudaizmem a ideologicznym antysemityzmem był, w przypadku tego pierwszego brak nieprzekraczalnej granicy między światem żydowskim i chrześcijańskim. Pogarda mieszała się z szacunkiem, zbrodnie ze zwykłym współżyciem. Dopiero nowoczesny antysemityzm zmistyfikował Żydów, odebrał im cechy ludzkie, jakakolwiek współpraca, czy próba przeniknięcia z jednego świata do drugiego była niemożliwa. Jeśli dla antyjudaizmu "przechrzta" był widomym znakiem zwycięstwa chrześcijaństwa, dla antysemityzmu neofityzm był wielokroć większym zagrożeniem, niż zamknięci mieszkańcy getta żydowskiego.
Wątpliwości co do przeważającego znaczenia antyjudaizmu w polskiej świadomości mają także autorzy badań nad antysemityzmem z 1992 r. Według nich antysemityzm religijny jest w zaniku, a do przekazu treści antysemickich nie były wykorzystywane kanały religijne (katechizacja, kazania). Przykładem słabości antysemityzmu religijnego - antyjudaizmu jest jego zanik u warstw wykształconych, czego nie da się powiedzieć o antysemityzmie nowoczesnym. Właściwie to samo można powiedzieć o wszystkich warstwach społecznych, zanikanie antyjudaizmu wcale nie wiąże się jednak z pomniejszeniem popularności nowoczesnego antysemityzmu.

Nowoczesny, ideologiczny antysemityzm dokonał rewolucji w stosunku Polaków do Żydów.
Prekursorem, dość pokracznym, trzeba to zaznaczyć było czasopismo "Rola", wydawane przez Jana Jeleńskiego. Autor ten zaczynał od antysemityzmu ekonomicznego, w kilku broszurach nawoływał do walki ekonomicznej z Żydami, także zasymilowanymi. Utworzenie przez niego w 1882 roku "Roli" jest wyraźną cezurą, od tej pory antysemityzm na ziemiach polskich będzie posiadał zaplecze instytucjonalne.
Antysemityzm ekonomiczny sąsiadował na łamach z jawnym rasizmem. W 1883 r. były pozytywista Jeske-Choiński pisał na łamach pisma: "Nie wierzę w jakąkolwiek asymilację semitów z narodami, wśród których żyją, dopóki trwać będą w wyznaniu mojżeszowym. Charakter semicki, wyrzeźbiony nadomiar bardzo subtelnie długowiekową poniewierką i szachrajką, różni się zanadto od naszego, abyśmy się mogli zlać, ot tak sobie, na żądanie kilku dziennikarzy [...]. Milszy nam ciemny ortodoks żyd, aniżeli cywilizowane zero, bo pierwszy wierzy w coś, jest czymś, a drugi nie daje żadnej gwarancji. Dla geszeftu sprzeda, przeszachruje wszystko, gdyż jest zwolennikiem bezwzględnego, podłego utylitaryzmu". Wchodząc w społeczeństwo polskie Żydzi mieli, według "Roli" wnieść wiele elementów rozkładowych: "cynizm, ateizm, lekceważenie ideałów i dóbr duchowych, chwalbę materialnych środków i złota, serwilizm i karierowiczostwo".

Sam Jeleński w swoich poglądach ewoluował z pozycji pozytywistycznych na jawnie antysemickie. Będąc pozytywistą (fakt ten jest charakterystyczny, właściwie o wszystkich późniejszych antysemitach można powiedzieć - ex-pozytywiści), na początku lat 70-tych akcentował podział Żydów w zależności od stopnia ich asymilacji. Uznawał postępowych inteligentów pochodzenia żydowskiego za grupę pożyteczną. Negatywnie oceniał resztę Żydów. Po założeniu "Roli" Żydów w całości uważał za element szkodliwy, zaś inteligentów - asymilatorów, poprzednio chwalonych, uważał za szerzących szkodliwe hasła liberałów i bezwyznaniowców.
Już w latach 80-tych "Rola" postuluje, oczywiście w ramach walki o samostanowienie polskiej gospodarki bojkot ekonomiczny żydowskiego handlu. Sam Jeleński swoje poglądy na szkodliwość ekonomiczną Żydów budował na pozytywistycznym projekcie budowy społeczeństwa organicznego. Uznając konieczność aktywizacji gospodarki, skierowania ludności chłopskiej do miast odrzucił kunktatorstwo pozytywistów. Widział potrzebę działań rewolucyjnych, bojkotu, a wreszcie unarodowienia handlu i przemysłu, przez co rozumiał usunięcie Żydów.
Można go nazwać rozgoryczonym pozytywistą, wierzącym w projekt społeczno - gospodarczy pozytywistów, ale widząc ich nieskuteczność odrzucającym pozytywistyczne metody pracy organicznej. Identyczną postawę będą prezentować później publicyści "Głosu", także Prus po ochłonięciu z pozytywistycznych egzaltacji, a w 1912 r. właściwie już wszyscy.
Etnocentryzm "Roli" wyzwalał się w akcjach o najróżniejszym poziomie powagi, poczynając od akcji przeciwko organizacji wspólnych kolonii dzieci polskich i żydowskich, skończywszy na żądaniach emigracji Żydów. Pismo nie stroniło od potwierdzania na swych łamach najbardziej prymitywnych stereotypów, takich jak mordy rytualne i nie unikało pozytywnych opinii o pogromach.
Mimo popularności postulatów antysemickich w latach 80-tych XIX w. pismo nie znajdowało aprobaty w inteligenckich kręgach, było poza tym skandalizujące, podejrzewano je o kontakty z administracją rosyjską.

Przełomem, który ulokował antysemityzm na najlepszych salonach stało się założenie przez byłych współpracowników pozytywistycznej (!) "Prawdy" J. L. Popławskiego i J. K. Potockiego (Mariana Bohusza) w 1886 roku pisma "Głos".
"Głos" stworzyło środowisko inteligentów świadomych głębokiego kryzysu trapiącego społeczeństwo polskie. W prospekcie pisma, wydrukowanym w 1886, a będącym programem pisma czytamy, iż zasadniczym powodem kryzysu społeczeństwa polskiego jest dezintegracja, podział na kasty.
Kasta wyższa to inteligencja i szlachta, kasta niższa to chłopi. Kasty te dzieli przepaść, istnieją osobne, przeciwstawne sobie cywilizacje tych dwu kast. Szlachta zasklepia się w arystokratycznym konserwatyzmie
"Głos" zapowiadał koniec świata kastowego, a początek głębokiej zmiany społecznej. Postulowano rewizję reformy uwłaszczeniowej, program włościański tego pisma był na tyle radykalny, że "Głos" utożsamiano błędnie z rosyjskimi narodnikami. Zbliżyć miano inteligencję z ludem, sam lud zaś uczynić aktywnym narodowo. Ludzie "Głosu" świadomi beznarodowości ludu, chcieli rozszerzenia świadomości narodowej na chłopstwo, dotychczas obojętne na sprawę polską. Jak była to dramatyczna sytuacja, i jak wielki trud zamierzało podjąć środowisko "Głosu" świadczą współczesne nam badania, dowodzące, iż w latach 60-tych XIX wieku świadomością narodową objętych było ledwie 35% ludności polskojęzycznej.

Pewien niezwykle ważny aspekt ideologii pisma jest starannie ukrywany przez współczesnych sympatyków, choćby w "Rodowodach niepokornych" Bohdana Cywińskiego, gdzie "Głos" opisany jest jako środowisko niewinnych, romantycznych inteligentów. W rzeczywistości środowisko "Głosu" połączyło najczystszą inteligencką ideę narodowej emancypacji ludu z nową formą antysemityzmu - rasizmem. Dopiero to pismo przyswoiło polskiej opinii inteligenckiej koncepcję antysemityzmu ideologicznego, pozbawionego prostackiego nalotu antyjudaizmu. Szereg tekstów przenoszących na polski grunt zachodnie nowinki rasowe pozwoliło zaakceptować antysemityzm przez opinię oświeconą. Publicyści powoływali się na ustalenia antropologii XIX - wiecznej, a więc powoływali się na naukę. Alina Cała pisze, iż to właśnie rasizm pozwolił polskiej inteligencji zaakceptować antysemityzm, nie narażając się na zarzut "ciemnoty".
"Głos" był pierwszym przedstawicielem inteligenckiego żydożerstwa, atakował przede wszystkim zasymilowanych. Ci, mimo przyjęcia kultury, mieli wciąż posiadać "żydowską duchowość", którą przenosili na ogół polski. Zasymilowani mieli być pasożytniczym organem, krępującym rozwój polskiej indywidualności. Skażeni żydowskością zawsze będą mieli skłonności "wallenrodyczne" i wobec tego najlepszym rozwiązaniem miała być emigracja Żydów. Emigracja rozwiązać miała także kwestię gospodarczej dominacji Żydów w Polsce, "spolszczenie" gospodarki stało się dla "Głosowiczów" priorytetem.
Program "Głosu" stał się dla inteligencji polskiej wyzwaniem, tak jak niegdyś program pozytywistów.

O brutalności pisma niech świadczą słowa napisane przez Popławskiego w 1886 roku: "...każde społeczeństwo w stosunku do żydów musi dążyć do ich zniszczenia - czy zaś ono nazywać się będzie wytępieniem, pozbyciem się, czy asymilacją - to istoty nie zmienia. I judofile, i antysemici chcą zniszczyć żydów jako żydów, tj. przedstawicieli społeczności odrębnej".
W programowym artykule "Antysemityzm a sprawa żydowska" z 4 numeru pisma Popławski formułuje pogląd grupy "Głosu" na sprawę kwestii żydowskiej. Żydzi jako naród są zwartą organizacją, rozumianą jako odrębność religijna, kulturalna. Powstałe przez wieki "wyosobnienie" jest tak radykalnie odmienne, że próby asymilacji zawsze będą budzić sprzeciw społeczeństw asymilujących. Antysemityzm jawi się Popławskiemu jako naturalny odruch samoobrony narodów przeciw ciału obcemu jakim są Żydzi. Autor widzi oczywistość konieczności zaniku żydowskiej odrębności, jednak nie godzi się na asymilację, jej pożyteczność czy szkodliwość karze badać antropologii. Pytanie "jakie rezultaty wydałoby takie zmieszanie dwóch ras?" pada w 1886 r, na długo przed podjęciem podobnych kwestii przez endecję.
W tekście "Liberalne wykręty" z 1890 r. autor pisze o zupełnej fikcji asymilacji żydowskiej, wśród inteligencji rzekomo zasymilowanej panuje rasowa solidarność z żydowskimi rodakami. Bowiem gdy wypływa kwestia żydowska, w razie zaburzeń społecznych wymierzonych w Żydów przedstawiciele zasymilowanej inteligencji mają czelność brać w obronę właśnie Żydów, nawet zaprzeczają istnieniu żydowskiego wyzysku. Wszystko to dlatego, że "warunki historyczne bowiem utrwaliły ich odrębność rasową".
Teza, przyjęta przez "Głos" o całkowitej odrębności psychicznej, rasowej Żydów musiała wywołać pytania o skutki asymilacji dla przyszłości narodu.
Witold Ziembiński w artykule "Czym jest Izrael?" z 1890 r. nie ma wątpliwości co do niezmiernie szkodliwych konsekwencji takiego procesu. Ze zmieszania dwu ras, polskiej i semickiej powstałby "nowy typ etniczny, w którym typ semicki miałby prawdopodobnie przewagę, w najlepszym zaś razie byłby zrównoważony. Nie tylko wszakże typ fizyczny narodu uległby zmianie - nie mniej odmienną byłaby jego fizjonomia duchowa. Usposobienie, skłonności, sposób obejmowania zjawisk świata zewnętrznego, moralność, nawet sposób wyrażania się - byłby zupełnie odmienny; społeczeństwo nowe nie czułoby żadnej serdecznej nici, łączącej je z dawniejszymi kraju mieszkańcami, ich współczesne dzieje nie miałyby żadnej duchowej z dziejami dawnymi wspólności. Formalnie tylko z nazwy języka byłby to naród polski, w gruncie byłaby to kreacja nowa, tak nam obca, jak obcym jest dziecię z innych rodziców, choć wspólne z nami noszące nazwisko". Typ polski, polska psychika, która wydała z siebie Kopernika, Kochanowskiego i Mickiewicza po prostu przestałaby istnieć. Żydzi, którzy przez swe pochodzenie, jak i wychowanie "przedstawiają typ jednostronny, moralnie zwyrodniony życiem pasożytniczym, fizycznie wyniszczony i skarłowaciały" asymilując się z Polakami doprowadziliby do powstania rasy nowej, w której cechy dodatnie zanikłyby, a cechy ujemne uległyby spotęgowaniu. Aby temu procesowi zapobiec, autor postuluje eliminację Żydów z polskiego społeczeństwa, widzi rozwiązanie w masowej emigracji. "Wyemigrowanie kilku milionów ludzi nie przedstawia dla Europy ani niebezpieczeństwa, ani trudności szczególnych."
Tekst ten z punktu widzenia zdrowego rozsądku jest niebywałym absurdem, w sytuacji kiedy kultura narodu polskiego jest dosłownie unicestwiana przez rusyfikację i germanizację, publicysta głównego inteligenckiego pisma twierdzi bez zająknięcia, że głównym zagrożeniem dla kultury, a więc narodu jest inwazja zasymilowanych Żydów. Tekst ten znakomicie ilustruje funkcjonowanie mechanizmu kozła ofiarnego, tak jak ilustrowała go historiografia Lelewela.
W innym tekście autor popierając emigrację Żydów do Palestyny pisze: "Kto wie, czy ta cząstka silniejszych duchowo żydów nie stanie się protoplastą nowego, dobrego żydostwa, gdy dawne, pozostałe w Europie, ostatecznie zwyrodnieje i rozpłynie się we wrogim sobie otoczeniu".

W niezwykle obszernej korespondencji z Belgii z roku 1899 "Głos" zapoznaje krajowego czytelnika z najnowszymi tendencjami europejskimi wobec Żydów. Wystąpienie belgijskiego adwokata, socjalisty E. Picarda było, jak zastrzega się redakcja "powierzchowne i zbyt pochopne".
Przedstawił on koncepcję antysemicką niezbyt odbiegającą w treści od innych, ale, co mogło w niej ujmować umysły bardziej dojrzałe odznaczała się ona syntetycznością.
Historia świata to historia walki dwóch ras dominujących: aryjczyków i semitów. Świadczą o tym już starożytne wojny perskie z Grekami. Kserkses atakujący na czele semickiej Azji cywilizowaną aryjską Europę - oto początek historii i początek wiecznej wojny semicko - aryjskiej.
Aryjska Europa atakuje Azję w 300 lat później, podboje Aleksandra Wielkiego to następna faza walki ras. Picard podkreśla, że konflikty wewnątrzrasowe, jakie czasami miały i mają miejsce, wobec zagrożenia przez inną rasę ustają. Instynkt rasowy, który zauważyć możemy także wśród zwierząt jest ważniejszy, niż instynkt narodowy, wojny między narodami jednej rasy natychmiast ustępują miejsca współpracy w chwili zagrożenia.
Aryjskie Imperium Rzymskie zostaje zaatakowane od wewnątrz przez semitów syryjskich - cesarzy Karakalli i Heliogabala, wprowadzających semickie obyczaje do Rzymu. Imperium oczywiście w niedługi czas po tym rozpada się, na część europejsko-aryjską i azjatycko-semicką. Średniowieczne wojny krzyżowe to nic innego jak wojna aryjskiej Europy i semickiej Azji.
Po tej części historiozoficznej Picard przechodzi do opisu psychicznych cech semickich i aryjskich. Aryjczycy odznaczać się mają duchem wynalazczym, kto zaś słyszał o semicie wynalazcy? Cechą szczególną aryjczyków ma być wrażliwość społeczna, sprawa skrzywdzonych i poniżonych bliska jest subtelnej duszy aryjskiej. Autor nie musi przytaczać przykładów na potwierdzenie tezy o braku takowej wrażliwości u semitów, kwestia jest oczywista.
Religia semitów to molochizm, semici wyznają krwawego Molocha, którego nazywają Jahwe, lub Allach, barbarzyństwo tej religii tak całkowicie ukształtowało semitów, że chrześcijaństwo, typowo aryjska religia zupełnie nie mogło przyjąć się u nich.
Sztuka u semitów nie istnieje, Mahomet zabraniał malarstwa i rzeźby, także i Żydzi nie mają sztuki. Zaś sztuka aryjska to piękno najczystsze, Grecja to najwyższy szczebel aryjskiego piękna. Czytając i dziś Homera czujemy wzruszenie, odzywa się w nas duch prawdziwie aryjski. Nie do końca jeszcze zniszczał ten duch, tak jak w Hiszpanii, która zalewana była w przeszłości i rządzona przez semitów, obecny zastój umysłowy i zacofanie to efekty semickiego podboju.
Tzw. kwestia żydowska jest niczym innym jak tylko starciem dwu ras, jest wyrazem niemożliwości utrzymania równowagi, bowiem Żydów jest coraz więcej i mają coraz większą władzę. Rozmnażają się oni z zadziwiającą szybkością, jest ich w Europie 16 milionów. Jedynym celem Żydów jest zgromadzenie kapitałów w swym ręku, są oni mistrzami spekulacji i gier giełdowych, co ogółowi pożytku nie przysparza.
Posiadając kapitał Żydzi opanowali prasę, we Francji, w Rosji i Austrii prasa jest już żydowska. Posiadając prasę i kapitał Żydzi mają władzę, władzę ogromną, o czym świadczy powiedzenie Rotszylda z 1840 r. "Wojny nie będzie, bo mój dom nie życzy sobie tego". Posiadając wpływ niejawny, rozplatając sieć niewidzialnych nici Żydzi nie muszą obsadzać jawnych stanowisk, by mieć wpływ na rządy.
Antysemityzm jest próbą rozwiązania kwestii żydowskiej, uwolnienia się rasy aryjskiej spod władzy semitów. Antysemityzm to zwykła samoobrona.
Antysemityzm posiada także swój aspekt socjalny, walka z semitami to walka z kapitalizmem. Żydzi posiadając kapitały uniemożliwiają jakikolwiek reformy, tak więc utożsamiając kapitalizm z Żydami socjalista Picard może z czystym sumieniem napisać "kwestia socjalna rozwiązuje semicką".

Podobne pomysły, łączenia socjalizmu z antysemityzmem znajdowały często swój wyraz na łamach "Głosu", podejmowali je publicyści uznający się za radykalnych socjalnie inteligentów. Antysemityzm nabierał już znamion troski obywatelskiej. J. L. Popławski w 1886 r. pisał o oczywistych dla niego związkach antysemityzmu i socjalizmu: "Organizacja społeczna żydostwa oparta na eksploatacji innych warstw rozbita będzie tylko przez taką reformę stosunków społeczno - ekonomicznych, która uczyni niemożliwym wszelki wyzysk, przez kogokolwiek i w jakiejkolwiek formie dokonywany. Osłabić, a nawet stopniowo zniweczyć tę organizację mogą właściwe środki działalności państwowej i reglamentacji społecznej, bądź to ograniczając wyzysk w ogóle, bądź znosząc odrębność żydowską".
W artykule z 1889 r. "Antysemityzm wśród inteligencji" Popławski z radością stwierdził rozszerzanie się antysemityzmu na szerokie kręgi inteligencji. Także i klimat społeczny zmienił się, gdy sięga się pamięcią o 15 lat wstecz, "dawno minęły te czasy, kiedy pismo czynić musiało akt żalu za grzechy, za to, że ośmieliło się wspomnieć żartobliwie o nosach garbatych".
Autor przypomina kilka znanych ówczesnej opinii publicznej faktów, dowodząc, że świadczą one o całkowitej zmianie poglądów na "humanitarne" rozwiązanie kwestii żydowskiej. Tak więc przy okazji niezatwierdzenia przez sąd pięciu młodych adwokatów-Żydów gazety miały pisać o tym z pochwałą, a " 'Kraj', który umie tak zręcznie lawirować" ogłosił konieczność nie tylko ograniczeń, ale i wyodrębnienia inteligencji żydowskiej środkami administracyjnymi. Bolesław Prus, najwytrwalszy obrońca żydów, w ostatnich czasach tak zaczął pisać, że oburzony "Izraelita" nazwał go za to "bezwstydnikiem". Popławski zaznaczył, że Prus jest publicystą niezależnym, ale zarazem znakomicie wychwytującym odczucia opinii publicznej. Prus, już z powodu powstania fundacji barona Hirscha wypowiedział się za ograniczeniem żydów "w pewnym względzie", obecnie zaś uznaje słuszność ograniczeń procentowych w szkołach.
Głosy takie, zaznacza z zadowoleniem autor, coraz wyraźniej brzmią w prasie polskiej. Powodem popularności antysemityzmu wśród warstw inteligenckich mają być pewne właściwości etyczne, obyczajowe i społeczne nowopowstałej inteligencji żydowskiej. Ta bowiem rekrutuje się z masy żydowskiej, wszelkiego rodzaju oszustów i lichwiarzy, z klasy najbardziej zdemoralizowanej. Ta nowa inteligencja tylko zewnętrznie zasymilowała się, wewnętrznie bowiem pozostała żydowska.
O fikcyjności i szkodliwości asymilacji tak pisze Popławski: "Ograniczenia przyjmowania żydów do szkół nie usuwa zapewne napływu żywiołów nieuspołecznionych, ba dokonywać się musi przypadkowo i często, być może, oddala najlepszych, wybierając najgorszych, ale stało się to koniecznym. Inaczej bowiem zamiast powolnej asymilacji mielibyśmy raczej zżydzenie inteligencji i to w najgorszym znaczeniu tego wyrazu. Jeżeli organizm mój nawet z pożytkiem dla siebie w określonym przeciągu czasu zasymilować może pół-funta mięsa, to spożycie od razu 3-4 funtów wywoła w nim poważne zaburzenia, o ile nadmiaru w gwałtowny sposób z siebie nie wyrzuci. Cóż dopiero, jeżeli ten produkt, który zasymilować mamy, niezdrowy jest i zakażony i wcale nie przystosowany do spożycia, tak że budzi w nas idiosynkrazję."
Należy zaznaczyć, że postulat ograniczenia dostępu Żydów do szkół Popławski zgłasza już w 1889 r., w piśmie, które prócz agresywnego antysemityzmu nie ma nic wspólnego z ideologią nacjonalistyczną.

W 1889 r. Marian Bohusz pisał: "Idzie li tylko o zaznaczenie tego faktu, iż klęską jest dla społeczeństwa istnienie w nim ciała obcego, że obcy ów naród pod wpływem szczególnych warunków dziejowych musiał znikczemnieć i że jako taki nie może na otoczenie swe zbawiennego wpływu wywierać".

Recenzując książkowe wydanie "Lalki" publicysta "Głosu" w 1890 r. zwrócił przede wszystkim uwagę na zmianę poglądów pisarza na kwestię żydowską i konsekwencje tego dla artystycznej wymowy powieści. W tekście "Świat marionetek" czytamy "Na Prusie publicyście, który tak ściśle dopełnia Prusa powieściopisarza, przeobrażenie to dokładnie sprawdzić możemy. Odbiło się to nawet na artystycznym odtworzeniu dwóch żydów, grających pewną rolę w powieści, doktora Szumana i Szlangbauma. Autor chciał uratować prawdę artystyczną, zaznaczył bowiem, jak charaktery tych ludzi stopniowo ulegają metamorfozie i przemianę tę starał się uzasadnić psychologicznie. Ale ponieważ są to postacie epizodyczne, których np. przez cały drugi tom (wydanie książkowe było 3-tomowe - AK) prawie, że nie widzimy, trudno więc było odcieniować dokładnie zmianę ich charakterów, równolegle ze zmianą poglądów autora. Szuman i Szlangbaum w trzecim tomie i ci sami w pierwszym - to zupełnie inni ludzie. Autor, przedstawiając obu czytelnikowi, nie tylko nie podkreśla, ale nawet nie zaznacza tych właściwości ich umysłu i temperamentu, które przynajmniej istnieć musiały w stanie utajonym, jeżeli później rozwinęły się tak bujnie.
Rozumiemy bardzo dobrze możliwość tej zmiany, bo każdy z nas potrafiłby wyliczyć i wskazać w kole swoich znajomych czy ex-znajomych cały poczet podobnych przeobrażeń, mniej lub więcej wyraźnych, lecz tu nie tyle może o rezultat, ile o sam proces przeobrażania się chodzi. A dokładna drobiazgowa analiza tego procesu nie tylko z artystycznego, ale i ze społecznego punktu widzenia byłaby niezmiernie ważną."
Publicysta znakomicie wychwytuje pęknięcie w powieściowych postaciach Żydów, które jest skutkiem "zmiany poglądów autora". Mało tego, recenzent narzeka, że prawda psychologiczna jakby nie nadąża za tempem światopoglądowej galopady Prusa. I należy zaznaczyć, że te w sumie złośliwie brzmiące uwagi napisał recenzent łasy na akcenty rasowe. Tyle, że trochę ich za mało jak na jego wymagania.

Idea sojuszu inteligencji i chłopstwa, poszerzenia zasięgu polskości poza ludność miejską - taki był pozytywny program "Głosu", lecz polskość miała być "uatrakcyjniona" antysemityzmem. Środowisko "Głosu" bodaj jako pierwsze zastosowało tę metodę, później z sukcesem kontynuowaną przez liczne organizacje endeckie. Nowi Polacy, poddani do roku 1918, kiedy polskość obejmowała już 80% ludności polskojęzycznej, gwałtownej "polonizacji" uznawali za oczywistą własną tożsamość opartą na przeciwstawieniu Żydom.
"Głos" dokonał niezwykłego wyczynu - świadomość kryzysu, która objęła ówczesną inteligencję skanalizował etnocentrycznie, nowa inteligencja zagrażająca pozycji starej stała się moralnie podejrzana, walka o polską gospodarkę miała oznaczać wypieranie Żydów z ich pozycji, kulturalne wyjałowienie jakie grozi narodowi, wreszcie polonizacja szeregów chłopstwa stała się dzięki antysemityzmowi kwestią niezwykle prostą. Żydzi mieli zbawić Polskę, oczywiście, przez ich ukrzyżowanie.

Rasizm "Głosu" miał dwojakie znaczenie. Pierwsze to uzasadnienie dla etnocentrycznej koncepcji narodu etnicznie homogenicznego. Jeśli pozytywiści nazwali Żydów obcymi polskości i żądali wynarodowienia, by z terytorium narodowego obcość wykluczyć to zasadą nadrzędną był interes narodu polskiego. Zgodnie z tą ideą asymilatorzy przekroczyli bramy polskości, jednak niektórych pozytywistów ta inwazja obcości (przecież niezbyt wielka) przeraziła. Rasizm "Głosu" miał naukowo uzasadnić całkowite odrzucenie obcych. Wrota polskości miały zatrzasnąć się dla obcych, nawet asymilatorów.
Inne znaczenie rasizmu to skanalizowanie zagrożenia kulturowego, grożącego ze strony obcych, a więc realnych procesów rusyfikacji i germanizacji. Tak jak po 1830 naraz pojawił się obok Rosji wróg urojony, Zachód, tak i w latach 80-tych XIX w. pojawia się wróg urojony - Żydzi, stając się urojonym zagrożeniem kulturowym. Egzaltacja patriotyczna elit była tak silna, że różnice między rusyfikacją, germanizacją, a "ekspansją Zachodu" i "zalewem asymilacji" były zacierane. Popularność rasizmu kulturowego, szczególnie bujnie szerzącego się w 1912 r. ma swoją przyczynę właśnie w podstawowym dla polskiego inteligenta imperatywie obrony kultury polskiej, strach przed skrytą żydowskością asymilatorów miał podłoże w strachu przed zagładą kultury polskiej.
Antysemityzm antropologiczny, podkreślający fizyczne degeneracje Żydów występował śladowo, bo nie miał tak jak kulturowy antysemityzm wyraźnej narodowej funkcji. Strach przed "żydowskim wodogłowiem" był wciąż oznaką ciemnoty, lecz obawa, iż masowa asymilacja zniszczy polską kulturę była dla ówczesnych inteligentów całkowicie uzasadniona.

Nie od rzeczy jest wspomnieć, że ów rasistowski antysemityzm podkreślający niemożność asymilacji Żydów i ich wrogość i obcość wobec polskości, gdy już zostali zasymilowani, otóż ten antysemityzm stał się znaczącym elementem postawy wielu najróżniejszych środowisk i ugrupowań Polski międzywojennej wobec Żydów. Rasizm psychiczny podsycony i "umasowiony" przez Marzec '68 r. funkcjonuje w najlepsze po dziś dzień, szczególnie dając znać o sobie przy okazji politycznych kampanii wyborczych. Po dziś dzień dla wielu Polaków, nawet jeśli nie są jawnymi antysemitami i szanują Żydów, zachowujących odrębność, istnienie Polaków pochodzenia żydowskiego jest zbyt trudnym do zaakceptowania zjawiskiem. Nominalna tolerancja rozbija się o głęboko zakodowane w polskiej mentalności przekonanie, że Żydzi zasymilowani, czyli asymilatorzy, czy też raczej ich dalecy potomkowie są polskości obcy, jeśli nie wrodzy. Publiczne wypowiedzi, przeróżne "listy proskrypcyjne" krążące po kraju, ściszone rozmowy prowadzone w domowych pieleszach przez osoby, które przenigdy nie nazwałyby się same antysemitami - przykładów silnego w Polsce u progu XXI wieku rasizmu duchowego jest wiele, aż za wiele, aby go konsekwentnie nie zauważać, jak się powszechnie czyni. Zauważają go tylko bezpośrednio zainteresowani, czyli "Żydzi mianowani". Formułę "gdybym był Żydem wcale bym się nie wstydził, ale ja przecież..." wypowiadał już i prezydent Wałęsa, ale i Józefa Hennelowa. Takie deklaracje aryjskości dowodzą, że być Żydem w antysemickim kraju to piętno, upokarzające wyzwisko, "mianowani", dowodząc swej niewinności, może nieświadomie, potwierdzają, że żydowskość także w ich świadomości to tyfus plamisty, skutecznie izolujący od zdrowej reszty.
W tej potrzebie "rasowej czystości" wyraża się specyfika etnocentryzmu polskiego, który nie wyklucza z narodowej wspólnoty potomków innych narodowości niż żydowska. Skojarzenie Żyd - obcy - wróg, głęboko tkwiące w świadomości polskiej i powszechność rasizmu wyklucza właściwie uznanie za Polaków ludzi z domieszką "krwi żydowskiej". Brzmi to szokująco, ale jest niestety prawdą. O "wrażliwości rasowej" Polaków świadczą kompleksowe badanie nad antysemityzmem przeprowadzone w 1992 r. - na pytanie, czy ktoś urodzony w żydowskiej rodzinie, ale czujący się Polakiem, będzie w rzeczywistości Polakiem, czy Żydem - 60% badanych odpowiedziało - będzie Żydem.

"Głos" jako własny program gospodarczy przyjął zupełnie jawnie postulat "odżydzenia" gospodarki; tekstów opisujących żydowską dominację w polskiej gospodarce jest w piśmie wielokroć więcej, niż traktujących o rasizmie. Jak pokaże przyszłość, klęska programu pracy organicznej w Królestwie musiała doprowadzić do masowej akceptacji antysemityzmu gospodarczego tzn. postulatów eliminacji Żydów z gospodarki. Inaczej niż w Wielkopolsce, gdzie praca organiczna przyniosła sukces, w Królestwie rzeczywiście od 2 połowy XIX wieku nastąpił gwałtowny wzrost gospodarczy, ale nie było w tym prawie polskiego udziału. Polacy z zaboru rosyjskiego zwyczajnie nie potrafili rozwijać przemysłu i handlu, pozytywizm natknął się na barierę kulturową.
Czy mogło rozwijać kapitalizm społeczeństwo agrarne, chłopsko - szlacheckie, ceniące uroki jedynie fizycznej pracy na roli, gardzące "oszukańczym pośrednictwem" - handlem. Było ono też katolickie, a nie protestanckie, pracy jako takiej bardzo nie ceniło, do pieniądza i wszelakich operacji finansowych odnosiło się z pogardą, lub zabobonnym strachem. Było mało mobilne, z ogromną przewagą analfabetów, raczej wiejskie, niż miejskie. Czy ci ludzie mogli zbudować kapitalizm?
Wobec klęski pozytywnego programu pracy organicznej, przyjęto powszechnie negatywne metody walki o gospodarkę drogą eliminacji Żydów. Postulat przewarstwienia Żydów, ustąpienia przez nich miejsca polskim kupcom i burżuazji głosili już Orzeszkowa i Prus w pięknych pozytywistycznych czasach. Był to jednak tylko jeden z elementów pozytywistycznego programu, inni pragnęli asymilacji Żydów i, tym sposobem eliminacji żydowskiej dominacji.
Wobec oporu materii "Głos" przyjął program walki gospodarczej z Żydami za naturalny. Nadał mu walor walki patriotycznej, walki o gospodarcze samostanowienie narodu polskiego.

Innym pismem odkrywającym antysemityzm, jako patriotyczny obowiązek była "Niwa", dwutygodnik ten był z początku pismem pozytywistów umiarkowanych, potem przez kilkanaście lat wyrażał poglądy ugodowych konserwatystów. Od roku 1894 r. pismo zmieniło nazwę na "Niwa Polska" i zaczęło propagować zasady "asemityzmu" jak eufemistycznie nazwano antysemityzm. Program asemityzmu zaczerpnięto od wydawanego w Krakowie jezuickiego "Przeglądu Powszechnego", jego redaktorem był ksiądz Marcin Morawski. Asemici uznawali psychikę żydowską za spaczoną przez Talmud i żydowski nacjonalizm (przekonanie o narodzie wybranym). Tak uformowany przez wieki naród musiał w dziejach odegrać negatywną rolę popierając sekty, masonów, także antychrześcijański liberalizm. Wykorzystując liberalne ustawodawstwo ekonomiczne zmonopolizowali pewne gałęzie działalności gospodarczej, spekulując i demoralizując społeczeństwo. Żydzi poparli hasło leseferyzmu.
Asemici (i ich ideolog ksiądz M. Morawski) wyrzekali się przemocy wobec Żydów. Sprzeciwiali się asymilacji, albowiem mas asymilować nie sposób, zaś asymilatorzy stają się materialistami, wyrzekając się religii. Za konieczne uważał ks. Morawski izolację towarzyską, szczególnie należało według niego strzec przed demoralizacją młodzież.

"Głos" przetarł antysemityzmowi inteligenckiemu drogę. "Niwa" startowała ze swym programem "asemityzmu" w połowie lat 90-tych. Cóż to jednak za banał, odkrywać antysemityzm w latach 90-tych XIX wieku! Wtedy już większość była w jakimś stopniu porażona prostotą programu "Głosu". Rzeczywiście, palma pierwszeństwa należy się "Głosowi", pismu rozczarowanych pozytywistów. Oni pierwsi odkryli, że antysemityzm zawiera w sobie całe przestrzenie znaczeniowe. Program gospodarczy - walkę z handlem żydowskim i promowanie jego kosztem polskiego. Emigracja Żydów obiecywała tak wiele... Wreszcie pogarda dla asymilatorów oznaczała dla "Głosowiczów" obronę polskiej kultury, narodowej świadomości, stanu posiadania inteligencji.
Dzięki nim antysemityzm przestał być przesądem, stał się prawem, a nawet obowiązkiem patrioty, wrażliwego na dobro publiczne.

Bez nich rok 1912 nie byłby możliwy.







* Cała A. "Asymilacja Żydów w Królestwie Polskim (1864 - 1897)", PIW 1989
* Cała A. "Wizerunek Żyda w polskiej kulturze ludowej", Warszawa 1992
* Jaszczuk A. "Spór pozytywistów z konserwatystami o przyszłość Polski 1870-1903", PWN 1986

 

 

BOJKOT 1912 ROKU




Prawdopodobnie wydarzeniem, które stało się przełomem w dziejach polskiego antysemityzmu, a może i także w polskich dziejach była akcja bojkotu z roku 1912. Symbolem tego przełomu stał się upadek dwu pism - "Roli" i "Izraelity". I "Rola", która zainicjowała nowoczesny polski antysemityzm, i "Izraelita", który próbował propagować na masową skalę asymilację Żydów stały się naraz anachroniczne. Prekursorska ideologia "Roli" ( wzbudzająca w cywilizowanych czasach pozytywizmu nawet obrzydzenie) stała się w 1912 r. oczywistością dla ogromnej większości prasy Królestwa. Prekursor nie był już potrzebny. "Izraelita" upadł głównie z przyczyny nieatrakcyjności społecznej asymilacji do polskości (jakaż inna była sytuacja w Niemczech), lecz symptomatyczna jest data, rok 1912, kiedy słowo "asymilator" stało się dla wykształconego ogółu polskiego obelżywe.

Hasło bojkotu rzuciła założona w tym samym roku endecka "Gazeta Poranna Dwa Grosze", pismo też symbolizujące nowe czasy. Na łamach "Dwugroszówki" podjęto akcję rzeczywiście masowego propagowania antysemityzmu gospodarczego, błyskawiczny sukces pisma, wręcz obezwładniający konkurencję, zaskoczył samych twórców. Gazeta założona 29 września 1912, według redakcji już 14 listopada osiągnęła nakład 30 tysięcy egzemplarzy, a 19 listopada 45 tysięcy.

By zrozumieć ogromny aplauz, wręcz narodową euforię jaka towarzyszyła bojkotowi należy słów kilka poświęcić sytuacji politycznej w Królestwie tego roku. Jesienią odbywały się kolejne wybory do IV już Dumy. Uczestniczyło w nim niemal pełne spektrum politycznych grup Królestwa - postępowi demokraci, endecja, "Bund" i "SDKPiL", zaangażowanie opinii publicznej Królestwa było więc powszechne. Największe emocje wywołał wybór posła z Warszawy, endecja forsowała Dmowskiego, pedecy zjednoczeni z endecką secesją utworzyli Koncentrację Narodową i przeciwstawili "ludożercy" własnego kandydata - Jana Kucharzewskiego. Mimo posiadania przez Koncentrację tylko 22 elektorów (mających dopiero wybrać posłów), w sytuacji posiadania przez różnej orientacji żydowski partie aż 46 elektorów (wpływ cenzusu majątkowego) kandydaturę Kucharzewskiego prezentowano z pozycji siły. Uznany za kandydata "narodowego" był przedstawiany jako jedyny możliwy, a wszelkie "reklamiarstwo" traktowano jako formalność.
Kucharzewski nie godził się na równouprawnienie Żydów traktując to jako zamach na polską większość, i w tej kwestii do końca był nieugięty. Żydzi, nie godząc się z tym, ostatecznie poparli kandydata lewicy Eugeniusza Jagiełłę.
Wywołało to szok, nawet u największych postępowców. Złamana został fundamentalna dla każdej etnocentrycznej kultury zasada - prawo decydowania o losach kraju, narodowego terytorium, zostało przez Żydów "zawłaszczone". Żydzi zażądali rzeczy niewyobrażalnej, prawa współdecydowanie o losach narodu dominującego.

Niepodzielni dotąd gospodarze - Polacy poczuli się jak goście we własnym domu, obcy chciał przestawiać meble. Uczucie to artykułowane było właściwie przez wszystkich, poczucie zagrożenia stało się powszechne.

Dobrze charakteryzuje ówczesny stan umysłów polskich komentarz postępowej "Prawdy" z 9 XI, w którym jeden z najwybitniejszych publicystów liberalnych Wincenty Rzymowski oburzał się na "bezczelną" odezwę "żydowskich nacjonalistów" tzn. żydowskich wyborców, zgodnie z ordynacją wybierających z 33 Polakami kandydata do Dumy.
W odezwie "nacjonaliści" zapowiadają obronę praw i interesów ludności żydowskiej przy możliwym współdziałaniu z polskim społeczeństwem. Słowo "możliwe" wywołało wstrząs tak wielki, że zupełnie nikt nie zwrócił uwagi na deklarację współpracy. Aksjomat narodowej jednolitości i polskości terytorium narodowego, z czego wywodziła się formuła asymilacji jako polonizacji - wszystko to zostało podważone. Ogół Żydów (bo tak rozumiano odezwę) zadeklarowali swą kulturalną odrębność, a więc obcość, a więc wrogość.
Rzymowski komentując tak szokujący dla polskiego społeczeństwa fakt pisał o żydowskich aspiracjach narodowych, podkreślając odwieczne żydowskie geszefciarstwo: "Otóż, narodowość to nie jest przedsiębiorstwo.
Niechże przypomną sobie, gdzie byli wówczas, gdy ojcowie nasi usłali trupem pola Ostrołęki? Gdy ginęli w lasach 63 roku? Berek Joselewicz jest wyjątkiem, który niczego nie dowodzi, skoro wiemy, iż w szeregach naszych walczyła garść Włochów, Francuzów, a nawet Rosjan. Natomiast znaczna liczba Żydów doskonałe robiła interesy na dostawach furażu dla wojska, przyczym było dla nich rzeczą niesłychanie obojętną kto płaci; pytali się tylko: ile?"
Jeśli koniec lat 80-tych przyniósł "Lalkę", która ukazała "przeobrażanie" (jak to ujął recenzent "Głosu) asymilatorów, polskich patriotów w żydowskich geszefciarzy, rok 1912 przynosi całkowity zanik pamięci o żydowskim poparciu manifestacji patriotycznych z roku 1861 i śmierci Michała Landy, zabitego z krzyżem w rękach. W roku 1912 dla wybitnego liberalnego publicysty jest jasne, że obcy-Żydzi mogli tylko czerpać zyski z cierpień narodu polskiego.
I dziś, obcy czerpią zyski z naszego cierpienia - pisze Rzymowski - przecież akcja żydowskich nacjonalistów jest efektem "brutalności machiny państwowej i ucisku Królestwa" czyli dalszym ciągiem represji rosyjskich.
To utożsamienie Żydów z Rosją, a nawet z Niemcami powróci nieraz. Powróci także zarzut nacjonalizmu, jak nazwano deklaracje odrębności narodu żydowskiego. Nacjonalizmu, który nie chciał z Polską walczyć, proponował współpracę, ale zasłużył na swe miano odmową narodowo-kulturalnego uczestnictwa w polskim losie. Nazwawszy żydowskie aspiracje pojęciem dotychczas zastrzeżonym dla agresywnej doktryny Dmowskiego mogli liberałowie "Prawdy" ruszyć do ataku.

Moim skromnym zdaniem najciekawszym aspektem akcji bojkotu w roku 1912 był udział w niej środowisk, które można nazwać, z braku innego określenia postępowymi. Dlatego właśnie, mimo, że bojkot był inicjowany i głównie prowadzony przez prasę endecko-klerykalną dokonałem w przedstawieniu świadectw tego roku pewnej manipulacji. Właśnie wystąpienia środowisk postępowych znajdą się w pewnej nadreprezentacji, a to dla uzmysłowienia czytelnikowi rzeczywistego stanu zdziczenia opinii publicznej w tym czasie. Tak więc wspomnijmy o Postępowej Demokracji i "Prawdzie".

Działania pedeków z 1912 r. mogą się zrazu wydać zaprzeczeniem ich wcześniej głoszonej ideologii. Środowisko Postępowej Demokracji zorganizowało się w 1905 roku. W styczniu 1905 r. powstała pierwsza polska, liberalna partia inteligencka - Związek Postępowo-Demokratyczny znany jako Postępowa Demokracja. Styczniowy program Pedecji postulował przyznanie Królestwu autonomii, opartej na ustawie zasadniczej, uchwalonej przez sejm w Warszawie, wybrany w wolnych, równych, powszechnych wyborach. Postulowano przywrócenie języka polskiego w szkole i administracji, równouprawnienia wszystkich wyznań i narodowości , jako system polityczny dla Rosji widziano monarchię parlamentarną, dla Królestwa demokrację. Programem społecznym było upaństwowienie kolei, kopalń, lasów, przyznanie robotnikom prawa do związków zawodowych i strajków, także 8-godzinny dzień pracy.
Do czołowych działaczy należeli Aleksander Świętochowski, adwokaci Wacław Łypacewicz, Emil Waydel.
Z Pedecją współpracowała grupa "bezpartyjnych postępowców", na czele min. literat Andrzej Niemojewski.
Program równouprawnienia był atrakcyjny dla Żydów, około 1/3 członków tego ugrupowania stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego. Pismami związanymi z pedecją były "Prawda" i "Myśl Niepodległa".

Organem postępowców było także założone w 1906 r. Towarzystwo Kultury Polskiej liczące kilkanaście tysięcy członków. Skupiona w szeregach Towarzystwa inteligencja zakładała szkoły, czytelnie, biblioteki, kasy zapomogowo-pożyczkowe, bezpartyjne związki zawodowe, budowano szpitale, domy ludowe, prowadzono kursy dokształcające.
W kwestii żydowskiej pedecy stali na stanowisku, że antysemityzm ma swe źródło w ciemnocie i dopiero oświecenie polskiego i żydowskiego ludu stworzy korzystne warunki dla asymilacji ludności żydowskiej, co było celem liberałów polskich. Praca kulturalna prowadzona przez inteligencję miała zahamować postępy ruchu syjonistycznego, "Syjonizm wymaga silnego przeciwdziałania ze strony przyjaciół świata kultury i postępu" - pisał Stanisław Kempner. Dla części inteligencji pochodzenia żydowskiego, zawarte w programie ZPD hasła równouprawnienia Żydów i swobód demokratycznych dawały pewne gwarancje bezpieczeństwa i stwarzały warunki ich pełnej asymilacji i akceptacji przez społeczeństwo polskie.

Wśród wielu przykładów współdziałania pedecji ze środowiskami żydowskimi wymienić trzeba wybory do I Dumy Państwowej - w 1906 r. żydowska organizacja Związek Równouprawnienia, pod szyldem której działali także syjoniści stworzył koalicję wyborczą ze Związkiem Postępowo-Demokratycznym.
Także w wyborach do II Dumy - na początku 1907 r. zawarto ponowną koalicję Pedecji ze Związkiem Równouprawnienia, którym faktycznie kierowali już syjoniści (sama organizacja skupiała najróżniejsze odłamy ruchu społeczno-politycznego Żydów, od asymilatorów do narodowców żydowskich). Koalicja zwana Zjednoczeniem Postępowym (prócz Żydów także PPS - "Proletariat") wystawiła w Warszawie kandydaturę Aleksandra Świętochowskiego i Ludwika Krzywickiego.

Pamiętając o tym wszystkim i konfrontując z doświadczeniami bojkotu łatwo stwierdzić, jak słabym nalotem był liberalizm wśród polskich środowisk postępowych. Można wymienić wiele nazwisk antysemitów, którzy w młodości związani byli czy to z socjalizmem, czy pozytywizmem, czy nawet z tzw. wolnomyślicielstwem. Fasada postępowości była zawsze powierzchowna, w sytuacjach ekstremalnych, bo za taką uznany został bojkot zatryumfował głęboko wpojony etnocentryzm. Nie inaczej będzie za 6 - 8 lat.

Samoobrona gospodarcza

"Kurier Warszawski" 20 XI w apelu "Wytrwamy" grzmiał: "Po całym kraju idzie szmer głuchy, jakby masy olbrzymie ze snu się obudziły. Ludzie się łączą, rozglądają wokoło i nawołują: Czuwajmy! Rozpoczyna się rewizja naszych sił i środków ekonomicznych. Dzień każdy przynosi jakiś nowy projekt obrony narodowej przed niebezpieczeństwem, na które otworzyły nam oczy wybory warszawskie".
Bojkot zostaje powszechnie zaakceptowany nie jako akcja polityczna endecji, lecz jako akt patriotycznej walki w interesie Ojczyzny. Podjęły kampanię antysemicką środowiska dalekie od endecji, czy nawet środowiska liberalne. Budowa swojskiej, polskiej gospodarki poprzez eliminację obcych z niej wpływów - był to argument trafiający do serc polskich. Bojkot był powszechnie nazywany samoobroną.

W "Prawdzie" W. Rzymowski przekonywał o konieczności podjęcia bojkotu podając argument zapóźnienia cywilizacyjnego kraju. Europa rozwija się bowiem od lat przeszło 500, rozwija się przemysłowo, kulturalnie, a to przez rozwój miast i mieszczaństwa. Polska przegapiła wiek XIX, wiek międzynarodowego wyścigu przemysłowego, wyprzedzają nas już i Czesi, Chorwaci, już niedługo prześcigną nas i Czarnogórcy. Polskich miast od wieków nie zamieszkiwali polscy mieszczanie, miasta zdominowane były przez "obce żywioły, obce naszej kulturze i narodowości". Samoobrona jest próbą nadrobienia 500 lat zacofania, nie zaś aktem nienawiści. "Jakże mielibyśmy jeszcze nienawidzieć Żydów? - My tylko ich bojkotujemy: zaś bojkot to kwestia uczuć, to kwestia rachunku [...]. Nie czujemy do Żydów nienawiści, bo zbyt wiele nienawidzieć jesteśmy zmuszeni - w Polsce: nienawidzimy jej słabości i przeklinamy jej upośledzenie; nienawidzimy jej ciemnoty, jej zaniedbania, jej odłogów, jej nędzy, jej ran niezagojonych..."
Uzasadnieniem antysemityzmu jest...patriotyczna troska o los kraju, antysemityzm jest walką o polską gospodarkę. Tak się właśnie zakończył pozytywizm.
Identyczną motywację akcji samoobrony przedstawiła "GP2G" już 5 października - kraj należy odrodzić duchowo i materialnie. Akcja ma skutkować dźwignięciem handlu, przemysłu. Stawką jest dobrobyt lub nędza mas.

Piąta kolumna

16 XI "Prawda" obwieściła, iż prąd nacjonalizmu objął już przygniatającą większość Żydów w Królestwie i ta większość wypowiedziała Polakom wojnę. Odpowiedzią będzie wojna, tego wymaga od Polaków instynkt samoobrony narodowej. Walka będzie nieubłagana i wytrwała, acz kulturalna (!-AK). Celem walki będzie unarodowienie przemysłu i handlu krajowego, polszczenie miast i miasteczek polskich, dziś przeważnie przez ludność żydowską zamieszkiwanych. Brak mieszczaństwa polskiego grozi zagładą narodowości. Asymilacja zbankrutowała, Żydzi obecnie nie szanują polskiej kultury, lecz ją "sromocą i wyszydzają". Jeśli zaś idzie o asymilatorów, to nadszedł czas jasnego zdeklarowania narodowego. Dość już dwunarodowości, dość już kunktatorstwa, asymilatorzy muszą się opowiedzieć w wojnie za którąś ze stron, albo polska, albo żydowską. Do tej pory asymilatorzy tkwili w dwu światach, usiłowali godzić interes polski z żydowskim, ale już nie będzie się dłużej tolerować dwulicowości. Czas dowieść czynem swej polskości.

"Przegląd Katolicki" 16 października obwieszczał konieczność walki z wrogiem wewnętrznym. Żydzi są bowiem społeczeństwem obcym w łonie polskiego, walka z nim, którą propagowała prasa katolicka była określana jako dowód fanatyzmu i ciasnoty. A dlaczego? Inteligencja żydowska bowiem od dziesiątek lat przodowała inteligencji polskiej, urabiała jej smak, dyktowała prawa i opinie. Z tym wrogiem wewnętrznym należy podjąć walkę.

Kwestia asymilatorów - dwunarodowców zdominował szeroko relacjonowane w prasie obrady Towarzystwa Kultury Polskiej (postępowego, a jakże!), którym przewodniczył Aleksander Świętochowski. On sam rozpoczął twierdząc, że Żydzi stanęli do wyborów jako zwarty naród, wrogi Polsce. Wspólnota interesów żydowskich objęła także asymilatorów, którzy zajęli w czasie wyborów inne niż Polacy stanowisko. Asymilatorzy zawsze zostawiali sobie "lufcik" przez który, w razie potrzeby przesuwać się mogą do żydostwa.
Inny z mówców, adwokat Łypacewicz stanowczo zażądał zdeklarowania się narodowego asymilatorów. Uznał on ideę asymilacji za pogrzebaną. Samoobrona narodowa (jak powszechnie już nazywano bojkot) trwać będzie dziesiątki lat, Polacy będą zdobywać sklep za sklepem, dom za domem, miasto za miastem. Aż do zwycięstwa.
Kolejny mówca twierdził, że asymilatorzy w chwili szczególnie dramatycznej dla losów narodu uchylili się od spełnienia patriotycznego obowiązku. Przebaczenie mogą zyskać tylko przyłączając się bezwarunkowo do walki z żydowskim nacjonalizmem.
Inni mówcy żądali "odżydzenia" samego Towarzystwa, zaś w punktach przyjętych przez ogół członków znalazły się tezy:
- przez asymilację należy rozumieć kompletne wcielenie do polskości,
- naczelnym zadaniem społeczeństwa polskiego jest spolszczenie miast polskich,
- do Towarzystwa jako instytucji krzewiącej kulturę polską mogą należeć tylko Polacy bez różnicy wyznania i pochodzenia.

Dwunarodowość asymilatorów stała się, wobec przyjętej powszechnie przez Polaków formuły polskości argumentem przeciw asymilacji, jeśli bowiem efektem nie było całkowite spolszczenie, to obecność obcych pierwiastków w psychice asymilatorów zupełnie ich dyskredytowało.
"Myśl Niepodległa" będąca organem niewątpliwie wolnomyślicielskim i postępowym, kierowana przez Andrzeja Niemojewskiego pisała o końcu pobłażliwości dla polskich Żydów i żydowskich Polaków. Nie można uznać za Polaka "takiego Żyda, co głosi asymilację, a sam nie może w żaden sposób wyjść z owego stanu typu pośredniego, wciąż asymilującego się i chcącego dla wygody osobistej, by być zabezpieczonym na dwa fronty, pozostawać jak najdłużej w owej wstrętnej fazie przejściowej. To demoralizuje nasze szeregi. Tacy ludzie wchodzą między nas jako żarliwi Polacy, a gdy dokonywa się na nas atak litwactwa, zachowują się dwulicowo, lub w imię źle stosowanych idei humanitarnych stają nawet w obronie tych, którzy wyraźnie zdeklarowali się jako nasi nieprzyjaciele".
Kim zaś są litwacy wyjaśnia Niemojewski w fikcyjnym dialogu z litwaczką, która dziwi się, dlaczego nie chce on mówić po rosyjsku. Przecież to piękny język. Trzeba nareszcie zrozumieć, że Polski już nie ma i że tu wszędzie jest Rosja, mówi szczerze litwaczka.
Andrzej Niemojewski był postępowcem, i jako taki nazwał swój program "postępowym antysemityzmem". Pisał: " Co znaczy dziś być antysemitą? Być wolnym myślicielem i służyć swemu społeczeństwu".

Świętochowski w "Kulturze Polskiej" pisał, że równouprawnienie Żydów w samorządzie miejskim doprowadzi do zażydzenia polskiej kultury, a może i jej zniszczenia; pisał ze wstrętem o "żydach pośrednich, mieszańcach, półżydach i ćwierćżydach", czy "9/10 żydach", którzy nie mają odwagi zadeklarować swej polskości. Spośród tej masy fałszywych Polaków Świętochowski robił wyjątek dla "szczerych patriotów": L. Meyeta, A. Kraushara i Izydora Mayznera "nieodżałowanego mego przyjaciela".
Jakże niezwykła jest droga Świętochowskiego, od pozytywistycznych postulatów "uczłowieczenia Żydów" do stwierdzenia - mój przyjaciel, Żyd.

Za sprzeciwem wobec narodowej dwulicowości asymilatorów, za "racjonalnym" wzgardzeniem "półżydami" kryło się coś jeszcze, niż tylko powszechna akceptacja koncepcji narodu homogenicznego, polskości jako bezwzględnej jednonarodowości. Niekiedy nakazy kulturalności prowadzenia akcji samoobrony narodowej, w klimacie brutalnej antyżydowskiej kampanii przestawały obowiązywać nawet najbardziej oświeconych. Postępowa "Prawda" wydrukowała szokujący z dzisiejszej perspektywy, choć ówcześnie całkowicie zrozumiały tekst "Las Birnam". Tematem jest asymilacja, czy raczej jej demoralizujące dla narodu skutki. Otóż asymilacja, wedle autora może być rozumiana jako związek krwi, jako małżeństwo mieszane. Co do zgubnych skutków takowego, nie może być wątpliwości, stwierdzono naukowo, że małżeństwa "międzyrasowe" są zwykle bezpłodne, a jeśli pojawia się potomstwo, to tylko chorobliwe. Typy rasowe - semickie i aryjskie są zbyt odległe, by mogło być inaczej. Asymilacja kulturalna jest tylko zewnętrznym przeobrażeniem, kolejne fale kultur europejskich przeszły przez Żydów i nie pozostawiły, poza żargonem żadnych skutków. Naród żydowski zawsze pozostanie żydowskim, bez względu na język, kulturę, ubiór jakim się będą asymilatorzy posługiwać. Wszyscy asymilatorzy, polscy, niemieccy, francuscy, angielscy mówiący językami narodowymi czują się wewnętrznie Wszechżydami i do Wszechżydostwa należą. Zbliża się las Birnam żydowskiej psychiki, żydowskiej odwiecznej kulturalnej odrębności, zbliża się, by zniszczyć polską kulturę. W szeregi Polaków wkradają się żołnierze obcej armii. Strzeżmy się...
W innym tekście "Resztki złudzeń" autor nazywał spory między asymilatorami żydowskimi i żydowskimi nacjonalistami sprawą wewnętrzną narodu żydowskiego.
O krwi żydowskiej, która płynie w mechesach - mieszańcach Polaków z Żydami pisała 7 października "Gazeta Poranna...", co ciekawe jej publicyści pisząc o "zagadnieniach rasy" byli mniej brutalni, niż autorzy "Prawdy".

Rasizm kulturowy, który pojawił się w Polsce u schyłku lat 80-tych XIX w., ze względów "narodowych" został masowo zaakceptowany przez opinię publiczną Polski XX-wiecznej. W roku 1912 jawnie głosili jego zasady nie tylko endecy; jeśli bez żenady przyznawała się do niego liberalna "Prawda", to znaczyło, że odrzucenie asymilacji miało głębszy podtekst, strach przed wniknięciem obcych w obszar polskiej kultury był autentyczny. Wieloletnia kampania mistyfikowania żydowskiej obcości przynosi owoce w 1912 r., odrębność Żydów budzi już strach, ta sama odrębność Litwinów nie budziła grozy, raczej uczucia swoiście pojmowanego paternalizmu. Nawet lewicowe "Zaranie" sprzeciwiające się barbarzyństwu bojkotu półgłosem, z pewną wstydliwością wspomniało kiedyś o niebezpieczeństwie asymilacji.
Można przyjąć, że akceptacja koncepcji narodu homogenicznego etnicznie i nasilający się proces mistyfikacji Żydów musiał w konsekwencji doprowadzić do sformułowania koncepcji rasizmu kulturowego.
Akceptacja bojkotu i odrzucenie asymilacji jako zagrożenia narodowej kultury było zdumiewającą konsekwencją romantycznej walki o kulturalne fundamenty Polski. Narodzony już w latach 30-tych XIX w. etnocentryzm, w 1912 r. kazał inteligentom ówczesnym bronić z pobudek patriotycznych polskiej kultury, bronić przed obcymi. Taka postawa w 1912 r. była powszechna.
Argumenty rasistowskie użyte w marcu 1968 r. nie były tylko dowodem zdziczenia reżimu komunistycznego, niestety. Język rasizmu jest w tradycji polskiej głęboko zakorzeniony.

Emigracja

Jawny, eliminacyjny charakter antysemickiej kampanii niektórych publicystów skłaniał do nakreślenia ostatecznych celów samoobrony. "Kurier Warszawski" z listopada oceniając wybór Jagiełły jako otwarte przeciwstawienie się żydowskiego społeczeństwa społeczeństwu polskiemu pytał "nacjonalistów żydowskich" :"Czyż ich polityka nie prowadzi prostą drogą do konieczności wyemigrowania żydów z Polski, z tej Polski, której nie chcą być przyjaciółmi, a pragną się stać krajowymi cudzoziemcami, jak gdyby ten kraj nie był w stanie jednak w cudzą ziemię ich wysłać".
Tekst ten został przedrukowany w "Prawdzie", która nie pozostawiła Żydom żadnych nadziei. "Owszem - celem naszej pracy jest usunięcie Żydów z ziemi naszej", ogłosiła w grudniu 1912 r.

Określone siły

9 XI "Kurier Warszawski" otwarcie oskarża królewiackich Żydów o działanie na korzyść Petersburga. Oskarżenie to, pojawiające się nieraz w prasie formułowane było ezopowym językiem. Żydzi mieli zwracać się "po natchnienie, po rady do żydów rosyjskich. Petersburg grał w całej sprawie rolę decydującą", dalej zaś pisano o "radykalistach petersburskich, którzy co do idei, co do osób, co do taktyki mogą i mają prawo rozstrzygać dla naszego kraju".
"Tygodnik Polski" nazywając Jagiełłę pachołkiem żydowskim, sugerował, że "za gośćmi naszymi stoją ci, na których młyn wodą jest każde wzmożenie się wpływu żydowskiego w Polsce, bo przyczyniają się do zatomizowania narodu, do przekształcenia w bezkształtną masę, niezdolną oprzeć się żadnemu obcemu wpływowi, ani kulturalnemu, ani politycznemu".

Utożsamienie: Żydzi - Rosja - represje polityczno - kulturalne staje się w 1912 r. oczywiste dla każdego.

Potęgę żydostwa kreślono w "Świecie" w tekście "Warszawa i Praga czeska" jako wyzywająco wrogą: "Żyda nowego, obcego widziano w czasie niedawnej rewolucji w paroksyzmie nienawiści, plującego na nasze świętości". Polacy muszą w Warszawie, tak jak Czesi w Pradze podjąć walkę z obcymi. Polacy, w przeciwieństwie do Czechów posiadają przewagę, bo Niemcy mają wysoką kulturę, Żydzi zaś pozbawieni są wyższej kultury w rozumieniu nowoczesnym. Żydowskie masy ludowe, które stanowią 9/10 całej ludności tkwią w barbarzyństwie.

Poza utożsamieniem Żydzi-Rosja następuje także w społecznej świadomości identyfikacja Żydów z Niemcami. Rok 1912 przynosi (właśnie w okresie bojkotu) pierwsze wiadomości o realizacji przez rząd niemiecki ustawy o przymusowym wywłaszczeniu ziemi znajdującej się w polskim posiadaniu. W odpowiedzi w Wielkopolsce ogłoszono bojkot handlu niemieckiego i ...żydowskiego.
"Kurier Poznański" w listopadzie pisze z oburzeniem, że niemiecka prasa postępowa, opanowana przez Żydów "protestuje" przeciwko wywłaszczeniom polskich właścicieli. Pismo nawołuje polskich czytelników do czujności, albowiem cała ta akcja to zwykłe, ordynarne żydowskie geszefciarstwo. Czas, by polskie społeczeństwo w stosunku do Niemców, a w szczególności w stosunku do Żydów wyzbyło się resztek naiwności i ślamazarności. Gdy chodzi o przeciwstawienie się wrogiemu żywiołowi tam musimy być twardzi, nieugięci, nieprzejednani.

Wątpliwości, co do wspólnoty interesów Niemców i Żydów rozwiewa 17 listopada "GP2G". Żydzi są nie tylko materialnie powiązani z Niemcami, ale i duchowo, nie ma bowiem w świecie bliższych kultur, jak niemiecka i żydowska. Żydzi zatracili własny język i ich ojczystą mową stał się niemiecki, mało tego, Żydzi w swoich czasopismach przechwalają się, że są prawdziwymi pionierami niemczyzny. Żydzi w zaborze pruskim są obecnie zajadłymi hakatystami, otwarcie głoszącymi hasło: ausrotten (!-AK). Jeśli więc ktokolwiek myśli poważnie o środkach pomocy "braciom naszym w zaborze pruskim" musi pamiętać - walka z żydostwem jest zarazem walką z germanizmem. "Najlepszym sposobem dopomożenia braciom naszym w zaborze pruskim jest zwalczanie żydostwa jako awangardy germanizmu na naszym własnym gruncie."

Pytania, czy Żydzi zagrażali polskiej społeczności w Poznańskiem ( w 1910 r. stanowili 1,3 % ludności Wielkopolski), jaki jest związek Żydów, zwłaszcza postępowych z brutalną germanizacją są pozbawione sensu. Kiedy funkcjonuje mechanizm kozła ofiarnego wszyscy wrogowie są winni, bez różnicy. Rzeczywistym zagrożeniem dla Polaków z Poznańskiego były Niemcy dysponujące potężnym aparatem przemocy, Komisją Kolonizacyjną, represyjnym ustawodawstwem. Dominacja gospodarcza Żydów w Królestwie miała inne zupełnie przyczyny, niż próby dominacji niemczyzny w Poznańskiem. Napływ rosyjskich litwaków trudno porównywać z niemieckimi wywłaszczeniami, ale właśnie takie utożsamienie stało się powszechne.
Poznańska "Praca" pisała o nowym aspekcie bojkotu handlu żydowsko-niemieckiego, a mianowicie niezamieszczaniem w prasie ogłoszeń niepolskich firm. Niepolskich czyli wrogich, czyli niemieckich i żydowskich.
W prasie królewiackiej to utożsamieni jest równie silne, artykuły o samoobronie sąsiadowały zwykle z informacjami o polskich protestach przeciw wywłaszczeniom. Bojkot obejmował niemieckie towary i żydowski handel; w patetycznych apelach mieszały się umierające w pruskich katowniach dzieci z litwakami, skupującymi polskie kamienice.
Podobna syntetyzacja wroga nastąpi w marcu 1968 r. kiedy to w polskiej prasie pojawi się motyw "Żyda w esesmańskim mundurze" - nastąpi zdumiewająca synteza antygermanizmu i antysemityzmu. Kampania ta oczywiście była kierowana przez komunistów, ale jej język niestety nie był tylko komunistyczny. W sławnym ostatnio wystąpieniu pewnego księdza, który dowodził, że Żydzi są winni wybuchowi II wojny światowej nie należy się doszukiwać znamion upośledzenia umysłowego, lecz, niestety, specyficznej logiki.

Wróg naczelny

W grudniowym numerze "Prawdy" znajdujemy teksty, których nie powstydziliby się, tak znienawidzeni przez postępowców endecy. W tekstach "Poseł z nominacji" i "Blok lewicowy" dowodzą światli liberałowie, że z Warszawy wybrano dwóch posłów mniejszości narodowych - z poparcia rosyjskiego posłem został p. Aleksiejew i z rąk żydowskich mandat otrzymał p. Jagiełło. Pan Jagiełło jest kandydatem PPS-Lewicy i Bundu, tę drugą partię określa się jako deklarującą socjalizm, lecz w rzeczywistości współpracującą z żydowską burżuazją. Prawdziwą ideologią "Bundu" jest żydowski nacjonalizm, zaś ideały ogólnoludzkie i walka klasowa wykorzystywane są przez żydowski "Bund" na niekorzyść Polski.
PPS-Lewica, jak oświeca czytelników "Prawda" rękami spracowanego polskiego robotnika czerpie zyski dla żydowskiej plutokracji. By zaś udowodnić osławioną żydowską solidarność, autor zwraca uwagę, że kandydat żydowskich partii lewicowych został poparty przez żydowskich nacjonalistów, solidarność Żydów zatryumfowała nad polskim skłóceniem.

Podobny w wymowie tekst, drukowany w endeckim "Słowie Polskim" demaskował rzeczywiste cele żydowskich organizacji deklarujących socjalizm. Rewolucja 1905 r. ujawniła u "towarzyszy żydowskich" twardy nacjonalizm. Oszczędzano fabryki i rzemieślników żydowskich podczas strajków, a wywoływano strajki u chrześcijan, gdy to leżało w interesie konkurencji żydowskiej. Żydzi winni byli także oddania rewolucji polskiej pod komendę rosyjską, stali za rozłamem w PPS, gdzie "pod naciskiem żydów usunięto z partii najzasłużeńszych jej członków- założycieli, za to, iż byli zanadto 'polskimi patriotami' "(endek broni patriotów z PPS! - AK). Wyrazem żydowskiej solidarności było opowiedzenie się "Bundu" po stronie żydowskich sklepikarzy i rozsyłanie wyroków śmierci swym towarzyszom z polskich partii, którzy poświęcili się organizacji polskich stowarzyszeń spółdzielczych.
I w przypadku liberalnej "Prawdy" i endeckiego "Słowa" mechanizm kanalizowania zła i przenoszenia winy na kozła ofiarnego działał identycznie.

O przyswojeniu przez opinię publiczną zbitki Żydzi-socjalizm świadczą słowa Henryka Sienkiewicza, jakie napisał z okazji wyborów do II Dumy, w 1907. Pisał o Żydach "którzy, plwając z socjalistycznych i radykalnych okien na 'szowinizm' polski, uprawiają namiętnie...żydowski".

Wizji zjednoczonego frontu żydowskiego uległ także związany z PPS - Frakcją "Robotnik", który w styczniu 1913 r. zamieścił tekst "Z powodu bojkotu Żydów". Poza potępieniem bojkotu, znajdujemy tam narzekania na nacjonalistycznych litwaków, którzy z jednej strony pracują nad zachowaniem żydowskiej odrębności, z drugiej zaś szerzą rosyjskie wpływy. Nacjonalizm litwacki nawet w sferach robotniczych dokonał podziałów, pod zgubnym wpływem "Bundu" powstały samodzielne żydowskie organizacje robotnicze, stawiające sobie cele wrogie Polsce. Ślady nacjonalizmu żydowskiego widoczne są i u esdeków (SDKPiL - AK) i u lewicowców (PPS-Lewica - AK), którzy, kiedy trzeba wchodzą w konszachty z żydowską burżuazją, jak to było z wyborem Jagiełły. Tak więc antypolskie stanowisko litwactwa i nacjonalizmu żydowskiego wszelkich odcieni - od syjonistycznego do bundowskiego dało antysemitom argumenty do ręki.

23 XI opublikowany zostaje w "Prawdzie" tekst "Dwa żywioły", w którym rysuje się grozę polskich prześladowań i żydowskiej pazerności. Polska nie ma tych wszystkich cech, które pozwoliły Żydom zawładnąć gospodarką. Naród polski gospodarczo ospały ma inne ciężary, których nie mają Żydzi. Polska musi chronić krwią swą ziemię, język, za który umierają polskie dzieci w pruskich katowniach, narodowość, za którą całe pokolenia legły pokotem. Żydzi niczego bronić nie muszą, bo niczego nie posiadają. Nie mają języka, tylko wielojęzyczną gwarę; nie mają kultury, bo żerują na kulturze europejskiej. Ziemi nie mają, i też się do niej nie garną za bardzo, wiedzą, że ciężka. Narodowości też nie mają, jedyne co posiadają to "przedsiębiorczość i ruchliwość", dzięki temu nie mają nic do stracenia i już niewiele do zdobycia. Żydzi dokonali już zaboru Polski, tym groźniejszego, że pokojowego i cichego. Żydzi są czwartym mocarstwem rozbiorowym, lecz ich zaborczość musi przekształcić się w wojnę polsko-żydowską, w której jedna ze stron musi paść.
Podobną myśl wyraził Andrzej Niemojewski już w 1911, kiedy nazwał Żydów w Królestwie "armią piątego zaboru" (czwartym miał być wedle niego zabór dokonany przez katolicyzm), która przyłączy się z rządem i nacjonalistami rosyjskimi, by dokonać ostatecznego dzieła rusyfikacji Królestwa Polskiego.
"Skład i pochód armii piątego zaboru" dokładnie wyliczał przedstawicieli żydowskiego getta, które zachowując swą odrębność psychiczną infekuje "zdrowe jądro": esdecy, tłumaczący, że Polska to trup, kryptożydzi, legitymujący się herbami, masy żydowskie niszczące polski handel, wreszcie żydowskiego pochodzenia publicyści, noweliści i historycy literatury polskiej, piszący po polsku, lecz myślący żydowsko. Taki jest skład Armii.

"Goniec" tytułował E. Jagiełłę posłem żydowskim, który "chętnie kołysze się w ramionach najczarniejszego żydostwa". Z lubością podkreślano jakimż straszliwym poniżeniom poddaje żydostwo nieszczęsny naród polski, w "Świecie" pisano o Polsce, która stała się domem zajezdnym, tak tłumnie zajętym przez bezceremonialnych gości, że sam gospodarz wypchnięty został za próg własnej siedziby.

"Kurier Warszawski" 20 XI pisał wręcz o żydowskiej dominacji politycznej nad Królestwem. Wybory miały być pierwszym "przełamaniem woli polskiej" w życiu politycznym przez Żydów. Dotychczas ta wola nie była w otwartej walce łamana, ale "dziś ją złamano. I oto podniosła się nagle niby kurtyna, a za nią ujrzeliśmy całą grozę przyszłości." Samoobrona polska, wobec potęgi żydowskiej nie jest wcale gwarantem ochrony interesu narodowego. Żydzi oświadczają kategorycznie, że przeciw niej znajdą skuteczne represje.

"Tygodnik Polski" licytował polską martyrologią i poniżeniem - Żydom miała dodawać odwagi nie tyle chęć zwycięstwa, lecz pewność zaboru bez walki. "Myśleli, że mają do czynienia z narodem upadłym zupełnie, z motłochem jakimś, z jakimś ludem przedstawiającym interes co najwyżej dla etnografa, ale nie zasługującym nawet na nazwę narodu."

"Przegląd Katolicki" demaskował niszczycielską działalność Żydów. Demoralizowanie ludu, rozprzęganie składowych czynników kultury, tradycji, ładu społecznego, myśli twórczej. Żydzi wchodząc do polskiego społeczeństwa nie wnoszą żadnych pierwiastków pozytywnych, mogą tylko karmić się sokami organizmu, na którym pasożytują. "Żyd gangrenuje naszą myśl, naszą twórczość, naszą duszę."

Kontekst tradycji oporu narodowego przywołał Wincenty Rzymowski w "Prawdzie" z 7 XII: "Jak mało dbamy o interes narodowy, świadczy upadek powstania Kościuszki, jak uparcie dzierżymy sztandar honoru, świadczyło życie i śmierć Józefa Poniatowskiego. Stąd pochodzi ów żywiołowy impet obrony, jakim społeczeństwo polskie odpowiedziało na akt supremacji żywiołu semickiego podczas wyborów".
Przywołanie wielkich konfliktów Polski z wrogimi potęgami, utożsamienie obecnego konfliktu z polską tradycją powstańczą pozwala Rzymowskiemu zapytać, czy aspiracje żydowskie mają się dokonać "na ruinie naszego bytu narodowego, możemyż przystać na nie? Stać się mierzwą dla przyszłości żydowskiej? [...]. W obronie życia własnego jednostce nawet przysługuje prawo zgładzenia przeciwnika. Zaś naród o prawo do życia i obrony nikogo się nie pyta. Samo istnienie jego jest dlań najwyższym prawem. Rozwój - jego obowiązkiem. Potęga - uświęceniem" - pisał te słowa nie pogromowiec rosyjskiej "Czarnej Sotni", słowa o prawie do zgładzenie przeciwnika pisał wybitny liberalny publicysta polski. Mógł tak pisać, i nie narażać się na zarzut nawoływania do masakr (zarzutów takich zresztą nie było) tylko z powodu rozpowszechnienia się wiary w kozła ofiarnego - Rzymowski widzi nie tylko żydowskich wyborców nie wybierających właściwego kandydata, widzi odwiecznego wroga Polski, mordującego polską inteligencję, niszczącego kulturę, depczącego narodową godność. Żydzi zostają odrealnieni, konflikt z nimi nabiera cech niemal metafizycznych, Żydzi stają się symbolem sił zagrażajšcych polsko?ci.

Godność pierwszego metafizyka ówczesnego dzierżył jednak nie Rzymowski, lecz bezapelacyjnie Aleksander Świętochowski. W grudniowej "Kulturze Polskiej" wybór Jagiełły dokonany przez Żydów nazwał wyrazem "demonstracyjnego zadowolenia swojej chamskiej fantazji: jeżeli chcesz wyjść z urny, ty polaczku, musisz nam przyznać to, czego inni odmówili, musisz powiedzieć wyraźnie, że gdyby od ciebie zależało, to byś nam pozwolił w polskich zarządach miejskich gospodarować i obradować po żydowsku".
Padają słowa, które tłumaczą, czemu w polskiej świadomości narodowej naczelną rolę odgrywają Żydzi. "Wiele objawów pozwala wnioskować, że w społeczeństwie naszym, wielostronnie i niebezpiecznie zagrożonym, odbywa się tężenie i twardnienie charakteru swoistego, który dotychczas był galaretowatym, podatnym do przekształcenia i odciskania zewnętrznych tłoczeń. Zaczyna się tworzyć istotny naród. Otóż temu narodowi polskiemu przeciwstawił się po raz pierwszy jako równorzędny, równoznaczny i wobec kraju równouprawniający się naród żydowski. To już nie ciemna, ghettowa rzesza [...], ale nasz współzawodnik, przeciwnik i wróg."

Żydzi stają się wrogiem znacznie groźniejszym niż Niemcy z ich Komisją Kolonizacyjną, Hakatą, wywłaszczeniem, germanizacją. Żydzi stają się także wrogiem działającym z ramienia Rosji, lecz już i samą Rosję w brutalności kasującym. Wobec zbrodniczego aktu niewybrania jednego z polskich kandydatów do Dumy jakże nikłą wydaje się w 1912 r. choćby masakra kilkudziesięciu uczestników demonstracji majowych w 1905 r. w Warszawie. Żydzi stają się odpowiedzialni za represyjną politykę Petersburga, za zniszczenie rewolucji 1905 r., za propagowanie antypolskiego socjalizmu na korzyść żydowskiej plutokracji, za niemieckie wywłaszczenia, za zagrożenie kultury polskiej, za niemożność stworzenia polskiej gospodarki. Stają się naczelnym wrogiem, w obrazie Żyda dokonuje się syntetyzacja antypolskiej wrogości.
Późniejsze endeckie rojenia o "anonimowym mocarstwie" i marcowy motyw Żydów w esesmańskich mundurach będą już tylko kontynuacją roku 1912. Towarzyszący od tego czasu Polakom spisek żydowski stał się nieodłączną zasadą interpretacji zagrożenia Polski.
Nieprzypadkowy jest wybuch antysemityzmu kilka zaledwie lat po stłumieniu rewolucji, która była nie tylko okresem brutalnych represji, ale i głębokiego podziału społeczeństwa. Nieprzypadkowe jest, że w kampanii antysemickiej brały udział i środowiska katolickie, i endeckie i liberalne, kryzys społeczeństwa był odbierany dogłębnie we wszystkich grupach politycznych. Kampania antysemicka miała wskazać kozła ofiarnego winnego kryzysu, udało się to. Socjotechniczny zabieg integracji zbiorowości przez wskazanie winnego po raz pierwszy zastosowano jako ogólnospołeczną akcję. Później, ten sam mechanizm zadziała w latach 30-tych XX wieku.

"Samoobrona gospodarcza", sformułowanie to niemal narzuca typowe wyjaśnienie - za akcją bojkotu stało osławione "drobnomieszczaństwo". Nie jest to jednak prawda, akcja bojkotu nie mogła zostać podjęta i zorganizowana przez klasę średnią, bo takowej w Królestwie właściwie nie było. A w każdym razie nie odgrywała ona żadnej publicznej roli. Warstwą wiodącą publicznie, organizatorem wszelkich politycznych czy kulturalnych inicjatyw była inteligencja, i ona to właśnie przyjęła z prawdziwym entuzjazmem, jak twierdzi Lesław Sadowski cała akcję. Bojkot inicjowany przez endeków szybko przestał być endecki, a stał się inteligencki. Poparcie inteligentów tego czasu dla akcji, niezależnie od prawicowych czy lewicowych poglądów było powszechne. Nawet jeśli zabrzmi to drastycznie, to jednak w 1912 r. bojkot był traktowany identycznie, jak w latach 70-tych XIX w. praca organiczna. Był dalszym ciągiem tego trudu, i nie jest przypadkiem, że bojkot poparło wielu ludzi związanych z pozytywizmem, na czele z Aleksandrem Świętochowskim.

W świetle ustaleń Aliny Całej i Lesława Sadowskiego dla rozwoju antysemityzmu polskiego kluczowe znaczenie miało zaakceptowanie jego założeń przez inteligencję. Ewolucja jego założeń, od fazy pozytywistycznej do ideologicznej pozwoliły aprobować jego postulaty, przy jednoczesnym stanowczym odrzuceni plebejskiego, "ciemnego" antyjudaizmu. Przekonanie o istnieniu kulturalnego, racjonalnego antysemityzmu, będącego tworem intelektu i co najważniejsze "obiektywnej" analizy sytuacji społeczno - ekonomicznej i narodowej Polski przełomu XIX / XX wieku owocowało zachowaniami paradoksalnymi. Ci sami publicyści, niewątpliwi antysemici, z przekonaniem piszący o konieczności emigracji Żydów i eliminacji ich z gospodarki potrafili z całym przekonaniem protestować przeciwko publikacjom zawierającym ataki antyjudaistyczne. Do takich należały publikacje o procesie Bejlisa czy procesie tisza - eszlarskim. Podejrzenia Żydów o morderstwa rytualne był przez inteligencję z niesmakiem odrzucane, rasizm był wszak wytworem nauki.
Bojkot traktowany był przez inteligentów jako akcja czysto patriotyczna, ich bezinteresowny wkład w rozwój, tak ważnej dla każdego etnocentrysty dziedziny jaką była "narodowa gospodarka". W Czechach inteligenci z patriotycznym zapałem walczyli o gospodarczą samodzielność z Niemcami, u nas trafiło na Żydów. Bezinteresowność tej akcji była oczywista tylko dla inteligencji, "kupczykowie" korzystali z niej ile wlezie. Publicysta "Gazety Białostockiej", z jakże typowym dla swej warstwy zawiedzionym idealizmem wołał w tekście "Obowiązki naszego handlu i przemysłu": "Panowie kupcy i przemysłowcy! Hasła 'swój do swego' nie należy rozumieć tylko w tym sensie, aby najwięcej klientów szło do waszych zakładów i aby wasze kieszenie wypychały się złotem, ale również i w tym sensie, aby polski przemysł i handel odpowiadał potrzebom polskiego klienta, aby dawał nam towar swojski i dobry, aby nie wprowadzał go w błąd, aby nie wyzyskiwał jego najpiękniejszych uczuć patriotycznych."

Wyjątkowość roku 1912 to "umasowienie" antysemityzmu, jego akceptacja przez inteligencję, co potwierdza Lesław Sadowski w dziele "Polska inteligencja i jej ideowe dylematy na przełomie XIX i XX wieku", wreszcie odrzucenie asymilacji i powszechna podejrzliwość wobec asymilatorów.
Najważniejsze, co stało się w 1912 r. to przekształcenie w masowej świadomości obrazu Żydów w symbol obcości, znak antypolskiej wrogości. Bojkot przeorał w tym względzie masową świadomość, antysemityzm został przyjęty w Polsce jako patriotyczny nakaz.

Antysemityzm polski stał się kombinacją mechanizmu kozła ofiarnego, który w sytuacji kryzysowej jest obwiniany za ów kryzys, i koncepcji narodu homogenicznego kulturowo-etnicznie, stąd gwałtowny atak na dwunarodowców, odrzucenie asymilacji i ostatecznie akceptacja kulturowego rasizmu. Także powszechnie przyjęta idea bezwzględnego polskiego prawa do terytorium narodowego skłaniała do odrzucenia, nawet u socjalistów, żydowskich aspiracji narodowych, automatycznego identyfikowania ich z antypolonizmem, szowinizmem, w najlepszym razie kwitowanych słowem "nacjonalizm".

Już Polska wieku XIX, przed okresem masowej aktywności endecji określiła stosunek do Żydów, najwięksi liberałowie postulowali wynarodowienie, radykałowie, z biegiem czasu dominujący opinię publiczną żądali izolacji getta - kulturalnej, ekonomicznej, wreszcie biologicznej. Żądanie masowej emigracji Żydów stało się naturalnym odruchem patriotycznej opinii.
Faktem jest, że polski antysemityzm ukształtowany w XIX w. jeszcze przed powstaniem i rozwojem endecji miał charakter eliminacyjny. Żydzi stali się w powszechnym odczuciu zbędni, i mieli być różnymi metodami wyeliminowani ze społeczeństwa polskiego.

Klimat społeczny

O bojkocie pisali organizatorzy Zjazdu Polaków Wyznania Mojżeszowego, z wyraźnym przestrachem co do jego zasięgu: "Rozpoczęła się agitacja za bojkotem ekonomicznym Żydów, która, niestety, znalazła grunt podatny nie tylko wśród jednej partii politycznej, ale przyjęła się po części w sferach liberalnych i wolnomyślnych społeczeństwa chrześcijańskiego [...]. Bojkot [...]ustalił bardzo szkodliwą dla interesów polskich opinię o naszych stosunkach wewnętrznych i dał elementom, wrogo dla Polski usposobionym, skuteczną broń do ręki. Najwięcej jednak zaszkodził on procesom polszczenia się Żydów, wychowanych, czujących, i myślących po polsku."

Nie tylko sfery liberalne przyjęły z entuzjazmem walkę z czwartym zaborcą. Utworzony w Warszawie związek aptekarsko - kosmetyczny, do którego przystąpiły wszystkie mniejsze lub większe firmy, rozesłał do wszystkich współpracujących z nim rosyjskich i zagranicznych domów handlowych zawiadomienie, że pragnie otrzymywać ich wyroby nie, jak dotychczas przez żydowskich pośredników, lecz przez polskie ręce.
Grono lekarzy polskich zobowiązało się nie zalecać swym pacjentom leków, wyrabianych lub reprezentowanych przez Żydów i zawiadomiło o tym kroku ich wytwórców. Inna grupa lekarzy skierowała list do towarzystwa "Linas Chacedek" oświadczając: "...nadal odmawiamy leczenia chorych, skierowanych za pośrednictwem tego towarzystwa" i uzasadniając swoją decyzję: "organizacje żydowskie, aczkolwiek o charakterze filantropijnym, w czasie wyborów do Dumy stanęły wrogo względem społeczeństwa polskiego, urabiając szerokie masy w kierunku szkodliwym dla rdzennej ludności kraju".
Warszawskie Towarzystwo Kredytowe Miejskie postanowiło ograniczyć ilość pełnomocników wybieranych przez Żydów na walne zgromadzenie do 20%. Przy namiętnej agitacji, kiedy niektóre pisma polskie chciały drukować nazwiska przeciwników uchwały jako "zdrajców sprawy narodowej" - wniosek został przez walne zgromadzenie przyjęty. Takie same działania podjęły towarzystwa kredytowe w innych polskich miastach.
"Dzień" pytał na łamach, czy literaci polscy mają moralne prawo pracować w pismach wydawanych przez Żydów, choćby w języku polskim. Poseł Nakonieczny, członek Koła Polskiego w Dumie namawiał chłopów w rodzinnej gminie Garbów do podjęcia uchwały o wysiedleniu Żydów ze wsi; akcja ta należycie rozpropagowana w prasie powtórzyła się w wielu miejscowościach.
Ksiądz Godlewski, kierujący Stowarzyszeniem Robotników Chrześcijańskich pisał: "Zwolennicy żydów powołują się na miłość bliźniego a zapominają, że Chrystus naprzód swoich każe miłować, co potwierdził też czynem, kiedy odpowiadając niewieście Chananejskiej wyrzekł: Nie dobrze jest brać chleb synowski, a miotać psom."

O celach bojkotu jedna z gazet pisała: "Żydzi powinni rozumieć, że walka będzie długa i uporczywa dopóty, póki nie doprowadzi ona Polaków do zwycięstwa ekonomicznego. Taniej i korzystniej będzie dla żydów pomyśleć zawczasu o wyemigrowaniu z tego 'niewdzięcznego' kraju".

O niezwykłej popularności haseł bojkotowych świadczy podjęcie ich nawet przez redakcję "Bluszczu" czyli jak głosiła winieta "pisma tygodniowego ilustrowanego poświęconego sprawom kobiecym".
W płomiennym apelu (zwykła forma zwracania się do czytelników w tym czasie) "Do Polek" czytamy, że od dawna palącą potrzebą było, aby kobiety polskie zrozumiały swój pierwszorzędny obowiązek narodowy i ujęły w swe ręce akcję zbiorową popierania swojskiego przemysłu i handlu. Należy podjąć walkę z zalewem żydowszczyzny "w imię zagrożonych podstaw materialnych bytu narodu i w imię godności narodowej".
Ankieta rozpisana przez redakcję, zawierająca m.in. pytania o stosunek "szanownych czytelniczek" do zasady kupowania w polskich sklepach miała być sprawdzianem patriotycznego uświadomienia polskich kobiet. Odpowiedzi zdarzały się czasem dość zabawne, jak tej czytelniczki deklarującej zatrudnianie w potrzebie tylko polskich rzemieślników "mimo, że ci, swoją niepunktualnością, arogancją i wygórowanymi żądaniami niejednego zniechęcają". Zwykle jednak odpowiedzi świadczyły o głębokim zrozumieniu akcji "samoobrony" przez czytelniczki ze sfer ziemiańsko - inteligenckich, czasem biadających szczerze nad ciemnotą ludu wiejskiego, który nieświadom swego narodowego zacofania masowo u Żyda kupuje. Józefa z Kowalskich Rubczyńska pisała : "Przeszkodą do zupełnego usunięcia żydów jest zbyt niski poziom umysłowy tutejszych mieszkańców". Jedynym sposobem jest dołożenie wszystkich starań do podniesienia oświaty ludowej.
Powyższe strachy wywołała być może "Gazeta Poranna...", która, jak zwykle błyskotliwie zdemaskowała kolejnego wroga narodu polskiego - kobietę. Na przełomie października i listopada opublikowała kilka tekstów dowodzących, że handel, a co za tym idzie i przemysł żydowski utrzymują się dzięki kobietom, które wszak dzierżą w swych rękach domowe gospodarstwa. Kupując u Żyda (skuszone niskimi cenami, o małoduszności!) działają na szkodę narodu.
Czyż takie argumenty mogły nie wprawić Matki-Polki w stan patriotycznego upojenia?

Kampania bojkotu szybko dowiodła, że kwestie gospodarcze są tylko pretekstem do ataku, wręcz wybuchu powszechnego żydożerstwa. W obowiązku oprotestowania żydowskiej dominacji poczuły się nawet emancypantki - Związek Równouprawnienia Kobiet wydał odezwę, nawołując kobiety, aby nie kierowały się "ideami abstrakcyjnemi lub uczuciami chorobliwemi, broniąc obcych i wyrządzając krzywdę swojakom".
W wydawanej przez Aleksandra Świętochowskiego "Kulturze Polskiej" dowodzono, że Żydzi to "szczury wędrowne". Dochodziło do sytuacji absurdalnych - w Sosnowcu redaktor miejscowej gazety, antysemickiej zresztą musiał tłumaczyć się publicznie z tego, że sfotografował się u żydowskiego fotografa. Tłumacząc się, pisał w gazecie, że rzeczywiście zamówił fotografię, ale przed bojkotem, na co dowodem sama fotografia, na której jest ostrzyżony "maszynką nr 0", obecnie zaś nosi długie włosy.

W prasie publikowano ogłoszenia - deklaracje aryjskości jak np. 26 XI "Kurier Warszawski" zamieścił ogłoszenie rosyjskiej firmy "N.L. Szustow i S-wie" która dementowała "wieści rozpowszechniane przez nieznane indywidua, usiłujące skompromitować w oczach społeczeństwa miejscowego naszą firmę" i prostując kłamstwa oświadczała: "1. Pracownicy biurowi naszego Oddziału Warszawskiego, jak również i robotnicy składają się wyłącznie z chrześcijan, a więc nie pracuje u nas nie tylko ani jeden litwak, lecz nawet ani jeden żyd - pochodzenie miejscowego. 2. W tym składzie osobistym pracowników firmy - są 23 osoby narodowości polskiej". Określenie "firma chrześcijańska" stało się zwykłym określeniem w ogłoszeniach, ogłaszali się w prasie właściciele chrześcijańskich sklepów bławatnych, o otwarciu sklepów w okresie świątecznym do godziny piątej wieczorem.
"GP2G" połączyła sprawnie interes narodowy ze swoim własnym. Wyspecjalizowała się drukowaniu ogromnej ilości reklam "handlu i przemysłu chrześcijańskiego". O metodach, stosowanych przez to pismo, świadczą perypetie rubryki "Maskarada żydowska". Dnia 14 listopada zdemaskowano "żydowskość" firmy Mieczysława Zylbermana, niedługo potem właściciel firmy napisał wyjaśnienie, iż firma jest polska i zatrudnia wyłącznie Polaków. Podobnie zdemaskowano wspomnianą firmę "Szustow" i wiele innych; przerażeni właściciele stawali na głowach, by redakcja potwierdziła ich "aryjskość". 28 XI na przykład pismo obwieściło, że zmieszana przedtem z błotem firma "Kinematograf 'Verona' - Krochmalna 46" (dokładny adres ukazywał się zawsze, gwarantowało to skuteczność donosu) jest w rzeczywistości własnością p. Anny Mańkowskiej, katoliczki. Redakcja zapewniała: "Przedstawiono nam na to dowody".
W grudniu znowu redakcja straszyła czytelników: "Nie wszyscy zapewne wiedzą, że handel pantoflami dla zmarłych znajduje się wyłącznie niemal w rękach żydów". Redakcja 23 listopada objawiła, iż Pani Kazimiera Doruchowska (a jakże, wszystko po nazwisku) sprzedała swój piękny majątek dwóm Żydom - Iwańczukowi i Bosakowi. Stało się to w guberni kaliskiej, w powiecie tureckim. Wreszcie 6 grudnia informując o zawieszeniu "Roli" wydrukowano list Szczepana Jeleńskiego, syna Jana, który z zadowoleniem stwierdzał, że idea "Roli" po latach 30 nareszcie zdobyła szturmem opinię polską. Idea odżydzenia kraju, unarodowienia przemysłu i handlu. Rzeczywiście, w potoku kłamstwa i zdziczenia, jakie wylewało się z łamów "GP2G" była to, wyjątkowo zupełna prawda.

O skutkach moralnych kampanii antyżydowskiej dobitnie świadczą zdarzenia w Wieluniu i Modrzejewie, kiedy w czasie pożaru domostw żydowskich okoliczna ludność odmówiła pomocy w gaszeniu. Akcję musieli podjąć rosyjscy strażnicy pograniczni wraz ze strażakami pobliskich pruskich miasteczek, którzy musieli przejść granicę. Akcja zakończyła się zresztą niepowodzeniem, domy wraz z właścicielami spłonęły.

Baudouin de Courtenay w opublikowanym w 1913 roku tekście "W kwestii żydowskiej" pisał: "Społeczeństwo znajduje się na równi pochyłej, prowadzącej w nieunikniony sposób do krwawych starć. Wprawdzie dzisiejsi menerowie bojkotu odżegnują się od pogromów i innych okrucieństw. Ale nie mogą chyba zaprzeczyć, że sami głoszą praktykowanie okrucieństw, bo ogładzanie i pozbawianie zarodków. Nie mogą zaprzeczyć, że skutkiem ich agitacji, której musi z natury rzeczy sekundować kontragitacja w obozie żydowskim, gromadzi się znaczny zapas zawziętości i mściwości, potęguje się nastrój pogromowy... Dość najlżejszej iskry, ażeby nastąpił wybuch brutalny."

Zbliżał się rok 1918.






* Sadowski Lesław " Polska inteligencja i jej ideowe dylematy na przełomie XIX i XX wieku ", 1988 PWN

 

 

RAPORT STUARTA SAMUELA

Listopad 1918. Wybucha wielka wojna Polski - katolickiej, europejskiej z barbarzyńskim Wschodem. Toczą się walki z Ukraińcami, a niedługo rozpoczną z bolszewikami. Osamotniona Polska - Chrystus Narodów, opuszczona przez zdradziecki Zachód,... i znów "krzepiąca wiedza że jesteśmy - sami". Entuzjazm narodowy i pogarda do obcych - okupantów musi się rozładować nie tylko na froncie. Winni wiekowej niewoli są bowiem na miejscu. Już 11 listopada wybucha pogrom w Kielcach, ginie 4 Żydów, rannych zostaje 250. Ich jedyną winą było zgromadzenie się w miejscowym teatrze, w celu "przedyskutowania swoich narodowych aspiracji". Przez Galicję przetacza się fala pogromów, z których największym będzie listopadowy pogrom we Lwowie.

11 listopada 1918 r. Louis Marshall, prezes American Jewish Committee i Julian W. Mack, prezes American Zionist Organization wystosowali list do sekretarza stanu USA Roberta Lansinga przedstawiający sytuację Żydów na terytorium Rumunii i Polski. Pisali, że lada moment spodziewane są pogromy, w Warszawie Żydzi atakowani są na ulicach, a ich sklepy demolowane i plądrowane. Jedynie międzynarodowa interwencja, zdaniem informatorów, mogłaby zaradzić najgorszemu.
16 listopada 1918 r. Ignacy Paderewski reprezentant Komitetu Narodowego Polskiego w liście do zastępcy sekretarza stanu USA U. Philipsa zaprzeczał możliwości wybuchu pogromów w Polsce, podkreślając, jakoby antypolska propaganda prowadzona przez środowiska żydowskie inspirowana była przez Niemców, i wspominając liczny udział Żydów w rewolucji bolszewickiej.

Pogromy, jakie miały miejsce w Polsce w latach 1918 - 19 wywołały tak wielkie wzburzenie na arenie międzynarodowej, że w roku 1919 brytyjski sekretarz stanu wysłał specjalną misję na czele z Stuartem Samuelem (bratem znanego brytyjskiego polityka Herberta Samuela). Misja miała złożyć rządowi brytyjskiemu miarodajny raport w sprawie fali pogromowej.
Stuart Samuel na czele misji wyruszył z Londynu do Polski na początku września 1919 r. i przebywał w kraju około trzech miesięcy. Na skutek wielkich śniegów i wstrzymania ruchu pociągów osobowych (ze względu na przewóz środków żywności) misja nie miała swobody dojazdu do innych, niż wymienione w raporcie miast. Raport potwierdza, że w Polsce w latach 1918 -19 miało miejsce szereg pogromów, które ściśle wiązały się z walką o niepodległość Polski.

Autor raportu przygotowanego dla odbiorcy brytyjskiego ma trudności z objaśnieniem polskiego znaczenia pojęcia "pogrom". W świecie zachodnim oznacza ono (skutek nagłośnienia rosyjskich pogromów z 1881 i początku XX w.) ekscesy organizowane przez władze, w Polsce zaś pogrom oznacza zwyczajnie spontaniczne ataki przeciw pewnej części ludności. Według Samuela pogromy, w "zachodnim" znaczeniu, zorganizowane przez czynniki oficjalne miały miejsce we Lwowie, w Wilnie i Lidzie. Masakra w Pińsku miała charakter morderstw wojskowych. W Krakowie i Łodzi władze, w miarę możności przeciwdziałały rozruchom.

Wg. raportu atmosferę, w której możliwe i tolerowane przez władze są pogromy tworzy kilka czynników. Powstające dopiero państwo polskie, organizujące dopiero służby administracyjne powierzyło sprawy bezpieczeństwa wewnętrznego tzw. żandarmerii polowej. Żandarmi rekrutują się z grup zupełnie nie nadających się do pełnienia tak odpowiedzialnej funkcji, sama zaś żandarmeria ma władzę nieograniczoną, z czego skrzętnie korzysta. Ludność żydowska nękana jest wciąż rewizjami, które zwykle oznaczają rabunek i bicie.

Administracja Polski jest w dużym stopniu improwizowana, a przez co nie kontroluje sytuacji, wyjątkiem jest tylko Galicja, posiadająca wyszkoloną kadrę urzędniczą.

Klimat antysemityzmu znakomicie aktywizuje akcja bojkotu, który zainicjowany został przez endecję w 1912 r. W czasie wojny (światowej) bojkot osłabł, lecz odżył z dawną siłą z chwilą jej zakończenia. Rząd oficjalnie deklaruje potępienie bojkotu, ale niejawnie czyni kroki, które dyskryminują Żydów. Tak np. usuwa się Żydów - urzędników, lekarze żydowscy nie mogą otrzymać posad w szpitalach, Żydzi nie są przyjmowani na posady urzędników pocztowych, kolejowych i nauczycieli szkół publicznych i uniwersytetów. W armii niewielu jest oficerów - Żydów. Ludność żydowska jest szykanowana przy dystrybucji żywności, która leży w kompetencjach niższych organów administracji.

Bojkot "na polu życia prywatnego, społecznego i handlowego" jest podsycany przez prasę, ale i przez powstające instytucje obywatelskie. We Lwowie istnieje np. sąd obywatelski, który wzywa osoby utrzymujące z Żydami stosunki handlowe do publicznego usprawiedliwienia ze swego postępowania. W prasie ukazują się ogłoszenia w żałobnej obwódce, informujące o sprzedaży mienia Żydom, z dokładnymi danymi osobistymi sprzedających i kupujących. Za bojkotem stoi popularna wśród Polaków idea, by przenieść w ręce polskie znaczny procent przedsiębiorstw żydowskich. Popularne są nie tylko postulaty ograniczenia własności żydowskiej, lecz i ograniczenia liczby samej ludności. Dla wielu celem bojkotu jest stworzenie Żydom warunków życiowych tak nieznośnych, że jedyną ucieczką przed nędzą będzie emigracja.

Niechęć do Żydów tłumaczy się także ich kontaktami z bolszewizmem. Samuel twierdzi, że według jego badań stopień "przesiąknięcia" bolszewizmem wśród Żydów można szacować na 10 %, co stanowi mniejszy udział procentowy, niż odpowiadałby ludności jako całości. O zainteresowaniach bolszewizmem można mówić w odniesieniu do młodszej generacji inteligencji żydowskiej, która nie znajdując, z wiadomych powodów drogi do uczciwej pracy okazuje skłonność do posłuchu hasłom bolszewickim. Gdyby jednak rząd polski zapewnił Żydom prawdziwą wolność, wydaliby z siebie najbardziej konserwatywną, prawomyślną i lojalną część społeczeństwa. Należy bowiem pamiętać, że Żydzi prawie w całości tworzą klasę średnią. Ponad nimi stoi arystokracja, poniżej chłopi, z tymi ostatnimi Żydzi mają nie najgorsze stosunki. Młodzież wiejska nie może czytać prasy (odpowiedzialnej za akcję antysemicką) i przed wstąpieniem do wojska tylko w małym stopniu zarażona jest antysemityzmem. Wśród polskich chłopów nie jest np. rzadkością poddawanie się sądom żydowskich rabinów.

Kończąc wstęp do raportu Samuel podkreśla, iż ataki na Żydów nie były niespodziewane, bowiem stale krążyły wieści, że Żydzi są wrogami całej reszty ludności, że wszystkie niepowodzenia należy przypisać ich wpływom. Pogromy według raportu zwykle rozpoczynały polskie oddziały wojskowe, zwykle ekscesy miały miejsce bezpośrednio po wyzwoleniu miejscowości z rąk obcych: Ukraińców czy bolszewików. Ludność cywilna często brała udział w pogromach, lecz Samuel nie ma wątpliwości, że gdyby dowódcy wojskowi utrzymali dyscyplinę "rozlew krwi byłby znacznie mniejszy i na Polsce nie ciążyłyby te zbrodnie, które - jak dotąd - nie uległy karze". Raport wymienia szereg miejscowości, które były miejscem największych ekscesów:

Lwów - miasto to zajmowały wojska ukraińskie w sile około 10 tysięcy ludzi. Dowódca polskiego oporu generał Mączyński zebrał armię ochotników i w części miasto zostało wyzwolone. W trakcie walk ludność żydowska uznała się za neutralną. Miasto zostało wyzwolone po interwencji wojsk generała Roji, pogrom wybuchł właśnie po zajęciu miasta przez wojska interwencyjne. Samuel pisze, iż ma dostateczne dowody na to, że żołnierzom przyrzeczono trzy dni swobodnego plądrowania w dzielnicy żydowskiej. Samuel przypuszcza, że żołnierzy walczących o wyzwolenie Lwowa z rąk ukraińskich "podniecało nieco stanowisko żydów, którzy odmówili im pomocy w walce". Pogrom trwał w dniach 21, 22, 23 listopada. Żołnierze podkładali ogień pod budynki zamieszkiwane przez Żydów, tych, którzy próbowali wydostać się z płomieni zabijali na ulicach. Spalono synagogę. Rezultatem 3 - dniowych zajść było 52 zabitych Żydów, 363 rannych i rabunek ogromnej ilości prywatnej własności. Żadnego z komendantów wojskowych odpowiedzialnych za pogrom nie ukarano.

Pińsk - w dniu 5 kwietnia 1919 zabito 35 Żydów. Zdarzyło się to 10 dni po wyzwoleniu miasta z rąk bolszewików. Tłem pogromu było spotkanie przedstawicieli miejscowych żydowskich stowarzyszeń spółdzielczych, które otrzymały zalecenie z rządowego Związku Stowarzyszeń Spółdzielczych do zjednoczenia pińskich spółdzielni żydowskich. Zebranie w tej sprawie odbyło się 5 kwietnia, wzięło w nim udział 150 osób. Komenda polska otrzymała informację o zgromadzeniu jako bolszewickim. Przybyli żołnierze aresztowali zgromadzonych. Zostali oni zaprowadzeni do komendy wojskowej, gdzie bez jakiegokolwiek śledztwa podjęto decyzję o rozstrzelaniu. Z ustawionego szeregu oficerowie według własnego uznania wybierali "niewinnych", resztę rozstrzelano. Rannych dobijano. Później grupę aresztowanych zmuszano go kopania sobie grobów, pozorowano rozstrzelanie. Innych aresztowanych bito rzemieniem. Grupa kobiet została rozebrana do naga, bito je i przykładano rewolwery do głów, grożąc zabiciem. Oficerów winnych masakry: majora Łuczyńskiego i porucznika Landsberga "ukarano" przesunięciem na inne stanowiska.

Lida - miasto, zajęte przez wojsko polskie w dniu 17 kwietnia 1919 stało się widownią masakry. Wojsko weszło do dzielnicy żydowskiej dokonując rabunków i zabijając 35 Żydów.

Wilno - masakra, która rozpoczęła się po zajęciu miasta przez wojsko polskie 19 kwietnia 1919 trwała trzy dni. W pogromie rozpoczętym przez żołnierzy, uczestniczyli także cywile - zabito 55 Żydów, rabowano domy i zbezczeszczono synagogę; działo się to mimo obecności w mieście Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. Po zajściach aresztowano 2 tysiące Żydów jako bolszewickich sympatyków, część z nich umieszczono w obozach internowania. W obozach aresztowanych "bolszewików" bito i głodzono.

Kraków i Łódź - w tych pogromach zdecydowanie interweniowały czynniki administracyjne, odnotowano tylko jedną ofiarę śmiertelną w Łodzi. Zniszczono i zrabowano znaczną ilość prywatnej własności, cywile i żołnierze brali udział w zajściach.

Słobódka - folwark leżący niedaleko wsi Leśna. Mieściła się tam szkoła rolnicza należąca do Żydowskiego Stowarzyszenia Kolonizacyjnego. 6 czerwca 1919 r, w okolicy przemieszczały się oddziały dywizji generała Żeligowskiego. Jeden z uczniów przyznał się pytającym go żołnierzom, że jest Żydem. Ci zaczęli go płazować szablami. Otrzymawszy ciężką ranę w rękę próbował uciekać. Gdy rzucił się na ziemię, goniący go na koniach żołnierze przejechali po nim. Udało mu się jednak uciec do gorzelni. Reszta uczniów została zapędzona do kuźni, gdzie żołnierze zastrzelili 3 z nich. Jednemu z uczniów poderżnięto gardło. Następnie, odnalazłszy rannego ucznia w gorzelni postrzelono go trzykrotnie, mimo tego przeżył.

W ogarniętej wojną Polsce Żydzi są ofiarami szykan np. w Bobrujsku wzięto Żydów prosto z synagogi, w dniu Pojednania i zmuszono ich do wywożenia gnoju ze stajni wojskowych i czyszczenia ulic. Żydzi także są obiektem "chuligańskiego humoru" - w pociągach i na stacjach kolejowych obdziera się Żydów z dobytku, obcina im się brody. Prawie wszystkie te ekscesy są dziełem żołnierzy jeżdżących kolejami. Wszelkie szykany, jakim są poddawani Żydzi tłumaczy się w wielu wypadkach żądaniami syjonistów uznania narodowości żydowskiej jako odrębnej niż polska. Uznaje się to za deklarację wrogości wobec Polski.

Kończąc raport Samuel szacuje liczbę zabitych w fali pogromów w latach 1918 - 19 na co najmniej 348. We wnioskach pisze o konieczności uchylenia przez polskie władze ograniczeń co do liczby Żydów, którzy mogą być dopuszczani na uniwersytety. Należy także ogłosić dekret uznający bojkot i jego propagandę za rzecz nielegalną. Co do praktyk w obozach internowania, Samuel zaleca zapewnić ludzkie traktowanie wszystkich internowanych i jak najszybsze postawienie ich pod sąd (internowani są więzieni bezprawnie). Oceniając postawy Polaków pisze: " Polacy są na ogół szlachetnymi naturami (!!!-AK) i jeśli obecne podjudzanie ze strony prasy spotka się z represją ze strony silnego rządu, będą żydzi mogli, jak w ciągu ostatnich 800 lat, żyć w dobrych stosunkach ze swoimi współobywatelami w Polsce".

Raport Samuela nie jest pełnym sprawozdaniem ze wszystkich zajść, do jakich doszło do końca 1919 r. Brak w nim informacji o pogromie w Częstochowie z 27 maja 1919 , gdzie zamordowano 5 Żydów, fali pogromowej w Galicji z końca 1918 r. kiedy co najmniej 25 Żydów zabito, brak wreszcie informacji o "wiosennej" fali pogromowej, jaka przeszła przez Polskę w 1919 r. - pogromy wybuchły w Galicji (m.in. Kolbuszowa - 7 maja, 8 zabitych Żydów ), Radomiu, Lublinie. W Kaliszu w dniach 9/10 marca 1919 r. w zajściach zabito dwóch Żydów, 8 sierpnia tegoż roku w Mińsku zabito 31 Żydów. Bez żadnej przesady można stwierdzić, że praktycznie każde skupisko Żydów w Polsce stało się widownią pogromu. "Uniesienie patriotyczne", które w latach 1918 - 20 w praktyce oznaczało szowinistyczny amok pogrążyło kraj w swoistej wojnie domowej. Żydzi postrzegani byli przez ogół, nie tylko ludzi niewykształconych, jako strona ofensywna w tej wojnie, każdy tajemniczy strzał, każda niejasna pogłoska, każde wyzwolenie z rąk obcych najmniejszej choćby mieściny kończyło się orgią podpaleń, gwałtów, tortur. Wiara we współpracę Żydów z wrogami (Niemcami, Ukraińcami, bolszewikami) była tak powszechna, że przeciwko pogromom ze strony polskiej elity intelektualnej, tak wrażliwej na swojską narodową krzywdę nie podniósł się żaden głos protestu.



* Sir Stuart M. Samuel "O pogromach w Polsce", Lwów 1920, Biblioteka Narodowa w Warszawie
* Radzik T. "Stosunki polsko-żydowskie w USA w latach 1918-1921", 1988 UMCS
* Wróbel P ."Listopadowe dni - 1918", 1988 PAX
* Stankiewicz Witold "Konflikty społeczne na wsi polskiej 1918-1920", PWN 1963
* Tomaszewski J. "Lwów, 22 listopada 1918" w: "Przegląd Historyczny" 1984, t.75, z.2








"INWAZJA BOLSZEWICKA A ŻYDZI"

Taki tytuł nosi zbiór dokumentów zebranych przez Narodowy Klub Żydowski i wydany w 1921 r. w Warszawie. Dokumenty dotyczą zasadniczo jednego miesiąca 1920 r. - sierpnia, miesiąca polskiej kontrofensywy. Wszystkich wymienionych ekscesów dopuściło się polskie wojsko.

Dokumenty informują, iż wojska polskie, przyzwyczajone do bezkarności ekscesów antyżydowskich przez półtora roku wszędzie prawie splamiły się morderstwami, gwałtami i rabunkami, dokonywanymi na ludności żydowskiej. W Siedlcach zabranych za miasto Żydów po obrabowaniu mordowano, zabito 7 Żydów, wśród nich 65-letniego starca Rychtera. W okolicy Siedlec, po wsiach i drogach zamordowano kilkunastu Żydów, w samym mieście zgwałcono kilka żydowskich dziewcząt.
We wsi Zbuczynie kazano w synagodze rwać Żydom własnymi rękami rodały, potem bito ich i kazano zlizywać nawzajem krew z twarzy. W Mordach zamordowano jednego Żyda i zgwałcono kilka żydowskich kobiet. W Drohiczynie wpędzono Żydów do rzeki i około 15 zastrzelono, pozostałym darowano życie, ale wezwano okolicznych chłopów, aby ich bili. W Łosicach grabiono 4 dni, zgwałcono wiele dziewcząt żydowskich, rabujących zaś żołnierzy rozpędził jakiś oficer, gniewający się głośno, że pozwolono żołnierzom rabować tylko w ciągu 24 godzin, a trwa to już dłużej; miejscowa policja znęcała się nad szukającymi u niej opieki Żydami.

W Wyszkowie po wyzwoleniu urządzono "sąd nad bolszewikami". Około 200 Żydów spędzono do miejskiego parku, tam też zgromadzono ludność miasta i nastąpiła "identyfikacja bolszewików". Przyniesiono z magistratu stoły, przy których zasiedli sekretarz sądu gminnego i dwóch oficerów. Żołnierze i cywile utworzyli szpaler przez który musiał przejść każdy rozpoznany jako bolszewik Żyd, bito nahajkami, kijami, drutami z przywiązanymi do nich kamieniami, kolbami karabinów. Przy stole Żydów rozbierano do koszuli i kazano wchodzić na stół i wołać: "Niech żyje Polska. Niech zdechnie rabin". Następnie przewracano ich ze stołu i zmuszano do ponownego przejścia przez szpaler. Czyniono tak wiele razy, podczas egzekucji wielu Żydów traciło przytomność. Przed egzekucją żołnierze i policjanci zwoływali ludność cywilną Wyszkowa na "zabawę". W sądzie uczestniczył burmistrz miasta, lekarz miejski, dwóch księży i wiele osób z miejscowej inteligencji. Żydzi zostali następnie aresztowani, ale spisujący relację dnia 29 sierpnia spodziewał się prawdopodobnego uwolnienia większej części "bolszewików".

W Garwolinie rozstrzelano bez sądu jednego Żyda, w Łaskarzewie Żydówkę. W Łącku pod Płockiem zamordowano bez sądu 2 Żydów. Pod Łukowem żołnierze rozstrzelali bez sądu powracających z Międzyrzecza 12 Żydów, którym przed śmiercią kazano wykopać dla siebie groby, w samym Łukowie pogrom trwał dwa dni, oficerowie nie interweniowali zezwalając żołnierzom na ekscesy, w czasie rozruchów 17 sierpnia do miasta przybył Wódz Naczelny Józef Piłsudski. Delegacja żydowska, próbująca interweniować nie została do Piłsudskiego dopuszczona. W Jagodnem w ten sposób zamordowano 3 Żydów, w Dziewulach za wskazówką miejscowego dróżnika, zastrzelono jednego Żyda.

W Otwocku jeszcze do 12 września dzień w dzień żołnierze gwałcili dziewczęta żydowskie. W Gliniankach w obecności oficera żołnierze rozstrzelali bez sądu 12 starszych Żydów, znęcając się nad nimi przed zabójstwem, trupy tratowano końmi; zgwałcono też kilka Żydówek. W Komarowie powieszono Żyda, w Małkini rozstrzelano bez sądu 6 Żydów, także gwałcono Żydówki. W okolicach Sokołowa żołnierze rozstrzelali około 30 Żydów. W Boimiu pod Kałuszynem rozstrzelano 16 Żydów, karząc im wykopać dla siebie groby, 17 - go zabito rozpłatawszy czaszkę łopatą; niedaleko, we wsi Mikusy zabito 3 Żydów. W Różanie zamordowano około 30 Żydów, znęcano się nad innymi, nagich wrzucano do lodowni. W Wysokiem Mazowieckiem, skąd żydowski oddział zbrojny wyparł bolszewików tracąc 13 ludzi, bito i znęcano się nad członkami tego oddziału, którzy dostali się do niewoli bolszewickiej i z niej uciekli.

W Chorzelach po wyzwoleniu miasta z rąk wroga polscy żołnierze postanowili zemścić się za zamordowanie przez bolszewików polskich jeńców. Zamordowano od razu 2 Żydów, wykłuwszy im uprzednio oczy, następnie obcięto im języki, cięto ciała w kawałki, w końcu, zlitowawszy się nad nimi, zastrzelono. W Zarębiu zabito 6 Żydów. 31 sierpnia po wyzwoleniu Mławy aresztowano 7 Żydów, których rozstrzelali żołnierze, wbrew rozkazowi oficera. W Białej, po wyzwoleniu zastrzelono 2 przypadkowych Żydów, za miastem zabito 6 Żydów.

Pogrom w Białymstoku rozpoczął się dzień po zajęciu miasta przez wojsko polskie. W dniach 23, 24 i 25 sierpnia prawie na wszystkich ulicach miasta trwały rabunki i bicie Żydów. Zabito dwie osoby, setki zostało rannych. W grabieżach, prócz żołnierzy brała udział polska ludność cywilna.

Dokumenty mówią także o oficjalnej "polityce prześladowań Żydów uprawianej przez rząd", jak to określają w wystąpieniu poselskim 24 września 1920 r. posłowie Grunbaum, Farbstein i Hartglas. Władze szeregu miast prowincjonalnych poczyniły aresztowania wśród działaczy żydowskich, niezależnie od ich przekonań. Internowano zarówno komunistów, jak i socjalistów, syjonistów i bezpartyjnych. W trybie administracyjnym rozwiązuje się rozmaite żydowskie zrzeszenia kulturalne i ekonomiczne. Powstałemu żydowskiemu Komitetowi Obrony Państwa stawiano trudności, kwestionowano prawo funkcjonowania jako odrębnej instytucji, sanitariuszkom żydowskim odmawiano przyjęcia na służbę do Czerwonego Krzyża, zdarzały się przypadki odmowy przyjęcia Żydów - ochotników do armii.

Ministerstwo Spraw Wojskowych zażądało od podwładnych sobie organów, by w kancelariach nie pracowało więcej niż 5 % Żydów. Jednocześnie zostało wydane rozporządzenie o utworzeniu obozu dla żydowskich żołnierzy w Jabłonnie. Nakazano wszystkim formacjom wojskowym, poza frontowymi by wyeliminowały ze swych szeregów i przesłały do obozu wszystkich Żydów - żołnierzy. Dnia 13 sierpnia 1920 r. rozpoczęło się wykonywanie zarządzenia, w obozie skoncentrowano nie tylko żołnierzy z poboru, ale także ochotników, nawet byłych legionistów, którzy już przeszli w swoim czasie Szczypiornę, którzy mieli odznaczenia za obronę Lwowa. Żołnierzy traktowano źle, przez kilka dni pozbawieni byli wyżywienia; w obozie wartownikami byli poznańczycy, którzy brutalnie obchodzili się z internowanymi, skutkiem czego były przypadki ciężkiego pobicia.
Po czterech tygodniach zdołano, po długich staraniach uzyskać likwidację obozu, internowanych zesłano do innych okręgów wojskowych, gdzie traktowano ich jako winnych wykroczeń wojskowych.

Pośród dokumentów znaleźć można ulotki, drukowane w drukarni "Żołnierza Polskiego", skierowane do żołnierzy. W ulotce "Żołnierze Czerwonej Armii" wzywa się żołnierzy bolszewickich do poddania i wskazuje winnych wojny - Żydów-komisarzy. Przeciwnikiem polskiej armii nie są prości żołnierze, lecz zaborcy - komisarze - Żydzi. Ulotka kończy się :"Niech żyje wolność - precz z żydowskim oszustwem".
Drukowane są także i rozdawane ochotnikom, broszury, w których bolszewicy narysowani są w postaci Żydów, a jedynym imieniem bolszewików jest "Aronek".
Odezwa "Ludu Polski" podpisana przez generała Sikorskiego zaczyna się od słów: "Bolszewickie bandy moskiewskie pod dowództwem żydowskich komisarzy ośmieliły się wkroczyć w granice Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej".

Zbiór dokumentów "Inwazja bolszewicka a Żydzi" nie obejmuje wydarzeń całego roku 1920, nie ma np. informacji o październikowym pogromie w Wilnie.

O ile pogromy z lat 1918-19 są dość dobrze znane z powodu przybycia do Polski kilku komisji międzynarodowych, mających wyjaśnić ich rozmiary, to pogromy z 1920 roku znane są już zdecydowanie mniej. Komisje powoływano z racji trwania konferencji wersalskiej, na której organizacje żydowskie miały swój głos. W roku 1920 nie istniał podobny kontekst międzynarodowy, Żydzi umierali w ciszy. O rzeziach nikt już nie chciał słyszeć.

Tytułem komentarza do powyższych opisów niech będzie wspomnienie o artykule Antoniego Słonimskiego "O drażliwości Żydów" zamieszczonym 31 VIII 1924 r. w "Wiadomościach Literackich". W tekście tym autor błyskotliwie udowadnia, że Żydzi mają być głęboko przekonani o wyższości własnego narodu i dlatego są przewrażliwieni, nie znoszą jakiejkolwiek krytyki. Każdy przytyk, każdy antysemicki atak natychmiast jest odnotowany i informacja o nim jest rozsyłana do agencji światowych. Gdy ktoś powie jakąś nieprzyjemną prawdę o Żydach, zostanie niemal ukamienowany na miejscu. "Zwłaszcza jeśli to powie właśnie Żyd, który, zdawałoby się, ma największe prawo do krytykowania swego narodu [...]. Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić [...]".

Tekst ten Słonimski napisał 4 lata po fali brutalnych masowych zbrodni dokonanych przez Polaków na Żydach, zbrodni, które w ówczesnym klimacie agresywnego nacjonalizmu nie były wcale piętnowane, lecz przeciwnie - tolerowane. Cynizm tego aktu jest oczywisty, miał być on ceną za uznanie Polakiem człowieka o nazbyt semickich rysach twarzy. Cynizm nie na wiele się zdał, prawdziwi Polacy i tak mieli pana Antoniego za żydłaka.

Czy w Polsce międzywojennej istniało poczucie winy za pogromy z czasu wojny o niepodległość?
Istniała świadomość winy Żydów.




* "Inwazja bolszewicka a Żydzi. Zbiór dokumentów. Zeszyt I", Warszawa 1921, Narodowy Klub Żydowskich Posłów Sejmowych przy Tymczasowej Radzie Narodowej, Biblioteka Narodowa, Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego







POGROM WIELKANOCNY

Na początku okupacji Warszawy w 1939 roku na ulicach miasta dokonywały się akty terroru niemieckiego przeciwko ludności żydowskiej. Niemcy dokonywali bezprawnych konfiskat mienia, przypadki bicia Żydów spotykały się z entuzjazmem motłochu. Po pewnym czasie akty agresji niemieckiej i towarzyszącej jej agresji polskiej ludności cywilnej na przełomie 1939/40 roku nabrały charakteru fali pogromowej, jak określa Izrael Gutman w pracy "Żydzi warszawscy 1939 - 1943".

2 stycznia 1940 r. Ch. Kapłan pisał: "W ostatnich dniach nie ustają napaści na Żydów, w dziennym świetle, w publicznych miejscach. Okupant przymyka oczy".
E. Ringelblum w pracy "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej. Uwagi i spostrzeżenia" pisze wręcz o polsko-niemieckiej współpracy. Niemiecki rabunek był zwykle dokonywany przy entuzjazmie polskiego tłumu, zaś po kradzieży do sklepów wdzierali się Polacy - "gawiedź uliczna, która sklep taki oczyszczała do cna".
W czasie zimy 1939/40 napady Polaków i Niemców na Żydów stały się powszechne. Ringelblum, sam będąc świadkiem i ofiarą ataków tak opisywał ulice warszawskie codziennie będące widownią aktów terroru: "Dla Niemców Żydzi w kapotach, z brodami, byli niezwykłą atrakcją. Byli specjaliści, którzy zatrzymywali ortodoksyjnych Żydów i obcinali im brody nożyczkami, częściej obrzynali brody nożami wraz z kawałkami mięsa. Za przykładem Niemców poszła miejscowa łobuzeria, która śmiechem i wyciem dodawała ducha niemieckim pobratymcom po nożu do "kulturalnego" dzieła cywilizowania Żydów. Role były czasem podzielone. Polak wyszukiwał brodacza, Niemiec zatrzymywał go, Polak go przytrzymywał, podczas gdy Niemiec mu obcinał lub obrzynał brodę. Za przykładem Niemców antysemici polscy zatrzymywali przechodniów żydowskich i bili ich niemiłosiernie. W obawie przed "porządnymi" Niemcami, którzy stawali czasem w obronie Żydów, chuliganeria musiała w dzień ograniczyć swoje wyczyny. Wieczór za to był ich niepodzielną domeną. Wtedy hulali bezkarnie. Były ulice, na których nie wolno się było Żydowi pokazać, o ile nie chciał powrócić do domu pobity do krwi, obrabowany z pieniędzy, a nawet z odzieży".

Ringelblum datuje nasilenie się ataków już na luty, jednak prawdziwy, wielodniowy pogrom wybuchł w marcu 1940 roku. Zgodnie z wielowiekową tradycją chrześcijańską, w dniu obchodzonej w milczeniu i smutku śmierci Chrystusa, w Wielki Piątek 22 marca. Tłum dokonywał napadów na sklepy żydowskie w wielu dzielnicach warszawskich. Pogrom prowadzony był pod kierunkiem Niemców; Ringelblum opisując pogrom na ulicy Grzybowskiej wymienia wśród polskiego tłumu niemieckich żołnierzy, lotników strzelających na wiwat przy wtórze polskich okrzyków: "Niech żyje wolna Polska bez Żydów".

Pogrom przypominał "Kristallnacht" - tłum wybijał szyby w żydowskich sklepach, oznaczonych wcześniej gwiazdami Dawida, sklepy rabowano, spotkanych po drodze Żydów bito do nieprzytomności. Pogrom trwał kilka dni, w czasie których Niemcy nie interweniowali. Dokonał się w zupełnej ciszy, Polska Podziemna milczała.

W "Kronice getta warszawskiego" Ringelblum daje taki obraz pogromu: "Począwszy od piątku (22) marca do dzisiaj, czwartku 28 marca, miały miejsce ekscesy przeciwko Żydom na wszystkich prawie ulicach żydowskich, w szczególności zaś na ulicach graniczących z żydowskim gettem, na Lesznie, Rymarskiej, Żabiej, placu Bankowym, Granicznej, placu Żelaznej Bramy (onegdaj odbył się tam wiec, na którym wznoszono antyżydowskie okrzyki) Grzybowskiej, Rynkowej, Żelaznej, Chłodnej, Mazowieckiej i innych. Wszędzie ograbiono żydowskie sklepy (mówią, że na Niecałej także polskie, nie słyszałem o takich wypadkach w innych stronach). Rabowano kramy, wyłamywano największe żelazne sztaby. W pierwszych dniach zadowalali się tłuczeniem szyb, potem zaczęli rabować. Dziś grabili na Karmelickiej, Franciszkańskiej. Doszło tam do formalnej bitwy między Żydami i chuliganami. Podobno został tam zabity chrześcijanin".

Ludwik Landau w "Kronice lat wojny i okupacji" będącej zapisem codziennych wydarzeń w Generalnym Gubernatorstwie relacjonuje pogrom marcowy szczegółowo.

"Dnia 24 marca 1940 r. - Święta zaznaczyły się zwiększoną liczbą wypadków napadów wyrostków w dzielnicy żydowskiej - napadów połączonych z biciem noszących opaski przechodniów, ale mających jako cel istotny po prostu rabunek.

Dnia 27 marca 1940 r. - Zajścia antyżydowskie nie skończyły się, wczoraj, dziś znowu te same bandy w różnych okolicach miasta grabiły sklepy. Bandzie zupełnie małych chłopców przewodził podobno jakiś starszy młodzieniec, student czy coś w tym rodzaju. Niektórzy z obserwatorów tych wypadków twierdzą, że widzieli w pobliżu auto niemieckie, obserwujące przebieg awantur. Podobno organizatorem tych band jest jakieś wyspecjalizowane w akcji antysemickiej stowarzyszenie "Atak", zupełnie wyraźnie zresztą faworyzowane przez Niemców, jak świadczą napisy na kolportowanych przez nie tabliczkach dla sklepów, wzywających do bojkotowania Żydów.

Dnia 28 marca 1940 r. - Sprawa, która wysunęła się teraz w Warszawie na plan pierwszy, to sprawa zajść antyżydowskich. Rozwinęły się one w wielkich rozmiarach, tak że ludność żydowska żyje znów w strachu i w głównych dzielnicach żydowskich boi się pokazywać na ulicy. Rabowane są zwłaszcza sklepy - wybijane szyby, niszczone urządzenia, a przede wszystkim grabione towary; ale obok nich ofiarą napadów padają i mieszkania, tym częściej zaś przechodnie, którzy, rozpoznawani po opaskach, są bici i obrabowywani. Wszystkiego tego dokonywają bandy włóczące się po całym mieście, zarówno w dzielnicach żydowskich, jak i w śródmieściu: na Franciszkańskiej, na Lesznie, na Marszałkowskiej, na Powiślu, na Pradze. Bandy dochodzą do siły 500 ludzi, przeważnie młodych wyrostków i różnych szumowin. Inscenizowanie tych zajść przez Niemców staje się coraz wyraźniejsze. Powszechnie obserwowane jest robienie przez Niemców, wcale się z tym nie kryjących, zdjęć fotograficznych i filmowych; zdarza się, że z początku przyjeżdża auto niemieckie, wychodzą z niego operatorzy filmowi i potem dopiero zjawia się tłum rabusiów. Do udziału w akcji wzięto też polskich policjantów: podobno w jakimś punkcie policjant kazał otworzyć zamknięty sklep, po czym zwrócił się do czekającego tłumu, aby brać co się chce; w każdym razie nie zdarzyło się, aby gdziekolwiek policja interweniowała. Tak samo zresztą policja niemiecka przygląda się spokojnie akcji: tłum z jakichś 500 osób, kierując się na Pragę, przeszedł spokojnie koło pałacu Blanka, siedziby niemieckiego prezydenta Warszawy [...]. Wypadki te zresztą odbywają się nie tylko w Warszawie, ale i różnych miastach prowincjonalnych.

Dnia 29 marca 1940 r. - Jeden ciąg wypadków - to zajścia antyżydowskie. Trwają one dalej i przybierają coraz groźniejsze rozmiary. Sklepy w dzielnicach żydowskich są porozbijane na miazgę - tak że trudno się zorientować, że w ogóle w tym miejscu był sklep. Jest wielu poranionych, są podobno i zabici - w każdym razie jest zabity jakiś chłopiec-chrześcijanin z grupy napastników, ugodzony kamieniem gdzieś na Franciszkańskiej czy Bonifraterskiej. Gmina Żydowska była przez kilka godzin oblegana przez ogromny tłum, tak że pracownicy gminy mogli wyjść z jej biur dopiero pod opieką żandarmów niemieckich. Tak więc działanie Niemców jako obrońców Żydów przed polską ludnością chrześcijańską już się zaczęło. Także w innych miejscach były podobno wypadki wystąpień niemieckich przeciw bandom przez nich samych zorganizowanym - wystąpień połączonych z niemiłosiernym biciem. I te wystąpienia były fotografowane - jako akcja Niemców w obronie ładu (policjanci polscy w paru, rzadkich zresztą wypadkach, gdy chcieli interweniować, byli pobici przez niemieckich policjantów, przeważnie co prawda policja okazywała dla "pogromców Żydów" całą swą sympatię )".

Naoczny świadek pogromu wielkanocnego złożył po latach w Palestynie zeznanie: "Pogrom dokonany na Żydach w Warszawie w dniach świąt Pesach, trwał około 8 dni. Pogromu dokonał tłum chuliganów, którego liczebność dochodziła do tysiąca. Na ulicach pojawili się nagle. Nikt ich razem nie widział ani przedtem, ani potem. Byli to prawdopodobnie lekkomyślni i nieodpowiedzialni młodzi ludzie, którzy zeszli się specjalnie w tym celu ze wszystkich ulic miasta... W większości wypadków działali sami, ale zdarzało się również, że niemieccy żołnierze przyłączali się do tych ekscesów".

Pod datą 27 marca 1940 r. Ringelblum notuje: "Mówią, że wystąpiono przeciwko smutnym wydarzeniom. W Krakowie wypadki te trwały cały dzień. Interweniowano u dowódcy SS Krugera, i dzięki temu ukrócono ekscesy. Aresztowano niejakiego Puławskiego, który miał pono coś wspólnego z tymi zajściami".

W listopadzie 1940 roku Niemcy na trwałe powstrzymali możliwość ponawiania się awantur ulicznych, warszawskie getto zostało zamknięte.

Kilka słów wyjaśnienia co politycznego kontekstu pogromu wielkanocnego, bo istniał taki. Na przełomie września i października sam Hitler wspominał o możliwości stworzenia niewielkiego, 8-10 milionowego państewka polskiego, tworu podobnego do czeskiego protektoratu.
Niemieckie koła wojskowe w 1939 r. rozpoczęły rozmowy sondażowe w sprawie utworzenia rządu. Rozmowy powyższe przeciągnęły się do początku 1940 r. Sondaże przeprowadzono wśród znanych polityków ludowych - Witosa, Rataja i konserwatystów - prof. Estreichera. Rozmowy nic nie dały.
Na początku listopada 1939 r. Hitler zdecydował, że Rzesza zatrzyma utworzoną 26 X 1939 r. Generalną Gubernię, a nie jak poprzednio planowano tylko pozostawi GG w strefie wpływów niemieckich. Polskie warstwy kierownicze miały być likwidowane.
Mimo tego jeszcze na początku 1940 r. niektóre koła polskie żywiły złudzenia co możliwości porozumienia z Niemcami. O najpoważniejszej próbie oferty kolaboracji pisze Antoni Dudek w biografii Bolesława Piaseckiego.
W październiku 1939 r. w Warszawie powstała organizacja NOR - Narodowa Organizacja Radykalna. Organizację tworzyły różne środowiska. Przywódca NOR Andrzej Świetlicki i wielu innych jej członków związanych było przed wojną z ONR-Falangą. Udział przywódcy ONR Bolesława Piaseckiego w NOR jest prawdopodobny, choć nie został całkowicie potwierdzony.
W NOR znaleźli się także przedwojenni sympatycy narodowego socjalizmu, członkowie Polskiego Towarzystwa Kultury i Oświaty Robotniczej "Pochodnia" - Erazm Samborski i Podgórski oraz germanofile - Władysław Studnicki, Pułaski, Zygmunt Cybichowski i ksiądz Stanisław Trzeciak.
Program NOR znany jest w niewielkim stopniu - NOR uznawał straty ziem zajętych przez Niemców (Pomorze, Poznańskie i Śląsk) za możliwe do zaakceptowania, pod warunkiem uzyskania rekompensat na Wschodzie. Polska miała utworzyć armię, która u boku Niemiec walczyć miała z ZSRR. Funduszy potrzebnych na wystawienie armii i odbudowę przyszłego państwa polskiego dostarczyć miała konfiskata mienia żydowskiego.

NOR korzystał z opieki niemieckich kół wojskowych, ale po likwidacji wojskowej administracji na terenach okupowanych i przejęciu kontroli przez Gestapo NOR musiał się czuć mniej pewnie.
Być może pogrom wielkanocny miał być próbą zdobycia wiarygodności u Niemców. Próba ta całkowicie zawiodła, w kwietniu 1940 r. Hitler zabronił niemieckiemu dowództwu mieszania się w problemy polityczne na zajętych terenach. W marcu 1940 r, Hitler zalecał gubernatorowi Frankowi poddanie Wschodu kontroli i utrzymania całkowitego spokoju, w związku z sytuacją na Zachodzie. Te i wcześniejsze decyzje fuhrera co do przyszłości GG całkowicie uniemożliwiały dalsze istnienie NOR. Zajścia oczywiście musiały być uzgadniane z władzami niemieckimi, ale byli to najwyraźniej niscy rangą funkcjonariusze. O tym, że wyższe władze niemieckie zostały zaskoczone pogromem dowodzi sposób jego zakończenia. W ostatnim dniu pogromu 29 marca 1940 r. Niemcy rozpoczęli akcję AB, likwidacji polskiej elity. Przy tej okazji dokonali aresztowań wśród przywódców NOR, Andrzej Świetlicki, Tadeusz Lipkowski i Wojciech Kwasieborski zostali zamordowani w czerwcu 1940 r.

Najbardziej może absurdalnym epizodem związanym z historią NOR była...próba wywołania kolejnego pogromu w Warszawie 5 lipca 1940 r. NOR-owcy przeszli wtedy przez stolicę w pochodzie, wznosząc okrzyki: "Precz z żydokomuną i Stalinem", "Niech żyje Hitler". Żydów bito i rabowano sklepy.
Mord na przywódcach, masowe zbrodnie w Palmirach - nawet to nie powstrzymało NOR przed kolejnymi ekscesami.
Cóż jednak stałoby się, gdyby Niemcy przyjęli ofertę NOR? Czy udałoby się uaktywnić "oficjalnie", we współpracy z Niemcami zasobów polskiego antysemityzmu? Na szczęście Adolf Hitler zwolnił nas z konieczności zadawania sobie takich pytań.

Całą sprawę podsumował 21 czerwca 1940 r. "Biuletyn Informacyjny": "Już w parę miesięcy po okupacji przez Niemców Warszawy pojawiły się za strony niepoczytalnych jednostek społeczeństwa polskiego próby nawiązania kontaktu z okupantem (akcja samodzielna Studnickiego, tworzenie organizacji Radykalno - Narodowej - z Cybichowskim, ks. Trzeciakiem, Podgórskim, mjr. Pułaskim, Świetlickim etc., tym ostatnim poczynaniom patronowało jak wiadomo Gestapo). Byliśmy świadkami wystąpień pogromowych antyżydowskich, wydawania ulotek etc. Od prawie dwóch miesięcy - wszystko to ucichło i zamarło. Były jakieś aresztowania wśród kierowników partii Radykalno - Narodowej. Jak się zdaje - obie strony rozczarowały się do siebie".

Pewną wskazówką dla zrozumienia nastrojów okupacyjnej Polski są fakty podane przez Jana Tomasza Grossa w artykule "Ten jest z Ojczyzny mojej..". w "Aneksie" nr. 41/42 z roku 1986. Jan Karski wiosną 1940 r. przebywał we Francji i złożył tam generałowi Sikorskiemu raport o losie Żydów w kraju. Raport ten zawierał opinię, iż Niemcom udało się znaleźć wąską platformę porozumienia "z dużą częścią polskiego społeczeństwa" w kwestii postępowania wobec Żydów. Konkluzja ta była tak szokująca, że sporządzając raport oficjalny dla aliantów rząd sfałszował raport Karskiego. Uznano, że informacje o antysemickich nastrojach w Polsce zaszkodzą polskim interesom.

25 września 1941 r. dowódca Armii Krajowej, generał Stefan Rowecki - Grot meldował Londynowi: "Melduję, że wszystkie oświadczenia i posunięcia Rządu i członków Rady Narodowej dotyczące Żydów w Polsce, wywołują w Kraju jak najgorsze wrażenie i znakomicie ułatwiają propagandę Rządowi nieprzychylną lub wrogą. Tak było z "Dniem Żydowstwa" i przemówieniem Szwarcenberga, nominacją Liebermana i życzeniami na żydowski nowy rok. Proszę przyjąć jako fakt zupełnie realny, że przygniatająca większość kraju jest nastrojona antysemicko. Nawet socjaliści nie są tu wyjątkiem. Różnice dotyczą tylko taktyki postępowania. Zalecających naśladowanie metod niemieckich prawie nie ma. Nawet tajne organizacje pozostające pod wpływem przedwojennych aktywistów Klubów Demokratycznych lub Polskiej Partii Socjalistycznej, akceptują postulat emigracji jako rozwiązanie problemu żydowskiego. Jest to dla wszystkich równie oczywiste, jak, na przykład, konieczność usunięcia z kraju Niemców... Antysemityzm jest obecnie postawą szeroko rozpowszechnioną ".

Dnia 28 grudnia 1939 r. Ludwik Landau zapisał w swej "Kronice..." : "Zajścia jakieś były w Częstochowie: gazeta warszawska podaje wiadomość, że chłopcy polscy spalili synagogę i że za to ukarano zarówno Polaków, jak i Żydów zakazem wychodzenia po godzinie 19 względnie 18 i zakazem sprzedaży wódki; jaki był istotny przebieg zajść, trudno się z tego domyślić".

W czasie pierwszych dni inwazji niemieckiej na ZSRR doszło do przeszło 50 pogromów, w których padły ofiary śmiertelne. Pogromów głównie dokonywali Ukraińcy, ale wiele zbrodni obciąża Polaków - fala pogromów przeszła przez ziemie białostockie i łomżyńskie. Dane na temat ofiar śmiertelnych mogą być zawyżone, profesjonalne badania nad tymi wypadkami dopiero się rozpoczęły, niemniej wymienić należy pogromy w Jedwabnem (ok. 1600 zabitych), w Jasionówce (74 zabitych), w Szczuczynie (300 zabitych), w Wąsoszu Grajewskim (1000 zabitych), w Radziłowie (1500 zabitych), w Rajgrodzie (100 zabitych), w Kolnie (30 zabitych), w Goniądzu (217 zabitych).
Pogromy, w których nie było śmiertelnych ofiar, a tylko ranni liczy się na co najmniej 20, w Białymstoku, Stanisławowie i Stołopcach dokonali ich Polacy i Białorusini, w Grodnie Polacy z Litwinami, w Tykocinach sami Polacy.

Najtragiczniejszym z fali pogromów z 1941 r. był pogrom we Lwowie dokonany w dniach między 30 VI a 3 VII 1941 r. zabito wtedy 4 tys. Żydów; w pogromie obok Ukraińców i Niemców brali udział Polacy.

Ile było podobnych "zajść" w okupowanej Polsce można się tylko domyślać, polscy historycy bowiem na "antygoizm" (takiego epitetu użył znany historyk na określenie tekstu Michała Cichego o mordach, jakich dokonywali powstańcy warszawscy na Żydach) nie cierpią. Nie ma odważnych, którzy poważyliby się oświetlić strefę mroku. Kiedy wreszcie nasi historycy łaskawie wyjaśnią udział polskiej ludności przy akcji likwidowania gett przez Niemców?
Milczą wszyscy, prócz naszych wspaniałych moralistów - intelektualistów. Mamy przecież wspaniały wierszyk Miłosza o karuzeli, która kręciła się w dniach likwidacji getta warszawskiego. Ta sama karuzela wywołała prawdziwy wstrząs moralny w duszy zawodowego moralnego autorytetu - Andrzeja Szczypiorskiego...
Likwidacja getta zbiegła się z Wielkim Tygodniem, pogrom z 1940 r. też. Ale karuzela jako symbol polskiej winy jest alegorią o wiele strawniejszą, niż obraz tłumu mordującego wraz z niemieckimi żołnierzami Żydów. O pogromie wielkanocnym nikt nie napisał wiersza, i nie napisze nigdy.




* Landau L. "Kronika lat wojny i okupacji", 1962 PWN
* Dudek A. "Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej", 1990 Londyn
* Szarota T. "Zajścia antyżydowskie i pogromy w okupowanej Europie" w: "Holocaust z perspektywy półwiecza" ŻIH 1993 Warszawa
* Ringelblum E. "Kronika getta warszawskiego wrzesień 1939 - styczeń 1943", 1983 Warszawa
* Gutman Y. "Żydzi warszawscy 1939-1943: getto - podziemie - walka", 1993 Warszawa
* Ringelblum E. "Stosunki polsko-żydowskie w czasie drugiej wojny światowej: uwagi i spostrzeżenia", Czytelnik 1988
* Madajczyk Cz. "Generalna Gubernia w planach hitlerowskich. Studia", PWN 1961

 

 

MECHANIZM OBRONNY

 

Polska opinia skonfrontowana została z zarzutami o dokonywanie pogromów po raz pierwszy w trakcie i bezpośrednio po wojnie o niepodległość. W latach 1918-20 doszło do szeregu ekscesów i zabójstw, informacje o nich ze względu na pewien międzynarodowy wydźwięk przeniknęły w pewnym ograniczonym stopniu do polskiej świadomości.
Reakcja na owe zarzuty była zawsze identyczna. Żydzi - ofiary pogromów, w percepcji polskiej stawali się Żydami - oprawcami Polski Niepodległej. Taka interpretacja miała za swój rdzeń stereotyp romantyczny. Jeśli bowiem w świadomości narodowej od wieku dramat Polski sprowadzał się do cierpienia walczącej o niepodległość Polski i nieustannego odpierania ataku nieprzyjaciół (pamiętajmy o tym, że w "Księgach Narodu i Pielgrzymstwa" Mickiewicza wrogami są również Francja i Anglia) to w chwili realnego ziszczenia się romantycznych marzeń podobny schemat interpretacji sytuacji Polski musiał być i był powszechny. Skoro a priori romantyczna przecież Polska nie mogła być sprawczynią żydowskich masakr, to Żydzi stawali się wrogami Polski. Używając antypolskich, całkowicie fałszywych zarzutów, na dodatek wykorzystując swe międzynarodowe koneksje Żydzi po prostu chcieli Polsce zaszkodzić. Na dodatek Żydzi szpiegowali na rzecz Niemiec, a ich powiązań z bolszewikami nikt nie musiał udowadniać. "Rzekome" pogromy były więc za sprawą ugruntowanego w polskiej mentalności romantyzmu interpretowane jako wina Żydów! Pogromami Żydzi chcieli upokorzyć Polskę!
Ten sposób rozumowania, wydawałoby się sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem funkcjonuje po dziś dzień.

Oto pierwszy z brzegu, wspomniany przeze mnie przykład. Alarmowany w listopadzie 1918 r. przez organizacje żydowskie I zastępca amerykańskiego sekretarza stanu U. Philips zwrócił się z zapytaniem do Ignacego Paderewskiego. Ten, zaprzeczając oczywiście możliwości zajść antyżydowskich w Polsce zasugerował Philipsowi, iż antypolska kampania prowadzona przez środowiska żydowski inspirowana jest przez wrogich Polsce Niemców, a także wspomniał o licznym udziale Żydów w rewolucji bolszewickiej. W sposób naturalny, Paderewski wskazał na Żydów jako sprawców "pogromu Polski", o innych pogromach mowy być nie może.

We wstępie do opublikowanego w Polsce w 1920 r. raportu Stuarta Samuela pisze się, że raport jest w rzeczywistości bronią przeciwko Polsce, jaką walczą w Ameryce "koła syjońskie", aby wytworzyć w Ameryce wrogi dla Polski nastrój - w chwili "gdy nawała bolszewicka zagraża sercu Polski".

Pogrom w Krzepicach z 28 V 1919 r. w którym kilkudziesięciu Żydów zostało rannych, w dyskusji sejmowej w dniu 1 lipca 1919 r. został opisany jako skutek ohydnego czynu zbrodniarzy (Żydów), "którzy dnia 28 maja na rynku w Krzepicach ośmielili się rzucać bomby na wojsko polskie, następstwem czego było 37 rannych i 9 zabitych".

Pogrom w Częstochowie poprzedniego dnia 27 V (5 zabitych) miał być wywołany podstępnym zabójstwem żołnierza - hallerczyka.

W trakcie dyskusji sejmowej z 15 maja 1919 r. na temat rozruchów antyżydowskich w Galicji zachodniej (np. Kolbuszowa - 8 zabitych) Wincenty Witos wskazał winnych owych rozruchów: "stwierdzone zostało, że w wielu wypadkach ludność żydowska sama sprowokowała te rozruchy (...) zaaresztowano pewną żydówkę, która miała przy sobie kilkaset odezw, wzywających do bicia żydów i zapewniających tym, którzy to będą czynili, bezkarność".
Tu już przekonanie o wrogości Żydów wobec Polski dochodzi do jawnego absurdu - Żydzi wywołują własne pogromy, tylko po to by na arenie międzynarodowej zrobić Polsce na złość.

O zbrodni 5 IV 1919 r. w Pińsku, kiedy bez sądu rozstrzelano 34 Żydów minister spraw wojskowych Leśniewski mówił 10 IV w Sejmie jako reakcji na bolszewickie powstanie, jakie mieli wywołać miejscowi Żydzi po wyparciu wojsk sowieckich.

Antoni Jakubski, szef sztabu komendy lwowskiej w czasie powstania lwowskiego z listopada 1918 r. tak tłumaczy wielodniową masakrę Żydów w tym mieście: "(Żydzi) opuszczeni przez swego sprzymierzeńca (Ukraińców) stracili najzupełniej głowę i bez obsłonek, już na własną wystąpili zbrojnie przeciw naszym oddziałom(...) faktem jest, że Żydzi z bronią w ręku byli grupami całymi znajdywani i że do naszych oddziałów strzelali zewsząd. Dzielnica cała musiała być po wojskowemu uspokojona i cała odpowiedzialność spaść musi na ich zawziętość przeciw nam, czy też tępotę i bezmyślność".
I tu, opisywane ze wszystkimi szykanami potworne występki "kozła ofiarnego" przeczą nie tylko prawdzie historycznej (Żydzi zachowali w czasie walk neutralność), ale i zdrowemu rozsądkowi - Żydzi są narodem, nauczonym od tysięcy lat, iż na wszystkich wojnach i w powstaniach, których są świadkami koniec końców staną się ofiarami. Zamiast więc chować dobytek i kobiety po piwnicach i zakamarkach Żydzi łapią za broń! Ale ten brak logiki niczemu nie szkodzi, żydowski "kozioł ofiarny" w swym zezwierzęceniu całkowicie zatraca ludzkie odruchy.

Dyskusji sejmowej nt. pogromu we Lwowie wystąpieniom żydowskim towarzyszyły polskie okrzyki: "Żydzi mordowali polskie dzieci! Kto lał gorącą wodę na żołnierzy i kto strzelał do żołnierzy polskich we Lwowie?". W czasie wystąpienia posła Grunbauma w dniu 14 X 1920 dotyczącego zbrodni popełnianych na Żydach w czasie kontrofensywy letniej szanowni posłowie Sejmu Polskiego ryczeli (co spisano w stenogramie) - "Bilety do Palestyny na wyjazd". Kiedy poseł podniósł zarzut gwałtów na Żydówkach usłyszał - "A ile te dziewice zarobiły, to prostytucja". O nastrojach chwili świadczy to, że z ław lewicy nie podniósł się żaden głos protestu.

Kapitalnie postawy polskie z lat 1918 - 20 wobec oskarżeń o pogromy przedstawił w przemówieniu sejmowym z dnia 27 VI 1919 r. poseł Korfanty: " Dalej należy stwierdzić fakt, że istnieje propaganda żydowska, międzynarodowa, przeciw państwu polskiemu, (...) istnieje ścisłe porozumienie między tą organizacją międzynarodową żydowską, a rządem niemieckim. Stwierdzam jeszcze raz, że w listopadzie [1918 r. - AK] (...) ten pakt został zawarty, że rząd niemiecki zaofiarował się rozpuszczać po całym świecie wszelkie przesadne wiadomości o pogromach żydowskich w Polsce. Od listopada patrzymy na tę całą akcję żydowsko - niemiecką, wymierzoną przeciwko całości i niepodległości państwa polskiego. (...) A przypomnę z ostatnich czasów wiadomości podane przez organ syjonistów niemieckich "Jüdische Rundschau" o rzekomych pogromach w Wilnie [19 - 21 kwietnia 1919 r. - 55-65 zabitych - AK]. Był to atak fałszów i stwierdzono nawet z neutralnej strony, ze strony niepolskiej, że były to fałsze i oszczerstwa. I ten stek fałszów obiegł cały świat, szarpiąc sławę narodu polskiego. Walki z bolszewikami przedstawiono jako pogromy."
Korfanty stanowczo zaprzeczył faktom: pogromów nie ma i nie było "bo sprzeciwia się to głębokiemu poczuciu chrześcijańskiemu narodu polskiego, sprzeciwia się to charakterowi narodu polskiego".
Poseł zdemaskował nie tylko niemieckie koneksje międzynarodowego żydostwa: "Wiadomo jest powszechnie, że w rządach sowieckich żydzi odgrywają bardzo poważną rolę. Ja wszystkich żydów za to odpowiedzialnymi nie czynię, bo byłoby to niesprawiedliwością. Ale pewna część żydów odgrywa bardzo poważną polityczną rolę w rządach sowieckich, a te rządy sowieckie pod wpływem tych żywiołów żydowskich prześladują, katują i mordują rodaków naszych w niesłychany sposób".
Niezwykła konkluzja (dla Żydów przede wszystkim) - pogromów nie było i być nie może bo jest to sprzeczne z duszą Polski - Chrystusa Narodów.

Innym przykładem narodowego etnocentryzmu i jego konsekwencji dla "narodowej wrażliwości" na krzywdy innych niech będą wydarzenia w USA w latach 1918 - 1920.
W listopadzie 1918 r. z kraju poprzez zagranicznych korespondentów dopływać zaczęły wieść o pogromie lwowskim (22 listopada). Cała niemal prasa żydowska i wiele czasopism amerykańskich zamieszczały obszerne doniesienia o wydarzeniach lwowskich. Odbywały się masowe wiece protestacyjne, z których rezolucje przesyłano do Białego Domu. W końcu listopada pojawiły się doniesienia z Chicago o szykanowaniu pracowników Polaków przez Żydów w przedsiębiorstwach, w których ci ostatni stanowili większość. W wielu miastach USA próbowano szerzyć hasło bojkotu robotników polskich. W Chicago w parafii św. Stanisława doszło do walk ulicznych pomiędzy polskimi i żydowskimi grupami młodzieży.
W odpowiedzi na ataki 2 XII 1918 r. ukazał się w "Dzienniku Chicagowskim" artykuł redakcyjny pt. "W kwestii Żydów": "Co więcej, przyznamy możliwość i tego, że sobie tu i ówdzie na Żydach ulżyła ludność miejscowa korzystając z rozluźnionych stosunków i porządków prawno - państwowych, aleć trzeba wiedzieć, iż ta ludność od najdawniejszego czasu Żydów zna jako swe pijawki, swych wyzyskiwaczy nieubłaganych, w dodatku zawsze trzymających z wrogiem: Był Moskal, Żydzi byli z nim [...] przyszedł Niemiec, służyli Żydzi jemu [...] w ciągu czasów okupacji niemieckiej Żydzi skoncentrowali w swych łapach wszystek handel żywnością w kraju [..] wyzyskiwali oni ludność w najpotworniejszy, najniemożliwszy sposób, czym zaiste uskładali sobie suto kapitał nienawiści u ludu, który - nie dziwilibyśmy się - skorzystałby może z okazji, by się porachować z żydowską zmorą, co zeń krew, pieniądz, pracę jego dość długo ssała, a wrogowi jego zdradziecko służyła [...] Okazali się nam żmiją zmarzłą, na łonie chłopa polskiego ogrzaną".

W maju i czerwcu 1919 r. w czasie podejmowania decyzji w Wersalu kampania w sprawie pogromów osiągnęła apogeum (od marca do czerwca w Polsce zamordowano w kilku masowych pogromach ponad 100 Żydów) - w większych miastach amerykańskich Żydzi organizowali "dni żałoby", robotnicy żydowscy przerywali pracę, by wyrazić oburzenie wobec pogromów w Polsce. Właściciele sklepów zamykali je dekorując wystawy na czarno na znak żałoby, organizowano wiece i demonstracje połączone z modłami. Uczestniczyły w nich dzieci zwalniane w tym celu ze szkół. Olbrzymie demonstracje zorganizowano 21 i 27 maja 1919 r. w Nowym Jorku, dla wyrażenia protestu przeciw pogromom w Polsce, wzięło w nich udział ok. 100 tysięcy osób. Setki żydowskich weteranów armii amerykańskiej, zwolnionych niedawno ze służby defilowało w mundurach ulicami miasta, dyskontując sympatię publiczności dla powracających z wojny żołnierzy. Demonstracja z udziałem ok. 700 weteranów w Rochester 25 maja zgromadziła kilkanaście tysięcy uczestników. Zabiegano, by udział w demonstracjach brali gubernatorzy, senatorzy, kongresmani i inni znani politycy amerykańscy na wniosek organizacji żydowskich Senat 27 maja uchwalił rezolucję potępiającą pogromy w Polsce.
Taki obrót wypadków wywołał w środowisku Polonii zgrozę, Żydzi występowali w "polskim kostiumie narodowym", jako skrzywdzeni i poniżeni przez Polaków! Takie postępowanie musiało się spotkać z odporem.
29 maja 1919 r. ukazał się w tygodniku "Sokół Polski" tekst pt. "Nagonka żydowska" : "Oszalałe żydowstwo na widok, że wymyka mu się wyssana już z wszystkich soków żywotnych ofiara, chce ją zabić moralnie w opinii całego świata, by ją nadal zatrzymać w swojej zależności ekonomicznej, stworzyć państwo judejskie na ziemiach polskich, a my śpimy i nic nie czynimy, by te zgubne machinacje skutecznie paraliżować".
W tekście "Żydzi a sprawa polska" w tymż piśmie z 17 VII 1919 r. do machinacji żydowskich zaliczono projekt reformy rolnej, jaki zgłosił do sejmu Wincenty Witos: "W razie zamieszek i gwałtów agresywnych, które niechybnie nastąpią przy upartym, rewolucyjnym postawieniu sprawy, do kieszeni żydów, popłoch jaki by stąd powstał przelałby olbrzymie sumy. Dla żydów jest to więc gra warta nie tylko świeczki, ale prawdziwego jerozolimskiego kandelabra. Gdyby gorący p. Witos wiedział jakie nadzieje pokładają w nim żydzi podrapałby się po głowie".

Odpowiedzią Polonii w Ameryce na kampanię żydowską był bojkot handlu żydowskiego, metoda żywcem przeniesiona z Polski z 1912 roku. Raport amerykańskiej komisji Henry Morgenthaua, który potwierdził fakt pogromów został przez Polaków zignorowany. Akceptowane i stosowane były tylko działania nastawione na konflikt z Żydami, inne musiałyby prowadzić do potwierdzenia prześladowania Żydów, co oczywiście wobec obowiązywania etnocentryczno - romantycznego autostereotypu było wykluczone.

Zaskakujące bywają "społeczne" konsekwencje romantyzmu, nikt jeszcze nie zadał sobie pytania, jaka jest wrażliwość narodów romantycznych na cierpienie innych narodów. Odpowiedź znajdziemy obserwując Polaków, zmuszonych w latach wojny o niepodległość odpowiadać na żydowskie pretensje.

Stanisław Mackiewicz Cat tak pisał w "Historii Polski od 11 listopada 1918 r. do 17 września 1939 r." o obronie Lwowa w listopadzie 1918 r.: "W obronie Lwowa brały udział dzieci polskie, nawet ustaliło się określenie: 'orlęta lwowskie'. Rzeczą charakterystyczną dla Polski i dla wojen polskich jest ten stały udział dzieci, chłopców od lat trzynastu do siedemnastu. W wielu bardzo ważnych momentach, w których ratować polityczne interesy narodu można było tylko przez poświęcenie i bohaterstwo, dzieci wysuwały się na plan pierwszy. Nie w jednym tak było Lwowie, chociaż obrona Lwowa jest tu przykładem bardzo pięknym."
Odtworzył tu Mackiewicz mit romantyczny obrony Lwowa, mit "orląt", mit cudownego zmartwychwstania w Listopadzie 1918 r. Chrystusa Narodów. Jeśli tak, to czy inaczej można było reagować na zarzuty pogromu w czasie obrony Lwowa, jak tylko na Żydów przenosząc winę? Pisze Cat: "Po oswobodzeniu Lwowa nastąpiły tam zaburzenia antysemickie, potem szeroko przeciwko nam za granicą wyzyskane." Czy Chrystusa Narodów można wiarygodnie oskarżać o pogromy? Można tylko "wyzyskiwać" dla swych brudnych interesów informacje o rzekomych pogromach.

Historiozofia romantyczna, tzn. schemat interpretujący dzieje narodu jest "własnością" wszystkich nacjonalistycznych narodów. To właśnie każe Rosji współczesnej, na polskie zarzuty o Katyń odpowiadać zarzutem o "ludobójstwo" żołnierzy przetrzymywanych w czasie wojny polsko-bolszewickiej w obozach jenieckich. Może wyjaśnieniem antypolonizmu Dostojewskiego jest jego odczyt z okazji odsłonięcia pomnika Puszkina, kiedy mówił, iż typem czysto rosyjskim jest cierpiętnik, któremu dla ukojenia tęsknoty potrzebne jest powszechne szczęście. Misją Rosji wobec całej ludzkości jest zaprowadzenie "do człowieczej rodziny ukojenia, spokoju i świeżej prostoty pokory". Pisał to w kilkanaście lat po brutalnej pacyfikacji powstania styczniowego człowiek, który zetknąwszy się na zesłaniu z polskimi powstańcami z 1830 r. przekonywał ich o rosyjskiej misji cywilizacyjnej w podbitej Polsce.
W wierszu Puszkina "Oszczercom Rosji", napisanym pod wrażeniem europejskich protestów przeciw krwawemu stłumieniu powstania listopadowego także odkryć można pokłady "rosyjskiego romantyzmu":

"Wy nas nienawidzicie...
Za co? Czy za to, że na zgliszczach
Płonącej Moskwy, pod przemocą,
My nie uznaliśmy zuchwalcy i bożyszcza,
Pod którym legliście dygocąc?
Czy za to, że w przepaści głąb
Strąciliśmy bożyszcze ono,
Ciążące państwom zmorą złą,
I okupili własną krwią
Europy wolność - pokój - honor?"

Rosja - Chrystus Narodów? Przecież na tym właśnie archetypie oparta była cała idea słowianofilska. Mit Rosji - Trzeciego Rzymu stworzył w XVI wieku mnich Filoteusz. Według niego Pierwszy Rzym upadł z powodu grzechu herezji, Rzym odrzucił Boga i dlatego upadł. Z tego samego powodu upadł Drugi Rzym - Konstantynopol. Zalał go potop niewiary i naśladownictwo obcych wzorów.
Cały świat łaciński - katolicki, europejski jest przesiąknięty grzechem, teraz Bóg wybrał Trzeci Rzym - Ruś. W liście do księcia moskiewskiego Filoteusz wzywał, aby wybrany przez Boga car moskiewski stanął na czele wszystkich Kościołów chrześcijańskich i uwolnił je od heretyków. "Bacz i uważaj, bogobojny carze, że wszystkie państwa chrześcijańskie zeszły się w twoim jako jedno[...]. Tyś jest jedynym pod słońcem carem chrześcijańskim." Wzywał, by wszystkie państwa chrześcijańskie zjednoczyły się pod panowaniem Moskwy.
Celem Moskwy miało być posługiwanie się bronią Chrystusa - prawdą i światłością. Misją prawosławnej Moskwy jest iść przez świat i zapalać w sercach ludzi pochodnię prawdy. Oświecać innoplemieńców i innowierców, aby się poznali na zwodniczym blasku rzeczy doczesnych będących śmiertelną trucizną dla duszy.
Państwo moskiewskie jest jedynym i ostatnim na świecie państwem chrześcijańskim, jest syntezą chrześcijaństwa, jest spadkobiercą Rzymu i Bizancjum, które upadły, gdyż trawił je głęboki kryzys moralny, społeczny, religijny. Przeznaczeniem Moskwy jest chrześcijański mesjanizm.
Wizja Filoteusza w swej antyeuropejskiej agresji, przekonaniu o barbarzyństwie i upadku wiary na Zachodzie podobna jest do wizji Mickiewicza z "Ksiąg...". Tu Polska - Chrystus Narodów, tam Rosja Mesjasz Europy. I nie ma większego znaczenia argument o "inności" polskiego autostereotypu romantycznego, który miałby być "naturalny", bo biorący się z rzeczywistych cierpień narodu. Każdy szowinistyczny naród wierzy we własne cierpienie, dowodem niech będzie wiara milionów Rosjan, którzy są święcie przekonani, że są narodem, który przecierpiał najwięcej w czasach komunizmu (wobec czego wszelkie pretensje do Rosjan są bezpodstawne).
Takie samo przekonanie o "niezawinionym cierpieniu" każe Serbom traktować zarzuty o zbrodnie w ostatniej wojnie jako wymysł, a interwencję NATO jako dalszy ciąg dramatu Kosowego Pola. Dla współczesnej Turcji ludobójstwo Ormian jest oszczerstwem, podobnie Japończycy traktują zarzuty o zbrodnie w czasie II wojny światowej. Dla Ukraińców, przekonanych, iż w wieku XX wyginęła połowa ich narodu niemożliwe emocjonalnie są dyskusję o ukraińskich zbrodniach wobec Żydów i Polaków, to samo dotyczy Litwinów. Właściwie niemal każdy naród Europy Wschodniej cierpi na syndrom "mesjasza narodów" i niemal każdy z tych narodów ma na rękach krew niewinnych.
Zawsze konfrontacja megalomańskiego, romantycznego obrazu własnego narodu z zarzutami o zbrodnie kończy się przeniesieniem winy na ofiary. Obrażona duma każe wierzyć w perfidię swojej ofiary. O tym, do jakich absurdów prowadzić może obrażona duma narodowa wskazują niedawne, gwałtowne protesty w Niemczech przeciw wystawie dokumentującej zbrodnie Wehrmahtu. Oburzeni przecież byli nie tylko faszyści, i to w kraju, który przeszedł od końca wojny jedyny w dziejach proces internalizacji winy narodowej.

O tym, że zakodowany w świadomości nacjonalistyczny romantyzm uniemożliwia rozliczenie się Polaków z przeszłością nich posłuży kilka współczesnych przykładów.
W reakcji na znaną publikację Michała Cichego "Polacy - Żydzi: czarne karty powstania" wybitny historyk Tomasz Strzembosz użył podobnego zestawu argumentów, które sprowadzają się do udowodnienia, że to ofiara jest katem.
"Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta teza [zarzut o zabójstwach Żydów w czasie powstania warszawskiego - AK], podniesiona w okresie samego dna stalinowskiej nocy, przed 40 laty, przez propagandę partyjną, jawi nam się w udoskonalonej, perfidniejszej i lepiej zakamuflowanej formie na łamach 'Gazety'".
Następna uwaga tyczy samych Żydów - " Ile to piany z ust wytoczono w walce przeciw ludziom piszącym o Żydach - funkcjonariuszach UB, zajmujących zresztą w tej instytucji najbardziej nieraz węzłowe stanowiska i współdecydujących o torturach i śmierci setek współobywateli. O Feiginach, Różańskich, Bristygierowych, Światłach... Nie o knajakach z Woli, ale o ludziach stanowiących istotną część elity władzy w PRL".
Wreszcie profesor dochodzi do sławetnej konkluzji - "Odnoszę od dawna nieodparte wrażenie, że ta tolerancja, którą głosi i którą realizuje środowisko 'Gazety', to taka tolerancja, która absolutnie nie toleruje antysemityzmu, natomiast antypolonizm, antygoizm uważa za co zupełnie naturalnego i nie mającego nic wspólnego z nietolerancją. Jest to tolerancja 'w jedną stronę', służąca do obezwładniania jednych, przy pełnej agresji drugich. Coś takiego zaaplikowano nam w tym artykule".
Słowa szokujące, ostentacyjnie absurdalne. Strzembosz napisał je w pewnym kontekście. Tekst Cichego napisany był w roku 1994, więc w 50 rocznicę wybuchu powstania. Legenda powstania warszawskiego budowana była przez długie 50 lat, kreowano ją w filmach, literaturze. Krytyków decyzji powstańczej nazywano zdrajcami, sowieckimi pachołkami. Obraz młodziutkich powstańców (niemal dzieci...), jasnowłosych łączniczek, zezwierzęconych Ukraińców z SS "Galizien" (sędziwi powstańcy i dziś przysięgają, że widzieli naszywki galicyjskiej SS na rękawach oprawców) został przyjęty za archetyp narodowy. Można śmiało powiedzieć, iż romantyczny obraz powstania warszawskiego stał się elementem narodowej tożsamości. Wpisał się w ponad 100-letnią tradycję romantyczno-martyrologiczną. Patrząc setki razy w filmowe i literackie twarze powstańców-dzieci utożsamiliśmy się z nimi, patrząc na nich, chcemy widzieć zarazem siebie samych, mitycznych, cierpiętniczych, bohaterskich. Artykuł o zabójstwach Żydów w czasie powstania stał się w powszechnym odczuciu zakwestionowaniem już nie tylko mitu powstania, ale polskiej, narodowej tożsamości. Został uznany za atak na polskość. Za kolejny epizod w wielkiej wojnie całego świata z umęczonym narodem polskim. Najbardziej nawet sceptyczni co do "antypolskiej ofensywy żydowskiej" przekonali się, że cichcem chciano nam wbić w mistyczne ciało Narodu kolejny stalowy gwóźdź.
To, że argumentu "antygoizmu" użył znany historyk, naukowiec, z racji swego zawodu zobowiązany do obiektywizmu i ignorowania emocji świadczy, bądźmy szczerzy o stanie zupełnego zdziczenia mentalnego Polaków.

Ten swoisty antysemityzm wtórny, tzn. reagowanie argumentami antysemickimi na zarzut antysemityzmu Polaków nie jest wcale patentem narodowców. Jest wpisany w podstawy mentalności polskiej, niezależnie od światopoglądu, dowodem nich tu będzie publicystyka socjalisty Adama Ciołkosza.
W publikacji " 'Dzielnica żydowska' obozu w Jabłonnie" autor dość odważnie jak na warunki polskie przypomina zapomniany epizod wojny polsko - bolszewickiej, mianowicie utworzenie obozu izolacyjnego dla tysięcy żołnierzy - Żydów latem 1920 r. Mało tego, jako jeden z nielicznych polskich autorów pisze o pogromie lwowskim, wymienia nawet liczbę 73 zabitych, jaka podawana była w pierwszych tygodniach po masakrze. Ciołkosz nie zaprzecza istnieniu obozu i masakrze we Lwowie, ale mimo tego liberalizmu, jakże niezwykłego jak na Polaka wygarnia w końcu: "Pełno jest obecnie takich książek, w których Żydzi występują jako ofiary polskich prześladowań, tortur, pogromów. Nie ma podobnych powieści na temat cierpień Żydów niemieckich - nie ma i nie będzie. Hitleryzm uważa się za przejściową aberrację, Niemcy cesarskie były krajem ładu i bojaźni Boga, Niemcy weimarskie były wzorową demokracją, z konstytucją napisaną przez Żyda Preussa, Niemcy bońskie są krajem znowu praworządnym i demokratycznym, dały i dają Żydom wszelkie możliwe satysfakcje za lata hitleryzmu (chociaż życia ofiarom nie przywrócą). W Polsce natomiast antysemityzm był jakoby czymś przyrodzonym, upośledzenie i cierpienia Żydów były stanem jak gdyby naturalnym, przy czym nikt nie próbuje ani dać odpowiedzi, ani nawet postawić sobie zapytania: jak w takim razie możliwe było przeżycie przez Żydów w Polsce siedmiu, może nawet dziesięciu stuleci? Myślę, że wytłumaczenia tych błędnych wyobrażeń o Polsce szukać należy w liczebności Żydów polskich z jednej, Żydów niemieckich z drugiej strony. Żydzi w Polsce stanowili 10% ludności, Żydzi w Niemczech nie stanowili nawet 1%. Przy tym Żydzi polscy zachowali swą odrębność i pragnęli ją w dalszym ciągu zachować; w spisie ludności z 1921 roku 76% Żydów polskich podało swą narodowość jako żydowską, 24% - jako polską. Natomiast w Niemczech 100% Żydów uważało się za Niemców; nie było i nie ma tematyki Żydów niemieckich, podobnie jak nie było i nie ma tematyki Żydów francuskich, gdyż Żydzi francuscy są jedynie i wyłącznie Francuzami".
A więc skoro Żydzi oskarżają Polaków o pogromy, to w gruncie rzeczy idzie o żydowską przebiegłość. Żyd skumał się z Niemcem (za pieniądze, jak sugeruje Ciołkosz), teraz go wybiela i zrzuca winę Zagłady na Polskę - Chrystusa. A i polscy Żydzi nie tacy święci, chcieli zachować odrębność, ba, narodowość, kiedy w Niemczech i Francji siedzieli cicho i tonęli w morzu narodowości dominującej. Czy nie są sobie sami winni?
To także można wyczytać z tekstu Ciołkosza. Widać w tym tekście wszelkie cechy "wtórnego antysemityzmu" - co więcej niesprowokowanego, przecież nikt nie wymagał od autora tłumaczenia się z obozu w Jabłonnie. Ciołkosz sam chce się z tego wytłumaczyć, zbiera nikłe źródła, spokojnie je analizuje, jednak w pewnym momencie tak się przejmuje oskarżeniem, że pisze te brednie o porozumieniu niemiecko-żydowskim i przeniesieniu winy z Niemców hitlerowskich na Polaków. Ciołkosz jako Polak nie jest w stanie obiektywnie ocenić antysemickich wydarzeń z czasów wojny o niepodległość. Musi wysunąć, nie mające w oczywisty sposób nic wspólnego z kontekstem zarzuty. Ciołkosz musi odpowiedzieć zarzutem na zarzut. Nic tu nie ma do rzeczy jego lewicowość, jako Polak nie może się inaczej zachować.

Innego rodzaju strategię obronną prezentuje Andrzej Szczypiorski. W "Notatniku stanu rzeczy" daje taką wizję konfliktu polsko - żydowskiego: "Więc był przed wojną w Polsce antysemityzm i kto temu dziś przeczy jest po prostu fałszerzem historii, a narodowi polskiemu złą oddaje przysługę. Czy był jednak pośród Żydów ówczesnych - antypolonizm? (...) wiem doskonale, że był ostry i gwałtowny antypolonizm w pewnych sferach żydowskich, zarówno ortodoksyjnych, z racji ich religijnych przekonań i obyczajów, jak i komunizujących, z racji ich przywiązania do ZSRR i nadziei z rewolucją komunistyczną wiązanych(...) Był więc antysemityzm i antypolonizm, aura obcości, konflikt, zapewne głównie ekonomiczny, ale chyba nie tylko (...) Koncentrując się zatem na masach ludowych, na tej ogromnej większości, zarówno Polaków jak Żydów tamtego czasu. Tam konflikt był wyraźny, choć różne formy przybierał, ale nigdy do strasznych, znanych z późniejszych czasów, tragedii nie doprowadził. A jednak, wbrew temu wszystkiemu ani ówcześni Żydzi, najbardziej nawet Polakom niechętni, ani ówcześni Polacy, najbardziej antysemityzmem zarażeni - nie wyobrażali sobie chyba tego kraju inaczej jak we wspólnocie". U tegoż Szczypiorskiego znajdujemy przejrzysty wykład socjalnych korzeni antysemityzmu: "Antysemityzm(...) przechował się w warstwie chłopskiej, zawleczony został przez nią, jak epidemia, do miast, w procesach wielkiego uprzemysłowienia". Za amok antysemicki roku 1968 odpowiedzialny jest partyjny aparat "głównie chłopski, świeżo awansowany, a więc szalenie drobnomieszczański".

Kiedy czytam teksty Szczypiorskiego o Żydach, czy o polskiej ciemnocie winnej antysemityzmowi zawsze nachodzi mnie myśl, czy dogłębne przekonanie pisarza o irracjonalności polskiej ksenofobii, lecz zarazem o jej "poczciwości" wynika z pewnej intelektualnej konwencji, czy po prostu z niewiedzy. Konwencja "rozdrapywania ran narodu" nakazuje intelektualiście, dzierżącemu rząd dusz piętnować ciemnotę, demaskować moralny upadek i pomniejsze grzechy narodu. Lecz, co ciekawe rozprawy zgodne z tą konwencję są niesłychanie mało konkretne, że wspomnieć sławetne wystąpienie Jana Błońskiego. Największą winą Polaków z czasów niemieckiej okupacji miał być brak moralnego solidaryzmu z ofiarami Holokaustu. Po dziś dzień nie pojmuję, co właściwe można Polakom zarzucić, jeśli oprzeć się na rozrachunkowych wystąpieniach polskich intelektualistów. Nieszczęsna karuzela, tak "przeżyta" przez naszych moralistów jawi się wobec żydowskiego dramatu jak drwina. Co znaczy karuzela wobec potwornej masakry we Lwowie w 1941 r. , którą historyk Rafał Żebrowski w pracy "Dzieje Żydów w Polsce. Kalendarium" skwitował jednym zdaniem: "między 30 VI a 3 VII 1941 r. dochodzi do pogromu Żydów we Lwowie (4 tys. zabitych), w którym obok Ukraińców i Niemców biorą też udział Polacy". Ile lat musi upłynąć, by napisane zostało drugie zdanie?

Publicystyka Szczypiorskiego nie jest rzecz jasna antysemicka, ale niestety w pewnym sensie antysemityzmowi i sprawie przemilczenia zbrodni służy. Bo - istniały antysemityzm, ale i antypolonizm, równie odrażające. Bo - stereotypom ulegał tylko lud polski i oczywiście obowiązkowe "drobnomieszczaństwo". Antysemityzm jawi się tu jako reakcja typowa dla ciemnego umysłu, a więc inteligencja z założenia jest wykluczona ze wspólnoty antysemickiej. I w ogóle antysemityzm do żadnych strasznych rzeczy nie doprowadzał, w gruncie rzeczy wszyscy się kochali.
Szczypiorski jest kontynuatorem tradycji inteligencji postępowej. Przedstawiciele tej szczególnej formacji podejmowali problem antysemityzmu, czy szerzej ksenofobii Polaków niejednokrotnie. Postępowcy stworzyli sobie jednak wygody schemat interpretujący polski etnocentryzm. Polega on na prostym przeciwstawieniu "polskiego faszyzmu" "oświeconej inteligencji". Etnocentryzm w takim ujęciu nie ma swego źródła w wieku XIX, lecz XX, a to związane jest z aktywnością polityczną endecji. Endecja, jako partia polityczna, w sumie dość wąska, grupująca inteligentów świeżo awansowanych z ludu zaraziła naród polski ksenofobią, która to ksenofobia nie miała oczywiście żadnych źródeł wcześniejszych. Inteligencja polska, w swej masie opowiadała się zawsze przeciw etnocentryzmowi, zwalczała go z poświęceniem, a i oświecała lud polski, ciemny i zabobonny. I ten lud właśnie jest problemem największym, z niego bierze się drobnomieszczaństwo, które jest najciemniejszą grupą społeczną.
Tak to dramatyczna kwestia polskiego etnocentryzmu sprowadzona zostaje do "ciemnoty i zabobonu". Nacjonalizm przestaje być pewną prawidłowością rozwoju duchowego każdego narodu, a już z pewnością narodu wschodnioeuropejskiego, przestaje być epidemią zarażającą wszystkich bez względu na "wykształcenie" i staje się konsekwencją działania kilku brzydkich, acz cwanych ludzików.
Ten rodzaj intelektualnego rozliczenia z antysemityzmem, ze wskazaniem drastycznych przykładów "tramwajowego antysemityzmu" ("jechałem wczoraj tramwajem i usłyszałem słowa haniebne..." - takie zwroty znaleźć można chyba w każdym tekście Szczypiorskiego) jest w Polsce niezwykle rozpowszechniony i choćby nieświadomie, ale służy antysemityzmowi. Jeśli bowiem cała groza polskiego antysemityzmu sprowadza się bełkotu pijaczków i ciemnoty ludu, to właściwie dlaczego jest to taki problem. Szczypiorski nigdy nie napisał i nie napisze o masowych gwałtach na Żydówkach z czasie wojny polsko - bolszewickiej, to już zbyt drastyczne, konwencja tego zabrania (wszyscy się jednak kochali...). Co innego ciemnota księdza Jankowskiego, to można piętnować do woli.

Stefan Żeromski lewicowiec i postępowiec ewidentny w "Przedwiośniu", książce opisującej m.in. szczególnie dla polskich Żydów bolesny okres walki o wyzwolenie Polski w latach 1918 - 20, Żydów opisuje tylko w jednej scenie.
Oto lato 1920 r., wojska bolszewickie zbliżają się do Warszawy, Cezary Baryka w restauracji pije szklankę wody sodowej i jest mimowolnym świadkiem rozmowy panów "semickiego pochodzenia". Jeden z owych panów twierdzi, że po zajęciu Polski przez bolszewików "wszystko będzie dobrze, ułoży się, da się zrobić. Nie takie rzeczy dawały się zrobić, da się zrobić i ta afera". Inny znowu zarzeka się, że bolszewicy to barbarzyńcy, lecz oczywiście robi to "rozglądając się dookoła nie bez pragnienia, ażeby Sarmaci rdzenni, lecz robaczywi i ułomni widzieli, jak on się w tej chwili, w takiej chwili !, ciska".

Żeromski pisząc to w 1924 r. musiał już wiedzieć o zakładanym latem 1920 r. obozie w Jabłonnej, obozie dla żydowskich ochotników - żołnierzy. Wiedział także, bo wszyscy wiedzieli, o straszliwych pogromach we Lwowie i Wilnie, o Niepodległości, która przywitała Żydów 11 listopada 1918 pogromem w Kielcach.
Wiedział Wódz Duchowy Pokolenia Niepodległości, pisarz, jak mało który wrażliwy na ludzką krzywdę... I mimo tego podsumował całą tę wiedzę scenką, w której Żydki - geszefciarze przeliczają swoje przeszłe zyski bądź straty u obu stron konfliktu.

We wszystkich tych tekstach, napisanych przecież przez ludzi będących prawdziwą solą ziemi polskiej tkwi, mocniej lub słabiej wyrażone przekonanie o żydowskiej winie. U Ciołkosza Żydzi są winni, bo pragnęli odrębności i niemieckich pieszczot. U Szczypiorskiego mamy wizję polsko - żydowskiego konfliktu, gdzie obie strony są winne jednako. U Żeromskiego Żydzi przyglądają się obojętnie narodowemu dramatowi.

O ile zakłamanie i przemilczenia winy polskiej wobec Żydów da się jakoś pojąć u prostych publicystów i intelektualistów to takie samo zachowanie u historyków cokolwiek dziwi. Pomijając już niesławne wystąpienie Tomasza Strzembosza należy stwierdzić, że w historiografii polskiej po prostu nie ma publikacji poświęconych antysemityzmowi z decydujących dla jego oblicza lat 1860 - 1920. Po prostu nie ma takich książek. Dzieje Żydów w Polsce posiadają w podręcznikach lukę, pewien rozdział zwyczajnie nie istnieje.
Sądząc po piśmiennictwie historyków zajmujących się zawodowo dziejami Żydów na przełomie wieku XIX i XX najciekawszymi kwestiami są ...uwarstwienie i demografia. Szczególnie absurdalny jest "Zarys dziejów Żydów w Polsce w latach 1918 - 1939" Jerzego Tomaszewskiego, w którym to dziele pogromom poświęcono może 5 zdań - autora zajmują głównie wyliczenia ilu Żydów - kapeluszników mieszkało w Pułtusku w 1920 r. Tomaszewski chcąc zachować pewną zawodową uczciwość podaje bibliografię, a w niej - Pawła Korca "Juifs en Pologne" i Franka Golczewskiego "Polnisch - Judische Beziehungen 1881 - 1922" gdzie uważny czytelnik wyczyta sobie ilu Żydów zabito w Pińsku. Po francusku i niemiecku oczywiście.
Podobną metodę "bibliografii obcojęzycznej" stosują inni autorzy zmuszeni pisać o sprawach drażliwych. I jak na razie nic nie wskazuje by cokolwiek miało się zmienić. Zaklęte koło niewiedzy i kłamstwa zamyka się - przeciętny obywatel bredzi, bo nic nie wie, historyk milczy, bo się boi.

I takie są realne konsekwencje romantyzmu - niemożność uznania własnej winy i przeniesienie jej na ofiary.

To, że Polacy ( nie liczę oczywiście kilku przewrażliwionych) winę odrzucają jest właściwie naturalne. Naród tresowany przez 200 lat w samodyscyplinie, ksenofobii i samouwielbieniu nie może przyjąć za prawdę twierdzenia, że zdolny jest do zbrodni. Lecz odrzuceniu oskarżeń o pogromy i nienawiść towarzyszy prawdziwy majstersztyk mechanizmu psychologii społecznej - Polacy oskarżani o zbrodnie na Żydach przenoszą na Żydów... winę za zbrodnie na Polakach.

Każda dyskusja wokół wystąpień zawierających oskarżenia o polskie zbrodnie kończy się tym samym. "Shoah", "Shtetl" tylko uspokajały polską duszę, bezpodstawność oskarżeń była wszak oczywista, kolejny kat biczuje Mesjasza narodów. Tekst Michała Cichego wywołał tak powszechną wściekłość (nawet polscy Żydzi twierdzili, że mogło to wywołać zerwanie dialogu polsko - żydowskiego), że pismo, widocznie przestraszone jednoznaczną reakcją wyciszyło dyskusję na łamach, która, jak należy sądzić z początkowych deklaracji miała dokonać jakiegoś przełomu moralnego. Ot, nie wyszło...
Sprawa krzyża oświęcimskiego, który razi Żydów, jako próba chrześcijańskiego zawłaszczenia Zagłady (podobnie jak kanonizacja księdza Kolbego) jest dla części Polaków kwestią symboliczną - krzyż, który ratował Polskę przez wieki od wrogów znów jest w niebezpieczeństwie.

Każde oskarżenie, szczególnie to upublicznione poza Polską rozbija się na ugruntowanej przez lata opoce etnocentryzmu. Święta wojna Polski - Oblężonej Twierdzy z odwiecznymi wrogami - Rosjanami, Niemcami, Ukraińcami trwa dalej. Lecz wobec faktycznego rozejmu z wrogami realnymi, został tylko wróg urojony. I im częstsze będą zarzuty Żydów wobec Polaków o zbrodnie tym spokojniejsza i moralniejsza będzie polska dusza. Im więcej "opluwania", i "żydowskiej bezczelności" tym radośniej być Polakiem. Obłędny mechanizm obronny, skutkujący każdorazowym oskarżeniem Żydów w odpowiedzi na ich oskarżenia ulega samonapędowi. Im częstsze będą "żydowskie awantury" tym silniej będziemy przekonani o własnej apoteozie, o istnieniu jedynego w dziejach narodu wybranego, który za tę łaskę po wieki męki cierpieć musi. W tym jedyna niewygoda...


*Radzik T. "Stosunki polsko-żydowskie w USA w latach 1918-1921", 1988 UMCS







Komentarz z 2001 r.

Słowa powyższe pisałem w 1998 r., kiedy rzeczywiście nic raczej nie zapowiadało przełomu w polskim obrazie problemu żydowskiego. Trwał w najlepsze naiwny filosemityzm nieżyjącego już Andrzej Szczypiorskiego (z karuzelą przy murze getta jako symbolem "potworności polskiego antysemityzmu"), także sami historycy albo milczeli, albo nie wykazywali z niejasnych powodów zainteresowania rzeczywistym wymiarem polskiego antysemityzmu choćby w czasie II wojny światowej.

Jednak oczekiwany przełom nastąpił. Książki Jana Tomasza Grosa pt. "Sąsiedzi" nie sposób było przemilczeć. Nareszcie problemem przestała być nieszczęsna karuzela, a stała się masakra ponad 1,5 tysiąca ludzi. Dyskusja tocząca się na łamach prasy (tu wskazać trzeba na olbrzymią zasługę "Rzeczpospolitej", i niepojęte kunktatorstwo "Gazety Wyborczej", ignorującej sprawę pół roku po pierwszym tekście w "Rzepie") mimo pojawiających się głosów rozgoryczonych antypolonizmem "mesjanistów" zapowiada wydarzenia o niezwykłych konsekwencjach. Już teraz, na początku 2001 r. mówi się coraz głośniej o całej fali pogromów w 1941 r., kiedy z rąk polskich zabitych miało zostać kilka tysięcy Żydów. Nie ma już wątpliwości, że po tym psychologicznym wstrząsie nareszcie pojawią się publikacje o współudziale cywilnej ludności polskiej i granatowej policji w likwidowaniu przez Niemców gett żydowskich. Z pewnością pojawią się relacje uratowanych Żydów, którzy ukrywać się musieli nie tyle przed Niemcami, a przed Polakami.

Debata o Jedwabnem zakończyła też, na szczęście pewien etap dyskusji o polskim antysemityzmie, nazwijmy go "etap karuzeli". Ta nieszczęsna karuzela kręcąca się nieopodal płonącego Getta Warszawskiego była dla naszych szlachetnych intelektualistów w rodzaju Miłosza, Szczypiorskiego, Błońskiego symbolem całej antysemickiej potworności. Dziś można już powiedzieć, że etap ten był i śmieszny, i żenujący. Stodoła w Jedwabnem eliminuje chyba już na zawsze "potworność" owej karuzeli, mam nadzieję, zostanie ona zapomniana. Koniec końców poczucie winy z powodu karuzeli było bardziej eleganckie i akceptowalne, niż stodoła z Jedwabnego. Debata o Jedwabnem wyraźnie pokazuje rozmiar kompromitacji polskich elit intelektualnych, jakże groteskowy dzisiaj wydaje się legendarny artykuł "Biedni Polacy patrzą na getto". W latach 80-tych był wydarzeniem, dziś wygląda na asekuranctwo. Ja miło dziś przypomnieć sobie te grzechy drążące duszę polską jeszcze niedawno - czy Polacy mogli podczas okupacji uratować więcej Żydów, zjawisko szmalcownictwa (co to takiego!?), bicie Żydów w Polsce międzywojennej, wreszcie ponawianie żądanie usunięcia "tych okropnych książek z kiosków". Ale to już koniec. Koniec z wiszeniem na aksamitnym krzyżu. Koniec z poczuciem winy za karuzelę. Zostało już tylko pytanie, jak wielu Żydów zginęło z winy Polaków i ilu Polaków przyczyniło się do śmierci Żydów.

Dyskusja o pogromie w Jedwabnem ujawniła także, że poza najszczerszymi chęciami rozliczenia się z niechlubnej przeszłości tkwią w nas jakieś pokłady "serbskości". I tak jak w przypadku akcji bojkotu w 1912 r. najciekawsze są oczywiście przykłady "serbskości" wśród postępowej, liberalnej inteligencji.
Bodaj, czy nie najniezwyklejszy tekst popełnił Ryszard Bugaj w wydaniu "Gazecie Wyborczej" z 6/7 stycznia 2001 r. Tu wyjaśnienie, Bugaj był do niedawna liderem niewątpliwie lewicowej "Unii Pracy", sam niejednokrotnie wykazywał się cywilną odwagą publikując teksty wymierzone w gospodarczy program liberalny realizowany po 1989 r. co jak na polityka z pierwszych rzędów "Solidarności" jest pewnym zaskoczeniem.
Już sam tytuł "Prawda historyczna i interes materialny" zapowiada atrakcje. Nie zapominajmy, jest to głos w dyskusji o pogromie, w którym zamordowano według różnych źródeł 1000 - 1600 Żydów. Czytamy "trudno usłyszeć dziś w Polsce postulat ograniczenia czyiś praw z powodu żydowskiej narodowości. Można natomiast spotkać postulat pozbawienia domniemanych przywilejów. Nieraz kryje się za tym motywowane antysemicko dążenie do dyskryminacji. Ale nie wolno przyjmować, że tak jest w każdym przypadku.
Więzi etniczne, jak każde inne, są realnym faktem socjologicznym i nie można zaprzeczać, że w życiu publicznym prowadzą nieraz do wzajemnego wspierania się. Mamy tu do czynienia z przysłowiowym telefonicznym notesem. To naturalne, a problem pojawia się wtedy tylko, kiedy jakaś grupa mniejszościowa (niekoniecznie etniczna) zajmuje w społeczeństwie rzeczywiście uprzywilejowaną pozycję. Oczywiście antysemici nagminnie wyolbrzymiają takie przypadki i często głoszą, że tylko żydowska grupa etniczna wytwarza więzi i grupową solidarność. To ewidentne kłamstwo, ale głoszone często skutecznie, ponieważ znaczna odrębność kulturowa i dziedzictwo Zagłady mogą sprzyjać ściślejszym więziom i większej solidarności. na emocjach, które z tego wyrastają, próbują nieraz żerować także ludzie, którzy antysemitami nie są. Tak chyba trzeba zinterpretować głoszone kiedyś w kampanii wyborczej wezwanie Wałęsy, by wszyscy ujawnili swoje pochodzenie. Między takimi - nagannymi - zachowaniami a uprawnionym wysiłkiem zrozumienia etnicznych więzi przebiega, niestety, łatwa do przekroczenia granica (...)
Tak jak wielu Polaków nie chce uznać, że Polska była antysemicka, wielu Żydów (i nie tylko Żydów) nie chce dostrzec, że Polska z antysemityzmu się wydobywa i że nie ma już dziś powodów, by antysemityzm uznać za szczególną naszą przypadłość. Dlaczego tak się dzieje? Przede wszystkim za przyczyną emocji. Zagłada dokonała się na terenie Polski, a Polacy zachowywali się różnie - wspaniale i podle, obojętnie i solidarnie. W każdym razie Polska jest miejscem Zagłady.
Nadal szeroko rozpowszechniony stereotyp antysemickiej Polski jest niesprawiedliwy i wyrządza Polsce realne szkody. Podtrzymują go często przedstawiciele krajów, które w okresie ostatniej wojny kolaborowały z hitlerowskimi Niemcami i przyczyniły się do zagłady Żydów. Do czarnego obrazu Polski przyczyni się też publikacja na Zachodzie książki Grossa. W takiej mierze, w jakiej opisuje ona polską zbrodnię, konsekwencję powinniśmy przyjąć z pokorą. Jednak, jak zauważył w "Rzeczpospolitej" Paweł Machcewicz: "Książka Jana T. Grossa za kilka miesięcy ukaże się w Stanach Zjednoczonych i Niemczech i to ona - a nie naukowe, oparte na szerokiej bazie źródłowej prace, będzie kształtować spojrzenie sporej części światowej opinii publicznej na stosunki polsko-żydowskie z czasów drugiej wojny światowej. Chylę czoło przed Janem T. Grossem za odwagę podjęcia tak trudnego tematu, ale mam jednocześnie poważne wątpliwości, czy jego liczne uproszczenia i bardzo ryzykowne uogólnienia nie utrudnią dialogu polsko-żydowskiego i gotowości Polaków do wyznania własnych win". Na pewno utrudnią (...) Stereotyp antysemickiej Polski utrwalają nie tylko emocje, zresztą zrozumiałe. Wspierają go też potężne interesy. Kilka krajów dzięki temu odwraca w pewnym stopniu uwagę od mrocznych kart własnej historii. Podtrzymanie tezy o antysemickiej Polsce służy także uzasadnieniu roszczeń majątkowych wobec Polski. Gdy nowojorscy adwokaci występują w imieniu grupy Żydów ze zbiorowym pozwem o zwrot majątków, muszą dowieść, że nie mogli oni ich po wojnie odzyskać z powodu prześladowań etnicznych.
Sprawa staje się teraz bardzo poważna, bo sejmowa większość zamierza uchwalić ustawę reprywatyzacyjną "odwracającą historię". Projekt zakłada zakwestionowanie reformy rolnej i nacjonalizacji przemysłu, a nie tylko naprawienie krzywd wynikłych z przekraczania ich granic. Jednocześnie krzywdy zostaną wynagrodzone tym tylko, którzy zostali polskimi obywatelami. Takie uregulowanie wyłącza z dobrodziejstwa odszkodowań nie tylko Żydów i Niemców, ale i Polaków, którzy wybrali emigrację. Trudno w tym rozstrzygnięciu dostrzec motyw antysemicki, jednak pewnie będzie ono tak przedstawiane. Powiększy to szanse adwokata Mela Urbacha i rząd polski może zostać zmuszony (jak poprzednio rząd Szwajcarii) do przekazania kilku miliardów dolarów na odszkodowania dla polskich Żydów, a ściśle mówiąc, dla ich spadkobierców i być może dla organizacji podejmujących cała akcję. Prawdopodobnie już znaleźliśmy się w pułapce (...)
Przekonanie, że biedna Polska pod presją żydowskich środowisk musi wziąć na swe barki wielki ciężary materialne (i dźwigać krzywdzącą opinię) może bardzo zaszkodzić stosunkom polsko-żydowskim. Może realnie pobudzić nową falę antysemityzmu. Może, ale wcale nie musi. Potrzebna jest - jak rzadko kiedy - polsko-żydowska solidarność. Potrzebny jest wiarygodny akt uznający odpowiedzialność Polski za akty antysemityzmu. Ale "po drugiej stronie" konieczne jest też unikanie najbardziej nawet zrozumiałych emocji i pilna obserwacja poczynań ludzi, którym doraźne materialne interesy nie pozwalają zaakceptować sprawiedliwej oceny Polski."

W tekście tym objawiły się niemal wszystkie stereotypy przypisywane prawicy, endekom i innym chwastom. Jednak powyższe brednie dowodzą, że antysemityzmem zarażeni są także "postępowi" inteligenci, antysemityzm nie jest domeną prawicy, lecz obciąża całe społeczeństwo.
Bo czym innym jak nie antysemityzmem jest przekonanie, że istotą "dialogu polsko-żydowskiego" jest wymiana uprzejmości, filosemickie wspominki o chasydach w Łomży, a wszelkie drastyczności "służą złej sprawie, kto za tym stoi, za czyje pieniądze".

Czy to Marzec 1968? Co ten tekst mógł wnieść do DYSKUSJI O POLSKIEJ ZBRODNI?

W zarzucie o nieuzasadnionej niczym niechęci Żydów do Polaków kryje się często zwykłe niedoinformowanie polskiej opinii, która będąc ofiarą zakłamanych polskich elit naukowych i intelektualnych nie mogła się zapoznać z żydowską wersją Zagłady na ziemiach polskich. Tutaj jednak Bugaj ignorując zasadniczą kwestię dyskusji (masakrę ponad tysiąca Żydów, która przecież nie była wyjątkiem) powtarza pytania "I czego oni od nas chcą, skąd te emocje". Czy pan Bugaj jest idiotą?
Niech te fragmenty uzmysłowią pewną prawdę ludziom twierdzącym, iż Polska wcale nie musi wkraczać do Europy z chwilą przystąpienia do UE, albowiem od wieków do tej Europy należy. Geograficznie i Polska i Serbia do Europy należą. W bardziej ekstremalny od Bugaja sposób myślący Serbowie uważają, że największym dramatem Bałkanów jest utrata Kosowa przez Serbię. I Serbowie i Polacy są poniekąd ofiarami narodowych kompleksów, kompleksów tak straszliwych, że lewicowy intelektualista nie waha się w dyskusji o zbrodni wypomnieć Żydom ich "narodowej solidarności".

Trzeba ujawnienia tak drastycznych spraw jak pogrom w Jedwabnem, by z obywatela lewicowca wychynęła dusza sarmacka. Może i dobrze, że sam Adam Michnik nie zajął stanowiska w dyskusji, bo może napisałby jakiś brzydko woniejący tekścik.

W przypadku dyskusji wokół pogromu w Jedwabnem widać jednak zbawienne skutki demokratyzacji społeczeństwa polskiego. Pojęcie "społeczeństwo otwarte" nie jest jak widać puste, Polacy do tej dyskusji dojrzewali dość długo, jeszcze w 1994 r., po publikacji Michała Cichego dość powszechną reakcją był nienawistny bełkot. Naród nasz kochany nie raz wydawał z siebie ten bełkot, ale co zastanawiające, na przełomie 2000/2001 o ile podnoszą się tradycyjnie "głosy oburzenia", to właściwie niemal wszyscy, także ekstremiści uznali pewien podstawowy fakt - Polacy zamordowali ponad tysiąc Żydów. Ta powszechna zgodna co do uznania faktów jest szokującym dowodem zmian świadomości narodowej. Nawet klerykalno - nacjonalistyczna "Nasza Polska" piórem Leona Kalewskiego informuje:

"W pierwszych dniach po ucieczce Sowietów dochodziło do lokalnych samosądów na ujętych funkcjonariuszach NKWD, milicji, administracji, działaczach partyjnych. Wśród nich byli liczni Żydzi. Ponadto często wymierzano "sprawiedliwość" na ślepo - nie zawsze wobec bezpośrednich sprawców denuncjacji, wywózek i wcześniej zadanych szykan. Tak było zresztą nie tylko na terenach polskich, ale także w krajach nadbałtyckich, na Ukrainie, Białorusi. Taka zemsta - choć oczywiście bardzo naganna i powodująca kolejne nieszczęścia, była z psychologicznego punktu widzenia zrozumiała. Każda wojna i okupacja obniża poziom społecznej moralności i wrażliwości. Ponadto, zwracanie się w tych sprawach o wymierzenie sprawiedliwości do nowego, tym razem nazistowskiego okupanta także nie wchodziło w grę, albowiem byłaby to także forma kolaboracji z wrogiem. Jakie były rozmiary tego zjawiska, wywołanego uczuciami rozpaczy i obniżonej moralności? Tego nie wiemy i zapewne do końca już się nie dowiemy. W warunkach powojennych nie było żadnych możliwości obiektywnego badania tych spraw. Nie tylko że nie zbierano do tego tematu dokumentów i relacji, ale też pomijano je nawet w rozmowach prywatnych i rodzinnych, z przyczyn oczywistych."

Szokiem pierwszym dla opinii publicznej stało się nagłośnienie faktów kilku, może kilkunastu pogromów z 1941 r. Mimo uświadomienia potworności tych zbrodni, jakże przypominających rzezie bałkańskie dość powszechne jest w tej chwili tłumaczenie owych wydarzeń specyfiką stosunków polsko-żydowskich w kontekście działalności NKWD i represji sowieckich. Fala pogromów z 1941 r. miałaby być wydarzeniem potwornym, lecz nietypowym, incydentalnym mimo wszystko.

Szok drugi, może głębszy przeżyje opinia, gdy już polscy historycy, jakże wydelikaceni, unikający do tej pory wszelkich drastyczności (a może znowu sam Gross?!) odkrywać zaczną prawdę o współpracy polsko-niemieckiej na innych ziemiach okupowanej Polski. Współpracy oczywiście w celu wyniszczenia ludności żydowskiej.

Zamojszczyzna, nie znalazła się w latach 1939-41, jak Białostocczyzna pod sowiecką okupacją. Włączona została w skład Generalnego Gubernatorstwa.
"Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny" Zygmunta Klukowskiego, opublikowany w 1958 r., z oczywistych względów przemilczany przez lat kilkadziesiąt, przypomniany został dopiero w 1998 r. przez Jana Tomasza Grossa w "Upiornej dekadzie".
Dziennik zawiera m.in. zapis wydarzeń z terenu Zamojszczyzny z roku 1942, kiedy Niemcy podjęli akcję likwidacji miejscowych gett żydowskich. Oto fragmenty:
"(26 III) Ze wszystkich stron dochodzą wiadomości o niesłychanych gwałtach dokonywanych na Żydach. Koleją przewożą całe pociągi Żydów z Czechosłowacji, z Niemiec i ostatnio nawet z Belgii. W nas też wysiedlają Żydów z różnych miasteczek i miast i wiozą przeważnie gdzieś w okolice Bełżca. Słyszałem dziś opowiadanie o tym, co robili z Żydami w Lublinie.
(...)
(13 IV) Noc (w Szczebrzeszynie - AK) przeszła spokojnie, lecz panika wśród Żydów jeszcze bardziej się wzmogła. Od rana oczekiwali lada godzina zjawienia się żandarmów i gestapowców. Znaczna część Żydów gdzieś znikła - wyszła za miasto lub ukryła się nie wiadomo gdzie. Niektórzy gorączkowo coś wynosili, załatwiali jakieś swoje pilne sprawy. Na miasto wyległy wszelkie szumowiny, zjawiło się sporo furmanek ze wsi i wszystko to niemal cały dzień stało w oczekiwaniu, kiedy można będzie przystąpić do rabunku. Z różnych stron dochodzą wiadomości o skandalicznym zachowaniu się części ludności polskiej i rabowaniu opuszczonych żydowskich mieszkań. Pod tym względem miasteczko nasze z pewnością nie będzie w tyle.
(8 V) Dziś przeżyliśmy okropny dzień. Nie mogę przyjść do siebie i ochłonąć z wrażenie...Około godziny 3 po południu zaczęło się w mieście istne piekło. Przyjechało z Zamościa paru uzbrojonych gestapowców. Najpierw zażądali stawienia się w ciągu godziny 100 Żydów do pracy, po czym przy pomocy miejscowej żandarmerii zaczęli wśród Żydów swą krwawą robotę. Strzały słychać było bez ustanku. Strzelano do ludzi jak do kaczek, zabijano też po mieszkaniach, bez wyboru, mężczyzn, kobiety i dzieci. Liczby zabitych i rannych niepodobna obliczyć ściśle. Z pewnością można powiedzieć jedynie to, że nie było ich mniej niż sto... Przed oczami wciąż widzę wóz z rzuconymi byle jak trupami zabitych. Żydówkę słaniającą się w niemej rozpaczy z nieżywym dzieckiem na ręku, na noszach przed szpitalem skrwawionych rannych, do których nie wolno mi było nawet podejść.
(9 V) Dzisiaj o świcie niektórzy Żydzi zaczęli uciekać z miasta, inni stali na drogach i zatrzymywali ich żeby nie ściągnąć na siebie jeszcze większego nieszczęścia... Zachowanie się pewnej części ludności polskiej pozostawiało wiele do życzenia. Śmiano się, żartowano, wielu łazików poszło na tzw. "zatyły" czyli do dzielnicy żydowskiej, wypatrując czy nie uda się czegoś rabować w opuszczonych domach.
(...)
(22 X) Obcy żandarmi i SS-owcy wyjechali wczoraj. Dzisiaj działają nasi żandarmi i granatowi policjanci (polska formacja kolaboracyjna - AK), którym kazano zabijać na miejscu każdego złapanego Żyda. Rozkaz ten wykonują bardzo gorliwie...W ogóle ludność polska nie zachowywała się poprawnie. Niektórzy brali bardzo czynny udział w tropieniu i wynajdywaniu Żydów. Wskazywali gdzie są ukryci Żydzi, chłopcy uganiali się nawet za małymi dziećmi żydowskimi, które policjanci zabijali na oczach wszystkich.
(23 X) Tymczasem w Szczebrzeszynie działało gestapo przy pomocy miejscowych żandarmów, granatowych policjantów i przy czynnym udziale niektórych obywateli miasta. Popisywał się też młody policjant z Sułowa, Matysiak. Woźny Skórzak nie mając karabinu ani rewolweru, siekierą rąbał głowy wyciąganych z kryjówek Żydów. Inni cywile z amatorstwa (wcześniej Niemcy obiecali za odnalezienie ukrytego Żyda specjalną nagrodę - AK) też gorliwie pomagali, wyszukiwali Żydów, pędzili ich do magistratu lub na posterunek, bili, kopali itp.
(26 X) Wczoraj, w niedzielę, przez cały dzień nieliczni cywile wyłapywali Żydów i odprowadzali ich do aresztu przy magistracie...I w dalszym ciągu tropiono wszędzie Żydów. Widziałem, jak w pobliżu szpitala, w zabudowaniach znanych powroźników Dymów, wynaleziono i wyprowadzono 50 Żydów. Liczyliśmy, gdy pędzono ich do aresztu. Tłum gawiedzi stał i przyglądał się. Niektórzy "z amatorstwa" pomagali: rozbijali dachy i ściany szukając Żydów, a potem bili ich pałkami...Ludność z otwieranych żydowskich domów rozchwytuje wszystko, co jest pod ręką, ludzie bezwstydnie dźwigają całe toboły z nędznym, żydowskim dobytkiem lub towarem z małych sklepików.
(26 XI) Chłopi w obawie przed represjami wyłapują Żydów po wsiach i przywożą do miasta albo nieraz wprost na miejscu zabijają. W ogóle w stosunku do Żydów zapanowało jakieś dziwne zezwierzęcenie. Jakaś psychoza ogarnęła ludzi, którzy za przykładem Niemców często nie widzą w Żydzie człowieka, lecz uważają go za jakieś szkodliwe zwierzę, które należy tępić wszelkimi sposobami, podobnie jak wściekłe psy, szczury itd."

Calel Perechodnik w książce "Czy ja jestem mordercą?" tak pisze o postępowaniu Polaków - "Chciałbym jeszcze scharakteryzować nastawienie Polaków do Żydów i w ogóle do akcji wytępienia Żydów. Niższe sfery ludności miejskiej, a także chłopi z miejsca zorientowali się, skąd wiatr wieje. Zrozumieli, że nadarza się okazja wzbogacenia, jedyna na przestrzeni wieków. Można było bezkarnie rabować, kraść, zabijać ludzi, toteż wielu z hasłem "teraz albo nigdy" zabrało się do tej roboty. Wznosili tylko ręce ku niebu, dziękując za łaskę , że dożyli takich czasów... Uważali, że są niewinni, wszak odpowiedzialni są tylko Niemcy.
W każdym mieście, gdzie odbywała się akcja [likwidacyjna], getto otoczone było przez motłoch, który uczestniczył w formalnym polowaniu na Żydów, polowali według wszelkich prawideł sztuki myśliwskiej - z naganiaczami. Wielu zginęło z ich rąk? Niezliczona ilość! W najlepszym przypadku naganiacze zabierali Żydom pieniądze, rezygnując z doprowadzenia na posterunek żandarmerii. Było to i tak równoznaczne z wyrokiem śmierci. Cóż miał bowiem zrobić Żyd bez pieniędzy? Mógł sam pójść do żandarma i prosić o kulę. Sam widziałem, a także słyszałem z ust Polaków o takich wypadkach.
Nasz dozorca Jan Dąbrowski moc Żydów złapał i wydał w ręce żandarmerii , po uprzednim obrabowaniu. Tak solidarnie postępował tłum, bezimienny tłum. Konduktorzy z kolejki, gdy zauważyli Żyda, komunikowali sobie "złapałem ptaka". Ptaka oczywiście trzeba "oskubać"."

Czy taka "technika" angażowania Polaków do wspólnej z Niemcami akcji likwidacji gett była typowa, czy wyjątkowa?
Odpowiedź na to pytanie jest kluczowa dla nas samych, żyjących współcześnie. Czy mamy uwalane krwią tylko dłonie, czy całe ręce?

Na pewno "skonsumowanie" całej prawdy o stosunkach polsko-żydowskich nie tylko w czasie okupacji będzie trudne dla Polski. Będzie też bolesne i nie tylko psychologicznie bolesne. Będą powstawać filmy, publikacje prasowe, książki na ten temat. Niekoniecznie autorzy będą wykazywać się wymaganą w Polsce subtelnością w przedstawianiu niuansów duchowości polskiej. Ale czyż nie jest piękną wizja naszego narodu, jak Francuzi, Amerykanie potrafiącego odnosić się do własnej przeszłości z całym okrucieństwem. Narodu zdolnego do poczucia winy. Narodu przyszłości.

Naród nasz przechodzi w tej chwili trudny proces "wychodzenia z dzieciństwa" i utraty niewinności. Ceną jest kulturowa dojrzałość. Polski romantyzm, pojmowanie przeszłości narodu, jego tożsamości w kategoriach mistycznych to oznaka niedorozwoju typowego dla wszystkich zabiedzonych, agresywnych społeczeństw.

Debata w sprawie Jedwabnego to pożegnanie z nacjonalistycznym mitem Polski romantycznej, Polski Mesjasza Narodów.
Dopiero, gdy pożegnamy się z mitologią Polski Niewinnej staniemy się społeczeństwem obywatelskim.

Uwaga ostatnia. Właśnie ta debata, jej wręcz niewyobrażalne rozmiary świadczą, że Polacy są wielkim narodem.


 

 

ANTYSEMITYZM WSPÓŁCZESNY

 

Badania nad polskim antysemityzmem, przeprowadzone w 1992 r. pod kierunkiem Ireneusza Krzemińskiego opublikowano w 1996 r. w książce "Czy Polacy są antysemitami?".

Może najbardziej rewelacyjnym wynikiem badań było ustalenie, iż antysemityzm, niechętny stosunek do Żydów ma związek ze strukturą tożsamości narodowej, w której Polacy własny wizerunek postrzegają w dużym stopniu przez opozycję wobec obrazu Żyda. Podobne postrzeganie polskości, narodowej tożsamości narodziło się, jak można się domyślać w wieku XIX. Opozycja wobec Żydów jako narodowych wrogów nie jest jedyną, ale najważniejszą. Opozycja wobec Niemców, Rosjan i Ukraińców ma mniejsze znaczenia dla narodowej identyfikacji.
Ustalenie, iż polskość, narodową świadomość traktujemy na zasadzie opozycji, sprzeciwu, walki z czymś nie jest może rewelacją, jest nią dowód, że naczelnym wrogiem są dla Polaków Żydzi, wróg urojony.
Sam antysemityzm definiowany jest przez Polaków nie jako światopogląd antyżydowski, ale ... agresywne zachowania skierowane przeciw Żydom. Takie rozumienie antysemityzmu po części wyjaśnia, dlaczego Polacy stanowczo zaprzeczają jego istnieniu we współczesnej Polsce. Taka skrajnie uproszczona definicja może świadczyć o niejakim stępieniu wrażliwości społecznej Polaków, ale może też o tolerancji w stosunku do nieagresywnego antysemityzmu (napisy, wypowiedzi, rozmowy).

Antysemityzm współczesnych Polaków podzielić można na dwa, względnie różne rodzaje antysemityzmu.
Antysemityzm tradycyjny, jego główną składową jest niechęć religijna ("bogobójstwo") i antysemityzm nowoczesny, jego główną składową jest przekonanie o zbyt wielkim wpływie Żydów na różne sfery życia.

Autorzy badań spodziewali się, iż wraz z wzrostem wykształcenia maleć będzie też natężenie postaw antysemickich. Badania wykazały wyraźnie, że wykształcenie nie ma żadnego znaczenia dla poziomu antysemityzmu nowoczesnego, ma jednak wpływ na postawy prożydowskie. Wykształcenie wpływa na antysemityzm tradycyjny.
Tak więc antypatia do Żydów wcale nie spada wraz ze wzrostem wykształcenia, zaprzeczałoby to utartym poglądom o wykształceniu jako mechanicznym sposobie wysubtelniania umysłu. Helena Datner - Śpiewak zaznacza jednak, że traktowanie antysemityzmu jako uproszczenia świata samo jest uproszczeniem. W literaturze tematu dowodzono, iż wizja świata osób o przekonaniach antysemickich jest bardzo skomplikowana. Autorka pisze: "Nie można więc sądzić, że przekonania antyżydowskie zmieniać się będą wraz ze wzrostem poziomu wykształcenia." Ustalenie te są rzeczywiście zdumiewające w świetle utartych autostereotypów inteligenckich (tu swoją rolę odgrywa publicystyka A. Szczypiorskiego), ale w świetle dokumentów życia społecznego przełomu XIX/XX wieku już mniej.

Ciekawe dane dało badanie zależności poziomu antysemityzmu od wieku ankietowanych. Wiek wyraźnie różnicuje poziom antysemityzmu tradycyjnego, im starsi badani tym wyższy jego poziom, im młodsi, rośnie częstość postaw prożydowskich. Jednak już antysemityzm nowoczesny zależy od wieku nieporównanie słabiej, na pewno można tylko stwierdzić, iż najmłodsi (wiek 18-24 lat) wykazują słabsze postawy antysemickie. Bodaj najciekawsze w tym punkcie badań było ustalenie, że najwyższym poziomem antysemityzmu nowoczesnego wcale nie charakteryzują się najstarsi (wiek pow. 59 lat, urodzeni przed 1923 r.), ale tzw. "pokolenie wojenne" (wiek 40-59, urodzeni pomiędzy 1924-1928). Helena Datner - Śpiewak tak o tym pisze: "Przedstawione wyżej zależności każą przywołać hipotezę o szczególności pokolenia wojennego. Silne negatywne wojenne doświadczenia powodują dużą frustrację, przejawiającą się również uogólnioną niechęcią do Żydów, która obejmuje oba typy antysemityzmu." Hipoteza ta została cokolwiek zlekceważona w podsumowaniu badań, w części generalizującej wyniki. Wielka szkoda, bo wsparłby owa przesłanka koncepcję "kozła ofiarnego".
Miejsce zamieszkania różnicuje wyłącznie postawy antysemityzmu tradycyjnego. Są one najsilniejsze na wsi i w najmniejszych miastach.

Badania frustracji społecznej przeprowadzone przez Heleną Datner - Śpiewak wykazały, że wysokość dochodu (tzw. obiektywny wskaźnik frustracji społecznej) nie ma większego wpływu na poziom antysemityzmu. Biedny wcale nie musi być bardziej ksenofobiczny od zamożnego, tu mechanizmy frustracji działają na wyższym poziomie. Wpływ niebagatelny na poziom antysemityzmu ma frustracja subiektywna, zupełnie nie związana z rzeczywistym sytuacją badanego. Ankietowani oceniali sytuację własnej rodziny i kraju - w teraźniejszości i przyszłości, przełożenie na podwyższony poziom antysemityzmu znalazł pesymizm. Im gorzej oceniali badani ogólną sytuację kraju tym bardziej nie lubili Żydów. Co dziwaczniejsze owo przełożenie pesymizmu na antysemityzm najbardziej było widoczne, gdy badani czarno widzieli przyszłość kraju. To znaczy, że im bardziej ciemna, przerażająca wydaje się nam sytuacja ogólna, im bardziej jest ona abstrakcyjna, oderwana od konkretu, tego co doświadczamy na codzień, tym Żydzi wydają się bardziej złowrodzy. Notabene, wyniki takie nie są zaskoczeniem, np. od lat Polacy oceniający stan polskiej gospodarki twierdzą w większości, że ta jest w stanie upadku, mimo, że w rzeczywistości gwałtownie się rozwija. Depresja, skrajny pesymizm jako stan ducha Polaków utrzymuje się od lat, i nie widać, by indywidualny sukces, wzrost zamożności wpływał na jego zmianę. Jeśli Polacy chcą być sfrustrowani, to i tak będą, tyle tylko, że taki powszechny stan depresji, depresji podkreślam w sensie ogólnym, nawet ogólnonarodowym ma związek z narastaniem antysemityzmu, a co za tym idzie z narastaniem ksenofobii. Gwałtowność zmian po 1989 r. dla większości Polaków jest kataklizmem, a doświadczenie narodowe wypracowało jedyną skuteczną metodę odreagowania wstrząsów...
Do ustaleń Heleny Datner - Śpiewak przyjdzie mi jeszcze powrócić. Wyraźne utożsamienie frustracji, zagrożenia z sytuacją społeczno-ekonomiczną ma swoje konsekwencje. Badaczka z jakichś względów pominęła zupełnie inne możliwe źródła strachu społecznego, choćby zagrożenie polityczne.

Innym interesującym wnioskiem z badań jest odkrycie podskórności, podświadomości antysemityzmu w Polsce. Jego głębokości nie sposób wykryć prostackim pytaniem o sympatię, czy brak takiej do Żydów; wysokość deklarowanej antypatii do Żydów w ostatnich latach nie przekracza kilkunastu procent. Gdyby chcieć wydawać sąd o antysemityzmie wśród Polaków tylko oceniając ten wskaźnik opinia o Polakach jako narodzie wolnym w większości od stereotypów narzucałaby się sama (ten wskaźnik, z niepojętych przyczyn uznaje się w comiesięcznych prawie badaniach antysemityzmu przez CBOS i OBOP za wskaźnik ogólny antysemityzmu). Helena Datner - Śpiewak w rozdziale "Struktura i wyznaczniki postaw antysemickich" stwierdza, że deklaracje niechęci do Żydów to jeden z komponentów antysemityzmu zwany antysemityzmem społecznym, innymi komponentami będą: antysemityzm polityczny (wiara w omnipotencję Żydów) i antysemityzm religijny. Poszczególne komponenty są względnie niezależne i siła prognozowania na podstawie jednego z nich dla przewidywania kształtu innych jest nikła.
Badacze, chcąc ujawnić podskórne niechęci i stereotypy zadali pytania - czy Żydzi mają zbyt wielki wpływ w kraju na polskie massmedia - TAK odpowiedziało 21,5 %. Negatywnie oceniających wpływ Żydów w Polsce na życie politycznie i gospodarcze było 35%. Jednak przekonanych o wielkim wpływie Żydów w świecie było już 55% badanych, a 58% było pewnych, co do wpływu Żydów na większość finansów świata. Wysokie poparcie zanotowano dla stereotypów o wzajemnym popieraniu się Żydów i skrytym dążeniu do rządzenia.
Pamiętajmy, że wszystkie te "procenty" są o wiele wyższe, niż deklaracje niechęci do Żydów, wniosek z tego, że albo Polacy boją się zadawanych wprost pytań o niechęć, albo też takie uczucia jak niechęć czy sympatia nie mają większego znaczenia dla utrwalonych stereotypów (badania dowiodły przecież, że osobisty kontakt z Żydami zwiększa poziom antysemityzmu).
Bodaj najlepszym z pytań, mających prowokować antysemickie deklaracje było - jak uważasz, czy ktoś urodzony w Polsce w żydowskiej rodzinie i uważa się z Polaka, jest rzeczywiście Polakiem czy też Żydem? Większość, bo 62% odpowiedziało - jest Żydem. W tej stanowczej odpowiedzi kryje się przekonanie o niezacieralnej, rasowej specyfice Żydów, samookreślenie narodowe Żyda nie ma znaczenia wobec jego żydowskiej natury.

Osobisty kontakt z Żydami wbrew popularnym opiniom wiążącym ksenofobię z niewiedzą wcale do sympatii dla ogólnie rozumianego narodu żydowskiego nie nastraja. Osoby znające Żydów osobiście, zresztą oceniające swe kontakty pozytywnie, częściej (!) wybierały odpowiedzi antysemickie, niż ogół populacji np. o żydowskich wpływach w świecie przekonanych było 65% (ogół 55%), w polskiej gospodarce 44% (ogół 35%), w polskich massmediach 28% (ogół 21%). Andrzej Żbikowski tak o tym pisze: "W świetle przytoczonych danych można zaryzykować opinię, że Polacy, którzy mieli osobisty kontakt z Żydami, w procesach zachodzących obecnie w Polsce doszukują się właśnie ich wpływów i oceniają je przeważnie negatywnie."
Jest to najbanalniejsza z banalnych prawd o antysemityzmie, możemy lubić Żyda indywidualnego, ale już nie abstrakcję. Z "oświeceniowego" punktu widzenia to, że kontakt osobisty, oceniany pozytywnie przekłada się na wzrost uprzedzeń generalnie, jest nonsensem. Jeśli jednak podejmujący kontakt są bardziej antysemiccy, niż niezaangażowani, to znaczy, że chcą widzieć w indywidualnej osobie cechy mitycznego ogółu, co raczej nie świadczy o błahości problemu antysemityzmu wśród Polaków.

Stereotyp żydokomuny okazał się mało trwały w świadomości, tylko 14% badanych wskazało go jako powód niechęci do Żydów. Może to oznaczać, że stereotyp Żyda w polskiej świadomości nie potrzebuje żadnego "racjonalnego" uzasadnienia, bo tym jest przecież mit żydokomuny dla wielu. Skonfrontowanie 14% poparcia dla mitu żydokomuny z 58% poparcia dla mitu posiadania przez Żydów finansów świata raczej nie dowodzi, że jedynym źródłem współczesnego antysemityzmu w Polsce jest udział Żydów we władzach komunistycznych.

Zasięg antysemityzmu trudno ocenić, Helena Datner - Śpiewak twierdzi, że zdecydowanymi antysemitami jest 17% badanych, jednak aż 62% wybrało jedną z odpowiedzi antysemickich. 57% badanych nie wybrało żadnej odpowiedzi prożydowskiej - przez co badacze rozumieli (trochę na wyrost) odpowiedzi niezgadzające się ze stereotypem. 43% wybrało przynajmniej jedną z odpowiedzi prożydowskich, ale żadnej odpowiedzi antyżydowskiej nie wybrało 38% badanych.
Można z tych wyliczeń określić dość mgliście, że całkiem wolnych od antysemityzmu nowoczesnego jest około 40% badanych, zaś około 60% ma poglądy w różnym stopniu zbliżone do antysemityzmu.

Pytania mające ujawnić ksenofobię badanych dały ciekawe wyniki, np. brak mniejszości narodowych i grup etnicznych we współczesnej Polsce jest oceniany zdecydowanie pozytywnie, bez względu na poziom wykształcenia. Blisko 40% badanych uznało, że powojenna sytuacja Polski, w której nie ma licznych mniejszości narodowych jest lepsza dla Polski niż przedwojenna sytuacja wielonarodowościowej II RP. Tylko 7% badanych uznało obecną etniczną jednolitość za niekorzystną. Na pytanie czy obecność w Polsce mniejszości narodowych jest korzystna, TAK odpowiada tylko 25%, NIE aż 45%.

Badania wyraźnie wskazały, że kanałem transmisji uprzedzeń są codzienne rozmowy w rodzinie, w kręgu przyjaciół i bliskich znajomych, zaś powszechnie winiony za antysemityzm Kościół katolicki w tym przypadku nie ma sobie zbyt wiele do zarzucenia. Do przekazywania poglądów antysemickich nie były wykorzystywane lekcje religii ani inne kontakty z wiernymi - badania jednoznacznie wykazują, iż kanały przekazu antysemityzmu nie mają wiele wspólnego z działalnością polskiego Kościoła katolickiego. Siła antysemityzmu oparta na tak kruchych podstawach jak kontakty w gronie bliskich dowodzi jego ukrytych funkcji, jego niezbędności.

Gavin Langmuir, wielokrotnie w pracy "Czy Polacy są antysemitami?" cytowany twierdzi, że w postawach ksenofobicznych właściwym obiektem nie jest grupa obca, ale raczej odczucie społecznych zagrożeń, niepewność i lęk o życie własnej grupy. "Ksenofobowie nie mówią o realnych, ale o czymś znacznie bardziej nieuchwytnym, o swoim poczuciu zagrożenia, chaosie [...], założenia takie są przyjmowane przez ludzi, którzy czują się zagrożeni, a wiedzą tak mało o uwarunkowaniach społecznych, zwłaszcza bardziej skomplikowanych, że brakuje im pojęć, aby sobie z nimi poradzić. Próbują wyrazić swoje poruszenie i wołanie o pomoc, ale rozumieją tak mało, że potrafią wskazać tylko jakieś konkretne działania lub pewnych widocznych, konkretnych ludzi i użyć ich jako symbol znacznie szerszego zagrożenia."

Taka interpretacja antysemityzmu, czy nawet szerzej ksenofobii jest powszechnie przyjęta. Schemat - zagrożona kryzysem grupa, przenosząca swoje lęki na inną grupę, wyróżniającą się pozycją ekonomiczną, czy po prostu kulturowo inną. W ksenofobii najbardziej istotny wydaje się kryzys, zagrożenie, przedmiot nienawiści - obca grupa można w rzeczywistości nie istnieć. We współczesnej Japonii, targanej od lat głęboką recesją, istnieje antysemityzm (!!!). Ilu może być Żydów w Japonii, wiadomo, ale nie przeszkadza to rozkwitowi wiary w żydowskie panowanie nad ekonomią świata. Zainteresowanie ciszą się "Protokoły Mędrców" a i rodzimi autorzy wykazują inicjatywę. W milionowym nakładzie rozeszła się księga o tytule "Jeśli zrozumiesz Żydów, zrozumiesz świat: scenariusz ostatecznej wojny gospodarczej". Czyż nie prościej w ten sposób radzić sobie z problemami kraju, któremu do niedawna wróżono "prześcignięcie" USA. Od razu wiadomo, kto winien niepowodzeniu.

Mimo atrakcyjności mechanizmu "kozła ofiarnego" Ireneusz Krzemiński i Ewa Koźmińska - Frejlak w rozdziale pracy "Stosunek społeczeństwa polskiego do Zagłady Żydów" zbudowali własny schemat, oparty częściowo na ustaleniach H. Arendt zawartych w "Korzeniach totalitaryzmu". Częściowo, bowiem główna hipoteza Arendt tłumaczy antysemityzm dość zawile jako efekt 1. rozpadu państwa narodowego, 2. braku identyfikacji szerokich warstw społeczeństwa ze strukturami tego państwa, 3. malejącej przydatności ekonomicznej Żydów i grup ich wspierających (arystokracji). Pewnym elementem tej hipotezy jest teza o antysemityzmie jako mesjanizmie konkurencyjnym. Ruchy nacjonalistyczne owładnięte antysemityzmem z chęci metafizycznej dominacji nad narodami miały skierować swoją nienawiść wobec Żydów, pierwszego narodu wybranego. "Nienawiść rasistów do Żydów wynikała z przesadnej obawy, że być może właśnie Żydzi, a nie oni, są wybrani przez Boga jako ci, którym się powiedzie." Teza ta niesie za sobą nieoczekiwane konsekwencje, które skwapliwie wykorzystują polscy badacze antysemityzmu.

Tłumacz "Korzeni totalitaryzmu" D. Grinberg nie ukrywa arbitralności tej hipotezy, pomija ona zupełnie problem antysemityzmu wschodnioeuropejskiego, który przecież nie mógł narodzić się w sytuacji upadku państwa narodowych, takich bowiem na wschodzie często nigdy nie było. O metodach badawczych H. Arendt pisze bez ogródek: "Kapryśny dobór źródeł i ich dość swobodna interpretacja, nacisk położony na teksty literackie, polerowanie drugorzędnych niekiedy szczegółów przy jednoczesnym pomijaniu spraw zasadniczych". Mit ogromnej wagi intelektualnej "Korzeni..." opiera się tylko na części trzeciej - "Totalitaryzmie", dwie pierwsze "Antysemityzm" i "Imperializm" właściwie mało kto czyta.

Mimo takiego stanu rzeczy Krzemiński i Koźmińska ignorują hipotezę "kozła ofiarnego", pomijają milczeniem nawet cytowanego w innych częściach pracy Langmuira, ignorują nawet większą część dziwacznej konstrukcji myślowej Arendt i przejmują hipotezę o "konkurencyjnym mesjanizmie". Już na wstępie autorzy przyznają, że w autostereotypie Polaków przeważają... cechy negatywne, miast pozytywnych, jak nakazywałby mesjanizm narodowy. Nie zrażając się, badacze drążąc kwestię stosunku Polaków do Zagłady, zadając pytania, o pomoc udzielaną Żydom, czy też o wyrzuty sumienia dokonując skomplikowanych wyliczeń dochodzą do konkluzji, najbardziej kontrowersyjnej w całej pracy - jeśli bowiem antysemityzm Polaków ma swe źródło w mesjanizmie, konkurencji moralnej to w postawie antysemickiej zawarta powinna być zasada "fair play". Krzemiński pisze "postawa 'rywalizacji narodowej' nakazuje zarazem szanować przeciwnika, doceniać go i oddać mu sprawiedliwość. Antysemityzm, który wynika z rywalizacji o to, kto jest moralnie 'lepszy', nakazuje godne traktowanie przeciwnika i przestrzeganie reguł 'fair play' ". Sami autorzy przyznali, że ta hipoteza w samym zespole badawczym budziła wątpliwości.

O szczególnym nastawieniu Krzemińskiego do badań niech świadczy pewna szczególna interpretacja, jakiej dokonał w pierwszym rozdziale pracy pt. "Wprowadzenie" na wynikach badań Heleny Datner - Śpiewak. Pisze ona o 17% "konsekwentnych antysemitów", prezentujących postawę zdecydowanie antyżydowską tzn. akceptujących 4 odpowiedzi antyżydowskie. Owe szczegółowe 17% staje się u Krzemińskiego ogólną liczbą antysemitów w Polsce. Jest to szczególnie absurdalne, jako że obok podaje kilkudziesięcioprocentowe wskazania dla typowych dla nowoczesnego antysemityzmu stereotypów.
Czy redukcja ogólnej liczby antysemitów i sprowadzenie samego antysemityzmu do mistycznych wymiarów rywalizacji mesjanizmów nie jest aby dowodem manipulacji? Czy możliwa jest zasada "fair play" i pogromy? Podsumowanie badań, opierających się na materiale socjologicznym wykluczyło a priori materiał historyczny, świadczący o zupełnie niemistycznych formach antysemityzmu.

Zasadniczym błędem socjologów próbujących odpowiedzieć na pytanie o źródło polskiego antysemityzmu było pominiecie perspektywy historycznej. Przyjmując za dostateczny materiał źródłowy aktualne dane na temat teraźniejszego stanu antysemityzmu całkowicie zignorowali możliwe inne, niż ekonomiczny czynniki zagrożenia społecznego. Przyjęcie bowiem za źródło antysemityzmu mechanizm kozła ofiarnego determinuje przyjęcie stanu zagrożenia i obrony przed nim jako główne czynniki. Identyfikowanie zagrożenia wyłącznie z ekonomicznym jest niesmacznym żartem, wystarczyło dla weryfikacji tego założenia przejrzeć byle podręcznik historii Polski wieku XIX. Pominięto w badaniach przekazy z XIX w., a więc kluczowe, wobec narodzin antysemityzmu na ziemiach polskich. Odrzucenie mechanizmu kozła ofiarnego i stanu zagrożenia narodowego w wieku XIX jako przyczyn antysemityzmu polskiego zakrawa już nie na naukową nierzetelność, ale manipulację. Zbyt zależało prowadzącym badania na udowodnieniu tezy o "rywalizacji mesjanizmów".

O tym, że podobne badania były już prowadzone świadczy praca "Autorytaryzm, lęk, konformizm" Jadwigi Koralewicz z 1987 r. W jej badaniach nad autorytaryzmem polskiego społeczeństwa wyraźnie zaznaczyła się u badanych potrzeba oparcia swojego postępowania na autorytecie, większa część badanych wykazywała poczucie, że żyją w spolaryzowanej, hierarchicznie podzielonej rzeczywistości. Mieli oni skłonność do surowego karania tych, którzy naruszają uznawane normy. Badanych cechowała mała tolerancja. Ankietowani przejawiali także swego rodzaju nieufność do innowacji i zmian, aczkolwiek badani respondenci nie byli zbyt tradycjonalni.
Wszystkie wskaźniki autorytaryzmu były charakterystyczne w znacznie większym stopniu dla osób o niższym wykształceniu, jednak inteligencja wcale nie była wolna od autorytaryzmu. Wysoki procent osób z wyższym wykształceniem (ok. 40%), postrzegały rzeczywistość społeczną w zdychotomizowany sposób, podzieloną na słabych i silnych, a więc tych, którzy wygrywając są na górze, i tych, którzy przegrywając poddają się i ulegają.
Spośród 8 stwierdzeń wchodzących w skład polskiej skali autorytaryzmu 5 dotyczyło stosunku jednostki do różnego typu autorytetów (rodziców, ekspertów, kierowników, władzy). Jadwiga Koralewicz stwierdziła, że dojrzeć w tym można zapotrzebowanie na podporządkowania się autorytetom, chęć oparcia swego działania na wskazówkach i poleceniach osób, które z tytułu pozycji i kompetencji pełnić mają rolę przywódców i przewodników. Posiadają one odpowiednią wiedzę, a ich wybory są słuszne, można się więc zdać na ich decyzje, które powinny być konsekwentnie realizowane. Przypisuje się im bowiem prawo do bycia surowym i wymagającym.
W konkluzji Jadwiga Koralewicz stwierdziła, ze wysoki autorytaryzm robotników związany jest z niskim poziomem wykształcenia, brakiem umiejętności przyjmowania innej niż własna perspektywy poznawczej. Najbardziej interesujące są przyczyny autorytaryzmu inteligencji, autorytaryzm tej grupy związany jest z wysokim poziomem poczucia zagrożenia i lęku. Praca drukowana w 1987 r. (badania dotyczyły lat 70-tych) dość niewyraźnie, ale jednak w zauważalny sposób sugeruje, iż owo zagrożenie ma charakter polityczny.

Wybitny socjolog Adam Podgórecki, jeden z rozdziałów swej pracy "Społeczeństwo polskie" zatytułował znamiennie "Wszechobecne poczucie zagrożenia".
Czytamy tam: "W wyniku geograficznego usytuowania między dwoma agresorami ludność polska ma głęboko zakorzenione i permanentne poczucie zagrożenia. W warunkach totalitarnego systemu społeczno-politycznego to poczucie nasiliło się."
Badania, przeprowadzone przez Podgóreckiego w latach 60-tych dowodziły, iż w wyraźnym poczuciu zagrożenia żyło 68% ludności miejskiej i 70% wiejskiej.
Podgórecki kwestionuje ustalenia Koralewicz w tym punkcie, w którym twierdzi ona, iż autorytaryzm robotników wiąże się z ich niskim wykształceniem. Wedle niego autorytaryzm całego społeczeństwa polskiego ma swe źródło w "miażdżącym uczuciu wszechobecnego zagrożenia".

Podobnych konkluzji zabrakło w badaniach pod kierownictwem Ireneusza Krzemińskiego. Czy przypadkiem?




* red. I. Krzemiński "Czy Polacy są antysemitami?", Warszawa 1996
* J. Koralewicz "Autorytaryzm, lęk, konformizm", 1987
* A. Podgórecki "Społeczeństwo polskie", Rzeszów 1995

 

 

Mechanizm "kozła ofiarnego"

 

O szczególnej więzi polskości i antysemityzmu pisała Alina Cała w "Wizerunku Żyda w polskiej kulturze ludowej":
"Wielu czuło się członkiem danej wspólnoty tylko o tyle, o ile odmawiali takiego prawa innym. 'Jestem Polakiem, bo nie jestem Żydem' - brzmiało ich hasło. Mimo, iż bardziej racjonalne było odniesienie do odrębności Rosjan i Niemców, to właśnie ta mniejszość stała się 'wrogiem' dla dużej części naszego społeczeństwa.
W narodowym sacrum zaczęła pełnić funkcję diabła. Fascynacja nim objawiała się obsesyjnie w momentach zagrożenia kulturowej integralności - jako wrogość lub jako filosemityzm. Jej stereotyp oderwał się od rzeczywistości i społecznej praktyki, służył wyładowaniu frustracji, cementowaniu sztucznej jedności, projekcji własnej niemocy i grzechów. Dlatego dla podsycenia antysemityzmu nie jest potrzebne fizyczne istnienie wyznawców judaizmu. Utrzymuje się on pomimo zagłady tej grupy."

Antysemityzm miał pełnić w świadomości narodowej funkcję identyfikacji negatywnej. Świadomość narodowa powstała w dużej mierze na zasadzie na przeciwstawieniu się obcości, "mianowała" Żydów wrogiem naczelnym polskości, wrogiem większym od Rosjan i Niemców.

Żydzi są polskim kozłem ofiarnym, ich pierwszoplanowa pozycja w świadomości narodowej, większa od pozycji Rosji i Niemiec dowodzi, że w obrazie Żydów mieszczą się wszelkie polskie urazy, krzywdy, zagrożenia. Antysemityzm polski odrzucając Żydów, obarcza ich polskimi nieszczęściami, ale Żydzi realni, konkretni nie są antysemitom potrzebni. Żydzi są dla antysemityzmu bytem abstrakcyjnym, szczególnie nierealność Żydów objawia się obecnie, w kraju gdzie w naturze Żydzi nie występują. Właśnie w takiej sytuacji świetnie widać istotę polskiego antysemityzmu, który na Żyda-kozła ofiarnego przenosi całe zło świata. I właśnie w kraju bez Żydów antysemityzm kwitnie w najlepsze, skoro Żydów nie ma, to Żydem może być każdy. I jest. Często formułowana wątpliwość, czy antysemityzm polski potrzebuje fizycznego istnienia Żydów ma swoją odpowiedź. Do istnienia antysemityzmu potrzebni są Polacy.
Zło polityczne (korupcja, alienacja elit rządzących), zło gospodarcze (bezrobocie, bieda) czy wreszcie zło duchowe, winni którego dokonują zniszczenia polskich wartości zbiorowych (pornografia!, "szargania świętości") interpretuje się w najprostszy sposób, jako efekt wrogiej działalności Żydów. I tak Żydem w Polsce może być Jacek Kuroń, Leszek Balcerowicz, nawet Wałęsa i prymas Glemp, jak się słyszy niekiedy, otaczają nas Żydzi "mianowani". Wróg dybie zewsząd, z zewnątrz, z zagranicy, ale, co szczególną grozę wywołuje i wewnątrz polskiego społeczeństwa. Jest to logika obłędu, ale jednak logika.
Żyd jest doskonałą realizacją etnocentrycznego Obcego, działa jako potężna siła zewnętrzna, jako rząd światowy, jako światowe media, opanowane całkowicie przez Żydów (co potwierdził kilka lat temu sam prymas) nareszcie sławny żydowski kapitał międzynarodowy. Nie koniec na tym, Żydzi działają wewnątrz polskiego narodu, prowadzą tajną, dywersyjną robotę, będą to Żydzi, a raczej osoby pochodzenia żydowskiego, od 10 pokoleń zasymilowani, będą także Żydzi "mianowani". Takim Żydem może być liberalny polityk, współtwórca nowego rynkowego ustroju, ale i znany polityk prawicowy, widocznie nie dość radykalny (nie dość, że Żyd to jeszcze mason, co ujawnił inny prawicowy polityk). Istnieją w Polsce żydowskie gazety i żydowskie ugrupowania polityczne, żydowscy intelektualiści, czego jednak głośno mówić nie wypada.
Także oskarżanie Żydów o sprowadzenie do Polski komunizmu ma głęboki sens etnocentryczny. Skoro to Żydzi - Obcy są temu winni, to niewinni jesteśmy my Polacy. Problem współpracy w komunistami ogółu polskiego zostaje odrzucony, my Polacy byliśmy czyści i niewinni.
Czasem tłumaczy się powstanie antysemityzmu w Polsce jako naturalną reakcję na obecność olbrzymiej, trzymilionowej masy Żydów zamieszkujących na polskim terytorium. Liczba jest zupełnie bez znaczenia, dzisiejsze fizyczne nieistnienie Żydów też jest bez znaczenia. Żydzi jako konkretna zbiorowość byli biernymi uczestnikami mechanizmu przenoszenia winy za zagrożenie i kryzys.

Zbiorowość - kozioł ofiarny musi się rzeczywiście czymś odróżniać od reszty ludności, kulturowo, czy pozycją ekonomiczną, jednak istotny dla wytworzenia się potrzeby prześladowań jest kryzys. Kryzys, jaki przeżyła Turcja w 2 połowie XIX, upokorzona przez europejskie potęgi po wojnie z Rosją w 1878 r. skrupił się na Ormianach, mających to nieszczęście stanowić ok. 6-8 % ludności, być odrębnymi kulturowo i posiadać w swych rękach turecki handel i rzemiosło. Pierwsze pogromy Ormian rozpoczęły się w czasie wojny w 1878, już w latach 90-tych masakrowano dziesiątki tysięcy Ormian w całym Imperium Ottomańskim. Sprzyjająca atmosfera dla ludobójstwa Ormian w wieku XX powstała w nękanej kryzysem Turcji XIX - wiecznej. Opinie na temat przyczyn kryzysu Rosji i wrzenia rewolucyjnego w 2 poł. XIX w. były podzielone - sam Katkow sądził, że wszystkiemu winni są Polacy. Ale już w czasie rewolucji 1905 r. cesarz Mikołaj II nie miał wątpliwości, że 9/10 ogółu rewolucjonistów i socjalistów rosyjskich to Żydzi, równie państwowotwórczym rozumowaniem kierował się tłum masakrujący 800 wrogów Rosji w Odessie.

Prusy, których wyższe klasy snobowały się na towarzystwo Żydów (modne salony asymilatorek) przeniosły gniew i upokorzenie po klęsce zadanej im przez Napoleona w 1807 r. właśnie na Żydów. I to właśnie wyższe klasy rozpoczęły bojkot Żydów, wtedy tylko towarzyski. Ironią dziejów określić można to, że upokorzenie Francji przez Prusy w 1870 dla części Francuzów stało się powodem dla rozpętania sprawy Dreyfusa, Żyda i niemieckiego agenta. Żydzi - wrogowie Prus łatwo stali się wrogami Francji.

Specyfiką polskiego antysemityzmu jest tylko kryzys permanentny, kozioł ofiarny towarzyszy nam od przeszło 100 lat, w nim zawierają się polskie strachy. W stereotypie Żyda zawierają się cechy i niemieckie i rosyjskie - SS i NKWD chyba nie tylko w świadomości księdza Jankowskiego stają się znakami obcości, a więc Żydów. Dlatego Żydzi są bardziej przerażający od Niemców i Rosjan.
Właściwie antysemityzm jest oznaką normalność Polaków, nie ma zbiorowości, która, poddana praktykom dyskryminacyjnym nie odreagowałaby autorytarnością zbiorowego myślenia.

Nowoczesny antysemityzm polski narodził się w wieku XIX. Wielki narodowy dramat, brutalne represje, obsesja narodowa została skanalizowana w obrazie wroga naczelnego - Żyda. Dokonała się szczególna judaizacja zła narodowego.
O tym procesie, o mechanizmie "kozła ofiarnego" pisał Aleksander Hertz w "Żydach w kulturze polskiej":

"Antagonizm do obcego jest uwarunkowany przez przeświadczenie, że obcy ten reprezentuje wartości, które są zaprzeczeniem naszych wartości, są dla nich groźne, a więc tym samym i dla nas groźne. Obcy jest tu symbolem niebezpieczeństwa. Obcy ponadto może być traktowany jako przyczyna czy źródło naszych niepowodzeń. Skoro bowiem reprezentuje on coś, co jest dla nas groźne, przeto faktycznie nam grozi i szkodzi, tym samym stając się odpowiedzialnym za nasze porażki. Jest rzeczą obojętną, że źródła naszych niepowodzeń mogą być gdzie indziej. Obiektywne przyczyny tych niepowodzeń mogą być bardzo różnorodne i bardzo skomplikowane. Mogą być nam nieznane lub tylko częściowo znane. Wiemy jednak, że istnieją. W 'obcym' polaryzuje się wszystko, w czym chcemy widzieć źródła naszych nieszczęść. 'Obcy' staje się wtedy owym 'kozłem ofiarnym', tym, który personifikuje źródła naszych niepowodzeń, jest za nie odpowiedzialny i z tej racji powinien ponieść karę. W każdej mitologii narodowej spotykamy się z taką koncepcją 'obcego', w praktyce najczęściej sprowadzaną do konkretnego obcego. Roman Dmowski uporczywie dowodził, że za nieszczęścia Polski odpowiedzialność ponoszą Niemcy i Żydzi. Z czasem w koncepcji Dmowskiego Żydzi wyparli Niemców. Każdy naród miał zresztą swoich Dmowskich i takie koncepcje. Zmieniała się tylko osoba 'obcego'. Katkow z całym przekonaniem głosił, że źródłem nieszczęść Rosji są Polacy i ich złośliwe intrygi.

Zbiorowości ludzkie w stanie głębokiego konfliktu wewnętrznego, niepewne swych własnych wartości, zaniepokojone swą słabością, z tym większą trwogą patrzyły na tych, którzy mogą wnieść nowe wartości, zagrażające starym. Czy ci obcy rzeczywiście byli nosicielami jakichś wartości nowych i odmiennych - nad tym się nie zastanawiano. Wszędzie widziano obcych - wrogów, którzy rozkładali nasze życie.

Gunnar Myrdal, badając antagonizm do Czarnych w stanach południowych Ameryki, w sposób niezmiernie przekonywujący wykazał, iż antagonizm ten jest symptomem głębokiego kryzysu moralnego i społecznego, jaki stał się udziałem białej społeczności tej części Stanów Zjednoczonych. Zamiast też mówić o istnieniu tam 'kwestii czarnej', słuszniej byłoby mówić o istnieniu 'kwestii białej'. Te uwagi Myrdala dadzą się odnieść do wszystkich innych krajów i cywilizacji. Antysemityzm więcej mówił o 'kwestii' polskiej, niemieckiej czy ukraińskiej, niż o żydowskiej. Żydzi - sami zresztą będąc społecznością schorzałą - byli tu okolicznością raczej przypadkową i zewnętrzną. jakiś antagonizm do jakiegoś obcego musiałby się tu wytworzyć nawet gdyby Żydów w ogóle nie było. Miejsce Żydów w innych wypadkach z podobnym skutkiem zajmowali Ormianie i Persowie, katolicy i protestanci, Chińczycy, metysi wszelkiego rodzaju itd. w nieskończoność. W epoce Katkowa w Rosji podobna rola była przydzielona Polakom. Inna rzecz, że w każdym z tych wypadków wybór obcego - wroga nie był sprawą czystego przypadku. Grupa, która była przedmiotem antagonizmu, zajmowała określoną pozycję społeczną, wykonywała określone funkcje, co stwarzało korzystne warunki dla antagonistycznego ustosunkowania się do niej i dawało wygodną podstawę do racjonalizacji (...).

Magia w postawach ludzi okresów wielkich panik stale prowadzi do personifikowania i konkretyzacji Zła. Wytwarza się wtedy specyficzna socjologia magiczna, która odrzuca bezosobowy charakter wielkich procesów społecznych. Muszą być jacyś konkretni sprawcy nieszczęścia. Ktoś musi być za nie odpowiedzialny. Wyrasta mit wroga - winowajcy naszej niedoli i odpowiedzialnego za nią. Niekiedy wrogiem takim są określone jednostki - politycy, myśliciele itd. ; częściej stają się nim zespoły ludzkie, którym z tych czy innych względów przypisujemy złe wobec nas zamiary. Z naszego punktu widzenia są to zespoły nonkonformistyczne, od nas różne, budzące w nas podejrzenia. Czy jest to obiektywnie uzasadnione, o to głowa nas nie boli. Działa tu aparat magicznego myślenia, który - choć stale posługuje się racjonalizacjami - jest w swej treści alogiczny. Jeżeli zespół taki w zachowaniu się swym zaczyna odbiegać od tradycyjnego wzoru, jeżeli przez to zaczyna zagrażać dawnemu porządkowi, łatwo w nim zaczyna być personifikowane Zło - źródło naszej niedoli. Całe dzieje ludzkości pełne są takich mityzacji wroga - obcego (...).

Jest rzeczą wysoce prawdopodobną, że gdyby w Polsce czy w Niemczech nie było ani jednego Żyda, wytworzyły się w latach międzywojennych antagonizm do jakiejś innej grupy ludzkiej. Mit wroga, odpowiedzialnego za naszą niedolę stale powstaje w czasie wielkich katastrof historycznych i bynajmniej nie zawsze jest personifikacją Żyda. I to nie tylko tam, gdzie Żydów nie ma. W Ameryce mityzacja wroga nie miała charakteru antysemickiego, choć istnieje tam wielomilionowa ludność żydowska. Były to mity cudzoziemca w ogóle, zuchwałego Murzyna, komunisty, intelektualisty itp. W Turcji wieku XIX Ormianie odegrali rolę Żydów. W wielu krajach afrykańskich wrogiem jest biały. Zawsze jednak podłoże wszelkich masowych mityzacji wroga jest jednakowe. Jest nim jakaś katastrofa, załamywanie się ustalonego porządku społecznego, rozpadanie się przyjętych systemów wartości, rosnące poczucie osamotnienia, niepewności, zagrożenia. Jednostka czuje się osamotniona i przez to niepewna, pozbawiona poczucia kierunku i sensu istnienia. Rwą się tradycyjne więzi, które jednostkę zespalały z resztą ludzi. Przy upadku gospodarczym jednostka nie znajduje zastosowania dla swoich umiejętności i sił. Ulega deklasacji, stacza się w dół, czy też jest wyrzucona na margines życia."

Kryzys polski nie miał charakteru socjalnego, czy gospodarczego, był kryzysem narodowym. Na powszechne odczucie Wielkiego Strachu nałożyły się także pewne konsekwencje procesu narodowego, jaki zachodził na przełomie XIX i XX wieku. Źródłom irracjonalnym - przeniesieniu strachu na Kozła Ofiarnego, towarzyszyły przyczyny "racjonalne". Utworzenie koncepcji narodu etnicznie jednolitego niosło ze sobą odrzucenie dwunarodowości. Szczególna obsesja obrony narodowej kultury przyniosła odrzucenie asymilacji i popularność rasizmu kulturowego. Zacofanie gospodarcze kraju i klęska pozytywnej "pracy organicznej" przyniosła hasła antysemityzmu gospodarczego.
Wreszcie tworzenie się narodowej świadomości wobec silnej presji zewnętrznych wrogów przyniosło "mianowanie" Żydów wrogami naczelnymi Polaków, przyniosło obraz Żyda syntetyzujący wszelkie winy narodowe. Żydzi stali się elementem narodowej świadomości. Staliśmy się Polakami, przeciwstawiając się Żydom. "Dzięki Żydom" staliśmy się Polakami.

Przez swą pozycję w narodowej świadomości antysemityzm będzie rozkwitał nie tylko w sytuacji kryzysu, zagrożenia, obcej dominacji. Zawsze wraz z wyzwalaniem się spod okupacji, obcej dominacji, wraz z chwilą walki z obcymi, narastać będzie i etnocentryzm, a co za tym idzie i antysemityzm. Jak dowodzą badania nad antysemityzmem polskim z 1992 r. poziom antysemityzmu w "pokoleniu wojennym" - urodzonym w latach 1924-28, pokoleniu dojrzewający w czasie II wojny jest wyższy niż w pokoleniu starszym, ludzi urodzonych przed 1923 r. A więc bardziej antysemiccy są uczestnicy narodowych zmagań w czasie wojny, bardziej od uczestników czy świadków fali antysemityzmu z lat 30-tych. Stan strachu, potrzeba odreagowania narodowej frustracji są ważniejsze od wszelkich propagandowych nagonek.
Moment wyzwolenia, niepodległościowego upojenia wobec szczególnej roli Żydów w polskiej tożsamości narodowej będzie się wiązał z antysemityzmem. Niezależnie od tego, kim jest wróg realny, przeciwko któremu skierowana jest narodowa energia antysemityzm będzie nieodłącznym elementem niepodległości. Tylko forma, w jakiej antysemityzm będzie się objawiał, będzie różnoraka. Przeciwstawienie wrogowi realnemu zawsze będzie towarzyszyć przeciwstawienie Wrogowi Naczelnemu.

Dlatego dla pełnego tryumfu idei narodowej potrzebne były masakry żydowskie u progu niepodległości w latach 1918-20, tak jak potrzebne były pogromy i rozniecenie oszalałego antysemityzmu w latach 30-tych wobec oczywistego zaostrzenia sytuacji zewnętrznej i konieczności narodowej mobilizacji. Nie były przypadkiem pogromy żydowskie w Warszawie i prawdopodobnie w innych polskich miastach w roku 1940, w sytuacji szczególnego natężenia mobilizacji wewnętrznej.
Czy można nazwać przypadkiem, że czas aktywności narodowej, niepodległościowej Polaków wiąże się z wybuchem antysemityzmu, czy wręcz z pogromami? Należy wymienić tu Powstanie Warszawskie, czy też lata bezpośrednio po zakończeniu II wojny, kiedy szereg pogromów w różnych miastach polskich (nawet Kraków!) wraz z działaniami podziemia niepodległościowego ("akcja pociągowa" NSZ) doprowadziły, pewnie zgodnie z odczuciami społecznymi do pierwszej powojennej wielkiej fali emigracji Żydów z Polski. Jak inaczej pojąć popularność narodowo-komunistycznego programu generała Moczara, jak pojąć przemilczany fakt poparcia go przez środowiska akowskie, co począć z niezwykłą, spontaniczną gorliwością "odżydzania" Polski w 1968 r., kiedy z triumfem obwieszczano, że Łódź stała się miastem czysto polskim. Okresy antykomunistycznego wrzenia narodowego w latach 1956 i 1980-81 związane są ściśle z natężeniem antysemityzmu, przemilczana dla świętego spokoju jest ofensywa "prawdziwych Polaków" na wrześniowym zjeździe "Solidarności" w 1981 r. Przemilczenie to wobec "nagłego" obecnego ujawnienia się antysemickich tendencji w "Solidarności" jest kolejną odsłoną dramatu polskiej Strefy Mroku. Nie jest przypadkiem, że odzyskanie wolności w 1989 r. wyzwoliło niezwykle silną akcję społecznego tropienia ukrytych Żydów u władzy, ofiarami której padli już i Aleksander Kwaśniewski, nieszczęsny Jacek Kuroń, a nawet, o zgrozo wódz prawdziwych Polaków - Jan Olszewski.
Przedstawienie narodowego misterium trwa, Żydzi wciąż muszą być karani. Wciąż i bez końca.

Powie ktoś, że jako naród przetrwaliśmy piekło 200 lat zaborów i okupacji. Ale czy wyszliśmy z tego piekła aniołami?

Etnocentryzm dzisiaj

Etnocentryzm Polaków uległ konserwacji w czasach PRL. Pomogła temu ambiwalentna postawa większości wobec ustroju, zarazem stawiającej opór i uczestniczącej w rzeczywistości PRL. Ambiwalencja ta oznaczała uczestnictwo w katolickim obrzędzie, który już od ponad 100 lat oznacza uczestnictwo w oporze przeciw obcym i poczucie obcości systemu komunistycznego, ale też internalizację postendeckiego języka reżimu. Lata 1956, 1968 i lata 80-te ze "Zjednoczeniem Grunwald" to komunistyczny antysemityzm. Silny antygermanizm i antyukrainizm to też w dużej części spadek PRL - owski. Może najistotniejszym konserwantem polskiego etnocentryzmu była niepodważalna w PRL teza o jednolitości etnicznej Polski, fałszowanie statystyk nt. mniejszości narodowych (rzekomy 1% mniejszości wobec 99% Polaków), wysiedlenia po II wojnie światowej (poparte przez ogół) potwierdziły XIX-wieczne przekonanie o Polakach, jako jedynych gospodarzach terytorium narodowego.

Paradoksalnie, podsycaniu etnocentryzmu może służyć transformacja gospodarcza po 1989 r. Polska przed rewolucyjnym rokiem 1989 była krajem, pod każdym względem prowincjonalnym, egalitaryzm i bierność były powszechnymi postawami. Kontakt z obcymi wartościami cywilizacyjnymi sprowadzał się najczęściej do kupowania amerykańskich spodni. Rok 1989 był dla wielu Polaków nie wybawieniem, lecz zesłaniem do piekła wolności. Piekła, w którym panoszą się pederaści, buddyści, sataniści i wszelkiej maści sekty. Etnocentryzm naraz stał się obciążeniem, nie narodowa walka, lecz aktywność i przedsiębiorczość cechą korzystną, patriotyczny dogmat społecznej jedności prysł wobec wymogów konkurencji. Tradycyjne rozumienie wolności jako wyzwolenia od opresji w imię jedynie słusznych wartości, zostało skonfrontowane z inną definicję, dla wielu szokującą, jako wolności wyboru spośród wielu wartości. Transformacja była dla Polski przede wszystkim transformacją kulturową, dla wielu gwałtowne odejście od paradygmatu narodowego było wstrząsem.

Problem kulturowego szoku nie ogranicza się tylko, jak sugerują niektórzy do sfer "ludzi prostych". Szczególnie silnie artykułowały swoje zaskoczenie środowiska artystyczne, i nie był to szok utraty materialnych przywilejów, jak twierdzili złośliwcy. Był to szok utraty prestiżu, szok intelektualny, który wobec rozpadu prostego układu: władza - społeczeństwo dla wielu zakończył się twórczą impotencją. Literaci i filmowcy przywykli do kreacji sztuki etnocentrycznej, opartej wyłącznie na polskim doświadczeniu przerazili się piekła wolności. Przecież niemal cała polska kultura wysoka, której etos ukształtował się w walecznym wieku XIX, najogólniej rzecz ujmując sprowadzała się do narodowej mobilizacji, do nawoływania do walki z wrogiem. Literatura, film jeszcze kilka lat temu ograniczały swą tematykę do kreowania obrazów walecznych i opiewania herosów. Takie były filmy Wajdy, czy to będzie "Kanał" z lat 50-tych, czy "Pierścionek z orłem w koronie" z lat 90-tych, śląskie filmy Kutza, choćby ostatni "Śmierć jak kromka chleba"; nawet niewinne wydawałoby się "kino moralnego niepokoju", w którym obraz polskiego społeczeństwa lat 70-tych ograniczał się do opisu degeneracji obcego systemu.
Po stu latach zaangażowania sztuki w sprawę narodową okazuje się, że żadnej sztuki w Polsce nie ma. Poezja Mickiewicza, proza Żeromskiego, filmy Wajdy są okazami sztuki utylitarnej, nieuniewersalnej, której jedynym podmiotem refleksji jest Polak, Polska, sprawa polska. Co z tego, że sztuka narodowa pozwoliła nam przetrwać, skoro w królestwie wolności sama nie potrafi przetrwać.

Etnocentryzm Polaków nie jest wcale sprzeczny z znakomitymi wynikami sondaży, w których Polacy masowo deklarują poparcie dla wstąpienia kraju do NATO i UE. Masowe poparcie dla integracji związane jest z zupełnym niezrozumieniem realnego wymiaru tejże integracji. Niedawna debata konstytucyjna ukazała przerażenie części społeczeństwa, które uświadomiło sobie konieczność ograniczania kompetencji władz polskich na rzecz organów międzynarodowych. To ograniczenie zostało z pomocą grup katolickich i prawicowych zinterpretowane jako "ograniczenie suwerenności Polski" czyli kolejną okupację.

W oczach wielu Polaków obecny proces przemian społeczno - gospodarczych nie jest tworzeniem nowej jakości, ale jawi się jako postępująca dezintegracja społeczeństwa. Takiemu przekonaniu musi towarzyszyć wzrost nastrojów etnocentrycznych, także antysemityzmu. Tak jak w roku 1912, tak i dziś antysemityzm może spełniać rolę czynnika integracyjnego. Reakcją na upadek ładu etnocentrycznego, na kryzys ekonomiczny jest narastająca w Polsce fala autorytaryzmu. Opisana przez Fromma ucieczka od wolności dla wielu grup religijno - politycznych wydaje się być naturalnym odruchem. Co bardziej niepokojące, nastroje autorytarne udzielają się młodzieży, rzekomo otwartej na świat wolności. Wspólnymi cechami przeróżnych grup poczynając od katolickiej "Frondy", kończąc na oficjalnych politycznych ugrupowaniach jest silny rygoryzm i apologia katolicko - narodowej aksjologii, rozumianej absolutystycznie. Przekonanie o dychotomii świata narzuca obraz obcych jako świata duchowego rozkładu, permisywizmu, bezbożności, zaniku wartości narodowych i społecznych. Świat obcych jest światem nihilizmu.
Aksjologia swojska ma posiadać instytucjonalną sankcję, słuszne wartości muszą się bronić przed niesłusznymi (jakże atrakcyjnymi, niestety) systemem kontroli. Prawo winno być surowe, przywrócenie kary śmierci ma mieć znaczenie fundamentalne dla społecznego ładu. Wolność jest wyzwoleniem od zgubnej niemoralności, liberalna definicja wolności jako możliwość wyboru wartości niesłusznych jest zdecydowanie odrzucana. Nawet intelekt, rozum ludzki i możność krytyki jest potępiana jako prowadzące do kwestionowania ładu aksjologicznego, czyli w prostej drodze do nihilizmu.
Wolność gospodarcza to przeżerana przez komunistyczną nomenklaturę złodziejska gospodarka, wolność religijna to potop sekt. Wolność to nihilizm. Nawet zalewająca nas fala przemocy nie jest tłumaczona, jak nakazywałby zdrowy rozsądek jako efekt wewnętrznego schorzenia, degradacji społeczeństwa, lecz jako skutek napływu wzorców przemocy (filmy, gry komputerowe) z Zachodu. Co już zakrawa na absurd, poważnie pyta się, dlaczego przed 1989 r. nie było w Polsce problemu pedofilii. Wszystkiemu winny jest nieszczęsny doktor Spock, który symbolizując permisywizm, zgniły liberalizm atakuje zdrową, autorytarną polską rodzinę. Jeśli wierzyć podawanym przez katolickie, ale także świeckie instytucje milion Polaków stało się ofiarami sekt. Organizacje katolickie dyskretnie wskazują m.in. na ...Świadków Jehowy jako główną sektę. Milion, dwa miliony, dziesięć milionów! Wolność religijna to dla wielu wolność dla sekciarzy, którzy oczywiście są wszyscy pedofilami i handlarzami bronią. Buddyści i sataniści mylą się porządnemu Polakowi, i jedni i drudzy niszczą przecież groby i profanują kościoły.

Problem załamania się w latach 90-tych aksjologicznego porządku narodowych wartości nie jest tylko zjawiskiem abstrakcyjnym, społeczna frustracja miała całkiem konkretny wymiar. Wymiar zachowań, których formy zakodowane są od wieku.
Być może niedawno byliśmy świadkami ostatniej (miejmy nadzieję) fali pogromów w Polsce. Przecież właśnie na przełomie 1989/90 r. miała miejsce fala napadów na ośrodki pomocy nosicielom HIV. Swego czasu były to wypadki niezwykle głośne, niemal dochodziło do linczów.
Dziś, u progu XXI w. problem choroby AIDS w Polsce stał się bardziej dotkliwy, ale takich protestów już się nie notuje. Można chyba zaryzykować tezę, iż na początku lat 90-tych nosiciele HIV stali się dla części Polaków symbolem zła kulturowej rewolucji. Stali się winni narkomanii, sekciarstwu, najwymyślniejszych zboczeń. Byli winni zła, winni szoku wolności, jakie wtedy przeżyło społeczeństwo. Stali się ofiarnym kozłem kryzysu wartości. Czy ten kryzys trwa, czy może sytuacja w Polsce ulega stabilizacji?

Mianowanie wroga urojonego

Ogólne znaczenie etnocentryzmu to negacja i odrzucenie obcych. Etnocentryzm polski żyje obrazem obcego-wroga, samą ideą obcego zagrażającego swojskiej grupie. Z obcym nie można paktować, zawierać kompromisów, można tylko walczyć.
Obsesje walki z obcością szczególnie widoczne są wśród emigrantów politycznych z czasu Wielkiej Emigracji i emigracji po II wojnie światowej. Życie emigrantów niemal w zupełności ograniczało się do walk frakcyjnych, poszukiwania wroga wewnętrznego, na wzajemnym wyniszczaniu się. Kogóż nie obwołano na emigracji zdrajcą i agentem? Konieczność narodowej mobilizacji wymaga pacyfikowania własnej, narodowej społeczności. Konieczne jest eliminowanie duchowych dezerterów, zdrajców, defetystów, niszczycieli narodowej kultury. Jaką ulgą dla prawdziwie patriotycznej publiczności było ujawnienie agenturalności Brzozowskiego, stało się wszak jasne, dlaczego "niszczył" narodową świętość - Sienkiewicza. Wielka, wszechogarniająca zdrada - "Do piachu" Różewicza, "Popioły" Wajdy, "Trans-atlantyk" Gombrowicza... Wszędzie wrogowie, nawet "swoi" też wrogowie, nawet gorsi, bo właśnie "swoi". Czają się w ciemnościach, są tuż, tuż...

Imperatyw ciągłej walki będący istotą polskości każe wierzyć w istnienie wrogów realnych - Rosję, Niemcy, ale też klimat nieustannej walki każe mianować wroga urojonego. Życie emigrantów politycznych dowodzi, że klimat walki permanentnej wymaga oczyszczenia oblężonej zbiorowości, wymaga eliminacji wrogów od wewnątrz drążących obronnego ducha warownej twierdzy. Proceder mianowania Żydów nie jest przecież wyjątkiem. Świat demoniczny, który czyha na polską duszę jest potężny. Kto dziś nie jest agentem i masonem? Czy nie obwołano przed wojną Boya - boyszewikiem? Któż dzisiaj nie okazał się szczekającym na Kościół kundelkiem? (logika etnocentryzmu kazała nazwać Bogu ducha winnego Owsiaka wrogiem Chrystusa). Żyd Michnik, Żyd Kuroń, mason Turowicz, agent Wałęsa, Owsiak kacerz i Antychryst, Bauman socpostmodernista - te absurdalne epitety nie wzięły się znikąd.
Wróg urojony posiada wszelkie cechy wroga rzeczywistego, zaś gdy tego zabraknie, gdy czas wojny mija, wróg urojony przejmuje rolę wroga rzeczywistego. Etos narodowej walki z obcości nakazuje dziś części społeczeństwa polskiego, identyfikującej się ze środowiskami katolickimi i prawicowymi walczyć z obcą okupacją, jaką poddano Polskę. Światowe kręgi finansowe, masońskie, żydowskie wraz z miejscowymi agentami, Żydami i liberałami niszczą Polskę, tak jak niegdyś stalinowcy, Rosjanie, Hakata. Etos polski nakazuje walczyć, więc walczą. I tak bez końca. Im dalej od 1989 r. tym więcej otacza nas wrogów. Seanse nienawiści, gwałtownego poszukiwania "wroga wewnętrznego" nie jest wcale prawicową aberracją, jest to smutna spuścizna Polskości Walczącej od lat 200. Z takim garbem zdążamy do zjednoczonej Europy.

Etnocentryzm rodzi się z zagrożenia, wszechogarniającego strachu. Przecież od końca wieku XIX najistotniejszym, fundamentalnym uczuciem dla polskiej egzystencji jest strach. Strach, który ma swe źródło w zagrożeniu zewnętrznym, ale także wewnętrznym. Wszelkie kryzysy polityczne, gospodarcze (niewątpliwy wzrost antysemityzmu po kryzysie gospodarczym w 1929 r.), społeczne rodzą w Polsce strach, nie jesteśmy społeczeństwem radzącym sobie z zagrożeniami. Nie było w Polsce rewolucji przemysłowej i zmian kulturowych, które zaistniały po niej na Zachodzie, nie było w Polsce rewolucji protestanckiej, ani nawet posoborowych przemian. Badania socjologiczne zespołu Stefana Nowaka z lat 70-tych dowodzą, że poza płaszczyzną stosunków rodzinno - towarzyskich i płaszczyzną narodową Polacy nie identyfikują się z żadnymi instytucjami społecznymi. Brak w Polsce samoorganizacji społecznej, brak etosu pracy, indywidualizmu i odpowiedzialności. Jedyne, czego Polacy nauczyli się przez dwa wieki procesu narodowotwórczego to poczucia wszechobecnego strachu i umiejętności oporu. Antysemityzm w kraju bez Żydów, wojna z obcą okupacją, jaką toczą grupy katolicko - prawicowe to nie dowód ciemnoty, lecz kulturowego kalectwa Polaków.
Wszyscy jesteśmy więźniami narodowej świadomości.

Etnocentryzm to także kwestia megalomanii narodowej. Wartości własnej grupy, jej tradycje, są święte, niepodważalne. Jeśli znajdują się w defensywie, są bezlitośnie atakowane to tylko oparcie się na nich może pozwolić zachować tożsamość. Naród defensywny pojmuje swoją tradycję, system wartości w sposób totalny, wszelkie aspekty życia trzeba podporządkować wartościom swojskim, a odrzucać obce. Poczucie własnej wartości narodu defensywnego jest olbrzymie, przecież wszelkie niepowodzenia, słabości, nieudolność jest wynikiem tylko i wyłącznie działalności obcych. My nie jesteśmy winni naszemu narodowemu kryzysowi, przeniesienie odpowiedzialności za nasze winy na obcych, tak jak zrobił to Prus w "Lalce" jest w Polsce powszechne.
Inna kwestia to krytyka wartości narodu etnocentrycznego, krytyka dokonywana przez członka tejże grupy. Naród defensywny wielbiący tradycję, sakralizujący ją i przywykły do jedynej "formy krytyki" jaką jest walka z tradycją, którą prowadzą najeźdźcy może reagować na krytykę tylko przez odrzucenia, mianowanie krytykanta obcym. Jeśli tylko obcy atakują tradycję, to bluźnierca także jest obcym. Masonem, Żydem, agentem. Identyczny odruch odsądzania od czci i wiary krytykujących swojskie winy mają inne szowinistyczne narody, Serbowie, Litwini, Japończycy i wiele innych.
Polskość, uformowana w wieku XIX jest agresywną, ksenofobiczną, autorytarną kulturą, wykluczającą wszelką krytykę.

Fenomen antysemityzmu dzisiejszej Polski, kiedy zagrożenia zewnętrznego brak, jest niestety dość prosty. Polacy odczuwają transformację jako kryzys, jako efekt działania nieznanych sił. Polityka jest, nie bez entuzjastycznego udziału samych polityków w społecznym rozumieniu cyniczną grą, prowadzoną w interesie politykierów, nie zaś społeczeństwa. Zubożenie, nagły brak wieloletniej opieki państwa, wreszcie zjawisko "szoku kulturowego" - wyraźny przestrach wobec "inwazji obcych wartości" - wszystko to sumuje się na stan zagrożenia. A jeśli od końca wieku XIX nauczyliśmy się odreagowywać strach antysemityzmem, to czemu teraz miałoby być inaczej. Antysemityzm księdza Jankowskiego czy Radia "Maryja" rodzi się ze strachu, i nie jest rozwiązaniem "oświecenie umysłów" jak to pokrzykują niektórzy, bo przecież antysemityzm to także domena umysłów oświeconych.

Często także antysemityzm jest kontynuacją walki z ...komunizmem. Świadczy o tym zaangażowanie Świtonia i księdza Jankowskiego, zaangażowanie szczere. Walczyli oni przez lata z wrogiem realnym - komunizmem, więc cóż mają robić, gdy komuny brak. Walczą dalej, z równym poświęceniem z opresją międzynarodową. Masońsko - postmodernistyczno - żydowsko - europejsko - liberalno - ...

Przecież przeznaczeniem Polaka jest walka. Kto zaprzeczy?





Tekst "Chrystus Narodów" napisałem w 1998 r. i opublikowałem na stronach WWW. Wobec powtarzających się pytań o przyczynę "agresywności" publikacji kilka zdań wyjaśnień.

Obecnej sytuacji w Polsce i obecnego stanu "kwestii żydowskiej" w Polsce, szczególnie po debacie o Jedwabnem nie da się żadną miarą porównać z latami 90-tymi. Panowała ówcześnie jawna hipokryzja, powszechne przekonanie o bezpodstawności "żydowskich pretensji". Zbierałem materiał do tej publikacji kilka lat i wraz z narastaniem ilości "dowodów" narastała we mnie frustracja. Pewna tendencyjność tekstu, przy czym nie dotyczy to prezentacji faktów, lecz ocen i uogólnień ma swe źródło w tej frustracji. Myślę, że gdybym pisał tekst "Chrystusa" obecnie uogólnienia nt. narodowej kultury Polaków nie byłyby tak ostre.


Andrzej Krzemiński