Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rodney Castleden

Kuba Rozpruwacz - morderca z Whitechapel

 

Pewnego wczesnego sierpniowego poranka woźnica George Cross szedł pieszo do pracy wzdłuż Bucks Row w Whitechapel. Buck Row była wąską, wybrukowaną kocimi łbami uliczką, wzdłuż której po jednej stronie stały szeregiem domy, po przeciwnej zaś ciągnął się pozbawiony okien mur magazynu. Było jeszcze ciemno, ale Cross dostrzegł na chodniku jakiś kształt. Podszedłszy bliżej zobaczył, że to leżąca na wznak kobieta z zadartą spódnicą. Uznał, iż jest pijana, więc gdy nadszedł następny przechodzień, poprosił go, by pomógł mu postawić ją na nogi. Ten drugi dotknął policzka kobiety i stwierdził, że jest zimny. Powiedział, że kobieta nie żyje i lepiej będzie, jak wezwą policję.

Kilka minut później odbywający obchód policjant John Neil natrafił na inne zwłoki przy drzwiach stajni. Neil miał latarnię i przy jej świetle spostrzegł coś, czego nie zauważył Cross - że kobieta ma głęboko poderżnięte gardło, aż po kręgosłup. Gdy rozebrano zwłoki na podwórzu miejscowej kostnicy, na brzuchu zabitej ukazała się jeszcze jedna rana, cięcie długości stopy wykonane ząbkowanym nożem. Wszywka na halce kobiety pozwoliła ustalić, że nazywa się ona Mary Ann Nicholls i jest prostytutką. Na krótko przed śmiercią wróciła, zataczając się, do pensjonatu, w którym mieszkała. Powiedziała, że nie ma czterech pensów, żeby zapłacić za nocleg. "Wkrótce dostanę pieniądze - zawołała radośnie. - Popatrzcie, jaki ładny mam czepeczek". I wyszła.

Policja dowiedziała się od świadków, którzy widzieli ją wkrótce potem, że podeszła do wysokiego nieznajomego mężczyzny i zagadnęła go: "Chce się pan zabawić?". Zaprowadziła go w ciemną alejkę, żeby odbyć z nim stosunek, i tam poderżnięto jej gardło. Lekarz policyjny, który zbadał zwłoki, powiedział: "Nigdy dotychczas nie widziałem czegoś podobnego. Została rozpruta w taki sposób, jak potrafi to zrobić jedynie ktoś bardzo biegły w posługiwaniu się nożem". Stwierdzenie, że morderca jest biegły w posługiwaniu się nożem, powtarzało się, i ludzie zaczęli się zastanawiać, czy nie jest on rzeźnikiem albo chirurgiem.

Mężczyzna, którego zaczepiła prostytutka, był najstraszliwszym zabójcą seryjnym wszech czasów, zwanym Kubą Rozpruwaczem. Wspomniane zabójstwo nie wywołało jednak w Londynie sensacji. Morderstwa prostytutek wciąż się zdarzały, Rownież tak brutalne, jak to. W ciągu kilku minionych miesięcy zostały sadystycznie zamordowane dwie prostytutki, Emma Smith i Martha Turner, i chociaż owe "potworne morderstwa" zostały należycie opisane w prasie, potraktowano je jako indywidualne wypadki. Sensacyjne w zabójstwach dokonanych przez Kubę Rozpruwacza było to, że były dziełem tego samego człowieka, najwyraźniej mężczyzny wypełniającego jakąś misję, niebezpiecznego maniaka, który systematycznie uśmiercał jedną kobietę po drugiej. Morderstwa Kuby Rozpruwacza były tylko jednym z przejawów życia nizin społecznych w East Endzie, dzielnicy slumsów XIX-wiecznego Londynu. W potwornych warunkach szerzyły się tu choroby, umieralność wśród dzieci była bardzo wysoka, panowały nędza i zło. Mieszkało tam wiele prostytutek, często zdarzały się przypadki napastowania seksualnego, a także morderstwa. Ofiarami stawały się najczęściej kobiety sprzedające swoje ciało, podobnie jak to się dzieje obecnie. Kuba Rozpruwacz był odpowiedzialny jedynie za pięć spośród tych morderstw i działał na terenie East Endu stosunkowo krótko. Jednakże tak złą sławą, jaka go otaczała, nie mógł się poszczycić żaden inny morderca. Stał się symbolem nieuzasadnionej, sadystycznej brutalności. Morderstwa dokonane przez Kubę Rozpruwacza odcisnęły się niezatartym piętnem na późnowiktoriańskiej Anglii.

Jedną z zagadek tych zabójstw jest kwestia, kiedy morderca zaczął je popełniać. Na ogół przyjmuje się, że okres działania Rozpruwacza był bardzo krótki. Ale ile czasu trwał? Sugerowano, że Emma Smith, którą opisano w prasie jako "pijaną prostytutkę z Whitechapel", mogła być jego wczesną ofiarą. 3 kwietnia 1888 roku pijana Emma, zataczając się, wracała do wynajętego mieszkania w Spitalfields i wtedy ją zaatakowano. Zanim po dwudziestu czterech godzinach zmarła na skutek zapalenia otrzewnej, zdołała powiedzieć policji, że zaatakowało ją czterech mężczyzn, z których najmłodszy miał około dziewiętnastu lat. Została dźgnięta w pochwę czymś w rodzaju żelaznego szpikulca oraz obrabowana. Nigdy później nie brano pod uwagę, by którekolwiek z morderstw przypisywanych Kubie Rozpruwaczowi było popełnione przez gang.

Drugą wczesną ofiarą mogła być Martha Turner, także prostytutka. Widziano ją pewnej nocy, jak piła alkohol z jakimś żołnierzem. Potem została zamordowana. Zadano jej trzydzieści dziewięć ciosów nożem, z czego dziewięciokrotnie pchnięto ją w gardło, siedemnaście razy w pierś i trzynaście w brzuch. Był to szalony atak, a ciosy wyglądały tak, jakby zadawały je dwie ręce jednocześnie. Martha Turner została zamordowana w nocy z 6 na 7 sierpnia 1888 roku. Okazało się, że żołnierze z Tower w Londynie po zakończeniu służby zabierali ze sobą bagnety. Po morderstwie Marthy Turner zaprzestano tej praktyki. Wszystkich żołnierzy z Tower ustawiono w szeregu dla przeprowadzenia identyfikacji, lecz przyjaciółka Marthy, która widziała ją wcześniej w towarzystwie żołnierza, nie potrafiła lub nie chciała go wskazać. Sir Melville Macnaghten, który kierował śledztwem prowadzonym przez brytyjską policję kryminalną w sprawie morderstw dokonanych przez Kubę Rozpruwacza, wykluczył z niej dwa opisane wyżej morderstwa. Nie wierzył, że zostały dokonane przez maniaka o tym przezwisku.

Przyjmuje się, że popełniane przez niego mordy zaczęły się 31 sierpnia 1888 roku zabiciem Mary Ann Nicholls, owej nieszczęsnej kobiety, którą znaleziono martwą przy Buck Row.

Policja potraktowała je początkowo jak jedno z wielu często zdarzających się zabójstw prostytutek. Jednak tydzień później, w sobotę 8 września 1888 roku rankiem, około godziny szóstej trzydzieści, znaleziono następną prostytutkę, Annie Chapman. Leżała martwa na podwórzu zakładu fryzjerskiego przy Hanbury Street, niedaleko Spitafields Market, gdzie prostytutki często zabierały klientów. Pewien mieszkający w sąsiedztwie człowiek widział ją, jak rozmawiała z mężczyzną o ciemnej skórze i "wyglądzie cudzoziemca", ubranym w wyświechtane, choć niegdyś eleganckie ubranie i kapelusz myśliwski. Gdy pół godziny później jeden z pobliskich mieszkańców, John Davis, zszedł na podwórze, by skorzystać z umywalni, zobaczył zwłoki Annie Chapman leżące przy ogrodzeniu. Miała zadartą do pasa spódnicę i zgięte kolana. Nie dość, że poderżnięto jej gardło, to rozpłatano też brzuch, a wyprute wnętrzności leżały obok wraz z rozrzuconymi drobiazgami z torebki. Skrupulatnie wykonane cięcie sugerowało, że morderca, jakkolwiek w sposób szczególny, interesował się anatomią. Zabrał macicę i górną część pochwy, prawdopodobnie jako trofeum.

Po morderstwie Annie Chapman mieszkańcy Londynu zdali sobie sprawę z tego, że w ich mieście szaleje potwór. Gazeta "Star" zamieściła artykuł zatytułowany "Ostatnie potworne morderstwo w Whitechapel". Sir Melville Macnaghten, szef brytyjskiej policji kryminalnej, wspominał później: "Żaden z mieszkańców Londynu nie zapomni przerażenia, jakie zapanowało owej jesieni (...) Do dziś pamiętam mgliste wieczory i krzyki gazeciarzy: «Następne potworne morderstwo, morderstwo, masakra w Whitechapel!»". W całej Wielkiej Brytanii zapanowała histeria porównywalna do tej, jaką w roku 1811 spowodowały morderstwa dokonywane w pobliżu szosy Ratcliffe, których zagadka także pozostała niewyjaśniona.

Następnie, 29 września 1888 roku, nadszedł pierwszy sensacyjny list od mordercy z Whitechapel. Wysłano go pod adres agencji informacyjnej przy Flet Street. "Drogi Szefie - pisał nadawca - wciąż słyszę, że policja mnie schwytała. Ale jak dotąd nawet mnie nie namierzyła. Likwiduję pewien typ kobiet i nie przestanę ich rozpruwać, dopóki nie będę miał dosyć. Ostatnio dobrze się spisałem, dama nawet nie pisnęła. Uwielbiam to robić i znowu zacznę. Wkrótce usłyszycie o mnie i o moich milutkich, zabawnych wyczynach. Po ostatniej robocie zachowałem w małej butelce po imbirowym piwie trochę odpowiedniej substancji, aby nią pisać. Ale szybko zgęstniała i stała się kleista, więc nie mogłem jej użyć. Mam nadzieję, że czerwony atrament jest wystarczająco dobry. Ha! Ha! Następnym razem utnę ofierze uszy i wyślę je na policję, ot, tak, dla żartu. Kuba Rozpruwacz".

Wtedy po raz pierwszy użyto tego określenia. Jeżeli ów list był autentyczny, a wielu poważnych badaczy sprawy morderstw z Whitechapel tak sądzi, morderca sam sobie wybrał to przerażające przezwisko.

Tej samej nocy, 30 września, zaatakował znowu. Około pierwszej w nocy domokrążca o nazwisku Louis Diemschutz wjechał wozem konnym na podwórze za klubem robotniczym przy Berner's Street. Jego kucyk się spłoszył i Diemschutz zobaczył u nóg konia jakiś tobołek. Były to zwłoki Liz Stride, następnej prostytutki. W owej chwili Kuba Rozpruwacz musiał wciąż tam być. Uciekł, zanim Diemschutz zdążył zapalić świecę. Domokrążca zobaczył, że Liz Stride ma poderżnięte gardło. Zabójca prawie na pewno zaszedł ją od tyłu, ale nie zdążył jeszcze pokaleczyć jej ciała, tylko zaczął odcinać ucho.

Policja, prawdopodobnie słusznie, uznała, że Kuba został zaskoczony, zanim zdążył dokończyć dzieła. Aby to sobie zrekompensować, pobiegł na Commercial Road i dotarł do okolic Houndsditch, gdzie spotkał inną prostytutkę, którą kilka minut wcześniej policjanci wypuścili z posterunku w Bishopsgate. Katherine Eddowes została zatrzymana za to, że była pijana i zachowywała się nieprzyzwoicie. Kuba Rozpruwacz namówił ją, by poszła z nim na Mitre Square, niewielki placyk otoczony magazynami; jeszcze jedno idealne miejsce, do którego prostytutki zabierały klientów. Tam Rozpruwacz dokonał następnego zabójstwa, drugiego w ciągu godziny. Patrolujący policjant przechodził przez ów plac co kwadrans. O wpół do drugiej w nocy nie zobaczył tam nic niezwykłego, lecz gdy wrócił za kwadrans druga, ujrzał w rogu leżącą na wznak Katherine Eddowes. Miała poddartą do pasa spódnicę, pociętą twarz, poderżnięte gardło i rozcięty od pochwy po żebra brzuch. Jej wnętrzności zostały wyprute.

Morderca zapewne usłyszał kroki nadchodzącego policjanta i uciekł wąskim pasażem prowadzącym z północnej strony placu. W pasażu znajdował się publiczny zlew i tam Rozpruwacz zatrzymał się na chwilę, by umyć ręce. Po około dziesięciu minutach porzucił splamiony krwią skrawek fartucha Eddowes, który zapewne zabrał, aby wytrzeć sobie nim ręce i otrzeć nóż. Policjant, który znalazł strzępek materiału, zauważył również wypisane nieopodal na murze słowa "The Juwes" *[Juwes - niewłaściwie napisane angielskie słowo Jews - Żydzi.].

W poniedziałek rano do centralnej agencji informacyjnej nadeszła tym razem kartka pocztowa o treści: "Nie żartowałem, dając wskazówkę drogiemu staremu szefowi. Jutro usłyszysz o smakowitej robocie Kuby. Tym razem podwójne wydarzenie. Numer jeden ciut nie wyszedł. Nie mogłem dokończyć. Nie miałem czasu obciąć uszu dla policji". Ten szczegół dowodził, że wiadomość faktycznie pochodzi od zabójcy.

W Whitechapel zapanowała panika. Ludzie oburzali się na nieudolność policji, która nie radziła sobie z sytuacją. Kobiety zabierały z domu gwizdki, by w razie czego wszcząć alarm, oraz noże, by się bronić. Podejrzewano, że mordercą jest lekarz, więc mężczyznom z czarnymi torbami groziło niebezpieczeństwo ataku.

Morderstwo dokonane na Eddowes wzbogaciło sprawę o nowy wymiar. Było ono nie tylko o wiele bardziej krwawe niż wszystkie poprzednie. Ślad krwi wiódł do muru, gdzie widniało wypisane kredą zdanie: "Żydów obwinia się nie bez powodu". Obawiając się ataków na Żydów, szef stołecznych sił policyjnych, sir Charles Warren, nakazał usunąć napis z muru. Możliwe, że tym samym zniszczył jakiś ważny dowód. Na przykład dobrze byłoby wiedzieć, czy hasło napisano tym samym charakterem pisma, co list do "drogiego szefa". Prawdę powiedziawszy, brytyjska policja kryminalna błagała Warrena, by wstrzymał się ze swoją akcją do świtu, żeby można było sfotografować napis, lecz on odmówił.

Obawy Warrena co do tego, że mogą nastąpić represje, okazały się uzasadnione. Po East Endzie krążyły najrozmaitsze pogłoski o tym, kto może być mordercą. Jednym z podejrzanych był Michael Ostrog, urodzony w Rosji lekarz. Szerzyły się pogłoski, że został wysłany z Rosji, aby oskarżać żyjących na emigracji rosyjskich Żydów. Jednakże pisownia słowa "Juwes" mogła wskazywać na coś innego - na powiązania z wolnomularstwem. Wypruwanie wnętrzności również mogło być związane z tradycją wolnomularzy. Policja została zalana falą listów, w których wskazywano podejrzanych. W East Endzie zapanowała atmosfera histerii.

Październik minął jednak bez dalszych morderstw, więc fala strachu zaczęła opadać. I wtedy nastąpiło kolejne zabójstwo.

Ostatnią ofiarą Kuby Rozpruwacza była Mary Jeanette Kelly, dwudziestopięcioletnia prostytutka, która została zamordowana 9 listopada w wynajętym pokoju na Miller Court przy Dorset Street. Rankiem, za kwadrans jedenasta, właściciel Henry Bowers przyszedł, by odebrać zapłatę za wynajem. Nikt jednak nie odpowiedział na jego stukanie. Kiedy zajrzał przez okno, ujrzał straszliwy widok. Pocięte na kawałki zwłoki Mary leżały na łóżku. Aby zrobić coś takiego, morderca potrzebował co najmniej godziny. Odcięta głowa zwisała na kawałku skóry. Na kracie kominka żarzyły się węgle, jakby morderstwa dokonano przy świetle ognia. Tym razem zabójca nie zabrał żadnych organów. "Ten widok będzie mnie prześladował do końca życia" - powiedział Bowers policjantom. Poprzedniego wieczoru Mary desperacko usiłowała zarobić na opłatę za pokój. Widziano ją, jak zaczepiała obcych. Ostatnim spośród tych, do których podeszła około drugiej w nocy, był wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o "smagłej" cerze. Na głowie miał kapelusz myśliwski. Sprawiał wrażenie dobrze ubranego i miał złotą dewizkę. Oddalili się razem wąską alejką prowadzącą do wynajmowanego przez Mary pokoju na parterze. Ogólnie przyjęto, że owym smagłym dżentelmenem był Kuba Rozpruwacz.

Morderstwo wywołało wielką sensację i pociągnęło za sobą rezygnację sir Charlesa Warrena. Do chóru doradzających, jak należy schwytać Kubę, dołączyła nawet królowa Wiktoria.

Po zabójstwie Mary Kelly działania Kuby Rozpruwacza ustały, co stanowi ich największą zagadkę. Mordujący pod wpływem wewnętrznego przymusu zabójcy seryjni nie przestają bowiem zabijać, dopóki się ich nie powstrzyma. A przecież policja nikogo w związku z tą sprawą nie zatrzymała. Nie było aresztowania, a jednak morderstwa ustały.

Istnieją co do tego liczne teoretyczne wyjaśnienia; niektóre bardziej rozsądne, inne pozbawione sensu. Pierwsza wyczerpująca książka na temat Kuby Rozpruwacza opowiada niezwykłą historię o lekarzu, który został wezwany do łoża śmierci pewnego angielskiego dżentelmena, chirurga zwanego "doktorem Stanleyem", którego ów lekarz był uczniem. Przed śmiercią Stanley opowiedział o tym, jak jego syn Herbert umarł na syfilis, którym dwa lata wcześniej zaraził się od prostytutki, Mary Kelly. Doktor Stanley poprzysiągł sobie, że pomści śmierć syna, i włóczył się po East Endzie, zaczepiając prostytutki i wypytując je, gdzie może znaleźć Kelly, a następnie zabijał je, aby milczały. W końcu znalazł Mary Kelly i zamordował ją, po czym uciekł do Argentyny.

Jest to klasyczna hipoteza dotycząca tożsamości Kuby Rozpruwacza. Ma racjonalny wątek, wydaje się prawdopodobna i wyjaśnia, dlaczego terror się skończył. Można w niej jednak dostrzec wiele błędów. Oto i one:

a) w Brytyjskim Stowarzyszeniu Lekarzy nie było żadnego doktora Stanleya ani nikogo do niego podobnego;

b) gdyby doktor Stanley faktycznie istniał i chciał się zemścić na Mary Kelly, dlaczego nie zadowoliłby się zwykłym zakłuwaniem lub duszeniem swoich poprzednich ofiar? Nie miał najmniejszego powodu, by je masakrować, skoro chciał je tylko uciszyć;

c) mało prawdopodobne, by Herbert umarł w dwa lata po zarażeniu się syfilisem. Przeżyłby co najmniej dziesięć lat;

d) Mary Kelly nie chorowała na syfilis.

Przy bliższym przyjrzeniu się historii dotyczącej doktora Stanleya hipoteza się sypie, jak większość innych scenariuszy.

Jednym z możliwych wyjaśnień, dlaczego morderstwa nagle się urwały, jest to, że Kuba Rozpruwacz popełnił samobójstwo. W tym wypadku na zabójcę typowano Montagu Johna Druitta. Po raz ostatni widziano go żywego 3 grudnia 1888 roku, czyli cztery tygodnie po zabójstwie Mary Kelly. Kilka dni później jego ciało znaleziono w Tamizie. Druitt był adwokatem, któremu się nie powiodło. Znalazł się w tak ciężkiej sytuacji, że, aby zarobić na życie, musiał się podjąć nauczania.

Za hipotezą, że to Druitt był mordercą, przemawiał fakt, że w jego rodzinie zdarzyła się choroba psychiczna, oraz to, że w młodości posiadł on podstawowe umiejętności medyczne.

Druitt urodził się 15 sierpnia 1857 roku w Wimborne w Dorset. Jego ojciec, William, był wybitnym chirurgiem, sędzią pokoju, filarem miejscowej społeczności. W roku 1870, gdy Montagu Druitt miał dwanaście lat, wysłano go do Winchester *[Winchester College - założona w 1394 r. przez Williama z Wykeham najstarsza elitarna angielska męska szkoła średnia z internatem, kształcąca dżentelmenów, jedna z najlepszych szkół tego rodzaju.]. W szkole odnosił sukcesy, nie radził sobie tylko z aktorstwem - nawet gazetka szkolna skrytykowała jego występ w roli sir Toby'ego Belcha. Jego wielką pasją była natomiast gra w krykieta. Następnie studiował literaturę klasyczną w Oksfordzie, kończąc uczelnię w roku 1880. Początkiem jego upadku stała się decyzja, by zostać adwokatem. Skończył jako nauczyciel w prywatnej szkole w Blackheath. Co ciekawe, wiadomo, że na dzień przed albo dzień po morderstwach dokonanych przez Kubę Rozpruwacza Druitt grał w szachy - jeśli fakt ten na coś wskazuje.

W roku 1888 Montagu Druitt zupełnie się załamał i w grudniu popełnił samobójstwo. Możliwe, że wskazał przedtem policji swój adres. 29 września 1888 roku Rozpruwacz napisał z Liverpoolu: "Uważajcie, będę w robocie 1 i 2 tego miesiąca, Minories, w południe. Daję władzom szansę, ale gdy pracuję, w pobliżu nigdy nie ma żadnego policjanta". Po zabójstwie Katherine Eddowes wysłał następny list z Liverpoolu: "Policjanci to głupcy. Podałem im nawet nazwę ulicy, przy której mieszkam". Czy Kuba Rozpruwacz faktycznie mieszkał przy ulicy Minories, niedaleko Tower w Londynie? Druitt miał krewnego, Lionela Druitta, który w roku 1877 skończył studia medyczne w Edynburgu i zamieszkał w wynajętym pokoju niedaleko Tower, przy ulicy Minories nr 140. Wydaje się, że w roku 1886 przeprowadził się jako młodszy wspólnik doktora Gillarda do mieszkania przy Clapham Road, a pokoje przy Minories przypadły jego młodszemu o cztery lata kuzynowi Montagu. Zdarzało się, że młodzi mężczyźni z klasy wyższej i średniej wynajmowali mieszkania w slumsach East Endu. Tak zrobili Karol Dickens i Wilkie Collins, poszukujący tam materiału do swoich powieści. Inni osiadali tam, by szukać przygodnego seksu. Wynajęty pokój w tej okolicy byłby wówczas odpowiednim miejscem. Związek Montagu z pokojami przy Minories jest naciągany, ale właśnie ten adres wspomina w liście morderca. Intrygujący jest również fakt, że choć Lionel Druitt wyjechał w roku 1886 do Nowej Południowej Walii, czyli na kontynent australijski, to jednak w roku 1890 napisał: "Znałem mordercę z East Endu". Ponieważ nie był obecny w kraju w czasie, gdy dokonane zostały morderstwa, mógł zaczerpnąć kluczową informację wyłącznie z drugiej ręki, być może od któregoś z członków rodziny. Niestety, choć nazwisko autora i tytuł tego dokumentu są znane, jak dotąd nie udało się znaleźć żadnej jego kopii. Inny kuzyn Montagu, Edward, w roku 1889 nagle zdecydował się wyemigrować do Australii, chociaż czekała go w kraju obiecującą kariera, zarówno w dziedzinie krykieta, jak i medycyny. Możliwe, że po szaleństwach i samobójstwie kuzyna Anglia przestała mu się wydawać atrakcyjna. Jedno jest pewne - w roku 1889 z pewnością spotkał się on z Lionelem i wszystko mu opowiedział, dostarczając materiału na monografię, która miała zostać napisana w 1890 roku.

Morderstwa popełnione przez Rozpruwacza można by także dodać do życiorysu znanego mordercy, doktora Neilla Creama. Kariera Creama jako podpalacza, mordercy i lekarza przerywającego ciąże, zakończyła się w roku 1892, gdy został on oskarżony o zamordowanie czterech londyńskich prostytutek. Zaczepiał je w okolicach Walworth oraz Lambeth i truł strychniną. Ludzie powiadają, że w ostatniej chwili, stojąc na szafocie, wykrzyknął: "Jestem Kuba..." i wtedy został zrzucony. Kat przysięgał, że tak było naprawdę. Są także inni świadkowie na to, że skazaniec, nie zdążywszy dokończyć zdania, nie podał tej najistotniejszej informacji - na przykład sir Henry Smith, który później przechwalał się, że nikt nie wie więcej niż on na temat Kuby Rozpruwacza. Jednakże, nawet jeśli Cream naprawdę chciał powiedzieć w owej chwili, że jest Rozpruwaczem, to mógł to być jedynie podstęp mający na celu wstrzymanie egzekucji. A poza tym, gdyby faktycznie zamierzał się przyznać, że jest Kubą Rozpruwaczem, to czyż ci, którzy byli wtedy obok niego na szafocie, nie zechcieliby tego usłyszeć?

Niezależnie od tego, co Neill Cream usiłował powiedzieć tuż przed swoją egzekucją, o ile to w ogóle prawda, nie mógł popełnić morderstw przypisywanych Rozpruwaczowi, bowiem od listopada 1881 do lipca 1891 roku odsiadywał dożywotni wyrok za morderstwo w Illinois.

Inny skazany morderca, którego podejrzewa się, że był Kubą Rozpruwaczem, to George Chapman. Urodził się w Polsce, w roku 1865, jako Seweryn Kłosowski. W roku 1903 został powieszony za otrucie arszenikiem Maud Marsh, Mary Spink i Bessie Taylor. Wiąże się go ze sprawą Rozpruwacza, ponieważ według jednego ze źródeł znajdował się w owym czasie w Whitechapel. Prowadził zakład fryzjerski przy George Yard, gdzie została zamordowana Martha Turner. Inspektor Abberline, który prowadził przesłuchania w sprawie Rozpruwacza, już na emeryturze doszedł do wniosku, że był nim George Chapman. Abberline podejrzewał go prawdopodobnie dlatego, że mieszkał w tamtej okolicy (choć to dotyczyło wielu ludzi), oraz dlatego, że pasował do opisu mężczyzny, którego widziano z Mary Kelly w noc jej śmierci. Sposób zabijania Rozpruwacza jest jednak całkiem inny niż ten, który stosował Chapman. Ten pierwszy posługiwał się nożem, drugi zaś używał trucizny. Trudno o bardziej wyraźną różnicę.

Niektórzy sugerowali, że mordercą mógł być książę Clarence. Motywowali swoje podejrzenia tym, że książę był niezrównoważony psychicznie i miał skłonność do przebywania w londyńskim półświatku, oraz tym, że kiedy został odosobniony, ustały morderstwa Rozpruwacza. Jednakże seksualne skłonności księcia szły w odmiennym kierunku - trudno sobie wyobrazić, by uśmiercał prostytutki płci żeńskiej. Podejrzewanych o morderstwa popełnione przez Rozpruwacza było także wielu innych ludzi, łącznie z malarzem Walterem Sickertem, lecz przeciwko żadnemu z nich nie było dostatecznie mocnych dowodów, by postawić któregokolwiek w stan oskarżenia. Morderstwa Kuby Rozpruwacza pozostaną, jak się zdaje, wielką nierozwiązaną zagadką.

Kim był ów morderca? Wiemy przynajmniej to, jak wyglądał natychmiast po dokonaniu zabójstw. Najlepszy opis podał detektyw, Steven White, który widział samotną postać oddalającą się z miejsca zbrodni przy Mitre Square. Oto, jak ją scharakteryzował:

"Zobaczyłem mężczyznę wychodzącego z alejki [w której dwie minuty później zostały znalezione zwłoki]. Szedł szybko, ale bezszelestnie, najwyraźniej miał na nogach buty na gumowych podeszwach, co o tej porze roku bywało rzadkością.

Mierzył około pięć stóp i dziesięć cali wzrostu, miał na sobie raczej zniszczone ubranie, chociaż widać było, że uszyto je z dobrego materiału. Niewątpliwie to człowiek, któremu kiedyś lepiej się powodziło, pomyślałem. Miał pociągłą, szczupłą twarz, raczej delikatne nozdrza i kruczoczarne włosy. Jego cera była ziemista, w sumie sprawiał wrażenie obcokrajowca. Najbardziej uderzający był niezwykły błysk w jego oczach. Mężczyzna lekko się garbił, chociaż z pewnością był dość młody, mógł mieć najwyżej trzydzieści pięć lat. Sprawiał wrażenie studenta lub człowieka wykształconego. Dłonie miał niezwykle białe, a palce długie i szczupłe. Gdy mijał mnie w pobliżu latarni, doznałem niemiłego odczucia, że jest w nim coś więcej niż zwykła posępność. Szukałem jakiegoś pretekstu, by go zatrzymać, ale zgodnie z metodami pracy policji brytyjskiej nie powinienem był tego robić (...) Intuicyjnie wyczuwałem, że z tym człowiekiem coś jest nie w porządku. W odległości kilku stóp ode mnie potknął się i uznałem, że to może być pretekstem do nawiązania rozmowy. Na dźwięk mego głosu odwrócił się gwałtownie i groźnie na mnie spojrzał, ale powiedział «dobry wieczór» i zgodził się ze mną co do tego, że jest zimno.

Jego głos mnie zaskoczył. Był łagodny, melodyjny i pobrzmiewała w nim odrobina melancholii; był to głos człowieka kulturalnego, zupełnie niepasującego do plugawego otoczenia East Endu".

Gdy porówna się opis podany przez Steve'a White'a z fotografią Montagu Druitta, widać uderzające podobieństwo. White zaliczył przechodnia do właściwej klasy społeczno-ekonomicznej. Nawet dobrze ocenił jego wiek. Sportowe buty na gumowych podeszwach także pasują, biorąc pod uwagę aktywność fizyczną Druitta. Natychmiast po spotkaniu z nieznajomym detektyw został pilnie wezwany przez innego oficera, aby przyszedł popatrzeć na zwłoki kobiety, które tamten właśnie znalazł w alejce. Gdy Steven White spojrzał na nie, pomyślał o mężczyźnie, którego dopiero co widział, i co sił w nogach rzucił się w pogoń.

Ale oczywiście go nie złapał.

 

* Rodney Castleden "Seryjni mordercy" 2009