Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

WALTER-JORG LANGBEIN

LEKSYKON BIBLIJNYCH POMYŁEK

2004

 

(...)

 

Aszera - powrót bogini

Tempora mutantur, nos et mutamur in illis - powiedział podobno cesarz Lotar I (795- 855). I miał rację - czasy się zmieniają, a my zmieniamy się wraz z nimi. Sto lat temu dążenie do równouprawnienia płci postrzegane było co najwyżej jako dziwaczna idea kilku "ekscentrycznych kobiet". Dzisiaj równe prawa kobiet są niepodważalne.

Zmieniają się nie tylko czasy, ale również ludzkie poglądy. Na początku trzeciego tysiąclecia prawo zezwala na małżeństwo ludzi tej samej płci. Mężczyźni o upodobaniach homoseksualnych mogą wchodzić w związki małżeńskie z mężczyznami, kobiety-lesbijki z kobietami. Żaden rozsądny człowiek nie będzie się dzisiaj domagał kary śmierci dla homoseksualistów. Zmieniły się wyobrażenia na temat życia społecznego. W Piśmie Świętym natomiast nadal obecne jest żądanie kamienowania homoseksualistów *[Księga Kapłańska, 20:13 Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.]. Czasy się zmieniły, ale treść tekstów biblijnych pozostała taka sama. Jeszcze taka sama, gdyż na całym świecie pojawiają się tendencje do unowocześnienia Pisma Świętego, pod czym rozumie się aktualizację przestarzałych zwrotów i dopasowanie ich do dzisiejszego ducha czasu. Zondervan-Verlag w Grand Rapids (Michigan, USA) oraz Międzynarodowe Towarzystwo Biblijne w Colorado Springs (Kolorado, USA) planują poważne zmiany w tekście Pisma Świętego. Zmienione ma zostać około siedmiu procent starego słownictwa. Jedną dziesiątą "nowości" mają stanowić "zmiany związane z płcią". Unowocześnienie Biblii pochłonie 2 000 000 dolarów.

Ludzkie myślenie uległo głębokim zmianom i dlatego Pismo Święte musi zostać dopasowane do nowych czasów. Tam, gdzie jest już ono nieaktualne, wprowadzone zostaną zmiany (a więc zafałszowania!) tekstu.

Za czasów Starego i Nowego Testamentu kobiety odgrywały w życiu publicznym niewielką, podporządkowaną rolę. Wyraźnie widać to z tekstów Pisma Świętego. Tam, gdzie w oryginale jest mowa o "braciach", nowocześni "tłumacze" uzupełniają tekst słowem "siostry". Jeśli Biblia wyraźnie mówi o "synach Boga", to w nowym wydaniu pojawiają się "dzieci Boga". Narodziny Jezusa zostały obwieszczone pasterzom, a modernizatorzy Biblii dodają też pasterki. Amerykańscy badacze Pisma Świętego ostrzegają: "Samowolne wprowadzanie zmian może okazać się niebezpieczne".

Zmienianie treści tekstów biblijnych ma jednak długą tradycję. Prekursorowi reformacji Marcinowi Lutrowi solą w oku była potężna bogini Aszera. Dokonawszy zafałszowanego tłumaczenia, doprowadził on do zniknięcia jej imienia ze Starego Testamentu. W Księdze Sędziów w tłumaczeniu Lutra czytamy: "I zniszcz ołtarz Baala (...) i wytnij gaj, który znajduje się obok". Lecz w oryginale nie ma mowy o "gaju", czyli o małym lasku. Również dalsza część tekstu została przetłumaczona nieprawidłowo: "I zbuduj Panu, twojemu Bogu (...) ołtarz i złóż ofiarę ciałopalną, używając drzewa z gaju, który wyciąłeś". W rzeczywistości nie ścięto ani nie spalono żadnych drzew.

Tak tłumacząc tekst Pisma Świętego, Luter usunął zeń imię bogini. W zrewidowanym wydaniu Biblii Lutra z 1912 roku pojawia się ono jednak z powrotem: "I zetnij posąg Aszery, który stoi obok, i złóż ofiarę ciałopalną, używając drzewa z posągu Aszery, który ściąłeś".

Jak oczywiste są fałszerstwa Lutra dotyczące Aszery, ukazuje wyraźnie werset z Ksiąg Królewskich. W wydaniu z 1545 roku czytamy: "On [Jozjasz] kazał usunąć gaj z Domu Pana". Określenie "Dom Pana" oznacza Świątynię w Jerozolimie. A więc ze świątyni miano usunąć gaj? W żadnej epoce w świątyni Izraelitów nie było gajów. Hebrajski oryginał nie pozostawia żadnych wątpliwości - wyrzucony został posąg Aszery!

Luter nie jest wyjątkiem, jeśli chodzi o fałszowanie Pisma Świętego. Young's Literal Translation, a więc "Dosłowny Przekład Younga" mówi o jakiejś "świątyni" lub "kapliczce" i o "drewnie świątyni" lub "drewnie kapliczki". Również w tym tłumaczeniu brak imienia Aszery. W King James Version też nie było miejsca dla tej bogini. Podobnie jak u Lutra, mowa jest o "małym lasku", który zostaje ścięty i spalony na chwałę Pana. Imię Aszery pojawia się dopiero w wydaniu 21 st Century King James Version. "Pień/pal Aszery" zostaje ścięty, a jego drewno spalone.

A oto kolejny przykład manipulacji Lutra. W przekładzie Biblii z 1545 roku czytamy: "Także gaj stał w Samarii". W zweryfikowanym wydaniu z 1912 roku powraca wymazana przez Lutra bogini: "Także posąg Aszery stał w Samarii".

Dlaczego Luter usunął imię Aszery? Dlaczego chciał, aby zanikła pamięć o tej pradawnej bogini? Lutrowi prawdopodobnie trudno było pogodzić się z faktem, że w dawnym Izraelu, przynajmniej w pewnym okresie, równocześnie czczono zarówno Boga Jahwe, jak i boginię Aszerę i modlono się do obojga. W Pierwszej Księdze Królewskiej znajduje się relacja o dziwnej rywalizacji w składaniu ofiar. Tłumaczenie Lutra z 1545 roku jest znowu nieprawidłowe. Z "proroków Aszery" zrobił on "proroków gaju". Czterystu proroków Aszery i 450 proroków Baala spożywało wspólny posiłek. Następnie doszło do kuriozalnego pojedynku. Kapłani Aszery nie brali w nim udziału. Najpierw wyznawcy Baala zabili i podzielili cielca, a potem ułożyli go na stosie drewna. Następnie wzywali swojego boga. Na próżno. Baal milczał, w żaden sposób nie zareagował na ich ofiarę. Zadawali sobie rany nożami i włóczniami. Nadaremnie lała się z nich krew. Bóg Baal, według biblijnej "relacji", zawiódł swoich wyznawców i nie rozniecił ofiary.

Potem wzywano Jahwe. Również on otrzymał poćwiartowanego cielca, ułożonego na stosie drewna. Wyznawcy Jahwe za wszelką cenę chcieli wywołać boski cud. Obficie poleli zabite zwierzę i drewno wodą. Wszystko wręcz pływało w wodzie. Oczekiwany cud nastąpił - na prośbę Eliasza Jahwe zesłał z nieba ogień. Spłonęło nie tylko drewno stosu ofiarnego i zabite zwierzę, ogień strawił również kamienie i ziemię.

Wyznawcy Jahwe okazali się niekwestiowanymi zwycięzcami! Potraktowali jednak bezlitośnie pokonanych. Nie zadowolili się zwycięstwem w pojedynku na ofiary, ale zabili swoich przeciwników: "Eliasz zaś im rozkazał: «Chwytajcie proroków Baala! Niech nikt z nich nie ujdzie!» Zaraz więc ich schwytali. Eliasz zaś sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich wytracił".

O prorokach Aszery nie wspomina się ani słowem. Dlaczego więc właściwie zostali zaproszeni? Raphael Patai uważa: "Można wysnuć wniosek, że ponieważ kapłani Aszery nie brali udziału w rywalizacji, nie zrobiono im krzywdy. Jeśli tak było, to prawdopodobnie nadal, przez nikogo nie niepokojeni, mogli służyć swojej bogini".

Dlaczego za panowania króla Achaba wycięto w pień kapłanów Baala, natomiast oszczędzono proroków Aszery? Dlaczego za króla Jehoachaza oddawanie czci tej bogini było nadal tolerowane? Posąg Aszery w Samarii pozostał nienaruszony. Czy, jak przypuszcza Raphael Patai, kult bogini akceptowano, gdyż "oddawanie czci Aszerze było uznawane za prawowierne praktyki religijne również przez tych, którzy zwalczali kult Baala"?

Jehu rozkazał zwołać kapłanów Baala. Rzekomo chciał złożyć im hołd. Ogłosił, że każdy, kto nie weźmie udziału w obrzędzie ku czci tego boga, zostanie zabity. Jednak wbrew zapowiedzi czciciele Baala zostali zgładzeni. Ze świątyni Baala Jehu kazał zrobić publiczne kloaki. Król pałał wielką nienawiścią do Baala, jednak kult Aszery był nadal tolerowany.

Konkretne informacje na temat sanktuarium Świątyni Jerozolimskiej są bardzo skąpe. Błędne jest przypuszczenie, że świątynia zbudowana przez Salomona służyła wyłącznie kultowi Jahwe. Istniała 370 lat i przez 236 lat, a więc dwie trzecie tego okresu, znajdował się w niej posąg Aszery. Jak to możliwe? Przecież Jahwe rzekomo zabronił nie tylko wznoszenia modłów do obcych bogów, ale bardzo konkretnie żądał: "Nie ustawisz aszery [posągu Aszery] z żadnego drzewa koło ołtarza Pana, Boga swego, jaki sobie zbudujesz". A jego wyznawcy stale postępowali wbrew jego woli! Przez stulecia bogini Aszera była ważną postacią w religijnym życiu żydowskich plemion. Pomimo wyraźnego zakazu Boga jej posąg stał w sanktuarium Świątyni Jerozolimskiej, tuż obok ołtarza Jahwe.

* Król Roboam, syn Salomona, wprowadził posąg Aszery do świątyni. Przez blisko 35 lat stanowił on centrum kultu.

* Król Asa kazał go wyrzucić, ale król Joasz na powrót sprowadził do sanktuarium.

* Po stu latach król Ezechiasz zatroszczył się o to, żeby posąg Aszery zniknął ze świątyni. Jednak Manasses z powrotem ustawił go na jego dawnym miejscu.

* Król Jozjasz przeprowadził reformę religijną. Aszera została wyrzucona ze świątyni, ale po śmierci Jozjasza po raz kolejny tam powróciła.

Dlaczego świątynia Salomona przez dłuższy czas była świętym domem zarówno dla Jahwe, jak i dla Aszery? Odpowiedź na to pytanie zawiera pewną dozę pikanterii: "W pewnym okresie semickiego boga El uważano za ukochanego Aszery. Ona była niebiańską krową, on bykiem". Imię El było zaś jednym z przydomków Jahwe *[Zobacz na przykład: Księga Rodzaju, rozdz. 14, wers 18! Dosłowne tłumaczenie: "A był on kapłanem Ela, najwyższego!"].

W ten sposób staje się jasne, dlaczego w krwawy sposób zwalczano Baala, rywala Jahwe, Aszerę natomiast tolerowano, co więcej, oddawano jej cześć w świątyni Salomona. Bogini ta była bowiem pierwotnie ukochaną i partnerką Jahwe-Ela! Dlatego nie dziwi nas, że tacy tłumacze jak Luter usunęli jej imię z tekstu Starego Testamentu. W większości nowszych przekładów imię Aszery jednak powraca. Czy oznacza to, że przypomniano sobie o pierwotnych kultach, w których centralne pozycje zajmowały boginie? Czy ślady matriarchatu, wypartego przez religie monoteistyczne, zostaną odnalezione również w Biblii?

 

Baal - najpotężniejszy rywal Jahwe

Diabeł ma wiele imion. Jedno z nich, popularne również w dzisiejszych czasach, brzmi Belzebub. Imię to powstało w wyniku zniekształcenia starożytnego imienia boskiego "Baal-Sebub". Baal-Sebub miał w Ekronie dużą świątynię. Bóstwo owo cieszyło się znacznym poważaniem. Ludzie zwracali się do Baala w ciężkich chwilach swojego życia. Król Ochozjasz (jego panowanie rozpoczęło się około roku 919 p.n.e.) uległ wypadkowi i leżał przykuty do łóżka. Władca chciał wiedzieć, czy kiedyś jeszcze powróci do zdrowia, wysłał więc posłańca do świątyni Baala. Oburzony Bóg Izraela, Jahwe, obraził się. Wysłał Eliasza do posłańca i nakazał go spytać: "Czyż nie ma Boga w Izraelu, że wy idziecie wywiadywać się u Beelzebuba, boga Ekronu?" Kara za konsultację u obcego boga nastąpiła natychmiast: Ochozjasz zmarł.

Baal, który w kraju biblijnym występował w różnych postaciach i pod różnymi przydomkami, był najpoważniejszym rywalem Jahwe, Wydaje się, że miał on nawet szansę stać się zamiast Jahwe głównym bogiem Izraela. Przecież prorok Eliasz zorganizował pojedynek obu bogów. Dla Baala i Jahwe zbudowano ołtarze ofiarne i zabito bydlęta. Zwierzę ofiarne przeznaczone dla Jahwe polano dodatkowo wodą. Jahwe zesłał z nieba ogień, który "strawił żertwę i drwa oraz kamienie i muł". Według relacji Biblii, Baal nie zareagował. Jahwe odniósł zwycięstwo, prorok Eliasz własnoręcznie zabił kapłanów Baala.

Baal bez wątpienia był głównym rywalem Jahwe. Prawdopodobnie oddawano mu cześć nawet w najdalszych zakątkach Izraela. W przeciwnym razie autorzy Starego Testamentu nie musieliby ustawicznie udowadniać, jak wielka jest przewaga Jahwe nad Baalem. Wyższość Jahwe przejawia się głównie w ten sposób, że zabija on zwolenników Baala. Różnica między Jahwe i Baalem wciąż przy tym zanika, czasami są łudząco do siebie podobni. Baala często nazywa się bogiem przymierza (Baal-Berit). A przecież według Starego Testamentu bogiem przymierza jest przede wszystkim Jahwe. To Jahwe zawarł ze swoim ludem "przymierze", prawdopodobnie z Noem zaraz po potopie, przede wszystkim zaś później z Abrahamem.

Wypowiedzi Biblii na temat Baala są bardzo pouczające. Pokazują one, że status Jahwe był stale zagrożony, jego pozycja głównego boga Izraela przez długi czas stała pod znakiem zapytania. Najwyraźniej pojawiały się ciągle tendencje do zastąpienia Jahwe Baalem.

Opinie na temat Baala dowodzą również, że chronologia Starego Testamentu nie jest zgodna z rzeczywistym historycznym przebiegiem wydarzeń. Zgodnie z treścią Starego Testamentu kult Baala został wprowadzony przez żonę króla Achaba, a więc około 940 roku p.n.e. Posiadamy jednak również informacje, że już około roku 1500 p.n.e. uciekający z Egiptu Izraelici chcieli przejść na kult Baala. Lud był niezadowolony z Jahwe i oddawał cześć zrobionemu przez siebie "złotemu cielcowi". Ale wyznawcy Baala wyobrażali go sobie jako byka.

Geneza kultu Baala jest przedmiotem sporów naukowców. Na długi czas przed dominacją Jahwe panował dualizm, polegający na jednoczesnym oddawaniu czci bogu i bogini. Baal był potężnym bogiem nieba i pogody, natomiast bóstwo kobiece utożsamiano z ziemią. Wegetację ziemi wyobrażano sobie jako efekt zapładniającego działania Baala.

Baal stał się głównym rywalem Jahwe. W miarę jak rosło znaczenie Jahwe, rola Baala ciągle malała. Wkrótce jego boskie imię zaczęło znaczyć po prostu "pan" lub "władca" i w rezultacie sam Jahwe mógł być określany jako "Baal". Jahwe wyparł swojego rywala, zlewając się z nim w jedną postać! A gdy Jahwe został już utożsamiony z Baalem, nie chciał, żeby go nazywano tym imieniem.

Według skromnej objętościowo Księgi Ozeasza, Jahwe protestował przeciwko używaniu w stosunku do jego osoby obcego imienia: "I stanie się w owym dniu - wyrocznia Pana - że nazwie Mnie: «Mąż mój», a już nie powie: «Mój Baal». Usunę z jej ust imiona Baalów, a imion ich już się nie wspomni".

Baal przeżywał swój renesans w XVI wieku. To najważniejsze niegdyś bóstwo zostało jednak zdegradowane do pozycji diabła. Jeśli kiedyś traktowano Baala jak mało znaczącego boga, to teraz znano jedynie diabła Baala. W 1583 roku młodą dziewczynę poddano obrzędowi egzorcyzmu. Jeden z jezuitów egzorcyzmował ją osiem dni i twierdził, że przepędził 12 652 diabły. Wreszcie za winną uznano babkę dziewczyny. Podobno sprzymierzywszy się z Belzebubem-Baalem, miała ona poświęcić diabłu własną wnuczkę. Pod wpływem tortur rzekoma czarownica zeznała do protokołu, że niezliczone demony-Baale przechowywała w szklanych naczyniach. Kobieta, przywiązana do końskiego ogona, została zawleczona na stos, na którym spłonęła żywcem.

 

Bann - masowy mord w imię Boże

Nasz krąg kulturowy nazywany jest również "kulturą chrześcijańskiego zachodu". Biblia odcisnęła swoje piętno zarówno na historii Europy, jak i innych części Ziemi. Od wielu stuleci jest ona tak bardzo ważna dla naszego świata, a tak niewiele wiemy o tym, co naprawdę się w niej znajduje. Niegroźnie brzmiące słowo bann kryje w sobie przerażającą stronę Starego Testamentu. Bann (klątwa) to masowy mord dokonany w imię Boga. Szczegółowe badania nad tym straszliwym rytuałem przeprowadził teolog Gerhard von Rad.

W Starym Testamencie Bogu stale składa się ofiary: na ołtarzach na wolnym powietrzu lub w świątyni. W przypadku bann również chodzi o ofiarę dla Boga, ale ma ona formę krwawego masowego mordu. Z bann wiąże się straszne okrucieństwo wobec ludzi i zwierząt. Opis tego obrzędu pojawia się wielokrotnie w Piśmie Świętym, na przykład w Księdze Jozuego: "Jozue postąpił z nimi, jak Pan powiedział Mojżeszowi: konie ich okulawił, a rydwany spalił w ogniu. W tym samym czasie Jozue cofnął się i zdobył Chasor, a króla jego zabił mieczem; Chasor było niegdyś stolicą wszystkich tych królestw. Ostrzem miecza wybili wszystko, co żywe, obłożywszy klątwą. Nie pozostawiono żadnej żywej duszy, a Chasor spalono".

Również u Mojżesza znajdujemy opis bann: "Wtedy tak rzekł mi Pan: Patrz, zacząłem oddawać ci na łup Sichona i jego ziemię. Zacznij zajmować, bierz w posiadanie jego kraj! I wyszedł przeciw nam Sichon, i cały lud jego na wojnę do Jahsy. Pan, Bóg nasz, wydał go nam i pobiliśmy jego samego, synów jego i cały jego lud. W tym czasie zdobyliśmy wszystkie jego miasta i klątwą obłożyliśmy każde miasto, mężczyzn, kobiety i dzieci, nie oszczędzając niczego oprócz zwierząt, które sobie zabraliśmy, i łupu z miast przez nas zajętych".

W Starym Testamencie wielokrotnie spotykamy ów obrzęd: "I na mocy klątwy przeznaczyli pod ostrze miecza wszystko, co było w mieście: mężczyzn i kobiety, młodzieńców i starców, woły, owce i osły". Wydaje się, że dokonywano go dosyć często.

W każdym razie jego opisy pojawiają się w wielu księgach. Mówi się o nim bez zażenowania, zupełnie otwarcie. Jeśli zbierzemy razem rozproszone informacje z niezliczonych miejsc Pisma Świętego, to otrzymamy całościowy obraz tego straszliwego rytuału.

Bann zapowiadano, rozsyłając przez posłańców kawałki mięsa. Istniała również nieco bardziej "kulturalna" zapowiedź tego okropnego widowiska - w późniejszym okresie zrezygnowano z rozsyłania mięsa i zaczęto ogłaszać bann, dmąc w trąby. Ten drugi wariant miał przewagę nad pierwszym, pozwalał bowiem zaskoczyć wroga. Można było znacznie szybciej zaatakować, przeciwnik miał mniej czasu na przygotowanie obrony.

Gdy już ogłoszono bann, w obozie zaczynało się zbierać wojsko. Od tej chwili wojownicy nie uważali się za członków zwykłej wspólnoty wojskowej, ale za "lud Pana". To, co nieszczęsne ofiary odbierały jak zwykłą grabież, rozbój, tortury, mord i zagładę, było teraz traktowane jako coś uświęconego, w pełni godziwego i nabierało rangi wprowadzania "bożej sprawiedliwości".

Przed rozpoczęciem bann należało się jeszcze duchowo przygotować do zabijania. Dokonywano kultowych oczyszczeń, nie wolno było uprawiać seksu. Potem zasięgano porady wyroczni. Ponieważ walka miała się odbyć w słusznej sprawie, odpowiedź Jahwe mogła być jedynie pozytywna.

W tym momencie można już było rozpocząć wojenną część bann. Atakowano i zajmowano miasta. Wszystko, co się ruszało, wycinano w pień. Gerhard von Rad: "Złoto i srebro przechodziły do skarbca Jahwe".

Teolog Ernest Renan ze zgrozą komentuje: "Ludzkie okrucieństwo przybrało formę paktu z Bogiem. Ludzie składali uroczyste ślubowanie, że będą zabijać wszystko po kolei, przez co ustanawiali dla siebie zakaz dopuszczania do głosu rozumu lub litości. Skazywali na zagładę miasto lub kraj i wierzyli, że obrażą Boga, jeśli nie dotrzymają strasznej przysięgi".

W Starym Testamencie grabież, rozbój i mord traktuje się w szczególny sposób, gdy są one dokonywane jako obrzęd religijny i ofiara dla Boga. Co gorsza, ofiara ta nie jest narzucana Bogu wbrew jego woli. Nie dokonują jej błądzący ludzie, działający pod wpływem ślepego szaleństwa. Wymowa Starego Testamentu nie pozostawia wątpliwości - Bóg akceptuje mord masowy jedynie w formie ofiary, ale stale domaga się tej ofiary i nakazuje rozpoczęcie bann. Reaguje gniewem, gdy bann nie znajduje dostatecznego odzwierciedlenia w krwawych czynach: "Potem rzekł Samuel do Saula: «To mnie posłał Pan, aby cię namaścić na króla nad swoim ludem, nad Izraelem. Posłuchaj więc teraz słów Pana. Tak mówi Pan Zastępów: Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelowi, bo stanął przeciw niemu na drodze, gdy szedł on z Egiptu. Dlatego teraz idź, pobijesz Amaleka i obłożysz klątwą wszystko, co jest jego własnością; nie lituj się nad nim, lecz zabijaj tak mężczyzna, jak i kobiety, młodzież i dzieci, woły i owce, wielbłądy i osły»".

Saul wraz z 10 000 ludzi wymordował wprawdzie mężczyzn, kobiety i dzieci, ale pozostawił przy życiu bydło i owce. Kara nastąpiła natychmiast - Saul nie mógł dłużej pozostać królem Izraela.

Opisy Biblii są wyraźne i jednoznaczne. Zgodnie z wymową tekstów bann to nakazywany przez Boga mord masowy, usprawiedliwiany w kategoriach religijnych jako akt ofiary. Opisane w Starym Testamencie okropności są nie do zaakceptowania w żadnym okresie historii. Według Biblii bann dokonane na mieszkańcach Kanaanu było zaplanowaną wcześniej rzezią. W dzisiejszych czasach tego rodzaju mordy masowe uważa się za eksterminację, ludobójstwo i przestępstwo wobec ludzkości. Mamy pełne prawo nazywać zbrodnię po imieniu, nawet jeśli pojawia się ona w Piśmie Świętym!

Hamburski teolog Hermann Samuel Reimarus (1694-1768) wypowiedział się ostro na temat bann, jednak nie odważył się opublikować swoich rozważań, w których bardzo krytycznie ocenił ten rytuał. Później fragmenty owych rozważań Reimarusa ukazały się anonimowo w formie książkowej, opublikowane przez Gottholda Ephraima Lessinga (1729-1781). Książka wywołała duże poruszenie. Krytykowano nie barbarzyński obrzęd bann, ale fakt, że teolog odważył się pisać o przedstawionym w Biblii krwawym obliczu Boga.

Dopiero w 229 lat po śmierci Reimarusa jego traktat ukazał się w całości w formie książkowej pod tytułem Schutzschrift fur die vernunftigen Verehrer Gottes.

 

Cherubini nie byli aniołami

Żadna książka nie była i nie jest tak powszechnie znana na całym świecie jak Biblia - "Księga ksiąg". Została ona przetłumaczona - w całości lub we fragmentach - na około 2000 języków i dialektów. Wydano ją w co najmniej trzech miliardach egzemplarzy. W samej Japonii, gdzie tylko jeden procent ludności stanowią chrześcijanie, w ciągu ostatnich 10 lat wydrukowano około 150 000 000 egzemplarzy Pisma Świętego. Biblia w całości lub w skróconej wersji znajduje się w posiadaniu 98 procent ludności Ziemi. Chociaż Pismo Święte jest tak bardzo popularne, to jednak w istocie rzeczy bardzo rzadko się je czyta. Mimo wszystko niektóre sceny ze Starego i Nowego Testamentu są powszechnie znane. O Adamie i Ewie słyszał przecież każdy, łącznie z najbardziej zagorzałymi przeciwnikami czytania Biblii. Równie dobrze znana jest historia wypędzenia pierwszych rodziców z raju.

Adam i Ewa naruszyli wydany przez Boga zakaz jedzenia owoców z drzewa "poznania dobra i zła". To z tego powodu Bóg wypędził ich z Edenu, rajskiego ogrodu. Aby pierwsi rodzice w żadnym wypadku nie ważyli się powrócić, Bóg postawił u wejścia do Edenu anioła. Był on uzbrojony w ognisty miecz. Jeśli dokładnie przeczytamy ten fragment Starego Testamentu, to przekonamy się, że pomiędzy szeroko rozprzestrzenioną wiarą ludową a dokładną treścią Pisma Świętego istnieje wyraźna różnica. W jednym z niemieckich przekładów Starego Testamentu czytamy: "I wygnał [Bóg] ludzi, i kazał stanąć przed ogrodem Eden cherubinom z płomiennym, błyszczącym mieczem". Jest tu więc mowa o cherubinach. Kim jednak byli cherubini?

Pietro Bandini, naukowiec-amator, prowadził szczegółowe badania nad aniołami i napisał o tych niebiańskich istotach ze wszech miar godne uwagi dzieło. Można w nim znaleźć następujące zdanie na temat cherubinów: "Aniołowie ci, zajmujący w hierarchicznej drabinie anielskiej drugi szczebel, musieli budzić wśród «pierwszej populacji», a więc w rodzie Adama, sprzeczne uczucia". Oni to przecież przeszkodzili ludziom w powrocie do raju.

Jak byli uzbrojeni cherubini? Posiadali "ognisty miecz"? Czyżby wszyscy musieli się dzielić jednym mieczem? Jeśli większość przekładów Starego Testamentu porównamy z hebrajskim oryginałem, to dostrzeżemy niewielki, ale istotny błąd tłumaczy. Prawidłowe tłumaczenie powinno brzmieć: "I wygnał [Bóg] ludzi i kazał stanąć przed ogrodem Eden cherubinom i płomiennemu, błyszczącemu mieczowi".

Przed wejściem do raju znajdowali się więc cherubini i "płomienny, błyszczący miecz". Co to oznacza? Niestety nie wiemy, czy rzeczywiście chodzi tu o broń, czy też o jakieś zjawisko przyrodnicze. Mogło to być na przykład płonące źródło asfaltu.

Pochodzenie cherubinów nie budzi wątpliwości. Zostali oni zapożyczeni z mitologii babilońskiej. Nie byli aniołami, ale dziwacznymi bajkowymi stworami, które najbardziej przypominały egipskie sfinksy. Te osobliwe istoty miały korpusy byka i skrzydła. Starożytny historyk Józef Flawiusz, świetny znawca żydowskiej religii, pisze: "Na wieku umieszczono dwie postacie «Cherubinów» - jak je Hebrajczycy nazywają - istot ze skrzydłami, kształtem swym niepodobnych do żadnej z rzeczy widzianych ludzkimi oczyma; Mojżesz powiada, iż ujrzał je wyrzeźbione na tronie Boga". Według Starego Testamentu te tajemnicze istoty posiadały wprawdzie skrzydła, nie były jednak aniołami. Bóg tronował na cherubinach: "Ty, który zasiadasz na cherubach, zabłyśnij". Jahwe wykorzystywał ten wspaniały tron również jako szybki, wielofunkcyjny środek lokomocji, służący do poruszania się po ziemi, ale też do latania: "Lecąc, cwałował na cherubie, a skrzydła wiatru Go niosły".

Nie ma wątpliwości, że cherubini byli uważani za istoty wyjątkowo święte. Podobno Salomon kazał wyrzeźbić z drewna oliwki dwa posągi cherubinów, które następnie pozłocono. Posągi miały około pięciu metrów wysokości i stały w sanktuarium Świątyni Jerozolimskiej. Można wątpić, czy Salomon rzeczywiście polecił sporządzić posągi kultowe o tak wielkich rozmiarach. Jednak niezależnie od tego, czy opis odpowiada faktom historycznym, czy też nie, tekst jest dowodem wielkiej czci dla cherubinów. Dlatego nie może dziwić, że dwaj cherubini tronowali na prawdopodobnie największej świętości dawnych Żydów: na wieku Arki Przymierza. Było to zgodne z poleceniem samego Boga: "Dwa też cheruby wykujesz ze złota. Uczynisz zaś je na obu krańcach przebłagalni".

W Starym Testamencie znajdują się skąpe informacje o cherubinach. Z tego powodu w pozabiblijnych tekstach pojawiły się "uzupełnienia". Występujące w Biblii mityczne stwory stały się aniołami, które początkowo miały złą naturę. W rozdziale XX etiopskiej Księgi Henocha cherubini wymienieni są w jednym rzędzie ze złośliwymi wężami. W rozdziale LXI znajdują się wprawdzie w gronie aniołów, ale w grupie nastawionych niezbyt pokojowo, bo wśród "Aniołów Przemocy". Cherubinów postrzegano jako istoty tak niedobre, że czasami mylono ich z diabłami".

W osiem wieków później nie dostrzegano już pokrewieństwa cherubinów i diabłów. W V lub VI wieku n.e. piszący po grecku chrześcijanin opublikował pod imieniem Dionizjusza Areopagity, który miał rzekomo żyć w I wieku n.e. i być pierwszym biskupem Aten, wiele traktatów religijnych na różne tematy. W rozprawie pod tytułem Peri tes ouranias hierarchias (O niebiańskiej hierarchii) podzielił on aniołów na dziewięć hierarchii. Jego zdaniem, cherubini, jako duchy mocy, dowodzą w trzecim niebie prawdziwym pułkiem aniołów. Na początku XXI wieku bez cherubinów nie można sobie wyobrazić ani popularnych wierzeń ludowych, ani też ezoteryki. Aniołowie są dla wielu współczesnych ludzi ogromną pomocą duchową. I rzeczywiście, aniołowie odgrywają w Piśmie Świętym bardzo ważną rolę, tylko że według Biblii cherubini nie byli aniołami!

 

Diabeł - strącenie z nieba

Jak wyobrażamy sobie diabła? Jako wzbudzającą strach, czarną, cuchnącą kreaturę, wyposażoną w kopyta i rogi, w chwili wściekłości miotającą piorunami. Gdzie znajdziemy opis tego potwora? W Biblii? Ten, kto tak sądzi, popełnia wielki błąd. Tak bardzo rozpowszechniony dzisiaj wizerunek diabła stworzył papież Grzegorz I, którego pontyfikat przypadł na lata 590-604. Obraz ten stanowi efekt połączenia postaci różnych bóstw pogańskich. Diabeł jest mieszanką nordyckiego bóstwa Loki (czarny kolor), germańskiego Donara (nieprzyjemny zapach), greckiego bożka Pana i germańskich duchów lasu (kopyta) oraz Wotana, głównego bóstwa nordyckiego panteonu (pioruny). Diabeł nie występuje w żadnej z ksiąg biblijnych, ale odegrał znaczną rolę we wczesnochrześcijańskich akcjach nawracania pogan.

Słowo "diabeł" pochodzi od greckiego diabolos. Diabolos to greckie tłumaczenie hebrajskiego stn - Szatan. W Starym Testamencie, inaczej niż we współczesnych wyobrażeniach chrześcijańskich, Szatan nie jest negatywnym przeciwieństwem dobrego Boga.

Profesor Fohrer twierdzi, że pierwotnie wizerunek Lucyfera był raczej pozytywny. Zajmował on zaszczytną pozycję, był swego rodzaju skrupulatnym prokuratorem, wyliczającym podczas bożego sądu przewinienia oskarżonych.

W ujęciu Starego Testamentu Bóg otoczony był czymś w rodzaju dworu. Psalmista określa tę świtę Boga jako "zgromadzenie boskie". Sposób działania owego zgromadzenia opisany został w Księdze Hioba. Bóg jest przewodniczącym i zadaje pytania. Do "boskiego zgromadzenia" należy też Szatan. Wyróżnia się on spośród anonimowej gromady zaufanych Boga. Szatan polemizuje i prowokuje. W końcu dochodzi nawet do zakładu pomiędzy Bogiem a Szatanem: czy Hiob pozostanie pobożny i bogobojny, czy też utraci wiarę? Z przyzwoleniem Boga Szatan zsyła na Hioba i członków jego rodziny najgorsze cierpienia, jednak Hiob nie traci swojej wiary.

Również w wizji proroka Zachariasza Szatan urzęduje w niebieskich zastępach. Pełni on funkcję oskarżyciela na tamtym świecie. Najwyższy kapłan Jozue po śmierci staje przed aniołem Pana, a Szatan go oskarża.

Stopniowo Szatan staje się postacią coraz bardziej negatywną. Z członka Bożej świty zmienia się w nikczemnika. Widać to wyraźnie, gdy porówna się dwa opisy tego samego wydarzenia, a mianowicie spisu ludności. W Księdze Samuela czytamy: "Jeszcze raz Pan zapłonął gniewem przeciw Izraelitom. Pobudził przeciw nim Dawida, mówiąc: «Idź i policz Izraela i Judę»". A zatem to sam zagniewany Bóg skłania Dawida, aby przeprowadził spis ludności Izraela i Judy. Jednak w Pierwszej Księdze Kronik stan rzeczy zupełnie się zmienia: "Powstał szatan przeciwko Izraelowi i pobudził Dawida, żeby policzył Izraela". Tutaj siłą sprawczą nie jest rozgniewany Bóg, ale Szatan! Jak to wytłumaczyć?

Z biegiem czasu Jahwe przedstawiany jest w Starym Testamencie coraz bardziej pozytywnie. Jego negatywne cechy stopniowo zanikają, a jednocześnie Szatan z członka Bożej świty staje się wcieleniem zła! Dla złego Szatana nie ma więcej miejsca w niebie, musi on opuścić niebiańskie zastępy. Następuje to jednak dopiero w Nowym Testamencie! Dopiero w Nowym Testamencie Szatan zostaje zrzucony z nieba, a jeszcze później, bo po upływie kilku wieków, powstaje diabelski Lucyfer. Aby to zrozumieć, musimy posunąć się w naszym rozumowaniu o jeden krok dalej. Na przełomie IV i V wieku n.e. święty Hieronim ze Strydonu w Dalmacji (ok. 345-420) przetłumaczył Biblię na łacinę. Ten uczony znawca Pisma Świętego połączył słowa Jezusa ze starszym tekstem Izajasza, który mówi o upadku króla Babilonu: "Jakże spadłeś z niebios, Jaśniejący, Synu Jutrzenki? Jakże runąłeś na Ziemię, ty, który podbijałeś narody". Hieronim powiązał to zdanie ze słowami Jezusa. W Ewangelii według Św. Łukasza Jezus mówi: "Widziałem szatana, który spadł z nieba jak błyskawica". Oba teksty powstały niezależnie od siebie i nie mają ze sobą żadnego związku. Można jednak znaleźć pewien łączący je punkt. Izajasz nazywa władcę Babilonu upadłą "gwiazdą zaranną", zaś w rzymskiej mitologii gwiazda zaranna to Lucyfer (łac. Lucifer). Łatwo zauważyć, że wyraz ten miał pozytywne znaczenie! Jeszcze panuje noc, ciemność jest ponura i przygnębiająca. Jednak poranek już się zbliża. Ma on swojego zwiastuna, który pojawia się jeszcze w ciemności. Jest to gwiazda Wenus, która przynosi pierwsze światło. Wenus to Lucyfer, a więc "przynoszący światło".

Jezus twierdzi, że widział Szatana lecącego z nieba jak błyskawica. Ponieważ u Izajasza z nieba spada gwiazda zaranna, Św. Hieronim utożsamił Szatana z wypowiedzi Jezusa z gwiazdą zaranną i w ten sposób Szatan stał się Lucyferem, a więc nosicielem światła. Powstał zatem dziwoląg, zły Szatan otrzymał pozytywny przydomek!

Szatan Nowego Testamentu to istota na wskroś zła:

* Szatan prowokuje Jezusa na pustyni: "A przebywał na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez szatana" . Szatan chciał nakłonić Jezusa, aby ten bluźnił Bogu.

* Szatan skłania Judasza, aby zdradził Jezusa: "Wtedy Szatan wstąpił w Judasza, zwanego Iskariotą, który był jednym z Dwunastu". Judasz poszedł do arcykapłanów, by za pieniądze wydać im Jezusa, dopiero wówczas, gdy został opętany przez Szatana.

Wiara w opętanie przez diabła doprowadziła 1500 lat później do szaleństwa związanego z procesami czarownic, którego ofiarą padły setki tysięcy ludzi, głównie kobiet, a często ginęły również zwierzęta. Oskarżeni o czary byli torturowani i paleni na stosie.

* Grzeszny człowiek wydawany jest Szatanowi "na zatracenie ciała". Szatan staje się przeciwnikiem Boga.

* Szatan kusi "całą zamieszkaną Ziemię". Staje się wcieleniem zła, które chce unicestwić świat.

* Szatan jest na razie jeszcze poskromiony, gdyż na tysiąc lat został związany przez anioła.

* Po swoim uwolnieniu będzie próbował w apokaliptycznej walce zwyciężyć dobro.

W Piśmie Świętym nie ma takiego diabła, jakiego znamy z wyobrażeń ludowych. Z członka boskiej świty (Stary Testament) stał się on istotą utożsamiającą wszelkie zło (Nowy Testament). Ta przemiana miała swój dalszy ciąg. W średniowieczu problem diabła roztrząsany był przez niezliczone rzesze teologów. Jeden Szatan już nie wystarczał. Odczuwano zagrożenie ze strony całych oddziałów diabłów. Obdarzeni dużą wyobraźnią teolodzy ocenili liczbę diabłów na 7 405 926.

Pismo Święte jest opowieścią człowieka o Bogu... i o diable. Nie przekazuje nam raz na zawsze ustalonej wiedzy, ale obrazuje rozwój wiary. To, co Biblia mówi o Szatanie, udowadnia, że wiara podlega ustawicznym zmianom. Proces ten został w Piśmie Świętym bardzo dobrze udokumentowany. Można przypuszczać, że gdyby wiara w dalszym ciągu się zmieniała, to nadal kontynuowane byłoby pisanie Biblii. Nasuwa się tu następujący wniosek: czy nie należy sprawdzić dogmatów i przepisów biblijnych pod względem ich przystawalności do współczesnych warunków?

 

Homoseksualizm - kara śmierci dla "grzeszników"

Począwszy od 1 sierpnia 2001 roku niemieccy homoseksualiści mają prawo wchodzić w związki małżeńskie. Jak radzi sobie Kościół z takim stanem rzeczy? Czy pytającym o te sprawy wiernym ma do zaoferowania jakiś biblijny punkt widzenia? W spisie haseł Evangelischen Taschenkatechismus (Podręcznego katechizmu ewangelickiego) w ogóle brakuje słowa "homoseksualizm". Jednak mimochodem, w zawoalowanej formie i z zażenowaniem katechizm mówi: "Kościół ewangelicki w Niemczech i poszczególnych krajach związkowych włączył się do publicznej dyskusji etycznej, dotyczącej między innymi problemu związków rodzinnych osób tej samej płci, wydając różnego rodzaju oświadczenia, które dowodzą, że również wewnątrz Kościoła dostrzegalne są ślady społecznego kryzysu".

Ksiądz Matthias Hagen z górnofrankońskiej miejscowości Bad Staffelstein okazał się nieco bardziej odważny. W swoim Wort zur Besinnung (Słowo do namysłu) ten protestancki duchowny wyraża oburzenie z powodu dyskryminacji osób żyjących w homoseksualnych związkach. Z lekkim sercem przyznaje: "To prawda - w Biblii jest napisane, że homoseksualizm jest grzechem". Katechismus der Katholischen Kirche wyjaśnia to nieco dokładniej: "Opierając się na Piśmie Świętym, które traktuje homoseksualizm jako złe zboczenie, Kościół stale naucza, że «stosunki homoseksualne nie są zgodne z właściwym porządkiem rzeczy». W żadnym wypadku nie można ich aprobować". Aby podeprzeć to stwierdzenie odpowiednimi argumentami, katechizm powołuje się na cztery teksty biblijne. Jeśli się z nimi zapoznamy, to zauważymy, że są to raczej aluzje niż bezpośrednie odniesienia do homoseksualizmu.

W Księdze Rodzaju pomiędzy wierszami można znaleźć informację, że mężczyźni z Sodomy chcieli wejść w intymne stosunki z dwoma męskimi aniołami. Święty Paweł w Liście do Tymoteusza, mówiąc o "rozpustnikach, gwałcicielach chłopców", określa ich postępowanie jako grzech, ale niewiele mówi o homoseksualizmie. W Pierwszym Liście do Koryntian możemy przeczytać obszerną wypowiedź na temat "nierządu", ale znowu brak jest zdecydowanego potępienia homoseksualizmu. Bardziej wyraźny jest List Świętego Pawła do Rzymian. Paweł skarży się, że kobiety i mężczyźni porzucili "pożycie zgodne z naturą" (czytaj: miłość heteroseksualną) i zamienili je na "pożycie przeciwne naturze" (czytaj: miłość homoseksualną). Jednakże pogląd św. Pawła, że nieobyczajna i grzeszna skłonność do miłości homoseksualnej zaszczepiona została w sercach ludzi jako kara za ich odstępstwo od wiary, jest czymś wyjątkowym w tekście biblijnym.

Z jakich powodów Katechismus der Katholischen Kirche powołuje się na te raczej niejasne wypowiedzi Pisma Świętego na temat homoseksualizmu? Dlaczego dyskretnie pomija się znacznie bardziej jednoznaczny tekst? Nie tylko potępia on homoseksualizm jako grzech, ale również wyraźnie domaga się kary śmierci dla homoseksualistów: "Obaj będą ukarani śmiercią"! Ksiądz Hagen uspokaja: "To prawda - w Biblii jest napisane, że homoseksualizm jest grzechem. Ale jest również prawdą, że w dzisiejszych czasach wielu ludzi patrzy na te biblijne wersy z zupełnie innej strony. Można je dzisiaj poddać powtórnemu osądowi, ponieważ podstawą Pisma Świętego jest Boża miłość, która objawia się w Jezusie Chrystusie".

Ta stonowana wypowiedź w rzeczywistości ma doniosłe znaczenie. Bardzo ważna jest tu opinia, że słowa Pisma Świętego wolno każdorazowo interpretować na nowo, zgodnie z współczesnymi odczuciami. Kościół katolicki w stosunku do homoseksualizmu jako sposobu życia prezentuje bardziej konserwatywne stanowisko niż Kościół ewangelicki. Ale również katoliccy teolodzy starają się wykazać większą dozę zrozumienia. Dało się to zauważyć w trakcie konferencji Kirche und Homosexualitat (Kościół i homoseksualizm), która odbyła się 4-6 września 2001 roku w Salzburgu.

Doktor teologii Josef Spindelbock podsumował:

Pogląd, że homoseksualizm nie jest zgodny z Bożym porządkiem, a zachowanie homoseksualne, obiektywnie patrząc, stanowi grzech, nie podlega dyskusji. Homoseksualizm jest anomalią, a nie odmiennym wariantem dzieła stworzenia, który pomimo mniejszej wartości byłby ciągle jeszcze czymś bardzo dobrym. Przede wszystkim zaś osiągnięcia nauk społecznych sprawiły, że nie spotkamy już dzisiaj teologa, który całkowicie potępiłby homoseksualizm jako «grzech nad grzechy». Istnieje cały szereg grzechów, które, obiektywnie patrząc, są znacznie większym złem niż stosunki homoseksualne.

W tej wypowiedzi pominięte zostały jednoznaczne słowa Starego Testamentu. Prawo Mojżeszowe bez żadnych wyjątków domaga się kary śmierci za stosunki homoseksualne. Kościół chrześcijański zdystansował się od tego wyraźnego nakazu. Takie stanowisko współczesny człowiek może jedynie uznać za krok we właściwym kierunku. Bezsprzecznie jednak Pismo Święte, jako Słowo Boże, traci tym samym autorytet. Jeśli bowiem niegdyś za stosunki homoseksualne groziła kara śmierci, dzisiaj natomiast są one postrzegane jako jeden z wielu możliwych sposobów na życie, to wypływa z tego wniosek, że Biblia jako obowiązujące w każdej epoce Słowo Boże nieco się wysłużyła.

Jeśli Pismo Święte jest Słowem Bożym, to jego nakazy, jako nakazy Boga, należy wypełniać bez żadnych ograniczeń, niezależnie od okoliczności. Przestrzegać trzeba wszystkich przykazań, bez żadnych wyjątków. W takim wypadku, zgodnie z Prawem Mojżeszowym, homoseksualizm należałoby karać śmiercią. Nikt jednak nie domaga się dzisiaj podobnej zbrodni. Jeśli jednak obecnie wpaja nam się jedne nakazy Pisma Świętego, inne natomiast dopasowuje się do współczesnych trendów, to z tego wynika, że słowo człowieka stoi ponad rzekomym Słowem Bożym. W przypadku homoseksualizmu stanowcza wypowiedź Starego Testamentu (żądanie kary śmierci!) została uznana za błąd biblijnego autora i odłożona ad acta jako nieobowiązująca. To dobrze! Nawet ludzie traktujący Pismo Święte w sposób wręcz fundamentalistyczny odżegnują się od tego krwiożerczego nakazu, który na szeroką skalę realizowano w nazistowskich Niemczech, zamykając i mordując homoseksualistów w obozach koncentracyjnych. Jeśli jednak przynajmniej jeden rzekomy "Boży nakaz" musi i może stracić swoją ważność, to w rezultacie na znaczeniu traci również generalny wymóg przestrzegania wszystkich biblijnych praw! Czasy się zmieniają. Zmieniają się również nasze poglądy na dobro i zło. Żądanie zabijania homoseksualistów można w najlepszym wypadku traktować jak niebezpieczną pomyłkę.

Jak wiele sporów w kręgach kościelnych wywołuje temat homoseksualizmu, dowodzi sztuka amerykańskiego pisarza Terrence'a McNally'ego. W 1999 roku w przedstawieniu teatralnym Corpus Christi ukazał on Jezusa jako homoseksualistę. Sztuka spotkała się z niezwykle żywą reakcją. Część widzów przyjęła ją entuzjastycznie. Inni demonstrowali swoje oburzenie. Wysunięto ostry zarzut sfałszowania Pisma Świętego. Jednak w Biblii rzeczywiście pojawiają się aluzje do biseksualnych lub homoseksualnych skłonności Jezusa.

W Ewangelii według św. Marka możemy przeczytać o dziwnym wydarzeniu, które miało miejsce podczas aresztowania Jezusa. Wraz ze swoimi uczniami i czcicielami Jezus spędził wieczór w ogrodzie Getsemani. Był w tym gronie pewien "młodzieniec", którego imienia ewangelista nie wymienił. Gdy aresztowano Jezusa, podążył za swym mistrzem, a gdy rzymscy żołnierze również jego chcieli pojmać "zostawił prześcieradło i uciekł nago". Kto był tym nagim mężczyzną? Jedno niepozorne słowo w greckim oryginale tekstu ewangelii dostarcza zaskakującego wyjaśnienia, kogo miał na myśli ewangelista. Według greckiej wersji, młodzieniec nosił sindon. Sindon nie było właściwie szatą, ale całunem. Czy św. Marek czyni tutaj aluzję do Łazarza, którego Jezus miał podobno wskrzesić?.

Tajna Ewangelia św. Marka sugeruje, że z tym właśnie Łazarzem miało łączyć Jezusa coś więcej niż tylko czysto przyjacielskie stosunki. Czytamy tam:

I przybyli do Betanii, a była tam pewna kobieta, której brat zmarł. I przystępując do niego padła przed Jezusem na ziemię i rzekła do niego: «Synu Dawida, miej litość nade mną!» Ale uczniowie odepchnęli ją. A Jezus rozgniewał się i poszedł z kobietą do ogrodu, gdzie znajdował się grób, i jednocześnie z grobu dał się słyszeć głośny krzyk. Przystąpiwszy bliżej, Jezus odsunął kamień od wejścia do grobu. I zaraz wszedł do środka, gdzie znajdował się młodzieniec, wyciągnął rękę i podniósł go, gdy ten ją pochwycił. Gdy młodzieniec ujrzał Jezusa, pokochał go i zaczął go błagać, aby mógł z nim zostać. I wyszli z grobu, i poszli do domu młodzieńca, gdyż był on bogaty. A po sześciu dniach powiedział mu Jezus, co ten powinien czynić, a wieczorem młodzieniec przyszedł do niego, odziany w lekką szatę na swoim nagim ciele. I pozostał on tej nocy u niego, ponieważ Jezus uczył go tajemnicy królestwa Bożego.

Większość tekstu Tajnej Ewangelii według św. Marka zaginęła. A może została świadomie zniszczona, gdyż zawierała wypowiedzi, które wyznawcy młodej wiary chrześcijańskiej uważali za wstydliwe? W 1958 roku biblista Morton Smith w położonym niedaleko od Jerozolimy klasztorze Mar Saba odkrył godny uwagi dokument. Był to ręczny odpis listu Klemensa Aleksandryjskiego do Teodorusa. W liście tym Klemens podaje cytat z Tajnej Ewangelii św. Marka. Samo dzieło nie zachowało się. Około roku 175 n.e. Klemens przybył do Aleksandrii. Tajna Ewangelia św. Marka istniała podobno już około roku 125 n.e. Nie została włączona do Kanonu Pisma Świętego. Prawdopodobnie jej odpisem dysponował również Teodorus, do którego Klemens zwrócił się listownie. W wersji, która znajdowała się w rękach zgorszonego Teodorusa, musiały znajdować się fragmenty, które opisywały Jezusa i młodzieńca w jednoznacznej sytuacji. Teodorus widocznie pytał Klemensa, co należy sądzić o tych miejscach. Klemens Aleksandryjski z oburzeniem odpisał: "Ale nagi mężczyzna z innym nagim mężczyzną i inne rzeczy, o których piszesz, nie zostały znalezione".

 

Izrael - ten, który walczył z Bogiem i go zwyciężył!

Według Starego Testamentu, patriarchowie żyli w drugim tysiącleciu przed Chrystusem. Ponieważ w Piśmie Świętym zawarty jest nieprzerwany spis wszystkich generacji aż do Adama, możemy obliczyć, że Abraham przyszedł na świat w roku 2018 p.n.e. Syn Abrahama, Izaak, i Jakub, syn Izaaka, żyli zgodnie z tym wyliczeniem pomiędzy trzecim a drugim tysiącleciem przed Chrystusem. Jest to bardzo ważne dla biblijnego rozumienia historii. Oznacza bowiem, że już wówczas Bóg obiecał, że uczyni "swój lud Izraela" silnym i potężnym.

Nazwa "Izrael" ma swoją genezę w bardzo dziwnym "wydarzeniu"! Zostało ono opisane w Księdze Rodzaju:

Ale jeszcze tej nocy wstał i zabrawszy obie swe żony, dwie ich niewolnice i jedenaścioro dzieci, przeprawił się przez bród potoku Jabbok. A gdy ich przeprawił przez ten potok, przeniósł również [na drugi brzeg] to, co posiadał. Gdy zaś Jakub pozostał sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim.

Prawie stuletni Jakub przez wiele godzin walczył z nieznanym mu przeciwnikiem. Gdy obcy wreszcie zrozumiał, że nie zdoła pokonać Jakuba w uczciwy sposób, użył podstępu i zwichnął Jakubowi biodro. Jednak mimo wszystko nie udało mu się zwyciężyć Jakuba.

A wreszcie rzekł: «Puść mnie, bo już wschodzi zorza!» Jakub powiedział: «Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz!» Wtedy [tamten] go zapytał: «Jakie masz imię?» On zaś rzekł: «Jakub». Powiedział: «Odtąd nie będziesz się zwał Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś».

Sytuacja wydaje się zatem bardziej niż dziwna - Bóg stanął na drodze Jakuba. Doszło do nierównej walki, która trwała prawie całą noc.

Chociaż Jakub był już prawie stuletnim starcem, Bóg nie zdołał go pokonać nawet przy użyciu podstępu. Kto okazał się zwycięzcą? Odpowiedzi udzielił sam Bóg! Nadał on Jakubowi nowe imię: "Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś".

Nazwę "Izrael" można wyprowadzić od hebrajskich słów schara i El, które jest skróconą formą słowa "Bóg". W wolnym tłumaczeniu rzeczywiście może to znaczyć "ten, który walczył z Bogiem".

Nowe imię, Izrael, nadaje Jakubowi sam Bóg. A jednak Jakub zachowuje swoje dawne imię i w dalszych partiach Starego Testamentu określany jest nadal jako Jakub, a nie Izrael. Nieco później Bóg jeszcze raz zmienia imię Jakuba, jak gdyby nie doszło do opisanej walki i nie było więc też jej następstw. Dlaczego? Prawdopodobnie zarówno opis walki, jak i powtórnej zmiany imienia znalazły się w tekście dopiero w czasach późniejszych. Dlatego w starszych tekstach (historia przed walką i po niej oraz przed powtórną zmianą imienia i po niej) Jakub zachowuje swoje pierwotne imię. Z graniczącym z pewnością prawdopodobieństwem można przyjąć, że walkę wymyślono, gdyż w późniejszym okresie chciano nadać nazwie "Izrael" szczególne znaczenie. Ale jakie? Wydarzenia te nie mogą być historyczne. Według biblijnej chronologii walka musiałaby odbyć się około 2000 roku p.n.e. Autor tekstu pragnął zapewne przypisać swojemu narodowi możliwie długą historię. Najstarsze świadectwa o starożytnych Hebrajczykach w żadnym wypadku nie sięgają 2000 roku p.n.e., ale raczej 1000 roku p.n.e. Jeśli Abraham, Izaak i Jakub rzeczywiście żyli, to na pewno tysiąc lat później niż twierdzi Stary Testament! Prawdopodobnie nieznani autorzy Pisma Świętego kierowali się swoimi pobożnymi życzeniami. Spisali "historię" dokładnie tak, jak ją należało spisać.

 

Jehowa - jak powstało nieprawdziwe "imię Boga"

Niektóre pomyłki biblijne mają za sobą bardzo długą historię. Są one już tak mocno zakorzenione w naszej świadomości, że większość ludzi uważa je za prawdę. Błąd pozostaje jednak błędem, niezależnie od tego, jak często się go powtarza. Oto przykład: "Izraelitom nie wolno było wymawiać imienia Jahwe, gdyż było ono zbyt święte!" Ten bezwzględny zakaz jest jednak absolutnie nieprawdziwy. Izajasz nie dostarcza żadnych przesłanek, na podstawie których moglibyśmy przyjąć, że wymawianie Bożego imienia było zabronione. Prorok wyraźnie podkreśla, że imię Boga miało być znane również wrogom Izraela. W jednym z psalmów pobożnych Izraelitów zachęcano:

Alleluja.

Chwalcie, słudzy Pańscy,

chwalcie imię Pana.

Niech imię Pańskie będzie błogosławione

odtąd i aż na wieki!

Wypełnienie tego zalecenia nie byłoby łatwe, gdyby obowiązywał zakaz wypowiadania imienia Boga. Nie jest również prawdą, że stosowanie imienia Jahwe ograniczało się jedynie do tekstów sakralnych i obrzędów religijnych. W VII stuleciu bardzo często występuje ono w prywatnych listach.

Historia owego błędu rozpoczyna się około roku 150 n.e. Przesadnie gorliwy uczony w Piśmie, Abba Schaul, źle zrozumiał jedno z surowych praw biblijnych, zawarte w Księdze kapłańskiej: "Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go. Zarówno tubylec, jak i przybysz będą ukarani śmiercią za bluźnierstwo przeciwko Imieniu". Abba Schaul poszedł jednak o krok dalej. Domagał się, żeby już samo wymawianie świętego imienia było karane śmiercią. Nieprawidłowo zinterpretował jasny sens biblijnego tekstu: "Kto ubliża imieniu w jego czterech literach, będzie ukarany śmiercią". Za "ubliżanie" Abba Schaul uznał już głośne wypowiadanie imienia Jahwe.

Czy był to skrajny i odosobniony pogląd jednego mędrca? W żadnym wypadku! Wydaje się, że już w ostatnich stuleciach przed naszą erą zaczęła narastać wyraźna obawa przed używaniem i wypowiadaniem słowa "Jahwe". Około roku 280 p.n.e. pojawiły się pierwsze przekłady hebrajskich tekstów na język grecki. W Septuagincie nie znajdziemy już imienia Jahwe. Cztery spółgłoski jhwh nie zostały odtworzone w greckim tłumaczeniu, ale zastąpiono je słowem Kyrios, które znaczy Pan.

W I wieku n.e. żydowski historyk, Józef Flawiusz, pisze: "I wyjawił mu Bóg swoje imię, którego dotąd nie znał żaden człowiek, i tego imienia nie wolno mi tu podać".

Pismo hebrajskie początkowo było czystym pismem spółgłoskowym. Nie stosowano samogłosek, w trakcie czytania należało je odtwarzać z pamięci. W momencie gdy klasyczny język hebrajski stopniowo zaczął popadać w zapomnienie, powstał problem. W VII stuleciu naszej ery starohebrajski był już w Izraelu językiem zupełnie martwym, podobnie jak dzisiaj łacina. Uczeni w Piśmie troszczyli się jednak o hebrajski jako język kultu. Chociaż w znacznym stopniu zniknął on już z życia codziennego, chciano, aby przetrwał jako język, w którym sprawowano obrzędy religijne. Dlatego zdecydowano się uzupełnić teksty Starego Testamentu samogłoskami. Starano się postępować bardzo ostrożnie. Aby jak najmniej ingerować w wersy biblijne, nie wstawiono pomiędzy spółgłoski samogłosek, ale rozwinięto system kropek i kresek, które umieszczano nad lub pod nimi. Początkowo istniało kilka, nieco różniących się od siebie systemów oddawania samogłosek, ale w VII wieku n.e. upowszechnił się system tyberiadzki.

Celem uczonych hebrajskich było "przekazanie jednolitej wymowy słów". Dzięki uzupełnionym samogłoskami tekstom wiemy dzisiaj, jak wymawiane było święte imię Boga. W hebrajskim wydaniu Starego Testamentu jhwh pojawia się 6828 razy. Litera za literą, 6828 razy można przeczytać imię Boga... i popełnić przy tym poważny błąd.

Żydowscy uczeni w Piśmie chcieli zapobiec przypadkom, w których podczas, czytania Starego Testamentu ktoś przez nieuwagę wypowiedziałby na głos imię Boga. W tekście znajdowało się słowo jhwh, ale należało je czytać "Pan". Aby pomóc czytającemu, którego myśli nie zawsze krążyły wokół tekstu, zastosowano pewien trik. Był on bardzo prosty, a mimo to niezwykle skuteczny! Pod spółgłoskami imienia Boga jhwh umieszczono samogłoski hebrajskiego odpowiednika słowa "Pan".

Na papierze znajdowały się spółgłoski jhwh, uzupełnione samogłoskami hebrajskiego odpowiednika słowa "Pan", a czytano po prostu "Pan". Jeśli połączymy spółgłoski słowa jhwh ze znajdującymi się pod nim samogłoskami, otrzymamy "Jehowa" lub "Jehova".

W Elberfelder Bibel, przekładzie Pisma Świętego, który uważany jest za jeden z najbardziej wiernych oryginałowi, znajduje się następujący komentarz: "Aby w trakcie głośnego czytania Biblii nie zapominano, że należy czytać «Pan» i przez pomyłkę nie wypowiedziano imienia Jahwe, Żydzi w swoich rękopisach dodali do spółgłosek słowa «Jahwe» samogłoski słowa «Adonaj». Dlatego niewtajemniczeni mogli przeczytać «Jehowa». Wynika z tego jasno, że «Jehowa» nie jest prawidłowym imieniem Boga i nie powinno się go ani pisać, ani też wymawiać w ten sposób". Jeszcze ostrzejsze słowa znajdziemy w podręczniku języka hebrajskiego Hebraische Schulbuch: "Jedynie niewiedza mogła doprowadzić w okresie późnego średniowiecza do powstania imienia Bożego Jehowa".

W hebrajskim wydaniu Starego Testamentu kombinacja Jehowa występuje 6828 razy. A jednak nie ma racji ten, kto sądzi, że tak brzmi imię Boga Izraela. Jak widać, pozory są czasami bardzo mylące.

Czytelnikom szczególnie zainteresowanym tematem spróbujemy przybliżyć ten nieco zagmatwany problem. Nawet jeśli się go uprości, pozostaje nadal dosyć trudny, dlatego ktoś, kto nie zrozumie poniższych objaśnień, nie powinien się tym zbytnio przejmować. Sam w sobie prosty proces staje się skomplikowany dlatego, że "a" jest w języku hebrajskim spółgłoską, natomiast w polskim samogłoską. "Pan" to po hebrajsku adonaj. W piśmie spółgłoskowym wyraz ten zapisuje się następująco: alef/dalet/nun/jod, a w transliteracji na alfabet łaciński adnj.

Stojące na początku wyrazu "a" jest w języku polskim samogłoską, natomiast w hebrajskim spółgłoską. W jaki sposób adnj uzupełnić samogłoskami, aby powstało adonaj? Bezpośrednio po "a" występuje spółgłoska "d". Pod "a" wstawiono więc znak podobny do dwukropka z dywizem - ":-". Oznacza on, że nie ma tu samogłoski, ale po spółgłosce następuje kolejna spółgłoska. Znak ten można jednak odczytać również jako "e". Nad spółgłoską "d" postawiono kropkę, która odpowiada samogłosce "o" z adonaj. Pod "n" występuje znaczek wyglądający jak nasza litera "T", który ma oddawać samogłoskę "a". W ten sposób do spółgłosek jhwh dodaliśmy samogłoski słowa adonaj. Niech czytelnik spróbuje zrobić to sam.

Po połączeniu spółgłosek imienia Jahwe z samogłoskami wyrazu adonaj powstaje sztuczna zbitka dwóch słów, którą można czytać jako "Jehowa" lub "Jehova", która jednak nie ma nic wspólnego z biblijnym imieniem Boga. Starożytny żydowski uczony w Piśmie zupełnie nie wiedziałby, co z tym począć. Jeszcze raz należy powtórzyć: "Jehowa" to całkowicie pozbawiona sensu zbitka spółgłosek hebrajskiego słowa jhwh i samogłosek hebrajskiego wyrazu adonaj. To tak, jak gdyby z kostek dwóch różnych puzzli ułożyć nowy, absurdalny obrazek. W efekcie otrzymamy arbitralny twór, w którym trudno będzie rozpoznać dawne puzzle, a rekonstrukcja pierwotnych obrazków może okazać się bardzo uciążliwa.

 

Jerycho - trzęsienie ziemi zamiast trąb

Według Starego Testamentu, Izraelici po ucieczce z Egiptu 40 lat przebywali na pustyni. Było to 40 lat niedostatku. Po tym okresie obiecana przez Boga ziemia, w której mieli założyć swoją nową ojczyznę, znalazła się tuż przed nimi. Jednak położenie Izraelitów było beznadziejne! Czyżby wszystkie trudy poniesione zostały nadaremnie? Im bliżej znajdowała się Ziemia Obiecana, tym bardziej wydawała się niedostępna! Drogę zagradzała Izraelitom wyłącznie jedna twierdza - Jerycho! Księga Jozuego informuje krótko i węzłowato: "Jerycho było silnie umocnione i zamknięte przed Izraelitami".

Nawet hollywoodzkie filmy rzadko posiadają bardziej dramatyczne scenariusze. Wyczerpany trudami lud Izraela obozuje pod niedostępnymi, wznoszącymi się niemal do nieba kamiennymi murami pulsującej życiem metropolii. W tej beznadziejnej sytuacji interweniuje Bóg. Jahwe rozkazuje: "Wy wszyscy, uzbrojeni mężowie, będziecie okrążali miasto codziennie jeden raz. Uczynisz tak przez sześć dni. Siedmiu kapłanów niech niesie przed arką siedem trąb z rogów baranich. Siódmego dnia okrążycie miasto siedmiokrotnie, a kapłani zagrają na trąbach".

W tym miejscu tłumacz Pisma Świętego popełnił błąd. W czasach biblijnych nie było jeszcze trąb. Te imponujące instrumenty robią jednak lepsze wrażenie na współczesnym czytelniku niż wymienione w hebrajskim oryginale baranie rogi. Posłuszni Izraelici chwycili więc za instrumenty, ponieśli Arkę Przymierza i z całych sił trąbili. Czynność tę powtarzali każdego dnia. Siódmego dnia ta specyficzna ceremonia odbyła się siedem razy. Za siódmym razem trąbienie odniosło skutek. Potężne mury obronne Jerycha runęły!

Cud? W 1964 roku profesor Vladimir Gavreau wraz ze swoimi współpracownikami z Instytutu Badawczego Elektroakustyki w Marsylii dokonał przypadkowo sensacyjnego odkrycia. Dźwięk może rozkruszyć na kawałki nawet masywne mury. Naukowcy skonstruowali akustyczny wzmacniacz. Po pierwszej próbie na ścianach nowo zbudowanej budowli pojawiły się rysy. Testy musiano przerwać. Czy jest to rozwiązanie zagadki? Czy siedem baranich rogów mogło wywołać podobnie niszczący efekt, jak akustyczny wzmacniacz? Archeologia udziela na to pytanie zaskakująco prostej odpowiedzi.

Izraelici weszli do Ziemi Obiecanej na krótko przed rokiem 1200 p.n.e. Gdyby w tamtym okresie, jak to się często zdarzało w podobnych sytuacjach, zburzone zostały potężne mury obronne Jerycha, można byłoby to jednoznacznie udowodnić za pomocą badań archeologicznych. Archeolodzy zabrali się do pracy, pełni nadziei, że potwierdzą zawarte w Biblii informacje. Prowadząca badania Kathleen M. Kenyon oznajmiła jednak z rozczarowaniem: "Jesteśmy niepocieszeni, że z okresu późnego brązu, w którym musiał nastąpić atak Izraelitów, nie zachował się nawet ślad murów miejskich". Nic w tym dziwnego! Kilka stuleci wcześniej dotknęło bowiem Jerycho potężne trzęsienie ziemi, które zniszczyło jego mury. Zdaniem Kathleen M. Kenyon w momencie nadejścia Izraelitów miasto było już co najmniej od trzech stuleci opuszczone. Trzeba przyjąć, że inaczej niż to twierdzi Stary Testament, Jerycha nie trzeba było w ogóle oblegać! Kiedy Izraelici dotarli do miejsca, w którym się znajdowało, było ono od dawna wyludnioną ruiną! Nikt nie stawiał oporu najeźdźcom.

W Starym Testamencie czytamy, że po rzekomym zdobyciu Jerycha kontynuowano żmudny pochód w głąb kraju. Z Jerycha Izraelici pociągnęli na miasto Aj. Wbrew swoim oczekiwaniom pewni zwycięstwa wojownicy ponieśli jednak porażkę: "Wyruszyło więc z ludu około trzech tysięcy mężczyzn, musieli jednak uciec przed mieszkańcami Aj". Izraelici po raz wtóry popadli w przygnębienie. Dlaczego Bóg wcześniej im pomógł, a teraz pozwala, aby zwyciężali mieszkańcy Aj? Odpowiedzi udzielił im sam Bóg. Podczas zdobywania Jerycha ktoś wbrew Bożemu zakazowi dopuścił się rabunku. Akan potajemnie przywłaszczył sobie "piękny płaszcz z Szinearu, dwieście syklów srebra i pręt złoty wagi pięćdziesięciu syklów". Z powodu tej kradzieży Bóg odwrócił się od swojego ludu. Dopiero gdy złoczyńca Akan wraz ze swoimi synami i córkami, ale również bydłem, osłami i owcami został ukamienowany i spalony, rozgniewany Bóg odpuścił swojemu ludowi winy.

Od tego momentu los zaczął sprzyjać Izraelowi. W rozdziale ósmym Księgi Jozuego opisany jest szczegółowo podstępny plan Jahwe. Dwa oddziały wojskowe, jeden liczący 30 000, drugi 5000 mężczyzn, ukryły się w zasadzce. Trzeci oddział prowokacyjnie rozłożył się obozem w pobliżu miasta Aj. Boży plan zaczął działać. Król miasta Aj natarł na Izraelitów z całym swoim wojskiem i miasto pozostało bez obrony. Jozue podłożył pod nie ogień. Następnie Izraelici wypadli ze swych kryjówek i zaatakowali wojsko wroga. Po dokonaniu straszliwej rzezi wojowników nie przestano zabijać. Wszyscy mieszkańcy Aj zostali wycięci w pień. Król Aj pozostał przy życiu do końca bitwy. Dopiero gdy zamordowanych zostało 12 000 wojowników i mieszkańców miasta, króla powieszono. Miasto było zdobyte, Jahwe wydał je na łup grabieżców.

Donald K. Campbell, profesor egzegezy biblijnej, komentuje: "Co za ironia! Gdyby Akan powściągnął swoją zachłanność i egoistyczne pragnienia i był posłuszny w Jerychu Bożemu słowu, mógłby później mieć wszystko, czego dusza zapragnie, i to z Bożym błogosławieństwem. Droga posłuszeństwa i zaufania okazuje się zawsze tą najlepszą". Innymi słowy - według Księgi Jozuego wymordowanie tysięcy ludzi uważane jest za przestępstwo, czyn zasługujący na potępienie jedynie wówczas, gdy Bóg nie daje nań swojego błogosławieństwa. Jeśli Jahwe zezwala na krwawe działania wojenne, wszystko jest w porządku.

Odwracamy się ze zgrozą. Czy odkryto jakieś ślady przerażającej rzezi bitewnej? Miasto Chai, położone na wzgórzu Chirbet et-Tell, zniszczone zostało około 1000 lat przed rzekomym zdobyciem przez oddziały Izraelitów. Ludziom Jozuego trudno było zamienić Aj w kupę gruzów, gdyż o dawno minionych latach świetności przypominały już teraz tylko niepozorne i niezamieszkane ruiny! Właśnie z tego powodu nowi osadnicy żydowscy nadali temu smutnemu miejscu nazwę Aj - rumowisko! Krwawa historia o zdobyciu Aj została zmyślona tak samo, jak bajka o zburzeniu Jerycha.

Izraelski archeolog Yohanan Aharoni prowadził intensywne badania w celu odkrycia śladów rzekomo tak zwycięskiego wojennego pochodu Izraelitów do Ziemi Obiecanej. Chciał udowodnić wiarygodność Księgi Jozuego jako źródła historycznego. Miało to niezwykłe znaczenie dla poznania jednej z najważniejszych epok w historii Izraela. Naukowiec skoncentrował swoje badania na Oazie Kadesz. U Jozuego przecież czytamy: "Jozue pobił ich pod Kadesz-Barnea aż do Gazy, cały kraj Goszen aż do Gibeonu. Wszystkich tych królów i ziemie ich zdobył Jozue w jednej wyprawie, ponieważ Pan, Bóg Izraela, walczył wraz z Izraelem". A oto rozczarowujące podsumowanie 15 lat pracy: na wymienionym przez Stary Testament obszarze za czasów Jozuego nie było żadnych miast, które mogłyby zostać zdobyte.

Inne biblijne księgi zawierają zakamuflowane wskazówki, które wyjaśniają, jak naprawdę przebiegał proces zajmowania Ziemi Obiecanej. Nie może być mowy o szybkiej wojnie zdobywczej. W Księdze Sędziów znajdujemy lapidarne stwierdzenie: "A Pan był z Judą. Wziął potem Juda w posiadanie góry, natomiast mieszkańców doliny nie usunął z posiadłości, ponieważ mieli żelazne rydwany". Niektórzy z rzekomo pokonanych przeciwników pozostali więc przy życiu i nadal byli niezwyciężeni. Jeśli już, to zajęto jedynie niewielkie, rozproszone obszary, głównie na słabo zaludnionych terenach górskich. Badacz historii starożytnej Manfred Claus z Uniwersytetu we Frankfurcie nad Menem dochodzi do wniosku, że zdobycie Ziemi Obiecanej w wyniku działań wojennych jest legendą. W rzeczywistości zajęcie kraju przebiegało w pokojowy sposób, a w każdym razie bez spektakularnych wyczynów. Proces przekształcania się zróżnicowanych związków plemiennych nomadów w zamknięty organizm państwowy trwał prawie dwa stulecia.

Czy to znaczy, że Biblia kłamie? Ten, kto napisał Księgę Jozuego, chciał przypisać swojemu narodowi imponującą historię. Rzeczywiste fakty historyczne znajdowały się prawdopodobnie tylko na marginesie jego zainteresowań. Swoich przodków przedstawił jako niezwyciężonych i pozbawionych skrupułów bohaterów, posiadających pełne poparcie Boga. Popełniamy ogromny błąd, jeśli te zestawione obok siebie historyjki mylimy z prawdziwą historią!

 

Lilit - diabelska żona Adama

Lilit pojawia się w Starym Testamencie jedynie raz. W Księdze Izajasza czytamy:

Zdziczałe psy spotkają się z hienami

i kozły będą się przyzywać wzajemnie;

co więcej, tak Lilit przycupnie

i znajdzie sobie zacisze na spoczynek.

W większości wydań Pisma Świętego tłumacze oddają imię Lilit jako "demon nocy". Według takich językoznawców jak Konig, pochodzi ono od hebrajskiego słowa lil. Lil znaczy noc. Czy w imieniu Lilit zawarta jest więc aluzja do jakiejś nocnej działalności? Czyżby Lilit nie było imieniem własnym, ale określeniem gatunkowym jakiejś istoty, która w pewien sposób związana jest z nocą?

Utożsamienie Lilit z demonem nocy budzi istotne wątpliwości, które spróbujemy wyjaśnić, posługując się następującym przykładem: "Rumpelstilzchen tańczył wokół ognia". "Rumpel" przywodzi na myśl odgłosy burzy, dlatego imię Rumpelstilzchen mogło zostać przetłumaczone jako "duch burzy" *[Niemieckie rumpeln znaczy "łomotać, dudnić".].

Imię Lilit występuje jeden jedyny raz w oryginalnym, hebrajskim tekście Biblii, a mianowicie w Księdze Izajasza. W większości tłumaczeń szukalibyśmy go na próżno. Biblia przemilcza ten fakt, ale według żydowskiej tradycji pierwszą żoną Adama nie była, jak to przyjmuje się powszechnie Ewa, ale Lilit. Louis Ginzberg, wybitny znawca archaicznej tradycji żydowskiej, twierdzi:

Gdy zwierzęta, którym Adam miał nadać imiona, przyszły do niego w parach, owładnęło nim poczucie osamotnienia. Spodobała mu się decyzja Boga, który postanowił przydzielić pierwszemu człowiekowi towarzyszkę życia. Aby uchronić go od samotności, Bóg dał Adamowi za żonę Lilit. Podobnie jak on została ona stworzona z prochu ziemi. Jednakże Lilit pozostała przy Adamie tylko przez krótki czas, gdyż chciała cieszyć się takimi samymi prawami, jak jej mąż. Swoje prawa uzasadniała podobnym pochodzeniem.

Adam chciał natomiast, aby jego żona była mu podporządkowana. Na to z kolei zupełnie nie zgadzała się Lilit. Wyrzekła się swojego męża i, posłużywszy się czarodziejską sztuczką, rozpłynęła się w powietrzu. Nawet Bogu i trzem aniołom nie udało się skłonić krnąbrnej Lilit, aby pokornie wróciła do męża. Jahwe zagroził przy tym Lilit, że jeśli nie podporządkuje się Adamowi, to każdego dnia umierała będzie setka jej dzieci.

Czy Lilit wywodzi się z kulturowego kręgu hebrajskiej Biblii? Zapewne nie. Ewidentne podobieństwo pomiędzy lil (po hebrajsku "noc") i imieniem Lilit wydaje się raczej przypadkowe. Imię Lilit nie pochodzi bowiem z języka hebrajskiego, ale z sumeryjskiego. Z sumeryjskiej listy królów z połowy III tysiąclecia p.n.e. dowiadujemy się, że ojciec bohatera Gilgamesza nazywał się Lillu. Żeński odpowiednik tego imienia brzmiał "Lilitu".

W III tysiącleciu p.n.e. Liliths (liczba mnoga!) utożsamiły się częściowo z archaicznymi babilońskimi duchami i demonami. Na temat pierwotnej Lilit można jedynie snuć domysły, podobnie zresztą jak na temat jej imienia. Czy biblijna Lilit może wywodzić się od babilońskiej bogini Illitu? W takim wypadku można by ją uznać za reminiscencję jednego z najstarszych bóstw żeńskich.

Zdaniem profesora Hansa Schindlera-Bellamy'ego, w prehistorycznym Babilonie bóstwa kobiece miały formę kamieni początkowo naturalnych, bezkształtnych, w późniejszym okresie istniały również rzeźbione w kamieniu posągi. Illitu można przetłumaczyć jako "boski kamień". Czy rodowód Lilit można wywieść z tych odległych prehistorycznych czasów?

Illitu przedstawiano również często jako atrakcyjną postać kobiecą o bujnych kształtach i ze skrzydłami. Również w tradycji hebrajskiej potrafiła ona latać. Jednakże w Lilit nie pozostało wiele cech babilońskiej bogini. W średniowiecznej kabale nabrała natomiast wyraźnych cech diabelskich.

Na początku była boginią. Potem stała się pierwszą żoną Adama. W średniowieczu przekształciła się w straszliwego potwora, który prześladował małe dzieci i w szczególny sposób zagrażał ciężarnym kobietom. Pojawiły się zaklęcia magiczne, produkowano specjalne talizmany, które miały chronić matki i dzieci przed diabelską Lilit.

Również legendy islamskie znają postać Lilit i podobnie jak w świecie hebrajskim, wiążą ją z postacią Adama. Ponoć po porzuceniu Adama Lilit złączyła się z diabłem, aby wydać na świat złego demona. W średniowiecznej Europie była bohaterką fantastycznych, często sprzecznych ze sobą opowieści, raz była żoną diabła, kiedy indziej jego kochanką, innym razem babką.

 

Masowa ucieczka - nieprawdopodobna bajka!

W Piśmie Świętym czytamy, że klęska głodu zmusiła Jakuba do poszukiwania pomocy w Egipcie. Niewielka grupa Izraelitów udała się do kraju faraonów, aby uniknąć śmierci głodowej. Z niezwykłą skrupulatnością Biblia wylicza imiona uchodźców. Według tego spisu początkowo do Egiptu udało się jedynie 70 ludzi. Popadali tu w coraz większą zależność od Egipcjan, aż w końcu stali się niewolnikami. Cztery pokolenia później Izraelitom powiodła się ucieczka z kraju faraonów. Jeśli poważnie potraktujemy informacje Starego Testamentu, to trzeba zacząć od tego, że zgodnie z relacją biblijną z egipskiej niewoli miało zbiec co najmniej 2 000 000 ludzi. Mamy tu do czynienia, łagodnie mówiąc, z czymś absurdalnym. W ciągu czterech generacji z 70 osób nie mógł powstać naród liczący 2 000 000 ludzi, nawet gdyby okazały się one niezwykle płodne i rozmnażały się z wyjątkową gorliwością.

W Biblii nie znajdziemy żadnej informacji na temat jakiegoś nadzwyczajnego wzrostu populacji. Również rzadko który odbiorca Biblii próbuje znaleźć przyczyny tej niezwykłej eksplozji ludności. Jak bywa zazwyczaj w przypadkach wyliczania kolejnych generacji, interesujące nas partie Pisma Świętego są trudne w odbiorze; powodem jest nieco niezgrabne wyliczenie suchych zestawów imion. Natomiast w drugim pokoleniu Izraelitów liczba podanych imion jest bardzo skąpa - ogranicza się do ośmiu. Gerszon i Merari mieli po dwóch synów, a Kehat czterech.

A trzecie pokolenie? Informacje Starego Testamentu na ten temat są niekompletne. Jedynie trzech spośród czterech synów Kehata doczekało się potomstwa. Amram miał dwóch synów, Jishar trzech, podobnie Uzzjel. Dzieci Chebrona nie zostały wymienione. Gdyby dwaj synowie Gerszona i dwaj synowie Merariego mieli po czwórce chłopców, dałoby to w rezultacie dodatkowo ośmiu męskich potomków. W sumie mielibyśmy 16 mężczyzn, a więc właśnie tylu mogłaby liczyć trzecia generacja. Zakładając podobny rozmiar przyrostu populacji w czwartym pokoleniu, można przyjąć, że lud Izraela w Egipcie składał się z 44 "głów". Używając tego sposobu liczenia ludności, podkreślającego męską dominację, do potomków zalicza się w większości przypadków tylko chłopców. Dziewczynki, które zapewne również przyszły na świat, nie zostały uwzględnione w ogólnym rachunku, nie wymieniono też ich imion. Nawet jeśli przyjmiemy, że urodziło się tyle samo dziewczynek co chłopców, liczba ludności wzrośnie bardzo nieznacznie. Jakkolwiek by liczyć - czwarte pokolenie Izraelitów w Egipcie było małą, łatwą do kontroli populacją, liczącą mniej niż 100 osób. Jakim sposobem zatem autor Pięcioksięgu Mojżeszowego mógł ocenić liczebność grupy żydowskich niewolników, obejmującej jedynie mężczyzn pomiędzy 30. a 50. rokiem życia, na 8580? Jak mógł twierdzić, że liczba lewitów płci męskiej w wieku "od jednego miesiąca wzwyż" wynosiła 22 273? W innym miejscu Biblii znajduje się informacja, że było ich nawet 23 000.

Podsumujmy: niezwykły rozrost niewielkiej liczebnie grupy ludzi do kilkumilionowego narodu, który dokonał się rzekomo w ciągu zaledwie kilku pokoleń, jest nie tylko absurdalny, ale również sprzeczny z relacją biblijną.

Obecnie w nauce panuje powszechna zgodność co do tego, że masowa ucieczka z Egiptu w ogóle się nie odbyła. Może więc niepotrzebnie staramy się zbadać, jak liczne były. poszczególne generacje przebywających w egipskiej niewoli Izraelitów? Nawet jeśli historia ucieczki z Egiptu została wymyślona, to jednak trzeba zauważyć, że sama w sobie jest sprzeczna z logiką! W ciągu kilku pokoleń z grupy siedemdziesięciu osób nie mógł powstać tłum liczący 2 000 000 ludzi!

Jeśli wierzyć Biblii, to żydowscy niewolnicy uciekli w wielkim pośpiechu, w ciągu jednej nocy. Nie mieli nawet dosyć czasu, żeby zgromadzić odpowiednią żywność na długą drogę przez pustynię. Z tego powodu musieli upiec przaśny chleb, gdyż na przygotowanie zakwaszonego ciasta zabrakło czasu: "Z ciasta, które wynieśli z Egiptu, wypiekli przaśne placki, ponieważ się nie zakwasiło. Wypędzeni z Egiptu, nie mogąc się zatrzymać, nie zdołali przygotować nawet zapasów na drogę".

Nawet w dzisiejszych czasach organizacja wymarszu dwóch milionów ludzi byłaby gigantycznym przedsięwzięciem. Pomimo dysponowania najnowocześniejszymi środkami przekazywania informacji, takimi jak telefon, radio i Internet, wymagałoby to bardzo poważnego wysiłku. W jaki sposób zadanie to zrealizowano z sukcesem kilka tysięcy lat temu? I to na dodatek bez wcześniejszych przygotowań? W jaki sposób zdołano poinformować dwumilionową ludzką rzeszę, że trzeba niezwłocznie wyruszyć w drogę? Jak udało się wprawić w ruch ten nieogarniony tłum? W jakich okolicznościach nastąpił wymarsz? Jedynie krótki werset z Księgi Wyjścia zdradza nam, jak się to odbyło. W Biblii Lutra z 1541 roku możemy przeczytać: "A Izraelici wyszli z ziemi egipskiej uzbrojeni".

W American Standard Version występuje określenie armed - uzbrojeni. W English Standard Version zdanie to ma podobnie militarny wydźwięk: equipped for battle, a więc uzbrojeni do bitwy. Jak jednak mieli być uzbrojeni uciekający niewolnicy? Zapewne nie byli w stanie zaopatrzyć się w broń, zwłaszcza że musieli wyruszyć bardzo pośpiesznie. Skąd zresztą mieliby wziąć uzbrojenie? Od Egipcjan? Żydowscy kronikarze zapewne nie omieszkaliby z dumą opowiedzieć o tak zuchwałej kradzieży. A na ten temat nie ma żadnej wzmianki.

New American Standard Bible proponuje dla odmiany wersję in martial array, a więc "w wojennym porządku". Podobne rozumienie tego miejsca znajdziemy w New Living Translation: like a marching army, a więc "jak maszerująca armia". Jak to rozumieć? Czyżby uciekający Izraelici nie mieli broni? Może jedynie maszerowali jak wojsko?

W wydaniu Biblii Lutra z 1984 roku zupełnie znikł aspekt militarny: "A Izrael wyszedł w uporządkowanym szyku z ziemi egipskiej". New King James Version używa określenia in ordery ranks, a więc "w uporządkowanych szeregach".

Chamusim - to właśnie to hebrajskie słowo jest tłumaczone i interpretowane w tak bardzo różny sposób. Na ten temat w dostępnym w Internecie New English Translation 1996-2002, zwanym również NET, możemy znaleźć następującą informację: "jest to niestety rzadko występujące słowo o niepewnym znaczeniu". Jego znaczenie nie jest jednak aż tak bardzo niejasne. 21 st Century King James Version oddaje je następująco: "And the Children of Israel went up by five in a rank out of the land of Egypt". (A dzieci Izraela wyszły w rzędach po pięciu z Egiptu).

Dlaczego w większości wydań Biblii nie znajdzie się takiego przekładu? Prawdopodobnie dlatego, że tłumacze jako ludzie potrafiący liczyć, uznali takie zdanie za absurdalne! Policzmy: jeśli 2 000 000 ludzi szło kolumną po pięć osób w rzędzie, to rzędów musiało być 400 000. Nawet gdyby Izraelici szli maksymalnie stłoczeni, w bardzo bliskiej odległości, tak żeby odstęp pomiędzy poszczególnymi rzędami wynosił jedynie 25 centymetrów, to maszerująca kolumna musiałaby mieć 100 kilometrów długości. Gdyby zachowano rozsądny odstęp pomiędzy kolejnymi rzędami, na przykład odległość jednego metra, pochód musiałby się rozciągać na 400 kilometrów. Niestety, tekst Pisma Świętego nie zawiera żadnych informacji na temat odległości pomiędzy maszerującymi. Manfred Barthel, badacz Biblii, stwierdza, że jakkolwiek by liczyć "pochód musiałby mieć kilkaset kilometrów długości".

Dyskusja o długości pochodu uciekinierów nie jest bynajmniej bezcelową utarczką słowną. Wyobraźmy sobie sznur ludzi o długości 400 kilometrów. Przyjmijmy, że ten barwny pochód starych i młodych, mężczyzn, kobiet i dzieci, dziennie pokonywał pieszo 25 kilometrów. Oznacza to, że nawet w wypadku kolumny liczącej tylko sto kilometrów długości, od wyjścia pierwszych do wymarszu ostatnich Izraelitów musiałyby upłynąć cztery dni. Gdyby kolumna miała długość 400 kilometrów, cała operacja trwałaby nawet 16 dni!

W żadnym wypadku nie mogło być zatem mowy o dyskretnej ucieczce! Podejrzany pochód zostałby z pewnością od razu rozpędzony przez Egipcjan.

Przypomnijmy sobie również cud rozstąpienia się morskich wód. Po ucieczce Izraelitów faraon rozkazał ich ścigać aż do morza. Gdy Egipcjanie uważali się już za zwycięzców, Bóg sprawił cud! Jeśli uwierzymy w prawdziwość tego brzmiącego jak bajka opowiadania, to Jahwe rzeczywiście musiał użyć nadzwyczajnych czarów! Zgodnie z Bożym rozkazem, Mojżesz wyciągnął rękę nad morze, a wówczas okazało się, że Izraelici mogli je przejść suchą stopą, "mając mur z wód po prawej i po lewej stronie". Biorąc pod uwagę liczbę uciekających i ich uszeregowanie, przeprawa przez morze musiałaby trwać kilka dni. Jednakże według Biblii odbyła się ona w ciągu jednej nocy. W tak krótkim czasie przejście 2 000 000 ludzi było mało możliwe.

To wywierające ogromne wrażenie, ale nieprawdopodobne wydarzenie opisane zostało wyłącznie w Biblii. W żadnym ze źródeł egipskich nie ma nawet śladu wzmianki o podobnym fakcie. Ani jednym słowem nie wspomina się również o śmierci Egipcjan ścigających Izraelitów, którym Bóg pozwolił zginąć w cofającym się morzu: "Powracające fale zatopiły rydwany i jeźdźców całego wojska faraona, którzy weszli w morze, ścigając tamtych; nie ocalał z nich ani jeden". Nie ma wątpliwości, że zatonięcie egipskiego wojska zostałoby wspomniane w egipskich kronikach. Nawet gdyby historycy faraona usiłowali zataić to niepowodzenie, musiałyby przetrwać jakieś wyraźne świadectwa katastrofy. Konieczna byłaby rekrutacja nowej armii. Egipt nie mógł się przecież obyć bez wojska zapewniającego ochronę przed ewentualnymi atakami wrogów. W egipskich źródłach brak jest jednak jakiejkolwiek aluzji na temat potrzeby odbudowy armii.

Dyskusja nad kwestią, czy lud Izraela wędrował przez Morze Czerwone, jest zbędna. A jeśli nawet tak było, to w jaki sposób morze rozstąpiło się, aby tłum mógł przejść po suchym dnie? Niektóre próby wyjaśnienia tego zjawiska są wzruszająco naiwne. A oto przykład: Żydzi mogli przejść przez morze, gdyż cofnęło się ono na skutek odpływu. Dyskusja jest zbędna, dlatego że w hebrajskim oryginale Pisma Świętego nigdzie nie ma mowy o Morzu Czerwonym. Jednak w Biblii Marcina Lutra z 1545 roku nagłówek rozdziału brzmi: "Zakończenie ucieczki. Zatonięcie Egipcjan w Morzu Czerwonym". W hebrajskim oryginale nazwa morza nie występuje.

Luter najwyraźniej był przekonany, że to właśnie fale Morza Czerwonego pochłonęły Egipcjan. Dlatego też nadał rozdziałowi nieprawidłowy tytuł. W tekście hebrajskim znajduje się tu określenie yam suph. Tłumaczenie jest jednoznaczne: "morze trzciny" lub "morze sitowia". Działanie Lutra było świadome, dobrze znał on znaczenie tego wyrażenia. W innym miejscu, a mianowicie w Księdze Jozuego, prawidłowo przetłumaczył bowiem yam suph jako "morze trzciny". Od kilku dziesięcioleci archeolodzy i teolodzy rozpaczliwie poszukują tego morza trzciny. Intensywne badania archeologiczne na pustyni Synaj nie przyniosły żadnych dowodów na czterdziestoletnią wędrówkę tłumu Izraelitów przez pustynię. Nie udało się również zlokalizować podejrzanego morza trzciny. Archeolog Israel Finkelstein twierdzi, że ponieważ nie istnieją żadne ślady wielkiej ucieczki Żydów z Egiptu, można jedynie uznać, "że nie było exodusu ludu Izraela z Egiptu".

Cała historia została więc wymyślona. Pobieżne sprawdzenie kilku zawartych w Biblii informacji przynosi rozczarowanie! Podane w tekście liczby nie pasują do treści! Wniosek: masowa ucieczka jest nieprawdopodobną bajką!

 

Monoteizm - wiara w jednego Boga

Wyznawca religii monoteistycznej wierzy w jednego Boga, wyznawca politeizmu w istnienie wielu bogów. Religia żydowska, podobnie jak chrześcijaństwo i islam, jest religią monoteistyczną. Mimo to Stary Testament nie pozostawia nam żadnych wątpliwości, że Bóg występuje w liczbie mnogiej.

Jedno z najbardziej znanych zdań Pisma Świętego brzmi: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię". W ten sposób rozpoczyna się Stary Testament. Nieco później Bóg mówi: "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam". Nam? Dlaczego Bóg przemawia w liczbie mnogiej? Jeśli przeczytamy relację ze stwarzania świata w hebrajskim oryginale Biblii, to stwierdzimy, że to "nam" w żadnym razie nie jest jedynym odniesieniem do bogów w liczbie mnogiej. Bóg, który stworzył niebo i ziemię, w hebrajskim tekście występuje w liczbie mnogiej: Elohim.

Jerusalemer Bibellexikon (Jerozolimski słownik biblijny) usiłuje rozwikłać ten dylemat, wprowadzając pojęcie "majestatycznej liczby mnogiej Elohim". Czy rozwiązuje to problem "boga lub bogów"? Czy Bóg (liczba pojedyncza) mówi "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz...", gdyż używa pluralis maiestatis? Czy ten sposób wyrażania się, stosowany przez europejskich królów i cesarzy, znany był już w starożytnym Izraelu? Dosłowne tłumaczenie z hebrajskiego wydaje się potwierdzać to rozumowanie: "Na początku Elohim stworzył niebo i ziemię".

Elohim znaczy dosłownie "bogowie", a więc jest to liczba mnoga. Dosłowne tłumaczenie pierwszego zdania Pisma Świętego brzmi więc: "Na początku bogowie stworzył niebo i ziemię". Podmiot występuje w liczbie mnogiej, natomiast orzeczenie w pojedynczej. Nie jest to jednak klasyczny przykład pluralis maiestatis, gdyż w tym wypadku zarówno podmiot, jak i orzeczenie powinny mieć formę liczby mnogiej. "To my wydajemy prawo" - mówi król. Zarówno "my", jak i "wydajemy" użyte w tym zdaniu to formy liczby mnogiej.

Judaizm i chrześcijaństwo są surowymi religiami monoteistycznymi. Podczas gdy chrześcijanie i współcześni Żydzi wierzą w jednego Boga i negują egzystencję innych bogów, Żydzi żyjący w czasach, gdy powstawał Stary Testament, myśleli nieco inaczej. Żydowskie prawo religijne wcale nie negowało egzystencji innych bogów. Jednak temu, kto wierzył w Boga Jahwe, nie wolno było czcić żadnego innego boga: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" Zabronione było również stawianie innym bogom posągów i wymawianie ich imion: "A imienia bogów obcych nie wspominajcie, by nikt nie słyszał ich z ust waszych". Do obcych bogów nie wolno się więc było modlić. A oto jeszcze bardziej bezwzględne żądanie: "Zburzysz zupełnie i połamiesz w kawałki ich stele".

W Starym Testamencie nie zaprzecza się istnieniu innych bogów. Jednak Jahwe zabrania kultu jakiegokolwiek obcego boga. Inni bogowie powinni zostać zapomniani, nie wolno wypowiadać ich imion, ich posągi powinny zostać zniszczone. Jahwe żąda kultu i modlitwy wyłącznie dla siebie. Jakim jednak mianem określa się tych obcych bogów, jeżeli nie wolno się do nich zwracać po imieniu? Elohim.

Księga Rodzaju: "Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię". Księga Wyjścia: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" W obu tych wersach do określenia Boga i bogów w oryginale użyte jest to samo hebrajskie słowo w liczbie mnogiej: Elohim. Bogowie, których kult jest zakazany, Elohim, ten, kto stworzył niebo i ziemię, to również Elohim.

Jeszcze w okresie panowania restrykcyjnie monoteistycznego kultu Jahwe w Ziemi Świętej czczeni byli też inni bogowie. Istniała potężna konkurencja, na przykład Baal. Kult tego boga zwalczał prorok Eliasz. Świątynie Baala stale padały ofiarą nienawiści ze strony wyznawców Jahwe. Zwolennicy Baala odbudowywali je na nowo, a jego przeciwnicy znów je niszczyli. W końcu kult Baala został wchłonięty przez monoteistyczną religię Jahwe. Pierwotnie bóg Baal był tym, który "jeździ po niebie" lub "dosiada chmur". Te przydomki Baala zostały po prostu przeniesione na Jahwe. Gdy nie udało się wypędzić Baala z ludzkich serc, to doprowadzono do stopienia się jego postaci z Jahwe.

W religiach pierwotnych bóstwa natury czczono, modląc się do symbolizujących je "wyobrażeń świętych zwierząt". O takiej formie kultu przypomina ubóstwienie "złotego cielca". Pomimo że to Jahwe wyprowadził z egipskiej niewoli swój lud, Żydzi sporządzili złoty posąg, któremu oddawali cześć.

W religiach wielu społeczeństw rolniczych każdego boga plemienia czczono pod postacią kamienia. Profesor Schindler-Bellamy: "W najstarszych religiach popularny był kult kamienia jako wyobrażenia bóstwa. Przypomnijmy sobie na przykład arabską boginię Kaaba, czczonego przez mieszkańców Kanaan Bethela czy święty kamień w kulcie Mitry. Tego rodzaju symbole religijne znane były również w starożytnym Izraelu, na długo przed wprowadzeniem kultu Jahwe. Później, aby wymazać pamięć o dawnych bóstwach, Jahwe przejął ich świątynie skalne! Dlatego Jahwe często określany jest jako »skała«! Na przykład w psalmach!"

Bóg czy bogowie? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Pierwotnie czczono wielu bogów, stopniowo jednak upowszechnił się kult jednego Boga. Jahwe zwyciężył takich konkurentów jak Baal, gdyż jego wyznawcy doprowadzili do utożsamienia postaci obu bogów. Ślady politeizmu w Starym Testamencie trudno przeoczyć. O pierwotnym kulcie wielu bogów przypomina również określenie Elohim. Zręcznie powiązano to mające formę liczby mnogiej (bogowie) określenie z monoteistycznym kultem Jahwe. Wraz z przetrwaniem tego imienia zachowała się również pamięć o czasach dominacji politeizmu.

Kult innych bogów poza Jahwe mocno zakorzeniony był w wierzeniach starożytnych Żydów. Brak jak na razie szczegółowego naukowego opracowania politeizmu w dawnym Izraelu. Czy praca taka kiedykolwiek powstanie? Wydaje się to mało prawdopodobne. Zarówno wśród teologów, jak i badaczy uniwersyteckich zajmujących się teologią trudno dostrzec zainteresowanie szukaniem genezy żydowskiego monoteizmu w kulcie wielu bóstw. W tym miejscu w kilku punktach trzeba wskazać na niektóre aspekty politeizmu w historii Izraela.

Król Omri (lata panowania około 882-871 r. p.n.e.) był potężnym władcą państwa północnego, cieszącym się respektem również poza granicami kraju. Władca popierał kulty dawnych bogów, czym ściągnął na siebie niezadowolenie Jahwe: "Omri również uczynił to, co złe w oczach Pana; a nawet stał się gorszy od wszystkich swoich poprzedników". Biblia stale podkreśla, że Jahwe odrzuca kult obcych bogów. Nigdy jednak nie zaprzecza się istnieniu tych bóstw.

Za czasów panowania króla Achaba (około 871-852 r. p.n.e.) obok kultu Jahwe rozkwitał kult Baala. Baal był wzbudzającym strach bogiem burzy i pogody. Jego imię często używane było jako określenie zbiorcze, obejmujące wszystkie bóstwa Kanaanu.

Król Ochozjasz (lata panowania około 852-851 p.n.e.) nie zapisał się w historii jako nietolerancyjny wobec innych wierzeń wyznawca monoteizmu. Czcił on, podobnie jak jego rodzice, wielu bogów, w wśród nich zwłaszcza Baala, największego rywala Jahwe.

Król Joram (lata panowania około 851-845 p.n.e.) usunął wprawdzie niektóre stare posągi Baala, jednak w czasie jego rządów pogańskie kulty nadal rozkwitały.

Król Jehu (lata panowania około 845-818 p.n.e.) był wyznawcą Jahwe. Jednak ten były dowódca wojskowy, który do władzy doszedł dzięki rebelii, nie należał wcale do grona pobożnych monoteistów, próbował jedynie swoją polityką religijną zapewnić sobie poparcie przeciwników kultu Baala i dzięki nim zdobyć władzę. Uciekł się do podstępu: ogłosił w całym państwie wielkie święto ku czci Baala, a gdy jego wyznawcy zgromadzili się, by odprawić modły do swego boga, Jehu rozkazał ich napaść i wszystkich pozabijać. Kult pozostałych bogów pogańskich był nadal dozwolony.

Chociaż król Jehu tak krwawo rozprawił się z wyznawcami Baala, to za rządów Manassesa (okres panowania około 698-642 p.n.e.) dawna religia Baala znowu rozkwitła. Na powrót wprowadzono również kult bóstw nieba. Bogini Aszerze hołd oddawał sam król. Kazał on ustawić posąg niebiańskiej Aszery w świątyni, a więc w najświętszym miejscu Jahwe. Czy w okresie długoletniego panowania Manassesa istnienie kultu Jahwe było zagrożone? Wszystko wskazuje na to, że istotnie doszło do takiej sytuacji.

Judaizm należy do grona trzech wielkich religii monoteistycznych. Jednak w początkowym okresie rozwoju tej pradawnej religii nie negowano istnienia również innych bogów! Aż do VII w. p.n.e., a może nawet dłużej, narodowy bóg Izraela, Jahwe, był tylko jednym z wielu. Jahwe był uważany za potężnego Boga, ale miał paru rywali, takie bóstwa jak Asztarte, Baal, Hadad i Kemosz.

Religioznawca Salomon Reinach wyraźnie wskazał na politeistyczne korzenie religii żydowskiej. Starożytni Izraelici pierwotnie wierzyli w wielu bogów. Mocno trzymali się politeizmu przez kilka wieków, nawet wówczas, gdy Jahwe już od dawna był w pewnym sensie "bogiem państwowym".

 

Mord z Bożego rozkazu

W Starym Testamencie morderstwo karane jest śmiercią. Jednocześnie jednak, gdy przelanie krwi służy celom Jahwe, jest ono usprawiedliwione. W takim wypadku nawet podstępny mord postrzegany jest jako miły Bogu. Sisera, wódz wojsk króla Kanaanu, ściągnął na siebie niełaskę Jahwe. Bóg sprawił najpierw, że cała jego armia została zgładzona. Sam Sisera zdołał pieszo zbiec. Boski sąd nad nim wykonała Jael. Zaprosiła ona zbiega, ugościła go, a następnie, gdy niczego nie podejrzewając zasnął, zamordowała go: "Lecz Jael, żona Chebera, wzięła palik od namiotu, uchwyciła młot w rękę i zbliżając się cicho do niego, przebiła jego skroń palikiem, tak że ten utkwił w ziemi, [Sisera] spał bowiem głęboko, wyczerpany do ostatka. W ten sposób zginął".

Również Abimelek, jak dowiadujemy się z Księgi sędziów, nie był władcą cieszącym się wzglądami Jahwe. Jahwe zesłał "ducha niezgody", który podburzył lud do buntu przeciwko własnemu królowi. Początkowo Abimelek miał przewagę i mógł pochwalić się poważnymi sukcesami militarnymi. Oblegał i zdobył miasto Sychem. I znowu, żeby zabić swojego wroga, Jahwe musiał posłużyć się kobietą: "Abimelek podszedł pod samą twierdzę i począł ją zdobywać. Kiedy Abimelek zbliżył się do bram twierdzy, chcąc podłożyć pod nią ogień, pewna kobieta zrzuciła na głowę Abimeleka kamień od żaren i rozbiła mu czaszkę".

Jezebel, żona króla izraelskiego Achaba, ściągnęła na siebie gniew Jahwe. Oddawała ona cześć obcym bogom. Wkrótce przez swoich prawowiernych rodaków zaczęła być uważana za bałwochwalczynią i ulicznicą. Jej los był przesądzony. Jehu, król Izraela rozkazał: "«Wyrzućcie ją!» I wyrzucili ją, a jej krew obryzgała mur i konie, które ją roztratowały". Kiedy trzeba było pochować ciało, okazało się, że znaleziono jedynie czaszkę oraz dłonie i stopy Jezebel. Dla anonimowego autora Drugiej Księgi Królewskiej było to wyraźnym dowodem na spełnienie się woli Jahwe, który rzekomo sam przepowiedział niesławny koniec Jezebel: "Psy będą żarły Jezebel pod murem Jizreel".

Powyższe przykłady ze Starego Testamentu pokazują, że kto służy Bogu Jahwe, tego w życiu nie opuszcza szczęście. Kto jednak sprzeciwi się bożym planom, powinien spodziewać się najgorszego. Gniew Jahwe zagraża całym miastom, jak na przykład Samarii: "Samaria odpokutuje za bunt przeciw Bogu swojemu. Wyginą od miecza, dzieci ich będą zmiażdżone, a łona niewiast ciężarnych rozprute".

Dla ludzi wierzących, żyjących na początku trzeciego tysiąclecia po Chrystusie, okrucieństwa wojenne i krwawe masakry są raczej dziełem diabła. Prawowierni autorzy tekstów biblijnych żyli w czasach, gdy często toczyły się długotrwałe wojny. Działanie Boga dostrzegali również w przebiegu wydarzeń militarnych. "Dobremu" Bóg pomagał, "złemu" dokuczał, czasami w zupełnie nieludzki sposób.

Samson, który walczył z wrogimi Filistynami, stał się symbolem mistycznej siły. Ten żydowski bohater we wściekłym szale, mając za jedyną broń oślą szczękę, zabił 1000 mężczyzn, został jednak wzięty do niewoli przez swoich zaciętych wrogów. Filistyni pozbawili go jego niezwykłej siły, wykłuli mu oczy i zmusili do upokarzającej pracy. Z pomocą Boga Samson odzyskał siły i zburzył salę kolumnową. Zginął pod jej gruzami, ale wraz z nim 3000 Filistynów straciło życie.

Autorzy tekstów biblijnych byli przekonani, że w tych okrutnych czasach to sam Bóg w tak niekiedy straszny sposób rozprawiał się ze swoimi wrogami. Jahwe, wymierzając karę, przelewał krew. Bóg zezwalał ludziom na zabijanie innych ludzi, aby zwycięstwo przechyliło się na "właściwą" stronę. Patrząc z dzisiejszego punktu widzenia, powiedziałoby się, że Jahwe pozwalał na popełnianie mordów.

 

Stworzenie świata - pomyłki i sprzeczności

"Świat stworzony przez Boga" - tak brzmi tytuł pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju. Jeśli uważnie przeanalizujemy tekst tego fragmentu Biblii, to odkryjemy, że zawarty jest tu opis niejednego, ale dwóch procesów stworzenia świata *[Pierwsza wersja historii stworzenia: Księga Rodzaju, rozdz. 1, wers 1 - rozdz. 2, wers 4a. Druga wersja: Księga Rodzaju, rozdz. 2, wersy 4b - 25.].

Czytając opis pierwszego stworzenia świata, można natychmiast odkryć poważne błędy. Jak wiadomo, Ziemia krąży wokół Słońca, a równocześnie obraca się wokół własnej osi. Dzień mamy zawsze po tej stronie Ziemi, która zwrócona jest do Słońca, natomiast noc panuje po stronie przeciwnej. Słońce odpowiedzialne jest za rytm dobowy na Ziemi. Jednak w biblijnej historii stworzenia dzień i noc powstały już pierwszego dnia, zanim "stworzone zostało" Słońce. Jak mógł powstać dzień, skoro jeszcze nie było Słońca? Bóg po prostu rozkazał: "«Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy".

W jaki sposób mogło dojść do podziału na noc i dzień, jeśli jeszcze nie było Słońca? Czy światłość i ciemność mogły istnieć bez niego? I chociaż zaraz na początku opisów stworzenia wspomina się, że Bóg rozdzielił światłość od ciemności, tą samą, zbędną już czynność, powtarza on czwartego dnia.

Trawa, zioła i drzewa mogą rosnąć jedynie wówczas, gdy regularnie dostarcza im się światła słonecznego. Jednak w historii stworzenia, podobnie jak dzień i noc, powstają one przed Słońcem, które Bóg tworzy dopiero czwartego dnia.

W pierwszej wersji historii stworzenia, Bóg najpierw stwarza zwierzęta, a dopiero pod koniec, na krótko przed przypadającym na siódmy dzień odpoczynkiem, powołuje do życia ludzi. W drugiej wersji opisu stworzenia świata jest odwrotnie. Zwierzęta mają osłodzić człowiekowi jego samotność. Jednak wśród zwierząt brak jest towarzyszki życia dla Adama. Bóg usypia pierwszego człowieka i z jego żebra stwarza kobietę.

W pierwszej wersji opisu tworzenia świata zwierzęta powstają w ciągu dwóch dni, w dwóch oddzielnych procesach twórczych - ptaki piątego dnia, a pozostałe zwierzęta szóstego. Natomiast w drugiej wersji wszystko odbywa się tego samego dnia.

Zgodnie z pierwszym opisem dzieła stworzenia Bóg stworzył pierwszą parę ludzi na swój obraz. W drugiej wersji Bóg najpierw powołuje do życia mężczyznę i lokuje go w ogrodzie Eden. Dopiero później z żebra Adama stwarza kobietę. Według pierwszej wersji człowiek jest wiernym odbiciem Boga, stworzonym na jego podobieństwo. W drugiej wersji jest zupełnie inaczej! Nie ma tu mowy o podobieństwie człowieka do jego stwórcy. Dopiero po skosztowaniu zakazanego owocu człowiek staje się taki jak Bóg. To, co w pierwszej wersji opisu tworzenia świata jest pożądane, w drugiej staje się zakazane i zagrożone karą. Grzech pierworodny pojawia się jedynie w drugiej wersji, w pierwszej nie ma o nim jeszcze mowy.

W pierwszej wersji opowiadania o stwarzaniu świata ludzie mogą jeść owoce z wszystkich drzew. Nie ma zakazu spożywania jakiegoś owocu. Dopiero w drugiej relacji mówi się, że nie wolno kosztować owoców z drzewa poznania dobra i zła. Dlaczego w pierwszej wersji brak informacji na ten temat?

Rola, którą mają do spełnienia Adam i Ewa, jest bardzo różna w obu wersjach opisu. W pierwszej ludzie otrzymują wyraźny rozkaz uczynienia sobie ziemi poddaną i zapanowania nad wszystkimi stworzeniami. Jednak w drugiej relacji polecenie Boga brzmi zupełnie inaczej! Człowiek miał uprawiać i chronić ogród Eden.

Na początku Biblii znajdują się więc dwie relacje o powstaniu świata, sprzeczne wzajemnie w kilku punktach. Zadano sobie niemało trudu, żeby zharmonizować ze sobą oba teksty.

 

Wyjście z Egiptu - zmyślona historia

Podstawą wiary chrześcijanina jest Pismo Święte. Wyraźnie dostrzega on paralele pomiędzy Starym i Nowym Testamentem. Centralnymi postaciami Biblii są Mojżesz i Jezus. Podobnie jak Mojżesz oswobodził lud Izraela, wyprowadzając go z egipskiej niewoli, Jezus poprzez swoją śmierć na krzyżu uwolnił ludzkość od grzechu pierworodnego i zbawił ją. Ta paralela nie ma jednak wiele wspólnego z faktami historycznymi. Nigdy nie odbył się exodus Żydów z Egiptu, wydarzenie to zostało wymyślone. Israel Finkenstein, archeolog z Uniwersytetu w Tel Awiwie, z ubolewaniem i rezygnacją stwierdził ostatnio, że wierzący w Biblię ludzie nie chcą przyjąć tego do wiadomości: "Ponad dziewięćdziesiąt procent uczonych zgadza się co do tego, że nie było exodusu ludu Izraela z Egiptu".

Historia wyjścia z Egiptu jest powszechnie znana. Kto nie przeczytał jej w Piśmie Świętym, znają zapewne z jakiejś adaptacji filmowej. Przez długie lata lud Izraela znosił egipską niewolę. Potem Bóg wybrał Mojżesza i wysłał go do faraona. Egipski tyran miał wreszcie uwolnić poniżony lud. Ponieważ faraon wahał się, Bóg zesłał na Egipt dziesięć plag. Gdy chodzi o pierwszych dziewięć nie musiał czynić cudów - dla racjonalnie myślących ludzi to łatwo dające się wytłumaczyć zjawiska przyrodnicze.

Pierwsza plaga - woda Nilu zamienia się w krew. Ryby zdychają w śmierdzącej rzece, nikt nie chce pić z niej wody. Racjonalne wyjaśnienie - wzmożone występowanie algi burgundzkiej, które mogło stanowić przyczynę nie tylko czerwonego zabarwienia wody, ale również nieprzyjemnego jej zapachu.

Druga plaga - żaby dręczą ludzi. Racjonalne wyjaśnienie - nad Nilem żaby były bardzo często prawdziwym utrapieniem. Mnożyły się w zastraszającym tempie, szczególnie w porze wylewu rzeki. Inwazja żab nie wymagała żadnego cudu.

Plagi trzecia i czwarta - komary i muchy zamieniają życie ludzi i zwierząt w piekło. Czy to cud? W żadnym wypadku. Występujące w wielkich rojach insekty to prawdopodobnie końskie muchy, które, gdy pojawiają się w dużych ilościach, rzeczywiście są w stanie bardzo utrudnić życie ludziom i zwierzętom.

Plagi piąta i szósta - ludzi i zwierzęta nawiedza zaraza bydła, która wywołuje wzbudzające wstręt wrzody. Przyczyna - ospa wietrzna.

Plagi siódma i ósma - gradobicia i szarańcza. Przed tysiącami lat klęski te stale zagrażały egzystencji Egipcjan. Łatwo mogły one spustoszyć żyzne pola, zniszczyć plony i spowodować klęskę głodu.

Dziewiąta plaga - zapanowała zupełna ciemność. Według Pisma Świętego, w kraju nad Nilem trzy dni miało być ciemno, choć oko wykol. Jako wyjaśnienie nie wchodzi w grę zaćmienie słońca, bo nie mogło ono trwać tak długo. Prawdopodobnie przyczyną ciemności była wielka burza piaskowa.

Dziesiąta plaga - sprawia szczególnie przerażające wrażenie. Jej jednej nie da się wytłumaczyć działaniem naturalnych zjawisk: "Pan rzekł do Mojżesza: «Jeszcze jedną plagę ześlę na faraona i na Egipt. Potem wypuści was stąd. A wypuści was całkowicie, nawet was wszystkich stąd wypędzi»". Wszystkie nowo narodzone stworzenia, każde cielę, każde jagnię, ale również każde dziecko, począwszy od potomka faraona, a skończywszy na dziecku zwykłej dziewki, miały zostać zabite.

Dziesięć zesłanych przez Boga plag sprawiło, że bezlitosny faraon zezwolił wreszcie, aby lud Izraela pod przewodnictwem Mojżesza opuścił Egipt. Wszystkich dziesięć plag można wyjaśnić w racjonalny sposób. Ale to jeszcze nie dowodzi, że faraon rzeczywiście został zmuszony uwolnić tłum żydowskich niewolników.

Relacja o plagach jest pełna sprzeczności. Ponieważ uparty faraon nie chce zwrócić Izraelitom wolności, dochodzi do strasznej klęski - szalejąca zaraza zabiera Egipcjanom podstawę ich gospodarki: "Wyginęło wszelkie bydło Egipcjan".

Po zarazie, która jest piątą plagą, przychodzi plaga szósta, gdyż zły faraon nadal nie zamierza zrezygnować z żydowskich niewolników - Bóg zsyła ospę. Dotknięci nią zostali zarówno sami Egipcjanie, jak i ich zwierzęta. Ale jakie zwierzęta? Przecież padły już one ofiarą piątej plagi. W jaki sposób zwierzęta, które wyzdychały w wyniku piątej plagi, mogły następnie zachorować na ospę?

To nie wszystko! Faraon w dalszym ciągu nie wykazał się rozsądkiem. Siódma plaga przyniosła grad i błyskawice, "tak ogromne, że nie było takich na całej ziemi Egipcjan od czasu, gdy stali się narodem". Stary Testament twierdzi, że z powodu tej klęski żywiołowej cierpieli Egipcjanie i ich zwierzęta: "I spadł grad na całą ziemię egipską, na wszystko, co było na polu. Grad zniszczył ludzi, zwierzęta i wszelka trawę polną oraz złamał każde drzewo na polu". Jakie zwierzęta? Po raz pierwszy padły one ofiarą zarazy, gdy na Egipt spadła piąta plaga. Już nieistniejące zwierzęta dotknięte zostały szóstą plagą, a więc ospą, a następnie siódmą - gradem!

Te rażące sprzeczności można jedynie skwitować ironią. Być może uśmiercone przez piątą plagę zwierzęta szczęśliwie przeżyły ospę, aby później na nowo umrzeć w wyniku siódmej plagi, kiedy to zostały zabite przez grad.

Należałoby przypuszczać, że w Egipcie nie było teraz ani jednej sztuki bydła. Nic bardziej błędnego! Dziesiąta, a więc ostatnia plaga, okazała się wyjątkowo krwawa!

Uśmiercone zostały wszystkie stworzenia pierworodne, od człowieka... do zwierzęcia: "O północy Pan pozabijał wszystko, co pierworodne na ziemi egipskiej: od pierworodnego syna faraona, który siedzi na swym tronie, aż do pierworodnego tego, który był zamknięty w więzieniu, a także wszystko, co pierworodne z bydła".

Piąta plaga uśmierciła bydło Egipcjan. Szósta plaga przyniosła już nieżywym zwierzętom ospę, siódma mordercze gradobicie, a z powodu dziesiątej już właściwie do granic możliwości wytępione zwierzęta spotkała jeszcze jedna plaga!

Zachowanie Boga jest pełne sprzeczności. Z jednej strony, w oczywisty sposób stoi on po stronie swojego ludu. Jahwe obiecuje Mojżeszowi: "Pan rzekł wtedy do Mojżesza: «Teraz ujrzysz, co uczynię faraonowi. [Zmuszony] siłą wypuści ich i [zmuszony] siłą wypędzi ich ze swego kraju»". Gdy straszliwe działanie plag poskutkowało i faraon pogodził się z utratą swoich żydowskich niewolników, Bóg rozkazuje egipskiemu królowi, żeby rozpoczął prześladowanie Izraelitów: "Pan uczynił upartym serce faraona, króla egipskiego, który urządził pościg za Izraelitami".

O jakiego faraona tu chodzi? W Piśmie Świętym brak konkretnych informacji, nie wymienia ono imienia egipskiego króla. Czy był to Ramzes II (1279-1213 p.n.e.)? Pewne wskazówki na ten temat może zawierać niepozorne zdanie, które zresztą z historycznego punktu widzenia jest nieprawdziwe: "Ustanowiono nad nim przełożonych robót przymusowych, aby go uciskali ciężkimi pracami. Budowano wówczas dla faraona miasta na składy: Pitom i Ramzes". Jednak miasto Ramzes nigdy nie istniało, był natomiast faraon Ramzes II, który kazał rozbudować miasto Piramesse.

Nawet zawarte w Biblii informacje na temat długości egipskiej niewoli są ze sobą sprzeczne. Raz Biblia jasno i wyraźnie twierdzi, że "pobyt Izraelitów w Egipcie trwał czterysta trzydzieści lat". Badacz C. Dennis McKinsey porównuje z tym fragmentem inne fragmenty Pisma Świętego: "Kehat, wnuk Jakuba, który z nim razem został wysłany do Egiptu, żył 133 lata. Synem Kehata był Amram, który zmarł w wieku 137 lat. Według Księgi Wyjścia, rozdz. 7, wers 7 Mojżesz był synem Amrama. Miał on 80 lat, gdy Izraelici opuścili Egipt". Gdyby Kehat został zabrany do Egiptu już w dniu swoich narodzin, mógłby żyć w egipskiej niewoli najwyżej 133 lata. Gdyby nawet syn Kehata urodził się w dniu śmierci swojego ojca, to znosiłby niewolę 137 lat. Ponieważ według informacji biblijnych w chwili, gdy dla ludu Izraela zakończył się okres niewoli Mojżesz miał 80 lat, to maksymalny czas pobytu Żydów w Egipcie wynosi w sumie 350 lat (133+137+80).

Jak długo zatem żydowski naród przebywał w domu niewoli, 430 czy najwyżej 350 lat? Jeszcze bardzie niedokładne są biblijne informacje na temat liczby uciekających Izraelitów? W Księdze Wyjścia czytamy, że w pieszą wędrówkę wybrało się "około sześciuset tysięcy", ale nie została uwzględniona tu liczba kobiet i dzieci. Dwa razy jednak, w innych miejscach, podana została nieco inna liczba: 603 550, przy czym chodzi tu jedynie o mężczyzn zdolnych do noszenia broni w wieku "od lat dwudziestu wzwyż". Jak liczny był jednak cały tłum?

Profesor Hans Schindler-Bellamy szacuje: "Musiało to być około dwóch milionów ludzi!" Do podobnego wniosku dochodzi również komentator Pisma Świętego profesor John D. Hannah: "Wliczając kobiety i dzieci, ogólna liczba Izraelitów wynosiła prawdopodobnie około dwóch milionów ludzi. Wraz z nimi ciągnęła również pewna nieokreślona liczba ludności nieżydowskiej, która musiała być bardzo różnorodną grupą (w Księdze Liczb, rozdz. 11, wers 4 nazwani oni zostali «tłumem pospolitego ludu»)".

Podsumujmy: według niepełnych informacji Starego Testamentu, po długim, kilkusetletnim okresie niewoli około 2 000 000 Izraelitów uciekło z Egiptu. Możliwe, że wydarzyło się to w czasie panowania Ramzesa II, a więc w okresie około 1279-1213 p.n.e. Jednak w źródłach egipskich brak jest niestety jakiejkolwiek wzmianki, która mogłaby potwierdzić informację Biblii. Nie można udowodnić ani obecności tak dużej grupy żydowskich niewolników w Egipcie, ani też ucieczki tak potężnej masy ludzkiej z tego kraju. Żadne ze źródeł egipskich nie wspomina również, chociażby w formie aluzji, o wyjątkowym nagromadzeniu w czasie klęsk żywiołowych, które można by porównać z "dziesięcioma plagami". Relacja biblijna staje się tym samym nieco problematyczna.

A może egipscy historycy zamilkli ze wstydu, że cała armia żydowskich niewolników wymknęła się tak łatwo? Archeolodzy zlokalizowali i gruntownie przebadali miasto Piramesse we wschodniej części delty Nilu. Nie znaleziono choćby najmniejszego dowodu na potwierdzenie relacji biblijnej. W trakcie prac archeologicznych zastosowano nowoczesny magnetometr cezowy. W ciągu 40 dni za jego pomocą przebadano 108 hektarów powierzchni dawnego miasta. Sporządzony został szczegółowy plan zabudowy mieszkalnej, jak również ulic, kanałów i ogrodów.

Zbyt pośpiesznie media poinformowały o wielkim "sukcesie". Odnaleziono rzekomo podłogę pokrytą złotą folią. Czyżby odkryto część pałacu Ramzesa? Telewizja ZDF zamieściła relację o domniemanej sensacji w cyklu programów Lato odkryć. Znalezisko nie było jednak warte takiego nagłośnienia. Kosztowna, pokryta złotem podłoga pałacu okazała się czymś jak najbardziej banalnym! Natknięto się po prostu na odpady produkcyjne warsztatu rzemieślniczego, który zajmował się pozłacaniem drewnianych posągów oraz pudełeczek i szkatułek. Po zakończeniu pracy rzemieślnicy pozostawiali dzień po dniu resztki farby i złotych blaszek, które wdeptywane były w ziemię.

Przypuszczano, że Żydzi rozpoczęli swoją ucieczkę w Piramesse. Dlatego bardzo liczono na znalezienie w skromnych pozostałościach tej niegdyś kwitnącej metropolii dowodów na ich wyjście z Egiptu. Nadzieje jednak się nie spełniły.

Według Pisma Świętego, ogromny liczebnie tłum dzieci Izraela błąkał się przez czterdzieści lat po pustyni. Jakimi drogami? Którą trasę wybrano, uciekając przez Synaj z Egiptu? Badacze dokładnie przestudiowali obszerne relacje z Księgi Wyjścia. Wymienionych miast albo nie można zidentyfikować, albo też nie układają się one w żadną rozsądną trasę ucieczki. Teolodzy próbowali ratować to, co można. Być może kiedyś istniały dwa niezależne od siebie przekazy o trasie ucieczki? Czy, zgodnie z tradycją "A", uciekinierzy maszerowali wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego? Czy szli szeroką, przeznaczoną dla wojska drogą, wiodącą z Egiptu do Palestyny? A może, jak chce tradycja "B", wędrowali na południe, na wschód od Morza Słonego i Zatoki Sueskiej? Czy w tradycji ustnej zachowały się dwie trasy ucieczki do Ziemi Obiecanej, które później stały się podstawą jednej relacji? Wypowiedź Herberta Donnera, historyka z Kilonii, działa jak kubeł zimnej wody: "Nie jesteśmy w stanie zrekonstruować choćby jednej, przynajmniej częściowo zrozumiałej i rozsądnej trasy ucieczki".

Trudno również pojąć, dlaczego na pokonanie drogi, którą z łatwością można było przebyć w ciągu kilku tygodni, według Pisma Świętego potrzebowano aż 40 lat. W jaki sposób dwu milionom ludzi udało się przeżyć na pustyni cztery dziesięciolecia? Czym się żywili? Odpowiedź, jakiej Biblia udziela na to pytanie, brzmi "manna".

Tak zwana manna należy do największych tajemnic historii biblijnej. "Co to jest?" - po hebrajsku man hu? - pytały dzieci Izraela, gdy po raz pierwszy ujrzały to dziwne pożywienie. W ten sposób powstało prawdopodobnie słowo "manna". Stary Testament opisuje mannę jako "drobną, ziarnistą" substancję, wyglądającą jak "szron". Miała ona smak "placka z miodem". Leksykon Einsichten uber die Heilige Schrift wyraża następującą opinię: "Biblijnemu opisowi manny nie odpowiada do końca żadna ze znanych dzisiaj i występujących w przyrodzie substancji, a więc trudno ją identyfikować z jakimś konkretnym produktem żywnościowym".

Badacze Biblii odczuwają głęboką niechęć do tajemnic, a więc w miarę możliwości należało znaleźć jakieś naturalne wyjaśnienie. Już w 1823 roku Christian Gottfried Ehrenburg wysunął hipotezę, że manna mogła być całkowicie naturalną substancją, wydzielaną na krzewach tamaryszku przez pasożytujący na nich konkretny gatunek mszycy. Hipoteza ta nie jest przekonywająca. W Starym Testamencie wyraźnie wskazuje się na fakt, że manna wytwarzana była jedynie przez sześć z siedmiu dni tygodnia.

Siódmego dnia "produkcja" ustawała. Mszyce zapewne nie przestrzegałyby nakazu świętowania dnia boskiego. Poza tym manna stanowiła dla dzieci Izraela zupełną nowość. Gdyby był to naturalny produkt pasożytów roślinnych, Żydzi na pewno by go znali.

Nie zważając na te argumenty, Werner Keller w bestsellerze Und die Bibel hat doch recht, również w jego najnowszym wydaniu, puszcza wodze fantazji: "Manna uważana była przez wędrujących Izraelitów za cudowne pożywienie. Galaretowate, słodkie grudki manny również współcześnie można znaleźć wczesnym rankiem na gałęziach tamaryszku".

Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej: "Badacze Pisma Świętego oceniają to zjawisko bardziej trzeźwo. Tak duża liczba ludzi w żadnym wypadku nie mogłaby przeżyć na pustyni, już chociażby z powodu braku wody i pożywienia. Półwysep Synaj nigdy nie był w stanie wyżywić więcej niż dziesięciu tysięcy nomadów, a na dodatek pustynia nie była w tym okresie niezaludniona, zamieszkiwały ją inne plemiona".

Zakrojone na dużą skalę badania archeologiczne na półwyspie Synaj nie przyniosły nawet najmniejszego dowodu na prawdziwość 40-letniej odysei Żydów. Zdaniem archeologa Israela Finkensteina, nasuwa się tylko jeden wniosek, a mianowicie: "Nie było żadnego exodusu ludu Izraela z Egiptu".

Skąd więc pochodzili pierwsi mieszkańcy Izraela, jeśli nie była to wielomilionowa rzesza zbiegłych z Egiptu niewolników? Na ten temat można jedynie snuć domysły. Prawdopodobnie na pokrytym pagórkami obszarze Judei i Samarii około roku 1200 p.n.e. osiedliły się pojedyncze grupy nomadów. Zmęczeni wędrówką zatrzymali się tu na dłużej i zaczęli uprawiać ziemię. Archeolodzy znaleźli dotychczas pozostałości 300 osad. Profesor Hans Schindler-Bellamy: "Wyjście z Egiptu jest zmyśloną historią. W rzeczywistości nigdy nie było takiego wydarzenia".