Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rzeczpospolita - 20-03-2009

 

Maja Narbutt

Bo mój mąż to taki Kazik

 

Małżeństwo czasem się nie udaje, ale rozwód już powinien. Z takiego założenia wychodzą agencje detektywistyczne, które coraz częściej przyjmują zlecenia na śledzenie niewiernych małżonków

 

- Gra toczy się często o wysoką stawkę. Słyszymy wtedy od klientów: "koszty nie grają roli". Zainwestowane w dochodzenie pieniądze zwrócą się, gdy dojdzie do podziału sporego majątku. Albo kiedy mężczyzna, udowadniając zdradę żony, nie będzie miał obowiązku płacenia alimentów gwarantujących jej życie na dotychczasowym poziomie - mówi szef jednej z warszawskich agencji detektywistycznych.

Czy można się dziwić, że niektórzy są zawiedzeni, gdy nie udaje się dowieść zdrady z tej prostej przyczyny, że żona jest uparcie wierna?

- Zdarza się, iż mężczyzna nie ukrywa niezadowolenia, że żona go nie zdradza. Ostatnio zgłosił się do nas klient, który chciał, byśmy jego żonie podstawili kochanka. Spisana przed ślubem intercyza przewidywała, że majątek pozostanie przy stronie, która nie będzie winna rozwodu - mówi Jarosław Manastyrski, właściciel agencji Nemezis. - Odmówiliśmy. Jednak nie mam wątpliwości, że ktoś przyjął to zlecenie.

Agencja Nemezis ma wielu klientów z tzw. górnej półki finansowej. W urządzonym w stylu angielskim gabinecie dostają raport z dochodzenia. Żony bogatych biznesmenów zdumiewająco często decydują się nie składać wniosku o rozwód, gdy dowiadują się o zdradzie.

- Raport i kompromitujące męża zdjęcia chowają w bezpiecznym miejscu. Nawet nie wspominają mu, że coś wiedzą o jego podwójnym życiu. Często zaczynają wtedy wyprowadzać wspólne pieniądze. Pewna klientka wyciągnęła ostatnio w szybkim tempie 300 tysięcy, a on nawet nie zauważył. Namawiają też mężów na założenie im jakiegoś biznesu - mówi Jarosław Manastyrski, który nie ukrywa, że potrafi doradzić klientkom, jak zapewnić sobie awaryjne lądowanie. Ale niektórzy podchodzą do kwestii dochodzenia w sprawie zdrady zupełnie inaczej.

- Gdy klienci są niezbyt zamożni, zaciągają nawet kredyt, by opłacić detektywa. Zwłaszcza kobiety upokarzane przez mężów, którzy drwią z nich, że nic im nie udowodnią, decydują się na ten krok - mówi Anna Pawlak z agencji Asvalia. - I mają moralną satysfakcję, gdy mogą im pokazać, jak bardzo się mylili.

Proszę szykować zemstę

Kobiety, które dzwonią na infolinię biura detektywistycznego Detektyw 24, nie potrafią ukryć emocji.

- Ja już nie wiem, co mam zrobić. Takie zdanie pada zazwyczaj, gdy roztrzęsiona żona opowie, nie szczędząc szczegółów, dlaczego podejrzewa zdradę - mówi Izabela, detektyw, która często dyżuruje przy telefonie. - Odpowiadam krótko: - Szkoda łez. Proszę szykować zemstę.

Każdy z detektywów powtarza to samo: największym błędem, jaki może popełnić osoba decydująca się na udowodnienie niewierności współmałżonkowi, jest wyjawienie swoich zamiarów.

- Aż do ostatniego momentu, czyli do rozprawy rozwodowej, nasz partner nie powinien wiedzieć, że możemy mu udowodnić zdradę. Bo na pewno weźmie dobrego adwokata - przestrzega Jarosław Manastyrski.

- I kiedy pójdzie do niego i wyliczy, co zebrała na niego żona, adwokat powie: aha, w takim razie my przygotujemy następującą linię obrony.

Dowody zdrady małżonka powinny być więc bombą zdetonowaną nagle w sądzie. Efekt zaskoczenia ma znaczenie zasadnicze.

- Najlepiej podprowadzić byłego małżonka do krzywoprzysięstwa. Zeznaje przecież pod przysięgą. I kiedy będzie zapewniał o swej absolutnej wierności, wyciągnąć asa z rękawa - mówi szef agencji Nemezis, z wykształcenia prawnik. Taka jest sytuacja idealna. Praktyka bywa inna.

- Kobieta w złości potrafi wykrzyczeć mężowi: Myślisz, że możesz mnie oszukiwać! Zobaczysz, zatrudnię detektywa! - mówi Jarosław Rangotis, właściciel agencji Asvalia. - I wtedy nasza praca jest niemal niemożliwa. Facet będzie miał oczy dookoła głowy, nerwowo patrzył w lusterko, czy ktoś za nim nie jedzie.

l dlatego nie wolno wspominać nawet najbliższemu otoczeniu, że zamierza się skontaktować z biurem detektywistycznym.

- Kiedy słyszę od klientki, że zamierza powiedzieć tylko najbliższej przyjaciółce, iż zatrudnia detektywa, przestrzegam: proszę tego nie robić - mówi Jarosław Manastyrski. - Zdarzało się, że to właśnie przyjaciółka mówiła mężowi, że żona szuka na niego haka. Albo wręcz to ona była tą trzecią.

Zupełnie inaczej niż kobiety zachowują się mężczyźni podejrzewający zdradę. Kiedy zwracają się do agencji detektywistycznej, nie zaczynają od zwierzeń o kryzysie małżeńskim.

- Rozmowa jest konkretna: mówią, że chcą zlecić objęcie żony obserwacją, i ustalają szczegóły - mówi Izabela, detektyw z Detektyw 24. - A jeśli są emocje, nie jest to rozpacz z powodu rozpadu małżeństwa. Zazwyczaj to urażone męskie ego i złość. Panowie często zapowiadają od razu, że chcą wyrzucić niewierną żonę gołą i bosą.

Mąż chowa komórkę

Półżartem Jarosław Rangotis mówi, że niepokojącym sygnałem jest to, iż nagle mąż zaczyna przejawiać dużą troskę o kondycję i wygląd zewnętrzny.

- Mówimy, że jeśli mężczyzna przestaje zalegać na kanapie i nieoczekiwanie zaczyna biegać, to w głowie kobiety powinno się zapalić światełko alarmowe. No i oczywiście jest jeszcze problem telefonu komórkowego.

Klientki zgłaszające się do agencji detektywistycznych opowiadają to samo: komórka męża, do tej pory niedbale rzucana przez niego po powrocie do domu, nagle zniknęła z widoku. Mąż chodzi z nią nawet do łazienki, zabiera na balkon, gdy idzie zapalić. I troskliwie kasuje wszystkie otrzymane esemesy, a także listy połączeń. - To klasyka, stały fragment gry. Nie należy natomiast oczekiwać, że znajdzie się na koszuli męża rozmazane ślady makijażu.

Widocznie mężczyźni wiedzą już doskonale z filmów, że właśnie tak się wpada - mówi Izabela, detektyw z firmy Detektyw 24. - Często jednak żona wyczuwa zapach obcych perfum lub znajdzie nie swój włos w samochodzie.

Dla detektywów zajmujących się sprawami rozwodowymi nie ulega wątpliwości, że kobiety są czujniejsze niż mężczyźni. Można powiedzieć, że dysponują swoistym systemem wczesnego ostrzegania. Mężczyźni bardzo późno się orientują, że są zdradzani.

- Na ogół potwierdza się powiedzenie, że mąż dowiaduje się ostatni. Często o zdradzie żony informuje go otoczenie - mówi jeden z detektywów. - Tymczasem kobiety doskonale wychwytują wszelkie niuanse zachowania męża. Kodują je i analizują. Jeśli do tej pory mąż wracający późno do domu zeznawał, że spotkał kolegę i poszedł z nim na piwo, a teraz reaguje nerwowo na pytania żony, to ona wie, że coś się dzieje.

Kobiety planują zdradę znacznie bardziej precyzyjnie niż mężczyźni. Pamiętają swoje kłamstwa i trudno je złapać na zmianie wersji.

- Kiedy obserwujemy niektóre panie, to nie możemy wyjść ze zdumienia, w jak wyrafinowany sposób okłamują męża. W ekipie operacyjnej mówimy o takiej kobiecie "zimna suka". Może to nieładnie, ale jak określić żonę, która odgrywa przed mężem komedię szczęścia małżeńskiego, a równocześnie notorycznie go zdradza? Wszystko ma dopięte na ostatni guzik, alibi szczegółowo dopracowane - opowiada jeden z detektywów.

Misternie skonstruowany gmach kłamstw sypie się czasem przez jeden detal.

- Zbrodnia doskonała udaje się, gdy nie ma wspólników. Tak samo jest ze zdradą.

A tymczasem np. pani X wciągnęła do współpracy swoją przyjaciółkę. I pewnego dnia zupełnie nieoczekiwanie mąż zobaczył przyjaciółkę na stacji benzynowej, w czasie gdy żona twierdziła, że są razem w spa - opowiada detektyw z agencji Detektyw 24.

Klasyczne schematy

Moja ostatnia klientka opowiedziała mi o swoich podejrzeniach dotyczących zdrady małżeńskiej, podkreślając, że jej "mąż to zupełnie jak Kazik " - opowiada Jarosław Rangotis. - I rzeczywiście, przykład pana Marcinkiewicza jest w jakiś sposób typowy. Kiedy słucha się prywatnych detektywów, można dojść do wniosku, że rzeczywistość jest w sumie nieskomplikowana i da się sprowadzić do kilku schematów.

- Typowa sytuacja to mężczyzna po czterdziestce, dobrze sytuowany, własny biznes lub stanowisko kierownicze. Kobieta, z którą zdradza żonę, ma też określony profil: dwadzieścia parę lat, przyjechała do Warszawy z małego miasteczka i jest zdecydowana pozostać tu i się urządzić - mówi Jarosław Rangotis.

Jeśli mężczyzna przetrwa kryzys spowodowany wejściem w wiek średni, można liczyć na okres pewnego uspokojenia. Druga fala zdrad dotyczy panów w wieku oscylującym około sześćdziesiątki. - Mężczyzna jest bardzo zamożny. Jego nowa partnerka ma zazwyczaj trzydzieści kilka lat. Z reguły samotnie wychowuje dzieci i szuka stabilizacji finansowej - mówi Izabela, detektyw z agencji Detektyw 24.

Zazwyczaj nikt nie szuka kochanków daleko. Znakomita większość zdrad małżeńskich związana jest ze znajomościami zawartymi na gruncie zawodowym. Dotyczy to zarówno mężczyzn, jak i bizneswoman, które - jeśli wierzyć detektywom - są kategorią dość często zdradzającą mężów.

Inaczej sprawa wygląda z niepracującymi żonami bogatych mężczyzn. - Kochanek to barman, kelner, z reguły ktoś stojący znacznie niżej społecznie. Pani ma koło pięćdziesiątki, jest atrakcyjna i zadbana. On jest znacznie młodszy. Namawia ją na rozwód i przejęcie co najmniej połowy majątku męża - mówi Jarosław Manastyrski.

Przyłapane na zdradzie kobiety z tej kategorii z reguły nie okazują skruchy.

- Miałem niedawno taki przypadek. Mąż tyrał całe dnie, spełniał każdy kaprys żony. Weekendy poświęcał wyłącznie rodzinie, tak samo trzytygodniowe urlopy, podczas których wyłączał służbową komórkę - opowiada Jarosław Manastyrski. - Załamał się psychicznie, gdy się okazało, że żona ma kochanka. A ona z oburzeniem argumentowała, że czuła się przez męża zaniedbywana.

Bardzo rzadko się zdarza, że podejrzenie zdrady, z którą klient przyjdzie do agencji, nie znajduje potwierdzenia. Czasem może o tym zadecydować przypadek.

- Przez cały tydzień obserwowaliśmy mężczyznę. Rzeczywiście późno wracał do domu, na co skarżyła się żona. Ale ustaliliśmy, że naprawdę pracował 16 godzin na dobę. Jeśli wychodził z pracy, to na spotkania służbowe. Przedstawiliśmy żonie raport końcowy, z którego wynikało, że mąż jest czysty jak łza - opowiada jeden z detektywów. - Nie uwierzyła. Jak się okazało - słusznie. Za trzy dni zadzwoniła do nas, triumfując, że przyłapała męża na gorącym uczynku. Okazało się, że w czasie obserwacji mężczyzna spędzał tyle czasu w firmie, bo zachorował jego wspólnik. Potem wrócił do swoich zwyczajów i jego późne powroty miały zupełnie inną przyczynę.

Zdrada za szybą

Konstytucja zapewnia każdemu prawo do prywatności. Zakłócenie miru domowego jest przestępstwem. Detektywi z powagą recytują te formułki, podkreślając, że zawsze muszą o nich pamiętać.

Każda zasada istnieje jednak po to, by ją złamać, a przynajmniej obejść. Tak naprawdę w swojej pracy detektyw zajmujący się sprawami rozwodowymi balansuje niekiedy na cienkiej linie rozpiętej pomiędzy legalizmem a dobrem klienta.

- Nie zrobię pewnych rzeczy, bo mogę stracić licencję. Przynajmniej nie zrobię ich oficjalnie. Dobry adwokat wyspecjalizowany w sprawach rozwodowych potrafi jednak tak dopasować zebrane przeze mnie dowody, by można je było zaprezentować na sali sądowej jako rzeczy, które zobaczyła lub dowiedziała się o nich sama zdradzana osoba - przyznaje właściciel jednej z agencji.

Powszechną praktyką jest, że detektyw doradza, jak założyć w domu podsłuch lub kamery. Klient może przecież zeznać, że zainstalował je, bo się obawiał, że ktoś ma dorobiony klucz i pod jego nieobecność zakrada się do domu.

I chociaż detektyw nie ma prawa zdobyć billingów podejrzanej o zdradę osoby, może poinstruować klienta, jak je sprawdzić.

- Nie mogę robić zdjęć wiarołomnemu małżonkowi, jeśli znajduje się on w domu lub pokoju hotelowym. To zabronione. I nie chodzi tylko o to, że nie mam prawa tam się wedrzeć. Już szyba jest tą granicą, której nie mogę sforsować - mówi Jarosław Rangotis. - Ale oczywiście mogę, jak każdy, zobaczyć coś przez szybę. I wtedy na sali zeznam pod przysięgą, co widziałem.

Kwestią wtórną pozostaje, czy żeby zobaczyć kompromitującą scenę, detektyw posługuje się wyłącznie swoim wzrokiem czy wspomaga go np. lornetka, a nawet noktowizor. I czy nie znajduje się na przykład na drzewie, skąd widać zdecydowanie więcej.

Właśnie na drzewie znajdował się detektyw z Detektywa 24, który na wielu precyzyjnych zdjęciach uwiecznił parę w sytuacji niedwuznacznej na łódce znajdującej się na środku jeziora. Kochankowie znajdowali się w przestrzeni publicznej, a więc można było ich fotografować.

Zdjęcie tzw. łóżkowe, choć łóżko jest pojęciem umownym, to marzenie każdego klienta.

- Staramy się wytłumaczyć klientowi, że takiego zdjęcia nie dostanie - przyznaje jeden z detektywów. - Ale wielu się upiera. Wydaje się im, że dopiero to przekona sąd. To nieporozumienie.

Każdy sąd uwierzy, iż doszło do zdrady, jeśli udowodni się, że np. mężczyzna regularnie spotyka się z atrakcyjną blondynką w jej mieszkaniu. - Ważne, by można było udokumentować, że nie było to jedno spotkanie. Z jednego mężczyzna się wyłga, nawet przy najbardziej kiepskim adwokacie - mówi detektyw. - Przy kilku spotkaniach trudno mu będzie tłumaczyć, że wszedł na chwilę, by zabrać służbowe dokumenty, a został kilka godzin, bo uczynnie naprawiał kran.

Z doświadczeń agencji detektywistycznych wynika, że jeśli obejmie się podejrzanego o zdradę współmałżonka tygodniową obserwacją, to zwykle się okaże, że spotkał się w tym czasie ze swym nowym partnerem trzy razy. Ideałem jest, gdy zgromadzone dowody układają się w przekonującą sekwencję.

Jeśli na zdjęciach widać, że para trzyma się na ulicy za ręce, całuje na przywitanie, a potem znika za zamkniętymi drzwiami, to sąd nie będzie miał najmniejszych wątpliwości, że doszło do zdrady.

- Na każdą sytuację opisaną w raporcie, który przedstawiamy klientowi, zamykając dochodzenie, mamy zdjęcie. Detektyw prowadzący sprawę gotów jest zeznawać pod przysięgą na sali sądowej - mówi Jarosław Manastyrski. - To dobry standard, którego należy oczekiwać od licencjonowanej agencji detektywistycznej.

Kogo najtrudniej obserwować? Na to pytanie detektywi odpowiadają bez wahania: policjantów.

- Zawodowe odruchy policjantów, ich czujność, sprawiają, że jest to praktycznie niemożliwe - słyszę w jednej z agencji.

Jednak nie wszyscy się zgadzają, że jest to przedsięwzięcie z góry skazane na klęskę.

- Do takiej inwigilacji trzeba się szczególnie dobrze przygotować. Częściej zmieniać samochody, pamiętać o detalach - mówi Jarosław Manastyrski. - Ale i tu mamy sukcesy. Udowodniliśmy zdradę wysokiemu rangą policjantowi, którego praca związana była właśnie z obserwacją.

Walentynka dla ochroniarza

Jeśli policjant jest szczególnie trudnym figurantem - jak określają niekiedy detektywi osobę obserwowaną - to terenem, na którym bardzo trudno im działać, są osiedla zamknięte.

- Przeprowadzamy rozpoznanie. Czy jest tam bank, a może klub fitness, do którego można wykupić karnet? - mówi właściciel agencji detektywistycznej. - I oczywiście jak wygląda system monitoringu i ochrony.

W jednej z agencji detektywistycznych słyszę, że przy kalkulacji ceny zlecenia muszą wziąć pod uwagę koszty łapówek dawanych przy okazji obserwacji.

- My wolimy mówić o walentynce dla ochroniarza. Łapówka sugeruje złamanie prawa. A nam chodzi tylko o informację. Trzeba oczywiście wiedzieć, ile dać - mówi szef Nemezis. - Jeśli się ochroniarzowi zaproponuje 50 złotych, to chociaż zarabia niewiele ponad tysiąc, tylko się roześmieje. Może też zadzwonić do kierownika. A czasem może się zdarzyć, że ostrzeże osobę przez nas obserwowaną, jeśli ją lubi i dostał kiedyś od niej coś ekstra. Obserwację trudno prowadzi się też w małych miasteczkach, gdzie wszyscy się znają. Standardem jest wtedy korzystanie z samochodu z miejscową rejestracją, bo każda inna natychmiast przyciąga uwagę. A i tak można się obawiać, że starsza pani wysiadująca przy oknie zawiadomi policję, że jacyś ludzie podejrzanie długo siedzą w samochodzie.

Jak długo może wytrzymać detektyw obserwujący swój cel?

- Chyba pobiłem rekord. Kiedyś obserwowałem kobietę, która weszła do mieszkania kochanka. Mąż twierdził, że na pewno się mylę, bo uwierzył w jej wyjazd do rodziny. Uparłem się, choć miałem momenty zwątpienia, bo przez wiele godzin nikt nie wychodził. W końcu się jej doczekałem. Po 36 godzinach - opowiada Jarosław Rangotis.

Pomoce naukowe

Determinacja i inteligencja detektywa odgrywają w dochodzeniu wielką rolę. Ale oprócz tego agencje detektywistyczne posługują się tzw. pomocami naukowymi.

O specjalnym wyposażeniu, jakimi dysponują, ich szefowie mówią na ogół niechętnie. Ta niechęć ma kilka przyczyn. Pierwsza jest oczywista - osoby obserwowane raczej nie powinny wiedzieć, jak można je przyszpilić. - Powinny jednak zdawać sobie sprawę, że kamera może być zainstalowana nawet w zegarku czy okularach osoby siedzącej przy sąsiednim stoliku w hotelowej restauracji - mówi szef agencji Nemezis.

Środki techniczne używane przez agencje mogą być jednak jeszcze bardziej skomplikowane, a ich użycie wręcz niezgodne z prawem. Tajemnicą poliszynela jest, że sztuka polega na tym, by na sali sądowej przedstawić uzyskane dowody tak, jakby pochodziły z innych źródeł. Przykład banalny - nikt się nie przyzna, że podsłuchiwał kochanków w pokoju hotelowym, korzystając z wyspecjalizowanych urządzeń. Może jednak zeznać, że usłyszał coś, stojąc pod drzwiami.

I wreszcie powód ostatni, dla którego detektywi nie palą się do rozmów o swoim sprzęcie - upublicznianie takich informacji grozi odpływem klientów. W końcu zdradzana osoba może dojść do wniosku, że wystarczy zainwestować dwieście kilkadziesiąt złotych w urządzenie naprowadzające GPS i umieścić je w samochodzie współmałżonka.

Biorąc pod uwagę, że zwracając się do warszawskiej agencji detektywistycznej, należy się liczyć z kosztem rzędu 6 - 8 tysięcy złotych, a często zapłacić i kilkanaście tysięcy, pokusa samodzielnego dochodzenia jest duża.

- Żona prosi koleżankę, by pomogła jej śledzić męża. Czasem w całą operację wciąga swoją rodzinę - mówi Jarosław Manastyrski. - Problem polega na tym, że mąż może się zorientować. Na spotkania z kochanką będzie udawać się w głębokiej konspiracji i gubić tropy. Albo też koleżanka podejdzie bliżej, spanikuje i ucieknie. I wreszcie wariant najgorszy: żona dopadnie męża w restauracji z kochanką, zrobi dziką awanturę. Wyjdzie na wariatkę, bo przecież on zawsze może powiedzieć, że to służbowy lunch.

Jak twierdzą detektywi, lepiej więc w kwestii udowadniania zdrady zaufać zawodowcom.