Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

NIEPRAWDOPODOBNE,

PRZEDZIWNE,

SZOKUJĄCE

 

2000

 

(...)

 

SKŁONNOŚĆ DO FANTAZJOWANIA

Większość z nas śni tylko w stanie uśpienia, są jednak osoby, których umysł błądzi w dziwnym świecie fantazji także i na jawie.

Przez wiele lat młoda Amerykanka imieniem Ruth, zamieszkała na stałe w Londynie, cierpiała z powodu halucynacji, w trakcie których widywała swojego ojca, mieszkającego po drugiej stronie Atlantyku. Wydawało się jej, że go widzi, słyszy i dotyka, czuła nie istniejące zapachy. Miała nieodparte wrażenie, że ojciec jest przy niej stale obecny. Ruth myślała, że znajduje się na granicy szaleństwa, lecz dzięki pomocy mądrego psychiatry dowiedziała się, iż posiada szczególny dar żywego wyobrażania sobie rzeczy i osób. Odkryła także, że może wykorzystać ten dar w sposób pozytywny. Chociaż nie zdawała sobie z tego sprawy, była tzw. osobowością o skłonnościach do fantazjowania. Talent taki posiada 3-4 procent ludności.

Wielu naukowców badało i bada naturę takich osobowości. I tak na przykład doktor Sheryl C. Wilson i doktor Theodore X. Barber, obydwoje ze szpitala Cushing we Framingham w stanie Massachusetts, przebadali 27 kobiet o skłonnościach do fantazjowania, razem z grupą kontrolną, składającą się z 25 kobiet. Kobiety z bujną wyobraźnią wybrano opierając się na ich wyjątkowo pozytywnych reakcjach na pewne standardowe testy psychologiczne w kierowanym fantazjowaniu, hipnozie i podatności na sugestię, a także na inne testy przygotowane przez prowadzących eksperyment. Wszystkie kobiety, które objęto badaniami, miały wyższe wykształcenie, ich wiek wahał się w granicach 19-63 lat, a przeciętna wieku wynosiła 28 lat.

Wszystkie, z wyjątkiem czterech, w ocenie eksperymentatorów charakteryzowały się albo całkowicie normalnymi zachowaniami społecznymi, albo wyjątkowo dobrym przystosowaniem. Spośród pozostałych jedna przeżyła poważne załamanie psychiczne, a trzy cierpiały na depresję. Dwadzieścia cztery pozostawały w związkach małżeńskich lub nieformalnych. Należy jeszcze raz podkreślić, że poza wyjątkową zdolnością do wyobrażania sobie osób i rzeczy, zdecydowana większość kobiet z badanej grupy była całkowicie normalna. Można powiedzieć, że znajdowały się na samym końcu krzywej obrazującej pewien rodzaj zdolności, lecz pod innymi względami były przeciętnymi kobietami.

Zdolności skłonnych do fantazjowania osób, jak odkryli Wilson i Barber, wywodzą się z okresu dzieciństwa. Wiele z nich, podobnie jak większość osób wrażliwych, miało wymyślonych przyjaciół, którzy w ich oczach byli równie realni jak ich koledzy z krwi i kości. Doświadczenie nauczyło ich jednak, że dorośli nie widzą tych dziwnych towarzyszy zabaw. Osoby badane często "stawały się" także postaciami z przeczytanych książek, porzucając własną osobowość w taki sam sposób, jak czynią to wielcy aktorzy, całkowicie zatracający się w granych postaciach. Dziecięce fantazje wiążą się jednak z pewnym niebezpieczeństwem: na przykład dziewczynka, która wyobraziła sobie, że prowadzi przez łąkę owieczkę, nagle ocknęła się pośrodku ruchliwej ulicy.

Świadomie rozwijana zdolność fantazjowania może także z wielu powodów przetrwać do dorosłego okresu życia. Ważne dla dziecka osoby dorosłe mogą mu w tym pomóc, akceptując jego punkt widzenia i wspierając je własną opinią. Dziecko może wykorzystywać świat wyobraźni, szukając w nim ucieczki przed izolacją, samotnością, przykrym otoczeniem lub określoną czynnością, której nie lubi, na przykład podczas intensywnych ćwiczeń na fortepianie.

Ukryte zdolności

Osoby dorosłe, które zdają sobie sprawę, że ich umiejętność przenoszenia się w świat wyobraźni różni je od innych, zwykle zatajają swoje zdolności. W rezultacie nie dzielą się swą tajemnicą z nikim, nawet ze swymi współmałżonkami. Niektórzy znajdują ulgę w fantazjowaniu podczas kontaktów z obcymi i udają, że są zupełnie kim innym niż w rzeczywistości.

Co ciekawe, osoby skłonne do fantazjowania często zdradzają większe niż przeciętnie zdolności parapsychiczne. Podczas przeprowadzonych w Massachusetts badań okazało się, że 27 uczestniczek grupy miało zdolności telepatyczne, prekognicyjne (na jawie i we śnie), intuicyjne (jedna z kobiet przewidziała zwycięzców wyścigu Kentucky Derby na dziesięć kolejnych lat, lecz nie postawiła na nich, ponieważ uznała, że w ten sposób niewłaściwie wykorzysta swój szczególny talent), psycho-metryczne; były mediami, wyczuwały obecność duchów (jednej z kobiet duch ujawnił, gdzie znajduje się zaginiony testament), postrzegały myśli innych osób w postaci znajdujących się nad ich głowami obrazów, potrafiły posługiwać się pismem automatycznym oraz wywierać wpływ na działanie urządzeń elektrycznych. 22 kobiety przyznały, że udało im się odłączyć od ciał fizycznych, 2 potrafiły leczyć dotykiem, a jedna towarzyszyła umierającym podczas podróży dusz.

Domowe kino

Podobnie jak inni ludzie o zdolnościach parapsychicznych, osoby skłonne do fantazjowania mają niezwykle żywą wyobraźnię. Nie tylko przypominają sobie wydarzenia, ale także wzbogacają je widokami, zapachami, dźwiękami, wrażeniami dotykowymi i emocjami, które im towarzyszyły. Wiele z nich dysponuje także doskonałą pamięcią wzrokowo-słuchową. Ich wspomnienia, podobnie jak fantazje, pod wieloma względami przypominają filmy. Są to jednak dość szczególne filmy, ponieważ osoby te nie tylko je oglądają, ale także grają w nich główne role. Niektórzy z nich potrafią także eliminować z pamięci nieprzyjemne wydarzenia. Zdradzają także tendencje do mylenia wspomnień ze świata wyobraźni ze wspomnieniami rzeczywistych wydarzeń.

Osoby zdolne do fantazjowania żyją na pozór normalnym życiem, lecz wiele z nich przyznaje, że często ponad połowę życia spędzają w świecie fantazji. Podczas kontaktów towarzyskich potrafią na przykład fantazjować na tematy poruszane w rozmowie lub posługują się wyobraźnią, aby uciec przed nudą. Niejednokrotnie wyjątkowo intensywnie reagują na bodźce - przypadkowa wzmianka o Egipcie może na przykład przenieść ich na dwór faraona lub do współczesnej Aleksandrii. Uciekają przed rutyną i niemiłymi przeżyciami w świat wakacyjnych przygód, do "poprzedniego życia", w przyszłość, na wyprawę do innych galaktyk lub oddają się intensywnym przeżyciom seksualnym ze stworzonym przez swoją wyobraźnię kochankiem, który potrafi zadowolić ich w znacznie większym stopniu niż faktyczny partner.

W chwilach wolnych albo podczas przygotowywania się do snu ulegają własnej wyobraźni, budując scenę wydarzeń, tworząc wątek i głównych bohaterów, a następnie przystępują do "odgrywania" swojej historii. Jedna trzecia badanych stwierdziła, że łatwiej jest im oglądać "domowe kino" z zamkniętymi oczami, lecz dla pozostałych dwóch trzecich nie miało to najmniejszego znaczenia. Wszyscy przyznali, że doświadczają swoich fantazji wszystkimi zmysłami, jakby to były rzeczywiste wydarzenia. Dla wszystkich fantazjujących życie "rzeczywiste" jest zaledwie cieniem tego, co się dzieje w świecie wyobraźni. Mówią, że gdyby pozbawiono ich umiejętności przenoszenia się do innego świata, byłoby to równie straszne jak śmierć.

Zbyt intensywne przeżywanie wyobrażonych przeżyć bywa niebezpieczne także i dla dorosłych. Stworzony w wyobraźni obraz dziecka wybiegającego na drogę zza zaparkowanego samochodu może sprawić, że gwałtownie hamujący kierowca spowoduje wypadek. Fantazje mogą być przyczyną wystąpienia fizycznych objawów choroby, a nawet wywołać schorzenie. 13 z 22 przebadanych w Massachusetts kobiet przyznało się do co najmniej jednej ciąży urojonej. Dwie z nich zgłosiły się nawet do lekarza z prośbą o przeprowadzenie aborcji.

Przeżycia osób o takich skłonnościach mają niewątpliwie ogromne znaczenie dla badań nad zdolnościami parapsychicznymi. Badanie ich cech charakteru może na przykład rzucić światło na specyficzne cechy mediów. Wydaje się także możliwe, że niektórzy duchowi przewodnicy i przekazy z "tamtego" świata są wytworem podświadomego fantazjowania. Ich przeżycia sprawiają także, że zaczynamy zastanawiać się nad naturą naszego postrzegania świata realnego.

Być może faktycznie istnieje więc inna, wewnętrzna lub "lustrzana", rzeczywistość, która manifestuje się w zupełnie odmienny sposób. I podobnie jak przeciętny człowiek jest nieświadomy zjawisk nadprzyrodzonych, lecz w ciągu życia zwykle doświadcza ich jeden lub dwa razy, niewykluczone, że może on, choć bardzo rzadko, doznać chwilowego objawienia "wewnętrznej" rzeczywistości osoby zdolnej do fantazjowania, w której halucynacje odbiera jako autentyczne zdarzenie. Świadomość, że istnieją osobowości, które stale przeżywają tego typu doświadczenia, może więc pomóc przeciętnym ludziom pogodzić się z tego rodzaju wydarzeniami.

 

WIELKA ROSYJSKA MISTYCZKA

Nie ulega wątpliwości, że do czołowych postaci dziewiętnastowiecznego okultyzmu należy Madame Bławatska. Jednak jej "paranormalne" dokonania często traktowano nader podejrzliwie.

W 1850 roku amerykański malarz A. L. Rawson, odbywający niespieszną podróż szlakiem najbardziej malowniczych zakątków basenu Morza Śródziemnego, przybył do Kairu. Jak wspominał, miasto to zauroczyło go. Zafascynowali go stali mieszkańcy metropolii oraz, w jeszcze większym stopniu, wędrowna społeczność kosmopolitycznej bohemy, która z Kairu uczyniła chwilową przystań. Szczególnie intrygowała go niejaka Madame Bławatska. Twierdziła ona, iż jest rosyjską księżniczką, odziewała się w tradycyjny strój arabski, regularnie paliła haszysz i przejawiała żywe zainteresowanie okultyzmem.

Pewnego razu, wedle opowieści Rawsona, Bławatska wraz z przyjacielem złożyła wizytę Paulosowi Metamonowi, koptyjskiemu magowi (koptami zwie się egipskich chrześcijan), by prosić go o wskazówki. Rzekła doń: "Jesteśmy uczniami, słyszeliśmy o twej wielkiej mądrości i biegłości w magii. Pragniemy uczyć się od ciebie". Paulos Metamon zaś odparł: "Widzą oczy moje, że jesteście Europejczykami w przebraniu i nie wątpię, że poszukujecie mądrości. Spodziewam się od was zapłaty". Usłyszawszy te słowa przybysze uznali, że czas się pożegnać.

Nie ma żadnej pewności, że owa historia nie została przez Rawsona wymyślona. Dwudziestoletnia wówczas Bławatska rzeczywiście mogła zgłębiać tajniki magii w Kairze, ale była niewątpliwie kobietą, której osobowość sprzyjała powstawaniu i rozprzestrzenianiu tego rodzaju nieprawdopodobnych opowieści.

Historie wyssane z palca

Bławatska zresztą sama ubolewała nad fantastycznymi opowieściami krążącymi na jej temat. W liście z marca 1875 roku czytamy: "Nie ma dnia, żeby gazety nie przyniosły jakiejś nowej historii. Bławatska pojechała do Afryki i latała balonem z Livingstonem. Bławatska była na Hawajach i jadła kolację z królem plemienia kanibali. Bławatska nawróciła rzymskiego papieża na spirytualizm, cesarzowi Napoleonowi przepowiedziała zbliżającą się śmierć, metodami spirytystycznymi wyleczyła królową Hiszpanii z kurzajek na twarzy - i tak bez końca... Powiadają także, że spędziłam kilka dni w Salt Lake City i namówiłam przywódcę mormonów, Brighama Younga, by zrezygnował z poligamii".

Miarą tego, jak wielkie zamieszanie i kontrowersje wzbudzała Bławatska jest fakt, że znacznie więcej niż jedna osoba wierzyła, iż to ona sama ponosiła odpowiedzialność za rozpowszechnianie takich fantastycznych opowieści. Niemniej trzeba przyznać, że prawdziwy życiorys tej kobiety niemal dorównywał wszelkim niezwykłym historiom, które na jej temat wymyślano.

Urodziła się na Ukrainie w 1831 roku jako Helena Pietrowna von Hahn, córka rosyjskiego oficera niemieckiego pochodzenia. W 1849 roku poślubiła generała Bławatskiego, wicegubernatora Erewania, ale prędko go opuściła, by wieść zgoła cygański żywot. Na początku, jak twierdzi jej kuzyn hrabia Witte, występowała w cyrku jako woltyżerka. Następnie dopuściła się bigamii biorąc ślub ze śpiewakiem operowym, niejakim Metrowiczem. Istnieją podstawy by sądzić, że urodziła mu dziecko. Ich pożycie małżeńskie urozmaicały liczne kłótnie oraz krótsze i dłuższe rozstania.

Pewnego razu Bławatska opuściła go, by asystować D. D. Home'owi, który był niewątpliwie najwybitniejszym medium spirytystycznym owych czasów. Później zawarła kolejne małżeństwo - poślubiła jakiegoś nieznanego nam z nazwiska Anglika, od którego jednak prędko odeszła. Związek Madame Bławatskiej i Metrowicza ostatecznie zakończył się w lipcu 1871 roku. Podróżowali wówczas statkiem parowym "Eumonia"; parowiec ów, wskutek wybuchu kotła, poszedł na dno i Metrowicz utonął. Bławatska przeżyła katastrofę, uratowana przez przepływający w pobliżu frachtowiec, który zawiózł ją do Egiptu.

Bławatska stała się wędrownym medium. Cierpiąc biedę, mając nadzieję na pozyskanie opieki jakiegoś zamożnego patrona, w 1873 roku wyruszyła do Nowego Jorku. Nosiła czerwoną bluzkę, bez ustanku paliła papierosy, które własnoręcznie i z wielką wprawą skręcała, sypiała w przytułkach dla "pracujących dziewcząt", utrzymywała się z niepewnego zarobku, jaki jej dawało układanie sztucznych kwiatów.

Z tej przygnębiającej egzystencji zdołała się wyrwać dzięki znajomości z pułkownikiem Henrym Olcottem, spirytystą, prawnikiem i dziennikarzem, którego spotkała na farmie Vermont należącej do braci Eddy, najgłośniejszych z licznego grona działających wówczas mediów. Cuda natury okultystycznej, które wydarzyły się wtedy na farmie, były (o ile możemy wierzyć relacjom Madame Bławatskiej, pułkownika Olcotta i wielu innych) rzeczywiście nietuzinkowe.

Wówczas bowiem Madame Bławatska nie tylko ujrzała zjawę swojego zmarłego ojca zmaterializowaną do tego stopnia, że mogła go dotknąć, ale również odbyła z nim rozmowę po rosyjsku i została przezeń obdarowana medalem. Jak twierdziła, ów medal pochowano razem z ciałem ojca w grobie. Relacja z seansu, ogłoszona przez nią drukiem, wzbudziła wielkie kontrowersje, ustalono bowiem, że w Rosji nie było zwyczaju grzebania oficerów z odznaczeniami. Podejrzewano więc, że Bławatska wymyśliła tę całą historię, by w ten sposób nadać rozgłos swoim rzekomym umiejętnościom mediumistycznym.

Jednak to, co się działo na farmie Vermont, wywarło ogromne wrażenie na Olcotcie, który nazwał te zdarzenia "spirytystycznymi cudami". Stwierdził, że w obecności Heleny Pietrowny do owych cudów dochodziło częściej i że dzięki niej zyskiwały nad wyraz emocjonujący charakter. Przypisywał to zjawisko oddziaływaniu jej mediumistycznych mocy. Bławatska jawiła mu się jako osoba ze wszech miar nadzwyczajna, toteż zahipnotyzowany - wedle jego słów - spojrzeniem "mistycznych błękitnych oczu", z podziwem przyjmował opowieści o okultystycznych doznaniach, które miała w Rosji i Mongolii. Ją zaś pociągało jego niewątpliwie dobre serce oraz hojność. Bezsprzecznie w pierwszych latach ich przyjaźni służył jej poważnym finansowym wsparciem. Wytyczne co do jej aktualnych potrzeb otrzymywał wprost z duchowego świata w postaci listów. Owe listy ze szczegółowymi wskazówkami materializowały się na jego biurku albo w kieszeni w regularnych odstępach czasu. Jak widać, zawsze tak jakoś się składało, że rosyjscy jasnowidze w najlepszą komitywę wchodzili z majętnymi entuzjastami spirytyzmu; jednak ufność, jaką Olcott pokładał w swojej przyjaciółce, była bezgraniczna i niezachwiana.

Zły duch na ślubnym kobiercu

Bławatska zawarła kolejne sprzeczne z prawem małżeństwo, tym razem z młodym Ormianinem, Michaelem Bettanelly. Na szczęście małżonkowie prędko się rozstali. Jak twierdziła, zgodziła się na ten związek uzyskawszy od oblubieńca solenne przyrzeczenie, że nigdy ich nie połączy żadna więź fizyczna, do rozstania zaś zmusiły ją właśnie nieznośne zachowania seksualne męża.

Nadto Bławatska utrzymywała, iż w gruncie rzeczy to wcale nie ona poślubiła owego ormiańskiego młodziana, ale zły duch, który na pewien czas nią zawładnął.

7 września 1875 roku Olcott i Madame Bławatska - czy raczej H. P. B. (Helena Pietrowna Bławatska), jak zwracali się teraz doń przyjaciele - wysłuchali wykładu na temat okultystycznego znaczenia piramid egipskich. Na Olcotcie wywarł on ogromne wrażenie. Porwało go zwłaszcza zapewnienie wykładowcy, że za pomocą tajemnych wzorów geometrycznych można sprawić, by duchy pojawiły się w materialnej postaci. Naprędce skreślił liścik do przyjaciółki, z pytaniem "Czyż nie powinno się powołać jakiegoś stowarzyszenia do badania tych zjawisk?" Zaledwie trzynaście dni później Madame Bławatska w liście do któregoś ze swoich korespondentów tak opisywała nowe stowarzyszenie:

"Obecnie Olcott organizuje w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. [Słowo "teozofia", co oznacza "boską mądrość" było siedemnastowiecznym synonimem religii mistycznej. Bławatska i Olcott, używając tego wyrazu na określenie systemu spirytystycznego własnego pomysłu, postąpili najzupełniej dowolnie, co stało się przyczyną wielu nieporozumień.] W jego szeregach staną przede wszystkim uczeni okultyści [...] miłośnicy starożytności oraz egiptolodzy. Pragniemy dokonać eksperymentalnego porównania między spirytualizmem a magią starożytnych przez dosłowne wypełnienie instrukcji dawnych kabalistów. [...] Wiele lat poświęciłam na zgłębianie hermetycznej filozofii, zarówno w praktyce, jak i w teorii. Z każdym dniem staje się dla mnie coraz bardziej jasne i oczywiste, że spirytyzm w swoich materialnych przejawach jest niczym innym jak tylko... astralnym, czy może gwiezdnym, światłem Paracelsusa..."

Owo "eksperymentalne porównanie" przybierało, eufemistycznie rzecz ujmując, dość osobliwe formy. Pewnego razu na przykład stawiający pierwsze kroki teozofowie poddali kota działaniu prądu elektrycznego o niewielkiej mocy i zwierzę wskutek szoku zawisło na krótko w powietrzu. Eksperymentatorzy uznali to za dowód na elektryczną naturę zjawiska lewitacji i w nadziei, że czworonóg osiągnie stan nieważkości, razili go prądem o wyższym napięciu. Niewdzięczny kot jednak wyzionął ducha.

Nie dziwi zatem, że Towarzystwo Teozoficzne, którego członkowie oddawali się tak błazeńskim zajęciom, nie przyciągało wielu zainteresowanych i że po dwóch latach od założenia niemal zakończyło żywot.

Impulsem, który je odnowił, była książka Madame Bławatskiej, wydana w 1877 roku, zatytułowana Isis Unveiled [Izyda Odsłonięta]. Była to praca na temat okultyzmu, do której inspirację, jak twierdził Olcott, autorka czerpała z astralnych wizji. Pisał: "Jej pióro prędko biegło po papierze [...] znienacka jednak przerywała pisanie, nieprzytomnymi oczami jasnowidzącej prorokini spoglądała w przestwór nieba [...] po czym zaczynała przelewać na papier to, co tam ujrzała".

Bławatska odsłonięta

Bez względu na to, jakie w rzeczywistości było źródło tekstu Isis Unveiled, nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pierwsza lektura musiała być dla czytelnika niecodziennym przeżyciem. Książka sprawia wrażenie, że wyszła spod pióra kobiety, która posiadła dogłębną wiedzę i niezwykłą mądrość, a także poznała tajemnice znane tylko wybranym. Jednak w istocie wiedza Madame Bławatskiej nie była tak głęboka, jak mogłoby się zdawać. Amerykański uczony W. E. Coleman dowiódł, że nie mniej niż dwa tysiące ustępów Isis Unveiled zostało przepisanych z innych dzieł, wskutek czego czytelnicy owej książki powzięli mylne przekonanie, iż jej autorka "...posiadła nadzwyczajną erudycję, podczas gdy w rzeczywistości jej oczytanie było nader wąskie, ignorancja zaś we wszelkich dziedzinach wiedzy wprost bezgraniczna".

Chociaż można by się spodziewać czegoś innego po tomie takiej objętości - Bławatska bowiem nigdy nie ograniczała się do jednego słowa, jeśli mogła napisać sześć i nie poprzestawała na jednym zdaniu, jeśli mogła napisać cały akapit - główne idee wyłożone w dziele przedstawiają się dość prosto.

Po pierwsze, książka zapewnia, że wszelkie fizyczne i umysłowe zjawiska zachodzące na seansach spirytystycznych - począwszy od wirujących stolików i stukań, a na materializacji duchów zmarłych ludzi skończywszy - znane były wielkim filozofom i nauczycielom religijnym czasów starożytnych. Liczni mistrzowie z tego grona sami byli potężnymi mediami utrzymującymi kontakt z duchami stojącymi "o wiele wyżej w hierarchii" aniżeli te, z którymi nawiązują łączność współcześni spirytyści. Zgłębianie życiorysów i nauk owych dawnych jasnowidzów miałoby umożliwić dziewiętnastowiecznym mediom nawiązywanie "duchowych porozumień" szlachetniejszej natury niż te, które normalnie leżały w zasięgu ich możliwości.

Po wtóre, stwierdza, że stare traktaty alchemiczne i magiczne, które współczesnemu czytelnikowi wydają się dziwną gmatwaniną słów, pod zasłoną utkaną z symboli skrywają wiele prawd naukowych i duchowych o najdonioślejszym znaczeniu. Ludzie, którzy posiedli "klucze" do tej tajemnicy wiedzy - na kartach Isis Unveiled nader często można między wierszami wyczytać, że Madame Bławatska należy do tego ścisłego grona - potrafią rozewrzeć wrota prowadzące do skarbca mądrości, piękna i prawdy.

Po trzecie, książka, choć nigdy nie wyraża tego wprost, zawiera jednoznaczne sugestie, że jakaś tajna organizacja duchowych "nadludzi" powierzyła Madame Bławatskiej specjalne zadanie. Miało ono polegać na ożywieniu prastarych duchowych prawd i zaszczepieniu ich przemysłowemu światu XIX wieku.

Isis Unveiled odniosła pewien sukces, wskutek czego ponownie zainteresowano się osobą Bławatskiej i jej Towarzystwem Teozoficznym. W następnym roku jednak D. D. Home wydał książkę, w której opisał fakty stawiające ją w nader niepochlebnym świetle i odnosił się do niej w nieprzyjaznych słowach. Olcotta i Madame Bławatska cios ten tak dalece wytrącił z równowagi, że postanowili wyruszyć do Indii: "Chcę wyjechać gdzieś - pisała Bławatska - gdzie nikt nie będzie mnie znał".

Aport w czasie podwieczorku

W Indiach Towarzystwo Teozoficzne odniosło spory sukces; wielu ludzi, wywodzących się zarówno ze środowiska osadników angielskich, jak i rodowitych Hindusów, przyjęło głoszone przezeń idee. Najważniejszym z pierwszej grupy był A. P. Sinnett, znany dziennikarz, który przyjął system teozoficzny zobaczywszy na własne oczy kilka rzekomo cudownych, lecz najprawdopodobniej kuglarskich, dokonań Madame Bławatskiej. Do tych nadprzyrodzonych zdarzeń należał aport filiżanki i spodka - stało się to w czasie pikniku, kiedy dla kogoś zabrakło naczynia. Miał to być efekt magicznej interwencji mahatmów (czyli mistrzów), nieśmiertelnych "nadludzi" mieszkających w Himalajach, których uczniem i sługą, jak sama utrzymywała, była Helena Pietrowna.

Nic dziwnego, że niektórzy spośród nowych wyznawców teozofii pragnęli nawiązać kontakt z owymi mahatmami i zdobyć godność ich uczniów. Sinnett postanowił więc napisać do nich list; uczyniwszy to poprosił Bławatska, by dostarczyła go adresatom. Mniej więcej tydzień później otrzymał odpowiedź; pod listem, który w tajemniczy sposób pojawił się na jego biurku, podpisał się "Mahatma Koot Hoomi". Był to początek długiej wymiany korespondencji. Sinnett zapisywał nurtujące go pytania, które dotyczyły najrozmaitszych okultystycznych kwestii - między innymi natury Księżyca, duchowej ewolucji, natury samych mistrzów, zaginionej Atlantydy - i wysyłał je (zawsze za pośrednictwem Bławatskiej) do mahatmów. Po pewnym czasie otrzymywał szczegółowe odpowiedzi.

Na podstawie uzyskanych tą drogą wiadomości Sinnett napisał Esoteric Buddhism [Buddyzm ezoteryczny], obszerne dzieło objaśniające skomplikowany okultystyczny system. Składał się nań duchowy rozwój przez reinkarnację, hierarchia mistrzów, "tajemny rząd władający światem" oraz ukryta mądrość dostępna jedynie wybranym.

Okultystyczne cuda

Książki Sinnetta, Buddyzm ezoteryczny oraz Świat tajemnicy, w których obszernie omawiał on "cudowne" zjawiska podobnego rodzaju, jak ów aport brakującej filiżanki na pikniku, okazały się bardzo poczytne i wkrótce powstało kilka oddziałów Towarzystwa Teozoficznego w Anglii, we Francji oraz w innych krajach Europy.

W 1884 roku Helena Pietrowna w towarzystwie Olcotta wyruszyła w podróż do Europy, by spotkać się ze swoimi nowymi zwolennikami. W Londynie powołali oni do życia Towarzystwo Badań Parapsychologicznych i, wspólnie z entuzjastami teozofii z Indii, dawali świadectwo okultystycznym cudom, których byli świadkami. W wyniku tego Towarzystwo Badań postanowiło wysłać do Indii badacza i przygotować sprawozdanie na temat natury owych cudów.

Sprawozdanie owo niebawem nadeszło i było druzgocące. "Cuda", stwierdzano w nim, były oszustwami, efektem przebiegłych sztuczek kuglarskich dokonywanych przez Madame Bławatską oraz grono jej zaufanych współpracowników. Listy od mahatmów były w istocie dziełem samej Bławatskiej, ich tajemnicze pojawianie się polegało zaś na tym, że zrzucano je przez otwory w dachu. Jeśli chodzi o samą Madame, sprawozdanie brzmiało jak wyrok: "Nie uważamy jej za rzecznika tajemniczych profetów, ale też nie uznajemy jej za zwykłą awanturnicę. Sądzimy, że zasłużyła na to, by na trwałe zapisać jej imię w pamięci ludzkiej jako najdoskonalszego, wszechstronnie utalentowanego i najbardziej pomysłowego szarlatana wszech czasów".

Madame Bławatską kilka ostatnich lat życia spędziła głównie w Anglii: wygłaszała odczyty dla wciąż dużej grupy swoich zwolenników, pisała liczne artykuły na temat okultyzmu, eseje, wykładnie swojego systemu. Zostawiła po sobie również niezwykle obszerną książkę, Doktryną tajemną, w której podjęła i rozwinęła wątki znane z Buddyzmu ezoterycznego Sinnetta. Jej machinacje stały się przedmiotem licznych krytyk, niemniej powołane przez nią towarzystwo przetrwało do dziś dnia i nadal ma się dobrze. Faktem jest, że zarówno w przeszłości, jak i dziś nieprzeliczone rzesze ludzi szukają drogi do lepszego zrozumienia tajemnic bytu przez lekturę obszernych zbiorów pism powstałych w ostatnim okresie życia Madame Bławatskiej.