Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Leonard Pełka

Polska demonologia ludowa

1987

 

 

Upiory

Wyobrażenia upiorów (wypiorów, wampierzy, wampirów, strzygoni) od niepamiętnych czasów zajmowały niepoślednie miejsce w kręgu demonologii słowiańskiej. Znane one były także wielu innym ludom południowo- i zachodnioeuropejskim, które najprawdopodobniej przejęły je od Słowian. Zjawisko wampiryzmu znajdowało szerokie odzwierciedlenie w literaturze zachodnioeuropejskiej XVIII w. Wśród badaczy kultury słowiańskiej coraz powszechniejsze jest mniemanie, iż dane wyobrażenia demoniczne stanowią echo bliżej nam nie znanego wątku dawnych wierzeń ludowych jeszcze z okresu przedchrześcijańskiego.

W naszej literaturze konfesyjnej i pseudonaukowej z XVII-XVIII w. postaci upiora poświęcano wiele uwagi. Szczególny wywód na dany temat znalazł miejsce w sławetnych "Nowych Atenach" B. Chmielowskiego. Pisał on m.in. tak: "Przez tych to upiorów nie co innego rozumieją tylko czarowników albo czarownice z diabłem narabiające, którego pomocą biorą trupy ludzi umarłych z grobu i nimi jako nadgniłymi, smrodliwymi, zarażają to ludzi, to konie, to bydło, to wieprze, gęsi, kury etc.". Tego rodzaju poglądy, wyrażające oficjalną naukę Kościoła o diabelskim charakterze ludowych wierzeń w upiory, dominowały w ówczesnym piśmiennictwie. Od połowy XVIII w. nieco inne stanowisko poczęło ujawniać się w niektórych utworach. Ich autorzy, nie negując teologicznego wyobrażenia diabła, podejmowali zdecydowaną walkę z wiarą ludową w demony, jako z zabobonami. Za przykład posłużyć tu może dzieło J. Bohomolca "Diabeł w swojej postaci z okazyi i pytania, jeśli są upiory" (1772 r.), w którym odnajdujemy taki wizerunek tej postaci demonicznej: "Upiory, według mniemania, trupy z trumn powstające, na domy nachodzące, ludzi duszące, krew wysysające, na ołtarze łażące, je krwawiące, świece łamiące". W tym też okresie rozwijała się literatura dewocyjno-jarmarczna, która w dość zasadniczy sposób przyczyniała się do upowszechniania fantastycznych opowieści o upiorach i ich napaściach na ludzi, zwłaszcza w kręgach ludowo-plebejskich. W znacznym stopniu spotęgowało to funkcjonowanie danego wątku wierzeń demonicznych. Fakt ten został następująco zrelacjonowany przez J. M. Ossolińskiego w "Wieczorach badeńskich": "O niczym w całej okolicy Trembowli nie było słychać, tylko o upiorach. Powiadano w jednej wsi, że o dwie mile stamtąd, zakradłszy się w nocy do obory i od żłobów poodwiązywawszy bydło, na psotę krowy i woły w jedno kółko za ogony zadziergały. W tej, gdzie to się przytrafić miało, nikt o tym nie wiedział, ale chodziło po ludziach, że właśnie w owej wsi, z której wyszła tamta wieść, upiór, przywędrowawszy do kmiecia podczas wieczerzy, wszystkim łyżki z rąk powytrącał, a co tylko było nagotowane, pożarł. Gdzieś głodniejszy, wyssał ze wszystkich; pod jednym dachem żywych, krew, nie zostawiwszy tylko jedno pisklę w kolebce na rozmnożek. (...) Po rozstajnych drogach, po gościeńcach, po ścieżkach, przy borach, na górach, w wąwozach tłukło się licho kupami. Spotkał-li podróżny podróżnego, naprzód go się o to pytał, jeżeli gdzie nie widział się z upiorem. Wszyscy co do jednego Bogu dziękowali, że ich złe przecie minęło, upewniając, że stronami było tego jak mrowia. W kilkunastu parafiach plebani ruscy, w kilku łacińscy kazali mogiły rozkopywać nieboszczykom i łby im na gorącym prawie ucinali, serca kołami przebijali. Jucha upiora drożej się szynkowała, niżeli przepalana gorzałka. Proszek szedł wyższą ceną nawet nad sól oczkowatą; trzeba albowiem wiedzieć, że podług doświadczeń, które zebrał Kolmet (A. A. Culmet - opat zakonu franciszkanów w Nancy i autor traktatu o demonach z 1746 r.), pomocniejsze są te dwa lekarstwa na zarazę od upiorów niż ocet czterech złodziei na morową".

Te ludowe wyobrażenia upiorów znalazły także określone miejsce w naszej literaturze romantycznej, a zwłaszcza w poezji A. Mickiewicza i S. Goszczyńskiego.

Również w powstającym wówczas piśmiennictwie ludoznawczym nie zabrakło opisów dotyczących tego wątku wierzeń demonicznych (Ł. Gołębiowski, K. W. Wójcicki i inni). Najbogatsze jednak materiały faktograficzne z tego zakresu zebrane zostały w monografiach regionalnych O. Kolberga. Pozwalają one na rekonstrukcję ówczesnych poglądów naszego ludu o tej postaci demonicznej. Stąd też nie sposób w naszych rozważaniach nie sięgnąć do tych materiałów. A oto niektóre ich fragmenty:

"Są ludzie mający w sobie dwóch duchów: dobrego i złego. Twarz ich zazwyczaj czerwona, śladu na niej nie ma zwykłej cery, po czym poznać ich najłatwiej. Dobrego w człowieku ducha wiedzie na drogę zbawienia chrzest, złego - bierzmowanie. Po śmierci człowiek o dwóch duchach wstaje z grobu, nawiedza ludzi, straszy ich, napastuje. Najskuteczniejszym przeciw niemu lekarstwem - wykopać umrzyka, wraz z trumną wywrócić go w grobie «do góry nogami», aby «wszedł sobie w głąb ziemi», a nie chodził po niej. Czasem też gdzieniegdzie ucinają mu i głowę, a wtedy to może - choć nie wiem tego z pewnością - umrzyk staje się upiorem" ("Tarnowskie-Rzeszowskie", s. 270).

"Upirz za życia ma dwa serca i czerwony kark, i kiedy umiera, to jedno tylko serce z nim ginie, a drugie żyje i jest powodem jego wędrówek pośmiertnych. Aby im zapobiec, obwijają szyję dokoła młodym prętem świerzbi-huza (głóg, dzika róża, zwana także hecze-pecze). a w serce wbijają gwóźdź z brony (inni twierdzą, że 3 ćwieki żelazne z brony). A głowę uciętą kładą w stopach" ("Sanockie-Krośnieńskie", s. 31);

Pewna stara góralka opowiadała, iż jeszcze w czasach młodości "...jednej nocy poczuła przez sen boleść ręki, jakby od ukąszenia. Ocknęła się natychmiast i czuła coś około siebie, nie mogła widzieć dla ciemności nocnej, ale strach ten zdawał jej się mieć postać ludzką. Zniknął, skoro się zbudziła, zostawił tylko na jej ręku ślad zębów, jakby ludzkich, co nazajutrz po dniu widziała i nosiła przez dni kilka. Szczęście jej, że się obudziła, bo strzyga dusi ludzi jak upiór albo (ich) zabija wysysaniem krwi, podobnie jak upiór. Strzygi, strzygonie są więc rodzajem duchów złośliwych, nowych, mających pokrewieństwo z upiorami, może nawet są tym samym, tylko pod innym nazwiskiem" ("Góry i Podgórze", s. 507).

"Upiór jest to człowiek umarły, który skazany po swojej śmierci na wieczne potępienie, w samą tylko północ ma wolność wracać niby do życia, błądzić po ziemi, napastować przechodzących i niepoliczone dziwy wyrabiać. Są pomiędzy włościanami znawcy, którzy jeszcze za życia wiedzą, kto po śmierci z sąsiadów będzie upiorem. Taki człowiek, mówią, ma dziki wzrok, twarz zawsze czerwoną, uśmiech szyderski i złośliwy, postać ogromną. Zaraz po śmierci członki jego są wolne, nie zastygają i nie tężeją, jak u innych umarłych, a oczy, choć zamykane, chociaż na nich grosze dla wtłoczenia przez ciężar kładą, przecież te oczy otwierają się na nowo, i wzrok nie gaśnie, bo zrzenice jego tak jak za życia patrzą, a twarz nieboszczyka prawie tak jak za życia czerwona. Toteż, kto rumiany jest za życia, kto ma obfitość napływu krwi na twarzy, o tym jest przysłowie, że on «czerwony jak upiór», a po śmierci mają takiego człowieka w podejrzeniu, że jest upiorem: (...) Opowiadają włościanie, jak niezbyt odległymi czasy postępowano z umarłemi, którzy zaraz po śmierci pokazywali znaki upiorów, i w jaki sposób zapobiegano przed pochowaniem takiego człowieka, ażeby nie chodził i nie straszył po śmierci. Kiedy wszyscy sąsiedzi zgodzili się już na to, że umarły po znakach wyżej opisanych jest niewątpliwie upiorem, natenczas wiązano mu łyczkiem od święconego ziela odjętem obie ręce w tył, czyli też dwa średnie palce - a twarzą do spodu obróconą kładli go w trumnę, którą, a przynajmniej wieko od niej, starano się mieć z drzewa osiki. (...) Upiora postać, skoro wyjdzie z ziemi, jest daleko większa jak za życia i siłę posiada nadludzką. Zaraz po wyjściu, oczy swe na Wschód, chucha i dmucha z szczególną wściekłością, czasem widać z jego otwartej gęby buchający płomień ognia piekielnego, bieży on w tę stronę, gdzie ma szczególny pociąg przyjaźni lub miłego pokrewieństwa za życia, a dręcząc przez swoje straszydła wybranego sobie człowieka, o śmierć go przyprawia i z sobą zabiera" ("Lubelskie", s. 94-96).

"Upiory są to pewnego rodzaju strachy, co się o nocnej porze, około godziny dwunastej, pokazują. Mają to być osoby, które przyszły na ten świat ze zębami, i te, jeżeli zwykłym sposobem pochowane są, muszą pokutować po śmierci. Jeżeli zaś są pochowane z miętą i zupełnie odosobnioną od całego korpusu głową, wtenczas nie pokutują. Upiór pokazuje się w postaci ogromnej, białej; głowa zaś ma być nadzwyczaj wielka" ("Kaliskie i Sieradzkie", s. 480).

"Jeżeli umarły straszy po śmierci i duch jego ukazuje się w domu, w takim razie osoba najbliższa z krewnych nieboszczyka powinna udać się z grabarzem na cmentarz, wyszukać grób, w którym złożono na wieczny spoczynek zwłoki nieboszczyka, obejrzeć dobrze mogiłę, czyli nie znajdzie się na niej jaki otwór lub szparka; jeśli tak, to szparkę tę należy zasypać makiem, a tym sposobem położy się koniec wszelakim strachom. Duch bowiem, aby się wydostać przez otworek, zmuszony będzie pozbierać ziarnka maku; praca tego rodzaju zabawi go do północy, tj. do czasu, w którym kury pieją, a duchy utrącają, według wiary gminu, wolność swoją" ("Kieleckie", s. 216).

"Upiór ma twarz czerwoną; wychodzi on z grobu i dusi nocą całą swoją rodzinę, dopóki jej nie wydusi. (...) Upiorem, czyli człekiem wieszczym, staje się też taki nieboszczyk, który w starej, noszonej dawniej także i przez inną osobę koszuli pochowanym został; osobę tę ściąga on do grobu" ("W. Ks. Poznańskie", s. 35).

Taki, najogólniej rzecz biorąc, charakter miały w drugiej połowie XIX w. wierzenia ludowe w postać upiora. Według tych wierzeń upiór pojmowany był dwojako: "1. jako duch człowieka zmarłego i 2. jako żywy trup względnie jako trup (ciało) ożywione przez własnego ducha (lub przez złego ducha)" (Kultura ludowa Słowian, 654-655). Wynika stąd, iż postać ta bardzo ściśle związana jest z ludowymi wyobrażeniami o duszy ludzkiej, a zwłaszcza ojej pośmiertnej formie - duchu.

Wiara w upiory nie zanikła całkowicie i pewne jej ślady dochowały się do dziś. Świadczyć ó tym mogą poniższe wypowiedzi mieszkańców wsi ze wschodnich regionów kraju:

"Mówiono, że jak człowiek umrze, to na trzeci dzień po pogrzebie przychodzi do swojego domu. Należy pozostawić w szklance czystej wody wprost ze studni. Nakryć szklankę czystą, białą, wyprasowaną i nie używaną szmatką. Jak duch przyjdzie w nocy, to można widzieć, jak się on niewidocznie obmyje. Po jakimś czasie szmatka będzie wilgotna i pomięta".

"Bardzo często opowiadano o ludziach, którzy po śmierci wychodzili z grobów i nocami chodzili po świecie. Każdy bowiem człowiek ma dwie dusze - jedna z nich umiera, a druga chodzi po świecie i straszy. Słyszałam, jak opowiadano we wsi o zdarzeniu, że jedna kobieta po śmierci wstawała z grobu i przychodziła karmić swoje dzieci".

"Niektórzy ludzie, a zwłaszcza samobójcy, po śmierci chodzili po wsi. Opowiadano także o upiorach, że chodziły nocami. Należało wówczas iść na cmentarz, odkopać grób i przewrócić nieboszczyka na drugą stronę. Wówczas przestanie on być upiorem".

"Słyszałem jeszcze od swoich rodziców o wypiórach. Są to ludzie, którzy po śmierci chodzą po świecie. Mówiono, że wypiórem zostaje człowiek, który ma dwa serca, i gdy jedno serce umiera, to drugie nadal żyje i taki co pewien czas wstaje z grobu. Wypiór wygląda tak jak za życia. Człowieka, który zostanie wypiórem, poznać można za życia po tym, że ma gęste długie włosy pod pachami".

Wypowiedzi te świadczą o pewnej ewolucji wierzeń w upiory. Postać ta utraciła swój pierwotnie groźny charakter i wkomponowana została w powszechny model wierzeń ludowych o możliwościach odbywania przez duszę ludzką pośmiertnych wędrówek w świecie żywych. I na ten temat poglądy ludu są różnorodne, ponieważ nie każda dusza ludzka predestynowana była do odbywania tych wędrówek. Podobnie zresztą jak nie każdy człowiek mógł stawać się upiorem.

Z badań terenowych przeprowadzonych na omawianym terytorium wynika, iż ok. 78% informatorów (71% - lubelskie, 89% - rzeszowskie i 94% - białostockie) wierzy w nawiedzanie ludzi przez duchy zmarłych. Jednakże z tej liczby tylko 32% określało dane duchy mianem upiorów, upirzy i wypiórów. Natomiast w mniemaniu pozostałych były to duchy nie mające żadnej określonej nazwy (południowo-wschodnia część regionu rzeszowskiego) względnie określane takimi nazwami, jak dusza zmarłego, dusza pokutująca bądź nocny duch pokutujący, nieboszczyk bądź umrzyk, strach, zły duch oraz mara i zmora. Te ostatnie świadczą o zjawisku pomieszania dwóch nieco różnych wyobrażeń demonicznych. Wyobrażeniom tych istot demonicznych najczęściej przypisywano postacie antropologiczne (ok. 60%), i to zwłaszcza takie, jakie miały za życia. "Upiór nie różni się niczym od człowieka, jakim był za życia. Dlatego bardzo łatwo jest rozpoznać, kto jest upiorem. Jest on nawet ubrany w rzeczy, w których był pochowany". Przy uzasadnianiu tego stanowiska powoływano się również na własne przeżycia. "Jak byłem małym chłopcem - wspomina mieszkaniec Nałęczowa - to widziałem moją zmarłą babcię. Było to tak: Spałem pod piecem i obudziłem się w nocy. Wtem słyszę kroki po klepisku. Patrzę i widzę w izbie babcię, która idzie w kierunku śpiącego dziadka. Naraz dziadek zerwał się z pościeli i babcia zniknęła". Duchy te wyobrażano sobie również w postaci kościotrupa, nagiego i silnie owłosionego człowieka, istoty ludzkiej w białym, niebieskim lub czarnym odzieniu, zjawy w bieli i cienia ludzkiego. Według innych poglądów miały one postacie zoomorficzne (barana, borsuka, konia, psa, kota, ptaka) i teratomorficzne (bliżej nie określone potwory). Jak twierdzono: "Upiór przybiera postać zwierzęcia, najczęściej barana i psa". "Upiory były różne, ale najczęściej przybierały postać kota, który nocami ukazywał się pod oknami lub na drodze".

Bardzo zróżnicowane poglądy wyrażano w kwestii rodowodu upiora. Nie budziło tu wątpliwości tylko jedno, iż wywodzi się on z dusz określonych ludzi. Ale jakich ludzi? W odpowiedzi na to pytanie wysunięto kilkanaście wersji, a mianowicie:

- zmarłych śmiercią tragiczną,

- chytrych, skąpych, okrutnych i złych,

- nie bierzmowanych lub zmarłych bez spowiedzi,

- niewierzących lub nie praktykujących,

- nie mogących długo umrzeć,

- mających długi (zadłużonych),

- mających dwa serca.

- mających dwie dusze,

- samobójców,

- czarownic i czarowników,

- owczarzy i znachorów.

- uczciwych, sprawiedliwych i dobrych.

Wyrażano także przekonanie, iż już za życia można poznać, kto po śmierci zostanie upiorem. Rozpoznanie takie zwykle uzyskiwano na zasadzie wyglądu zewnętrznego i cech fizycznych (duża głowa, silne owłosienie ciała, zrośnięte brwi), wykonywanych czynności (czarownice, znachorzy, owczarze), stosunku do innych ludzi (okrucieństwo, przewrotność, skąpstwo, mściwość) oraz stosunku do religii (niewierzący, nie praktykujący, zaniedbujący obowiązki religijne, nie mający sakramentu bierzmowania). A oto kilka wypowiedzi informatorów w tej kwestii:

"Można było poznać, który człowiek zostanie upiorem. Taki człowiek już za życia miał do czynienia z duchami albo też posiadał niekształtną budowę ciała. Np. posiadał dużą głowę. Sądzono również, że jak człowiek umiera i ma spokojną twarz w kolorze wosku, to jest zbawiony, kiedy zaś jest inaczej, to będzie upiorem".

"Człowieka o dwóch sercach poznać można jeszcze za życia: taki człowiek podczas snu chodzi po dachach i płotach. Przed laty mieszkał we wsi taki człowiek".

"Ludzie opowiadali, że człowiek, który ma dwie dusze, ma na głowie dwa koguciki z włosów".

"Często upiorem był człowiek, który za życia miał zrośnięte brwi".

"Mówiono także, że owczarze oraz samobójcy na pewno po śmierci będą upiorami, które straszą ludzi".

Interesującym natomiast zagadnieniem jest określenie przez informatorów aż trzech płaszczyzn relacji zachodzących między upiorem i człowiekiem. Przedstawiają się one jak następuje:

1. Jest to istota nieszkodliwa dla człowieka: "Wypiór ludziom nie szkodził tyle, że z przestrachu można się było rozchorować"; "Ludziom upiory nie szkodziły, przychodziły tylko do bliskich popatrzeć, jak im się żyje i następnie wracały do grobu"; "Umrzyki zachowywały się zawsze spokojnie, ludzi nie krzywdziły. Przychodziły popatrzeć na swoich i tyle"; "Upiór nie pomagał i nie szkodził, nie zwracał w ogóle na ludzi żadnej uwagi".

2. Jest to istota pomagająca ludziom: "Nocne duchy pomagają ludziom. Przynoszą one pieniądze. Dlatego ludzie modlą się, aby duchy nocne ich wspomagały". "Były też takie upiory, które pomagały ludziom przy sieczce czy młócce". "Słyszałem tylko o dobroczynnej działalności wypiórów na rzecz żyjących; matka-wypiór przychodziła karmić dzieci, mąż-wypiór pomagał żonie w gospodarstwie".

3. Jest to istota szkodliwa dla człowieka. Formy jej szkodliwej działalności są następujące: straszy ludzi, wabi ich za bagna i topi, napastuje podróżnych, powoduje wszelakiego rodzaju nieszczęścia i niepowodzenia w życiu rodzinnym, tłucze sprzęty i naczynia kuchenne oraz wyprowadza bydło z zabudowań gospodarczych na pola uprawne dla czynienia szkód.

Powyższa różnorodność w pojmowaniu stosunku upiora do człowieka wynikała stąd, iż w wierzeniach ludowych upiór nie był równy upiorowi. "Upiory ludzi o dwóch sercach nie szkodziły żyjącym. Natomiast upiory samobójców były bardzo szkodliwe: wabiły ludzi na bezdroża, spychały do wody, napastowały podróżnych. Aby je unieszkodliwić, wystarczyło zmówić głośno pacierz i przeżegnać się. (...) Upiór był taki sam jak za życia: jeżeli uprzednio był to człowiek złośliwy, to i po śmierci płatał figle znajomym, straszył ich. Jeżeli natomiast był człowiekiem spokojnym, to po śmierci odwiedzał tylko bliskich i nikomu krzywdy nie czynił". Wyobrażenie upiora utożsamiano z pojęciem duszy człowieka zmarłego, która z jakichś przyczyn zmuszona została do przebywania w świecie ludzi żywych. Dusza ta nie w każdym przypadku musi być równocześnie tą groźną i szkodliwą istotą demoniczną. Niewątpliwie na ukształtowanie się takiego poglądu decydujący wpływ miała chrześcijańska koncepcja pośmiertnej pokuty człowieka za grzechy popełnione w życiu doczesnym. Niemniej jednak w poglądach pewnej części informatorów przechował się jeszcze obraz tradycyjnego upiora. Dla obrony przed nim stosowano następujące praktyki magiczno-religijne:

1. Działania ukierunkowane na unieszkodliwienie upiora. Odwoływano się do nich już po przypadkach stwierdzenia pojawiania się danej postaci demonicznej. Do rzędu tych praktyk zaliczano:

- odkopanie grobu i przełożenia ciała twarzą do ziemi,

- odkopanie grobu i ucięcie głowy zmarłemu,

- odkopanie grobu i włożenie kawałka żelaza do ust zmarłego,

- wywiercenie dziury w grobie i wlanie wody święconej do jego wnętrza,

- zamówienie mszy św. za duszę zmarłego,

- wystawienie krzyża obok domu zmarłego,

- posypanie grobu ziarenkami maku.

2. Działania o charakterze profilaktycznym mające zapobiec ujawnieniu się demona. Praktyki te bardzo silnie związane są z tradycjami chrześcijańskiego obrzędu pogrzebowego, jak:

- włożenie do trumny ulubionych przedmiotów zmarłego,

- poświęcenie ciała w czasie pogrzebu,

- wyświęcenie mieszkania po pogrzebie,

- przewrócenie wozu zmarłego po powrocie z pogrzebu.

W ponad 20 miejscowościach z regionu lubelskiego i rzeszowskiego informatorzy stwierdzili występowanie przypadków odkopywania grobów celem unieszkodliwienia działalności upiorów. Wypowiadali się w tej kwestii następująco: "Słyszałem, iż odkopano zwłoki pewnego upiora, który chodził po wsi, i włożono mu do ust kawałek żelaza, żeby nie mógł już wstać". "Jeśli upiór bardzo straszył i żadne modlitwy ani święcenia już nie pomagały, to wówczas odkopują grób i kładą ciało twarzą do ziemi", "Jeżeli od czyjejś śmierci bez przerwy padał deszcz, to odkopywano zwłoki i odwracano je twarzą do ziemi. Wówczas deszcz przestawał padać". Wypowiedzi te charakteryzuje pewna ogólnikowość; żaden z informatorów nie był w stanie podać konkretnego przypadku stosowania danej działalności obronnej. Prawdopodobnie więc opowieści te stanowią echo dawnych wydarzeń i na zasadzie tradycyjnego przekazu kulturowego dotrwały do dnia dzisiejszego.

Ślady wierzeń w upiory zachowały się ponadto we wschodniej części Mazowsza, w południowej Małopolsce i na Podhalu. W odniesieniu do Polski środkowej najsilniejsze relikty tych wierzeń występują jeszcze w niektórych miejscowościach regionu radomskiego i piotrkowskiego. Przy czym dana postać demoniczna przybrała tu miano strzygonia bądź strzygi. Ale równocześnie występują także i upiory stanowiące już wyobrażenia nieco innych istot ponadzmysłowych. "Niekiedy występują dość wyraźne różnice - pisze B. Baranowski - między strzygoniem a upiorem. U niektórych moich informatorów strzygoń to istota obdarzona specjalnymi cechami, właściwymi znanym u ludów słowiańskich upiorom. Natomiast pod upiorami w znaczeniu pejoratywnym rozumie się duchy wszystkich zmarłych, przebywające na ziemi, najczęściej jako tzw. duchy pokutujące" ("Pożegnanie z diabłem...", s. 185). Zachowanie strzygonia też jest różnorakie. Głównie ukazuje się on ludziom i straszy ich, a niekiedy dusi i wysysa z nich krew. Wspomina się jednakże przypadki udzielania ludziom pomocy przez strzygonie. Demony te przychodzą nocą do byłego swego gospodarstwa, gdzie - korzystając ze snu domowników - wykonują różne prace w obejściu, jak czyszczenie koni, rąbanie drzewa, rżnięcie sieczki, młócenie zboża itp. Dla obrony przed tą istotą demoniczną i w celu ukrócenia jej "wizyt nocnych" posługiwano się analogicznymi technikami działań, jak we wschodnich regionach kraju. Stanie się strzygoniem nie było uzależnione od faktu przynależności do określonej grupy religijnej i jak podaje B. Baranowski, mógł nim zostać "...katolik, protestant, prawosławny czy wyznawca religii mojżeszowej". Wspominano np. o księdzu-strzygoniu w okolicach Pabianic czy o żydzie-strzygoniu w okolicach Lututowa.

Najbardziej groźne wyobrażenia upiorów zachowały się w góralskich wierzeniach ludowych. Postacie strzyg i strzygoni żyją nadal w licznych opowieściach baców podhalańskich. Z ich wypowiedzi, zarejestrowanych przez B. Bazińską, wyłania się następujący obraz danych postaci demonicznych.

"Strzyga to carownica, to żyjąca baba, co godzi na ludzkie życie, krowom mleko odbira i krew z dzieci małych wysysa, a i nocą obory obchodzi, i mleko spija. Ma cycki durch do krwie pogryzione i wte mleko traci, i trza wielgich staroń i turbacyi, coby to mleko nazod wrócić. (...) Gadajom, co strzyga na polany za bydłem goniła nocom, mleko piła. Dla nij worce wiele mleko owce, to tłuste i zębiska maści do cudu. To jak strzyga do kosoru wlazła, a owce piła, to sytkie becały i strachały się. Wte juhasi i baca lecieli z bicami świenconymi i prali przed się nimi, i naobkoło owiec, coby strzygę odgonić. Baca okadzał stronge skorusowym abo obsowym dymem. Strzygi het tego nie cierpiały i uciekały - ale się tyz lubiały wrócić. To bywało, ze nocom do bacowej sły abo do dziewek juhaskich i baby het lamentowały". Inną natomiast postacią był strzygoń. "Człowiek, który za życia ma odwrócone źrenice w oczach, tak że obraz odbity w oku jest odwrócony - staje się po śmierci strzygoniem. Strzygoń pochowany w grobie ma twarz śmiejącą się i oczy otwarte. Ciało jego nie stygnie (nie drewnieje). W ciemne noce wstaje z grobu, chodzi po domach i ssie piersi kobiet, kąsa ludzi, zwłaszcza kobiety. Poznawszy zaś za życia jeszcze człowieka-strzygonia, oznajmują o tym kościelnemu, który pisze kluczem od cyborium znak krzyża na kartce i podkłada zmarłym pod język. Do trumny kładą go odwróconego twarzą do ziemi, odtąd strzygoń nie opuszcza swej siedziby - grobu. Niejednokrotnie słyszałem kobiety skarżące się przede mną na ukąszenia przez strzygonia. Widziałem sam naocznie ślady odbitych zębów. (...) Strzygoń - duch, który nocą ssie krew ludziom" (s. 109). W tym opisie góralskiego strzygonia dalekim echem odbija się wizja upiora z wiersza S. Garczyńskiego:

- mówią, że na ludzką krew upiór zajadły.

gdy ofiarę wybierze, z której soki pije.

Ofiara umrzeć musi. - lecz zmarła ożyje.

i mordercy swojego postępując torem,

znów niewinnych krew chłepcąc, staje się upiorem.

Z dokonanego przeglądu wynika, iż dawne słowiańskie wyobrażenie wampira, mające znaczny rozgłos w literaturze zachodnioeuropejskiej, na gruncie polskim funkcjonowało w nieco zmienionej formie pod mianem upiora-strzygonia. Jak wynika z przedstawionego materiału etnograficznego, już w połowie XIX wieku bardzo wyraźnie zarysowały się tendencje do utożsamiania upiora z chrześcijańskim pojęciem pokutującej duszy ludzkiej. Nasilanie się tych tendencji powodowało zacieranie tradycyjnej wizji omawianych demonów w świadomości mieszkańców wsi polskiej. Dlatego też tylko drobne ślady tego wątku wierzeń demonicznych dochowały się do dnia dzisiejszego, i to niekiedy dość zbliżone do zjawisk parademonicznych. I zapewne wkrótce już tylko barwne opisy literackie i opowieści ludowe stanowić będą jedyne świadectwo zapomnianych wierzeń w upiory-strzygonie.

Opowieści o demonach życia społecznego - Strzygi - upiory

"Człowiek jeden, żołnierz wysłużony, miał bardzo złą żonę, która mu wiecznie dokuczała i o której ludzie mówili, że jest bisurkanią, czyli czarownicą. Z ciężkiej zgryzoty pił nieboraczysko i upiwszy się raz, gdy żona z nim kłótnię rozpoczęła, bił ją tak uporczywie, że aż na śmierć zabił. We wsi powiedział, że umarła; nikt się o nią nie dopominał, bo jej ludzie nie lubili. Na drugi dzień rano przychodzi siostra jego rodzona i mówi mu: «Iwanie, cóżeś ty zrobił? Zabiłeś żonę, a ona jest upiorzyca, zgubi cię więc pewnie». - «Skądże ty wiesz o tym?» - «Bo ja sama jestem w mocy szatańskiej". «Ratuj, radź!» - błagał brat przestraszony. Żal jej było gubić krew rodzoną, podała mu więc taką radę: «Weź pierwszą trzaskę, która odpadnie przy robieniu trumny żony, i schowaj ją przy sobie; pierwszej nocy po pogrzebie idź na grób żony, stań na tej trzeźce w jej nogach, podeprzej się ożogiem, czakaj i nie strachaj się tym, co widzieć będziesz». Posłuchał brat siostry i zrobił wszystko, jak kazała. Pierwszej nocy po pogrzebie stanął na grobie, na tej trzasce, i czekał. O północy zaczęły otwierać się groby, upiory z nich wylatywały i wszystkie gromadziły się wokoło Iwana. Iwan modlił się i czekał. Naraz otworzył się grób jego żony i ona jak żywa wstała z niego. Opowiedziała duchom krzywdę uczynioną jej przez męża i kazała im przystawić go sobie żywego lub nieżywego. Nad rankiem wracają (wysłane przez nią) upiory; pyta ich Iwanowa żona, czy przyprowadzają jej męża. «Nigdzie go nie ma; oblecieliśmy świat cały, nigdzie nie znaleźli" (odpowiadają). Wtem kur zapiał, upiory powróciły do grobów, a Iwan do domu. Na drugą i trzecią noc powtarzało się to samo, aż w końcu za trzecim razem Iwanowa żona straciła wszelką moc nad mężem i wróciła na zawsze do zimnego grobu, a Iwan, ocalony, dawał ofiary za jej duszę" ("Sanockie-Krośnieńskie", s. 34).

"Chłop jeden we wsi Toniach, zwany Hadramacha, spotkał się ze strzygoniem na tońskim sudole. Strzygoń chciał Hadramasze chuchnąć w gębę, ale że sobie ten ostatni zrobić tego nie dał, więc strzygoń natarł na niego gwałtem, aż się pobili. Tak, bijąc się i szamacząc przez drogę, szli do chałupy. Chłop miał przy sobie kawał surowej kiełbasy i aby się od strzygonia uwolnić, częstuje go tą kiełbasą. A strzygoń powiada: «Chcesz, abym ja jadł, to i ty jedz ze mną». Hadramacha z obawy, aby mu strzygoń do ust nie chuchnął, podzieliwszy się z nim kiełbasą, jadł tak, aby obadwa razem mieli jadło w ustach, a strzygoń nie był w stanie chuchnąć mu w usta swoim duchem. Gdy już przybyli przed chałupę, Hadramacha odsądził się nagle i lunął strzygonia w pysk od lewicy z takim zamachem, że ten odbity wracać musiał tam zkąd przyszedł, chłop zaś uspokojony wszedł do izby" ("Krakowskie", s. 66).

 

 

Wilkołaki

Wyobrażenie wilkołaka ma odległy rodowód w słowiańskiej kulturze ludowej (wzmiankę na ten temat odnajdujemy już u starożytnego historyka greckiego Herodota z Halikarnasu). Pojęciem wilkołak lub wilkołek określany był "...człowiek wskutek czarów zamieniony w wilka, a nie pozbawiony pewnych cech natury ludzkiej i ludzkiej świadomości, lub też człowiek, który posiada zdolność przemieniania się w wilka". Jest to wątek wierzeń demonicznych szczególnie charakterystyczny dla kultur ludów łowieckich. Ten wątek wierzeń demonicznych ukształtował się w naszej kulturze ludowej w okresie XVI-XVIII w. Z tego też okresu pochodzą różne opowieści ludowe o zamienianiu ludzi w wilki. Wierzenia te występowały zwłaszcza w regionach wschodnich (Chełmszczyzna, Lubelskie, wschodnie Mazury i Mazowsze), ale nieobce były i na terenie Wielkopolski, Małopolski czy Podhala. Jednakże już u schyłku XIX w. pewne ich ślady zachowały się tylko w północno-wschodniej części kraju. Jak pisał K.W. Wójcicki: "Wilkołaków, czyli ludzi w wilki zamienionych, pełno jest w ruskich osadach Podlasia. Czarodziejów i czarownic też nie brakuje, co zakląć mogą w wilka".

Pierwszy zapis dotyczący zjawiska wilkołactwa w Polsce sporządzony został przez J. Sabina w XVI w. Informuje on, iż chłopi mazurscy pojmali w lesie bardzo dziwnego człowieka, który gęstym owłosieniem ciała i sposobem zachowania się przypominał istotę zwierzęcą. Człowiek ten dostarczony został do księcia Albrechta w Królewcu. W trakcie przesłuchania przyznał się do tego, iż jest wilkołakiem. Polegało to na tym, iż dwa razy do roku (na Boże Narodzenie i Jana Chrzciciela) zachodziła u niego przemiana w wilka: pędził wówczas do lasu, przyłączał się do napotkanego stada wilczego i przez jakiś czas z nim przebywał. Następnie powracał do świata ludzi, gdzie wyczekiwał z niecierpliwością na nową fazę wilczego przeobrażenia się. Dla sprawdzenia wiarygodności owych zeznań wilkołak trzymany był przez pewien czas pod silną strażą w lochach zamku książęcego. Lecz jak podaje J. Sabin, wyczekiwane przekształcenie w wilka nie nastąpiło. Wzmianki o wilkołaku odnajdujemy także w niektórych utworach piśmiennictwa XVI-XVIII w. (u Haura, Otwinowskiego, Chmielowskiego czy Bohomolca). Problem wilkołactwa rozważany był także przez badaczy naszej kultury ludowej w XIX w. K.W. Wójcicki twierdził, iż wyobrażenie wilkołaka ma ścisły związek z wątkiem ludowych wierzeń w czary i czarownice. Pewne materiały na ten temat zebrał O. Kolberg, który uważał wilkołaka za istotę pokrewną zmorze. Wprawdzie zebrane przez O. Kolberga wątki wierzeń o wilkołakach są stosunkowo drobne, to jednak do niektórych z nich warto tu się odwołać.

"Wilkołak daje się rozpoznać po krótkim ogonku, a raczej kosmyku włosia, który ma popod krzyżem kości pacierzowej, jak i po strasznej zemście, jaką wywiera na ludzi, którzy go obrazili i podrażnili, dusząc ich bydło. (...) Pod Hohensteinem posądzają o wilkołactwo ludzi mających na głowie dwie przedziałki włosów; mogą oni wielkie we wsi zrządzać szkody, a nawet i do pożerania ciała ludzkiego nie mają wstrętu. Ludzie tacy winę tegoż, iż w wilkołaków przemieniać się są znagleni, przypisują kumom, którzy podczas chrztu o podobnych myśleli istotach".

"Wilkołak, rodzaj ludzi przemieniających się w wilka. Wyobrażany bywa na starych kartach do grania. Aby go poznać i przekonać się naocznie, dosyć jest wziąć w usta skórkę chleba, obnieść go trzy razy naokoło, nie przewróciwszy takowej; natenczas ludzką postać traci, a wilczą przybierać poczyna. (...) Są ludzie, jak mówią, którzy się mogą zamieniać w wilków. Czarownice sprowadzają tę klęskę na biednych ludzi, którzy w takim razie zwą się wilkołakami".

"Jest to człowiek żyjący, ale pod (przekleństwem), które go zmusza niekiedy przeobrażać się w wilka i w tej postaci złe wyrządzać; jest to mocniejsze od jego woli ludzkiej, jest to kara, przekleństwo za jakąś zbrodnię, stan pokutny najcięższy, bo jeszcze bardziej pogarsza dolę człowieka (...) Ile razy napada (człowieka-wilkołaka konieczność przemiany w wilka), wychodzi na pień zrąbanego drzewa, daje z niego koziołka na ziemię i powstaje wilkiem. To samo robi, kiedy ma wrócić do ludzkiej postaci. Wilkołak jest jedną ze złych istot, najszkodliwszych. Niszczy bydło, rzuca się na ludzi, jest to niejako wyższy stopień wściekłego wilka, dlatego rzuca postrach wielki na swoją okolicę; sprawa z nim trudniejsza jak z wilkiem zwyczajnym".

Z powyższych, jak i szeregu innych, materiałów wynika, iż w świadomości mieszkańców wsi XIX w. występowało trojakie rozumienie postaci wilkołaka. Mógł być to:

1. człowiek mający szczególne predyspozycje do przybierania postaci wilka w dogodnej dla siebie sytuacji. Możliwe to było dzięki posiadanej przez niego wiedzy magicznej oraz z faktu, iż w jego naturze ludzkiej zakodowane były także pewne cechy natury wilczej;

2. człowiek zamieniony w wilka przez innych ludzi, którzy mieli określone ku temu moce czarodziejskie (czarownice, czarowników) i którzy najczęściej w ten sposób mścili się za doznane zniewagi. Ukarany w ten sposób człowiek przez pewien czas, a niekiedy już do końca swego życia, musiał egzystować w postaci wilczej;

3. mogła to być dusza człowieka skazanego na wieczne potępienie za czyny zbrodnicze popełnione w życiu ziemskim. Dusza taka pod wilczą postacią nadal działa na niekorzyść ludzi, szkodzi im i tym samym przyczynia się do sprowadzania ich na drogę zła.

Nakreślone tu typy wyobrażeń wilkołaka nie ukształtowały się równocześnie w jednym przedziale czasowym. Można przypuszczać, iż do najstarszych zaliczyć należy pierwszy typ tej postaci, tj. człowieka posiadającego moc samoistnego przekształcania się w wilka. Natomiast na dwóch pozostałych typach tych postaci widać już wyraźne piętno chrześcijańskich wierzeń w czary i czarownice oraz w pośmiertną karę za grzechy popełnione za życia doczesnego, Lecz i w tym przypadku mieć będziemy do czynienia z pewną periodyzacji powstawania danych wyobrażeń. Można przyjąć, iż wyobrażenie wilkołaku jako "ofiary" zemsty czarownic i czarowników zrodziło się w naszych wierzeniach ludowych w okresie XVI-XVIII w., natomiast jako duszy człowieku potępionego - dopiero w XVIII-XIX w. i miało ono w zasadzie najsłabszy zasięg funkcjonalności społecznej. Przypuszczać także należy, iż wiele wątków wierzeń wilkołackich brało swój rodowód z przeróżnych opowieści ludzi chorych umysłowo bądź posiadających pewne anomalia charakterologiczne. Wilkołactwo należy bowiem rozpatrywać - jak twierdził L. Krzywicki - jako: "...jedną z szat dziejowych przybranych w wiadomej epoce historycznej przez zboczenia epilektyczne natury krwiożerczo-erotycznej".

Dla naszych rozważań dość istotną kwestią jest stwierdzenie, czy ten wątek wierzeń demonicznych zachował się jeszcze w świadomości dzisiejszych mieszkańców wsi polskiej. Z badań prowadzonych w regionach wschodnich wynika, iż dla ok. 45% informatorów pojęcie wilkołaka nie było obce. Zebrany jednakże w tej kwestii materiał jest bardzo fragmentaryczny. Najczęściej stwierdzano, iż czynności zamiany człowieka w wilka dokonywali czarownicy i czarownice głównie z zemsty za fakt niezaproszenia ich na wesele. Jest to bardzo tradycyjny motyw zemsty, na który zwracali uwagę liczni badacze wierzeń ludowych, jak K.W. Wójcicki, O. Kolberg, K. Moszyński, J. Krzyżanowski czy B. Baranowski. W opowieściach informatorów kwestia ta przedstawiała się następująco:

"Był w okolicy taki czarownik, którego kiedyś nie zaproszono na organizowane w tej wsi wesele. Czarownik bardzo się tym zdenerwował i kiedy weselnicy powracali z kościoła, to wyszedł na drogę, wypowiedział kilka niezrozumiałych słów i całe wesele zamieniło się w wilkołaki. Nie zmienił ich na zawsze, a tylko na rok. Po upływie roku wszyscy weselnicy powrócili z lasu w ludzkiej postaci, tylko skórę na dłoniach mieli stwardniałą i pełno było na niej odcisków. Wydarzenie to miało miejsce bardzo dawno i opowiadał mi je dziadek, gdy miałem 16 lat".

"Raz do Grabówki przyszli ludzie aż zza Buga i szukali stada wilków, bo było to całe wesele zamienione w wilkołaki. Ludzie ci stali się wilkami i poszli w las, dlatego ich szukano. Takie zamienione wilki chodzą całym stadem i nie można go rozbić. Wesele to zamienił w wilki czarownik z zemsty, że nie poproszono go na ucztę. O wydarzeniu tym opowiadała moja matka, iż było ono bardzo dawno".

"Młynarze i owczarze byli przeważnie czarownikami. Jakieś 100 lat temu miało miejsce w Łanczowie takie zdarzenie, że koło młyna przejechało bez zatrzymania się wesele do kościoła. Było zaś w zwyczaju zatrzymać się i poczęstować młynarza. Ten pomyślał, że może, wracając z kościoła, zatrzymają się i przeproszą go za to. Jednak i w drodze powrotnej wesele nie zatrzymało się przed młynem. Wówczas młynarz zamienił całe wesele w wilki. Wesele to było zaczarowane cały rok. Wilkołaków odróżnić można było po tym, że posiadali odmienną sierść od wilków. Natomiast wilki ich nie dopuszczały do siebie i gryzły. Pan młody opowiadał później, że jeden wilkołak przyszedł pod dom swego sąsiada, a ten uderzył go kijem. Od tego czasu miał znak na czole".

"Za Bugiem we wsi Sutka w jednym domu mieszkało razem dwóch braci. Jeden z nich ożenił się i po pewnym czasie ten drugi również chciał się ożenić. Bardzo była z tego niezadowolona bratowa, gdyż wówczas trzeba byłoby podzielić majątek. Aby pozbyć się brata swego męża i zapobiec niepożądanemu małżeństwu, zamieniła go w wilkołaka. Pod postacią wilka przebywał on w lasach przez sześć lat. Następnie powrócił do swej wsi jako wilk i przyszedł do obory do swojego konia. Gdy podskoczył do góry, aby schwycić konia za gardło, pękła na nim wilcza skóra i znów stał się człowiekiem. Rano znalazł go brat w oborze i zabrał do domu".

"Byli dawniej ludzie, którzy chodzili od wsi do wsi i kiedy im w gościnie nie dogodzono, to zamieniali gospodarzy w wilki zwane wilkołakami. Najczęściej jednak zamieniali wesela. Wilkołaki podchodziły pod wieś, nie obawiały się bowiem ludzi. Poznawali swoją rodzinę i znajomych, ale nie mogli z nimi rozmawiać. Żywili się dziką zwierzyną. Po powrocie do ludzkiej postaci mieli oni twarde i zdeptane dłonie".

"Według opowiadań starych ludzi w każdej wsi był człowiek, któremu przypisywano nadprzyrodzone właściwości. Cieszył się on ogólnym poważaniem i wszyscy ubiegali się o jego względy, ponieważ lękali się go. Dlatego też wszyscy zapraszali go na wesela i większe uroczystości rodzinne. Niezaproszenie bowiem mogło spowodować jego zemstę. Zamieniał wówczas wszystkich obecnych na tej uroczystości w wilki. Taka zamiana człowieka w wilka trwała zawsze jakiś czas: miesiąc, parę tygodni, a nawet parę lat. Wilki te zwano wilkołakami. Chodziły one zawsze razem i nie robiły ludziom żadnej szkody, nie posiadały jednak własnego schronienia. Normalne zaś wilki bały się wilkołaków i uciekały od nich. Gdy po określonym czasie zamienieni powracali do ludzkiej postaci, to z zasady stawali się ludźmi złymi, niedostępnymi i nieżyczliwymi".

Na istnienie także pewnych śladów wilkołactwa wśród mieszkańców Podhala wskazują badania terenowe B. Bazińskiej. Według wierzeń góralskich wilkołak to człowiek mogący się sam zamieniać w wilka. Odnajdujemy więc tu echa najstarszych wizji tej postaci półdemonicznej. Oto - zarejestrowana przez B. Bazińską - jedna z wypowiedzi informatorów: "Z Maruszyny bacował chłop w Polsce (Kongresówce) i miał starcarza (juhas, który stare owce, dójki, pasie). A ten starcarz rad spawał przy owcach. Ten baca się potem stał raz za wilka i poleciał ku temu juhasowi. Tam go potem pokąsał tak, co się potem ledwo obaczył (przyszedł do przytomności) ten juhas. Poleciał potem do domu, do szałasu i obrócił się znów na człowieka. Temu się potem do dziś konie tego bacy na Maruszynie wilkunami nazywają. Był i na Olczy wilkołak, bo się hań do niedawna «do wilka» nazywało".

Wszystkie powyższe opowieści informatorów dotyczą w zasadzie kwestii dawnych wierzeń w wilkołaki i są jedynie pewnym ich echem utrwalonym w pamięci ludowej. I czasami tylko odżywają one jeszcze w folklorze i obyczajach w niektórych regionach naszego kraju. Tak więc wiłkołak stał się obecnie mityczną postacią z minionych epok, zapomnianą przez ludzi istotą półdemoniczną.

Opowieści o demonach życia społecznego - Wilkołaki

"W województwie podlaskim, we wsi Chłopkowie niedaleko Łosic, w czasie obrzędu weselnego przyszła rozgniewana czarownica w chęci zemszczenia się i przemienienia nowożeńców w wilkołaki. Jakoż pas, którym się w stanie przewiązywała, skręciwszy, pod próg domu podłożyła i nadto kręciła łyka z lipiny i warzyła, i tą wodą ludzi podlała. Skoro nowożeńcy z drużyną weselną przeszli próg domowy, pan młody z kniahinią i sześcią drużbami, przemienieni w wilkołaki, uciekli z chaty i trzy lata wilkami byli. Przez cały ten czas przybiegali pod mieszkanie czarownicy wyjąc przeraźliwie. Gdy nadszedł dzień mający być końcem ich ciężkiej pokuty, zgromadzeni przed progiem złej baby wyli żałośnie; czarownica wyszła z izby z kożuchem wełną na wierzch obróconym i każdego nim z osobna okrywając, przy wymawianiu zaklęć tajemnych, przywracała nazad do postaci człowieczej. Lecz że panu młodemu nie okryła kożuchem ogona, chociaż wrócił do ludzkiej postaci, ogon mu wilczy pozostał; aż w dni kilka czarownica tymże sposobem uwolniła go od tej zbytecznej ozdoby" (L. Siemieński, s. 206).

"Czarownica, rozkochawszy się w młodym wieśniaku, daremnie usiłowała wszelkimi sposobami pozyskać sobie jego wzajemność. Rozgniewana nareszcie tą wzgardą namiętna niewiasta przysięgła srogą zemstę. Spotkawszy raz dorodnego parobka, zapowiedziała mu, iż jak tylko do lasu po drzewo pojedzie, za pierwszym uderzeniem siekierą przemieni go w wilkołaka. Mniej na to baczny wieśniak, zaprzągłszy woły do wozu, pojechał do lasu, ale zaledwie wymierzył cios silny, siekiera wypadła mu z ręki. Przestraszony tym zdarzeniem, spojrzy i widzi przelękły, że ręce jego zmieniły się w wilcze łapy. Bezprzytomny zaczął biegać po lesie, a natrafiwszy zdrojowisko, przejrzał się i spostrzegł, że cały zamienił się w wilka, widać było jeszcze gdzieniegdzie ostatki sukmany, bo przeobrażenie nie tak rychło wszystkie ślady zatarło. Pośpiesza do swoich wołów, ale te przestraszone uciekają od pana. Chciał je zatrzymać znajomym im głosem, ale zamiast wydania głosu ludzkiego zawył przeraźliwie. Widząc tedy z żalem, że się sprawdziły pogróżki pogardzonej czarownicy, nie mogąc pomimo przemiany w wilka oderwać się od strzechy rodzinnej, błąkał się po okolicy. Nadaremnie usiłował przyzwyczaić się do pokarmu z surowego mięsa, nie mógł tego przemóc w sobie, a tym bardziej nie mógł się żywić ludzkim ciałem. Dlatego zaczął straszyć pasterzy i żniwiarzy, którym wyjadał chleb, mleko i inne potrawy. Lat kilka tak przepędziwszy, uczuł do snu pociąg nadzwyczajny, położył się więc na murawie i zasnął. Ale jakież było jego zadziwienie, kiedy po obudzeniu ujrzał, że na powrót człowiekiem został. Uniesiony szczęściem, niepomny na stan swój, gdyż po takim odczarowaniu i przemianie z wilków na ludzi osoby mają pozostać bez ubrania, na skrzydłach niemal leciał do rodzinnej chaty" (K.W. Wójcicki s. 95-96).