Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Polityka - 2010-11-20

 

Adam Kożuchowski

Salonowy prosty człowiek

 

 

Mija sto lat od śmierci Lwa Tołstoja. Jego książki czytają dziś prawie wyłącznie intelektualiści, ale jego życie i okoliczności śmierci powinni też z uwagą studiować celebryci.

 

Zawiadowca stacji Astapowo przeszedł do historii dzięki odrobinie refleksu i surowości wobec swoich najbliższych: 31 października 1910 r. Ozolin wyrzucił swoją żonę i ich nowo narodzone dziecko z łóżka i wraz z rodziną przeniósł się na siano. Dzięki temu w ich mieszkaniu tydzień później, 7 listopada, umarł hrabia Lew Nikołajewicz Tołstoj, a stacja Astapowo nazywa się dzisiaj Tołstoj. (Powyższe daty są podane według tzw. starego stylu, czyli kalendarza juliańskiego, który obowiązywał w Rosji do 1917 r.; według kalendarza gregoriańskiego, czyli tzw. nowego stylu, byłyby to odpowiednio 13 i 20 listopada. Wszystkie daty w artykule podajemy według starego stylu - red.).

W trakcie tego tygodnia na maleńkim mieszkanku Ozolina skupiona była uwaga całego Imperium i wielu ludzi spoza niego. Do Astapowa zjeżdżały specjalne pociągi, zwożąc korespondentów gazet rosyjskich i zagranicznych, przedstawicieli Cerkwi i innych Kościołów, lekarzy, rozmaitych szarlatanów i zwykłych wielbicieli pisarza, a także członków jego rodziny - których najbardziej się obawiał i najbardziej pragnął uniknąć.

4 listopada szef miejscowej żandarmerii Filipow zatelegrafował po posiłki. Następnego dnia ministerstwo kolei zarządziło, aby pociągi przejeżdżające przez Astapowo kierować na inne linie, bo stacja zapchana była wagonami z rozmaitymi osobistościami, które nie miały gdzie się podziać - wszystkie kwatery we wsi dawno zostały zajęte. Lokomotywom znajdującym się w pobliżu stacji zabroniono gwizdać, bo Tołstoj nie lubił gwizdu lokomotyw. Ministerstwo poczty przyznało depeszom z Astapowa absolutny priorytet, zwłaszcza depeszom o stanie zdrowia chorego pisarza, podpisywanym przez konsylium pięciu lekarzy, w tym czterech profesorów. Przybył gubernator riazański książę Oboleński oraz biskup Tambowa Cyryl, natomiast arcybiskup metropolita Antoniusz przysłał depeszę, w której błagał Tołstoja, aby przed śmiercią pogodził się z Cerkwią.

Świątobliwy Synod oraz rząd mieli nie lada kłopot: największy żyjący Rosjanin, sumienie narodu, od dziewięciu lat objęty był oficjalną ekskomuniką, a wierni obowiązani byli uroczyście go przeklinać, ponieważ hrabia Tołstoj wszem i wobec głosił, że Cerkiew i władze państwowe są złe i sprzeniewierzają się prawdziwemu chrześcijaństwu.

Wszystko wskazywało na to, że pisarz umrze jako odszczepieniec i nie będzie można wyprawić mu oficjalnego pogrzebu, co było przedmiotem specjalnej narady synodu, który pozostał w tej sprawie nieugięty. Rząd po specjalnym posiedzeniu poświęconemu tej sprawie wydał oświadczenie wyrażające nadzieję, że Tołstoj przed śmiercią jednak pojedna się z prawosławiem. 7 listopada do Astapowa przybył tulski archijerej Parfienij, aby z polecenia cara oraz Synodu dowiedzieć się, czy pisarz w jakikolwiek sposób wyraził skruchę lub choć napomknął, że życzy sobie prawosławnego pogrzebu. Ale było już za późno: rankiem tego dnia Tołstoj umarł, nie odwoławszy niczego ze swych heretyckich poglądów ani nie pojednawszy się z nikim. Synod oficjalnie zakazał więc obchodzenia żałoby po nim, a agenci policji w Moskwie i innych większych miastach otrzymali polecenie kontrolowania, czy w kwiaciarniach nie zamawia się wieńców na jego cześć.

Mimo to w szkołach i na uniwersytetach spontanicznie przerywano zajęcia, a car Mikołaj II zanotował na specjalnym raporcie ministerstwa spraw wewnętrznych, że jest głęboko poruszony śmiercią wielkiego pisarza. Następnego dnia z Astapowa odjechał pociąg specjalny z trumną i 25 korespondentami. Stacja powoli opustoszała.

Droga, która przywiodła Tołstoja do Astapowa, wiodła z legendarnej Jasnej Polany, rodzinnego majątku hrabiego, w którym osiadł pół wieku wcześniej po ślubie z Zofią Andriejewną Bers. Jasna Polana miała być jego schronieniem przed zgiełkiem i blichtrem światowego życia, które już wówczas mu zbrzydło i którym już wtedy zaczął gardzić. Z pewnością była nim, ale była też jego więzieniem, zwłaszcza odkąd pisarz zrzekł się majątku na rzecz żony.

Kiedy pisał swoje największe arcydzieła - "Wojnę i pokój" oraz "Annę Kareninę" - wiele elementów jego światopoglądu było już ukształtowanych. Już wtedy pisarz uważał za śmiesznych głupców polityków, uczonych i lekarzy, a otaczający ich szacunek za godny politowania, nowomodny przesąd. Jedni interpretatorzy jego twórczości pomijają te poglądy dyskretnym milczeniem, inni dopatrują się w nich humanistycznej głębi - oczywiście przy zastrzeżeniu, że nie należy ich brać dosłownie.

Sam Tołstoj jednak tak właśnie je pojmował i był w tym tak konsekwentny, że z czasem nabrał gruntownej odrazy do wszystkiego poza pracą fizyczną i życiem "w zgodzie z naturą" - a więc także i do literatury. "Życie ludzi wykształconych i bogatych nie tylko stało się dla mnie odrażające, ale straciło wszelki sens. Jakże zazdrościłem chłopom ich braku wykształcenia, ich analfabetyzmu!" - wspominał swój duchowy przełom. Przez wiele lat nie pisał nic poza artykułami piętnującymi otaczającą go rzeczywistość i wzywającymi np. do pomagania głodującym chłopom oraz czytankami dla chłopskich dzieci w założonej przez siebie szkole. Odmawiał wartości wszelkiej sztuce, której celem było coś więcej niż szerzenie moralności - tak jak on sam ją pojmował - i która była choć trochę trudna w odbiorze. Chyba żadnemu z jego biografów nie udało się dociec, ile było w tym prowokacji, a ile szczerości.

Starego Tołstoja określa się zazwyczaj jako anarchistę: wszelką władzę uważał bowiem za zło, nawoływał do odmawiania służby wojskowej i zawzięcie piętnował wszelki zbytek. Obstawał przy tym jednak, że na zło nie wolno odpowiadać złem - jedynie miłością, co wiązało się z jego głębokimi, ale kompletnie nieortodoksyjnymi przekonaniami religijnymi. Najsławniejszym kontynuatorem tej idei stał się Mahatma Gandhi, którego wysiłki wspierał zresztą życzliwymi listami. Samego Tołstoja bowiem często oskarżano o kabotynizm i wydaje się, że i on obawiał się, czy jego nauki nie są aby trochę sprzeczne z życiem, jakie prowadził.

Oddawszy majątek żonie pisarz stał się, formalnie i w zgodzie ze swymi ideałami, biedakiem. Jego asceza była jednak szczególnego rodzaju, nad czym czuwała Zofia Andriejewna. Tołstoj zapuścił staroruską brodę i ubierał się jak chłop, ale ubranie to musiał często zmieniać, a sięgające kolan zgrzebne koszule trzymano w komodzie wypełnionej płatkami róż ze specjalnej oranżerii, bo hrabia bardzo lubił różany zapach. Chciał, żeby on i jego dzieci pracowali jak chłopi, ale wolno mu było tylko kosić, a córkom zbierać siano; rozrzucaniu gnoju Zofia Andriejewna powiedziała stanowcze nie. Kiedy ktoś zwrócił uwagę, że jeździ na rasowym wierzchowcu - jego ulubionego konia rozkuto i odesłano do stada; wkrótce jednak wielki pisarz dał się ubłagać, aby w trosce o swe cenne zdrowie powrócił do konnych przejażdżek i konia znów podkuto.

Sama Zofia Andriejewna stwierdzała w swym dzienniku w czasie, gdy Tołstoj pisał swą ostatnią wielką powieść "Zmartwychwstanie": "Zarówno pisząc jak i opowiadając ludziom o tych swoich szlachetnych uczuciach, sam zaczął się nad sobą rozczulać, a żył po dawnemu. Lubił słodkie potrawy i jazdę na rowerze, i konie, i miłość cielesną". Szczerze pragnął pomagać chłopom i często rozdawał pieniądze z honorariów na akcje charytatywne lub sam organizował np. akcję dożywiania w czasie wielkiego głodu 1891 r. Zwykle jednak przedsięwzięcia te musiała za niego koordynować praktyczna Zofia Andriejewna, a kiedy zmusił rodzinę, aby pomagała mu budować chaty z gliny, bo uznał, że będą ognioodporne, te wkrótce spłonęły. Cierpiał z powodu chłopskiej nędzy, ale uważał, że tylko pracując na wsi można wieść życie godne i moralne. Przemysł uznawał za wymysł służący zbytkowi bogaczy i kiedy pod koniec życia powiedziano mu, że w Ameryce na roli pracuje tylko 10 proc. społeczeństwa, nie potrafił pojąć tego paradoksu.

Jego życie rodzinne z czasem zamieniło się w koszmar. Zofia Andriejewna, widząc, jak daje się oszukiwać wydawcom, sama zajęła się edycją jego książek. Pracowicie przepisała i zredagowała zbiorowe wydanie jego dzieł, a on na złość jej ogłosił w prasie, że zrzeka się praw autorskich do ostatnich tomów. Najprawdopodobniej całkowicie nie rozumiała ich artystycznej wartości: uważała jego pisarstwo po prostu za źródło dochodów. Wierzyła, że sama potrafiłaby pisać nie gorzej od męża, a potem przelała tę wiarę na ich syna. Lew junior natomiast znienawidził ojca, kiedy tylko zrozumiał, że jako pisarz nigdy mu nie dorówna. Inni synowie nienawidzili po prostu jego zamiłowanie do ubóstwa.

Na szczęście dla autora najsłynniejszej powieści świata o cudzołóstwie Zofia Andriejewna nie umiała zdradzać: raz tylko zakochała się w muzyku, a gdy wybranek zaczął jej unikać, nie dawała za wygraną przez kilka lat, bo Cyganka wywróżyła jej "blondyna, który kocha, lecz nie ma śmiałości".

Tołstoj wielokrotnie oświadczał żonie, że dłużej nie zniesie wspólnego życia i zamierza "wyjechać do Paryża albo Ameryki", po czym wybuchał płaczem lub popadał w ponurą zadumę. Żona rewanżowała mu się atakami histerii i groźbami samobójstwa; kiedy te przestały działać, strzelała w nocy z pistoletu w swojej sypialni lub, gdy ktoś akurat przechodził nieopodal, rzucała się do odpowiednio płytkiej sadzawki.

Pod koniec października 1910 r. 82-letni pisarz, najbardziej szanowana i uwielbiana postać w Rosji, zanotował w swym dzienniku, że chłopi śmieją się z tego, jak traktuje go żona i dzieci. "W naszym prostym stanie to się leje rzemieniem" - poradził mu stróż Iwan. Tydzień później w nocy nie spał, obserwując, jak żona myszkuje po jego gabinecie, do którego surowo zabroniła mu zamykać drzwi - domyślał się, że Zofia Andriejewna szuka testamentu: czy pisarz nie wydziedziczył całej rodziny? Przed świtem zbudził swego doktora i córkę, której ufał - Aleksandrę.

Postanowił podjąć ostatnią próbę ucieczki - cały czas drżąc na myśl, że Zofia Andriejewna się zbudzi i cały plan legnie w gruzach. Nikt nie wiedział, dokąd właściwie jadą. Aleksandrze udało się wcisnąć doktorowi pieniądze, o których hrabia nie pomyślał, po czym wsiedli do pociągu, przy czym Tołstoj uparł się, żeby podróżować III klasą. Najpierw pojechali do ostatniej żyjącej siostry pisarza, mniszki, gdzie, jak sądził, nikt go nie rozpozna i nie da znać Zofii Andriejewnej (która w tym czasie podejmowała już kolejną próbę samobójczą, tym razem w przydomowym stawie). Już tam miał lekką gorączkę, bo z dusznego i zadymionego wagonu stale wychodził na platformę zaczerpnąć świeżego powietrza. Potem dołączyła do nich Aleksandra, udali się na południe i jechali, dopóki nie udało im się wysadzić gorączkującego Tołstoja na stacji w Astapowie.

Dziś jest monumentalnym klasykiem, zabytkiem epoki, w której powieść była zarazem dziełem sztuki i przewodnikiem duchowym dla tysięcy czytelników. Jednak przynajmniej poza Rosją ich grono jest już dziś dosyć ekskluzywne: szerokiej publiczności znany jest głównie z umelodramatyzowanych ekranizacji "Wojny i pokoju" oraz "Anny Kareniny". A mogłoby się wydawać, że hrabia Lew Nikołajewicz nadawałby się świetnie na patrona nowoczesnej kontrkultury: jako anarchista i pacyfista, wegetarianin i niestrudzony obrońca wszystkich uciśnionych i pokrzywdzonych. Tylko jego rygorystycznie ascetyczna etyka, żarliwa religijność i naiwne uwielbienie dla chłopskiego patriarchatu trochę w tym przeszkadzają.

Być może słuszniej byłoby uznać go więc za patrona nowoczesnych celebrytów. Przecież na jego widok żandarmi salutowali, zawiadowcy stacji zatrzymywali pociągi, car Mikołaj II czuł się zaszczycony, że pisarz zechciał pospacerować po jego rezydencji na Krymie, a do Jasnej Polany pielgrzymowali wielbiciele z całego świata. A przy tym wszystko to działo się w czasach, gdy ci sami żandarmi aresztowali zwykłych ludzi za wcielanie jego poglądów w życie (np. odmowę służby wojskowej lub stawanie w obronie chłopów), a sam pisarz w swej publicystyce żarliwie opluwał cały establishment, władzę i cerkiew.

"Mamy dwóch carów - pisał pewien literat w 1901 r. - Mikołaja II i Lwa Tołstoja. Mikołaj nie może zachwiać tronu Tołstoja, natomiast Tołstoj niewątpliwie podważa tron Mikołaja i jego dynastii". Również Lenin, który gardził tołstojowcami jako niezdolnymi do czynu nadwrażliwcami, z dumą podkreślał znaczenie jego książek w przygotowaniu rewolucji poprzez niszczenie zaufania do ówczesnej hierarchii społecznej.

Był zapewne pierwszym artystą, który zdobył sobie tak wielki autorytet kwestionując wszelkie autorytety poza samym Panem Bogiem, z którym pozostawał w specjalnych, bezpośrednich stosunkach, oraz tzw. prostym człowiekiem, którego czcił w książkach pisanych w znacznej części salonową francuszczyzną, rozgrywających się w tzw. wyższych sferach. Niezliczone mnóstwo artystów i intelektualistów po nim aspirowało do takiej pozycji w społeczeństwie, ale chyba nikomu to się już nie udało. Być może dlatego, że hrabia Lew Tołstoj z dezynwolturą prawdziwego arystokraty całe życie zachowywał się tak, jakby wcale mu na niej nie zależało. A może po prostu czasy były inne, a on był prawdziwym artystą.