Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Gazeta Wyborcza - 06/05/1995 

 

 

Mariusz SZCZYGIEŁ, Wojciech STASZEWSKI

Usta są zawsze gorące

 

Murzyni wymyślili jazz, Polacy - disco polo

 

Można zaśpiewać wprost: "Och Izka, daj dla mnie pyska" lub: "Mała Piggi, zdejmij figi, pokaż co tam masz".

Można ze szczegółami: "Majteczki w kropeczki. Ło ho ho ho. Niebieskie wstążeczki. Ło ho ho ho. Bielutki staniczek. Ło ho ho ho. Maleńki guziczek. Ło ho ho ho".

Można romantycznie: "Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem. Wielkim lasem szedłem, nocy nie przespałem. Żeby ciebie spotkać w małym punkcie świata. Żeby z tobą zostać na calutkie lata".

Można oryginalniej: "Bara, bara, riki tiki tak. Jeśli masz ochotę, daj mi jakiś znak".

Chodnik estetyczny

Disco polo to piosenki. Długo nazywane były muzyką chodnikową.

Disco polo - jeden z najbardziej dochodowych biznesów. Jeśli najlepiej sprzedające się nagrania grup rockowych w 1994 roku osiągnęły 330 tys. sprzedanych egzemplarzy (płyta grupy Hey) czy 163 tys. (kaseta Maanamu), to jeden tytuł kasety zespołu disco polo osiągał po 500 tys. Ostatni kontrakt na kasetę podpisany z discopolowym zespołem Bayer Full opiewa prawie na miliard starych złotych.

Disco polo - największa atrakcja estetyczna w Polsce. W karnawale do katowickiego Spodka na polo-galę przyszło 6 tysięcy osób, a dzień wcześniej na koncert Budki Suflera i De Mono w to samo miejsce - nie więcej niż 1500.

Polo słuchają sprzedawczynie w sklepach, kierowcy w autobusach PKS, kupcy na bazarach i widzowie prywatnej telewizji Polsat.

Disco polo w telewizji publicznej prawie nie istnieje. Nie emituje go ani Polskie Radio, ani Radio "Zet", ani RMF.

Disco polo - nowa kultura ludowa. Alternatywna wobec lansowanej w mediach.

Istnieje niemal bez mediów, czego dowiodła przez ostatnie pięć lat. Piracka fonografia rozwinęła się w ścisłej symbiozie z muzyką chodnikową. Stąd też ta nazwa - pierwsze kasety z disco polo były sprzedawane z łóżek turystycznych ustawionych na chodniku.

Prawda jest taka: disco polo sprawia przyjemność większości narodu.

Muzyczne porno?

Kaseta z największymi hitami na pierwszy kwartał 1995 roku - "The Best of Disco Polo" - ma numer 11. Uwiecznia piosenki ośmiu zespołów: "Ta miłość była piękna jak kwiat. Kochałem ciebie jak morze wiatr" (zespół Dukat); "Porywam miłą mą, by szaleć razem z nią" (zespół Romanes); "Tak jak przed laty - uśmiechnij się. Kupiłem kwiaty - pokochaj mnie" (zespół Forum); "Cudownie tak - przy tobie teraz być. Całować usta twe - miłością się radować" (zespół Chanel); "Nadejdzie przecież kiedyś taki dzień, gdy na twej drodze znów spotkam cię. Pozwól mi tylko w to uwierzyć. Te dobre dni warto przeżyć" (zespół Telex).

- Polska chodnikówka, piosenka spłodzona za pomocą trzech akordów, zwykle C-dur, G-dur i F-dur - mówi Jarek Wasik (tekściarz i kompozytor - piosenka literacka, aktualny zwycięzca Muzycznej Jedynki).

- To jest rodzaj analfabetyzmu w muzyce - Magda Czapińska (psycholog kliniczny, autorka tekstów przebojów z "Wsiąść do pociągu byle jakiego" na czele).

- Prymitywny rytm, owszem. Chodnik ma obniżone wymagania artystyczne, bo to jest muzyka serca, a nie mózgu - Robert Leszczyński (student socjologii, badacz disco polo).

- Polo to jest wiejskie wesele nagrane na taśmę - Krystyna Stolarska (piosenkarka, pseudonim Mc Diva).

- My po prostu jesteśmy społeczeństwo, które nazywa się disco polo - Małgorzata Potocka (aktorka, reżyser wideoklipów, producent muzyczny).

- Polo jest świadectwem odradzania się autentycznej kultury masowej - Paweł Pitera (największy, ale osamotniony entuzjasta disco polo w TVP).

- W porządku, polo jest popularne i ludzie tego chcą. Ale ludzie chcą też porno. A to jest pornografia muzyczna i ja nie chcę przykładać do tego ręki - Maciej Chmiel (dziennikarz rockowy, Muzyczna Jedynka).

Muzyka prosta, łatwa i przyjemna

Tomek Samborski (Toy Boys) mieszka w Warszawie. Podbił publiczność superprzebojem: "Anna i Ewa, tak mi dzisiaj ich potrzeba. Anna i Ewa to aniołki dwa".

Tomek skończył ogólniak, pięć lat pracował w radiowęźle warszawskich Zakładów im. Świerczewskiego. Cały nurt polo przedstawia tak: - To muzyka prosta, łatwa i przyjemna.

- A gdyby ktoś powiedział, że zbyt prosta, zbyt łatwa i zbyt przyjemna - mówię.

- Niech nie słucha. Jeśli jest zbyt infantylna, nikt mu nie każe kaset kupować. Owszem, muzykom disco polo brakuje warsztatów piosenkarskich, tekściarskich, żeby nie śpiewali: "miesiąc marzec" i "okres czasu", bo potem ktoś ich ogląda w telewizji i mówi: "To jest wieś". Ale ta muzyka jednoczy ludzi.

- Chodzi też o to, że jest mało ambitna - wyjaśniam.

- A może ludzie właśnie tego oczekują?! - obrusza się. - W disco polo nie ma tekstów dekadenckich: ja się potnę, ja zabiję. Nie ma tekstów przygnębiających, nie ma kłopotów, narkomanów. Bo to nawet nie pasuje do melodii.

Tomek się stara. - Chcę - wyjawia - żeby moje piosenki były trochę inne. Nie tylko "Kochaj mnie, kochaj", ale na przykład o wydarzeniu jakimś na świecie. Mnie praca w Świerczewskim nie wystarczała i prowadziłem jeszcze dyskoteki w Stodole. Raz, gdy wróciłem o czwartej nad ranem, było tuż po puczu moskiewskim, więc pomyślałem, żeby może humorystycznie napisać o puczu? Jelcyn, Jelcyn, jesteś bohaterem. Miałeś swój dzień, a kiedyś byłeś zerem. Jelcyn, Jelcyn, z ciebie kawał chłopa. Teraz już nikt nie może ci dokopać... I takie miała narodziny ta humorystyczna piosenka.

Plany Toy Boys na najbliższy miesiąc to koncerty we wsi Zastawa koło Ostrowi Mazowieckiej, w Wiśniowej Górze koło Łodzi, w Choroszczy koło Białegostoku, w Wołominie, w Pile i w gdańskiej Hali Oliwii.

Twórcza kalkomania

Magda Czapińska ustaliła: teksty disco polo - to kondensacja banału. "Usta" w piosence chodnikowej są zawsze "gorące". Skojarzenie to automatycznie budzi u odbiorcy wzruszenie i wystarczy, by momentalnie czuł się on "jak w niebie". Autorom do tworzenia dziesiątków utworów wystarcza około 50 słów.

Pokryć ląd

17-letniej Bernadetcie z Moniek ("uczę się na krawcową") ostatnio chodzi po głowie tekst: "Dziewczyny nucą, panowie śpiewają, balety wnet zaczną się. I wszyscy tańczą i wszyscy się bawią. Polska gościnność, a co? Hej ha, gdy muzyka gra, Hej ha, wypij aż do dna. Butelek rząd, pokryjesz ląd, nie bawisz się, to poszła won". To tekst najnowszego przeboju zespołu Bayer Full pt. "Polska gościnność".

- Jakie prawdziwe słowa - oznajmia Bernadetta. - Słyszę i jakbym wszystkich znajomych z naszej wioski widziała. Ja nie cierpię tych poetów, co uczą o nich w szkole. Czujesz to?

- Mogę zrozumieć - mówię.

- Bo przecież ci poeci odeszli, poumierali wszyscy, na przykład Baczyńskiego to na wojnie zabili. Tacy poeci nie przemawiają do dzisiejszego człowieka. A już do dziewczyn z mojej klasy to w ogóle. A Bayer Full pisze o nas: "Hej ha, kto nam radę da"... Ta piosenka mówi, jak się zachowujemy na imprezach narodowych.

- Ale co to znaczy: "butelek rząd, pokryjesz ląd". Jak to pokryjesz ląd?

Śmiech. - Widać, że z miasta przyjechałeś. Przecież to znaczy, że ziemię całą zarzygasz, tak się spijasz co sobotę.

Zabronione słowa

Bayer Full to największa gwiazda disco polo, każda ich nowa kaseta jest objawieniem.

Lider Sławek Świerzyński mieszka we wsi Łąck pod Płockiem. Drugi muzyk - Jacek Fudała - we wsi Sanniki pod Łąckiem.

Łąck ma kilka piętrowych wielorodzinnych bloków z cegły należących do stadniny koni. Na bloku Sławka wisi wielka żółta tablica: "Bayer Full: wesela, chrzciny, komunie". Umowy weselne Bayeru są wzorcowe w branży, określają nawet temperaturę, jaka podczas wesela ma panować na sali, i gdzie ma stać krzesło dla wokalisty. Na weselach Bayer Full gra od 13 lat. Kasety-bestsellery wydają od czterech lat. Siedzimy w pokoju stołowym Świerzyńskich, nad nami zaśnieżone Alpy na fototapecie.

Ustalamy, co jest ważne w tekstach, które pisze Sławek. - W disco polo są różne słowa, ale niektóre są zakazane, na przykład: "śmierć" i "grób". "Będę cię kochał aż do zgonu", no tak nie można napisać! "Choroba" - nie! To ma być o tym, że jak facet zarobi dużo forsy, to pryśnie do lokalu z dziewczyną. To przede wszystkim muzyka taneczna, tu się liczy tylko to, co można zatańczyć. My nawet nagraliśmy pieśń do zatańczenia o Matce Boskiej.

Na full z całą rodziną Świerzyńskich słuchamy tej pieśni:

"Błogosław młodzież, utwierdź rodziny. Weź w swą opiekę polskie dziewczyny". 

I refren: "Tyle lat już kochasz, kochasz nieustannie. Serce swe otwierasz. Dla bliźniego, dla mnie...".

- Nie baliście się krytyki? - pytam.

- W wierze rzymskokatolickiej ciągle jest lament, te pieśni ciągnięte, błagalne, zawodzenia takie. Przecież Bogu można zrobić normalną piosenkę. A piosenki religijnej nikt nie skrytykuje, bo każdy się boi.

- Zresztą my, Bayer Full, mamy markę - dodaje Jacek. - Nas jak krytyk chce skrytykować, to się zastanowi. Jeśli ktoś obraża naszą muzykę, to obraża 25 milionów Polaków, którzy tego słuchają.

- Przecież to się wtedy krytykuje gust narodowy - dopowiada żona.

Sławek Świerzyński ukończył Technikum Budowy Instrumentów Muzycznych w Kaliszu, był nauczycielem muzyki w szkole podstawowej i na weselach musiał zarabiać na chleb. - Ale nie z wyrachowania - zaznacza. - Lubię grać ten rodzaj, w życiu nie zagram rocka! Zyski Sławka z boomu na disco polo: kończy budowę własnej willi, basen ma 20 na 10 m. Jacek Fudała skończył średnią szkołę muzyczną w Sochaczewie, nauczycielem muzyki był jego ojciec. Małgorzata Potocka uważa, że muzycy Bayer Full są bardzo zawodowi, o wiele bardziej wykształceni muzycznie niż ludzie rocka, tylko gust mają od urodzenia inny.

Sławkowi i Jackowi przy nagraniach pomagają dwaj absolwenci Akademii Muzycznej w Łodzi. Na kasetach bez skrępowania podają swoje nazwiska: Domagała i Pyciarz.

- Boże... - wzdycham - wydawałoby się, że muzyk po wyższej szkole to będzie grał chociaż jazz.

- A rzeczywiście - mówi Sławek - szkoła tak przepoczwarza ludzi, że potem są nawiedzeni, ale my nie daliśmy się nawiedzić.

- Jak się czujecie z tym całym potępieniem estetycznym ze strony środowiska muzycznego? Kształtujecie przecież ludziom gust.

Sławek się wkurza: - Ustalmy! To jest muzyka taneczna. Ona nie jest do kształtowania gustu.

Jakie lider ma fascynacje muzyczne? - No... Michael Jackson perfekcyjnie śpiewa, naprawdę wspaniale, ale go nie lubię, bo jest pedał.

Hobby? Książki? - O, czytam dużo. Przygodowe, książki akcji, prozy tylko nie lubię.

Polityka? - Apolityczny jestem.

Po chwili namysłu: - Nie, nie. Ja jestem narodowiec. Uważam, że w Polsce nie powinno być demokracji, tylko monarchia. Trzeba za mordę wszystkich trzymać, bo sobie nie radzimy. Ja bym chciał, żeby polityka była prowadzona przez 50 lat ta sama, a nie dziś to, jutro co innego.

- Wtedy wiadomo, jak się ustawić w życiu - dodaje Jacek.

- Jak ktoś źle rządzi, ścinać głowę - Sławek.

- Za śmierć śmierć. Tak karać - Jacek.

- Moja partia to moja rodzina - mówi Sławek Świerzyński, który na ostatniej kasecie śpiewa: "Po co parlament? I po co socjalizm? Co w garści trzymasz, to masz". - I wydaje mi się - dorzuca - że 80 procent Polaków tak uważa. A w naszej muzyce jest radość życia. Bo co dać ludziom? Nadzieję trzeba dać.

Zatańczyć Leśmiana

Obrońca chodnika z TVP Paweł Pitera ocenia: - Przez 50 lat robiono wszystko, żeby poezja Leśmiana trafiła pod strzechy, i nic z tego nie wychodziło, bo żaden chłop przy zdrowych zmysłach nie będzie czytał Leśmiana. A teraz jadę na dyskotekę do Janówka i widzę chłopaka z dziewczyną trzymających się za ręce i zasłuchanych w "Wyznanie" Leśmiana z muzyką Sławka Świerzyńskiego z zespołu Bayer Full. To znaczy, że Sławek Świerzyński jest lepszym menedżerem kultury niż cały mecenat kulturalny PRL.

- Ale disco polo jest banalnie proste - zaznaczam.

- Jak się ma sprzedawać, musi być proste. Gdyby było skomplikowane, toby kupował Konwicki z Holoubkiem, bo oni lubią jak jest skomplikowane. Bogu ducha winnym ludziom wpiera się Kafkę i Hendrixa. A w tym kraju 7 procent ludzi ma wyższe wykształcenie, z tego może co dziesiąty naprawdę konsumował Kafkę. Reszta nic nie rozumie za cholerę. A co można robić przy Hendriksie? Nie tańczyć, tylko dać sobie w żyłę.

Sławek Świerzyński o swojej piosence do słów Leśmiana: - No, to już jest poezja śpiewana, ale taka, żeby ją zatańczyć. Bo jak nie można czegoś zatańczyć, to my odrzucamy.

Miejsce na piętę

Dyskoteki disco polo masowo powstają w małych wioskach. Mazurki mają "Kaskadę", Bondary - "Karino", Choroszcz - "Paradiso", Mońki - "Manhattan". To największy fenomen: wydzierżawia się hale po zbankrutowanych PGR-ach, upadłe magazyny zbożowe i w miesiąc tworzy lokal, do którego na sobotni wieczór zjeżdżają dwa tysiące ludzi.

- Przychodzi facet i robi wielką dyskotekę w środku pola, z eleganckim wystrojem i ekskluzywnym barkiem. To gigantyczny kop cywilizacyjny dla takiej wsi - twierdzi Paweł Pitera.

Oglądamy na wideo nagrania z dyskoteki w Janówku. Paweł Pitera, rozentuzjazmowany, opowiada o wytwarzaniu dobrych snobizmów: - Pan patrzy, dziewuchy mają włosy pomyte. Chłopaki wystrzyżone. Wreszcie wiejskiemu młodzianowi naprawdę zaczęło zależeć na fryzjerze. Ta bluzka, widać, że wyprana. A chłopak najlepszą koszulę założył. Na sali czuć perfumy, nie pot. Szykiem są białe bluzki, bo oświetlone dyskotekowymi światłami błyszczą się na kolorowo.

Na ekranie gra zespół Akcent. - To jest Zenek - wskazuje Paweł Pitera. - Po roku grania zorientował się, że musi to robić na poważnie. Wziął lekcje ruchu scenicznego, jego głosem opiekuje się najlepszy laryngolog w Białymstoku.

Rynek nagrań disco polo jest podzielony między dwie wielkie firmy: Blue Star z Reguł (dziesiąta stacja kolejki WKD od Warszawy) i Green Star z Białegostoku. Działa jeszcze kilka mniejszych wytwórni. Właściciel Green Staru Jerzy Suszycki skończył zasadniczą szkołę zawodową, jest budowlańcem, ma za sobą półtora roku saksów w Stanach. Założył pierwszą wielką dyskotekę w Janowie, 50 km od Białegostoku. Wchodzi do niej jednorazowo półtora tysiąca osób. Nazwę dyskoteki wziął ze swego ulubionego filmu - "Bonanzy". Lokal nazywa się "Panderoza", co znaczy ranczo na odludziu. Rzeczywiście: murowana stodoła stoi kilometr za wsią, na wzgórzu.

Historia "Panderozy":

- Zbudowałem ją w 1991 roku na nieformalnym wysypisku śmieci. Gmina się ucieszyła, bo posprzątałem. Była już w Janowie dyskoteka, ale blisko kościoła, toteż wpadłem na pomysł, żeby wyrzucić disco poza miejscowość. Gdybym mówił na głos, że chcę budować dyskotekę, trwałoby to dwa lata. Na taki lokal musi wyrazić zgodę 15 instytucji i każda ma kilka tygodni na odpowiedź. Żeby ominąć przepisy, kupiłem obok wysypiska jeden hektar łąki i udałem, że stawiam gospodarstwo rolne. A że jestem po budowlance, to projekt tak ułożyłem, żeby oborę 11 na 33 metrów łatwo na dyskotekę przerobić. I wystawiłem w miesiąc. Zaraz dostałem pisma: jak to? Dyskoteka samowolna? A ja im pismo, że z jednego hektara dwadzieścia nie utrzymam się i muszę dyskoteką w gospodarstwie dorobić.

Dziś, po czterech latach Jerzy Suszycki kontroluje 20 dyskotek na Ścianie Wschodniej.

Sufit "Panderozy" jest czarny, ściany - białe z brązową terakotą przy podłodze, żeby można piętą opierać się o ścianę. Do dyskoteki regularnie kursują autobusy z różnych miejscowości regionu, w każdym - dla porządku - ochroniarz. Białostocki "Kurier Poranny" zamieszcza na specjalnej kolumnie rozkłady jazdy do wszystkich dyskotek Podlasia. Strona z rozkładem jazdy ma tytuł "Pegaz".

Gala w milionach

Zdaniem dyrektor Jolanty Skręty z Blue Star interes robi się głównie na kasetach, koncerty i dyskoteki jedynie wspomagają ich sprzedaż. Dyrektor ujawnia bilans warszawskiej "Wiosennej gali disco polo" w Sali Kongresowej.

Koszty: wynajęcie Kongresowej z nagłośnieniem - 240 mln zł; oświetlenie - 21 mln; reklama i rozprowadzenie biletów przez firmę estradową - 100 mln; honoraria dla zespołów - 180 mln. Razem - 541 mln starych złotych wydatków.

Przychody: cztery i pół tysiąca ludzi kupiło bilety po 130 tys. zł. Do kasy wpłynęło więc 585 mln starych złotych.

Oficjalny zysk Blue Star: 44 mln zł.

Kto narzuca wokal?

Dwa elementy kultury disco polo są jej niezmienną i trwałą wartością:

1. białe skarpetki,

2. wokal.

Kwestię skarpetek trudno zinterpretować. Na galę w Kongresowej przyszła publiczność, która od publiczności rockowej różni się dużą liczbą osób w białych koszulach, pod krawatem; a od teatralnej - ludźmi w kolorowych bluzach i tureckich swetrach. W dyskotekach - żadnych obdartusów, jakich widać na koncertach rockowych. - Raz w tygodniu sprzedawczynie, taksówkarze i właściciele hurtowni mają ochotę tak się ubrać do dyskoteki, aby było widać ich bogactwo - opisuje Robert Leszczyński. - A więc dużo dżinsu marmurkowego, łańcuchy złote, adidasy lub buty z frędzelkami. I do tego te białe skarpetki - synonim czystości. O chamy, ja nawet skarpetki potrafię mieć czyste, słowem jestem facet na poziomie.

Barbara Hoff wyraża inny pogląd: - Nosiciele białych skarpetek frotte do skórzanych mokasynów noszą te skarpetki, mimo że są prześladowani przez prasę. Oni wiedzą o tym, bo prasa do nich dociera, ale noszą je specjalnie, żeby zaznaczyć wobec nas swój dystans.

Sprawa wokalu jest jeszcze bardziej niejednoznaczna.

Socjolog kultury Mirosław Pęczak napisał w "Polityce", że w disco polo śpiewa się tak, jak czynili to przed laty Janusz Laskowski albo Jacek Lech na pocztówkach dźwiękowych. Nieprawda, Laskowski i Lech używali normalnego męskiego głosu. Zaś głosów większości wokalistów disco polo (99 proc. to mężczyźni) nie da się słuchać. Brzmią jak trzynastoletni chłopcy w czasie mutacji. - To jest wokal maksymalnie uproszczony - ocenia Dariusz Zaborek, zawodowy wokalista. - A jaki ma być głos chłopaka, który zaczął śpiewać po osiem godzin na weselach, gdy ledwo skończyła mu się mutacja? - pyta lider Bayer Full. - Ten głos działa w kurzu, jest zajechany i zdarty. Zresztą w moim zespole każdy musi śpiewać, a jak jakiś muzyk nie chce śpiewać, to go nie dopuszczam do koncertów. Płacę za pracę, a nie za obijanie. Jeden ze znanych muzyków pod pseudonimem usiłował dla pieniędzy włączyć się w ten nurt: - Wiele zespołów przy zgrywaniu piosenki taśmę z wokalem puszcza na szybszych obrotach, żeby głos był wyższy i cieńszy, wtedy brzmi "niesamowicie", a niedoskonałości nie słychać. Jerzy Suszycki, budowlaniec, twórca "Panderozy" na śmietnisku, zdradza tajemnicę: - To ja narzucam wokal. Teraz pan rozumie?

Wyjaśnia: - Ja mam w Green Starze 78 zespołów i kontroluję dziesiątki wokalistów. Bo ja nie lubię ryczenia takiego jak Krzysztof Krawczyk. On ryczy dołem, a góry chór dziewcząt mu robi. U mnie wokal ma być ładniutki, no nie?

"Nie" dla Heya!

Z korespondencji do zespołu Bayer Full: "Jeśli chodzi o piosenkę >>Wszyscy Polacy<< to tekst łapie za serce. Słuchając pierwszy raz, płakałam, a szczególnie w momencie: >>A kiedy z Polski wyjechałeś...<<. Mam pytanie, skąd Pan i Pana koledzy biorą pomysły na tak wspaniałe piosenki?".

Do Polsatu nadchodzi ponad tysiąc listów tygodniowo na temat disco polo. Pierwszy z brzegu: "Wyrażamy całą rodziną radość z tej godziny muzyki w Polsacie, rano w niedzielę, gdzie nie ma zespołu Hey i ich pogiętej muzyki. Przy tej muzyce mogę się napić kawy, siostra i małe dzieci mogą potańczyć. I nikogo ta muzyka nie wkurwia".

Drugi: "Razem z dwoma kolegami chodzę do szkoły zasadniczej, dojeżdżamy do Lublina. Mamy prośbę o puszczenie zespołu Milano z piosenką: >>Bara, bara, riki tiki tak<<. W słowach tych wyraża się radość jednego człowieka z drugiego".

Trzeci: "Jestem kasjerką, jest mi ciężko, pracuję na zmiany. Te piosenki mnie podniecają".

Wtórowanie, wtórowanie

Gala w Kongresowej tylko pozornie wygląda jak koncert rockowy. Tutaj nikt nie śpiewa o buncie przeciw systemowi, manipulacjach polityków ani nawet konflikcie rodzice - dzieci. Przez trzy godziny tylko jedna piosenka nie dotyczy stosunków męsko-damskich. Shazza śpiewa szeptem do mikrofonu: "Korowód zakochanych w radosne idzie tany", a publika tańczy wśród foteli.

Publiczność rockowa jednoczy się przeciwko światu zewnętrznemu albo po to, by świat zewnętrzny zmieniać. Publiczność dyskotekowa jednoczy się tylko w radosnym korowodzie. - Ech, odradza się wątek sentymentalny kultury popularnej - komentuje prof. Roch Sulima, folklorysta i antropolog codzienności z Uniwersytetu Warszawskiego.

Profesor ukuł myśl, że ta dyskoteka to fizyczna wspólnota samotnych. - Teksty mówią o przełamywaniu samotności przez miłość. Ale miłość okazuje się rozczarowaniem. Zostaje tylko disco, czyli przyśpiewywanie, wtórowanie. Nie granie czy śpiewanie, jak tradycyjnie na wsi czy na koncercie rockowym, ale właśnie wtórowanie.

- Ale panie profesorze, co to za muzyka?

- Może to tylko i trzy akordy wykonane na samograjach, ale tym ludziom trzeba tych trzech akordów, żeby nie myśleli o tym, co jutro mają zrobić ze swoim życiem.