Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Przegląd - 16 lutego 2012

 

Agnieszka Zakrzewicz

Tajemnica zniknięcia Emanueli Orlandi

 

Gdzie jest Emanuela Orlandi, obywatelka watykańska, która zaginęła w Rzymie 22 czerwca 1983 r., w wieku 15 lat? Jej zniknięcie to jedna z największych tajemnic ubiegłego wieku, w którą są zamieszani: Watykan, Banda z Magliany, wywiady różnych krajów i tureccy terroryści z Szarych Wilków. Rodzina nadal szuka zaginionej i nie poddaje się. Po raz pierwszy jednak prosi publicznie, by Watykan przerwał zmowę milczenia. "Jeżeli po 28 latach nie można jeszcze ujawnić tajemnicy zniknięcia Emanueli Orlandi, oznacza to, że prawda przeszkadza komuś wewnątrz lub na zewnątrz Watykanu", mówił brat zaginionej, Pietro Orlandi, podczas protestu na placu św. Piotra 18 grudnia 2011 r.

Po raz pierwszy rodzina zaginionej prosi publicznie, by Watykan przerwał zmowę milczenia

Watykan wciąż milczy

"Wasza Świątobliwość, zwracam się do Was ze względu na Waszą podwójną rolę głowy Państwa Watykańskiego i przedstawiciela Chrystusa na Ziemi, aby prosić, byście uczynili wszystko, co jest w ludzkiej mocy, by ustalić prawdę o losie mojej siostry Emanueli Orlandi, która zaginęła w Rzymie 22 czerwca 1983 r. Uprowadzenie młodej dziewczyny to najpoważniejsze przestępstwo, które obraża wartości religijne i społeczeństwo obywatelskie: Emanueli wyrządzono największą niesprawiedliwość, pozbawiono ją możliwości wyboru własnej drogi życia. Ufam, że rozpoczniecie usilne i stanowcze działania, by po 28 latach organy (zewnętrzne i wewnętrzne Państwa Watykańskiego) odpowiedzialne za ustalenie prawdy podjęły wszelkie kroki i decyzje przydatne do wyjaśnienia sprawy. Tak chrześcijański gest przydałby tylko światła Waszemu pontyfikatowi, uwalniając rodzinę Emanueli i wielu, którzy ją kochali, od wyczekiwania w nieskończoność, które jest dla nas potępieniem".

Pod tym apelem Pietra Orlandiego do papieża Benedykta XVI podpisało się w internecie ponad 40 tys. osób. Przed świętami brat zaginionej i kilkaset innych osób protestowało na placu św. Piotra przeciwko niemal 30-letniemu milczeniu Watykanu.

Przestępca spoczywa w kościele

2 lutego 1990 r. został zabity Enrico De Pedis, znany jako Renatino, boss rzymskiej Bandy z Magliany. Stało się to na ruchliwej ulicy, blisko Campo de' Fiori. Policja mówiła o wewnętrznych porachunkach bandy.

Po 32 dniach od śmierci trumnę bandyty przeniesiono z cmentarza Verano do krypty w bazylice Sant'Apollinare. Cztery dni później kard. Ugo Poletti, ówczesny wikariusz diecezji rzymskiej oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Włoch, wydał zezwolenie i De Pedisa pochowano w kościelnej krypcie.

W 1997 r. włoska dziennikarka Antonella Stocco opublikowała w dzienniku "Il Messaggero" pierwszy artykuł na temat pochówku bossa. Tekst wzbudził żywą polemikę, a nawet dyskusję w parlamencie. Sędzia Andrea De Gasperis rozpoczął dochodzenie w tej sprawie, ale na wiele lat zapadło milczenie.

Dopiero w lipcu 2005 r., podczas programu telewizyjnego "Chi l'ha visto?" (odpowiednik "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie..."), poświęconego zaginięciu Emanueli Orlandi, ktoś zadzwonił anonimowo i powiedział: "Aby rozwiązać sprawę, zobaczcie, kto jest pochowany w krypcie bazyliki Sant'Apollinare i jaką przysługę Renatino wyświadczył kard. Polettiemu".

Dziennikarka Raffaella Notariale odnalazła fotografie grobu Enrica De Pedisa oraz dokumenty dotyczące tego dziwnego pochówku. Grobowiec z marmuru wcale nie wyglądał na skromny, jak sugeruje aktualny rektor bazyliki (dziś należącej do Opus Dei), ks. Pedro Huidobro. Kiedy go budowano, kosztował 37 mln lirów, niemało jak na owe czasy. Mimo protestów Renatino nadal spoczywa w bazylice, choć 4 lipca 2010 r. wikariat rzymski oficjalnie zezwolił na inspekcję grobowca, ekshumację zwłok i przeniesienie ich w inne miejsce.

Dlaczego zniknęła?

Emanuela Orlandi zaginęła 22 czerwca 1983 r. Miała wtedy 15 lat. Ostatni raz widziano ją właśnie na placu Sant'Apollinare, gdzie chodziła do szkoły muzycznej, gdy wsiadała do bmw kierowanego przez nieznajomego. Dziewczyna była córką funkcjonariusza Prefektury Domu Papieskiego, a więc obywatelką Watykanu. Na początku policja była przekonana, że nieletnia uciekła z domu, więc nie przykładano się do poszukiwań. Przyjaciółka i siostra wiedziały jednak, że dzień wcześniej zaczepił ją mężczyzna, proponując pracę przy sprzedaży kosmetyków Avon i oferując olbrzymie pieniądze. Tuż przed zniknięciem Emanuela telefonicznie radziła się siostry w tej sprawie. Wtedy ostatni raz rozmawiała z rodziną.

Potem do domu Orlandich dzwoniło dwóch młodych mężczyzn, sygnalizując, że widzieli dziewczynę z fletem i w okularach, która mówiła, że nazywa się Barbara, i sprzedawała kosmetyki. Z tymi informacjami, mającymi uwiarygodnić hipotezę, że Emanuela uciekła - jak się podejrzewa po latach - dzwonili ludzie De Pedisa. Naoczny świadek, strażnik miejski, zeznał, że widział, jak zaginiona wsiadała do ciemnego bmw w pobliżu senatu. Według strażnika kierowca przypominał Enrica De Pedisa, policja jednak nigdy nie podjęła tego śladu, gdyż Renatina uznawano wtedy za ukrywającego się zbiega.

Pierwszą osobą, która powiedziała głośno o porwaniu Emanueli Orlandi, był Karol Wojtyła. 3 lipca 1983 r., podczas modlitwy Anioł Pański, Jan Paweł II zwrócił się z apelem do porywaczy obywatelki watykańskiej. Dziś wiele osób zadaje sobie pytanie, skąd papież miał pewność, że nastolatkę uprowadzono, skoro policja uważała wówczas, że dziewczyna uciekła z domu.

Wymiana za Alego Agcę

Pierwsza hipoteza łączyła porwanie z zamachem na Jana Pawła II. W Watykanie odnotowano 16 telefonów od mężczyzny z charakterystycznym akcentem anglosaskim. Dzwoniącemu nadano pseudonim "Amerykanin". Mężczyzna znał dobrze środowisko kościelne i wydawało się, że mówił lepiej po łacinie niż po włosku. Domagał się wymiany Emanueli za Mehmeta Alego Agcę i twierdził, że dziewczyna jest w rękach Szarych Wilków.

W komunikacie wydanym 20 listopada 1984 r. Szare Wilki oświadczyły, że przetrzymują dwie dziewczyny - Emanuelę Orlandi i Mirellę Gregori (która zniknęła miesiąc wcześniej, 7 maja 1983 r., i nigdy jej nie odnaleziono). Tożsamości "Amerykanina" nigdy nie ustalono. Jak podają niektóre włoskie źródła, domniemany portret sporządzony po analizie nagranych rozmów wskazywałby na abp. Paula Marcinkusa, ówczesnego szefa banku watykańskiego IOR. Informacja ta była objęta tajemnicą do 1995 r.

Jak jednak w 2008 r. ujawnił Günter Bohnsack, dawny współpracownik wschodnioniemieckiego wywiadu HVA, Stasi, przy współpracy KGB, wykorzystała porwanie Orlandi do odwrócenia uwagi od tzw. śladu bułgarskiego. Komunikaty Szarych Wilków, że dwie dziewczyny są w ich rękach, spreparowały i podrzuciły wywiady komunistyczne.

Włoski sędzia śledczy Rosario Priore, który przez lata zajmował się dochodzeniem w sprawie zamachu na Jana Pawła II, napisał w wyroku: "Deklaracje Orala Celika (członka Szarych Wilków i drugiego zamachowca na papieża - przyp. aut.) oraz dochodzenie dotyczące pewnej fotografii Agcy pokazały, że istnieje inny ślad (w sprawie porwania Orlandi - przyp.aut), tzw. ślad wewnętrzny, prowadzący do Watykanu. Ślad, który wiąże się z innymi dochodzeniami, takimi jak pranie brudnych pieniędzy przez IOR, ślad, który trudno zbadać i który pomimo zaangażowania śledczych nie przyniósł nigdy zadowalających rezultatów".
Chodzi o zdjęcie Agcy zrobione przypadkowo przez Daniele Petrocellego

10 maja 1981 r., trzy dni przed zamachem, w parafii św. Tomasza z Akwinu, podczas wizyty duszpasterskiej papieża. Terrorysta znajdował się w sektorze, do którego można było wejść tylko dzięki zaproszeniom wydawanym przez Prefekturę Domu Papieskiego, gdzie pracował Ercole Orlandi, ojciec Emanueli. Tajemnicy fotografii nigdy nie wyjaśniono.

Kochanka De Pedisa zeznaje

Druga hipoteza wiąże porwanie Emanueli z De Pedisem. Dopiero w 2007 r. jeden z członków rzymskiej mafii, Antonio Mancini, współpracujący jako świadek koronny, ujawnił, że "mówiło się, że ktoś od nas porwał Orlandi".

W 2006 r. Raffaella Notariale przeprowadziła wywiad z Sabriną Minardi, kochanką De Pedisa w latach 1982-1984, która powiedziała wtedy po raz pierwszy, że "to sprawa Renatina".

23 czerwca 2008 r. Minardi, zeznając przed włoską prokuraturą, potwierdziła, że Emanuelę Orlandi porwał osobiście Enrico De Pedis na polecenie abp. Paula Marcinkusa. Dziewczynę zabito, a jej ciało zawinięte w plastikowy worek wrzucono do betoniarki w Torvaianice. Przy tej okazji De Pedis miał również pozbyć się zwłok 11-letniego syna rywala z bandy. Dziecko zniknęło jednak dopiero w 1993 r. - trzy lata po śmieci Renatina i 10 lat po porwaniu Orlandi. Dlatego zeznania kochanki De Pedisa uznano za nie do końca wiarygodne. Kobieta była też narkomanką, więc miała luki w pamięci.

Minardi opowiedziała jednak o spotkaniu porywaczy na wzgórzu Gianicolo, gdzie przywieziono otumanioną narkotykami Emanuelę, i o tym, że zawieziono ją na stację benzynową Watykanu. Tam w mercedesie z rejestracją watykańską czekał mężczyzna wyglądający na dygnitarza kościelnego, który zabrał porwaną.

Sabrina Minardi zeznała również, że Emanuela była przetrzymywana w piwnicy mieszkania jej przyjaciółki, Danieli Mobili, na ul. Antonia Pignatellego 13, i zajmowała się nią służąca zwana Tereską. Policja przeszukała piwnicę w czerwcu 2008 r. i znalazła schowek. Tereska była bliską przyjaciółką Danila Abbruciatiego, członka Bandy z Magliany, zabitego podczas zamachu na Roberta Rosonego, wiceprezesa Banku Ambrosiano, kierowanego przez Roberta Calviego.

Zeznania te naprowadziły policję na pewne ślady. W sierpniu 2008 r. odnaleziono bmw, które miało być wykorzystane do przewozu Emanueli Orlandi. Samochód od 12 lat stał w garażu Villi Borghese i nikt nigdy się nim nie zainteresował. Jego pierwszym właścicielem był Flavio Carboni (włoski aferzysta, oskarżony o zabójstwo Roberta Calviego). Później samochód przeszedł w ręce członka Bandy z Magliany.

Przełom i zastój

10 marca 2010 r. prokuratura włoska ujawniła, że jest nowy podejrzany - Sergio Virtů, którego Minardi wskazała jako zaufanego kierowcę Renatina, odsiadujący karę za oszustwo. Mężczyzna zaprzeczał, jakoby znał De Pedisa, jednak jego była konkubina przyznała się do drobnego udziału w porwaniu Orlandi.

Wcześniej, 2 lutego 2010 r., Ali Agca, podczas prywatnego spotkania w Stambule (po wyjściu z więzienia 18 stycznia 2010 r.), zapewniał brata Emanueli, że kobieta żyje i jest przetrzymywana w Szwajcarii lub we Francji. Agca obiecał dostarczyć dokumenty, które zmuszą Szare Wilki do jej uwolnienia jeszcze w 2010 r. Informacje nagrane na dyktafon pozostały tajemnicą - Pietro Orlandi ujawnił je podczas programu telewizyjnego "Chi l'ha visto?", w czerwcu 2011 r. Agca twierdził: "Emanuela została porwana przez rząd watykański, aby uzyskać w ten sposób moje zwolnienie", a porwanie odbyło się przy współpracy CIA i wywiadu włoskiego SISMI, polecenie wydał zaś pewien kardynał. Brat zaginionej spotkał się z kardynałem wskazanym przez zamachowca. Ten obiecał pomoc, ale wyparł się, jakoby był zleceniodawcą uprowadzenia.

Wydawało się, że dochodzenie ruszy wreszcie z miejsca - niestety tak się nie stało.

Telefon "Samotnego Wilka"

16 czerwca 2011 r., podczas programu telewizyjnego na żywo w RomaUno, w którym Pietro Orlandi mówił o swojej książce "Moja siostra Emanuela", zadzwonił człowiek podający się za agenta wywiadu wojskowego SISMI w stanie spoczynku o pseudonimie "Samotny Wilk". Mężczyzna powiedział, że Emanuela żyje i jest przetrzymywana w klinice psychiatrycznej Queen Elizabeth w Wielkiej Brytanii. "Samotny Wilk" oskarżył o porwanie dziewczyny różne zachodnie wywiady, a jako powód podał fakt, że jej ojciec, Ercole Orlandi, znał niewygodne dla Watykanu informacje o transakcjach finansowych. Agent samooskarżył się o nadzorowanie na pewnym etapie transportu Emanueli za granicę.

Po weryfikacji faktów okazało się, że szpitale psychiatryczne w Wielkiej Brytanii są zamknięte od lat, a jedyny, Queen Margaret Institute, znajduje się w Szkocji. Brat Emanueli poleciał tam z ekipą telewizyjną w czerwcu 2011 r. Nie pierwszy raz rodzina Orlandich szukała Emanueli poza Włochami - znowu bezskutecznie.

24 lipca 2011 r. współpracujący z organami ścigania były przestępca Antonio Mancini powiedział w wywiadzie dla "La Stampy", że Emanuelę Orlandi porwał i zamordował De Pedis, a powodem uprowadzenia były pieniądze, które Banda z Magliany zainwestowała w watykańskim banku IOR poprzez Bank Ambrosiano Roberta Calviego i których nigdy nie otrzymała z powrotem. Deklaracja ta potwierdzała hipotezy sędziego śledczego Rosaria Priorego. Mancini powiedział także, że De Pedis zobowiązał się do zaprzestania akcji odwetowych w stosunku do Watykanu w zamian za pochówek w bazylice Sant'Apollinare.

Co naprawdę się stało?

Czy protest i apel Pietra Orlandiego do Benedykta XVI pomogą wyjaśnić tajemnicę? Trudno na to liczyć po 28 latach. Gdyby Emanuela jeszcze żyła, 14 stycznia 2012 r. skończyłaby 44 lata.

Istnieje jeszcze trzecia hipoteza przedstawiona przez dziennikarza Pina Nicotriego. Nieletnia Emanuela Orlandi została zabita w dniu zniknięcia, podczas spotkania z dygnitarzem kościelnym w Watykanie. Miało ono oczywiście cel seksualny, więc skandal zatuszowano, ciało zniknęło, a uwagę mediów i opinii publicznej skierowano na inne tory. Po tym wszystkim, czego się dowiedzieliśmy w związku ze skandalem pedofilii kościelnej, ta hipoteza może nie jest bezpodstawna...

 

 

 

 

Wprost - 13 maja 2012

 

ANNA FRYCZKOWSKA

Podwójne dno trumny

 

Watykan się złamał - i dał zgodę. Do końca maja włoska policja otworzy trumnę, w której spoczywa rzymski mafioso, a być może również 15-letnia dziewczynka i kilka tajemnic, godnych raczej powieści sensacyjnej niż Stolicy Apostolskiej.

Barokowa fasada Bazyliki św. Apolinarego wyrasta niedaleko rzymskiego Piazza Navona. W kryptach kościoła spoczywają kości męczenników i świętych, dostojników Kościoła i uczonych. Wśród nich znalazł się wielki sarkofag z białego marmuru, a na nim znane większości Włochów nazwisko: Enrico De Pedis.

Jeden z najokrutniejszych kryminalistów współczesnych Włoch, szef Bandy z Magliany, specjalizującej się w zabójstwach na zlecenie, handlu narkotykami, wymuszaniu haraczy, został w 1990 r. zastrzelony podczas mafijnych porachunków na placu Campo di' Fiori. Jego zwłoki przez miesiąc spoczywały na rzymskim cmentarzu Campo Verano, by w końcu, w najgłębszej tajemnicy, znaleźć się w bazylice. I spoczywałyby tam spokojnie do dzisiaj, gdyby w 1997 r. komuś nie wypsnęło się zdanie o tym szczególnym grobie w obecności dociekliwych dziennikarzy telewizji RAI 3. We Włoszech zawrzało. Kryminalista pochowany w watykańskiej bazylice?!

Szybko się okazało, że miejsce pochówku zostało zaakceptowane m.in. przez rektora kościoła Pietra Vergarę, który niejasno tłumaczył, że De Pedis "okazał skruchę i zajął się dobroczynnością". Prasa była jednak przekonana, że dobroczynność polegała zapewne na pokaźnych donacjach na rzecz Kościoła.

Nie od dziś Banda z Magliany posądzana jest o liczne powiązania ze skandalami finansowymi Stolicy Apostolskiej. Czyżby więc De Pedis został uhonorowany tym szczególnym pochówkiem w zamian za swoje zasługi? Mnożą się kolejne hipotezy, tym liczniejsze, im wytrwałej milczy Stolica Apostolska. A że milczy programowo, nazbierało się trochę niewyjaśnionych wątków.

Wątek pierwszy: pewna nastolatka

22 czerwca 1983 r. 15-letnia Emanuela Orlandi wychodzi z domu na lekcję muzyki. Mieszka w Watykanie, gdzie jej ojciec jest wysokim urzędnikiem prefektury w Domu Papieskim. Szczupła, ciemnowłosa, niewysoka, o uroczym uśmiechu Już nigdy nie wróci do domu Jej zniknięcie stanie się jedną z największych zagadek współczesnych Włoch. Ostatni raz widziano ją w towarzystwie szczupłego, łysiejącego mężczyzny średniego wzrostu, gdy wsiadała z nim do bmw.

Portret pamięciowy mężczyzny sporządzony na podstawie zeznań świadków przypomina... Enrica De Pedisa. Policja jednak nie podejmuje tropu, twierdząc, że mafioso w tym czasie ukrywał się za granicą.

Jan Paweł II zwraca się do porywaczy o wypuszczenie watykańskiej obywatelki. Rodzice obwieszają Rzym plakatami z wizerunkiem córki. Zaczyna do nich wydzwaniać mężczyzna z angielskim akcentem, obiecując, że Emanuela zostanie zwolniona w zamian za wypuszczenie z więzienia Mehmeta Alego Agcy, który dwa lata wcześniej próbował zabić papieża. Na kilkunastu telefonach jednak kontakt się kończy. Kto dzwonił? Gang Szarych Wilków, do którego należał Agca? KGB albo Stasi, które podobno stały za zamachem?

Zdaniem niektórych śledczych portret psychologiczny osoby, która wydzwaniała do Orlandich, pasuje do arcybiskupa Paula Marcinkusa, ówczesnego szefa watykańskiego banku, dla niepoznaki zwanego Instytutem Dzieł Religijnych.

Zdaniem innych nawet jeśli dzwonił Marcinkus, nie chodziło wcale o zwolnienie Agcy, lecz o odwrócenie uwagi policji od istotnego wątku sprawy: watykańskich finansów. Któryś z niezidentyfikowanych rozmówców doniósł bowiem policji, że Emanuela została porwana, żeby jej ojciec milczał. Podejrzewano, że trafił na delikatne dokumenty, które wiązały Instytut Dzieł Religijnych z praniem pieniędzy mafii, m.in. dla kierowanej przez De Pedisa Bandy z Magliany.

Wątek drugi: wielkie pieniądze

W 1896 r. pewien przewidujący signore założył katolicki bank, który od patrona Mediolanu, św. Ambrożego, nazwał Banco Ambrosiano. Instytucja szybko się rozrastała, aż stała się drugim co do wielkości prywatnym bankiem Italii. Przez lata kandydaci do pracy w tym banku musieli okazywać świadectwo chrztu.

W 1981 r. wieloletni szef Banco Ambrosiano, Roberto Calvi, zostaje znaleziony powieszony pod mostem Blackfriars w Londynie. W każdej kieszeni ma po jednej cegle. Szybko okazuje się, że to nie było samobójstwo. Calvi znalazł się w Londynie tydzień wcześniej, gdy zgoliwszy wąsy i załatwiwszy sobie fałszywy paszport, z pomocą członków Bandy z Magliany uciekł z Włoch w trakcie śledztwa w sprawie malwersacji finansowych Banco Ambrosiano. Kilka dni po jego śmierci bank ogłasza bankructwo. Wierzyciele zaczynają domagać się zwrotu pieniędzy, wielu przedstawia listy gwarancyjne sygnowane przez Watykan. Media szaleją.

Śledztwo wykazuje, że Instytut Dzieł Religijnych był nie tylko udziałowcem Banco Ambrosiano, lecz także współpracował z nim przy licznych interesach, m.in. przy finansowaniu fikcyjnych spółek zarejestrowanych na Panamie. Arcybiskup Marcinkus, szef Instytutu od 1971 r., deklaruje, że spłaci część zobowiązań Banco Ambrosiano, pod warunkiem że udział Watykanu w sprawie nie będzie analizowany. To podwójne zabezpieczenie, bo na mocy traktatów laterańskich Marcinkus, mieszkający w Watykanie, nie musi odpowiadać karnie przed włoskimi władzami. I nie odpowiada. Spokojnie prezesuje Instytutowi aż do 1989 r., kiedy wyjeżdża na emeryturę do Chicago.

Może i lepiej, że Instytut Dzieł Religijnych zdystansował się od sprawy, bo właśnie się okazuje, że Banco Ambrosiano uczestniczył również w spekulacjach związanych z mafijnymi pieniędzmi, że prowadził interesy dzięki poparciu potężnej włoskiej loży masońskiej Propaganda Due, której Calvi był aktywnym członkiem. Co prawda finansował również zbożne dzieła, np. polską "Solidarność", lecz pieniądze wpływały i wypływały stamtąd tajnymi kanałami.

Zabójstwa Calviego nie wyjaśniono do dziś, tropy prowadzące do mafii i do masonerii okazały się nieprawdziwe.

Wątek trzeci: tajemniczy purpurat

Co jakiś czas jak refren w sprawie De Pedisa powraca nazwisko arcybiskupa Marcinkusa. Po raz kolejny pada ono z ust Sabriny Minardi, wieloletniej kochanki herszta mafii, która zeznaje policji w 2008 r., że to właśnie na rozkaz Marcinkusa De Pedis porwał Emanuelę. Kobieta, która jest świadkiem koronnym w tej sprawie, zeznała, że wraz z narzeczonym przekazali dziewczynę wysokiemu urzędnikowi kościelnemu, który przyjechał na spotkanie mercedesem z tablicami rejestracyjnymi Watykanu. Jej zdaniem ów urzędnik podobny był do Marcinkusa. Według pani Minardi niedługo potem De Pedis poderżnął Emanueli gardło, zapakował jej ciało do plastikowego worka i zalał betonem gdzieś w miejscowości Torvaianica.

Zdaniem Minardi właśnie w podziękowaniu za to porwanie i morderstwo De Pedis został uhonorowany miejscem spoczynku w kościele watykańskim. Znowu więc stoimy przy tym grobie. Jednak to jeszcze nie koniec.

Wątek czwarty: co kryje się w grobie?

W lipcu 2005 r. ktoś dzwoni do programu "Chi l'ha visto", odpowiednika polskiego "Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". "Jeśli chcecie wiedzieć, co się stało z Emanuelą, zajrzyjcie do grobu De Pedisa" - mówi. Zaczynają się domysły. Czyżby szczątki porwanej znajdowały się w trumnie porywacza?

Kościół jest przeciwny otwieraniu grobu. Zmarłych nie powinno się niepokoić, zwłaszcza opierając się na anonimowych doniesieniach. Zaczyna się ogólnowłoska dyskusja, w której musi wypowiedzieć się każdy. Kościół to przychyla się do pomysłu przenoszenia zwłok Renatina w mniej prestiżowe miejsce, to się wycofuje.

- Trzeba to wyjaśnić - stwierdza papież Benedykt XVI tuż przed Wielkanocą 2012 r. Kilka dni temu jego wypowiedź tłumaczył dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, ksiądz Federico Lombardi: - Jeśli prowadzące dochodzenie organa śledcze uznają za przydatne lub konieczne złożenie wniosku w Watykanie o przeprowadzenie nowych przesłuchań, mogą to uczynić w każdej chwili, spotkają się z odpowiednią współpracą.

Zaraz jednak dorzuca: - W Watykanie nie ma żadnych sekretów do ujawnienia.

Na czym więc stoimy? Watykan w porozumieniu z władzami włoskimi twierdzi, że jeśli żadna ze stron się nie rozmyśli, do końca maja ciało De Pedisa spocznie na cmentarzu Prima Porta, a zawartość jego grobu zostanie sprawdzona. Co uda się tam znaleźć?

Dziennikarz Pino Nicotri przekonuje, że Emanuela została wykorzystana seksualnie przez wysoko postawioną osobę z Watykanu, a potem zamordowana. Żeby zatuszować sprawę, Watykan miał kierować uwagę mediów i śledczych na inne tory. Właśnie te związane z zamachem na papieża i te dotyczące gangstera De Pedisa.

Włochy zamarły w oczekiwaniu.

 

 

 

 

PAP - 19.05.2012

 

Ksiądz podejrzany o udział w porwaniu

Włochy: zwrot w dochodzeniu ws. porwania Orlandi

Były rektor bazyliki świętego Apolinarego w Rzymie ksiądz Pietro Vergari został objęty śledztwem jako podejrzany o współudział w porwaniu córki pracownika Watykanu Emanueli Orlandi w 1983 roku - podały włoskie media w piątek wieczorem.


O tym zaskakującym zwrocie w dochodzeniu w sprawie nigdy niewyjaśnionego zaginięcia córki pracownika Domu Papieskiego, porwanej w biały dzień na ulicy w Wiecznym Mieście, doszło cztery dni po tym, gdy w tej samej bazylice otwarty został na wniosek prokuratury grobowiec włoskiego gangstera Enrico De Pedisa. Ten boss groźnej grupy przestępczej z dzielnicy Magliana, zabity w porachunkach, został pochowany u świętego Apolinarego w 1990 roku jako „dobrodziej Kościoła” i sponsor akcji dobroczynnych, gdy 75-letni obecnie ksiądz Vergari był tam rektorem.

Według jednej z hipotez to De Pedis stał za uprowadzeniem 15-latki, być może by zastraszyć hierarchów w Watykanie. Pojawiły się nawet sugestie, że szczątki dziewczyny mogą znajdować się w grobowcu przestępcy, który - jak przypomina włoska agencja Ansa - przyjaźnił się z ówczesnym rektorem bazyliki, teraz objętym prokuratorskim dochodzeniem. Dlatego postanowiono otworzyć grób. Szczątków Orlandi w nim nie znaleziono, ale policja natrafiła na duży zbiór kości ludzkich, w większości sprzed kilku wieków oraz innych, być może pochodzących z czasów współczesnych, które zostaną poddane badaniom DNA.

Włoska agencja zaznacza, że nie należy wykluczyć, że decyzja prokuratury o objęciu duchownego śledztwem może mieć związek z tym znaleziskiem w krypcie.

W 2009 roku ksiądz Vergari, tłumacząc, dlaczego zabiegał o pochowanie bossa z Banda della Magliana w tym miejscu, powiedział w zeznaniach przed rzymską prokuraturą, że Enrico De Pedis często przychodził do jego kościoła i wspierał finansowo stołówki dla ubogich oraz remont bazyliki. Media informowały, że ogromne sumy pieniędzy przekazała już po śmierci De Pedisa jego rodzina, co - jak się przypuszcza - mogło ostatecznie otworzyć drogę do tego niecodziennego pochówku.

Zarazem - jak dodaje Ansa - ksiądz Vergari w niedawnych wypowiedziach dalej bronił dobrego imienia bossa.

Włoskie media zauważają, że po blisko 30 latach od porwania Emanueli Orlandi, po obecnym nagłym zwrocie w dochodzeniu nic nie wydaje się na razie przybliżać do odpowiedzi, co stało się z dziewczyną.