Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Gazeta Wyborcza - 13/09/1996

 

 

WYDAWCY

 

 

LESZEK K. TALKO

RADJUSZ I KURPISZ WYDAJĄ ENCYKLOPEDIĘ

 

 

Była sobie Encyklopedia. Szanowana, z zielonymi okładkami zdobionymi blaknącym z czasem złotem i powoli zapominana. Było sobie dwóch ludzi. Jeden zajmował się komputerami i metafizyką. Drugi twórczością eksperymentalną i budowaniem jachtu w ogródku. Postanowili wskrzesić Encyklopedię razem. A potem oddzielnie.

Polsce od kilku lat ukazuje się reprint Encyklopedii Gutenberga.

Pisząc o reprincie Gutenberga łatwo wejść na kruchy lód. Reprint jest po prostu przedwojenną encyklopedią. Jest także problemem, miejscami nawet międzynarodowym, bo jeden z reprintów drukuje się w Moskwie.

Reprint encyklopedii jest oprawiony w zielone płótno i liczy sobie dwadzieścia dwa tomy. I na tym opisie na razie poprzestaniemy.

Łatwiej opisać wydawców.

Tadeusz Radjusz, założyciel warszawskiego wydawnictwa Gutenberg-Print: Polak z Wilna mówiący śpiewną gwarą, siwiejący, jowialny, sypiący żartami, rozmawiający z dwóch telefonów naraz w małym mieszkanku - siedzibie wydawnictwa.

Mieczysław Kurpisz, założyciel Wydawnictwa Kurpisz - teraz giganta zajmującego cały biurowiec w Poznaniu. Filolog i filozof. Wysoki, w średnim wieku, z kucykiem. Chwilowo gdzieś między Trynidadem a Wenezuelą. Nieobecny przez kilka najbliższych lat.

A my też

Tadeusz Radjusz wydaje reprint Encyklopedii Gutenberga.

Mieczysław Kurpisz również.

Mieczysław Kurpisz wydaje suplement do Encyklopedii Gutenberga.

Tadeusz Radjusz też.

Radjusz wydaje reprint przedwojennej "Wielkiej Historii Powszechnej".

Kurpisz także.

Kurpisz wydaje wielotomową, współczesną "Geografię Świata".

Radjusz wydaje 14-tomowy reprint "Cuda Polski".

Tadeusz Radjusz wspomaga wydawanie kwartalnika filozoficznego "Człowiek w kulturze".

Mieczysław Kurpisz finansował ambitny miesięcznik literacki "Nowy Nurt".

Radjusz drukuje tanio w Moskwie.

Kurpisz ma własną drukarnię w Łodzi.

Radjusz zaczynał od firmy rodzinnej.

Kurpisz też zaczynał od kilku znajomych osób.

Radjusz uważa, że jego konkurent to oszust.

Kurpisz sądzi, że jego rywal to oszust.

Wytrawne, royalsy, Kołakowski

- Encyklopedię ja dostałem na średnią szkołę, od rodziców w Wilnie - wspomina Radjusz. - Zauroczyła mnie. Zamarzyłem, żeby ją wydać (młodzieńcze marzenie będzie jeszcze wielokrotnie podkreślane).

Siedziba wydawnictwa - małe mieszkanie w starej warszawskiej kamienicy. Książki, głównie reprinty, nie mieszczą się na półkach. Trzeba je składać na podłodze, szukać wolnego miejsca na kanapie. W drugim pokoju stosy kaset wideo z rosyjskimi napisami. A na stole karton długich papierosów Royals bez banderoli.

- No to napijemy się wytrawnego - decyduje szef.

Sekretarka przeciska się między zwałami książek w poszukiwaniu butelki.

Między wytrawnym a royalsem dochodzimy do lat 70., kiedy to Tadeusz Radjusz wyruszył z rodzinnego Wilna w świat, co w tym przypadku oznaczało Moskwę i został pracownikiem komórki translatorskiej w Akademii Nauk Społecznych ZSRR.

Radjusz: - Przetłumaczyłem 60 rozpraw doktorskich. Właściwie napisałem je. Ja robił tak. Przychodził do mnie major KGB, że potrzebuje napisać pracę doktorską o Kołakowskim. No to ja tłumaczył Kołakowskiego na rosyjski, żeby major zrozumiał. A potem ja przepisywał. Jedna strona pracy doktorskiej "Kołakowski twierdzi..." i cytat. A potem "a ja się nie zgadzam, bo Lenin mówił, że..." i cytat. No i tak ja napisał 60 rozpraw doktorskich.

- A ten Kołakowski! Boże, jak on ciężko pisał. Przez to ja poznał Helenę.

To ja pani pożyczę

- Żona była maszynistką w Akademii Nauk Społecznych ZSRR. Trudno mi było z rosyjskim. Zmieniałem trzy maszynistki, aż wreszcie na nią trafiłem. A ona taka śliczna. No a drzewo miała z XI wieku (wydawałoby się, że opowieść o losach żony nie będzie miała dużo wspólnego z problemem praw do reprintu - ale ma).

Helena Stillmark skończyła prawo, została dziennikarką i, jeśli można użyć tego określenia do opisania rzeczywistości lat 70. w Moskwie, była wolnym strzelcem.

- Brakowało pieniędzy, więc dorabiałam sobie jako maszynistka - wyjaśnia Helena Sztilmark-Radjusz (nazwisko spolszczyła po przyjeździe do Polski).

Stillmarkowie sąsiadowali z Ariadną Gromową - tłumaczką Lema. Gromowa umarła i dostali jej bibliotekę - całe szafy polskich książek.

- Zaczęliśmy wyprzedawać te książki, bo nikt z rodziny nie mówił po polsku - wspomina Helena Sztilmark (pasuje do męża, też zaciąga śpiewną gwarą, serdeczna, paląca royalsa po royalsie). - Zawędrowałam z ogromną torbą książek do antykwariatu "Przyjaźń". Kręcił się tam jakiś człowiek zainteresowany polskimi książkami. To był Tadeusz.

- Jak mówią w Odessie, mówić i pisać to trzy różnice.

Tadeusz mówił po rosyjsku dobrze, a pisał kiepsko. Poprosił, żebym robiła korektę. No i skończyło się to małżeństwem.

Tadeusz zapala kolejnego royalsa i zaczyna podrywać sekretarkę (co nie wiąże się bezpośrednio z problemem reprintu, ale ukazuje atmosferę).

- No, ale po co ja mam sekretarkę, kiedy mnie nie kocha.

- Ale ja mam męża - wyjaśnia sekretarka, pani Ewa.

- No takie te sekretarki nieużyte. Mężów wolą od szefów. W gazetach też tak jest?

Etap rosyjski skończył się kilka lat temu, kiedy w Rosji zaczął się kapitalizm i Radjuszowie zajęli się handlem komputerami. Tadeusz poznał programistów (- A pan jesteś podobny do tego Bałabanowa, tego programisty rosyjskiego, co napisał sławną grę "Tetris" - zauważa nagle).

Bałabanow w przeciwieństwie do Tetrisa kariery nie zrobił.

- Zarobił tylko na komputer. A ja na całe wydawnictwo. Bo ja wlazł w ten biznes, żeby zarobić na Encyklopedię Gutenberga - wyjaśnia Tadeusz.

Przeciętny jacht w ogródku

- Państwo Kurpisz są po czterdziestce, z wykształcenia są filologami. Mieczysław Kurpisz jest doktorem filozofii, a Anna Kurpisz przez dziesięć lat pracowała w szkole - wylicza Dorota Sokołowska-Morysiak, radca prawny Wydawnictwa Kurpisz.

Tyle mniej więcej wiadomo o właścicielach Wydawnictwa Kurpisz (co zupełnie nie wyjaśnia ogromu wydawnictwa, w którym pracuje kilkaset osób).

- Pan Kurpisz budował przez dziesięć lat pełnomorski jacht w ogrodzie przy domu - przypomina sobie Dorota Sokołowska, mówiąc to tak, jakby chodziło o zbieranie znaczków albo obserwację motyli.

- Jacht? W ogródku? Pełnomorski?

- Po zakończeniu budowy przyjechał dźwig i jacht został przetransportowany na wybrzeże - dodaje, jakby to tłumaczyło wszystkie problemy z jachtem, nazwanym "Bona Terra", czyli "Dobra ziemia".

- Pan Kurpisz oparł się w 1991 r. na intuicji. Wszyscy mówili: reprint Gutenberga? To się nie może udać - wspomina Sokołowska.

No bo po co komu na półce 22 tomy nieaktualnej wiedzy? Nawet oprawionej w eleganckie, zielone płótno.

Nie sposób wysnuć wniosku

Wydawnictwo Kurpisz zostało zarejestrowane 18 marca 1991 r.

- Pierwszy tom Encyklopedii Gutenberga wysłaliśmy do subskrybentów na Wigilię 1992 roku - mówi Sokołowska. - Z naszych informacji wynika, że wydawnictwo pana Radjusza zostało zarejestrowane dopiero 23 grudnia 1992 roku.

Istnieją jednak ogłoszenia prasowe z tamtych lat. "Wydawnictwo Kurpisz, generalny dystrybutor Encyklopedii Gutenberga..."

- "Generalny dystrybutor", z tego rodzaju stylistyki wypowiedzi nie sposób wysnuć wniosku, że byliśmy przedstawicielem Tadeusza Radjusza - uważa Sokołowska (zarysowując konflikt, który doprowadzi na jesieni do procesu). - Rzekoma dystrybucja polegała na jednostkowym zakupie książek, które sprzedawaliśmy we własnym imieniu.

A byli my przyjaciele

- Kurpisza ja zatrudnił latem 1992 r., jako dystrybutora.

- Pan Radjusz na dowolne pytanie odpowiada, że jesteśmy jego dystrybutorem. A przecież nie jesteśmy - wyjaśnia Dorota Sokołowska, zarysowując konflikt.

Wydawnictwo Gutenberga założyli ponad 70 lat temu Duńczycy: Helge Fergo i P. Hansen Fergo. Ich największe osiągnięcie to wydanie w latach 1929-1938 Encyklopedii Gutenberga w dwudziestu dwóch tomach.

Problem właśnie w tym, kto ma prawo do wydawania reprintu. Czy Radjusz, czy może Kurpisz? Czy Kurpisz był dystrybutorem, który pozazdrościł zysku, czy może Radjusz zwietrzył szansę zarobku?

Jeden tom reprintu encyklopedii kosztuje kilkanaście złotych. Dobry papier, twarda płócienna oprawa, złote litery. Jeśli można użyć tego określenia do encyklopedii, to metr Gutenberga na półce wypada najtaniej i prezentuje się wspaniale (nie będziemy w tym miejscu rozstrzygać, czyje litery na grzbiecie są bardziej złote).

Z początku tom encyklopedii Radjusza kosztował 10 złotych (teraz podrożał o 2 złote). Dodajmy bowiem, że oprócz młodzieńczego marzenia, żeby wydać encyklopedię, Tadeusz miał drugie - żeby była najtańsza. Cud, bo tak można określić ceny jego książek - Radjusz tłumaczy prosto - dopłacał.

Współpraca prysnęła pięć lat temu (według Kurpisza zaraz po wydaniu "A", albo według Radjusza trzy lata temu, po dojściu do "E"). Od tej pory Radjusz wydaje swój reprint (- Proszę tylko spojrzeć, o ile lepsze płótno), a Kurpisz swój (- Mamy bez porównania lepszy papier).

- Radjusz chciał w Urzędzie Patentowym zastrzec przedwojenny znak Gutenberga - wspomina Sokołowska. - Dowiedziałam się, że otrzymał odpowiedź odmowną, bo nie ma do znaku żadnych praw

Radjusz: - Ja Kurpiszowi dobrze zrobił, a on mnie do sądu podał. A byli my przyjaciele.

Ostatni Mohikanie

Helena: - My byli tacy ostatni Mohikanie. Mama nazywała się Sawiłowa. Od miasta Monte Savalli na Sycylii. W XII w. był taki Savalli i nie wiadomo, w jakiej sprawie przyjechał na Ruś. Ale jak przyjechał, tak się ożenił i został.

W 1922 r. prawie cała rodzina wyjechała z Rosji. Został Robert Stillmark, ojciec Heleny. Trafił do łagru i tam w 1951 roku w ciągu kilku miesięcy napisał powieść życia: "Spadkobiercę z Kalkuty". Pisał jako "murzyn" dla nadzorcy z ambicjami artystycznymi, w zamian za jedzenie i ciepły pokój. Nadzorca nazwiskiem Wasilewski to czarny charakter w historii rodziny. Będzie się przewijał w opowieściach rodziców Heleny jeszcze kilkanaście lat.

Historia robi się zagmatwana i nie wiadomo, czy życie nie przeplata się z fikcją, bo nadzorca, jak zdarza się często w powieściach łotrzykowskich, zamyślił zgładzić prawdziwego autora i opłacił nawet mordercę. Jednak złoczyńca poruszony pięknem książki nie wypełnił zadania.

W Związku Radzieckim powieść ukazała się tylko raz. W Polsce miała dwa wydania w latach 60. A teraz Gutenberg wydał ją po raz trzeci. - Strasznie naiwna, dziś nie sposób tego czytać, ale jakże romantycznie powstała - mówi bliski współpracownik Radjusza.

"Spadkobiercę z Kalkuty" zaludniają szlachcice, podróżnicy, odważni młodzieńcy i cnotliwe białogłowy. W książce występują piraci, którzy nazywają się np. kapitan Bernadito Luiz el Gorra, i są "odważni do szaleństwa i bezlitośni w boju", albo Bob Rekin "dla swej zajadłości zwany jednookim diabłem". Co chwila ktoś mówi: "Sacramento, niech mnie kule biją, niech to piorun strzeli, pal ich diabli". Piraci są jednoocy, dżentelmeni zażywni, niewolnicy czarni, damy delikatne. Czyli wszystko tak, jak być powinno.

Ale kto to dziś kupi?

Kobieta z Konina

Stillmarkowie mieszkali do 1957 r. w Krasnojarsku. Potem przenieśli się do Moskwy, mieszkali w suterenie, wreszcie za honorarium, które Robert, ojciec Heleny, dostał za "Spadkobiercę z Kalkuty", kupili dom. Robert zmarł dziesięć lat temu.

W 1991 r. Radjuszowie postanowili przenieść się do Polski.

- Tadeusz rozwiódł się ze mną i ożenił z kobietą z Konina - mówi Helena. - Tak trzeba było, żeby dostać obywatelstwo. Potem rozwiódł się z tamtą i znowu ożenił ze mną.

Daty pierwszego ślubu z Tadeuszem Helena nie pamięta - chyba w 1983 r. Pamięta za to datę drugiego ślubu: 13 sierpnia 1994 r.

- Cztery lata w tym pokoju spałem w nocy, a w dzień miałem wydawnictwo - opowiada Radjusz. - Aż wreszcie zaczęliśmy zarabiać.

W ten sposób Radjuszowie znaleźli swoje miejsce na ziemi, a Mieczysław Kurpisz akurat wypłynął w rejs. Gdzie jest teraz?

- Obecnie przebywa w Wenezueli. Od roku bowiem realizuje swoje marzenie podróży jachtem dookoła świata - wyjaśnia Sokołowska.

- A żona?

- Pani Kurpisz nie gustuje w jachtach. Ale spotykają się. Ostatnio w Gujanie.

O ile Kurpisz za zyski swojego wydawnictwa wykańczał w ogródku jacht, to Radjusz, jeśli można użyć tego określenia - inwestował w ludzi.

- Najął ja kierowcę. Kierowca domu nie miał. No to ja mu kupił. A potem sekretarka mówi, że mieszkać nie ma gdzie. To ja jej też dom kupił. No a żona mi mówi: Tadeusz, ty kierowcy dom kupił, sekretarce dom kupił, a ja, kiedy mnie kupisz? No to ja jej też dom kupił.

Kierowca i sekretarka już nie pracują.

- Źle pracowali, to ja ich wypędził - snuje opowieść Tadeusz.

- Tych, którym kupił pan domy? - chciałem się upewnić.

- No właśnie. A potem ja wydał poezję debiutanta - 10 tysięcy sztuk.

- Panie Tadeuszu, 10 tysięcy tomów poezji?

- No bo redaktorka mi mówi, że to się rozejdzie. No to ja powiedział: drukujemy. A przez dwa lata sprzedałem 500 egzemplarzy.

- A redaktorkę....

- A redaktorkę ja wypędził.

W ofercie Gutenberg-Print są też wiersze Tadeusza Piekły.

- Tadzio miał imieniny, to ja jemu wydał wiersze - mówi Radjusz. - Spotkaliśmy się w Muzeum Wojska Polskiego, jak wręczali mi szablę za ofiarowanie dwieście kompletów encyklopedii na budowę nowego Muzeum Wojska. A Tadzio potem napisał o mnie w "Polsce Zbrojnej" artykuł ogromny: "Gutenberg i szabla".

Tadeusz Piekło został już na stałe współpracownikiem Radjusza i pisze wstępy do książek (jako uznany autor zbioru poezji).

Prócz poezji Radjusz zajął się metafizyką. Wydaje Bibliotekę Filozofii Realistycznej.

Do małego mieszkanka wchodzi wysoki mężczyzna w kolorowej koszuli i zaśmiewając się opowiada kawał. - A to jest prof. Piotr Jaroszyński - przedstawia Radjusz. - Do niego też dokładam, bo wydałem mu tomik w serii "Etyka - Dramat życia moralnego".

Piotr Jaroszyński wykłada na KUL-u, a z Radjuszem poznał go ojciec Krąpiec, były rektor KUL-u, którego Radjusz też wydaje i też dokłada.

- Ojca Krąpca spotkałem przypadkowo - wspomina Radjusz. - Wziąłem go jako redaktora naukowego. Opowiedzieliśmy sobie parę kawałów i przypadliśmy sobie do serca.

Można by jeszcze zapytać, jak wygląda biznes-plan wydawnictwa (jeśli można użyć tego sformułowania w stosunku do Gutenberg-Print) i w jaki sposób można przetrwać wydając debiutancką poezję i metafizykę. Ale nie zapytamy. Tadeusz zrywa się z miejsca: - Idziemy z profesorem w szachy zagrać. A ja nie wiem, jak to wszystko funkcjonuje.

Wszyscy kochamy Tadzia

Katalog wydawnictwa Gutenberg-Print jest utrzymany w kolorze sepii. Cała pierwsza strona to wiersz "Wiatr ze wschodu" autorstwa Tadeusza Piekły, dedykowany Tadeuszowi Radjuszowi.

Wojciech Kurpik, rektor ASP w Warszawie, napisał tak: "Oto pojawia się ktoś przedziwnie bliski choć nieznajomy i dźwiga pamiątki serdeczne - świadectwa naszej kultury. Witam cię przeto przyjacielu serdecznie w domu moim, w domu naszym".

Michał Jagiełło, wiceminister kultury, stwierdził: - Jestem pełen podziwu dla Gutenberg-Print. Zaimponowała mi solidność wydania wszystkich dzieł, bardzo wysoki poziom edytorski, przystępna cena".

Wanda Kazimierska-Zbroja - jedyna żyjąca pracownica wydawnictwa Gutenberg powiedziała: - darzę Tadzia największą sympatią i miłością.

Kto to słyszał tak szybko wydawać

Radjusz wydaje reprint "Słownika Języka Polskiego" Samuela Bogumiła Lindego.

Kurpisz wydaje opracowany przez profesorów z Uniwersytetu Adama Mickiewicza 40-tomowy "Słownik Języka Polskiego". No i oczywiście suplement do Gutenberga. Wyszedł już tom pierwszy: "Literatura i Teatr". Będzie jeszcze siedem.

- PWN zarzuca nam zbyt szybkie tempo powstawania słownika - skarży się Sokołowska. - Należy jednak pamiętać, że w sumie słownik będzie powstawał przez dziesięć lat.

PWN wystąpił więc do sądu o naruszenie praw majątkowych - zarzucając, że wiele haseł brzmi tak samo, jak w wydanym przez PWN "Słowniku Języka Polskiego".

- Rzekome naruszenia to np. jednakowe brzmienie haseł w rodzaju "bratobójca to zabójca brata". A czy można to inaczej wytłumaczyć? - pyta Sokołowska.

W wywiadzie zamieszczonym w swoim reklamowym wydawnictwie Radjusz mówi:

o Kurpiszu - "na pewno nie konkurent, raczej nieuczciwy moim zdaniem przedsiębiorczy człowiek";

o jego książkach - "wymieniam książki Kurpisza, które czytelnik przynosi i pokazuje, że się rozklejają czy rozpruwają. Przeznaczam je na makulaturę";

o czytelniku - "czasem rezygnuję z zysku, żeby w ręce odbiorcy trafiła książka, którą nie tylko chce mieć, ale którą może kupić";

o sprzedaży - "byłem mile zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że w rankingu wydawniczym nasza encyklopedia zajęła pierwsze miejsce w tej kategorii dzieł, przed Encyklopedią PWN".

Mieczysław Kurpisz sięga w przyszłość

Mniej wiadomo o Mieczysławie Kurpiszu (ale pamiętajmy, że wciąż żegluje). A więc zawsze marzył (prócz podróży jachtem dookoła świata) o wydaniu Geografii Świata. - "Wielka Encyklopedia Geografii Świata" to coś w rodzaju podróży, która zaczyna się w kosmosie - opowiada Sokołowska. Pierwszy tom to właśnie kosmos. Równolegle wychodzi wersja na CD-ROM-ie. - Pan Kurpisz jest indywidualistą sięgającym daleko w przyszłość - stwierdza Sokołowska).

Reprint "Wielkiej Historii" to kolejny po encyklopedii punkt zapalny. Bo dziwnym zrządzeniem losu zarówno Gutenberg-Print jak i Wydawnictwo Kurpisz znowu wydają to samo (tym razem format jest większy, a płótno brązowe).

O ile problem encyklopedii można streścić jako walkę fałszywego Gutenberga z prawdziwym (a z opowieści wynika, że oba są prawdziwe), o tyle tu mamy do czynienia z walką Legalnej "Historii" z Nielegalną.

Prawo autorskie do całości wygasły w 50 lat po wydaniu. Ale prawa na poszczególne rozdziały dopiero 50 lat po śmierci twórców.

- Ponad pół roku zajęło nam wyszukanie 29 spadkobierców autorów - wyjawia Sokołowska sposób, w jaki "Kurpisz zdobył prawa do mniej więcej 60 proc. >>Historii<<".

Tymczasem Radjusz wydaje "Historię" bez licencji, nie zważając na części zakupione przez Kurpisza.

Kurpisz zaproponował Radjuszowi kupienie licencji. Radjusz zasugerował Kurpiszowi rozstrzygnięcie sprawy przez agencję Secret Service.

Sokołowska: - Nie skorzystaliśmy z propozycji.

Kiedy coś drgnie

Radjusz z Jaroszyńskim poszli grać w szachy, a Helena Sztilmark stara się trzymać wydawnictwo nogami na ziemi - o ile można tak powiedzieć o wydawnictwie. Na przykład kwalifikuje do druku poezję. No i opiekuje się parką jamników: Gutkiem (od Gutenberga) i Filonką.

- Robię to, co lubię. I wydaję też to, co lubię. Kiedy ja przeczytała wiersze Pawła Bartłomieja Greca, to coś we mnie tam, gdzie dusza jest, aż jęknęło. Bo przecież bez poezji nie ma życia.

- A jak nic nie jęknie?

- A to jest następna kontrola, dajemy takie wiersze literatowi do przeczytania.

Wydawnictwo Kurpisz trzyma nogami na ziemi Anna Kurpisz (która nie chce nic mówić, chociaż wróciła już z Gujany).

Z początku zajmowała się wszystkim. Pakowała nawet wysyłane książki. Wydawnictwo rosło. Kupili drukarnię i w niej zaczęli drukować Encyklopedię Gutenberga. Po reprintach przyszła literatura współczesna. Literaturę współczesną Mieczysław Kurpisz przeważnie produkował sam. Wydał kilka swoich książek: najgłośniejsza to "Striptiz papugi". W książce przewija się Gombrowicz i nie wiadomo o co chodzi, ale to nie szkodzi. Nie ma oczywiście akcji, pełno zaś eksperymentów. A to na stronie jest tylko jedno słowo, a to każde słowo drukowane jest inną czcionką albo litery z górnego wersu zachodzą na dolny.

- Kurpisz to nawet Gombrowicza na szwank wystawił. W tej książce "Striptiz papugi" położył Gombrowicza i Wysockiego i wkładał im w usta pornograficzne wynurzenia - oskarża Radjusz.

- Pan Kurpisz może sobie pozwolić na twórcze kreacje literackie dla nielicznych i samego siebie - zauważa Sokołowska, która przez "Striptiz papugi" nie przebrnęła, ale zna osobę, która przeczytała tę książkę. Osobą tą jest księgowa i "Striptiz" się jej podobał.

Ich też wypędził

Tadeusz Radjusz o suplemencie do encyklopedii w ulotce reklamowej: "przygotowuję się do wydania trzydziestotomowego suplementu".

W innym druku reklamowym: "nad suplementem pracuje kilkadziesiąt ośrodków naukowych".

Prywatnie: - Suplement już dwa razy prawie wychodził i nie wyszedł. Miał ja redaktorkę suplementu. Ta redaktorka zatrudniła profesora, żeby zrobił suplement. A potem go wypędziła. A potem zatrudniła sto profesorów. Ale ja ich wypędził.

- Ta redaktorka...

- No tak, potem ja ją też wypędził. Został Jaroszyński. A Jaroszyńskiego nie mogę wypędzić, bo z kim bym w szachy grał?

- Ty masz znajomych w wariackim szpitalu - wzdycha Helena.

- Ale Szpitalu Szachowym - podkreśla Tadeusz. - No więc ja pomyślał, że ja zrobię hasła ścisłe, profesor Jaroszyński filozoficzne, a jego kolega przyrodnicze. Będzie dziesięć tysięcy haseł.

- Tak w trójkę - wszystko? Całą wiedzę z 60 lat?

- No, najmę jeszcze paru profesorów.

Profesorów najmuje w Lublinie na KUL-u.

Jaroszyński: - Tadziu, a może zrobimy Instytut Gutenberga na bazie encyklopedii i to będzie bomba!

- Jasne, że zrobimy - cieszy się Radjusz.

Jaroszyński: - Zrobimy suplement, bo encyklopedia to rząd dusz. Dotąd encyklopedie były pisane ideologicznie. A przecież mają po prostu przekazywać prawdę.

Ojciec kałasza zakazał

Mieczysław Kurpisz płynie "Bona Terrą" po morzach i oceanach i robi tysiące zdjęć. Zdjęcia przychodzą do Polski i wchodzą do kolejnych tomów "Encyklopedii Geografii Świata". O Mieczysławie Kurpiszu wiadomo jeszcze, że w brazylijskim porcie Pernambuco wymienił silnik w jachcie. Postój trwał kilka miesięcy. Kurpisz ruszył w dżunglę.

Tadeusz Radjusz za bardzo w to nie wierzy. - A kto Kurpisza wie? Może siedzi on w piwnicy w Polsce i boi się, żeby ja z kałaszem nie przyszedł? Ale ojciec Krąpiec mi zabronił z kałaszem chodzić.

Wielu pracowników Wydawnictwa Kurpisz nigdy nie widziało szefa na oczy. Ale każdy może do niego zadzwonić. Albo napisać list. Tak więc Mieczysław Kurpisz istnieje naprawdę. Nie ma go na zdjęciach z tropików, których przysyła tysiące.

Nie lubi się fotografować. - Jako wytrawny podróżnik ma ten etap poza sobą - wyjaśnia Sokołowska.

Przecież mają jamniki

- Kurpisz to może nawet nie taki zły człowiek jest - zastanawia się Radjusz. - Kiedyś mi córkę na kolana sadzał i mówił jej: - Popatrz, to jest wydawca Encyklopedii Gutenberga. On nam pomoże.

- Być może w odróżnieniu od swoich wypowiedzi Radjusz jest sympatycznym człowiekiem? - zastanawia się Dorota Sokołowska, która też ma jamnika i nigdy nie podejrzewała, że konkurent jej pracodawcy może kochać psy.

Drogi się rozchodzą

Tadeusz Radjusz ma ojca Krąpca.

- Tadeusz to wspaniały człowiek - mówi ojciec Krąpiec. - I nie ma potrzeby dodawać nic więcej.

Kurpisz ma Henryka Berezę (który napisał entuzjastyczną recenzję "Striptizu papugi"). - Bo my nie uderzamy w kręgi kościelne - wyjaśnia Sokołowska.

Kurpisz będzie wydawał Encyklopedię Britannicę i Encyklopedię na CD-ROM-ie. A Encyklopedia Gutenberga?

- To gałąź, która zanika - wyjaśnia Sokołowska. - Drukujemy suplementy. Przed nami Britannica. Wiele polskich wydawnictw starało się o przywilej wydawania Britanniki. A dostaliśmy go my. I to o czymś świadczy.

Radjusz zapowiada reprinty: "Nowych Aten" księdza Chmielowskiego i "Żywotów Świętych" księdza Skargi. I chyba w tym momencie drogi Gutenberg-Print i Wydawnictwa Kurpisz rozchodzą się.

Chyba że spotkają się jamniki.

Zgodnie z prawem prasowym, na żądanie Tadusza Radjusza przedstawiliśmy mu jego wypowiedzi do autoryzacji. Odmówił jej i stwierdził, że nie życzy sobie publikacji tekstu. Prawo prasowe nie zobowiązuje nas do honorowania takiego życzenia

  •  









    Gazeta Wyborcza nr - 02/11/2000

     

     

    CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ

     

    LESZEK K. TALKO

    Radjusz i Kurpisz wydają encyklopedię

     

    13 września 1996

    Na początku była encyklopedia. Szacowna, 22-tomowa, przedwojenna. Potem na scenie pojawili się wydawcy. Tadeusz Radjusz - założyciel Gutenberg-Printu, Polak z Wilna, od 1991 r. w Polsce, brat-łata mówiący śpiewną gwarą z kresów, prowadzący wydawnictwo w zagraconym tysiącami książek mieszkaniu w starej kamienicy. Mieczysław Kurpisz - wysoki filozof z kucykiem, założyciel wydawnictwa Kurpisz, który pisał eksperymentalne książki. W "Chichocie Papugi" na stronie było tylko jedno słowo, za to każda litera była zapisana inną czcionką. Wybudował sobie w ogródku jacht pełnomorski i ruszył nim w rejs dookoła świata.

    Cztery lata temu byłem ciekawy, dlaczego obaj wydają reprint tej samej, nieaktualnej już encyklopedii. Obaj wydawali tanio i w dużych nakładach. Jeden tom encyklopedii, oprawionej w zielone płótno ze złotymi literami, kosztował tylko kilkanaście złotych. Okazało się, że procesują się w sądzie o prawo do wydawania Gutenberga. Na początku współpracowali. Wiadomo, że współpraca prysnęła - według Kurpisza - zaraz po wydaniu "A" albo - według Radjusza - po dojściu do "E". Z Tadeuszem Radjuszem zasiedliśmy w salonie wypełnionym książkami.

    - Napijemy się wytrawnego - zadecydował Radjusz.

    Napiliśmy się, zapaliliśmy po długim royalsie bez akcyzy.

    - A byli my z Kurpiszem przyjaciele - westchnął pan Tadeusz. - Niech no pan zobaczy, o ile płótno mojej encyklopedii lepsze - i wyciągnął swój egzemplarz.

    - A my mamy bez porównania lepszy papier - powiedzieli mi pracownicy Kurpisza.

    Tadeusz Radjusz opowiadał o swoim niestandardowo prowadzonym wydawnictwie. - Najął ja kierowcę. Kierowca domu nie miał. No to ja mu kupił. A potem sekretarka mówi, że mieszkać nie ma gdzie. To ja jej też dom kupił. No a żona mi mówi: - Tadeusz, ty kierowcy dom kupił, sekretarce dom kupił, a ja, kiedy mnie kupisz? No to ja jej też dom kupił. Ale że źle pracowali, to ja ich wypędził - snuł opowieść. - Tych, którym kupił pan domy? - chciałem się upewnić. - No właśnie.

    Pojechałem do wydawnictwa Kurpisz w dużym biurowcu w Poznaniu. Szefa nie było od lat. Płynął dookoła świata. - No, jak sobie już zbudował jacht w ogródku, to popłynął - wyjaśniali pracownicy, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Dowiedziałem się, że w brazylijskim porcie Pernambuco Mieczysław Kurpisz wymienił silnik w jachcie, a potem ruszył w dżunglę. Tadeusz Radjusz za bardzo w to nie wierzył. - A kto Kurpisza wie? Może siedzi on w piwnicy w Polsce i boi się, żeby ja z kałaszem nie przyszedł? Ale ojciec Krąpiec z KUL, mój przyjaciel, zabronił z kałaszem chodzić.

    Po kilku dniach i po czterech latach

    Po artykule do redakcji przyszły dwa listy. Pierwszy od Mieczysława Kurpisza z Bogoty. Napisał: "Uśmiałem się do łez. Świetna robota, to nowy Mrożek". Drugi od Tadeusza Radjusza, który w 13 punktach zarzucił mi kłamstwo. Począwszy od tego, że nie mówi gwarą z kresów, ale świetnie mówi po polsku, poprzez to, że nigdy w życiu nie mówił o kałaszu, a skończywszy na tym, że papierosy, które paliliśmy, miały akcyzę.

    Zrobiło mi się przykro. Polubiłem obu panów.

    Tadeusz Radjusz zadzwonił kilka miesięcy temu. - Na początku, jak ja przeczytał artykuł, to ja chciał Ukraińca wynająć i na pana nasłać - powiedział. - Ale potem ja pomyślał. Gdzie tam mi na pana Ukraińca nasyłać. Toż ten artykuł był świetną reklamą dla mnie. I pomyślał ja wtedy, że jeszcze bym dał panu sto milionów nagrody za taką reklamę.

    Ostatecznie nic nie wyszło z żadnego z tych pomysłów.

    Mieczysław Kurpisz wciąż żegluje. Ostatnio dopłynął do Tanzanii i ruszył w teren. - Robi masę zdjęć, które wykorzystujemy w naszych książkach - opowiada Kazimierz Grzesiak, dyrektor wydawnictwa Kurpisz. - Wymyślił serię "Spoza Raju". To będą książki pokazujące inną stronę rzeczywistości. Na przykład Australię z punktu widzenia Aborygenów.

    - Czy te książki pana Kurpisza są dalej takie... - zawahałem się, pamiętając "Chichot Papugi" - ...nowoczesne?

    - Szef przestał eksperymentować. Wydaje mi się, że pisze dojrzalej, teraz to są reportaże - mówi Kazimierz Grzesiak.

    - Ale czy on wróci z tej podróży?

    - Niezbadane są wyroki boskie, a losy Kurpisza w szczególności - śmieje się Grzesiak. - Wydaje mi się, że on już połknął bakcyla. Nie wyobrażam go sobie za biurkiem.

    - A co z procesami z Radjuszem?

    - To już dawno zakończone - mówi Grzesiak. - Nawet nie pamiętam szczegółów. Ale wygraliśmy wszystkie procesy. To skończona sprawa.

    Tymczasem pan Tadeusz zadzwonił do mnie jeszcze raz.

    - Ja znalazł papiery na Kurpisza. To ja pomyślał: dam je panu, pan swoim stylem opisze je w książce.

    - No i co dalej? - zapytałem ostrożnie.

    - Wtedy z książką pójdziemy do Kurpisza, a on się przestraszy i da nam pół miliona dolarów, żebyśmy jej nie opublikowali - przewidywał pan Tadeusz.

    - A jeśli się nie przestraszy?

    - To wtedy ja ją wydam. W stu, nie, w dwustu tysiącach egzemplarzy, zarobimy też pół miliona dolarów. No to jak?