Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Polityka - 2006-11-11

 

Aleksandra Porada

Biały proszek, czarne msze

Kiedy tropy prowadzą do pałacu

 

Opowieść o układzie trucicielsko-aborcyjno-antyrządowym z czasów Ludwika XIV, narodzinach nowoczesnej policji, meandrach pracy trybunału specjalnego i sposobach rozumienia prawa i sprawiedliwości przez władcę.

 

Historia nowoczesnej policji francuskiej zaczyna się 15 marca 1667 r., gdy Ludwik XIV podpisuje przygotowany przez swego ministra Colberta edykt o utworzeniu nowej instytucji - lieutenance générale de police de Paris, kładący (prawie) kres niejasnościom co do zakresu kompetencji urzędników, sędziów i zwierzchników straży miejskich, których zadaniem było zwalczanie przestępczości w stolicy.

Pierwszym szefem policji został Nicolas Gabriel de La Reynie - sumienny urzędnik o nieposzlakowanej opinii. Objąwszy funkcję okazał się świetnym organizatorem, energicznym i inteligentnym, zdolnym skutecznie zwalczać nie tylko nielegalne wydawnictwa, jaskinie gry czy prostytucję, ale też poprowadzić wielowątkowe śledztwo, które trwało bez mała dekadę i uderzyło nie tylko w paryskie podziemie przestępcze, ale i w bezpośrednie otoczenie króla.

Trop pierwszy: markiza de Brinvilliers

W 1672 r. zmarł w Paryżu śmiercią naturalną niejaki Godin de Sainte-Croix. Ponieważ był zadłużony, przedstawiciele policji opieczętowali jego mieszkanie. Wkrótce ich uwagę zwróciło zachowanie markizy de Brinvilliers, która zażądała, aby policja wydała jej znajdującą się w mieszkaniu szkatułkę, w której, jak twierdziła, znajdowały się papiery do niej należące. Jej prośby, następnie groźby i w końcu propozycja łapówki tylko zachęciły stróżów prawa do otwarcia skrzyneczki: w środku znaleźli pliki listów pani markizy i zagadkowe fiolki. Zwierzęta, którym podano ich zawartość, padły. Z listów zaś można było się dowiedzieć, że markiza miała z Sainte-Croix namiętny romans; że gdy jej ojciec romans odkrył i postarał się o umieszczenie amanta w więzieniu, markiza zaczęła podawać rodzicowi truciznę; że po ojcu uśmierciła też dwóch braci.

W trakcie śledztwa okazało się, że skuteczność trucizn, których dostarczał jej Sainte-Croix, wypróbowywała faszerując nimi słodycze, które rozdawała biedakom w przytułku pozując na anioła dobroczynności. W końcu postanowiła pozbyć się też męża i poślubić kochanka. Tymczasem Sainte-Croix ożenek z trucicielką nie nęcił, zaopatrywał więc nieszczęsnego męża w antidotum i na wszelki wypadek przechowywał jej zdumiewająco szczere listy.

Markizę, która nie czekając na wynik śledztwa uciekła za granicę, skazano zaocznie na śmierć. Wielomiesięczny proces był źródłem sensacji dla miasta i dworu - zaczęły huczeć od plotek i oskarżeń. W listopadzie 1673 r. zmarł niespodziewanie hrabia de Soissons: podejrzenia padły na jego włoską żonę - zwłaszcza że od czasów Katarzyny Medycejskiej Włoszki uważano za specjalistki od trucizn. W kwietniu 1675 r. zmarł książę Sabaudii i Piemontu Karol Emanuel II. Było to oczywiste otrucie. Atmosfera w Paryżu stała się nerwowa i nawet kiedy markizę schwytano (ukrywała się w klasztorze w Liege), a następnie ścięto 17 lipca 1676 r. na placu de Greve, nie uspokoiło to podejrzeń mnożących się z każdym przypadkiem nagłej choroby czy śmierci.

Trop drugi: Madeleine Gueniveau, trucicielka plebejuszka

W tym czasie trafiła do aresztu niejaka Madeleine Gueniveau, podająca się za wdowę po zamożnym adwokacie Faurie. Jego krewni twierdzili, że była to jedynie utrzymanka, która sfałszowała akt ślubu i testament. W toku śledztwa okazało się, że Gueniveau namówiła księdza nazwiskiem Nail do sporządzenia aktu ślubu i udawania przed notariuszem pana Faurie, pragnącego jakoby zabezpieczyć młodą żonę w testamencie. Jako że zaraz po wystawieniu obu dokumentów adwokat zmarł - policja zaczęła dochodzenie na okoliczność otrucia.

Kiedy w styczniu 1677 r. Gueniveau napisała do ministra wojny Louvois, że wie o spisku na życie króla, policja potraktowała sprawę poważnie i do rozmów z oskarżoną zasiadł sam szef policji La Reynie. Gdy nabrał pewności, że opowieści o jej rzekomym darze przepowiadania przyszłości i pragnieniu zaoferowania swych usług władzy są tylko próbą zyskania na czasie, nic już nie stało na przeszkodzie, aby kobietę i księdza skazać na śmierć za fałszerstwo i otrucie pana Faurie. A następnie uznać, że dwie sprawy trucicielek nie mają ze sobą nic wspólnego. Wtedy jednak pojawiły się nowe tropy, które wskazywały na coś całkiem innego.

Trop trzeci: Louis de Vanens, producent trucizn

We wrześniu w kościele jezuitów znaleziono kartkę wyglądającą na fragment listu kobiety z wyższych sfer do kochanka. Była w nim mowa o białym proszku i karach za zamach stanu. W tym samym czasie spowiednicy z Notre-Dame powiadomili policję, że ostatnio wielu penitentów wyznawało, iż podawało komuś truciznę. W listopadzie zatrzymano niejakiego Louisa de Vanens, podejrzewanego o fałszowanie monet. W wynajętym przez niego mieszkaniu znaleziono proszki i płyny - toksyczne, jak stwierdzili eksperci.

Vanens spędził kilka miesięcy w Bastylii w 1676 r., po tym jak właścicielka mieszkania, które wówczas wynajmował, poinformowała policję o jego podejrzanych eksperymentach chemicznych. Kobieta, jak się teraz okazało, zmarła wkrótce po wyjściu Vanensa na wolność, a on sam udał się do Turynu, skąd wyjechał dokładnie na cztery dni przed nagłą śmiercią księcia Karola Emmanuela. Vanens miał gotowe odpowiedzi na wszelkie pytania; więcej dowiedziała się policja od kochanki jego służącego, zwanego Lachaboissičre. Dziewczyna twierdziła, że planował on zatrudnić się w gwardii w Wersalu i że razem odwiedzali abbé Naila w więzieniu. Teraz policja mogła uznać, że być może Gueniveau (patrz trop drugi) faktycznie wiedziała coś o spisku na życie króla; ale kobieta już nic więcej nie powiedziała.

Trop czwarty: wróżka Marie Bosse

Kolejny etap śledztwa rozpoczął się z końcem 1678 r. dzięki temu, że adwokatowi Perrin zdarzyło się wziąć udział w zakrapianym obiedzie u krawca Vigoureux. Była tam też przyjaciółka pani domu, wróżka, która pijana w sztok zaczęła opowiadać o sprzedawaniu trucizn bogatym damom. Wytrzeźwiawszy, adwokat na wszelki wypadek poinformował o tym kogo trzeba. 4 stycznia 1679 r. o świcie policja wtargnęła do domu państwa Vigoureux i do mieszkania owej wróżki Marie Bosse i znalazła u niej amatorskie laboratorium chemiczne.

Bosse zajmowała się oficjalnie wróżeniem z dłoni. Wiele kobiet, które przychodziły do niej w nadziei poznania przyszłości, pytało, jak długo jeszcze będą musiały znosić męża pijanicę, czy doczekają się spadku po nieznośnej teściowej lub czy kochanek na wieść o ciąży wreszcie się z nimi ożeni? Bosse była dobrym psychologiem. Umiała przekonać swe klientki, że zamiast czekać na uśmiech losu, mogą same pozbyć się bijącego męża lub kompromitującej ciąży i przyśpieszyć otrzymanie spadku. Wkrótce zaopatrywała w odpowiednie proszki wiele pań - także z wyższych sfer.

Takich jak Bosse było w Paryżu więcej, a policja wyłapywała je teraz jedną po drugiej: Lepčre, Dodée, Joly, Méline, Trianon... cała siatka kobiet z plebsu, zajmujących się wróżeniem, produkcją afrodyzjaków, handlem truciznami i przerywaniem ciąży. Ich historie były podobne - zwykle obejmowały męża, który odszedł lub pił, zmuszając je do znalezienia jakiegokolwiek źródła dochodów. Ich kariery z reguły zaczynały się od usług wróżbiarskich i często kończyły na dostarczaniu płodów organizatorom czarnych mszy. Dopełnieniem siatki byli celebranci tych mszy, amatorzy czarnej magii (w tym księża, jak Nail, Guibourg i Mariette). Byli i stali dostawcy: aptekarze, alchemicy i znający się na ziołach pasterze, oraz informatorzy: armia krewnych i kumów zatrudnionych jako służba w zamożnych domach, którzy dostarczali wróżkom informacji, dzięki którym mogły one robić wrażenie na swoich klientkach.

La Reynie penetrował ów upiorny światek, jak mógł najdyskretniej, aby nie wywołać histerii polowań na czarownice - to utrudniłoby znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy spisek na życie króla rzeczywiście istniał. Posługiwał się przy tym metodą zakupu kontrolowanego; żona jednego z policjantów szła do wróżek z prośbą o horoskop i żaliła się przy okazji na brutalnego męża. Jeśli wróżka oferowała specyfik mający wyprawić brutala na tamten świat, policja miała podstawy do aresztowania.

Elementy układanki zaczynały pasować do siebie - okazało się, że Bosse była przyjaciółką Gueniveau (trop drugi), której wspólnik Nail miał konszachty z producentami trucizn, którym szefował Vanens (trop trzeci). W końcu La Reynie ustalił, kto był postacią centralną paryskiego podziemia.

Trop piąty: Catherine Monvoisin, szara eminencja

12 marca 1679 r. aresztowano Catherine Monvoisin, zwaną la Voisin, jowialną paniusię w średnim wieku, żonę złotnika nieudacznika, którego utrzymywała razem z gromadką dzieci i staruszką matką. Oficjalnie Voisin była wróżką znaną ze swej arystokratycznej klienteli; nieoficjalnie w zakres oferowanych przez nią usług wchodziły skrobanki i sprzedaż trucizn. To do niej prowadziły wszystkie nitki: znała Bosse i inne szemrane akuszerki, które szczątków płodów i noworodków pozbywały się za pomocą pieca stale dymiącego w jej ogrodzie. Znała producentów trucizn, w tym Vanensa. I dopiero co dwukrotnie usiłowała dostać się na dwór, aby wręczyć królowi pismo z prośbą. To ostatnie zaintrygowało La Reynie'ego: skoro wśród jej stałych klientek były damy dworu, dlaczego Voisin nie poprosiła jednej z nich o przekazanie pisma królowi?

Król powołuje trybunał

7 kwietnia 1679 r. Ludwik XIV utworzył specjalny trybunał, którego rolą było osądzić członków aborcyjno-trucicielskiej siatki na podstawie zbieranych przez ludzi La Reynie'ego dowodów. Pierwszy wyrok zapadł w maju: Bosse skazano na spalenie żywcem. Do 12 sierpnia 1679 r. wykonano też egzekucje na trójce jej wspólników. Vigoreux zmarła w czasie tortur.

Od wiosny 1680 r. toczyły się procesy ich klientek - mieszczek i arystokratek, którym udowodniono otrucie mężów i kochanków. Paryżanie śledzili z zainteresowaniem postępy śledztwa i procesy, jednak nadzwyczajny trybunał zaczął budzić kontrowersje. Mieszczan oburzały łagodniejsze wyroki dla pań lepiej urodzonych lub spowinowaconych z sędziami, arystokraci zaś uważali, że procedura sądowa dobra jest dla pospólstwa, a grzechy członków ich sfery powinno się wyjaśniać w czasie poufnych rozmów z królem, tak, aby imię rodu nie ucierpiało. Ale tworząc trybunał, król miał właśnie zamiar zademonstrować swą bezkompromisowość w ściganiu i karaniu zbrodniarzy ze wszystkich warstw.

Wszystkich? Ludwik XIV zmienił nastawienie, gdy w październiku 1679 r. La Reynie przekazał mu, o czym zaczęli mówić Voisin (trop piąty) i jej kochanek, "czarownik" Le Coeuret, zwany Le Sage (Mędrzec). Posypały się oskarżenia: księżne i hrabiny przerywały ciąże i zamawiały czary, aby odbić jedna drugiej amantów. Marszałek de Luxembourg chciał się za wszelką cenę pozbyć żony i ożenić syna z córką ministra wojny. Dramatopisarz Racine otruł kochankę, markiz de Feuquičres truł bogatego wuja, hrabina de Soissons, jej siostra księżna de Bouillon i markiza d'Alluye - mężów. Rytuały czarnej magii odprawiano na samym dworze w apartamencie pani de Thianges, siostry faworyty króla markizy de Montespan. I w końcu - sama pani de Montespan: tak, ta wyniosła piękność, która urodziła królowi ośmioro dzieci, ona też była ich klientką, od lat zamawiała afrodyzjaki i czarne msze, aby utrzymać przy sobie Ludwika XIV!

Tropy wiodą do pałacu

Król natychmiast rozkazał La Reynie'emu przekazywanie treści zeznań dotyczących faworyty bezpośrednio sobie i zatajanie ich przed sędziami trybunału. Po pierwszych aresztowaniach, obejmujących osadzenie marszałka de Luxembourg w Bastylii, na dworze zapanowała panika. W styczniu 1680 r. hrabina de Soissons i markiza d'Alluye uciekły, za cichym przyzwoleniem króla, za granicę. W lutym Voisin spłonęła na stosie. Ale wtedy zaczęła mówić jej córka: o tym, że pani de Montespan zamawiała czarne msze w intencji utrzymania miłości króla i że w czasie jednej z tych mszy abbé Guibourg, wspólnik jej matki, zabił noworodka; że do matki przychodziła po jakieś proszki panna Desoeillets, zaufana pani de Montespan; wreszcie, że wspólnicy matki, przebrani za kupców bławatnych, usiłowali sprzedać zatrute jedwabie pannie de Fontanges - nowej kochance króla.

Do tego doszły zeznania Françoise Filastre - służącej w domu, gdzie niegdyś produkował trucizny Vanens (trop trzeci). Aresztowano ją w grudniu 1679 r., kiedy miała przy sobie listy polecające, które miały jej pomóc uzyskać posadę służącej w domu panny de Fontanges. Zeznała, że jeździła do Normandii, gdzie na zamówienie pani de Montespan kupowała u pasterza Galeta "proszki miłosne" dla króla; opowiedziała też o "mszach na opak" i własnym dziecku, które "oddano diabłu". W czasie pobytu w więzieniu ktoś dwukrotnie próbował ją otruć. Być może ten sam ktoś, kto postarał się, aby współpracowniczkę Voisin, Trianon, znaleziono w celi z poderżniętym gardłem.

15 września 1680 r. pasterz Galet potwierdził, że sprzedawał Filastre afrodyzjaki własnej roboty. 30 września król, po zapoznaniu się z protokołem zeznań, zawiesił prace trybunału.

A tymczasem abbé Guibourg przyznał, że odprawiał czary i czarne msze, mające podsycić gasnącą namiętność króla do pani de Montespan, w trakcie których zabito niemowlę. Opowiedział, że w 1676 r. sprzedał truciznę dwóm szlachcicom planującym zgładzić ministra Colberta. Potwierdził też, że panna Desoeillets przychodziła do Voisin odbierać zamówione przez markizę de Montespan afrodyzjaki sama lub w towarzystwie szlachcica wyglądającego na Anglika.

Minister wojny Louvois sam przesłuchał pannę Desoeillets w listopadzie 1680 r. Zeznania więźniów silnie ją obciążały, ale zaprzeczyła wszystkiemu, zwłaszcza znajomości z tajemniczym Anglikiem. Tymczasem to właśnie najbardziej interesowało ministra! Przecież obcy wywiad mógłby być zainteresowany podsunięciem Ludwikowi XIV trucizny rękami faworyty. Skoro pani de Montespan od lat dosypywała królowi do wina jakieś proszki, wystarczyło podmienić afrodyzjak na substancję toksyczną. Panna Desoeillets miała okazję, żeby to zrobić.

Ministra finansów Colberta zaalarmowało oświadczenie córki Voisin, że pismo, które jej matka chciała wręczyć królowi, mogło być nasączone trucizną, i że pani de Montespan, widząc, iż mimo wszystkich magicznych zabiegów nie zdoła zatrzymać przy sobie króla, zażyczyła sobie jego śmierci. Colbert uznał to za absurd - bez króla, który obsypywał ich dzieci bogactwami i zaszczytami nawet wtedy, gdy wziął sobie nową kochankę, pani de Montespan byłaby niczym i dobrze o tym wiedziała. Torturowana Voisin nigdy nie mówiła o pannie Desoeillets lub o tym, żeby zazdrość o pannę de Fontanges miała popchnąć panią de Montespan do planów zamordowania króla.

Colbert sporządził dla króla raport, w którym analizował sprzeczności w zeznaniach członków siatki, wykazując, że abbé Guibourg i córka Voisin mogli dodać do zeznań historyjkę o zamachu na króla, aby zyskać na czasie, jak niegdyś Gueniveau (trop drugi). Jednocześnie zwrócił się do adwokata Duplessis z szeregiem pytań natury formalnej - np. czy można kogoś skazać wyłącznie na podstawie zeznań współoskarżonych? Ekspert odparł, że nie. A w sytuacji braku dowodów rzeczowych, których ówczesna medycyna po prostu nie była w stanie dostarczyć, tylko zeznania członków siatki obciążały m.in. panią de Montespan..., z siostrzeńcem której Colbert niedawno zaręczył własną córkę.

Finał: urzędnik Jean Maillard, kozioł ofiarny

Królowi, jego prawej ręce Colbertowi i ministrowi wojny zależało więc na utajnieniu śledztwa i wyciszeniu sprawy. Trybunał pozostawał w zawieszeniu przez 19 miesięcy, ale szef policji La Reynie wciąż prowadził przesłuchania. W końcu, ryzykując, że narazi się nietolerującemu sprzeciwu władcy i dwóm najpotężniejszym ministrom, udał się do króla z prośbą o wznowienie prac trybunału. W więzieniach znajdowało się wciąż 147 aresztowanych w związku z działalnością siatki - jeśli nie można skazać na podstawie zeznań innych oskarżonych, większość z nich należałoby uwolnić. Jak miał kontynuować to dochodzenie? I jak w ogóle można kogokolwiek sądzić, gdy znacząca część zeznań ma być utajniona przed sędziami?

9 maja król nakazał trybunałowi podjąć pracę - jednak do publicznej wiadomości nie mogły się przedostać rewelacje na temat pani de Montespan. Wszyscy, którzy zeznali cokolwiek na jej temat, zostali rozwiezieni po więzieniach Francji, gdzie mieli pozostać aż do śmierci - bez wyroków. Dyrektorom więzień powiedziano, że ci ludzie, winni szkalowania królewskiej faworyty, mają pozostawać w celach pojedynczych, aby nie mogli się z nikim kontaktować. W ten sposób zmarli w izolatkach nie tylko tacy jak Vanens, ale i dwórka, której jedyną winą byłą to, że przyjaźniła się z panną Desoeillets, więc mogła coś wiedzieć.

Jednocześnie król wciąż chciał zademonstrować poddanym skuteczność policji i surowość sędziów, należało więc zająć uwagę poddanych procesem tych oskarżonych, którzy o sprawkach dam dworu nic nie wiedzieli.

Idealny do tego celu był Jean Maillard, urzędnik aresztowany w sierpniu 1681 r. Znał Sainte-Croix, i, co lepsze, był przyjacielem niejakiego Pinona, zmarłego kilka lat wcześniej, zrujnowanego przez Colberta. Pasterz Debray, aresztowany na skutek zeznań Guibourga, twierdził, że sprzedał Pinonowi truciznę. W procesie Maillarda połączono więc sprawę markizy de Brinvilliers (trop pierwszy) i spisek przeciwko rządowi w osobie Colberta (trop ostatni).

Amatorzy sensacji mogli być usatysfakcjonowani. Samemu Maillardowi w zasadzie nic poważnego nie dowiedziono, ale wysłano go na szafot w lutym 1682 r. W lipcu powieszono lokaja Vanensa. Był to ostatni rozdział w historii nadzwyczajnego trybunału do spraw afery trucicielskiej. Układ trucicielsko-aborcyjno-antyrządowy został rozbity i osądzony. 21 lipca 1682 r. król rozwiązał trybunał.

Oskarżeniami wobec pani de Montespan król zajął się sam: nie pozwolił, by jego nałożnica stanęła przed sądem i osobiście dopilnował, aby akta, w których mowa była o jej powiązaniach z siatką, zostały zniszczone. Zachował się za to list La Reynie'ego z 11 października 1681 r. do ministra wojny Louvois, w którym szef policji przekonuje, że różne traktowanie winnych podobnych przestępstw "przyniosłoby szkodę imieniu króla i hańbę jego sprawiedliwości".

Władca sprawiedliwość rozumiał jednak po swojemu.

Aleksandra Porada

 

Ważniejsze źródła: Pierre Clement "La police sous Louis XIV", Didier et Cie, 1866; prof. Arlette Lebigre "L'Affaire des poisons", Editions Complexe, 1989; Funck-Brentano "Le drame des poisons", Paris Hachette, 1920.

Aleksandra Porada jest doktorantką Szkoły Nauk Społecznych PAN.