Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Tadeusz BOY Żeleński

Ksiądz Pirożyński

 

 

Ku czemu Polska idzie...

Ewolucja, którą przechodzimy, zasługuje na to, aby ją śledzić z całą bacznością. Okupacja kraju, o której nieraz mówiłem, postępuje. Dzieje się to zwłaszcza dzięki osobliwej konfiguracji frontów politycznych. Jeżeli Sienkiewicz w Potopie porównał Rzeczpospolitą do postawu czerwonego sukna, które sobie wydzierają królewięta, to dziś można by powiedzieć, że wszystkie bez wyjątku partie wydzierają sobie czarną połę sutanny.

W następstwie tej polityki, nic dziwnego, że "stan posiadania" rośnie. I literatura coś wie o tym. Departament nauki i sztuki znajduje się w ręku osoby duchownej. Łysiny macherów z Instytutu Literackiego wcale dobrze imitują tonsurę. Katolicka Agencja Prasowa rzuca pioruny na teatr za wystawienie sztuki *[chodzi o sztukę Ferdynanda Brucknera Elżbieta, królowa Anglii, graną w 1931 w Warszawie.], w której Filip II, patron św. Inkwizycji, potraktowany jest nie dość czule. Uprzedzając zgoła życzenia nieoficjalnej prewencyjnej cenzury duchownej, jej "ramię świeckie" nie dopuszcza do sceny bardzo moralnego utworu młodej autorki... *[mowa o sztuce Ewy Szelburg-Zarembiny Ecce homo (1932).]

Słowem, obręcz się zacieśnia. Gdyby nasza okupacja ziściła swoje ideały, wszystko - absolutnie wszystko - byłoby poddane władzy kleru. Wobec tego nic dziwnego, że musi nas interesować, co reprezentuje ta kandydatura na Króla-Ducha Polski, jakie są skarby kulturalne, które nam przynosi.

Mam w ręku dokument, który pozwala nam przyjrzeć się bliżej temu obliczu. Ukazała się mianowicie książka pt. Co czytać? napisana przez o. Mariana Pirożyńskiego, redemptorystę, wydana  z a  p o z w o l e n i e m  w ł a d z y  d u c h o w n e j  przez księży jezuitów w Krakowie. Jest to - jak mówi podtytuł - poradnik dla czytających książki. Opaska zaś na książce nosi ten obiecujący napis: "Pierwsza i jedyna w języku polskim zdrowa ocena beletrystyki polskiej i obcej. 1000 autorów - 3500 dzieł." Pierwsza i jedyna! To wiele powiedziane. Przejrzyjmyż tę zdrową ocenę.

Wybór autorów, sporządzony wedle spisu alfabetycznego, jest dość przypadkowy. Na próżno siliłby się kto zgadnąć, czemu jeden autor jest, a czemu innego nie ma. Przypomina to katalog wypożyczalni książek w miejscu kąpielowym; z tym, że obok nazwiska autora mamy tu zwięzłą ocenę. Przytoczę parę tych ocen. Zaczynam od pisarzy obcych. Oceny przytaczam w całości; tam gdzie skracam, zaznaczam to za pomocą kropek.

 

G o e t h e Jan Wolfgang. Poeta niemiecki. Za młodu prowadził życie hulaszcze i rozpustne. Na kanwie tych przeżyć napisał w r. 1774 Cierpienia młodego Wertera; on się w niej zakochał, ona wychodzi za mąż, on się nadal w niej kocha i kończy życie samobójstwem. Romans ten był w stylu epoki - rozczulanie się, płakanie, analizowanie siebie - opanował więc współczesne umysły i narobił wiele złego.

 

Tyle trzeba wiedzieć o Goethem w roku jubileuszowym 1932...

 

M e r i m e e Prosper. Autor francuski, który za temat swych utworów obrał morderstwa i w ogóle różne łotrostwa. Bohaterami jego są pijacy, bandyci i rozpustnicy. Niekiedy posuwa się aż do bluźnierstw.

M o n t e s q u i e u Charles. Filozof i literat francuski, znany z rozprawy godzącej w moralność społeczną: Duch praw (na Indeksie 29 XI 1751)...

M u r g e r Henryk. Pisarz francuski; jego materialistyczne romanse malują w ordynarny sposób nędzę warstw ubogich, wszystkie są na Indeksie 20 VI 1864; Cyganeria.

M u s s e t Alfred. Poeta francuski; pod względem stylistycznym należy do najlepszych, pod względem moralnym do najgorszych. Żył rozpustnie i swe marne życie opisywał...

S t e n d h a l, pseudonim Henryka Beyle. Zajmował się żołnierką, administracją majątków, dyplomacją, wreszcie pisaniem niezdrowych i bezbożnych romansów...

D i c k e n s Karol... posiada tę niepedagogiczną stronę, że sceny wyznań miłosnych opisuje zbyt drobiazgowo...

B a l z a c Honore... romanse Balzaka odznaczają się wielkim brakiem - nie ma w nich głębszej myśli...

P o e Edgar Allan. Pisarz amerykański. Pod względem moralnym na ogół bez zarzutu, jednak w opowieściach jego często występują nienormalne postacie, nawet upiory i zachodzą nieprawdopodobne sytuacje, które je dyskwalifikują do użytku młodzieży.

 

Najwięcej miejsca poświęcił autor literaturze francuskiej, aby ją zdyskwalifikować niemal w całości. Ale i innych nie oszczędził. Przejdźmy do nazwisk współczesnych:

 

G i r a u d o u x Jan. Pisarz francuski o dziwacznym stylu i niezwykłych pomysłach. Bella, chaotyczne opowiadania (!) o szczegółach z współczesnego życia politycznego; większość (?) bez żadnej wartości, sporo przy tym pierwiastka zmysłowego.

P i r a n d e l l o Luigi. Jeden z pogańskich pisarzy współczesnej Hiszpanii (!), sławiących zepsucie obyczajów: Cień Macieja Pascala, Pierwsza noc.

R o s n y J. H., pseudonim dwóch braci Anglików (!) piszących wspólnie: Justyna i Józefa... *[J.H. Rosny to wspólny pseudonim pisarzy francuskich braci Boex (Josepha, 1856-1940, i Seraphina, 1859-1948).]

 

Zadziwiające jest, że w tym poradniku pt. Co czytać? nie znajdzie się prawie nic godnego polecenia. Ksiądz Pirożyński wylicza przeważnie podejrzane ramoty wszystkich epok po to, aby je potępić. Skąd on je wyszukuje! Np.:

 

U c h a r d Mario. Prowadził życie awanturnicze i pisał złe powieści. Panna Blaisot należy do lepszych, mimo to jest zła.

B a c k e r Józefina, tancerka współczesna prowadząca mało budujące życie: Pamiętniki (spisał M. Sauvage).

 

Ale czyż wreszcie nic się nie znajdzie godnego uznania? Szukajmy.

 

A b o u t Edmund. Powieściopisarz francuski o stylu błyskotliwym, interesującym, ale bezreligijny... Wolną od niestosowności jest powiastka Nos notariusza.

 

Nareszcie! Wiemy nareszcie, co czytać: Nos notariusza Edmunda About. Ale skąd go wziąć?

Może co jeszcze? Jest:

 

A c r e m e n t Germanie (właściwe nazwisko: Mlle Poulain). Dobra obserwatorka życia i dobrze się na życie zapatrująca. Wesoła swatka, dla dorosłych, myśl przewodnia: raczej trafić na nieodpowiedniego dla siebie męża niż zostać starą panną...

B u e t Karol. Pisarz francuski bardzo na miejscu. Z życia wiejskiego proboszcza.

C a s t l e Agnes. Panterzątko, matka i córka kochają jednego i tego samego człowieka, wreszcie matka ustępuje - takie sobie.

 

("Takie sobie'' - to ulubione określenie księdza Pirożyńkiego.) Szukajmy dalej:

 

V i v a n t i Anie. Marion, dzieje nieszczęśliwej śpiewaczki, jest bez charakteru, więc schodzi na bezdroża, takie sobie; Naja Tripudians, rozpustne towarzystwo stara się wyzyskać niewinność i nieświadomość dwóch sióstr - przyzwoita i pouczająca powieść.

T i s s o t Wiktor. Pisarz francuski, autor powieści przyrodniczych, nader przyzwoitych...

 

Interesujące są nawiasy, wskazujące, którzy autorowie są na papieskim indeksie książek zakazanych; np. cały Dumas, cały Maeterlinck...

Ale przejdźmy do części, która jeszcze bliżej nas interesuje, do autorów polskich.

Ta sama przypadkowość epok, nazwisk. Ani słowa o naszych wielkich poetach romantycznych; widocznie temat zbyt drażliwy; za to pochwalony bez zastrzeżeń Henryk Rzewuski, "przywiązany do wiary i ojczyzny", i Kaczkowski, który "poruszał doniosłe zagadnienia i rozwiązywał je w myśl wskazań etyki i patriotyzmu". Ale zbierzmy znów garść tych zdrowych ocen, na wyrywki:

 

B e r e n t Wacław. Mimo wielu sympatycznych stron w twórczości Berenta należy go uznać za pisarza niezdrowego, już to wskutek często się trafiających scen nieodpowiednich, już to wskutek niechęci do nauki Kościoła, czemu dał niezbity dowód tłumacząc na język polski kilka tomów dzieł Nietzschego...

Ż e r o m s k i Stefan. Utalentowany pisarz, mistrz słowa polskiego, entuzjasta pragnący odegrać rolę nauczyciela narodu - rolę, do której nie dorósł... Dzieje grzechu... ohyda. Wierna rzeka, powieść z roku 1863, w której ranny powstaniec bałamuci dziewczynę - to jest wszystka treść... Przedwiośnie, ohydny paszkwil na Polskę i na inteligencję wiejską, stronnicze i niezgodne z rzeczywistością apoteozowanie warstwy robotniczej i Żydów. Poza tym wybujały erotyzm i wywrotowa ideologia...

 

Zofia Nałkowska potraktowana wcale pobłażliwie:

 

...umie podpatrzeć życie i obserwacje swoje z talentem przelać na papier, ale zbyt dużo miejsca poświęca ciemnym charakterom, zamykając oczy na jasne strony życia...

 

Ale, niestety, taż sama Zofia Nałkowska figuruje drugi raz w tym poradniku jako Zofia Małkowska, i tu już wygarnięto jej bez ceremonii:.

 

M a ł k o w s k a Zofia: Romans Teresy Hennert, bezwartościowa powieść, przetykana niestosownymi obrazkami.

 

Dalej:

 

L a n g e Antoni... wielbiciel pięknego słowa, sztuki dla sztuki; wszędzie i zawsze czegoś szuka, Chrystus mu nie wystarcza. Róża polna, niesmaczne nowele o naiwnej pannie, o pieniądzach itp.

 

To itp. - i  t y m  p o d o b n e - jest wzruszające! Co może być podobne do naiwnej panny i do pieniędzy?

 

W i n a w e r Bruno. Pisarz satyryczny i zarazem popularyzator fizyki oraz zdobyczy technicznych. Pod względem moralnym - obojętny, najwyżej można mieć żal do niego, że gloryfikując rozum ludzki nie wskazuje na jego Stwórcę.

G l i n k a Ksawery. Spotkanie, ordynarna powieść przesiąknięta cyniczną rozpustą - bohater uwodzi i uwodzi bez końca.

P a r a n d o w s k i Jan. Opowiadania rzekomo mitologiczne, a naprawdę pornograficzne; autor namawia czytelników, by "bezwstydowi postawili kapliczkę"...

B r z ę c z k o w s k i Jerzy. Ludzie legendy, pornografia znad Morza Czarnego...

Z d z i e c h o w s k i Kazimierz. Zbrodnia, młody członek morduje, potem żałuje, całość niezdrowa.

 

Czyż znowu nikt nie znajdzie łaski w oczach ojca Pirożyńskiego? Owszem, jest paru tak szczęśliwych. Przede wszystkim p. Artur Górski, któremu poświęcony jest cały dytyramb; następnie p. Stanisław Szpotański *[Stanisław Szpotański (1880-1936) - historyk (polemizował z Boyem z okazji Brązowników) i autor powieści historycznych.], którego - z wyjątkiem jednej - wszystkie powieści można zalecić; no i zebrałaby się niewielka garstka tych, którzy przeszli przez ucho igielne:

 

G a w a l e w i c z Marian... o szlachetnej tendencji i wysokim poziomie moralnym...

G u r a n o w s k i Mieczysław. Sirał, przyzwoita powieść wschodnia; Droga do raju, sfery urzędnicze, sporo zdrowych myśli.

N i e z a b i t o w s k i Władysław... Huragan od Wschodu, powieść fantastyczna; rasa żółta walczy z białą; przyzwoita; Skarb Aarona, nieszkodliwe fantazje egzotyczne.

J a r o s ł a w s k i Mieczysław... Członkowie E.B.V., akcja niemiecka w Polsce i wojna z Niemcami - taka sobie...

Ż u r o w s k a Maria. Serce nie sługa, miłość artysty do mężatki, wprawdzie mężatka poszła za daleko, ale się opamiętała.

M a r k i e w i c z Dunin K. Przemoc krwi i Dramat kukułki, powieść detektywistyczno-patriotyczna, obie dobre.

S u j k o w s k i Bolesław. Może już jutro..., nieszkodliwa powieść patriotyczna, kreśli dzieje przyszłej wojny, która się kończy bardzo pomyślnie dla Polski.

T a t a r ó w n a Stefania... Porachunek z szatanem, takie sobie nowele.

T o b i c z y k Saysse Kazimierz. W śniegach, wrażenia z wycieczek górskich - niezłe; Hindu, autor entuzjastycznie przedstawia buddyzm i tym psuje całą opowieść.

B a d o w s k a Idalia. One i oni, kobiety i mężczyźni; tendencja powieści, że kobiety nie powinny zabierać czasu mężczyznom, licho jest przeprowadzona.

 

Miałoby się ochotę przepisać wszystko, taki jest swoisty wdzięk w tych określeniach. Ale przejdźmy do konkluzji.

Nie mielibyśmy nic oczywiście przeciw temu, gdyby ksiądz Pirożyński zestawił spis książek, które z jego kapłańskiego punktu widzenia zasługują na zalecenie lub bodaj są dozwolone. Ale właśnie jeżeli staniemy na tym stanowisku, uderzają tu pewne rzeczy. Przede wszystkim poziom umysłowy ujawniający się zarówno w sądach, jak w ich sformułowaniu; straszliwa ignorancja czyniąca z tego poradnika lamus rzeczy zupełnie przypadkowych. Ksiądz Pirożyński nie zna nawet "swoich ludzi"; nie zna naszych katolickich pisarzy. Ani jeden z tych, którzy na zjazdach obcałowują ręce prałatom, nie jest wymieniony. Cóż za niewdzięczność! Ani najpokorniejszy służka Kościoła p. Miłaszewski, ani p. Nowaczyński, ani p. Zygmunt Wasilewski *[Zygmunt Wasilewski (1865-1948) - pisarz i publicysta związany z Narodową Demokracją.]! Nie ma w tym poradniku ani śladu nazwiska K.H. Roztworowskiego...

I w ogóle gdy chodzi o polecenie "co czytać", ksiądz Pirożyński jest w kłopocie. Okazuje się, że ten kapłan zna przeważnie książki - niestosowne. Zdumiewa mnie zaś wręcz oczytanie księdza Pirożyńskiego w "pornografii" (daję cudzysłów, bo u księdza Pirożyńskiego pojęcie pornografii jest bardzo obszerne) wszystkich epok i krajów. Przyznam się, że nie znam ani jednej książki Pitigrillego; ksiądz Pirożyński zna bez mała wszystkie. I wylicza je - w tej książce pt. Co czytać?- jak z nut:

 

P i t i g r i l l i *[Pitigrilli (Dino Segre, 1893-1977) - prozaik włoski, autor głośnych powieści erotycznych.], współczesny pornograf, wyuzdanie jego nie zna żadnych granic: Pas cnoty, Kokaina, Obraza moralności, Osiemnaście karatów dziewictwa.

 

Ten ojciec redemptorysta zna wszystkie sprośności, bodaj najbardziej zapomniane i przedawnione:

 

K o c k Paweł. Francuz. Mając lat 19 ogłosił Dziecię mojej żony i odtąd pisał bez przerwy niemoralne i ordynarne romanse. W tłumaczeniu polskim jest ich przeszło czterdzieści.

 

Cóż za erudycja! Czasami ten katalog przypomina owe notatki w brukowych dziennikach, które, gromiąc odkryty przez policję dom schadzek, podają jego szczegółowy adres. Gdy np. napiętnowawszy ohydę Lavedana *[Henri Lavedan (1859-1940) - francuski prozaik i dramatopisarz.], ojciec Pirożyński dodaje: "Na szczęście, przetłumaczono tylko Łóżko." Znam dosyć dobrze literaturę francuską, ale nie miałem pojęcia, że istniał jakiś Felicjan Champsaur. Ksiądz Pirożyński wie nawet to, że się urodził w roku 1859, i dodaje: "Jeden z najniemoralniejszych pisarzy francuskich; Siewca miłości."

Natomiast na próżno szukałby tu ktoś nazwiska Chateaubrianda, Claudela, Hello *[Ernest Hello (1828-1886) - francuski pisarz i publicysta katolicki.] i tylu innych katolickich  francuskich pisarzy.

I ta obfitość "pornograficznej" lektury - choćby traktowanej negatywnie - w poradniku Co czytać? nie jest przypadkowa. U tych ofiar celibatu  p ł e ć  wyradza się w ów wciąż nie dosycony, ciekawy, wścibski erotyzm, który niejedną uczciwą kobietę na zawsze oddalił od konfesjonału. To przebija w dziełku księdza Pirożyńskiego z całą naiwnością. Nawet lektura Dickensa działa na tego kapłana podniecająco!

Wrażenie, jakie nam zostaje ze spojrzenia zapuszczonego w tę duszę - a możemy ją uważać poniekąd za "reprezentatywną" - jest dość szczególne. Litość i zgroza. Litość dla człowieka, który ma takie widzenie świata, takie horyzonty; dla tej naiwnej płaskości i ciemnoty; ale zarazem zgroza, kiedy się pomyśli, że to jest przekrój kasty, która z całą bezwzględnością i z takim zuchwalstwem wyciąga ręce po wszystkie władze w dzisiejszej Polsce, która zwłaszcza chce wyłącznie kierować duszą młodzieży.

Poradnik księdza Pirożyńskiego to ciekawy, ale niewesoły komentarz do psychiki kleru. Tak, byłaby ta książka zabawną osobliwością, ale nie dziś i nie u nas. Niepodobna jej uważać za indywidualny wybryk. Tam nic nie dzieje się przypadkiem. Wszak książka ta przeszła cenzurę duchowną; czytać ją musiał szereg osób, wydali ją księża jezuici. Są logiczni: toż to nie co innego, tylko nawrót do ich najlepszych tradycji w Polsce, do czasów saskich. I jeżeli rzeczy pójdą tym trybem jak obecnie, widzę w tym poradniku - w tej  p i e r w s z e j  i  j e d y n e j  z d r o w e j  o c e n i e  - odpowiednio rozszerzonej i uzupełnionej - przyszły nasz podręcznik szkolny. Wystarczy, aby p. minister oświecenia wyjechał na urlop, a przemyci taki podręcznik ksiądz wiceminister, stwarzając fakt dokonany. Nie ksiądz Żongołłowicz *[Ks. Bronisław Żongołłowicz (1870-1944) - był ówcześnie podsekretarzem stanu w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.] - na to mam za dobre pojęcie o jego poczuciu humoru - ale któryś z jego następców. Bo sądzę, że urząd wiceministra oświecenia już pozostanie przy sutannie na stałe. Nasz kler niełatwo wypuszcza z rąk raz uzyskany stan posiadania...

Jeden z naszych pisarzy - najmilszy sercu i duszy ojca Pirożyńskiego - napisał książkę pt. Ku czemu Polska szła? *[mowa o Arturze Górskim i jego książce z 1918 r.] Ja daję tym rozważaniom tytuł: Ku czemu Polska idzie... Idzie szybkim krokiem.

 

 

«Moralnie obojętne...»

Kiedy niedawno temu ogłosiłem wyciąg ze słynnego już dziełka o. Pirożyńskiego pt. Co czytać?, sporo osób było zdania, że przecenia się znaczenie tej publikacji. Ot - mówiono - ekstrawagancja nieszkodliwego dziwaka, bez znaczenia. Wyznaję, że i ja sądziłem mniej więcej tak samo; a jeżeli poświęciłem o. Pirożyńskiemu tyle miejsca, to dlatego, że chciałem w tych dość ponurych czasach dostarczyć czytelnikom trochę łatwej zabawy. Przyznaję się nawet do jednej naiwności. Sądziłem mianowicie, że wystarczy ujawnienie tych bredni, aby wydawca, który przepuścił je może przez niedopatrzenie, wycofał je czym prędzej z obiegu. Byłem o tym tak przekonany, że zakupiłem kilka egzemplarzy, aby je mieć na podarki dla znajomych, wówczas gdy staną się bibliograficzną rzadkością.

Byłem naiwny. Bo oto niebawem, w najpoważniejszym naszym czasopiśmie katolickim, "Przeglądzie Powszechnym", organie tychże samych krakowskich oo. jezuitów, którzy książeczkę o. Pirożyńskiego wydali, pojawiła się z niej recenzja. Recenzja solidaryzująca się bez zastrzeżeń z zawartością książki. Oto w skróceniu, co czytamy w lutowym zeszycie (1932) tego miesięcznika:

"Dziełko o. Pirożyńskiego wypełnia dotkliwą lukę w piśmiennictwie polskim: brak katolickiej oceny całokształtu twórczości beletrystycznej. Dotychczas stosowano najrozmaitsze oceny: estetyczne, narodowe, państwowe, ekonomiczne; tylko o etycznej jakoś stale zapominano. Poradnik Co czytać? przezwyciężył ten bezwład i powinien stanowić punkt wyjścia do dalszych prac w tym kierunku. Pragnąc osiągnąć możliwie największy stopień obiektywizmu, autor opiera się na autorytecie Kościoła... Trzeba przyznać, że autor ma dar w kilku lapidarnych słowach scharakteryzować pisarza, uchwycić zasadniczy ton jego twórczości ze stanowiska etyki. Pomimo wyraźnej tendencji do umiaru, ocena ta nie dla wszystkich pisarzy wypadła przychylnie, ale to już nie jest wina o. Pirożyńskiego... Jeżeli w twórczości jakiegoś pisarza oprócz rzeczy złych są i dobre, autor nie omieszka zaznaczyć tego szczegółu; widać nawet, że czyni to z pewnym pośpiechem i radością; za to tam, gdzie ganić należy, wyczuwa się żal i smutek; ale trudno: amicus Plato, sed magis amica Ecclesia *[(łac.) - Platon przyjacielem, lecz większym przyjacielem Kościół. Parafraza przysłowia łacińskiego: Platon przyjacielem, lecz większym przyjacielem prawda (veritas).]. Tak więc akcja katolicka w Polsce zyskała w pracy o. Pirożyńskiego nieodzowną pomoc w umoralnieniu stosunków na terenie literatury, w zorientowaniu się, gdzie przyjaciel, a gdzie wróg."

Kończy się ta ocena życzeniem, aby o. Pirożyński nie zaniedbywał swej pracy na tym polu, ale kontynuował ją i doskonalił.

Ci wszyscy zatem, którzy uważali dziełko o. Pirożyńskiego za wyskok indywidualny, mają oto autorytatywną odpowiedź: to nie jednostka mówi w tym niesłychanym "poradniku", ale Kościół. To nie majaczenia nieuka i maniaka - to program! Wobec tego, czym Kościół (a raczej kler, który stara się utożsamić te pojęcia: ksiądz - Kościół - religia - Bóg) jest w Polsce, a jeszcze więcej, c z y m  c h c e  b y ć, stwierdzenie to wystarczy, aby usprawiedliwić uwagę, jaką poświęca się księdzu Pirożyńskiemu. Wszak już donosił "Dwutygodnik Literacki" z Poznania o nieoficjalnej próbie wprowadzenia dziełka Co czytać? do gimnazjum!

Ale nie tylko dlatego książeczka ta zasługuje na uwagę. Ma ona wielką wartość dla studiów nad psychiką naszych "okupantów". Jest karykaturalna; ale właśnie przez to tym lepiej odbija, niby we wklęsłym zwierciadle, charakterystyczne rysy.

Ponieważ ocena "Przeglądu Powszechnego" kładzie główny nacisk na  e t y c z n e  k r y t e r i a  zawarte w książce, pozwolę sobie przytoczyć jeszcze pewną ilość zwięzłych, w istocie, ocen o. Pirożyńskiego z tegoż samego dziełka.

 

D o l i ń s k i. Niezwykły Pomysł pana Anapesta polega na tym, że zamierza założyć komitet opiekujący się kandydatami na samobójców - niezdrowa książka.

E m o n t s. Duch trwogi, uczciwa powieść, przedstawiająca walkę dwóch szczepów w Kamerunie.

F l e t s c h e r, autor bardzo przyzwoitych powieści detektywistycznych.

G e r s t a e k e r. Zbiry, wojny domowe w Meksyku, na początku XIV wieku, nie ma nic niestosownego.

G l y n Eleonora. Przygody Eweliny, smutne przejścia sieroty, pod względem moralnym obojętne.

G o l d e n Jan. Gdy zegar wybije jedenastą, historia detektywistyczna, bez wartości, ale nieszkodliwa.

L a n d s b e r g e r. Ślepa sprawiedliwość, powieść wymierzona przeciw karze śmierci, nieszkodliwa.

L a r r o u y. Syrena i trytony, katastrofa łodzi podwodnej, jest ustęp bardzo niestosowny.

L a t z k o. Powrót. W kreśleniu okropności wojny jest umiarkowany i nie wprowadza pierwiastka erotycznego.

L a w r a n c e T.E. Pułkownik angielski, który z polecenia swego rządu podczas ostatniej wojny tworzył w Arabii bandy dywersyjne przeciw Turkom. Przygody swoje opisał w książkach Bunt Arabów, Burza nad Azją, nie zawierających niestosowności.

L e r o u x, autor powieści kryminalnych, obojętnych pod względem moralnym.

L u c i e t o, autor bardzo przyzwoitych powieści na tle szpiegostwa politycznego.

M a c d o n a l d. Zemsta detektywa, należy do typu sympatycznych powieści kryminalnych.

M a r c z e w s k i. Pijawki - łapownictwo rosyjskie, powieść nie zawiera nic gorszącego.

M o r u s. Człowiek w cieniu, życie Zacharoffa, kapitalisty międzynarodowego, który zarobił setki milionów na dostawie broni mocarstwom europejskim, zwłaszcza podczas wojny: pouczająca biografia.

M u n o z. Czarny dyktator, walka liberałów ze zwolennikami dyktatury, naiwne, moralnie obojętne.

N o r r i s. Potęga giełdy w Chicago, obraz spekulacji pieniężnych, moralnie obojętny.

P o k e r. Kobieta w pociągu, pod wiele obiecującym tytułem nowele nie obrażające na ogół moralności; na pierwszy plan występuje pociąg, kobieta dopiero na dziesiąty.

S a b a t i n i. Sokół morski, awanturnicze przygody w XVI w. Anglika, który przyjmuje mahometanizm, potem wraca do Anglii; z wyjątkiem zaprzania się wiary, nic niestosownego nie ma.

S a l t e n. Jerzy Erbacher, nieszczęśliwe pożycie dwojga niedobranych małżonków, nic ciekawego...

 

Te oceny "moralne" księdza Pirożyńskiego są bardzo wymowne. Potwierdzają one to, na co zresztą nieraz zwracano uwagę: mianowicie, że kler potrafił zacieśnić pojęcia  m o r a l n o ś c i  po prostu do wstrzemięźliwości lub - ściślej biorąc - obłudy płciowej. Z siedmiu grzechów głównych upodobali sobie tylko jeden, a z dziesięciu przykazań bożych co najmniej siedem jest im obojętnych. Człowiek  m o r a l n y,  kobieta  c n o t l i w a,  tych słów używa się tylko w znaczeniu płciowym; poza tym ten człowiek może być lichwiarzem i wyzyskiwaczem, obżartuchem i leniwcem, potwarcą i kłamcą; kobieta może być piekielnicą, plotkarą i jędzą. Te same kryteria stosuje ksiądz Pirożyński do literatury. Sam anielski Dickens jest dla niego "niepedagogiczny, bo sceny wyznań miłosnych opisuje zbyt drobiazgowo"; wszystko inne natomiast jest moralnie  o b o j ę t n e !  "Moralnie obojętne" - jak na to zwrócił już uwagę W. Rogowicz *[Wacław Rogowicz (1879-1960) - pisarz, tłumacz, krytyk literacki.] - są dla tego księdza oszukańcze spekulacje giełdowe; i udręki sieroty, i okropności wojny. Ba, kiedy mówi o najstraszliwszych zbrodniach, jak zbrojenie jednych ludów przeciw drugim, na zimno, dla celów "dywersyjnych", obchodzi ks. Pirożyńskiego tylko to, że książka Lawrance'a "nie zawiera niestosowności", to znaczy, że się w niej nie całują! "Nieszczęśliwe pożycie niedobranych małżonków" to dla niego "nic ciekawego". Łajdackie życie hieny żerującej na dostawie broni to dla ks. Pirożyńskiego "pouczająca biografia". Do czego doprowadza tego kapłana katolickiego owo spojrzenie na świat wyłącznie erotyczne dowodzi niesłychany w jego ustach zwrot: "Z wyjątkiem zaprzania się wiary, nic niestosownego (!) nie ma."

Bardzo, bardzo charakterystyczny jest stosunek tego księdza do wielu spraw. Powieść agitująca przeciw karze śmierci jest dla niego zaledwie "nieszkodliwa"; pomysł opieki nad kandydatami na samobójców - niezdrowy; wśród obelg rzuconych na Anatola France mieści się epitet "zagorzały pacyfista"; za to innego autora chwali o. Pirożyński, że "w kreśleniu okropności wojny jest umiarkowany"...

W rezultacie ten ksiądz, który oplwał wszystkich wielkich pisarzy, od Goethego do Żeromskiego, który chce wytrącić czytelnikom z rąk niemal całą naszą literaturę, który tępi wszelką szlachetną ideę, "bez zastrzeżeń" poleca prawie wyłącznie "sympatyczną" lekturę detektywistyczno- kryminalną, czyli tę, która, jak to dowodnie stwierdzono, fabrykuje młodych zbrodniarzy. Oto do czego doprowadza autora jego wyrafinowana "moralność".

Dziełko o. Pirożyńskiego przywodzi mi jedno wspomnienie. Podczas wojny miałem przez jakiś czas powierzony jeden z oddziałów fortecznego szpitala Nr 7 w Krakowie, pomieszczony w gmachu Akademii Sztuk Pięknych. Otóż jednego dnia zaraportowano mi, że ksiądz, który z urzędu odwiedzał chorych, przyniósł pod habitem młotek i poodbijał wstydliwe części wszystkim gipsowym posągom znajdującym się w sieni i w korytarzach. Nie darował nawet boginiom i ich nadobnym wzgóreczkom! Wojna szalała, sale były pełne rannych, ludzkość przechodziła gehennę, ale księżulo interesował się tylko tym jednym... Ten ksiądz ze swym młotkiem wydaje mi się symbolem; odzwierciedla psychikę całej kasty. Ci detektywi niemoralności sami nie zdają sobie sprawy, do jakiego stopnia przeżarci są niezdrowym erotyzmem. Czy przeciętny ksiądz strzeże celibatu czy nie, sprawa płci jest dla niego nieustającą obsesją, zboczeniem, chorobą. Przesłania mu cały świat. I to jest zupełnie naturalne; nie może być inaczej. Pamiętamy okres powojenny: ziemia kurzyła się jeszcze od krwi, przed Europą otwierały się całe kompleksy nowych zagadnień gospodarczych i moralnych, a księża nasi umieli tylko grzmieć z ambon przeciw krótkim włosom, krótkim sukniom, przeciw gołym ramionom pierwszych wioślarek. Najwyższe dla nich zadanie to nie dopuścić, aby jakaś para się pocałowała - bodaj w książce - poza tym wszystko jest dla nich "moralnie obojętne". Życie przepływa koło nich jak coś obcego, niezrozumiałego, nienawistnego; widzą tylko genitalia, bodaj na gipsowym posągu. Chorzy ludzie!

Otóż wobec tego, że ci ludzie są oficjalnymi piastunami  moralności,  że najzazdrośniej strzegą swego monopolu w tym zakresie, nie jest bez znaczenia fakt, że nędza, wojna, szpiegostwo, oszustwo, spekulacje, wyzysk i wszystkie w ogóle niedole ludzi - to są dla nich rzeczy "moralnie obojętne". Czyż tym wyznaniem nie stawiają się poza społeczeństwem, w którym - i z którego - żyją?

Tak, ta idiotyczna i przez to pozornie niewinna książeczka spełnia doniosłe zadanie: dokumentuje poziom etyczny i umysłowy naszego kleru. Powinna stać się sygnałem alarmowym.

 

 

* Tadeusz BOY Żeleński "NASI OKUPANCI", Warszawa 1932





Tadeusz Boy Żeleński