Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Ryszard Świętek

 

Lodowa ściana

Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego 1904-1918

 

Kraków

1998

 

 

Spis treści

 

Wprowadzenie

Problematyka badawcza

Rola agentury wpływu w działaniach służb specjalnych

Sprawy japońskie w źródłach i literaturze naukowej

Dokumentacja współpracy z wywiadem austriackim i jej odbicie w historiografii

Problem kontaktów wywiadowczych polsko-niemieckich w badaniach naukowych

 

Rozdział I

Organizacja "Wieczoru"

Z genezy myśli politycznej PPS

Długi cień konfliktu japońsko-rosyjskiego na Dalekim Wschodzie

Szukanie możliwości kontaktów

Nowe plany i dalekie podróże

Tokijskie rozmowy

 

Rozdział II

W ogniu zbrojnej rewolucji 1905 roku

O pieniądze i broń dla PPS

Sprawy polskie w działaniach wywiadu Japońskiego w okresie rewolucji w Rosji w 1905

Koniec wojny i zamknięcie współpracy

 

Rozdział III

Operacja "Konfident

Rewolucyjne rozczarowania

Wywiad wojskowy Austro-Węgier

Pierwsze kontakty w Przemyślu

Ochrona wywiadowcza interesów Rosji

Przygotowania wojenne w Sztabie Generalnym w Wiedniu

Lwowski ślad

Wielka gra Maximiliana Ronge

 

Rozdział IV

Konspiracja w konspiracji

Tworzenie podstaw nowoczesnego wywiadu Austro-Węgier przeciwko Rosji

O formułę niepodległości dla ruchu polskiego

Włączenie organizacji "Konfident 'R' " do systemu operacyjnego Biura Ewidencyjnego w Wiedniu

Agentura "Wolfa" rosyjskiej Partii Socjalistów-Rewolucjonistów .. 537

Zadania wydzielonych agentur w ramach wojennej koncentracji wywiadu Austro-Węgier przeciwko Rosji

Niemieckie plany zrewolucjonizowania Rosji

 

Rozdział V

Na krakowskim szlaku

Plany powstańcze w Królestwie Polskim

Puste rubryki sprawozdań - kłopoty z ewidencją "Konfidenta 'R' "

W tajnej służbie Głównego Ośrodka Wywiadowczego w Krakowie

Umowy wywiadowcze w przededniu wojny

 

Rozdział VI

Wojna

Kampania strzelecka

Nieudana próba nawiązania bezpośredniego kontaktu z wywiadem niemieckim za parawanem Polskiej Organizacji Narodowej

Ostatni akord - Oddział Wywiadowczy I Brygady Legionów Polskich

Dylematy rzeczywistości okupacyjnej

 

Zamknięcie

Próba bilansu

Gra toczy się dalej

 

 

Wprowadzenie

 

...Historia bez źródeł dla niej, sumiennie i krytycznie zbadanych i z innymi źródłami zestawionych, jest po prostu bajką.

Józef Piłsudski

 

Problematyka badawcza

Józef Piłsudski, w okresie walki o niepodległość, współpracował z wywiadem japońskim, austriackim i niemieckim. Został wpisany w scenariusz jednego z ogniw różnych sieci wywiadowczych. Zagadnienie to jest niezwykle trudne do opisania i zdefiniowania. Kwestii powiązań wywiadowczych Piłsudskiego rozstrzygnąć jednoznacznie się nie da, prawda jest złożona. Jednostronne oceny, formowane w zależności od punktu widzenia - interesów obcych służb wywiadu albo ruchu polskiego, nie oddają istoty problemu. Piłsudski działał na styku dwóch rzeczywistości, politycznej i wywiadowczej, gdzie niełatwo jest uchwycić właściwy obraz przeszłości. Zawsze w takich wypadkach są tajemnice, o których nie dowiemy się nigdy. Współpraca wywiadowcza Piłsudskiego miała swoje obiektywne uwarunkowania. To, że wiązał się z wywiadami obcych państw, wynikało z konieczności politycznych, w jakich się znalazł. Cele nadrzędne tych kontaktów określały mu zewnętrzne zależności rozwoju ruchu niepodległościowego i granice niezbędnego kompromisu dla praktycznej realizacji zadań politycznych. Inaczej widzieli tę sprawę przedstawiciele służb specjalnych. Wchodzili z nim w układy dla osiągnięcia własnych korzyści, będąc w zgodzie z wszelkimi kanonami służby wywiadu.

Historycy stawali bezradni wobec tego zagadnienia. "Sprawa kontaktów Komendanta i Z[wiązku] W[alki] C[zynnej] z austriackim wywiadem K[undschafts-]Stelle - pisał o swoich rozterkach Władysław Pobóg-Malinowski w liście z 18-20 XII 1961 r. do Kazimierza Sosnkowskiego. - Z tym mam istną rozpacz! ... Ci, co w swoim czasie mogliby to wyjaśnić, utrwalić, przekazać potomności, uważali to za największą tajemnicę i nie zostawili nic! ... Komendant tu i tam wspomina o tym, ale jak najbardziej mimochodem, jak najbardziej ogólnikowo. Uważano to - skoro Komendant nie mówi - za tabu, za jakiś 'wstydliwy zakątek'. Ale jakiż tu 'wstyd'? Przecież jasną było rzeczą, że Austriacy nie mogli tolerować ZWC i Zw[iązkul Strzeleckiego] tylko dla 'pięknych oczu'; przecież jasną było rzeczą, że wiążą z tym jakieś swoje rachuby-nadzieje, że chcą to po swojemu, dla siebie wyzyskać. Gdzież tu i jaki powód do 'wstydu'? Miałem w swoim czasie i mam dotąd mnóstwo zmartwień z podróżą tokijską Komendanta w 1904 r. O sprawie tej, współpracy z wywiadem japońskim, wiedzieli [bliżej - R. Ś.] tylko Komendant, St[anisław[ Wojciechowski i [Witold] Jodko[-Narkiewicz]. Umarli - nie powiedziawszy nic. [...] Dziś - skutek jaki? Komuniści w Polsce, w swej pseudohistorii, mogą najbezkarniej wypisywać i wypisują nieprawdopodobne brednie, robią z Komendanta zwykłego szpiega, 'płatnego agenta' wywiadu japońskiego". Do tego w środowiskach emigracyjnych krążą na ten temat fałszywe sądy, głoszone przez Adama Pragiera i Tytusa Filipowicza. "Co ja -  jako biograf i jako historyk - mam [robić], co mogę przeciwstawić tym Pragierowo-Tytusowym majaczeniom i tym perfidnym komentarzom pseudo-historii komunistycznej w kraju? [...] To samo, a raczej - gorzej jeszcze z kontaktami ZWC i Zw[iązku] Strzeleckiego] z K[undschafts-]Stelle. Komuniści szaleją. [...] Co ja mam robić? - pytał na koniec. - Panie Generale, tu nie chodzi o to, bym miał odpowiadać na kierowane przez historyków do mnie zarzuty, że 'wstydliwie' milczę. Tu chodzi o coś stokroć większego: o to, czy do potomności przejść ma tylko to, co za Filipowiczem przekaże tej potomności Pragier, i tylko to, co nakłamią komuniści? Czy też, z myślą o tej potomności, podjąć należy wysiłek przekazania jej, jeśli już nie całej, to możliwie najpełniejszej prawdy z datami, nazwiskami, szczegółami".

Problem ten przez wiele lat nurtował autora Najnowszej historii politycznej Polski, gdyż stanowił kluczowe zagadnienie polityki niepodległościowej Piłsudskiego, umożliwiające właściwe zrozumienie wielu decydujących momentów i rozstrzygnięć w rozwoju polskiej irredenty. Pobóg-Malinowski nie miał jednak wglądu do zachowanej dokumentacji archiwalnej. Zbiory Instytutów Józefa Piłsudskiego w Londynie i Nowym Jorku pozostawały dla niego niedostępne, nie mówiąc o źródłach krajowych. Budził wiele kontrowersji swoim pisarstwem historycznym. Nie chciał pełnić roli wyrobnika przywódczych kół emigracyjnych. Odmawiali mu racji zwłaszcza przedstawiciele obozu piłsudczyków. "Dla mnie - wyrzucał swoim adwersarzom - Józef Piłsudski nie jest zimnym posągiem z brązu. Jest  W i e l k i m  C z ł o w i e k i e m  -  Ż y w y m  W i e c z n i e... [podkreśl. w oryginale - R. Ś.]". Nie zdążył już zrealizować swoich planów. Samotną batalię przerwała przedwczesna śmierć pisarza. Władysław Pobóg-Malinowski zmarł w wielkiej biedzie 21 listopada 1962 r. w Genewie. "Instytut Jednego Człowieka zamknął swoje podwoje" - napisał we wspomnieniu pośmiertnym Aleksander Kawałkowski.

Niniejsze opracowanie ma na celu wypełnienie tej luki w historiografii, podejmując dawne zamysły Poboga-Malinowskiego i chyląc czoła przed dorobkiem naukowym tego najwybitniejszego biografa Piłsudskiego i historyka dziejów najnowszych Polski.

Pobóg-Malinowski życie naukowe poświęcił dochodzeniu prawdy. Nie uznawał kompromisów na tym polu, zwłaszcza, że bardzo krytycznie oceniał ogólną kondycję polskiej historiografii. "Niech sobie inni - bardziej ode mnie kompetentni - piszą artykuły i rozprawy o 'wyższych' względach narodowych, o kultywowaniu fałszu, o potrzebie 'krzepienia serc', o naszym narodowym zakłamaniu, o braku u nas ludzi bez kompromisu, czy wreszcie o braku odwagi nie tyle może na spojrzenie prawdzie w oczy, co na ponoszenie konsekwencji takiego spojrzenia - pisał 9 VI 1934 r. w głośnym artykule W walce o prawdę. - Ja stwierdzam tu tylko fakt - historiografia polska nie stoi, niestety, na wysokości swych zadań. A skoro dzisiaj jest aż tak źle, to dlaczego, na jakiej podstawie wierzyć muszę, że kiedyś, w przyszłości będzie lepiej? Zakłamanie jest w Polsce - na całej chyba przestrzeni jej dziejów - zjawiskiem trwałym i jaskrawym; nic też nie przemawia za tym, że sprawy, które będą przedmiotem późniejszych badań, nie będą zawierały sprzeczności i niejasności. Z tym większą więc słusznością przypuszczać mogę, że i w przyszłości z historiografią polską będzie [tak] źle, jak źle jest dzisiaj, że być może nawet gorzej...". Jeżeli historiografia II Rzeczypospolitej otrzymała taką cenzurkę, to jak można podsumować dorobek następnej epoki?

Słowa Poboga-Malinowskiego okazały się prorocze. Długo nie traciły na swej aktualności, nabierając nowych treści w czasach tzw. demokracji ludowej i realnego socjalizmu. Nawet w najczarniejszych wizjach autor Najnowszej historii politycznej Polski nie mógł chyba dopuszczać myśli o totalnej indoktrynacji, jakiej poddano historiografię polską w ostatnich pięćdziesięciu latach. Dotyczyło to przede wszystkim jej komunistycznych przedstawicieli, ale również wielu historyków, którzy znaleźli się na emigracji i musieli pisać właśnie "ku pokrzepieniu serc", a nie mieli dostępu do źródeł archiwalnych w kraju. Historiografia okresu Polski Ludowej dokonała ogromnych spustoszeń w świadomości historycznej Polaków. Nie weryfikowano merytorycznie stanu wiedzy historycznej. Nazbyt często podejmowano badania w odpowiedzi na zapotrzebowanie ideologiczne aparatu propagandy władzy komunistycznej. Nie liczono się z faktami, traktując źródła historyczne w całkowicie dowolny sposób i instrumentalnie. Do dyskusji o przeszłości włączano elementy wyznawanego systemu wartości, aż postawy wyrosłe na gruncie afirmacji komunizmu przybrały kształt kryterium metodologicznego, wartościującego przedmiot dociekań naukowych pod kątem zgodności z doktryną tzw. materializmu historycznego. W poszukiwaniu inspiracji naukowych nadworni historycy PRL utrzymywali bliskie kontakty z kierownictwem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej oraz aparatu bezpieczeństwa państwa. Powstawały prace, które fałszowały rzeczywistość historyczną i nie znalazły one dość mocnego odporu w szerszej dyskusji. W wielu miejscach prowadziło to do zupełnego wypaczenia obrazu przeszłości, co w efekcie implikowało szersze zjawiska społeczne - brak szacunku do własnych dziejów i tożsamości historycznej - tak charakterystyczne szczególnie wśród zwolenników ideologii lewicy, zwłaszcza w jej komunistycznym kształcie. Pojawiają się nowe opracowania skażone tym błędem genezy i dawnych postaw koniunkturalnych ich autorów, których stare przyzwyczajenia trwają często w stanie utajonym i ograniczają w dalszym ciągu horyzont podejmowanych badań naukowych.

Postać Piłsudskiego należała do tych nielicznych wyjątków, które nie dawały się wpisać w schematy komunistycznej propagandy. Na tyle jednak zafałszowano obraz jego dokonań, opisywanych na tle różnych doświadczeń Polski Niepodległej, że w efekcie wiedza społeczna o nim funkcjonuje w zasadzie pod postacią "białej" albo "czarnej" legendy, Komendanta i Pierwszego Marszałka Polski, w oderwaniu od faktów oraz racjonalnych podstaw, wynikających z oglądu źródeł historycznych. Zrodziło to relatywizm ocen, wyrażanych tak w stosunku do Piłsudskiego, jak i w ogóle o II Rzeczypospolitej. Kierunek podejmowanych badań wynikał z odgórnie przyjętych założeń i tez ideologicznych, deprecjonujących dorobek polityczny ruchu niepodległościowego i jego przywódcy *[Ideologiczną krytykę "piłsudczykowskiej koncepcji walki o niepodległość" za "kompromisy z ugrupowaniami burżuazyjnymi" i "z celami wojennymi dwóch państw zaborczych" oraz nieuwzględnianie "możliwości sojuszu z głównym wrogiem caratu - rewolucyjnym ruchem rosyjskim" zainicjował w historiografii PRL lat pięćdziesiątych Henryk Jabłoński. Henryk Jabłoński, Polityka Polskiej Partii Socjalistycznej w czasie wojny 1914-1918 r., Warszawa 1958, passim; cyt. s. 92. Jego poglądy na wiele lat wyznaczały kierunek "dociekań" naukowych nad genezą II Rzeczypospolitej. Warto dla przykładu zacytować jeden z późniejszych poglądów w sprawie "klasowej" genezy grupy zwolenników Józefa Piłsudskiego: "W przekonaniu większości członków kształtował się więc ten obóz polityczny niejako w oderwaniu od struktury klasowej społeczeństwa, od nabrzmiałych i wymagających rozwiązania kwestii społecznych i gospodarczych. W rzeczywistości oznaczało to aprobatę przywilejów klasowych i rezygnację z przeobrażeń społecznych". Andrzej Garlicki, Piłsudczycy - sanacja, "Nowe Drogi", IX 1978, nr 9, s. 72. Niektórzy badacze formułowali w tym duchu własne "założenia metodologiczne" dziejów politycznych II Rzeczypospolitej. "Piszę z pozycji historyka zaangażowanego w życie Polski Ludowej - notował Andrzej Ajnenkiel we wstępie do jednej ze swoich książek. - Nie widzę potrzeby bezustannego przypominania prawd oczywistych - czym różni się i na czym polega wyższość socjalizmu nad minioną formacją kapitalistyczną". Andrzej Ajnenkiel, Polska po przewrocie majowym. Zarys dziejów politycznych Polski 1926-1939, Warszawa 1980, s. 6.]. Z drugiej strony, historiografia emigracyjna lansowała idealistyczny obraz czynów Piłsudskiego, bez zwracania uwagi na konsekwencje popełnianych przez niego błędów oraz zewnętrzne uwarunkowania polskiej irredenty.

O ile trzeba en bloc odciąć się od doświadczeń okresu komunistycznej historiografii i jej wciąż jeszcze licznych propagatorów oraz kontynuatorów, o tyle należy pamiętać też, że w tamtym czasie przeprowadzono wiele wartościowych badań źródłowych, o znaczeniu ogólnym oraz regionalnym, które stanowią ważny dorobek polskiej nauki historycznej, często niezależnie nawet od ich warstwy interpretacyjnej *[Z zagadnieniem tym dość ściśle łączy się sprawa rozliczeń historycznych z okresem PRL, które jednak wymagają pewnego dystansu czasowego. Lecz pewne ogólne założenia można już postawić. Zagadnienie dekomunizacji środowisk historycznych w Polsce jest bardzo szerokie i złożone. W wielu kwestiach merytorycznych dotyka ono z gruntu fałszywych założeń ideologicznych reprezentowanej przez te środowiska formacji władzy, niweczących rezultaty podjętych współcześnie badań, które opierały się na tych błędnych przesłankach. Nie ma przede wszystkim podstawowej definicji dekomunizacji i kryteriów oceny dawnych postaw. Problem współodpowiedzialności historyków za wprowadzanie "socjalistycznych przemian" w Polsce wymaga dopiero zgłębienia i oceny. Można w tym miejscu tylko stwierdzić, że brak własnych rozliczeń wśród historyków z okresu PRL po przemianach 1989 r. sugeruje, że prezentowane przez nich w przeszłości poglądy nie były koniunkturalne, a wynikały z rzeczywistych przekonań, którym cały czas pozostawali wierni.]. Wszystkie przytoczone wyżej oceny mają charakter uwagi metodologicznej, eliminującej konieczność sygnalizowania w pracy większości, moim zdaniem, nieprawdziwych opinii zawartych w historiografii peerelowskiej, które łączą się z opisywaną problematyką. Opinie te wypływały ze względów pozamerytorycznych, z nastawienia ideologicznego albo braków warsztatowych, więc szczegółowe odnoszenie się do fragmentów takich dzieł niepotrzebnie obciążałoby aparat naukowy pracy.

Tradycja narodowa nie pozwala odnieść do Komendanta określeń "agent" czy "konfident", chociaż z punktu widzenia mocodawców jego niektórych poczynań działalność ta okresowo nosiła cechy agenturalności i współpracy na rzecz obcych. Pojęcia "wywiad", "służba wywiadowcza", "dwójka", "agent" itd. rodzą bowiem negatywne skojarzenia, mają również w polskiej tradycji ujemną rangę moralną. W zasadzie nie rozróżnia się pozytywnego charakteru powiązań specjalnych od działań negatywnych wywiadu. Współpraca wywiadowcza sama w sobie była zawsze wstydliwa i oceniana przez ogół negatywnie. Przy Piłsudskim na pierwszy plan wydobywa się motywy, jakimi się kierował, kiedy podejmował współpracę z obcymi wywiadami, rozgrzeszając go w podtekście za ten krok i ukrywając istotę zagadnienia. Nie jest wszakże ważne, w jakim celu podejmuje się współpracę. Wszelkie tłumaczenia i usprawiedliwienia mają zawsze przysłonić właściwy obraz. Dla tajnych służb liczą się praktyczne rezultaty akcji wywiadowczych. Agentem albo się jest, albo nie. To banalne stwierdzenie najlepiej oddaje istotę zagadnienia. Jakie inne określenie można zastosować, gdy ktoś świadomie, na podstawie umowy wykonuje zadania specjalne na rzecz wywiadu?

Takie są pierwsze skojarzenia, które nasuwają się przy rozpatrywaniu każdego faktu podejmowania współpracy wywiadowczej. Zagadnienie to należy zawsze oceniać chłodno i beznamiętnie. Jednakże nawet wówczas oceny te nie oddają istoty podjętego w pracy problemu. Ogólnie rzecz biorąc, Piłsudski z wytrwałością i mistrzostwem wykorzystywał te możliwości, którymi aktualnie dysponował. Liczył się cel nadrzędny.

Obecnie, rozpatrując rzecz od strony służb wywiadu Japonii, Austro-Węgier i Niemiec, zaangażowanych we współpracę z Piłsudskim, najlepiej pasowałoby do niego określenie agenta wpływu politycznego, który działał po zbieżnej linii interesu polskiego oraz zewnętrznego, wykonując zadania specjalne przy pomocy tworzonych przez siebie organizacji wywiadowczych. Dla szczególnie cennych współpracowników wywiadu, ze względu na naturę ich stosunków ze służbami specjalnymi i wysoką pozycję społeczną albo polityczną, współcześnie lub później, klasyczne określenie "agent" czy "konfident" nie miało i nie ma zastosowania. W wypadku Piłsudskiego byłaby to owa "służba panów" dla wywiadu. Jak mawiali dawniej Niemcy: "Nachrichtendienst ist des Herrendienst. Anglicy powiedzieliby natomiast: "Honourable correspondent. Terminologia ta na początku XX wieku stawała się już nieprecyzyjna. Wywiad austriacki wprowadził do kanonów sztuki własną formułę, przyjętą na określenie specjalnych kontaktów dla tej kategorii tajnych współpracowników, których nie obejmowała podstawowa ewidencja sieci konfidencjonalnej - "zaufanych ludzi" ("Gewährsmänner"). Do tej właśnie kategorii osób współpracujących ze służbami wywiadu Japonii, Austro-Węgier i Niemiec zaliczał się Piłsudski.

Dla oficerów wywiadu może tylko wyglądem, zachowaniem, usposobieniem i pozycją społeczną nie przypominał "pana". Na codzień nie był mężczyzną eleganckim, wykwintnie ubranym. Nie przywiązywał zresztą do tego specjalnej wagi, ubierając się stosownie do sytuacji. Odbiegał od stereotypu dżentelmena, wymuskanego, z chusteczką w mankiecie. Umiał wszakże zadbać o swój zewnętrzny wizerunek. Wtapiał się naturalnie w środowiska, w których się obracał. W razie potrzeby umiał być niezwykle chłodny w obejściu, wyglądać wytwornie i szykownie, ukazując swoje drugie oblicze, całkowicie odmienne od utrwalanego w legendzie konspiracyjnej. Charakteryzował go, typowy dla socjalisty, ogólny nieład i brak stabilizacji życiowej, czym przypominał awanturnika życiowego, o powiązaniach z "półświatkiem". Miał silny, zdecydowany charakter, o skłonnościach do megalomanii. Typ przywódcy owianego legendą konspiracyjną. Uczciwy. Bez wyższego wykształcenia i zawodu. Nie miał stałych źródeł dochodu. Utrzymywał się z pieniędzy niewiadomego pochodzenia. Żonę traktował jako "towarzyszkę" i opiekunkę, a nie jak kobietę, z którą utrzymywał normalny związek małżeński. Zdradzał ją. Kierował organizacją rewolucyjną, zajmował się przemytem broni i druków socjalistycznych, przekraczał nielegalnie granice państw, organizował i brał osobiście udział w napadach z bronią w ręku. W "pracy konspiracyjnej i organizacyjnej okazał się mistrzem" - pisano współcześnie w raporcie Oddziału Informacyjnego Wojskowego Generał-Gubernatorstwa w Lublinie. Zyskiwał przy bliższym poznaniu. Przedostatni szef wywiadu Austro-Węgier, gen. Oskar Hranilovic von Czvetassin pozostawił w swoich papierach krótką charakterystykę Piłsudskiego: "Urodził się Litwinem, jest fanatycznym polskim patriotą, nie jest organizatorem, zawadiaka, konspirator, czyste ręce". Jednym słowem, wymarzony dla służb specjalnych kandydat na agenta politycznego.

Piłsudski postępował tak, jak większość przywódców - rewolucjonistów rosyjskich, na czele z Władimirem Iljiczem Leninem (Uljanowem), Karolem Radkiem-Sobelsohnem, Jakubem Haneckim-Fürstenbergiem oraz Wiktorem Michajłowiczem Czernowem, Władimirem Lwowiczem Burcewem czy Aleksandrem Siefeldem. Słabość polskiej irredenty, niezdolność do samodzielnego, efektywnego działania ruchu niepodległościowego wiodła do kompromisów z tymi siłami, które dla własnych interesów mogły wspomóc akcję polską. Nośnikiem tych kompromisów były służby specjalne państw zaangażowanych w stosunki z Polakami. Za pośrednictwem wywiadu Austro-Węgier i Niemiec Piłsudski chciał prowadzić grę polityczną dla rozwinięcia irredenty polskiej. Wielką zasługą Piłsudskiego było włączenie do bieżącej polityki tych państw sprawy polskiej, właśnie przez wykorzystanie wypracowywanych powiązań wywiadowczych, jako głównego zagadnienia w stosunkach z Rosją i czynnika rozstrzygającego pozytywnie kwestię przyszłości Królestwa Polskiego, niezależnie od rzeczywistych intencji wojskowych kontrahentów austriackich i niemieckich oraz obiektywnych procesów historycznych i konieczności dziejowych.

O zawieranych umowach wywiadowczych decydował Piłsudski i brał za nie osobiście odpowiedzialność, ograniczając krąg swoich współpracowników zorientowanych w istocie tych układów do grona kilku osób, które rozwijały potem te kontakty, na podstawie ogólnych wskazań i ustaleń oraz bieżących instrukcji Komendanta. Współpracę wywiadowczą prowadzono zawsze w ścisłej konspiracji. Piłsudski ręczył słowem honoru tajemnicę kontaktów wywiadowczych. "Piłsudski - pisał Ignacy Daszyński w Pamiętnikach - wszedł w owym czasie w styczność ze Sztabem Generalnym Austro-Węgier i miewał konferencje z wojskowymi austriackimi we Lwowie i w Przemyślu. Uznał za potrzebne wtajemniczać mnie stale w treść tych rozmów. Stosunek jego do sztabowców nie miał w sobie żadnej cechy zależności od armii austriackiej. Było w tym raczej wiele pouczających wykładów o stosunkach w Rosji, co dla ogromnej większości wojskowych austriackich stanowiło przedmiot sensacyjnych odkryć...". Piłsudski odpowiedział Daszyńskiemu w Poprawkach historycznych. "O ile pierwsza część jest prawdą -  pisał - chociaż nieścisłą [spotkania odbywały się głównie w Krakowie i w Wiedniu - R. Ś.], o tyle ostatni frazes jest zupełnie fałszywy, gdyż ani razu z p[anemj Daszyńskim w tej kwestii nie rozmawiałem, nie uważając dla siebie za możliwe wtajemniczać jego w te sprawy. Przede wszystkim  z w i ą z a n y  b y ł e m  o b u s t r o n n ą  w y m i a n ą  s ł o w a  h o n o r u, ż e  s i ę  n a  z e w n ą t r z  n i k o m u  o  t y c h  r o z m o w a c h  n i e  m ó w i  [podkreśl. moje - R. Ś.], a nie zwykłem łamać kiedykolwiek słowa honoru". Tajemnicę utrzymywano także przed zwykłymi członkami organizacji. Ujawnienie prawdy groziło kompromitacją o łatwych do przewidzenia skutkach. Dla szerokich rzesz uczestników ruchu rewolucyjnego i niepodległościowego obowiązywał wzorzec rewolucjonisty, który w dużym stopniu wypełniała legenda Piłsudskiego. Środowiska socjalistyczne były specjalnie wyczulone na punkcie kontaktów policyjnych. Sprzeniewierzenie się etosowi rewolucjonisty przez współpracę z policją, żandarmerią albo wywiadem wojskowym prowadziło w najlepszym wypadku do śmierci politycznej i zepchnięcia na margines życia. Relacja Daszyńskiego najlepiej oddaje potoczny i naiwny sposób rozumienia tych kwestii przez bliskie Piłsudskiemu kręgi polityczne.

Jednakże w innym miejscu Piłsudski mijał się całkowicie z prawdą, przedstawiając genezę swych kontaktów ze sztabem austriackim i ich uwarunkowania. "W oczekiwaniu wojny, zastanawiając się nad położeniem Polski, która stać się miała teatrem wojny i której synowie stanąć by musieli z bronią w ręku do bratobójczej walki, przyszedłem do przekonania - stwierdzał 25 VII 1918 w załączniku do listu do księcia Zdzisława Lubomirskiego (list datowany z Magdeburga 22 VII 1918) - że interesy mojej ojczyzny wymagają czynnego wystąpienia po stronie mocarstw centralnych w ich wojnie z Rosją. Wobec tego, gdy mi zaproponowano, wszedłem w stosunki ze sztabem cesarskiej i królewskiej armii austro-węgierskiej. W stosunkach tych trzymałem się następujących wytycznych, którym do końca pozostałem wierny. Po pierwsze - żadnej pieniężnej zależności, po drugie - żadnych umów politycznych. Pierwsze jest zupełnie zrozumiałym. Drugie wynikało z podstawowych zasad ruchu strzeleckiego, który unikał brania na siebie i swoją odpowiedzialność spraw politycznych, pozostawiając to rządowi swej ojczyzny, umowom tego z innymi rządami i wreszcie nakazom w stosunku do wojska, które z góry zupełnie tym nakazom posłuszeństwo ślubowało".

Otóż: 1.) za owym "sztabem" austriackim stały agendy wywiadu Sztabu Generalnego - Biuro Ewidencyjne w Wiedniu i jego oddziały służb terenowych przy dowództwach korpusów w Przemyślu, Krakowie i Lwowie (Główne Ośrodki Wywiadowcze), a utrzymywane kontakty z oficerami Sztabu Generalnego miały o tyle charakter sztabowy, że dotyczyły współpracy wywiadowczej; 2.) inicjatywa nawiązania kontaktów wywiadowczych z przedstawicielami Biura Ewidencyjnego wyszła od Piłsudskiego; 3.) istniała zależność finansowa zbrojnego ruchu Piłsudskiego od sztabu austriackiego - ruch ten otrzymywał pieniądze z dotacji Biura Ewidencyjnego w Wiedniu, pomijając olbrzymie subsydia Ministerstwa Wojny i Sztabu Generalnego, a później Naczelnej Komendy Armii, na wyposażenie oddziałów strzeleckich i legionowych w broń, amunicję, umundurowanie, żołd itd. (Legiony Polskie podlegały szefowi wywiadu Naczelnej Komendy Armii); 4.) to właśnie Piłsudski zabiegał o układy polityczne przy swoich rozmowach sztabowych, a Austriacy konsekwentnie odmawiali włączania tych kwestii do zawieranych umów wywiadowczych.

Wypowiedź Piłsudskiego miała charakter polityczny. Stanowiła element gry Piłsudskiego w czynionych wówczas zabiegach o jego uwolnienie z Magdeburga i włączenie do życia politycznego Królestwa Polskiego. Zawierała elementy argumentacji politycznej, jaką kierował się Piłsudski przy podejmowaniu współpracy wywiadowczej, wskazując możliwą płaszczyznę porozumienia z władzami okupacyjnymi. Nie miała jednak nic wspólnego z oceną merytoryczną niedawnej przeszłości.

Przede wszystkim został ustalony przez autora zaszyfrowany kryptonim operacji wywiadowczej - "Konfident 'R' " (w skrócie: "R"), podjętej przez Biuro Ewidencyjne Sztabu Generalnego w Wiedniu dla oznaczenia specjalnych kontaktów z przedstawicielami polskiego ruchu rewolucyjno-niepodległościowego. Za kryptonimem "Konfident 'R' " kryje się agentura zbiorowa, której trzon stanowił Piłsudski oraz kilka osób z jego najbliższego sztabu. Tożsamość Piłsudskiego, występującego pod tym kryptonimem jako osoby kierowniczej organizacji "R", nie ulega wątpliwości, o czym szczegółowo traktuje rozprawa.

Celem opracowania jest ukazanie ram, w których dochodziło do kontaktu i współpracy operacyjnej z wywiadami Japonii, Austro-Węgier i częściowo Niemiec, jako, z jednej strony, elementu techniki działań politycznych Piłsudskiego, a z drugiej, przejawów dążeń tych państw do zdobycia za jego pośrednictwem możliwości oddziaływania na polski ruch niepodległościowy. Podejmowane zabiegi wywiadowcze doprowadziły w efekcie do wytworzenia specjalnej agentury politycznej, którą obecnie określamy mianem agentury wpływu. Jest to w pewnym sensie sytuacja modelowa dla danych warunków zbieżności różnych interesów i wykorzystania ich dla własnych celów przez wspieranie polityki działaniami wywiadu.

Przedstawienie całości problematyki jest niemożliwe, ze względu na ogromne braki źródłowe. Analiza dostępnego materiału dokumentacyjnego pozwala wszakże na opisanie wzajemnych stosunków i powiązań oraz efektów współpracy Piłsudskiego z wywiadami Japonii, Austro-Węgier i Niemiec w zakresie wystarczającym dla konstrukcji rozwiązania modelowego agentury wpływu w ówczesnych polskich realiach - braku własnego państwa i zależności akcji niepodległościowej od obcych mocarstw, podobnie jak wszystkich innych ruchów wolnościowych narodów środkowo-wschodniej i południowej Europy, które znalazły się w granicach Rosji, Austro-Węgier i Niemiec. Praca ma charakter teoretyczno-poglądowy. Przywołana baza źródłowa stanowi materiał analityczny dla opisania mechanizmu tworzenia się agentury wpływu Japonii, Austro-Węgier i Niemiec w polskim ruchu niepodległościowym.

Zakres chronologiczny i rzeczowy pracy wyznacza okres uaktywnienia i koncentracji czynnej służby wywiadowczej tych państw w kreowaniu, przez działania specjalne, określonej rzeczywistości politycznej na gruncie polskim, jako przedpola do zmian politycznych zewnętrznej zależności Królestwa Polskiego. Bezpośrednie zaangażowanie wywiadu Japonii w sprawy polskie, w kontekście współpracy z PPS i Piłsudskim, przypada na okres wojny z Rosją od lutego 1904 do sierpnia 1905 r. Wywiad austriacki aktywnie wspomagał działania Piłsudskiego od końca 1908 r. Po wkroczeniu wojsk Niemiec i Austro-Węgier do Królestwa Polskiego w sierpniu 1914 r. służby wywiadu tych państw stopniowo przechodziły na pozycje biernej obserwacji rzeczywistości, wchodząc w zakres zadań kontrwywiadowczych - zabezpieczenia zaplecza frontu i podstaw władzy okupacyjnej. Stąd podjęte przez Piłsudskiego na jesieni 1914 r. starania o zbliżenie z Niemcami na dotychczasowych zasadach współpracy wywiadowczej z Austro-Węgrami nie odniosły skutku. Program zrewolucjonizowania ziem polskich w Rosji po wybuchu wojny został porzucony. Spadek po tych planach, w postaci Legionów Polskich, odziedziczyły Austro-Węgry. Formalnie i faktycznie operacyjna współpraca wywiadowcza Piłsudskiego ze sztabem austriackim kończyła się wraz z zarządzeniem Naczelnej Komendy Armii z 25 marca 1915 r., o likwidacji Oddziału Wywiadowczego I Brygady. Analiza materiału źródłowego doprowadzona jest wszakże do listopada 1918 r., gdyż wydarzenia następujące od wiosny 1915 r. miały bezpośredni związek z całym wcześniejszym okresem współpracy wywiadowczej Piłsudskiego z Austro-Węgrami i Niemcami, w swoich konsekwencjach negatywnych i pozytywnych.

Najwięcej problemów przy opracowaniu tematu nastręczało udokumentowanie i opisanie wszystkich kontaktów wywiadowczych związanych z osobą Piłsudskiego. Rzadko kiedy można było posiłkować się wynikami innych badań. W okresie międzywojennym był to temat "tabu" *[Ograniczenia te dotyczyły przede wszystkim problematyki austriackiej. Marian Romeyko wspominał: "Po przewrocie majowym 1926 r. wszelkiego rodzaju 'rewelacje' z lat 1910-1914, nawet gdyby je istotnie ujawniono (zwłaszcza jeśli chodzi o współpracę z wywiadem austriackim), zostałyby uznane w wojsku za nieprawdziwe, sfabrykowane i godzące w autorytet najwyższych czynników w państwie, a ponadto zrodzone w umysłach wariatów lub ludzi będących na obcym żołdzie. W owym czasie jedynie przebąkiwano coś niecoś o [Józefie] Rybaku, który, mimo że był oficerem wywiadu austriackiego w Krakowie, jako Polak okazywał bardzo dużo życzliwości i pomocy Strzelcowi. Ale tylko tyle". Marian Romeyko, Przed i po maju. Warszawa 1983, s. 295.]. Na podejmowanych później poszukiwaniach naukowych w dużym stopniu ważyły względy ideologiczne. Jednak główny problem stanowiła baza źródłowa.

Dokumentację wywiadowczą przeważnie niszczono. Jednym z najważniejszych zadań kierowniczego aparatu wywiadu było zawsze zapewnienie bezpieczeństwa tajnym współpracownikom i ochrona przed możliwością ujawnienia agentury z poziomu centrali. Sprawa ta należy do kwestii podstawowych funkcjonowania służb specjalnych i nieodłącznie wiąże się z problemem bezpieczeństwa państwa. Zdekonspirowanie pojedynczego agenta lub jego "siatki" nie stanowi istotnego zagrożenia dla całości działań wywiadu, ale ujawnienie podstaw agentury nie tylko ją unieszkodliwia, lecz przede wszystkim umożliwia przeciwnikowi wniknięcie w zakres i charakter zadań, zasięg zainteresowań i wpływów oraz metody prowadzonej penetracji. Daje wreszcie sumaryczny obraz działalności operacyjnej wywiadu, którego nowe wcielenie nie będzie wiele odbiegać od starego. Wszelka dokumentacja wojskowa nieprzyjaciela, a w szczególności jego archiwa wywiadowcze stanowią zawsze niezwykle cenny łup wojenny. Dlatego akta agenturalne są specjalnie chronione, a gdy dochodzi do przewrotu politycznego, wojny, albo upadku państwa, niszczone w pierwszej kolejności, a te, które ocalały, nawet sprzed wielu dziesięcioleci, nie udostępnia się badaczom. Ogranicza to znacznie historykom możliwość dotarcia do prawdy.

Wszystkie te ograniczenia źródłowe występują w przypadku dokumentacji opisywanych kontaktów wywiadowczych. Dodatkowe trudności wiążą się z charakterem działalności politycznej Piłsudskiego, prowadzonej w warunkach konspiracji, niemal przez cały okres 25 lat, kiedy przewodził Polskiej Partii Socjalistycznej i ruchowi strzelecko-niepodległościowemu, a później służył w Legionach Polskich i rozwijał Polską Organizację Wojskową. W walce podziemnej nie myślano o prowadzeniu zwykłej kancelarii i archiwum. Dokumentację gromadzono w stopniu niezbędnym dla normalnego funkcjonowania organizacji, ale zapewniając zakonspirowanie rozwijanych działań. Wiele dokumentów, w obawie przed rewizją czy kompromitacją, niszczono. Wiele informacji w ogóle nie utrwalano na papierze. "A wszystko przecie w owe czasy - notował Piłsudski w 1929 r. we Wspomnieniu o Grzybowie - odbywało się tak konspiracyjnie, bez żadnych listów, bez żadnych depesz, telefonów, że teraźniejsi ludzie wyobrażenia nawet nie mają [...]".

O wiele gorzej przedstawiała się kwestia odtworzenia bezpośredniej działalności obozu narodowo-demokratycznego, gdy łączyła się ona z opisywaną w książce tematyką. Bez większych przeszkód można odnieść się do myśli politycznej i głównych motywów programowych Narodowej Demokracji. Nie ma natomiast porównywalnych źródeł dla omówienia tego typu zamierzeń Romana Dmowskiego i jego najbliższych współpracowników, które oddawałyby ich bieżące, praktyczne posunięcia, tak, jak przy Piłsudskim i jego ruchu. Piłsudski miał zawsze do dyspozycji swego rodzaju biuro, z którego, pomimo warunków konspiracyjnych, niemal każdego dnia wychodziły jakieś dokumenty. Dzięki temu w ogóle możliwy jest tutaj historyczny opis. Lecz gdy historyk staje bezradny wobec braku źródeł, wtedy posiłkuje się ogólnymi albo wtórnymi przekazami dokumentacyjnymi. Taka sytuacja zaistniała przy podjętych próbach przedstawienia działań politycznych grupy Dmowskiego. Pośrednie przesłanki dyktowały sądy krytycznego, negatywnego traktowania dokonań tego kręgu w kontekście podjętej problematyki. Być może rzeczywistość wyglądała inaczej, ale źródła milczą na ten temat.

W zakresie głównego wątku rozważań, opracowanie niniejsze ukazuje zaledwie wierzchołek "góry lodowej", ale też oddaje istotę i skalę problemu. Nieliczne zachowane dokumenty pozwalają tylko w skromnym zakresie na weryfikację zawartych w nich danych. W zasadzie prezentuję tu jedynie informacje potwierdzone w różnych źródłach. O wielu sprawach nie dowiemy się jednak nigdy. Taka jest natura funkcjonowania służb specjalnych, pomijając fakt niszczenia jej dokumentacji w przeszłości, celowych przemilczeń i deformacji późniejszych opisów, przede wszystkim polskich oraz austriackich, a także kompletnego milczenia źródeł niemieckich. Wiele dokumentów Oddziału II Sztabu Generalnego w Tokio (Kempeitai) i Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego w Wiedniu zostało zniszczonych.

Przyjęte w niniejszej pracy ustalenia opierają się na szerokiej kwerendzie archiwalnej i bibliotecznej, a selekcję zbieranego materiału określała granica styku rzeczywistości politycznej, w jakiej się obracał Piłsudski, i działań obcych służb wywiadowczych wokół niego. Wyniki tych poszukiwań sumują wiedzę o samym Piłsudskim oraz powiązanych z nim operacjach wywiadowczych Japonii, Austro-Węgier i Niemiec. Najważniejsze dokumenty zostały odnalezione. Szczegółowo omawiam źródła, które bezpośrednio odnoszą się do tematu pracy. Pełny wykaz wykorzystanych archiwaliów i literatury zamieszczono w bibliografii na końcu książki.

Temat kontaktów wywiadowczych Piłsudskiego ze sztabami wojskowymi Japonii, Austro-Węgier i Niemiec nie doczekał się odrębnej monografii. Problem ten wzmiankowano tylko w wybranych zbiorach dokumentów albo poruszano incydentalnie, na marginesie głównego przedmiotu rozważań.

Rola agentury wpływu w działaniach służb specjalnych

Od najstarszych czasów starano się podstępem i inteligencją wydobyć od wroga jego tajemnice. Przemianom w sztuce wojennej towarzyszyły stopniowe zmiany w organizacji wywiadu. Funkcje informacyjne wywiadu mieszały się często z zadaniami dezinformacyjnymi i inspiracyjnymi, podejmowanymi dla osiągnięcia celów politycznych. W procesie tym tak zmieniały się metody penetracji wywiadowczej i kontroli informacyjnej przeciwnika, aż wyodrębnił się specjalny aparat zadaniowy tajnych służb w urzędach nadzorujących politykę wewnętrzną i zagraniczną państwa, który mógł praktycznie i nieoficjalnie realizować zamierzenia i cele polityczne władzy, ważne z punktu widzenia jego racji stanu.

W Europie do końca XVIII wieku ukształtował się system biur wywiadowczych, powoływanych na czas wojny, jako samodzielnych jednostek, które wyodrębniano z ogólnej organizacji armii w korpus oficerów wywiadu przy sztabie naczelnego wodza. Aparat kierowniczy służby wywiadowczej rozbudowywano w polu. Taka organizacja wywiadu wynikała ze zwyczaju nierozdzielania głównych sił, a także z długiego okresu osiągania stanu gotowości wojennej oraz koncentracji, opóźnianej uciążliwymi marszami pieszymi wojska. Rezultaty działalności wywiadu opracowywano w zależności od potrzeb i zestawiano w jedną całość w postaci periodycznych raportów, które stawały się podstawą decyzji głównego dowództwa. Przełom w sztuce wojennej za czasów rewolucji francuskiej, porzucenie starej taktyki linearnej i dzielenie wielotysięcznych armii na korpusy, które mogły działać samodzielnie, w dogodnym momencie, zmieniając powolny pochód masy żołnierzy w gotową do boju jednostkę taktyczną, albo łączyć się dopiero na polu bitwy z innymi korpusami, stawiał nowe wymagania także aparatowi wywiadowczemu. Skrócenie okresu przygotowań do wojny, różne i rozległe rejony koncentracji oraz operacji wojskowych, rozbudowa fortyfikacji i umocnień ziemnych wymuszały prowadzenie wywiadu wojskowego także podczas pokoju, głównie przez pozyskanych do współpracy zaufanych ludzi w tych miejscach, które nadawały się do obserwacji przygotowań i przebiegu działań wojennych.

Kolejny przełom w dziedzinie wojskowości i wywiadu dokonał się w drugiej połowie XIX wieku. Prawie we wszystkich krajach europejskich wprowadzono powszechny obowiązek służby wojskowej, co wynikało z konieczności wykorzystywania możliwie całego potencjału obronnego narodów w razie wojny. Niezwykle ważnym czynnikiem militarnym stawała się też kolej. Od drożności sieci kolejowej zależała sprawność mobilizacji. Czas niezbędny do przejścia od okresu pokoju do stanu wojny maksymalnie skracano, nawet do kilku dni, aby jak najwcześniej rozpocząć koncentrację na zagrożonej granicy. Zmuszało to do prowadzenia nieprzerwanej działalności wywiadowczej w okresie lal pokoju, co pozwalało ustalić stopień przygotowań obcej armii. Przy tak krótkim czasie osiągania stanu gotowości wojennej niemożliwe już było po wypowiedzeniu wojny rozciągnięcie w nieprzyjacielskim kraju koniecznej sieci agenturalnej dla niezbędnej kontroli informacyjnej na froncie.

Wraz z rozwojem szpiegowskiego rzemiosła zmieniały się o nim wyobrażenia, wytwarzając mylne stereotypy na temat pracy wywiadu. Szpiegostwo jeszcze w końcu XIX wieku było dla szerokich mas czymś na pograniczu legendy i fantazji. Pracę wywiadu poznawano zazwyczaj z najgorszej strony. Szpiegostwo oznaczało sprawy "podejrzane" i "brudne". Odrzucano bez wyjątku cele, środki oraz osoby zajmujące się tego rodzaju działalnością. Wokół wywiadu narastały mity złej legendy i chorobliwej fantazji. Zainteresowanie szpiegostwem wzmogło się zwłaszcza po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Zapotrzebowanie na wiadomości i sensacje z tej dziedziny wypełniały fantastyczne opowiadania i awanturnicze powieści oraz filmy szpiegowskie, utrwalające nieprawdziwy obraz rzeczywistości pracy wywiadu. Pojawiły się masowo utwory osób rzekomo służących w wywiadzie, albo byłych oficerów i agentów. Pod pozorem prawdziwych przeżyć i udziału we wszystkich ważnych wydarzeniach przedstawiano afery, które niewiele miały wspólnego ze szpiegostwem. Zniekształcano fakty, ubarwiano teksty zmyślonymi historiami, zupełnie nieprawdopodobnymi z punktu widzenia sztuki wywiadu. Niektórzy autorzy, rzeczywiście pracujący kiedyś w wywiadzie, z różnych powodów przedstawiali w swoich pamiętnikach tylko część prawdy, wiele faktów i zdarzeń przemilczali. Doprowadziło to w sumie do powstania całkowicie fałszywego obrazu służby wywiadowczej w świadomości społecznej. Wykreowano prosty wizerunek szpiega - superagenta, obdarzonego szczególnymi przymiotami fizycznymi i umysłowymi, prowadzącego samodzielnie wielkie operacje wywiadowcze. Tymczasem rzeczywistość była bardziej złożona.

Na przełomie XIX i XX wieku zmienił się zakres działań wywiadowczych, ukształtował się nowoczesny wywiad. Rozpoznanie sięgało głęboko w sferę militarną, polityczną i gospodarczą przeciwnika. Głównym zadaniem wojskowych służb specjalnych było możliwie dokładne poznanie wszystkich czynników, które miały wpływ na siły zbrojne krajów będących potencjalnymi albo faktycznymi wrogami, jako podstawy do podejmowania własnych decyzji sztabowych w ewentualnym konflikcie. Za pośrednictwem tajnych służb starano się utrudnić i zdezorganizować mobilizację przeciwnika. Przygotowywano na dużą skalę dywersję i sabotaż. Działania tajnych służb wojskowych wspomagał wywiad polityczny. Carska Ochrana upowszechniła system prowokacji politycznej, opierający się na własnej agenturze i olbrzymich subwencjach finansowych. Od czasów rewolucji 1905 roku w Rosji wprowadzano w coraz większym zakresie do operacji wywiadowczych motyw dywersji politycznej o cechach agentury wpływu, jako własny czynnik destrukcji na wrogim terenie.

Ostatecznym celem każdego wywiadu stała się dokładna znajomość sytuacji panującej u przeciwnika, aby poznać wszelkie dyspozycje przed wykonaniem operacji. Zamierzeń tych nie mógł wykonać nawet najlepszy agent. Tego rodzaju zadaniom można było sprostać tylko dzięki wieloletniej pracy. Potrzebne dane mógł zebrać i opracować wyłącznie cały, rozbudowany aparat wywiadu, nawet jeśli wykorzystywał informacje udzielane przez osoby należące do najwyższego dowództwa, bowiem one również znały tylko wycinki rzeczywistości. Nie mógł dostarczyć ich agent działający w pojedynkę. Różni awanturnicy, podróżnicy, gwiazdy filmowe, piękne kobiety i wspaniali mężczyźni istnieli tylko w wyobraźni pisarzy, dziennikarzy i reżyserów. Dla wyższego dowództwa ich informacje bywały zwykle bezwartościowe. Opinia społeczna nie zdawała sobie sprawy z charakteru i potrzeb służby oraz wynagrodzenia współpracowników wywiadu. Znane są konkretne kwoty, które wypłacano pracownikom wywiadu i różnym agentom. Nie mają one nic wspólnego z bajecznymi gażami oficerów wywiadu i szpiegów z powieści sensacyjnych. Rozbudzono przez to wiarę w magiczną moc służb wywiadu i ich możliwości finansowe. Z tego też powodu wiele osób decydowało się na współpracę wywiadowczą, łudząc się wizją łatwego życia, albo spełnienia określonych celów osobistych, przede wszystkim ekonomicznych lub politycznych. Nie brano pod uwagę okoliczności, że wywiad realizuje wyłącznie własne zadania, a interesy jego pomocników nie mogą być celem działania, pozostają zawsze na dalszym planie. "Ile wydało się pieniędzy na takich ludzi - wspominał ppłk Clemens von Walzel, w latach 1904-1914 szef sekcji angielskiej w Biurze Ewidencyjnym Sztabu Generalnego w Wiedniu - którzy zawsze obiecywali, że przyniosą absolutnie pewne informacje! Byli to nie tylko szarzy, przeciętni obywatele, lecz także osoby wysoko postawione, posłowie i delegaci 'nie zbawionych' narodów, wreszcie różne, żądne przygody i silnych wrażeń kobiety, widzące się w roli głównego szpiega. Wszyscy ci ludzie nie zdawali sobie zupełnie sprawy z oczekujących ich zadań, żądali pieniędzy i w najlepszym wypadku znikali raz na zawsze, niekiedy okazywali się na domiar złego podwójnymi agentami".

W rzeczywistości wszystko wyglądało bardziej przyziemnie. Praca wywiadu polegała na żmudnym i drobiazgowym gromadzeniu wyrywkowych informacji, które dopiero po pewnym czasie układały się w logiczną całość. Ośrodek dyspozycji operacyjnej dla całej machiny wywiadu znajdował się zawsze w jego centrali, realizującej zadania wywiadowcze w odpowiedzi na zlecenia najwyższych ośrodków decyzyjnych w państwie i w armii. Na sukces wywiadowczy nakładały się działania wszystkich ogniw zdobywania, ewidencji i analizy danych. Agentura dostarczała tylko informacji podstawowych. Tysiące takich informacji docierało do central wywiadu, gdzie je następnie systematyzowano i opracowywano. Jeżeli wciąż brakowało jakiegoś fragmentu układanki, zlecano właściwej filii wywiadu zdobycie uzupełniających danych. Wszystkie informacje uznawano za wiarygodne tylko wówczas, gdy znajdowały potwierdzenie w niezależnych źródłach. W ten sposób, krok po kroku, budowano obraz przyszłych działań wojennych.

Nowoczesne wywiady mają szeroko rozbudowane specjalne kontakty, które nie mieszczą się w kanonie zwykłych agentur. Są to kontakty wyższego rzędu, szczególnego znaczenia i pod specjalnym nadzorem. Należą do sfery rzeczywistości trudno uchwytnej dla postronnego obserwatora, gdzie decyzje, przyporządkowane instytucjonalnie różnym ciałom i organizacjom poza wywiadem, udaje się dostrzec dopiero w fazie wykonania. Oficer wywiadu, prowadzący operacyjnie kontakt specjalny, działa według słownych instrukcji i na podstawie bezpośrednich uzgodnień z agentem, przeważnie bez śladu dokumentacyjnego. Ta kategoria tajnych współpracowników nie ma ścisłego określenia. Oddanie łącznej charakterystyki grupowej tej struktury utrudnia duże zróżnicowanie i zindywidualizowanie operacji wywiadowczych, odmienność lokalnych warunków działania oraz różnorodność motywów podejmowanej współpracy. W tamtych czasach, jak się wydaje, najliczniejszą grupę stanowili agenci działający z pobudek ideowych, ale korzystający z materialnego wsparcia tajnych służb, głównie dla utrzymania organizacyjnych form reprezentowanego ruchu i jego propagandy. Później zastąpili ich płatni agenci. Z takich właśnie związków rozwinął się w XX w. wywiad polityczny. Agentury wpływu stały się elementem wspomagającym operacje wywiadu strategicznego, który w sposób planowy i zorganizowany tworzył z nich odrębny system dezinformacyjno-inspiracyjny przeciwnika *[Nie ma w oficjalnym obiegu prac naukowych poświęconych ściśle zagadnieniu kształtowania się agentury wpływu. W dostępnej powszechnie literaturze problematyka ta jest rozpatrywana w szerszym kontekście podejmowanych współcześnie działań dezinformujących i propagandowych różnych służb wywiadu, a także w nawiązaniu do opisywanych konkretnych operacji wywiadowczych, które zawierały w sobie elementy zadań specjalnych wywierania wpływu. Zob. La désinformation arme de guerre. Textes de base présentés par Vladimir Volkoff, Paris 1986; tamże podstawowa bibliografia, s. 279-280; tłumaczenie polskie: Dezinformacja oręż wojny. Opracował Vladimir Volkoff. Przełożył Anatol Arciuch, Warszawa 1991. Zob. też: Ladislav Bittman, The Deception Game. Czechoslovak Intelligence in Soviet Political Warfare, Syracuse 1972; idem. The KGB and Soviet Disinformation. An Insider's View. Foreword by Roy Godson, Washington 1985; Władysław Michniewicz, Wielki bluff sowiecki, Chicago 1991. Ostatnio także: Peter Schweizer, Victory czyli zwycięstwo. Tłumaczenie Igor Apiński, Warszawa 1994. Zagadnienia socjologiczne z dziedziny psychologii społecznej omówione zostało w pracy: Robert Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi Teoria i praktyka Przekład Bogdan Wojciszke, Gdańsk 1996.].

Agenci wpływu (agents d'influence, agents of influence) przez inicjowane operacje propagandowe i dezinformacyjne starają się wpływać na życie publiczne i polityczne swojego otoczenia w kierunku pożądanym dla kierownictwa tajnych służb, z którymi podejmowali współpracę wywiadowczą. Dezinformacja za pośrednictwem agentury wpływu stała się głównie domeną działania sowieckich służb specjalnych. Organa bezpieczeństwa i wywiadu Związku Radzieckiego tworzyły w tym zakresie całe struktury operacyjne, które były powiązane z aparatem władzy Kremla. Agentury komunistyczne instalowano w krajach, gdzie ZSRR chciał mieć swoje wpływy i możliwość destrukcji politycznej. Od czasów zimnej wojny agentury wpływu stanowią najbardziej niebezpieczną broń wywiadów mocarstw. Sięgają najgłębiej ukrytych tajemnic. Dotykają prawdziwych motywacji zachowań jednostek i zbiorowości społecznych, wśród których podejmuje się ważne decyzje państwowe i polityczne. Ukryte struktury obcych wywiadów stanowią potencjalnie najgroźniejszą formę kontroli wywiadowczej dla mniejszych krajów (jak Polska), których organizmy państwowe nie są wystarczająco silne i odporne na zewnętrzną penetrację wielkich sąsiadów albo bloków mocarstw, kształtujących wygodny dla siebie układ sił w poszczególnych rejonach świata. Od wielu lat Zarząd Operacyjny Centralnej Agencji Wywiadowczej - jak zauważył Ronald Kessler, jeden z wybitniejszych znawców zagadnienia - "prowadzi tajne akcje, zmierzające do wywierania wpływu na obce rządy i przywódców innych krajów lub do ich obalenia za pomocą tajnego finansowania opozycji, szkolenia 'partyzantów', operacji paramilitarnych i propagandy" *[Ronald Kessler, CIA od środka. Przekład Zbigniew Zemler, Warszawa 1994, s. 31. Zob. też: Bob Woodward, Veil - Tajne wojny CIA. Przełożyła Dagmara Jakubowska, Kraków 1997, passim; Christopher Andrew, Oleg Gordijewski, KGB. Przełożył Rafał Brzeski, Warszawa 1997, passim.].

Agent wpływu politycznego działa w interesie własnym, osobistym lub grupowym, oraz w interesie służb specjalnych, z którymi jest powiązany. Wykonuje zadania specjalne przy pomocy organizacji, które funkcjonują poza wywiadem. W razie konieczności otrzymuje wspomaganie aparatu klasycznego wywiadu. Jest to agent wpływu wyższego rzędu, podejmujący osobiście decyzje z wysokiego poziomu władzy w strukturach państwa lub wpływowej organizacji, albo działający bezpośrednio przy osobie lub kierowniczej grupie osób, na które skoncentrowane są wysiłki tajnych służb, dla zdominowania i przejęcia kontroli nad reprezentowaną formacją lub układem politycznym. Podstawą działalności wywiadu jest agentura. Stanowi ona o sile i skuteczności działań specjalnych.

Tajnych współpracowników klasycznego wywiadu agenturalnego uwidaczniano w wewnętrznej ewidencji konfidentów. Natomiast współpracownicy agentur wpływów byli wprowadzani do sieci konfidencjonalnej pod postacią agentury zbiorowej, przez jej trzon albo kontakt operacyjny, na hasło lub kryptonim. W aktach operacyjnych odnotowywano sam kontakt, a współpracownicy ci pozostawali niewidoczni dla zwykłej ewidencji, tożsamość ich skrywano na zasadach podwójnego rejestru konfidentów. Za jedną lub kilkoma osobami wprowadzonymi w bezpośredni kontakt wywiadowczy stał cały zastęp świadomych lub nieświadomych współpracowników, tworzących anonimową dla ewidencji agenturę wpływu. Zwykle tylko przywódcy organizacji, która korzystała z zewnętrznego wsparcia obcego wywiadu, orientowali się w charakterze tych związków, działając w imię wspólnych interesów politycznych.

Nie ma jednego wzorca agentury wpływu politycznego. Można mówić jedynie o założeniach ogólnych i właściwościach rozwijanej sieci wywiadowczej, która w zderzeniu z rzeczywistością przybiera określony kształt, właściwy dla indywidualnych cech i uwarunkowań politycznych. Agentura wpływu jest strukturą ściśle powiązaną z polityką państwa lub państw, kontrolujących ją za pośrednictwem aparatu klasycznego wywiadu. Przy budowie agentury wybiera się na początku ugrupowanie reprezentujące określoną opcję polityczną, które może być nośnikiem wspólnego programu, a w dłuższej perspektywie zabezpieczać własne interesy polityczne. Przez polityczne i materialne wsparcie doprowadza się następnie do rozbudowy obserwowanego ugrupowania i jego bazy, osłabiając jednocześnie konkurencyjne grupy polityczne, i wprowadza się "swoich" ludzi w elity rządzące. Pierwsze kontakty inicjowały związki o charakterze czysto wywiadowczym przedstawicieli ruchu, przez których prowadzono potem operacyjnie agenturę.

Po wyodrębnieniu działań specjalnych ze struktur operacyjnych wywiadu oraz włączeniu czynnika ideologicznego do zagadnień wywiadowczych w okresie zimnej wojny, system agentur wpływu uformował się w oddzielną grupę zadaniową tajnych służb. Agentura wpływu, jako wyodrębniona kategoria operacyjna wywiadowczych struktur dezinformacji i inspiracji, działa systemowo i stanowi element gry wywiadowczej w walce o wpływy polityczne, łącząc w sobie elementy pracy klasycznego wywiadu i kontrwywiadu. Wywiad za pośrednictwem agentury wpływu tworzy przedpole do zmian politycznych, przeprowadzanych w interesie jej zewnętrznych lub wewnętrznych mocodawców z ośrodków dyspozycji władzy.

Mechanizm ten rozwinął się ostatecznie w tym kierunku, że operacyjne kontakty wywiadowcze utrzymywane są zwykle poza podstawową strukturą danego ugrupowania, którego kierownictwo może nawet nie zdawać sobie sprawy z "prowadzenia" go z zewnątrz przez obcy wywiad albo organa bezpieczeństwa własnego państwa i faktycznego źródła pochodzenia środków materialnych, otrzymywanych na bieżącą działalność. Tajne służby mogą w ten sposób wpływać od wewnątrz na działalność określonej organizacji lub ruchu politycznego, mając na celu wszczepienie temu ruchowi obcych poglądów lub koncepcji ideologicznych. Agentury wpływu instaluje się również dla samej kontroli poczynań organizacji, bez modyfikacji jej działań od zewnątrz. Współpracowników wywiadu o skrywanej tożsamości zastąpili agenci o podwójnej tożsamości. System agentur wpływu został znacznie rozbudowany i stanowi dominujący przedmiot działań wywiadów mocarstw, przede wszystkim w okresach przesileń politycznych. Na operacje specjalne nakłada się wiele agentur obejmujących różne środowiska polityczne i opiniotwórcze. Stają się one nieświadomym przekaźnikiem informacji, gdy chodzi o zakamuflowanie rzeczywistości lub pogłębienie albo odwrócenie istniejących tendencji politycznych. Z ośrodków głównej dyspozycji wywiadu wychodzą akcje tworzenia faktów politycznych, korzystnych z punktu widzenia własnych interesów.

Wszystko to sprawia, że agenci wpływu należą do osób o najściślej strzeżonej tożsamości w ewidencji wywiadu. Działają w określonym systemie powiązań, często o charakterze publicznym. Wobec tych osób nie ma zastosowania określenie superagenta, profesjonalisty pracującego w samotności, jak to może mieć miejsce w wypadku klasycznego wywiadu. Agent wpływu politycznego nigdy nie działa w pojedynkę, funkcjonuje z racji oficjalnie pełnionych obowiązków w określonym systemie zależności i powiązań wywiadowczych i służbowych oraz prywatnych koneksji i znajomości. W takiej grupie musi być przynajmniej jedna osoba, która spełnia funkcje kontrolno-informacyjne agentury. W tym sensie agentura wpływu jest pojęciem umownym, oznaczającym bardziej system politycznej kontroli informacyjnej, niż konkretną osobę lub krąg osób pozostających ze sobą w nieformalnym układzie i powiązaniach wywiadowczych. Nie można przy tym mówić o dążeniu do absolutnej kontroli informacyjnej (wyłączając z tego jedynie późniejsze systemy totalitarne). Z reguły chodziło zawsze o działania stymulujące wydarzenia o szerszym zakresie albo sprzyjanie lub wspomaganie naturalnych politycznych tendencji rozwojowych w miejscach zainteresowań tajnych służb.

Agentury wywiadowcze działają stale, ale wyłonione z nich agentury wpływu mogą być uaktywniane czasowo, w okresach ważnych rozstrzygnięć politycznych, w formie jednorazowych akcji specjalnych, które zostają wyodrębnione z innych operacji prowadzonych w dłuższej perspektywie czasowej. Zdarza się, że centrale wywiadowcze prowadzą "podwójną" i nieszczerą grę wobec podległych agentur, które wbrew własnym intencjom i dążeniom stają się narzędziem destrukcji politycznej na terenie swojego działania. W klasycznych już i dominujących obecnie rozwiązaniach, głównie dla uwiarygodnienia stworzonej legendy, pozostawia się prowadzonemu agentowi duży margines własnej swobody i inicjatywy w zakresie kompetencji merytorycznych wykonywanych funkcji służbowych lub politycznych. W zasadzie tylko ogólny kierunek jego działań zostaje podporządkowany dyrektywom operacyjnym wywiadu. Wtedy służby specjalne włączają się do rozwiązań praktycznych powstałych kwestii politycznych. Agent wpływu staje się nośnikiem albo adresatem przekazu inspirująco-dezinformacyjnego dla całego układu władzy, podporządkowanej grupy politycznej albo jednostki urzędowej spełniającej funkcje publiczne.

Przejawy działania agentury wpływu stają się widoczne w dłuższej perspektywie czasowej, przede wszystkim w tych newralgicznych miejscach struktur władzy, gdzie uwidoczniona zostaje nieskuteczność jej aparatu przy wypełnianiu szerszych funkcji publicznych wobec wyraźnej promocji własnego interesu grupowego, a także związany z tym brak rezultatów podejmowanych oficjalnie zadań i pozorne zaangażowanie w ich rozwiązywanie, bez realnych i praktycznych odniesień do rzeczywistości. Agentura wpływu zawiera w sobie drzemiącą siłę, która w ogóle może się nie ujawnić, kiedy nie zaistnieją odpowiednie warunki albo potrzeby, dla których została stworzona, ale zwykle jest jak bomba z opóźnionym zapłonem, eksplodująca we "właściwym" czasie, niosąc w perspektywie zniszczenia w ogromnych obszarach aktywności politycznej, wojskowej albo gospodarczej przeciwnika.

Korzenie systemu wywiadowczej i politycznej kontroli informacyjnej przeciwnika sięgają pierwszych lat XX wieku. Sumaryczny obraz działalności operacyjnej, wniknięcie w zakres i charakter zadań, zasięg zainteresowań i wpływów oraz metody prowadzonej penetracji przez agenturę wpływu, którą chce się zidentyfikować daje dopiero ujawnienie jej podstaw, najlepiej z poziomu centrali, gdzie możliwy jest wgląd w jej dokumentację aktową. Początek procesu tworzenia się agentur wpływu można zaobserwować na przykładzie powiązań wywiadowczych Józefa Piłsudskiego, który stał się centralnym punktem odniesienia dla podejmowanych ówcześnie działań uaktywnionych struktur kontrolnych i inspiracyjnych tajnych służb Japonii, Austro-Węgier i Niemiec, wspierających dla własnych celów wywiadowczych i dywersyjnych oraz destrukcji politycznej skierowany przeciwko Rosji polski ruch rewolucyjno-niepodległościowy.

Sprawy japońskie w źródłach i literaturze naukowej

Pomimo dużych zniszczeń w dokumentacji działań Kempeitai w Europie w okresie wojny rosyjsko-japońskiej 1904-1905 r. zagadnienie powiązań wywiadu japońskiego z ruchami rewolucyjnymi i wolnościowymi w Rosji, w tym z Polską Partią Socjalistyczną, jest opisane stosunkowo najobszerniej. Wszystkie zachowane dokumenty japońskie zostały już w zasadzie rozpoznane i opisane. Toteż, dla potrzeb niniejszego opracowania, przyjąłem aktualne ustalenia historiografii o zaangażowaniu Kempeitai w sprawy europejskie w obrębie podjętej tu tematyki, posiłkując się publikacjami źródłowymi z zachowanej dokumentacji japońskiej. Niewielkie zaplecze źródłowe tego tematu powoduje, że wszyscy autorzy zajmujący się nim poruszają się w obrębie tych samych ustaleń faktograficznych. Wydaje się, że tylko analiza materiałów polskich może jeszcze wzbogacić dotychczasową wiedzę ogólną.

Należy przy tym zauważyć, że cechą charakterystyczną wszystkich opisów, a zwłaszcza w historiografii zachodniej, jest pomniejszanie wagi zagadnienia polskiego, gdy dla działań wywiadu japońskiego w Europie znaczenie tych spraw było ogromne, o czym najlepiej świadczą wyniki podejmowanych zamierzeń, w porównaniu do podobnych przedsięwzięć względem innych grup politycznych walczących przeciwko caratowi i Rosji, które współpracowały ze służbami Oddziału II Sztabu Generalnego w Tokio.

Siady działań Kempeitai można przede wszystkim odnaleźć w archiwum MSZ w Tokio. Przechowały się tam akta z okresu wojny japońsko-rosyjskiej 1904-1905 r., a wiele dokumentów już opublikowano. Tajne materiały japońskiego Sztabu Generalnego spalono pod koniec II wojny światowej. Przepadły wówczas najcenniejsze akta, w tym raporty oraz sprawozdania finansowe płk. Motojiro Akashi, japońskiego attache wojskowego w Petersburgu, Paryżu, Bemie i Sztokholmie, kierownika całej operacji z ramienia Sztabu Generalnego na terenie Europy, a także podstawowa dokumentacja dotycząca spraw polskich, kontaktów z PPS, wizyty Piłsudskiego w Tokio w 1904 r., pomocy w dostarczeniu broni i materiałów wybuchowych dla rewolucjonistów polskich.

Spalono również oryginał zbiorczego raportu płk. Akashi z działalności w Europie Rakka ryusui. Na szczęście niektóre papiery płk. Akashi ocalały i trafiły później do zbiorów Biblioteki Kongresu (Kokkai toshokan) i Biblioteki Narodowego Instytutu do Spraw Obrony (Boeikenkyujo toshokan) w Tokio. Dochowały się tam dwa odpisy Rakka ryusui. Przechowała się także kopia raportu, którą wnuk płk. Akashi, Motoaki Akashi przekazał w 1985 r. do Biblioteki Kongresu w Tokio. Inny egzemplarz tej wersji raportu trafił także do zbiorów bibliotecznych jednego z fakultetów (Kyoyogakubu) Uniwersytetu Tokio. Rakka ryusui stanowi podstawowy dokument, umożliwiający określenie roli wywiadu japońskiego w wydarzeniach rewolucyjnych 1904-1905 r. w Rosji.

W Bibliotece Kongresu w Tokio znajdują się również papiery ambasadora Japonii w Austro-Węgrzech, Nobuaki Makino, który utrzymywał kontakt z przedstawicielami PPS w Wiedniu. Pamiętniki Makino, pozwalają określić horyzont polityki Japońskiej w Europie. Granice wspierania ruchów wyzwoleńczych w Rosji wyznaczały bowiem interesy Niemiec i Austro-Węgier, z czym rząd tokijski generalnie musiał się liczyć.

Wiele szczegółów z życia Akashi przynosi jego biografia pióra Tokuji Komori. Dokumenty japońskie szeroko wykorzystał w swoich badaniach John Albert White, który opisując działania dyplomatyczne rządu tokijskiego, podkreślił dużą efektywność oraz szeroki zasięg wpływów wywiadu japońskiego w Europie, jako jednego z głównych czynników, który przesądził o zwycięstwie w wojnie z Rosją. Naświetlił przy tym związki Kempeitai z polskim ruchem rewolucyjnym i narodowym. Oddzielne studium o tajnej historii wojny rosyjsko-japońskiej poświęcił Hisao Tani. Historyk japoński, Chiharu Inaba zajął się szczegółowo działaniami Japonii przeciw Rosji w Europie, planem powstania w Petersburgu w 1905 roku, powiązaniami wywiadu japońskiego z grupami opozycji antyrosyjskiej i współpracą wojskową polsko-Japońską.

Zachowała się natomiast spora część materiałów niektórych organizacji i osób związanych porozumieniem z akcją Kempeitai w Europie, w tym korespondencja, którą kierowali Japończycy do swych tajnych współpracowników ze środowisk emigracji rosyjskiej oraz ruchów rewolucyjnych i wolnościowych w Rosji. Chodzi przede wszystkim o przechowywane w Archiwum Narodowym w Helsinkach (Valtionarkisto) i w Abo Akademis Bibliotek w Turku/Abo papiery Konni Zilliacusa, działacza Fińskiej Partii Aktywistów, Jonasa Castrena, przywódcy Fińskiej Partii Konstytucyjnej, Julio Reutera, profesora Uniwersytetu w Helsingforsie, i Carla Gustava von Mannerheima, potomka arystokratycznej rodziny fińskiej pochodzenia szwedzkiego, zawodowego oficera armii rosyjskiej, później regenta i prezydenta Finlandii, którzy utrzymywali bliski kontakt z płk. Akashi. Archiwalia te zostały gruntownie spenetrowane przez historyków, a wyniki badań ogłoszono drukiem. Na czoło wysuwają się tutaj opracowania Michaela Futrella, Williama R. Copelanda, Olavi K. Falta i Antti Kujala. Publikacje te uzupełniają wcześniejsze prace Zilliacusa oraz biografia Zilliacusa pióra innego fińskiego "aktywisty", Hermana Gummerusa.

Odrębną grupę materiałów stanowią akta Polskiej Partii Socjalistycznej, dokumentujące kontakty kierownictwa partii z przedstawicielami japońskiego Sztabu Generalnego i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dokumenty polskie najpełniej obrazują technikę kontaktu oraz działania wywiadu japońskiego, angażującego jednostkową organizację rewolucyjną w walkę przeciwko Rosji, w ramach ogólnej koncepcji podminowania dywersją polityczną europejskiego zaplecza wojny na Dalekim Wschodzie. Stosunki te otoczone były największą tajemnicą. Wiedziało o nich tylko kilka osób. Materiały gromadzono w jednym miejscu, poza głównym ciągiem dokumentacji. Zebrano je w oddzielną paczkę i składowano w oddziale londyńskim archiwum PPS, którym przejściowo zajmował się Tytus Filipowicz, jeden z najbliższych współpracowników Piłsudskiego. Po ostatecznej likwidacji placówki partyjnej w Londynie w latach 1905-1907 dawnym archiwum londyńskim PPS opiekował się Michał Wilfred Woynicz, znany bibliofil i antykwariusz, posiadający rozległe stosunki w wyższych sferach w Anglii, w Europie i w Stanach Zjednoczonych, w przeszłości związany z "Proletariatem", skazany na zesłanie w Syberii Wschodniej, gdzie podczas pobytu w Tunce poznał się i zaprzyjaźnił z Piłsudskim. Ustalono, że Woynicz odda archiwum, jeżeli otrzyma upoważnienie dwóch spomiędzy trzech osób: Witolda Jodki-Narkiewicza, Stanisława Wojciechowskiego i Piłsudskiego. Akta utworzonego w 1903 r. tzw. wiedeńskiego oddziału archiwum PPS trzymał, jako depozyt, Leon Wasilewski, najpierw w Krakowie, potem, w czasie I wojny światowej, w Wiedniu, a następnie w Warszawie.

Starania o sprowadzenie do kraju archiwum londyńskiego podjął prezydent Wojciechowski. Archiwum przewieziono do Warszawy w 1924 r. Złożono je w Belwederze, wówczas siedzibie prezydenta Wojciechowskiego. W Londynie została tylko część poufnej korespondencji Piłsudskiego oraz niektóre kopiały korespondencyjne PPS. Wojciechowski "zastrzegł sobie -  notował ówczesny prezes Instytutu Badań Najnowszej Historii Polski - aby mu oddać paczkę z archiwum PPS, zawierającą korespondencję i papiery, dotyczące stosunków z Japończykami w 1904 r.". Innego zdania był Piłsudski, który wydał dyspozycję przejrzenia archiwum i usunięcia z niego niektórych dokumentów. Zadanie to powierzył Wasilewskiemu, którego wezwał na rozmowę 4 października 1924 r. do mieszkania Kazimierza Świtalskiego w Warszawie, gdzie zwykle zatrzymywał się przyjeżdżając z Sulejówka. W trakcie rozmowy Piłsudski wręczył Wasilewskiemu swoje upoważnienie: "Upoważniam p. Leona Wasilewskiego do przeglądnięcia archiwum londyńskiego i do podjęcia stamtąd w moim imieniu rzeczy ze mną związanych". Chodziło zwłaszcza o dokumenty sprawy stosunków z Japończykami w latach 1904-1905, której wówczas nadano w PPS kryptonim "Wieczór". Przy okazji Piłsudski zrelacjonował Wasilewskiemu swoje rozmowy w Tokio, nawiązując do polecenia Wojciechowskiego. "Może oni [t.j. Stanisław Wojciechowski. Witold Jodko-Narkiewicz i Aleksander Malinowski - R. Ś.] coś tam robili - zbył ogólnikiem Wasilewskiego - dlatego Wojciechowski chce wycofać te papiery". Wojciechowski należał do ścisłego grona pięciu osób wprowadzonych w bezpośredni kontakt z Japończykami (oprócz niego byli Piłsudski. Jodko-Narkiewicz, Malinowski i Filipowicz). Odpowiadał za sprawy finansowe. Od przedstawicieli Kempeitai otrzymywał osobiście pieniądze, za które organizował zakup broni i materiałów wybuchowych. Uznał widocznie, że akta londyńskie są dla niego kompromitujące. Nie mogły przecież przedostać się do opinii publicznej informacje o tym, że głowa państwa otrzymywała w przeszłości pieniądze od obcego wywiadu.

Wasilewski, wykonując dyspozycje Piłsudskiego, wyłączył z archiwum PPS część dokumentacji "Wieczoru". Wykonał odpisy z ważniejszych papierów, niektóre później opublikował. Dokumenty włożył do zalakowanej koperty i objął je klauzulą zakazu udostępniania do badań naukowych, jako akta specjalnego znaczenia. "Z Archiwum PPS - głosił odręczny napis na kopercie - Sprawa 'Wieczoru' (nie do użytku historycznego). L. Wasilewski".

Paczkę tych materiałów miał później w ręku biograf Piłsudskiego, Władysław Pobóg Malinowski, ale nie mógł ich wykorzystać. "W archiwum PPS - pisał - niejednokrotnie miałem w ręku zalakowaną i opieczętowaną kopertę, zawierającą najpoufniejsze listy i dokumenty w tej sprawie". Wasilewski udostępnił mu tylko swoje odpisy. Właściwe archiwum Polskiej Partii Socjalistycznej złożył pod opiekę Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS.

Nic sposób już dzisiaj ustalić, jakie dokumenty miał faktycznie w ręku Wasilewski i czy wszystkie umieścił w owej kopercie. Być może niektóre przekazał Piłsudskiemu i Wojciechowskiemu. Nie wiadomo czy Piłsudski i Wojciechowski usunęli jakieś dokumenty. Można tylko przypuszczać, że zniszczono zobowiązania o charakterze osobistym Piłsudskiego, Jodki-Narkiewicza lub Wojciechowskiego. W zachowanych dokumentach nie ma tekstu zasadniczej, wyjściowej umowy, precyzującej zasady współpracy wywiadowczej między Kempeitai a PPS. Wszak porozumienie nie mogło polegać na ustnych uzgodnieniach w Sztabie Generalnym podczas wizyty Piłsudskiego w Tokio, a zobowiązania finansowe Japończyków musiały opierać się na jakiejś formalnej podstawie. Trudno bowiem sobie wyobrazić, aby Japończycy wypłacali pieniądze na akcję PPS bez formalnych ustaleń.

W 1930 r. połączone części archiwum londyńskiego i wiedeńskiego PPS przekazano do Instytutu Badań Najnowszej Historii Polski w Warszawie. Koperta Wasilewskiego pozostała w Belwederze. Resztę papierów londyńskich PPS sprowadził do kraju w 1932 r. Filipowicz. We wrześniu 1939 r. archiwum belwederskie ewakuowano do Rumunii. Dnia 17 października 1939 r. w Baile Herculane mjr Bolesław Waligóra z Centralnego Archiwum Wojskowego otworzył kopertę Wasilewskiego, aby sprawdzić jej zawartość. Później koperta trafiła wraz z innymi archiwaliami do Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, gdzie znajduje się do chwili obecnej.

Wacław Jędrzejewicz, jeden z założycieli Instytutu nowojorskiego i kronikarz Piłsudskiego, opublikował w 1974 r. wybrane dokumenty z tego zespołu. Niestety, praca nie ma charakteru naukowego. Część dokumentów została ocenzurowana, a wydawca nie zaznaczył skrótów *[Wacław Jędrzejewicz, Sprawa "Wieczoru". Józef Piłsudski a wojna japońsko- rosyjska 1904-1905, "Zeszyty Historyczne", Paryż 1974, z. 27, s. 3-103. Jaskrawym przykładem stosowanych przez wydawcę skrótów jest publikacja planu organizacji sieci wywiadowczej w Rosji, bez załączonego na końcu projektu zbiorczego raportu wywiadowczego Józefa Piłsudskiego z terenów Syberii.]. Lecz największym mankamentem publikacji jest pominięcie przez autora całych partii dostępnej dokumentacji, która wprost mówiła o współpracy wywiadowczej i wymianie informacji między Polakami a Japończykami. Dodatkowo fakt ten nie został wzmiankowany w uwagach edytorskich, dając błędny obraz faktycznego stanu zachowania źródeł do Sprawy "Wieczoru".

Pełne odczytanie i zrozumienie treści akt zdeponowanych w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku umożliwia dopiero połączenie ich z dokumentami z głównego archiwum PPS. Podstawowy zrąb akt PPS znalazł się ostatecznie w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Zbiór Wasilewskiego stanowi uzupełnienie przechowywanej tam dokumentacji, złożonej przede wszystkim z różnych pism zachowanych w kopiałach Komitetu Zagranicznego PPS w Londynie, a także korespondencji partyjnej Witolda Jodki-Narkiewicza, Aleksandra Malinowskiego, Michała Kacpra Turskiego, Bolesława Antoniego Jędrzejowskiego, Leona Wasilewskiego, Stanisława Wojciechowskiego, Tytusa Filipowicza, Jamesa Douglasa, Aleksandra Sulkiewicza i Aleksandra Dębskiego. Dopełnieniem tych zbiorów jest opublikowana ostatnio korespondencja polityczna Piłsudskiego z okresu PPS (do 1914 r.).

Pamiętać wszakże trzeba, że nie wszystkie materiały zachowały się, o czym częściowo już wspomniałem. Świadomie niszczono w tamtych czasach niektóre partie dokumentów, Jak na to wskazują dopiski w listach Jodki-Narkiewicza. Można tu przytoczyć ogólne uwagi Poboga-Malinowskiego, piszącego o tych brakach w dokumentacji, które w istotny sposób ograniczały jego badania. "Znacznej części listów, źródła w tym wypadku jedynego i niezastąpionego - pisał Pobóg-Malinowski w 1935 r. - brak, [Witold] Jodko-[Narkiewicz] bowiem kilkakrotnie i kategorycznie żądał ich zniszczenia; w ocalałych i zachowanych ostrożność posunięta jest tak daleko, że sens poszczególnych zdań gubi się i tonie w wielkiej tajemnicy; Jodko[-Narkiewicz] np., sam niezwykle ostrożny, irytuje się parokrotnie na Malinowskiego za zbyt konspiracyjny i tajemniczy sposób przelewania myśli na papier - i dla niego niejeden szczegół był orzechem nie do zgryzienia. Sytuacja badacza (...) trudna jest tym bardziej, że cała sprawa musiała być bardzo szczegółowo omawiana w Londynie, późniejszą więc korespondencję zamykano w granicach ostrożnych napomknień, niewyraźnych przypomnień, tajemniczych powoływań się na to lub owo".

Z zagadnieniem tym wiązał się ściśle problem rozszyfrowania części korespondencji. Wiele informacji zapisywano bowiem szyframi cyfrowymi, które uniemożliwiały odczytywanie ukrytych tekstów, jeśli nie były w tamtym okresie deszyfrowane. "Z rozpaczliwymi nieraz wysiłkami - ubolewał dalej Pobóg-Malinowski - połączone były próby odczytania ustępów, zaszyfrowanych według kilku nie używanych dotąd, a różnych systemów". Zmagał się z tym również Jędrzejewicz, ale także bez rezultatów. Dopiero odkrycie właściwych kluczy kodowych i dopasowanie ich do tekstów pozwoliło mi złamać dawne szyfry PPS i odczytać w pełnym zakresie zachowaną korespondencję partyjną. Klucze te podaję w dalszej części pracy.

Zbiory archiwalne PPS uzupełniają nieliczne publikacje i drobne wzmianki o charakterze wspomnieniowym uczestników wyprawy tokijskiej: Piłsudskiego, Filipowicza, Jamesa Douglasa i Romana Dmowskiego oraz innych osób wprowadzonych w kontakt z Japończykami, w tym Wojciechowskiego, Wasilewskiego i Mieczysława Dąbkowskiego, a także Michała Sokolnickiego i Stanisława Grabskiego. Z literatury pamiętnikarskiej warto jeszcze odnotować krótkie zapiski we wspomnieniach Ignacego Mościckiego i Walerego Sławka.

Historiografia i publicystyka polska omawiane zagadnienie przedstawiała w zwykły dla siebie sposób, w oderwaniu od zewnętrznych uwarunkowań, w zgodzie z "białą" albo "czarną" legendą Piłsudskiego, niemal wyłącznie w kategoriach stosunków politycznych i nieoficjalnych kontaktów dyplomatycznych polsko-japońskich. Pierwsze informacje w literaturze historycznej o kontaktach Piłsudskiego z przedstawicielami władz Japonii w 1904 r. pojawiły się nazajutrz po odzyskaniu niepodległości, w pracach znanych publicystów, Józefa Dąbrowskiego i Wilhelma Feldmana. Najobszerniej wizytę Piłsudskiego w Tokio i stosunki z Japończykami opisał Władysław Pobóg-Malinowski, prezentując w zasadzie stanowisko zwolenników koncepcji późniejszego Komendanta. Z odmiennych pozycji kontakty polsko-japońskie ocenili Zygmunt Wasilewski, Tadeusz Bielecki i Jędrzej Giertych, którzy ukazali motywacje przeciwnego Piłsudskiemu obozu Narodowej Demokracji, koncentrując się na zapatrywaniach i działaniach samego Dmowskiego. Pewne znaczenie porównawcze mają artykuły Adama Pragiera i Jana Frylinga. Wszystkie prace traktują problem powierzchownie. Pominięto w nich wiele wątków, jak np. udział Turskiego w kontaktach z Akashim.

Po drugiej wojnie światowej ukazało się wiele opracowań przekrojowych poświęconych dziejom najnowszym Polski, powstało dość dużo wycinkowych monografii i szkiców z dziejów PPS i rewolucji 1905 r.. Pojawiły się biografie naukowe Piłsudskiego i Dmowskiego. Autorem najważniejszej pracy o Piłsudskim w całym okresie PRL jest Andrzej Garlicki *[Andrzej Garlicki, Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1988, s. 83-88 (dalej cyt. to wyd.). Zob. też idem, U źródeł obozu belwederskiego, Warszawa 1979, s. 124-131.]. Jego biografia stanowiła pewien przełom dla historiografii krajowej, chociaż łączyła się z głównym nurtem propagandy Polski Ludowej, a autor nie wyszedł poza ogólnie znane fakty życiorysowe Piłsudskiego, ujęte w formule dyskredytacji jego dokonań, nie wnosząc ostatecznie nowych elementów wiedzy na temat działalności swego bohatera. Szkoda, że autor nie podjął głębszych badań źródłowych, które weryfikowałyby wyniki jego dotychczasowych dociekań, przynajmniej w zakresie problematyki omawianej w niniejszej pracy. Siłą rzeczy pozostaje niesławny wizerunek propagandowy Piłsudskiego, jako wyraz dążeń historiografii PRL.

We wszystkich prowadzonych dotychczas badaniach problem kontaktów Piłsudskiego z wywiadem Japonii ukazywano w kontekście szerszych zjawisk politycznych. W zasadzie publikacje te nie wnoszą nic nowego do tematu, powtarzając wcześniejsze ustalenia Poboga-Malinowskiego, Lerskiego i Jędrzejewicza. Odrębną pozycję stanowią napisane przez Stanisława Lewickiego w ujęciu popularnym szkice z dziejów wywiadu japońskiego w latach 1890-1945, gdzie autor poświęcił płk. Akashi kilka stronic, ale bez uwzględnienia polskiego aspektu działań Kempeitai.

Historiografia okresu Polski Ludowej ugruntowała błędny pogląd o fiasku misji Piłsudskiego do Tokio. W najbardziej typowy sposób ujął to Jerzy Holzer. "W lipcu 1904 r. - pisał w Szkicu dziejów PPS - Piłsudski podczas swego pobytu w Japonii przeprowadził rozmowy z politykami i wojskowymi, ale propozycji pomocy dla polskiego ruchu powstańczego nie potraktowali oni poważnie". Najdalej w swych uproszczeniach poszli Aleksandra i Andrzej Garliccy. Obowiązujące poglądy w tym zakresie podsumowali następująco: "W czerwcu [1904] Piłsudski pojechał do Tokio, by przekonać Japończyków do idei poparcia antyrosyjskiego powstania w zaborze rosyjskim i tworzenia legionu polskiego z jeńców-Polaków. Koncepcje te zostały przez Japończyków odrzucone" *[Aleksandra i Andrzej Garliccy, Józef Piłsudski. Życie i legenda Warszawa 1993, s. (41).]. Każdy cytowany wyżej wywód jest nieprawdziwy. Na razie można tylko stwierdzić, że Piłsudskiemu we wszystkich kontaktach PPS z Japończykami chodziło głównie o wsparcie materialne i uzyskał je. Sprawa legionów stanowiła tylko jeden z argumentów przetargowych, i nic więcej, w zasadniczej dyskusji na temat pomocy japońskiej dla PPS. Piłsudski wcale też nie myślał wówczas o powstaniu. Na odwrót! To właśnie przedstawiciele Japonii zamierzali doprowadzić do powstania zbrojnego na terenie całej Rosji, gdzie ruch polski miał wypełnić własne zadania.

Ostatnią grupę omawianych w tym miejscu źródeł stanowią akta Ochrany. Stosunkowo późno, bo dopiero w listopadzie 1904 r., zarządzono w Oddziale Zagranicznym Ochrany w Paryżu bezpośrednią obserwację płk. Akashi, aby dociec jego związków z ruchem rewolucyjnym w Rosji. Zaważył przypadek. W październiku 1904 r. specjalny agent Ochrany w Paryżu, Iwan Fiodorowicz Manasiewicz-Manujłow otrzymał z Departamentu Policji w Petersburgu polecenie obserwacji działacza gruzińskiego, Gieorgija Diekanozi. Manasewicz-Manujłow, zwrócił uwagę na bliskie stosunki Diekanozi z płk. Akashi w Sztokholmie. Dość szybko zorientowano się, że odkryto główny trop konspiracji Kempeitai przeciw Rosji w Europie.

Wyniki inwigilacji japońskiego attache wojskowego okazały się rewelacyjne. Raporty z Paryża przyjmowano w Petersburgu z niedowierzaniem. Część informacji była nieprawdziwa, ale i tak obraz kontaktów płk. Akashi budził poważne zaniepokojenie Piotra Iwanowicza Raczkowskiego, jednego z najzręczniejszych agentów wywiadu rosyjskiego, wówczas wicedyrektora Departamentu Policji i szefa jego oddziału politycznego, a w przeszłości wieloletniego kierownika agentury paryskiej Ochrany. Już po zakończeniu wojny Raczkowski zdecydował się na skompromitowanie płk. Akashi przez ujawnienie jego kontaktów rosyjskich. W czerwcu 1906 r. w Petersburgu ukazała się broszura Iznanka riewolucyi. Wydawca Aleksiej Siergiejewicz Suworin zaopatrzył tekst w fotokopie korespondencji płk. Akashi z Diekanozowem i Zilliacusem. Opublikowane dokumenty pochodziły z raportów Manasiewicza-Manujłowa dla Raczkowskiego. Podobny charakter miało wydawnictwo Pawła Pawłowicza Rumiancewa Finlandija woorużajetsa.

Ogłoszone dokumenty spotkały się u współczesnych z niedowierzaniem. "Kiedy mówiliśmy - pisał w pamiętnikach Suworin - że pieniądze dla rewolucji rosyjskiej przyszły zza granicy, [wszyscy] śmiali się z tego". Kwestionowano wiarygodność dokumentów. W odpowiedzi na ukazanie się Iznanka riewolucyi znany publicysta Wasilij Wodowozow przyznał na łamach pisma "Nasza Żyzń", że opublikowana korespondencja nie zostawiałaby najmniejszych złudzeń, gdyby ustalono jej prawdziwość. "Oszczerstwo!" - wołał. Wspomaganie i kierowanie z zewnątrz masowymi ruchami społecznymi wykraczało daleko poza przyjęte reguły uprawiania polityki, wydawało się wręcz niewiarygodne i nie mieściło się w wyobraźni współczesnych. Nawet Władysław Studnicki, znany publicysta i polityk, orientujący się dosyć dobrze w zakamarkach polityki polskiej i w działaniach japońskich w Europie, odnosił się z rezerwą do rewelacji Suworina i Rumiancewa. W końcu Suworin zaproponował autorom opublikowanej korespondencji wypowiedzenie się na temat jej wiarygodności. "Wszyscy oni są żywi - pisano w notce redakcyjnej 'Nowoje Wriemia' z 9 VII 1906 r. - i niech spróbują dowieść, że wydrukowane facsimile, to nie ich listy!". Nikt jednak na to wezwanie nie zareagował. Najbardziej Iznanka riewolucyi zaszkodziła płk. Akashi. Kompromitowały go nie tyle powiązania z rosyjskimi rewolucjonistami, co głębokość przeniknięcia agentów Ochrany do tworzonej konspiracji. Wkrótce został odwołany do kraju (opuścił Europę 18 XI, do Tokio przybył 28 XII 1906 r.).

Przez długi czas kwestia autentyczności drukowanych przez Suworina listów pozostawała nierozstrzygnięta, gdyż najważniejszych akt Ochrany nie udostępniano badaczom. Toteż historiografia rosyjska i sowiecka podchodziła bardzo ostrożnie do zagadnienia związków Japończyków z ruchem rewolucyjnym w Rosji w latach 1904-1905, albo w ogóle je pomijała, nie mając potwierdzenia tych faktów w źródłach. Tylko Aleksandr Lwowicz Galperin napomknął ogólnikowo o japońskich oficerach, kupujących broń w różnych zakładach w Niemczech, Szwecji i Wielkiej Brytanii, oraz "jakiś tajnych machinacjach" japońskich attaches wojskowych w Niemczech i Danii, a A. Wotinow wspomniał jedynie o działalności "szpiegowsko-wywiadowczej" Japończyków przeciwko Rosji w latach wojny 1904-1905 z terytorium Niemiec, Szwecji i innych krajów europejskich. Sporadycznie posiłkowano się wynikami badań innych historyków. Dopiero otwarcie archiwów moskiewskich na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych umożliwiło bliższe wejrzenie w stosunki Japończyków z przedstawicielami ruchu narodowego i rewolucyjnego w Rosji w okresie wojny 1904-1905 r. Wyniki tych poszukiwań przedstawia opublikowana w 1993 r. zbiorowa praca rosyjskich historyków Dmitrija Borisowicza Pawłowa, S. A. Pietrowa i I. W. Dieriewianko Tajny russko-japonskoj wojny. W załączeniu do pierwszej części książki Pawłow i Pietrow opublikowali facsimile raportu Manasiewicza-Manujłowa do Raczkowskiego o wynikach obserwacji płk. Akashi od 16 XI 1904 do 29 VI 1905 r.. Zebrane przez Dieriewianko dokumenty w drugiej części pracy odsłaniają działania tajnych służb Rosji na Dalekim Wschodzie pod czas wojny rosyjsko-japońskiej 1904-1905 r..

Cały dorobek historiografii w zakresie spraw polskich próbował ostatnio podsumować Hiroshi Bando. Jego opracowanie Polacy wobec wojny japońsko-rosyjskiej nawiązuje wyraźnie do ustaleń polskiej historiografii komunistycznej, traktującej każdy przedmiot badań naukowych w kategoriach ideologicznych. Przede wszystkim jednak praca jest powierzchowna i poświęcona głównie analizie polskiej myśli socjalistycznej. Pomimo dostępu do archiwaliów PPS, które są przechowywane w Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku oraz Archiwum Akt Nowych w Warszawie, historyk japoński nie wyszedł poza powszechnie znane fakty, chociaż możliwości pozwalały na głębszą analizę problemu i wyznaczenie nowych standardów wiedzy.

Warto również odnotować artykuł Franka W. Thackeray'a, który stanowi przykład całkowitego niezrozumienia spraw polskich, tak charakterystyczny dla części historiografii zachodniej *[Frank W. Thackeray, Piłsudski, Dmowski and the Russo-Japanese War: An Episode in the Diplomacy of a Stateless People, [w: ] Eastern Europe and the West. Selected Papers from the Fourth World Congress for Soviet and East European Studies, Harrogate. 1990. Edited by John Morison, London 1992, s. 52-67. Wystarczy odnotować pogląd autora, który uważał, że za kontakty wywiadowcze polsko-japońskie był odpowiedzialny Witold Jodko-Narkiewicz, gdyż znał się na sprawach międzynarodowych, władał obcymi językami, a Józef Piłsudski "mało interesował się takimi kwestiami". Ibidem, s. 55.].

Dokumentacja współpracy z wywiadem austriackim i jej odbicie w historiografii

Bardziej niż skromny jest dorobek historiografii w zakresie powiązali służb wywiadu Austro-Węgier i Niemiec z akcją niepodległościową Piłsudskiego. Ma to bezpośredni związek ze stanem badań nad historią Kundschafts stelle Biura Ewidencyjnego w Wiedniu i Nachrichtendienst Oddziału III B w Berlinie oraz olbrzymimi brakami w bazie źródłowej.

Największych spustoszeń w archiwach wywiadu Austro-Węgier i Niemiec dokonano pod koniec I wojny światowej. Kiedy w październiku 1918 r. waliły się mury monarchii Habsburgów, gen. Maximilian Ronge, szef Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego w Wiedniu (Evidenzbureau des k.u.k. Generalstabes) i Oddziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii w Baden (Nachrichtenabteilung des k.u.k. Armeeoberkommandos - NA AOK), wydał dyspozycje zniszczenia archiwów wszystkich central, w tym szczególnie ewidencji agentów. Z polecenia gen. Rongego zniszczono w Wiedniu i w Baden listy i kartoteki konfidentów, pokwitowania pieniężne i wykazy kasowe, powycinano wszystkie nazwiska konfidentów z dziennika podawczego Biura Ewidencyjnego, tak, aby uniemożliwić ewentualne odtworzenie agentury wywiadu Austro-Węgier. Szef Evidenzbureau i Nachrichtenabteilung AOK kierował się względami lojalności wobec swoich współpracowników. "Gdy podpisanie zawieszenia broni z Włochami [3 XI 1918 r. - R. Ś.] otworzyło możliwość przesunięcia włoskich placówek [wywiadowczych] -  wspominał później Ronge - powstała pilna potrzeba uchronienia wielu dokumentów przed dostaniem się w ręce wroga. Skromne siły nie wystarczały do przejrzenia obejmującego około 300 000 pozycji rejestru Oddziału Informacyjnego. Skrzynia za skrzynią wędrowały więc do wielkiego łaziennego pieca w hotelu Herzogshof [w Baden]".

Gdy 12 listopada 1918 r. proklamowano w Wiedniu Niemiecko-Austriacką Republikę dokumentacja Biura Ewidencyjnego była w trakcie niszczenia. Monarchia Habsburgów przestała istnieć, ale jej urzędnicy po kryjomu dalej niszczyli dokumentację największych tajemnic Austro-Węgier. Spalono rejestry wszystkich agentów Evidenzbureau, pracujących dla wiedeńskiej centrali oraz oddziałów terenowych, w tym około 2 000 kart ewidencyjnych (pod koniec wojny na służbie znajdowało się tylko około 600 agentów). "Biuro [Ewidencyjne w gmachu Ministerstwa Wojny przy Stubenring - R. Ś.] - pisał dalej Ronge - tworzyło zamkniętą całość z wyjściem oficjalnym i tajnym. Gdy po przewrocie nowa władza chciała przeszkodzić w wywiezieniu lub spaleniu 'ważnych dokumentów', przed żelaznymi drzwiami postawiono podwójny posterunek milicji. Każdy opuszczający Biuro był dokładnie przeszukiwany. Tymczasem przy drugim, [tajnym] wyjściu, skrzynia za skrzynią, pełnych akt, mogących skompromitować naszych pomocników, żyjących teraz w nowych państwach, wędrowały do krematoryjnego pieca" [w sąsiednim budynku]. "Po zawaleniu się imperium - dodawał w innym miejscu - wszystkie w zasadzie dokumenty zostały spalone i 'najpiękniejsze sprawy' obróciły się w popiół i poszły z dymem". Spalono wówczas niemal wszystkie materiały dokumentujące powiązania Piłsudskiego z Biurem Ewidencyjnym.

Część dokumentacji Biura Ewidencyjnego trafiła do osobistego archiwum Rongego, w tym przede wszystkim jego współczesne notatki. Całość tego prywatnego zbioru przejął w 1938 r. Walter Schellenberg, jako szef SD, czyli wywiadu SS (Sicherheitsdienst der SS). Spuścizna Rongego znalazła się ostatecznie w dyspozycji jego wnuka, historyka Gerharda Jagschitza i jest obecnie przechowywana w wiedeńskim Archiwum Wojny. Przez wiele lat zbiór ten był utajniony i nie udostępniany do badań naukowych. Jedyną osobą, która może rozporządzać dokumentacją Rongego jest ciągle Jagschitz, który pierwszy raz wyraził zgodę na korzystanie z notatek swojego dziadka Georgowi Markusowi, austriackiemu biografowi Alfreda Redla.

Dla wywiadu Austro-Węgier pracowało wiele osób, które po wojnie zajęły wysokie stanowiska wojskowe i polityczne w krajach sukcesyjnych byłej monarchii Habsburgów - w Polsce, Czechosłowacji, Jugosławii i we Włoszech. Ronge mógł uchronić te osoby od kompromitacji. Dodatkowo, możliwość ujawnienia pozostawionych sieci agenturalnych, także w Rumunii i w Rosji, zagrażała bezpieczeństwu osobistemu oficerów wywiadu i agentów. Obawy Rongego o los swoich współpracowników były w pełni uzasadnione. "Niestety - pisał w pamiętnikach - tym dzielnym ludziom, którzy nie czynili nic innego, jak tylko spełniali swój obowiązek, po przewrotach w państwach sukcesyjnych niejednokrotnie wyrządzano krzywdę. Byli prześladowani, pozbawiani wolności osobistej lub zmuszani do śpiesznej ucieczki i skazywani na długie, ciężkie wygnanie". Przy tym "kierownicy większych placówek usiłowali oczywiście wstępować do likwidowanego Wydziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii. Nie wszystkim to się udało, a w większości przyniosło tylko prześladowania i zagrożenia życia ze strony nowych władców dopiero co powstałych tworów państwowych. [...] Najgorzej wiodło się naszym oficerom wywiadu w nowej Polsce. Jedynie najszybsza ucieczka chroniła przed gwałtowną śmiercią lub okrutnymi katuszami. Ciężki był los kierownika placówki w Piotrkowie, ppłk. [Friedricha] Lofflera. Major [Ludwik] Morawski, Polak, został w Krakowie potraktowany wręcz haniebnie. Przez długi czas wszystkie próby dowiedzenia się czegoś o jego losie pozostawały daremne". Tajne archiwa kryły w sobie zbyt wiele tajemnic z niedawnej przeszłości i dokumentów kompromitujących osoby zaangażowane w tworzenie nowej rzeczywistości politycznej w tych państwach.

Główne dyrektywy wykonawcze w sprawie Piłsudskiego wychodziły z Biura Ewidencyjnego. Jednakże akta operacyjne centrali wiedeńskiej zostały tak zdekompletowane, że w oparciu o ocalałe archiwalia nie można było nic bliżej powiedzieć na ten temat. W dokumentacji Evidenzbureau pozostawiono jedynie materiały drugorzędne. Właściwe akta zniknęły. Dokumenty prowadzonej z Piłsudskim operacji wywiadowczej i wszystkie inne materiały operacyjne Biura Ewidencyjnego dotyczące jego osoby najprawdopodobniej zniszczono. Przepadły również zestawienia i raporty kasowe Biura Ewidencyjnego i ośrodków wywiadu we Lwowie i w Krakowie oraz pokwitowania na wypłacane pieniądze na cele ruchu Piłsudskiego.

Historycy penetrujący Archiwum Wojny w Wiedniu odkryli drobne ślady związków Piłsudskiego z wywiadem austriackim. Dochowały się tylko zdawkowe wpisy w dzienniku podawczym Biura Ewidencyjnego. Plonem tych poszukiwań był przygotowany przez Stefana Arskiego i Józefa Chudka zbiór dokumentów Galicyjska działalność wojskowa Piłsudskiego 1906-1914. Publikacja zbiegła się w czasie z setną rocznicą urodzin Piłsudskiego i została przyjęta przez część społeczeństwa, przyzwyczajonego do mitu Komendanta, nieufnie, jako dzieło propagandy komunistycznej, zwłaszcza że jej autorzy należeli do czołowych badaczy, usłużnych wobec systemu indoktrynacji PRL. Pojedyncze dokumenty zachowały się w odpisach, które trafiły do innych zespołów w wyniku urzędowego obiegu korespondencji, albo zawieruszyły się w niewłaściwych teczkach. Tak było w wypadku dokumentu otwierającego zbiór, mianowicie raportu szefa sztabu X korpusu w Przemyślu, płk. Franza Kanika dla szefa Sztabu Generalnego w Wiedniu, gen. Friedricha von Becka o odbytej 29 września 1906 r. konferencji z Piłsudskim i Jodko-Narkiewiczem, podczas której rozmówcy polscy przedstawili w imieniu PPS ofertę współpracy wywiadowczej przeciwko Rosji. Propozycja ta zapoczątkowała późniejsze kontakty wywiadowcze Piłsudskiego ze sztabem austriackim. Rozmowy płk. Kanika z Piłsudskim i Jodko-Narkiewiczem protokołował kpt. Walerian Wasylkowicz-Witwicki, zastępca kierownika HK-Stelle w Przemyślu. Protokół zaginął, ale Witwicki złożył w 1919 r. relację ze spotkania.

Nasuwała się więc konieczność rozszerzenia kwerendy na archiwa terenowych oddziałów Biura Ewidencyjnego w Galicji, gdzie utrzymywano z Piłsudskim bezpośredni kontakt operacyjny. Trop ten okazał się właściwy, chociaż i tutaj zachowały się tylko szczątki archiwów.

Podstawową ekspozyturą wywiadu Austro-Węgier na Królestwo Polskie i Rosję były od 1908 r. Główne Ośrodki Wywiadowcze (Hauptkundschafts-stelle - w skrócie: HK-Stelle; popularnie "kasztelania") we Lwowie, Krakowie i Przemyślu. Od 1913 r. oddziały wywiadu we Lwowie i w Przemyślu prowadziły działalność o charakterze pomocniczym w stosunku do placówki krakowskiej. Pierwsze próby nawiązania łączności z wywiadem austriackim Piłsudski podjął w październiku 1906 r. w Przemyślu, za pośrednictwem tamtejszego biura HK-Stelle. Oficerem prowadzącym Piłsudskiego od jesieni 1908 r. był kpt. Gustaw Iszkowski, oficer Sztabu Generalnego, szef HK-Stelle we Lwowie (1908-1912), później organizator wywiadu na terenach okupowanych w Królestwie Polskim, jako kierownik placówki wywiadu w Jędrzejowie, a następnie w Olkuszu (1915), potem oddziału wywiadowczego (Nachrichtenabteilung) Wojskowego Generał-Gubernatorstwa w Kielcach (1915) i w Lublinie (1915-1916), oraz attache wojskowy w Hadze (1916-1918). Od wiosny 1909 r. kontakt operacyjny z Piłsudskim przejął także kpt. Sztabu Generalnego Józef Rybak, jako kierownik HK-Stelle w Krakowie (do 6 VIII 1914 r.). Po wybuchu wojny w sierpniu 1914 r. Rybak sprawował dalej nadzór nad działaniami Piłsudskiego, jako delegowany oficer Sztabu Generalnego i Naczelnej Komendy Armii dla zachowania łączności z Piłsudskim i oddziałami strzeleckimi w polu. Jednocześnie Piłsudski utrzymywał kontakt wywiadowczy z ppłk. Janem (Johannem) Nowakiem (Novakiem), szefem oddziału wywiadowczego Grupy Operacyjnej Kummera, której podlegały oddziały strzeleckie.

Nowak był oficerem Sztabu Generalnego przydzielonym do Evidenzbureau. W latach 1911-1913 sprawował funkcję zastępcy kierownika Biura, wcześniej służył we Lwowie, jako zastępca szefa sztabu XI korpusu, w listopadzie 1914 r. przeszedł do Sztabu Generalnego, od 1915 do 1916 r. kierował referatem rosyjskim w Biurze Ewidencyjnym, dowodził 31 pułkiem piechoty (1916), wreszcie został attache wojskowym w Sofii (1916-1917). Piłsudski porozumiewał się też z placówką HK-Stelle w Krakowie, którą po Rybaku przejął na dwa miesiące kpt. Bayer, oficer Sztabu Generalnego, a po nim, w końcu października 1914 r., kpt. Ludwig Vinzenz Morawski, oficer Sztabu Generalnego, dotychczasowy zastępca szefa ośrodka krakowskiego (1911-1914). Pośredniczył w tych kontaktach Walery Sławek. Legiony Polskie podporządkowano nowej centrali wywiadu w polu - Nachrichtenabteilung AOK. Zwierzchnikiem nowej formacji był szef Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego i Oddziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii gen. Hranilovic von Czvetassin (1914-1917), z którym Piłsudski wszedł w bezpośredni kontakt.

Pod koniec października 1918 r. służba wywiadowcza Austro-Węgier została rozwiązana lub uległa samolikwidacji. Część urzędów i biur została w Austrii, a to, co pozostało po oddziałach wywiadowczych na innych terenach (biura, akta itp.), przejęły wojskowe władze państw sukcesyjnych. Archiwa Głównych Ośrodków Wywiadowczych w Krakowie, Lwowie i w Przemyślu (1908-1918) oraz lubelski Oddział Informacyjny Wojskowego Generał-Gubernatorstwa w Polsce, a także jego ekspozytury w Piotrkowie i Kielcach, które ukierunkowane były niemal wyłącznie na zbieranie informacji politycznych z Królestwa Polskiego, uległy w zasadzie zdekompletowaniu, albo całkowitemu zniszczeniu, jak większość dokumentacji innych placówek terenowych oraz central wywiadowczych w Wiedniu i w Baden.

W Galicji i w Królestwie Polskim nie zdążono już wykonać rozkazu gen. Rongego o likwidacji archiwów wywiadowczych. W Krakowie, Przemyślu, Lublinie, Kielcach, Piotrkowie i ostatecznie we Lwowie władzę przejęli Polacy. W dniach przewrotu stosowano instrukcje na wypadek niebezpieczeństwa. Część akt zniszczono lub wywieziono do Wiednia, gdzie razem z dokumentacją Biura Ewidencyjnego spalono je później w tajemnicy. Ale większość akt pozostawiono na miejscu. Jedynie mjr Sztabu Generalnego Vinzenz Haużvić, szef Oddziału Informacyjnego przy wojskowym generał-gubernatorze Polski w Lublinie (1916-1918), zniszczył najważniejszą dokumentację i przez Niemcy wyjechał do Czechosłowacji, by tam organizować wywiad. Na marginesie nasuwa się pytanie, jakie tajemnice zabrał ze sobą i przekazał je południowym sąsiadom? W Pradze objął kierownictwo resortu wywiadu, po kilku latach otrzymał szlify generalskie i przejął dowództwo 5 dywizji piechoty w Budweis. Pozostała część archiwów polskich placówek wywiadu Austro-Węgier została rozproszona, albo przepadła potem przy zabezpieczaniu ich przez Wojsko Polskie i w zawieruchach wojennych.

Oddziałem HK-Stelle w Krakowie niemal przez cały okres wojny 1914-1918 r. kierował ppłk Morawski, który odziedziczył wszystkie tajemnice wywiadowcze sprzed wojny. Wiedział o współpracy Piłsudskiego i jego grupy z kpt. Rybakiem. Był wprowadzony w kontakt z Piłsudskim, prowadził m.in. sprawy organizacji strzeleckich. "Ten wiedział i to bardzo dużo - wspominał później Rybak - Mogę stwierdzić, że wiedział niewiele mniej ode mnie, tym bardziej, że gdy odszedłem [z kierownictwa Głównego Ośrodka Wywiadowczego w Krakowie - R. Ś.] miał do swojej dyspozycji archiwum, gdzie leżały akta Piłsudskiego, Sławka i Prystora".

W czasie pertraktacji dowódcy austriackiego w Krakowie, gen. Siegmunda Benigni z Polską Komisją Likwidacyjną 31 października 1918 r. Morawski sprzeciwiał się oddaniu Komendy Wojskowej miasta władzom polskim. Nie obyło się bez momentów dramatycznych. W pewnej chwili Morawski "wyciągnął rewolwer i oświadczył - relacjonował hr. Zygmunt Lasocki, szef administracji cywilnej w Krakowie - że jest Polakiem, jednak jako oficer, nie zwolniony od przysięgi, broni składać nie może, a gdyby kto chciał ją przemocą odbierać, położy go trupem, a następnie siebie zastrzeli". Opór wynikał stąd, że nie chciał, aby archiwum HK-Stelle dostało się w niepowołane ręce. Ostatecznie gen. Benigni zrzekł się władzy wojskowej w Krakowie na rzecz PKL. Morawski nie miał wyjścia, został zmuszony do przekazania urzędu i biur nowym władzom. Jeszcze tego samego dnia archiwum HK-Stelle przejął dowódca twierdzy Kraków z ramienia Polskiej Komisji Likwidacyjnej, gen. Bolesław Roja, który miał w tym interes osobisty. Jak utrzymuje Ronge, przed wojną Roja był agentem Ochrany warszawskiej, później pisał raporty dla Głównego Ośrodka Wywiadowczego w Krakowie. Roja przejrzał zaraz archiwum i usunął swoje raporty *[Antoni Stawarz, Gdy Kraków kruszył pęta. Kartki z pamiętnika oswobodzenia Krakowa w 1918 r. Wstępem i objaśnieniami zaopatrzył dr Jan Czapliński, Kraków 1939, s. 13. Józef Rybak relacjonował opowiadanie naocznego świadka tych wydarzeń, Józefa Poznańskiego, swego byłego współpracownika, a później zastępcy kierownika Głównego Ośrodka Wywiadowczego w Krakowie: "Którejś nocy wezwał (Bolesław] Roja [Ludwika] Morawskiego do HK-Stelle i zażądał wydania teczki ze swoimi aktami. Morawski odmówił [...] i wyciągnął przeciwko Roji rewolwer. Oczywiście rozbrojono go i aresztowano. Roja odnalazł swoje papiery i zniszczył je z dużą satysfakcją. Grzebiąc w aktach odnalazł i papiery [Józefa] Piłsudskiego". Pamiętniki generała Rybaka s. 153.]. Archiwum przeglądał również Mieczysław Ścieżyński, który na polecenie Piłsudskiego miał je zabezpieczyć przed zniszczeniem. "Zaraz po objęciu władzy w Krakowie przez Polską Komisję Likwidacyjną - pisał hr. Lasocki - polecono opieczętować archiwum krakowskiego oddziału K[undschafts-]Stelle i oddano je pod nadzór wojskowości. [...] Gdy chciano przystąpić do zbadania aktów K[undschafts]-Stelle i wydelegowano w tym celu komisję, okazało się, że pieczęcie były pozrywane i widocznie wiele aktów zaginęło".

Roja przede wszystkim przejął ok. 250 teczek ewidencyjnych konfidentów, pracujących dla HK-Stelle w Krakowie, które Morawski trzymał w szafie pancernej w swoim biurze. Były to prawdopodobnie jedyne teczki ewidencyjne współpracowników wywiadu Austro-Węgier, jakie w ogóle ocalały z wojny. Zastanawia niefrasobliwość szefa krakowskiej ekspozytury wywiadu. Akta ewidencyjne są zawsze najpilniej strzeżone i w razie zagrożenia ujawnienia podlegają zniszczeniu w pierwszej kolejności, tak, jak to zrobiono w centralach w Wiedniu i Baden oraz terenowych placówkach wywiadu rozpadającej się monarchii Habsburgów. Być może była to cena wolności, jeśli nie wręcz życia. "Mimo gwałtowań ulicy - pisał potem Roja - i szantaży sztabowych przystawek o doraźny wymiar 'sprawiedliwości' na poszczególnych dostojnikach polskich starego reżimu - domagano się 'doraźnego wymiaru sprawiedliwości' na dyrektorze c.k. policji [Rudolfie] Krupińskim i ppłk. wywiadu austr[iackiego] [Ludwiku] Morawskim - nikomu włos z głowy nie spadł. [...] Nie uważałem za wskazane, w tych pierwszych dniach niepodległości Polski zaczynać sprawowania władzy od wymierzania 'sprawiedliwości doraźnej'. Należało to nieco na później odłożyć i nie na własną rękę uskutecznić". Polacy przejęli władzę w Krakowie dzień wcześniej i wizyta gen. Roji nie mogła zaskakiwać, a niewiele też potrzeba czasu na zniszczenie 250 papierowych arkuszy wraz z dokumentacją. Dzięki temu jednak akta te dochowały się do naszych czasów. Po 1918 r. teczek ewidencyjnych nie wyjawiono szerszej publiczności. Można przypuszczać, że były badane w Oddziale II Sztabu Generalnego WP.

W powojennej rzeczywistości Morawski stawał się człowiekiem bardzo niebezpiecznym. Znał osobiście wszystkich współpracowników wywiadu austriackiego, wciągniętych do ewidencji ośrodka krakowskiego. W czasie wojny sprawował faktyczną władzę w mieście, był jednym z najlepszych oficerów wywiadu Austro-Węgier. Mieszkał cały czas w Krakowie (ul. Szlak nr 5, od 1919 r. Plac na Groblach nr 19). Chciał wstąpić do Wojska Polskiego. W Dowództwie Okręgu Generalnego w Krakowie nie chciano go nawet zarejestrować. Wniósł też 9 stycznia 1919 r. podanie do Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie. Wszystkie prośby pozostawały bez odpowiedzi.

Wobec tego zwrócił się 8 marca do DOG w Krakowie i 9 kwietnia 1919 r. do likwidującego się Ministerstwa Wojny w Wiedniu o przeniesienie w stan spoczynku. Przez wiele miesięcy nie wypłacano mu należnych poborów. Znalazł się w trudnej sytuacji materialnej. Interweniował w Emerytalnej Komisji Likwidacyjnej przy Ministerstwie Spraw Wojskowych, otrzymał zaliczkowo część pieniędzy. Ministerstwo Wojny w Wiedniu pismem z 21 października 1919 r. zawiadomiło Morawskiego o przeniesieniu w stały stan spoczynku z dniem 1 grudnia 1918 r. i określiło wymiar rocznej emerytury. Morawski automatycznie przeszedł w stan spoczynku w Wojsku Polskim. Ministerstwo Spraw Wojskowych podjęło decyzję o wyrównaniu wszystkich należności (20 XI 1919). Gdzieś jednak ta decyzja utknęła. "Bezpowodowe wstrzymanie przez dwa miesiące wypłaty prawnie mi należących i tak już marnych poborów - pisał Morawski 8 stycznia 1920 r. w kolejnym zażaleniu do Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie - jest, uwzględniając obecne stosunki drożyźniane, czynem co najmniej nieludzkim. Sądzę, że zażalenie moje osiągnie należyty skutek, powodując natychmiastowe wypłacenie moich należności, i przeciąganie dalsze sprawy nie zmusi mnie do szukania innej, do celu prowadzącej drogi". Dla ludzi obeznanych z przeszłością Morawskiego aluzja była aż nadto czytelna. Pismo wpłynęło formalnie do Sekcji Wojenno-Likwidacyjnej Ministerstwa Spraw Wojskowych dnia 26 stycznia. Dwa dni później wydano polecenie uregulowania zaległości.

Tymczasem, 19 stycznia 1920 r. Morawski został nagle wezwany telegraficznie do Dowództwa Okręgu Etapów Lwów (formalnie podlegał pod DOG Kraków) i otrzymał przydział do dowództwa 6 armii gen. Wacława Iwaszkiewicza. Sposób powołania do wojska był ewidentnie nienaturalny. Podjął służbę w Oddziale II armii Iwaszkiewicza. Szybko zdobył uznanie przełożonych. "Podpułkownik Ludwik Morawski - pisał we Lwowie 16 lutego 1920 r. gen. Juliusz Albinowski - przedsięwziął od wstąpienia do Wojska Polskiego szereg czynności przeglądowych we wschodnich powiatach Małopolski, z wielką gorliwością i znajomością służby, jest to siła niezwykła i zasługująca na szczególne uwzględnienie". Od 12 marca 1920 r. przeszedł pod komendę kpt. Walerego Sławka, najbardziej zaufanego człowieka Piłsudskiego. Sławek objął stanowisko szefa Oddziału II dowództwa Frontu Południowego przy dowództwie 6 armii we Lwowie, a 25 maja 1920 r. został szefem sztabu dowództwa Okręgu Etapów na Ukrainie (22 IV 1920 r. mianowany majorem).

Nie wiadomo czy spotkanie Morawskiego i Sławka w Oddziale II było przypadkowe, ale fakt ten jest znamienny i daje dużo do myślenia. Zwłaszcza że w tym samym czasie w sztabie 6 armii przebywał inny wysoki oficer Biura Ewidencyjnego, płk Henryk Karol Zemanek, w czasie wojny kierownik Grupy Rosyjskiej Nachrichtenabteilung AOK, który był zorientowany we wszystkich operacjach wywiadowczych przeciwko Rosji i znał kulisy współpracy Piłsudskiego ze Sztabem Generalnym i Naczelną Komendą Armii. Zemanek 7 marca 1920 r. objął kwatermistrzostwo 6 armii.

Morawski zginął w niewyjaśnionych okolicznościach kilka miesięcy później, 6 lipca 1920 r. w Czarnym Ostrowie, postrzelony na podwórzu kwatery dowództwa. Można jeszcze dodać, że we wrześniu 1920 r. szefem sztabu 6 armii został na krótko płk Jan Marian Hempel, w przeszłości następca Iszkowskiego na stanowisku kierownika HK-Stelle we Lwowie.

Prawdopodobnie całą zachowaną dokumentację ośrodków wywiadowczych w Krakowie, Przemyślu, Lwowie i Lublinie przejęły w grudniu 1918 r. Zarządy Archiwalne przy terytorialnych dowództwach Wojska Polskiego (Naczelne Dowództwo Wojsk Polskich na Galicję Wschodnią, następnie Dowództwa Okręgów Generalnych, potem Dowództwa Okręgów Korpusów), razem z innymi aktami wojskowymi i administracyjnymi austriackich urzędów, dowództw i jednostek wojskowych stacjonujących do 1918 r. na obszarze Galicji i Królestwa Polskiego. Nie jest wykluczone, że archiwa placówek wywiadowczych zostały wyodrębnione w Zarządach Archiwalnych, lub też wcześniej - zanim tam trafiły, po przejęciu przez polską administrację wojskową, a następnie przekazane do Ministerstwa Spraw Wojskowych w Warszawie, a potem do Oddziału II Sztabu Generalnego, gdzie uległy rozproszeniu, a po 1939 r. zaginęły. Niestety, nie ma na ten temat bliższych informacji. Nie wiadomo też nic o losach archiwów ośrodków wywiadowczych w Galicji i Królestwie Polskim po 1918 r.

Należy dodać, że Zarządy Archiwalne zostały podporządkowane nowoutworzonemu Centralnemu Archiwum Wojskowemu w Warszawie. Przed 1924 r., kiedy to zakończono likwidację Zarządów Archiwalnych Okręgów Korpusów, wszystkie akta wojskowe austriackie odesłano do CAW w Warszawie. Do wybuchu wojny w 1939 r. akta te umieszczone były w Forcie Legionów na Żoliborzu w Warszawie. Na jesieni 1939 r. Niemcy wywieźli je do Wiednia, a stamtąd zimą 1944/1945 r. do Znojna. Do Warszawy wróciły wraz z innymi aktami austriackimi, w stanie bardzo przetrzebionym, na przełomie lat 1949/1950 i zostały złożone w magazynach Archiwum Głównego Akt Dawnych w Warszawie (AGAD). Nie ma żadnych śladów, że przed 1939 r. w aktach tych znajdowały się wyodrębnione archiwa ośrodków wywiadu Austro-Węgier w Polsce, i nie ma tych archiwaliów w obecnym wielkim zbiorze austriackich i niemieckich akt wojskowych w AGAD, obejmującym nieuporządkowane i nieopracowane zespoły: Wojskowe Generalne Gubernatorstwo w Lublinie, Komenda 1 korpusu w Krakowie, Komenda 11 korpusu we Lwowie, Komenda Miasta Lwowa, Komenda Wojskowa w Krakowie, Dowództwo Twierdzy Kraków, Dowództwo Operacyjne 2 armii austriackiej, Oddziały Kwatermistrzowskie armii austriackiej, Wywiad 3 i 7 armii austriackiej, 9 armia niemiecka, Wywiad Cesarsko-Niemieckiej Armii Południowej, a także Komendy Stacji Etapowych austriackich. Archiwalia te dopełniają szczątki niemieckich akt intendentury VI korpusu we Wrocławiu (Intendentura Korpusu VI Armii we Wrocławiu.

Omawianego zbioru z wydzielonych zespołów wywiadu Austro-Węgier nie ma również w wykazie akt władz austriackich, przekazanych do Polski w latach 1933-1938, na podstawie układu archiwalnego polsko-austriackiego z 26 października 1932 r..

Akta wytworzone w kancelariach ośrodków wywiadowczych w Galicji i w Królestwie Polskim występują w zbiorach AGAD tylko sporadycznie, w ramach większych zespołów, w stanie szczątkowym albo jako wynik obiegu akt urzędowych w innych jednostkach organizacyjnych. Są to w zasadzie akta drugorzędne. Archiwa placówek wywiadowczych w Przemyślu, Piotrkowie i w Kielcach zaginęły niemal całkowicie. Stosunkowo najwięcej dokumentów pierwszej kategorii z archiwów lwowskiego i krakowskiego zachowało się w zbiorach poza Archiwum Głównym Akt Dawnych. Fragment akt ośrodka wywiadowczego we Lwowie z lat 1915-1918 znajduje się w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, ale archiwalia te wykraczają poza zakres tematyczny niniejszego opracowania. Najważniejsza wydaje się kolekcja dokumentów z materiałów Kazimierza Świtalskiego, znajdujących się w zbiorach prywatnych i w Archiwum Akt Nowych w Warszawie.

Archiwum służb wywiadu Austro-Węgier w Polsce z papierów Świtalskiego obejmuje zbiór akt terenowych central wywiadowczych w Krakowie, Lwowie, Przemyślu i Lublinie z lat 1908-1918 (pojedyncze dokumenty dotyczą okresu wcześniejszego). Akta stanowią fragment pierwotnych archiwów, które uległy zdekompletowaniu lub zniszczeniu albo znajdują się w szczątkach w AGAD. Ocalały zbiór ma charakter wyjątkowy. Procent zachowania akt trudny jest dzisiaj do ustalenia, przypuszczalnie jest on bardzo nikły. Prawdopodobnie jednak zachowały się dokumenty najcenniejsze, w tym duża część ewidencji agentów. Materiał aktowy stanowi odbicie podstawowych funkcji i prac służb wywiadu Austro-Węgier. Ocalał podstawowy zrąb akt, umożliwiający odtworzenie sieci agenturalnej, organizacji i obsady personalnej ośrodków wywiadowczych w Krakowie i we Lwowie. Zachowały się liczne opracowania polityczne dotyczące sytuacji na ziemiach polskich.

Nie da się już ustalić czy omawiany zbiór archiwaliów Świtalskiego został wyodrębniony z pozostałości aktowej urzędów austriackich, przejętej przez władze polskie w 1918 r., czy też stanowił bliżej nieznaną kolekcję, która przed 1939 r. trafiła w jego ręce, zapewne w związku z pracami historycznymi w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Najbardziej prawdopodobna wydaje się ta ostatnia wersja.

Po wybuchu wojny we wrześniu 1939 r. Świtalski ukrył część swojego wielkiego archiwum z okresu współpracy z Piłsudskim, w tym zbiór akt wywiadu austriackiego. Wojna i późniejsze wydarzenia przetrzebiły archiwum. Nie jest wykluczone, że zaginęła też część akt wywiadowczych. Po wojnie Świtalski przystąpił do porządkowania swoich papierów, powrócił do prac historycznych nad spuścizną Piłsudskiego. Archiwum wywiadu pozostawił w ukryciu, wyłączył z niego tylko kilkadziesiąt dokumentów historii Legionów Polskich i sprawy polskiej w okresie I wojny światowej. Dokumenty te, wraz z całym domowym archiwum, wpadły w ręce Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, przy aresztowaniu Świtalskiego w listopadzie 1948 r., w jego mieszkaniu w Zalesiu Dolnym koło Warszawy, gdzie mieszkał od 1945 r. Dokumenty wywiadu austriackiego wyłączono z akt śledztwa MBP i przekazano później, razem z innymi materiałami Świtalskiego, do Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a następnie do Centralnego Archiwum Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Warszawie - obecnie Oddział VI Archiwum Akt Nowych. Cały ten zbiór akt Świtalskiego nie był nigdy udostępniany, nie wpisano go do ksiąg inwentarzowych CA KC PZPR, przechowywany był w specjalnej szafie pancernej (razem z archiwum Bolesława Bieruta).

Reszta pierwotnego zbioru dokumentów wywiadu Austro-Węgier znalazła się w rękach Świtalskiego, po jego wyjściu z więzienia w 1955 r. Po śmierci Świtalskiego w 1962 r. papiery te przechowała wdowa po nim, Janina Świtalska. Zbiór ten zawiera najważniejsze ocalałe materiały z lat 1910-1912, dotyczące pierwotnych kontaktów Piłsudskiego z oddziałem HK-Stelle we Lwowie. Dokumenty te określały zasady współpracy organizacji Piłsudskiego z Biurem Ewidencyjnym, które wypracował Iszkowski.

Omówioną wyżej kolekcję akt dopełnia zebrana przez Świtalskiego korespondencja polityczna Piłsudskiego z lat 1908-1914. Znajdują się w niej m.in. listy do Walerego Sławka w sprawach kontaktów z kpt. Rybakiem. Zachował się również tekst memoriału Piłsudskiego z 1912 r. dla Rybaka z planem organizacji powstania w Królestwie Polskim. Podobny memoriał skierował Piłsudski do Rybaka w połowie 1913 r. Memoriał ten przechowywany jest w innym zespole, w dokumentach Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych. Materiały te ukazują ścisłą zależność możliwości realizacji zamierzeń politycznych Piłsudskiego od austriackich władz wojskowych.

Najcenniejsze dokumenty o związkach Piłsudskiego z wywiadem austriackim od 1912 r. przechowały się w Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku, w zbiorze austriackich akt wojskowych dotyczących ruchu strzeleckiego i Legionów Polskich. Podstawą tego zbioru jest owa słynna teczka "Geheim" kpt. Rybaka, zawierająca najważniejsze materiały dokumentujące współpracę Piłsudskiego z wywiadem austriackim od grudnia 1912 do sierpnia 1914 r. Autentyczność dokumentów nie budzi żadnych zastrzeżeń. Wszystkie mają odpowiednie oznaczenia kancelaryjne i nie mogły być wytworzone poza właściwym urzędem. Teczka ma jeszcze oryginalne, grube okładki, oklejone zielonym płótnem. Znajdują się w niej m.in. teksty dwóch umów wywiadowczych, jakie Piłsudski zawarł z kpt. Rybakiem w połowie grudnia 1912 i pod koniec lipca 1914 r. Umowy te nie były do tej pory znane bliżej historykom, poza ogólnikową relacją samego Piłsudskiego. "Istotnie rzecz się miała - pisał w Poprawkach historycznych, odpowiadając Daszyńskiemu na opisaną przez niego w Pamiętnikach działalność Komisji Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych - jak następuje: w drugiej połowie 1912 r. Austria, widząc nadzwyczaj usilne przygotowania do wojny, czynione przez Rosję, zdecydowała przerwać te przygotowania za pomocą odpowiedniego, prawie wojennego nacisku na Rosję. Tak przynajmniej twierdzili mi panowie z Generalnego Sztabu, z którymi miałem kontakt, a którzy, uprzedzając wypadki, zaczęli omawiać ze mną zupełnie już praktycznie sprawę mego wystąpienia wspólnie z armią austriacką. Dodam od razu, że warunki, do których w owe czasy się dogadałem, były co najmniej dziesięć razy lepsze, niż te, z którymi miałem do czynienia w lipcu 1914 r.".

"Teczka Rybaka" znajdowała się pierwotnie wśród archiwaliów belwederskich. które wywieziono z Warszawy we wrześniu 1939 r. do Rumunii, a później znalazły się, wraz z innymi zespołami, w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Nie wiadomo, w jaki sposób materiały te trafiły do archiwum Belwederu przed 1939 r. Nie ma na ten temat żadnych informacji. Możliwe wydają się przynajmniej trzy wersje.

1.) "Teczka" przez cały okres wojny 1914-1918 r. pozostawała w archiwum ośrodka wywiadowczego w Krakowie i na przełomie października i listopada 1918 r. przejął ją gen. Roja od ppłk. Morawskiego, razem z innymi tajnymi aktami.

2.) "Teczka" stanowiła część opisanej wyżej kolekcji Świtalskiego.

3.) "Teczkę" przekazał w sierpniu 1914 r. mjr Morawski albo mjr Rybak kapitanowi Włodzimierzowi Zagórskiemu, oficerowi Sztabu Generalnego, który z ramienia szefa Oddziału Informacyjnego AOK, płk. Hranilovica von Czvetassin, objął w Komendzie Legionów Polskich funkcję szefa sztabu. Dla nikogo nie było tajemnicą, że kpt. Zagórski reprezentował służby wywiadu Austro-Węgier i sprawował bezpośredni nadzór nad Legionami Polskimi. Do wybuchu wojny służył w sekcji rosyjskiej Biura Ewidencyjnego w Wiedniu, gdzie zapewne zetknął się ze sprawą współpracy Piłsudskiego i jego grupy z wywiadem austriackim. Jeśli rzeczywiście odziedziczył "teczkę Rybaka", fakt, że znalazła się potem w archiwum belwederskim, może zawierać w sobie sekret tragicznych losów późniejszego generała Wojska Polskiego. Przeciw tej wersji mogą przemawiać wszakże nie ujawnione nigdy losy pokwitowań, wystawionych przez Piłsudskiego i jego współpracowników na wypłacane im pieniądze z kasy Biura Ewidencyjnego. Pokwitowania miał przechowywać u siebie po wojnie Zagórski *[Zachowała się na ten temat następująca relacja: "W pierwszej połowie 1924 r. - wspominał mjr Marceli Kycia, adiutant gen. Tadeusza Rozwadowskiego - polecił mi gen. Rozwadowski zgłosić się do gen. Włodzimierza Zagórskiego i przechować jego dokumenty w zalakowanej, grubej kopercie. Z końcem tego roku gen. Zagórski, odbierając ode mnie ten pakiet, oświadczył mi, że są to dowody pobierania pieniędzy przed pierwszą wojną światową przez [Witolda] Jodkę-Narkiewicza, [Walerego] Sławka i [Józefa] Piłsudskiego z różnych źródeł austriackich". Marceli Kycia, Notatki z pamiętnika: O bitwie warszawskiej, "Komunikaty Towarzystwa im. Romana Dmowskiego", Londyn 1971, z. 1, s. 422. "Od ś.p. generała [Włodzimierza] Zagórskiego - pisano w ulotce endeckiej Prawda o gen. Zagórskim z września 1927 r. - domagano się wydania lub wskazania miejsca przechowywania kwitów na ogółem 2 000 koron, w których Józef Piłsudski kwitował odbiór tej sumy od osławionej austriackiej K[undschafts]-Stelle [...]. Kwity te zabrał generał Zagórski dla siebie na wszelki wypadek, jako oficer austriackiego Sztabu Generalnego, przydzielony do K-Stelle. Owe 2 000 koron otrzymał Józef Piłsudski za współpracę z 'obcymi agenturami' na ziemiach polskich w czasie wielkiej wojny. Generał Zagórski odmówił wydania tych kwitów [...]". Cyt. za Zbigniew Cieślikowski, Tajemnice śledztwa KO-1042/27. Sprawa generała Zagórskiego, Warszawa 1983, s. 336. Zob. też Jerzy Rawicz, Generał Zagórski zaginął. Z tajemnic lat międzywojennych, Warszawa 1963. Według innej relacji, jedno z pokwitowań Józefa Piłsudskiego przechowywał u siebie Wincenty Witos, który miał zbierać różne dokumenty kompromitujące współczesnych mu polityków. "Perłą tego zbioru - twierdził Stanisław Linowski w listopadzie 1965 r. - był kwit na 20 000 marek, otrzymanych od wywiadu niemieckiego, podpisany przez Józefa Piłsudskiego w 1913 r. Trudno dziś zbadać, jaką drogą po upadku mocarstw centralnych ten kwit z archiwum wywiadu niemieckiego przeszedł w ręce [Wincentego] Witosa i ciężko zaważył na jego losie. Ludzie marszałka [Józefa Piłsudskiego] proponowali wykupienie tego kwitu; podobno był nawet napad na Witosa w Wierzchosławicach". Biblioteka Jagiellońska (dalej cyt. BJ), rkps przyb. 130/67: Stanisław Linowski, Kulisy dziejów, t. 2, s. 33. Jednakże rozpoznane do tej pory źródła milczą na temat bezpośrednich kontaktów Piłsudskiego z wywiadem niemieckim przed 1914 r. Nie ma żadnych danych, które potwierdzałyby relację Linowskiego, co podważa jej wiarygodność, zwłaszcza że autor nie podaje źródła swoich informacji. Nie wspomina o tym również biografia przywódcy chłopskiego: Andrzej Zakrzewski, Wincenty Witos. Chłopski polityk i mąż stanu. Warszawa 1978.] i stanowiłyby w tym wypadku integralną część zestawu dokumentów Rybaka albo raczej innego, właściwego zbioru akt mjr. Ronge. Podstawowe dokumenty dotyczące Piłsudskiego znajdowały się bowiem w rękach szefa Biura Ewidencyjnego, który osobiście koordynował całą akcję i był adresatem wszelkiej korespondencji z tym związanej. Być może sejf Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku kryje w sobie tajemnicę tych pokwitowań, ale autor nie był w stanie tego stwierdzić.

Wobec tego najbardziej prawdopodobna wydaje się wersja pierwsza. Przemawiają za nią stosowane wówczas zasady praktyki archiwalnej, blokujące wypływ oryginalnych akt z kancelarii, w której gromadzono dokumenty prowadzonej sprawy.

Wobec tak dużych braków źródeł aktowych, szczególnego znaczenia nabiera literatura wspomnieniowa. Na czoło wysuwają się prace ostatnich kierowników Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego i Oddziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii. O swojej służbie w wywiadzie pisali: gen. August Urbański von Ostrymiecz, szef Biura Ewidencyjnego w latach 1909-1914, oraz gen. Oscar Hranilovic von Czvetassin, szef Biura Ewidencyjnego oraz Oddziału Informacyjnego AOK od 1914 do 1917 r.. Na specjalne podkreślenie zasługują prace gen. Maximiliana Ronge, kierownika sekcji wywiadu w Biurze Ewidencyjnym (1907-1917), ostatniego szefa tego Biura i jednocześnie Oddziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii w latach 1917-1918, które należą do światowej klasyki fachowej literatury o wywiadzie. Duże znaczenie mają również wspomnienia gen. Józefa Rybaka, kierownika HK-Stelle w Krakowie (1909-1914), po wybuchu wojny delegowanego z ramienia Oddziału Informacyjnego AOK do utrzymania łączności z oddziałami strzeleckimi Piłsudskiego w polu, formalnie szefa Oddziału Informacyjnego sztabu 1 armii austriackiej. Niezwykle cenne, chociaż powierzchowne, są także wspomnienia płk. Waltera Nicolai, twórcy nowoczesnego wywiadu niemieckiego i jego szefa w latach 1912-1918. Autor pominął wszakże wątek kontaktów polskich z wywiadem austriackim i niemieckim.

Warto jeszcze odnotować prace innych osób, związanych z wywiadem Austro-Węgier i Niemiec z tego okresu, pomieszczone w wydawnictwach Kämpfer an vergessenen Fronten i Die Weltkriegsspionage oraz wspomnienia Maxa Wilda, Heinricha Benedikta i urywki pamiętników Ericha Rodlera, ogłoszone przez Petera Broucka. Niezastąpionym źródłem wiedzy o armii austro-węgierskiej są pamiętniki Franza Conrada von Hötzendorfa, Carla Bardolffa i Edmunda Gleise von Horstenau.

Szkoda, że ppłk Gustaw Iszkowski, główny wykonawca zamierzeń Rongego w pierwszym okresie współpracy z Piłsudskim, nie zostawił po sobie żadnych zapisek na ten temat. Koniec wojny zastał go na placówce attache wojskowego w Hadze. W Holandii założył rodzinę. Żona wniosła duży majątek do małżeństwa i nie musiał martwić się o przyszłość. Na wiosnę 1919 r. przyjechał do Polski, zapewne aby zlikwidować swoje dawne sprawy. Piłsudski zaprosił go zaraz do Warszawy, usiłując nakłonić do wstąpienia do Wojska Polskiego. Iszkowski miał odmówić. Wyjechał do Francji, osiadł w Antibes koło Cannes. W 1919 r. jego nazwisko znalazło się na tajnej, "czarnej liście" Ministerstwa Spraw Wojskowych, obejmującej oficerów, którym odmawiano przyjęcia do Wojska Polskiego. "Ostatecznie pułkownik Iszkowski wolał nie powrócić do kraju; nie miał widocznie czystego sumienia w odniesieniu do legionowych początków" - zauważył złośliwie Aleksander Pragłowski. Dawny szef lwowskiej HK-Stelle pozostał we Francji (zm. w 1952 r.).

Żadnych pamiętnikarskich notatek nie pozostawił również płk Julian Piotr Dzikowski, oficer Biura Ewidencyjnego o najdłuższym stażu pracy w wywiadzie Austro-Węgier (1892-1913, 1914-1916), długoletni szef kancelarii kierownika Grupy Wywiadu Evidenzbureau i zastępca mjr. Alfreda Redla oraz mjr. Maximiliana Ronge. Dzikowski był głównym pomocnikiem i właściwym architektem planów Rongego prowadzenia akcji wywiadowczych w Rosji.

Po wojnie został przyjęty do Wojska Polskiego, na podstawie dekretu Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego. Od razu znalazł się na "bocznym" torze służby wojskowej. Początkowo dowodził Stacją Zborną Oficerów oraz Rezerwą Oficerów i Urzędników przy Dowództwie Okręgu Generalnego w Krakowie (1918-1919), a później obozem internowanych w Dąbiu (1919-1920). Wszystkie pełnione funkcje nie odpowiadały przygotowaniu fachowemu Dzikowskiego i dalekie były od jego możliwości. Po przeniesieniu w stan spoczynku w 1921 r. zamieszkał na stałe w Bydgoszczy (zm. w 1929 r.).

Najbardziej wartościowa jest książka Rongego Zwolf Jahre Kundschaftsdienst. Ronge przez wiele lat przygotowywał się do spisania wspomnień, opierając się o własne, współczesne notatki oraz nieliczne przechowane dokumenty, a także materiały z rozmów z dawnymi współpracownikami. Na marginesie wielkich problemów politycznych i militarnych południa Europy, które stanowią zasadniczy temat pamiętników, Ronge pisze również o sprawach polskich. Ostatni szef służb specjalnych Austro-Węgier ujawnił, jako pierwszy, kontakty z wywiadem austriackim przed 1914 r. przywódców Polskiej Partii Socjalistycznej i polskiego ruchu niepodległościowego -  Józefa Piłsudskiego i jego najbliższych współpracowników. Jak już wspomniano, tajemnicę tych kontaktów wiązała wymiana słowa honoru z Piłsudskim. Tym zapewne należy tłumaczyć ogólnikowość informacji Rongego na temat kontaktów z Komendantem. "Ze względu na możliwość narażenia na kłopoty osób jeszcze żyjących - podkreślał - o szpiegostwie piszę z dużą powściągliwością. Musiałem poprzestawać na tych przypadkach, gdzie wyrok i śmierć pozwalają już odkryć karty. Mam świadomość, że wiele pikanterii i uroku przepada bezpowrotnie, gdy z konieczności zadowalam się stwierdzeniem, iż moje informacje pochodzą z 'poufnego' źródła lub po prostu od konfidentów. Nawet tak delikatne napomknienia mogą dać fachowcom wystarczająco wiele punktów zaczepienia, by jeszcze dziś móc oskarżyć lub skompromitować krewnego jakiejś wysoko postawionej osobistości, która zupełnie nieświadomie oddała nam nieocenione usługi, gdyż pozwoliła sobie na gadatliwość w rozmowie z kimś na pozór godnym absolutnego zaufania. (...) Wywiad wymaga oczywiście jak najściślejszego zachowania tajemnicy. Kupczenie sekretami i żądza plotek są od tego nader odległe. Dokument, raport, potem pieniądze, potem następne zlecenie - to była cała praca podczas spotkań z moimi najlepszymi agentami. Niestety, konieczna dyskrecja sprawia, że nie wolno mi napisać czegoś więcej o miejscach i bliższych okolicznościach tych spotkań. Zrozumiałe, że musiały one odbywać się niepostrzeżenie".

Nawet przy takich ograniczeniach treści książka miała utrudniony obieg w Polsce przed 1939 r. Chodziło o owe "punkty zaczepienia" w sprawie Piłsudskiego. Dzieło Rongego znalazło się na nieoficjalnym "indeksie ksiąg zakazanych". Książkę przemilczano "w Polsce tak dalece - skarżył się później Władysław Pobóg-Malinowski - iż gdy - zdaje się w 1931 r. - chciałem napisać recenzję - perswadowano mi, bym tego poniechał". Książka była długo niedostępna w zbiorach polskich. Nie było szans na jej wydanie w Polsce. Po kraju krążyły nieliczne egzemplarze książki, albo odpisy tłumaczeń niektórych jej fragmentów, przyprawiając o rumieńce twarze czytelników, przywykłych do "mitu" Pierwszego Marszałka Polski, bojownika bez skazy, walczącego o niepodległość z wszystkimi zaborcami. Także w Polsce Ludowej książka Rongego była niedostępna. Nawet tak wytrawny historyk i wpływowy polityk komunistyczny, jak Henryk Jabłoński, nie miał jej w ręku, korzystał tylko z wyciągów i kopii fotograficznych fragmentów. Stefan Arski, publicysta, jeden z twórców komunistycznej "czarnej legendy" Piłsudskiego, posługiwał się egzemplarzem bibliotecznym Archiwum Wojny w Wiedniu. Obecnie w Centralnej Bibliotece Wojskowej w Warszawie przechowywany jest unikatowy egzemplarz pierwszego wydania książki Rongego Kriegs- und Industrie- Spionage z biblioteki Piłsudskiego (sygn. 92 440; na okładce wklejony Exlibris Józefa Piłsudskiego biblioteki belwederskiej). Egzemplarz drugiego wydania - Zwölf Jahre Kundschafisdienst znajduje się również w zbiorach CBW i dostępny jest także w Bibliotece Uniwersyteckiej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Dopiero niedawno ukazała się polska edycja pamiętników Rongego.

Bliżej o współpracy Piłsudskiego z wywiadem austriackim mówił tylko Rybak, który mógł merytorycznie odnieść się do zagadnienia, ze znajomością faktów oraz kanonów służby. Przełożeni wypowiadali się o nim zawsze z wielkim uznaniem. Wzorowemu wypełnianiu obowiązków zawdzięczał kolejne awanse. Po wybuchu wojny, 6 sierpnia 1914 r. objął na kilka tygodni znaczące stanowisko szefa Oddziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii przy dowództwie l armii, jednej z sześciu armii Austro-Węgier na froncie. To wyróżnienie zawdzięczał Rongemu. który bardzo pozytywnie oceniał jego pracę w wywiadzie krakowskim. Ronge jeszcze po wielu latach wymieniał jego nazwisko pośród kilku najlepszych oficerów wywiadu Austro-Węgier. "Rybak, oficer wywiadu I-go korpusu w Krakowie - pisał w 1935 r. ostatni szef Biura Ewidencyjnego Sztabu Generalnego i Oddziału Informacyjnego Naczelnej Komendy Armii - pozostawał jeszcze podczas pokoju w nieoficjalnym kontakcie z emigrantami rosyjskimi, wśród których znajdował się Piłsudski; po wojnie światowej podjął służbę w Wojsku Polskim, stał się współpracownikiem Marszałka i został mianowany generałem armii [sic!]. Bardzo ceniony za swoją pracę, opuścił nas w październiku 1914 roku. Żałowaliśmy wielce jego odejścia". Pochwał nie szczędził także Piłsudski. "Silny charakter i wola, ambitny, opanowany i skryty - pisał w opinii o Rybaku w grudniu 1922 r. - Zna stosunki wojskowe i personalne, jak rzadko kto w wojsku. Pamięć wyśmienita. Człowiek o niespożytej pracy i umiejący zmusić innych do wielkich wysiłków. Charakter stworzony do dowodzenia, zepsuty przez długie użycie go w biurach, gdzie z powodu nieodpowiedniości jego charakteru do zajęcia nabył dużo cech nieprzyjemnych i dla dowódców, i dla podwładnych. Często się boję, że z tego powodu już przy dowodzeniu zawodzić zacznie. Już się zanadto przyzwyczaił do dowodzenia pośredniego, bez widzenia żołnierza, oficera i materiału wojennego. Z tego też powodu może być w operacjach nieśmiały i zanadto papierowy. Szkoda tego charakteru, być może, na zawsze zepsutego przez sztabową robotę. [...] Zwykle dość nie lubiany przez podwładnych. Jest to jeden z wybitniejszych oficerów, których otrzymaliśmy w dziedzictwie po armiach zaborczych". Ile w tej ocenie było wspomnień przeszłości, nie sposób określić. Na pewno Piłsudski miał dla Rybaka wiele szacunku i sympatii.

Pamiętniki generała Rybaka to publikacja szczególna. Należy do największych fałszerstw historycznych PRL. Sprawa ta jest złożona i niejednoznaczna. Głównymi fałszerzami pozostawali animatorzy całego przedsięwzięcia z kręgów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i PZPR. Było to wszakże oszustwo szczególnego rodzaju, bardzo charakterystyczne dla stylu uprawiania historii w minionym okresie.

Wspomnienia Rybaka były spisywane w Krakowie, najprawdopodobniej od końca 1949 oraz w 1950 r. Obszerne fragmenty Pamiętników ukazały się w 1951 r. w tygodniku "Świat" w Warszawie. Wydanie książkowe zostało przygotowane do druku w 1952 r. w Spółdzielni Wydawniczo-Oświatowej "Czytelnik". Z nieznanych bliżej powodów wstrzymano jednak druk książki. Nie można oprzeć się wrażeniu, że wydawcy czekali z publikacją Pamiętników do śmierci ich bohatera (Józef Rybak zmarł w Krakowie 8 maja 1953 r.). Jeszcze w 1952 r. zmieniono skład drukarski tekstu, redukując materiał ilustracyjny książki. Ostatecznie Pamiętniki generała Rybaka ukazały się w lutym 1954 r..

Przez wiele lat książka uchodziła za dzieło propagandy PRL. Historycy niechętnie powoływali się na nią, nie mogąc zweryfikować zawartych w niej treści. Stawiane na wyrost opinie o "niezwykłej bałamutności" Pamiętników, jako źródła historycznego, brały się z nieznajomości faktów oraz zachowanych dokumentów. Raził język Pamiętników, nieodpowiedni dla oficera armii austro-węgierskiej i generała Wojska Polskiego, oraz styl, pamfletu politycznego, jakim posługiwał się autor posłowia, Jan Kancewicz, tak charakterystyczny dla wczesnej epoki realnego socjalizmu. Obecnie, z perspektywy aktualnych ustaleń, należy w wielu miejscach oddać sprawiedliwość zarówno Rybakowi, jak i Kancewiczowi, który wziął odpowiedzialność, jako historyk, za prawdziwość publikowanego tekstu. W zakresie podjętego tematu Rybak dotknął zaledwie istoty problemu, mówiąc o związkach Piłsudskiego z oddziałem Sztabu Generalnego w Krakowie.

W warstwie informacyjnej Pamiętniki są w zasadzie prawdziwe, pomimo wielu przeinaczeń i potknięć merytorycznych. Z całą pewnością należy przypisać Rybakowi autorstwo większości przywołanych w tekście faktów, gdyż nikt inny ich nie znał, a komuniści nie dysponowali taką wiedzą historyczną, która pozwoliłaby im na podanie wielu szczegółowych informacji, które znalazły się w publikacji. Jednakże Pamiętniki spisywała osoba trzecia, która nadała tekstowi specyficzny charakter, fałszując tekst w warstwie stylistycznej.

Zastrzeżenia budzi również sam tytuł publikacji, podpowiadający autorstwo Rybaka. Od strony formalnej wszystko byłoby w porządku, gdyby tytuł uzupełniono o notę edytorską, z podaniem informacji o okolicznościach powstania Pamiętników i osobie lub osobach, które je opracowały. Brak tej adnotacji podważa dodatkowo wiarygodność tekstu, jako przygotowanego samodzielnie przez Rybaka.

Generalnie więc publikacja została sfałszowana, ale jej autorzy posługiwali się autentycznymi wypowiedziami Rybaka, które obudowali własnym komentarzem, odpowiadając na zapotrzebowanie propagandy komunistycznej. To jednak nie koniec. Najciekawszy wydaje się udział samego Rybaka w owym fałszerstwie.

Rybak wypowiadał się zapewne pod przymusem i presją psychiczną. Znalazł się w bardzo trudnej sytuacji osobistej, indagowany przez funkcjonariuszy MBP i PZPR, najpierw w więzieniu w Warszawie, a następnie, po wyjściu na wolność, poddany ścisłej inwigilacji w Krakowie. Nie był do końca szczery w swoich wypowiedziach, na co wskazują liczne niedopowiedzenia, wikłanie wątków, skrywanie wielu istotnych faktów z przeszłości. Wystarczy powiedzieć, że ukrył informacje o innej wydzielonej agenturze, obejmującej Partię Socjalistów-Rewolucjonistów. Nie trzeba dodawać, jaką burzę propagandową mogliby wywołać komunistyczni ideologowie Kremla, budujący mit dokonań bolszewickiej Socjaldemokratycznej Partii Robotniczej Rosji, gdyby informacje te dostały się do ich wiadomości.

Niewątpliwie Rybak doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Był oficerem wywiadu o wybitnej inteligencji i niezwykle precyzyjnym umyśle. Specjalizował się w sprawach rosyjskich i polskich. Znał wagę faktów w walce politycznej. Wiedział, że prawda o powiązaniach Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier wcześniej czy później wyjdzie na jaw. Można sądzić, że nie oceniał negatywnie dawnych kontaktów z Piłsudskim, gdyż faktycznie w niczym mu one nie ujmowały.

Ostatecznie Rybak wyszedł z tego pojedynku zwycięsko, wyprowadził w błąd swoich komunistycznych prześladowców, a nawet zakpił sobie z nich, podając np. fałszywy kryptonim kontaktu z Piłsudskim ("Konfident 'S' "). Z jednej strony musiał operować faktami, dając pozory dobrej woli i pełnej otwartości. Mówił o wielu nieznanych dotąd szczegółach współpracy z Piłsudskim, ale w taki sposób, że faktycznie zaciemniał obraz tych kontaktów. Z drugiej strony mógł dać świadectwo prawdzie, lecz tylko w zakamuflowanej formie. W rezultacie zdołał przemycić wiele wskazówek, które obecnie, po lekturze innych źródeł oraz odrzuceniu wszystkich przeinaczeń dokonanych przez osoby rejestrujące jego wypowiedzi, pozwalają dotrzeć do prawdy.

Na podstawie treści kierowanych do niego pytań przy spisywaniu wspomnień mógł łatwo określić stan wiedzy swoich interlokutorów o kontaktach wywiadowczych Piłsudskiego. Historycy, a właściwie propagandziści komunistyczni, nie znali podstawowych faktów, operowali ogólnikami. To mogło wówczas wystarczać, gdyż w zasadzie aparat propagandy PRL specjalizował się wyłącznie w zewnętrznych opisach zjawisk historycznych, bez wnikania w ich wewnętrzne przyczyny oraz istotne uwarunkowania. Przez to historiografia komunistyczna funkcjonowała w najbardziej karykaturalnej, wręcz tandetnej i odpustowej formie. Pamiętniki generała Rybaka wpisywały się w tę konwencję uprawiania historii. Z reguły wystarczała bowiem ogólna wymowa ideologiczna przypadkowo dobranych faktów i zdarzeń. Tak też rysował się obraz Piłsudskiego, jako agenta na usługach obcego wywiadu - wizerunek budowany według klasycznych wzorów propagandy komunistycznej, kwiecisty w formie, zwłaszcza językowej, ale pusty w treści. Zresztą Rybak wszystko zagmatwał do tego stopnia, że praktycznie bez dodatkowej dokumentacji nie było szans na rozhermetyzowanie jego przekazów informacyjnych. I oto chyba Rybakowi chodziło.

W ten sposób Rybak sam stawał się autorem największych deformacji tekstu Pamiętników. Na tyle utrudnił prawidłowe odczytanie i zrozumienie swoich wypowiedzi, że przez ponad czterdzieści lat Pamiętniki nie były wykorzystywane do badań naukowych, gdyż wydawały się niewiarygodne nawet dla badaczy komunistycznych wywodzących się z kręgów autorów fałszerstwa.

Jakkolwiek należy także pamiętać, że Rybak opowiadał o swojej służbie w armii austro-węgierskiej pod koniec życia, kiedy pamięć nie była już tak żywa, a ciężka choroba przykuwała do łóżka. Reszty dopełniały stylistyczne przeinaczenia redaktora "Gazety Krakowskiej" PZPR, Arnolda Mostowicza, który na polecenie Jakuba Bermana spisywał w Krakowie dyktowane przez Rybaka wspomnienia, wprowadzając wiele zwrotów właściwych ówczesnemu, partyjnemu stylowi *[Relacja Jana Kancewicza z 15 VI 1993 r. w posiadaniu autora. Warto przy tej okazji zauważyć, że Jakub Berman uchodził współcześnie za znawcę dziejów ruchu niepodległościowego. "Podsuwał" swoje "uwagi" Andrzejowi Garlickiemu - jak on sam odnotował -  przy pisaniu pracy o genezie Legionów Polskich. Andrzej Garlicki, Geneza legionów. Zarys dziejów Komisji Tymczasowej Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych, Warszawa 1964. s. 10, 276. Autor monografii KTSSN nie odwoływał się w swoich badaniach do Pamiętników generała Rybaka.]. Cenzura zaostrzyła też zapewne niektóre sformułowania. Rybak mylił się w wielu szczegółach, jednak podstawowe treści w zakresie podjętego tematu odpowiadają prawdzie. W świetle dostępnych źródeł wydają się może mało konkretne. Rzeczywisty obraz jest znacznie głębszy i szerszy.

Nie ma żadnych dowodów na to, że Rybak przechowywał u siebie po 1918 r. dokumenty urzędowe z czasów służby w HK-Stelle w Krakowie. W Pamiętnikach mówił jedynie o materiałach prywatnych, które później zniszczył. "Pod koniec 1929 roku - wspominał - postanowiłem nareszcie uregulować swoje stosunki z Piłsudskim i Sławkiem. Ze Sławkiem porozumiewałem się po raz drugi. Piszę 'po raz drugi', bowiem w styczniu 1919 roku zaproponowałem Sławkowi likwidację wszystkich łączących nas spraw z okresu krakowskiego. (...) Chodziło przede wszystkim o to, żeby ustalić, co i jak mówić o niektórych wydarzeniach, o których przecież ludzie na ogół wiedzieli, aby nie było rozbieżności między oświetleniem sprawy przeze mnie, przez Sławka czy przez innych. Wreszcie miałem także niektóre listy Sławka i Piłsudskiego, które nie były najlepszym dla nich świadectwem, jeśli nie kompromitacją. Wówczas w 1919 roku nie otrzymałem odpowiedzi na swoją propozycję. Nie ponawiałem jej przez 10 lat, uważając, że zrobiłem to, co do mnie należy. W 1929 roku zmieniłem jednak zdanie i napisałem list do Sławka [...], prosząc go, aby pofatygował się któregoś dnia o oznaczonej godzinie do mego mieszkania przy Alei Róż [w Warszawie - R. Ś.]". Wreszcie "zjawił się u mnie Sławek, jak zwykle ugrzeczniony i uniżony. W czasie rozmowy mówiłem mu o konieczności ustalenia niektórych spraw, co - mimo specjalnego nacisku, jaki położyłem na to zagadnienie - Sławek zbył dyplomatycznym milczeniem. Listy jego i Piłsudskiego zostały przez nas spalone i to właściwie był jedyny konkretny rezultat tej wizyty". Nie ma powodów, aby i tutaj nie wierzyć Rybakowi. Faktem jest, że materiały, o których wspominał, nigdzie nie były wzmiankowane, ale z góry można założyć, że takie w ogóle istniały.

Na jesieni 1949 r. Rybak był więziony przez władze bezpieczeństwa w Warszawie, został uwolniony po złożeniu zeznań o swojej współpracy z Piłsudskim. W Centralnym Archiwum Wojskowym w Rembertowie zachowały się kopie większości protokołów tych przesłuchań Rybaka. Wydał je w 1992 r. Piotr Stawecki, który zaprzeczył przyjętemu autorstwu Pamiętników generała Rybaka, porównując ich treść z tekstem Protokołów przesłuchań świadka. Faktycznie zaś zakwestionował w ogóle prawdziwość informacji zawartych w obu przekazach Rybaka. Wbrew zapowiedzi poddania rzetelnej ocenie wiarygodności Pamiętników na podstawie protokołów, autor nie przeprowadził rzeczowej krytyki wydawnictwa. Oparł się jedynie na własnym przeświadczeniu, że Rybak nie byłby w stanie napisać takiego "paszkwilu" na Piłsudskiego, z którym łączyły go więzy przyjaźni. Poza tym Pamiętniki ukazały się rok po śmierci Rybaka. Stawecki nie dopuszczał myśli, aby kontakty Piłsudskiego z Rybakiem miały specjalny charakter i obciążały Pierwszego Marszałka Polski współpracą wywiadowczą z jednym z zaborców. Rozstrzygając ten problem tłumaczył go sobie w kategoriach moralnych. Otóż - pisał, odpowiadając na pytanie "na czym polegała sensacyjność Pamiętników generała Rybaka? - Piłsudski "spotykał się i rozmawiał kilkakrotnie w latach 1912-1914 z Józefem Rybakiem w jego krakowskim mieszkaniu. Z jednej strony Piłsudski określany jako konfident o kryptonimie 'Stefan nr 2', z drugiej zaś Rybak - szef oddziału wywiadowczego austriackiej Komendy I Korpusu w Krakowie". "Ta część Pamiętnika generała Rybaka, przedstawiająca współpracę między nimi, jest najbardziej rozbudowana i stanowi paszkwil na Józefa Piłsudskiego i jego zwolenników. Na czym ten paszkwil polega? - pytał wcześniej - Najbardziej ogólnie rzecz traktując, Pamiętniki przedstawiają Józefa Piłsudskiego jako konfidenta armii zaborczej i sprawcę wielu nieszczęść Polski". "Dlaczego - pytał w końcu - Pamiętniki zostały opublikowane w czasie, gdy gen. Rybak nie żył? Odpowiedź może być tylko jedna. Wydawcy chodziło o to, aby ustami rzekomego autora udowodnić 'Pierwszemu Marszałkowi Polski - jak pisze Jan Kancewicz w posłowiu - zdradę i zaprzaństwo narodowe, poniżenie i upodlenie wobec panów' ". Stwierdzenia Staweckiego są gołosłowne. Autor nie korzystał z innych źródeł i nie ustosunkował się merytorycznie do głównych treści Pamiętników i Protokołów przesłuchań świadka. Podstawowe fakty obu tekstów zgadzają się ze sobą, o czym szczegółowo jest mowa w dalszej części pracy. Zasygnalizować można tutaj tylko najważniejszy.

Rybak ujawnił, że współpraca z Piłsudskim prowadzona była na zasadzie planowej operacji wywiadowczej, w ramach podstawowych struktur Biura Ewidencyjnego. Wystarczyło teraz znać kryptonim tej operacji i odnaleźć właściwe archiwum, aby odkryć całą tajemnicę. Właściwy kryptonim stanowił bowiem niezbędny klucz do poszukiwań śladów archiwalnych współpracy Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier. Były szef HK-Stelle w Krakowie podawał błędnie kryptonim operacji - "Konfident 'S' ", albo "Akcja 'S' ", jako możliwy skrót od określenia "socjalista" lub używanego zamiast tego określenia pseudonimu, czy przezwiska konspiracyjnego, przypisanego pierwotnie Piłsudskiemu - "Stefan". W rzeczywistości, jak już wspomniałem, został przyjęty kryptonim "Konfident 'R' ", w skrócie "R", od określenia "Revolutionär" (rewolucjonista) lub "revolutionär" (rewolucyjny), albo "Revolution" (rewolucja). Kryptonim operacji "Konfident 'R' " był jednocześnie oznaczeniem zbiorowej agentury Piłsudskiego w ramach struktur wywiadowczych Biura Ewidencyjnego. Dla bezpośredniego kontaktu operacyjnego między Rybakiem a Piłsudskim i jego współpracownikami przyjęto hasło-pseudonim "Stefan". Nasuwa się pytanie o powody, dla których Rybak zataił właściwe brzmienie kryptonimu jednej z najważniejszych operacji wywiadowczych służb specjalnych Austro-Węgier na ziemiach polskich, którą osobiście prowadził z ramienia Rongego. Należy wątpić, że nie pamiętał tak ważnego szczegółu ze swego życia. Doskonale zdawał sobie sprawę z konsekwencji wyjawienia prawdziwego kryptonimu operacji. Chodziło zapewne o utrudnienie Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego ewentualnych poszukiwań archiwalnych. Bez właściwych dokumentów problem kontaktów Piłsudskiego z wywiadem Austro-Węgier pozostawał wciąż w sferze domysłów i hipotez, które wspierały jedynie późniejsze, subiektywne relacje uczestników tamtych wydarzeń.

Pamiętniki generała Rybaka wywołały zasadniczo krytyczną reakcję ze strony emigracji polskiej, która także nie zdobyła się na merytoryczny osąd zawartych w nich treści. "Publikacja - pisał Michał Sokolnicki, oddając stanowisko kół dawnych współpracowników Piłsudskiego - należy do kategorii prac najemnych". Jej celem "jest najwidoczniej zohydzić niedawną niepodległą przeszłość polską, zapewne, aby późniejszą niewolę w jarzmie bolszewickim wytłumaczyć i uczynić strawną. Pamiętniki Rybaka wymierzone są specjalnie przeciw Piłsudskiemu, usiłując go poniżyć i spotwarzyć. (...) Zarówno sam tak oczywiście ujawniony cel tej książki, jak jej forma i styl, utrudniają poważne jej traktowanie, a pomieszanie dat, nieścisłość w szczegółach, czynią ją niegodną zaufania". Pamiętniki "składają się w znacznej mierze z przeinaczeń, zmyśleń i insynuacji, zwróconych przeciw Piłsudskiemu i przeciw Polsce. Na każdej prawie stronie czuć ciężką rękę i pilną kontrolę rozkazodawców". Poglądy te najlepiej oddają sposób uprawiania historii przez osoby związane z "białą legendą" Piłsudskiego, przyznające sobie monopol głoszenia "prawdy" o Piłsudskim. O wiele spokojniej Pamiętniki zostały przyjęte przez środowisko na ogół obiektywnych "Wiadomości" londyńskich. "W związku z tajemniczą śmiercią gen. Włodzimierza Zagórskiego - pisał Tadeusz Machalski - krążyły w otoczeniu gen. Józefa Rybaka (...) pogłoski, że chcąc uniknąć podobnego losu, złożył swoje rzekomo kompromitujące Piłsudskiego pamiętniki w jednym z banków w Szwajcarii, z tym, iż w razie jego śmierci miały być natychmiast ogłoszone, i że tym sprytnym pociągnięciem osiągnął to, że ci, co czyhali na jego życie, w obawie kompromitacji byli teraz sami najbardziej zainteresowani, by mu się nic złego nie stało. Pamiętniki te wydano po wojnie i, jak się okazuje, nie zawierają one niczego, co by mogło przynieść Piłsudskiemu ujmę. (...) Pamiętniki Rybaka ukazują osobistą bezinteresowność i stanowczość Piłsudskiego, z jaką, wpatrzony w wizję przyszłej Polski, bronił swoich postulatów (...)".

Rybak powołuje się w wielu miejscach na Sławka, jako swego głównego, obok Piłsudskiego, rozmówcę ze strony PPS i ruchu niepodległościowego w Galicji. Sławek również pisał otwarcie o tych kontaktach, jednakże bez szczegółów. Podobnie wypowiadał się sam Piłsudski. Poza Poprawkami historycznymi temat zbywał w kilku zaledwie zdaniach. Tadeusz Pelczarski opublikował list Piłsudskiego z 22 VIII 1914 r. do ppłk. Jana Nowaka, delegowanego oficera Biura Ewidencyjnego do spraw oddziałów polskich, w którym Komendant wypowiedział zawarte wcześniej umowy wywiadowcze.

Należy zaznaczyć, co częściowo było już sygnalizowane, że w pracy przywołano tylko te przekazy z materiałów wspomnieniowych Rybaka, Sławka i Piłsudskiego, które mieściły się w ogólnym toku wywodów i znajdowały przynajmniej zdawkowe potwierdzenie w innych źródłach. Wiele wątków pominięto, gdyż autor nie był w stanie ich zweryfikować. Zresztą pierwszorzędne znaczenie miały zwykle dokumenty z "teczki Rybaka", a cytowane wypowiedzi, przede wszystkim Rybaka i Sławka, zostały wprowadzone do tekstu na zasadzie plastycznej ilustracji zasadniczych wątków narracyjnych książki.

Dla porządku warto również odnotować broszurę polityczną Ryzykanci Edwarda Ligockiego, pisarza i działacza politycznego prawicy, związanego z wywiadem austriackim, niemieckim i francuskim w okresie I wojny światowej, zaś w ostatnich latach Drugiej Rzeczypospolitej współpracownika na terenie francuskim polskiego Oddziału II Sztabu Głównego. "Twórcy 'Strzelca' (Józef Piłsudski i Walery Sławek - R. Ś.] - pisał - obiecywali daleko idącą lojalność w stosunku do Austrii i wstępowali w bezpośrednią zależność od tzw. K[undschafts]-Stelle (wydziału wywiadowczego)". Sławek "imieniem PPS i Piłsudskiego zaproponował Austrii usługi wywiadowcze na terenach cesarstwa rosyjskiego. Sławek I Mlmiflwkl Hyli szefami wywiadu, a szefem szefów był kapitan Szt|alm| (lrn|rnilncgo| austriackiego przy komendzie Korpusu w Krakowie Rybak [...]. Nie dziwi wiedza Ligockiego, która wykraczała poza zakres dostępnych współcześnie informacji, jeśli weźmie się pod uwagę jego współpracę z krakowską ekspozyturą Biura Ewidencyjnego i bezpośredni kontakt z jej kierownikiem, majorem Morawskim, co skrzętnie ukrywał przez całe życie.

Badania nad powiązaniami Piłsudskiego z wywiadem austriackim określał nie tylko stan zachowania dokumentacji centrali i placówek terenowych Biura Ewidencyjnego oraz ograniczenia w dostępie do istniejącej bazy źródłowej, ale również podejście do całego zagadnienia, przeszkadzające w ujęciu problemu historycznie, bez emocji i podtekstu ideologicznego. Temat ten przed wojną celowo przemilczano, albo skrywano za zasłoną współpracy wojskowej Piłsudskiego z Austro-Węgrami. Kult i oddanie dla Piłsudskiego były wszak nieodłącznymi składnikami ideologii państwowej, przyjmującej "białą legendę" Pierwszego Marszałka Polski za obowiązującą wykładnię genezy niepodległości. Późniejsza literatura na wychodźstwie budowała mit Komendanta jako "rycerza bez skazy" i jeśli już pisano o tych drażliwych kwestiach, to w takim ujęciu, jak gdyby wywiad austriacki zabiegał o układy z Piłsudskim, a nie odwrotnie. Działacze emigracji, wywodzący się z obozu narodowego, posiłkowali się "czarną legendą" Piłsudskiego, obciążając go współpracą z wywiadami Austro-Węgier i Niemiec. Propaganda komunistyczna chciała natomiast zdyskredytować działalność niepodległościową Piłsudskiego i jednostronne ukazanie wątku współpracy wywiadowczej z Austro-Węgrami wydawało się nadawać do tego znakomicie. Historiografia komunistyczna spełniała bowiem, jak już wspomniałem, ważne funkcje ideologiczne w budowaniu wizerunku PRL, jako państwa tzw. sprawiedliwości społecznej i bez obciążeń klasowych. Miała wykreować obraz przeszłości, który pasowałby do założeń programowych i podstaw "ludowej" władzy reżimu.

W tym błędnym kole historycy, którzy dotykali prawdy, uchodzili za piszących na rzecz propagandy PRL, bo ich prace miały uzasadniać pseudo-doktryny frazeologii marksistowsko-leninowskiej; służyły gloryfikacji "dokonań" lewicy społecznej, której Piłsudski tylko "przeszkadzał" w urzeczywistnianiu ideałów socjalistycznych albo komunistycznych (jedynie "słusznych" i "prawdziwych") oraz osiągnięciu "wolności" klasowej niższych grup społeczeństwa, a później, w II Rzeczypospolitej, w procesie tzw. demokratyzacji polskiego życia politycznego i ustroju państwa. Inna sprawa, że publikacje te nie wnoszą nowych treści w obrębie tematu, prezentują wyniki badań z lat sześćdziesiątych i powtarzają ustalenia źródłowe Arskiego i Chudka.

Własny punkt widzenia i aktualny stan wiedzy w zakresie poruszanej problematyki wzmiankują publikowane przeze mnie wcześniej szkice. Warte odnotowania są tutaj również prace Włodzimierza Suleji, odcinającego się wyraźnie od tradycji historiografii komunistycznej, chociaż sam autor nie wychodzi poza szeroko znane fakty i ogólnikowe stwierdzenia *[Włodzimierz Suleja, Józef Piłsudski Wrocław 1995; idem. Austriacki "agent" [w:] Zbigniew Fras, Włodzimierz Suleja, Poczet agentów polskich, Wrocław 1995, s. 101-110.]. Podobny charakter poznawczy mają ostatnie, bardzo przy tym powierzchowne i pozbawione walorów naukowych, publicystyczne wypowiedzi Mieczysława Pruszyńskiego *[Mieczysław Pruszyński, Tajemnica Piłsudskiego, Warszawa 1996.] i Bohdana Urbankowskiego *[Bohdan Urbankowski, Józef Piłsudski. Marzyciel i strateg, t. I-II, Warszawa 1997.], zawierające apologię Piłsudskiego.

Rosyjskie poglądy na sprawy polskie, w kontekście działań na tajnym froncie austriackim i niemieckim, oddają wspomnienia ppłk. Pawła Pawłowicza Zawarzina, szefa Ochrany warszawskiej w latach 1906-1910, oraz raporty płk. Konstantina Głobaczewa, kierownika oddziału warszawskiego Ochrany od 1910 do 1912 r., i ppłk. Piotra Samochwałowa, zastępcy szefa Ochrany warszawskiej w latach 1907-1908, a następnie kierownika oddziału kijowskiego Ochrany.

Historiografia obca nie wniosła istotnych treści do tematu kontaktów Piłsudskiego z wywiadem austriackim i niemieckim. Pewne znaczenie mają prace ogólne z historii służb specjalnych Austro-Węgier i Niemiec.

Problem kontaktów wywiadowczych polsko-niemieckich w badaniach naukowych

Centralną placówką wywiadowczą niemieckiego Abteilung III B Naczelnego Dowództwa (Oberste Heeresleitung - OHL) na okupowanych ziemiach polskich był oddział Tajnej Policji Polowej (Geheime Fledpolizei) przy Generał-Gubernatorstwie w Warszawie - Zentralpolizeistelle Warschau (1915-1918). Wcześniej sprawami polskimi z ramienia Sektion III B Sztabu Generalnego zajmował się oficer sztabowy, wyszkolony w procedurach wywiadu (Nachrichtenoffzier), delegowany do dowództwa VI korpusu (1910-1914), a następnie 9 armii niemieckiej we Wrocławiu (1914-1915), jako oficer Abteilung III B OHL. Wrocławska ekspozytura Nachrichtendienstu prowadziła w zasadzie tzw. wywiad płytki w przygranicznym pasie Królestwa Polskiego. W okresie poprzedzającym wybuch wojny służby wywiadu wrocławskiego korpusu, którymi kierował od 1912 r. kpt. Gudowius, a następnie kpt. Lüders, przystąpiły do intensywnego rozpoznania całego Królestwa Polskiego. Placówka działała w bezpośredniej łączności z HK-Stelle w Krakowie (pod kryptonimem "Julia"), ale nie miała takich kompetencji i prerogatyw, jak jednostka austriacka. W kwestiach wyższej wagi, o strategicznym charakterze, albo w zakresie zagadnień politycznych prowadzonych operacji specjalnych decydował osobiście szef Sektion III B, a następnie Abteilung III B, płk Walter Nicolai (1913-1918). Urząd Centralny Policji w Warszawie przejął zakres prac kpt. Lüdersa. Najważniejsze materiały wywiadu niemieckiego z Królestwa Polskiego - akta defensywy szpiegowskiej wywieziono do Niemiec - już po przewrocie w Berlinie i kapitulacji na froncie, gdy władzę w Warszawie objął Piłsudski, w ramach spełnienia umów z niemiecką Radą Żołnierską i posłem Harrym Kesslerem o ewakuacji niemieckich władz okupacyjnych. Akta te przepadły bez wieści, nigdy nie zostały ujawnione działania wywiadu i agentury niemieckiej w Polsce w okresie przed 1918 r.

Na jesieni 1914 r. Piłsudski podjął próbę nawiązania kontaktów wywiadowczych z Abteilung III B, dążąc do odrzucenia kurateli politycznej Austro-Węgier i oparcia swoich zamierzeń bezpośrednio o Niemcy. Pomostem do nawiązania ściślejszych kontaktów politycznych miała być i w tym wypadku współpraca wywiadowcza i wojskowa, prowadzona za fasadą Polskiej Organizacji Narodowej. Wobec braku zainteresowania Niemiec w rozwijaniu stosunków politycznych z polskim ruchem niepodległościowym, próba ta zakończyła się niepowodzeniem.

Do tej części pracy dysponujemy niemal wyłącznie dokumentami PON, zebranymi przez Michała Sokolnickiego, głównego, obok Jodki-Narkiewicza, negocjatora porozumień i uczestnika rozmów z Niemcami z ramienia Piłsudskiego. W zbiorach Archiwum Akt Nowych w Warszawie oraz Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku zachowała się w odpisach podstawowa korespondencja, a także materiały z konferencji Piłsudskiego, Jodki-Narkiewicza i Sokolnickiego z dowództwem 9 Armii i szefem wywiadu niemieckiego na Królestwo Polskie w tym czasie, kpt. Lüdersem. Dokumentacja ta została zawarta w raporcie zbiorczym Sokolnickiego o kontaktach Piłsudskiego i PON z komendą 9 Armii niemieckiej w okresie 27 IX - 3X1 1914 r. Sprawozdanie Stosunki z wojskiem niemieckim napisał w czterech jednobrzmiących egzemplarzach, trzech numerowanych i jednym nienumerowanym, który, wraz z egzemplarzem nr 2, pozostawił w swoich zbiorach. Egzemplarz nr 3 trafił do archiwum PON. Nieznane są losy egzemplarza nr 1, który w załączeniu zawierał w większości oryginały dokumentów. Fragment korespondencji Piłsudskiego do Lüdersa znalazł się w aktach Świtalskiego w Archiwum Akt Nowych. Inne dokumenty Polskiej Organizacji Narodowej przechowywane są także w AAN, w tym tzw. Dziennik PON, zawierający zapiski Jodki-Narkiewicza z okresu od 7 VIII do 30 X 1914 r..

Dokumentację PON uzupełniają materiały dotyczące Oddziału Wywiadowczego I Brygady Legionów Polskich (VIII 1914 - V 1915), współpracującego z placówkami HK-Stelle armii austro-węgierskiej. Bardzo skąpe informacje źródłowe nie pozwalają na pełne przedstawienie dziejów biura wywiadowczego Piłsudskiego, za jakie uchodził Oddział Wywiadowczy I Brygady. "Oddział nasz - pisał Roman Starzyński kilka miesięcy po likwidacji Oddziału Wywiadowczego I Brygady - należy do kategorii tych działów służby, o których można by napisać całe księgi, ale o których dziś najlepiej nie mówić wcale. Może kiedyś znajdzie się historyk, który oceni cały nakład poświęcenia, odwagi, zaparcia się siebie, jaki my włożyliśmy w służbę sprawy ojczystej; najpewniej jednak nie znajdziemy go wcale, bo losy nasze cechują bezimienność i brak ujawnienia, choć często stanowiły one nerw całych działań". Podstawowy zbiór dokumentów Oddziału Wywiadowczego I Brygady zaginął. Dochowały się jedynie pozostałości pierwotnego archiwum w zbiorze akt Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie, przy dokumentacji Oddziału Wywiadowczego Departamentu Wojskowego NKN.

Materiały te dopełniają nieliczne wspomnienia członków Oddziału Wywiadowczego: Romana Starzyńskiego i Aleksandry Piłsudskiej, Zofii Zawiszanki oraz Janiny Benedek, Wandy Piekarskiej, Marii Rychter, Wandy Filipkowskiej, Hanny Rzepeckiej i Dionizy Lipińskiej w zbiorze wspomnień Wierna służba, a także działaczek sekcji wywiadowczej POW: Marii Kwiatkowskiej, Jadwigi Barthel de Weydenthal, Wacławy Borkowskiej, Zofii Budzińskiej i Janiny Szymańskiej w tym samym zbiorze.

Bardzo przydatne dla ukazania zewnętrznych uwarunkowań akcji Piłsudskiego są publikowane dokumenty Urzędu Spraw Zagranicznych Rzeszy oraz pamiętniki osób, które stanowiły w tym czasie o polityce i planach wojennych Niemiec i Austro-Węgier, przede wszystkim kanclerza Theobalda von Bethmann Hollwega, marszałka Paula von Hindenburga und Beneekendorffa, gen. Ericha von Ludendorffa i gen. Ericha von Falkenhayna.

Problem współpracy Piłsudskiego z wywiadem niemieckim w ogóle nie został zauważony przez historyków. Szeroko opisywano tylko działania polityczne i wojskowe Piłsudskiego, walki Strzelców i Legionów Polskich w pierwszych miesiącach wojny. Irena Pannenkowa ogłosiła niektóre dokumenty ze zbioru Sokolnickiego Stosunki z wojskiem niemieckim. Najwięcej miejsca sprawom PON poświęcili w swoich pracach Stefan Migdał i Felicja Figowa. Do historii legionowej służby wywiadowczej nawiązują sondażowe przyczynki Jerzego Gaula, rozpoznające powierzchownie i wycinkowo źródła historyczne oraz poruszaną problematykę.

Kwestie polityki Niemiec w okresie I wojny światowej, z dokładnym naświetleniem genezy programu wojennego, w nawiązaniu do spraw polskich, oddają prace Wernera Conze, Fritza Fischera i Heinza Lemke.

* * *

Książka stanowi publikację rozprawy doktorskiej Józefa Piłsudskiego współpraca z wywiadem Japonii, Austro-Węgier i Niemiec. Studium kształtowania się agentury wpływu mocarstw w polskim ruchu wolnościowym (1904-1915) [Joseph Piłsudski s cooperation with the Japanese, Austro-Hungarian and German intelligence services. A study on the development of agencies of influence of foreign powers within the Polish freedom movement during 1904-1915), przyjętej w czerwcu 1997 r. na Wydziale Filologiczno-Historycznym Uniwersytetu Gdańskiego. Zawiera wyniki badań prowadzonych przeze mnie od 1987 r., kiedy to podczas kwerendy archiwalnej w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku przypadkiem natrafiłem na ową "teczkę Rybaka". Początkowo nie byłem w stanie prawidłowo rozczytać zawartej w zbiorze dokumentacji. Podobnie rzecz się miała z papierami "Sprawy 'Wieczoru' ". Dopiero szeroki ogląd materiałów zgromadzonych w archiwach krajowych oraz uzupełniające poszukiwania źródłowe w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku w 1990 r. dały podstawy do postawienia problemu badawczego.

Wstępna analiza zachowanych materiałów źródłowych sugerowała radykalne przewartościowania przynajmniej niektórych ustaleń, obowiązujących od wielu lat w biografistyce Piłsudskiego. Fragmentaryczna dokumentacja długo nie pozwalała wszakże na weryfikację zawartych w niej informacji. Z tym większą ostrożnością należało formułować ostateczne stwierdzenia i ogólne konkluzje. Przy rozpatrywaniu podobnych zagadnień prawie nigdy nie ma bowiem wystarczających danych wywiadowczych na poparcie definitywnych ocen. Ta myśl ciążyła na pierwszych próbach ustalenia faktów, lecz także wskazywała kierunki dalszych tropów. Zrozumiałe, że podjęcie tajnych akcji politycznych z udziałem Piłsudskiego nie mogło nastąpić bez wyraźnych rozkazów oraz uprzedniej zgody najwyższych czynników władzy w państwach budujących poufne związki z Polakami, co wymagało koordynacji działań różnych agend rządowych, a udział tajnych służb w realizacji tych porozumień mógł być możliwy wyłącznie na podstawie specjalnych dyrektyw wywiadowczych. Ponieważ działania wywiadu uzupełniają zwykle prowadzoną równolegle politykę, należało określić jej zamierzenia i horyzonty tam, gdzie łączyły się z osobą Piłsudskiego i reprezentowanym przez niego ruchem wolnościowym. Wnikliwe rozpatrzenie nasuwających się zależności pozwalało uchwycić momenty decydujące w całym zagadnieniu, a następnie ich naukowe opracowanie.