Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

NIEPODLEGŁOŚĆ - 1999

 

 

Ryszard Świętek, Lodowa ściana. Sekrety polityki Józefa Piłsudskiego 1904-1918 Platan, Kraków 1998, s. 950

 

recenzje

 

Włodzimierz Suleja (Wrocław)

Bibliografía prac poświęconych bądź wyłącznie osobie Józefa Piłsudskiego, bądź wydarzeniom, w których uczestniczył, liczy już wiele setek pozycji. Dodajmy, że na liście tej wciąż ich przybywa, a jeśli dopisać pamiętniki, wspomnienia oraz najrozmaitsze utwory literackie zwiększy się ona nieomal w dwójnasób. Zdawać by się mogło, że niewiele nowego na temat Piłsudskiego można dzisiaj powiedzieć, zwłaszcza w odniesieniu do sfery faktograficznej. Powracające co czas jakiś spory interpretacyjne i krańcowa niekiedy odmienność ocen nie zaskakują, wszelako zasadniczy zrąb faktów dotyczących poczynań Piłsudskiego na wszelkich polach jego aktywności nie był, przynajmniej od lat osiemdziesiątych, kwestionowany. Nie był - do momentu ukazania się, wydanej zresztą sumptem Autora, a liczącej blisko tysiąc stron, pracy Ryszarda Świętka.

Lodowa ściana to, jak możemy wyczytać we wstępie, owoc pracy badawczej prowadzonej przez Świętka od 1987 roku, której zwieńczeniem stała się obroniona dziesięć lat później na Uniwersytecie Gdańskim rozprawa doktorska, poświęcona współpracy Józefa Piłsudskiego z wywiadami Japonii, Austro-Węgier i Niemiec. Problem owej współpracy był w historiografii podnoszony, wszelako Świętek skonstruował swą rozprawę jako "studium kształtowania się agentury wpływu mocarstw w polskim ruchu wolnościowym (1904-1915)" (s. 74). Jak podkreślił, już "wstępna analiza zachowanych materiałów źródłowych sugerowała radykalne przewartościowania przynajmniej niektórych ustaleń, obowiązujących od wielu lat w biografistyce Piłsudskiego", dodatkowo zaś autorskim zamiarem była "prezentacja własnej wizji [podkr. moje - W.S.] historiografii dotyczącej nie tylko Piłsudskiego, przeciwnej standardom wyrosłym w PRL, ale także przedstawienie specyfiki problematyki wywiadowczej, która w przeszłości wiązała sprawy polskie" (s. 75). Książka, wydana przezeń, miała ponadto "stanowić alternatywę wobec wciąż jeszcze żywych tradycji powierzchownego i instrumentalnego podchodzenia do podmiotu historii, skłaniając w ogóle do refleksji nad kondycją historiografii dziejów najnowszych Polski" (s. 76).

W ostatnim dziesięcioleciu dał znać o sobie trend do całkowitego, wręcz totalnego odcinania się od historiograficznego dorobku doby PRL. Trudno nie zgodzić się z Autorem, iż "nader często podejmowano badania w odpowiedzi na zapotrzebowanie ideologicznego aparatu propagandy", a przy tym "nie liczono się z faktami, traktując źródła historyczne w całkowicie dowolny sposób i instrumentalnie". Nie ulega wątpliwości, że "powstawały prace, które fałszowały rzeczywistość historyczną" nie znajdując "dość mocnego odporu w szerszej dyskusji", w konsekwencji czego doszło do "ogromnych spustoszeń w świadomości historycznej Polaków" (s. 10). To wszystko prawda, wszelako R. Świętek, choć przyznaje, że "w tamtym czasie przeprowadzono wiele wartościowych badań źródłowych, o znaczeniu ogólnym oraz regionalnym, które stanowią ważny dorobek polskiej nauki historycznej, często niezależnie nawet od ich warstwy interpretacyjnej" (s. 11), kreuje się na jedynego sprawiedliwego, jedynego historyka, który nie poddał się "totalnej indoktrynacji, jakim poddano historiografię polską w ostatnich pięćdziesięciu latach". A choć dotyczyło to, zdaniem Autora, "przede wszystkim jej komunistycznych przedstawicieli" (w praktyce - jak wynika z tekstu - wszystkich, prowadzących badania i piszących w kraju), to samo zjawisko dotknęło również "wielu historyków, którzy znaleźli się na emigracji i musieli pisać właśnie «ku pokrzepieniu serc», a nie mieli dostępu do źródeł archiwalnych w kraju" (s. 10). Świętek dostrzega jeden tylko wyjątek - Władysława Poboga-Malinowskiego - "chyląc czoła przed dorobkiem naukowym tego najwybitniejszego biografa Piłsudskiego i historyka dziejów najnowszych Polski" (s. 9) i podejmując w swej pracy, jak podkreśla, dawne a niezrealizowane zamysły autora Najnowszej historii politycznej Polski.

Tok rozumowania R. Świętka jest bardzo specyficzny. Poza wyjałowionym, iście Orwellowskim historiograficznym polem, był oto niegdyś, zmarły w roku 1962, Władysław Pobóg-Malinowski, dzisiaj natomiast pojawił się on sam, powołany do gromienia ukazujących się opracowań wciąż skażonych "błędem genezy i dawnych postaw koniunkturalnych ich autorów, których stare przyzwyczajenia - jak podkreśla - trwają często w stanie utajonym i ograniczają w dalszym ciągu horyzont podejmowanych badań naukowych" (s. 10). Dotyczy to, raz jeszcze zauważmy, wszystkich bez wyjątku - poza R. Świętkiem - badaczy. Na sposób rozumowania Autora Lodowej ściany zwracam uwagę nie dlatego, że obca, nie do przyjęcia jest dla mnie postawa , prokuratora i sędziego (Świętek postuluje dokonanie "dekomunizacji środowisk historycznych w Polsce", aczkolwiek przyznaje, że jest to zagadnienie "szerokie i złożone", s. 11). Istotniejszy jest tu fakt "ustawiania" sobie potencjalnego oponenta, prowadzący do zbycia pogardliwym machnięciem ręki tez, nie przystających do własnej, prezentowanej w pracy wersji wydarzeń. Wszak, jak podkreślił, uwagi o kondycji historiografii miały charakter dyspozycji metodologicznej, "eliminującej konieczność sygnalizowania w pracy większości", w jego przekonaniu, "nieprawdziwych opinii zawartych w historiografii peerelowskiej, które łączą się z opisywaną problematyką. Opinie te bowiem - generalizuje - wypływały ze względów pozamerytorycznych, z nastawienia ideologicznego albo braków warsztatowych, więc szczegółowe odnoszenie się do fragmentów takich dzieł - konkluduje - niepotrzebnie obciążałoby aparat naukowy pracy" (s. 11). Jeśli zaś dodać, że skoro, zdaniem Świętka, krajowy kierunek badań związanych z osobą Piłsudskiego "wynikał z odgórnie przyjętych założeń i tez ideologicznych, deprecjonujących dorobek polityczny ruchu niepodległościowego i jego przywódcy" (s. 10), zaś "historiografia emigracyjna lansowała idealistyczny obraz czynów Piłsudskiego, bez zwracania uwagi na konsekwencje popełnianych przez niego błędów oraz zewnętrzne uwarunkowania polskiej irredenty" (s. 11), to on sam czuje się uprawnionym do ferowania ostatecznych wyroków, a jego konkluzje należałoby uznać za niepodważalne i obowiązujące. Nie dziwią zatem oceny historiograficznego dorobku, doskonałe zresztą znanego Autorowi, dokonywane w dalszej części pracy, gdzie przykładowo przedstawienie współpracy z Japończykami odbywało się, jego zdaniem, "w oderwaniu od zewnętrznych uwarunkowań, w zgodzie z «białą» albo «czarną» legendą Piłsudskiego" (s. 34), zaś najnowsze próby biograficzne czy odnoszące się nawet do stosunkowo wąskiej problematyki (jak choćby szkice J. Gaula) w najlepszym wypadku traktowane są jako zawierające "ogólnikowe stwierdzenia" lub "rozpoznające powierzchownie i wycinkowo źródła historyczne" (s. 69, 74). Dzieło, uznawane przez jego Autora za doskonale i na historiograficznym polu prekursorskie, pozbawione słabości oraz wad prac, które powstawały tak w kraju, jak i na emigracji, recenzować jest nadzwyczaj trudno, co wynika z faktu, że merytoryczna płaszczyzna, abstrahując od intencji R. Świętka, została przesłonięta przez szczególnie pojmowaną opcję rozliczeniową. Odmienność optyki, wsparta najbardziej rzeczowym bodaj i wyłącznie merytorycznym argumentem, pozwala przecież, i to bez większego wysiłku, zaliczyć każdego polemistę, zwłaszcza zaś takiego, którego, jak piszącego te słowa, naukowa droga rozpoczęła się przed rokiem 1989, do kategorii zwolennika "białej" bądź "czarnej" legendy Piłsudskiego. I ten wzgląd, a nie wyjątkowo duża objętość czy nowatorstwo pracy sprawi zapewne, że krytycznych analiz książki R. Świętka nie będzie zbyt wiele. Praca, wbrew deklaracjom Autora, nie należy przy tym do lektury możliwej "poza wąskim gronem specjalistów" (s. 75). Drobiazgowość w przytaczaniu trzecio- i czwartorzędnych, nie mających wpływu na tok zasadniczego wywodu szczegółów, niezwykle rozbudowane przypisy, rozbijające płynność narracji wątki poboczne, wreszcie bardzo niestaranna korekta, oto główne mankamenty utrudniające niespecjaliście śledzenie wywodów Autora. Ten, trudno orzec czy do końca zamierzony, brak selekcji utrudnia odbiór pracy i specjaliście, zaś fakt dysponowania przezeń materiałami źródłowymi, pochodzącymi ze źródeł prywatnych (archiwum Kazimierza Świtalskiego) komplikuje możliwość weryfikowania autorskich ustaleń. Krytyczne ustosunkowanie się przeto do wszystkich, wprowadzonych do pracy wątków nie jest, zważywszy ograniczoną objętość recenzji, możliwe, zamierzam zatem skoncentrować się na trzech podstawowych, w moim przekonaniu, elementach. Pierwszy z nich to problem kompletności bazy źródłowej. Drugi to weryfikacja ścisłości i naukowej poprawności autorskiego wywodu. Trzeci wreszcie to wskazanie na nieścisłości i pomyłki o charakterze rzeczowym.

R. Świętek, przedstawiając badawcze pole swych naukowych dociekań, rozpoczął swój wywód od bezdyskusyjnej konstatacji, iż "Józef Piłsudski w okresie walki o niepodległość, współpracował z wywiadem japońskim, austriackim i niemieckim". Wątpliwości budzi natomiast stwierdzenie, że został on tym samym "wpisany w scenariusz jednego z ogniw różnych sieci wywiadowczych" (s. 7), optyka taka bowiem jednoznacznie wskazuje na służbową zależność przywódcy PPS i ruchu strzeleckiego od wywiadowczych central tudzież możliwość instrumentalnego wykorzystywania samego Piłsudskiego i związanych z nim osób. Autor wychodzi z założenia, że "jednostronne oceny, formowane w zależności od punktu widzenia interesów obcych służb wywiadu albo ruchu polskiego, nie oddają istoty problemu", stanowiącego, jego zdaniem, "kluczowe zagadnienie polityki niepodległościowej Piłsudskiego, umożliwiające właściwe zrozumienie [podkr. moje - W.S.] wielu decydujących momentów i rozstrzygnięć w rozwoju polskiej irredenty" (s. 7-8). W moim przekonaniu oceny te są nie tyle jednostronne, co po prostu nie do pogodzenia, natomiast agenturalny klucz, mający wyjaśnić istotę poczynań i samego Piłsudskiego, i ruchu irredentystycznego, co najmniej niebezpiecznie ociera się o spiskową wizję historii. Mam, innymi słowy, zasadnicze wątpliwości, czy jest to właściwy klucz i co więcej, czy Autor będzie w stanie zlokalizować prawdziwy, pasujący do owego klucza, zamek.

Nie bez znaczenia dla zrozumienia optyki, przyjętej przez Autora, jest - dodajmy na marginesie - syntetyczna charakterystyka samego Piłsudskiego. Jawi się on jako człowiek nie przywiązujący wagi do codziennego wyglądu, aczkolwiek, w razie potrzeby, umiejący zadbać "o swój zewnętrzny wizerunek". Wedle Świętka "charakteryzował go, typowy dla socjalisty, ogólny nieład i brak stabilizacji życiowej, czy przypominał awanturnika życiowego, o powiązaniach z «półświatkiem»" [!]. Miał silny, zdecydowany charakter, o skłonnościach do megalomanii". Nie miał natomiast "stałych źródeł dochodu. Utrzymywał się z pieniędzy niewiadomego pochodzenia. Żonę - dodawał - traktował jako «towarzyszkę» i opiekunkę, a nie jak kobietę, z którą utrzymywał normalny związek małżeński. Zdradzał ją. Kierował organizacją rewolucyjną, zajmował się przemytem broni i druków socjalistycznych, przekraczał nielegalnie granice państw, organizował i brał osobiście udział w napadach z bronią w ręku" (s. 12-13). Obraz, nakreślony przez Świętka, poprzez kumulację określonych cech plasuje się niezwykle blisko konwencji charakterystycznej dla "czarnej" legendy Piłsudskiego, toteż nie zaskakuje finalna opinia, że jako zawadiaka, sprawny organizator, konspirator, fanatyczny polski patriota i człowiek osobiście uczciwy był zatem - wedle charakterystyki przytoczonej przez Autora za Oskarem Hranilovicsem von Czwetassin - "wymarzonym dla służb specjalnych kandydatem na agenta politycznego" (s. 13).

Piłsudski, wedle wstępnych założeń Świętka, to nie zwykły "agent" czy "konfident", lecz "agent wpływu politycznego", czyli człowiek działający "po zbieżnej linii interesu polskiego oraz zewnętrznego, wykonując zadania specjalne przy pomocy tworzonych przez siebie organizacji wywiadowczych". Mieściłby się zatem, wedle terminologii stosowanej przez wywiad austriacki, w "tej kategorii tajnych współpracowników, których nie obejmowała podstawowa ewidencja sieci konfidencjonalnej", czyli sytuowałby się pośród "zaufanych ludzi («Gewährsmänner»). Do tej właśnie kategorii osób współpracujących ze służbami wywiadu Japonii, Austro-Węgier i Niemiec - konstatował Autor - zaliczał się Piłsudski" (s. 12). Agent wpływu politycznego, wywodzi Świętek, "działa w interesie własnym, osobistym lub grupowym, oraz w interesie służb specjalnych, z którymi jest powiązany. Wykonuje - dopowiada Autor - zadania specjalne przy pomocy organizacji, które funkcjonują poza wywiadem. W razie konieczności -  dodaje - otrzymuje wspomaganie aparatu klasycznego wywiadu. Jest to - innymi słowy - agent wpływu wyższego rzędu, podejmujący osobiście decyzje z wysokiego poziomu władzy w strukturach państwa lub wpływowej organizacji, albo działający bezpośrednio przy osobie lub kierowniczej grupie osób, na które skoncentrowane są wysiłki tajnych służb, dla zdominowania i przejęcia kontroli nad reprezentowaną formacją lub układem politycznym". Stąd "podstawą działalności wywiadu jest agentura. Stanowi ona - podkreśla Autor - o sile i skuteczności działań specjalnych" (s. 23). Wszystkie te obserwacje, aczkolwiek dotyczą raczej drugiej połowy naszego stulecia, mają, wedle intencji Świętka, odnosić się również do poczynań Piłsudskiego, podobnie jak uwagi związane ze sposobem ewidencjonowania współpracowników ("agentura zbiorowa") czy traktowania agentury wpływu jako struktury ściśle powiązanej "z polityką państwa lub państw, kontrolujących ją za pośrednictwem aparatu klasycznego wywiadu" (s. 24). Świętek przyjmuje tym samym założenie o jednoznacznym, instrumentalnym traktowaniu tego typu struktury przez zleceniodawcę i ścisłej z ich strony, wykluczającej możliwości jakiegokolwiek samodzielnego manewru, kontroli. Płynie stąd wniosek, że polska irredenta jako całość, personalnie zaś Piłsudski, to nic innego, jak narzędzia wykorzystane - za świadomym przyzwoleniem bądź całkowicie nieświadomie - w grze, której reguły i warunki były jednostronnie dyktowane przez obce, wywiadowcze struktury.

Zasadniczym celem pracy stało się tym samym "ukazanie ram, w których dochodziło do kontaktu i współpracy operacyjnej z wywiadami Japonii, Austro-Węgier i częściowo Niemiec, jako, z jednej strony, elementu techniki działań politycznych Piłsudskiego, z drugiej, przejawów dążeń tych państw do zdobycia za jego pośrednictwem możliwości oddziaływania na polski ruch niepodległościowy". Podejmowane zabiegi wywiadowcze - wedle hipotetycznego założenia, przyjętego przez Autora - doprowadziły w efekcie do wytworzenia specjalnej agentury politycznej, którą obecnie określamy mianem agentury wpływu. Jest to - w przekonaniu Świętka - w pewnym sensie sytuacja modelowa dla danych warunków zbieżności różnych interesów i wykorzystania ich dla własnych celów przez wspieranie polityki działaniami wywiadu. Świętek zakłada, iż analiza dostępnego materiału dokumentacyjnego pozwala "na opisanie wzajemnych stosunków i powiązań oraz efektów współpracy Piłsudskiego z wywiadami Japonii, Austro-Węgier i Niemiec w zakresie wystarczającym dla konstrukcji rozwiązania modelowego agentury wpływu w ówczesnych polskich realiach - braku własnego państwa i zależności akcji niepodległościowej od obcych mocarstw", stąd, jak podkreśla, jego "praca ma charakter teoretyczno-poglądowy", zaś "przywołana baza źródłowa stanowi materiał analityczny dla opisania mechanizmu tworzenia się agentury wpływu Japonii, Austro-Węgier i Niemiec w polskim ruchu niepodległościowym" (s. 15-16). Takie właśnie teoretyczne założenie rodzi tym samym, czego trudno nie dostrzec, naturalną skądinąd pokusę, by źródłowy materiał dopasowywać do owej modelowej konstrukcji, do czego materiał i ten, właśnie z powodu luk, domyślników i niedopowiedzeń, doskonale się zresztą nadaje.

Monografia R. Świętka zbudowana została z trzech podstawowych chronologicznych segmentów. Najbardziej rozbudowany został wątek współpracy Piłsudskiego z strukturami wywiadu monarchii Habsburgów. Ustępuje mu, choć stosunkowo nieznacznie, opis kontaktów z Japończykami, natomiast epizod końcowy, odnoszący się do próby nawiązania współpracy z wywiadem niemieckim, w gruncie rzeczy potraktowany został marginalnie. Charakterystykę bazy źródłowej, na której oparł swój wywód, Autor poprzedził konstatacją, iż "sumaryczny obraz działalności operacyjnej, wniknięcie w zakres i charakter zadań, zasięg zainteresowań i wpływów oraz metody prowadzonej penetracji przez agenturę wpływu, którą chce się zidentyfikować, daje dopiero ujawnienie jej podstaw, najlepiej z poziomu centrali [podkr. moje - W.S.], gdzie możliwy jest wgląd w jej dokumentację aktową" (s. 26). Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, jak dyrektywę powyższą potraktował on sam.

W odniesieniu do spraw japońskich Autor przyjął "aktualne ustalenia historiografii o zaangażowaniu «Kempeitai» w sprawy europejskie" dodatkowo "posiłkując się publikacjami źródłowymi z zachowanej dokumentacji japońskiej" (s. 26). Wydaje się, że źródłową podstawę można w tym przypadku uznać za wystarczającą, zwłaszcza że R. Świętek korzystał z kserokopii podstawowego dokumentu, raportu pułkownika Akashiego, przechowywanej w zbiorach bibliotecznych jednego z fakultetów tokijskiego Uniwersytetu. Niezwykle skrupulatnie zbadane zostały ponadto materiały, znajdujące się zarówno w przechowywanym w warszawskim AAN "Archiwum Polskiej Partii Socjalistycznej" (świadczy o tym, czego nie sposób nie podkreślić, rozszyfrowanie części tej korespondencji), jak i w nowojorskim Instytucie Józefa Piłsudskiego (akta sprawy "Wieczoru"). Nie ulega wątpliwości, że dzięki drobiazgowej analizie Autorowi udało się uściślić cały szereg szczegółów, zweryfikować omyłki czy skorygować nieprecyzyjne interpretacje. R. Świętek nie był jednak pierwszym badaczem, podnoszącym japoński wątek; przed nim, w roku 1974, znaczną część materiałów, przechowywanych za oceanem, opublikował nieżyjący już W. Jędrzejewicz. Przyznaję, że z prawdziwym zażenowaniem czytałem zatem ten fragment pracy, w którym Świętek dyskredytował publikację sędziwego już wówczas badacza [Sprawa "Wieczoru". Józef Piłsudski a wojna rosyjsko-japońska 1904-1905, "Zeszyty Historyczne", z. 27, Paryż 1974], stawiając zarzut nie tylko nienaukowości, ale oskarżając o stosowanie cenzury i wręcz posądzając o celowe manipulowanie materiałem źródłowym (s. 31). Nie wiem, jak wywód taki można godzić ze znajdującą się parędziesiąt stron dalej informacją, iż "impuls do głębszych poszukiwań źródłowych stanowiły zwłaszcza rozmowy z Wacławem Jędrzejewiczem" (s. 76), od których - o czym sam mogę zaświadczyć, przebywając, notabene w tym samym czasie co R. Świętek w końcu 1989 r., w Nowym Jorku - pomimo ciężaru lat profesor Jędrzejewicz się nie uchylał. Nie sposób przy tym nie dodać, iż we wstępie swojej "wieczorowej" publikacji W. Jędrzejewicz jednoznacznie stwierdzał, że przygotowana przezeń praca "nie rości sobie tytułu do ujęcia całości tego interesującego tematu" wciąż oczekującego na swego badacza, podobnie jak nie sugerował, iż wydaje wszystkie, przechowywane w zbiorach Instytutu, dokumenty.

Zastrzeżenia zasadniczej natury budzi natomiast charakteryzowana przez R. Świętka dokumentacja współpracy z wywiadem austriackim.

Zdumienie budzi przede wszystkim fakt, iż Autor - sumiennie wykorzystując zbiory znajdujące się w Archiwum Głównym Akt Dawnych (np. akta Komendy 11 lwowskiego Korpusu, dowództwa twierdzy Kraków bądź Wojskowego Generał-Gubernatorstwa w Lublinie), czy uzyskując dostęp do archiwaliów wywiadowczych habsburskiej monarchii, zgromadzonych niegdyś przez K. Świtalskiego, a znajdujących się w prywatnych rękach - nie podjął próby dotarcia do materiałów, przechowywanych w wiedeńskim Kriegsarchiv. To podstawowe badawcze zaniedbanie R. Świętek usprawiedliwia faktem dotkliwego przetrzebienia w zbiorach archiwalnych, dokonanego pod koniec I wojny światowej z polecenia gen. Maximiliana Rongego i stwierdza w oparciu o informacje zawarte w wydanym w roku 1953 archiwalnym inwentarzu, iż "akta operacyjne centrali wiedeńskiej zostały tak skomplikowane, że w oparciu o ocalałe archiwalia nie można było nic bliżej powiedzieć na ten temat. W dokumentacji Evidenzbüro - konkluduje - pozostawiono jedynie materiały drugorzędne. Właściwe akta zniknęły" (s. 42). W tej sytuacji Autor opierał się z jednej strony na wspomnieniach Rongego, z drugiej na źródłowej publikacji, przygotowanej w 1967 roku przez Arskiego i Chudka [Galicyjska działalność wojskowa Piłsudskiego 1906-1914. Dokumenty, zebr. i opr. S. Arski i J. Chudek, Warszawa 1967]. R. Świętek wiedział również, iż w Kriegsarchiv zdeponowana została prywatna spuścizna M. Rongego, aczkolwiek jej obecny dysponent, prof. G. Jagschitz, wyraził zgodę na udostępnienie jej zaledwie jednej osobie. W tej sytuacji Autor poprzestał na wyrażeniu nadziei, że "po niniejszej publikacji uzyskam zgodę na wgląd w akta prywatne Rongego, co pozwoli mi - podsumował - ostatecznie zweryfikować bazę źródłową podjętego tematu" (s. 42).

W trakcie przygotowywania dysertacji doktorskiej nie ma obligatoryjnego wymogu sięgania po wszystkie możliwe źródłowe świadectwa, zwłaszcza w sytuacji, gdy istnieje uzasadnione przypuszczenie, że poszukiwawczy wysiłek zakończy się fiaskiem, a sam badacz dysponuje materiałami, które braki te są w stanie zrekompensować. Nie wyobrażam sobie jednak, by tak wytrawni badacze, jak prof. R. Wapiński i P.P. Wieczorkiewicz, recenzenci rozprawy doktorskiej R. Świętka, nie opatrzyli swych wywodów zastrzeżeniem, iż w przypadku przygotowywania rozprawy do druku - abstrahując nawet od ciężaru gatunkowego tematu - ów brak należy wyeliminować. R. Świętek poprzestał na ocenie wartości wiedeńskich dokumentów w oparciu o archiwalny inwentarz i w przekonaniu, że Arski oraz Chudek odnaleźli wszystko, co było możliwe do odnalezienia. W kwietniu 1999 r. zadałem sobie trud częściowego bodaj zweryfikowania kategorycznej opinii Autora o małej przydatności wiedeńskiego archiwalnego zasobu. Prowadziłem ją w oparciu o zasoby aktowe pozostałe po Evidenzbüro, a odnoszące się do dwu lat: 1908 i 1912, toteż wnioski, które formułuję, nie traktuję jako ostateczne. Wydaje się jednak, iż Autor, zapoznając się z pominiętymi przezeń dokumentami, zyskałby znacznie lepszy wgląd - właśnie z poziomu centrali - w sposób gromadzenia oraz wykorzystywania informacji, również w odniesieniu do wywiadowczego kierunku, który był przedmiotem jego zainteresowania, a mianowicie Rosji. Szczególnie interesujące okazały się przy tym materiały, związane z alarmem wojennym wywołanym kryzysem bałkańskim jesienią 1912 r., te bowiem, które napływały do wiedeńskiej centrali ze Lwowa i Krakowa pozwoliłyby na sformułowanie znacznie precyzyjniejszych wniosków o ich proweniencji, zwłaszcza że w swych wywodach Autor niejednokrotnie odwołuje się do ludzi, którzy je sygnowali. Wystarczy, tytułem przykładu, podać, że samych raportów J. Rybaka zachowało się wielokrotnie więcej, aniżeli mogłoby to wynikać ze źródłowej publikacji Arskiego i Chudka (z tego okresu przywołują zaledwie jeden, z 9 listopada 1912 r.), aczkolwiek dominują informacje przekazywane przez sieć wywiadowczą X Korpusu.

Uchybieniem o znaczeniu podstawowym, przede wszystkim dla wiarygodności tez zawartych w recenzowanej pracy, jest jednak pominięcie spuścizny Rongego, spuścizny, jak się okazało, ogólnie dostępnej, bez potrzeby legitymowania się dorobkiem związanym z wywiadowczą tematyką. Materiały z prywatnego zasobu Rongego (Nachlaß: Ronge, B u. C 126) to prawdziwa kopalnia wiadomości o realiach opisywanych przez Świętka i, co więcej, wiadomości, wykorzystanie których ustrzegłoby Autora przed popełnianiem szeregu nieścisłości, pomyłek i przeinaczeń. Wątpię, co prawda, by R. Świętkowi udało się, nawet po gruntownej analizie tych materiałów, dokonać ostatecznej weryfikacji nie tylko źródłowej bazy, ale i merytorycznych tez - sensacyjnych materiałów, pozwalających wyzbyć się wszelkich wątpliwości, po prostu nie ma. W każdym razie manuskrypty, przygotowane przez byłego szefa wywiadu, a powstałe pomiędzy 1935 a 1945 rokiem, zawierają i historię Biura Ewidencyjnego, i historię austriackich służb wywiadowczych w latach I wojny światowej, i wreszcie - bodaj najciekawszy - swego rodzaju indeks osobowy tych, którzy znaleźli się w orbicie wywiadowczych zainteresowań austriackich służb, z odesłaniem do konkretnego zasobu aktowego. W indeksie odnotowani są niemal wszyscy spośród tych, których wprowadził na karty swej pracy R. Świętek, aczkolwiek, gdyby posłużyć się plastycznym porównaniem, spis ten porównać można do "listy Macierewicza". Nie można oto, bez dodatkowych, skrupulatnych badań, stwierdzić kategorycznie, kto pisał raporty, a o kim jedynie raporty pisano. Nie można bezspornie ustalić, kto poczynania wywiadowcze organizował, kto był konfidentem czy agentem, kto i agentem podwójnym, aczkolwiek wstępna kwalifikacja jest, dzięki szczegółowym objaśnieniom Rongego, możliwa. Przy niektórych nazwiskach pojawia się zatem oznaczenie "Konfident" bądź "Konfidentin", tak jak ma to miejsce w przypadku Władysławy Aczkiewicz (w pracy Świętka s. 805) czy Stefana Domaradzkiego (s. 369, 393-394, 397-402, 408, 414, 452, 455, 605-607, 611-612, 644-648). Niekiedy, jak w odniesieniu do Bolesława Roji - "Doppelspion". Konfidenci, pracujący na rzecz austriackiego wywiadu oraz kadrowi oficerowie wywiadu oznaczeni zostali też specjalnymi podkreśleniami (na niebiesko). Wyróżnik taki znajduje się przykładowo przy stopniu E. Krulischa, S. Miszkiewicza, L. Morawskiego, J. Nowaka czy S. Tarabanowicza, aczkolwiek trudno mówić tu o ściśle przestrzeganej regule (indeks był wielokrotnie weryfikowany, poprawiany i przepisywany), bowiem oznaczeń takowych brak np. u J. Dzikowskiego, G. Iszkowskiego, J. Rybaka czy W. Zagórskiego. Podobnych kwalifikacji (tzn. ani "Konfident", ani podkreślenia) nie ma w odniesieniu do W. Jodko-Narkiewicza, J. Piłsudskiego, W. Sławka czy W. Sikorskiego; spośród osób pracujących ze strony polskiej na rzecz wywiadu habsburskiej monarchii kolorowym podkreśleniem wyróżniony został jedynie R. Jaworowski. Znacznie istotniejszy jest wszakże fakt, że brak jakichkolwiek zapisków Rongego potwierdzających istnienie specjalnej "agentury wpływu" w polskim ruchu niepodległościowym w ujęciu minimalnie bodaj podobnym do tego, które skonstruowane zostało przez R. Świętka. Rongego po roku 1935 nie wiązała już potrzeba zachowywania tajemnicy ze względu na osobę Marszałka, a po roku 1939 zastrzeżenie takowe byłoby zwyczajnym anachronizmem, toteż albo ten kierunek wywiadowczych poczynań nie miał aż takiej rangi, którą jej przypisywał Autor, czyli, innymi słowy, został przez Rongego zbagatelizowany, albo też "agentura wpływu" nie istniała, zaś współpraca wywiadowcza polskiej irredenty z wywiadem czarno-żółtej monarchii sytuowała się na zupełnie innej, znacznie mniej zobowiązującej, płaszczyźnie. Z Warszawy do Wiednia nie jest wszakże równie daleko, jak z Warszawy do Nowego Jorku, toteż wypada żywić nadzieję, że kardynalne warsztatowe uchybienie, popełnione przez R. Świętka, zostanie przezeń naprawione.

Materiały o znaczeniu podstawowym, wykorzystane przez Autora, to w pierwszym rzędzie kolekcja Kazimierza Świtalskiego, na którą złożyły się akta - trudno orzec, na ile kompletne - terenowych austro-węgierskich central wywiadowczych z Krakowa, Lwowa, Przemyśla i Lublina oraz tzw. teczka Rybaka, przechowywana w nowojorskim Instytucie Piłsudskiego, a zawierająca, wedle Autora, "najważniejsze materiały dokumentujące współpracę Piłsudskiego z wywiadem austriackim od grudnia 1912 do sierpnia 1914 r." (s. 53). Wedle Świętka nie można ustalić, w jaki sposób owa teczka trafiła do zasobu archiwum Belwederu przed rokiem 1939, toteż za prawdopodobne uznał aż trzy wersje: została na przełomie października i listopada 1918 r. przejęta od L. Morawskiego przez B. Roję, stanowiła część kolekcji K. Świtalskiego, znajdowała się w rękach W. Zagórskiego, toteż - domniemywał - "fakt, że znalazła się potem w archiwum belwederskim, może zawierać w sobie sekret tragicznych losów późniejszego generała Wojska Polskiego". Co prawda Autor dopowiada, że "przeciw tej wersji mogą przemawiać wszakże nie ujawnione nigdy losy pokwitowań wystawionych przez Piłsudskiego i jego współpracowników na wypłacane im pieniądze z kasy Biura Ewidencyjnego" (Świętek opiera się w tym przypadku na relacji mjr. Marcelego Kyci ze wspomnień wydanych przez Towarzystwo im. Romana Dmowskiego), ale - nie dysponując innymi na ten temat dowodami, sugeruje, co, dodajmy, jest w gruncie rzeczy pomówieniem - iż "być może sejf Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku kryje w sobie tajemnicę tych pokwitowań, ale autor nie był w stanie tego stwierdzić" (s. 54). W rzeczywistości ów tajemniczy sejf, będący w istocie metalową szafą, w której przechowywane są szczególnie cenne akta, nie kryje jakichkolwiek tajemnic i jest -  o czym zapewne doskonale wie R. Świętek - całkowicie dostępny dla osób korzystających z instytutowych zasobów.

Ujawniła się tu, i to wyjątkowo plastycznie, widoczna już wcześniej w wywodach Autora skłonność do dramatyzowania i ubarwiania narracji, dostrzegania tajemnicy tam, gdzie jej po prostu nie ma, konstruowania nie mających źródłowego udokumentowania hipotez, odpowiadających raczej spiskowej wizji dziejów. W tej właśnie konwencji mieści się informacja o spotkaniu Sławka i Morawskiego w roku 1920 ("fakt ten jest znamienny i daje dużo do myślenia", s. 48), zwłaszcza w połączeniu z sugestią o śmierci byłego c. i k. oficera wywiadu "w niewyjaśnionych okolicznościach" w lipcu tegoż roku, podobnie jak przywołanie informacji Rybaka o innych "nieprzypadkowych" zgonach - Jana Hempla (w r. 1932) i Oswalda Franka (w r. 1934). Spiskowe wizje w konsekwencji przeszkodziły też Autorowi w odpowiedzi na proste pytanie, w jaki sposób "teczka Rybaka" trafiła do belwederskiego zasobu - zauważył on wprawdzie, że ma "oryginalne, grube okładki, oklejone zielonym płótnem" (s. 53), ale umknął jego uwadze fakt istnienia trzech załączników, wyjaśniających losy owej dokumentacji. Najważniejszy z nich to list Leona Holiczera z Krakowa z 22 grudnia 1937 r., adresowany do szefa Wojskowego Biura Historycznego. "Posiadane przeze mnie - pisał Holiczer - a wysoce cenione i z niezmiennym pietyzmem przechowywane akta historyczne, a w szczególności odręczne pisma Marszałka Józefa Piłsudskiego ofiarowuję niniejszym Wojskowemu Biuru Historycznemu w Warszawie" (IJP, AOG, t. 52). Dokumenty te nie były zatem ani w rękach Roji, ani Świtalskiego, ani tym bardziej Zagórskiego.

Z literatury wspomnieniowej R. Świętek niezwykle skrupulatnie wyzyskał to, co opublikował Ronge oraz wydane w r. 1954 Pamiętniki generała Rybaka, opatrzone posłowiem przygotowanym przez J. Kancewicza. Zdaniem Świętka "obecnie, z perspektywy aktualnych ustaleń, należy w wielu miejscach oddać sprawiedliwość zarówno Rybakowi, jak i Kancewiczowi, który wziął odpowiedzialność, jako historyk, za prawdziwość publikowanego tekstu" (s. 62). Rybak, w ocenie Autora, "wprowadził w błąd swoich komunistycznych prześladowców, a nawet zakpił sobie z nich" stając się zarazem "autorem największych deformacji tekstu Pamiętników" (s. 62-63). Lektura pamiętników Rybaka, nawet po ich uzupełnieniu informacjami wydobytymi z protokołów przesłuchań generała, wydanych przez P. Staweckiego, uzasadniania jednak ocenę tego ostatniego, iż w specyficzny sposób przenicowane pamiętniki są politycznym paszkwilem przedstawiając Piłsudskiego, jako konfidenta armii zaborczej i sprawcę wielu nieszczęść Polski" (P. Stawecki, Protokoły przesłuchania generała Rybaka, "Dzieje Najnowsze" 1992, nr 4, s. 85). I kwalifikacji tej nie zmieni nawet to, że "podstawowe fakty obu tekstów zgadzają się ze sobą" (s. 65). P. Stawecki nie oceniał wiarygodności pamiętników, toteż trudno określać jego stwierdzenia mianem "gołosłownych" - istota problemu, a dotyczy to całej monografii Świętka, sprowadza się nie do odrzucania czy kwestionowania informacji o współpracy Piłsudskiego z wywiadem habsburskiej monarchii, lecz kwalifikacji, również terminologicznej, tego faktu. Dla ludzi, którzy wspomnienia Rybaka przekształcili w paszkwil, był on właśnie "zwykłym konfidentem", choć Komendanta strzelców nie postrzegali w ten sposób nawet c. i k. oficerowie wywiadu. R. Świętek, konstruując swe hipotezy, powraca zatem do ducha terminologii nie sprzed 1914 roku, ale z okresu najczarniejszej stalinowskiej nocy. I w tym przede wszystkim, pomimo deklaracji, że "Piłsudski był wielkim politykiem", zaś "jego działania w latach 1908-1914 to pokaz kunsztu polityka" (s. 857-858), upatruję największą - pomijając wszystkie inne zastrzeżenia - słabość, a zarazem bałamutność recenzowanej pracy.

Baza źródłowa monografii R. Świętka okazała się zatem daleką od kompletności (Autor, dodajmy na marginesie, nie podjął też próby dotarcia do akt wywiadu niemieckiego), a i dokładność - nawet w mało niekiedy skomplikowanej sprawie jej proweniencji - budzić musi zasadne zastrzeżenia. Pora zatem, by przyjrzeć się ścisłości autorskiego wywodu.

Zrąb zasadniczych faktów, podawanych przez Autora - przede wszystkim przy wątku współpracy z Japończykami i Niemcami, w mniejszym nieco stopniu w odniesieniu do spraw austriackich - jest w gruncie rzeczy doskonale znany. R. Świętek, opierając się zatem na informacjach wydobytych od Akashiego i Jędrzejewicza, Rongego i Rybaka, Arskiego i Chudka przystąpił do ich obudowy wydobytym z materiału źródłowego faktograficznym detalem. Jeżeli wysyłany był list, możemy się dowiedzieć, iż jego brulion był "pisany na papierze firmowym z flagą armatora" (s. 195). Jeżeli którykolwiek z jego bohaterów zatrzymał się w hotelu, Świętek nieomal za punkt honoru poczytuje sobie podanie informacji, jaki był numer zajmowanego przezeń pokoju (np. s. 779). Odnieść można wrażenie, że gdyby mógł, Autor przytoczyłby hotelowy jadłospis... Dokładność to cecha godna pochwały, wszelako ze względu na fakt, iż informacje tego rodzaju w istocie niczego nie wnoszą, nasuwa się podejrzenie, iż ich mnogość ma wzmacniać przekonanie o kompetencjach Autora również w kwestiach znacznie bardziej poważnych. Zwłaszcza, że przy konstruowaniu hipotez cząstkowych on sam nader często zastrzega się, że coś jest prawdopodobne, możliwe - hipotezy, nawet obwarowane poważnymi autorskimi zastrzeżeniami, w finale zamieniają się jednak w niepodważalne konkluzje.

W wywodach R. Świętka dostrzec można przy tym wyraźną skłonność do posługiwania się dowodem co najmniej wątpliwym. Przykładowo sugeruje on, że "pierwsze próby zainicjowania rozmów z przedstawicielami dyplomatycznymi rządu w Tokio miały miejsce już w końcu 1899 r., za pośrednictwem konsulatu japońskiego w Londynie" (s. 109), zaś dowodem na to miałby być list Jędrzejowskiego do tegoż konsulatu z prośbą o podanie adresu firmy w Nagasaki! Drobna to sprawa, wszelako plastycznie ukazująca sposób rozumowania Autora. Trudno się zatem dziwić, że skoncentrowanie uwagi na kwestiach związanych z wywiadem sprawiło, iż ta właśnie problematyka uznana została za centralny punkt wszelkich poczynań Piłsudskiego. Czy zatem finalna konstatacja, że "subwencje japońskie dla PPS warunkowały [podkr. moje - W.S.] wręcz jej działalność w przyjętym przez Piłsudskiego kierunku, co w konsekwencji tworzyło podstawy dla przyszłego ruchu niepodległościowego" (s. 348) oznacza, iż bez japońskich pieniędzy próby nadania wypadkom lat 1904-1907 irredentystycznego oblicza skazane byłyby na całkowite niepowodzenie? Czy istotnie od lutego i marca 1904 r. "dominującym motywem działania czołówki partyjnej PPS" była, jak chce Świętek, "kwestia współpracy z Japończykami"? (s. 275). Czy wreszcie Piłsudski, kierując poczynaniami PPS, realizował jedynie "plan, który kilka miesięcy wcześniej założył sobie Akashi w odniesieniu do polskiego ruchu rewolucyjnego"? (s. 281). I czy to rzeczywiście Akashi nie tylko przekazywał "polecenie wysadzenia czterech mostów" (s. 288), ale nawet precyzyjnie określał ich lokalizację? Z wywodów Autora, choć nie wprost, wyprowadzić można wniosek, że wydarzenia rewolucyjne w rosyjskim imperium, a zwłaszcza w Królestwie, wywołał japoński wywiad przy pomocy swych politycznych agentur.

R. Świętek stwierdza kategorycznie, że w początkach 1905 r. "dla ścisłego kierownictwa PPS układy z Japończykami stanowiły wciąż ważny element jego działań i główny punkt odniesienia w ocenie realnych i praktycznych możliwości ruchu" (s. 292). Konstatacja ta oparta została na domniemaniu, że w czasie pobytu tokijskiego 21 lipca 1904 r. "Murata i Piłsudski podjęli wzajemne zobowiązania, które otworzyły późniejszą pomoc dla PPS" (s. 220). Autor uważa tym samym, iż dokonuje radykalnej rewizji stanowiska historiografii (Pobóg-Malinowski, Jędrzejewicz, Garlicki, Nałęcz i niżej podpisany) uznającej, iż misja Piłsudskiego do Tokio zakończyła się niepowodzeniem. Wyjazd, wedle Świętka, nastąpił dlatego, że "zasadnicza umowa wywiadowcza, o jaką zabiegał Piłsudski, nie została jeszcze zawarta. Ustalone do tej pory warunki wstępne - dopowiadał - miały zostać potwierdzone w Tokio. Taki był właściwy [podkr. moje - W.S.] i praktyczny cel wyjazdu Piłsudskiego i Filipowicza do Japonii, dając możliwość przedstawienia argumentacji politycznej dla poszerzenia zakresu dotychczasowej współpracy" (s. 180). Piłsudski, innymi słowy, "osiągnął to, po co faktycznie przyjechał, czyli poparcie materialne i techniczne dla polskiego ruchu rewolucyjnego" (s. 220).

Problem, w moim przekonaniu, leży nie w tym, czy stosowna umowa wywiadowczej natury została, czy też nie, w Tokio zawarta (dodajmy, iż Autor jednoznacznie stwierdza, że "prezentowana teza nie ma bezpośredniego odniesienia źródłowego", s. 222). Faktu utrzymania współpracy PPS z Japończykami przywoływana przez Autora literatura wszak nie neguje i nie tego dotyczy jej odmienne stanowisko. Po prostu nie traktuje wywiadowczych odniesień jako osi, wokół której koncentrowały się najważniejsze, najbardziej dalekosiężne poczynania "kierowniczej grupy PPS". Wywiadowcza optyka przesłoniła natomiast Świętkowi praktycznie wszystko, co na ziemiach polskich i w samej PPS wówczas się działo, zaciążyła na hierarchii podjętych problemów, została, mówiąc najkrócej, przerysowana. Autor nie udowodnił, że polityczne cele wyprawy Piłsudskiego były zasłoną dymną, kamuflażem. Nie przekonał, że dla przywódcy PPS i jego otoczenia znaczenia nie miały. Toteż wciąż uprawnioną pozostaje teza, iż Piłsudski nie osiągnął tego, po co przyjechał, właśnie w warstwie politycznej, a jedynie minimum tego, na co liczył (pieniądze i pomoc techniczną).

Wniosek końcowy, sformułowany przez Autora w kwestii "wieczorowej" jest, co godzi się podkreślić, ostrożny, wręcz tuszujący znacznie dalej idące supozycje rozsiane w obrębie wywodu szczegółowego. "Nawiązana przez Piłsudskiego nić współpracy z wywiadem japońskim -  konkludował w zakończeniu - była aktem luźnego porozumienia [podkr. moje - W.S.] o świadczeniu wzajemnych usług, bez zobowiązań politycznych ze strony Japonii" (s. 859). Na domniemaniu i wyraźnej nadinterpretacji materiału źródłowego opiera się natomiast wątek centralny, najobszerniejszy, poświęcony stosunkom z wywiadem wojskowym habsburskiej monarchii. I tu przez agenturalny pryzmat spogląda Autor na ówczesne polityczne realia, na orientacyjny spór i wszelkie, podejmowane wówczas, polityczne działania. Powstał w ten sposób logiczny, teoretyczny model, aczkolwiek konstruowany bez troski o to, czy poszczególne, składające się nań fragmenty znajdują faktograficzne potwierdzenie, czy też odpowiadają jedynie wyobrażeniom jego twórcy.

Lista autorskich domniemań, traktowanych jako pewniki, jest tu wyjątkowo długa. Rozpoczyna ją nie poparta niczym konstatacja, iż "współpracę z wojskowym wywiadem austriackim, na zasadzie analogii do umów wywiadowczych ze sztabem japońskim, Piłsudski planował już w 1904 r., kiedy tworzył w Galicji bazę organizacyjną dla wystąpień rewolucyjnych w Królestwie" (s. 351). Na przypuszczeniu oparty jest opis wstępnego kontaktu Iszkowskiego z Malinowskim, w trakcie którego musiało, zdaniem Świętka, pojawić się "trzecie, najważniejsze pytanie, o którym Sławek w swej relacji nie wspomniał, mianowicie o możliwości wykorzystania PPS do defensywnej i ofensywnej pracy w wywiadzie Austro-Węgier, w czasie pokoju i na wypadek wojny z Rosją" (s. 415). Na spekulacji oparta jest analiza (nie zachowanego) raportu Iszkowskiego z 19 października 1908 r., zaś źródłową nadinterpretacją jest wniosek, iż Piłsudski, odnosząc się pozytywnie do złożonej propozycji, "wstępnie godził się na współpracę wywiadowczą przeciwko Rosji, ale tylko na wypadek wojny obronnej Austro-Węgier" (s. 416). Spekulatywny charakter ma również teza o bezpośrednim spotkaniu Piłsudskiego z Rongem i spotkania tego przebiegu (s. 417-418), podobnie jak i o przebiegu oraz uczestnikach spotkania z 10 marca 1909 r. (s. 437-439).

Spekulacje, a nie oparte o źródłowe świadectwa dowody, stanowią podstawę autorskiego opisu "wielkiej gry", prowadzonej jakoby przez Rongego. Gry, w której szef Grupy Wywiadu rozdawał karty i "określał reguły rozgrywki". Piłsudski jawi się jako pionek, manipulowany i podporządkowany zewnętrznej sile, aczkolwiek jego zgoda na taki stan rzeczy wynikała, wedle Świętka, ze szlachetnych pobudek, z faktu, że "traktował współpracę wywiadowczą jako formę walki o niepodległość" (s. 441). Toteż za co najmniej dziwne uznać zatem wypada pominięcie przez Rongego marcowej konferencji, która, jak stwierdza Autor, "była wydarzeniem wyjątkowym w historii Biura Ewidencyjnego", gdyż tam właśnie "rodziła się nowa jakość kontaktów wywiadowczych jego służb" (s. 438). Świętek aspiruje tu do roli osoby poinformowanej lepiej, aniżeli szef Grupy Wywiadu. Zwłaszcza, że wątek "wielkiej gry" w dostępnych materiałach pozostawionych przez Rongego się nie pojawia. Wszelkie dowody pośrednie, łącznie z koronnym (i jedynym) dowodem "na to, że wymieniony pseudonim osobowego kontaktu «Stefan» oraz kryptonim «R» odnoszą się do tej samej operacji wywiadowczej" (s. 607), to zdecydowanie za mało, by teoretyczną konstrukcję Świętka o najtajniejszej operacji wywiadowczej Evidenzbüro (s. 443) uznać za poprawną.

Odtwarzany przez Autora obraz owej "operacji" świadczy i o wielkiej dociekliwości, i równie dużej dowolności w wyciąganiu wniosków. Decyduje autorskie przekonanie, że tak być powinno. W tej sytuacji co najmniej zasadna jest wątpliwość, czy tak rzeczywiście było? Świętek uważa zatem, że Ronge utrzymywał z Piłsudskim "stałą łączność" (s. 466) - dowodów brak. Za całkowicie pewny uznaje fakt, że "Piłsudski i jego najbliżsi współpracownicy, którzy weszli w kontakt ze służbami Hauptkundschaftsstelle mieli swoje karty ewidencyjne (s. 470), a jest to przekonanie oparte jedynie na opinii Urbańskiego von Ostrymiecz, wedle której ewidencję takową należało prowadzić. Trudno zatem orzec, czy, jak chce Świętek, "karty ewidencyjne Piłsudskiego i innych osób zaangażowanych we współpracę wywiadowczą z Biurem Ewidencyjnym nie zachowały się" (s. 472), czy po prostu kart takowych (zapewne z wyjątkiem Sławka) nie było. Z kolei twierdzenie, że "teczka Rybaka" daje "ogólne wyobrażenie o metodzie ewidencjonowania akt" (s. 472), i to w odniesieniu do centrali - bez wglądu w wiedeńskie archiwalia - nie wymaga komentarza.

Nie są to jedyne, uzasadnione wątpliwości. Skąd przykładowo wiadomo, że Piłsudski przekazał wykaz "mężów zaufania"? (s. 478). Skąd pewność, że konspiracyjne struktury ZWC "wpisywano w schematy organizacji «R»"? (s. 511). Na jakiej podstawie Autor nie ma bodaj cienia wątpliwości, że "plany wykorzystania organizacji «R» w służbie wywiadu i dywersji Biura Ewidencyjnego powstały w ścisłym porozumieniu z Piłsudskim"? (s. 535). Na czym wreszcie opiera się prawdopodobieństwo wyjątkowo daleko idącej hipotezy, że "brakująca dokumentacja Sprawy «Geheim» zawierała materiały Piłsudskiego w formie jego pisemnych zobowiązań i raportów, które kierował do Rybaka"? (s. 610). Sformułowania "zapewne", "prawdopodobnie", "jak należy przypuszczać" pojawiają się w pracy wyjątkowo często, co nie przeszkadza Autorowi domniemania te przekształcać w pewniki. Pewniki, potwierdzające, choć bezspornych dowodów brak, wcześniejsze, teoretyczne założenia, przyjęte przez Autora.

Bezkrytyczne przyjęcie wersji wydarzeń, zaproponowanej przez Świętka, prowadziłoby do zaaprobowania tezy, że dzieje naszego kontynentu do roku 1914, a w szczególności dzieje polskiego społeczeństwa i jego niepodległościowych wysiłków, zdeterminowane zostały przez agenturalne poczynania, zaś zmagania wywiadów kryją się za każdą nie do końca wyjaśnioną sprawą. Z tej perspektywy za prowokację carskiej Ochrany może być poczytana nawet akcja bezdańska (s. 402 i n.), choć przypuszczenie, iż Piłsudski "mógł świadomie wykorzystywać prowokacje Ochrany dla własnych celów, jeśli dysponował właściwą wiedzą na ten temat i operował na styku różnych interesów caratu i polskiego ruchu rewolucyjnego" (s. 406) nie mieści się - nie tylko z powodu braku jakichkolwiek dowodów - nawet w kręgu dopuszczalnych badawczo hipotez.

Autor, podkreślmy raz jeszcze, w gruncie rzeczy nie wychodzi poza krąg faktów dobrze znanych, możliwych do wydobycia ze wspomnieniowych materiałów Rongego, Rybaka oraz dokumentacji archiwalnej opracowanej przez Arskiego i Chudka. Jego historiograficzna rewizja polega tu przede wszystkim na konsekwentnej zamianie terminologii, na wprowadzeniu określeń "konfident", "agentura zbiorowa", "agentura polityczna", na przyjęciu za obowiązującą w sprawach polskich optyki wiedeńskiej wywiadowczej centrali, na dodatek bez możliwości weryfikacji, czy istotnie, w konkretnym przypadku Piłsudskiego, optyka takowa w ogóle obowiązywała. Nawet w wypadku przyjęcia hipotezy, że wywiad na rzecz habsburskiej monarchii był traktowany jako fundament współpracy (s. 582), nie sposób nie dostrzec, że zgoła różne budowle na fundamencie tym wznoszono. Nie sposób ignorować faktu, że istnieje nie tylko formalna różnica w pozycji kontrahenta i ściśle kontrolowanego wykonawcy służbowych poleceń. I tak jak przy ocenie zaangażowania orientacyjnego (notabene właściwie przez Autora w warstwie politycznej zignorowanego) istotne jest zasygnalizowanie bodaj odmienności tak bliższych, jak i dalszych celów, odnotowanie braku tożsamości interesów. Kontakty Piłsudskiego z oficerami austriackiego Sztabu Generalnego istotnie były zabezpieczeniem (co w stosownym cytacie przywołuje Autor - s. 507) dla pracy niepodległościowej, zabezpieczeniem wymagającym płacenia określonej ceny. Fakt, że "podmiotem wszystkich układów - pomijając, dodajmy, stopień ich sformalizowania - była zawsze i jednoznacznie strona austriacka" wcale nie musi oznaczać, że to właśnie ona "w decydujący sposób wpływała na formę wzajemnych stosunków" (s. 527). Wytyczne wiedeńskiej centrali były bez wątpienia obowiązujące dla oficerów wywiadu, niekoniecznie jednak dla samego Piłsudskiego i jego otoczenia. Zwłaszcza, gdy w autorskim wywodzie domniemania zdecydowanie przeważają nad dowodami. I jeśli nawet wywiadowcza sieć pokrywała się z usytuowaniem grup PPS i ZWC (s. 637), co zresztą wcale do końca nie jest pewne, nie musi to oznaczać, co więcej, nie oznacza, że konstruowano ją na zlecenie obcego wywiadu i wyłącznie dla jego potrzeb. Zupełnym nieporozumieniem jest również przekonanie Autora o manipulowaniu oraz inspirowaniu Piłsudskiego przez Rybaka. Świętek nie udowodnił, że oficer Evidenzbüro "miał pełen wgląd w prace wywiadowcze Piłsudskiego" (s. 652), choć bez wątpienia korzystał z ich wyników, podobnie jak przytoczone w pracy fakty nie potwierdzają tezy o stymulacji wojskowych poczynań Komendanta. Misterna konstrukcja, stworzona przez Autora, nie pozostawiała miejsca dla tych i im podobnych wątpliwości - głównie dlatego, iż groziłaby nieuchronnym rozpadem.

Rozmiary niniejszej recenzji nie pozwalają na dalsze przywoływanie wątpliwości, na poszerzaniu listy domniemań, na ukazywaniu miejsc, gdzie spekulacja zastępowała źródłowy dowód. Zastrzeżenia tego typu nie zostały, dodajmy, by uniknąć nieporozumień, wyczerpane nawet w połowie. Pomijam zatem choćby tezę o agenturalnej proweniencji Legionów (s. 710) czy opisaną w wyjątkowo uproszczony sposób, bo dostrzeganą niemal wyłącznie w agenturalnej perspektywie, licytacyjną rozgrywkę, prowadzoną przez Piłsudskiego w latach I wojny światowej. Nie sposób wszakże nie dodać, że zlekceważone przez Autora wiedeńskie zasoby, i to niekoniecznie wywiadowczej proweniencji, pozwoliłyby mu uniknąć uproszczeń w takich choćby kwestiach, jak w odniesieniu do wiedeńskiej misji S. Downarowicza i H. Śliwińskiego (s. 666), powstańczych złudzeń żywionych w sierpniu 1914 r. zarówno w Wiedniu, jak i Berlinie (s. 669), przebiegu, również sierpniowej, misji Głąbińskiego (s. 670) czy wreszcie uwzględnienia austriackiej perspektywy przy ocenie pobytu Piłsudskiego w Warszawie w sierpniu 1915 r. i wizyty tej konsekwencji (s. 795 i n.).

Nie sposób zamieścić też pełnej listy szczegółowych, merytorycznych błędów i pomyłek. Przykładowo Autor błędnie podaje datę intromisji Rady Regencyjnej - 15 października 1917 r. (s. 845); wydarzenie to miało miejsce 27 października, zaś w dniu, wymienionym przez Autora, w trakcie uroczystości kościuszkowskich, podano jedynie nazwiska regentów oficjalnie do publicznej wiadomości. Swą mowę do polityków Królestwa Beseler wygłaszał nie 5 (s. 824), a 15 grudnia 1916 r. Nie jest też prawdą, że Sosnkowski stronił od polityki (s. 792), a działacz PON Tor miał na imię Eugeniusz (s. 740) - w rzeczywistości Stanisław. Zupełnym nonsensem jest informacja, jakoby Wojciech Dzieduszycki był agentem japońskiego wywiadu (s. 300, 314). Te i inne, im podobne pomyłki świadczą wprawdzie o nieuwadze, nie podważają jednak kompetencji Autora w najważniejszej dla niego, wywiadowczej problematyce. I tutaj jednak, zwłaszcza przy charakterystyce oficerskiej kadry, Autor myli się wyjątkowo często. I tak Emil Woynovich baron von Belobreska był dyrektorem Archiwum Wojny w Wiedniu nie od 13, lecz 20 listopada 1901 r., zaś generałem piechoty mianowany został nie 28, a 22 listopada 1908 r. (s. 363). Eugen von Hordliczka był attaché wojskowym w Belgradzie nie tuż przed objęciem stanowiska szefa Biura Ewidencyjnego (s. 364), ale od listopada 1896 r. Zupełnym nieporozumieniem jest stwierdzenie, że "do 1914 r. sztab generalny w Wiedniu delegował do służby zagranicznej piętnastu oficerów" (s. 365) - było ich znacznie więcej, aniżeli wymienieni w pracy. Niezbyt precyzyjna (w materiałach Rongego podawane są inne daty) jest służbowa lokalizacja oficerów HK-Stelle we Lwowie i Krakowie (s. 442, 453), podobnie jak całkowicie błędnie odczytany został stopień Edmunda Krulischa (s. 460, 488) - nie był pułkownikiem, lecz porucznikiem. Cóż można jednak sądzić o kompetencjach Autora w tej materii, gdy podaje on, że szefem Biura Ewidencyjnego w latach 1871-1891 był płk Rudolf Ritter von Hoffinger (s. 362), gdy w istocie funkcję te sprawował do roku 1876, a po nim szefowali Biuru kolejno: płk Adolf Ritter von Leddihn (1876-1879), płk Karl Freiherr von Ripp (1879-1882), płk Ritter Hugo Bilimek von Waissolm (1882-1886) i na koniec płk Edmund Ritter Mayer von Wallerstain und Marengo (1886-1892).

Fakty, zdaniem Autora, w odniesieniu do "agenturalnych" poczynań Piłsudskiego "są nieugięte" (s. 858). Faktów przytacza wszakże niezbyt wiele, w tym sporo wątpliwych, dominują zaś domniemania i przypuszczenia. R. Świętek nie udowodnił, że "Piłsudski dla służb wywiadu Japonii, Austro-Węgier i Niemiec był w owych czasach ich specjalnym, poufnym współpracownikiem". Nie udowodnił, że działał on "w tajnym porozumieniu i został bezpośrednio włączony w system wywiadów tych państw, zgodnie z klasycznymi schematami, na zasadzie specjalnego kontraktu agenturalnego tajnych służb, które ustalały zasady współpracy i reguły gry" (s. 858). Zasadnicze wątpliwości budzi też teza, że "wspieranie polskiego ruchu zbrojnego, wykorzystywanie go do celów wywiadowczych i dywersyjnych było świadomie zaplanowaną operacją, prowadzoną przez centralę wywiadu w Wiedniu" (s. 860). Piłsudski nie był też "agentem" Rongego, zaś traktowanie wywiadowczych powiązań jako swoistej trampoliny umożliwiającej Piłsudskiemu osiągnięcie w przyszłości politycznych sukcesów jest co najmniej uproszczeniem, o ile nie błędnym odczytaniem mechanizmu, który wprowadził Komendanta w obręb antyrosyjskiej orientacji.

Fakty rzeczywiście są nieugięte. Spór, podjęty przez recenzenta, takowych wszelako nie dotyczy. Nie dotyczy też sfery ich interpretacji. Problem w tym, że w olbrzymiej, blisko tysiąc stron liczącej pracy, wypełnionej rozmaitymi detalami, zabrakło właśnie przede wszystkim faktów.

 

 

Hiroshi Bando (Tokio)

Z ogromnym zainteresowaniem przejrzałem tę grubą książkę, ale raczej nie jej całość, lecz tylko Wprowadzenie oraz rozdział I i II (s. 7-348), głównie to, co dotyczy kontaktów J. Piłsudskiego i jego najbliższych kolegów ze Sztabem Generalnym Japonii i japońskimi attaché wojskowymi w Europie w czasie wojny japońsko-rosyjskiej. Sam opublikowałem pracę Polacy wobec wojny japońsko-rosyjskiej (po japońsku), Tokio 1995, z innego punktu widzenia niż autor Lodowej ściany.

Przede wszystkim trzeba podkreślić, że autor wykorzystał w swej pracy ogromną ilość korespondencji pomiędzy liderami PPS, która się zachowała w Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku oraz w Archiwum Akt Nowych, Oddział VI w Warszawie. Korespondencja ta stanowi najistotniejszą bazę źródłową dla wyjaśnienia procesu i wyników kontaktu liderów PPS z "wieczorowymi", czyli Sztabem Generalnym i attaché wojskowymi w Europie, między innymi Taro Utsunomiya i Motojiro Akashi. Dzięki wykorzystaniu tej korespondencji w całości, udało się autorowi wyjaśnić sekrety polityki J. Piłsudskiego i jego kolegów prawie w ich całokształcie, krok po kroku i z każdego punktu widzenia; dowiadujemy się o ich zamierzeniach, sukcesach i wzajemnych nieporozumieniach oraz o braku należytej czujności w kwestii utrzymywania politycznych stosunków, co dotyczy też "wieczorowych". Autor starał się też dokładnie cytować całą tę korespondencję w przypisach do swej pracy, co można uważać za wielką zasługę wobec czytelników nie tylko polskich, ale i japońskich, ponieważ korespondencja ta dotyczyła nie tylko spraw wewnątrzpartyjnych PPS, ale też kontaktów z japońskimi posłami i wojskowymi.

Ja natomiast korzystałem w swej książce z listów J. Piłsudskiego z tego okresu, listów Jodko-Narkiewicza do posła Hayashi (marzec-czerwiec 1904), korespondencji Akashi, listów Akashi z Paryża (1905), korespondencji Kamegawa, korespondencji Wacława Studnickiego, która jest zachowana w Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku. Ale to tylko mała część korespondencji, ponieważ nie zdążyłem przejrzeć korespondencji Jodko-Narkiewicza z kolegami i wojskowymi japońskimi. Dużo się więc teraz nauczyłem z pracy R. Świętka.

Oto przykłady:

1) Kontakt M.K. Turskiego z płk. Akashi (s. 115, 157-159, 173-177) oraz korespondencja jego z kolegami w Londynie (AAN Oddział VI, s. 184-185, 200-202, 206, 227, przypis 429, 260, 337-338). Kontakt ten i poglądy Turskiego nie były dotąd znane wśród historyków obu krajów, więc ogłoszenie tych materiałów należy uważać za zasługę autora. Podsumowując całą wymianę poglądów między Turskim i Akashi oraz między Turskim a Londynem, Świętek formułuje następującą ocenę: "Można tylko żałować, że Piłsudski nie miał w swym sztabie człowieka o takim szerokim spojrzeniu na zagadnienie walki o niepodległość Polski, jak Turski" (s. 338). Można mu przyznać rację, ale dlaczego płk Akashi nie napisał w swym raporcie Rakka ryusui 1906 r. ani słowa o Turskim, do dziś pozostaje zagadką (s. 157, przypis 222).

2) Sposób rozszyfrowania kryptogramu w korespondencji (s. 136 przypis 171).

3) Odkrycie, kto spośród Japończyków ukrywa się pod pseudonimem. Okazało się, że "Kamegawa" oznacza ppłk. T. Utsunomiya, attache wojskowego w Londynie (s. 149, przypis 195), a ".noue" - to płk Alaski (s. 254-283). Dodam, że W. Jędrzejewicz błędnie uważał T. Utsunomiya i Kamegawa za dwie osoby, a ja powtarzałem ten błąd w mojej książce. Przy okazji, Świętek podaje raz błędnie: "Edmund [W. Jodko-Narkiewicz]" zamiast [G(?) Wojciechowski] (s. 230, przypis 440).

4) Krytyczna poprawka autora tycząca terminu konferencji Piłsudskiego, Jodki i Jędrzejowskiego we Lwowie [rzekomo] w ostatnich dniach stycznia 1904 r., o której pisał najpierw W. Pobóg-Malinowski (s. 112, przypis 107).

5) Analiza trzech wersji referatu Piłsudskiego Plan organizacji sieci wywiadowczej przeciwko Rosji, zachowanych w Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego w Nowym Jorku (s. 141-142, przypis 186, 187, 189). Autor wyprowadza wniosek, że plan Piłsudskiego z dnia 28 marca 1904 r., przełożony przez Filipowicza na angielski dla attache wojskowego w Londynie, w którym była mowa o nieistniejącym "Military Intelligence Department" oraz odpowiedź Piłsudskiego na pytanie CKR na ten temat, że chodziło tylko o "celową mistyfikację", żeby zaimponować Japończykom w Londynie i w Tokio. W artykule W. Jędrzejewicza napisano, że ten plan Piłsudskiego oraz kilka pytań z CKR w marcu 1904 r. były prawdziwe. Ja także powtarzałem ten błąd. Złapał więc Piłsudski w pułapkę nie tylko japońskich wojskowych w 1904 r. ale i W. Jędrzejewicza i mnie. Teraz uważam wniosek Świętka z analizy trzech wersji za przekonywający. Piłsudski odegrał tutaj wobec Japończyków rolę mistyfikatora, żeby uzyskać jak najwięcej środków finansowych i udało mu się to w zupełności.

Z kolei poruszę sprawę posługiwania się przez autora materiałami źródłowymi japońskimi.

Faktem jest, że autor wymienia Nihon-gaiko-monjo [Japońskie akta dyplomatyczne, zbiór podstawowych dokumentów pod red. MSZ]; gen. Hisao Tani, Kimitsu nichiro-sensi [Tajna historia japońsko-rosyjskiej wojny, oryginalny wykład w Wyższej Szkole Wojskowej w 1925 r., opublikowany w 1966 r.]; Nobuaki Makino, Kaikoroku [Wspomnienia, t. 1, 2, 1987. Autor był posłem w Wiedniu w czasie wojny i odnosił się z wyraźną przychylnością do ugodowców w Galicji, a z niechęcią do PPS]; Tokuji Komori, Akashi Motojiro, t.1, 2, 1928 [Biografia ta należy do tej kategorii literatury, która stawia sobie za cel gloryfikację bohatera, ale można z niej wyzyskać kilka fragmentów, mających wartość poznawczą na temat płk. Akashi, por. H. Bando, Porandojin to nichiro-senso (Polacy wobec wojny japońsko-rosyjskiej)] 1995, s. 26-28, 39.

Brak jest jednak jakichkolwiek śladów wykorzystania przez autora owych japońskich dokumentów i źródeł. Korzysta Świętek przeważnie z literatury tłumaczonej na angielski, jak np.:

1) Akashi Motojiro, Rakka rynsui, Helsinki 1998. Zawarte są w niej: tłumaczenie przez Ch. Inaba i A. Kujala raportu Akashi do Sztabu Generalnego w 1906 r.; ważniejsze telegramy wymienione między Sztabem Generalnym i MSZ a służbami japońskimi w Europie; artykuły Inabe Kujala i AK. Falta w sprawie współpracy japońskich wojskowych z partiami rewolucyjnymi w Rosji.

2) A. Kujala, The Russian Revolutionary Movement and the Finisch Opposition 1905..., [in:] "Scandinavian Journal of History" 1980, no. 5.

3) M. Futrell, Northern Underground... 1863-1917, London 1963; idem, Colonel Akashi and Japanese Contacts with Russian Revolutionazies 1904-1905, [in:] "Far Eastern Review", no. 4, Oxford 1967.

4) J. Lerski, A Polish chapter of the Russo-Japanese War, [in:] The Transactions of the Asiatic Society of Japon, November 1959.

Prawdą jest, że Świętek kilka razy cytuje z mojej książki, ale cytaty te nie dotyczą, jak sądzę, istotnych punktów mego poglądu. Na przykład autor nie powołuje się na moje podsumowanie przebiegu misji Piłsudskiego w Tokio latem 1904 r. (s. 137). Napisano tam, że "wśród historyków polskich [W. Pobóg-Malinowski, A. Micewski, W. Jędrzejewicz, L. Wapiński, A. Garlicki] panuje wspólna ocena negatywna misji Piłsudskiego, ale to ocena jednostronna". Sądzę, że to zdanie jest bliskie poglądom Świętka (o tym niżej).

Mało kto, niestety, korzysta z materiałów źródłowych japońskich przy badaniu spraw międzynarodowych z udziałem Japonii. Piękny wyjątek w tym względzie stanowi praca historyka angielskiego, Jana Nisha (The Anglo-Japanese Alliance 1894-1907, London 1966; The Origins of the Russo-Japanese War, 1985; Japanese Intelligence and the Approach of the Russo-Japanese War, [in:] The Missing Dimension, University of Minois Press, 1984). Natomiast łatwo zauważyć słabą wiedzę Świętka w kwestiach podstawowego systemu politycznego i wojskowego Japonii, stosunków Japonii z Koreą i Chinami oraz znajomości japońskiej literatury przedmiotu. Oto kilka tylko przykładów:

a) Autor pisze, że "wojska rosyjskie przeszły 6 lutego granicę na rzece Jalu i wkroczyły do Korei. Japończycy 8 lutego zaatakowali carską flotę na redzie Port Artur" (s. 106-107). Tymczasem wojska rosyjskie przeszły rzekę Jalu już 6 kwietnia 1903 r. i zbudowały bazę nad Dandong. Po drugie, flota japońska 8 lutego 1904 r. zaatakowała nie Port Artur tylko rosyjski krążownik na morzu koło Inchonu, a pułki piechoty wylądowały w Chemulpo koło Inchonu.

b) Oddział II Sztabu Generalnego (informacja wojskowa) i Kempeitai (żandarmeria wojskowa) to dwie osobne organizacje wojskowe i nie należy ich ze sobą mylić ani mieszać. Świętkowi przytrafia się takie błędne mieszanie tych pojęć wiele razy (s. 18, 26, 28, 30, 31, 36, 37, 100, 102, 108, 109, 110, 127, 128. 137, 192, 208, 210, 219, 222, 225, 240, 243, 244, 249, 253, 255, 280, 286, 300, 313, 321, 322, 338, 342, 344, 346, 347). W 1907 r. gen. Akashi był awansowany na stanowisko dowódcy Kempeitai w Korei, potem mianowany został równocześnie szefem sztabu wojska japońskiego w Korei. Znaczyło to, że był on główną postacią w tłumieniu "buntowników" (czytaj: normalnych mieszkańców) koreańskich. Stanowisko gen. Akashiego w sprawie realizacji kolonializmu w Korei było bardzo silne, ale był on wyjątkiem.

c) Telegram posła Hayashiego do ministra Komury z 21 marca 1904 r. zapewnił, że kontakt z Polakami przebiega z zachowaniem warunku tajności, co miało znaczyć, że nie przytacza się ani słowa z rozmów w urzędowych dokumentach (Nikon gaiksko monjo, t. 32-2, no. 1101). MSZ trzymał się tego stanowiska do końca wojny i po wojnie. Jasne, że takie właśnie stanowisko było stosowane w Tokio wobec liderów PPS z J. Piłsudskim włącznie. Wygląda na to, że Świętek nie zwrócił uwagi na tę taktykę.

Ustosunkuję się teraz do poglądów i sformułowań autora, które budzą wątpliwości.

1) Sprawa stworzenia legionu polskiego przy armii japońskiej. Autor pisze w tej sprawie: "Legion polski nie był celem samym w sobie" (s. 120), albo też: "kwestia legionów cały czas odgrywała rolę politycznego przetargowego w pertraktacjach z Japończykami" (s. 150) i znowu: "Wydaje się, że sprawa ta została wysunięta przez Piłsudskiego ze względów taktycznych, chociaż zdawał sobie sprawę, że jego propozycja zostanie odrzucona" (s. 194-195). Sam autor jednak przyznaje, że Jodko proponował posłowi Hayaskiemu w dn. 16 marca 1904 r. utworzenie legionu polskiego jako pierwszy punkt wśród czterech punktów (s. 129-130, wg tłumaczenia J. Lerskiego). Mimo że punkt ten został odrzucony przez min. Komurę, Jodko podkreślił ważność tego punktu na drugim spotkaniu z posłem Hayashi, 20 marca 1904 r. (s. 135). Jodko po raz trzeci podkreślał ważność utworzenia legionu polskiego na podstawie formalnej umowy w liście do Hayashi z 12 kwietnia 1904 r. (s. 150). W końcu w trakcie rozmów Piłsudskiego w Tokio najwięcej miejsca poświęcono [w Wyjaśnieniach tyczących się poszczególnych punktów projektowanej umowy] kwestii utworzenia legionu polskiego przy armii japońskiej" (s. 194).

Dochodzimy więc do jasnej konkluzji, że Jodko i Piłsudski usiłowali razem realizować współpracę z japońskim Sztabem Generalnym, a przede wszystkim lansować utworzenie legionu polskiego na podstawie formalnej umowy. Ale ani jedno ani drugie nie zostało zrealizowane.

2) Sprawa oceny misji Piłsudskiego w Tokio; czy była udana czy zakończyła się fiaskiem? Wśród historyków polskich oceny misji Piłsudskiego bywały dotychczas różne (por.: W. Pobóg-Malinowski, J. Piłsudski, t. 2, s. 211; A. Micewski, R. Dmowski, s. 100; W. Jędrzejewicz, Sprawa "Wieczoru"..., s. 60; R. Wapiński, R. Dmowski, s. 140). Wydaje się, że ocena A. Garlickiego (J. Piłsudski 1867-1935, s. 87) jest najbardziej bliska prawdy. Oto jego zdanie: "Misja Piłsudskiego i Filipowicza zakończyła się więc fiaskiem... Wydaje się zresztą, że Japończycy od początku nie zamierzali się zbytnio angażować w egzotyczne sprawy polskie. Nie potrzebowali tego, bo wojna była pasmem sukcesów armii japońskiej. Celem politycznym Japonii nie było zniszczenie Rosji, a jedynie ograniczenie jej dalekowschodnich apetytów".

Autor Lodowej ściany natomiast podejmuje próbę zrewidowania misji Piłsudskiego w następujących słowach: "Na drugim spotkaniu gen. Muraty z Piłsudskim (21 lipca 1904 r.) Murata odmówił zawarcia specjalnego porozumienia na zasadach projektu umowy" (s. 220). Główne Dowództwo Armii japońskiej w Mandżurii odmówiło, wysyłając 23 lipca depeszę. Ale autor pisze dalej: "Decyzje odmowne dowództwa japońskiego w polu nie zmieniały w niczym rozpoczętej przez PPS współpracy z przedstawicielami służb Kempeitai [sic] w Europie. Mało tego, z dużym prawdopodobieństwem [!] można założyć, że pewna forma porozumienia w Tokio między przedstawicielem Oddziału II japońskiego Sztabu Generalnego a Piłsudskim jednak miała wówczas miejsce. Prezentowana teza nie ma bezpośredniego odniesienia źródłowego" (s. 222).

W swojej książce napisałem, że raport płk. Akashi (Rakka rynsui), telegramy posła Hayashiego do ministra Komury oraz korespondencja płk. Utsunomiya z liderami PPS wskazywały, że Sztab Generalny zaczął rozdawać środki finansowe dla opozycyjno-rewolucyjnych partii w Rosji z PPS włącznie od lipca 1904 r. W tym właśnie względzie pogląd, iż misja Piłsudskiego w Tokio zakończyła się fiaskiem nie jest całkiem prawdziwy (s. 137).

Trzeba zwrócić uwagę, że Sztab Generalny po prostu kontynuował swój plan popierania i przez to "manewrowania" ruchem rewolucyjnym w Rosji, jako istotny czynnik odniesienia sukcesu militarnego w wojnie z Rosją. Plan ten, trzeba dodać, został obmyślony najpierw przez mjr. Gichi Tanakę w czasie służby wojskowej w Rosji (1898-1907), potem występującego w roli szefa sekcji rosyjskiej Oddziału II Sztabu Generalnego w czasie wojny japońsko-rosyjskiej. Dlatego sądzę, że plan wywiadu wojskowego oraz pomocy finansowej dla sił rewolucyjnych w Rosji z góry był ustalony przez Sztab Generalny, który wydał rozkaz płk. Akashi depeszą z 5 lutego 1904 r., choć nie ma teraz możliwości zapoznać się z jej treścią. Akashiemu potrzebne było kilka miesięcy, żeby utrzymać właściwy kontakt z liderami partii rewolucyjnych w Rosji i w Europie. Dlatego też Piłsudski dowiedział się w Tokio, że kontakt i współpraca Ziliacusa-Akashiego z Jodką zaczęły się realizować w lipcu 1904 r., według depeszy z Londynu do Sztabu Generalnego. Obecność Piłsudskiego w Tokio nie odegrała tu żadnej roli.

A co z tego wynika? Wynika tyle, że Turski miał całkowitą rację pisząc: "Nie rozumiem, co to ma znaczyć odesłanie współpracowników do głównej firmy [tzn. do Sztabu Generalnego w Tokio], jakby wydawca znajdujący się w Londynie [tzn. Taro Utsunomiya] nie mógł sam zakomunikować tej głównej firmie wszystko to, co macie zakomunikować jej" (list do A. Malinowskiego z 3 maja 1904 r., "L.S.", s. 176).

J. Jodko miał rację pisząc zaraz po przywitaniu się z Piłsudskim i Filipowiczem w Londynie: "Z ich opowiadania mam wrażenie, że decyzja odmowna [ze strony Sztabu Generalnego] zapadła przed pertrakcjami i one były tylko komedią" (list Jodki do B.A. Jędrzejowskiego, 31 sierpnia 1904 r., "L.S.", s. 247). Ale Świętek stoi twardo przy swojej tezie i pisze: "Piłsudski opuszczał Japonię w poczuciu pewnego zawodu politycznego, (...) ale miał załatwione pieniądze i pomoc techniczną dla akcji PPS na terenie Rosji" (s. 232-233). Czy teza autora kogoś przekona?

3) Sprawa wysokości i sposobu dostarczenia pomocy finansowej ze Sztabu Generalnego liderom PPS.

Z japońskiej literatury wiadomo, że płk Akashi miał do dyspozycji, ale pod ścisłą kontrolą Sztabu Generalnego, sumę 1 mln jenów na zorganizowanie wspólnej konferencji partii rewolucyjnych w Rosji, wywiadu wojskowego, zakupu broni i transportu itp. W ostatecznym rozrachunku Akashi wydał Y 730 000 czyli ? 73 000. (H. Tani, s. 258; Relacja gen. Nagaoka, [w:] T. Komori, t. 2 s. 667-70). Poza tym Sztab Generalny wydał w Tokio na koszty pobytu i powrotnej podróży Dmowskiego, Piłsudskiego, Filipowicza i Douglasa oraz na zorganizowanie informacji wojskowej w Rosji przez Utrunomiya w Londynie "Monthly payment" (po ? 90). W związku z tym wyłoniło się kilka spraw, które wymagają sprawdzenia:

a) Ch. Inaba i na jego podstawie Świętek próbują przeliczyć kwotę Y 730 000 z 1904-1905 r. na aktualną wartość jena. Według Inaba "milion yenów (w obliczeniu teraźniejszym wynosi 5 mld yenów, czyli 35 mln dolarów USA w 1988 r.) zostało wydane w czasie wojny" (Rakka rynsui, p. 15) i Świętek przytacza tę liczbę bez żadnej uwagi krytycznej (s. 160, przypis 228, s. 344, przypis 368). Ja uważałem takie przeliczenie za nonsens i proponowałem porównać kwotę Y 730 000 z kosztami wojennymi Japonii z 1904-1905, które wynosiły 1,83 mld jenów. Kwota zatem wydana przez Akashiego (Y 730 000) w porównaniu z kosztem totalnym całej wojny stanowiłaby 0,04%, a suma Kimitsuhi [fundusz tajny na rzecz wywiadu i "manewrowania"] wynosiły 4 mln jenów (0,2%), z których większa część została wydana na działalność w Mandżurii, Chinach i Korei. Można też tę kwotę Y 730 000 porównać z kosztami zakupu dwu pancerników (Y 1 875 000), od którego rząd japoński musiał odstąpić w końcu 1903 r. Albo porównać to z kosztem utrzymania jeńców wojennych w obozie Matsuyama: dla żołnierza 30 sen [100 sen = 1 yen)], dla oficera 60 sen dziennie. W każdym razie kwota Y 730 000 nie była tak wielka, jak niektórzy publicyści dziś propagują (por. moją książkę, s. 265, 296, 308, przypis 61; s. 311, przypis 108).

b) Płk Akashi wydał najwyższą kwotę: Y 450 000 na zakup statków, broni i amunicji oraz ich transportu w maju 1905 r. Znaczyło to, że Akashi dysponował jeszcze resztą funduszu: 730 000 - 450 000 = 280 000. W liście do Jodki 27 czerwca 1905 r. Akashi określił środki finansowe dla PPS na Y 5000 i obiecywał jeszcze dalsze Y 5000, co zostało zrealizowane później. Poza tym, Akashi wydał po Y 100 000 na wspólną konferencję partii opozycyjno-rewolucyjnych w Paryżu (1904) i Genewie (1905). Natomiast Świętek podaje, że suma ogólna pomocy finansowej dla PPS wynosiła Y 33 430 (s. 343-344). Jest to wyliczenie wątpliwe. Sprawdziłem to dokładniej:

(1) Miesięczne raty po Y 90 od kwietnia do grudnia 1904 r. (w dyspozycji T. Utsunomiya - Y 810 [zgoda];

(2) koszty podróży J. Piłsudskiego i Filipowicza z Tokio do Londynu (w dyspozycji Inagaki ze Sztabu Generalnego) -Y 200 [zgoda];

(3) dodatkowe miesięczne raty na obsługę agentury na Syberii po Y 100, za dwa miesiące 1904 r. (w dyspozycji Utsunomiya) - Y 200 [zgoda];

(4) subwencje na zakup broni oraz obsługę działalności rewolucyjnej w październiku i listopadzie 1904 r. (w dyspozycji Akashi) - Y 4000 [zgoda];

(5) miesięczne raty po Y 90 w 1905 r., od stycznia do września (w dyspozycji Utsunomiya) - Y 810 [zgoda];

(6) dodatkowe miesięczne raty na obsługę agentury na Syberii po Y 100 w 1905 r., od stycznia do października (w dyspozycji Utsunomiya) - Y 900 [możliwe, ale bez dowodu];

(7) subwencje na zakup uzbrojenia oraz obsługę działalności rewolucyjnej w 1905 r. (w dyspozycji Akashi), od lutego do lipca razem Y 26 500 [?].

Według obliczenia autora Akashi wydał na PPS (4) + (7) = Y 30 500. To znaczy, trzy razy więcej niż kwoty, o których pisał Akashi do Jodki z 7 czerwca 1905 r. Nie wiemy, skąd się wzięła kwota (7) Y 26 500. Można przypuszczać, że Świętek obliczył część kwoty (Y 450 000) jaką otrzymał Akashi w końcu kwietnia 1905 r. na konto PPS. Ale z kwoty tej najwięcej trzeba było wypłacić na zakup statku "John Grafton" (700 t) i dwu małych statków na transport broni i amunicji. Według relacji ochrany Akashi wydał "dla Sp [tzn. PPS] 5000 sztuk karabinów -  Y 4000" i nie więcej (por. tekst w nawiasie pisany w cyrylicy). Odejmujemy Y 4000 z kwoty Y 26 500, a cała reszta: Y 22 500, nie poddaje się analizie konkretnej i nie wiadomo, skąd ją wziął Świętek. Prosimy go o wyjaśnienie.

4. Sprawa wspólnej konferencji partii opozycyjno-rewolucyjnych w Rosji, Paryż wrzesień - październik 1904 r. i Genewa kwiecień 1905 r. Japoński Sztab Generalny w planie strategicznym, który był opracowany przez młodych oficerów 8 czerwca 1903 r. (Tani(?), s. 82-84], podkreślał, że Rosja była od dawna zaaferowana poważnym kłopotem wewnętrznym, mianowicie ruchem rewolucyjnym z partią socjalistów-rewolucjonistów (S-R) na czele. Stąd koncepcja japońska "manewrowania" partiami opozycjno-rewolucyjnymi na terenie imperium rosyjskiego oraz taktyka zorganizowania wspólnej konferencji dla omówienia szans powstania zbrojnego. Główną postacią, której powierzono zrealizowanie tego planu w Europie, był płk Akashi, który znalazł współpracownika w osobie fińskiego działacza politycznego w Sztokholmie, K. Zilliacusa. Zilliacus w całym okresie wojny pracował jako główny pośrednik Akashiego w Europie. Akashi od początku swego działania uważał partię S-R za najmocniejszą i nastawioną na działania bojowe. K. Zilliacus był także przekonany, iż rewolty słabszych narodów w Rosji nie mogłyby podważyć caratu. Trzeba było, jego zdaniem, wywołać ruch rewolucyjny w centralnej Rosji. Wydaje się, że plan wspólnej konferencji poświęconej powstaniu zbrojnemu w rozumieniu Sztabu Generalnego - Akashiego-Zilliacusa nie był łatwy do pogodzenia z koncepcją kierownictwa PPS, które cechowała nieufność do rosyjskiego ruchu rewolucyjnego i skupienie uwagi na ruchach narodów uciskanych z Polakami na czele.

Zdanie Świętka w tej sprawie przedstawia się raczej mętnie. Pisze on, że Jodko się nie zgodził na projekt rezolucji konferencji paryskiej i wysłał swój projekt (list do Zilliacusa 16 sierpnia 1904 r., s. 241, przypis 18). W związku z tym Świętek podkreśla, że "w ujęciu PPS odzyskanie niepodległości Polski warunkowało więc czynne przeciwstawienie się Rosji, bez względu na formę sprawowania w niej władzy". [Chodziło o monarchizm albo konstytucjonalizm w Rosji]. Jeszcze przed konferencją paryską Jodko napisał do B.A. Jędrzejewskiego 27 sierpnia 1994 roku (s. 244): "...wobec tego nasze rady nie tylko nie mają dla nich znaczenia, ale przeciwnie, są nawet do pewnego stopnia im solą w oku, przynajmniej oni wyobrażają sobie, że rada [tzn. wspólna konferencja] uciśniętych narodowości może nastraszyć moskali, wzbudzić szowinizm etc.". Z drugiej strony Akashi przypomniał w swym raporcie do Sztabu Generalnego, że pogląd K. Zilliacusa był wspaniały, bo powiedział Akashiemu: "It is impossible to weaken and to ores throw the Russian government, if only the ubjugated nations would rise in revolt... Subjegated nationalities must aet in subordination to the Russians, who have the capacity for overthrowing the government". (Rakka ryusui, p. 41-42, note 10). Różnica koncepcji w sprawie wspólnej konferencji między Jodką a Zilliacusem-Akashi była dość wyraźna. A jednak autor w związku z wyżej cytowanym listem Jodki do Jędrzejowskiego pisze, że "Jodko-Narkiewicz uznał konferencję za udaną", bez podania z jakiej przyczyny! (s. 244).

W artykule na temat przebiegu i wyników tej konferencji, zamieszczonym w "Przedświcie" 1904, nr 10-12 (pióra Jodki) było zdanie, że PPS zamierza zorganizować koalicję najpierw z partiami uciskanych narodów w Rosji, potem z partiami rosyjskimi. Konferencja ta była pierwszą próbą osiągnięcia tego celu, a więc stanowiła "wielki krok naprzód".

Czy możemy traktować takie zdanie Jodki i autora na serio, czy też jest to tylko gra słów?

Ocena autora w sprawie konferencji genewskiej też jest niejasna. Autor cytuje list Jodki do S. Wojciechowskiego 11 kwietnia 1905 r.: "Wracam właśnie z konferencji (...) Dała rezultaty daleko lepsze od paryskiej i w ogóle zadowalające". Dlaczego? Autor podaje swoje zdanie w następujących słowach: "Wprawdzie zapisy ogólnej politycznej deklaracji przyjętej na konferencji pozwalały dopuszczać wniosek o możliwości nawet całkowitego oderwania Królestwa Polskiego od Rosji (...) W rzeczywistości formuła dotycząca ziem zaboru rosyjskiego oznaczała odłożenie przez PPS realizacji całkowitej niepodległości na czas nieokreślony, przez poprzestanie na żądaniu powołania odrębnego zgromadzenia ustawodawczego, jako próby uzyskania samostanowienia w ramach dobrowolnej federacji z Rosją."

Czy interpretacja Jodki i autora jest naturalna czy wymuszona? W każdym bądź razie, interpretacja Zilliacusa-Akashiego była inna.

5) Uwagi drobniejsze:

(a) W lipcu 1904 r. Piłsudski otrzymał w Tokio trzy depesze Jodki za pośrednictwem Malinowskiego-Utsunomiya do Sztabu Generalnego. Treść drugiej i trzeciej depeszy była dla Piłsudskiego przynajmniej zaskakująca, bo była tam mowa o kontaktach Zilliacusa z Jodką, przy czym Zilliacus obiecał dostarczać broń dla PPS. W trzeciej depeszy (otrzymano w Tokio 19 lipca) było następujące zdanie Malinowskiego: "Okazało się, że on [Zilliacus] chce uzyskać broń dla nas od Japończyków i w swym ostatnim zwróceniu się do pułkownika [T. Utsunomiya] żądał na ten cel 4 000 funtów. Załatwiał to bez naszej wiedzy i zgody. Podczas mej bytności u pułkownika z Finlandczykiem uznałem to za słuszne i ta suma ma służyć nie tylko na broń. ...Informuję o tej sprawie na prośbę pułkownika". (W. Jędrzejewicz, Sprawa " Wieczoru"..., s. 65, R. Świętek "L.S.", s. 217, przypis 400). Świętkowa ocena drugiej depeszy (otrzymanej 17 lipca) brzmi: "Otrzymywane w Tokio depesze nie miały większego wpływu na treść rozmów z Japończykami, gdyż nie wnosiły nowych, merytorycznych elementów do dyskusji" (s. 215). Interpretacja autora trzeciej depeszy brzmi: "Utsunomiya wskazywał, gdzie nieprzerwanie znajdowała się płaszczyzna wspólnych działań, określając ich praktyczny wyraz w możliwości przekazania broni Polakom. Przyzwolenie Piłsudskiego oznaczało zgodę na warunki porozumienia, które określała strona japońska" (s. 218).

Jedno i drugie jest nie do wiary, bo po pierwsze, czy w takim razie potrzebna była obecność Piłsudskiego w Tokio? Wcale nie. Po drugie, co innego mógłby Piłsudski zrobić w sytuacji fait accompli, jak tylko wyrazić zgodę? I dlatego Piłsudski po otrzymaniu odmownej odpowiedzi z Głównego Dowództwa w Mandżurii zdecydował się opuścić Tokio. Naturalnie depesze z Londynu, szczególnie trzecia depesza, miały bezpośredni wpływ na tok rozmów ze Sztabem Generalnym.

b) Spraw dokumentów przedstawionych przez Piłsudskiego Sztabowi Generalnemu. Nie znamy autentycznych dokumentów z tej akcji, ale godzimy się na to, kopiały znajdujące się w Archiwum Instytutu Józefa Piłsudskiego (s. 180-181 przypis 290-291) są rzetelne. Natomiast omówienie tych dokumentów przez Świętka przypada na strony 180-181 i 212-215. Taki sposób omówienia utrudnia czytelnikom zrozumienie w całości Memorandum Piłsudskiego, które składa się z trzech części: Przedmowa, Projekt umowy i Zakończenie. Pierwsza z nich była opublikowana w 1937 r. pod tytułem Memoriał złożony Ministerstwu Spraw Zagranicznych [!] w Tokio (Pisma zbiorowe, t. II). Tekst "projektu umowy" i "zakończenie" był publikowany po raz pierwszy w artykule W. Jędrzejewicza w 1974 r. Teraz Świętek mógłby przedstawić Memorandum w całości i w jednym miejscu. Szkoda, że tego nie zrobił (por. moją książkę, s. 123-129).

c) Sprawa polityki japońskiej na rzecz zakończenia wojny. Autor powtarza za A. Kujala, March seperately... (p. 100): "Japonia nie chciała posłużyć za narzędzie do naciśnięcia spustu wybuchu w Rosji rewolucji, której efekty, jak się obawiano, mogły spowodować zwrot w polityce wielu rządów europejskich przeciwko Tokio i pozbawić Rosję stabilnego rządu, który podpisałby traktat pokojowy" (s. 198). Stwierdzenie takie nie jest ścisłe. Trzeba dokładniej określić kto, co, kiedy i gdzie. Wiemy już, że na początku wojny Sztab Generalny liczył na wywiad i "manewrowanie" siłami rewolucyjnymi w Rosji przez attaché wojskowych w Europie. Po krwawej niedzieli 22 stycznia 1905 r. płk Akashi, przekonawszy się do pomyślnej perspektywy zbrojnych walk w Rosji, wysłał kilka depesz do Sztabu Generalnego (12 lutego, 12 kwietnia, 7 maja 1905 r.). Pierwsza z nich mówiła, że zdaniem Zilliacusa "conditions in Russia are unescpectedly deteriorating. So there is no doubt that our goal to overthrow the Russian government, will be accomplished if the scheduled demonstration can be effectively delayed [?kept up ... It is necessary to spend 440 000-450 000 yen, by my reokining, and to pay it at the beginning of may". (Rakka rynsui, p. 61-67).

W tym samym celu wysłał depeszę do ministra Komury poseł ... w Paryżu 13 lutego, poseł Akizuki w Sztokholmie 3 marca. Odpowiedź min. Komury była negatywna: "It is necessary to keep wait and see policy" (Komura do Akizuki, 7 marca 1905 r.). Z drugiej strony, płk Akashi w swym raporcie napisał; "When arrived from Stockholmin Paris at the end of april,... the requeted money had already aziveal there, so I decided on its distribution." (Rakka rynsui, p. 45). To znaczy, że Komura odmówił, ale Sztab Generalny zgodził się na wydanie 450 000 yenów w celu dostarczenia broni dla partii rewolucyjnych w Rosji. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że ta różnica polityki między MSZ a Sztabem Generalnym była chwilowa. Główne dowództwo armii japońskiej w Mandżurii dobrze orientowało się, że po bitwie w Mukdenie w marcu 1905 r. siły armii lądowej już zostały wyczerpane. Najwyższy czas, według zdania szefa Sztabu, gen. G. Kodamy (?) żeby skończyć wojnę z Rosją. Wrócił do Tokio i zmusił rząd do przyjęcia "projektu warunków do paktu pokojowego z Rosją" w dn. 21 kwietnia 1905 r. Od tej chwili i działalność Akashi w Europie straciła faktycznie znaczenie. Dopiero wtedy wyżej wymieniony pogląd A. Kujali możemy uznać za słuszny. Niestety, Świętek cytuje ten fragment o wiele wcześniej, niż to być powinno.

d) Sprawa efektu pomocy finansowej Sztabu Generalnego dla liderów PPS. Świętek kilka razy przyznaje, że kontakt liderów PPS z "wieczorowymi" był tajemnicą dla instancji partyjnych i pieniądze otrzymane od Akashiego i Utsunomiyi poszły do osobnej kasy, a nie kasy partii (s. 307, 344-345). W liście Jodki do Wojciechowskiego 28 maja 1905 r. wskazano: "Musicie zrobić tak, by nie uwzględnić wcale dochodów wieczorowych... Dochody i rozchody za cały miesiąc zawsze bez pieniędzy wieczorowych" (s. 321). Cytując ten list autor dochodzi do konkluzji: (1) Centralizacja i ścisła konspiracja kontaktu [z Japończykami]... (2) Wyłączenie z akt dokumentacji tajnych powiązań, (3) Odłączenie od ogólnych rachunków kasy partyjnej wpływów i wydatków związanych bezpośrednio ze współpracą wywiadowczą (s. 321-322).

Nie jesteśmy pewni, czy te trzy elementy stanowią współcześnie model "nieformalnych związków organizacji politycznych z obcymi im służbami wywiadu" (s. 321). Ale zdrowy rozsądek dyktuje, że to, co zrobiło kilku tylko liderów PPS, to jest albo nielojalność w stosunku do szeregowych członków partii i ludzi pracy, albo polityczne samobójstwo liderów partii.

e) informacja W. Dzieduszyckiego dla Akashi w sprawie broni? Autor na podstawie tłumaczenia Rakka rynsui (p. 45) pisze, że W. Dzieduszycki spotkał się z Akashim w Wiedniu i "przekazał informację o możliwości zakupu w Szwajcarii kilkudziesięciu tysięcy niedrogich karabinów" (s. 350, przypis 213). Otóż w japońskim tekście Rakka rynsui tego Polaka nazwano "Sutsudenicki", czyli najprawdopodobniej Władysław Studnicki. Tłumacz Rakka rynsui nie bardzo się niestety orientował, kim był Studnicki a kim Dzieduszycki.

Przy okazji dodam kilka błędów tłumaczenia Rakka rynsui: Słowo Zilliacusa (note 7, p. 38) "As your country is very familiar with Russian affairs" powinno być "As your country is not familiar with..."A Kujala pisze "According to Yanaba Chiharu, Akashi received new instruction from Tokio, in line with this shift in policy... A million yen was now allocated to backing an armed uprising and revolution in Russia" (Rakka rynsui, p. 161). Chyba to nieporozumienie między Janabą a Kujalą Akashi - otrzymał w Paryżu 450 000, a nie milion yenów na cele dostarczenia broni. Zresztą to nie oznaczało żadnej zmiany polityki Sztabu Generalnego.







Józef Piłsudski i obce wywiady