Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!




HISTORIA













*** PAWEŁ WIECZORKIEWICZ - "WRZESIEŃ 1939 - PRÓBA NOWEGO SPOJRZENIA"
Mówią Wieki

...Zarzut zbytniej pobłażliwości, a właściwie nieumiejętności oceny ludzi, dotyczy także szefa sztabu naczelnego wodza gen. Stachiewicza. Wiedząc o karygodnym postępku dowódcy Armii "Łódź" gen. Juliusza Rómmla, który po lotniczym bombardowaniu swego sztabu lekko tylko kontuzjowany zbiegł do Warszawy, pozostawiając wszystko na łasce losu, Stachiewicz wskazał go na dowódcę Grupy Armii "Warszawa", a było to zadanie pierwszorzędnej wagi. Skutki okazały się fatalne, gdyż Rómmel nie chciał udzielić na jej przepolach pomocy ani wojskom gen. Wiktora Thomméego, ani wesprzeć krwawiących nad Bzurą oddziałów Armii "Poznań" i "Pomorze".










*** Paweł Piotr Wieczorkiewicz - Kampania 1939 roku - BILANS

...Odmiennie niż w Armii "Kraków" było u Rómmla, Dęba-Biernackiego i Bortnowskiego. W Armii "Łódź" wojska opuściło aż trzech dowódców: wspominani już generał Bończa-Uzdowski oraz pułkownicy Hanka-Kulesza i Dojan-Surówka. Dowódca 28. Dywizji Piechoty, "który drapnął do Warszawy", odnalazł się po kilku dniach w Modlinie, gdzie z łaski gen. Thommeego został przywrócony, jedynie nominalnie, na dawne stanowisko. Opamiętał się także Hanka-Kulesza, oficer o świetnej tradycji z Legionów (był uczestnikiem legendarnego "patrolu Beliny" w 1914 r.), zapisując ładną kartę w końcowym etapie kampanii. Dojan-Surówka, który, choć miał "przeszłość bojowo dobrą", uchodził za człowieka "wygodnego", któremu "nic się nie chce robić", odznaczający się do tego "lenistwem pracy, a nawet myślenia", nie okazał się, jak spodziewał się płk Rowecki, dobrym dowódcą dywizji; przeciwnie - był jednym z pierwszych wojskowych, którzy znaleźli się poza granicami RP, i to jeszcze przed uderzeniem sowieckim. Zagubili się w większości również podkomendni Dęba-Biernackiego, bijąc się źle i bez przekonania, jak gen. Paszkiewicz i płk Oziewicz, pierwszy skarżący się na niedomagania sercowe, drugi lekko draśnięty, zdradzali chęć jak najszybszego oderwania się nie tylko od przeciwnika, ale i swoich, pozostawionych samopas żołnierzy.










*** PAWEŁ WIECZORKIEWICZ - Sen o białym pióropuszu
Polska Zbrojna - 2004-05-27

...Wbrew legendzie stworzonej później na Zachodzie przy wybitnym udziale gen. Andersa, którą budowano m.in. za pomocą fałszowania dokumentów, wysiłek 2. Korpusu nie odegrał w bitwie o Rzym roli decydującej, bowiem o wycofaniu się Niemców z Monte Cassino przesądziło nie czołowe, mało skuteczne i krwawe uderzenie, lecz sprawne oskrzydlenie ich linii obronnej przez korpus gen. Juina, który otrzymał wreszcie pozwolenie na zrealizowanie swej koncepcji.










*** Paweł Wieczorkiewicz - Łańcuch historii

...Wedle mało wiarygodnej, a nawet podejrzanej, aliści w danym przypadku psychologicznie prawdopodobnej relacji innej primadonny - Wiery Dawydowej, Budionny, gdy tylko zaznajomiono go z materiałami śledztwa, miał zażądać podczas półoficjalnej audiencji na Kremlu, aby małżonkę rozstrzelano, zgłaszając się na ochotnika do przeprowadzenia egzekucji. Choć oczywiście gorliwość ta nie mogła przekonać Stalina, marszałka ostatecznie pozostawiono w spokoju, tym bardziej że "łagierna żona", podobnie jak w przypadku wielu innych notabli z najwęższego kręgu władzy (m.in. Mołotowa), miała ciążyć mu niczym miecz Damoklesa, skłaniając do większej jeszcze dyspozycyjności.














*** JAREMA MACISZEWSKI - Błędy i chwała Września
Przegląd - 2004-09-10

...Wypada skonstatować, że trzech dowódców armii: gen. Stefan Dąb-Biernacki, gen. Kazimierz Fabrycy i gen. Juliusz Rómmel, powinno było stanąć przed sądem wojennym za opuszczenie swych wojsk. Można wymienić także kilku dowódców dywizji, którzy porzucili swych żołnierzy, np. dowódca 2. DP, płk Dojan Surówka. Większość jednak biła się do granic możliwości. Poległo pięciu generałów służby czynnej: Józef Kustroń, Franciszek Wład, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Mikołaj Bołtuć w walce z Niemcami. Piąty, gen. Józef Olszyna-Wilczyński, został po prostu zamordowany przez radziecką szpicę pancerną w miejscowości Sopoćkinie.












*** Grzegorz Czwartosz - ZWYCIĘZCÓW NIKT NIE SĄDZI
Polska Zbrojna

...Zbrodnią wojenną jest bierność wobec konieczności udzielenia elementarnej opieki jeńcom. W tym kontekście Stany Zjednoczone obciąża śmierć ok. 18,1 tys. żołnierzy niemieckich pod Bretzenheim na przełomie kwietnia i maja 1945 r. Zmarli na skutek nieudzielenia pomocy medycznej, z zimna i głodu. Trzymani pod gołym niebem, bez latryn, jedzący trawę, nieludzko ścieśnieni i unurzani we własnych ekskrementach mieli niewielkie szanse na przetrwanie.













*** Zapomniane piekło - ARAM MATTIOLI
Die Zeit - 13.12.2001

...Za najazd na Abisynię, ludobójstwo i rządy terroru nie odpowiedział żaden polityk ani dowódca wojskowy Mussoliniego. Włosi nadal unikają rozliczenia zbrodni sprzed 60 lat.









 



*** ZDZISŁAW SKROK - Archeologia niezgody
Rzeczpospolita - 2000.11.10

...Kossinna, ulegając panującym wówczas w Niemczech ezoteryczno-megalomańskim nastrojom, głoszącym rasową i kulturową wyższość starożytnych Germanów nad innymi ludami Europy Środkowej, opracował koncepcję aryjskiej rasy nordyckiej, której przypisał rolę kulturotwórczą w pradziejach Europy. Jego zdaniem, już w epoce neolitu (4500-1800 przed Chr.) plemiona indogermańskie zasiedlały całą Europę Środkową i Zachodnią na zachód od Bugu i Sanu, tworząc na tym terenie cywilizację, której składnikami, według niego, były m.in. osiągnięcia starożytnych Greków, Rzymian i Celtów. Dopiero na obrzeżu tego rozkwitającego obszaru, w lasach Białorusi, bagnach Polesia i stepach Ukrainy umieszczał Kossinna ludy niższe rasowo i kulturowo - Słowian, Traków, Scytów. Fakt, że w pewnym okresie Słowianie przesunęli swe siedziby aż po Łabę, tłumaczył chwilowym osłabieniem germańskiego ducha.

 

 



*** Kultura nadeszła ze Wschodu - Neolityczna rewolucja

...Ponad dziewięć tysięcy lat temu na terenie dzisiejszej Grecji wyrosły pierwsze osady przybyszów ze Wschodu. Sąsiadami rolników były miejscowe społeczności zbieracko-łowieckie - niewielkie grupy wędrujące nieustannie w poszukiwaniu pożywienia. Los tych ludzi zależał od przyrody. Jeśli w okolicy nie rosły jagody ani jadalne kłącza, a stada dzikiej zwierzyny były nieliczne, cała grupa przymierała głodem. Brak pożywienia stanowił jedną z głównych przyczyn wysokiej śmiertelności wśród zbieracko-łowieckiej ludności Europy. Liczebność tej populacji była stała - liczne narodziny równoważyła wysoka śmiertelność. Tymczasem osadnicy z Azji Mniejszej bardzo szybko zadomowili się na terenie naszego kontynentu. Ciepły grecki klimat sprawił, że ziemia rodziła wspaniale. Siali głównie pszenicę, hodowali krowy, owce i kozy. Wysokie plony pozwalały na gromadzenie zapasów żywności. Wysoki przyrost naturalny spowodował, że już ok. 6 tys. lat p.n.e. cały Półwysep Bałkański pokryła gęsta sieć ludnych wiosek. Wtedy historia się powtórzyła: podobnie jak kiedyś z terenów Bliskiego Wschodu, tak teraz z Bałkanów ruszyły dwie fale kolonizacyjne w poszukiwaniu terenów pod uprawy i wypas zwierząt.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Tajemnicza epoka herosów - Przyczyny upadku wspaniałej kultury mykeńskiej do dziś pozostają tajemnicą
Przegląd - 14/2008

...Władcy mykeńscy zgromadzili bajeczne bogactwa - świadczą o tym znajdowane w grobowcach złote maski, klejnoty i broń. Nie wiadomo, czy źródłem tych dostatków był handel, łupieskie wyprawy zamorskie czy też wojskowa służba najemna u monarchów Bliskiego Wschodu, bo z całą pewnością nie rolnictwo i rzemiosło w nieurodzajnej Helladzie. Być może wanaksowie czerpali dochody z tych trzech źródeł naraz. Wątpliwe, czy istniało jednolite królestwo mykeńskie. W dokumentach imperium Hetytów, obejmującego większą część Azji Mniejszej, wymienione jest mające silną armię i flotę państwo Ahijawa, dokonujące wypraw zbrojnych na azjatyckie wybrzeża. Niektórzy naukowcy uważają, że Ahijawa to Achajowie, czyli Mykeńczycy. Nie ma jednak pewności w tej materii, językoznawcy przeczą powyższej identyfikacji, być może Ahijawa to jakaś azjatycka potęga, niemająca z Grekami nic wspólnego.
Świat mykeński skonał wśród krzyków mordowanych i w dymie pożarów. W XIII w. p.n.e. pałace zostały otoczone potężnymi fortyfikacjami - wanaksowie byli świadomi narastającego zagrożenia. Ale cyklopowe mury nie ocaliły dumnych królów. Około 1200 r. p.n.e. Mykeny, Tyryns i inne ośrodki zostały zdobyte i zniszczone - kilka innych pałaców zdołało przetrwać 50 lat dłużej. Cała cywilizacja uległa zagładzie.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Zagadkowy świat Mykeńczyków
Przegląd - 21/2011

...Ok. 1500 r. p.n.e. Mykeńczycy zamiast grobów szybowych zaczęli budować monumentalne groby kopułowe (tholosy). W okolicach Myken znaleziono ich dziewięć. Najwspanialsze to opiewany przez Juliusza Słowackiego skarbiec Atreusa (czyli grób Agamemnona) oraz grób Klitajmestry (aczkolwiek nie wiadomo, jakie imiona mieli pochowani w nich władcy). Ok. 1450 r. p.n.e. Mykeńczycy zdobyli Knossos na Krecie, kładąc kres bajecznej, kolorowej cywilizacji minojskiej, która nie była grecką, nazwanej od imienia mitycznego króla Minosa. Greccy najeźdźcy z kontynentu opanowali całą Kretę, puścili z dymem miasta, zniszczyli sanktuaria minojskich bóstw. Minojczycy posługiwali się tzw. pismem linearnym A. Zwycięzcy przejęli wiele elementów cywilizacji minojskiej, motywy morskie w zdobnictwie i przede wszystkim pismo linearne, które przystosowali do potrzeb języka greckiego. Tak powstało pismo linearne B.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Tajemnicza faraonka z brodą - Dlaczego egipska królowa Hatszepsut jest ikoną feministek?
Przegląd - 21/2007

...Wydaje się, że opowieści o kobiecym pacyfizmie Maatkare należy między bajki włożyć. Hatszepsut nie była tak zapalonym wojownikiem jak Totmes III, lecz z napisów jasno wynika, iż za jej panowania armie Egiptu toczyły bitwy z tradycyjnymi wrogami kraju na południu i wschodzie. Z "nieoficjalnego" graffiti żołnierza imieniem Ti wynika nawet, że faraonka osobiście prowadziła wyprawę do Nubii: "Widziałem, jak król (Hatszepsut) pokonał nubijskich nomadów, widziałem, jak niszczył ziemie Nubii". Wydaje się jednak, że władczyni nieco zaniedbała politykę zagraniczną. Totmes III jako faraon musiał potem podjąć aż 17 wypraw do Azji, gdzie dotarł aż do Eufratu.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Neandertalczyk zjedzony? - Człowiek współczesny mógł traktować swego włochatego krewniaka jako smakowity posiłek
Przegląd - 23/2009

...Kromaniończycy mogli po prostu wymordować neandertalskich kuzynów w bezlitosnej wojnie o tereny myśliwskie, zapewniające bezpieczne schronienie jaskinie czy złoża niezbędnego do wyrobu narzędzi krzemienia. Zdaniem niektórych ekspertów, zagłada neandertalczyków była pierwszym ludobójstwem w dziejach. Teoria paleolitycznych "pól śmierci" i brutalnego zderzenia dwóch ludzkich populacji trafiła do literatury. Brytyjski noblista William Golding napisał powieść "Spadkobiercy", której bohater, neandertalczyk Lok, usiłuje zrozumieć, co się dzieje, gdy jego pobratymcy są bezlitośnie masakrowani przez najeźdźców. Zabójcza moc obcych tak fascynuje Loka, że trudno mu nawet zdobyć się na żal po utraconych towarzyszach.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Zagadka zagłady mamutów - Czy ludzie Clovis dokonali masakry wielkich ssaków w Ameryce?
Przegląd - 10/2009

...Naukowcy do dziś toczą spór, co było przyczyną tego wymierania. W 1963 r. Paul Martin, młody ekolog z uniwersytetu stanu Arizona, wystąpił z hipotezą overkill, co tłumaczone jest jako "wielkie zabijanie". Martin, już profesor w stanie spoczynku, twierdzi, że to ludzie Clovis, wędrujący rozległymi terenami niedawno uwolnionymi od lodu na wschód od Gór Skalistych, wybili ogromne i przedziwne zwierzęta Ameryki. Stworzenia te nigdy przedtem nie widziały człowieka, toteż nie potrafiły się przed nim bronić. Obfitość pokarmu sprawiła, że ludzie Clovis szybko się rozmnażali - myśliwych było coraz więcej. "Wielkie ssaki wymarły nie dlatego, że zabrakło im pożywienia, lecz z tego powodu, że same stały się pożywieniem", napisał Martin, który swoje stanowisko podtrzymuje do dziś.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Starożytny komputer z dna morza - Naukowcy wciąż próbują rozwiązać zagadki słynnego mechanizmu z Antykithiry
Przegląd - 16/2009

...Początkowo badacze przypuszczali, że to szczątki nowożytnego zegara, który przypadkiem opadł na wrak. Nikt nie przypuszczał bowiem, że starożytni Hellenowie potrafili sporządzać tak skomplikowane urządzenia. Koła zębate pokrywały wszakże napisy w języku greckim. Z trudem przyjęto więc do wiadomości, że aparat z Antykithiry pochodzi z czasów starożytnych. Podobny poziom dokładności i precyzji mechanicy osiągnęli po upływie tysiąca lat. Niektórzy uważają nawet, że dopiero zegary z XVIII w. dorównują złożonością starożytnemu komputerowi. Przez dziesięciolecia trwało żmudne czyszczenie mechanizmu, którego trzy najważniejsze fragmenty wystawione są w Muzeum Archeologicznym w Atenach. Jako pierwszy po prawie 20 latach badań rekonstrukcję starożytnego komputera wykonał w 1974 r. Derek de Solla Price z uniwersytetu w Yale. Podczas swych dociekań współpracował z greckim fizykiem nuklearnym Charalamposem Karakalosem, który prześwietlił aparat z Antykithiry promieniami rentgena i gamma. Zgodnie z tym modelem aparat składał się z 27 kół. Wskazówka na przedniej tarczy wskazywała coroczną wędrówkę Słońca i Księżyca poprzez znaki zodiaku, przy czym nazwy miesięcy pochodzą z kalendarza egipskiego.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Zagadkowy dysk z Fajstos - Kalendarz, amulet czy starożytny podręcznik technik seksualnych?
Przegląd - 23/2008

...Na dysku dostrzec można 45 różnych znaków (cała inskrypcja składa się z 241 znaków). Znaki przedstawiają ptaki, topory, kwiaty, ryby, ludzi z "punkową" fryzurą. Badacze nie są zgodni, czy to pismo sylabiczne czy obrazkowe, czy może nawet alfabetyczne. Zdumiewające, że znaki nie zostały sporządzone ręką, lecz wyciśnięte czymś w rodzaju stempelków (lub matrycą). Niemiecki lingwista Herbert Brekle twierdzi więc, że napis na dysku wykonany został "dokładnie według zasady typograficznej", jest zatem najstarszym drukowanym dokumentem świata, który powstał ponad 3 tys. lat przed wynalazkiem Gutenberga. Amerykański biolog Jared Diamond w wydanej także u nas książce "Wynalazki, strzelby, maszyny" napisał, że dysk z Fajstos jest przykładem postępu technicznego, który został dokonany w niewłaściwym czasie, niejako za wcześnie. Minojczycy najwyraźniej wynaleźli zasadę druku, ale jej nie rozpowszechnili. Pisanie ręką na glinie było przecież znacznie łatwiejsze niż sporządzanie i odciskanie stempelków. Wynalazek poszedł więc w zapomnienie. W czasach Gutenberga sytuacja była zupełnie inna. W znacznie bardziej rozwiniętym społeczeństwie późnośredniowiecznym wynalazek druku został przyjęty entuzjastycznie i znalazł licznych sponsorów.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Rzymianie w Państwie Środka? - Badania DNA mogą wyjaśnić zagadkę zaginionego w Chinach legionu Marka Krassusa
Przegląd - 15/2007

...Do dziś nie jest pewne, co się stało z tysiącami Rzymian, pojmanymi pod Karrai. Prof. Dubs przypuszcza, że niektórzy uciekli, podążyli na wschód i przyłączyli się do wojowniczych Hunów. Państwo chińskie pod wodzą prężnej dynastii Han prowadziło wtedy wojny z Hunami. Chiński historyk Ban Gu (32-92 n.e.) napisał "Dzieje Dawnej Dynastii Han". Jak wynika z tego dzieła, w 36 r. p.n.e. dwaj cesarscy wodzowie, Gan Janszou i Czen Tang, dowodzący wojskami w Regionach Zachodnich (obecnie Xinjiang i część Azji Środkowej), poprowadzili 40-tysięczną armię przeciwko Hunom, siedzącym wokół miasta Zhizhi (obecnie Dżambuł w południowym Kazachstanie na przedgórzu Tien-szanu). Zdumieni chińscy woje spostrzegli, że miasto było ufortyfikowane drewnianymi palisadami, wzmocnionymi przez potężne pnie. W Azji Środkowej Hunowie nie znali takiej techniki budowania twierdz, natomiast jest ona charakterystyczna dla sztuki wojennej Rzymian. W bitwie pod Zhizhi niektórzy przeciwnicy Chińczyków zastosowali zadziwiającą taktykę - połączyli swe tarcze tak ściśle, że przypominały rybie łuski. Przypomina to słynny rzymski szyk bojowy, zwany żółwiem (testudo). Oddział tworzący żółwia osłaniał się zachodzącymi na siebie tarczami ze wszystkich stron, także od góry. Mimo wsparcia bitnych legionistów Hunowie ponieśli klęskę. Armia dynastii Han wzięła 1,5 tys. jeńców, wśród których znalazło się jakoby 145 dawnych żołnierzy Krassusa.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Najstarsza świątynia świata
Przegląd - 17-18/2007

...Prawdopodobnie ludzie, którzy wywędrowali spod Göbekli Tepe, założyli około 7500 r. p.n.e. Çatalhöyük, osadę, nazywaną przez niektórych nieco na wyrost najstarszym miastem świata. W rzeczywistości było to swego rodzaju pueblo czy też komuna bez fortyfikacji, świątyń czy budynków publicznych. Gliniane domy stojące ciasno jeden przy drugim były bardzo podobne - wśród około 5 tys. ludzi tłoczących się w Çatalhöyük nie było warstw społecznych. Mieszkańcy osady uprawiali ziemię i hodowali kozy, ale też wciąż wyprawiali się na łowy w okoliczne góry. Można przypuszczać, że także oni w końcu wybili wszelkie łowne stworzenia - około 6000 r. p.n.e. motyw dzikich zwierząt znika ze ściennych malowideł. Wkrótce potem osada została opuszczona. Rolnictwo i hodowla wciąż były za mało wydajne, aby utrzymać większe skupiska ludzkie. Musiały minąć jeszcze dwa tysiąclecia, zanim w Mezopotamii powstały pierwsze miasta. Ich budowniczowie, znający już sztuczne nawadnianie, osiągali wysokie plony. Być może czerpali też z odległych w czasie doświadczeń tajemniczych łowców z Göbekli Tepe.

 

 



*** Krzysztof Kęciek - Krwawy szturm na Hamoukar
Przegląd - 5/2007

..."Mieszkańcy Uruk mieli tylko zboże", wyjaśnia Margarete von Ess z Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, prowadząca wykopaliska w Kraju Dwurzecza. A władcy i kupcy z Uruk spragnieni byli drzewa cedrowego, obsydianu i rud metali. Można je było znaleźć tylko na Północy. Prawdopodobnie około 3500 r. p.n.e. z Uruk pociągnęła ku Anatolii wielka wyprawa orężna. Ta pierwsza zorganizowana wojna w dziejach ludzkości była zarazem pierwszym konfliktem o surowce. Obrońcy walczyli do upadłego, lecz wojownicy Uruk przełamali wszelki opór, zdobyli Hamoukar, Tell Brak i inne miasta Północy. Niedobitkom narzucili nie tylko swe panowanie, ale także wpływy kulturalne. "Przemysłowo-handlowa" cywilizacja Górnej Mezopotamii przestała istnieć. Odtąd przyszłość miała należeć do Południa, gdzie powstały z czasem potężne starożytne królestwa Sumeru czy później Babilonii. Napływ surowców z ujarzmionej Północy doprowadził do prawdziwego cudu, jakim była eksplozja cywilizacji okresu Uruk (do 3150 r. p.n.e.).

 

 



*** Agnieszka Krzemińska - Kupa skarbów
Polityka - 2005-12-17

...Większość znalezisk w latrynach to różnego rodzaju naczynia. Najczęściej to zwykłe gary kuchenne, wykorzystywane niekiedy jako naczynia nocne (prawdziwe nocniki pojawiają się dopiero w latrynach nowożytnych). Równie często znajdowane są jednak naczynia, które z pewnością stanowiły ozdobę stołu mieszczanina - wspaniałe cynowe dzbany, nadreńskie kamionki, szkliwione dzbany do wina, fajanse z Holandii, Włoch, Francji, a nawet chińska porcelana. - W jednej z latryn elbląskich znaleźliśmy XV-wieczny talerz z mauretańskiej Hiszpanii, który jest jednym z sześciu podobnych zachowanych w Europie. Mamy też szklany kielich w kształcie fallusa z przełomu XV i XVI w., jedyny tego typu zabytek znany z wykopalisk - chwali się Nawrolska. Znalezione naczynia dowodzą nie tylko zamożności hanzeatyckiego miasta, ale i bogatych kontaktów handlowych.











Polski Słownik Biograficzny







*** Józef Piłsudski

...Przedstawiciele PPS (Piłsudski i Tytus Filipowicz) zaproszeni zostali do Tokio, dokąd udali się w pierwszej połowie czerwca przez Stany Zjednoczone. Do Tokio przybyli 10 VII i okazało się, że gości tu również Roman Dmowski z misją diametralnie różną (starał się on bowiem przekonać Japończyków o szkodliwości dla interesów Japonii powstania polskiego w zaborze rosyjskim). Piłsudski w memoriale złożonym 13 VII przedstawiał niejednolitość narodowościową Rosji, wprowadzając rozróżnienie na narody historyczne (Polacy, Finowie, Gruzini i w pewnym stopniu Ormianie) i niehistoryczne (Litwini, Białorusini, Łotysze). Wskazywał, że celem politycznym PPS jest "rozbicie państwa rosyjskiego na główne części składowe i usamodzielnienie przemocą wcielonych w skład imperium krajów. Uważamy to nie tylko jako spełnienie kulturalnych dążeń naszej ojczyzny do samodzielnego bytu, lecz i jako gwarancję tego bytu, gdyż Rosja, pozbawiona swych podbojów, będzie o tyle osłabiona, że przestanie być groźnym i niebezpiecznym sąsiadem". W załączonym projekcie umowy przewidywano m.in. organizację legionu polskiego (z jeńców-Polaków z armii rosyjskiej) i akcję polityczną Japonii na rzecz sprawy polskiej. Zarówno koncepcja tego legionu polskiego, jak i wszelkie postulaty polityczne zostały przez Japończyków odrzucone. Zainteresowali się jedynie akcją wywiadowczą i sabotażową, na którą oprócz pewnych ilości broni, amunicji i środków wybuchowych przekazali łącznie ok. 20 tys. funtów. Miało to duże znaczenie dla samodzielności Piłsudskiego i jego współtowarzyszy wobec CKR, przed którym akcję japońską utrzymywano w tajemnicy.








*** Władysław Sikorski

...Dn. 6 VIII Sikorski został mianowany dowódcą 5. armii, mającej pierwotnie za zadanie obronę odcinka na północ od Modlina, po granicę polsko-niemiecką w Prusach Wschodnich. Podejmując kontruderzenie w kierunku na Nasielsk i Ciechanów, 5. armia od 15 VIII wiązała skutecznie siły 15. i 3. Armii Czerwonej, przyczyniajac się do sukcesu, który przyniosło uderzenie znad Wieprza. Dn. 30 VIII Sikorski objął dowództwo 3. armii, prowadzącej od 11 IX skuteczne działania ofensywne na Wołyniu i na Polesiu - 26 IX zdobyła ona Pińsk. Następnie Sikorski objął dowództwo nowej 3. armii, walczącej na północno-wschodnim odcinku frontu polskiego, m.in. zabezpieczającej działania na Wileńszczyźnie. Wg Michała Kossakowskiego, Sikorski należał wówczas do nielicznych wyższych dowódców, na których mógł liczyć Piłsudski.








*** Edward Rydz-Śmigły

...Dn. 1 IX 1939, z chwilą wybuchu wojny, Rydz-Śmigły objął stanowisko naczelnego wodza i został mianowany przez prezydenta RP jego następca. Dążył do ustabilizowania obrony do czasu rozpoczęcia przez aliantów działań wojskowych, co - jak wiadomo - nie nastąpiło. Próbował dowodzić bezpośrednio wszystkimi związkami operacyjnymi. Dn. 9 IX przeniósł stanowisko dowodzenia z zagrożonej przez Niemców Warszawy do twierdzy w Brześciu nad Bugiem, a w trzy dni później do Włodzimierza Wołyńskiego. Wykazywał wielkie opanowanie i spokój w najcięższych chwilach, nie stanął jednak na wysokości zadania. Niektóre rozkazy były spóźnione, brak im było zdecydowania i spójności; przejawiło się to m.in. przy podejmowaniu decyzji w sprawie zwrotu zaczepnego armii "Poznań" do bitwy nad Bzurą. Nie miał strategicznej myśli przewodniej, gubił się w szczegółach.








*** Kazimierz Sosnkowski

...Gdy powstanie wybuchło Sosnkowski powrócił do Londynu (6 VIII) i starał się u brytyjskiego szefa sztabu A. Brooke'a i ministra lotnictwa A. Sinclaira o zorganizowanie pomocy dla walczącej Warszawy, m.in. domagał się od aliantów zgody na przerzucenie tam 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Widząc fiasko swych zabiegów wydał 1 IX rozkaz nr 19 do AK, w którym zarzucił sprzymierzonym "oportunizm polityczny", opuszczenie Polaków "na froncie wspólnego boju z Niemcami", mimo posiadania "technicznej potęgi", odwołując się do zobowiązań sojuszniczych, żądał dostaw broni oraz amunicji i oznajmiał, że jeśliby ludność stolicy "przez bierność, obojętność, czy zimne wyrachowanie wydana została na rzeź masową, wówczas sumienie świata obciążone będzie grzechem krzywdy straszliwej i w dziejach niebywałej". Rozkaz ten wywołał skandal polityczny w Londynie, zarówno Wielka Brytania i ZSRR, jak i rząd Mikołajczyka, postawiły wymóg udzielenia dymisji Sosnkowskiemu. Raczkiewicz ugiął się i 30 IX, wbrew zdaniu Krajowej Rady Ministrów, Komorowskiego oraz wielu generałów Polskich Sił Zbrojnych, zdymisjonował Sosnkowskiego, przyznając w rozmowie z nim: "mam pełną świadomość, że popełniam czyn niegodny".








*** Juliusz Słowacki

...Dn. 17 VIII tegoż roku matka wyszła bowiem powtórnie za mąż, za Augusta Bécu i Słowacki wraz z nią i ojczymem znalazł się ponownie w Wilnie, gdzie rodzina zamieszkała przy ul. Zamkowej 24, w gmachu uniwersytetu. Matka prowadziła w Wilnie salon, który w czerwcu 1822 odwiedził m.in. Adam Mickiewicz. Wtedy to 13-letni Słowacki był świadkiem polemiki między Janem Śniadeckim a Mickiewiczem. Ten i kolejny incydent (drwiny ojczyma z "Dziadów") wywołały - rzekomo - oburzenie, a nawet płacz przyszłego poety. Antoni Edward Odyniec zapamiętał Słowackiego jako "malca o dużych, czarnych, pałających oczach", z nieodłącznym "pierwiastkiem pychy [...] wyrażającym się już to głośnym sarkazmem, już ironicznym tylko uśmiechem na ustach", co wziął po ojcu, po matce zaś - "nerwową wrażliwość, bujną imaginację i w ogólności usposobienie poetyczne". Matka miała ogromny wpływ na jego oczytanie, a także wcześnie rozbudzone ambicje literackie.








*** Henryk Sienkiewicz

...W ostrym konflikcie z pisarzem znalazła się znaczna część pokolenia Młodej Polski. Sienkiewicz skrytykował ostro egotyzm, pesymizm i estetyzm modernistów już w obszernej dygresji jubileuszowego szkicu Maria Konopnicka (1902). W r. 1903 odpowiadając na ankietę "Kuriera Teatralnego" w sprawie "repertuaru pesymistyczno-zmysłowego", określił ten kierunek słowami "ruja" i "porubstwo" i uznał go za szkodliwy etycznie i bezwartościowy artystycznie. Kontrofensywa młodych nastąpiła na łamach "Głosu". Zaprotestował przeciw oskarżeniom Przybyszewski, z atakiem frontalnym wystąpił Stanisław Brzozowski; jeszcze brutalniej potraktował Sienkiewicza Wacław Nałkowski (także w broszurze "Sienkiewicziana", Kr. 1904). Zarzucano mu zdradę dawnych przekonań, idealizowanie szlachetczyzny i w ogóle karykaturowanie historii, "lenistwo ducha", płytką religijność, zobojętnienie na kwestie społeczne, gloryfikację groszoróbstwa, wręcz wysługiwanie się klasom panującym, a także - zmanierowanie stylistyczne. W obronie Sienkiewicza wystąpiło kilku publicystów prawicowych, m.in. Władysław Rabski; sam pisarz nie zareagował.








*** Tadeusz Reytan

...Stanisław August w swych pamiętnikach twierdzi, że Rejtan popadł w rozstrój umysłowy, przejawem czego miało być przyjęcie pruskiej asysty wojskowej. Opisy zachowania się Rejtana w dn. 19-22 IV 1773 mówią o jego wielkiej pobudliwości psychicznej i gwałtowności reakcji. Dn. 19 III 1775 miał popaść w obłęd i bracia musieli go siłą wywieźć do domu do Hruszówki, gdzie w małym dwuizbowym budynku o zakratowanych oknach przebywać miał, nie odzyskawszy zdrowia, do samobójczej śmierci. Odebrał sobie życie kalecząc się szkłem 8 VIII 1780.












HISTORIA NAJNOWSZA POLSKI

wg. Antoniego Dudka








*** Antoni Dudek - Gorbaczow pod stołem
"Wprost" - 11 kwietnia 2004

...W lipcu 1989 r., już po opublikowaniu głośnego artykułu "Wasz prezydent, nasz premier", Adam Michnik wraz z Andrzejem Wajdą przebywali w Moskwie, gdzie prowadzili rozmowy m.in. w Wydziale Zagranicznym KC KPZR. Ich szczegóły nie są znane, ale wymowny wydaje się sposób, w jaki w Moskwie zareagowano na powstanie rządu Mazowieckiego. W protokole z posiedzenia sowieckiego Biura Politycznego z końca września 1989 r. znalazł się zapis mówiący o konieczności współpracy ze wszystkimi "konstruktywnymi siłami politycznymi w PRL opowiadającymi się za (...) wypełnianiem sojuszniczych zobowiązań Polski w ramach Układu Warszawskiego" oraz polecenie, by ministerstwa i instytucje mające kontakty z Polską "wypełniały wszystkie zobowiązania i umowy, (...) nie dopuszczając do obniżenia poziomu współpracy z PRL".









*** ANTONI DUDEK - Reglamentowana rewolucja
Rzeczpospolita - 2004.02.07

...Najpóźniej z początkiem 1988 r. Rosjanie zaczęli szukać kontaktów z różnymi środowiskami polskiej opozycji, postrzegając w nich potencjalnych partnerów do przyszłych rozmów o nowym układzie sił nad Wisłą. Szczegóły tych rozmów kryją kremlowskie archiwa oraz pamięć tych działaczy opozycji, z którymi nawiązano wówczas pośrednie lub bezpośrednie kontakty. Z zachowanych szyfrogramów Grupy Operacyjnej "Wisła" (placówka polskiego kontrwywiadu pracująca w Moskwie na podstawie porozumienia z KGB) wynika na przykład, że władze radzieckie jeszcze w kwietniu 1988 r. zamierzały zaprosić do Moskwy Adama Michnika. Zrezygnowały z tego dopiero wskutek wyraźnego sprzeciwu ze strony kierownictwa PRL. Jednak w 1988 r. przynajmniej część kierownictwa PZPR podejrzewała, że Rosjanie nawiązali kontakt z niektórymi osobami z kręgów umiarkowanej opozycji.









*** Niesprawdzony rzad - rozmowa z dr. ANTONIM DUDKIEM
Dziennik Polski - 28.12.2004

...Na temat agentury w rzadzie Tadeusza Mazowieckiego nie mamy dotychczas informacji, ale od dawna dysponujemy rozkazem gen. Dankowskiego z lipca 1989 r., w ktorym mowa jest o tym, ze agenci, ktorzy zostali parlamentarzystami, maja zostac wyrejestrowani, czyli usunieci z kartotek SB, ale nalezy z nimi utrzymac kontakt operacyjny. Pierwszy rozkaz, jaki otrzymali agenci parlamentarzysci dotyczyl wyboru na prezydenta gen. Wojciecha Jaruzelskiego (Jaruzelski zostal prezydentem przewaga jednego glosu - przyp. red.). Przez analogie mozna stwierdzic, ze zadania do wykonania otrzymywali rowniez tajni wspolpracownicy, ktorzy byli agentami w poszczegolnych ministerstwach rzadu Mazowieckiego.









*** Antoni Dudek - Zakazane tematy. O czym w Polsce nie można pisać
FAKT EUROPA - 29.09.2004

...Kiedy przed kilku laty w ferworze dyskusji, prowadzonej na falach publicznego radia, ośmieliłem się stwierdzić, że gen. Wojciech Jaruzelski ma krew na rękach, redaktor, który zaprosił mnie do studia, musiał się z tego gęsto tłumaczyć. A przecież nawet zagorzali obrońcy generała nie kwestionują, że w stanie wojennym zabito kilkadziesiąt osób. Domagają się tylko, by nazywano to "mniejszym złem".











> INSTYTUT PAMIĘCI NARODOWEJ <








*** CENA WYGRANEJ - O problemach wsi w PRL z Tomaszem Berezą, Leszkiem Próchniakiem, Ryszardem Śmietanka-Kruszelnickim rozmawia Barbara Polak
Biuletyn IPN

...Po dwudziestu latach od wprowadzeniu stanu wojennego generał Jaruzelski, cytuję za "Gazetą Wyborczą", powiedział: "Uzasadnione jest dziś mówienie o wielkiej, historycznej Solidarności. Ale była też Solidarność Rolników Indywidualnych [...], która obiecywała bułkę z szynką, lecz trzymała i bułkę, i szynkę na zapiecku". Tak generał definiuje cel i zasady działania społeczności wiejskiej i powody, dla których powołano związek chłopski. To kwintesencja komunistycznego myślenia - dobra solidarność robotnicza i zła solidarność chłopska.









*** PRZEWODNIA SIŁA NARODU - O ROBOTNIKACH W PRL Z HISTORYKAMI ŁUKASZEM KAMIŃSKIM i STANISŁAWEM JANKOWIAKIEM ROZMAWIA BARBARA POLAK
Biuletyn IPN

...Trzeba pamiętać, że od 1947 r. urzędy bezpieczeństwa tworzą tzw. referaty ochrony, czyli swoje ekspozytury w zakładach pracy. Właśnie w zakładach pracy była najbardziej rozbudowana sieć agenturalna, poza tym jeszcze w środowiskach PSL, byłego podziemia. Środowisko robotnicze było bardzo intensywnie inwigilowane przez władze, nawet nie po to, żeby je kontrolować, tylko żeby zastraszać. W zakładach pracy wiedziano, kto jest z urzędu bezpieczeństwa. Mimo to istniały pewne formy oporu - ktoś coś powiedział, jakiś dowcip polityczny, napisał w toalecie hasło przeciwko Stalinowi. Bardzo dużo tych haseł spotykano w zakładach pracy. Referat ochrony szukał sprawcy. I taka osoba znikała.









*** MIĘDZY MODERNIZACJĄ A MARNOTRAWSTWEM - O gospodarce PRL z historykiem Krzysztofem Madejem rozmawia Barbara Polak
Biuletyn IPN

...Silna militaryzacja przemysłu rozpoczęła się w okresie kryzysu wywołanego wojną koreańską. Różne gałęzie przemysłu zaczęły pracować na rzecz zbrojeniówki. Szacuje się, że wydatki na zbrojenia w latach 1950-1955 wyniosły około 4 mld dolarów. Pod koniec realizacji planu sześcioletniego na potrzeby wojska pracowało 166 zakładów. Liczebność armii wzrosła ze 140 tys. w 1948 r. do ponad 400 tys. w 1953 r. Wydatki na infrastrukturę pochłonęły miliard ówczesnych dolarów - wybudowano wtedy między innymi kilka linii kolejowych prowadzących do granicy wschodniej, stacje przeładunkowe, również lotniska wojskowe w Modlinie i na Bemowie. Takie zmiany dotyczyły nie tylko Polski.









"SOCJALIZMU BĘDZIEMY BRONIĆ JAK NIEPODLEGŁOŚCI" - O propagandzie PRL z Jerzym Eislerem rozmawia Barbara Polak
Biuletyn IPN

...Autor znakomitej książki o kulcie Stalina w Polsce w latach 1944-1956, Robert Kupiecki, zadał sobie pytanie, czy ten parareligijny kult został importowany ze Związku Radzieckiego, czy też były w tym elementy rodzimego kultu, na przykład marszałka Józefa Piłsudskiego. Mimo że może nam się to nie podobać - tak jednak w znacznym stopniu właśnie było. W latach trzydziestych można było usłyszeć w Polskim Radiu takie zawołanie sławnego lektora i spikera Tadeusza Bocheńskiego: "Bądź pozdrowiony Zułowie (miejsce urodzin Marszałka), polski Betlejemie". To się co najmniej ocierało o świętokradztwo. Kult Stalina, który - w oczach komunistycznych propagandystów - miał być najgenialniejszym i najwspanialszym człowiekiem pod słońcem, w znacznym stopniu wywodził się z tego właśnie rodzimego pnia, przy czym fakt, że system był ateistyczny, laicki, świecki, antyreligijny i antyklerykalny - nie miał tutaj nic do rzeczy.









*** POLITYKA WOBEC HISTORII, HISTORIOGRAFIA WOBEC POLITYKI: PRL i III RZECZPOSPOLITA
Biuletyn IPN

...Paweł Machcewicz - Parę słów chciałbym poświęcić kwestii totalitaryzmu. Uważam, że pojęcie to jest bardzo ważne przy analizie PRL. W Polsce w latach 1947-1954 budowano państwo totalitarne i wprowadzano wzorce sowieckie we wszystkich dziedzinach życia. Potem nastąpiła odwilż - przełom 1956 r., który rozpoczął detotalitaryzację systemu. Pozostała jednak nie tylko tendencja totalitarna, lecz również struktury powstałe w fazie totalitarnej. Moim zdaniem była zasadnicza różnica między komunizmem nawet w fazie posttotalitarnej a klasycznymi reżimami autorytarnymi. Zakres kontroli nad różnymi formami życia był w Polsce, nawet u schyłku lat osiemdziesiątych, znacznie większy niż w Hiszpanii generała Franco. Tam nigdy państwo czy partia tak bardzo nie ingerowały w życie ekonomiczne, kulturalne czy społeczne. W PRL niemal do końca trwały posttotalitarne struktury, mimo że nie były już wypełniane totalitarną treścią. Fakt ten determinował w znacznej mierze rzeczywistość, w której funkcjonowali zarówno aktorzy obozu rządzącego, jak i opozycji.









*** WALDEMAR GRABOWSKI - KALKSTEIN I KACZOROWSKA W ŚWIETLE AKT UB
Biuletyn IPN - 2004, nr 8/9

...Według pewnych informacji 25 marca 1944 r. Wojskowy Sąd Specjalny skazał trójkę zdrajców na karę śmierci. Inne informacje mówią, że pełny obraz zdrady Kalksteina i Kaczorowskiej został przedstawiony dopiero w zeznaniach Świerczewskiego, który w maju 1944 r. usiłował nawiązać kontakt z konspiracją. Występował wówczas jako kurier "na wschód", który utracił kontakt organizacyjny. 20 czerwca 1944 r. Eugeniusz Świerczewski został zlikwidowany przy ul. Krochmalnej. Przesłuchanie zdrajcy przeprowadził Stefan Ryś "Józef", zastępca kierownika Wydziału Bezpieczeństwa i Kontrwywiadu Oddziału II KG AK. Świerczewski miał przyznać się do wydania Roweckiego. Warto jednak zauważyć, że w zeznaniach Stefana Rysia z 24 marca 1954 r. brak wiadomości o wydaniu "Grota" przez Świerczewskiego, jest natomiast długa lista osób wydanych, a będących pracownikami wywiadu i łączności AK. Kontrwywiad AK poszukiwał Kalksteina i Kaczorowskiej.









*** Konrad Białecki - LEPSI KATOLICY? (Kościół polskokatolicki a SB)
Biuletyn IPN - nr 3, 2004 r.

..."Pojechałem i tu 20 IX 1957 r. ob. dyr. Jan Lech zakomunikował mi, rzecz krótko ujmując, że mam wstąpić do Kościoła Narodowego i tu zostać biskupem naczelnym tegoż Kościoła. Po paru rozmowach doszedłem do przekonania, że na propozycję tę nie mogę się nie zgodzić, bo inaczej nie otrzymam żadnej odpowiedniej pracy. Nie mając innego wyjścia, wyraziłem zgodę warunkową: przez jakiś czas chciałem być tylko redaktorem czasopisma kościelnego »Posłannictwo« i ew. wydawnictw broszurowych i profesorem Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, by bliżej przyjrzeć się temu Kościołowi, chociaż idea polskiego katolicyzmu pociągnęła mnie względnie szybko, wszelako nie odpowiadało mi przywdziewanie na nowo szat duchownych. [...] Wreszcie nie mając innego wyjścia, zostałem bowiem w międzyczasie zupełnie osaczony, zgodziłem się być duchownym w tym Kościele ufając, że tak poważna instytucja państwowa jak Urząd do Spraw Wyznań nie zawiedzie mnie".









*** Wojciech Frazik - OPERACJA "CEZARY" - PROWOKACYJNA V KOMENDA WiN
Biuletyn IPN - nr 1/2, 2008 r.

...W kwietniu 1948 r. ponownie przybył do Polski kurier Boryczko "Adam". Mimo początkowej nieufności wobec podejmującego go Wendrowskiego, uwierzył w autentyczność organizacji, gdy na kolejnym spotkaniu pojawił się znany mu już Sieńko. "Adam" powrócił na Zachód z informacją o utworzeniu tzw. V Komendy WiN. Rozpoczęła się w ten sposób operacja "Cezary" - jedna z największych i najważniejszych gier operacyjnych komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, prowadzona przez MBP w latach 1948-1952. Była ona wymierzona w pozostałości struktur konspiracyjnych w Polsce oraz Delegaturę Zagraniczną WiN i, szerzej, środowiska polskiej emigracji politycznej, a także wywiady anglosaskie. Jej istotą było pozorowanie przez MBP istnienia konspiracyjnej organizacji niepodległościowej, by w ten sposób docierać do osób pozostających jeszcze w konspiracji, przejmować pod swoją kontrolę ewentualne struktury, a także dezinformować delegaturę i współpracujące z nią wywiady zachodnie. MBP planowało przejąć winowskie drogi łączności z Zachodem, a wykorzystując silną pozycję delegatury na uchodźstwie, kontrolować z czasem relacje kraj-emigracja.









*** PRZEWODNIA SIŁA NARODU - O POLSKIEJ ZJEDNOCZONEJ PARTII ROBOTNICZEJ Z ŁUKASZEM KAMIŃSKIM ROZMAWIA BARBARA POLAK
Biuletyn IPN - nr 5/2002

...Na początku lat sześćdziesiątych pojawia się kolejna grupa, bardzo skrajna i w związku z tym bardzo nieliczna, ale posiadająca pewne wpływy w aparacie partyjnym i aparacie bezpieczeństwa - Komunistyczna Partia Polski Kazimierza Mijala. Dzięki ambasadzie Albanii (Mijal uciekł do Albanii) dysponowała ona pewnymi środkami propagandowymi. Przemycano drukowane w Albanii ulotki, ostro atakujące "pana" Gomułkę - nie uważanego za towarzysza. Tę grupę spotykały takie same represje jak ówczesną opozycję - były procesy sądowe, ujawnieni członkowie KPP byli usuwani z aparatu i z partii. Prowadzili swoją podskórną działalność aż do 1981 r., ożywiając się w momentach kryzysu. Ich ulotki pojawiły się w różnych miejscach kraju w grudniu 1970 r. i wzywały między innymi do prawdziwej rewolucji. Pojawia się też w KPP grupa prochińska, zwłaszcza po 1966 r., po rewolucji kulturalnej i po powrocie do władzy Mao. Ambasada chińska uprawiała w Polsce propagandę, której obiektem i odbiorcą była też część PZPR. Partia polska bardzo pilnie śledziła, kto chodzi do ambasady chińskiej, kto się spotyka, kolportuje literaturę. W marcu 1968 r. i grudniu 1970 r. KPP ma nadzieję przejąć władzę, są to nadzieje całkowicie złudne, bo nigdy nie miała ona istotnych wpływów w aparacie, jedynie pojedyncze, sympatyzujące z nią osoby, zwłaszcza z kręgów starych komunistów.









*** Bogumił Grott - UKRAIŃSKI NACJONALIZM A POLSKA POLITYKA WOBEC UKRAINY I UKRAIŃCÓW
Biuletyn IPN - nr 7-8, 2010 r.

...Naród dla Doncowa stanowił osobny gatunek w przyrodzie, był wartością najwyższą; absolutem, wyrastającym nawet ponad Boga. Doncow rzucił hasło: "nacja ponad wszystko". W jej obrębie miała obowiązywać hierarchia z wodzem o nieograniczonej władzy na czele. Widać tu podobieństwo do hitleryzmu i faszyzmu włoskiego. Wódz miałby do dyspozycji "mniejszość inicjatywną" - ludzi uznanych za lepszych wobec reszty narodu, który w swojej masie był traktowany dość pogardliwie. Ta "mniejszość inicjatywna" miałaby prawo stosowania w stosunku do reszty społeczeństwa "twórczej przemocy", co oznaczało zapowiedź zupełnego nieliczenia się tak pojętej elity z opinią społeczną i szerokiego stosowania przymusu i represji. Tak też było w UPA, gdzie terror w stosunku do jej członków był na porządku dziennym, a rolę "mniejszości inicjatywnej" spełniała OUN. Była to więc dyktatura jednej partii, tak charakterystyczna dla systemów totalitarnych. Doncow mówił wprost, że właśnie taka partia powinna podporządkować sobie i "zdynamizować" masy, a opornych i sceptyków po prostu usuwać lub nawet fizycznie likwidować.









*** Lucyna Kulińska - DZIAŁALNOŚĆ TERRORYSTYCZNA UKRAIŃSKICH ORGANIZACJI NACJONALISTYCZNYCH W POLSCE W OKRESIE MIĘDZYWOJENNYM
Biuletyn IPN - nr 7-8, 2010 r.

...Przy użyciu lignosytu udało się terrorystom wysadzić jeden obiekt publiczny w Sądowej Wiszni (28 czerwca 1922 r.). Do niszczenia linii telefonicznych i telegraficznych używano pił ręcznych, zaś do przecinania drutów - specjalnych nożyc. Maszyny (głównie parowozy) uszkadzano specjalnym proszkiem, którym dysponowali terroryści - był to materiał ścierny o wysokiej twardości, tzw. karborundum (współcześnie: karborund). Dosypany do oleju smarującego powodował uszkodzenie silników, pomp wtryskowych, napędów, a nawet wybuchy kotłów parowych. Śledztwa wykazały też, że bojówki dysponowały preparatami chemicznymi, którymi planowano zabijać (truć) polskich urzędników administracyjnych i policyjnych. Były to m.in. cukierki nasycone cyjankiem potasu. Władzom nie udało się ustalić, czy i w stosunku do kogo próbowano ich używać.









*** Ewa Siemaszko - BILANS ZBRODNI
Biuletyn IPN - nr 7-8, 2010 r.

...Dalsze badania ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na Polakach z całą pewnością powiększą liczbę ofiar zidentyfikowanych z nazwiska, natomiast ostrożność badawcza powstrzymuje przed twierdzeniem, że łączna prawdopodobna liczba 130 800 ofiar na Wołyniu i Małopolsce ulegnie istotnej zmianie. Do całości strat spowodowanych zbrodniami OUN-UPA należy jeszcze dodać liczbę, wstępnie określoną na ok. 3 tys., Polaków zamordowanych na Lubelszczyźnie i nieznaną liczbę ofiar z południowych powiatów woj. poleskiego, graniczących z Wołyniem.









*** JANUSZ MARSZALEC - ZDOBYCIE ARCHIWUM DELEGATURY RZĄDU PRZEZ AL I GESTAPO
Biuletyn IPN - nr 62/63, 2006

...Najważniejsza część operacji, jaką było wydobycie archiwum, dokonała się na strychu oraz w pokoju "Kruka", gdzie wyrwano w tym celu fragment podłogi, a z biurka powyłamywano zamki. "Aleksandrowi" asystowali w tym alowcy, nie ujawniając zdobytego materiału przed mipowcami i zamkniętym w drugim pokoju gestapowcem. Materiał był natychmiast pospiesznie segregowany. Od razu wyodrębniono dokumenty antykomunistyczne. Zabrał je Hrynkiewicz, przekazując pozostały materiał gestapowcowi. Był to duży zbiór informacji dotyczących spraw niemieckich. Nie powiodła się natomiast zaplanowana przez "Aleksandra" likwidacja "Kruka" przez podanie mu trucizny. Kupecki wyczuł podejrzany metaliczny smak i wypluł cyjanek, krztusząc się. Dramatyzmu sytuacji dodawała histeria jego żony, szybko jednak sterroryzowanej pistoletem przez Wiechockiego i Romanowskiego. Wkrótce potem Kupecki wbrew planom Hrynkiewicza został przesłuchany przez agenta gestapo, co niezwykle zdenerwowało bojowców z AL, obawiających się dekonspiracji "Aleksandra" i swojej kompromitacji w związku z niewykonaniem rozkazu. Tymczasem po zakończonej akcji "Aleksander" nie czynił im większych wymówek, żałując tylko, że nie zadusili Kupeckiego własnymi rękami.









*** PIOTR SZUBARCZYK - POWRÓZ NA SZCZĘŚCIE...
Biuletyn IPN - nr 7/2003

...4 lipca 1946 r. o godzinie 17 jedenaścioro skazańców przybyło na wielki plac, gdzie czekało już pięć szubienic. Było to Wzgórze Stolzenberg, znajdujące się niedaleko więzienia i obecnego Urzędu Miejskiego, na granicy współczesnych dzielnic Chełm i Śródmieście. Tłumy czekały. Na platformie każdej z jedenastu ciężarówek znajdował się skazaniec, funkcjonariusze więzienia i bezpieki oraz były więzień obozu (wśród nich jedna kobieta). To właśnie więźniowie mieli być symbolicznymi wykonawcami kary. W jednym przypadku nie tylko symbolicznymi. Kiedy ciężarówka ze skazaną, z pętlą na szyi, nie mogła ruszyć z miejsca, by zrzucić kobietę z platformy, była więźniarka wypchnęła ją na zewnątrz. Tłum nie okazał litości, słychać było okrzyki aprobaty i gniewu. Trzeba pamiętać, że wielu ludzi obserwujących widowisko miało za sobą udręki obozu lub wysiedlenia z rodzinnych domów. Tylko z pobliskiej Gdyni jesienią 1939 r. Niemcy wyrzucili z domów około 100 tys. ludzi i w nieludzkich warunkach wywozili ich do Generalnej Guberni. Nie było zatem litości, obfity materiał obciążający skazańców nie pozostawiał wątpliwości co do ich winy. Krytyczny moment nastąpił już po wykonaniu egzekucji. Tłum rzucił się w kierunku wisielców. Jedni chcieli ich zobaczyć z bliska, inni chcieli zachować na pamiątkę kawałek szubienicznego sznura, który podobno przynosi szczęście... Ciała skazańców przewieziono, jako bezimienne, do Akademii Medycznej w Gdańsku. Wykorzystał je do badań Zakład Anatomii i Neurobiologii.









*** KRZYSZTOF SZWAGRZYK - ŻYDZI W KIEROWNICTWIE UB - STEREOTYP CZY RZECZYWISTOŚĆ?
Biuletyn IPN - 11/2005

...Analizie poddano zawartość Informatora MSW oraz akt osobowych 450 osób zajmujących kierownicze stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego oraz 249 z Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, uzupełnioną o dane zaczerpnięte z innych źródeł. Jak pokazują jej wyniki, w latach 1944-1954 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 było pochodzenia żydowskiego (37,1 proc.). Po likwidacji MBP w 1954 r. w powstałym na jego miejsce Kds.BP liczba ta zmalała do 86 kierowniczych stanowisk (34,5 proc.). W tym czasie (1944-1956) wśród 107 szefów i zastępców szefów wojewódzkich UB/UdsBP pochodzenie takie miało 22 oficerów (20,5 proc.). Po uwzględnieniu innych wysokich stanowisk wojewódzkich UB/UdsBP: naczelników i zastępców naczelników wydziałów wynika, że najwięcej osób pochodzenia żydowskiego znalazło się w strukturach aparatu bezpieczeństwa w województwach: szczecińskim (18,7 proc.), wrocławskim (18,7 proc.), katowickim (14,6 proc.), łódzkim (14,2 proc.), warszawskim (13,6 proc.), gdańskim (12,0 proc.) i lubelskim (10,1 proc.). W pozostałych województwach odsetek ten wynosił średnio ok. 7 proc., osiągając najniższy poziom w woj. zielonogórskim (3,5 proc.). W świetle zaprezentowanych danych statystycznych teza o dużym udziale Żydów i osób pochodzenia żydowskiego w kierownictwie UB sformułowana została na podstawie prawdziwych przesłanek i jako taka odzwierciedla fakt historyczny. Wyniki badań nie przynoszą jednak odpowiedzi na pytanie: w jakim stopniu liczby mogą stanowić argument w toczącej się już od wielu lat silnie emocjonalnej dyskusji?









*** SŁAWOMIR CENCKIEWICZ, PIOTR GONTARCZYK - NA GRANICY ZDRADY - STANISŁAWA MACKIEWICZA POWROTY DO POLSKI
Biuletyn IPN - nr 62/63 2006

...W rozmowach z "Oskarem" Stanisław Cat Mackiewicz starał się akcentować swoją niezależność i przeciwstawiał się wszelkim próbom nadania swojej współpracy z komunistami form agenturalnych. Z raportów "Oskara" wynika, że Mackiewicz przekazał mu materiały na temat Bergu, w tym raport Tymczasowej Rady Jedności Narodowej. Przekazał także "Oskarowi" korektorską wersję swojej książki (Od małego do wielkiego Bergu, Londyn 1956) z własnoręcznymi poprawkami. Materiały te zostały wykorzystane w krajowej kampanii propagandowej przeciwko emigracji. Wiosną 1956 r. kierownictwo Komitetu ds. BP przesłało materiały przekazane przez Cata do najwyższych czynników w państwie (m.in. na ręce Edwarda Ochaba, Józefa Cyrankiewicza, Franciszka Mazura i Jakuba Bermana) oraz do wszystkich wojewódzkich struktur aparatu bezpieczeństwa.









*** Polacy w Wehrmachcie
Biuletyn IPN

...Największą grupę narodowościową w niemieckich siłach zbrojnych stanowili obywatele ZSRS: Rosjanie, których liczebność szacuje się na ok. 1 miliona (dołączyło też ok. 20 tys. rosyjskich emigrantów, głównie oficerów białej armii), Łotysze i Estończycy - odpowiednio 150 i 100 tys. (częściowo z poboru), Ukraińcy - 75 tys., Kozacy - 70 tys., Litwini - 50 tys., Białorusini - 15 tys. W następnej kolejności: Chorwaci (w tym bośniaccy muzułmanie) - 30 tys., Węgrzy - 20 tys., Serbowie - 15 tys., Albańczycy - 6,5 tys., Rumuni - 3,5 tys., Bułgarzy - ok. 600. Wśród mieszkańców Europy Zachodniej dominowali Holendrzy - 55 tys., a po nich Hiszpanie - 40 tys., Flamandowie - 23 tys., Duńczycy - 20 tys., Włosi (po kapitulacji w 1943 r.) - ok. 20 tys., Francuzi (bez poborowych z Alzacji i Lotaryngii) - ok. 15 tys., Norwegowie - ok. 15 tys., Walonowie - 15 tys., Luksemburczycy (nie licząc przymusowego poboru po 1942 r.) - 2 tys., Finowie - 2 tys., Szwajcarzy - ok. 700, Szwedzi - 300, Brytyjczycy - ok. 100. Wyjątkowo liczne były oddziały sformowane z przedstawicieli środkowoazjatyckiej części ZSRS i narodów Kaukazu: Uzbecy, Kazachowie i Turkmeni - 70 tys., Azerowie - 40 tys., Czeczeńcy, Abchazowie i inne narody Północnego Kaukazu - ok. 30 tys., Gruzini - 25 tys., Ormianie - 20 tys., Tatarzy nadwołżańscy - 12,5 tys., Tatarzy krymscy - 10 tys., Kałmucy - 7 tys. Ponadto w Wehrmachcie, a pod koniec wojny w Waffen SS, służyło 3,5 tys. Hindusów i ok. 5 tys. Arabów i mieszkańców Afryki Płn.

Liczbę obywateli b. II RP (Górny Śląsk, Wielkopolska, Pomorze) walczących w wojsku niemieckim w większości pod przymusem można szacować na 250 tysięcy, z czego z Górnego Śląska - 120-150 tys.

Inne źródła szacują liczbę obywateli b. II RP walczących w armii niemieckiej na pół miliona, z tego ponad 100 tysięcy miało zginąć na froncie. Proceder powoływania polskich obywateli uległ przyspieszeniu w latach 1943-44, kiedy z powodu klęsk wojennych Niemcy przestali zwracać uwagę na wcześniejszą nieufność wobec tubylców ze Wschodu. W tym czasie doszło także do werbunku do niemieckich struktur wojskowo-policyjnych nie tylko wśród folksdojczów ale i "czystej krwi" Polaków. Zagadnienie to nie jest zbytnio drążone przez polską historiografię. 















*** MARCIN ZAREMBA - WIELKA TRWOGA. POLSKA 1944-1947. LUDOWA REAKCJA NA KRYZYS - 1

...W historii "upadłych żołnierzy" i strachu przed nimi kluczowy okazał się rozpad struktur podziemia, swoistej sieci społecznej, z jej kontaktami i normami. Jak zwraca uwagę Rafał Wnuk, latem i jesienią 1944 r. na terenach "wyzwolonych" przez Sowietów w wyniku aresztowań i wywózek AK straciła więcej oficerów niż podczas całej okupacji niemieckiej. "Autorytet i znaczenie organizacji maleje wyraźnie z każdym dniem" - notował w swoim dzienniku pod koniec grudnia Zygmunt Klukowski. Jednocześnie odnotowywał, że: "»Bandziorka« stała się zjawiskiem powszechnym i nie widać, żeby starano się to ukrócić". Coraz więcej żołnierzy podziemia pozostawało poza kontrolą, bez żołdu i perspektyw na życie w cywilu. Wielu z nich, zwłaszcza młodych, poza umiejętnością złożenia karabinu maszynowego i jego użyciem w walce niewiele więcej potrafiło. Dlatego pozbawieni "użytecznych funkcji" wojskowi - podobnie jak to miało miejsce wielokrotnie w epoce nowożytnej - zakładali kolejne oddziały i grabili, korzystając ze słabości władzy państwowej. Z miesiąca na miesiąc stawali się też coraz brutalniejsi. Coraz łatwiej przychodziło im kogoś "uziemnić", niekiedy z błahego powodu. Coraz częściej stosowali też odpowiedzialność zbiorową, co podczas okupacji nie stanowiło reguły. Oprócz oskarżonych o bycie konfidentem "za Niemca" czy o poglądy komunistyczne po wojnie ginęli więc również członkowie ich rodzin: teściowie, dzieci, szwagierka. Śmierci zaś powszechnie towarzyszyła grabież. Zwykle poprzedzała wyrok wykonany przez członków podziemia. Szkoły były dwie: albo ograbić i rozstrzelać za stodołą, albo uprowadzić, by dzieci nie widziały, by nie zbiegli się sąsiedzi, i zastrzelić w pobliskim rowie, na skraju lasu. W tym drugim wypadku nie zapominano często również o furmance, na której leżały zabrane rzeczy, nierogacizną. Lista osób, które zginęły w podobnych okolicznościach, nierzadko z powodu niesprawdzonych oskarżeń bądź tylko odmiennych poglądów politycznych, jest bardzo długa.









*** MARCIN ZAREMBA - WIELKA TRWOGA. POLSKA 1944-1947. LUDOWA REAKCJA NA KRYZYS - 2

...Publicznie rozstrzeliwano lub wieszano również Polaków. W takich wypadkach jednak ludność spędzano zwykle siłą, by przyglądała się ponuremu widowisku mordowania, często swoich bliskich. W czerwcu 1945 r. na rynku w Zwierzyńcu koło Zamościa wykonany został publicznie wyrok na niejakim Stanisławie Wojciechowskim "Misiu". W leżącym na południowym wschodzie Sanoku publiczne wieszanie stało się - można powiedzieć - modne. 24 maja 1946 r. na stadionie sportowym odbyła się egzekucja dwóch mężczyzn z oddziału Antoniego Żubryda, skazanych przez sąd doraźny na karę śmierci. "Egzekucja wywarła silne wrażenie na tut. ludności. (...) Po wykonaniu egzekucji w Sanoku i w powiecie sanockim od kilku dni panuje względny spokój". Widać efekt okazał się zgodny z oczekiwaniami, skoro jedenaście dni później powieszono kolejną osobę, tym razem na rynku. Do przypatrywania się kaźni zmuszeni zostali nawet uczniowie sanockich szkół. Publiczne egzekucje odbywały się również w innych regionach kraju. 27 grudnia 1946 r. w ramach oczyszczania dwóch powiatów w województwie białostockim wykonano cztery wyroki śmierci: Mieczysław Wyrozębski został rozstrzelany publicznie we wsi Grodzisk za "udział w bandzie Sikory", Władysław Ratyński - we wsi Dzierzby za przechowywanie członków "bandy Bartosza", a Lucjan Marchel i Zygmunt Marchel - we wsi Wojtkowice Glinne za "udział w bandzie Sikory". 31 grudnia 1946 r. Stanisław Wojstkowski został powieszony na rynku w Ciechanowie, podobno w obecności kilku tysięcy ludzi.













*** Rudolf G. Pichoja - HISTORIA WŁADZY w Związku Radzieckim 1945-1991 - Dwie solidarności: socjalistyczna i polska

...Sam Jaruzelski wielokrotnie podkreślał zależność swoich przyszłych posunięć od Związku Radzieckiego. Rusakow informował: "W tej kwestii Jaruzelski zamierza porozumieć się z sojusznikami. Mówi, że jeśli polskie siły nie złamią oporu «Solidarności», to polscy towarzysze liczą na to, że inne kraje im pomogą, w razie potrzeby nawet poprzez wprowadzenie sił zbrojnych na terytorium Polski. Jaruzelski powołuje się przy tym na wystąpienie towarzysza Kulikowa, który rzekomo powiedział, że ZSRR i państwa sojusznicze okażą Polsce pomoc zbrojną. Jednak - zauważył Rusakow - towarzysz Kulikow nie powiedział tego wprost, on po prostu powtórzył słowa, które w swoim czasie wypowiedział L.I. Breżniew: nie zostawimy w biedzie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej".












*** Piotr Gontarczyk - Myśli betoniarza (Albin Siwak)
Życie - 2000-10-21



...Siwak jest dziś przekonany, że kiedy w 1980 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, to z klasą robotniczą można się było dogadać. Ale przyjechali KOR-owcy, robotników skołowali i zaczął się w kraju wielki zamęt. Siwak opowiada z przejęciem, jak to w jego kombinacie "Solidarność" zakładał znany pijak i nierób. Judził, pisał donosy, a potem zmarł z pijaństwa. "W całym kraju zapanował terror jemu podobnych: niszczono w różny sposób organizacje związkowe. Wyrzucano siłą z lokali rady zakładowe. Wywożono ludzi za bramę na taczkach. Znikąd ratunku i pomocy, każdy odwraca się i udaje, że to nie jego sprawa".













*** Agnieszka Rybak, Piotr Gociek - PZPR do końca nie wierzyła, że straci władzę
Rzeczpospolita - 11-09-2009

...Z KC w dziwnych okolicznościach zaczęło znikać wszystko, co dało się spieniężyć. Na ślad wypożyczonych z Muzeum Narodowego obrazów - głównie pejzaży, które z tabliczkami inwentaryzacyjnymi KC wisiały w pokojach sekretarzy PZPR - natrafiono na licytacji w Paryżu. Popyt był nawet na portrety Lenina i Dzierżyńskiego - kupowali je francuscy rusofile. Ginęły też rzeczy mniej cenne, które pozbawianym pracy aparatczykom "mogły się przydać". - Znaleźliśmy w magazynach wykładzinę chodnikową, której podczas remontu budynku nie zdążono położyć. Przewieźliśmy ją z kolegą do jego garażu pod Warszawą. Cięliśmy i sprzedawaliśmy na metry. Potem pół okolicy tę wykładzinę miało. Co się weszło do domu, to leży. Kolega się śmiał, że dzięki rozpadowi partii równość się wreszcie dokonała. Wszyscy mieli w przedpokojach tak samo - wspomina jeden z ówczesnych pracowników gmachu.











*** Jan Sidorowicz - POWSTANIE WARSZAWSKIE - BEZ NIEDOMOWIEN

...Wedlug posiadanych danych, w chwili przystapienia do walki, oddzialy mialy (liczac tylko podstawowa bron piechoty):
- 98 recznych karabinow maszynowych z zapasem 160 naboi na kazdy
- 604 pistoletow maszynowych z zapasem 200 naboi na kazdy
- 1386 karabinow z zapasem 170 naboi na kazdy
Ponadto posiadano 2660 rewolwerow z 20 nabojami na kazdy i okolo 50 tysiecy granatow recznych glownie wlasnej produkcji. Oddzialy tzw. szturmowe liczyly okolo 30 tysiecy zolnierzy, wiec jak widac, tylko co pietnasty mial bron dluga.










*** Dariusz Baliszewski - Tajemnica doktora Z.
Newsweek Polska

...Jak zapisał we wspomnieniach obecny wówczas w Buzułuku późniejszy bohater spod Monte Cassino gen. Klemens Rudnicki: "Treść była bowiem kompromitująca, i to w najwyższym stopniu. Zawierała ona list szefa Muszkieterów, a więc znanego mi Witkowskiego do generała Andersa, w którym wzywał generała do uderzenia na tyły bolszewickie, gdy tylko przyprowadzi swą armię na front przeciwniemiecki".



Tekst wielce pikantny, ale jak słychać autor mało wiarygodny i chorobliwie skłonny do kreowania spisków. Co bardziej ekscentryczne jego odkrycia to

- Armia Krajowa otruła marszałka Rydza-Śmigłego

- generał Sikorski i jego świta nie zginęli w samolocie, lecz kilka godzin przed jego katastrofą, a na pokład wniesiono już trupy - tu już konspiracja piętrowa, redaktor Wołoszański powinien poprawić redaktora Baliszewskiego, że oczywiście kilka godzin przed, ale zamiast generała został zabity sobowtór itd.









*** Dariusz Baliszewski - Honor jak kiełbasa
WPROST - nr 40/2008

...Historycy są w zasadzie zgodni co do tego, że gen. Rómmel odegrał w Warszawie fatalną rolę. Jak wynika choćby z meldunków płk. Leopolda Okulickiego do naczelnego dowództwa, Rómmel jest obwiniany o nieudzielenie pomocy wojskom generałów Kutrzeby i Bortnowskiego przebijającym się do Warszawy. Podobnie jak nie udzielił pomocy swojej własnej Armii Łódź, skierowanej na Warszawę przez gen. Thommée. Generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz, który zdołał się przebić do oblężonego miasta, po rozmowie z prezydentem Starzyńskim zapisał w swoich notatkach jednoznaczną krytykę Rómmla, oskarżanego o tendencje kapitulanckie. Wszystko wskazuje na to, co sugeruje Daniel Bargiełowski, że gen. Juliusz Rómmel we wrześniu 1939 roku był zdecydowany odegrać rolę polskiego marszałka Philippe'a Pétaina.












*** DARIUSZ KOŁODZIEJCZYK - CZY RZECZPOSPOLITA MIAŁA KOLONIE W AFRYCE I AMERYCE?
Mówią wieki

...W 1655 r. nowym gubernatorem w Gambii mianowany został kapitan Otto Stiel. W okresie tym kurlandzka kolonia w Afryce prosperowała coraz lepiej. Oprócz artykułów wspomnianych wyżej, próbowano zorganizować na szerszą skalę połów pereł. Czarnych niewolników dostarczali z głębi lądu wędrowni kupcy Diula, należący do grupy plemion Mandingo. Z miejscowymi władcami starano się utrzymywać dobre stosunki, wymieniając dary i listy, pisane - a jakże - w języku dyplomacji, po łacinie.








*** Piotr Rogala - Polska na koloniach
Focus Historia - 07/05/2008

...Poważnie tematyka kolonizacji zainteresowała Polaków po I wojnie światowej. II RP miała w ręku wszystkie karty: niepodległość, determinację oraz powołaną Ligę Morską i Kolonialną. Jedyny problem stanowił fakt, że świat był już dawno podzielony. Polska postanowiła mimo to coś ugrać. W pierwszej kolejności zwrócono uwagę na Angolę. Plan kolonizacyjny był prosty: osiedlać tam emigrantów z Polski, a gdy ich liczebność będzie znaczna, rozpocząć starania o odkupienie części terytorium od Portugalii. Ewentualnie utworzyć obszar autonomiczny. 14 grudnia 1928 r. LMiK wysłała ekspedycję, mającą zbadać warunki pod kolonizację. Po 5 latach "pierwszy pionier-kolonista" Michał Zamoyski pisał wyraźnie: "osobiście nikogo na Angolę nie namawiam". Warunki były trudne, a zyski niewielkie.











*** Jacek Wilamowski, Włodzimierz Kopczuk - Tajemnicze wsypy. Polsko - niemiecka wojna na tajnym froncie

...Józef A. Lewandowski z Januszem Łuczkowskim - "Małym", "Leonem" i Janem Lewandowskim - "Janem" wyjechali do Berlina. Tam na jednej ze stacji kolejki podziemnej podłożyli ładunek wybuchowy i w odpowiednim momencie go zdetonowali. W wyniku eksplozji 24 lutego 1943 r. zginęło 36 osób i 78 odniosło rany. Efekt psychologiczny tego wydarzenia był w Berlinie piorunujący. Policja berlińska, po szczegółowych oględzinach terenu, odnalazła kilka fragmentów podłożonego ładunku i wykryła ślady, wskazujące na sprawców z polskiego podziemia. Szef Gestapo, Heinrich Müller zawiadomił o tym podległe komendy i polecił wzmożenie czujności. Nazajutrz berlińska gazeta "Berliner Nachtausgabe" pisała m.in.: "Zamachowcy muszą być za wszelką cenę ujęci. Taki jest rozkaz władz". Jednak Gestapo nie zdołało tego rozkazu wykonać. Nie dowiedziało się, iż zamach bombowy był dziełem grupy bezpośrednio podległej gen. "Grotowi".











*** Marian Brandys - KRÓLESTWO BIAŁORUSI

...Jaki znowu oficer rosyjski?! Co za fatalne mieszanie pojęć i narodów. To Białorusin z krwi i kości. Porucznik Szczepan - po białorusku Sciapan - Sawicki z Ochotniczej Dywizji Białoruskiej generała Bułaka-Bałachowicza. Starsza pani musiała chyba słyszeć o tej dywizji, piszą o niej teraz ciągle w gazetach. To nasi sprzymierzeńcy, pomagają nam bić bolszewików. Po wojnie chcą sobie stworzyć Królestwo Białorusi. Major nieoczekiwanie parska krótkim śmieszkiem. No, z tym Królestwem Białorusi to się jeszcze zobaczy...
Nie mogę już dziś pojąć, dlaczego ta nie słyszana nigdy przedtem nazwa Królestwo Białorusi tak bardzo podziałała mi wtedy na wyobraźnię i wprawiła mnie, a ze mną i mego brata, w stan długotrwałego urzeczenia. Był w tym niewątpliwie jakiś element baśniowy, czar czegoś dalekiego, tajemniczego a dziwnie przy tym znajomego.











*** Piotr Zychowicz - Zdradzeni przez Polskę
Rzeczpospolita - 20.08.2011

...O stosunkach między bałachowcami a ich dowódcą z pewną przesadą pisał płk Józef Jaklicz w liście do żony: "Nie znają pardonu i przypominają barbarzyńców. Przy mnie rzucali mu pod nogi (Batce, jak go nazywają) głowy bolszewików ścięte szablami. Jeśli coś mu się nie podoba u jego oficerów lub żołnierzy, to osobiście ich strzela przed frontem lub każe się samym wieszać. Spełniają to bez oporu, patrzą mu w oczy jak psy". A tu fragment wspomnienia Kaarlo Kurki, fińskiego ochotnika, który zaciągnął się do oddziału. "Ciężkie szable strącają głowy jednym cięciem. [Czerwoni] Łotysze chcą uciekać do pobliskiego lasu, ale nie mają już czasu i szable kawalerzystów roznoszą cały oddział. Ranne konie drepczą w miejscu, krew leje się strumieniami i ponad wszystkim unosi się pieśń kawalerzystów: »Bułak-Bałachowicz, nasz atamanie, powiedz tylko słowo, a pójdziemy za tobą w ogień!«".











*** Aleksandra Porada - Biały proszek, czarne msze - Kiedy tropy prowadzą do pałacu
Polityka - 2006-11-11

...Takich jak Bosse było w Paryżu więcej, a policja wyłapywała je teraz jedną po drugiej: Lepčre, Dodée, Joly, Méline, Trianon... cała siatka kobiet z plebsu, zajmujących się wróżeniem, produkcją afrodyzjaków, handlem truciznami i przerywaniem ciąży. Ich historie były podobne - zwykle obejmowały męża, który odszedł lub pił, zmuszając je do znalezienia jakiegokolwiek źródła dochodów. Ich kariery z reguły zaczynały się od usług wróżbiarskich i często kończyły na dostarczaniu płodów organizatorom czarnych mszy. Dopełnieniem siatki byli celebranci tych mszy, amatorzy czarnej magii (w tym księża, jak Nail, Guibourg i Mariette). Byli i stali dostawcy: aptekarze, alchemicy i znający się na ziołach pasterze, oraz informatorzy: armia krewnych i kumów zatrudnionych jako służba w zamożnych domach, którzy dostarczali wróżkom informacji, dzięki którym mogły one robić wrażenie na swoich klientkach.











*** Tadeusz Konwicki - Ciotki rewolucji

...W latach pięćdziesiątych Polską rządziły ciotki rewolucji. Proszę mnie nie poprawiać. Ja wiem, że w szkołach uczą, iż władzę sprawowali wtedy Bierut, Cyrankiewicz albo Różański. Ale naprawdę wszyscyśmy podlegali bezapelacyjnie ciotkom rewolucji. Były to panie w średnim wieku, ale jeszcze nie stare, choć zdarzały się śród nich i staruchy pamiętające jeszcze Lenina, na ogół niezbyt urodziwe, choć bywały i niebrzydkie, a nawet z pewnymi skromnymi pretensjami męsko-damskimi. Były zazwyczaj czarniawe, przy kości, krótko ostrzyżone, energiczne, zdecydowane w odruchach, rozkochane w marksizmie-leninizmie i fanatycznie oddane władzy ludowej. W większości pochodziły z plutokratycznych domów żydowskich i miały już za sobą pewien staż w przedwojennej partii komunistycznej.











*** Adam Zamoyski - 1812. Wojna z Rosją

..."7 grudnia był najstraszniejszym dniem mojego życia - zanotował książę Wilhelm Badeński. - Mróz doszedł do 30 stopni [minus 37,5 stopnia Celsjusza]. O trzeciej nad ranem marszałek [Victor] wydał rozkaz wymarszu. Ale kiedy przyszło do odegrania pobudki, okazało się, że ostatni dobosz zamarzł na śmierć. Zacząłem chodzić wśród żołnierzy, dodając im odwagi, zaklinając, żeby się podnieśli i stanęli w szyku, ale moje wysiłki były daremne; zdołałem zebrać tylko 50 ludzi. Pozostali w liczbie 300 leżeli na ziemi, martwi i sztywni od mrozu".
"Na tym odcinku drogi po raz pierwszy widziałem ludzi, którzy zostali podczas marszu dosłownie porażeni przez mróz - pisał Heinrich Brandt. - Najpierw nieznacznie zwalniali, potem zataczali się przez chwilę jak pijani, a w końcu padali, by nigdy więcej nie wstać". Nie tylko jego uderzył widok żołnierzy, którzy chwiali się przez jakiś czas tak mocno, jakby byli pijani. Tuż przed upadkiem, albo zaraz po nim, zaczynała im płynąć krew z nosa i ust, a niekiedy również z oczu i uszu.











*** Ewa K. Czaczkowska, Tomasz Wiścicki - KSIĄDZ JERZY POPIEŁUSZKO

...Zdaniem Olszewskiego, Chrostowskiemu umożliwiono ucieczkę z nadzieją na to, że Pękalę rozpozna jako uczestnika rewizji. W konfrontacji wzięliby jednak udział tylko funkcjonariusze, którzy zostali umieszczeni w protokole. Chrostowski w tej sytuacji albo nie rozpoznałby nikogo, albo - zgodnie ze znanym mechanizmem psychologicznym - uległby sugestii i wskazał kogoś podobnego, kto - jak by się okazało - ponad wszelką wątpliwość był wtedy zupełnie gdzie indziej. I w jednym, i w drugim przypadku jego zeznania można zakwestionować. Do tego dodać należy podpiłowane kajdanki, także działające na niekorzyść wiarygodności tego świadka, i jeszcze orzełka podrzuconego na miejscu porwania, ale - nieużywanego wzoru. Wskazywałoby to na nieudolną próbę obciążenia MSW odpowiedzialnością za porwanie księdza. Towarzyszyłyby temu rozpowszechniane przez SB pogłoski, których wyraźne ślady pojawiły się w procesie toruńskim: że ksiądz uciekł za granicę, zszedł do podziemia albo został zamordowany przez ludzi "Solidarności". Oczywiście, mało kto ze zwolenników opozycji by w to uwierzył, ale z aparatu - zapewne tak. Wszystko to wywołałoby ogólny zamęt.











*** Leszek Pawlikowicz - Ewolucja układu sił politycznych w aparacie władzy PRL w latach 1956-1964

...Według Edwarda Ochaba i Andrzeja Werblana to właśnie niechętne interwencji stanowisko Chin było najważniejszym czynnikiem skłaniającym Rosjan do porzucenia rozwiązania siłowego w październiku 1956. Jednak decyzja w tej sprawie zapadła dopiero po kilku dniach od wyjazdu (20 października o godz. 6.45) delegacji radzieckiej z Warszawy. Wskazuje na to prof. Skrzypek, przytaczając zapiski Chruszczowa z posiedzenia Prezydium KPZR z 21 października 1956 roku, z których wynika, że nawet wtedy Rosjanie nie wykluczali zastosowania opcji militarnej. Według Werblana sytuacja zmieniła się dopiero dwa dni później, gdy do Moskwy przybyli wysłannicy Mao Ze-donga, Liu Shaoqi i Deng Xiaoping. Ich wizyta zbiegła się w czasie z rozpoczęciem powrotu - 23 października - jednostek radzieckich do stałych miejsc dyslokacji. Pozostałe kraje socjalistyczne, zwłaszcza NRD i Czechosłowacja, do końca popierały radzieckie stanowisko.











*** Max Hastings - WOJNA KOREAŃSKA - Jeńcy

...W obozie w strefie zdemilitaryzowanej żołnierza brytyjskiej piechoty morskiej Andrew Condrona oraz Amerykanów odmawiających repatriacji pilnowali Hindusi. Renegaci wystąpili na konferencji prasowej, by wyjaśnić, dlaczego uwierzyli w idee komunistyczne. Ta decyzja wywołała wstrząs w ich własnych społeczeństwach. Jakież to diabelskie techniki zastosowali komuniści, by ludzie ci zdecydowali się na ryż i bawełniane odzienie, zamiast wrócić do Glasgow czy Jersey City? Co można sądzić o motywacji politycznej Amerykanów i ich wyszkoleniu wojskowym, skoro na ideologię komunistyczną udało się przekabacić 21 Amerykanów, lecz ani jednego Turka? Gdy mccarthyzm podkopywał wzajemne zaufanie Amerykanów do politycznej wiarygodności współobywateli, a "wrogowie wewnętrzni" budzili coraz większe zaniepokojenie, twarde dowody wykazały, że nawet w opłakanych warunkach obozowych komuniści potrafią przeciągnąć jeńców na swoją stronę. W świadomości amerykańskiej zasiano ziarno lęku i niepewności, których nie dało się wykorzenić przez całe lata. Brytyjczycy wykazali mniejsze zaniepokojenie wpływem komunistycznej niewoli na swych pobratymców, zwłaszcza że proporcjonalnie mniej ich żołnierzy udało się skutecznie zindoktrynować. Ale dekadę później brytyjska pewność siebie mocno się zachwiała. Wówczas to zdemaskowano dyplomatę George'a Blake'a, którego pojmano w czerwcu 1950 roku, gdy był wicekonsulem w Seulu. Skutecznie "przewerbowany" w ciągu następnych 3 lat, długo działał w sekrecie jako ważny sowiecki agent.











*** Melchior Wańkowicz - Wojna i pióro

...Siedmiu szesnastoletnich gimnazjalistów, wziętych prosto ze szkoły w ostatnim miesiącu wojny, skierowanych dla obrony mostu, porzuconych przez swego kaprala, organizuje tę obronę przed zbliżającymi się Amerykanami. Regularny żołnierz amerykański nie mógł się domyślić, że tę obroną uczniaki zorganizują wbrew wszelkim prawidłom, czerpiąc natchnienie z zabaw w czerwonoskórych. Toteż udaje im się wysadzić dwa czołgi i powystrzelać wielu żołnierzy strzałami jednego z nich, który ulokował się na drzewie po amerykańskiej stronie rzeki. Pięciu z nich poległo, do dwóch pozostałych przybywa ciężarówka z saperami. Kiedy obecnie Niemcy wycofali się przez ocalony most i Amerykanie następują, należy most wysadzić. Dowodzący saperami porucznik chwali ich, każe iść do domów (wszyscy mieszkają w tymże miasteczku). Chłopcy zabijają porucznika i przepędzają strzałami saperów (niemieckich), którzy mieli wysadzić "ich" most, jakiego kazano im bronić.












*** Andrzej Garlicki - Romansy i awansy
Polityka - 2008-01-19

...Niecałe trzy lata później Piłsudski poznał w Druskienikach dr Eugenię Lewicką. W 1925 r. pojechał do Druskienik już sam, bez rodziny. Informacja w liście do żony z tego czasu, że dr Lewicka zamierza wziąć ślub, nie znajduje potwierdzenia. Nie można wykluczyć, że Piłsudski to wymyślił, aby uspokoić żonę, że dr Lewicka w niczym jej nie zagraża. W jakimś sensie historia się powtarza, z tą różnicą, że to Aleksandra występowała w roli niechcianej żony. Miała wszakże wielką przewagę w postaci ukochanych przez Piłsudskiego córek. "Dr Lewicka - napisał dobrze ją znający Antoni Jaroszewicz - była blondynką o ładnych, błękitnych oczach. Była niedużego wzrostu i miała zgrabną figurę. Odznaczała się przy tym wyjątkowym urokiem i wdziękiem. Miała bardzo przyjemny timbre głosu i szczególną, naturalną i subtelną delikatność w obcowaniu z ludźmi. Znaliśmy ją jako człowieka o wielkiej szlachetności, prawości i uczciwości".












*** ANDRZEJ KRAJEWSKI - Rozpruwacze ludzkich mózgów (lobotomia)
Newsweek - 21-27.11.2011

...W latach 60. kolejne kraje zabraniały barbarzyńskiego zabiegu. Dr. Freemana media nazywały mózgowym Kubą Rozpruwaczem, ale on się nie poddawał. Gdy zaczęto mu utrudniać operacje w Stanach Zjednoczonych, wyruszył do Ameryki Południowej. Prawo do wykonywania zawodu stracił dopiero w 1967 roku, gdy po powrocie do USA szpikulcami do lodu uśmiercił niejaką Helen Mortensen. Miał wówczas za sobą ok. 3,5 rys. operacji. Wedle tego, co sam przyznawał, umarło ok. 3 proc pacjentów. Czyli optymistycznie licząc, udało mu się zabić około 105 pacjentów, a resztę trwale okaleczyć. Czyniłoby to z niego jednego z najskuteczniejszych seryjnych morderców w dziejach, gdyby nie fakt, że robił to wszystko w majestacie prawa i oczywiście dla dobra ludzkości.












*** Nikołaj Zieńkowicz - TAJEMNICE MIJAJĄCEGO WIEKU (Prohibicja w ZSRR)

...Ale Gorbaczow, Gorbaczow! Trudno pojąć, jak mógł spokojnie patrzeć na to, co się wyrabiało w kraju. Na jego rodzinnym Kaukazie, na Krymie, w Mołdawii, wycięto niemal całą winorośl - tę samą, którą pieczołowicie hodowano dziesięcioleciami. W czasie wojny, gdy opuszczano Krym, szczególnie cenne gatunki winorośli wywożono okrętami podwodnymi, żeby nie wpadły w ręce wroga. A w osiemdziesiątym piątym sami wszystko wykarczowali, zniszczyli. W Dolinie Kumskiej, gdzie skupiło się dwie trzecie winnic Stawropola, zaorano dwadzieścia procent ich areału. Na złom pocięto dziesiątki kosztownych linii rozlewu wina, zniszczono wspaniałe dębowe beki, w których mieściło się po dwa tysiące wiader winnego moszczu. Ale najpoważniejszą konsekwencją była strata kadr, dynastii, które zgromadziły stulecia doświadczeń. W Gruzji i Armenii miejscowi decydenci zmuszali wieśniaków do wylewania na ziemię wina z wielkich drewnianych kadzi, i aby uniemożliwić na przyszłość jego produkcję, własnoręcznie wlewali naftę do odziedziczonych po dziadach opróżnionych pojemników.












*** JAN KUCHARZEWSKI - OD BIAŁEGO CARATU DO CZERWONEGO - EPOKA MIKOŁAJOWSKA

...Niebawem car, na znak swej łaski, mianował Puszkina kamerjunkrem. Puszkin był niezadowolony z niskiego stopnia dworskiego, nadawanego zwykle ludziom młodym. Lecz trzeba było być pokornym, gdyż znowu wypadło prosić cara, przez szefa żandarmów, o pożyczkę dwudziestu tysięcy rubli - z dobrym skutkiem. Car zrozumiał, że tymi datkami przykuwa niesfornego ongi poetę na dobre do stopni tronu.

Puszkin w głębi duszy czuł hańbę swego położenia. "Patrzą oni teraz na mnie jak na niewolnika, z którym mogą postępować, jak im się podoba", pisał w tym czasie do żony. Napomyka coś o chęci zrzucenia jarzma: "Wygnanie lżejsze jest od pogardy". Lecz słabości biorą górę. "Zawiniłem wobec ciebie - pisze niebawem do żony - miałem pieniądze, lecz przegrałem je".












*** JOANNA SIEDLECKA - OBŁAWA

...Konwicki: - Jezus Maria, ależ musiał tam gdzieś leżeć, słaby ten Andrzejewski pewnie, jemu dadzą w końcu *[nagrodę Nobla], bo jak on strasznie się tak doprasza... On się tego nie wstydzi, że on chce, wiesz? Bo my, jak byśmy chcieli, to byśmy to strasznie ukrywali, a on wszystkich zawiadamia. Całą Europę.

Dygat: - On się ośmiesza, dlatego że jemu przecież nie dadzą, bo mimo wszystko tam ten "Popiół i diament" musieli przeczytać.

Konwicki: - Ale on tak agresywnie się domaga, to znaczy, że jego klaka natychmiast ogłasza żałobę, mówi, że to skandal, że to ...

Dygat: - A ty myślisz, że przemówienie nad grobem Jasienicy, to co? A w dupie Jasienicę ma, po co było to przemówienie? Dla jury Nobla.

Konwicki: - To za mało.

Dygat: - To my wiemy, że za mało, ale jemu się zdawało, że...

Konwicki: - On tak teraz tą "Miazgą" celuje, bo już mi Irena powiedziała...

Dygat: - Przecież to jest tak straszna grafomania, na poziomie "Krajobrazu po bitwie".

Konwicki: - On mówił tak, jak dawał czytać te fragmenty Józkowi, pokazywał mu i powiedział: "Słuchaj, tak w przyszłości będzie wyglądać arcydzieło".

Dygat: - I on tak powiedział? Andrzejewski?

Konwicki: - Tak, nie dzisiaj (...) ale kiedyś, za sto lat, tak będą arcydzieła wyglądać.

Dygat: - Jedyny człowiek, którego znam, który tak o sobie mówi, wiesz? Wyobrażasz sobie, jak jemu oczy się zaświeciły, jak się dowiedział, że Jasienica umarł, co?

Konwicki: - Jak od razu uzgodnił, że on musi przemawiać.












*** GRZEGORZ GÓRSKI - WRZESIEŃ 1939. ROZWAŻANIA ALTERNATYWNE

...Warto jednak na tym miejscu zastanowić się, czy rację miał min. Beck, gdy w swym słynnym - bez wątpienia najlepszym w karierze przemówieniu - mówił: "Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata, ma swoją ceną wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką ceną. Jest jedna tylko rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna. Tą rzeczą jest honor".

Czy patrząc na tę wypowiedź z perspektywy polskich doświadczeń następnych lat uznać ją można za słuszną? Przypomnę tu wcześniejsze stwierdzenie. Polska straciła w latach wojny ponad 6 milionów obywateli i takich strat nie poniósł żaden inny kraj w Europie. Miliony Polaków znalazły się po wojnie poza granicami Polski. Polska straciła ponad połowę swego terytorium państwowego, a rządy okupacyjne doprowadziły kraj do ekonomicznej ruiny. Zbrodnicze reżimy okupacyjne doprowadziły do likwidacji niemal całej polskiej elity intelektualnej. Polska utraciła na sześćdziesiąt lat niepodległy byt. Tyle, w dużym skrócie, kosztowało Polskę zachowanie honoru.

Zdumiewa wszakże ów spokój i prostota, z którymi minister decyduje, że "będziemy się bić". Jest coś chorego w takim podejściu i to tym bardziej, że dalej płk Beck mówił, że bić się zamierza w istocie o symbol. A może rzeczywiście sądził, że twardy odpór dany Hitlerowi powstrzyma jego plany? Bo chyba miał świadomość, jak bardzo się mylił gdy mówił, że Niemcy "za pomocą 9 dywizji (...) promenują dziś po całej Europie, z tą siłą nikt Polski nie weźmie". A może miał już przekonanie, że szykuje się zwrot w stosunkach Polski z Anglią? Nie wiemy, ale to w tym momencie nie jest najważniejsze.

Zauważmy, że nikt w Europie i poza nią, ani prędzej ani później, nie podjął tak łatwo jak min. Beck takiej decyzji. Wszyscy starali się, aby wojna ich albo ominęła, albo przyszła jak najpóźniej. Wszyscy chcieli zyskać czas, aby przygotować się do niej jak najlepiej i zacząć w najdogodniejszym momencie. Wszyscy starali się robić to z myślą o tym, by ich kraje poniosły jak najmniejsze straty.

Min. Beck był jednak na tym tle wyjątkiem. Nie widział większego problemu w rzuceniu wyzwania największej już ówcześnie potędze militarnej świata. Potędze, przed którą autentycznie przecież drżały połączone siły ówczesnych superimperiów brytyjskiego i francuskiego. Tymczasem min. Beckowi nie przyszło do głowy, że Polsce przydałoby się jednak trochę czasu, by, na przykład, łączność jej armii oprzeć nie na gołębiach pocztowych, lecz na trochę nowocześniejszych metodach.

Polska wyszła z tej wojny z największymi proporcjonalnie stratami ludzkimi, ze stratami materialnymi, które odrabiać musiała przez dziesiątki lat. Polska straciła w wyniku tej wojny niepodległość na lat sześćdziesiąt - połowę okresu przez który trwały zabory. Dlatego że min. Beck miał zbyt dobrą pamięć do powiedzonek marsz. Piłsudskiego, a zapomniał o istocie prowadzonej przez niego polityki.












*** PIOTR SKWIECIŃSKI - Polska Zygmunta Klukowskiego
Rzeczpospolita - 11-08-2012

...Doktor opisuje ponawiające się napady rabunkowe wykonywane przez żołnierzy podziemia na własną rękę, w czasie których padają niewinne ofiary, a także zabójstwa prywatnych wrogów. "Na tego rodzaju wyczyny dowództwo patrzy dziwnie pobłażliwie... Nasi komendanci placówek, rejonów i obwodu dobrze wiedzą o większości napadów i tolerują je. Oczywiście przez to bardzo obniża się wartość ich pracy ideowej". Dowódcy - wynikałoby z narracji Klukowskiego - najczęściej dobrze wiedzą, że jakiś konkretny partyzant na kogoś niewinnego napadł, kogoś obrabował, zabił i przy okazji zgwałcił mu żonę czy córkę. I potępia to, nie jest jednak w stanie nic zrobić, bo nie ma innych żołnierzy, a nad tymi, którzy są, nie posiada realnej egzekucji. W dzienniku doktora pojawiają się konkretne nazwiska i pseudonimy - ktoś zabił, obrabował i zgwałcił, dowódcy akowscy, z którymi Klukowski się spotyka, zapowiadają represje, a po kilku tygodniach morderca jest wymieniony jako uczestnik innej akcji - tym razem dokonanej na rozkaz dowództwa, nie rabunkowej, tylko naprawdę politycznej.












*** SŁAWOMIR POPOWSKI - Prawdziwa historia Beni Krzyka
Rzeczpospolita - 27.08.1998

...Beni Krzyka nigdy nie było. - Sprawdzałem wszystkie dostępne archiwa odeskiej policji kryminalnej, cieszącej się sławą jednej z najlepszych w rosyjskim Imperium, i ani razu nie spotkałem się z tym nazwiskiem - mówi mi Igor Szkliajew. - Byli różni odescy bandyci: Spiro Kostia, turecki poddany, zajmujący się - jak byśmy dzisiaj powiedzieli - rekietem, był "killer" Samuel Zechcer, na poły kryminalista, na poły anarchista, który na zlecenie bolszewików wykonywał wyroki śmierci, był Gawrił Kuzniczin, przezywany "Papugajczykiem" i uważany za "atamana" złodziei kolejowych. Był, aresztowany w 1910 roku, Jakow Bender - głośny oszust i "wielki kombinator". Nazwisko Beni nie pojawia się ani razu, a gdyby żył naprawdę, carska ochrana na pewno miałaby go odnotowanego w swoich dokumentach.











*** WOJNA NA PACYFIKU. ENCYKLOPEDIA

...10 marca 1974 na niewielkiej wyspie Lubang niedaleko wyspy Luzon poddał się porucznik Onodo Hiro. W 1945 otrzymał rozkaz zejścia do podziemia i rozpoczęcia walki partyzanckiej z Amerykanami. W ciągu prawie 30 lat zabił z ukrycia kilkunastu mieszkańców wyspy. Odnaleźli go japońscy turyści, ale nie chciał uwierzyć, że wojna dawno się skończyła. Przekonał go dopiero jego były dowódca pułku, przywieziony specjalnie na Lubang. Po powrocie do Japonii zgotowano mu entuzjastyczne powitanie. Swoją historię opisał w książce. Wypłacono mu żołd za wszystkie lata ukrywania się w dżungli.
Jeszcze w 1990 dwóch byłych żołnierzy cesarskiej armii ujawniło się i poddało w Tajlandii. Ich przypadek był nieco inny. Po wojnie przyłączyli się do partyzantki komunistycznej (podobnie jak wielu żołnierzy państw Osi w Europie) i walczyli na MALAJACH oraz w Tajlandii, do czasu, gdy rząd tego kraju ogłosił w latach 70. amnestie dla komunistów.











*** POLSKA 1939-1945. STRATY OSOBOWE I OFIARY REPRESJI POD DWIEMA OKUPACJAMI - pod redakcją Wojciecha Materskiego i Tomasza Szaroty

...Prezentowany obecnie raport historyków nie podaje ścisłych danych dotyczących strat osobowych pod okupacją niemiecką i sowiecką w latach 1939-1945. Badacze, sumując dotychczasowe ustalenia i podając przyczyny porażek i utrudnień badawczych, skłonni są przypuszczać, że pod okupacją sowiecką zginęło w latach 1939-1941, a następnie 1944-1945 co najmniej 150 tys. obywateli II RP.
Łączne straty śmiertelne ludności polskiej pod okupacją niemiecką oblicza się obecnie na ok. 2 770 000. Liczbę tę należy traktować orientacyjnie, gdyż dla samej Warszawy historycy mają problem z ustaleniem liczby ofiar bezpowrotnych. Do tych strat należy doliczyć ponad 100 tys. Polaków pomordowanych w latach 1942-1945 przez nacjonalistów ukraińskich (w tym na samym Wołyniu ok. 60 tys. osób). Z kolei po weryfikacji m.in. badań dotyczących ofiar obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau uważa się, że liczba Żydów i Polaków żydowskiego pochodzenia, obywateli II Rzeczypospolitej, zamordowanych przez Niemców sięga 2,7- 2,9 mln osób (w tym w obozach śmierci 1 860 000 osób; w samych Ponarach zginęły 72 142 osoby). Sądzić zatem można, że z rąk Niemców zginęło ok. 5 470 000-5 670 000 Polaków i Żydów - obywateli polskich.


Teza o znacznej przesadzie tradycyjnego wyliczenia strat polskich obywateli w czasie II wojny - 6 milionów jest nieprawdziwa. Jeśli podliczyć zabitych pod okupacją sowiecką - 150 tys. i okupacją niemiecką - ok. 5,5 mln to ostateczna liczba wynosi - 5,650 mln. Widać też olbrzymią dysproporcję między stratami z rąk sowieckich i niemieckich - 1 do 36. Niezależnie co dziś oglądamy w kinie i czytamy w prasie - społeczeństwo polskie spłynęło rzeką krwi z powodu niemieckich okrucieństw. Tak więc, różnica między reżimem III Rzeszy i sowieckim była dla Polski i Polaków zasadnicza. Takie są liczby.











*** M. K. DZIEWANOWSKI - FARYS Z OKSFORDU (Lawrence z Arabii)
Mówią wieki

...Przygotowywane przez Lawrence'a i Husajna powstanie zaczęło się 6 czerwca 1916 r. równoczesnym atakiem na załogi tureckie w obu miejscach świętych: w Mekce i Medynie. Mekka padła od razu. Na wieść o sukcesach powstańców Turcja odpowiedziała natychmiast wysłaniem całego korpusu doborowych wojsk stacjonowanych w Syrii, który miał zdusić w zarodku rewoltę. Także dowódca garnizonu tureckiego w Medynie, dowiedziawszy się o opanowaniu Mekki przez Husajna i Fajsala, wysłał oddział ekspedycyjny w celu odbicia miasta. Tak więc Lawrence miał do rozwiązania dwa zagadnienia: opóźnienie i zlikwidowanie oddziałów tureckich na osi Medyna-Mekka (ok. 400 km pustyni) oraz mieszanego turecko-niemieckiego korpusu na linii Aleppo-Medyna, a więc w odległości ok. 1600 km. Opóźnienie przybycia posiłków tureckich z północy na południe miało umożliwić rozwinięcie się siłom powstańczym, niełatwym do zmobilizowania ze względu na trudności terenowe i komunikacyjne. Toteż gdy niedawny oficer sekcji kartograficznej z małą grupą wybranych przez siebie towarzyszy brytyjskich i arabskich, wspieranych przez lotne oddziały emira Fajsala na wielbłądach, wysadzał tory kolejowe linii Medyna-Mekka oraz Jerozolima-Akaba-Medyna, wysłańcy Husajna wędrowali z szeptaną propagandą od oazy do oazy, od obozu do obozu. W imieniu "Strażnika Świętego Grobu" wyjaśniali swoją misję, odmalowywali przeszłą wielkość Arabii, jej upadek, niewolę turecką, rozpalając wyobraźnię wizją oswobodzenia, którego chwila może być już niedaleka.













*** Martin Gardner - "Burżuazyjny idealizm" w radzieckiej fizyce nuklearnej

...W roku 1952 dziennik Floty Radzieckiej "Krasnyj Fłot" wydrukował artykuł A. Maksimowa, który określa poglądy Einsteina jako "reakcyjne, antynaukowe, antymaterialistyczne i idealistyczne" i dodaje, ze nie ma dla Einsteina usprawiedliwienia ponieważ, inaczej niż pozostali "burżuazyjni fizycy", znał pisma Marksa, Engelsa i Lenina. Maksimow połączył poglądy Einsteina z przekonaniami Ernsta Macha, o którym Lenin napisał: "filozofia Macha jest dla nauki tym czym pocałunek Judasza był dla Chrystusa". Nowe wydanie radzieckiego słownika filozoficznego opublikowane w 1952 roku nazywa Einsteinowską teorię względności "reakcyjnym, antynaukowym zniekształceniem prawdy" i szydzi z "mistyków i obskurantów którzy paplają o czwartym wymiarze, skończoności wszechświata i podobnych absurdach".






*** Leszek Kołakowski - Stalinizm w kulturze i nauce sowieckiej

...W tej atmosferze nieuchronnie pojawiali się w nauce wszelkiego rodzaju szalbierze, którzy ogłaszali o swoich niezwykłych osiągnięciach naukowych w należycie patriotycznych słowach. Łysenko jest najsławniejszym z nich, ale było wielu innych. Pewna uczona, nazwiskiem Olga Lepieszynskaja, ogłosiła w 1950 roku, że produkuje żywe komórki z nieożywionych substancji organicznych, a rewelacyjne to osiągnięcie zostało powitane przez całą prasę sowiecką jako niezbity dowód wyższości ojczystej nauki nad burżuazyjną. Wszystkie jej doświadczenia okazały się rychło bezwartościowe. Już po śmierci Stalina ukazał się w "Prawdzie" artykuł z jeszcze bardziej rewelacyjnym doniesieniem: okazało się, że w pewnej fabryce w Saratowie zbudowano aparat, który daje więcej energii, niż pobiera, co zarówno obala ostatecznie drugie prawo termodynamiki, jak też dowodzi prawdy twierdzenia Engelsa, iż energia, która się we wszechświecie rozprasza, musi się także gdzieś koncentrować. Teraz już było wiadomo, że koncentruje się w saratowskiej fabryce. Po krótkim czasie - co zresztą dowodziło już zmiany w atmosferze umysłowej - odkrycie to zostało wstydliwie zdementowane.











*** Andrzej Garlicki - Piękne lata trzydzieste

...Stanisław Cat-Mackiewicz, który został zesłany do Berezy wiosną 1939 roku, stwierdził przed komisją Winiarskiego, że torturą było nawet wypróżnianie się. Cat-Mackiewicz zeznawał, że
wolno było tę czynność fizjologiczną załatwić tylko raz na dobę, rano: dwudziestu ludzi stawało w pokoju z betonową podłogą i na komendę »raz, dwa, trzy, trzy i pół, cztery« każdy z nich miał obowiązek rozpiąć się, załatwić się i zapiąć się, co było oczywiście czasem niewystarczającym absolutnie, tym bardziej, że skandowanie komendy nie było wcale wydłużone, lecz wyrazy »raz i dwa« były mówione w takim tempie, że całość komendy nie mogła wynosić więcej czasu niż półtora sekundy najwyżej. Wobec czego ludzie stale chodzili z niewypróżnionymi żołądkami, co zwłaszcza było dolegliwe przy owej gimnastyce polegającej na kilkugodzinnym kaczym chodzie.











*** Jakub Mielnik - Jak Polacy stworzyli Izrael
Focus Historia - 05/05/2008

...W archiwach zachowało się pismo szefa rewizjonistów, skierowane do Zarychty. "Pożyczkę udzieloną naszym przyjaciołom traktuję jako dług honorowy, który postaramy się jak najszybciej zwrócić" - pisał Żabotyński. Współpraca z rządem polskim przysporzyła mu kolejnych wrogów wśród rodaków, dla których kolaboracja z "reakcyjnymi" władzami sanacyjnej Polski służyła jedynie usprawiedliwianiu antysemickiej polityki. Niełatwa była też sytuacja władz polskich, które zabiegały przecież o skierowany przeciw Niemcom sojusz z Londynem i za wszelką cenę starały się ukryć fakt pomocy Żydom, walczącym z brytyjskim panowaniem w Palestynie. By ukryć pochodzenie szmuglowanej z Polski broni, starannie zatarto numery seryjne i oznaczenia producenta uzbrojenia, które stanowiło standardowe wyposażenie polskiej armii. W magazynie na Ceglanej zgromadzono 20 tys. karabinów Mauser i setki karabinów maszynowych, w tym 200 ckm Hotchkiss. Pierwsze partie arsenału dla Irgunu wysłano przez Rumunię i Bułgarię jesienią 1938 i wiosną 1939 roku.











*** Adam Węgłowski - Zatruty sztylet Polski podziemnej
Focus Historia - 31/08/2011

...Sztyletnicy dopadli też Aleksandra Mirzę Tuhan-Baranowskiego, wysokiego funkcjonariusza carskiej policji, odpowiedzialnego za represje (m.in. wysokie kontrybucje), zarządzone wobec mieszkańców Warszawy. On też został zasztyletowany we własnym mieszkaniu. I to mimo policyjnej ochrony! Przy okazji zamachowiec ciął szablą także jego żonę. Tak rozrastał się mit o sprycie, bezwzględności i możliwościach sztyletników. Siali strach nie tylko wykonywaniem wyroków, ale i - jak twierdzi Nikołaj Berg - pogróżkami, wysyłanymi do władz. Pomocnik namiestnika Konstantego gen. Jewgienij Rożnow opowiadał historykowi, że "raz przysłano mu woreczek, zawierający porąbane na drobno kości jednego z jego ajentów". Czy można jednak wierzyć rosyjskiemu autorowi? "Berg był bardzo zdolnym historykiem. Wykorzystał ogromną masę źródeł i starał się dojść do sedna sprawy. On był obiektywny z punktu widzenia Rosjanina, takiego państwowca" - zapewnia dr Strzyżewska.











*** TADEUSZ PIÓRO - Krew napastnika - Interwencje zbrojne Armii Czerwonej 1920-1990
POLITYKA - 14 grudnia 1996

...Z meldunków przesyłanych przez wojska walczące na fińskim froncie wynikało, że w ciągu 105 dni zmagań poległo i zmarło od ran 81 tys. żołnierzy, a 20 tys. zaginęło bez wieści. Z tej ostatniej liczby około 6 tys. odnalazło się w niewoli u Finów, ale 14 tys. kazano doliczyć do poległych. W ten sposób straty bezpowrotne wyniosły 95 tys. osób. Jednakże gdy 10 lat później postanowiono z jakichś przyczyn ponownie zająć się stratami w fińskiej wojnie, sięgając do akt zgonów ludzi powołanych wówczas na front, to okazało się, że zabitych i zmarłych z ran było 87 tys., a nieudokumentowanych - 40 tys. Liczba poległych urosła więc do 127 tys. żołnierzy.











*** Magdalena Grochowska - Jerzy Giedroyc. Do Polski ze snów - LEGENDĘ OBMYĆ WE KRWI

...Słowo "ofiara" w ustach Giedroycia nie było metaforą. Lubił powtarzać za Piłsudskim, że Polacy chcieliby odzyskać niepodległość za dwa grosze i dwie krople krwi. Dopuszczał wysokie koszty. W Marcu popychał pióro Mieroszewskiego - Polski "nie należy oblewać zimną wodą", pisał, "w tej chwili trzeba ludzi podniecać, by wyprowadzić ich ze stanu drętwoty, niż zbytnio przestrzegać". Gdy w 1975 roku mówił Aleksandrowi Smolarowi, że nie można robić polityki bez ofiar, to zdanie kryło wizję realnej krwi.

- Ja spytałem: "Jakże pan może mówić spokojnie, siedząc za granicą, że w Polsce może się polać krew?" - opowiada Smolar. - Czasem w swojej bezwzględności i surowości miewał bardzo zabawny język... Powiedział: "Jakiś podział pracy musi być".











*** Eugeniusz Guz - Zagadki i tajemnice kampanii wrześniowej

...Cat-Mackiewicz po pokonaniu Francji przez Niemcy miał również zwrócić się do polskiego prezydenta na uchodźstwie, by ten zdecydował się na podporządkowanie Niemcom Polski na wzór kolaborującego reżimu Petaina. Obciążany na emigracji zarzutami podtrzymywania nawet po wybuchu wojny skrajnego germanofilstwa, Mackiewicz stanął przed sądem honorowym władz emigracyjnych. Liczne osoby zapewniały tam zgodnie, że uderzał ich zawsze wyjątkowy serwilizm Cata wobec Niemiec. Z przebiegu posiedzeń sądu honorowego wynikało, że podsądny bronił się właściwie tylko sam, dementując zarzuty. Twierdził, że zwolennikiem porozumienia z Niemcami był do anszlusu Austrii w marcu 1938 roku, że w Norymberdze na parteitagu był tylko raz, a na "wycieczkach" urządzanych przez ministra Goebbelsa - ani razu. Zaprzeczył, że w czerwcu 1940 roku chciał pozostać we Francji. Podkreślił też, iż nie twierdził wówczas, że wojna jest przegrana. Uważał natomiast, że katastrofa Francji znacznie przedłuży wojnę, co odbije się negatywnie na losach ludności polskiej w kraju.











*** Paweł Maria Lisiewicz - W IMIENIU POLSKI PODZIEMNEJ - Z DZIEJÓW WOJSKOWEGO SĄDOWNICTWA SPECJALNEGO ARMII KRAJOWEJ

...Według cytowanego już przekazu płk. Jana Rzepeckiego, Albrecht miał zostać aresztowany w Warszawie 18 lipca 1941 r. Przewieziono go następnie do Gestapo w Kielcach, gdzie był na przemian poddawany torturom oraz perswazjom, aż w końcu załamał się. Uwierzył w bezcelowość konspiracji, o której Gestapo miało wszystko wiedzieć i zgodził się podjąć próbę skłonienia Roweckiego do podjęcia kontaktu z okupantem. W związku z tym został zwolniony na słowo honoru. Po przybyciu do Warszawy, jawnie zamieszkał w swoim mieszkaniu wraz z rodziną "i zaczął nachodzić wszystkie znane mu lokale konspiracyjne, dobijając się o osobistą rozmowę z Roweckim". Wyznaczeni oficerowie ZWZ bezskutecznie usiłowali odwieść go od zamiaru powrotu do Gestapo, sugerując możliwość ukrycia wraz z rodziną. Albrecht upierał się, że jest związany słowem honoru. Jego zachowanie zdradzało rozstrój nerwowy. "Stawał się wręcz niebezpieczny. Łatwo mógł zostać wyzyskany przez Gestapo do wyśledzenia wielu komórek ZWZ, których znał tyle z tytułu pełnionej funkcji (...). Przy tym niewątpliwie sprzeniewierzył się podstawowym obowiązkom żołnierza: nie tylko załamał się sam, ale podjął się namawiania innych do porozumienia z nieprzyjacielem".











*** Paweł Maria Lisiewicz - BEZIMIENNI - Z dziejów wywiadu Armii Krajowej

..."W naszym sztabie oświadczyli oni, że są oficerami organizacji podziemnej »Muszkieterowie« i zostali wysłani przez jej dowódcę kpt. Tenczyńskiego. Jeden z nich miał przy sobie list w mikrofilmie, który był do mnie adresowany od podziemia krajowego. Zawierał wezwanie, aby wojsko uderzyło na tyły sowieckie. Twierdził, że ten list to podstęp, żeby Niemcy umożliwili im przejście frontu. Mnie zaś mieli zameldować o sytuacji w kraju. Ponieważ to, co powiedzieli nie stanowiło rewelacji, było nam ogólnie znane, zapytałem, czy po to tylko ryzykowali przejście frontu? Wyjaśnili, że kapitan chciał się popisać, jak sprawną posiada organizację [...] To wszystko, co mówili, nie miało znaczenia, cała ta eskapada stanowiła dziecinadę, ale był dokument, w którym wzywano, żebym zaatakował sojuszniczą armię! To była oczywista prowokacja i ja nie miałem wyboru. Zawiadomiłem natychmiast Londyn, a ich kazałem oddać pod sąd polowy i zaprosić sowieckich oficerów jako obserwatorów. Sąd uniewinnił dwóch, trzeciego - tego, który miał przy sobie mikrofilm - skazał na piętnaście lat więzienia za współpracę z Niemcami".











*** Jacek Wilamowski - HONOR, ZDRADA, KAŹŃ... - Afery Polski Podziemnej 1939-1945

...Za prawdziwy majstersztyk uznaje się głośną akcję "Góral". Polegała ona na zdobyciu przez AK 12 sierpnia 1943 roku na ul. Senatorskiej w Warszawie 106 milionów zł, transportowanych z Banku Emisyjnego przy ul. Bielańskiej na Dworzec Wschodni, skąd miały być przewiezione do Krakowa. Na 500-złoto-wych banknotach banku widniał wizerunek górala, stąd kryptonim akcji. Była ona przygotowana przez kilka miesięcy, a trwała zaledwie kilka minut. Z bojowcami współpracowali urzędnicy bankowi: Ferdynand Żyła ps. "Michał I" i Jan Wołoszyn ps. "Michał II". Wyznaczony do akcji zespół składał się z przeszło 40 ludzi z oddziałów Kedywu KG AK. Całość nadzorował mjr Jan Wojciech Kiwerski /ps. "Dyrektor", "Oliwa", "Lipiński"/, dowodził zaś por. Roman Kiźny ps. "Pola". Dysponowano dwoma samochodami. Ze 106 min zł, stanowiących wg ówczesnego kursu czarnorynkowego równowartość 1 mln 100 tys. dolarów USA, Niemcy nie odzyskali ani złotówki, choć bardzo się o to starali.













*** PIOTR GŁUCHOWSKI, MARCIN KOWALSKI - Wojna polsko-ruska pod bokiem niemieckim
Gazeta Wyborcza - 12/01/2009

...Na początku 1944 roku polskie zgrupowanie liczy prawie tysiąc żołnierzy, wśród nich są ułani na koniach, rowerzyści i piechota zbrojna w ciężkie karabiny maszynowe, granatniki, pistolety. Do tego tabory z amunicją, lekarstwami, namiotami, paszą dla koni itd. Przeszło 150 furmanek. Polski Oddział Partyzancki - tak teraz zwie się dawny otriad "Kościuszko" - je dzięki życzliwemu wsparciu polskich właścicieli majątków i chłopów, a za żywność kupuje broń w niemieckich magazynach. Polacy wespół z Niemcami konwojują transporty mąki idące do Mińska. Gdy napadają ich Sowieci - bronią się ramię w ramię. Gromią Sowietów także na własną rękę. W ciągu pierwszego półrocza 1944 akowcy i partyzanci sowieccy staczają ok. 200 bitew i potyczek. Niektóre trwają wiele godzin, używa się w nich artylerii. Polacy przeprowadzają konne szarże, organizują nocne zasadzki, raz strzelają z moździerzy, innym razem tną szablami. Zdarzają się nawet walki wręcz. Z rąk do rąk przechodzą fury z kartoflami, konie, chłopskie krowy, chutory, wsie, lasy, chwilami całe gminy. Niemcy nie reagują.







*** Bogdan Musiał - Polsko-niemieckie "przymierze" na Kresach
Rzeczpospolita - 27-02-2009

...Szczególnie oddział chorążego Nurkiewicza "Noc" dawał się sowieckim partyzantom we znaki. W marcu 1944 r. dowództwo brygady "Żukowa" skarżyło się: "Banda Nurkiewicza wyrządza nam większe szkody niż Niemcy". Gennadij Budaj, jeden z dowódców zgrupowania Baranowicze, relacjonował później: "W roku 1944 (...) walczyliśmy prawie wyłącznie z polskimi legionistami, wielu ludzi zginęło przez nich". Podobnie było na Wileńszczyźnie. 1 marca 1944 r. brygada "Łupaszki" rozbiła sowiecki oddział "Brodacza", 32 sowieckich partyzantów zginęło, dziesięciu zostało rannych, a sześciu dostało się do niewoli. Monachow, dowódca zgrupowania Wilejka, raportował w marcu: "Nie mam wystarczających sił, aby opanować rejony obwodu Wilejka leżące po drugiej stronie rzeki Wilejka. Rejony te są dosłownie zalane przez polskich bandytów".












*** Piotr Zychowicz - Mit sześciu milionów
Rzeczpospolita - 05-06-2009

...Profesor Materski: - Liczba Polaków zabitych podczas wojny znacznie spadnie. To będzie dla społeczeństwa szokiem i na pewno wiele osób nie przyjmie tego do wiadomości. Tak samo było, gdy zweryfikowano liczbę osób deportowanych przez Związek Sowiecki w latach 1939 - 1941 z 2 milionów do 320 - 340 tysięcy. Pierwsza reakcja była bardzo ostra. Niestety do dziś obowiązuje stara zasada, że poziom patriotyzmu mierzy się podawaną liczbą zamordowanych - podkreślił. Dowodem na tę tezę może być następująca anegdota. Jeden z wybitnych, nieżyjących już polskich historyków zapytany kiedyś w prywatnej rozmowie, co sądzi o 6-milionowych stratach, machnął ręką. - To zwykła bzdura, wymysł propagowany przez maniaków polskiej martyrologii. W rzeczywistości straty były kilkakrotnie niższe - powiedział. Kilka lat później na rynku pojawiła się jego książka, w której liczbę zabitych obywateli polskich oszacował na... 7,5 miliona.












*** Piotr Zychowicz - Zapomniani polscy jeńcy 1920 roku
Rzeczpospolita - 23-10-2009

...Generał Lucjan Żeligowski, który przybył do Chorzel dzień po zakończeniu walk, wspominał: "Widok pola walki robił przykre wrażenie. Leżała wielka na nim ilość trupów. Byli to w większości nasi żołnierze, ale nie tyle ranni i zabici w czasie walk, ile pozabijani po walce. Całe długie szeregi trupów, w bieliźnie tylko i bez butów, leżały wzdłuż płotów i w pobliskich krzakach. Byli pokłuci szablami i bagnetami, mieli zmasakrowane twarze i powykłuwane oczy". Zamordowano tam kilkuset Polaków. Do podobnej zbrodni doszło również w Zadwórzu na przedpolach Lwowa, gdzie wymordowano 400 młodych ochotników broniących miasta, a także w Ostrołęce, Żytomierzu, Bystrykach i w wielu innych miejscowościach. Bolszewicy w bestialski sposób mordowali rannych z polowych szpitali wojskowych, których Polacy nie zdążyli ewakuować. Na przykład w Berdyczowie kawalerzyści Budionnego spalili żywcem 600 rannych Polaków wraz z opiekującymi się nimi siostrami. - Takich wydarzeń były setki. Polskie oddziały, gdy w sierpniu i we wrześniu 1920 roku odbijały tereny z rąk bolszewików, niemal wszędzie znajdowały masowe groby. Mordowanie jeńców było stałym elementem sztuki wojennej Armii Czerwonej. To samo powtórzyło się w 1944 i 1945 roku. Skala zjawiska była olbrzymia. Dziś trudno jest ustalić, ilu polskich żołnierzy w 1920 roku zginęło w tych masakrach. Liczba ta może sięgnąć nawet 20 tysięcy - uważa prof. Karpus.








*** Igor T. Miecik - Piekło za drutami
Newsweek - 27 września 2009

...Minister spraw wojskowych Kazimierz Sosnkowski 8 grudnia 1920 r. zarządził śledztwo w sprawie transportów głodnych i chorych jeńców. Bezpośrednim powodem była informacja o transporcie 300 jeńców z Kowla do swoistego przedsionka obozów - stacji koncentracyjnej i rozdzielczej jeńców w Puławach. W pociągu zmarło 37 jeńców, a 137 przyjechało chorych. "(...) Byli 5 dni w drodze i przez cały ten czas ani razu nie dostali jeść. Jak tylko wyładowano ich w Puławach, jeńcy rzucili się na zdechłego konia i jedli surową padlinę". Gen. Godlewski pisze do Sosnkowskiego o tym transporcie, że liczył w dniu wyjazdu 700 ludzi, co by znaczyło, że w drodze zmarły 473 osoby. "Większość była tak zagłodzona, że nie była w stanie samodzielnie wysiąść z wagonów. 15 osób zmarło już pierwszego dnia w Puławach".








*** Piotr Zychowicz - Rosyjska maczuga na Polskę
Rzeczpospolita - 23.09.2011

...Snyder w swoich "Skrwawionych ziemiach" wyliczył, że śmiertelność w obozach jenieckich dla czerwonoarmistów wynosiła średnio 57,5 procent, podczas gdy w obozach dla aliantów zachodnich nie przekraczała 5 procent. Jesienią 1941 roku w niemieckiej niewoli dziennie umierało więcej jeńców sowieckich, niż amerykańskich i brytyjskich umarło tam przez całą wojnę. Mimo to rosyjscy politycy i historycy nie przypominają o losie tych ludzi podczas każdego możliwego spotkania z Niemcami. Nie domagają się także od Berlina przeprosin. Sprawa ta w relacjach niemiecko-rosyjskich po prostu nie istnieje. Co innego "ofiary roku 1920". Dzieje się tak, mimo że w pierwszym przypadku chodzi o 3,5 miliona zamordowanych z premedytacją, w drugim o góra 18 tysięcy zmarłych z powodu chorób. A więc niemal o 200 razy mniej ofiar.












*** Jacek Kuroń - Wiara i wina (więzienie, wojsko)

...Starzy kasiarze, klawisznicy, doliniarze tłumaczyli mi, że świat przestępczy tak naprawdę skończył się z I wojną światową, że olbrzymi teren cesarstwa rosyjskiego dopiero dawał możliwość właściwego działania, ukrywania, "upłynniania blitu". Wprowadzenie bezgotówkowego obrotu, papierów wartościowych właściwie zniszczyło kasiarstwo. Skończyły się czasy, kiedy kupcy w kantorach, w grubych kasach trzymali złoto, biżuterię, brylanty. Mimo to środowiska przestępcze trwały wciąż jeszcze przez całe 20-lecie międzywojenne, rozbiła je dopiero II wojna światowa i późniejsze migracje ludności. Jeszcze przed wojną stałość środowiska, przestrzeganie norm, zawód, który dawał względnie regularne zarobki, a zarazem wymagał pewnego kunsztu - wszystko to sprawiało, że mogły istnieć normalne rodziny, gdzie dzieci wychowywały się w miłości. W związku z tym możliwa była ciągłość pokoleniowa, a więc i transmisja kulturowa. Młody człowiek pochodzący z takiej rodziny i zostając złodziejem mógł jednocześnie żyć w świecie wartości, być przyzwoity, uczciwy, rzetelny, lojalny, mieć życzliwy stosunek do świata i ludzi.












*** ANDRZEJ KRAJEWSKI - TO ZA PIŁSUDSKIEGO! (Tortury w twierdzy brzeskiej - 1930)
NEWSWEEK POLSKA - 19.09.2010

...Ciosy pięścią i kopniaki w tyłek były codziennym sposobem komunikowania się strażników z osadzonymi. Od razu wprowadzono także inne kary cielesne. Oficerowie co jakiś czas urządzali kolejnym politykom nocne pobudki, by kopniakami zagnać ich do piwnicy, gdzie największych szczęściarzy czekała rewizja osobista. Pechowców, takich jak np. prezesa Narodowej Partii Robotniczej Karola Popiela, po rozebraniu do naga rzucano na stołek, plecy okładano mokrym ręcznikiem, po czym tłuczono metalowym prętem, dopóki ofiara nie straciła przytomności. Podobnie zmasakrowano jedynego uwięzionego w Brześciu endeka, byłego wojewodę wołyńskiego Aleksandra Dębskiego. Szczególnie często maltretowano Kazimierza Bagińskiego z PSL Wyzwolenie. Pamiętano bowiem, że współorganizował z Piłsudskim związki strzeleckie w Galicji, a pod koniec lat 20. ośmielał się krytykować Marszałka, co uznano za zdradę.












*** Antoni Dudek, Grzegorz Pytel - Bolesław Piasecki. Próba biografii politycznej

...Aby zrozumieć tło polityczne porwania Bohdana Piaseckiego, należy przypomnieć sobie atmosferę, jaka panowała w Polsce z końcem 1956 roku. Zasadniczo były dwa środowiska atakujące dotychczasową działalność Bolesława Piaseckiego i i Stowarzyszenia PAX. Pierwszym było środowisko liberalizujących intelektualistów i dziennikarzy, którzy w okresie październikowej odwilży rozpętali szeroką kampanię prasową wymierzoną przeciw ideologii i przede wszystkim działalności Stowarzyszenia. Drugim była część wysoko postawionych działaczy partyjnych, określanych jako frakcja puławska, którzy dążyli do likwidacji PAX-u. Przebieg porwania, podobnie jak śledztwo dowiodło, że sprawcy, jeżeli wywodzili się czy też byli powiązani z którymś z dwóch wymienionych wyżej środowisk, to raczej z frakcją puławian.












*** Sławomir Koper - Przypadek Bolesława Piaseckiego

..."On otaczał się wyłącznie dworem, niestety - potwierdzała Anna Kowalska, redaktorka Instytutu Wydawniczego PAX i autorka słynnej Pestki. - Wtedy przyjaciele przestają być przyjaciółmi, zaczynają się bać, stają się lizusami i potakiwaczami. On też widział, że się go boją. Każde spojrzenie albo brak spojrzenia było komentowane. Tragiczne i zarazem śmieszne było to, że on na tym szczycie siedzi sam, a wszyscy mu nadskakują, klaszczą i cmokają. Miał rzadko spotykaną umiejętność niemówienia. Mogę sobie wyobrazić, że różni ludzie się przed nim wili, chcieli coś załatwić, wygłaszali jakieś opinie, a on milczał. Milczenie to straszna broń. Delikwent purpurowy wytaczał się z jego gabinetu i długo jeszcze nie wiedział, co ze spotkania z Piaseckim dla niego wyniknie". Ważnym elementem budowy wizerunku prezesa - bo właśnie tak nieoficjalnie go tytułowano - były obchody jego imienin. Każdego roku 19 sierpnia do Zakopanego zjeżdżali najważniejsi jego współpracownicy. On okazywał im swoją łaskę i dawał do zrozumienia, kto obecnie cieszy się jego największym uznaniem. Siedząc w fotelu, przyjmował hołdy i rozmawiał z aktualnymi ulubieńcami, a innych zbywał milczeniem. Za największe wyróżnienie uchodził wspólny toast z prezesem; na stole zawsze stała butelka dobrego koniaku, a Piasecki osobiście napełniał kieliszki. Po każdej tego rodzaju imprezie w PAX-ie i jego zależnych instytucjach wiedziano, jakie są aktualnie obowiązujące trendy personalne.












*** Krzysztof Kęciek - Klęska Szczęśliwej Armady
Przegląd - 37/2008

...Katolicki monarcha zgromadził ok. 130 okrętów i statków różnych typów. Były wśród nich świetne galeony, noszące nazwy niebiańskich patronów, toteż nazwano je katalogiem świętych. Wicekról Neapolu przysłał cztery masywne galeasy wyposażone w żagle, ale poruszane także siłą wioseł. Pod flagą Filipa pożeglowała wynajęta w Gdańsku karaka "Barca de Anzique" ("Statek z Gdańska") o wyporności 450 ton z 26 działami, 25 żeglarzami i dwoma setkami żołnierzy na pokładzie. Imponująca flota miała 2630 dużych armat i 123.790 żelaznych, kamiennych i spiżowych kul. Na pokładach znalazło się 8050 marynarzy, 2088 wioślarzy niewolników i 18.978 żołnierzy oraz 1545 ochotników - młodych i dumnych szlachciców. W wyprawie wzięło udział także 200 kapłanów, którzy mieli nawracać angielskich kacerzy. Tej masie okrętów nadano nazwę Armady. Znaczy to uzbrojona flota). Filip lubił mówić o Szczęśliwej Armadzie (La Felicissima Armada). To papież Sykstus V nazwał ją Armadą Niezwyciężoną (Armada Invencible) - później miano to szyderczo rozpowszechnili Anglicy.












*** Krzysztof Kęciek - Tajemniczy rejs U-977
Przegląd - 36/2010

...Była to niezwykła ucieczka. Kapitan U-977 nie chciał się poddać aliantom. Okręt płynął w zanurzeniu przez rekordowe 66 dni. Dopiero 17 sierpnia 1945 r. zawinął do argentyńskiego portu Mar del Plata. Przybycie jednostki ponad trzy miesiące po klęsce hitlerowskich Niemiec stało się prawdziwą sensacją. Natychmiast pojawiły się teorie, że U-977 szedł w konwoju okrętów podwodnych przewożących broń, złoto i brunatnych dygnitarzy. Twierdzono, że na pokładzie U-boota znalazł się reichsleiter Martin Bormann, a być może nawet sam führer z Evą Braun. Schronili się oni rzekomo w Nowym Berchtesgaden, ostatnim bastionie hitlerowców, gigantycznym kompleksie obronnym w jaskiniach w pobliżu antarktycznej Ziemi Królowej Maud. To oczywiście czysta fantazja, jednak mit o polarnej twierdzy Hitlera, którą Amerykanie zdołali zniszczyć dopiero za pomocą bomb atomowych w 1958 r., utrzymuje się do dziś.












*** Krzysztof Kęciek - Fałszywy mit Termopil
Przegląd - 14/2007

...Sparta była okrutnym, totalitarnym państwem, budzącym lęk wśród współczesnych, w okresie klasycznym kulturalną pustynią (przedstawianie spartiatów jako obrońców cywilizacji musi wzbudzić wśród znawców przedmiotu śmiech). Persom zresztą niszczenie greckich dzieł historycznych i literackich, co sugeruje film, na myśl by nie przyszło. Spartiaci mogli przez całe życie ćwiczyć się w wojennym rzemiośle tylko dlatego, że utrzymywali ich poddani - periojkowie, czyli Lacedemończycy niemający spartańskiego obywatelstwa, oraz przede wszystkim heloci, swego rodzaju państwowi niewolnicy. Spartanie po morderczych stuletnich wojnach ujarzmili Messenię, rozległą krainę na zachodzie Peloponezu, zamieszkaną (podobnie jak Lacedemon) przez Greków z ludu Dorów. Messeńczycy zostali obróceni w niewolników - było to wydarzenie bezprecedensowe w helleńskim świecie. Spartiaci ciemiężyli helotów bez miłosierdzia - wykształcili cały system wyzyskiwania i upokarzania poddanych. Heloci zlewali się potem na polach swych panów, musieli nosić ośmieszające stroje, byli systematycznie chłostani tylko po to, aby nie zapomnieli, że są niewolnikami. Spartiaci upijali ich na ucztach i zmuszali do śpiewania sprośnych pieśni - patrząc na upodlenie helotów, "bohaterowie" znad Eurotasu pielęgnowali swoje poczucie wyższości.












*** Krzysztof Kęciek - Posępne groby wampirów
Przegląd - 12/2009

...Archeolodzy natrafiają na tzw. grobowce wampiryczne stosunkowo często. Najstarszy znany do tej pory, sprzed 4 tys. lat, odkryty został w pobliżu miejscowości Mikulovice we wschodnich Czechach. Podczas penetracji cmentarzyska z epoki żelaza archeolodzy zauważyli, że jeden ze zmarłych pochowany został nieco na uboczu. Szkielet przygniatały dwa duże kamienie, jeden położony na piersiach, drugi na głowie. Radko Sedlacek, kurator Muzeum Archeologicznego, nie ma wątpliwości, że pochowano tu jakiegoś odmieńca, którego uznano za wampira. Kamienie miały go powstrzymać przed nawiedzaniem żywych.












*** Krzysztof Kęciek - Bóg deszczu żąda ofiary - Majowie przelali morze krwi, aby zyskać łaskę bóstw
Przegląd - 9/2008

...Jeszcze do lat 70. XX w. Majowie uważani byli za nastawionych pokojowo budowniczych, znakomitych astronomów i obserwatorów nieba, uduchowionych twórców zadziwiająco dokładnego kalendarza. Przypuszczano, że ci Indianie, których cywilizacja kwitła od mniej więcej 300 n.e. do 900 n.e. na terenie południowego Meksyku, Gwatemali, Belize, części Hondurasu i Salwadoru, prowadzili wojny w sposób rytualny i mało krwawy, a swym łagodnym bogom rzadko składali ofiary z ludzi. Obecnie wiadomo, że miasta-państwa Majów przynajmniej w ostatnich wiekach toczyły ze sobą zaciekłe konflikty na wyniszczenie, a podczas tych walk brano jeńców, aby zabić ich ku czci bóstw, często wśród wyrafinowanych tortur. Pojmanym przeciwnikom, zwłaszcza arystokratom, wyrywano paznokcie, jadeitowe kolczyki w uszach dostojnych jeńców kapłani zwycięskiej strony zastępowali zwitkami papieru. Miało to dodatkowo upokorzyć skazanych na śmierć brańców. Ciała przeznaczonych na ofiarę malowano na niebiesko i używano w charakterze żywych tarcz, przy czym łucznicy i miotacze oszczepów mierzyli przede wszystkim w genitalia.












*** Krzysztof Kęciek - Krwawe ofiary w deszczu - Kulturę peruwiańskich Indian Moche zniszczyły potężne zaburzenia klimatu
Przegląd - 46/2010

...Cywilizacja Moche nie znała pisma, pozostały po niej jednak niezliczone malowidła na murach oraz bogato zdobione naczynia. Dzbany i wąskie butelki miały barwę białą i żółtą. Na jasnym tle sporządzano czarne lub brązowe rysunki, zaznaczane wyrazistymi konturami. Jednym z ulubionych motywów artystów był Dekapitator, czyli Ścinający Głowy (Ai Apaec Ayapec), często przedstawiany jako pająk, niekiedy jako stworzenie ze skrzydłami lub ośmiornica czy potwór morski. Na niektórych wizerunkach Dekapitator ściska w jednym ramieniu nóż, w drugim trzyma za włosy ściętą głowę. Na makabrycznych malowidłach można spostrzec bezbronnych jeńców, którym oczy wydziobują ptaki lub wydłubują je zwycięzcy wojownicy. Jak wynika z tej ikonografii, pod piramidami odbywały się przerażające ceremonie, podczas których kapłani w rytualnych szatach gwałcili jeńców analnie i oralnie. Na rysunkach widać, że z naturalnych otworów w ciałach ofiar obficie spływają płyny - symbol klęski i upokorzenia. Jak wynika z malowideł, jeńcy byli torturowani, w końcu podcinano im gardła. Prawdopodobnie kapłani i arystokraci pili krew ofiar i spożywali ich ciała. Potem zdzierano mięso z kości, a szkielety wieszano na ścianach piramid.












*** Krzysztof Kęciek - Owidiusz - poeta wygnany - Czy słynny rzymski piewca lekkiej miłości wplątał się w spisek przeciw cesarzowi?
Przegląd - 51-52/2007

...Historycy do dziś zastanawiają się, dlaczego cesarz Oktawian August potraktował największego poetę swoich czasów tak srogo. Czy gniew pryncepsa wywołały tylko frywolne pieśni? A może piewca lekkiej miłości (tenerorum lusor amorum), jak nazwał się Owidiusz, nawiązał romans z wnuczką imperatora, Julią, która knuła polityczny spisek?












*** Krzysztof Kęciek - Goebbels - zbrodniarz i narcyz
Przegląd - 49/2010

...Naukowcy od dawna próbowali tłumaczyć chorobliwą ambicję, dynamiczną, niszczycielską energię i szyderczy cynizm gauleitera Berlina czynnikami psychologicznymi. Helmut Heiber, autor wydanej w 1962 r. i wciąż wartościowej biografii Goebbelsa, podkreślał, że główny agitator reżimu nigdy nie przezwyciężył pełnych namiętności zaburzeń emocjonalnych wieku dojrzewania. Powszechnie panuje opinia, że rozstrzygającą rolę w życiowej drodze ministra propagandy odegrało jego kalectwo - deformacja prawej stopy (stopa końsko-szpotawa) - którego nabawił się w wyniku choroby w wieku około siedmiu lat. Wyśmiewany w szkole przez kolegów, popadł w kompleksy i przez całe życie próbował kompensować tę skazę na innych polach. Brytyjski historyk Ian Kershaw, autor monumentalnej biografii Hitlera, tak pisał o Goebbelsie: "Kompleks niższości był źródłem jego ambicji i potrzeby demonstrowania osiągnięć przez błyskotliwość umysłu. Dlatego też znalazł się w ruchu, który wyszydzał zarówno fizyczną słabość, jak i intelektualistów".












*** Teresa Bogucka - CZYSTOŚĆ, ZDROWIE I POSTĘP
Gazeta Wyborcza - 22/11/1996

...Do oczywistych efektów zastąpienia mycia się ablucjami na sucho oraz - w sferach wyższych - pachnidłami, należała powszechność robactwa. Z jednej strony pogodzono się z nim do tego stopnia, że wzajemne iskanie zostało wpisane w formy obyczajowe, określające dokładnie, kto komu winien wyłapywać insekty, z drugiej jednak uciążliwość pluskiew, pcheł czy wszy kazała szukać na nie jakichś sposobów. Były to, ni mniej, ni więcej, tylko przepisy dietetyczne, uważano bowiem, że pasożyty wychodzą z ludzkiego ciała, tak jak robaki z mięsa, a rodzą się z zakłóceń humorów, czemu mogło przeciwdziałać właściwe odżywianie. I tak oto lęk przed zarazą prowadził do zwiększenia zagrożenia, chociażby dlatego, że dżumę roznosiły pchły.












*** WITOLD GADOMSKI - ENCYKLOPEDIA - EKONOMIA
Gazeta Wyborcza - 18/05/2000

...Marks do analizy ekonomicznej wprowadził radykalne wątki polityczne. Stwierdził mianowicie, że między pracą i kapitałem istnieje nieustanny konflikt. Wszystkie zjawiska zachodzące w gospodarce kapitalistycznej były dla Marksa przejawem tego konfliktu. Kapitaliści dążą do zagrabienia jak największej części wartości dodatkowej, spychając robotników w nędzę. Dowody empiryczne nie potwierdzały tej tezy - płace robotników w II połowie XIX wieku mimo wszystko rosły, bezrobocie prawie nie istniało, znienawidzony przez Marksa kanclerz Niemiec Otto von Bismarck wprowadził nawet ubezpieczenia społeczne. Marks jednak nie zamierzał się takimi drobiazgami przejmować.












*** Andrzej Fedorowicz - Ciemna strona mocy
Focus Historia - 04/02/2010

...II Korpus gen. Władysława Andersa był jedną z nielicznych formacji alianckich, która mimo ciężkich strat i braku uzupełnień z kraju cały czas zwiększała stan osobowy. 1 października 1943 r. Korpus liczył zaledwie 52,7 tys. żołnierzy, by po zakończeniu wojny dojść do 105 tys. Skąd brali się ci ludzie? Zaciąg ochotniczy na wyzwolonych terenach Europy w latach 1942-1945 dał zaledwie 11 710 żołnierzy. Polskie władze przekonały więc aliantów do przeprowadzenia tzw. ewakuacji specjalnej. Pod nazwą tą krył się zaciąg do Polskich Sił Zbrojnych byłych żołnierzy Wehrmachtu, którzy po poddaniu się lub dezercji trafili do obozów. To była dobra decyzja. W samych Włoszech w 1944 r. do II Korpusu wcielono 16 500 byłych wehrmachtowców, a do maja 1945 r. - kolejnych 18 000. Jednocześnie 2000 Polaków służących wcześniej w Afrika Korps zasiliło dywizję pancerną gen. Stanisława Maczka, wyzwalającą Belgię i Holandię. W sumie ewakuacja specjalna objęła 85 tys. Polaków.












*** Andrzej Gass - Ostra gra Zagra-lina
Focus Historia - 28/09/2009

...Nie były to pierwsze polskie zamachy bombowe w Berlinie. Te zaczęły się jeszcze w 1939 r. Oficer Abwehry mjr Helmuth Groscurth zanotował w "Dzienniku" ("Tagebucher eines Abwehroffiziers 1938-1940", Stuttgart 1970), że 16 września 1939 r. wybuchły w Berlinie bomby: przed Prezydium Policji i przed gmachem Ministerstwa Lotnictwa. "Wiele szkła na ulicach, jedna osoba zabita" - zapisał. Zdaniem gestapo, eksplozje były dziełem Polaków. Potem jeszcze kilkakrotnie dokonywano zamachów, najczęściej podkładając bomby w pociągach, berlińskiej rafinerii oraz na dworcach klejowych. Akcji dokonywali AK-owcy ze Śląska, którzy bez przeszkód podróżowali do Rzeszy. Przeprowadzanie zamachów bombowych w miejscach publicznych Rzeszy nakazał komendant główny AK generał Stefan Grot-Rowecki. Musiał liczyć się z cywilnymi ofiarami. Ale zamachy były odpowiedzią na niemiecki terror na ziemiach polskich. Stwierdzono to w specjalnym komunikacie, opublikowanym w "Biuletynie Informacyjnym".












*** Marcin Rogoziński - Młot na ludobójców
Focus Historia - 26/05/2009

...Tajny oddział utworzyli w 1918 roku działacze Ormiańskiej Federacji Rewolucyjnej (ARF). Partia przejęła władzę po upadku caratu, gdy Armenia przez trzy lata cieszyła się niepodległością. Kierownictwo opracowało czarną listę z nazwiskami około 200 osób. Pierwsze miejsca zajęli młodotureccy przywódcy. Zadaniem tajnej jednostki było ich wytropienie i likwidacja. Akcji nadano kryptonim "Operacja Nemezis" od greckiej bogini zemsty. Pierwszy zginął Fatali Khan Khoyski, były premier Azerbejdżanu. W 1921 roku tajni agenci wytropili w Berlinie Talata Paszę, w Konstantynopolu Behbuda Khan Javanshira, szefa azerskiego MSW, w Rzymie Wielkiego Wezyra Saida Halim Paszę. W kwietniu 1922 roku stolicą Republiki Weimarskiej wstrząsnęło kolejne morderstwo. Na jednej z głównych ulic zamachowcy zastrzelili Bahattina Sakira, współzałożyciela partii rządzącej, oraz generała Jemala Azmi, zwanego "potworem z Trebizond". Minister Jemal Pasza zakończył życie w Tbilisi. Enwer Pasza zginął w Tadżykistanie z rąk ormiańskiego żołnierza Armii Czerwonej.












*** Andrzej Nieuważny - Jako mąż... i nie mąż
Focus Historia - 02/03/2009

...Wreszcie, 25 sierpnia 1775 r. stęskniony za ojczyzną d'Éon podpisał cyrograf. Zwracał wszystkie dokumenty i godził się na oficjalne potwierdzenie żeńskiej płci (ukrytej ponoć w dzieciństwie przez rodziców) oraz na damskie suknie. W zamian mógł liczyć dożywotnio na królewską pensję, powrót do kraju oraz zdobyty "w męskim przebraniu" order św. Ludwika! Po spełnieniu warunków (1777) panna d'Éon mogła zajmować się rodową rezydencją oraz wyrobem wina. Świat za bardzo jednak ją pociągał, by po ustaniu wojny z Anglią, toczonej w imię amerykańskiej niepodległości, poddana króla Francji nie wróciła na Wyspy. Pojechała do Londynu z zamiarem ostatecznej likwidacji swych spraw, ale... została na zawsze. Dramat przyszedł wraz z Rewolucją, która skasowała królewską pensję. By przeżyć, panna d'Éon wyprzedawała wspaniałą bibliotekę i - mimo wieku oraz sukni - stawała do szermierczych pokazów. Umierała (1810) w biedzie, nie napisawszy autobiografii, na którą pięć lat wcześniej pobrała zaliczkę. Pochowano ją na cmentarzu Saint-Pancrace, który w XIX wieku zniknie pod fundamentami jednego z londyńskich dworców kolejowych.












*** Marek Rybarczyk - PRZEMYSŁ EKSCENTRYZMU
Focus Historia - 29/03/2012

...Brytyjskim ekscentrykom sprzyjała od końca XVIII wieku wyjątkowa sympatia dla oryginałów. Epoka ich triumfu rozpoczęła się od szaleństwa popularnego angielskiego króla Jerzego III. Cierpiał na rzadką chorobę (porfirię), a jej neurologiczne objawy wzmacniał fakt, że mózg władcy systematycznie zatruwany był przez arszenik, używany do peruk. Anglicy zamarli w przerażeniu, dowiadując się pocztą pantoflową o problemach monarchy, który potrafił bredzić godzinami, tocząc pianę z ust, albo witać się z drzewem, które pomylił z królem Prus. "Choroba monarchy wstrząsnęła narodowym psyche Anglików. Zrozumieli, że takie zaburzenia psychiczne nie oszczędzają nikogo i nabrali tolerancji dla ekscentryzmu" - twierdzi Henry Hemming, autor popularnej książki "In Search of the English Eccentric" (W poszukiwaniu angielskiego ekscentryka).












*** Andrzej Fedorowicz - Szalupy morderców
Focus Historia - 30/05/2012

...9 sierpnia 1874 roku na Oceanie Indyjskim zatonął statek Euxine. Członkowie załogi uratowali się na trzech szalupach. Przez trzy tygodnie daremnie wypatrywali ratunku, nie mieli już wody i żywności. 31 sierpnia na łodzi dowodzonej przez Jamesa Archera dwóch marynarzy popełniło samobójstwo, wyskakując za burtę. Tego samego dnia Archer podjął decyzję o losowaniu, czyje życie zostanie poświęcone, by ratować innych. Wybór padł na Francisa Gioffusa, wyrok miał wykonać August Muller. Cztery godziny po zabiciu marynarza rozbitkowie zostali odnalezieni przez holenderski statek Java Packet. Nikt nie został oskarżony.












*** Marcin Rogoziński - Smak wroga
Focus Historia - 01/07/2008

...Zhou Shiana, fryzjera z sąsiedztwa, wyciągnął z domu Liao Huoshou. Skrępował mu ręce drutem i z rzeźnickim nożem w ręku gnał go ulicą na plac targowy. Po drodze przyłączali się następni oprawcy, którzy bili, opluwali i obrażali Zhou Shiana. Gdy dotarli do skrzyżowania, wokół zebrał się tłum. Pojawili się młodzi czerwonogwardziści, którzy zainscenizowali rozprawę "trybunału ludowego". Ludzie zmusili Shiana do wyznania win na klęczkach i złożenia samokrytyki. Potem pod gradem ciosów i obelg wleczono go po schodach w dół nad rzekę. Zhou jeszcze żył, gdy niejaki Wang Chunrong prawie 13-centymetrowym nożem rozciął jego ciało i wydobył z niego serce i wątrobę. Przyłączyli się inni i niebawem obdarto go ze skóry. Następnie przy pomocy drewnianej łodzi utopili szczątki w rzece. Zwłoki porwał nurt, płynący w stronę Hongkongu. Mieszkańcy Wuxuan wrócili na plac, ugotowali wnętrzności i podczas uczty zjedli wroga ludu. Ofiarami kanibalizmu padło tego dnia w Wuxuan jeszcze 5 osób.












*** Jerzy T. Bąbel - Gdy ojciec zjadał syna...
Focus Historia - 13/12/2008

...Najwięcej szczegółów o głodzie, który zapanował na Kremlu i w Kitajgrodzie, znajdujemy w relacji kupca kijowskiego Bożka Bałyki: "Tego roku dnia 14 września głód wielki zaczął uciskać, piechota nowa (600 piechurów węgierskich Feliksa Niewiarowskiego) zaczęła z głodu mrzeć i mało nie wszyscy umarli, i nasza piechota, i towarzystwo także wszystkich zjedli; Niemcy kotki i psy wszystkie wyjedli, zielskiem i trawą, i lada czym żywili się, bo wszystko Moskwa odjęła; drożyzna wielka nastała (...). A potem już głód nieznośny zaczął trapić, tak że piechota i Niemcy zaczęli ludzi rżnąć i jeść. My najpierw, idąc z sobornej cerkwi Przenajświętszej Bogarodzicy z nabożeństwa, głowę i nogi ludzkie w dole naleźli, w kajstrze (worku - przyp. JTB); wyciągnąwszy z turmy kilkunastu moskiewskich ludzi, piechurów, pomordowali, tych wszystkich zjedli (...) Pacholika jednego, niedawno zmarłego, z grobu wykopali i zeżarli".












*** Maciej Łubieński - Kupą mości panowie (lisowczycy)
Focus Historia - 11/10/2008

...Niewiarygodne umiejętności jeźdźców budziły zachwyt zachodnich wojskowych. Pisali do nich serdeczne listy wielcy ludzie epoki, na przykład namiestnik Czech Karol Lichtenstein. Ich dziwny wygląd - jeźdźcy nie mieli zbroi ani hełmów, nosili obcisłe spodnie i kaftany, mieli "porąbane" twarze i ogolone głowy - skłaniał wielu mieszkańców Rzeszy do podszytych zabobonnym lękiem rozważań. "Jeśli ich broń albo kula ima?" - pytali przestraszeni. Ci zaś, którzy doświadczyli z ich strony przemocy, swoją ciekawość poznania ich natury łączyli z mściwym okrucieństwem. Latem 1622 r. w zagubionej w nadreńskich Wogezach wiosce chłopi pochwycili służącego jednego z jeźdźców. Następnie "nago rozebrany, oględowany i wybadywany był, jeżeli on człowiek, jeśli zna Boga, jeśli umiera". Niepiśmienni naukowcy nie zdążyli zweryfikować ostatniej hipotezy, bo pachołek zdołał umknąć.












*** Jakub Kryst - Twardogłowy awanturnik (Kazimierz Mijal)
Focus Historia - 03/08/2010

...W Albanii Mijal utrzymywał kontakt korespondencyjny z Polską. Sterował konspiracyjną KPP, wydawał organ prasowy partii "Czerwony Sztandar" i kierował nadającym audycje do Polski Radiem Tirana. Zorganizowane grupki jego zwolenników działały m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach, Pabianicach i Żyrardowie. Po latach swój pobyt w Albanii Mijal wspominał z nieskrywaną nostalgią: "Miałem willę w Tiranie, sam tam mieszkałem. Rano przychodził kucharz. W ogrodzie był domek dla pracownika bezpieczeństwa, a po ogrodzie chodził jeszcze jeden żołnierz. Chodziłem na spacery, jeździłem po kraju. Pieniędzy nie dostawałem, ale za wszystko płacił albański pracownik partyjny. Spotykałem się często z Enverem Hodżą" [wieloletnim przywódcą Albanii - przyp. red.]. W Polsce jednak SB udało się wprowadzić do KPP agenturę. Kilkunastu członków aktywu aresztowano i skazano na kilkuletnie więzienie. W ciągu niespełna czterech lat, w rezultacie działań operacyjnych SB pod kryptonimem "Znak", KPP została rozbita, a jej działacze zmuszeni do zaprzestania działalności. W połowie lat 70. stosunki Mijala z towarzyszami albańskimi zaczęły się psuć. Polski rezydent pozwalał sobie bowiem na coraz częstszą i otwartą krytykę tamtejszych władz - z pozycji ortodoksyjnie marksistowskich, rzecz jasna.












*** Konrad Godlewski - Smutna historia parszywych dwunastek
Focus Historia - 27/09/11

...W 1978 r. w Iranie zwyciężyła islamska rewolucja, a południowokoreańska gospodarka - oparta na eksporcie - doznała uszczerbku na skutek wysokich cen ropy i kryzysu paliwowego. W kraju wybuchły protesty, wojskowa dyktatura Parka nie radziła sobie z ich opanowywaniem. 26 października 1979 r. przywódca Korei Płd. jadł obiad z szefem KCIA Kim Jaegyu, którego złajał za mało energiczne tłumienie protestów. "Musiałbym zabić 2000 ludzi" - żachnął się Jaegyu. "Szach Iranu nie miał takich oporów" - odparował Park. Wtedy do krytyki szefa KCIA dołączył się ochroniarz prezydenta. Takiego afrontu Jaegyu nie mógł zdzierżyć. Krytyka z ust osoby niższej rangą oznaczała utratę twarzy. Główny szpieg Korei Płd. przeprosił gości i poszedł do swego gabinetu po pistolet. Kiedy wrócił, zastrzelił ochroniarza, a potem samego Parka.












*** Andrzej Krajewski - Kanapka ze śmiercią
Focus Historia - 06/04/2010

...Wedle tego, co opowiadała prowadząca pierwsze eksperymenty dr Janina Gebarska-Mierzwińska, początkowo zajmowano się obserwacją działania bakterii dżumy, cholery, czerwonki oraz nosacizny. Z kolei Alfons Ostrowski podczas przesłuchań w warszawskim UB zeznał, że latem 1933 r. - na polecenie nadzorującego pracę laboratorium kpt. Ignacego Harskiego - zabrał ze sobą 0,2 g toksyny i pojechał do Łuńca, gdzie mieścił się garnizon Korpusu Ochrony Pogranicza. "W Łuńcu na placówce KOP-u pokazano mi człowieka lat około 40, narodowości rosyjskiej, średniego wzrostu, bruneta, typ inteligenta. Człowiekowi temu podałem toksynę botulinową, zmieszaną z kiszką pasztetową rozsmarowaną na bułce" - zeznał Ostrowski. Sowiecki szpieg, ujęty podczas nielegalnego przekraczania granicy, zmarł dopiero po dwóch dniach. Wedle relacji Ostrowskiego zwłoki przetransportowano potem do przystani nad Prypecią, wrzucono do motorówki i przewieziono w pobliże drugiego brzegu, gdzie zaczynało się już terytorium ZSRR. Tam ciało wrzucono do wody i pchnięto na sowiecką stronę.












*** Witold Pronobis - Poślubieni zdradzie
Focus Historia - 2010 r.

...Zdekonspirowany przez kontrwywiad AK agent gestapo Eugeniusz Świerczewski został ujęty w Warszawie 20 czerwca 1944 r. Jeszcze tego samego dnia - po przesłuchaniu - na mocy wyroku wojskowego sądu został powieszony w piwnicy domu przy ulicy Krochmalnej 74. Jego zwłoki zostały zakopane pod podłogą. Śledztwo kontrwywiadu AK wykazało, że przed śmiercią Świerczewski działał w strukturach państwa podziemnego na polecenie Untersturmführera Ericha Mertena. Należał do siatki kierowanej przez Ludwika Kalksteina, w której pracowała też Blanka Kaczorowska. Działając we dwójkę lub pojedynczo, okazali się zabójczo groźni dla państwa podziemnego. Informacje przekazane przez Świerczewskiego na Krochmalnej były na tyle szokujące, że kierownictwo polskiego podziemia nakazało jak najszybszą likwidację obojga. Akcji nadano kryptonim "Pudełko". Specjalny oddział Armii Krajowej o kryptonimie 993/W, przeprowadzający między innymi akcje likwidacyjne na zdrajcach, dość szybko zlokalizował miejsce zamieszkania małżeństwa Kalksteinów na rogu ulic Śniegockiej i Koźmińskiej. Obserwowano ich, ale oboje zdołali jakoś wymknąć się z obławy. Kaczorowską już wcześniej uratowała zaawansowana ciąża i zwyczaj stosowany przez akowski wymiar sprawiedliwości, by nie likwidować skazanych na śmierć kobiet będących w takim stanie (w połowie kwietnia 1944 r. Kaczorowska urodziła syna, najprawdopodobniej w jednym z niemieckich szpitali). Wiadomo, że poszukiwano ich jeszcze w czasie Powstania Warszawskiego.








*** Krzysztof Kąkolewski - Barwy hetmanów i czerń SS

...Jak twierdzi Kalkstein, już w czasie początkowych przesłuchań gestapowcy wytykali mu, że pochodzi ze starej niemieckiej szlachty i pokazywali broszurę propagandową NSDAP o wschodniopruskiej szlachcie, gdzie na pierwszym miejscu był wymieniony ród Kalksteinów. Jednak oświadczenie jednego z asów podziemnego wywiadu AK, że czuje się Niemcem, wywołało sensację na Szucha. Natychmiast zawiadomiono Berlin. Sprawę uznano za tak wielkiej wagi, że zjechała specjalna komisja z Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy z Berlina w składzie pięciu urzędników i trzech stenotypistek. Kalksteina nie zwolniono, zaczęto go jednak inaczej traktować. Stenotypistki zaczęły swoją pracę: protokół zupełnego oczyszczenia się Kalksteina wobec Niemiec: wszystko, co zawierała jego pamięć jako Kalksteina-Polaka, wyrzuca z siebie. Wydaje swój sztab, swoich agentów wszystkich narodowości z zaznaczeniem na mapie Europy ich punktów kontaktowania, pseudonimów w dziesięciu krajach - i wreszcie zwierzchników - wyższych oficerów wywiadu AK, z którymi Kalkstein miał kontakty. Liczbę osób w tej wsypie niektórzy obliczają na dwieście do trzystu. Jednakże główna nadzieja, jaką wiąże z Kalksteinem Erich Merten, oficer gestapo, który przesłuchuje Kalksteina - to nadzieja, że teraz uda mu się aresztować Komendanta Głównego AK, generała Grota.








*** ADAM ZADWORNY - Kalkstein
Gazeta Wyborcza - 23/02/2009

...W latach 70. w środowisku filmowym mówi się, że "Czarne chmury" wymyślił Ludwik Kalkstein. Próżno szukać jednak jego nazwiska na "liście płac". Zdzisław Nardelli, niegdyś dyrektor Teatru Polskiego Radia, który w latach 40. realizował w szczecińskiej rozgłośni słuchowiska Świerkiewicza, czyli Kalksteina, trzy lata przed swoją śmiercią opowiedział mi o spotkaniu z Kalksteinem: - Był u mnie po wyjściu z więzienia. Pożyczyłem mu pewną sumę. Później jego kuzynka chciała, abym wystawił mu opinię jako literatowi. Powiedziałem, że szybciej powinien zrobić to Andrzejewski. Była u niego, ale odmówił. Według Nardellego Kalkstein chciał zrobić słuchowisko o swoim przodku. Z jego nazwiskiem było to jednak niemożliwe: - To Kalkstein pisał scenariusz "Czarnych chmur", Rysiu Pietruski tylko to za niego podpisał.
- Zdradzę panu pewną tajemnicę - mówi 82-letni Andrzej Konic, z którym trzykrotnie rozmawiam przez telefon. - Nazwisko głównego bohatera musiałem zmienić na pięć dni przed rozpoczęciem zdjęć. W scenariuszu był Kalkstein. To wtedy by nie przeszło. Dowgird było krótkie i nieźle brzmiało.












*** Jan Pietrzykowski - Tajemnice archiwum gestapo - Przyczynki do historii niemieckiej okupacji w Polsce

...Oceniając wyjaśnienia płk. Albrechta złożone w gestapo, można powtórzyć za Lucjanem Dobroszyckim, że o wielu sprawach mówił w sposób ogólnikowy i wykrętny, a niekiedy udzielał informacji nieprawdziwych. Znamienne było również, że zataił fakt, iż był szefem sztabu w Komendzie Głównej ZWZ, wyjaśnił natomiast, że podlegały mu tylko niektóre referaty oraz że był przewidziany na zastępcę gen. Roweckiego wówczas, gdyby ten nie mógł spełniać swych obowiązków. Jako szef sztabu Albrecht musiał wiedzieć więcej, niż ujawnił. Nie naprowadził gestapo na trop gen. Roweckiego, chronił też niewątpliwie inne osoby, nie podając konkretnych danych, umożliwiających policji bezzwłoczne ich aresztowanie, nie wskazał znanych mu adresów lokali organizacji. Opisał jednak strukturę organizacyjną Komendy Głównej ZWZ i siatkę terenową, kompetencje komendanta oraz poszczególnych oddziałów sztabu. Wskazał drogi przerzutów kurierów i opisał aparat łączności. Podał liczbę oficerów i podoficerów zawodowych, oficerów rezerwy i podchorążych według danych Komendy Głównej ZWZ. Ujawnił, wprawdzie ogólnikowo, stan posiadania broni.












*** Elena Petrescu i Nicolae Ceausescu

...W wieku szkolnym ta chudziutka i samotna dziewczynka spędzała wolny czas, wspinając się na drzewa i kradnąc gniazda ptakom. Jest najgorsza w klasie: przyszła pani inżynier chemik, z tytułem doktora honoris causa największych światowych uniwersytetów, w rzeczywistości w wieku 16 lat powtarza klasę. Jedyne przedmioty, z których ma dostateczny, to robótki ręczne, śpiew, gimnastyka. Porzuca szkołę i zaczyna pracować w polu, sprzedaje pestki słonecznika na dworcu kolejowym w Gaesti, a po paru latach w poszukiwaniu szczęścia przenosi się do Bukaresztu. Przez jakiś czas jest służącą, następnie tkaczką, w końcu zostaje zatrudniona jako sprzątaczka w niedużym laboratorium farmaceutycznym. Te podrzędne zawody oraz spektakularne niepowodzenia szkolne są przyczyną drastycznego kompleksu niższości, który sprawi, że otrzyma i będzie się chełpić fałszywymi tytułami naukowymi oraz nieprawdziwym cursus honorum. A także będzie rządzić swoim narodem niczym władczyni absolutna, pani jego ziemi i duszy. Paranoiczna parabola wynikająca z odwetu na społeczeństwie, z chęci władzy i samopotwierdzenia, pod pewnymi względami przypominająca życie Jiang Qing, żony Mao i okrutnej diwy chińskiej rewolucji kulturalnej.












*** Ludwik Stomma - Noc Szakala - Zamach na de Gaulle'a i śmierć OAS
Polityka - 5 marca 2013

...3 czerwca kapitan Pierre Sergant udaje się do Paryża z zadaniem stworzenia siatki organizacyjnej OAS i nawiązania kontaktów politycznych z przeciwnikami de Gaulle'a. W pierwszych miesiącach wiedzie mu się wręcz nadspodziewanie. Powstające komórki podziemne znajdują cichych protektorów nawet na samych wyżynach władzy. Historycy francuscy do dziś kłócą się, czy i jakie więzy łączyły OAS m.in. z Michelem Debre czy też późniejszym prezydentem Valérym Giscardem d'Estaing. Omal jawnie wspiera OAS niemała grupa deputowanych Zgromadzenia Narodowego, wśród których znajdujemy Jeana-Marie Le Pena, późniejszego przewodniczącego istniejącego do dzisiaj i kierowanego obecnie przez jego córkę Frontu Narodowego (Front National). Nietrudno też o wykonawców brudnej roboty. OAS bazuje tutaj na skrajnych organizacjach studenckich i niekiedy robotniczych, wcale niekoniecznie ultraprawicowych, ale zafascynowanych "romantyzmem" czynu zbrojnego. To oni przede wszystkim podkładają bomby, nieraz i kilkanaście jednego dnia.












*** Autobiografia Rudolfa Hössa, komendanta obozu oświęcimskiego

...Bardziej utkwiło mi w pamięci zagazowanie 900 Rosjan w starym krematorium, ponieważ korzystanie z bloku 11 stwarzało zbyt wiele zachodu. Podczas wyładowywania transportu wybito kilka otworów w suficie kostnicy i nasypie ziemnym nad nią. Rosjanie musieli się rozebrać w przedsionku i weszli spokojnie do kostnicy. Powiedziano im, że mają być odwszeni. Cały transport wypełnił akurat kostnicę. Zamknięto drzwi i przez otwory wsypano gaz. Nie wiem, jak długo trwało uśmiercanie, ale przez pewien czas słychać jeszcze było brzęczenie. Przy wrzucaniu gazu kilku jeńców krzyknęło "gaz", po czym rozległ się głośny ryk i zaczęto napierać na obydwoje drzwi, które jednak wytrzymały napór. Dopiero po kilku godzinach otwarto i przewietrzono pomieszczenie. Po raz pierwszy widziałem taką liczbę zagazowanych ludzi. Mimo iż znacznie gorzej wyobrażałem sobie śmierć w wyniku zagazowania, poczułem się jednak nieswojo, odczułem zgrozę. Wyobrażałem sobie tego rodzaju śmierć jako bolesne uduszenie. Zwłoki nie nosiły jednak śladów jakichkolwiek skurczów. Jak mi wyjaśnili lekarze, kwas pruski działa paraliżująco na płuca, działanie jego jednak jest tak szybkie i silne, że nie wywołuje objawów uduszenia, jak to ma miejsce np. przy uduszeniu gazem świetlnym bądź też przy pozbawianiu dopływu tlenu.












*** Richard Rhodes - Mistrzowie śmierci. Einsatzgruppen

...Komory gazowe oraz krematoria w obozach zagłady stały się symbolem holocaustu, ale tak naprawdę były stosowane wyjątkowo. Podstawowymi metodami masowych mordów używanymi przez nazistów podczas drugiej wojny światowej były broń palna oraz głodzenie jeńców na śmierć. Rozstrzeliwanie było skuteczniejsze od zagazowywania, przypuszczają historycy, było za to bardziej obciążające psychicznie dla egzekutorów, niż stosowanie ciężarówek oraz komór gazowych. Egzekucje wykonane z użyciem broni palnej rozpoczęto znacznie wcześniej i kontynuowano przez całą wojnę, skutkiem czego w ten sposób zamordowano znacznie więcej ludzi, tak Słowian, jak i Żydów. "Reżim nazistowski był najbardziej ludobójczy w dziejach ludzkości - uważa socjolog Michael Mann. - Podczas zaledwie dwunastu lat (z czego w olbrzymiej większości podczas ostatnich czterech) zabił około dwunastu milionów bezbronnych ludzi. [...] Żydzi stanowią zaledwie trzecią część tej liczby. [...] Najliczniejszą grupą byli Słowianie, określani jako Untermenschen - 3 mln Polaków, 7 mln cywilów radzieckich i 3,3 mln radzieckich jeńców wojennych". Nawet wśród ofiar żydowskich - ocenia Daniel Goldhagen - 40 do 50 procent zginęło śmiercią inną niż komora gazowa, a ponadto do ich śmierci przyczyniło się o wiele więcej Niemców niż w przypadku komór gazowych".












*** Słownik III Rzeszy

...Untermensch (niem.: podczłowiek) - określenie stosowane w propagandzie nazistowskiej w odniesieniu do "niearyjskich" grup etnicznych uznanych za upośledzone, a także w stosunku do środowisk i grup w społeczeństwie niemieckim, które nie spełniały hitlerowskich standardów dotyczących "ochrony jakości niemieckiej rasy". W pierwszym wypadku terminu tego używano głównie wobec Żydów, Romów oraz przedstawicieli narodów słowiańskich (przede wszystkim Polaków i Rosjan), w drugim zaś - m.in. wobec niepełnosprawnych fizycznie lub umysłowo, przedstawicieli mniejszości seksualnych oraz świadków Jehowy.












*** Philippe Masson - Armia Hitlera 1939-1945

...Ekspansywnym planom Hitlera z lat 1938-39 sprzeciwiała się garstka wyższych oficerów: Beck, Haider i Witzleben. Sprzeciw dotyczył przede wszystkim strony operacyjnej. Uważali, że rozpoczęcie ekspansji w roku 1938 jest przedwczesne i należy poczekać jeszcze pięć lat, do czasu zakończenia realizacji programu zbrojeń. Zastrzeżenia nie dotyczyły jednak istoty zagadnienia, ani tym bardziej rozpoczęcia wojny i likwidacji suwerennych państw, takich jak Czechosłowacja czy Polska. Napaść na Związek Sowiecki nie spotkała się naturalnie z najmniejszymi obiekcjami. Korpus oficerski i większość naczelnego dowództwa, podobnie jak przeciętni Niemcy, przyjęli z zadowoleniem dojście do władzy Hitlera, zwłaszcza zaś "noc długich noży", wobec której armia nie pozostała obojętna. Dokonując czystki, zlikwidowano "najbardziej radykalne jednostki" z otoczenia Fuhrera. Pozwoliło to wojsku zająć co najmniej uprzywilejowaną pozycję głównej obok partii narodowosocjalistycznej podpory reżimu. Nawet przyszli spiskowcy, jak Stauffenberg i Tresckow, nie kryli entuzjazmu, obserwując 30 stycznia 1933 roku oddziały SA defilujące w blasku pochodni przez Berlin.












*** Nudny półinteligent - Ian Kershaw w rozmowie z Piotrem Zychowiczem
Rzeczpospolita - 24-12-2011

...David Irving podkreśla jednak, że nie ma żadnego dokumentu, w którym Hitler wydałby rozkaz wymordowania Żydów.

Nie ma takiego dokumentu i pewnie nigdy go nie znajdziemy. I nic dziwnego. Hitler w tej sprawie działał bowiem w zupełnie inny sposób. Bardzo zależało mu na tym, żeby zachować maksymalną dyskrecję, żeby ostateczne rozwiązanie nie było wiązane z jego osobą. Nawet w ścisłym gronie swoich współpracowników, podczas nocnych rozmów, nie poruszał tematu ostatecznego rozwiązania. Z drugiej strony w swoich mowach w Reichstagu często podkreślał, że spełnia się jego przepowiednia. Miał na myśli słowa wypowiedziane w styczniu 1939 roku, gdy stwierdził, że nowa wojna nie zakończy się bolszewizacją świata, ale wyniszczeniem narodu żydowskiego. Tylko w 1942 roku powtórzył to cztery razy, akurat wtedy, gdy Żydzi byli mordowani w obozach zagłady. Choć nigdy otwarcie nie mówił o zabijaniu Żydów - choćby jak Himmler podczas tajnej narady SS w Poznaniu w październiku 1943 - myślę, że doskonale wiedział, co się dzieje.












*** Jak Polacy mieli iść na III wojnę światową - Jan Ciechanowski - wywiad
Rzeczpospolita - 02.10.2010

...Wielu ludzi w kraju naprawdę liczyło na III wojnę światową.

Na emigracji także wiara w nią była powszechna. Miał na nią nadzieję zarówno były wódz naczelny gen. Kazimierz Sosnkowski, jak i gen. Władysław Anders. Po zakończeniu II wojny światowej trudno się było pogodzić z tym, że Polska utraciła niepodległość. Zderzenie Wschodu z Zachodem wydawało się więc jedynym sposobem na wyzwolenie Polski spod sowieckiej okupacji.












*** Wyłączanie wrogich elementów (Volksdeutsche) - wywiad
Gazeta Wyborcza - 12/02/2000

...Ilu ludzi zginęło w obozach?
- Dane są fragmentaryczne. Jak wynika z badań przeprowadzonych przed kilku laty przez Centralny Zarząd Zakładów Karnych, w obozie Jaworzno i jego filiach zmarło 6 tys. 987 osób. Oczywiście, byli wśród nich także Polacy i Ukraińcy, ale 90 proc. ofiar zginęło w latach 1945-46, kiedy w obozie przebywali prawie wyłącznie cywilni Niemcy (reichsdeutsche i volksdeutsche) oraz jeńcy wojenni.
Z tych samych badań wynika, że w Sikawie zmarło ponad 1 tys. Niemców. W ciągu pięciu miesięcy (od czerwca do października 1945) życie straciło 161 osób, a w listopadzie '45, wskutek epidemii tyfusu - 188.
W Potulicach, jak wynika z zachowanych wykazów, zginęło ok. 4,5 tys. osób - więcej zatem niż Polaków, którzy zginęli w tym obozie w latach okupacji.












*** Jarosław Gdański - Na progu kolaboracji - Mieli walczyć za III Rzeszę
Polityka - 2007-08-25

...Góralski Legion Ochotniczy SS (Goralische Freiwilligen SS Legion) rozpoczęto organizować pod koniec 1942 r., początkowo w sile batalionu. Jego szeregi mieli zapełnić posiadacze góralskiej karty rozpoznawczej. Góralscy liderzy objeżdżali podhalańskie wsie i miasteczka, nakłaniając ludzi do wstępowania do legionu. Przyszłych ochotników zapewniano, że będą pełnili służbę tylko na terenie swojego kraju (Polski!), a ich krewnym obiecywano zwiększone przydziały żywności. Członkowie rodzin ochotników mieli być zwolnieni z wyjazdu na roboty do Rzeszy, a przebywający w więzieniach mieli zostać wypuszczeni. Gdy zawiódł zaciąg ochotniczy, wyznaczano z każdej wsi kontyngent "ochotników", którym polecano stawić się przed komisją poborową w Zakopanem. Ostatecznie do poboru stanęło 410 młodych mężczyzn. Po badaniach lekarskich pozostało ich ok. 300. Po przyjeździe do obozu w Trawnikach, gdzie Legion miał odbywać przeszkolenie, pozostało 140. Z powodów zdrowotnych w krótkim czasie zwolniono 21, a 19 innych zdezerterowało. Kilkudziesięciu Niemcy odesłali do domów, gdyż brakowało im jakichkolwiek zdolności do służby lub odmawiali pełnienia wojskowych powinności.













Morderstwo na Makowieckich i Widerszalu, 1944










*** PIOTR LIPIŃSKI - Raport Rzepeckiego
Gazeta Wyborcza - 28/12/2002

...Kto wydał rozkaz zastrzelenia Makowieckiego i Widerszala - wiadomo. Witold Bieńkowski. Witold Bieńkowski pracował w Departamencie Spraw Wewnętrznych KG AK. Rozkaz otrzymali Władysław Jamontt i Władysław Niedenthal, oficerowie kontrwywiadu KG AK, a jednocześnie, jak pisze Grzegorz Mazur, członkowie "skrajnie prawicowej grupy o charakterze mafijnym". Morderstw dokonała bojówka Andrzeja Odolińskiego "Andrzeja Sudeczki", uznawana za "margines konspiracji", wynajmowana do podejrzanych zleceń. Odoliński był zaprzysiężonym żołnierzem podziemia, odznaczonym Krzyżem Walecznych, ale jego grupa nie podlegała oficjalnej konspiracji. - Sprawa mordów wśród BIP-owców nadal nie jest do końca wyjaśniona, bo nie wiadomo, kto stał za Bieńkowskim i tymi dwoma facetami z kontrwywiadu AK - mówi Grzegorz Mazur.









*** Janusz Marszalec - Morderstwo na Makowieckich i Widerszalu. Stara sprawa, nowe pytania, nowe wątpliwości
ZAGŁADA ŻYDÓW. STUDIA i MATERIAŁY - 2006/2

...Od czasu gdy Andrzej Krzysztof Kunert odrzucił ostatecznie tezę, jakoby mordu na Widerszalu i Makowieckim dokonano z inspiracji NSZ, wskazując na "głęboko zakonspirowaną grupę mafijną", wykorzystującą kilku konspiratorów kontrwywiadu KG AK, stoimy praktycznie w miejscu. Na tym etapie badań musimy uznać, że owa grupa składała się z trzech ludzi. Pewne jest również to, że co najmniej dwóch - Bieńkowski i Jamontt - działało całkowicie świadomie, realizując plan polityczny, który miał - według ich mniemania - zablokować wpływy polityczne BiP w podziemiu i zapewnić im jakieś profity. Wskazanie innych winnych - ewentualnego zaplecza spisku - jest niemożliwe dopóty, dopóki nie wpłyną nowe informacje pokazujące powiązania polityczne i organizacyjne "Karola" i dwóch pozostałych. Dalsze badanie spraw dotyczących "Andrzeja Sudeczki" i jego umocowania w strukturze konspiracji warszawskiej może wyjaśnić szczegóły dziwnego śledztwa w czerwcu i lipcu 1944 roku i innych niewyjaśnionych spraw dotyczących dziejów kontrwywiadu AK. Nie jest to jednak droga do wyświetlenia prawdziwego charakteru związków Bieńkowskiego, Jamontta i Niedenthala. Znacznie bardziej rokujące jest poznawanie kulis życia politycznego Polski Podziemnej, dokumentowanie działalności różnych frakcji w stronnictwach, grupach konspiracyjnych czy organizacjach, a także określenie zasięgu i rzeczywistych wpływów komunistyczno-sowieckiej agentury. Kompleksowego opracowania wymaga temat zaostrzającej się w końcu 1943 roku walki politycznej, której objawem była "duszność", opisywana przez Rzepeckiego. Śmierć Jerzego Makowieckiego i Ludwika Widerszala była beznadziejną próbą włączenia się do tej walki ludzi, identyfikujących zagrożenie nie tam, gdzie było. Prawdziwy wróg - moskiewska agentura - silnie zakonspirowana w szeregach delegatury i AK pozostała niewykryta, czekając cierpliwie na przybycie armii sowieckiej.







*** Janusz Marszalec, Rafał Wnuk - Kainowa zbrodnia - 65. rocznica mordu na Widerszalu i Makowieckim
Gazeta Wyborcza - 2009-06-14

...Żołnierzom oddziału dywersyjnego "Andrzeja Sudeczki", którzy strzelali do Widerszala, powiedziano, że mają zabić agenta gestapo - Żyda i masona, a do tego komunistę. Konsternację niektórych wykonawców wywołał fakt, że Ludwik Widerszal - rzekomy komunista - modlił się gorliwie przed śmiercią. Już wtedy zaczęli podejrzewać, że dowództwo, zlecając ten "wyrok", mogło się pomylić. Gwoli wyjaśnienia dodajmy, że "Andrzej Sudeczko" w 1943 r. związany był z kontrwywiadem Okręgu Warszawskiego AK, a w 1944 r., gdy rozbudował swą grupę do silnego i dobrze uzbrojonego oddziału dywersyjnego, podporządkował się Państwowemu Korpusowi Bezpieczeństwa (policji Delegatury Rządu). Z całą odpowiedzialnością chcielibyśmy podkreślić, że żołnierze "Sudeczki", strzelając do Widerszala i Makowieckich, nie działali na rozkaz PKB ani kontrwywiadu AK! Byli nieświadomi, że zabijają polskiego patriotę.









*** Władysław BUŁHAK - WOKÓŁ MISJI JÓZEFA H. RETINGERA DO KRAJU, KWIECIEŃ-LIPIEC 1944 R.
ZESZYTY HISTORYCZNE - 2009

...W trakcie przesłuchania Leski opowiadał zatem o Retingerze, a mający pewne problemy z poprawnością językową protokolant zapisywał, że: "jest to człowiek z pochodzenia Polak, o charakterze wybitnie międzynarodowym oraz mającym powiązania z międzynarodowymi sferami wielkofinansowymi (wielkiej finansjery i przemysłowymi). Jest to jeden z reprezentantów międzynarodowej finansjery, działający po linii interesów anglosaskich, szczególnie angielskich (prawdopodobnie ma powiązania z naftą - (?) [tak w tekście - WB]. Rettinger poza tym reprezentuje interesy kierowniczych sfer polityczno-ekonomicznego wywiadu angielskiego + [tak w tekście - WB] jednocześnie kieruje wywiadem i wykorzystuje go do gry politycznej na wysokim szczeblu". Wedle tych samych informacji Leskiego przed wojną Retinger ani nie uważał się za Polaka, ani nie bywał w Polsce. W sprawach polskich miał on "wypłynąć" w 1940 r. "jako człowiek posiadający wielkie możliwości i wykorzystujący je do wprowadzenia [gen. Władysława] Sikorskiego na arenę świata wielkopolitycznego". Jednocześnie Retinger miał być "głową nieoficjalnego tzw. «czarnego gabinetu» składającego się oprócz Rettingera [...] z czterech ludzi - wszystkich mających powiązania z międzynarodową finansjerą. «Gabinet» ten spełniał rolę jak gdyby «doradcy» Sikorskiego". Następnie miał spełniać podobną rolę przy Mikołajczyku. Przy czym owa rola miała być nawet "daleko aktywniejsza, ze względu na mniejsze powiązanie międzynarodowe Mikołajczyka i jego znacznie mniejszy ". Pod pojęciem "finansjery" - co wydaje się wynikać z kontekstu - należy tutaj zapewne rozumieć międzynarodową masonerię (wolnomularstwo).







*** Władysław Bułhak - Misja Retingera i mordy na Widerszalu i Makowieckich
Rzeczpospolita - 21-11-2009

...Popełnione latem 1944 r. polityczne mordy na grupie funkcjonariuszy Biura Informacji i Propagandy KG AK od dawna kładą się cieniem na pamięci Polskiego Państwa Podziemnego. Istnieje cały szereg poszlak pozwalających sądzić, że jako swoisty zapalnik czy też katalizator dla tych tragicznych zdarzeń posłużyła znana misja Józefa Hieronima Retingera do Warszawy (kwiecień - lipiec 1944 r.). Jej celem było przekonanie "kraju" do polityki ówczesnego premiera Stanisława Mikołajczyka. Zakładał on wówczas, że możliwe będzie uzyskanie od Związku Sowieckiego i Wielkiej Brytanii gwarancji niepodległości Polski w zamian za ustępstwa terytorialne na Wschodzie i ewentualne włączenie komunistów do rządu. Misja ta odbywała się za zgodą i wsparciem Brytyjczyków, choć to nie oni byli jej inicjatorami. W ślad za Retingerem do Warszawy trafiła instrukcja pochodząca z otoczenia Naczelnego Wodza gen. Kazimierza Sosnkowskiego, której sensem było uniemożliwienie jej realizacji, łącznie - jak zrozumiano w Warszawie - z wyeliminowaniem samego wysłannika.











JÓZEF RETINGER








*** Dariusz Baliszewski - Misja "Salamandra"
Wprost - 28/2004

..."Było to w kwietniu 1944 roku. Przyszedł do mojego mieszkania mój szef major 'Fiszer' (Stefan Ryś) z drugim mężczyzną, którym, jak się później okazało, był płk Kazimierz Iranek-Osmecki (szef II Oddziału KG AK). Pułkownik zapytał mnie, czy zechcę się podjąć zadania polegającego na asystowaniu Józefowi Retingerowi w czasie jego oczekiwania na odlot z kraju samolotem, który przyleci po niego z Brindisi. Moja rola polegać miała na zasypaniu tuż przed odlotem rzeczy w walizce Retingera białym proszkiem, który mi zostanie wręczony, a który zadziała za parę tygodni i spowoduje śmierć Retingera już poza krajem. Jednocześnie poinformowano mnie, że jest to rozkaz samego Naczelnego Wodza generała Kazimierza Sosnkowskiego". W świetle tej relacji zrozumiała staje się dla historyka wypowiedź jednego z oficerów VI Oddziału Sztabu Naczelnego Wodza, Eugeniusza Witta, który, nie ujawniając szczegółów, napisał na łamach paryskiej "Kultury" w 1966 r., że "sposób i okoliczności, w których miał Retinger być zgładzony, budzą niesmak i poczucie wstydu".








*** Józef Retinger "Salamander" (1888-1960)

...Związki Retingera z MI-6 wciąż są utrzymywane w ścisłej tajemnicy, ale mimo to trudno jest w nie wątpić. Jego dossier nie przekazywano do publicznych archiwów przez ponad sześćdziesiąt lat. Natomiast niedawno autor pracy opartej na oficjalnych źródłach wymienia go jako "wpływowego agenta MI-6", potwierdzając w ten sposób to, co wielu jego rodaków zawsze podejrzewało *[Stephen Dorrill, MI-6: Fifty years of Special Operations, London 2000, s. 7.]. Retinger był postacią zbyt ważną i zbyt angażował się w niezliczone zadania, aby mógł pozostawać tylko szeregowym pracownikiem brytyjskiego wywiadu. Mimo to nie jest zbyt prawdopodobne, żeby podejmował w czasie wojny jakieś poważniejsze inicjatywy bez uzgodnienia ich z MI-6. Jednak ta etykietka może okazać się niewystarczająca. W oczach niektórych ludzi Retinger był chorobliwie ambitnym fantastą.








*** Józef Retinger - prywatny polityk - KONTROWERSJE I SPORY WOKÓŁ JÓZEFA RETINGERA

...Uwzględniając wszystkie informacje wynikające z analizy dostępnych dokumentów, należy stwierdzić, że przekonanie o działalności Retingera na rzecz brytyjskiego wywiadu nie zostało jak dotąd poparte wiarygodnymi dowodami. Na podstawie analizy dokumentów Foreign Office przedstawionych przez Jana Ciechanowskiego i Hannę Świderską można stwierdzić, że do zakończenia II wojny światowej Retinger nie był brytyjskim agentem. Również po zakończeniu wojny taka współpraca wydaje się mało prawdopodobna, jeżeli przyjrzeć się ówczesnej scenie politycznej. Retinger podejmując inicjatywy zjednoczeniowe, współpracował nie tylko z Brytyjczykami, ale także z Belgami, Holendrami czy Luksemburczykami - byłoby więc równie logiczne uznanie go za agenta któregoś z tych państw. Uwzględniając również posądzanie go o działalność agenturalną na rzecz innych państw, sprowadziłoby to zarzuty do granicy absurdu.








*** JÓZEF RETINGER W ŚWIETLE RAPORTÓW POLSKIEGO I BRYTYJSKIEGO WYWIADU Z LAT 1913-1943

...Dn. 22.2.43 rtm. Gilewicz melduje, iż dn. 11.2.43 widział się ze swym znajomym Belgiem Collonem, radcą belgijskiego MSZ, który opowiadał mu, iż Retinger utrzymuje zażyłe stosunki z posłem belgijskim przy rządzie czeskim Jasparem, a za jego pośrednictwem z ambasadorem sowieckim Bogomołowym [sid]. Collon czytał raport Retingera o pobycie NW w Ameryce i dał do zrozumienia, że przez Jaspara raport ten doszedł do rąk Bogomołowa. Collon oświadczył dalej, że Belgowie uważają Retingera za agenta bolszewickiego.


 

Istnieje ciekawa relacja na temat Retingera pióra Tadeusza Chciuka (ps. Marek Celt) wysłanego do okupowanej Polski z misją (kwiecień-lipiec 1944) wraz z Retingerem. Ów wyznał, że za życia gen. Sikorskiego praktycznie zawsze, jako doradca towarzyszył generałowi w jego podróżach. Wyjątkiem była ostatnia, wizytacja II Korpusu na Bliskim Wschodzie, zakończona katastrofą gibraltarską. Sam Retinger, wedle Chciuka był przekonany o tym, że katastrofa była przypadkiem, nie wynikiem spisku.

 












*** Leszek Kraskowski - Jak we wrześniu 1939 Polska pogoniła Hitlera
Dziennik - 22 sierpnia 2009

...Warszawskie "ABC" 2 września donosiło o poważnych rozruchach antywojennych odznaczających się "nastrojem panicznym". W Bohum, Essen i Duesseldorfie tłumy miały wiecować pod hasłami "Nie chcemy wojny! Chcemy chleba!", zaś w miastach Zagłębia Ruhry pojawiły się afisze z napisami "Precz z Hitlerem!". Z zachodniej części kraju ludność uciekała "samorzutnie, często paląc swe domostwa" ("EP", 17 IX 1939 r.). Mobilizowaniu wojsk w Rzeszy towarzyszyć miały "bunty i masowe rozstrzeliwania" ("MD", 1 IX 1939 r.). Poważnym problemem dla Niemców byli też słowaccy partyzanci, którzy opanowali Tatry, i czescy sabotażyści. "W wielkich zakładach amunicyjnych Skody kontrolerzy niemieccy wykryli ostatnio ogromne zapasy pocisków, w których zamiast materiałów wybuchowych były w środku kartki z napisem »Ten pocisk nie wybuchnie. Czech«". Palma pierwszeństwa należy się jednak "Wiekowi Nowemu", który 20 września, powołując się na "krótkofalową stację wileńską" i "radiostacje szwajcarskie" podał informację o wypowiedzeniu Niemcom wojny przez Włochy i "państwa sprzymierzone": Rumunię, Węgry i Jugosławię.













*** Władysław Pobóg Malinowski - Najnowsza historia polityczna Polski 1864-1945
Powstanie Warszawskie

...Działanie w pośpiechu, w ostatniej chwili odbiło się też fatalnie na wyposażeniu oddziałów w broń - zapasy jej, uszczuplone wskutek wykrycia tajnych składów przez Niemców i wysyłania jej do okręgów wschodnich jeszcze w lipcu, zmniejszyły się jeszcze bardziej wskutek niespodziewanego zakwaterowania oddziałów niemieckich w pobliżu lub nawet w obrębie tajnych składów, co zamykało do nich dostęp *[Oddziały niemieckie usadowiły się na tajnych składach także gdzie indziej, np. na Woli.]; o paru składach w pośpiechu zapomniano *[Nie wykorzystano np. magazynu na Lesznie (678 pistoletów maszynowych i 60 tys. amunicji do nich).]; w kilku wypadkach transporty broni, wysyłane w ostatniej chwili (np. z Żoliborza na Bielany) wpadły w ręce Niemców *[Na Żoliborzu Niemcy zagarną po walce nie tylko transport, kierowany na Bielany, lecz także broń, wywożoną dla plutonu osłonowego Bora-Komorowskiego. Podobne straty na Poznańskiej i Chłodnej. W niejednym wypadku, na Żoliborzu i na Woli, nie zdołano wydobyć broni z tajnych magazynów.]; w rezultacie oddziały powstańcze otrzymywały broń zbyt późno, tuż przed zajęciem stanowisk wyjściowych, albo miały ją w ilościach bardzo szczupłych, w sumie nie więcej, jak 1,000 karabinów zwykłych, 7 maszynowych ciężkich, 60 ręcznych, około 20 przeciwpancernych, 500 pistoletów maszynowych i około 2.000 zwykłych, 15 "piatów" angielskich i około 25.000 granatów.













*** Kazimierz Wyka - Życie na niby - GOSPODARKA WYŁĄCZONA

...Wiele było powodów, dla których w warstwie urzędniczej, inteligenckiej i wśród nowego kupiectwa stroną aktywną były kobiety. Same handlowały, same pośredniczyły, za mężów i dla rodzin załatwiały interesy, wysyłane były do Niemców, zwłaszcza w godzinach pozaurzędowych, w porach restauracyjnych. Postawiona w takiej sytuacji kobieta szybko się orientuje, że jedną więcej walutą, jaką wnosi do interesu, jest jej ciało. Nawet kiedy zostawała kelnerką okupacyjną, kobieta miejska wiedziała, że temu przede wszystkim zawdzięcza ciężkie prawo biegania w fartuszku. Rzecz oczywista, że dobry kupiec w spódnicy nie będzie tym pieniądzem płacił w każdej okoliczności, za byle głupstwo, ale też dobry taki kupiec rychło się nauczy swój uśmiech i wykrój łydki traktować jako grosze na drobne wydatki, a w potrzebie sięgnie również po walory bardziej cenione na rynku męskim. Sięgał też często, wywołując narzekania na upadek obyczajów, powszechne w czasie każdej wojny oburzenia moralistów. Niestety, moraliści nie mają zwyczaju pytać, dlaczego to, z jakich przyczyn gospodarczych i społecznych moralność upada, więc w tym wypadku im pomóżmy.













*** Grzegorz Motyka - Służba Bezpeky OUN-B (Służba Bezpieczeństwa OUN-B). Z warsztatów badawczych
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 9/2006

...Na przełomie roku 1944 i 1945 r. w szeregach SB na Wołyniu pojawiła się istna mania prześladowcza. Na początku 1945 r., w odpowiedzi na sowieckie represje, zaczęto stosować tam totalne czystki. Ich inicjatorem był wołyński referent SB OUN-B Dmytro Kljaczkiwśki, a od połowy 1945 r. jego następca - Mykoła Kozak "Smok", który już wcześniej zlikwidował około tysiąca partyzantów z grupy "Południe" podejrzewanych o zdradę. Od 1 stycznia do 1 października 1945 r. "Smok" wszczął 938 spraw przeciwko członkom OUN-B; 889 z nich zlikwidowano. Postępowanie "Smoka" doprowadziło do oddzielenia się od OUN-B kraju "Odessa", kierowanego przez Stepana Janiszewśkiego, a później nawet do małej "wojny domowej" pomiędzy ludźmi Janiszewśkiego a "smokowcami".













*** GRZEGORZ MOTYKA - Likwidacja OUN-UPA w ZSRR

..."Walka OUN-UPA - pisze Jurij Kyryczuk - z władzą radziecką była pojedynkiem Dawida i Goliata. Jednak, niestety, nie zakończyła się ona zgodnie z biblijnym scenariuszem". Bilans tych długoletnich zmagań był tragiczny. Oblicza się, że w trakcie zwalczania UPA Sowieci zabili 153 tys., aresztowali 134 tys. i deportowali ponad 203 tys. mieszkańców zachodnich obwodów Ukrainy.
Nie jest jasna sprawa strat poniesionych w tym czasie przez Sowietów. W kwietniu 1973 r. 10 wydział KGB USSR (archiwalno-statystyczny) na rozkaz jego naczelnika W. Fedorczuka dla potrzeb Rady Najwyższej USRR przygotował statystyczne zestawienie strat sowieckich za lata 1944-1953. Według tego opracowania w tym okresie z ręki OUN-B i UPA zginęło 30 676 osób.













*** Grzegorz Motyka - W kręgu "Łun w Bieszczadach"

...Grupa liczyła 33 ludzi, uzbrojonych w trzy erkaemy, pistolety maszynowe i karabiny. Sześć km na południe od Baligrodu na wysokości miejscowości Jabłonki jadący wpadli nagle w zasadzkę. Miejsce do napadu było wybrane bardzo dobrze. Szosa w tym miejscu wiła się między wzgórzami, których szczyty pokryte zaroślami doskonale maskowały stanowiska ogniowe napastników, jednocześnie stwarzając im korzystne warunki obserwacji i ostrzału biegnącej poniżej drogi. Po pierwszych strzałach samochody przejechały pod ogniem jeszcze kilkaset metrów, zatrzymując się w miejscu, gdzie mogły być rażone wyłącznie od tyłu. Samochód z gen. Świerczewskim stanął kilkadziesiąt metrów za mostkiem na Jabłonce, a "Zis" z ochroną przed mostkiem. Doszło do zaciętej walki. Żołnierze Wojska Polskiego, na rozkaz gen. Świerczewskiego, podjęli próbę zaatakowania stanowisk przeciwnika, ale zostali zmuszeni do odwrotu. W ogniu UPA poległ trafiony dwoma kulami "Walter", zginęło też dwóch innych żołnierzy, a kilku zostało rannych. Napastnicy wycofali się bez strat własnych, gdy na pole walki przybył samochód z tą częścią eskorty, której wóz doznał wcześniej awarii.













*** Grzegorz Motyka - Kolaboracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej 1941-1944
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 12, 2008 r.

...Znacznie mniej wiadomo na temat cudzoziemskich jednostek policyjnych, tzw. schutzmannschaftów (Schuma). W latach 1941-1944 sformowano 22 litewskie bataliony Schuma oznaczone numerami 1-15, 251-257, liczące w sumie około 8 tys. ludzi. Warto podkreślić, że nie udało się utworzyć litewskiego legionu SS, choć z Litwinów składały się niektóre pododdziały 15. Dywizji SS "Lettland". Powstało również jedenaście białoruskich batalionów Schuma, w których znalazło się ponad 3 tys. ludzi. W 1942 r., aby utrudnić działalność partyzantki sowieckiej, zaczęto tworzyć białoruskie oddziały samoobrony, tzw. samaachowy. W sumie powstało około 20 takich batalionów, liczących 15 tys. ludzi. W 1944 r. na Białorusi powstała tzw. Białoruska Obrona Krajowa, w założeniu będąca namiastką białoruskiego wojska. Utworzono 39 batalionów piechoty (ponad 30 tys. ludzi, z czego około 20 tys. przymusowo zmobilizowanych).











*** Witold Jedlicki - Chamy i Żydy

...Na czoło grupy natolińskiej wybija się Zenon Nowak. Na nieco niższym szczeblu jest kilku energicznych, ale wyjątkowo brutalnych i wyjątkowo nie doświadczonych działaczy jak Stanisław Brodziński, Wiktor Kłosiewicz, Władysław Kruczek, Stanisław Łapot, Kazimierz Mijal, Bolesław Rumiński, Jan Trusz i Kazimierz Witaszewski. Poparcie Moskwy zapewnia tej grupie automatycznie posłuszną solidarność ze strony niedotkniętej ekskomuniką Chruszczowa części Politbiura: stąd w tym czasie z grupą tą sympatyzują tacy starsi działacze jak Aleksander Zawadzki, Konstanty Rokossowski, Franciszek Jóźwiak, Hilary Chełchowski i Stefan Matuszewski. Wszystkich ich razem nazywano później "Natolińczykami". Natomiast na określenie pierwszej grupy w żargonie partyjnym utarła się nazwa "Grupa Puławska". Nazwa ta nigdy jednak nie spopularyzowała się tak dalece jak poprzednia i o ile przeciętny Polak potrafiłby z łatwością odpowiedzieć na pytanie, co to jest "Natolin", rzadko kiedy umiałby wyjaśnić, co to są "Puławy". Ale menadżerzy tych grup nazywają się wzajemnie od dawna inaczej. Dla Puławian Natolińczycy to "chamy", a dla Natolińczyków Puławianie to "żydy". Obie nazwy świadczą chlubnie o ideologicznym wyrobieniu i głębi socjalistycznych przekonań jednych i drugich.








*** Paweł Ceranka - Historia pewnego artykułu (o eseju Witolda Jedlickiego Chamy i Żydy)
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 10/2006

...Artykuł Jedlickiego jeszcze większe wrażenie wywarł poza murami Domu Partii. O ile członkowie PZPR, żeby przeżyć w politycznej dżungli musieli na ogół orientować się w walce "koterii", o tyle ludzie spoza układów byli zaskoczeni treścią publikacji. Giedroyc pisał do szefa RWE: "Z relacji, jakie mnie dochodzą z kraju, jest tam bardzo duże poruszenie z tego powodu, ale raczej pozytywne. W każdym razie wydaje mi się, że najważniejszym dorobkiem tego wystąpienia jest to, że przełamał powszechną apatię i zmusił ludzi do przemyślenia października". W innym liście zanotował: "Charakterystyczną jest reakcja [Marii] Dąbrowskiej, która przysłała do [Jerzego] Stempowskiego i do mnie ogromne listy, w których pisze o »prawdziwym wstrząsie«, jakim był dla niej artykuł Chamy i Żydy i że artykuł ten pomógł jej i jej przyjaciołom uporządkować własne oceny. Prawie identyczny message przywieziono mi wczoraj od [Antoniego] Słonimskiego. Znany Panu zapewne [Zygmunt] Weissberg-Cybulski miał telefony z Warszawy od przyjaciół, członków partii etc. (te informacje proszę traktować jako poufne). Bardzo to wszystko znaczące". Z emigracyjnej perspektywy artykuł Jedlickiego był oczekiwaną w kraju instrukcją, jak odczytywać wydarzenia przed i po Październiku 1956 r. Podobnie tłumaczył popularność tekstu Zenon Kliszko: "Otóż o tym artykule dużo się mówi, ponieważ ujawniono w nim mechanizm działania pewnych ludzi, powiedziano o niektórych motywach tej działalności".













*** Witold Wasilewski - Współpraca sowiecko-niemiecka a zbrodnia katyńska
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 1, 2009 r.

...Przytaczane w literaturze relacje świadków o udziale Niemców w planowaniu lub przeprowadzeniu w 1940 r. przez Sowietów mordu katyńskiego nie wytrzymują krytyki. Dokumenty świadczą o tym, iż żadne niemieckie instytucje nie znały prawdy o Katyniu. Przyjęcie odmiennej tezy wymagałoby założenia, iż któraś z instytucji niemieckiego państwa zatajała prawdę i prowadziła drugą dokumentację wewnętrzną sprawy, bądź kilka z nich wymieniało fałszywą korespondencję. Byłoby to założenie absurdalne. Odpowiedź prawdziwa jest zarazem najprostsza: Niemcy po prostu nie wiedzieli o zbrodni katyńskiej ani wiosną 1940 r., ani w chwili wybuchu wojny z ZSRR w czerwcu 1941 r.













*** Jacek Andrzej Młynarczyk - Pomiędzy współpracą a zdradą. Problem kolaboracji w Generalnym Gubernatorstwie - próba syntezy
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 1, 2009 r.

...Studnicki chciał założyć Centralny Komitet Narodowy kierowany przez legendarnego przywódcę chłopskiego Wincentego Witosa, który miał przejąć zarządzanie edukacją i sądownictwem w okupowanej Polsce. W dalszej perspektywie CKN miał objąć swą opieką polskich więźniów w niemieckich więzieniach i dążyć do utworzenia polskich sił zbrojnych. Gdy ta inicjatywa upadła, Studnicki próbował za pomocą prywatnych kontaktów dotrzeć do Hermanna Göringa, poza tym wysyłał do generalnego gubernatora Hansa Franka i do gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera krytyczne memoranda z propozycjami złagodzenia i racjonalizacji przyszłej polityki wobec społeczeństwa polskiego. W lutym 1940 r. udał się osobiście do Berlina, aby tam spotkać się z Hitlerem i Göringiem i przekazać im napisany 20 stycznia 1940 r. Memoriał do niemieckiego rządu na temat polityki okupacyjnej w Polsce. Zwracał w nim uwagę na takie nadużycia, jak stosowanie terroru wobec ludności cywilnej, wysiedlenia i wypędzenia oraz rabunek polskich dóbr kulturalnych. Na końcu postulował daleko idące złagodzenie tej polityki i stopniowe przekazywanie rządów w polskie ręce. Został jednak przyjęty tylko przez ministra propagandy Josepha Goebbelsa, który nie wykazał zrozumienia dla jego inicjatyw. Krótko po tym spotkaniu Studnicki został aresztowany i internowany w sanatorium w Babelsbergu.













*** Franciszek Grabowski - Ostiary i nie tylko. Lotnicy polscy w operacjach specjalnych SIS, OPC i CIA w latach 1949-1965
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 1, 2009 r.

...W nocy 26/27 sierpnia 1952 r. na Białoruś zrzucono kolejną grupę czterech dywersantów. Jej żywot był jednak krótki. 5 września 1952 r. w Mińsku został zatrzymany Cimoch Wastrykau, używający także imienia Michaś, ps. "Carl". Parę dni później, 10 września funkcjonariusze MGB urządzili w Puszczy Nalibockiej zasadzkę, w której zostali zatrzymani dwaj kolejni agenci: Hienadź Kaściuk ps. "Ben" i Michaś Arciuszeuski ps. "Finn". Michaś Kalnicki ps. "Joe" uciekł, ale w ciągu dwóch dni został zastrzelony. Przy aresztowanych znaleziono komplet ekwipunku szpiegowsko-dywersyjnego, na który składały się m.in. dwie radiostacje, radioodbiornik, dwa przenośne aparaty fotograficzne, siedem pistoletów, trzy pistolety maszynowe z dużym zapasem amunicji, dwa strzelające pióra wieczne, mapy topograficzne, kompasy, atramenty sympatyczne, apteczki, trucizny, pieniądze - 206 tys. rubli, 4 tys. zł polskich, 500 marek niemieckich. Za miesiąc pracy agenci pobierali żołd w wysokości 213 dolarów amerykańskich, ich życie było ubezpieczone na 10 tys. dolarów.













*** Aleksander Gogun - Stalinowska wojna partyzancka na Ukrainie 1941-1944
Pamięć i Sprawiedliwość - nr 11/2007

..."Jakoś rano rozpalam piec, słyszę, niby wystrzał gdzieś. Potem krzyk rodziców »Uciekajcie, chowajcie się w pasiece!«. A strzelają już ze wszystkich stron. I pali się. Schowaliśmy się, a Gala [dziewczynka sąsiadów - przyp. A.G.] nie. I wujka mojego nie ma, poszedł do obory karmić bydło. Ojciec mówi - »wyjrzyj, może gdzieś tu jest«. Wylazłam. Patrzę, Gala biegnie. Koszyczki z kociętami niesie przed sobą. Wołam »Tutaj!«. A ona rękami macha - »Czekaj, zaraz!«. Ze strachu oszalała. Zaniosła kocięta do obory. A za chwilę stamtąd taki wrzask straszliwy, że nie wiem. Jak się już uspokoiło wszystko, dowiedzieliśmy się, że to pietrowcy okrążyli Starą Rafałówkę i prowadzili »walkę z banderowcami«. Banderowców kilku zabili, a miasteczko nasze zupełnie, można powiedzieć, zniszczyli. I ludzi niewinnych zabili, nie powiem ile nawet. Galę żywcem w ogień rzucili. Spalonego trupa wujka znaleźliśmy koło obory. Na podwórku i koło domu - też spalonych, sześć trupów tych, co szukali, gdzie mogli, ratunku. W naszym gospodarstwie ocalała tylko piwnica. Znaleziono w niej Oleżkę [dziecko sąsiadów - A.G.]. Miał nowiutkie, przez babkę uszyte buciki i miał brzuszek rozpruty bagnetem. Matka jego w innym miejscu się schowała. Uratowała się. P