Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Rzeczpospolita - 2004.01.10

 

Z ARCHIWUM REWOLUCJI

 

KRZYSZTOF MASŁOŃ

Żyć będziesz jeden dzień

 

 

Na paryskim Łuku Triumfalnym wśród innych figuruje nazwisko generała Louisa-Marie Turreau. Zdaniem francuskiego historyka Pierre'a Chaunu podczas wojny domowej w Wandei "sadystyczna pomysłowość kolumn karnych" dowodzonych przez Turreau dorównywała "pomysłowości SS gułagów i Czerwonych Khmerów". Pod koniec XVIII stulecia 800 tysięcy mieszkańców zachodniej Francji żyjących na terytorium około 10 tys. kilometrów kwadratowych odgórnie skazanych zostało na eksterminację. W imię Republiki zabijano niemowlęta kobiety i starców.

Paweł Jasienica w poświęconych wydarzeniom w Wandei "Rozważaniach o wojnie domowej" przypominał że Roman Dmowski, ostrzegając przed zbliżającą się II wojną światową, przekonywał iż będzie w niej chodzić "nie o to kto przegra lecz o to kto zostanie wytępiony". Przywódca Narodowej Demokracji miał rację. Ale 150 lat przed zagładą Żydów to generał Turreau wykrzykiwał w Konwencie: "Wandea musi stać się narodowym cmentarzem" a inny generał - Francois-Joseph Westermann - w grudniu 1793 r. chełpił się: "Nie ma już Wandei obywatele republikanie. Umarła pod naszą wolną szablą wraz ze swymi kobietami i dziećmi. Właśnie pochowałem ją w błotach i lasach pod Savenai. Wedle rozkazów jakie mi przekazaliście zmiażdżyłem te dzieci pod końskimi kopytami zmasakrowałem kobiety które - przynajmniej te - nie będą już rodzić bandytów. Nie mam sobie do zarzucenia ani jednego wziętego więźnia. Zgładziłem wszystkich".

Szczęśliwie inni dowódcy wojsk republikańskich byli mniej pedantyczni od Westermanna którego - nawiasem mówiąc - kilka miesięcy po wandejskich wyczynach zgilotynowano w Paryżu. Wandea potwornie wykrwawiona i splądrowana przetrwała. Dzięki ustaleniom Reynalda Sechera autora wydanej właśnie w Polsce pracy "Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea - Departament Zemsty" z dużą dozą dokładności możemy przyjąć że w tamtej wojnie domowej zabito 117 tys. ludzi, a więc co siódmego mieszkańca Wandei.

Wojna domowa w Wandei była najbardziej krwawym choć przecież nie jedynym popisem bestialstwa Wielkiej Rewolucji Francuskiej która pochłonęła ogółem około miliona ofiar. Biorąc pod uwagę ówczesną liczbę mieszkańców Francji (27 milionów), straty ludzkie podczas rewolucji procentowo były większe niż w I wojnie światowej. Niemniej jednak walki w Wandei wciąż są określane nie tylko we Francji jako tragiczne w skutkach, ale prowadzone w imię słusznej sprawy zmagania "rewolucjonistów z kontrrewolucjonistami" a wydana pierwszy raz w 1986 r. książka Reynalda Sechera wywołała burzę nie tylko wśród zawodowych historyków. Przede wszystkim kwestionowano tytuł pracy: "Ludobójstwo francusko-francuskie". Heroldom lewicy trudno było jednak zaprzeczyć faktom a te Secher ustalił, docierając do rewelacyjnych materiałów źródłowych. Ten urodzony w Wandei historyk skorzystał z wielu zachowanych archiwów prywatnych a także z niezwykle cennych dokumentów skrupulatnie odnotowujących częściowe odszkodowania wypłacone Wandejczykom przez Napoleona.

Wandea Irlandia Polska

Secher obala niemało mitów narosłych wokół wojny domowej w Wandei. Nie był to wcale - jak utrzymywało wielu historyków i pisarzy z Pawłem Jasienicą włącznie - departament uboższy od innych. Ubogi stał się dopiero w wyniku działań wojennych po rujnacji majątków pożogach i eksterminacji ludności. Co więcej na rozkaz rewolucyjnej władzy zmiażdżona została nie Wandea zwycięska ale Wandea rzucona już na kolana. Sześć "piekielnych kolumn" dokonało dzieła zniszczenia i ludobójstwa by unicestwić "odradzającą się niwę" (kobiety) i "przyszłych bandytów" (dzieci).

Rewolucyjne porządki odrzucono w 700 parafiach, które wcale nie leżały w tej samej prowincji. To w paryskim Konwencie nazwano Wandeą wszystkie regiony Francji wrogie reżimowi. Przyjmuje się jednak że granicami obszaru ogarniętego w 1793 roku działaniami zbrojnymi były: Loara od Saint-Nazaire do Ponts-de-Ce - na północy na wschodzie - linia z Ponts-de-Ce do Parthenay na południu - linia od Parthenay do Saint-Gilles-Croix-de-Vie na wybrzeżu atlantyckim.

Jean Yole w 1936 r. w swej pracy o Wandei pisał: "Podczas gdy wszystkie prowincje stały się departamentami Wandea jest jedynym departamentem który został prowincją. Jednym energicznym ruchem strząsnęła z siebie oficjalny kataster łamiąc te zbyt ciasne granice jakie jej narzucono. Przekroczyła Loarę owładnęła zakątkiem Deux-Sevres który spodobał się jej zaoferowała swe przymioty pewnej części Anjou a wszystko to bez wysiłku w ciągu kilku dni i na zawsze. Dla całego świata była siostrą Polski i Irlandii".

W obronie nie tylko rekrutów

Dlaczego Wandejczycy na rewolucyjne okrzyki: "Niech żyje naród" odpowiadali: "Niech żyje król! Precz z narodem!". Przecież ta w zdecydowanej większości wieśniacza ludność powitała rewolucję 1789 roku radośnie lokując w niej swoje nadzieje. I tak było dopóty dopóki ci prości ludzie nie przekonali się że nowy porządek nie tylko znosi porządek stary ale narusza ład świata.

Wódz wandejskiego powstania nazwany "świętym z Anjou" wieśniak z Le Pin-en-Mauges - Jakub Cathelineau, wystąpił przeciw władzom pociągając za sobą jemu podobnych gdy dowiedział się o poborze do wojska. Z całej Francji zamierzano pozyskać 300 tysięcy rekrutów z Wandei - 4 tysiące. Prosty rachunek wykazuje że - chroniąc 4 tysiące chłopskich synów - poświęcono życie prawie 120 tysięcy osób. Gdzie sens takich przedsięwzięć?

Bo też nie o brankę ani nie o podatki poszło choć i te czynniki odegrały niebagatelną rolę. Naprawdę była to wojna w obronie krzyża w obronie wiary katolickiej pacierza i różańca. A zaczęła się od ustawy Zgromadzenia Narodowego z lipca 1790 r. znoszącej śluby kościelne i zatwierdzającej nacjonalizację dóbr Kościoła. Władze państwowe przejmując na siebie utrzymanie duchowieństwa - jak każdej służby publicznej - chciały ustanowić we Francji Kościół narodowy. Księża mieli się stać urzędnikami państwowymi niepodlegającymi Watykanowi a w listopadzie 1790 r. zdecydowano o konieczności złożenia przez każdego duchownego przysięgi konstytucyjnej. Na 44 biskupów przysięgę zaakceptowało dwóch. Została ona odebrana fatalnie: i przez kler i przez laikat. Wszak niewiele wcześniej władze szydziły ze ślubów zakonnych by w krótkim czasie wprowadzić przysięgę będącą - jak pisze Reynald Secher - "karykaturą tamtej". Wieść gminna z kolei mówiła o mającym nastąpić zaraz po zniesieniu ślubów kościelnych zakazie chrzczenia dzieci przez księży. Przedstawiciele władz zaklinali się wprawdzie że to nieprawda ale nikt im - i słusznie - nie wierzył. Obowiązywać przecież zaczął inny zakaz - okadzania podczas nabożeństw kapłana ministrantów wiernych i ciał zmarłych. Kadzidło miało być zarezerwowane wyłącznie - jak chcieli rewolucjoniści - dla "Istoty Najwyższej".

To takie właśnie pociągnięcia rządzących sprawiły że Wandea przed 1789 rokiem buntownicza z dnia na dzień stała się klerykalna. By w obronie Boga religii i duszpasterzy spłynąć krwią.

Leśne zwierzęta

Od listopada 1790 r. tych księży którzy nie złożyli przysięgi konstytucyjnej pozbawiono prawa wykonywania zawodu. Dwa lata później wystarczył donos 25 obywateli później już tylko sześciu by takiego duchownego deportować a po dekrecie z 18 marca 1793 r. zabić. Obowiązki niepokornych księży zaczęli przejmować w parafiach ci którzy przysięgę złożyli. Wierni nazywali ich "trutonami" (kłaniają się polscy księża "patrioci") okazując pogardę nie przychodząc na msze często posuwając się do agresji. 20 sierpnia 1792 r. - czytamy w "Ludobójstwie francusko-francuskim" - kapitan gwardii z Angers - Payer - zechciał być ojcem chrzestnym dziewczynki o imieniu Godineau. Na pytanie księdza intruza o co prosi to dziecko kuma oficera - Perette Andouin - odrzekła: "O nic". Kapitan odesłał ją do ratusza gdzie obcięto jej włosy zerwano chustę z ramion i posadzono tyłem na ośle oprowadzając po miasteczku.

To jednak były jeszcze tylko podchody chociaż księża którzy nie złożyli przysięgi zaczęli już odprawiać nabożeństwa w stodołach spichrzach piwnicach. W świątyniach nie odbywały się chrzty zmarłych grzebano bez religijnych ceremonii. Wreszcie 6 marca 1793 roku kościoły i kaplice nieobsługiwane przez zaprzysiężonych księży zostały zamknięte. Nazajutrz ogłoszono pobór rekruta a trzy dni później wybuchło powstanie na początku obejmując parafie położone na terenie departamentów Dolnej Loary najbliższych Wandei i Anjou. Ludzie chwytali za fuzje piki kosy, jak rok później powstańcy Kościuszki. Wandejczycy początkowo odnosili sukcesy a i później - przegrywając - mocno dali się we znaki regularnej armii. Wiktor Hugo pisał: "Wandejczyk u siebie był przemytnikiem rolnikiem żołnierzem pasterzem kłusownikiem strzelcem dzwonnikiem wieśniakiem szpiegiem mordercą zakrystianem leśnym zwierzęciem".

U stóp ołtarza

W sierpniu 1793 r. Wandea miała już swoją armię i osiągnęła jako taki stopień powstańczego zorganizowania. Ale jesienią Konwent zapowiedział wyraźnie: "Rząd rewolucyjny winien jest dobrym obywatelom wszelką narodową opiekę dla wrogów ludu ma tylko śmierć". W tych jesiennych dniach Loara pochłonęła 4800 ofiar. Pierwszą masową egzekucją na tej niebawem już zakażonej rzece było zatopienie 90 księży więzionych pod pokładem brygu "Sława". Duchowieństwo w Wandei zostało zdziesiątkowane. W samym tylko Nantes jednego dnia - 16 listopada 1793 r. - zgilotynowano lub topiono 84 księży. "Ksiądz Joseph Cosneau - cytuję za Secherem - aresztowany w końcu 1794 r. został przywiązany do końskiego ogona i był wleczony do Ancenis przez Saint-Herblon. Tam został porąbany szablami potem przywiązany do deski i zepchnięty do Loary. Na brzegu żołnierze urządzili sobie zabawę strzelając do konającego jak do żywej tarczy". Innego księdza Louisa Jousseta, schwytanego na odprawianiu mszy w lesie, zabito po straszliwych torturach a jego ciało pocięto i rzucono psom na pożarcie.

"Piekielne kolumny" dokonywały systematycznych rzezi. Księża znienawidzeni byli przez rewolucjonistów szczególnie ale w apogeum działań eksterminacyjnych liczyło się tylko jedno: czy ktoś był z Wandei, czy nie. Powstańców zakopywano po szyję w ziemi, a w głowę rzucano kamieniami. Kobiety gwałcono a potem rozpruwano małe dzieci nakłuwano na bagnety. W Angers garbowano skórę z ofiar i szyto z niej dla oficerów spodnie do konnej jazdy. W sierpniu 1793 r. w raporcie skierowanym do Komisji Środków Nadzwyczajnych Saint-Just rzeczowo informował: "W Meudon garbuje się ludzką skórę. Skóra ludzka ma konsystencję i jakość lepszą od koźlęcej. Skóra z ciał kobiecych jest bardziej miękka ale mniej trwała".

Mordując ludzi nie zapominano o Bogu. W maju 1794 r. kanonierzy z Loary zabili siedemdziesięciopięcioletniego Rene Jousseaume'a gdy ten odmówił zniszczenia siekierą figur świętych z kaplicy w Saint-Simon. Zamordowano go u stóp ołtarza.

Przestępstwo polityczne

Niepodobna nie dostrzec analogii między wojną domową w Wandei a późniejszą o 125 lat rewolucją bolszewicką i wojną domową w Rosji. I tam i tu nadgorliwie próbowano poprawić świat. I w Rosji i - jak pisał Paweł Jasienica - "we Francji ze zdumiewającą doprawdy stanowczością próbowano szczegółowo uregulować mechanizmy historii i naturę ludzką".

Wandejczycy wcale nie byli tak głęboko religijni by ochoczo oddawać życie w imię króla i Najświętszego Serca. Ale nie życzyli sobie by to Robespierre uzasadniał potrzebę żenienia księży. Ich księży. Nie mogło ich nie oburzyć to że Danton cztery miesiące po stracie żony wziął ze swoją przyjaciółką ślub kościelny. "Truton" udzielający mu - na życzenie narzeczonej - ślubu nie zasługiwał na miano duszpasterza a Kościół skrojony na republikańską modłę przestawał być opoką. Nie godzono się na wybieranie biskupów i proboszczów w wyborach powszechnych. I nie miało to nic wspólnego z uparcie przypisywanym "kontrrewolucjonistom" wstecznictwem. Mądrze pisał Paweł Jasienica: "Nadanie pełni praw obywatelskich wszystkim innowiercom zarówno protestantom jak żydom było postępkiem słusznym i pięknym. Powołanie ich także oraz ateistów do rozstrzygania o wewnętrznych sprawach Kościoła - po prostu przestępstwem politycznym".

W zapomnieniu

Ludności Wandei republikanie zafundowali - jak pisze Pierre Chaunu - najbardziej okrutną z wojen religijnych i pierwsze ideologiczne ludobójstwo. Działania wojenne partyzantka i represje w Wandei trwały aż do 1799 r. Kres im położył dopiero Napoleon Bonaparte który trzy dni przed początkiem roku 1800 wydał "proklamację konsulów Republiki do mieszkańców departamentów na zachodzie". Kluczowym w niej było zdanie: "Konsulowie oświadczają iż całkowita wolność wyznania jest zagwarantowana przez konstytucję że żadna władza nie może dokonywać na nią zamachu; żaden człowiek nie może powiedzieć innemu człowiekowi: wyznajesz jedną religię to i żyć będziesz jeden dzień".

Zdanie to od stwierdzenia Saint-Justa: "Trzeba rządzić żelazem tymi którzy nie mogą być rządzeni sprawiedliwością", dzieli nie kilka lat ale lata świetlne. Z doświadczeń Wandei korzystano jednak niewiele; samą wojnę domową marginalizowano milczano o niej zaprzeczano faktom. Jules Michelet twórca współczesnej historiografii francuskiej na którym wychowało się parę pokoleń radykalnych demokratów (pod jego wpływem znajdowała się też profesor Maria Janion - por.: "Romantyzm. Marksizm. Rewolucja" - i cała jej "szkoła") Wandejczyków określał jako "barbarzyńskich łajdaków" a ich katów jako "bohaterów" którzy w czasie wojny domowej zastosowali "godne podziwu pomysły". Jednym z tych pomysłów było zatapianie barek z ludźmi. Zdaniem Micheleta był to "środek skrócenia ich śmierci". Tym samym - pisze Pierre Chaunu w słowie wstępnym do "Ludobójstwa francusko-francuskiego" - masowe topienie kobiet i dzieci w Loarze zalicza Michelet do "filantropijnej eutanazji; jako że rewolucyjne oświecenie wyklucza nawracanie - wszak Rewolucja jest wcieleniem Sprawiedliwości Piękna i Dobra - lepiej wytępić opornych...". "Niech będzie wybaczona Micheletowi - wielkodusznie proponuje Chaunu - ta chwila szaleństwa. Mało kto miał jego odwagę. Oficjalne traktowanie Wandei jest bardziej skuteczne i podstępne. Po tym jak jej mieszkańców potępiono okaleczono i rozszarpano zapomniano o nich...".

Nie zapominajmy o holokauście. W Wandei.



Reynald Secher "Ludobójstwo francusko-francuskie. Wandea - Departament Zemsty". Przekład Marian Miszalski. Iskry Warszawa 2003.



Ludobójstwo, eksterminacja, rzeź