Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Focus Historia - 07/07/2010

 

Marek Mejsner

Serce bezpieczeństwa

 

Z pozoru niezwykle oddane żony, matki i kochanki. Z dobrych rodzin, wykształcone i sympatyczne. I jednocześnie konfidentki Służby Bezpieczeństwa. Ich celem byli mężowie i życiowi partnerzy

 

Tajny Współpracownik Ewa była sprawdzonym agentem. Wcześniej rozpracowywała m.in. słynnego żeglarza Leonida Teligę. Posadę na Uniwersytecie Warszawskim przypuszczalnie dostała dzięki SB. Miała obserwować środowisko coraz bardziej niepokornych wobec PZPR intelektualistów, wrastać w nie. Udało się i to od najbardziej zdumiewającej strony. W SB zdecydowano, że Nina O'Bretenny - bo takie było jej prawdziwe nazwisko - zajmie się inwigilowaniem pisarza historycznego Pawła Jasienicy, czyli Lecha Beynara, zapewne po śmierci jego pierwszej żony Władysławy w 1965 roku. Pisarz był w żonie bardzo zakochany. Poznali się jeszcze "za wileńskich czasów", podczas studiów na Uniwersytecie Stefana Batorego w tym mieście, konkretnie zaś - w studenckim Klubie Włóczęgów, który Jasienica założył wraz z Wacławem Korabiewiczem i Czesławem Miłoszem. Córka pisarza Ewa Beynar-Czeczott wspomina, że ojciec mocno przeżył śmierć "swojej Władeńki". I wtedy nagle w maju 1966 r. na wieczorach autorskich Jasienicy pojawia się nowy, stały gość. Kobieta, nie piękna, ale elegancka i elokwentna. Świetnie zna historię Polski - zwłaszcza średniowieczną - i widać, że jest admiratorką pisarza. I nie narzuca mu się. Na razie. To właśnie Nina O'Bretenny - TW Ewa. W maju 1966 roku napisze w swoim raporcie: "w zachowaniu Jasienicy widać tendencję do nawiązywania flirtu". Tymczasem było odwrotnie. To TW Ewa postanowiła okręcić sobie pisarza wokół palca. Ich spotkania w cztery oczy stają się dłuższe - mają miejsce głównie w jej mieszkaniu. TW Ewa pisze w raporcie: "miały charakter dość osobistych zwierzeń, w których opowiadał mi o swych przeżyciach z okresu okupacji i z czasów partyzanckich walk w wileńskim oddziale AK Łupaszki". Nie tego chce SB, które stawia Ninie O'Bretenny zadanie rozpoznania środowisk opozycji "skupionych wokół Związku Literatów Polskich", a zwłaszcza działalności Jasienicy.

Pisarz związany z opozycją stawał się coraz bardziej niewygodny dla władz. Na Rakowieckiej, czyli w siedzibie MSW, wściekłość wywołał donos TW Konrada, który opisał pogrzeb Stanisława Cata-Mackiewicza i mowę Jasienicy nad trumną. "Ostatnie lata, czas od chwili podpisania Listu 34 spędził w nieustającym zatargu. Żył w walce i płacił za to" - mówił Jasienica. Co najgorsze, Lech Beynar przejął też kontakty Mackiewicza z paryską "Kulturą" i z Londynem. Od momentu przechwycenia pierwszych listów Jasienicy do osób związanych z tamtejszą emigracją moczarowskie MSW czekało tylko na okazję, aby "dać mu po nosie", podobnie jak innym "inteligenckim zgniłkom" (to słowa Moczara). Okazji do rozprawienia się z pisarzem dostarczył jednak dopiero Marzec 1968. Po pamiętnym wystąpieniu pisarza na forum Związku Literatów Polskich przeciwko "haniebnemu antysemityzmowi" i poparciu przez niego i innych intelektualistów studenckich protestów, I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka najpierw opluwa go w swoim przemówieniu, a potem oświadcza, że aresztowany przez UB Jasienica "wyszedł z więzienia z powodów, które są mu doskonale znane". Dla znających ezopowy język tamtej epoki było jasne - Gomułka powiedział, że Jasienica to donosiciel.

Zaraz potem ukazuje się artykuł w "Słowie Powszechnym" - przyszły autor "Polski Piastów" zostaje oskarżony o "wymordowanie bezbronnych mieszkańców wsi Narewka". Nina O'Bretenny oferuje gościnę pisarzowi, bowiem "do stolicy mają przybyć autokarami mieszkańcy Białostockiego, którzy chcą zemścić się na bandytach mordujących w latach 1944-1947". Potem napisze w raporcie: "Od 15 bm. mieszka u mnie Paweł Jasienica. (...) Nie wychodzi.(...). Zofia Bartoszewska powiedziała mi o wiadomości, która przyszła z PIW-u - wycofuje się z bibliotek publicznych na prowincji książki pisarzy niebezpiecznych, jak Andrzejewski, Jasienica, Kijowski, Kisielewski. Niestety, powoduje to często wręcz odwrotny skutek, a mianowicie umacnia ich popularność. Jasienica zdecydował się napisać krótkie, na jedną stronę maszynopisu, rozszerzenie swego życiorysu z okresu lat 1946-48 [jest to tzw. Fragment życiorysu, wydawany potem w podziemiu - przyp. aut.]. Również w tym piśmie wyjaśniał sprawę swego nazwiska, że nie ma ono nic wspólnego z pochodzeniem żydowskim. Listy są zaadresowane do: Iwaszkiewicza, Putramenta, Maliszewskiego, Centkiewicza, Opalewskiego, oraz do Zarządu Głównego ZLP. Do kogo innego jeszcze wyśle, na razie nie wiem, ale się dowiem".

Gdy "najgorsze zagrożenie", wymyślone zresztą przez O'Bretenny, mija, pisarz jest już zadomowiony u przyjaciółki. A ona pisze często 3 raporty dziennie, i to o wszystkim i wszystkich. 25 kwietnia 1968 r. raportuje: "Byli u mnie wieczorem Jan Olszewski, Marta Miklaszewska i Jan Konopka. Nastrój przygnębiający, bo Olszewski i Konopka zostali zawieszeni w swych czynnościach adwokackich. Statutowo, dopóki są zawieszeni, nie mogą wykonywać żadnej pracy". W raporcie z 28 kwietnia znalazły się uwagi: "P. Jasienica zatelefonował ode mnie z domu do Stefana Kisielewskiego zapraszając go do siebie na wtorek 29.04 na godzinę 18. po odbiory książek i małą wódkę. (..) Postaram się w miarę możliwości dokładnie przytoczyć wypowiedzi Kisielewskiego". Co ciekawe, w tym samym czasie opozycję obserwowało dwóch innych agentów SB i jeden z nich w raporcie postulował "objęcie specjalną obserwacją Z.O." [Niny Zofii O'Bretenny - red.]. Okazuje się, że TW Ewa także była inwigilowana na wypadek, gdyby pod wpływem Jasienicy zaczęła zmieniać swe poglądy.

Nieświadomy niczego Paweł Jasienica zapoznaje Ninę O'Bretenny ze swoją córką Ewą. Ogólne wrażenie jest pozytywne - Ewa Beynar-Czeczott wspomina, że na początku uważała Ninę za osobę "sympatyczną". W grudniu 1969 roku Jasienica i O'Bretenny biorą ślub. Bezpieka otrzymuje z tej uroczystości sążnisty raport, ale nie od TW Ewy, którą teraz przemianowano na TW Max. Ona dostaje tydzień urlopu. Raport pochodzi od innego, nieznanego jeszcze agenta - KO (kontaktu obywatelskiego, czyli swoistego spontanicznego donosiciela) Andrzeja. Jego donos zawiera m.in. listę gości, wśród których znaleźli się: Jerzy Turowicz, Melchior Wańkowicz i Stanisław Stomma. Nie zabrakło też... menu potraw weselnych. TW Max zaraz po ślubie wraca do "pracy", ale wokół niej zaczyna się robić gorąco. W raporcie jednego z agentów SB znalazł się ustęp o tym, że Adam Michnik miał powiedzieć małżeństwu Staszewskich, aby uważali na żonę Jasienicy, bo jest ona konfidentką SB i to od 25 lat. Adam Michnik twierdził kilka lat temu, że nie pamięta takiej rozmowy, ale była ona możliwa. Nina Goldbergowa, redagująca książki Jasienicy dla PIW-u, także była pewna związków drugiej żony pisarza z SB - miała o tym się dowiedzieć od Melchiora Wańkowicza. Jednak plotki te nie dotarły ani do pisarza, ani do jego córki.

Marzec 1968 i późniejsza nagonka partyjna podkopały zdrowie pisarza. Choruje, szybko zapada diagnoza - rzadka, nieuleczalna forma raka. Pawłowi Jasienicy zostaje tylko kilka miesięcy życia. W tym czasie jego żona nie przestaje pisać donosów. 19 sierpnia 1970 roku pisarz umiera. SB dostaje dokładne sprawozdanie z pogrzebu. Prawda, że nie napisała go TW Ewa, czyli teraz TW Max. Ona wystarczająco dużo miejsca (4 donosy) poświęca samym przygotowaniom. Na ceremonię SB zwalnia ją z obowiązku raportowania. Donos z pogrzebu dostarczy TW Andrzej. Ale już w tydzień po pogrzebie O'Bretenny pisze donosy o tym, kto pomaga w przedostawaniu się książek pisarza na Zachód, kto urządzał uroczystości pogrzebowe. Po śmierci pisarza wdowa zostaje w mieszkaniu pełnym pamiątek. Dalej pisze donosy - ostatni pochodzi z czerwca 1972 roku i opowiada o wieczorze autorskim poświęconym pisarzowi. Potem znika. Rzekomo w St. Tropez pracuje i opiekuje się rezydencją pewnego "milionera". Jednak pisarze kontaktujący się z paryską "Kulturą" nie mają wątpliwości - drugą żonę Jasienicy wysłała nad Sekwanę SB, która chciała mieć dokładne informacje o środowisku emigranckim.

Wraca do Polski w 1979 roku i tym razem zaczyna szpiegowanie KOR. Nie wychodzi jej to najlepiej mimo zbliżenia się do Wojciecha Ziembińskiego i Jana Olszewskiego Po przełomie w 1989 roku sprawa jej pracy dla SB ujawnia się bardzo powoli. Co prawda w 1992 roku (premierem jest wówczas Jan Olszewski) nasilają się podejrzenia, że współpracowała z SB, ale do jej śmierci pięć lat później brak na to praktycznie dowodów. Dopiero w 2002 roku, kiedy córka Ewa Beynar-Czeczott otrzymuje wgląd do esbeckiej teczki pisarza, prawda wychodzi na jaw. Trzeba jeszcze 4 lat i procesu, aby córka odzyskała wszystkie prawa autorskie ojca, z których część pozostawała w rodzinie Niny O'Bretenny. Jej syn Marek Obretenny nie zakwestionował pozwu córki Pawła Jasienicy.

PRZECENIANA MATYLDA?

Matylda Sobieska została konfidentką nieco przypadkowo. Z dobrym pochodzeniem, zaprzyjaźniona z rodziną Leszka Moczulskiego, twórcy Konfederacji Polski Niepodległej, była w orbicie zainteresowań SB od 1978 roku, czyli od ukończenia liceum. Jednak jako osoba rozpracowywana, a nie kandydat na agenta. SB namierzyła Sobieską po raz pierwszy podczas obchodów Święta Niepodległości 11 Listopada przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Esbecy postępowali wręcz klasycznie - najpierw przeprowadzili z Sobieską serię rozmów ostrzegawczych, potem zrobiono kilka pokazowych rewizji w mieszkaniu jej rodziców, a na koniec dwukrotnie zatrzymano ją na dłużej, czyli na 48 godzin. 1 września 1979 r., kiedy powstała KPN, Sobieską zatrzymano wraz z innymi aktywistami nowej organizacji. 11 listopada 1979 r. zatrzymano ją powtórnie i po rozmowie w Komendzie Stołecznej MO... dobrowolnie zgodziła się na współpracę z SB. Por. Paweł Przeorski, prowadzący werbunek, zapisał nawet w notatce służbowej: uważa ona, że "rozmowa z nim była wielkim przełomem w jej życiu".

Szybko związała się z politykiem Ruchu Młodej Polski Aleksandrem Hallem, mimo że jej rodzina nie aprobowała tego związku. 14 kwietnia 1980 r. oświadczyła, że zamierza wziąć ślub z Hallem i odciągnąć go od działalności opozycyjnej w rezultacie wyjazdu na prowincję. "Nie da się ukryć, że informacje dostarczane przez Sobieską przeceniano. Nie były to, jak w przypadku żony Jasienicy, ważne donosy, bo ten pisarz był w głównym nurcie opozycji. Tutaj większość materiału stanowiły straszliwe ploty środowiskowe, dobre czasem na tzw. haki, ale trudne do zweryfikowania. Może dlatego jest teraz wokół tego taki szum" - twierdzi w rozmowie z "Focusem Historia" pragnący zachować anonimowość wysoki oficer ówczesnego MSW.

Przyjęła pseudonim TW Andrzej i stała się agentem rozpracowującym kierownictwo KPN, a później - Ruchu Młodej Polski. Za każdą wartościową informację, według historyka IPN Sławomira Cenckiewicza, otrzymywała 1500 zł. Historyk twierdził, iż "gadatliwość" Halla wobec Sobieskiej przyczyniła się do wpadki RMP. Hall na łamach prasy polemizował z nim, odpowiadając, że niczego istotnego przy niej nie mówił. Faktem jest też, że do ślubu nie doszło. Sobieska według niepotwierdzonych informacji obecnie pracuje w jednej z firm zachodnich. Nie chce rozmawiać z prasą.

BLISKA OBCA

Przypadek Barbary Wereszczyńskiej-Raina jest zupełnie inny i zadziwiający. W latach 70. stosunkowo liberalna polityka wyjazdowa ekipy Gierka spowodowała wzmocnienie komórek wywiadu i kontrwywiadu. I pion MSW, zajmujący się sprawami zagranicznymi i opierający się głównie na sieci rezydentur w polskich placówkach konsularnych, dzielił się na 19 wydziałów, wyspecjalizowanych głównie w penetracji wysokorozwiniętych państw kapitalistycznych. Liczył aż 700 oficerów. Posiadał własne archiwum, sekcję kadr, kancelarię, własny dział wywiadu gospodarczego. Uchodził za "państwo w państwie". Historyk Peter Raina od dawna znajdował się w obszarze zainteresowań tego pionu. Skromny stypendysta z Kaszmiru, który w latach 60. przybył do Polski, aby napisać pracę o Władysławie Gomułce, szybko związał się z opozycją polityczną, co doprowadziło do wydalenia go z PRL w 1967 roku. Władze wkrótce pojęły, że zrobiły błąd, bo Raina znalazł się Berlinie Zachodnim i z jednej strony obdarzony zaufaniem opozycji, z drugiej - prymasa Wyszyńskiego (był autorem biografii księdza prymasa) stał się łącznikiem między opozycją a Kościołem. 27 października 1968 roku Peter Raina wziął ślub z Barbarą Wereszczyńską, panną "znakomitego rodu" pieczętującego się herbem Korczak i chlubiącego przodkami o wielkich tradycjach niepodległościowych. Wkrótce zostaje ona pilotem zagranicznych wycieczek jeżdżących do "krajów demokracji ludowej". Potrzebny jest jednak do tego pewien drobiazg - paszport konsularny. Jak mówi jedna z hipotez, Wereszczyńska-Raina otrzymuje go... za cenę zostania agentem SB.

"Operacja werbunku i wykorzystywania Wereszczyńskiej miała miejsce na styku wywiadu wojskowego i wewnętrznego. Prawdę mówiąc, obie służby sobie trochę przeszkadzały. Przez ich konflikt stracono cennego agenta - takie opinie słyszało się »w korytarzu«" - twierdzi wspomniany oficer MSW. Ostateczny werbunek dokonuje się 27 października 1969 r. w Warszawie. Żona Petera Rainy zgadza się na pisanie raportów o aktywności męża i o jego środowisku. Zgadza się także na założenie "urządzeń elektronicznych", czyli podsłuchu w domowym telefonie. Wyrazem tej zgody jest własnoręcznie podpisana przez nią deklaracja: "Ja Barbara Wereszczyńska wyrażam zgodę na współpracę z polskim wywiadem za granicą, co pozostaje największą tajemnicą". Peter Raina, który zapoznał się z aktami SB, twierdzi, że przeważyły względy materialne. Podobnie sądzi dr Jan Żaryn z IPN, zauważając, że agentka Sehu, bo taki kryptonim otrzymała Wereszczyńska, dostawała miesięcznie od SB 1000 zł w bonach PKO, okresowo marki zachodnioniemieckie - do 2500 rocznie i premie za zadania specjalne. Co ciekawe, po 14 latach SB odzyskała niemal wszystkie pieniądze - a było tego ponad 100 tys. zł - zabierając je po prostu z konta zmarłej agentki.

Sehu już na pierwszym spotkaniu przekazała informacje o kontaktach swego męża z RWE i paryską "Kulturą". Pod jego nieobecność wpuszczała kilkakrotnie esbeków do mieszkania, aby przejrzeli papiery Petera Rainy i skopiowali z nich to, co było dla nich istotne. Pomogła też zainstalować podsłuch w domowym telefonie. Aranżowała także sytuacje, które miały ułatwić funkcjonariuszom kontakt z Rainą, a nawet zwerbowanie go, co oczywiście się nie udało. Pod koniec lat 70. zaczęła chorować, zauważyli to nawet jej mocodawcy z SB. Zmarła nagle 6 lutego 1982 r. Utrata tak cennego agenta była ciosem dla SB. Dr Jan Żaryn wysuwa nawet przypuszczenie, że Barbara Wereszczyńska mogła paść ofiarą "walki wywiadów" w Berlinie Zachodnim.

"A w ogóle to wokół agentów ulokowanych w opozycji i za granicą panowała taka mania »wicie, rozumiecie, mamy tam człowieka i wszystko wiemy«. Gówno prawda, oni czasem przynosili szajs, materiału operacyjnego było w tym niewiele, wszystko trzeba było po trzy razy sprawdzać. Nie mówię, że oni byli generalnie do dupy. Ale po prostu ich przeceniano" - zapewnia wysoki oficer MSW. Peter Raina, który napisał o żonie książkę "Bliski szpieg", zadedykował ją... właśnie jej, w 25-lecie śmierci. Dla niego była przede wszystkim kobietą jego życia.





Lustracja i materiały archiwalne