Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Tygodnik Solidarność - 3 lipca 1992 r.

 

 

Tajni współpracownicy a bezpieczeństwo RP

 

 

Publikowany niżej raport, przeznaczony dla premiera Jana Olszewskiego, opracowany został pod koniec maja 1992 r. przez Wydział Studiów gabinetu ministra spraw wewnętrznych. Śródtytuły pochodzą od redakcji, dokonaliśmy również niewielkich skrótów.

 

Głównym spoiwem komunistycznego państwa były tajne służby. Spełniały one dwojaką rolę. Z jednej strony inwigilowały i zniewalały społeczeństwo w imieniu totalitarnego państwa, z drugiej - służyły ścisłemu podporządkowaniu Polski ościennemu mocarstwu. Trzeba pamiętać, iż Związek Sowiecki kierował i kontrolował cywilne i wojskowe służby specjalne PRL, także po 1956 roku.

Skuteczna próba odejścia od komunizmu w pierwszej kolejności musi oznaczać ujawnienie i przecięcie stworzonych przez poprzedni system niejawnych powiązań wewnątrz społeczeństwa, jak i w relacjach Polski ze światem zewnętrznym. Jest to bezwzględnie konieczny warunek utrzymania pełnej niepodległości kraju oraz powodzenia programu przekształceń ustrojowych. Niespełnienie tego warunku stawia kraj wobec trojakiego typu zagrożeń: 

Zagrożenie wewnętrzne - gdy stwarza możliwość postkomunistycznym ugrupowaniom politycznymi środowiskowym wielkiego biznesu, które korzeniami tkwią w byłej nomenklaturze, paraliżowania państwa ~ pośrednictwem nie ujawnionej agentury służb specjalnych PRL. W przychylnej koniunkturze międzynarodowej oba te środowiska nie zawahają się użyć tego rodzaju instrumentu dla odzyskania dominującej roli w państwie. 

Zagrożenie zewnętrzne - agentura ta może być instrumentem penetrowania, a nawet ograniczania niezawisłości Polski przez inne państwa, szczególnie przez Rosję. Prawdopodobne jest podjęcie próby utworzenia alternatywnych siatek agenturalnych, działających poza kontrolą oficjalnych służb informacyjnych. 

Zagrożenie moralne i polityczne - nieoczyszczenie instytucji państwowych z agentów oraz brak jasnego stosunku do minionego systemu i ludzi z nim związanych podważa prestiż państwa, stawia pod znakiem zapytania wiarygodność przemian ustrojowych, a także uniemożliwia odbudowę wiarygodnych instytucji demokratycznego państwa. 

W PARLAMENCIE I W BANKACH 

Dotychczasowa praca analityczno-badawcza Wydziału Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych w pełni potwierdza realność wymienionych zagrożeń. Stwierdzono fakty piastowania przez byłych tajnych współpracowników służb specjalnych PRL wysokich i odpowiedzialnych stanowisk w parlamencie, administracji państwowej. Kancelarii Prezydenta i we władzach sądowniczych. Ustalono obecność tego typu ludzi w kierownictwach niemal wszystkich liczących się partii politycznych, w państwowych środkach masowego przekazu, bankach, służbie dyplomatycznej i instytucjach gospodarczych. Wszystkie te osoby mogą być bardzo łatwymi obiektami szantażu zmierzającego do wymuszenia na ich decyzji przynoszących krajowi niepowetowane szkody: polityczne, materialne i moralne. Zanotowano np. przypadek próby zwerbowania byłego tajnego współpracownika SB, posła na sejm obecnej kadencji - podstawą werbunku miał być fakt dawnej współpracy z Wydziałem III KWMO w Katowicach. To pokazuje, iż służby specjalne traktują zjawisko współpracy z SB jako szczególnie dogodną podstawę werbunku.

BYŁA PLAMA, NIE MA PLAMY

Wydział Studiów jest w stanie udowodnić agenturalną działalność wielu prominentnych postaci obecnej sceny politycznej. Na temat tajnej współpracy innych posiada wiarygodne informacje. Brak materialnych dowodów jest w niektórych przypadkach rezultatem zorganizowanej akcji niszczenia oraz ukrywania materiałów byłych służb specjalnych PRL w ciągu ostatnich trzech lat. 

Mimo dokonanych zniszczeń, Wydział Studiów Gabinetu Ministra opracował metodę przeprowadzenia weryfikacji osób piastujących wysokie stanowiska w państwie pod kątem ich ewentualnej współpracy z SB. Opracowana metoda oraz fakt, iż istnieje możliwość odtwarzania zniszczonych zasobów kartotecznych (między innymi za pomocą akt paszportowych) stwarzają warunki ustalania tożsamości tajnych współpracowników, chroni zarazem przed niebezpieczeństwem pomyłkowego oskarżenia osób niewinnych. 

Niszczenie materiałów na wielką skalę rozpoczęto w lecie 1989 roku. Proces ten trwał praktycznie do stycznia 1991 r. Wydział Studiów posiada dowody wskazujące na to, że dokumenty oraz zapasy komputerowe w MSW niszczono po wydaniu zakazu brakowania akt przez gen. Kiszczaka w styczniu 1990 roku oraz po powstaniu Urzędu Ochrony Państwa, gdy funkcję ministra spraw wewnętrznych piastował Krzysztof Kozłowski, a szefem UOP był Andrzej Milczanowski. Przykładem jest wymazywanie w 1991 roku z systemu komputerowego ZSKO, który rejestrował w przeszłości agenturę SB, informacji o pracy agenturalnej na rzecz SB, urzędników Kancelarii Prezydenta, a także niszczenie akt operacyjnych Departamentu I w okresie od sierpnia 1990 do stycznia 1991 roku. Zachowało się 300 protokołów zniszczenia tego typu dokumentów. 

Niszczenie, w szczególności dokumentacji operacyjnej, realizowane było na ogromną skalę i objęło wszystkie wymiary i aspekty działalności tajnych służb. Zniszczono część kartotek, zbiory dokumentów, a także dużą ilość akt operacyjnych. Od zniszczenia wyłączone były (jak to się działo w Wydziale XI departamentu I MSW - powołanym do inwigilowania i infiltrowania środowisk politycznych w kraju i za granicą), dokumenty o szczególnej wartości operacyjnej. Chodzi przede wszystkim o zobowiązania do współpracy i pokwitowania za otrzymane wynagrodzenie, czyli tzw. materiały kompromitujące. Praktyka wyłączania tych dokumentów świadczy o chęci pozostawienia sobie możliwości odnowienia kontaktu w dogodnej dla tych służb sytuacji.

Zniszczeń na ogół nie dokonywano na oślep. Wyraźnie widoczny jest klucz, w myśl którego chciano usunąć z archiwum pewne obszary informacji. 

Likwidowano przede wszystkim: 

- dokumenty dotyczące ludzi i środowisk bezpośrednio związanych z kontraktem "okrągłego stołu" (tzw. konstruktywna opozycja),

- materiały dotyczące Kościoła katolickiego, 

- materiały mogące naprowadzić na ślad wartościowej agentury, uplasowanej wysoko w strukturach opozycji, 

- materiały dotyczące spraw szczególnie kompromitujących dla dawnego kierownictwa MSW i PRL, świadczących o ich przestępczej działalności, 

- wszelkie dokumenty z akt personalnych funkcjonariuszy MSW, które mogłyby uchodzić za kompromitujące w oczach nowego kierownictwa. 

Warto przy tym podkreślić, iż akty niszczenia dokumentacji operacyjnej nie miały na celu wyłącznie usunięcia określonych informacji. Można podejrzewać, iż miały też być narzędziem dezinformacji. Niejednokrotnie bowiem prowadziły do zniekształcenia obrazu penetracji przez SB polskiego społeczeństwa, agenturalnego uwikłania jednych środowisk, a chronienia innych. O takich intencjach może świadczyć wyraźna, świadoma selekcja akt przeznaczonych do zniszczenia lub zachowania w archiwum MSW.

Niepokojące było udostępnienie akt służb specjalnych niektórym osobom związanym z kontraktem "okrągłego stołu". Przykładem jest tzw. komisja Michnika. Działająca wiosną 1990 r. komisja, w której składzie znajdował się co najmniej jeden tajny współpracownik SB, posiadała bardzo szeroki dostęp do akt MSW. Nie wiadomo jak została wykorzystana zebrana wówczas wiedza. W MSW brak jest jakiejkolwiek dokumentacji jej działalności. 

W ramach prowadzonych prac Wydział Studiów Gabinetu Ministra Spraw Wewnętrznych odtworzył przebieg procesu niszczenia materiałów operacyjnych MSW w latach 1989-91. Wiele "zniszczonych" materiałów zostało w rzeczywistości wyniesionych przez ówczesnych funkcjonariuszy MSW. Traktowane były jako swoista polisa ubezpieczeniowa na dalsze życie, a także narzędzie dalszego oddziaływania na władze oraz gwarancja możliwości prowadzenia interesów gospodarczych.

Jasno uświadamiającym wagę i wartość wyniesionych informacji jest przykład zaginięcia tzw. Zbioru 560, czyli kartoteki zawierającej nazwiska - członków parlamentu X kadencji, wyłonionego w czerwcowych wyborach roku 1989. Kartoteka ta została utworzona na polecenie gen. H. Dankowskiego w lipcu 1989 r., nakazujące wyrejestrowanie i zdjęcie z ewidencji wszystkich tych posłów i senatorów, którymi kiedykolwiek interesowała się SB lub którzy z tą instytucją współpracowali. Fiszki usunięte z centrali i wojewódzkich kartotek SB i milicji stanowiły właśnie tzw. Zbiór 560. 

Kierownictwo MSW jest w posiadaniu oświadczeń pracowników byłego Biura "C" MSW (centralnego Archiwum SB), iż kartoteka ta została przekazana na początku 1990 roku ówczesnemu dyrektorowi tego biura. Od tego momentu datuje się zupełny brak informacji o losach powstałej kartoteki i nie natrafiono do tej pory na żaden dokument świadczący o jej zniszczeniu. 

W TLE 

Posiadanie odpowiednich materiałów zapewnia byłej nomenklaturze nie tylko nietykalność. Pozwala również wpływać na globalne procesy polityczne, gospodarcze i kulturalne w duchu korzystnym dla jej interesów. 

Istnieją podstawy do przypuszczeń, że nie kontrolowany obieg tajnych dokumentów byłych cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL jest ukrytą przyczyną wielu niefortunnych decyzji rozmaitych władz, źródłem bezkarności wielu afer gospodarczych, a także takiej a nie innej polityki informacyjnej mediów publicznych. 

Również brak radykalnych zmian personalnych w instytucjach finansowych i politycznych państwa w tym może mieć swój rzeczywisty powód. Wielkie afery finansowe jak Art-B i FOZZ były dokonywane pod osłoną i z udziałem oficerów i agentury byłego Zarządu II Sztabu Generalnego WP i Departamentu I MSW. G. Żemek - główny podejrzany w śledztwie w sprawie FOZZ był tajnym współpracownikiem Zarządu II Sztabu Generalnego WP, podobnie jak kilku innych jego współpracowników. Prezes Rady Nadzorczej FOZZ, wiceminister finansów Janusz S., najpierw był tajnym współpracownikiem, a następnie kadrowym pracownikiem wywiadu na etacie niejawnym. Dający osłonę spółce ART - B były prezes NBP Grzegorz Wójtowicz był tajnym współpracownikiem Departamentu I MSW. 

Można zasadnie przypuszczać, że system finansowy Polski znajduje się obecnie w dużym stopniu pod kontrolą struktur i ludzi dyspozycyjnych względem byłych formalnych przełożonych, np. gen. Kiszczaka lub gen. Pożogi, a także dysponentów spoza granic RP. Rozwikłanie i rozbicie tych powiązań jest niemożliwe bez ujawnienia dawnej agentury (ten sam problem dotyczy polskiej polityki zagranicznej). 

Dużym zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa jest, opanowanie przez byłych pracowników cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL i ich agentury tak newralgicznej dziedziny życia gospodarczego każdego kraju, jakim jest handel bronią i sprzętem specjalnym. Typowym przykładem jest spółka CENZIN, która była w pełni kontrolowana przez kadrowych pracowników Zarządu II Sztabu Generalnego i ich agentur. W wyniku przemian w ostatnich dwóch latach część tych ludzi założyła własne firmy, a część nadal kontroluje państwowe przedsiębiorstwa. 

Charakterystyczna jest postać Andrzeja Urbaniaka, obywatela RP, byłego oficera Zarządu II Sztabu Generalnego w stopniu majora, obecnie dyrektora firmy INTERMADOR z siedzibą na Cyprze, powiązanego z arabskimi organizacjami terrorystycznymi. Wydaje się on jedną z centralnych postaci mających wpływ na handel bronią na terenie RP. Sferą działalności byłych agentów i ich kontrolerów są także cywilne przedsiębiorstwa.

Jedna z central handlu zagranicznego, zmierzająca do przejęcia kilkudziesięciu zakładów przemysłowych w Polsce, w składzie swoich władz ma wyłącznie byłych oficerów Zarządu II Sztabu Generalnego, kryminalistów oraz byłych tajnych współpracowników SB. Trudno jest mówić w takiej sytuacji o reformie i wprowadzeniu w Polsce zdrowych podstaw gospodarki rynkowej. 

Bezprawne posługiwanie się materiałami SB ma też wymiar bardziej spektakularny, znane są przypadki wywierania w ten sposób zemsty na osobistych wrogach i przeciwnikach politycznych, zdarzają się próby szantażu, obliczone na uzyskanie korzyści materialnych bądź społecznego awansu. 

DLA WIELKIEGO BRATA 

Cywilne i wojskowe służby specjalne PRL były ściśle podporządkowane mocarstwu sowieckiemu. W MSW istniała rezydentura KGB, posiadająca łączników do poszczególnych pionów (np. dla Departamentu I było ich co najmniej 3). Posiadali oni pełną swobodę poruszania się po budynkach MSW. Kontaktowali się z naczelnikami wydziałów, a nawet poszczególnymi pracownikami operacyjnymi. Można śmiało założyć, iż posiadali szeroki dostęp do akt operacyjnych.

Jaskrawym przykładem, świadczącym o spełnianiu podrzędnej roli tajnych służb PRL w stosunku do służb sowieckich także po 1956 r., jest tzw. Połączony System Ewidencji Danych o przeciwniku (PSED) - komputerowy system zbierania informacji o osobach (cudzoziemcach i własnych obywatelach) oraz organizacjach uznanych za wrogie dla obozu państw komunistycznych, pozostających w sferze zainteresowań jednostek operacyjnych. Sygnatariusze porozumienia PSED zobligowani byli do przekazywania danych do centrali w Moskwie raz na dwa tygodnie. Chodziło tu o informacje, które przez służby państw niepodległych są szczególnie chronione. W systemie PSED rejestrowano także osoby zajmujące się działalnością opozycyjną. Informacje o rejestrowanej osobie przekazywane do Moskwy, charakteryzowały się wysokim stopniem szczegółowości. Oprócz danych personalnych zawierały także charakterystyki psychologiczne, opis stanu majątkowego i szczegółowe informacje o rodzinie. System działał od 1978 r. Część dokumentacji systemu dotyczącej opozycji i Kościoła, zgodnie z sugestią przedstawiciela PSED, członka rezydentury KGB w Warszawie, zniszczono na przełomie roku 1989 i 90., kopia natomiast pozostała w moskiewskiej centrali. 

Innym przykładem, mówiącym o rejestrowaniu osób związanych z podziemnymi strukturami "S" przez służby państw obozu komunistycznego, jest kooperacja STASI z Biurem Studiów SB MSW dotycząca rozpracowania środowisk opozycyjnych. Wydział Studiów udokumentował taki rodzaj współpracy ze STASI w przypadku infiltracji warszawskich środowisk opozycyjnych skupionych wokół Kościoła katolickiego i kontroli kontaktów podziemnej RKW "S" w Poznaniu z Berlinem Zachodnim. Dane będące owocem tej współpracy pozostają prawdopodobnie w dyspozycji służb specjalnych RFN i Rosji. 

UKRYTE HAKI

Fakt ścisłego podporządkowania cywilnych i wojskowych służb specjalnych PRL Związkowi Sowieckiemu daje podstawy do twierdzenia, iż duża część dokumentacji służb specjalnych PRL została wywieziona za granicę. Uwiarygodniają to następujące fakty: 

Według wiarygodnych zeznań funkcjonariuszy przed zniszczeniem akt operacyjnych w Wydziale XI Departamentu I MSW, sporządzono ich streszczenia, a następnie ukształtowane w ten sposób informacje przelano na dyskietki komputerowe i oddano przełożonym. 

Nie wiadomo, kto obecnie dysponuje zmagazynowaną na dyskietkach wiedzą. Gen. Jaruzelski, Kiszczak, Pożoga, Buła a może również KGB i GRU? 

Wydziałowi Studiów znane są nazwiska oficerów Zarządu Wywiadu UOP, posiadających wiedzę o dalszych losach dyskietek. Wszyscy uchylają się od udzielenia jakichkolwiek informacji na ten temat. 

Dysponowanie danymi zgromadzonymi przez Wydział XI umożliwia szantażowanie ludzi będących w polu zainteresowania Wydziału XI, a więc osób z kierownictwa "S" w kraju, działaczy Biur "S" za granicą, emigracji politycznej. (Kultura Paryska, Rząd na Uchodźstwie itp.). 

Po otrzymaniu zebranych informacji, 2 czerwca br. Prokuratura Wojewódzka wszczęła śledztwo w sprawie wynoszenia i nieprawidłowego niszczenia akt byłego Wydziału XI Departamentu I. Chodzi tu o fakt bezprawnego wynoszenia lub niszczenia dokumentów operacyjnych oraz fałszowania dokumentów (postanowień o zniszczeniu) w latach 1989-90. Prowadzenie śledztwa prokuratura powierzyła w całości Zarządowi Śledczemu UOP. W wyniku zmiany kierownictwa MSW wszystkie materiały dotyczące śledztwa zostały opieczętowane i wstrzymano wykonywanie jakichkolwiek czynności dochodzeniowych. 

Wydziałowi Studiów znany jest fakt samowolnego zmikrofilmowania przez naczelnika wydziału w Departamencie II (kontrwywiadu) akt przeznaczonych do zniszczenia i wyniesienia mikrofilmu poza MSW. Po wielu miesiącach, nie będąc pracownikiem UOP, zgłosił się on do urzędu i oddał mikrofilmy. Tylko dobra wola wymienionego oficera spowodowała, iż mikrofilmy są pod kontrolą nowego kierownictwa MSW.

Jeden z wyższych oficerów kontrwywiadu wojskowego dysponuje listą agentów jednego okręgów wojskowych. Listę sporządził podczas wykonywania czynności związanych z poleceniem niszczenia ewidencji i materiałów operacyjnych. Wiadomo z pewnością, iż oficer ten pozostaje w kontakcie ze służbami KGB Rosji. Obecnie prowadzone są działania operacyjne zmierzające do odzyskania listy agentury.

W styczniu 1990 r. w niejasnych okolicznościach i na ustny rozkaz ówczesnego kierownictwa dokonano w ciągu dwóch tygodni nagłego zmikrofilmowania kartoteki oraz operacyjnych ksiąg ewidencji Departamentu I - Wywiadu MSW. 

Brak jasno określonego celu oraz forma wykonania wymienionej operacji, pozwalają brać pod uwagę przypuszczenie, iż chodziło o próbę przeprowadzenia ewakuacji archiwum wywiadu. Obecnie zmikrofilmowana kartoteka znajduje się w posiadaniu Zarządu Wywiadu UOP i nikt nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy wykonano tylko jedną kopię. 

MSW posiada informacje, iż KGB wie o agenturalnej działalności jednego z wysokich dostojników państwowych RP. Od 1989 r. wszystkie kolejne rządy RP szermują hasłem odchodzenia od komunizmu. Niestety, w powszechnym odczuciu hasła te stały się pustą retoryką. Wciąż bowiem nie doszło do zadowalających reform w instytucjach państwowych, a ludzie dawnego systemu ciągle posiadają znaczne, choć często niejawne wpływy. 

Nic sposób oczekiwać od społeczeństwa cierpliwości i wyrzeczeń, nie mówiąc już o aktywnym zaangażowaniu w sprawy państwa, gdy demokratycznie wybrane władze nie wywiązują się ze swych podstawowych programowych przyrzeczeń. Elementarnym warunkiem uwiarygodnienia dekomunizacji i niepodległościowych intencji władz jest gruntowne i uczciwe rozwiązanie kwestii komunistycznej agentury. 





Większa dawka top secret