Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Bogdan Podgórski

Józef Retinger - prywatny polityk

2013

 

(...)

 

KONTROWERSJE I SPORY WOKÓŁ JÓZEFA RETINGERA

 

JÓZEF RETINGER - LEGENDA A RZECZYWISTOŚĆ

Ocena osoby oraz działalności Józefa Retingera nie jest rzeczą łatwą. W trakcie studiowania materiałów do niniejszego opracowania Autor spotkał się z krańcowo różnymi opiniami zarówno na temat osoby Józefa Retingera, jak i prowadzonej przez niego działalności - co niewątpliwie ma miejsce w przypadku, gdy mamy do czynienia z osobą nieprzeciętną. To, że Retinger był taką osobą, a w związku z tym również dwuznaczną i wywołującą rozbieżne sądy, potwierdzają także inni autorzy. Tadeusz Kochanowicz podaje: Józef Retinger był i pozostaje nadal postacią kontrowersyjną. Do tej pory rozmawiając ze wspólnymi znajomymi przeważnie różnimy się poglądami. To, że Retinger był osobą nieprzeciętną, przyznają nawet jego polityczni przeciwnicy. Stanisław Mackiewicz napisał o Retingerze w swoim opracowaniu: Był to człowiek niepospolicie odważny i muszę przyznać, że budził we mnie zawsze większy szacunek, niż inni ludzie, których zwalczałem. Opinię Mackiewicza podzielał także Stefan Korboński, pisząc: [Retinger] Był to człowiek bez strachu, ze skłonnością do bawienia się ryzykiem.

W opiniach dotyczących Retingera nie brakuje bardzo pochlebnych słów, doceniających jego zasługi oraz odwagę i determinację, jaką wykazywał się w ciągu całej swojej politycznej działalności. Ale pojawiają się również bardzo krytyczne opinie. W opracowaniach wielu autorów można znaleźć zarzuty, że Retinger pracował na rzecz kilku wywiadów. Norman Davies podaje, iż podejrzewano go o to, że był agentem Watykanu, Amerykanów i bolszewików. Amerykanie uważali Retingera z kolei za agenta meksykańskiego, ponieważ przez wiele lat działał na rzecz nawiązania współpracy meksykańskich związków zawodowych z organizacjami związkowymi w Europie. Z tego powodu został nawet zatrzymany podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych i przetrzymywany w więzieniu przez wiele tygodni. W konsekwencji tych wydarzeń nie mógł otrzymać amerykańskiej wizy na wyjazd do Stanów Zjednoczonych z generałem Sikorskim w 1941 roku *[W 1941 r. Retinger miał towarzyszyć gen. Sikorskiemu w spotkaniu z prezydentem Rooseveltem. Władze amerykańskie odmówiły Retingerowi udzielenia wizy twierdząc, że jest on osobą w najwyższym stopniu niepożądaną. Odmowa udzielenia wizy Retingerowi spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem gen. Sikorskiego, który zagroził odwołaniem wizyty. Postawa gen. Sikorskiego oraz starania ambasadora Stanów Zjednoczonych przy polskim rządzie w Londynie, Anthony'ego Drexela Biddle'a, doprowadziły do zmiany stanowiska władz amerykańskich w stosunku do Retingera.]. Retingera pomawiano również o pracę w wywiadzie watykańskim. Francuski politolog Roger Mennevee w swojej pracy poświęconej szarym eminencjom światowej polityki pisze na temat Retingera: Z uwagi na antykatolicką tradycję niektórych europejskich kół politycznych wzbudzał [Retinger] niekiedy podejrzliwość. Uważano go za agenta Watykanu i pośrednika w stosunkach między papieżem i zakonem Jezuitów. Retingera podejrzewano również o pracę na rzecz wywiadu brytyjskiego. Piszą o tym w swoich publikacjach Stanisław Mackiewicz, Tadeusz A. Kisielewski, Henryk Pająk, Jędrzej i Maciej Giertychowie, a także inni autorzy. Zbigniew Grabowski sugeruje, że to najprawdopodobniej Joseph Conrad zaprotegował Retingera do brytyjskiego wywiadu. Również Norman Davies powołując się na Stephena Dorrila stwierdza, że Retinger pracował dla brytyjskiego wywiadu mi6. Natomiast z dokumentów Secret Intelligence Service (brytyjski wywiad) wynika, że Anglicy podejrzewali Retingera o pracę na rzecz Niemców, Rosjan i Polaków. Do nagromadzonych przez lata podejrzeń odniósł się ostatni prezydent rp na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, mówiąc: Za dużo jak na jednego człowieka.

Pomówienia, kontrowersje oraz mity dotyczące postaci i działalności Retingera pojawiły się już w okresie I wojny światowej w czasie pobytu w Meksyku i dotyczą jego udziału w rewolucji meksykańskiej, skierowanej przeciwko Kościołowi katolickiemu. W związku z pobytem w Meksyku przypisuje mu się udział w tych wydarzeniach w roli brytyjskiego agenta, kiedy w tym kraju walczono z Kościołem i palono kościoły. Kolejny zarzut, jaki postawiono Retingerowi, dotyczył działalności na rzecz syjonistów. Wytykano mu, że jest Żydem oraz osobą wysoko postawioną w strukturach światowej masonerii. Dezinformacje, które otaczają działalność Retingera, pojawiły się także w okresie międzywojennym w środowiskach politycznych polskich konserwatystów popierających przewrót majowy marszałka Piłsudskiego. Retinger jako zdecydowany przeciwnik dyktatury marszałka Piłsudskiego stał się obiektem ataków tych środowisk. Potwierdza to Tadeusz Chciuk mówiąc: Poza tym nienawidzą go w czambuł wszyscy sanatorzy z [prezydentem] Raczkiewiczem i [generałem] Sosnkowskim na czele. [Prezydent] Raczkiewicz nie odkłamał się Retingerowi oraz: Kiedy uroczyście zawieszano w kościółku polskim w Londynie ryngraf od kapelana ak, przywieziony przez Retingera, Raczkiewicz zabronił biskupowi wymienienia przy tej okazji nazwiska Retingera.

Gdy wpisujemy dziś w wyszukiwarce internetowej nazwisko Józefa Retingera, pojawiają się dziesiątki stron z wymienionymi powyżej zarzutami oraz informacjami, że współtworzył tajną Grupę Bilderberg zmierzającą do powołania "rządu światowego". Nie zgadzając się z tymi krzywdzącymi opiniami, jak również uważając, że brak ich wyjaśnienia stanowi przyczynę niechęci bądź ostrożności w eksponowaniu proeuropejskich dokonań Retingera, Autor podjął w tym rozdziale próbę odniesienia się do tych opinii oraz zmierzenia się z nimi, posiłkując się dokumentami źródłowymi oraz dostępną literaturą, poświęcając jednak najwięcej uwagi najpoważniejszemu ze wszystkich stawianych zarzutów - zarzutowi współpracy z wywiadami obcych państw, który ciąży nad dobrym imieniem Retingera oraz nad tym wszystkim, czego dokonał w swoim niezwykle aktywnym życiu.

CZY RETINGER BYŁ AGENTEM OBCYCH WYWIADÓW?

W znalezieniu odpowiedzi na pytanie stawiane w podtytule rozdziału pomogą dostępne materiały źródłowe, na które składają się dokumenty Intelligence Service z archiwów Foreign Office poświęcone działalności Józefa Retingera w Wielkiej Brytanii obejmujące okres od roku 1913 do 1946 oraz wypowiedzi osób, które dobrze znały Retingera, a także dostępna literatura.

W czerwcu 1940 roku Retinger otrzymał oficjalnie rangę radcy przy rządzie londyńskim i działał jako osobisty doradca polityczny generała Sikorskiego. Pełniąc tę funkcję brał udział w posiedzeniach rządu i miał dostęp do informacji niejawnych. Musiał podlegać procedurze sprawdzenia przez polskie służby wywiadowcze.

Na początku 1943 roku generał Sikorski wydał szefowi Oddziału Wywiadowczego płk. Stanisławowi Gano polecenie zebrania informacji wywiadowczych na temat Retingera. Pojawia się pytanie, dlaczego generał wydał takie polecenie dopiero po trzech latach współpracy z Retingerem. Trudno jednak o jednoznaczną odpowiedź. Generał Sikorski mógł ulec naciskom osób rozpowszechniających pogłoski o agenturalnej działalności Retingera, usiłujących w ten sposób zdyskredytować go w oczach generała. Powodem mógł być również fakt, że organizująca się przy rządzie londyńskim polska służba wywiadowcza nie posiadała jeszcze własnej wiedzy operacyjnej na temat Retingera. Dopiero po nawiązaniu bliskiej współpracy z brytyjską Intelligence Service i wykorzystaniu materiałów z jej archiwów mogła przekazać generałowi potrzebne informacje.

Dossier Retingera zostało dostarczone generałowi 21 kwietnia 1943 r. W przekazanym przez płk. Gano generałowi Sikorskiemu dokumencie czytamy:

"Pan Generał Wódz Naczelny w miejscu. Przedstawiam Panu Generałowi, w myśl otrzymanego rozkazu, całość materiałów posiadanych przez Oddział Wywiadowczy Sztabu nw, dotyczących osoby p. Retingera Józefa. Równocześnie melduję, że Oddział Wywiadowczy nie interesował się osobą p. Retingera ani z inicjatywy własnej, ani na rozkaz przełożonych; materiały, które przedstawiam, dostały się do akt oddziału przypadkowo, nie były rozpracowywane ani też wykorzystywane na zewnątrz. (...) Wobec tego, że p. Retinger zajmuje wybitne i wpływowe stanowisko przy Rządzie Polskim w Londynie - szef Wywiadu utrzymując osobisto-służbowe stosunki z brytyjską 'Intelligence Service' zapytał się, czy posiadają jakieś akta, dotyczące osoby R[etingera]. Krótko potem 'I[ntelligence] S[ervice]' dała odpowiedź twierdzącą - po czym szef Wywiadu wydelegował mjr. Langenfelda i u.c. Galinównę do biura 'I.S.', gdzie dokonano odpisu akt. Odpis tych akt, których treść podana jest niżej, szef Wywiadu przedstawił Szefowi O. II Szt. nw płk. dypl. Gano, który w dn. 15.3.1943 wręczył (je) zast. Szefa Szt. NW płk. dyp. Mitkiewiczowi. Płk M[itkiewicz] akt ten razem z gen. Kl[imeckim] i płk.Borkowskim przedstawili N[aczelnemu] W[odzowi]".

Informacje pochodzące z analizy dokumentów przekazanych stronie polskiej przez Intelligence Service zostały wykorzystane w napisanej przez historyka Jana Ciechanowskiego pracy Józef Retinger (1888-1957) w świetle raportów brytyjskiego wywiadu z lat 1913 do 1941. Z opracowania wynika, że po raz pierwszy nazwisko Józefa Retingera pojawiło się w aktach Intelligence Service w grudniu 1913 roku. Ustalono, że Retinger przybył do Anglii w październiku 1913 roku wraz z żoną. W czerwcu 1914 roku Retingerowie wyjechali do Rosji, skąd powrócił sam Retinger w sierpniu 1914 roku *[Wyjazd ten był związany z zaproszeniem rodziny Josepha Conrada do dworu w Goszczy koło Miechowa, który był położony w zaborze rosyjskim. Po wybuchu I wojny światowej Retinger powrócił do Londynu.]. Z okresu I wojny światowej pochodzi zapis w aktach Intelligence Service mówiący, że Brytyjczycy podejrzewali Retingera o pracę w charakterze agenta na rzecz Niemiec. Działalność na rzecz nawiązania współpracy przywódców meksykańskich związków zawodowych w Meksyku z działaczami brytyjskiej Partii Pracy oraz współpraca z Polską Partią Socjalistyczną w okresie międzywojennym spowodowała, że w aktach Retingera w Intelligence Service pojawiło się szereg donosów z tego okresu, szczególnie z lat 1928 i 1931, informujących o tym, że pracował on na rzecz Międzynarodówki Komunistycznej. Z dokumentów wynika również, że Retinger przez cały okres aktywności w Polsce i Wielkiej Brytanii w latach dwudziestych i trzydziestych pozostawał pod obserwacją Intelligence Service. Z tego okresu pochodzą zapiski, z których wynika, że Brytyjczycy podejrzewali Retingera o to, że jest on polskim agentem.

Jan Ciechanowski stwierdza, iż w świetle zebranych przez niego dokumentów można przyjąć, że przynajmniej do drugiej połowy 1941 roku Retinger nie był brytyjskim agentem. Ciechanowski zastrzega jednak, że mógł nim zostać w późniejszym okresie swojej londyńskiej działalności, chociaż, jak podaje, wydaje się to mało prawdopodobne z powodu informacji zebranych o nim przez brytyjski wywiad.

Przeciwko rozpowszechnionej opinii, że Retinger był agentem brytyjskiego wywiadu, jak sądzi wielu historyków i świadków jego działalności, mogą również świadczyć dokumenty informujące, co myśleli o Retingerze jego rzekomi mocodawcy. Dokumenty te przedstawiła na łamach "Zeszytów Historycznych" Hanna Świderska w roku 1993, czyli już po pierwszej fali informacji na temat Retingera, których najwięcej ukazało się w latach sześćdziesiątych. Hanna Świderska przytacza odtajnione notatki dotyczące Retingera znajdujące się w aktach Foreign Office w Londynie.

Pierwsza notatka z datą 1 I 1941 roku jest następującej treści: Z memorandum H.M.G. Jebba, podsekretarza stanu w Ministerstwie Wojny Ekonomicznej (Ministry of Economic Warfare) przesłanego Cadoganowi *[Cadogan Alexander George Montagu (1884-1968), dyplomata brytyjski, stały podsekretarz stanu w ministerstwie spraw zagranicznych w latach 1936-1946.]: Retinger ma olbrzymi wpływ na Premiera Sikorskiego, który co prawda śmieje się z niego i nazywa go le cousin du diable, ale Sikorski i jego rodzina uważają go za coś w rodzaju domowego zwierzaka (a household pet) i omawiają z nim wszystkie ważne sprawy. A więc próby pominięcia Retingera na nic się nie zdadzą. Jedyną możliwością jest mu zaufać. W dalszej części notatki znalazła się uwaga wyższego urzędnika Foreign Office Franka Robertsa *[Bardzo ważna w świetle ustalania, czy Retinger był brytyjskim agentem, jest opinia Franka Robertsa na temat J. Retingera, która została przytoczona przez Jana Ciechanowskiego w czasie konferencji Wkład polskiego wywiadu w zwycięstwo aliantów w II wojnie światowej, zorganizowanej przez Polską Akademię Umiejętności w Krakowie w dniach 20-22 października 2002 roku. Podczas wystąpienia J. Ciechanowski powiedział na temat agentury J. Retingera: Mówi się, że on [Retinger] był agentem brytyjskim. Rozmawiałem z Frankiem Robertsem, to był urzędnik Foreign Office, który zajmował się sprawami polskimi od roku 1938 aż do 1944, bo później pojechał do Moskwy. Tam spotkał córkę prezydenta Raczyńskiego. Gdy siedzieli razem, ona mówi do Robertsa: "Mój ojciec, tzn. wtedy ambasador Raczyński, uważał tego Retingera za agenta brytyjskiego". A on [Frank Roberts] "nie nie, on [Retinger] agentem nie był. Jak by był, to ja bym wiedział. On nie był agentem angielskim".]: Nie ma potrzeby ostrzegać przed nim Sikorskiego, Retinger na pewno jest kłopotliwy dla polskiego msz, ale jak dotąd - o ile wiem - nie sprawia żadnego kłopotu Rządowi JKM.

Druga notatka obejmuje trzy zapisy, pierwszy z datą 14 iii 1945 r. o treści: [Z listu Retingera do S. Crippsa] Mój plan wyprawy do Moskwy poparł przed swoim powrotem do Włoch gen. Anders, który żywi niezachwianą ufność w brytyjską lojalność i hojne wysiłki ministra spraw zagranicznych Edena. Następnie Retinger przytacza różne powody, dlaczego właśnie on może dopomóc w utworzeniu nowego rządu dla Polski przez Komisję Trzech w Moskwie, m.in. jako najbliższy współpracownik Sikorskiego przy zawarciu ugody z ZSRR *[Ten fragment listu wskazuje, że Retinger zwracał się do Crippsa o poparcie wyjazdu do Moskwy z premierem Mikołajczykiem. Gdyby uzyskał akceptację Crippsa, postawiłby Mikołajczyka przed faktem dokonanym, twierdząc, że to Anglikom zależy na tym, aby Retinger pojechał z Mikołajczykiem do Moskwy. To pokazuje, w jaki sposób Retinger uprawiał politykę. Każdemu z polityków mówił, że drugiej stronie zależy na jego udziale w wydarzeniu, w którym chciał wziąć udział. Taki sposób działania Retingera potwierdza A. Janta, Lustra i reflektory, s. 314. Jednak argumentowanie stronie polskiej, że to Anglikom zależy na jego udziale w realizowaniu polskiej polityki, mogło być powodem postrzegania Retingera przez Polaków jako brytyjskiego agenta.]. Drugi zapis z datą 17 iii 1945 r. o treści: [Z memorandum Williama Allena, znawcy spraw polskich w Północnym Departamencie] Plany Retingera ciągle się zmieniają. Onegdaj polecał Edenowi swe usługi jako idealnego kandydata, który mógłby pogodzić wszystkie polskie ugrupowania w Londynie. Niedawno też twierdził, że on jeden, jeśli go poślemy do Włoch, zdoła doprowadzić gen. Andersa do bardziej rozsądnego nastroju *[12 lutego 1943 r. został ogłoszony jednocześnie w Waszyngtonie, Londynie i Moskwie komunikat podpisany przez Roosevelta, Churchilla i Stalina informujący o ustaleniach konferencji w Jałcie. W wyniku postanowień z Jałty polska granica wschodnia została ustanowiona na linii Curzona. Wyniki konferencji w Jałcie oraz uznanie Rządu Tymczasowego powstałego z Komitetu Wyzwolenia Narodowego za legalny polski rząd spowodowały, że generał Anders w proteście przeciw ustaleniom przyjętym w sprawie Polski podjął decyzję o wycofaniu żołnierzy II Korpusu ze wszystkich odcinków bojowych. W związku z tą decyzją otrzymał za pośrednictwem szefa sztabu, gen. Kopańskiego, depeszę od prezydenta Raczkiewicza wzywającą do zachowania spokoju i powstrzymania się od jakichkolwiek reakcji oraz wezwanie do jak najszybszego przyjazdu do Londynu. Chęć wyjazdu Retingera do Włoch, co wynika z treści dokumentu Foreign Office, musiała zatem dotyczyć tej decyzji gen. Andersa.], a teraz znów zaprezentował się jako najodpowiedniejszy człowiek do wysłania do Moskwy, jeśli coś ma wyjść z obrad Komisji w sprawie polskiej. Obawiam się, że ta ostatnia propozycja zdaje się świadczyć, że jego głównym celem jest teraz, jak dotychczas, wskoczyć na właściwe miejsce i że uznał, że jego przyszłe możliwości są teraz raczej związane z Lublinem niż z rządem londyńskim.

Trzeci zapis z datą 26 III 1945 r. przedstawia treść rozmowy przeprowadzonej pomiędzy Edenem a Crippsem: Trzy tygodnie temu Retinger chciał jechać do Moskwy, by utorować drogę Mikołajczykowi. Pytaliśmy Mikołajczyka o zdanie. Powiedział, że jemu też Retinger złożył taką ofertę, ale nie widzi, w jakim charakterze Retinger miałby jechać i kogo reprezentować *[Notatka ta posiada w aktach Foreign Office sygnaturę fo 371/47583: N 3101. Wydarzenie i opisane w notatce Foreign Office potwierdza Marek Celt pisząc, że latem 1944 r. w kilka tygodni po przyjeździe Mikołajczyka z Moskwy doszło do ochłodzenia stosunków pomiędzy Retingerem a Mikołajczykiem. Retinger chciał pojechać do Moskwy i przygotować tam grunt pod następną wizytę Mikołajczyka. Kiedy zaproponował to Mikołajczykowi, miał on rzekomo wyrazić na to zgodę. Kiedy jednak Retinger udał się do ministra Edena prosząc o samolot, twierdząc, że wyjazd ten został uzgodniony z premierem Mikołajczykiem, Eden zadzwonił do Mikołajczyka prosząc o potwierdzenie tej informacji. Mikołajczyk informacji nie potwierdził, za co Retinger obraził się na premiera.]. A teraz znów Retinger chce tam jechać, by pomóc naszej ambasadzie. Wydaje się, że jest on po prostu wścibski (a bit of busybody) i jego działalność łatwiej może narobić złego niż dobrego. 

Informacje pochodzące z odtajnionych dokumentów brytyjskiego Foreign Office, które przedstawiła Hanna Świderska, mają w świetle znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy Retinger był brytyjskim agentem, bardzo istotne znaczenie, ponieważ obejmując okres od 1 I 1941 r. do 26 III 1945 r. stanowią ciąg chronologiczny do okresu opisanego w artykule Jana Ciechanowskiego Józef Retinger (1888-1957) w świetle raportów brytyjskiego wywiadu z lat 1913 do 1941. Jan Ciechanowski stwierdza w swoim artykule, iż z raportów, które przytacza w całości lub w części, wynika, że przynajmniej do drugiej połowy 1941 roku Retinger nie był agentem Intelligence Service. Z analizy treści dokumentów brytyjskiego Foreign Office obejmujących okres 1941-1945 przedstawionych przez Hannę Świderską także wynika, że Retinger nie był agentem brytyjskim. Sposób przedstawienia jego działalności przez pracowników Foreign Office wskazuje raczej na to, że Retinger był postrzegany przez Brytyjczyków jako osoba, z którą należy się liczyć i ze względu na jego skuteczność, aktywność oraz dobre kontakty, jak i wpływ na generała Sikorskiego, a po jego tragicznej śmierci również na premiera Mikołajczyka. Reasumując należy podkreślić, że z analizy dokumentów Foreign Office przedstawionych przez Jana Ciechanowskiego i Hannę Świderską obejmujących okres 1913-1945 wynika, że Retinger nie był brytyjskim agentem.

Jednak niektórzy autorzy piszący o działalności Józefa Retingera w publikacjach aspirujących do roli poważnych opracowań naukowych, podają informację, że Retinger był agentem brytyjskiego wywiadu, nie dokumentując jednak tych stwierdzeń żadnymi materiałami źródłowymi. Wierząc bezkrytycznie w jego agenturalną działalność powielają podawane na ten temat informacje, nie zadając sobie trudu przeprowadzenia własnej analizy opartej na bezspornych faktach. Podtrzymują w ten sposób mit Józefa Retingera-agenta wielu wywiadów, stworzony przez polskie środowiska skrajnej prawicy działające w Londynie. Mit ten posiada nadal duży wpływ na historyków i publicystów zajmujących się postacią oraz działalnością Retingera. Ulega mu Norman Davies, pisząc w Powstaniu '44 o Retingerze jako wpływowym agencie MI6, powołując się na pracę Stephena Dorrila *[N. Davies poproszony przez Autora o wyjaśnienie tej nieścisłości, stwierdził, że nie mógł napisać, że Retinger był agentem MI6, ponieważ taką informację mógłby pozyskać jedynie z brytyjskich archiwów, a te są, jak dotąd, niedostępne. Stwierdził, że w angielskojęzycznej wersji Powstanie '44 (Rising '44) napisał, powołując się na pracę Dorrila, że Retinger mógł być agentem MI6. Stwierdził również, że owa nieścisłość powstała zapewne z powodu błędu w tłumaczeniu tego fragmentu jego książki na język polski.]. N. Davies krzywdzi dobre imię Retingera, ponieważ na przywołanej przez Daviesa stronie opracowania S. Dorrila nie ma takiej informacji *[S. Dorril, mi6 Fifty years of Special Operations, London 2000, s. 7.]. Nie ma jej także na innych stronach tego opracowania *[S. Dorril nawiązuje w swoim opracowaniu do związków Retingera (oraz innych osób) z MI6 w sposób pośredni pisząc, że ruch proeuropejski, którego celem było jednoczenie Europy, był także działaniem przeciwstawiającym się komunistycznemu ekspansjonizmowi i co za tym idzie, wspieranym w sposób tajny przez brytyjski, a później także amerykański wywiad oraz przez te wywiady współfinansowanym, co jednak nie oznacza, że osoby zaangażowane w działalność proeuropejską można traktować jako agentów MI6 czy CIA.]. Także Tadeusz A. Kisielewski, autor wielu publikacji o generale Sikorskim, pisze o Retingerze w swojej książce następująco: Ten pochodzący z Krakowa doradca polityczny Sikorskiego bez wątpienia pracujący dla brytyjskiego wywiadu (...).

Również Sławomir Koper w publikacji Polskie piekiełko. Obrazy z życia elit emigracyjnych 1939-1945 zamieszcza informację: Niedawno bowiem potwierdzono wreszcie oficjalniej że Retinger był wpływowym agentem mi6 (sis), brytyjskiej służby specjalizującej się w wywiadzie zagranicznym. Ale dokumenty dotyczące jego osoby nadal są utajnionej chociaż od jego śmierci minęło już ponad pól wieku.

Pojawiają się pytania, kto oficjalnie potwierdził tę informację oraz skąd S. Koper ją zaczerpnął? Od autora, który jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, można oczekiwać, aby podał źródło pochodzenia tej niezwykle ważnej informacji. Oficjalnie taką informację mogły potwierdzić tylko oficjalne czynniki, czyli MI6 lub Foreign Office, ale temu zaprzecza informacja zawarta w następnym cytowanym zdaniu. Jeżeli dokumenty dotyczące Retingera nadal pozostają utajnione, to w jaki sposób potwierdzono oficjalnie, że był on agentem mi6?

Podobnie pisze Ewa Berberyusz, autorka skądinąd ciekawej publikacji poświęconej generałowi Andersowi: Po południu znów z nosem w materiałach w Public Record Office *[Public Record Office (pro) - Brytyjskie archiwum państwowe w Kew.]. Wiele kartek zapisu usuniętych lub "białych". Niechlujstwo czy podwójne utajnienie? Na przykład brak raportu z rozmowy generała [Andersa] z doktorem Józefem Retingerem z 1946 roku. Rozmowy zapewne kluczowej, gdyż Retinger, wysoko postawiony w brytyjskim wywiadzie, był jednocześnie osobą bardzo bliską Sikorskiemu, a przy tym niewątpliwie cenił Andersa.

Rozmowa, o której pisze Ewa Berberyusz, dotyczyła wydarzenia, które miało miejsce 8 czerwca 1946 roku. W tym dniu odbyła się w Londynie parada zwycięstwa, na którą zaproszono jedynie dwudziestu pięciu polskich lotników - uczestników Battle of Britain (Bitwy o Anglię). Odmówili oni jednak udziału w uroczystościach, na znak protestu z powodu niezaproszenia żołnierzy innych polskich formacji wojskowych. Tydzień później obchodzono w Ankonie święto żołnierza 2. Korpusu, podczas którego dowódcy oddziałów złożyli ślubowanie: "Mamy najgłębsze przeświadczenie, żeśmy w najcięższych dla naszych sojuszników chwilach dochowali im lojalności. A jednak mimo to w dniu zwycięstwa, obchodzonym przez Wielką Brytanię 8 czerwca br., wśród żołnierzy wielu narodów, którzy brali udział w tej uroczystości, brakło żołnierza polskiego, wiernego współtowarzysza ze wspólnych pól bitewnych. (...) Jako wojsko suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej, wierne przysiędze żołnierskiej, składamy dzisiaj wobec Boga, wobec naszych sztandarów wojskowych oraz wobec grobów naszych poległych kolegów, następujące ślubowanie: Zespoleni z dążeniami całego Narodu, tak w kraju, jak i na obczyźnie, ślubujemy trwać nadal w walce o Wolność Polski, bez względu na warunki, w których przyjdzie nam żyć i działać".

Rotę ślubowania w imieniu żołnierzy 2. Korpusu podpisał generał Anders. Została ona wydrukowana w formie oświadczenia w brytyjskiej prasie, wprawiając w zakłopotanie przedstawicieli Foreign Office. W zakłopotanie tak duże, że zwrócili się oni do Retingera z propozycją wyjazdu do Ankony i przekazania generałowi stanowiska Foreign Office. Retinger istotnie cenił generała Andersa, jak napisała Ewa Berberyusz. W okresie pełnienia przez Andersa funkcji Naczelnego

Wodza Retinger pomagał generałowi, organizując mu rozmowy ze wszystkimi wybitnymi politykami angielskimi. Dlatego bez wahania zgodził się na wyjazd.

Generał Anders w swoich wspomnieniach pisał: Niedługo potem [po publikacji oświadczenia] dr Retinger, który przyleciał z Londynu, oświadczył mi, że zrobiło ono najgorsze wrażenie w Foreign Office i w War Office i dał mi do zrozumienia, że jeżeli nadal będę trzymał się tej linii, mogę zostać pozbawiony przywództwa. Generał pisze dalej: Dwudziestego czwartego czerwca 1946 r. w rozmowie prywatnej, która potwierdziła wiadomości przywiezione przez Retingera, gen. Morgan powiedział: Muszę stwierdzić, ze oświadczenie Pana Generała miało silny oddźwięk w Londynie i boję się bardzo, że stosunek do 2. Korpusu może się bardzo pogorszyć i pociągnąć nieobliczalne skutki, tym bardziej że oświadczenie to ogłosiła cała prasa. Oświadczenie to ogłosił Pan Generał bez naszej wiedzy. Dostałem już z Londynu depeszę żądającą wyjaśnienia. Obawiam się, że na tym sprawa nie została wyczerpana.

Skąd więc bierze się pewność Ewy Berberyusz, że inkryminowany raport z rozmowy Retingera z gen. Andersem powinien znajdować się w archiwach Public Record Office? Z analizy treści cytowanego akapitu autorki wynika niezbicie, że primo - Retinger był brytyjskim agentem, secundo - raport napisany przez Retingera zapewne był, ale został usunięty z powodu bądź to "niechlujstwa", bądź "podwójnego utajnienia" dokumentów dotyczących działalności Retingera.

Dla historyków i publicystów piszących o Retingerze nie mogą stanowić dowodu o jego agenturalnej działalności słowa Tadeusza Chciuka, bliskiego współpracownika i towarzysza wspólnych misji w Polsce, który powiedział: Na to, że Retinger jest agentem angielskim, mogłyby wskazywać jego finanse. Mianowicie na podstawie obserwacji moich mógłbym szacować miesięczne wydatki Retingera na około 200 funtów szterlingów, tymczasem jego pensja miesięczna, w czasie, kiedy był na etacie radcy ambasady w Londynie, wynosiła 75 funtów - miesięcznie - potem był długi okres, kiedy nie pobierał znikąd żadnej pensji, (co prawda wydatki miał wtedy mniejsze, gdyż mieszkał za darmo u Litauera i był mało czynny) a potem, - kiedy zorganizował Misję do spraw demobilu wyznaczył sobie w budżecie, zdaje mi się, kwotę 100 funtów na "wydatki reprezentacyjne". Zagadką więc jest, skąd brał resztę na pokrycie reszty swoich wydatków. Dodaję, że w kwocie około 200 funtów miesięcznie nie brałem pod uwagę: podróży, większych przyjęć, (które się czasem zdarzały) ani wydatków na ubranie itp. Objąłem tą cyfrą tylko mieszkanie, taksówki, utrzymanie w domu i obiady w restauracjach. Raz, gdy zwróciłem Retingerowi uwagę, że ma za duże wydatki - on przyznał mi rację i powiedział, "dlatego jestem w długach". Przy mnie też pożyczał często kwoty drobne (w stosunku do swoich wydatków) od swego bratanka, Macieszyńskiego i nawet od swego służącego, ale zwracał je zawsze po kilku dniach i wydaje mi się, że robił to ostentacyjnie celowo, aby dać dowód, że jest w kłopotali pieniężnych. Analizując tę wypowiedź należy wziąć pod uwagę, że słowa te wypowiedział Chciuk w czasie przesłuchania w UB, kiedy został aresztowany wkrótce po przyjeździe z Retingerem do Warszawy w 1945 r. z misją ds. demobilu. Znając metody stosowane przez śledczych UB, jest bardzo prawdopodobne, że chcieli oni wyciągnąć od Chciuka informacje obciążające Retingera, którego działalność w Warszawie była dla polskich władz bardzo niezręczna, i szukali pretekstu do jego aresztowania, co potwierdzają dokumenty znajdujące się w archiwum IPN. Podstawy do takiego wnioskowania dają późniejsze wypowiedzi Tadeusza Chciuka, w których stwierdza, że jego podejrzenia o działania Retingera na rzecz brytyjskiego wywiadu były spowodowane krążącymi w środowisku londyńskiej Polonii plotkami.

Jednakże wśród autorów piszących o działalności Retingera oraz wśród osób, z którymi współpracował, nie brakuje również tych, którzy nie wierząc w oszczerstwa, występują zdecydowanie przeciwko tym krzywdzącym opiniom i walczą o zachowanie dobrego imienia Retingera. Autorzy ci starają się zaprzeczać niektórym tezom i dowodzić, iż należy dokładnie zbadać daną kwestię i poznać osobę Retingera, zanim wyda się sądy na jego temat. Ich sposób obrony Retingera można omówić na przykładzie wskazywanych przez nich błędów interpretujących niektóre wypowiedzi Retingera. Szczególnie jest to widoczne w odniesieniu do odpowiedzi Retingera na pytanie dotyczące jego agentury. I tak według Zygmunta Nagórskiego (Seniora), Retinger zapytany przez Tomasza Arciszewskiego, ilu wywiadom służy, bo mówi się, że trzem [polskiemu, brytyjskiemu i rosyjskiemu], odpowiedział: tylko dwóm, polskiemu i angielskiemu, żadnemu trzeciemu. Dla wielu autorów powyższa wypowiedź wydaje się przesądzać sprawę, jest bowiem uważana za potwierdzenie przez niego samego swojej agenturalnej działalności. Jednak Aleksander Janta, komentując tę wypowiedź w Refleksjach Retingerowskich, stwierdza: Było w jego [Retingera] stylu zakpić sobie z takiego pytania i ośmieszyć je stosowną odpowiedzią, którą skwapliwie podawano dalej jako ważkie i wymowne przyznanie się Retingera do prawdziwej roli, jaką pełnił! Także Jędrzej Tucholski, komentując powyższą odpowiedź Retingera, pisze: Już ta wypowiedź świadczy, że [Retinger] nie był na usługach Intelligence Service - oświadczenia takiego nie złoży żaden z pracowników wywiadu. Błędna interpretacja odpowiedzi Retingera wynikała z niewiedzy, że Retinger nigdy nie komentował i nie prostował opinii na temat rzekomej współpracy z wywiadami i prawdopodobnie umiejętnie wykorzystywał to w swojej działalności, chociaż zależało mu, aby przez Polaków nie był uważany za agenta. W swoich notatkach Retinger napisał: Zawsze byłem przeciwny idei zawodowego wywiadu. (...) Dlatego spotykałem się z wrogością służb wywiadowczych lub Deuxieme Bureau w każdym znanym mi kraju. Pisał również: Sprzeciwiałem się też samej zasadzie istnienia, jak również wielu metodom działania wywiadu, zwłaszcza w sprawach politycznych. Gardziłem i nadal gardzę wszelkimi rodzajami szpiegostwa.

Tadeusz Kochanowicz odpierał zarzuty o agenturalnej działalności Retingera pisząc: W moich oczach Retinger nie mógł być agentem brytyjskim ani w ogóle czymkolwiek agentem, przynajmniej w popularnym tego słowa znaczeniu. Cechowała go ogromna niezależność poglądów. Nie wyobrażam sobie, aby mógł wykonywać czyjekolwiek polecenia wbrew własnemu przekonaniu. Inna sprawa, że poglądy jego były zbieżne z polityką brytyjską. Warto w tym kontekście przytoczyć także opinie Olgierda Terleckiego, który przeważnie krytycznie wypowiadał się o działalności Retingera, zaś na postawione przez siebie pytanie - czy Retinger był brytyjskim agentem?, odpowiada następująco: Otóż nie tyle nim był, ile bywał. Nigdy przy tym nie był pracownikiem etatowym, nie zarabiał w ten sposób na życie. Po prostu od czasu do czasu wdawał się w wielkie awantury. Czasem pociągali go ludzie; do niektórych przywiązywał się, jak właśnie do Sikorskiego, i tym po swojemu służył. Uważał, że brytyjska linia polityczna w sprawie polskiej jest bardziej trzeźwa od linii polskiej, reprezentowanej przez londyński ośrodek władzy, i dlatego w polskim Londynie miał tylu nieprzyjaciół. I właśnie dlatego, że Retinger prezentował w sprawach polskich stanowisko zbliżone do brytyjskiego, co zauważa zarówno Tadeusz Kochanowicz, jak i Olgierd Terlecki, był dla Brytyjczyków właściwą osobą, z którą mogli konsultować swoją politykę wobec Polski. Przykład stanowi m.in. konsultowana z Retingerem obsada stanowiska premiera polskiego rządu oraz naczelnego wodza po śmierci generała Sikorskiego. Dzień po katastrofie w Gibraltarze, kiedy premier Churchill zapytał Retingera, kto powinien zostać nowym premierem, a kto naczelnym wodzem, ten zarekomendował Stanisława Mikołajczyka i po dłuższym zastanowieniu, niechętnie wskazał generała Sosnkowskiego. Retinger potrafił przybliżyć Anglikom mentalność Polaków i Rosjan. Były to opinie na temat spraw, które dla Brytyjczyków nieznających słowiańskiej mentalności były trudne do zrozumienia. Pełnił więc Retinger nieoficjalną funkcję mediatora i doradcy ds. wschodnich.

Jego pozycja oraz dobre relacje z brytyjskimi politykami wynikały z faktu, iż poza kilkoma przerwami mieszkał i udzielał się politycznie w Anglii od roku 1913. Poznał wówczas wielu młodych polityków, którzy osiągali później znaczące pozycje w brytyjskim środowisku władzy. Doświadczenie nabyte na brytyjskiej scenie politycznej w czasie długoletniej działalności rozpoczętej jeszcze przed I wojną światową i kontynuowanej w latach dwudziestych i trzydziestych pozwalało mu rozumieć Brytyjczyków. Dobrze znał ich mentalność. Był autorem opracowania Historia Anglii a psychologia Anglików, gdzie poddał analizie wpływ uwarunkowań historycznych oraz geograficznych na kształtowanie postaw Anglików.

W roli polsko-brytyjskiego mediatora widział Retingera również Aleksander Janta, pisząc: Ile wart był w tej sytuacji każdy człowiek, który mógł wpłynąć na usuwanie nieporozumień piętrzących się między Polakami i ich gospodarzami na brytyjskiej wyspie, nie tylko ze względu na brak wspólnego języka, ale także odrębność psychiczną wymagającą odpowiedniej interpretacji? Powyższe rozważania konkluduje O. Terlecki, który pisze, że Retinger był dla obu stron - polskiej i brytyjskiej - osobą bezcenną. Pełnił jakby funkcję posła londyńskiego rządu RP przy rządzie Wielkiej Brytanii. Mając rozległe znajomości, znając doskonale teren działania oraz panujące stosunki, mówiąc biegle po angielsku, ułatwiał generałowi Sikorskiemu kontakty z brytyjskimi i zachodnimi politykami. Przygotowywał także charakterystykę polityków, z którymi generał miał się spotkać, oraz doradzał, jak należy z nimi postępować. Załatwiał wszystko - począwszy od wynajęcia gmachu na potrzeby polskiego rządu, przygotowania oficjalnego urzędowego dokumentu, do umówienia polskiego ministra z właściwym ministrem brytyjskim. Cieszył się zaufaniem Brytyjczyków, którym przybliżał sprawy polskie, tłumacząc im w razie potrzeby zawiłe osobliwości polskiego charakteru narodowego i obyczaju, rozmiękczając czasem sztywne polskie postawy, często tak odmienne od brytyjskiego punktu widzenia. Problem wzajemnego zrozumienia Polaków i Anglików dostrzegał także Aleksander Janta, pisząc: "Polacy, którzy w drugiej wojnie wylądowali na wyspach brytyjskich, nie znali Anglików, ich psychologii ani ich metod. Nieznajomość ta była zresztą wzajemna". Świetne w kontekście tych opinii na temat różnic w postrzeganiu polityki przez Anglików i Polaków wydaje się spojrzenie Stanisława Mackiewicza, który pisał: "Polityka angielska dlatego jest tak doskonała, że jest wyzuta z wszelkiej uczuciowości. To my, Polacy, pisujemy noty dyplomatyczne i zajmujemy stanowiska w polityce międzynarodowej z tomikiem Mickiewicza lub Słowackiego, jako podręcznikiem orientacyjnym. To my Polacy, nie myślimy politycznie, lecz głośno lub cicho deklamujemy politycznie. Stąd powstaje taki brak zrozumienia wzajemnego pomiędzy narodem angielskim a polskim".

Rolę Retingera jako polsko-brytyjskiego mediatora i konsultanta potwierdza także Tadeusz Chciuk mówiąc: Najlepsze stosunki łączą Retingera z Foreign Office. Uważam, że jest on na służbie Foreign Office, jako ekspert od spraw polskich, tacy ludzie (radcy tajni) są na pewno przez F.O. angażowani i sam Retinger mi o tym powiedział w związku z kwestią Syrii, kiedy to przed wydaniem decyzji Eden miał radzić się trzech ekspertów od spraw syryjskich - wszyscy trzej reprezentowali podobno inny punkt widzenia. Retinger znał nie tylko fakt rozmów Edena z tymi ekspertami, ale nawet ich nazwiska. Na to, że Retinger jest takim agentem F.O. od spraw polskich wskazywałby fakt, że wszystkie znane mi rozmowy jego z Edenem zbiegały się zawsze z jakimś ważnym wydarzeniem w polityce polskiej. Tak było np. po śmierci Sikorskiego, po powrocie Edena z konferencji ministrów spraw zagranicznych w Moskwie (1943), w czasie wymiany oświadczeń rządu polskiego i sowieckiego w styczniu 1944. Po powrocie Retingera z Polski [sierpień 1944 r.] rozmawiał on z Edenem kilkakrotnie - raz nawet domyślam się, na jaki temat, bo po rozmowie Retinger był zdenerwowany tym, że niewiele wiedział o ludziach wchodzących w skład Komitetu W. N. [Wyzwolenia Narodowego] w Lublinie. Wiem, że Retinger rozmawiał kilkakrotnie z Edenem w okresie drugiego pobytu Mikołajczyka w Moskwie, przed nim i po nim... oraz: Anglicy radzili się Retingera we wszystkich sprawach dotyczących Polski. Znaczenie jego bardzo wzrosło po powrocie z Polski w 1944 - i często dzień miał zawalony wizytami angielskimi.

Z przytoczonego powyżej cytatu wynika niezbicie, że Retinger pełnił funkcję obiektywnego mediatora, konsultanta i eksperta do spraw polskich. Wyjaśniał politykom i urzędnikom Foreign Office zawiłości polskiej polityki. Aby być takim ekspertem, musiał posiadać pełną wiedzę o sprawach polskich. Kiedy pełnił funkcję doradcy generała Sikorskiego, nie miał z tym problemów. Po śmierci generała skakał jako cichociemny do okupowanej Polski, aby tę wiedzę uzupełnić. Również jego misja ds. demobilu po zakończeniu wojny była najprawdopodobniej związana z chęcią uzyskania wiedzy o nowym polskim rządzie popieranym przez Stalina. Gdyby tej wiedzy nie posiadał, przestałby być wartościowym ekspertem dla Brytyjczyków, a to bardzo osłabiłoby jego pozycję wśród polityków brytyjskich oraz politycznego środowiska polskiego Londynu. Potwierdza to dalszy fragment wypowiedzi Chciuka: Jeżeli J. Retinger jest agentem angielskim - czego nie stwierdziłem, mimo dość bliskich łączących mnie z nim stosunków - to przypuszczam teraz może on być dla Anglików, a w szczególności dla Foreign Office czymś w rodzaju fachowca od polskich spraw politycznych. W takim wypadku misja do spraw demobilu mogła mu służyć, jako pretekst do przyjazdu do Polski i rozmów ze wszystkimi ważniejszymi osobistościami polskiego świata politycznego w celu późniejszego relacjonowania tych rozmów Anglikom. Omawianie zagadnień Misji pozwoliło mu poznać się z całym szeregiem ważnych osób, których w inny sposób przypuszczalnie nigdy by nie poznał. Pozwoliło mu to wejść in medias res [łac. - w środek spraw] nowej polskiej rzeczywistości, od której bez prowadzenia Misji byłby oddzielony trudnym do przebycia murem, zwłaszcza, że rząd nie kwapił się z daniem mu żadnego oficjalnego stanowiska. Gdyby zaś został on oddzielony od polskiej polityki i przestał się w niej orientować, równocześnie przestałby być wartościowym fachowcem dla Foreign Office. (...) O tym, że Retinger jest ekspertem F.O. od spraw polskich, mógłby zaświadczyć jego system rozmów z Polakami, znajomości wśród Polaków wszystkich kierunków i odcieni i szalona ciekawość. Interesowało go zawsze wszystko, co się działo w polityce, personalia, plotki.

Retinger utrzymywał bliskie kontakty z politykami brytyjskimi, którzy uważając go za doświadczonego polityka znającego realia polityki państw Europy Środkowej i Wschodniej, często zasięgali jego opinii. Z brytyjskimi politykami, z którymi utrzymywał przyjacielskie relacje, łączyła go również jedność przekonań i dążeń, np. w sprawie integracji europejskiej. Swobodne kontakty Retingera z czołowymi politykami brytyjskimi oraz skuteczność w kontaktach z nimi wydają się dodatkowo potwierdzać tezy Janty i Terleckiego. Potwierdza je również w swoim artykule Tadeusz Kochanowicz, pisząc: Dużymi wpływami dysponował Retinger u polityków brytyjskich wysokiego szczebla. Miałem możność przekonać się o tym w okresie współpracy z Brytyjczykami na polu propagandowym. Zachodziły przypadki, że popadałem z nimi w spory. Próby zmiany ich stanowiska za pośrednictwem Mikołajczyka, którego przekonałem o słuszności mego stanowiska, na ogół nie odnosiły skutku. Jeżeli natomiast przekonałem o tym Retingera i prosiłem go o interwencję, to z reguły moi partnerzy brytyjscy przyznawali mi następnie rację?. Cytat ten może tłumaczyć stanowisko polskiego środowiska wobec Retingera. Albowiem wpływy, jakie posiadał Retinger, oraz dobre kontakty wśród brytyjskich polityków powodowały, że w polskim środowisku uważany był za osobę podejrzaną i niewątpliwie pracującą na rzecz brytyjskiego wywiadu. Powody takiego stosunku polskiego środowiska do Józefa Retingera stara się wyjaśnić również Aleksander Janta, podkreślając, iż większość Polaków przeniesionych do Londynu w wyniku wydarzeń wojennych i działających na pozycjach oficjalnych, nie wiedziała, skąd się Retinger bierze i czemu taki ważny i taki ustosunkowany, na gruncie pozapolskim zwłaszcza. Nietrudno stwierdzić, że ci, którzy rejestrowali wydarzenia z tego okresu, różnie go widzą i nie umieją dać sobie rady z oceną roli, jaką grał i pozycji, jaką reprezentował. Od tych spostrzeżeń droga do puszczenia wolnych wodzy domysłom, insynuacjom i podejrzeniom - łatwa. Załatwiano sobie te wątpliwości szybko i powierzchownym wnioskiem: agent.

Niektórzy z autorów piszących o Retingerze starali się łagodzić wymowę pogłosek o jego rzekomej współpracy z brytyjskim wywiadem. Stanisław Mackiewicz, pisząc o jawnych związkach Retingera z wywiadem brytyjskim, twierdził jednocześnie, że bycie agentem brytyjskim jest pewnym zaszczytem i pozyskiwani do niego są jedynie ludzie wybitni. Mackiewicz wskazuje zatem na inny aspekt agentury niż ten, który funkcjonuje w pojęciu Polaków, i pokazuje, że bycie agentem może budzić nie tylko negatywne skojarzenia.

Jeszcze inną opinię przedstawił Jan Nowak Jeziorański, który w swojej publikacji Kurier z Warszawy napisał: Nikt właściwie nie umiał mi wytłumaczyć, jakiej zbrodni dopuścił się nieszczęsny Retinger i czym sobie zasłużył na ostracyzm. Wszystkie zarzuty sprowadzały się do podejrzeń, że jest angielskim agentem. I tylko dlatego mógł oddać duże usługi Sikorskiemu, wprowadzając go w angielski świat polityczny.

Z kolei Franciszek Demel pisał: Nie uważałem Retingera za agenta, lecz więcej, za komiwojażera pewnych idei politycznych, cudzych lub własnych. Nazwa "agent" nie pasuje do człowieka na miarę Retingera, miarę - w mym przekonaniu - zbyt "szeroką", by się mogła pomieścić w ramach polskiej ówczesnej polityki.

Oprócz działalności dla brytyjskiego wywiadu, Retingerowi przypisywano również działalność na rzecz rosyjskiej agentury, co wynikało najprawdopodobniej z jego lewicowych przekonań, wcześniejszej działalności w Meksyku, działalności w PPS w okresie międzywojennym, zaangażowania w przygotowanie układu Sikorski - Majski oraz działalności w Rosji związanej z realizowaniem postanowień tego układu oraz akceptacji dla przyjętej przez Wielką Brytanię polityki ugodowej ze Stalinem, polegającej na naciskach na polski rząd, aby zrezygnował z żądań zwrotu ziem wschodnich. Retinger znając realia europejskiej polityki, a także widząc, że Rosja wyrasta na nowe mocarstwo w tej wojnie, zdawał sobie sprawę, że sprawa polskich kresów wschodnich jest przesądzona. Stanowisko Retingera w sprawie polityki polskiej i przyszłych granic Polski było wówczas bardzo niepopularne, ale potwierdza, że dobrze interpretował ówczesną sytuację polityczną i zdawał sobie sprawę z faktu, że Polska nie będzie w stanie realizować własnej polityki. Tej postawy zdecydowana większość Polaków mieszkających w Londynie, do której zaliczali się głównie zwolennicy polityki marszałka Piłsudskiego, nie mogła mu zapomnieć, pomawiając go o agenturalność na rzecz Rosjan. Z tego też powodu wizerunek Retingera nigdy nie był jednoznacznie pozytywny wśród polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Jego różnorodna i aktywna działalność polityczna przysporzyła mu wielu wrogów, chętnie rozpowszechniających wiele oszczerstw, które przyczyniły się do budowania negatywnej legendy otaczającej postać Retingera. Fakt ten podkreślił m.in. premier Mikołajczyk w rozmowie z Tadeuszem Chciukiem (Markiem Celtem), wypowiadając się o współpracy z Retingerem, powiedział: Piszą o nim [Retingerze] źle ludzie nieobiektywni albo zacietrzewieni. Głównie sanacja ma mu za złe, że za granicą mówił prawdę na temat zamachu majowego i późniejszych rządów. Organizował protesty międzynarodowe. Tego mu nie zapomną nigdy. Cat-Mackiewicz na przykład. Ale wie pan, jak oni - zwłaszcza Cat - potrafią chlastać piórem bez umiaru. Insynuują, a inni wprost rozpowiadają, że Retinger jest agentem angielskim, nawet sowieckim. Bóg wie zresztą, jakim jeszcze, arabskim miał być, meksykańskim... Najczęściej się słyszy, że to agent angielski. Ja na to zawsze proszę o dowody i nigdy ich nie dostaję. A wiem przecież, że agenturalność - to w ustach niektórych "polityków" zarzut wobec niemal każdego przeciwnika, którego nie można dosięgnąć inaczej. (...) Retingera zwalczają ostrzej niż innych, bo to człowiek obrotny, pełen pomysłów, dużo umie, dużo może, zwłaszcza w Anglii, gdzie ma od lat wielu przyjaciół.

Na zakończenie części poświęconej rozważaniom dotyczącym współpracy Retingera z obcymi wywiadami warto przedstawić nieznaną dotąd wypowiedź samego Retingera, którą przytacza Tadeusz Chciuk (Marek Celt) pisząc, że w czasie oczekiwania w Bari na odlot do Polski, podczas wielogodzinnych rozmów, jakie prowadził z Retingerem, zadał mu pytanie: czy pan jest agentem Intelligence Service, panie doktorze? Retinger odpowiedział: Wiedziałem, że prędzej czy później zada mi pan to pytanie. Nie pierwszy raz je słyszę, ale udaję, że nie słyszę i nie odpowiadam. Panu odpowiem, bo już jutro rano może być wiadomość, że... lecimy, a pojutrze, - jeśli tak się zdarzy - mnie może nie być, a pan może wyjść cało z naszej awantury cichociemnej, jak to się panu nieraz udawało. (...) Ale... odpowiedź na pana pytanie: No, więc tak - jestem agentem, owszem, ale nie angielskim ani sowieckim, ani meksykańskim, jak to niektórzy insynuują. Jestem, jeśli mam już użyć tego słowa: agentem polskim, dobrowolnie oddałem się w służbę Polsce, krajowi mojemu od tylu pokoleń. I tyle! Wolny strzelec jestem. Nikt mi nie ma nic do gadania, tylko moje sumienie. I nie potrzebuję nadziei, że uda mi się to, co robię, żeby do pracy przystąpić. I nie muszę mieć sukcesów, żeby w niej trwać i nie ustawać. Po chwili milczenia Retinger dodał: A marzeniem moim od lat jest być też agentem Europy. Europa Zjednoczona - rozumie pan? W zjednoczonej Europie Polsce będzie łatwiej pomiędzy Rosją i Niemcami. Uzupełniają się więc te dwa moje marzenia: wolna Polska i zjednoczona Europa.

Ta wypowiedź Retingera potwierdza opinie niektórych autorów twierdzących, że Retinger nie pracował dla wywiadu, lecz był agentem politycznym, agentem wpływu. Tak bowiem określano osobę działającą i agitującą za jakąś ideą, agenta jakieś sprawy, pomysłu, idei, koniecznie zawsze zbieżnej z własnymi poglądami w tej sprawie. Tak określił działalność Retingera Joseph Conrad pisząc w liście do swojego wydawcy Jamesa B. Pinkera: Retinger oficjalnie pełni funkcję polskiego agenta przy rządach brytyjskim i francuskim (Retinger who is now openly the Polish agent to the English and French govemments (... ).

Juliusz Żuławski napisał: Jeżeli był [Retinger] jakimkolwiek "agentem" - jak go o to niekiedy pomawiano - to tylko własnej sprawy i jakieś własnej politycznej koncepcji. Tak było, kiedy Retinger pełnił funkcję agenta politycznego w polskim biurze informacyjnym w Londynie, nagłaśniając aspiracje niepodległościowe Polski. Taką też rolę przyjął, podzielając wspólnie z Brytyjczykami pogląd na sprawę granic przyszłej Polski po ii wojnie światowej. Emigracyjny historyk Józef Garliński pisał o Retingerze, że prawie na pewno był brytyjskim agentem politycznym na wysokim szczeblu. W takiej roli widział Retingera również Tadeusz Kochanowicz, twierdząc, że bycie agentem politycznym to występowanie w czyjejś sprawie, zgodnie z własnymi przekonaniami i takie określenie jest najbardziej odpowiednie do zdefiniowania działalności Retingera, tym bardziej że - jak oznajmił Retinger Kochanowiczowi - nigdy nie wziął od Anglików pieniędzy - co oznacza, że nie pełnił tej roli również w interesie służb wywiadu. W podobny sposób, pełniąc rolę agenta politycznego, dzisiaj nazywanego politycznym lobbystą, realizował Retinger swoje późniejsze idee związane z ruchem proeuropejskim, zjednoczoną Europą i Grupą Bilderberg.

W kontekście przytoczonych powyżej opinii warto wrócić do odpowiedzi udzielonej przez Retingera, kiedy zapytany przez Tomasza Arciszewskiego, ilu wywiadom służy, bo mówi się, że trzem [polskiemu, brytyjskiemu i rosyjskiemu], Retinger odpowiedział: tylko dwóm, polskiemu i angielskiemu, żadnemu trzeciemu. Podobnych słów użył w rozmowie z Tadeuszem Chciukiem, mówiąc: Jestem, jeśli mam już użyć tego słowa: agentem polskim, dobrowolnie oddałem się w służbę Polsce, krajowi mojemu od tylu pokoleń. A marzeniem moim od lat jest być też agentem Europy.

Rozumiejąc właściwie kontekst i znaczenie obu wypowiedzi Retingera, można przyjąć, że mówiąc te słowa, które mogły zostać odebrane jako przyznanie się do stawianych mu zarzutów, inaczej interpretował on znaczenie słowa agent. Rozumiał je podobnie jak cytowani powyżej: Joseph Conrad, Juliusz Żuławski, Józef Garliński, Tadeusz Kochanowicz, a także inni bez zaciekłości piszący o nim autorzy. Warto przytoczyć tutaj opinię O. Terleckiego dotyczącą semantyki słowa "agent", który pisał: Pojęcie agenta mieści wiele znaczeń. Są agenci policyjni, tajni agenci, agenci handlowi, agenci matrymonialni, agenci ubezpieczeniowi, agenci dyplomatyczni, agenci jeszcze tacy i owacy, najemni i honorowi, a wśród nich agenci pewnych spraw. Otóż Retinger był rzeczywiście agentem honorowym pewnej sprawy, mianowicie sprawy przejęcia przez Brytyjczyków dominacji w Środkowej Europie. Bywał nim czasami, co śmieszniejsze, nawet wbrew samym Brytyjczykom, ponieważ w takim rozwiązaniu upatrywał jako Polak przyszłą pomyślność Polski.

Jednak analizując sposób działania Retingera nie może dziwić, że podejrzewano go o działalność na rzecz brytyjskiego wywiadu. Mógł on stwarzać takie wrażenie. Swobodnie poruszał się w środowisku brytyjskich polityków, wielu z nich znał osobiście, z jeszcze innymi łączyły go więzi przyjaźni. W czasie wieloletniego pobytu w Londynie przyjął brytyjski sposób myślenia i uprawiania polityki. Był wyzbyty tej cechy, którą Mackiewicz nazwał zajmowaniem przez Polaków stanowiska w polityce międzynarodowej z tomikiem Mickiewicza lub Słowackiego w ręku. Był pragmatykiem, realnie oceniającym fakty i w oparciu o nie podejmował działania. Często jego poglądy były zbliżone do poglądów polityków brytyjskich. Po konferencji w Teheranie Polacy poczuli się zdradzeni przez Anglików. Retinger przekonywał, że polski rząd nie będzie miał wpływu na zmianę decyzji, które w sprawie Polski zapadły, i aby coś jeszcze ocalić, należy dojść do porozumienia z Rosją. Polskie środowiska, mając jeszcze nadzieję na odwrócenie niekorzystnej sytuacji, odbierały bardzo negatywnie słowa Retingera, zarzucając mu popieranie brytyjskiej polityki względem Polski. Wszelkie działania Retingera zgodne z oczekiwaniami Anglików były wówczas oceniane przez Polaków w kategoriach zdrady narodowej, tworząc tym korzystny klimat dla oskarżeń Retingera o działalność agenturalną na rzecz Anglików, co było także skutecznym sposobem eliminowania politycznych przeciwników, a przed czym niezwykle trudno było się bronić. To wówczas pojawiło się piętno Retingera-agenta wywiadu brytyjskiego, mające zdyskredytować go w oczach rodaków, co niewątpliwie nastąpiło, ponieważ pamięć Józefa Retingera zmaga się z tym piętnem do dziś.

Uwzględniając wszystkie informacje wynikające z analizy dostępnych dokumentów, należy stwierdzić, że przekonanie o działalności Retingera na rzecz brytyjskiego wywiadu nie zostało jak dotąd poparte wiarygodnymi dowodami. Na podstawie analizy dokumentów Foreign Office przedstawionych przez Jana Ciechanowskiego i Hannę Świderską można stwierdzić, że do zakończenia II wojny światowej Retinger nie był brytyjskim agentem. Również po zakończeniu wojny taka współpraca wydaje się mało prawdopodobna, jeżeli przyjrzeć się ówczesnej scenie politycznej. Retinger podejmując inicjatywy zjednoczeniowe, współpracował nie tylko z Brytyjczykami, ale także z Belgami, Holendrami czy Luksemburczykami - byłoby więc równie logiczne uznanie go za agenta któregoś z tych państw. Uwzględniając również posądzanie go o działalność agenturalną na rzecz innych państw, sprowadziłoby to zarzuty do granicy absurdu.

Podobną opinię prezentują Andrzej Borzym i Jeremi Sadowski, autorzy opracowania Polscy ojcowie Europy, którzy analizując powojenną działalność integracyjną Retingera, twierdzą, że podejrzenie Retingera o agenturalną działalność na rzecz Brytyjczyków jest dość karkołomne, jeżeli wziąć pod uwagę, że Wielka Brytania nigdy nie popierała europejskiego zjednoczenia w sposób jednoznaczny. To samo można powiedzieć o powojennym rządzie Labour Party, który obawiał się, aby ewentualnego brytyjskiego zaangażowania na rzecz integracji nie zdyskontował Winston Churchill. Był on wówczas przywódcą partii opozycyjnej, przewodnicząc równocześnie ruchowi europejskiemu. Czy zatem rządząca Labour Party finansowałaby agenturalną działalność Retingera po to, aby osłabić własną pozycję na brytyjskiej scenie politycznej i wzmocnić tym samym pozycję swojego politycznego przeciwnika oraz integrować Wielką Brytanię z Europą, co nie było zgodne z przyjętym przez nią programem?

Kończąc rozważania na ten temat należy także poznać opinię, jaką w kontekście oskarżeń Retingera o działalność agenturalną wygłosił szef wywiadu u generała Sikorskiego, Tadeusz Modelski, stwierdzając: Retinger stał się wrogiem dla Piłsudskiego i jego zwolenników, a w szczególności "dwójki" (wywiad wojskowy). Środowisko to zwykło wyszydzać dra Retingera przy każdej okazji. Nic więc dziwnego, że nawet w czasach jego bohaterskiej, ostatniej misji do Polski w 1944 roku pojawiły się różne nonsensowne plotki i pomówienia. Dementując te plotki pragnę powiedzieć, iż dr Retinger nigdy nie był członkiem czy też agentem wywiadu brytyjskiego, polskiego czy też jakiegokolwiek innego. Stwierdzenie Tadeusza Modelskiego, który z racji pełnienia swej funkcji musiał posiadać na ten temat pewną wiedzę, można uznać za wiarygodne.

CZY RETINGER NALEŻAŁ DO MASONERII?

Czy Retinger należał do masonerii? Trudno tego dowieść z całą pewnością. Wiele jednak wskazuje, że jest to o wiele bardziej prawdopodobne niż to, że był agentem wywiadu. Retinger działał głównie we Francji i Wielkiej Brytanii, a więc w państwach, w których utrwalone są struktury i tradycje związane z działalnością lóż masońskich. Przebywał przez kilkanaście lat w Paryżu. Bywał tam częstym gościem Misi Godebskiej Edwards-Sert, która prowadziła w Paryżu najbardziej znany w kręgach bohemy artystycznej salon. Bywali w nim także przedstawiciele masonerii: André Gide, Paul Valéry czy Jean Cocteau. Znajomość Retingera z Jeanem Cocteau potwierdził w udzielonym Autorowi wywiadzie Jan Pomian. Również artysta rzeźbiarz Cyprian Godebski, ojciec Cypriana i Misi Godebskich, którzy wprowadzali Retingera w środowisko Paryża, należał do masonerii. Oczywiście o niczym to jeszcze nie świadczy. Intencją Autora jest jedynie przedstawienie sprzyjających okoliczności do poznania i nawiązania kontaktów Retingera z przedstawicielami wolnomularstwa odwiedzającymi salon Godebskich w Paryżu. Retinger ze swoją osobowością, błyskotliwą inteligencją, energią oraz biegłą znajomością kilku języków mógł znaleźć się w kręgu zainteresowań osób związanych ze strukturami wolnomularskimi, ponieważ w przypadku pozyskania go byłby osobą niezwykle przydatną. W roku 1908, czyli w czasie kiedy Retinger przebywał w Paryżu, we Francji działały 531 loże wolnomularskie skupiające 35 tysięcy członków.

W czasie swojego pobytu i studiów w Paryżu Retinger kontaktował się głównie z przedstawicielami bohemy artystycznej, jakby z tym środowiskiem wiązał plany swej przyszłej działalności, czego dowodem mogą być podejmowane próby literackie, a po powrocie do Krakowa zaangażowanie się w prowadzenie artystycznego wydawnictwa. Jednak niedługo później zaangażował się aktywnie w działalność polityczną w Anglii i Francji, co pozwala sądzić, że być może sugerowano Retingerowi, że bardziej nadaje się on do działalności politycznej niż artystycznej. Zważywszy, że właśnie od pobytu Retingera w Paryżu wzięła początek jego dynamiczna kariera polityczna, jest bardzo prawdopodobne, że to wówczas nawiązał kontakty z Wielkim Wschodem Francji (Grand Orient de France) *[Wielki Wschód Francji - największa organizacja masońska we Francji. Została założona w roku 1773. Jest drugą najstarszą obediencją w Europie. Pracuje w tzw. "Rycie Francuskim".].

W niektórych publikacjach o Retingerze pojawia się twierdzenie, że najprawdopodobniej należał on do struktur masońskich wysokiego szczebla. Twierdzenie to wydaje się odpowiadać prawdzie. Z istniejących dokumentów wynika, że Retinger nawiązał współpracę z Wielkim Wschodem Francji. Warto przytoczyć tutaj Leona Chajna, który opisując działalność polskiego wolnomularstwa w okresie międzywojennym, podaje informację, że w Dzienniku Korespondencyjnym ogólnym Wielkiej Loży Narodowej Polski, założonym 17 marca 1929 roku, pod datą wpływu 8 lutego 1931 r. figuruje zapis o liście od Séverina Kutnera z loży "Les Rénovateurs" Grand Orient de France (Wielkiego Wschodu Francji), w którym "prosi [on] o pismo w sprawie inicjacji Polaków do loży". Wśród wymienionych w liście wielu nazwisk znajdują się nazwiska Henryka Kołodziejskiego, prof. Stanisława Kota oraz Józefa Retingera.

Séverin Kutner współpracował także z lożą "La Fraternité des Peuples" ("Braterstwo Ludów"), która skupiała polityków-emigrantów ze wschodniej i południowo-wschodniej Europy. Być może związany z nią był także Retinger, skoro został przez Kutnera protegowany do Wielkiej Loży Narodowej Polski *[Wielka Loża Narodowa Polski (wlnp) - stowarzyszenie wolnomularskie (masońskie) nurtu regularnego. Podlega Wielkiej Loży Anglii. Pracuje w rycie "Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego" ("Rycie Szkockim"), a więc w rycie odmiennym od Rytu Francuskiego, w którym pracuje Wielki Wschód Francji.]. Twierdzenie Kutnera, "że nie można wykluczyć bolszewizmu z życia międzynarodowego, że tak czy inaczej przyjdzie on wszędzie, że zdania ostatecznego o bolszewizmie mieć nie można, trzeba jednak stwierdzić, że rośnie", obrazuje kierunek, za którym podążała wówczas polityka lewicowego Grand Orient de France *[W artykule Wielki Wschód Francji a lewica, który ukazał się 13 sierpnia 1981 r. w "Le Monde" czytamy, że francuska partia socjalistyczna "była głęboko przeniknięta duchem masońskim" oraz, że owo przenikanie wynika "z intelektualnego i moralnego oddziaływania, które uformowało mentalną podatność na osmozę, iż nie umielibyśmy już dzisiaj dokładnie odpowiedzieć, kto komu udzielił władzy - partia socjalistyczna Wielkiemu Wschodowi Francji, czy też odwrotnie".].

List Séverina Kutnera stanowi potwierdzenie dwóch faktów, a mianowicie przynależności Retingera do paryskiej loży "Les Rénovateurs" oraz złożenia wniosku o jego inicjację do Wielkiej Loży Narodowej Polski, czyli o przyjęcie do obediencji masońskiej, która w Polsce miała znacznie większy zasięg oddziaływania niż polskie loże Wielkiego Wschodu, i podjęcie z tą obediencją współpracy. Potwierdza to Tadeusz Katelbach pisząc: "Za 'prawdziwych' masonów uważano 'wschodnich', widząc w nich przedstawicieli klasycznej międzynarodówki masońskiej. Ale wpływy tej obediencji były w Polsce znikome".

Wielki Wschód Francji uznał Wielką Lożę Narodową Polski, kiedy uzyskała ona niezawisłość i związał się z nią przymierzem oraz dokonał wymiany poręczycieli przyjaźni. Jednak wśród przedstawicieli Wielkiego Wschodu nadal istniało przekonanie, że "obrządek szkocki jest zawracaniem głowy" a jedynie Wielki Wschód uważany jest za masonerię prawdziwą. Dlatego przedstawiciele Wielkiego Wschodu nie ujawniali swojej przynależności przed członkami Wielkiej Loży Narodowej Polski. Potwierdza to wolnomularz Wacław Lednicki pisząc: "o tych, co należeli do Wielkiego Wschodu, dokładnie nic nie wiedziałem, mogłem się tylko domyślać".

Można zatem przyjąć, że Retinger pozostawał w związku zarówno z Wielkim Wschodem Francji, jak i Wielką Lożą Narodową Polski oraz, co wynika z informacji zebranych na jego temat przez brytyjski wywiad, także z żydowską masonerią "B'nai B'rith". Wzmianka o przynależności Retingera do loży "B'nai B'rith" pojawiła się w raporcie Intelligence Service, w piśmie mis z datą 29.07.1941 r., informującym, że Józef Retinger jest wiceprezesem polskiej sekcji "B'nai B'rith" - żydowskiej masonerii w Londynie o światowym zasięgu *[Organizacja B'nai B'rith powstała w Stanach Zjednoczonych w roku 1843 z inicjatywy Heinricha Jonasa, który wraz z grupą 22 Żydów, emigrantów z Niemiec, założył związek braterski, nadając mu nazwę B'nai B'rith (z j. hebrajskiego - Synowie Przymierza). Wzorując się na powstających w tym czasie stowarzyszeniach braterskich przyjął on rytuał zbliżony do wolnomularskiego. Organizacja wyznaczyła sobie jako cel świadczenie wzajemnej pomocy, działalność filantropijną oraz jednoczenie żydowskiej diaspory. Pierwszą lożę B'nai B'rith założono w Cincinnati, która stała się później głównym ośrodkiem wolnomularstwa żydowskiego o światowym zasięgu. Polski dystrykt B'nai B'rith został założony w 1924 r. w Krakowie - rodzinnym mieście Retingera.], i że na początku 1940 roku zorganizował przy jej pomocy spotkanie pomiędzy dr. Brotskim z Żydowskiej Rady Deputowanych w Wielkiej Brytanii a członkami polskiego rządu w Paryżu. Znalazła się tam również informacja, że w marcu 1941 roku, kiedy Retinger towarzyszył generałowi Sikorskiemu w jego podróży do USA, spotykał się z przedstawicielami amerykańskich organizacji żydowskich.

Przynależność wielu polskich polityków do wolnomularstwa nie była w dwudziestoleciu międzywojennym i w czasie wojny niczym niezwykłym *[Stan taki trwał do roku 1938, kiedy wydany został okólnik rządowy skierowany przeciwko tajnym organizacjom.]. Spora część establishmentu politycznego tego okresu, opowiadająca się zarówno za marszałkiem Piłsudskim, jak i przeciwko niemu, należała do struktur wolnomularskich. Różnica polegała na tym, że obóz piłsudczyków popierany był przez Wielką Lożę Narodową Polski, co potwierdza Tadeusz Katelbach pisząc: "Wielka Loża Narodowa Polski była do czasu instrumentem politycznym Piłsudskiego. Rzeczywiście odegrała niemałą rolę w przeprowadzeniu zamachu majowego".

Środowisko polityczne Sikorskiego było natomiast związane z Wielkim Wschodem Francji. Leon Chajn pisał: "Z Wielkim Wschodem związani byli w Polsce ludzie, z którymi w okresie dwudziestolecia utrzymywał Sikorski stosunki polityczne i osobiste". Sam Sikorski również był związany z Wielkim Wschodem Francji. Bliższe kontakty z braćmi lożowymi tej obediencji nawiązał na początku wojny w Paryżu. T. Katelbach pisał: "Powiązania Sikorskiego z radykalnymi odłamami masonerii francuskiej, której ośrodkiem był Grand Orient ze swoją główną kwaterą paryską przy rue Cadet, zdaje się nie ulegać wątpliwości. (... ) Faktem jest, że w czasie wojny odwiedzał gmach przy rue Cadet. Czy bywał tam w charakterze czynnego lub 'uśpionego' brata, trudno jest powiedzieć *[Brak pewności, czy Sikorski był czynnym, czy też uśpionym bratem tej obediencji, wynikał z faktu, że Sikorski mógł pozostawać "uśpionym bratem", stosując się do dekretu prezydenta Mościckiego z listopada 1938 r. zakazującego działalności struktur wolnomularskich w Polsce, co doprowadziło do uśpienia (zawieszenia działalności) lóż masońskich i jej członków.]. W każdym razie i ten szczegół potwierdza opinię, że łączyły Sikorskiego bliskie powiązania z Grand Orient, który przed ostatnią wojną uchodził za najbardziej wpływowy odłam europejskiej międzynarodówki masońskiej. Jego emanacją polityczną było stronnictwo 'Radicaux Socialistes' ('Radykałowie Socjaliści'), odgrywające wielką rolę we francuskim życiu politycznym. Te powiązania Sikorskiego uchodziły za pewne".

Generał Sikorski próbował realizować swoje plany przy pomocy członków Wielkiego Wschodu, ponieważ, jak zauważa Katelbach, "w pierwszych miesiącach, zarówno w Paryżu, jak i w Londynie stronnictwa polityczne były nieliczne i słabe. Ledwo zaczęły się organizować we Francji, przyszła klęska militarna". T. Katelbach pisze: Toteż z prawdziwą ulgą powitał Sikorski przybycie do załamującej się Francji w samolocie brytyjskim swego starego przyjaciela dr. Józefa Retingera. W swym burzliwym życiu - według powszechnej opinii - Retinger utrzymywał bliskie stosunki z obrządkiem "wschodnim", a nawet w pewnym czasie z żydowską masonerią "B'nai B'rith". On też do ostatka był nieodstępnym towarzyszem premiera rządu polskiego. Nie tylko ułatwiał mu nawiązywanie w Anglii kontaktów oficjalnych, ale zbliżył z lożami tak potężnymi w Wielkiej Brytanii. I znowu nie mogły być to loże, które roztoczyły opiekę nad przeciwnikami Sikorskiego z loży "Kopernik" *[Odniesienie Katelbacha w przytaczanym cytacie do loży "Kopernik* ma na celu zasugerowanie, że loże brytyjskie, z którymi Retinger kontaktował generała, nie były związane z Wielką Lożą Narodową Polski, którą miała utożsamiać przywołana przez Katelbacha loża "Kopernik", ukonstytuowana w Paryżu w 1940 r. pod zwierzchnictwem Wielkiej Loży Francji (Grande Loge de France), będąca kontynuacją największej warszawskiej loży o tej samej nazwie, rozwiązanej dekretem prezydenta Mościckiego z 1938 r. Skupiała głównie osoby związane z obozem sanacyjnym.].

Katelbach pisze dalej: "Masońskie kulisy emigracyjnej sceny zapowiadały przyszłość raczej pełną tarć wewnętrznych, utrudniających konstruktywną działalność władz państwowych w skomplikowanych czasach wojny". I nie myli się w swojej ocenie. Wpływy masonerii na politycznej scenie były widoczne. Dochodziło do politycznych zatargów pomiędzy prezydentem Raczkiewiczem, za którym stała Wielka Loża Narodowa Polski (wlnp), a generałem Sikorskim, popieranym przez Wielki Wschód. Walka polityczna w łonie londyńskiego rządu była także próbą sił obu obediencji.

L. Chajn pisze: "zwłaszcza piłsudczykom, należącym do loży obrządku szkockiego [WLNP], spieszy się do politycznego pojedynku z Sikorskim". Podobnie pisze też Katelbach: "Wśród braci-piłsudczyków odżyły dawne urazy do generała, sięgające często czasów legionowych". Pogłębiły się one jeszcze bardziej po podpisaniu przez Sikorskiego traktatu z Rosją. Wielki Wschód był bardziej otwarty na porozumienie z Rosją, natomiast Wielka Loża Narodowa Polski stała za nieustępliwą polityką względem Rosji.

Katelbach kontynuuje: "Sikorski obarczony w czasie wojny wyjątkową odpowiedzialnością polityczną i wojskową, musiał walczyć nie tylko z jawnymi przeciwnikami, ale także z przeciwnikami ukrytymi w Wielkiej Loży Narodowej Polski. A tymczasem, zarówno on sam, jak jego najbliższe otoczenie, związane było z konspiracją masońską, tylko innej odmiany".

Ataki na generała Sikorskiego ze strony Wielkiej Loży Narodowej Polski mogły zadecydować o obecności Retingera w rządzie. Dzięki umocowaniom, jakie przypisuje się Retingerowi, mógł on stanowić swoistą przeciwwagę dla przedstawicieli opozycyjnej obediencji, atakujących Sikorskiego, zachowując jednocześnie wpływ na reprezentowanie interesów socjalistów z Wielkiego Wschodu w czasie współpracy z generałem, a także podczas swej późniejszej misji w Polsce w 1944 r., gdzie miały miejsce jego kontakty się z przedstawicielami masonerii.

Przyjęcie tezy o związkach generała Sikorskiego i Retingera z masonerią, co można wnioskować z przytoczonych powyżej opinii, dałoby również odpowiedź na nurtujące wielu historyków pytanie - co decydowało o tak wysokiej pozycji Retingera w rządzie generała Sikorskiego oraz dużym wpływie na prowadzoną przez generała politykę. Tłumaczyłoby także stałą obecność Retingera przy generale, wyjaśniając niejako przy okazji, dlaczego mimo częstej różnicy zdań i niepochlebnych wypowiedzi o Retingerze, generał nadal pozostawiał go na stanowisku w swoim rządzie. Pozycja, jaką w Anglii posiadał Retinger, musiała odgrywać w relacjach z generałem jakąś szczególną rolę, na co mogą wskazywać słowa A. Janty, który pisał: większość Polaków przeniesionych do Londynu w wyniku wydarzeń wojennych i działających na pozycjach oficjalnych, nie wiedziała, skąd się Retinger bierze i czemu taki ważny i taki ustosunkowany, na gruncie pozapolskim zwłaszcza.

W Anglii, uchodzącej za kolebkę wolnomularstwa i posiadającej wieloletnie tradycje wolnomularskie, do masonerii należało wielu arystokratów i polityków *[Pierwszą lożą masońską w Wielkiej Brytanii została Wielka Loża Anglii założona w 1717 roku w oberży "Pod Gęsią i Rusztem" z połączenia cechu budowniczych (mularzy) i bractwa różokrzyżowców tworząc najstarszą obediencję wolnomularską, czyli federację lóż masońskich praktykujących w tzw. "Rycie Szkockim". Razem z Wielką Lożą Szkocji i Wielką Lożą Irlandii składa się na grupę najważniejszych i najstarszych Wielkich Lóż regularnych. Przysługuje jej tytuł Wielkiej Loży Matki Świata. Należą do niej członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej.]. Zbigniew Grabowski w artykule poświęconym masonerii brytyjskiej pisał: "W warunkach 'British Empire' przynależność do loży [masońskiej] jest zdecydowanie praktyczną i realną pomocą". Retinger niewątpliwie znał warunki "British Empire" ponieważ działał w Anglii od roku 1913 i zapewne także wiedział; do kogo zwrócić się o realną pomoc, instalując rząd generała w Londynie.

"W Anglii trzeba było wszystko organizować od nowa. Słabość polskich stronnictw stwarzała dla działających tam struktur masońskich wyjątkową koniunkturę" - kontynuuje swoje wywody Katelbach. Są one zadziwiająco zgodne z przytaczaną już wcześniej wypowiedzią Kazimierza Leskiego, który stwierdził, że Retinger to człowiek posiadający wielkie możliwości i wykorzystujący je do wprowadzenia Sikorskiego na arenę świata wielkopolitycznego. Jednocześnie Retinger miał być także głową nieoficjalnego tzw. "czarnego gabinetu" składającego się oprócz Retingera (...) z czterech ludzi - wszystkich mających powiązania z międzynarodową finansjerą. Gabinet ten spełniał rolę jak gdyby "doradcy" Sikorskiego. Następnie miał spełniać podobną rolę przy Mikołajczyku, przy czym owa rola miała być nawet daleko aktywniejsza, ze względu na mniejsze powiązanie międzynarodowe Mikołajczyka i jego znacznie mniejszy ciężar gatunkowy. Pod pojęciem finansjery - co wydaje się wynikać z kontekstu - należy rozumieć międzynarodową masonerię (wolnomularstwo).

Witold Olszewski posunął się znacznie dalej w swojej ocenie, pisząc: Powiązania Retingera z brytyjskimi ośrodkami są poufne podwójnie - wywiad i wolnomularstwo. Jednak przypisywanie Retingerowi tylu możliwości politycznych również z powodu przynależności do wywiadu brytyjskiego może dałoby mu pewne przywileje w Wielkiej Brytanii, ale nie dałoby mu takich możliwości i koneksji we Francji czy USA, przeciwnie, zapewne by mu je zablokowało. Eksponowanie faktu możliwości uzyskania bezpośredniego połączenia telefonicznego z prezydentem Stanów Zjednoczonych a także z innymi ważnymi europejskimi politykami może zdecydowanie bardziej świadczyć o jego bardzo wysokim umocowaniu w strukturach masonerii niż o przynależności do wywiadu. To, że mógł bezpośrednio rozmawiać z prezydentem Stanów Zjednoczonych czy premierem Churchillem *[Prezydent Franklin D. Roosevelt należał do masonerii. Także prezydent Harry S. Truman należał do masonerii. Do masonerii należał również Winston Churchill, który został inicjowany w 1901 roku do loży Studholme w Londynie.], przeczy jego przynależności do wywiadu, bowiem w świecie polityki obowiązuje znana powszechnie zasada, iż żaden przywódca państwa nie konferuje z agentami. Zwraca na to również uwagę A. Janta, pisząc: Znając Anglików, a zwłaszcza ich zachowanie w służbie, niepodobna przyjąć ani na chwilę, aby członkowie rządu angielskiego składali oficjalne czy osobiste wizyty agentowi tego rządu. 

Inkryminowane przez niektórych autorów powiązania Retingera z wywiadem mogły mieć miejsce przez wspólne członkostwo w lożach masońskich z szefami brytyjskich, a w późniejszym okresie także amerykańskich instytucji wywiadowczych i wynikającą z tego członkostwa współpracą *[W roku 1949 Retinger współpracował z Williamem J. Donovanem i Allenem Dullesem, którzy objęli kierownictwo Amerykańskiego Komitetu na Rzecz Zjednoczonej Europy (acue) wspierającego działania Ruchu Europejskiego w procesie integracji europejskiej.]. I w tym znaczeniu, przytoczona informacja Olszewskiego wydaje się prawdziwa.

Ciekawą informację zamieścił w swojej książce Daniel Estulin podając, że Retinger był rycerzem Zakonu Maltańskiego, najstarszego z istniejących obecnie zakonów rycerskich. Informacja ta koreluje z przekazem Gerharda Wisnewskiego, który pisze, że do Zakonu Maltańskiego należeli także William "Wild Bill" Donovan, szef wojennego Biura Służb Strategicznych (OSS), a po wojnie przewodniczący Amerykańskiego Komitetu na Rzecz Zjednoczonej Europy (acue) oraz szefowie CIA, Walter Bedell Smith i Allen Dulles. Informacje te należy jednak traktować ostrożnie, ponieważ pochodzą one od autorów skłaniających się w kierunku spiskowych teorii opisywanych przez siebie wydarzeń. Jeżeli jednak są prawdziwe, to w myśl przytoczonej powyżej zasady obowiązującej w świecie polityki, przeczą one przynależności Retingera do jakiegokolwiek wywiadu, bowiem nie wydaje się prawdopodobne, aby szefowie najpotężniejszej agencji wywiadowczej chcieli współpracować bezpośrednio z agentem obcego wywiadu.

Dr John Coleman, były agent brytyjskiej MI6, który po zakończeniu służby poświęcił się śledzeniu działalności tajnych organizacji, pisał: Retinger was a well-trained Jesuit priest and a 33rd Degree Freemason (Retinger był dobrze wyszkolonym jezuitą i masonem z 33 stopniem wtajemniczenia). Nie wspomniał natomiast o jakichkolwiek związkach Retingera z brytyjskim wywiadem.

Również wypowiedź Jana Ciechanowskiego: Ja uważam, że człowiek ten [Józef Retinger] musiał należeć do jakiejś grupy ludzi, którzy mieli ogromne wpływy i kontakty z decydentami, sugeruje przynależność Retingera do struktur światowego wolnomularstwa.

Retinger niewątpliwie należał do masonerii, ponieważ tę zadziwiającą łatwość, jaką posiadał w dostępie do najważniejszych polityków i wybitnych osobistości, mogą wyjaśniać jedynie reguły obowiązujące w masonerii oraz przywileje dotyczące osób posiadających najwyższe stopnie wtajemniczenia w strukturach wolnomularskich lub też w organizacjach, które skupiają wolnomularzy różnych obediencji współpracujących ze sobą w ważnych politycznie i społecznie sprawach *[Pomimo istnienia różnic pomiędzy obediencjami, tak loże anglosaskie, jak i loże powstałe z inicjatywy Wielkiego Wschodu Francji są ze sobą powiązane wspólnotą celów.]. A ważne sprawy, jak powiedział Retinger do swojego zaufanego powiernika Jana Pomiana, to te, które ważni ludzie uznają za ważne.

Maria Dąbrowska pisała w swoich dziennikach: Był [Retinger] uważany za masona *[Po śmierci męża Dąbrowska była przez wiele lat w związku ze Stanisławem Stempowskim, masonem, członkiem "Loży Kopernik", wielkim kanclerzem i sekretarzem generalnym Rady Najwyższej, posiadającym 33. i ostatni stopień Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego na Polskę.]. Nie ma jednak przekonujących dowodów na masońskie koneksje Retingera, co wydaje się zrozumiałe, ponieważ struktury masońskie są bardzo hermetyczne i nie podają ani też nie potwierdzają żadnych informacji. Jednak przyjęcie tezy, że Retinger był wysoko umocowany w strukturach masonerii, czy też jak sugerują niektórzy autorzy, w innych tajnych i wpływowych stowarzyszeniach, tłumaczyłoby jego dużą skuteczność oddziaływania w kręgach polityki europejskiej. Wyjaśniałoby także powód bezpośredniego dostępu do wybitnych osobistości, który często demonstrował swoim znajomym, dzwoniąc do tych osobistości i uzyskując natychmiastowe połączenie. Przyjęcie tej tezy spowodowałoby również, że wszystko, co dotyczy jego osoby i prowadzonej przez niego działalności, stałoby się nagle mniej tajemnicze. Pozwoliłoby także zrozumieć, dlaczego zawsze był lepiej i szybciej poinformowany od innych oraz jego niezwykłą łatwość nawiązywania kontaktów z politykami francuskimi, belgijskimi, holenderskimi, brytyjskimi i amerykańskimi, a więc przedstawicielami krajów, w których istnieją liczne i sprawnie działające struktury masońskie.

Sam Retinger jednak zaprzecza swojej przynależności do struktur wolnomularskich. W liście do Luigiego Geddy pisze: w normalnym funkcjonowaniu Państw i Rządów byłem i jestem absolutnie przeciwny wszelkiej tajnej organizacji politycznej. Dlatego sądzę, że masoneria często brała mnie na cel swych ataków i to właśnie masoni, co zauważyłem wiele razy, rozpowszechniali plotki, według których ja również byłem masonem, aby oddalić mnie od moich przyjaciół. Wyparcie się przynależności do środowiska masonerii w tym liście jest o tyle zrozumiałe, że znając stanowisko Kościoła w sprawie masonerii, nie mógłby przyznając się do jakichkolwiek kontaktów z tym środowiskiem prosić Geddę o pomoc w przygotowaniu rozmów dotyczących udzielenia wspólnego poparcia sprawie jedności europejskiej przez hierarchów Kościołów katolickiego i protestanckiego. Zaprzeczenie Retingera nie dziwi również w kontekście jego wypowiedzi skierowanej do Tadeusza Chciuka-Celta, kiedy powiedział: Można się domyślać. [że ktoś należy do masonerii] Wiedzieć nie można, ponieważ żaden porządny mason nie przyzna się do tego, że nim jest.

Domyślając się zatem członkostwa Retingera w masonerii i szukając dowodów na to członkostwo wskazujących, warto przyjrzeć się także jego aktywności po zakończeniu II wojny światowej, a szczególnie aktywności związanej z rodzącym się procesem integracji europejskiej, zapoczątkowanej wykładem Retingera w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych Chatham House, ośrodku wyznaczającym kierunki brytyjskiej polityki międzynarodowej. Nie mogłaby tam wystąpić osoba nieposiadająca stosownych koneksji politycznych na wysokim szczeblu. Nie wydaje się także, aby relacje i znajomości z europejskimi politykami, zawarte w czasie pełnienia funkcji w rządzie Sikorskiego w czasie wojny, wystarczyły Retingerowi do podjęcia późniejszej współpracy w sprawach jednoczenia kontynentu, tym bardziej że nie był on już związany z rządem ani też nie reprezentował jeszcze wówczas żadnej organizacji.

Trudno przyjąć, że Retinger reprezentując jedynie samego siebie i nie mając żadnych umocowań zostałby dopuszczony do grona osób zajmujących się tworzeniem podstaw integracji europejskiej, gdyby nie stały za nim rekomendacje struktur wolnomularskich, bądź organizacji działających z ich poparciem. A jednak brał udział w tym procesie i był jedną z czołowych jego postaci. Angażował się w wiele inicjatyw, które skutkowały powołaniem organizacji i instytucji działających do dziś. Był głównym założycielem Grupy Bilderberg, niezwykle prestiżowej i tajemniczej organizacji transatlantyckiej, której przypisuje się wpływ na najważniejsze decyzje dotyczące światowej polityki. W współtworzonych przez siebie organizacjach otrzymywał najczęściej stanowisko sekretarza generalnego, zachowując dzięki temu duży wpływ na ich działalność. Takiej władzy i odpowiedzialności nie powierzono by komuś, za kim nie stałyby struktury i wpływy światowej masonerii.

Retinger działał politycznie głównie w Anglii i Francji. Działał również w Meksyku, w czasie gdy członkowie meksykańskich lóż masońskich sięgali tam po władzę *[Do masonerii należeli prezydenci Meksyku Plutarco Calles i Alvaro Obregón, pełniący funkcje w okresie, kiedy Retinger budował w Meksyku struktury związków zawodowych i nawiązywał w ich imieniu kontakty z brytyjskimi i polskimi związkowcami. Pojawiły się zarzuty w stosunku do Retingera, że działając w imieniu Wielkiego Wschodu próbuje w ten sposób przenieść idee komunizmu na meksykański grunt, wykorzystując reformy wprowadzane tam przez prezydentów Callesa i Obregóna, oraz że podjęcie się tego zadania stanowiło główny powód przyjazdu i zaangażowania się Retingera w sprawy tego kraju.]. Później działał także w krajach Beneluksu oraz Stanach Zjednoczonych *[Struktury masonerii w USA są jawne i potężne. Członkami masonerii byli ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych oraz 17 amerykańskich prezydentów. Do masonerii należy wielu byłych i obecnych kongresmenów i senatorów. Bardzo licznie reprezentowana jest również grupa przemysłowo-finansowa USA. Masoneria amerykańska ma olbrzymie zaplecze społeczne. Szacuje się, że należy do niej tam około 3 miliony osób.], a więc krajach, w których istnieją i działają struktury masońskie, utrzymujące bliskie kontakty z organizacjami wolnomularskimi na świecie mającymi wpływ na kreowanie ważnych wydarzeń politycznych, których efektem są zmiany dotyczące całych społeczeństw. Zadania podejmowane przez Retingera w wymienionych krajach wpisywały się w strategiczne plany polityczne popierane, a często także inspirowane przez światowe wolnomularstwo. Warto przywołać tutaj słowa Jana Pomiana, które tego dowodzą: "Kiedy premier Ramadier przekonał Wielką Lożę Francji, aby ta poparła ideę zjednoczenia Europy, sprawy ruszyły z miejsca".

W archiwach Józefia Retingera nie ma żadnych dokumentów wskazujących na jego związki z wolnomularstwem. Jan Pomian nie pisze, ani też nie wspomina o działalności Retingera w masonerii. Jeżeli jednak Retinger był z nią związany, to Pomian, pełniący funkcję sekretarza Retingera przez dwanaście lat, musiał posiadać na ten temat pewną wiedzę. Zapytany o to przez Autora w czasie przeprowadzanego wywiadu, zdecydowanie zaprzeczył. Czytając jednak uważnie jego wspomnienia o Retingerze możemy znaleźć fragmenty, które mogą świadczyć o przynależności Retingera do struktur masońskich. Pomian pisze m.in.: Retinger wywierał jednak skuteczny wpływ na przebieg obrad. Sposób, w jaki to robił, bywał często zadziwiający. Widziałem go w akcji na niezliczonych spotkaniach. Poprawiwszy swoje pince-nez, brał laskę i papierosa, wyślizgiwał się z końca podium, gdzie na ogół siadywał i człapał do któregoś z uczestników, aby mu coś powiedzieć. Coś tam szeptano, a jedno czy dwa skinięcia głowy oznaczały, że zrozumiano, o co chodzi. Na niektórych zebraniach takie wyprawy odbywały się niezmiernie często i ze zdumieniem śledziłem, jak gładko przebiegały obrady. Mogłem przekonać się na własne oczy, jak niektóre argumenty albo w ogóle pomijano, albo wysuwano w akurat odpowiednim momencie, jak ludzie bywali niechętni do przemawiania lub też do niezabierania głosu. Czasem nawet mówcy po namyśle wygłaszali poglądy przeciwne.

Z przytaczanej wypowiedzi Pomiana można wnioskować, że Retinger miał ważący głos podczas prowadzonych debat. Był do tego najprawdopodobniej upoważniony. Przyjmowanie bez zastrzeżeń jego poleceń bądź sugestii przez uczestników obrad może świadczyć o istnieniu hierarchicznych relacji pomiędzy nimi a Retingerem.

Również opisując działalność Komisji Ruchu Europejskiego Pomian zauważa: Komisja wykonała sporo cennej pracy. Mimo że jej zadania i cele były odległe i trudne, a uczestnicy nie czerpali z nich żadnych korzyści dla siebie, istniała jednakże jakaś sprawiedliwość, jakaś łaskawa Opatrzność, bo wszyscy politycy zachodni, którzy nawiązali kontakt z Komisją, dochodzili potem do ważnych stanowisk w swoich krajach.

Ta sprawiedliwość i łaskawa Opatrzność, na którą powołuje się Pomian, to najprawdopodobniej obowiązująca zasada, polegająca na tym, że członkowie masońskich struktur, zaangażowani w tworzenie instytucji europejskich, obejmowali w nich później ważne funkcje.

Przyjęcie i bronienie tezy o przynależności Retingera do masonerii jest wynikiem analizy dostępnych dokumentów, uzyskanych informacji oraz opinii osób posiadających na ten temat pewną wiedzę, a także logicznej interpretacji ustaleń owej analizy. Wynika z niej, że na udział Retingera w ważnych wydarzeniach politycznych tamtego czasu oraz znakomite relacje z czołowymi politykami europejskimi, a także pozycję, jaką w polityce osiągnął, musiała mieć wpływ, być może decydujący, także przywołana przez Pomiana jakaś sprawiedliwość, jakaś łaskawa Opatrzność, która czuwała nad Retingerem, wprawdzie nie w jego własnym kraju, ponieważ nie było to możliwe, lecz w tych krajach, w których wspierany przez międzynarodowe struktury wolnomularskie mógł realizować postawione przed nim cele.







JÓZEF RETINGER