Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

PODZIEMIE ANTYKOMUNISTYCZNE 1945-1954

 

Paweł Piotrowski

OPERACJA "CEZARY"

 

Operacja "Cezary" należała do największych osiągnięć bezpieki w latach 40. i 50. Była to także największa gra operacyjna, jak to wówczas określano, jej zasadnicze akta liczą 212 tomów.

Już w trakcie rozpracowywania IV Zarządu organizacji Wolność i Niezawisłość próbowano kombinacji operacyjnej, wprowadzając do kierownictwa agentów Urzędu Bezpieczeństwa. Jednak zamysł ten się nie powiódł. Dopiero po rozbiciu IV Zarządu pod koniec 1947 roku pojawiły się przesłanki umożliwiające przejęcie kontroli nad resztką organizacji.

 

Pomocne w tym były także dokumenty organizacji znalezione u kierującego IV Zarządem Łukasza Cieplińskiego i innych aresztowanych. Jednakże komórki siatki wywiadowczej Zrzeszenia WiN noszącej kryptonim "Instytut Bakteriologiczny" uniknęły dekonspiracji.

Wśród kierownictwa tej struktury był Stefan Sieńko ps. "Wiktor". To kluczowa postać w operacji, bo to on umożliwił uwiarygodnienie V Zarządu w oczach londyńskiej Delegatury WiN. Nosiła ona kryptonim "Dardanele". Kierowali nią Józef Maciołek oraz Stefan Rostworowski, oficjalni delegaci WiN, którzy we wrześniu 1946 roku przedostali się z Polski do Londynu na brytyjskim statku.

Sieńko był dobrze znany Maciołkowi. Służył pod jego rozkazami jeszcze w AK na Rzeszowszczyźnie. Jednak wpadł on w kotle założonym przez UB w mieszkaniu Józefa Rzepki w Zabrzu, najprawdopodobniej 27 stycznia 1948 roku. Od razu poszedł na współpracę i zadenuncjował niemal cały "Instytut Bakteriologiczny".

Pojawiła się zatem tak długo oczekiwana sposobność nawiązania gry wywiadowczej z "Dardanelami" poprzez Sieńkę i jego punkty kontaktowe w Prudniku oraz Jeleniej Górze.

W rolę kuriera wcielił się kapitan UB Henryk Wendrowski ps. "Zygmunt", druga najważniejsza postać w tej operacji. Jego droga do UB nie była prosta: początkowo członek Polskiej Organizacji Zbrojnej w Białymstoku, a po scaleniu oddziałów podziemia w kraju plutonowy AK.

Współpracę z NKWD podjął zaraz po aresztowaniu we wrześniu 1945 roku. Jako szef legalizacji Okręgu AK Białystok posiadał kopie dokumentów, które umożliwiły dekonspirację znacznej części kadry AK na tym terenie. Już w UB wyspecjalizował się w podszywaniu pod działaczy podziemia i odnosił duże sukcesy. Doprowadził do rozbicia struktur NSZ na Śląsku, a następnie do ujawnienia Okręgu Białostockiego WiN.

Na kuriera z Londynu nie trzeba było długo czekać. Już w kwietniu w Jeleniej Górze pojawił się "Adam" Boryczko, cichociemny, oficer AK na Wileńszczyźnie. Spotkał się z "Zygmuntem" Wendrowskim. Aby uwiarygodnić całą grę, obaj udali się do Warszawy, gdzie spotkali się z Sieńką. "Zygmuntowi" i "Sieńce" udało się przekonać Boryczkę, że są przedstawicielami odtworzonego kierownictwa WiN. Na jego czele miał stać niejaki "Kos", kierownikiem organizacyjnym był Sieńko, a szefem informacji Wendrowski.

Tym samym rozpoczęto trwającą pięć lat grę operacyjną o kryptonimie "Cezary". Jej cele określono już w maju, a polegały one na przechwyceniu, kontrolowaniu i wykorzystywaniu do celów UB kontaktów i dróg przerzutowych WiN oraz infiltracji "Dardaneli" i innych organizacji emigracyjnych. Natomiast w kraju celem było poddanie kontroli struktur organizacyjnych resztek WiN i ich likwidacja w dogodnym momencie. Szybko priorytetowy stał się kierunek zagraniczny. Pojawiała się możliwość nie tylko infiltracji struktur polskiej emigracji, lecz także ujawnienia ich powiązań z wywiadami USA i Wielkiej Brytanii, a tym samym, po ujawnieniu tego w dogodnym momencie, skompromitowania ich w kraju.

Po powrocie "Adama" do Londynu nawiązano stałą łączność z krajem kontrolowaną przez Wendrowskiego. Sam V Zarząd WiN składał się z czterech osób: Stefana Sieńki, Henryka Wendrowskiego, Jarosława Hamiwka oraz "Romana" (miał nim być oficer UB Roman Wysocki). Ich działalność w pierwszym okresie polegała na nawiązywaniu kontaktów z działaczami WiN. Do lipca 1951 roku przeprowadzili rozmowy organizacyjne ze 128 osobami. Nie namawiali ich do prowadzenia działalności. Mieli czekać na rozkazy i typować potencjalnych członków organizacji. Dzięki temu UB zewidencjonowało blisko 2 tysiące osób w całym kraju, o których sądziło, że "niewątpliwie podejmą działalność przy pierwszej sposobności".

Dla potrzeb Delegatury opracowano nawet strukturę V Komendy, która miała obejmować: Wydział Wojskowy, Propagandy, Informacji i Komitet Polityczny. Starano się także rozbudowywać struktury organizacji o osoby niegdyś powiązane z WiN, a obecnie zwerbowane do współpracy. Oprócz nich do organizacji przyciągano też osoby autentycznie chcące działać na rzecz niepodległości Polski. Ich późniejszy los był tym bardziej tragiczny. Jednak prace nad budową struktury organizacyjnej nie posuwały się do przodu.

Latem 1952 roku płk Leon Andrzejewski, wicedyrektor Departamentu III MBP nadzorujący operację, pisał: "Słabością rozpracowania jest to, że legendowana organizacja właściwie nie istnieje. Istnieje grupa agentów, którzy w bezpośrednich stosunkach z operacyjnymi pracownikami otrzymują zadania zmierzające do rozpracowania większej lub mniejszej ilości kontaktów przez nich posiadanych, wśród których jest również pewna ilość agentów. Osobiście spełniam w tej chwili rolę kierownika nieistniejącej legendowanej organizacji".

Po podpisaniu porozumienia z CIA przez Józefa Maciołka siedzibę Delegatury WiN przeniesiono do Monachium. Tam też powstał ośrodek szkoleniowy dla przybywających z kraju członków organizacji. Pewną słabością V Komendy WiN był brak w jej składzie osoby mogącej się pochwalić osiągnięciami w walce z okupantami. Być może z operacją "Cezary" wiąże się także tragiczny los gen. Augusta Emila Fieldorfa, legendarnego "Nila", szefa "Kedywu" AK. Według Wincentego Orlińskiego, przebywającego z nim przez kilka miesięcy w jednej celi, generał miał być namawiany do współpracy przez wysokich funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Kiedy odmówił, aby nie zdekonspirować operacji, dokonano na nim mordu sądowego. Teza ta pojawiła się także w filmie fabularnym "Generał Nil" w reżyserii Ryszarda Bugajskiego. Jednak nie ma na nią przekonujących dowodów.

Zakończenie operacji "Cezary" nastąpiło niespodziewanie, w momencie gdy przystąpiono do budowania struktur terytorialnych, a łączność z delegaturą funkcjonowała bez przeszkód. Była to jednak decyzja polityczna, podjęta najpewniej przez samego Bolesława Bieruta, być może po konsultacji ze Stalinem. Najbardziej prawdopodobną tezę postawił pułkownik UB Jan Ptasiński, który w rozmowie z Henrykiem Piecuchem miał stwierdzić, że "Amerykanie prą do konfrontacji na szeroką skalę. Przerzucano agentów drogą powietrzną i morską, w przygotowaniu była sprawa przerzutu wyższych oficerów amerykańskich. Przerzucono część sprzętu". Płk Bezborodow, doradca KGB przy MBP, przedstawiał obawy kierownictwa sowieckiego, na temat "awantury, jaką mogą wywołać Amerykanie w Europie, będąc w przeświadczeniu, że w Polsce posiadają 100-tysięczną podziemną armię".

28 grudnia 1952 roku Polska Agencja Prasowa poinformowała, że dobrowolnie ujawniło się dwóch członków V Komendy Zrzeszenia WiN, sam komendant Józef Kowalski "Kos" i jego zastępca Stefan Sieńko "Wiktor". Wydali oni oświadczenie, w którym nawoływali do "włączenia się w budownictwo socjalistycznego państwa" oraz potępiali "działania wymierzone przeciwko Polsce Ludowej". Równolegle w całym kraju nastąpiły aresztowania członków WiN, nieświadomych swego udziału w tej grze. Ogółem w więzieniach znalazło się 139 osób, w późniejszych procesach zapadło 15 wyroków śmierci, wykonano 11. Akcja propagandowa ogarnęła cały kraj. Nieświadomych udziału w ubeckiej prowokacji ludzi, którym przyświecały ideały niepodległościowe, oskarżano o członkostwo w "antynarodowej V kolumnie", określano ich jako "sprzedajnych sługusów obcych wywiadów". Żniwo operacji "Cezary" było krwawe.

Warto jeszcze zatrzymać się przy postaci jej głównego aktora, Henryka Wendrowskiego. W swojej karierze doszedł do stanowiska zastępcy szefa departamentu w MBP, a w 1956 roku przeszedł do wywiadu. Stamtąd w latach 60. skierowano go do dyplomacji. Był m.in. ambasadorem PRL w Danii i Islandii.

PLAN "WULKAN" I PLAN "X"

Jedną ze struktur, które pozostały w Wielkiej Brytanii po likwidacji Polskich Sił Zbrojnych, był tzw. Zawiązek Sztabu Głównego. Struktura ta miała na celu przygotowanie warunków do odtworzenia Polskich Sił Zbrojnych w wypadku wybuchu III wojny światowej. Z Zawiązkiem byli związani m.in. gen. Tadeusz Bór-Komorowski, gen. Antoni Chruściel, gen. Stanisław Kopański. W październiku 1949 roku rozpoczęła się bliższa współpraca tego ośrodka emigracyjnego z V Zarządem WiN, a w lutym następnego roku przybrała planowy charakter. Na pytanie "Montowni" (taki był kryptonim Zawiązku) o charakter organizacji z kraju przyszła odpowiedź: "Jesteśmy ruchem niepodległościowym o charakterze polityczno-społeczno-wojskowym. Jesteśmy ideowym przedłużeniem obozu Polski walczącej z okresu okupacji niemieckiej - AK". Zadaniem WiN miało być przygotowanie kraju do walki zbrojnej, a podporządkowanie się Sztabowi Głównemu miało nastąpić w momencie wybuchu konfliktu zbrojnego.

Efektem tej współpracy był Plan "X", opracowany na żądanie kierownictwa V Zarządu WiN przez grupę oficerów pod kierunkiem gen. Kopańskiego i płk. Stanisława Jachnika z Zawiązka Sztabu Głównego. W ogólnym zarysie plan ten nawiązywał do opracowanego wcześniej Planu "K". Do kraju przekazał go Boryczko w marcu 1950 roku. Zawierał on wytyczne dla podziemia zarówno przed, jak i po ewentualnym wybuchu konfliktu zbrojnego pomiędzy Zachodem a ZSRR i jego satelitami. Znamy niestety tylko małą część tego planu, opublikowaną przez Henryka Piecucha w pracy "Akcje specjalne. Od Bieruta do Ochaba". Zawierała ona wytyczne dla wydziału wojskowego WiN o kryptonimie "Kuźnia".

W pierwszym okresie, przed rozpoczęciem konfliktu, jego zadaniem było bieżące rozpoznanie sytuacji w kraju, zwłaszcza stanu sił zbrojnych i sił bezpieczeństwa reżimu, z uwzględnieniem: ich organizacji, wyszkolenia, uzbrojenia, dyslokacji, nastrojów, możliwości mobilizacyjnych, możliwych zadań i sposobu użycia na wypadek konfliktu. W kręgu zainteresowania był stan gospodarki kraju, przemysłu wojennego, polityki wewnętrznej reżimu, cele i metody propagandy. Należało też ocenić postępy rzeczywistej komunizacji i orientacji prosowieckiej w społeczeństwie, nastroje klas i grup społecznych, ich siłę oporu i możliwe reakcje na politykę reżimu. Analiza miała również objąć stan innych organizacji podziemnych i sposoby ich aktywizacji.

Dlatego należało zorganizować w ważniejszych rejonach kraju grupy konspiracyjne liczące od pięciu do dziesięciu osób, które byłyby wyposażone w radiostacje. Ich zadaniem miało być szybkie informowanie o sytuacji po wybuchu wojny. Każda z nich miała być zdolna do samodzielnego wykonywania zadań i utrzymywania łączności z "Montownią" (taki kryptonim nosił Sztab Główny), nawet bez pośrednictwa "Kuźni". Do wykonywania tych zadań o wyraźnym charakterze wywiadowczym zamierzano zaangażować 50-100 ludzi w całym kraju.

Był to początek swoistej gry UB z gen. Kopańskim, która trwała przez dwa lata. W jej ramach kraj, czyli "Hellada", zwracał się do "Montowni" z prośbą o wytyczne bądź z nią polemizował w sytuacjach, gdy Sztab Główny przeceniał jej siły i możliwości.

Wzrost napięcia międzynarodowego spowodował poszukiwanie dróg współpracy pomiędzy ugrupowaniami emigracji politycznej z krajów znajdujących się w sowieckiej strefie wpływów a organizacjami wywiadowczymi Zachodu. Żelazna kurtyna stawała się coraz bardziej szczelna i wiadomości przenikające zza niej były coraz mniej wartościowe. Z kolei emigranci rozpaczliwie poszukiwali środków finansowania działalności niepodległościowej. Chociaż Delegatura WiN za granicą ("Dardanele") od początku działalności utrzymywała pewne kontakty z brytyjską Intelligence Service, w 1949 roku Brytyjczycy niemal całkowicie obcięli subsydia.

W tej sytuacji w listopadzie 1950 roku Józef Maciołek i Edward Kulikowski zdecydowali się podpisać umowę o współpracy z CIA. Zakładała ona równość obu stron i zasadę wzajemności. Łącznikiem pomiędzy organizacjami został płk Paweł Sapieha, kadrowy pracownik CIA. Współpraca miała obejmować pomoc w stworzeniu w kraju organizacji podziemnej, która w wypadku wybuchu konfliktu byłaby zdolna do podjęcia walki zbrojnej. W tym celu miano typować i przerzucać do Niemiec zachodnich ludzi z kraju, szkolić ich w działalności wywiadowczej i dywersyjnej oraz kierować z powrotem do kraju. Oczywiście miały zostać zapewnione środki łączności, czyli radiostacje, sprzęt do utajonej korespondencji i pomoc w jego przerzucie do Polski. Operacjami tymi kierował osobiście kierownik operacji paramilitarnych CIA Frank Wisner, który otrzymał zadanie "przeprowadzenia wielkiej tajnej ofensywy przeciwko ZSRR". Ludzie Wisnera wspierali wiele organizacji emigracyjnych -od Chin, Tybetu po Jugosławię, wschodnie Niemcy i Polskę.

Efektem nawiązanej współpracy był także Plan "Wulkan" opracowany przez CIA, którego celem miała być dywersja na głównych liniach kolejowych w Polsce. Jak pisze Stanisław Kluz w pionierskiej pracy pt. "W potrzasku dziejowym. WiN na szlakach AK", Amerykanie postawili ultimatum Delegaturze: "Albo wy - Polacy, w razie konfliktu wykonacie zniszczenie trzech linii kolejowych w Polsce, albo my będziemy zmuszeni zrobić to bombami, może i atomowymi". Akcja miała rozpocząć się w momencie wybuchu III wojny światowej, a dezorganizacji miały ulec linie komunikacyjne i przecięcie linii łączności. Wytypowane miały zostać również cele dla bombardowań lotniczych. Były to rejony przeładunkowe, duże mosty i węzły kolejowe.

Niedługo po podpisaniu porozumienia z Delegaturą Amerykanie zażądali, aby z Polski przybyło czterech członków WiN w celu przeszkolenia wywiadowczego. Trzech było niczego nieświadomymi członkami organizacji, natomiast czwarty, Marian Strużyński, był wypróbowanym agentem UB. Wiele lat później odkrył w sobie talent literacki i w latach 70. pod pseudonimem Marian Reniak opublikował wspomnienia "Droga do Monachium", w których opisał swój pobyt w ośrodku szkoleniowym w Monachium. W trakcie szkolenia spotkał się m.in. z Janem Nowakiem Jeziorańskim, szefem polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Po miesięcznym pobycie wrócił do kraju, przywożąc ze sobą - wprost w ręce UB - Plan "Wulkan".

CIA nawiązanie tej współpracy wydawało się jednym z największych sukcesów w jej dotychczasowej działalności. Przy pomocy Delegatury WiN i V Zarządu miała zostać stworzona sieć wywiadowcza, z której pomocą Amerykanie uzyskiwaliby cenne informacje zza żelaznej kurtyny. Historyk CIA Tim Weiner w pracy "Dziedzictwo popiołów. Historia CIA" pisał: "Wisner i jego ludzie zrzucili do Polski warte około 5 milionów dolarów sztaby złota, pistolety maszynowe, karabiny, amunicję i radiostacje. Nawiązali poufne kontakty ze zwolennikami WiN za granicą, garstką emigrantów w Niemczech i Londynie. Uważali oni, że WiN w kraju to potężna siła - pięć setek żołnierzy w Polsce, 20 tysięcy uzbrojonych partyzantów i 100 tysięcy sympatyków - wszyscy gotowi do walki z Armią Czerwoną".

Efekt tej mistyfikacji był porażający, warto przypomnieć, że sam szef CIA gen. Bedell Smith jeszcze w sierpniu 1952 roku na spotkaniu ze swymi zastępcami twierdził, że "Polska to jeden z najbardziej obiecujących obszarów dla rozwoju podziemnego oporu". Po ujawnieniu stanu rzeczywistego kierujący operacją "polską" Frank Lindsay złożył rezygnację. Dodatkowym policzkiem dla CIA była informacja, że duża część funduszy wysłanych do Polski została wykorzystana jako wsparcie dla Włoskiej Partii Komunistycznej, z którą CIA prowadziła prawdziwą podziemną wojnę.

AFERA "BERGU"

Jednym z ugrupowań politycznych wchodzących w skład emigracyjnego rządu kierowanego przez gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego było Stronnictwo Narodowe. Na jego czele stał Tadeusz Bielecki, w jego gestii pozostawało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Podlegały mu placówki łączności z krajem. Po wyjściu na początku 1949 roku Stronnictwa Narodowego z koalicji rządowej wyłączną kontrolę nad nimi przejął sam Bielecki. Przekształcono je w tzw. dział krajowy Rady Politycznej. Kierował nim Edward Sojka, a zastępcami byli Tadeusz Żenczykowski i Franciszek Białas. Niestety już pod koniec 1947 roku UB zaczęło przejmować krajowe ogniwa łączności SN. Tym samym wszelkie działania emigracyjnego SN były znane UB.

Aby w sytuacji, w której zostały obcięte dotychczasowe fundusze rządowe, zachować łączność z krajem, Sojka musiał znaleźć partnerów, którzy zgodziliby się finansować działania działu krajowego. Pierwsze kontakty z CIA podjęte w 1948 roku nie przyniosły rezultatów, dla Amerykanów suma 30 tysięcy dolarów, jaką mieli co miesiąc wspierać nową "informacyjną organizację" emigracyjną, była wówczas zbyt wysoka. Wprawdzie nawiązano współpracę z brytyjską Intelligence Seryice, lecz ograniczała się ona do współdziałania w doborze uciekinierów z Polski i ich selekcji pod kątem przyszłej pracy konspiracyjnej. Dopiero na początku 1950 roku kolejna próba rozmów z CIA zakończyła się sukcesem. Umowę podpisał reprezentujący SN Sojka i oficer CIA o pseudonimie "Davis". W jej ramach Rada Polityczna SN zobowiązywała się do współdziałania w USA w ramach zimnej wojny, podtrzymywania w kraju ducha oporu i stworzenia siatki rezydentów oraz informatorów. Zobowiązywano się również do przygotowania sieci łączności, przekazywania informacji z Polski oraz udziału w przesłuchiwaniu uciekinierów z kraju. W zamian Amerykanie zobowiązali się do przekazywania funduszy na tę działalność oraz na utrzymywanie kanałów łączności z krajem i centrali SN w Londynie.

Tym samym w 1950 roku najważniejszymi partnerami CIA w jej działaniach w Polsce stały się w pełni kontrolowane przez UB V Komenda WiN oraz "siatka łączności Bieleckiego". Wiosną 1950 roku do Niemiec został przerzucony działacz SN w kraju Jan Ostaszewski, przy okazji agent UB. Powierzono mu stanowisko księgowego jednej z baz Rady Politycznej oraz wykładowcy na kursach radiotelegraficznych. Powstały dwie bazy: "północna" w Oerlinghausen oraz "południowa" w Bergu koło Monachium. To właśnie tam działał Ostaszewski. Nie był on jedynym agentem UB w Bergu, gdyż w czerwcu 1952 roku przybyła tam Wanda Macińska, której mąż Tadeusz Maciński został skazany na karę śmierci w kraju i pełnił funkcję zakładnika gwarantującego pełną lojalność żony.

Ogółem ośrodek "południowy" zorganizował 14 wypraw kurierskich, podczas których w ręce UB wpadło czterech kurierów, natomiast ośrodek "północny" zorganizował 33 wyprawy, podczas których wpadło dziesięciu kurierów. Bardzo prawdopodobne, że większość (jeżeli nie wszystkie) wypraw odbywała się pod kontrolą UB. Na działalność ośrodków cieniem rzucały się także niejasności w ich finansowaniu obciążające kierownictwo SN. Wywołało to zaniepokojenie Amerykanów, którzy wszczęli dochodzenie i aresztowali pracownika ośrodka w Bergu Maćkowiaka pod zarzutem kontaktów z sowiecką misją we Frankfurcie. Na jaw wyszły machinacje finansowe; w końcu Amerykanie zorientowali się, że Berg jest infiltrowany przez komunistów. W konsekwencji 10 grudnia 1952 roku zawiadomili Sojkę o przerwaniu finansowania obu ośrodków. Niepewnie poczuł się też Ostaszewski, który, obawiając się o swoje bezpieczeństwo, 18 grudnia poleciał do Berlina Zachodniego i stamtąd wezwał Macińską. Przygotowany był już plan ucieczki, która miała prawdziwie filmowy przebieg. Wieczorem 22 grudnia Ostaszewski przebywał w pewnej restauracji wraz z opiekującym się nim pracownikiem berlińskiej ekspozytury ośrodka w Bergu oraz "Albertem", kurierem świeżo przybyłym z kraju i jednocześnie agentem UB, do ich stolika przysiadło się dwóch mężczyzn. Kiedy "opiekun" Ostaszewskiego udał się do toalety, w ślad za nim udali się Ostaszewski i obaj nieznani mężczyźni. Wróciło jedynie trzech. Szybko wyszli z lokalu. Nad ranem znaleziono powieszonego na rurze wodociągowej pracownika ekspozytury berlińskiej.

Tego samego dnia Polskie Radio podało informację, że do konsulatu PRL w Berlinie wschodnim zgłosiło się dwoje pracowników Rady Politycznej: Jan Choma oraz Hanna Weber z prośbą o wydanie zezwolenia na powrót do kraju. W następnych dniach w prasie ukazywały się materiały ukazujące działalność ośrodka w Bergu, a jednocześnie UB przeprowadzało aresztowania osób powiązanych z siatką łączności SN. W późniejszych procesach kary śmierci otrzymało pięciu działaczy SN, wszystkie wyroki wykonano.

Ujawnienie inspiracji komunistycznych służb specjalnych w podtrzymywaniu wiary środowisk emigracyjnych w ruch oporu w kraju było dla nich szokiem. Także finansowanie tej działalności przez zachodnie wywiady większość emigracji uznała za moralnie naganne. Stało się to przyczyną konfliktów. Syndrom V Zarządu WiN i afery "Bergu", towarzyszył postrzeganiu kraju do końca istnienia PRL, paraliżując wszelkie późniejsze działania emigracji. Był to najbardziej dalekosiężnym skutek tych operacji, największy sukces służb komunistycznych.





Większa dawka top secret