Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Janice Anderson, Anne Williams, Vivian Head

Rzezie, masakry i zbrodnie wojenne od starożytności do współczesności

2009

 

(...)

 

Masakra w No Gun Ri i inne okrucieństwa w Korei - 1950-1953

Podczas wojny koreańskiej, która trwała od 1950 do 1953 roku, ludność Korei padła ofiarą najokrutniejszych zbrodni wojennych, w których wyniku życie straciło około sześć milionów osób. Szacuje się, że cztery miliony spośród nich były cywilami, nie żołnierzami w krwawej wojnie między Północą a Południem. Ci ludzie ginęli w masakrach i bombardowaniach napalmem i bronią biologiczną, których celem stawały się obiekty cywilne tak samo, jak wojskowe.

Głównymi uczestnikami wojny byli północni Koreańczycy, do których dołączyła później armia ochotnicza Chińskiej Republiki Ludowej i doradcy, piloci i broń ze Związku Radzieckiego. Po stronie Korei Południowej walczyły Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada i Filipiny oraz wiele innych narodów pod flagą ONZ. Wydaje się, że żołnierze tych armii umyślnie zabijali cywilów i jeńców. Były też doniesienia o wielu masakrach, których dokonano podczas trzyletniego konfliktu.

Jedno jest jednak jasne: amerykańscy żołnierze otrzymali po totalnej porażce pod Taejon rozkaz traktować każdego zbliżającego się koreańskiego cywila na polu bitwy jak wroga i "zneutralizować" go, zanim będzie w stanie wyrządzić jakąkolwiek szkodę. Rozkaz ten wzbudził obawę w szeregach amerykańskiej armii i doprowadził do zabicia setek, jeżeli nie tysięcy, koreańskich cywilów. Jedna z takich zbrodni wydarzyła się w wiosce No Gun Ri.

NIEPOTRZEBNA RZEŹ

Wioska No Gun Ri znajduje się w oddalonym górskim regionie, około sto sześćdziesiąt kilometrów od Seulu. Między 26 a 29 lipca 1950 roku około czterystu koreańskich uchodźców uciekło ze swoich wiosek i skierowało się do No Gun Ri. Wielu jechało wozami zaprzężonymi w woły, inni szli pieszo, niosąc swoje dzieci. Wszyscy bali się tego, co znajdowało się za nimi - północnokoreańskiej armii. Wojna była w apogeum, a 7. Pułk Kawalerii z 1. Dywizji Kawalerii armii Stanów Zjednoczonych zdobył kontrolę nad mostem. Obawiano się, że północni Koreańczycy przeniknęli już do grupy uchodźców i że, jeżeli pozwoli im się przekroczyć linie Amerykanów, będą mogli zaatakować ich od tyłu.

Amerykańscy żołnierze kazali uchodźcom porzucić drogę i iść wzdłuż torów kolejowych, dopóki nie znajdą się pod mostem. Zmuszono ich do pozostania tam, a o zmierzchu trzeciego dnia żołnierze usłyszeli pojedyncze strzały z kierunku, z którego spodziewali się wroga. Następnie posłaniec batalionowy przybył z rozkazem zabicia każdego uchodźcy, który przebywał pod mostem. Niepewny, skąd nadszedł rozkaz, jeden z żołnierzy zapytał, kto dokładnie go wydał. Usłyszał w odpowiedzi, że rozkaz pochodzi od oficera 2. Batalionu 7. Kawaleryjskiej. Nagle Amerykanie zaczęli strzelać do ludzi pod mostem z karabinów maszynowych. Wszędzie padały martwe ciała, a przerażeni rodzice ciągnęli krzyczące dzieci do wąskiego kanału pod torami. Uchodźcy próbowali chronić się za ciałami martwych towarzyszy. Matki owijały dzieci kocami i obejmowały je, odwracając się w stronę wejścia do tunelu.

Niektórzy z amerykańskich żołnierzy odmówili strzelania do ludzi, których jeden z nich nazwał "cywilami próbującymi się po prostu ukryć". Inny obecny tam żołnierz opisał to wydarzenie jako "niepotrzebną rzeź". Zarówno amerykańscy weterani, jak i Koreańczycy, którzy przeżyli potworne zajście, do dziś nie mogą sobie poradzić ze wspomnieniem tych trzech nocy. Opowiadają, że wciąż słyszą płacz małych dzieci i krzyki ich zrozpaczonych rodziców. Wspomnienie dzieci desperacko obejmujących okrwawioną pierś matki to koszmar, który przypuszczalnie nigdy ich nie opuści.

INNE INCYDENTY

Kiedy pracownicy agencji prasowej Associated Press rozpoczęli dochodzenie w sprawie mordu w No Gun Ri, wpadli również na trop innych krwawych zajść. 3 sierpnia 1950 roku amerykański generał i inni oficerowie armii Stanów Zjednoczonych doprowadzili do śmierci setek cywilów, gdy rozkazali zniszczyć dwa mosty zaraz po tym, jak południowo-koreańscy uchodźcy na nie weszli.

Wcześniej tego samego dnia, ledwie czterdzieści kilometrów w dół rzeki Tuksong-dong od miejsca tamtej masakry stalowy most dźwigarowy został wysadzony w chwili, gdy tłoczyły się na nim kobiety, dzieci, starcy i zaprzężone w woły wozy wypełnione dobytkiem. Wielu z tych ludzi wskoczyło do rzeki i próbowało dopłynąć do brzegu, ale utonęli.

Niestety, nie były to pojedyncze wypadki. Przeciwnie, były one charakterystyczne dla tej jednej z najkrwawszych wojen w historii. Chociaż ci, którzy przeżyli w No Gun Ri, w 1960 roku wystąpili o odszkodowania za nieuzasadniony atak, rząd amerykański uznał, że zbyt długo zwlekali i że śledztwo po tylu latach jest praktycznie niemożliwe. Co więcej, koreańscy urzędnicy ostrzegli roszczących sobie prawo do odszkodowań, aby nie mówili nikomu o tym, co się wydarzyło.

PÓŁNOCNOKOREAŃSKIE ZBRODNIE WOJENNE

Z drugiej strony, jest wiele doniesień o zbrodniach wojennych popełnianych przez wojska północnokoreańskie. Ich ofiarami padał personel wojskowy ONZ i niewinni cywile. Od wybuchu wojny w 1950 roku Koreańczycy z Północy popełnili serię zbrodni, które wypełniły jedną z najbardziej haniebnych i barbarzyńskich epok w ludzkiej historii.

Aby zdobyć szczegółowe dowody tego, co działo się podczas wojny koreańskiej, rząd Korei powołał wydział do spraw zbrodni wojennych. Był podzielony na kilka pionów - analityczny, śledczy i historyczny - z których każdy miał własną istotną rolę do odegrania w śledztwie. Na podstawie zebranego materiału komitet ten ustalił, że amerykańscy jeńcy, którzy nie zostali zamordowani w chwili schwytania, byli przez swoich strażników bici, kaleczeni, głodzeni, torturowani, molestowani i często publicznie poniżani na oczach koreańskich cywilów. Co więcej, zmuszano ich do długotrwałych marszów bez jedzenia, wody, schronienia, odpowiedniego okrycia i opieki medycznej. W specjalnie wybudowanych komunistycznych obozach jenieckich dochodziło do kolejnych zniewag i upokorzeń, a także mordów na wielką skalę.

Następujące przypadki, które zostały przedstawione wydziałowi do spraw zbrodni wojennych, tworzą tylko niewielki wycinek ogółu zbrodni popełnionych przez północnokoreańską i chińską komunistyczną armię podczas konfliktu zbrojnego na Półwyspie Koreańskim.

Masakra na wzgórzu 303

Grupa dwudziestu sześciu amerykańskich żołnierzy została schwytana przez północnych Koreańczyków 14 sierpnia 1950 roku. Żołnierzom odebrano buty i rzeczy osobiste oraz związano im ręce na plecach. Następnego dnia dołączyło do nich kolejnych dziewiętnastu żołnierzy, razem więc było ich czterdziestu pięciu. Trzeciego dnia zaprowadzono ich do wąwozu i tam - wciąż związanych - zastrzelono z zimną krwią. Tylko czterem udało się przeżyć, mogli więc opowiedzieć o tym, co się stało.

Masakra w tunelu Sunchon

W październiku 1950 roku, kiedy upadek miasta Pyongyang wydawał się już bliski, północni Koreańczycy załadowali stu osiemdziesięciu amerykańskich jeńców wojennych do otwartych wagonów kolejowych, żeby przewieźć ich na północ. Ci ludzie byli już osłabieni brakiem jedzenia i wody, po tym jak przeżyli marsz śmierci z Seulu do Pyongyang. Przez pięć dni byli wystawieni na surowy koreański klimat. 30 października przybyli do tunelu Sunchon.

Późnym popołudniem więźniów zabrano z wagonów w małych grupach i poprowadzono do pobliskich wąwozów, rzekomo po to, by dać im pierwszy od kilku dni posiłek. Zamiast tego zostali bez litości zastrzeleni z rosyjskich pepeszy.

W sumie stu trzydziestu ośmiu amerykańskich żołnierzy straciło życie podczas tej masakry - sześćdziesięciu ośmiu zostało zamordowanych, siedmiu zmarło z niedożywienia, a pozostali na skutek zapalenia płuc i dyzenterii podczas strasznej podróży z Pyongyang.

Masakra w Taejon

27 września 1950 roku około sześćdziesięciu amerykańskich żołnierzy uwięzionych w Taejon zostało związanych razem w małych grupach i zabranych na więzienny dziedziniec. Tam musieli siedzieć stłoczeni we wcześniej wykopanych dołach aż zostali zastrzeleni z bliskiej odległości przez północnokoreańskich żołnierzy. Tylko jeden z nich przeżył i opowiedział o tych wydarzeniach.

Poza tą rzezią, pomiędzy 23 a 27 września 1950 roku w Taejon zabito również wielu koreańskich cywilów - szacuje się że od pięciu do siedmiu tysięcy - oraz żołnierzy Republiki Korei.

Bambusowa włócznia

W grudniu 1950 roku pięciu lotników amerykańskich zostało zabitych, po tym jak ich konwój wpadł w zasadzkę sił Korei Północnej. Kiedy później południowokoreański patrol znalazł ich ciała, okazało się, że były ranione nawet w dwudziestu miejscach. Te okrutne rany zostały zadane rozgrzanym bambusowym kijem. Po okaleczeniu żołnierzy zostawiono, aby wykrwawili się na śmierć.

Morderstwo w Naedae

13 października 1950 roku kilkunastu amerykańskich jeńców wojennych było przetrzymywanych w chacie w wiosce niedaleko Naedae. Bez żadnego ostrzeżenia północni Koreańczycy otworzyli ogień, zabijając wszystkich oprócz pięciu. Jeden z tych, którzy przeżyli, opowiadał, że gdy usłyszał pierwszy strzał, jego towarzysz, który został trafiony w pierś, upadł. Żołnierz opowiadał także, że szybko zareagował i schował się pod

najbliższy mebel, udając martwego. Chwilę później poczuł, że ktoś go kopie, wciąż jednak pozostał nieruchomo i nawet po postrzeleniu w nogę udawał martwego. W końcu koreańscy żołnierze odeszli i Amerykaninowi udało się ocalić życie.

Mord medyka i kapelana

17 lipca 1950 roku siły północnokoreańskie zaatakowały znienacka i zabiły około dwudziestu amerykańskich żołnierzy. Gdy to nastąpiło, żołnierze byli pod opieką pułkowego chirurga z opaską Czerwonego Krzyża na ramieniu. Był tam obecny również wojskowy kapelan, którego także można było łatwo rozpoznać po krzyżu na piersi. Żaden z nich nie miał broni. Kapelan został zabity razem z żołnierzami, ale chirurg, mimo odniesionych ciężkich ran, przeżył.

MASAKRA W CHEJU

Podczas tłumienia zbrojnej rebelii na południowokoreańskiej wyspie Cheju w okresie od 3 kwietnia 1948 roku do 21 września 1954 doszło do masakry w stolicy wyspy - Cheju. Wiele czynników doprowadziło do masakry, która dokonała się w wyniku współpracy partyzantów, policji, grup młodzieżowych i rządowych wojsk ze sporym udziałem Stanów Zjednoczonych. Prawicowy rząd Południowej Korei postanowił przeprowadzić narodową kampanię, mającą na celu pozbycie się komunistów i ich zwolenników. Wpływy komunistyczne były silne na Cheju, a kampania doprowadziła do niepokojów w całym kraju. Wielu ludzi zdecydowało się na zbrojny opór przeciw działaniom rządu.

Kiedy rząd amerykański wycofał się z pomocy w organizacji koreańskich wyborów, przywódcy partii robotniczej zwołali ogromne wiece, na których domagali się ponownego zjednoczenia Korei. Podczas pierwszej z demonstracji policja zabiła sześciu uczestników. 3 kwietnia 1948 roku buntownicy wzięli odwet atakując posterunki policyjne i urzędy państwowe, zabijając około pięćdziesięciu policjantów.

Kiedy rozruchy się zaczęły, buntownikom przylepiono łatkę komunistów z czysto politycznych powodów, chociaż ich prawdziwe motywy nie miały nic wspólnego z ideologią komunistyczną. Główną przyczyną buntu było bowiem załamanie się przemytniczego procederu wyspiarzy, a było to główne źródło ich dochodu. Mieszkańcy Cheju, oskarżeni o przemyt lub sprzyjanie komunistom, padli ofiarą tortur, gwałtów, zabójstw i nieuzasadnionych aresztowań. Zareagowali brutalnym atakiem na komisariaty policji na wyspie. Buntownicy włamali się na posterunki, uwolnili swoich bliskich i, zanim się wycofali, ukradli broń. To dało im przewagę, dopóki na wyspę nie przybyło wsparcie z kontynentu. Życie policjantów na wyspie, pozbawionych broni i amunicji, było w niebezpieczeństwie. Koreański 9. Pułk miał wprawdzie broń, ale nie wolno mu było posiadać amunicji, na mocy rozkazu amerykańskiej administracji, która wciąż sprawowała władzę nad wyspą.

Inwazja sił rządowych zaczęła się 25 czerwca. W jej efekcie zatrzymano tysiące ludzi. Według tego, za jak bardzo groźnych ich uważano, podzielono ich na cztery grupy - A, B, C i D. 30 sierpnia starszy oficer wywiadu południowokoreańskiej marynarki otrzymał pisemny rozkaz, w którym nakazywano policji na Cheju rozstrzelać wszystkich z grup C i D.

Rebelia trwała aż do końca wojny koreańskiej i szacuje się, że zginęło w tym czasie od trzydziestu do osiemdziesięciu tysięcy mieszkańców wyspy.



Ludobójstwo, eksterminacja, rzeź