Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Polityka - 16 kwietnia 2013

 

Mafia rządzi włoskimi wiatrakami

 

Piotr Kowalczuk

Burza wokół Pana Wiatru

 

Na początku kwietnia włoskie służby przeprowadziły największą konfiskatę w swojej historii. Odebrały majątek o wartości 1,3 mld euro człowiekowi, który według prokuratury zarządzał pieniędzmi mafii w najbardziej dochodowej ostatnio branży - energii odnawialnej.

 

DIA to włoska odpowiedniczka FBI do walki z mafią. Choć istnieje od 22 lat, takiego majątku jednej osobie jeszcze nie konfiskowała: 43 firmy, 98 nieruchomości (wille, kamienice, magazyny i działki), 66 kont bankowych, papiery wartościowe, akcje, luksusowe samochody, jachty, łodzie motorowe, głównie na Sycylii, ale również w Lombardii, Lacjum i Kalabrii. Jak wyjaśnił dyrektor DIA Arturo De Felice, właściciel tej fortuny Vito Nicastri (lat 57), choć nie jest zaprzysiężonym członkiem cosa nostry, ściśle z mafią współpracował i w jej imieniu prowadził wiele zyskownych, ale ciemnych interesów. Był związany ze schwytanym w 2007 r. capo di tutti capi Salvatorem Lo Piccolo, co potwierdzają przejęte wówczas przez policję dokumenty i bileciki z dyspozycjami dla klanu, a potem z jego następcą, ukrywającym się do dziś Matteo Messiną Denaro. De Felice wyraził nadzieję, że tak dotkliwy biznesowy i finansowy cios wymierzony cosa nostrze doprowadzi do rychłego schwytania Denaro, który teraz - według szefa DIA - ma wokół siebie spaloną ziemię.

Zielona mafia

O Nicastrim wiadomo niewiele. Może dlatego, że nigdzie tak jak we Włoszech nie sprawdza się maksyma: "Pieniądze lubią ciszę". Z wykształcenia jest elektrykiem. Pracował w swoim zawodzie, potem w branży tradycyjnej energetyki, by 10 lat temu zająć się zieloną energią - elektrowniami wiatrowymi i panelami słonecznymi. Jako pierwszy na Sycylii dostrzegł ogromny finansowy i elektryczny potencjał drzemiący w energii odnawialnej i zdołał do tej idei przekonać ludzi z wielkimi pieniędzmi. Jak podejrzewa prokuratura - głównie mafiosów.

Był niekwestionowanym królem zielonej branży, w której bez jego zgody i udziału na Sycylii praktycznie nie działo się nic. Należące do Vito, a zdaniem DIA kontrolowane przez cosa nostrę, firmy na zlecenie różnych inwestorów stawiały na Sycylii, ale też na południu Włoch, większość produkujących prąd wiatraków. Dlatego nazwano go Panem Wiatru. DIA namierzała Nicastriego od pięciu lat w ramach różnych śledztw pod wdzięcznymi kryptonimami: "Eol", "Złamane śmigło" i "Przeminęło z wiatrem". Pierwszy raz trafił za kratki w 2009 r. Teraz konfiskacie uległa lwia część jego majątku, warta 1,3 mld euro. Nicastri nie może opuszczać rodzinnego miasteczka Alcamo. Zanosi się na wielki proces, w którym na ławie oskarżonych zasiądzie kilkadziesiąt osób - mafiosów, biznesmenów, lokalnych polityków i bankierów.

O tym, jak działał Nicastri, świadczą choćby ujawnione przez DIA treści kilku jego rozmów z gangsterami, biznesmenami i urzędnikami. Gdy Salvatore Moncada, przedsiębiorca z Agrigento, chciał zbudować farmę wiatrową, ale władze miasta nie kwapiły się z wydaniem pozwoleń, zwrócił się do wszechmogącego Vito o pomoc. Ten wyjaśnił, że każdy z siedmiu potrzebnych dokumentów będzie kosztował 10 tys. euro. DIA poszła tym tropem i wykryła, że Nicastri miał w ratuszu w Agrigento swego człowieka - Vincenzo Nuccio, radnego odpowiedzialnego za sprawy związane z zieloną energią, który wystawiał potrzebne dokumenty, ale wyłącznie na zlecenie lub za zgodą Pana Wiatru. Nie za darmo. W zamian syn urzędnika otrzymywał od jednej z firm Nicastriego wynagrodzenie za fikcyjne ekspertyzy, oczywiście na koszt któregoś z klientów. Pieniędzmi tak oskubanego zleceniodawcy dzielili się solidarnie. Francesco Nuccio wpłacał połowę swoich honorariów na konto innej firmy Nicastriego.

Agenci DIA podsłuchali też rozmowę, w której mafijny boss Alcamo mówi: "Vito, powiedz tym Hiszpanom, że mogą przyjechać, ale mają na początek przynieść w zębach dalsze półtora miliona". W innej podsłuchanej rozmowie jeden z deputowanych sycylijskiego parlamentu Emanuele Di Betta, odpowiedzialny za dotacje na zieloną energię, pyta Pana Wiatru, w jakiej kolejności załatwiać sprawy i czyta z kartki: "Najpierw mam Caccamo, potem Chiaramonte, dalej Ciminna, Licodia, a na końcu Antica i Marsala" [nazwy miejscowości sycylijskich]. A Nicastri na to: "Nie, nie! Stop! Najpierw Antica i Marsala. Masz tu długopis i popraw". Szef DIA De Felice poinformował, że dysponuje nagraniami kilkudziesięciu podobnych konwersacji i dokumentami, które świadczą, że Nicastri był za pan brat z mafiosami, parlamentarzystami, szefami prowincji, radnymi, a dyrektorom banków dyktował, komu mają udzielić potrzebnych gwarancji lub kredytu.

Sojuszniczka pogoda

Prowadzony w ten sposób biznes rósł z szybkością 20 proc. rocznie. Dziś wiatrowe farmy produkują blisko 5 proc. energii zużywanej we Włoszech. W sumie na potrzeby tego dynamicznie rozwijającego się przemysłu (blisko 4 mld euro rocznych obrotów) pracuje dziś 30 tys. osób. Wśród producentów energii z wiatru Włochy plasują się na szóstym miejscu na świecie (liderem są Chiny) i trzecim w Europie, po Niemczech i Hiszpanii.

Powodem sukcesów tej branży i samego Pana Wiatru była wspaniała wprost koniunktura. Unia Europejska od lat finansowo wspiera różnymi programami zieloną energię. Italia w latach 2007-13 otrzymała na ten cel około 4 mld euro unijnych dotacji, a sama inwestuje w energię odnawialną aż 10 mld euro rocznie. Chodzi zarówno o współfinansowanie konkretnych projektów, wsparcie dla działających w branży firm, badań, jak i różne formy dopłaty do zielonego prądu, bo póki co produkcja ekologicznej energii jest średnio o 30 proc. droższa od opartej na paliwach. Włosi stworzyli najlepsze w Europie warunki dla inwestujących w ten sektor energetyczny. Zwłaszcza że mogą liczyć na potężną i darmową sojuszniczkę: wietrzną i słoneczną pogodę, szczególnie na południu Italii.

Za sprawą słońca i wiatru na Sycylię spadł deszcz pieniędzy. Jak na łamach "Giornale di Sicilia" tłumaczy Giacomo di Girolamo, ekspert ds. mafii, trzeba było je jakoś podzielić. Tę właśnie delikatną rolę pośrednika między lokalnymi władzami a inwestorami i mafią odgrywał na Sycylii Nicastri. Co więcej, przyjmował zlecenia, załatwiał ekspertyzy, pozwolenia, dzierżawę lub kupno gruntów, dotacje i certyfikaty, a potem oficjalnie należące do niego, a kontrolowane przez mafię firmy budowały zamówione wiatrowe farmy i kolektory słoneczne.

Di Girolamo wyjaśnia przy okazji, że wbrew temu, co wypisują nieznające sycylijskich realiów zagraniczne media, Vito był cennym wspólnikiem bossów cosa nostry, a nie ich słupem. W symbiozie z mafią stworzył nieprzenikniony gąszcz niby-niezależnych, a powiązanych ze sobą firm, które potrafiły - w zależności od potrzeb - łączyć się ze sobą albo bankrutować, oczywiście już po skasowaniu przyznanych subwencji. W ten sposób mafia i jej wspólnik Nicastri, a też skorumpowani sycylijscy politycy i urzędnicy dyktowali swoje warunki i kontrolowali przemysł zielonej energii, dzieląc między siebie sporą część unijnych i włoskich dotacji, a także pieniędzy inwestorów.

Unia płaci

Sprawa zielonych interesów jest bardzo charakterystyczna dla rzeczywistości południa Włoch. Italia jest płatnikiem netto Unii. W dobiegającym końca okresie budżetowym 2007-13 wpłaciła 112 mld euro, a otrzymała z powrotem 66,5 mld, głównie w formie funduszy strukturalnych i spójności. 85 proc. tych funduszy wraz z dotacjami z budżetu (chodzi aż o 100 mld euro) miało pomóc biednemu włoskiemu południu - Kampanii, Kalabrii, Apulii i Sycylii. Jak alarmował pod koniec ubiegłego roku ówczesny szef parlamentarnej komisji antymafijnej Beppe Pisanu, z tej sumy aż 35 mld euro przejął w różnej formie mafijno-urzędniczo-biznesowy układ. A Roberto Scarpinato, prokurator generalny leżącej w samym sercu Sycylii Caltanissetty, sugeruje, że na wyspie w ręce gangsterów i aferzystów wpada 40 proc. unijnych i państwowych dotacji.

Nie dziwi więc, że od 2011 r. w więzieniu za związki z mafią siedzi były gubernator Sycylii Salvatore Cuffaro, a w 2002 r. za kratkami zmarł były burmistrz Palermo Vito Ciancimino, członek cosa nostry, urodzony w legendarnym Corleone. Mało tego, gangster Gaetano Riina, brat Totň, najkrwawszego w historii bossa cosa nostry, był przez siedem lat beneficjentem unijnych dopłat jako rolnik, i to do gruntów dawno skonfiskowanych przez państwo. Na identycznej zasadzie inny mafioso, syn bossa Benedetto Spery, prawej ręki schwytanego w 2006 r. capo di tutti capi Bernardo Provenzano, dostał z Brukseli 230 tys. euro. W sumie włoscy mafiosi otrzymali ponad 2 mln euro unijnych dopłat bezpośrednich gotówką. Wielu siedząc w więzieniu. I to mimo, że we Włoszech, by otrzymać jakiekolwiek unijne dotacje, należy przedstawić certyfikat stwierdzający brak związków ze zorganizowaną przestępczością. Naturalnie mowa wyłącznie o przypadkach, które wyszły na jaw.

Nie są to powalające sumy, ale świadczą o stopniu zblatowania lokalnych władz z gangsterami. A jeszcze bardziej o tym, że wszelkie subwencje i dopłaty traktowane są na południu Italii jak złodziejski łup do podziału. Gdy w listopadzie 2012 r. afera wyszła na jaw, oburzona europosłanka Soren Sondergaard sugerowała, by Komisja Europejska wstrzymała wszystkie unijne wypłaty dla Italii. Pomysł nienowy - o to samo apelował w Brukseli Beppe Grillo, szef populistycznego Ruchu Pięciu Gwiazdek, który w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobył 25 proc. głosów. Przekonywał europosłów, że unijne pieniądze służą głównie gangsterom i ich biznesowym wspólnikom.

Symbolicznym pomnikiem unijnych i włoskich dotacji, które rozpłynęły się w kieszeniach mafiosów i aferzystów, jest autostrada A3 z Neapolu do Reggio Kalabrii. Unia przeznaczyła na jej modernizację w latach 2000-07 w sumie miliard euro. W 2011 r. Komisja Europejska zorientowała się, że z jej dotacji korzysta głównie mafia i zażądała od Włoch przerzucenia 382 mln subwencji na realizację innych, czystych projektów w Kalabrii. Wówczas europosłanka Ingeborg Grässle ironicznie - choć nie bez powodu - spytała, czy Italia na południu w ogóle posiada jakieś uczciwe projekty.

A3 biegnie w ojczyźnie camorry (Kampania) i ndranghety (Kalabria). Mafijne klany za pracę na swoim terenie żądały od głównych wykonawców okupu w wysokości 3 proc. wartości kontraktu. To standardowa stawka mafii (wszystkie pracujące na południu niezależne firmy ujmują w kosztorysie dodatkowe 3 proc. "na nieprzewidziane wydatki"). Co jednak o wiele istotniejsze, mafia zażądała zatrudnienia przy budowie wskazanych kooperantów, czyli należących do niej lub kontrolowanych przez nią firm budowlanych i dostawców. W przypadku odmowy gangsterzy niszczyli lub kradli sprzęt i maltretowali pracowników. W efekcie koszty rosły niepomiernie, a roboty ślimaczą się do dziś.

Gospodarka Penelopy

Południe Włoch to kraina ogólnej niemożności. Wszędzie stoją nieukończone dzieła, w których Unia utopiła grube miliardy. Giarre na Sycylii to wręcz atrakcja turystyczna. Można się tam udać na autokarową wycieczkę z przewodnikiem i obejrzeć sobie: stadion, na którym nie rozegrano ani jednego meczu, pływalnię, w której nikt nie pływał, miejski teatr, gdzie nie wystawiono żadnej sztuki, wielopiętrowy parking, na którym nikt nie parkował, centrum handlowe widmo i pusty dom starców, a na deser samotny, strzelający w niebo wielki filar - część nigdy niezbudowanego mostu. Oczywiście wszystko w stanie totalnej dewastacji.

Paolo Leon, profesor ekonomii na uniwersytecie Roma III, a także ekspert kilku włoskich rządów, nazywa to gospodarką Penelopy. Jak tłumaczy, lokalnym władzom, mafii i pracującym przy takich inwestycjach zależy, by przeciągać je w nieskończoność, bo zapewniają stały dopływ gotówki.

Na południu, za sprawą mafii, nie tylko sposób gospodarowania wymyka się tradycyjnej logice. DIA, jak wyjaśnił dyrektor De Felice, zainteresowała się Panem Wiatru, bo jego firmy nigdy nie były obiektem ataku ze strony cosa nostry. A na południu wszyscy przedsiębiorcy, którzy nie mają problemów z mafią, są podejrzani.






O mafii polskiej