Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!




PITAWAL KRYMINALNY













*** Ewa Winnicka - Bez litości - MORDERSTWO POLITYCZNE W PRL
Zabójstwo Bohdana Piaseckiego

Polityka - 13 maja 2006 r.

...Oficer K. zanotował: "W piwnicach budynku pod delikatesami vis-a-vis sądów znaleziono martwego chłopca z nożem w piersi w pozycji siedzącej, opartego o miskę klozetową". Dokoła leżały książki i zeszyty. Czaszka chłopca była roztrzaskana. Stwierdzono, że Bohdan zginął zaraz po porwaniu. Na koszuli nie było śladów potu. Mankiety były czyste. Oficer K.: "Kiedy okazało się, że to Piasecki, do piwnicy od razu ściągnęli wipowie. Taka była sensacja. Milicjant stał w drzwiach, salutował i przepuszczał wszystkich. Żadnych śladów nie udało się niestety zabezpieczyć". Na podstawie ukrycia zwłok oficer K. od razu przypuszczał, że mordercy mieli doświadczenie w popełnianiu zbrodni.

 



*** Piotr Zychowicz - Mordercy Bohdana uchodzą
Rzeczpospolita - 11.12.2007

...Na "trop żydowski" prowadzących śledztwo naprowadziła osoba Ignacego Ekerlinga, złapanego przez ludzi Piaseckiego (milicja nie potrafiła tego zrobić) kierowcę taksówki, którą uprowadzono Bohdana. Szybko się okazało, że nie był on przypadkowym świadkiem przestępstwa, ale uczestnikiem spisku. Ekerling, który wojnę przetrwał na terenie Związku Sowieckiego, miał szerokie kontakty wśród mieszkających wówczas w Warszawie Żydów. Przyjacielem jego szwagra Mieczysława Katza - byłego kierowcy KC PZPR - był łódzki przestępca Michał Barkowski (vel Robert Kalman). To właśnie ten ostatni razem z byłym ubekiem Stefanem Łazorczykiem najprawdopodobniej porwali sprzed szkoły Bohdana. Miejsce zbrodni wybrał zaś ich znajomy milicjant Adam Kossowski, który utrzymywał w domu na Świerczewskiego 82A mieszkania operacyjne. Milicja nie była jednak w stanie przesłuchać podejrzanych. Wszyscy po uprowadzeniu Bohdana Piaseckiego wyjechali za granicę. Większość znalazła się w Izraelu. - Uciec próbował również Ekerling, ale w ostatniej chwili dzięki stanowczej interwencji mojego ojca zawrócono go z granicy - mówi Jarosław Piasecki.
W marcu 1966 roku czołowy, powiązany wówczas ściśle z władzami, izraelski dziennik "Maariv" opublikował artykuł, w którym ogłosił, że "zabójcy syna polskiego polityka żyją w Izraelu". Autor tekstu nazwał zadźganie 15-latka "zabójstwem politycznym" i zapowiedział, że w tej sytuacji PRL nie ma prawa występować o ekstradycję sprawców.

 



*** Antoni Dudek - Nie ujawnić prawdy (zabójstwo Bohdana Piaseckiego)

...Porwanie Bohdana i "śledztwo" w tej sprawie przypadło na okres w którym w MSW trwała ostra walka między dwoma grupami. Pierwszej przewodził wiceminister Antoni Alster, należący do frakcji puławskiej. Jemu właśnie podlegał III Departament prowadzący śledztwo w sprawie Bohdana. Liderem drugiej grupy był wiceminister Mieczysław Moczar i, jak można przypuszczać, to od jego ludzi czerpał Piasecki liczne informacje. Walka w MSW zakończyła się w 1961 r. usunięciem Alstera. Rodzi się w związku z tym pytanie, dlaczego ani wówczas, ani w latach następnych (np. w czasie antysemickiej kampanii w 1968 r.), Piasecki nie zdołał skłonić Moczara, który stał się jego politycznym sojusznikiem do wznowienia sprawy Bohdana. Odpowiedź może być, w świetle przedstawionych faktów, tylko jedna: o pogrzebaniu śledztwa zadecydowała obawa przed skandalem i kompromitacją MSW jako instytucji. Kompromitacją porównywalną z tą, jaka nastąpiła w latach 80. za sprawą śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.



Zabójstwo syna Bolesława Piaseckiego jest jedną z najciekawszych zagadek politycznych czasów PRL-u. Niestety, wygląda na to, że w archiwach IPN brak wyjaśnienia tej sprawy, długotrwałe śledztwo ciągnące się dosłownie do czasów upadku komunizmu niczego nie rozstrzygnęło. Przeciwnie, próbowano wplątać w zabójstwo Bohdana Piaseckiego różne postacie ówczesnej opozycji, czy wręcz elity towarzyskiej (m.in. Tyrmanda). Wiele przesłanek wskazuje jednak, iż źródeł tej zbrodni należy upatrywać w konflikcie dwóch frakcji partyjnych PZPR, który ciągnął się przez całą drugą połowę lat 50-ych. Stalinowski aparat partyjny po śmierci Stalina podzielił się na quasi-liberalną grupę puławską i ortodoksyjny Natolin. Lud prosty określał owych puławian jako "Żydów" (ze względu na rzekomo dominujących w tej grupie liczbowo komunistów żydowskiego pochodzenia) a Natolin jako "chamów" (dominować mieli w niej komuniści pochodzenia polskiego, na dodatek mocno przaśni). Bolesław Piasecki sytuował się raczej po stronie Natolina, a wręcz po stronie sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. W roku 1956 Piasecki groził wprowadzeniem stanu wyjątkowego a jego ludzie wysłani do ZSRR prowadzili jakieś tajemnicze rozmowy, zapewne z generałem Sierowem. Czy zabójstwo syna Bolesława Piaseckiego miało być jakąś "żydowską zemstą" grupy puławskiej za antysemickie ekscesy z lat 30 i 40-ych? Ta interpretacja jest dość naiwna, bowiem co tych "prawdziwych komunistów", niedawnych bezwzględnych stalinowców, internacjonalistów rodem z KPP mogły obchodzić żydowskie cierpienia? Bardziej sensowna jest wersja, iż zabójstwo syna miało być dla Piaseckiego sygnałem ostrzegawczym ze strony Puławian. Piasecki nie należał de facto do żadnej z frakcji, prowadził własną grę, a rzekome rozmowy z Sierowem w 1956 r. mogły rozwścieczyć Puławian (a może ludzi z Kremla?). Możliwa jest też inna, skrajnie odmienna wersja zdarzeń - zbrodni dokonano na zlecenie Natolina. Wskazywać by miała na to inscenizacja zabójstwa chłopca na mord rytualny (sztylet w sercu), co mogło wywołać antysemickie zamieszki, które obróciłyby się przeciwko politycznym konkurentom, a więc "Żydom" z grupy puławskiej.  














Polska mafia










*** ADAM ZADWORNY - Antyballada o Nikosiu
Gazeta Wyborcza - 11/07/2005

...9 listopada 1989 roku podczas widzenia Marek włożył kurtkę i czapkę brata. Z resztką domowego ciasta udał się do jego celi. Nikodem w kurtce Marka bez problemu wyszedł z więzienia. Przez trzy miesiące nikt się nie zorientował. Wszystko wydało się dopiero 6 lutego 1990 roku, kiedy więzienie odwiedzili policjanci z Hamburga zaniepokojeni kartką pocztową, jaka przyszła do nich z Polski. Podpisał ją Nikodem S. Ten wyczyn trafił na czołówki niemieckich gazet. "Polski ojciec chrzestny znika" - pisały.














*** ANNA MARSZAŁEK - Krótka historia mafii
Rzeczpospolita - 17.07.2002

...Zarabialiśmy też na ochronie dyskotek i przemytników przed innymi grupami. W 1991 albo 1992 roku do Jacka Dresza przyszedł taki jeden o imieniu Andrzej. Dresz spotkał się z nim w biurze Wojciecha Paradowskiego (biznesmen powiązany z mafią pruszkowską - przyp. A.M.). Był tam też Raźniak. Andrzej dał im pierwszą ratę za ochronę, a potem płacił jeszcze parę razy. Po jakimś czasie Andrzej przestał jednak się opłacać i zaczął ukrywać. Ustaliliśmy, gdzie mieszka. Podstawiony człowiek umówił się z nim na spotkanie w Warszawie. Stamtąd ja i "Kiełbasa" zabraliśmy go i zawieźliśmy do biura Paradowskiego, gdzie czekali na niego też Raźniak, "Słowik" i Dresz. "Słowik" i Dresz dali mu parę razy po gębie, a potem w bagażniku samochodu Dresza przewieźli do domu "Kiełbasy". Dostał jeszcze parę razy, ale dopiero jak pokazali mu wiertarkę, to zgodził się zapłacić kolejną "ratę" za ochronę i karę za oszukanie grupy. Paradowski dostał z tego 15 tysięcy papieru.















*** Dorota Kania - Niebezpieczne związki
Nowe Państwo - 2001

...W środę 23 marca 2000 roku Ireneusz Sekuła, harcmistrz Polski Ludowej, były wicepremier i biznesmen, nie miał dobrego nastroju. Większą część wieczoru spędził samotnie w jednej z warszawskich restauracji. Potem wrócił do biura przy ulicy Brackiej. Zadzwonił do córki. Jak wynikało z późniejszych ustaleń - po to, aby się pożegnać. Po kilkudziesięciu minutach znalazła go z trzema kulami w ciele. Według najbardziej prawdopodobnej wersji, miał strzelać do siebie z własnego rewolweru, dwukrotnie w brzuch i raz w klatkę piersiową. W szpitalu leżał miesiąc. Zmarł na początku maja.














*** PIOTR PYTLAKOWSKI - Gangrena
Polityka - nr 39, 2000 r.

...Pojawiła się równo 10 lat temu, obchodzi właśnie urodziny. Przez kilka pierwszych lat była bezimienna - politycy upierali się, że w Polsce żadnej mafii nie ma. Chrztu dokonali dopiero dziennikarze. Z właściwą tej profesji skłonnością do przesady ogłosili wszem i wobec, że oto narodziła się nad Wisłą rodzima odmiana cosa nostry, camorry i triady. Brutalna, chciwa i groźna. To dziennikarze wprowadzili do społecznego obiegu nazwy: Pruszków, Wołomin, Otwock. Przez 10 lat polscy mafiosi wykonywali swój fach w poczuciu bezkarności. Rabowali, przemycali, mordowali - a wszystko w świetle jupiterów i bez skrępowania. Nawet jak trafiali za kraty, to na krótko.







 




*** Wojciech Sumliński - To tylko mafia
Wprost - 20 lipca 2003

...- Mafia pruszkowska przez lata doglądała interesów grupy polityków SLD. Zaczęło się od maszyn do gier, a potem były milionowe pożyczki. Człowiekiem, który udzielał pożyczek w imieniu "Pruszkowa", był Bogusław Bagsik. To do niego przychodzili m.in. poseł Jerzy Dziewulski i Ireneusz Sekuła, wicepremier w rządzie Mieczysława Rakowskiego. Gotówka, którą pożyczali, pochodziła z kieszeni zaprzyjaźnionego z Bagsikiem Andrzeja Kolikowskiego (Pershinga). Pośrednikiem w interesach pomiędzy gangiem a politykami był m.in. Wojciech P. - kandydat na ministra budownictwa w połowie lat 90.









 




*** Ewa Ornacka - Masa informacji
Wprost - 27 lipca 2003

...- W swoich zeznaniach Masa delikatnie obszedł się z politykami. Szkoda, że nie powiedział więcej! Na przykład tego, jak obecny poseł Samoobrony z Trójmiasta jeszcze kilka lat temu zlecał gangowi pruszkowskiemu ściganie dłużników. Szkoda, że nie opowiedział, jak na polecenie niedoszłego ministra budownictwa Wojciecha P. obrzuciliśmy granatami auto mecenasa Ś., bo przegrał proces. To P. zlecił nam także pobicie na Saskiej Kępie jakiegoś gościa, który mu podpadł. Żeby policja nie drążyła tej sprawy, P. kupił komendzie radiowóz - opowiada przyjaciel Masy.









 






*** PIOTR PYTLAKOWSKI - Nieobliczalni, brutalni, źli
Polityka nr 50, 2002 r.

...- Młodzi gangsterzy wszystko przeznaczają na bieżącą konsumpcję - ocenia nasz rozmówca z CBŚ. - Po udanym napadzie na tira przez tydzień, najwyżej dwa, bawią się do upadłego. Potem spłukani znów szukają fartu. Oszukują jedni drugich, wciąż są sobie nawzajem winni jakieś pieniądze, stąd wybuchające gwałtowne, kończące się użyciem broni, kłótnie o szmal.















*** Igor Ryciak - Amatorzy bez skrupułów
Newsweek nr 33, 2003 r.

...Stanisław Staszewski, poeta i bard, ojciec "Kazika", napisał kiedyś piosenkę "Knajpa morderców". Jej klienci, pogrążeni w melancholii, wspominają czasy zawodowej prosperity: "Szafa wygrywa rzewne kawałki / Siedzą mordercy, łamią zapałki. Wracajcie słodkie chwały godziny / Sławne gonitwy i strzelaniny". W Warszawie knajpa dla zawodowych zabójców z pewnością świeciłaby pustkami. Nie dlatego, że w stolicy brakuje zabójstw na zlecenie - od początku 2002 roku popełniono ich 18. Nie ma jednak profesjonalnych egzekutorów. Zabijają nieudolni amatorzy.







 






*** VIOLETTA KRASNOWSKA - SMĘTNA STAROŚĆ MAFIOSA
NEWSWEEK - 25.07.2010

...Po wyjściu z więzienia "starzy" zastali więc kompletną pustkę. - Nawet ludzi nie mieli. Ich "żołnierze" odeszli. Powstały nowe strefy wpływów, każda grupa ma jakiś rejon, żyje z agencji towarzyskich albo z udziału w handlu narkotykami. Nie było ostatnio wojen. Widać, że wszystko zostało poukładane. I nikt nie chce rezygnować z dochodu ani dzielić się ze "starymi". Nowe czasy, nowi ludzie - tłumaczy oficer operacyjny CBŚ, który od lat śledzi wydarzenia w warszawskim podziemiu.

 

 





A poniżej możecie sobie poczytać jak wyglądałaby nasza kochana ojczyzna, gdyby nie wkroczyli do akcji dzielni agenci CBŚ i nie rozbili polskiej mafii. Chyba nikt nie docenia wagi powołania do życia Centralnego Biura Śledczego i zniszczenia mafii pruszkowskiej. Jeszcze kilka lat swobodnego rozwoju a "Pruszków" stałby się może polską Cosa Nostrą a rolę włoskiej chadecji pewno odegrałby SLD. Jednak III RP nie była aż taka zła, skoro zmobilizowała się do walki z mafią.  Pamiętajmy, zrobili to Marek Biernacki - szef MSW i ludzie z CBŚ.

 

 





*** Marcin Wojciechowski - Chłopcy z donieckiej ferajny
Gazeta Wyborcza - 29-11-2002

...Rok po śmierci Bragina, jesienią 1996 r., Achmetow został prezesem Szachtara Donieck, a Janukowycz wicegubernatorem od polityki przemysłowej. W listopadzie zamordowano poprzedniego gubernatora obwodu donieckiego Jewhena Szczerbania. Zginął na miejscowym lotnisku, schodząc razem z żoną z trapu samolotu. Zabójcy wjechali na płytę w milicyjnym gaziku. Byli ubrani w mundury maskujące. Puścili kilka serii z kałasznikowów, upewnili się, że Szczerbań nie żyje, i uciekli. Milicja do dziś zastanawia się, dlaczego ochrona lotniska nawet nie próbowała ich zatrzymać.









 





*** Miłada Jędrysik - WARIACI MIASTA PALERMO
Gazeta Wyborcza - 04/08/1995

...To na tym skrzyżowaniu 23 maja 1992 roku 500 kilo trotylu rozerwało byłego członka słynnej grupy antymafijnej z prokuratury w Palermo, sędziego Giovanniego z Falcone, jego żonę Francescę i trzech członków ich eskorty. Państwo Falcone przylecieli z Rzymu, zamierzając spędzić spokojny weekend na jachcie przyjaciela. W dwa miesiące później w Palermo wysadzono w powietrze jego przyjaciela i współpracownika z grupy antymafijnej, Paolo Borsellino. Paolo Borsellino właśnie wsiadał do samochodu po wizycie u swej matki. Gdy w mieszkaniu staruszki wyleciały w oknach wszystkie szyby, wiedziała już, co stało się z jej synem.












*** AGNIESZKA ZAKRZEWICZ - Obrzyn i szpilki
Polityka - nr 15/2002

...Pogrzeb 19-letniej Rity Atria, która była najmłodszym świadkiem koronnym płci żeńskiej (w procesie przeciwko zabójcom ojca i brata) - stał się ogólnokrajową manifestacją środowisk kobiecych. Kiedy mafia zabiła Borsellina - Rita rzuciła się z okna. Na jej pogrzebie w Partanna matka nie pojawiła się uważając, że córka jest zdrajczynią. Przyjechały za to kobiety z całych Włoch. Stara Atria przyszła na grób po kilku dniach i zdjęcie córki rozbiła młotkiem. Dziewczynka prowadziła dziennik, napisała w nim: "Mafia to także my - nasze ślepe i głuche milczenie".












*** SVEN BODECKER - Czcigodni ludzie honoru
Die Woche - 04.01.2002

...W 1925 r. Benito Mussolini rozkazał usunąć prefekta Palermo i obsadzić urzędy ślepo oddanymi faszystami. Po wieloletnich zakrojonych na szeroką skalę czystkach Mussolini uznał mafię za pokonaną. Jej powrót rozpoczął się w roku 1943. Alianci chcieli zająć wyspę i zwrócili się z prośbą o wsparcie do przebywającego w USA bossa mafijnego Lucky'ego Luciano, który pozostawał wszak w dobrych stosunkach z "antyfaszystami", bo tym właśnie stali się mafiosi za sprawą Mussoliniego. A że byli przy tym jeszcze antykomunistami - tym lepiej. W dowód wdzięczności za okazane usługi dopuszczono ich po desancie wojsk alianckich do lokalnej polityki i niejednokrotnie powierzano funkcje burmistrzów.












*** Piotr Kowalczuk - Bogobojny mafioso
Rzeczpospolita - 29.04.2006

...Toto Riina mordując z Provenzano setki mafijnych rywali i ich bliskich w wojnie 1981 - 1983 został "capo di tutti capi", ale kilku niedobitków - ze strachu lub zemsty - poszło na współpracę z policją. Za kratkami znalazło się ponad pięciuset mafiosów. Riina odpowiedział w jedyny sposób, jaki znał. Wypowiedział wojnę państwu włoskiemu. Ginęli politycy, dziennikarze, policjanci i sędziowie. Riina z Provenzano toczyli wojnę nawet poza Sycylią. Bomby wybuchły w Rzymie (m.in. w bazylice św. Jana na Lateranie) i Florencji. Na Sycylii wylądowało siedem tysięcy regularnego wojska. W 1993 r. Riina został schwytany.












*** Tomasz Bielecki - Włoski pax mafiosa po latach przed sądem
Gazeta Wyborcza - 10.06.2013

...W stosunkach między Cosa Nostrą a przywódcą chadecji i kilkakrotnym szefem rządu Giuliem Andreottim punktem zwrotnym miał być rok 1980, kiedy polityk miał krótką przerwę w premierowaniu i ministrowaniu w Rzymie. Wedle rekonstrukcji sądu z 2003 r., który za kontakty z mafią nie skazał go z powodu przedawnienia, "Wujcio" (jak przyjaźnie nazywali Andreottiego mafiosi) dowiedział się o planach zgładzenia prezydenta Sycylii Piersantiego Mattarellego wykazującego zgubne zapędy ku przejrzystości oraz ograniczaniu korupcji. Próbował temu zapobiec, ale na spotkaniu z delegacją Cosa Nostry usłyszał, że plan wyeliminowania Mattarellego jest nieodwołalny. Na kolejnym spotkaniu, już po egzekucji Mattarellego, wysłannicy Cosa Nostry dobitnie wyjaśnili "Wujciowi", że może panoszyć się w Rzymie, ale jego wpływy nie sięgają Sycylii.












*** Piotr Kowalczuk - Mafia rządzi włoskimi wiatrakami
Polityka - 16 kwietnia 2013

...Symbolicznym pomnikiem unijnych i włoskich dotacji, które rozpłynęły się w kieszeniach mafiosów i aferzystów, jest autostrada A3 z Neapolu do Reggio Kalabrii. Unia przeznaczyła na jej modernizację w latach 2000-07 w sumie miliard euro. W 2011 r. Komisja Europejska zorientowała się, że z jej dotacji korzysta głównie mafia i zażądała od Włoch przerzucenia 382 mln subwencji na realizację innych, czystych projektów w Kalabrii. Wówczas europosłanka Ingeborg Grässle ironicznie - choć nie bez powodu - spytała, czy Italia na południu w ogóle posiada jakieś uczciwe projekty. A3 biegnie w ojczyźnie camorry (Kampania) i ndranghety (Kalabria). Mafijne klany za pracę na swoim terenie żądały od głównych wykonawców okupu w wysokości 3 proc. wartości kontraktu. To standardowa stawka mafii (wszystkie pracujące na południu niezależne firmy ujmują w kosztorysie dodatkowe 3 proc. "na nieprzewidziane wydatki").












*** Piotr Kowalczuk - Kalabria - protektorat mafii
Rzeczpospolita - 25.08.2007

...15 sierpnia nad ranem mafijne komando położyło trupem pod włoską restauracją Da Bruno w Duisburgu sześciu mężczyzn. Wszystkie ofiary poza urodzonym w tym mieście synem włoskich emigrantów pochodziły z San Luki, gdzie od 1991 roku toczy się krwawa wojna Vottari-Pelle i Nirta-Strangio, dwóch klanów kalabryjskiej 'ndranghety, najpotężniejszej mafijnej organizacji w świecie kontrolującej handel kokainą na czterech kontynentach. Po raz pierwszy mafijne porachunki wylały się poza granice Italii. Włoska policja lada dzień spodziewa się odwetu i obawia, że wkrótce cała Kalabria może znów spłynąć krwią. Po pustych ulicach San Luki krążą policyjne patrole, karabinierzy na rogatkach przeszukują samochody, ale wszyscy, od ministra spraw wewnętrznych po miejscowego proboszcza, zdają sobie sprawę, że na dalszy rozwój wypadków nie będą mieli większego wpływu, bo Kalabrią rządzi 'ndrangheta, a struktury państwa to przeszczep, który się tam nigdy nie przyjął.












*** Piotr Kowalczuk - Plunąć policjantowi pod nogi
Rzeczpospolita - 19.02.2005

...W Scampii camorra organizuje życie - ściąga podatki, inwestuje, daje zatrudnienie, kredyty, świadczy usługi. Pilnuje porządku i zawiaduje wymiarem sprawiedliwości. Gdy w 1997 roku z powodu ślamazarności neapolitańskiego sądu ku oburzeniu mieszkańców dwóch miejscowych pedofilów uniknęło odpowiedzialności, zamachowcy camorry położyli ich trupem w biały dzień w 24 godziny po opuszczeniu przez nich aresztu. Zresztą mieszkańcy Scampii i Secondigliano nie idą po sprawiedliwość do sądu. Szukają jej u lokalnego bossa. Podobnie jest z pracą, kontraktem budowlanym, zezwoleniem, zaświadczeniem. W oczach mieszkańca Scampii camorra wcale nie jest pasożytem. Żyje z nią w symbiozie. Niekoniecznie ze strachu. Mafijna rzeczywistość jest jedyną, jaką zna. Pasożytem jest dla niego państwo ze swoimi podatkami i policją, która stara się zrujnować świetnie idący narkotykowy biznes. W wojnie państwa z camorrą stoi po mafijnej stronie barykady. Gdy 7 grudnia ubiegłego roku o świcie 1500 karabinierów i strażaków z ciężkim sprzętem, przy wsparciu z powietrza, rozpoczęło forsowanie fortyfikacji camorry, by aresztować 65 jej członków, z góry obrzucano ich czym popadnie. Karabinierzy po zdobyciu barykad stawali oko w oko z murem złorzeczących im kobiet, nierzadko w widocznej ciąży. Uciekających kamorystów zasłaniały własnymi ciałami. Dwunastu udało się zbiec.












*** Mały pitaval włoskiej przestępczości

...Prawie wszyscy byli policjantami - z tego powodu mogli być nieuchwytni i czuli się bezkarni. "Banda z białego Uno", którą kierowało trzech braci Savi, przez siedem lat terroryzowała Włochy. 24 zabójstwa bez powodu. 103 napady rabunkowe, czasami dokonywane dla symbolicznego łupu, tylko z żądzy krwi. To była jedna z największych włoskich zagadek kryminalnych. Rebus okrucieństwa nie do rozwiązania, aż w końcu jeden z przestępców popełnił błąd.







 






*** Maciej Kuczyński - Japonia chora na mafię
Rzeczpospolita - 20.04.1996

...Siła yakuzów bierze się zarówno z kontaktów z rządzącą partią PLD, jak i z cichego porozumienia z policją. Yakuzi czasami zapewniali sobie dobre stosunki z policją za pomocą przekupstwa, ale najczęściej warunkiem pasywności policji wobec mafii było ograniczanie przez gangsterów poziomu "widzialnej" przestępczości (napady, kradzieże, włamania, itp) . Dlatego Japonia miała zawsze najniższy stopień przestępczości spośród krajów rozwiniętych. Yakuzi dbali o to, aby policja odnosiła "sukcesy" podczas spektakularnych akcji antymafijnych, o których gangsterzy byli wcześniej uprzedzani. W czasie jednej nocy aresztowano tysiące ludzi - rano policjanci mogli pokazać dziennikarzom sporą ilość narkotyków, pieniędzy i broni. W zamian zatrzymani yakuzi bardzo szybko wychodzili na wolność. Bandyci mieli także obowiązek względnej dyskrecji w załatwianiu porachunków i nie wolno im było otwarcie zakłócać spokoju społeczeństwa. Dzięki przestrzeganiu tych warunków, władze i policja pozwalały yakuzom na praktycznie jawne działanie - większość wielkich gangów japońskich ma swoje siedziby w biurowcach, noszących nazwę gangu i jego godło.







 






*** Maciej Jarkowiec - Mafia na włosku
Przekrój - 21 lutego 2008

...Powstaniu nowoczesnej struktury mafijnej w USA pomogła prohibicja i talenty Charlesa "Lucky" Luciano. Antyalkoholowa poprawka do konstytucji, która weszła w życie w 1920 roku, pozwoliła gangsterom, do tej pory trudniącym się głównie ściąganiem haraczy, wypłynąć na szerokie wody kryminalnej działalności. Błyskawicznie wyrosły nielegalne destylarnie, rozkwitł handel z Kanadą i dostawcami zza oceanu. W tym samym czasie wielu czołowych mafioso z południa Włoch uciekło do USA przed zwalczającym ich Mussolinim. Dwóch z nich - Giuseppe Masseria i Salvatore Maranzano - założyło w Nowym Jorku pierwsze "rodziny" - organizacje mafijne oparte na hierarchicznym porządku. Na czele rodziny stoi boss, który ma pod sobą underbossa. Drużynami złożonymi z zaprzysiężonych członków mafii (tak zwani zrobieni - made guys) kierują capo (kapitanowie). Są też współpracownicy, którzy mogą dostąpić "zrobienia", jeśli mają korzenie w południowych Włoszech.







 






*** Historia przestępczości zorganizowanej

...Luciano uznawał Lansky'ego za "największy mózg" i człowieka, który "widział, co jest za rogiem". Meyer pomógł we wprowadzeniu amerykańskiej mafii w świat hazardu i narkotyków, przewidując, że wcześniej czy później profity wynikające z prohibicji muszą się skończyć, Jego zdolność do myślenia i planowania uczyniła z niego również doradcę zaprzyjaźnionych mafijnych szefów, który uczył ich prania pieniędzy po uwięzieniu Capone'a za malwersacje podatkowe. Był pierwszym gangsterem, który, w 1934 r. założył konto bankowe w Szwajcarii, a także pierwszym, który wszedł w posiadanie zagranicznego banku. Uprzywilejowana pozycja Lansky'ego oraz jego nieprawdopodobne dziedzictwo spowodowane były tym, że po 1933 r. uzyskiwał dla syndykatu zyski większe niż ktokolwiek inny. Lansky zachował swą główną rolę w prowadzeniu Narodowego Syndykatu Przestępczego aż do 1970 r., kiedy przeszedł na "emeryturę".







 






*** JOHN LAWRENCE REYNOLDS - MAFIA I COSA NOSTRA

...D'Amato był głową De Cavalcante, największej mafijnej rodziny w New Jersey, ponoć pierwowzoru bohaterów popularnego telewizyjnego serialu Rodzina Soprano. Był także zaufanym osławionego Johna Gottiego, co mogłoby go chronić w innych czasach i innych okolicznościach. Jednakże D'Amato zaczął ze swoją przyjaciółką Kelly odwiedzać kluby, w których kobiety i mężczyźni wymieniali się partnerami i uczestniczyli w seksie grupowym. Przy okazji nieraz, co widziała przyjaciółka, uprawiał seks oralny z innymi mężczyznami. Kobieta ze łzami w oczach wyznała to jednemu z jego mafijnych kolegów, który opowiedział o całej sprawie donowi Vincentowi Palermo (Vinny Ocean). Wielki boss kazał zamordować D'Amato. Powód był jasny. "Nikt nie będzie nas szanował, jeśli jeden z naszych szefów zasiadający do rozmów o interesach będzie homoseksualistą" - zeznał w sądzie zabójca.







 






*** Jo Durden Smith - Mafia. Pełna historia

...Tommaso Buscetta, który przebywał wówczas w Brazylii, powiedział później: "Generał dalla Chiesa musiał zostać zabity, gdyż znał tajemnice". Salvo Lima, przedstawiciel mafii w sferach rządowych, najwyraźniej podzielał to zdanie. Gdy po śmierci generała ostatecznie przyjęto ustawę La Torrego, miał powiedzieć: "Dla pewnych rzymian był niebezpieczniejszy jako odsunięty emeryt niż prefekt ze specjalnymi uprawnieniami". Dlaczego?







 






*** TIM NEWARK - MAFIA NA WOJNIE - WSPÓŁPRACA WIELKICH GANGSTERÓW Z ALIANTAMI

...Historia tego, jak rząd USA zawarł układ z Luckym Luciano i jego wspólnikami, by bronić Wschodniego Wybrzeża USA przed sabotażem, zapisana jest w Raporcie Herlandsa z 1954 r. Było to śledztwo przeprowadzone pod kierunkiem Thomasa E. Deweya i miało ustalić szczegóły kontaktów między Wywiadem Marynarki USA i nowojorskimi mafiosami. Marynarka USA nie była zadowolona z ustaleń śledztwa i raport pozostawał tajny przez wiele dziesięcioleci. Nadal nie został opublikowany.







 






*** AMERYKAŃSKA MAFIA - cz. 1

...W latach trzydziestych u steru syndykatu znajdowali się Lucky Luciano, Meyer Lansky oraz kilku czołowych gangsterów z Nowego Jorku i New Jersey, zaś Chicago - pogrążone w chaosie po aresztowaniu Ala Capone - nie odgrywało większej roli w tej organizacji. W ciągu dekady lat czterdziestych za ważniejsze decyzje dotyczące spraw syndykatu odpowiadała tzw. Wielka Szóstka: Frank Costello i Joe Adonis reprezentowali interesy rodzin mafijnych z Nowego Jorku, Meyer Lansky reprezentował samego siebie, pozostałych gangsterów żydowskiego pochodzenia (takich jak Moe Dalitz) oraz przebywającego na wygnaniu Luciano, który przed deportacją nakazał "słuchać Lansky'ego"; Longy Zwillman reprezentował gangi z New Jersey, a Tony Accardo i Greasy Thumb Guzik co tydzień przylatywali na zebrania z Chicago, aby zabierać głos w imieniu tamtejszych organizacji przestępczych. Skład etniczny Wielkiej Szóstki - trzech Żydów i trzech Włochów - zadaje kłam popularnemu twierdzeniu, jakoby Mafia monopolizowała przestępczość zorganizowaną na terenie USA.

 



*** AMERYKAŃSKA MAFIA - cz. 2

...W 1931 r., za sprawą Lucky'ego Luciano oraz żydowskiego gangstera Meyera Lansky'ego, zawiązano syndykat regulujący sprawy przestępczości zorganizowanej na całym terenie Stanów Zjednoczonych. Warto zauważyć, że w owym czasie siły Mafii - nawet jeśli uwzględnić wszystkich gangsterów pochodzenia włoskiego, a nie tylko Sycylijczyków - nie dominowały na amerykańskiej arenie przestępczej. Rzecz jasna nie istnieje żaden oficjalny "spis gangsterów", ale można zaryzykować twierdzenie, że w chwili powstania syndykatu gangsterzy żydowscy przeważali liczebnie nad włoskimi. Pomimo to współpraca między obiema narodowościami zawsze układała się dobrze. Włosi uciekali przed biedą panującą w ich ojczyźnie, zaś Żydzi byli zbiegami z gett Europy. Obydwie grupy przybyły do USA mniej więcej w tym samym okresie i obydwie musiały borykać się z podobnymi formami dyskryminacji. Charakterystycznym przejawem współpracy żydowsko-włoskiej był skład zbrojnego ramienia syndykatu, osławionej grupy Murder, Inc., dzielącej się mniej więcej po połowie na Żydów i Włochów. Zgoda pomiędzy obydwiema grupami nie objęła organizacji irlandzkich.

 

Na początku lat 30-ych w USA doszło do integracji przestępców na wielką skalę, konsekwencje tego są boleśnie odczuwane nawet dziś. Po pierwsze dokonała się integracja środowiska mafii włoskiej w USA czyli cosa nostry. Powstało w tym czasie 25 rodzin mafijnych działających w największych miastach USA i Kanadzie. Jednak co istotniejsze dokonano zintegrowania gangów żydowskich i włoskich w ramach tzw. syndykatu. Powstały dwie komisje mafijne: nowojorska grupująca tylko włoskich gangsterów i 6-osobowa komisja krajowa (narodowa) koordynująca przestępczość żydowsko-włoską. Obecnie funkcjonuje już tylko komisja nowojorska, zaś syndykat ogólnokrajowy jest tylko wspomnieniem.







 






*** ZBIGNIEW BASARA - Rosyjska ośmiornica
Gazeta Wyborcza - 05/12/1997

...Opierając się na szacunkach rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych i FBI, autorzy raportu obliczyli, że w Rosji działa obecnie 8 tys. grup kryminalnych, liczących ponad 100 tys. członków. Co najmniej 200 największych prowadzi też przestępczą działalność w 50 krajach świata: od Japonii, Chin i Korei Południowej przez Turcję po Stany Zjednoczone. Te międzynarodowe kryminalne konglomeraty nawiązały kontakty z lokalnymi gangami i dzielą się zadaniami oraz zyskami z różnego typu przestępstw. Od kradzieży samochodów przez gigantyczne finansowe fałszerstwa i przemyt narkotyków po hazard i prostytucję. Amerykańskie organa ścigania wpadły już na trop 26 rosyjskich grup kryminalnych, działających w 17 miastach na terenie 15 stanów. Gangsterzy trzymają się przede wszystkim wielkich metropolii, jak Nowy Jork, Los Angeles i Miami, będących głównymi ośrodkami kontaktów z kolumbijskim kartelem kokainowym Cali. Rosjanie znani są policji i FBI jako przestępcy biegli w komputerach i technikach szyfrowania, specjalizujący się w wyrafinowanych fałszerstwach finansowych, praniu brudnych pieniędzy i przemycie narkotyków. Bandycka centrala znajduje się w Brighton Beach, dzielnicy południowego Brooklynu, zamieszkanej przez 60 tys. rosyjskich imigrantów. Od kilku lat działa tam "organizatsiya", luźny związek przestępczych grup, mający "wypustki" w amerykańskich miastach oraz na Puerto Rico oraz Antigui, St. Vincent i Arubie - wyspach karaibskich znanych z banków, tzw. offshore, tj. przyjmujących każdy depozyt bez pytania o źródło pochodzenia.

 

 

 






*** Komsomolska-nostra - SIERGIEJ DIUPIN
Kommiersant Włast' - 6.11.2001

Ministerstwo Sprawiedliwości Rosji szacowało niedawno, że 50% gospodarki rosyjskiej kontrolowane jest przez mafię. Znowu wiceprzewodniczący partii "Jabłoko" twierdzi, iż w ciągu 10 lat rosyjskiej prywatyzacji kuponowej w trakcie przejmowania kontroli nad majątkiem firm przez mafię zginęło 20 tys. ludzi. I jeszcze informacja z lutego 2002 r. z "Forum" - mafia rosyjska liczy szacunkowo 114 tys. członków, a włoska mafia, tak rozreklamowana tylko 20 tys. I tyle tylko z tego szczęścia dla ludzkości, że Rosjanie są wybitnie rozproszkowani, nie ma rosyjskiej zcentralizowanej Cosa Nostry, czy nawet "Pruszkowa".

 

 

 






*** Robert Cheda - Wory story
Polityka - 2010-03-20

...W tym czasie na fali pierestrojki Moskwę zalała tzw. przestępczość etniczna, jak nazywano mafie nierosyjskie. Specjalny plan przewidywał jej likwidację z pomocą gangu Sołncewa, robotniczej dzielnicy Moskwy. Posiadając właściwe "świadectwa pracy" Wiaczesław Iwańkow bez trudu przejął Sołncewską Bratwę.Czy realizował projekt KGB? Jeśli tak, to po rozpadzie ZSRR wzajemne relacje odwróciły się całkowicie. Nieprzypadkowo jelcynowska transformacja bywa określana mianem Wielkiej Rewolucji Kryminalnej. Dzięki zdominowaniu rynku ochrony mienia i osób organizacja Japończyka została największym przestępczym związkiem Rosji lat 90. Nie byłoby to możliwe bez licznych funkcjonariuszy MSW i KGB, którzy przekazali kryminalistom swoją wiedzę i kontakty. Także raczkujący biznes sprzyjał Sołncewu. Jak prowadzić interesy, gdy wszędzie czai się uzbrojony oprych? Prasa i lokalne administracje sugerowały wręcz zawarcie państwowo-przestępczego układu stabilizacyjnego. I faktycznie, według eksperta MSW Aleksandra Gurowa, wielka wojna z lat 1992-1994 o podział kryminalnych stref była wspólnym planem mafii z Sołncewa oraz służb specjalnych, osłaniających nowych rosyjskich oligarchów przed zwykłymi gangsterami.

 

 

 






*** Piotr Pytlakowski - Mafiosi demoludów
Polityka - 18-04-2009

...W Rosji zwykłe uliczne gangi, tzw. gruppirowki, nagle awansowały do roli strażnika porządku. Tworzyli je prości chuligani, ale też weterani wojny afgańskiej i rozpuszczeni do cywila niżsi rangą funkcjonariusze KGB. Gruppirowki zajęły się ochroną biznesu. Tego nielegalnego, półlegalnego, ale i tzw. uczciwego. Ochrona była niezbędna przed innymi gruppirowkami. Na rynku zrobiło się bowiem gęsto od grup ulicznych rekieterów. Taksa za usługę wynosiła, w zależności od wysokości obrotów, od 10 do 30 proc. dochodów ochranianych firm. Nikt nie protestował, ba, przedsiębiorcy radziecko-rosyjscy dopraszali się nawet kryszy (dosłownie: dachu, czyli ochrony), bo uzyskiwali poczucie bezpieczeństwa. Zupełnie zmieniła się hierarchia panująca od czasów carskich. Przywództwo utracili wory w zakonie (czyli złodzieje w prawie) - cieszący się największym poważaniem recydywiści kryminalni. Przestępczość w rodzącym się kapitalizmie wymagała innych umiejętności i innych autorytetów. Gruppirowek w całej Rosji powstało ponad 10 tys., liczyły ok. 1 mln ludzi, z czego ok. 200 tys. posiadało całkowicie legalnie broń - to członkowie gangów zarejestrowanych pod szyldem firm ochroniarskich. Niektóre gruppirowki z czasem przerodziły się w prawdziwe kartele.









 






*** MARCIN ŻUREK - Meksykańska masakra narkotykowa
Gazeta Wyborcza - 05/03/2009

...Narkokryminaliści stosują szok medialny. Kilka miesięcy temu gubernator stanu Jukatan opowiadała mi o anonimowych telefonach od ludzi, którzy żądali zakończenia operacji przeciwko kartelom. Grozili, że w przeciwnym razie popełnią zbrodnię, która obiegnie świat - opowiada mi w redakcji radia Enfoque Leonard Curzio, jeden z czołowych komentatorów politycznych w Meksyku. Wkrótce po naszej rozmowie w pobliżu stolicy stanu Meridy znaleziono dwanaście odciętych głów. W lutym w stolicy kraju podrzucono ciała dwóch ściętych kobiet, a w nadmorskim Acapulco głowę ściętego piętnastolatka. Uzbrojone komando wdarło się też do domu policjanta w stanie Tabasco, zabijając dwanaście osób, w tym sześcioro dzieci. Nawet dwuletniego chłopczyka, który daremnie chronił się pod łóżkiem. W końcu grudnia w Chilpancingo w stanie Guerrero porwanych zostało ośmiu wychodzących na przepustkę z koszar żołnierzy. Byli torturowani, potem ścięto im głowy.









 






*** Jędrzej Winiecki - Kosowo Nostra
Polityka - 11 kwietnia 2009

...Pieczę nad tym sprawnym narkotykowym systemem trzyma kilkadziesiąt klanów. Największe liczą po kilkuset członków. Są dochodowymi, rodzinnymi, patriarchalnymi i pracującymi na własny rachunek przedsiębiorstwami, które za granicą dysponują armią rezydentów. W Kosowie i w Albanii poszczególne rodziny kontrolują doliny lub miasta, a więc i przechodzące przez nie szlaki. Krewniacy premiera Thaciego opanowali położoną na południu Kosowa dolinę rzeki Drenica. Terytorium rywala szefa rządu Ramusha Haradinaja z rodziną rozciąga się na zachód od Prisztiny. W podobny sposób podzielone jest całe Kosowo i Północna Albania.







 






*** Mafia w Bułgarii
Polityka

..."Zabójstwa na zlecenie stały się najskuteczniejszym i najtańszym sposobem rozwiązywania poważnych problemów ekonomicznych" - pisał niemiecki dziennikarz śledczy Jürgen Roth w książce "Nowe bułgarskie demony". Według Centrum Badań nad Demokracją, w latach 2000-2005 było ich 156, więcej niż co dziesiąte zabójstwo w tym okresie. Jednocześnie kwitł przemyt - samochodów (Bułgaria stała się cudownym rynkiem na skradzione auta), papierosów, alkoholu. Mafia się bogaciła, a przestępcy żyli dostatniej. Szara strefa dawała zyski o 30-50 proc. wyższe niż legalna, a na czarnym rynku przebicie było nawet kilkusetprocentowe. Na szarą strefę pod koniec lat 90. przypadało 30-35 proc. PKB. W 2007 r. jej udział w obrotach gospodarczych zmalał do 17 proc. Sukces? Z pewnością, ale to i tak grubo za dużo jak na standardy Komisji Europejskiej. Nie tylko zresztą Unia to zauważa. Atanas Atanasow, deputowany do parlamentu, były szef kontrwywiadu, ujmuje rzecz lapidarnie: inne państwa mają mafię. W Bułgarii to mafia ma państwo.

 

 

 






*** Claire Sterling - Bułgarski łącznik

...Agca, niedoszły zabójca Papieża, słyszał o tym dwustronnym handlu, kiedy pracował dla Ugurlu w Turcji, a potem, podczas lata spędzonego w Sofii widział ten proceder na własne oczy. "Broń przechodziła do Bułgarii z Belgii, Włoch, Czechosłowacji, Węgier i Polski. Była załadowywana na okręty i wysyłana dla syryjskich i libańskich terrorystów - powiedział sędziemu Palermowi. - Do Sofii przyjeżdżały ciężarówki załadowane pistoletami i bronią maszynową dla powstańców arabskich, dla Iranu, dla Iraku (...), a z Bliskiego Wschodu przybywali klienci - z gotówką, przemyconym złotem, albo z narkotykami. Bekir Celenk miał wielu Turków, którzy kierowali broń do Bułgarii, a sam jeździł po całym Bliskim Wschodzie i wymieniał broń na narkotyki - opowiadał dalej Agca. - Celenk często jeździł do Syrii, Libanu, na Cypr, żeby kupić heroinę i morfinę od terrorystów i ekstremistów palestyńskich, wysyłał to wszystko do Sofii i przywoził im broń". Dzięki tym transakcjom Celenk "był znaną osobistością w Bułgarii", co zresztą potwierdziły źródła z samej tureckiej mafii, a także nader często potwierdzali i inni obserwatorzy. Niemniej, niezależnie do swojej pozycji w Sofii, Celenk był jednak tylko podwładnym. Abuzer Ugurlu przewodził mafii tureckiej w Bułgarii, a była to chyba najbardziej uprzywilejowana i rozpieszczana banda handlarzy narkotyków, jaka kiedykolwiek chodziła po bożym świecie.









 

W roku 2002, zdaje się, że "Spiegel" podał następujące dane na temat narodowych mafijnych grup:

 

mafia albańska - 30 tys. członków - obroty 8 mld $

mafia kolumbijska - 25 tys. - 10 mld $ 

mafia nigeryjska - 4 tys. - 10 mld $ 

chińskie triady - 230 tys. - 11 mld $ 

mafia turecka - 40 tys. - 43 mld $ 

mafia włoska - 20 tys. - 64 mld $

mafia rosyjska - 114 tys. - 201 mld $ 

 

Jeśliby przeliczyć te "obroty" na jednego "gangstera statystycznego" to wyjdzie, że najbardziej efektywną mafię tworzą rzecz jasna Włosi. Jeden Włoch "wypracowuje dochód" w wysokości 3,2 mln $, Nigeryjczyk 2,5 mln (legendarna mafia nigeryjska specjalizuje się w wymyślnych przekrętach finansowych), Rosjanin 1,7 mln $ (Sołncewo rulez!), Turek 1 mln $, Kolumbijczyk ledwie 0,4 mln $, Albańczyk 0,26 mln $ (ale to podobno najbardziej ekspansywna mafia w Europie). Najgorzej wypadają gangsterzy chińscy, na łeb ledwie 47 tys. $.

Rzecz jasna są to wyliczenia na podstawie danych gazetowych, czyli diabli wiedzą czy wiarygodnych. 















*** WOJCIECH KNAP - Ani sznura, ani szczęścia - KARA ŚMIERCI W POLSCE
Rzeczpospolita - 03.04.2004

...W drugiej połowie lat 50. rynek zaczęła monopolizować jedna para katów. - Żadnych wzniosłych myśli u nich nie było. Robili to dla pieniędzy - ocenia były pracownik Centralnego Zarządu Zakładów Karnych. - Byli na niezłym etacie i z wolnym czasem mogli robić wszystko. Przy wyroku dostawali zwrot kosztów przejazdu i niewielkie pieniądze "od głowy". Na dzisiejsze może z 500 zł. Pierwszemu katu, komuniście, powierzyła ten niepowtarzalny, społecznie użyteczny, odcinek partia. Z pomocnikiem stanowili duet ciężkich, wiecznie skłóconych ze sobą prymitywów. Kiedyś, jadąc "na robotę" do Wrocławia, spili się rutynowo i usnęli w pociągu. Okradziono ich dokumentnie. Z kieszeni płaszcza zabrano im m.in. linkę szubieniczną. - Patrz pan - skarżyli się później. - Podobno ta linka szczęście przynosi. A tu ani sznura, ani szczęścia!

 

 

 






*** Stanisław Podemski - STRYCZEK I KULA. HISTORIA KARY ŚMIERCI W PRL-U

...Do 1950 r. minister sprawiedliwości mógł zarządzić egzekucję publiczną. Strażników obozu koncentracyjnego na lubelskim Majdanku powieszono na oczach wielotysięcznej widowni. Egzekucję sfilmowano, a później prezentowano na ekranach kin. Publicznie stracono też Rudolfa Hössa, komendanta obozu w Oświęcimiu, i Artura Götha, szefa obozu w podkrakowskim Płaszowie.Arthura Greisera, hitlerowskiego namiestnika Kraju Warty, kat powiesił na stokach poznańskiej Cytadeli. Od rana na egzekucję ściągały tłumy ludzi, nieraz z dziećmi. Przekupnie sprzedawali lody i ciastka.














*** Piotr Osęka - Klawisznicy, potokarze i koniki
Newsweek Polska - 30/2002

...W historii dwudziestolecia nie brakowało potężnych i sławnych gangów, jak Urke Nachalnika czy Łukasza Siemiątkowskiego, pseudonim Tata Tasiemka. Przestępcza kariera tego ostatniego była wyjątkowo powikłana i nietypowa. Zanim został hersztem bandy, dowodził bojówką PPS i położył zasługi w walce o niepodległość. Wraz ze swoimi ludźmi uczestniczył w akcjach ekspriopracyjnych, czyli w rabowaniu carskich urzędów, by zdobyć gotówkę na działalność partyjną. Po 1918 r. "Tata Tasiemka" ochraniał pochody pierwszomajowe przed atakami endecji. Z czasem okazało się, że w II Rzeczypospolitej wcale nie zrezygnował z dawnych metod pozyskiwania funduszy, ale teraz płynęły one do kieszeni jego i jego podwładnych - najgorszych bandziorów stolicy. Szajka wymuszała haracze od drobnych kupców, właścicieli knajp i zakładów usługowych. Był to rozpowszechniony wtedy proceder, wszelako Siemiątkowski uprawiał go na niespotykaną skalę. Około 1928 r. gang kontrolował całe Powązki, a także największy w Warszawie bazar, tzw. Kercelak. Powszechnie uważano, że "Tata Tasiemka" zawdzięcza bezkarność wpływowym protektorom i znajomości z wysokimi funkcjonariuszami policji. Dopiero po kilku latach popadł w niełaskę opiekunów i wraz z gangiem trafił na ławę oskarżonych.














*** Jerzy A. Rzewuski - Zniewalający urok zabójców
Rzeczpospolita - 16.06.2007

...Sprawa Zodiaka, ale przede wszystkim podniecenie, które ogarnęło całą Amerykę po zabójstwach bandy Mansona, dały początek ogólnonarodowej obsesji na tle seryjnych morderców. Nagle otworzyła się przed nimi szansa zaistnienia w masowej wyobraźni. Wielu z nich zaś - i to tym najbardziej okrutnym - ów sprzyjający klimat medialno-kulturowy zapewnił trwałą sławę. Miejsca popełnionych przez nich zbrodni przyciągają pielgrzymki z całych Stanów, wywiady z nimi gromadzą przed telewizorami miliony widzów, ich podobizny na T-shirtach stały się częścią scenerii amerykańskich ulic. Pisane za kratami wspomnienia mają wielomilionowe nakłady, a pamiątki osiągają na giełdach kolekcjonerów zawrotne ceny. Oni sami otrzymują wysokie honoraria za prawa autorskie na przykład do ekranizacji ich historii czy wykorzystywania nazwisk i wizerunków w różnych publikacjach i gadżetach. Dostają sterty listów od wielbicieli, bywa, że z czekami na wysokie sumy, oraz niczym gwiazdy kina czy rocka udzielają w więzieniach audiencji fanom ustawiającym się w długich kolejkach. Im bardziej ohydna zbrodnia, im więcej ofiar, tym wyższe miejsce w notowaniach popularności. Rekordy bije Jeffrey Dahmer, kanibal z Milwaukee, mający na sumieniu 17 młodych ludzi. W pamięci zachował się stracony w 1995 r. przedsiębiorca z Chicago John Wayne Gacy, zabójca 33 osób, głównie chłopców i młodych mężczyzn, których w większości pochował pod fundamentami swego domu. Fascynacją wciąż otoczony jest Ted Bundy, który w latach 1974 - 1978 zamordował 30 kobiet (przypuszcza się, że było ich znacznie więcej), często gwałcąc je przed i po śmierci, a swoją karierę już jako gwiazda zakończył w 1989 roku na krześle elektrycznym.














*** JERZY RZEWUSKI - Dawno temu w Nowym Jorku - Monk Eastman
Rzeczpospolita - 05.04.2003

...Monk Eastman kochał swoją pracę. Według jego cennika 15 dolarów kosztowało rozwalenie komuś głowy lub zmasakrowanie ucha, 19 - złamanie ręki lub nogi, 25 - postrzał w nogę lub dziabnięcie nożem, 100 i więcej - porządne skatowanie lub poważna mokra robota. Rzetelność i wysoka jakość świadczonych przez Monka usług były legendarne. Klientów nie brakowało. Niebawem pracownicy pogotowia nie inaczej mówili o oddziale urazowym szpitala Bellevue niż Eastman Pavillion. Przymioty Monka nie uszły uwadze Tammany Hall. O włączeniu go w służbę "systemu" zdecydowało ostatecznie to, iż jego działalność na własnych śmieciach w ciągu kilkunastu miesięcy doszczętnie zburzyła panujący od 40 lat układ sił w przestępczym półświatku. Gdy XIX wiek dożywał swych ostatnich dni, Monk był już niekoronowanym królem Lower East Side. Na każde jego wezwanie mogło stawić się pospolite ruszenie w sile 1200 ślepo oddanych mu zabijaków.














*** Rodney Castleden - Amerykańscy zamachowcy

...Raport, który ostatecznie przygotowała Komisja Warrena, głosił, że Oswald dał wszystkie trzy strzały - pierwszy, który chybił zupełnie, oraz dwa pozostałe, które trafiły Kennedy'ego - i że działał sam, nie miał wspólników. Teorie spiskowe żywiły się pragnieniem wytłumaczenia tego doniosłego zdarzenia jakimś skomplikowanym i bardzo tajnym spiskiem, w który zaangażowana byłaby jakaś wpływowa organizacja, być może mafia albo CIA. Prawda zdaje się jednak taka, że tragiczny koniec prezydentury Johna Kennedy'ego został spowodowany przez jednego szalonego strzelca, desperacko pragnącego zapewnić sobie miejsce w historii. I udało mu się.

Niezwykłą specyfiką USA jest dokonywanie spektakularnych zamachów na osoby publiczne właściwie bez racjonalnych motywacji. Zwykle dokonują ich żądni sławy życiowi nieudacznicy. Motywy polityczne nie mają żadnego znaczenia.  














*** Szwabski Breivik

...Niemcy przy okazji norweskiej tragedii odkryli, że już sto lat temu mieli własnego Andersa Breivika: dyrektora wiejskiej szkoły w Szwabii Ernsta Augusta Wagnera, który w 1913 r. doczekał się ponurej sławy jako "morderca z Mulhausen". Zatłukł kijem swoje dzieci i żonę, a następnie w pobliskim Mulhausen podpalił cztery domy, po czym zaczął strzelać na oślep do przechodniów. Zanim obezwładnił go policjant, zabił osiem osób i ranił 12. Był to nierzucający się w oczy mężczyzna, "wykształcony, grzeczny i ugodowy w sposobie bycia człowiek" - jak charakteryzował go później zaskoczony psychiatra. Wagner - podobnie jak Breivik - przygotowywał się latami do dzieła zniszczenia, gromadził broń, zaczytywał się w dziełach Ibsena i Nietzschego. Sporządził też manifest, dramat o cesarzu Neronie, który zadedykował: "Mojemu narodowi". Był przekonany, że żyje w czasach zbliżającej się apokalipsy. Zagrożenie widział w gwałtownej urbanizacji, feministkach domagających się praw wyborczych i ogólnym upadku obyczajów. Szczerze nienawidził ludzi: "ze wszystkich dokonań ludzkości człowiek udał się najmniej", zanotował w swoim manifeście.














*** PIOTREK GAWLIŃSKI - Popychadło
Gazeta Wyborcza - 5 września 2013

..."Zaczęła mówić o tym, żebym to zrozumiał, że ona w swoim życiu czuje się jako Prügelknabe, to powiedziała dosłownie po niemiecku, w przekładzie na czeski, jako otloukanek - chłopiec do bicia. Mówiła nawet, że czuje się w pewnym sensie rzecznikiem popychadeł, a społeczeństwu chce uświadomić: tak, my Prügelknabowie, jesteśmy tu, jest nas dużo, a ja muszę, ja chciałam w ten sposób pokazać, że trzeba się z nami liczyć, że społeczeństwo powinno się o wiele lepiej w stosunku do nas zachowywać" - wspominał jeden z prowadzących dochodzenie Vadav Fronek Przed sądem dziewczyna powie: " (...) u Hepnarów, następnie w szkole, na ulicy, kiedykolwiek, gdy spotkałam się twarzą w twarz z pojedynczym człowiekiem (...), nigdy nie było to spotkanie równego z równym, ale zawsze występowałam w nim jako Prügelknabe..."







*** Ja, Olga Hepnarová

...Mamy na praktykach jedną dziewczynę. Była w psychiatryku na Bohnicach. Mówią, że to świr. Nie wiem, czy tak samo mówią o mnie. Raz stanęłam w jej obronie... W przyszłym tygodniu będziemy przerabiać Nezvala. Jeśli nauczycielka zapyta, czy ktoś zna jakiś jego wiersz, zgłoszę się i wyrecytuję na przykład "Akrobatę". A potem, kiedyś, powiem jej: "Vando, to dla ciebie mówiłam ten wiersz". Ona rozumie poezję. Ale ja z nią nie rozmawiam, z nikim nie rozmawiam, nikt nie rozmawia ze mną, nic nikomu nie daję i niczego od nikogo nie chcę.














*** Stanisław Szenic - Sprawa Bohdana Ronikiera

...Gdy władze śledcze przystąpiły do sprawdzenia podanych przez hr. Ronikiera okoliczności mających ustalić jego alibi, zaczął on przejawiać nienormalny stan psychiczny. W lipcu 1910 roku napisał do żony z więzienia list, w którym boleje nad tym, że ją aresztowano, o czym zawiadomił go "jeden pan", gdy go przyszedł odwiedzić. Chociaż w rzeczywistości hr. Ronikierowa nigdy aresztowana nie była i nikt obcy do więźnia dopuszczony być nie mógł, jednakże i w następnych listach do żony, i w rozmowach z administracją więzienną hr. Ronikier nie przestawał twierdzić, że żona jego męczy się w więzieniu, do którego wtrącili ją nieprzyjaciele. Wówczas też zaczął zdradzać cechy manii religijnej, opowiadając, że ukazał mu się św. Klemens i namawiał do zorganizowania zakonu "klemensistów"; dlatego on, Ronikier, postanowił wstąpić do zakonu i teraz nie nazywa się już hr. Ronikier, lecz jest przeorem Teodorem. Podczas dwukrotnych ekspertyz sądowolekarskich na pytania lekarzy udzielił wielu prawidłowych odpowiedzi, ale obstawał przy tym, że odwiedził go w więzieniu jakiś pan, którego tym razem rozpoznał w osobie urzędnika wydziału śledczego Kurnatowskiego; a następnie opowiedział, że nawiedzili go święci i sam Pan Bóg. Gdy przyszła do niego żona, hr. Ronikier rzekł, że to jakaś obca kobieta, chociaż na pożegnanie w rękę ją pocałował.









*** Stanisław Szenic - Sprawa o zabójstwo Władysława ks. Druckiego-Lubeckiego

...Natomiast zwrot sensacyjny nastąpił w sprawie samego zabójstwa. Pod zarzutem popełnienia go aresztowano ordynata Bispinga. Z całą atencją należną osobie tak wysokie zajmującej miejsce w hierarchii społecznej został on zaproszony do gabinetu prokuratora, gdzie po kilkugodzinnym przesłuchaniu zapadła decyzja zatrzymania ordynata w więzieniu śledczym. Przewieziono go do aresztu, dla uniknięcia sensacji, w prywatnym zamkniętym landzie. Do celi więziennej za staraniem pani Bispingowej wstawiono wygodne polowe łóżko. "Rzeczywistość czy jakiś szatański zbieg okoliczności?" - stawiano sobie pytanie na łamach prasy, stwierdzając, że ordynat na Massalanach jest skuzynowany z wielu dworami europejskimi przez małżonkę swoją, księżnę Radziwiłłową, wdowę po księciu Karolu, a córkę Andrzeja hr. Zamoyskiego z Podzamcza i księżny Karoliny de Bourbon, siostrzenicy nieżyjącej cesarzowej Elżbiety. Podawano, że władze śledcze wyłączają motywy materialne, a nawet premedytację przy spełnieniu przestępczego czynu. Oskarżenie ma być oparte na przypuszczeniu, że dokonano zabójstwa w rozdrażnieniu na tle sprzeczki.










*** Stanisław Szenic - SPRAWA KWILECKICH

...Hrabia Hektor pojechał również do Paryża, aby tutaj przy pomocy zaprzyjaźnionego z nim malarza portrecisty Marcelego Krajewskiego, zamieszkałego w Paryżu, oraz w dalszej fazie już za pośrednictwem komisarza policyjnego Louis Tarda przeprowadzić odpowiednie dochodzenia. Miały one na celu stwierdzenie, czy w 1896 roku przebywała w Paryżu hrabina Izabela, aby wyszukać odpowiedniego noworodka, nadającego się do podsunięcia na dziedzica ordynacji, oraz zamówić sobie sztuczny gumowy brzuch, czyli "żywot", jak wówczas mówiono, aby w przekonywający sposób móc symulować rozwijającą się ciążę. Dochodzenia ustaliły, że w żadnym z hoteli paryskich hrabina Izabela pod swoim nazwiskiem w roku 1896 zameldowana nie była, co w połączeniu z nadesłaną wtedy tajemniczą depeszą agnaci uznali za szczegół obciążający. Poszukiwania ujawniły, że w tymże roku jakaś tęga pani, uznana na podstawie fotografii za podobną do hrabiny Kwileckiej przez jedną z akuszerek, pertraktowała o nabycie noworodka. W którymś ze sklepów sprzedających wyroby gumowe ustalono również, że jakaś cudzoziemka mówiąca po francusku z akcentem polskim lub rosyjskim w tymże roku nabyła gumowy brzuch.














*** Tadeusz Dyniewski - Zbrodnia Damazego Macocha

...Zbrodnia nabrała wielkiego rozgłosu. Ze zrozumiałych względów - zważywszy status społeczny zabójcy - wieść o niej docierała do społeczeństwa polskiego przez wszystkie granice zaborów. Wśród różnych plotek i pogłosek funkcjonowała i ta, że Macoch był agentem ochrany, związany z Rybakiem, prowokatorem zabitym przez polskich rewolucjonistów w Krakowie na początku 1910 roku. I wersja o agenturalnej pracy Macocha wydaje się bardziej niż prawdopodobna. Zda się za nią przemawiać zarówno wspomniane wyłączenie Denisowa, jak i odebranie sprawy pierwszemu prokuratorowi. Powierzenie prowadzenia śledztwa dwom prokuratorom też wiele mówi: po prostu jeden drugiego pilnował. Znani ze współpracy z ochraną, sformułowali wobec Macocha i współoskarżonych wyłącznie zarzuty natury kryminalnej. I wreszcie ostatnia okoliczność: z zeznań niektórych świadków można wnioskować, że Damazy Macoch zabił brata bynajmniej nie z zazdrości o jego żonę. Gdyby tak było, to Damazy by małżeństwa Heleny ze swym kuzynem nie skojarzył. A uczynił to na dwa czy trzy miesiące przed dniem zbrodni, wyprawiając huczne wesele nie byle gdzie, bo w Hotelu Europejskim w Warszawie za 1400 rubli (suma ta stanowiła równowartość trzech lat pracy średniego urzędnika), potem młode małżeństwo wyposażył w luksusowe mieszkanie oraz finansował wcale nie biedne życie. Skąd więc ta zazdrość?














*** Helmut Werner - Krwawa hrabina Batory - największy wampir wszechczasów

...W zamku hrabiego Nadasdy w Wiedniu hrabina gościła kiedyś węgierskich arystokratów. Tamtego wieczoru oczy całego towarzystwa zwrócone były na pewną piękną dziewczynę. Okazało się, że piękność ta była zaręczona z jej krewniakiem. Hrabina natychmiast zaczęła przemyśliwać, jak mogłaby ją zwabić, by wykąpać się w jej krwi, po której wiele sobie obiecywała. Bez trudu nawiązała rozmowę z młodą arystokratką i, niepostrzeżenie dla innych gości, pod jakimś pretekstem, zaprowadziła ją do jednego z bocznych pokoi, w którym jej pomocnicy obezwładnili i zakneblowali ofiarę, a następnie niepostrzeżenie przenieśli do karocy. Przewieziono ją do pewnej willi na przedmieściach Wiednia, którą hrabina Batory wynajęła specjalnie do swoich zbrodniczych celów. Półżywą z przerażenia dziewczynę wykąpano, dzięki czemu jej uroda nabrała jeszcze większego blasku. Rozebraną zaprowadzono do jasno oświetlonego pokoju, w którym oczekiwała już Elżbieta Batory. Dordula zwinęła dywan, który przykrywał wpuszczoną w parkiet klapę zasłaniającą przygotowaną wannę. Zaskoczona i przerażona dziewczyna została natychmiast zaatakowana przez Fritzko, który wbił jej nóż w plecy. Z powodu licznych ran kłutych ofiara błyskawicznie wykrwawiła się. Gdy tylko wanna wystarczająco napełniła się, hrabina usiadła w niej, czekając aż sięgająca jej po szyję krew w tajemniczy sposób odmłodzi jej skórę.














*** Michel Herubel - Proces Gilles'a de Rais

...Rzeczony oskarżony powiedział i wyznał, że w trakcie jednego z tych wywoływań odprawianych przez rzeczonego Franciszka pod jego nieobecność, zgodnie z tym, co ów powiedział mu po jego powrocie, Franciszek widział wspomnianego Barrona i mówił z nim; który to Barron powiedział mu, że nie przyjdzie do rzeczonego oskarżonego, ponieważ ten nie dotrzymał danej mu obietnicy i nie spełnił jej; wtedy on, oskarżony, dowiedziawszy się o tym, polecił rzeczonemu Franciszkowi zapytać tegoż diabła, co chciałby odeń dostać i zapewnić go, że da mu wszystko, czego sobie zażyczy, oprócz duszy i żywota, byleby w zamian diabeł odstąpił i dał mu to, czego on odeń zażąda; rzeczony oskarżony dodał, że miał zamiar żądać odeń wiedzy, potęgi i bogactw, ażeby przywrócić do pierwotnego stanu swoje dobra i swoją władzę; i że nieco później rzeczony Franciszek powiedział mu, że mówił z tymże diabłem, który zażądał między innymi, by rzeczony Gilles de Rais dał mu parę dziecięcych członków; który to Gilles dał wkrótce potem rzeczonemu Franciszkowi rękę, serce i oczy młodego chłopca, by je ofiarował diabłu w imieniu rzeczonego Gilles'a, oskarżonego.














*** Rodney Castleden - Kuba Rozpruwacz - morderca z Whitechapel

...Ostatnią ofiarą Kuby Rozpruwacza była Mary Jeanette Kelly, dwudziestopięcioletnia prostytutka, która została zamordowana 9 listopada w wynajętym pokoju na Miller Court przy Dorset Street. Rankiem, za kwadrans jedenasta, właściciel Henry Bowers przyszedł, by odebrać zapłatę za wynajem. Nikt jednak nie odpowiedział na jego stukanie. Kiedy zajrzał przez okno, ujrzał straszliwy widok. Pocięte na kawałki zwłoki Mary leżały na łóżku. Aby zrobić coś takiego, morderca potrzebował co najmniej godziny. Odcięta głowa zwisała na kawałku skóry. Na kracie kominka żarzyły się węgle, jakby morderstwa dokonano przy świetle ognia. Tym razem zabójca nie zabrał żadnych organów. "Ten widok będzie mnie prześladował do końca życia" - powiedział Bowers policjantom. Poprzedniego wieczoru Mary desperacko usiłowała zarobić na opłatę za pokój. Widziano ją, jak zaczepiała obcych. Ostatnim spośród tych, do których podeszła około drugiej w nocy, był wysoki, ciemnowłosy mężczyzna o "smagłej" cerze. Na głowie miał kapelusz myśliwski. Sprawiał wrażenie dobrze ubranego i miał złotą dewizkę. Oddalili się razem wąską alejką prowadzącą do wynajmowanego przez Mary pokoju na parterze. Ogólnie przyjęto, że owym smagłym dżentelmenem był Kuba Rozpruwacz.














*** Jorge Luis Borges - POWSZECHNA HISTORIA NIKCZEMNOŚCI

...Z zatrważającą trzeźwością bezsennych nocy organizował tłumne orgie, trwające okrągłe cztery doby. Pod koniec zabawy, kiedy miał już dosyć, kulami płacił rachunek i odjeżdżał. Dopóki nie zawiódł go palec na cynglu, był najgroźniejszym (i być morze najbardziej niczyim i najbardziej samotnym) człowiekiem pogranicza. Garrett - jego przyjaciel, a zarazem szeryf, który go później zabił - powiedział mu kiedyś: "Ja uczyłem się strzelać polując na bizony." "Ja zaś strzelając do ludzi" - odparł miękko. Szczegóły są nam nie znane, wiemy jednak, że miał na swoim koncie dwadzieścia jeden śmierci, "nie licząc Meksykanów". Przez siedem ryzykanckich lat praktykował w tym luksusowym rzemiośle odwagi.
Późnym wieczorem, dwudziestego piątego lipca 1880 roku, Billy the Kid przejechał galopem na swoim kasztanku główną (i jedyną) ulicą Fortu Summer. Upał był nie do wytrzymania, nie zapalano więc lamp; komisarz Garret, siedzący w fotelu na biegunach u wylotu korytarza, wyjął rewolwer i strzelił trafiając w brzuch. Kasztanek popędził dalej; jeździec zwalił się na piaszczystą ulicę. Garret strzelił po raz drugi. Ludzi (wiedząc, że rannym jest Billy the Kid) pozamykali drzwi i okiennice. Agonia była długa i bluźniercza. Kiedy słońce sięgało zenitu, podeszli do niego i zabrali mu broń; człowiek był zabity.














*** Kto zabija człowieka... - Najgłośniejsze procesy o morderstwa w powojennej Polsce

...Zaskoczę Pana, byłem cholernie ambitny, chciałem być kimś, mieć dobre stanowisko, coś znaczyć w tym społeczeństwie. Pierwszym moim marzeniem było zostać komandosem. Przypadła mi do gustu ich odwaga, zimna krew, żelazna dyscyplina i twarde życie. Potem marzyłem o karierze wojskowej, chciałem skończyć szkołę oficerską i zostać wysokim dowódcą. Złożyłem nawet podanie do takiej szkoły. Z moich marzeń zdążyło się spełnić jedno, chciałem i byłem katem ludzi, choć myślałem o większej rzezi, o prawdziwym dużym krematorium. Gdyby była wojna, chciałbym być szefem obozu koncentracyjnego, obcinałbym piersi kobiet i kładł je pod hełmy żołnierzy, aby nie uciskały ich w głowę. Marzyły mi się masowe mordy w komorach gazowych, łapanki, ćwiartowanie ludzi. Chciałem wymordować wszystkie kobiety, może poza dwoma - moją siostrą i kuzynką. Niestety, nie zdążyłem. Nie wiem, kto na tym stracił.












*** Violetta Krasnowska-Sałustowicz - Mężczyzna, który nie mówił "r"
Newsweek Polska Historia - nr 1/2 2012 r.

...Dopiero w toku wielu przesłuchań mąż Małgorzaty opowiedział, jak wyglądała czwartkowa wizyta Leszka. Zeznał, że oboje z Małgośką ciągle pili i towarzyszył im głównie kolega, Remek. "Tego dnia, 9 sierpnia, Remek o 14 przyniósł wino, wypiliśmy w trójkę, po wypiciu wina graliśmy w warcaby, a żona leżała na swym materacu na posłaniu. Ok. 18 przyszedł Leszek. Był chyba trzeźwy, nie pił z nami. Z zachowania Leszka zorientowałem się, że chce gdzieś zabrać żonę. Nie słyszałem, co mówi do mojej żony, ale zauważył to Remek i kazał mu wyjść: "Wypierdalaj stąd natychmiast". Remek zerwał się zza stołu i wypchnął go za drzwi. Wyszedł za nim na korytarz, ale zaraz wrócił. Za około pół godziny Remek również wyszedł" - zeznawał mąż kobiety. Z jego wyliczeń wynikało, że Leszek Kowalewski został wyrzucony za drzwi o godzinie 19, a Remek wyszedł o 19.15-19.20.














*** JAK SIĘ W POLSCE USTAWIA ŚLEDZTWA

...Iwan miał powód, aby opowiadać nawet najbardziej nieprawdopodobne historie. W tym czasie za inne morderstwo groziło mu dożywocie. Jedyną szansą odzyskania wolności i spokoju była współpraca z organami ścigania. Najpierw musiał jednak wykazać swoją przydatność. Zaimponować prokuratorom wiedzą, którą można by sprzedać w zamian za nadzwyczajne złagodzenie kary. Taktyka przyniosła skutek. Za zamordowanie gdańskiego biznesmena Zirajewski dostał tylko 15 lat. Ale nie będzie miał już szansy udowodnić, czy w tym, co mówił, było choćby źdźbło prawdy. W styczniu 2010 r. nieoczekiwanie popełnił samobójstwo. Do dziś wiele osób uważa, że w rzeczywistości został zamordowany. Tymczasem na czołówki gazet właśnie trafił kolejny świadek, któremu niektórzy już wróżą podobny los.



Problem "ustawionych śledztw" ma zasięg ogólnopolski. Ma swoje źródło w patologicznej żądzy kariery i bezkarności policjantów a przede wszystkim prokuratorów. Schemat jest prosty - należy znaleźć "świadka koronnego", najlepszy jest "kłamca i łajdak" (jak powiedział o "koronnym" Zirajewskim w czasie procesu ekstradycyjnego Edwarda Mazura sędzia Arlander Keys). Ktoś taki gotów jest obciążyć absolutnie każdego. Potem sędziowie sadzają na kilka lat w areszcie "oskarżonego", który i tak zostaje w końcu uniewinniony, bo nie sposób prawomocnie skazać kogokolwiek tylko na podstawie zeznań "kłamcy i łajdaka". A prokuratorzy i policjanci awansują...

W przypadku zabójstwa generała Papały "ustawianie śledztwa" i znajdowanie kolejnych "koronnych" sięgnęło absurdu. Najpierw Artur Zirajewski obciążał Edwarda Mazura, potem pojawił się Igor Ł. ps. Patyk, ten obciążył mafijnego killera Boguckiego. Na końcu zaś prokuratorzy-karierowicze wynaleźli Roberta P., członka grupy Patyka. Tenże Robert P. rzecz jasna na własne oczy widział Patyka zabijającego Papałę.












*** Krzysztof Kęciek - Nowe Alcatraz - Supermax - najpilniej strzeżone więzienie w USA
Przegląd - 5/2002

...Więzienie otwarto w listopadzie 1994 r., przenosząc tu najbardziej niebezpiecznych skazańców z Marion. Kompleks zakładów karnych składa się z obozu pracy, więzienia o średnim stopniu bezpieczeństwa i wreszcie Supermaksu - trójkątnej fortecy z betonu i cegieł, otoczonej murami i zasiekami z drutu kolczastego. Mury wzmacnia sześć wież wartowniczych różnej wysokości, wyposażonych w karabiny maszynowe, a nawet rakiety przeciwlotnicze, by odeprzeć nawet atak z powietrza. "Nowe Alcatraz" zostało tak skonstruowane, aby nie tylko udaremnić wszelkie ucieczki, ale także powstrzymać zmasowane natarcie z zewnątrz z użyciem śmigłowców i broni pancernej. Całość ma w sobie ponury urok fortecy z jakiejś mrocznej bajki. "Budowla ta świadczy, że więzienie wcale nie musi wyglądać brzydko, aby być bezpieczne", mówi zadowolony projektant, architekt John Quest. Tylko że widok od wewnątrz jest znacznie mniej przyjemny.












*** Andrzej Gass - Napad na bank (Warszawa, ulica Jasna 1, rok 1964)
Focus Historia - 17/04/2008

...Po opublikowaniu w 1997 r. w tygodniku "Kulisy" (już nie istnieje) artykułu o napadzie (po raz pierwszy opartego na aktach śledztwa znajdujących się wtedy w archiwum MSW) do redakcji przyszedł list wysłany z Jaworzna na Śląsku. Autor podpisał się nazwiskiem człowieka mieszkającego w tej miejscowości, który był funkcjonariuszem MO i, jak powiedział mi członek jego rodziny, podobno uciekł z Polski. Adres był fałszywy. Autor listu, posługujący się policyjnym żargonem, napisał, że sprawcy napadu zostali: "wykryci, ustaleni i zlikwidowani, przynajmniej dwaj bezpośredni, (...) ze względu na zachowanie autorytetu środowiska, z którego się wywodzili, i dobro państwa nie podano ich nazwisk do publicznej wiadomości. Byli to dwaj oficerowie SB, major i kapitan".







*** Przemysław Semczuk - NIEUCHWYTNI - Napad na bank 'Pod Orłami'

...Po pięciu latach bezowocnego śledztwa, w marcu 1964 roku, generał Dobieszak podpisał rozkaz powołania przy Oddziale Służby Kryminalnej KGMO grupy operacyjnej "P-57". Jej kierownikiem został podpułkownik Józef Muniak, naczelnik Wydziału I Oddziału Służby Kryminalnej. W jej składzie znalazło się dziesięciu oficerów z komend wojewódzkich w Katowicach, Kielcach, Gdańsku, Łodzi i Warszawie. Podlegali bezpośrednio pułkownikowi Górnickiemu z KGMO. Wyznaczeni oficerowie zajmowali się wyłącznie sprawami napadu na kasjerkę Chełmka, zamordowania plutonowego Kiełczykowskiego, napadu na pocztę numer 57 w Warszawie i sprawą o kryptonimie "Zaginiony", która zdaniem analityków miała sporo cech wspólnych z trzema pozostałymi. Chodziło o porwanie i morderstwo Bohdana Piaseckiego. Doszło do niego w tym samym rejonie, w którym działali bandyci. Analiza materiałów śledztwa wykazywała, że wtedy także sprawcy postępowali według precyzyjnie przygotowanego planu. Poza tym obserwowali działania milicji. Piaseckiego odnaleziono w schronie przeciwlotniczym w budynku przy ulicy Świerczewskiego 82 A w Warszawie. Zwłoki były ukryte w łazience, do której drzwi zabito hufnalami. W ciele chłopaka znaleziono nóż wojskowy używany w jednostkach specjalnych. Tymczasem rany w ciele milicjanta Kiełczykowskiego zadano bardzo podobnym narzędziem. Sprawa Piaseckiego łączyła się także ze śledztwem w sprawie obrazów skradzionych z Muzeum Śląskiego we Wrocławiu. Anonimy z żądaniem okupu za uwolnienie chłopca napisano na takiej samej maszynie do pisania marki Bambino, jakiej używali sprawcy kradzieży.












*** Andrzej Gass - Śmierć i koronki
Focus Historia - 28/07/2009

...Poeta Jan Lechoń w Nowym Jorku zapisał w prowadzonym przez siebie "Dzienniku" pod datą 3 sierpnia 1951 r.: "Zwłoki Marty Śmigłowej poćwiartowane znaleziono gdzieś pod mostem w Nicei. Zanim została ona żoną nieszczęsnego Rydza - była panią Zaleską, i mąż jej, pan Zaleski, zastawszy kiedyś pewnego pana w jej, powiedzmy, buduarze zastrzelił go (...). Nie jest to oczywiście przypadek, że tak zacząwszy, tak zginęła". Przyszła marszałkowa miała 18 lat, gdy została mężatką. Helena Kutyłowska ("Wspomnienia z Podola 1898-1919") tak ją zapamiętała: "Brat Adzi Zaleskiej z Adampola, Michał, po skończeniu gimnazjum w Żytomierzu poznał tam Martę Thomas, zakochał się w niej i ożenił" - napisała. Dodała też: "Nie wiem kiedy, ale zamieszkali w naszych stronach w Sandrakach i pewnego dnia złożyli rodzicom wizytę. Pani Marta, wesoła, przystojna, szybko weszła w rolę ziemianki i - choć w owych czasach taki związek uważano za mezalians, gdyż była córką aptekarza - została przez sąsiadów, szczególnie panów, mile przyjęta. Dobrze jeździła konno i często wpadała do Kumanowic, aby wziąć udział w naszych wycieczkach".












*** Andrzej Gass - Świntuchy z dobrego towarzystwa
Focus Historia - 26/05/2008

...Zamożna panna z dobrego domu wysyłała anonimowe listy, szantażujące szereg osób w Poznaniu - ogłosił 1 stycznia 1932 r. "Dziennik Poznański". Próbowała wyłudzić w sumie 17 tysięcy złotych. "Każdy ma jakieś, choćby drobne grzechy na sumieniu, więc za milczenie chętnie zapłacił" - podsumowała gazeta, dodając, że toczy się śledztwo.












*** Piotr Lipiński - MIĘSO, A W ŚRODKU RZEŹNIK (afera mięsna)
Gazeta Wyborcza - 10/06/1999

...Stanisław Wawrzecki, dyrektor warszawskiego Miejskiego Handlu Mięsem, został skazany na śmierć w 1965 r. za udział w tzw. aferze mięsnej. Po 1956 r. był to w PRL jedyny wykonany wyrok śmierci za przestępstwo gospodarcze. Według profesora Andrzeja Rzeplińskiego, prawnika z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, powieszono go jednak nie o świcie, ale po południu: - Po 1956 r. kary śmierci wykonywano w Polsce około godziny siedemnastej, osiemnastej. Nie, jak wieść gminna niesie, o świcie. Żaden prokurator nie wstanie o czwartej rano na egzekucję. Po południu, między obiadem a kolacją, był lepszy czas na wieszanie. Zwykle między decyzją Rady Państwa a egzekucją upływały dwa, cztery tygodnie. Uzgadniano wówczas terminarz prokuratora, księdza, no i kata. Anonimowy współwięzień z Rakowieckiej zapewnia: - Wawrzecki do końca był przekonany, że z Rady Państwa nadejdzie ułaskawienie. To była pewność absolutna. Może kogoś chronił, nie wyjawił pewnych nazwisk w sądzie i oczekiwał w zamian lojalności. Ktoś ważny musiał mu obiecać, że nie zawiśnie.












*** Słownik zabójców - Richard LOEB i Nathan LEOPOLD

...Kiedy Andre Gide pisał Lochy Watykanu, nie przeczuwał, że w ten sposób stanie się inspiratorem jednej z najohydniejszych zbrodni stulecia. Loeb i Leopold bowiem powoływali się właśnie na przykład Lafcadia. Pragnęli popełnić zbrodnię idealnie czystą, wolną od wszelkiej banalnej nienawiści i jakiejkolwiek żądzy zysku. I trzeba przyznać, że była to istotnie zbrodnia bez precedensu. Maniacy wszelkiej maści, jak Kurten, Fish czy nawet Matuska, czerpali ze swoich czynów zwierzęcą satysfakcję. Natomiast zbrodnia Loeba i Leopolda dostarczyła im przyjemności o charakterze czysto intelektualnym. Nie miała, jak przypuszczano w pierwszej chwili, podłoża seksualnego, pozbawiona była wszelkich motywów, poza jednym: chęcią udowodnienia sobie, że są w stanie wyzwolić się z jarzma praw, którym podlega większość śmiertelników. Chodziło o akt w stanie czystym, spełnienie "boskiej wolności nadczłowieka". Kim są ci dwaj mordercy? Mając lat dwadzieścia, Nathan Leopold - syn króla przemysłu tekstylnego z Chicago - zna czternaście języków i jest już uznanym autorytetem w dziedzinie ornitologii. Nieco odeń młodszy (urodzony w roku 1904) Richard Loeb to równie nieprzeciętna postać. Jego wyniki w testach na inteligencję są, podobnie jak wyniki Leopolda, najlepsze ze wszystkich uzyskanych na uniwersytetach środkowego Zachodu. Niemniej, podczas gdy Leopold należy do gatunku intelektualistów o powściągliwym zachowaniu, oderwanych od życia i aspołecznych, Loeb - tęgi pijanica i poszukiwacz przygód miłosnych - jest pieszczoszkiem dobrze urodzonych dziewcząt z Chicago. To typowy przywódca, atleta o blond włosach i jasnoniebieskich oczach. Za przykładem Napoleona, Aleksandra Wielkiego, Mussoliniego (Hitler jest jeszcze nieznany), pragnie stworzyć sobie własny kodeks moralny, wyzwolony spod wpływu wszelkich tabu, którymi posługuje się vulgum pecus.












*** MICHAEL HODGES - AK-47 - "ROZWALANIE CZARNUCHÓW"

...Kałasznikow okazał się równie pociągający dla miłośników czarnej muzyki pod koniec tysiąclecia, jak dla lewicowej inteligencji w latach 60. i dla radzieckiej propagandy w drugiej połowie lat 40. W kałasznikowie rap odnalazł środek wyrazu dla podstawowych elementów swojego przesłania: szacunku, siły i buntu. Hip-hopowcy uważają swoją muzykę za próbę ukazania w formie artystycznej realiów ulic, na których się wychowali, ale dla człowieka nieosłuchanego może ona brzmieć jak agresywne wezwanie do broni. W uznawanej za hymn gangsta rapu piosence A to the K (Od A do K) grupa Cypress Hill mówi otwarcie, że AK-47 jest najczęściej spotykaną bronią na ulicach: "Słyszycie o nim w radiu, oglądacie w telewizji. Od A do K? On jest od A aż do skurwysyńskiego Z". Rap wykorzystywał kałasznikowa nawet jako symbol seksu, wskazując na rzekomo falliczny kształt magazynka, a w utworze Heated Heavy (Rozgrzany i ciężki) hip-hopowiec Krazie Bones zastosował psychologicznie jednoznaczne porównanie potęgi karabinu do mocy penisa: "Biegnę, a kałasz w moich rękach wierzga, rozgrzany i ciężki, czarnuchy uwielbiają, jak im zapakuję i sprawiam, że się moczą". "Moczyć" znaczy zalać krwią, a "zapakować" - odbywać stosunek.













*** PITAVAL KRAKOWSKI - Maliszowie

...Maliszowie znajdowali się w skrajnej nędzy. Oboje bez konkretnego zawodu, liczący na jakąś pracę biurową czy dorywczą, od początku swego małżeństwa znajdowali się bez środków do życia. Malisz próbował być "obrotny". Wdał się w sprzedaż aparatu skradzionego z jednego z zakładów fotograficznych w Krakowie. Skończyło się wsypą i wyrokiem skazującym, o którym była już mowa. Doszło do tego, że chodził w tak dziurawych butach, iż od spodu więcej widać było skarpetki niż podeszwy. Wszelkie starania znalezienia chociażby przejściowego zajęcia kończyły się niepowodzeniem. Niestety, takich jak oni w czasie wielkiego kryzysu było więcej.













*** Krzysztof Kąkolewski - Rozkaz zabić anno 1911

...Osobliwa ta spowiedź człowieka, który wysłuchał tysięcy pątników, przed urzędnikiem c.k. policji zaczęła się od opowiadania o innej spowiedzi, jaka odbyła się w Częstochowie, trzy lata wcześniej, latem 1907 roku. Jaki grzech wyznała penitentka, dwudziestokilkuletnia telefonistka z Łodzi, Helena Krzyżanowska, że tak szczególnie zainteresowała o. Damazego? W czasie procesu w ostatnim słowie Helena mówiła o tej spowiedzi: "Uwiódł mnie mężczyzna. Nie chciałam żyć. Odwiódł mnie od śmierci spowiednik. Był nim o. Damazy". W kilkanaście minut potem następuje pierwsza schadzka z penitentką na historycznych wałach. Taki jest początek romansu. Powoli piękna Helena przechodzi na utrzymanie paulina, który obsypuje ją pieniędzmi, klejnotami, strojami, a potem wynajmuje mieszkanie w Warszawie, które mebluje luksusowo mahoniowymi meblami, fortepianem. Spłaca wielotysięczny dług ojca Krzyżanowskiej, wreszcie, przy bardzo wystawnym trybie życia (koniaki, kawior, wina francuskie), umożliwia, aby jej dwa konta bankowe zamknęły się w chwili aresztowania sumą szło 12 tysięcy rubli. Kaseta z kosztownościami skonfiskowana przez policję zawierała: 7 pierścionków z brylantami, bransolety, brosze, złoty zegarek, dużą ilość złotych monet. Zakochani odbywają trzy wielkie podróże po Europie w towarzystwie "świty": siostry Heleny i lokaja Załoga.









*** Krzysztof Kąkolewski - Antyczłowiek (Karol Kot)

...Urodził się 18 grudnia 1946 roku, czy jednak na jego wyobraźnię nie wpłynął najstraszliwszy pomysł świata? Marzy o czasie, "gdyby znów nastąpiła wojna i okupacja"... Zaproponował koledze, żeby został wtedy kierownikiem obozu koncentracyjnego - i tu użył języka niemieckiego - "lagerfuehrerem". Byłby w tym obozie podział na morderców, transportowców, młynarzy, którzy by mełli kości, i handlowców, którzy by sprzedawali produkty obozowe.













*** Jerzy Urban - SILBERSTEIN VEL ŚLIWA

...- Ja zawsze mam szlema pełnego w ręku - rzekł konsul. - Ja nigdy nie przegrywam. Ja z jednej krańcowości przechodzę w drugą. Bezwzględnie jestem inteligentny. Ja fikam.

On - konsul - przyznaje się do wszystkiego, tylko nie do tego, że nazywa się Czesław Śliwa. Niech reporter sprawdzi jego tożsamość. Może ją potwierdzić poseł B. z Częstochowy, ambasador B. z warszawskiego MSZ i jego drogi paryski kuzyn, baron Edmund de Rotschild.

W pisanym w więzieniu liście, niepomny złych doświadczeń Lejzorka Rojtszwańca, konsul zwracał się do Rotschilda tymi słowy: "Muszę przetrwać okresową rozłączność. Ufam bardzo Twej gestii. Stadium nasze jest argumentalne. Ściskam Twą prawicę, mój bracie. Honorem naszej rodowości jest szlachetność i wspaniałomyślność czynu".

Listów podobnych napisał kilka. Rotschildowi miał do zaproponowania pokrewieństwo, awansowanemu na prezydenta byłemu premierowi Eszkolowi - swój niezłomny patriotyzm i informację o nienagannej służbie w wywiadzie państwa Izrael.













*** Maja Narbutt - A potem cię unicestwię...
Rzeczpospolita - 29.09.2007

...Była północ. Bogdan Chojna kilka godzin wcześniej wrócił razem ze swą nową partnerką z Egiptu. Rozległ się dzwonek do drzwi. Zbudzony ze snu Chojna otworzył. Dlaczego mając świadomość zagrożenia, ostrzeżony przez detektywa, Bogdan Chojna wpuścił do domu swego mordercę? Bliscy biznesmena nie mają wątpliwości - musiał usłyszeć, że chodzi o Ksawerego. Uznał, że coś się stało jego synowi i bez wahania otworzył drzwi. Ireneusz M. zadał mu kilkanaście ciosów nożem i odszedł. Wrócił po chwili. - Chciałem zobaczyć, że naprawdę umiera - powiedział przyjaciółce Chojny, która zaalarmowana krzykiem przybiegła i znalazła biznesmena w kałuży krwi.

 

 







*** KATARZYNA KLUKOWSKA - SPRAWA BOGDANA CHOJNY
Gazeta Wyborcza - 21/02/2005

...Najbardziej przeœladował matki swoich dzieci. Czekał na nie pod szkołš, nachodził w pracy. Szczególnie dręczył Aleksandrę, matkę œredniego syna. Kiedyœ porwał dziecko spod sklepu. Wpakował do samochodu i pojechał na komisariat. Zgłosił, że kompletnie pijana matka zostawiła dziecko bez opieki. Innym razem brutalnie dobijał się do drzwi jej mieszkania. - Nie wpuœciłam go. Pięć minut póŸniej pod dom podjechały dwa wozy straży pożarnej i policja. Wszystkie na sygnale. Zablokowały całš ulicę. Chcieli ewakuować mieszkańców kamienicy, bo podobno w naszym mieszkaniu ulatnia się gaz. Od razu wiedziałam, czyja to sprawka - opowiada kobieta.













*** Maja Narbutt - Maestro i jego miasto
Rzeczpospolita - 17.03.2004

...O homoseksualizmie Wojciecha K. wiedzieli wszyscy. O pedofilii zaczęło się napomykać dwa i pół roku temu. Mniej więcej od tego czasu docierały do mnie sygnały rodziców chórzystów, którzy mówili, że dzieją się niedobre rzeczy - przyznaje wiceprezydent Poznania Maciej Frankiewicz. Rozkładając ręce, zapewnia, że był bezradny. - Nie mówiono nic konkretnego. Prosiłem o cokolwiek. Nikt nie złożył zeznania. Brak było dowodów, że pan K. wykorzystuje dzieci. Nieśmiałe próby odsunięcia dyrygenta Polskich Słowików skazane były na niepowodzenie. - Gdy ktoś sugerował, że pan K. powinien odejść, natychmiast pojawiały się ostre pytania: a konkretnie co macie przeciwko niemu? Chyba nie chodzi o orientację seksualną? Wojciech K. bardzo dobrze wykorzystywał swój homoseksualizm, praktycznie był nie do ruszenia. Gdyby ktoś go zaatakował otwarcie, skutek byłby jeden - musiałby go przeprosić na łamach gazet.








*** Maja Narbutt - Dobra miłość, zły dotyk - PRZYPADKI ANDRZEJA S.
Rzeczpospolita - 10.07.2004

...Są różne szkoły psychoterapii, jednak pewne standardy pozostają niezmienne. - To piękna teoria - mówi młody psycholog kliniczny, zdobywający kwalifikacje psychoterapeuty: - Jednak zupełnie inaczej patrzy się na psychoterapeutę, który cieszy się sławą. Praktycznie jest nietykalny. Wybacza się mu agresję słowną wobec pacjenta, a czasem nawet fizyczne popchnięcie go. Wychodzi się z założenia, że wie, co robi. A generalnie, coraz bardziej patrzy się przez palce na to, co robią koledzy. Zaczęto zakładać, że wszystko weryfikuje rynek. Jeśli ktoś się nie spodoba, to nie będzie miał klientów i nie kupią jego książek. To teraz się liczy.








*** Maja Narbutt - Fałszerze śpią spokojnie
Rzeczpospolita - 08-01-2011

...Problem zaczął się w chwili, gdy okazało się, że obrazy nie są wcale tak fantastyczną inwestycją, jak wynikało chociażby z wywiadów publikowanych w luksusowych pismach. "Portret siedzącego chłopca" Mojżesza Kislinga, zakupiony przez Jańczuka za 150 tysięcy, został umieszczony w katalogu PolSwiss Art w 2002 roku. Nie wzbudził żadnego zainteresowania, a Jańczuk wkrótce upewnił się, że jest to falsyfikat. Zawiadomił policję, a także opowiadał o całej historii na warszawskich salonach. Środowisko antykwariuszy próbowało podobno dyskretnej mediacji - raczej nie z altruizmu, ale dlatego, że cała sprawa płoszyła bywalców domów aukcyjnych.

W prawnej rozgrywce Jańczuk nie miał szans - nie mógł udowodnić, że zakupu dokonał od właścicielki PolSwiss Art, bo Iwona Büchner stwierdziła, że nie od niej kupił Kislinga.

Patrząc dziś z dystansu na tę historię, Mariusz Jańczuk mówi, że dał się zwieść pozorom - wydawało mu się, że w świecie high life'u, wśród ludzi opisywanych w luksusowych magazynach i mających związki z ówczesnymi elitami politycznymi, pewne rzeczy się nie zdarzają. Swój przypadek uważa też za dowód na tezę, że marszandzi nie powinni mieszać spraw prywatnych z zawodowymi, a zdarza się to często.





*** Maja Narbutt - Sztuka oszustwa
Rzeczpospolita - 03-12-2011

...Uważam, że znawca danego malarza niekoniecznie powinien pisać ekspertyzy. Rozumiał to doskonale na przykład prof. Juliusz Starzyński, twórca międzywojennego Instytutu Propagandy Sztuki, znawca Aleksandra Gierymskiego. Kiedyś przyniesiono mu właśnie obraz Gierymskiego. Powiedział "bardzo ładny obrazek, proszę, niech jakiś ekspert potwierdzi jego autentyczność, a ja wtedy o tym obrazie ładnie napiszę". Współcześni profesorowie w tej sytuacji bez wahania piszą ekspertyzy, bo to popłatne i beztroskie zajęcie. A niektórzy absolutnie w ogóle nie powinni tego robić.









*** Maja Narbutt, Piotr Nisztor - Przesyłka od szantażysty
Rzeczpospolita - 13-11-2010

...Dwa lata temu Służba Kontrwywiadu Wojskowego badała sprawę szantażu materiałami z warszawskiej agencji towarzyskiej wysokiej rangi urzędnika w ministerstwie gospodarki. Pod naciskiem szantażystów miał podjąć decyzję korzystną dla zachodniego koncernu. Jaki był efekt prowadzonego śledztwa? Odłożenie sprawy ad acta ze względu na presję ze strony polityków wspierających kolegę. W końcu wielu z nich wie, że może się znaleźć w podobnej sytuacji i wtedy okazana pomoc jest bezcenna.













*** Edyta Gietka - Zbrodnia domowa
Polityka - 2007-10-06

...Bazyli N. ze wsi pod Sokółką zatłukł żonę lewarkiem, bo ona pierwsza zaczęła, przyduszając go poduchą z pierzem. Bazyli nie lubił tego, że ona handlowała ruską wódką, przecież miała rentę, on drugą, było swoje jajko, świniak, kombajn, syn też już na własnym. Przez ruską wódkę nie było nocy, żeby do okna nie pukali po towar, a według Bazylego noc jest od spania. Więc po incydencie z poduszką Bazyli kupił gaz obezwładniający za 10 zł na rynku w Białymstoku, wziął lewarek i poszedł żonę łupnąć, zostawiwszy okulary przed domem pod jabłonką, żeby nie spadły, jak się będą szamotać: - Psiknąłem gazem, żeby ją ogłuszyć, a tu nic, jaka cena, taki towar - przeciąga głoski na wysokich tonach mową podlaską. - To ją lewarkiem w głowę, a echo odbijało się takie jak w lesie, gdy się pałką tłucze o suche drzewo - pum, pum, pum. Posiedziałem, nie wstała. Jak koniec, to koniec - streszcza rzeczowo. W końcu ona pierwsza rękę podniosła, to on drugi, żeby było sprawiedliwie.













*** Agnieszka Rybak - Trzy kule na pożegnanie (Śmierć Ireneusza Sekuły)
Rzeczpospolita - 04-01-2008

...Ireneusz Sekuła zostawił kilka pożegnalnych listów, pisanych na komputerze, z niewyraźnymi podpisami, których autentyczność potwierdził grafolog. Pierwszy, bez wątpienia przeznaczony dla opinii publicznej, zaczynał się od słów: "Od kilku lat jestem przedmiotem bezprzykładnej nagonki". Sekuła twierdził w nim, że mimo wysiłków prokuratury, niektórych polityków i większości mediów, wreszcie wychodzi na jaw banalna prawda: w Polnipponie niczego nie zawłaszczył, wziął jedynie pieniądze, które mu się należały, zaś gmach fabryki przeznaczony na siedzibę GUC okazał się wolny od "rzekomego skażenia", a GUC na nim zarobił.










*** Agnieszka Rybak - Zamordowane śledztwo (zabójstwo Jaroszewiczów)
Rzeczpospolita - 12-04-2008

...Piotr Jaroszewicz prawdopodobnie został zaatakowany od tyłu, we wnętrzu domu. Z parteru sprawcy przenieśli go do gabinetu, na piętro. Jaroszewicza, siedzącego na fotelu, torturowali. I charakteryzowali się przy tym niezwykłym okrucieństwem. Ale robili przerwy. Jakby chcieli uszanować zamiłowanie pana domu do czystości - założyli mu na głowę opatrunek i zmienili zabrudzoną krwią koszulę. Alicji Solskiej nie dręczyli. Skrępowanej "w kołyskę", leżącej w łazience kobiecie podsunęli nawet pod głowę psią kołdrę. Podawali leki. I wyraźnie się nie spieszyli. Po przeprowadzeniu sekcji biegli stwierdzili, że torturowanie byłego premiera mogło trwać nawet kilka godzin. Wyrok wykonali nad ranem. Na szyi ofiary zadzierzgnęli ciupagą pasek. Jego żonę zabili strzałem w tył głowy z należącego do Jaroszewicza sztucera.










*** Agnieszka Rybak - Dobrzy ludzie, kot i morderca (zabójstwo Andrzeja Krzepkowskiego)
Rzeczpospolita - 15.12.2007

...W "Super Expressie" ukazuje się artykuł "Zginął inaczej". Zdaniem gazet są dowody, że Krzepkowski przed śmiercią odbył homoseksualny stosunek płciowy. W aktach sprawy nie ma żadnej ekspertyzy, badania czy zeznań choćby sugerujących, że Krzepkowski był homoseksualistą. Przeciwnie. Są spekulacje, że mógł miewać kobiety, ale się z nimi nie wiązał. Informatorem gazety był policjant. Śledczy liczyli, że Waldemar G. lub jego otoczenie pod wpływem tej informacji "pęknie". Plan się nie powiódł.










*** Agnieszka Rybak - Król abdykował, "Wariat" nie żyje
Rzeczpospolita - 03-10-2008

...W czerwcu 1990 r. z pobraną z kasy kwotą 12 mld starych złotych wyjeżdża na wycieczkę. Pracownicy dopiero po miesiącu zaczynają się niepokoić, że szef nie daje znaku życia. Sprawa przedostaje się do mediów, które najpierw informują delikatnie: Grobelny nie wrócił z urlopu, zaginął. Pod Bezpieczną Kasą Oszczędności ustawiają się tłumy spanikowanych klientów. Wypłaty zostają wstrzymane. Prasa donosi: "Ani forsy, ani Grobelnego, ani pani Żabci" - przyjaciółki Grobelnego, która urzędowała w biurze Kasy na Marszałkowskiej. W śledztwie wyszło na jaw, że zaufało mu 11 tys. osób, przekazując oszczędności całego życia, w sumie 25 - 26 mld starych złotych. Syndyk wypłacił im po kilkanaście procent zainwestowanej kwoty. Po dwóch latach Grobelnego, ściganego listem gończym, zatrzymuje niemiecka policja. Po ekstradycji na pięć lat trafia do aresztu. Prokuratorom nigdy nie udaje się jednak przesłać do sądu aktu oskarżenia. W 1997 r. Grobelny wychodzi na wolność.













*** Barbara Seidler - Mrok

...To była środa, 20 lutego 1980 r. W wykopie koło jeziorka czerniakowskiego pracowało dwóch robotników Hydrocentrumi: Andrzej Tarka i Sylwester Rejczak. Około dziesiątej postanowili zrobić przerwę na papierosa i wtedy to właśnie zobaczyli pod mostem oddalonym około 200 metrów od Elektrociepłowni Siekierki, pływający między kawałkami lodu, dziwny pakunek. Był owinięty w gazetę, związany sznurkiem. Przyciągnęli go łopatą do brzegu, wydobyli, przecięli scyzorykiem sznurek. W gazetę zapakowany był garnek, zwykły kuchenny garnek, wypełniała go szczelnie odcięta od tułowia kobieca głowa. Robotnikom zaczęły się trząść ręce. Pan kierownik Swiostek z Hydrobudowy nie mógł uwierzyć, dech mu zaparło. O godz. 13.20 gotowy był "protokół oględzin pakunku": głowa została odcięta od tułowia na wysokości szóstego kręgu szyjnego. Miała na sobie liczne rany podłużne, sięgające w głąb mózgu, zadane siekierą lub tasakiem.










*** JERZY ŚLADKOWSKI - Albański kanon zemsty
POLITYKA - 14 grudnia 1996

...Policjant widzi mężczyznę biegnącego szybko ulicą. Zatrzymuje go i pyta: Dlaczego uciekasz? Bo zabiłem człowieka - odpowiada zatrzymany. To biegnij szybciej, bo cię dogonią i zabiją - mówi policjant i puszcza mężczyznę wolno. (Anegdota opowiadana w Albanii)

W zwykłym kraju policja ścigałaby zabójcę. Rozesłano by listy gończe, obserwowano dom i środowisko przestępcy. Tu na północy Albanii policja nie robi nic. Wszyscy czekają, co zrobi Murat. A Murat też czeka. Bo jeśli zabije Redżepa, to... i tak dalej, według Kanonu. Jeśli Murat nie pomści śmierci - to straci honor. A tu, na północy Albanii, mężczyzna woli raczej stracić życie.










*** JERZY JACHOWICZ - Z ARCHIWUM JERZEGO JACHOWICZA

...Mac zaczął znikać na kilka dni, na tydzień, na dwa. Stało się to trudne do zniesienia nie tylko dla Pauliny, ale i dla szefostwa "Wprost", skąd został wyrzucony. Aby uatrakcyjnić zniknięcia, ujawnił Paulinie prawdziwy powód swoich tygodniowych eskapad. Postawił przedtem jednak dramatyczny warunek, że pozostanie to jej tajemnicą do grobowej deski. I wystrzelił: pracuję dla izraelskiego wywiadu. Zaraz dodał, że szpiegowska robota dla Mosadu wymaga, żeby w lodówce zawsze stało zmrożone piwo. Swoją nerwowość i złe samopoczucie tłumaczył Paulinie wyczerpaniem tajnymi operacjami oraz kontaktami z obcymi wywiadami. Jedna z obcych agencji, podejrzewając go o szpiegowanie, wstrzyknęła mu substancję, która mogła mu uszkodzić przysadkę mózgową. Jesienią 2001 roku, kiedy - według opowieści naszego bohatera - "musiał pod przykrywką rozpracowywać kontrwywiadowcze aktywa wroga w firmach o profilu produkcji specjalnych", czyli w fabrykach broni, coraz częściej nawalał z obowiązkami redakcyjnymi.










*** Bertold Kittel, Maja Narbutt - Wszystkie kobiety Simona Mola
Rzeczpospolita - 09.01.2007

...W 2003 r. dostał tytuł Antyfaszysty Roku. Był pisarzem, poetą i dziennikarzem. Utrzymywał, że został członkiem honorowym Pen Clubu. Ekscytowały się nim początkujące dziennikarki z działów kultury warszawskich magazynów i dzienników.
- Ofiary zarażeń to najczęściej młode, wrażliwe kobiety, które poznał w czasie wieczorków jego poezji, ale również dziennikarki zapatrzone w niego, piszące recenzje jego wierszy i sztuk - mówi Marek Siewert, policjant, który nadzorował śledztwo w sprawie Mola.
Jedna z zarażonych HIV chciała przeprowadzić z nim wywiad o prawach człowieka. Poznała go na seminarium. Na drugim spotkaniu Kameruńczyk zaczął ją podrywać. Inna z dziewczyn, poznana podczas wieczorku poetyckiego, przeżyła z Molem swój pierwszy raz.
W czasie intymnych spotkań Mol stanowczo nie zgadzał się na używanie prezerwatyw. - Kiedy jedna z dziewcząt zaprotestowała, Kameruńczyk zareagował bardzo ostro. Miał pretensje, że jest rasistką, że domaga się prezerwatywy dlatego, że jest czarny i na pewno ma HIV. W rezultacie ona poddała się i uległa - dodaje Siewert.










*** Bogdana Gasińskiego przypadki czyli Klewki atakują

...Prokurator Romaniuk ma jednak na ten temat zupełnie inną opinię. Informuje, że zgłaszają się do niego koledzy z różnych prokuratur w kraju (na razie pięć) z zarzutami przeciwko panu Gasińskiemu. Aresztant nie ułatwia mu wcale zadania. Do naciągnięcia pruszkowskiego gangstera nie przyznaje się, natomiast napisał do prokuratora list, w którym wziął na siebie winę za osiem zabójstw. - To wszystko znane i opisywane przez media historie - mówi prok. Romaniuk. - Na przykład śmierć Jacka K. ps. Klepak w Mikołajkach. Sprawa jest dziwna, bo Gasiński najpierw twierdził, że jest w tej sprawie świadkiem koronnym, a kiedy okazało się to bzdurą, przypisał sobie dokonanie zabójstwa. Prokurator tych samooskarżeń nie bierze na razie poważnie.










*** Zbrodnia pod Połańcem - 25 grudnia 1976

...Sprawcy zbrodni robili bardzo wiele, by prawda o tym, co wydarzyło się w noc wigilijną 1976 r. na drodze z Połańca do Zrębina, nie wyszła na jaw. W sąsiedniej wsi Wolica odbyło się potajemne zebranie, na którym wszyscy świadkowie morderstwa - przed ołtarzykiem z zapalonymi świecami, krucyfiksem i obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej - ponownie podpisali przysięgę krwią, że nie pisną w sądzie ani słowa. Nie obyło się przy tym bez bardziej przyziemnych argumentów - każdy z potencjalnych świadków otrzymał za swe milczenie od 2 do 10 tysięcy złotych. Lączna suma wydana przez rodziny morderców na łapówki przekraczała 200 000 złotych. Mordercy jeździli też do Częstochowy, by przed obrazem Matki Boskiej modlić się o uniknięcie kary.










*** TOMASZ KOZŁOWSKI - TERRORYŚCI Z PRL
NEWSWEEK POLSKA - 7.11.2010

...Do Warszawy napływały z Berna alarmujące depesze: "Po uwolnieniu towarzyszy i aresztowaniu terrorystów policja dokonuje w tej chwili wykalkulowanej penetracji ambasady (dokumenty itp.) (...) Nie zgodzono się na wpuszczenie go [ambasadora] na teren ambasady na własne ryzyko". Policja weszła do budynku, tymczasem przedstawiciele władz polskich zostali od ambasady odcięci na cztery godziny. Raport wywiadu stwierdzał, że po wyprowadzeniu zakładników w ambasadzie słychać było wybuchy. "Po wejściu naszych przedstawicieli stwierdzono, że zostało wysadzone 8 drzwi do pomieszczeń, których nie udało się otworzyć terrorystom. Sprawdzanie budynku przez policję miało wyraźnie charakter penetracji". Strona szwajcarska broniła się, że policjanci zdecydowali się na wyłamanie kilkorga drzwi, ponieważ szukali materiałów wybuchowych.












*** Piotr Gontarczyk - Ludzie z "Żelaza"
"Wprost" - 23 kwietnia 2006

...Towarzysze Janosza z MSW nie dotrzymali warunków umowy. Ukradli mu 90 proc. luksusowych towarów i oddali ledwie około 40 kg złota. Reszta, zanim z granicy została przetransportowana do centrali MSW, była rozkradana i rozdawana. W systemie przewożenia, liczenia i przechowywania dóbr, skonstruowanym przez gen. Milewskiego, mógł się obłowić każdy. Nim Janosz dotarł do swoich walizek, znikły już najbardziej wartościowe przedmioty: kolie wysadzane drogocennymi kamieniami, kasety z brylantami i szmaragdami i znaczna część innej biżuterii. W sumie bezpieczniacy zagarnęli jakieś 150 kg złota i kosztowności oraz dobra materialne warte miliony marek. Łup był tak okazały, że ludzie Milewskiego postanowili się pochwalić zdobyczą przełożonym. W Katowicach zorganizowano wystawę, na której zjawili się tow. Franciszek Szlachcic, I sekretarz Edward Gierek i Zdzisław Grudzień oraz kilku innych członków kierownictwa PZPR. Jak opowiadał potem Kazimierz Janosz, partyjni przywódcy biegali po sali jak dzieci, obwieszając się kosztownościami.









*** JERZY MORAWSKI - Towarzysze z "Żelaza"
Rzeczpospolita - 29.04.2006

...Marian Orzechowski, sekretarz i członek Biura Politycznego KC PZPR, uczestniczył w 1984 roku w tajnej komisji partyjnej do wyjaśnienia akcji "Żelazo". W willi MSW w Magdalence przeglądał przez dwa dni dokumenty bezpieki: - W miarę czytania dokumentów włosy mi na głowie stawały. Była to historia o tym, jak kierownictwo MSW z pomocą grupy ewidentnych przestępców, kryminalistów zorganizowało akcję zdobywania środków na akcje specjalne MSW poza granicami naszego kraju. Było to działanie zbrodnicze, ponieważ polegało m.in. na tym, że grupa kryminalistów, którzy znaleźli się na terenie RFN, w Hamburgu, dokonywała napadów na jubilerów, zakłady jubilerskie, grabiła drogocenne rzeczy i następnie z pomocą również naszych służb specjalnych transportowała je na teren Rzeczypospolitej. Od granicy, od granicy między Polską a NRD, tych ludzi, którzy przywozili te drogocenne zrabowane rzeczy, eskortowali specjalni oficerowie MSW. W czasie tych akcji zdobywania środków padła jedna ofiara śmiertelna, został zabity jeden chyba z jubilerów. To nie tylko było bezprawie, ale narażało nasze interesy międzynarodowe. Proszę sobie wyobrazić, że gdyby służby kryminalne RFN złapały któregoś z uczestników tych działań, zdemaskowały go, odkryły jego powiązania z MSW. Byłby skandal międzynarodowy.








*** LUDZIE Z "ŻELAZA" - Największa afera w polskim wywiadzie

... - Chyba na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych Biuro Polityczne KC PZPR wydało decyzję, nie publikowaną oczywiście, która zezwalała na dokonywanie przez wywiad i kontrwywiad operacji mających na celu zdobywanie funduszy na finansowanie własnej działalności. Na tej podstawie za pieniądze Firmy można było kupować złoto w Indiach i sprzedawać je następnie na przykład w RFN. Zarabiało się na handlu, na różnicy cen, normalnie. Napady? Rabunki? Nie, bezpośrednio raczej nie, bo mogłoby to zagrażać naszym interesom operacyjnym. Wykrycie przez przeciwnika powiązania naszego człowieka z czystym przestępstwem stwarzałoby możliwość szantażu i przewerbowania go, a przynajmniej publicznego skompromitowania naszych służb. Oszustwa, prowokacje wobec osób "pozostających w zainteresowaniu" lub tych, które przechodziły na drugą stronę - to tak, czasem trzeba używać wszelkich sposobów. "Mokra robota"? No cóż, jeśli byłoby to konieczne... Z tym, że ja o takim przypadku nie słyszałem. Wywiad często działa nielegalnie lub na pograniczu legalności, żadna ze służb specjalnych nie uchyla się od tego typu działań, nawet w najbardziej demokratycznym państwie. Zdajcie sobie wreszcie z tego sprawę. To jest gra, w której wszystkie chwyty są dozwolone, a jedynym prawdziwym przestępstwem jest dać się złapać.














*** Roman Kaleta - Tragedia pięknej mniszki (Barbara Ubryk)

...Dnia 21 lipca 1969 r. upłynęło 100 lat od czasu wykrycia przez policję krakowską zbrodni, której dopuściły się karmelitanki bose w klasztorze przy ul. Wesołej na swojej umysłowo chorej siostrze, Barbarze Ubryk, zamurowując ją w ciemnej celi i więżąc z górą przez 21 lat w warunkach urągających elementarnym zasadom humanitaryzmu. Wiadomość o wielkim grzechu popełnionym przez córy Karmelu przedostała się rychło na miasto. W miejscach, gdzie przekupka przekupce, jedna pani drugiej pani przekazywały mrożące krew w żyłach nowiny, zaczęły się zbierać grupy ludzi zaskoczonych i podnieconych mniszym skandalem. Tu i ówdzie dały się słyszeć groźne okrzyki: "Precz z karmelitankami!" Potoczyły się, podawane z ust do ust, niesamowite opowieści o życiu i urodzie Barbary, której postać obrosła szybko w legendę.














*** Waldemar Łysiak - Sto wcieleń "Szakala" (Franciszek Vidocq)

...Napoleon, Savary, Pasquier, Henry i inni dużo sobie obiecywali po Vidocqu, lecz to, czego on dokonał już w pierwszych latach swej działalności, przeszło najśmielsze oczekiwania. Najpierw w Paryżu, potem w departamencie Sekwany, a następnie w jeszcze większym promieniu, rozpoczęła się taka rzeź przestępców, jakiej kryminalne podziemie Francji nie zakosztowało nigdy przedtem. Zostało ono dosłownie zmasakrowane. W swoim rekordowym roku Vidocq ujął 812 (!) morderców, włamywaczy, kieszonkowców, paserów, bandytów drogowych, szulerów, oszustów i zbiegłych skazańców. Na drugim miejscu stał rok, w którym zaniknął ponad 770 przestępców. Lokale kontaktowe, meliny i szulernie, w których nigdy dotąd nie stanęła noga urzędnika państwowego, zostały całkowicie wyczyszczone lub zlikwidowane. Zwłaszcza Paryż stał się rozpaloną blachą pod nogami ludzi wchodzących w konflikt z prawem.














*** SŁYNNE fałszerstwa, oszustwa i skandale - Sprawa powoda Tichborne'a. Arthur Orton

...Pod gradem pytań pretendent zaczął się denerwować i zaprzeczać sobie. Już nie był pewien, czy statek, który go uratował po zatonięciu "Pięknej" w 1854 roku, nazywał się "Osprey" (o którym to statku zresztą nikt nic nie wiedział). Pytany, dlaczego, jeśli w istocie był Sir Rogerem Tichborne'em, nie dał znaku życia rodzinie, kiedy bezpiecznie dotarł do Australii, odpowiadał zupełnie nie w stylu Rogera Tichborne'a, autora długich i barwnych listów z podróży: "Myślałem, że pewnego dnia wrócę do domu i ich wszystkich zaskoczę. Od szóstej rano byłem w siodle i tak aż do ósmej lub dziewiątej wieczorem. Ta praca bardzo mnie męczyła, nawet w niedzielę musiałem jeździć po sąsiednich stacjach. I tak leciał czas, a ja jakoś nic nie napisałem. Nie miałem żadnych powodów, by nie pisać. Wynikało to raczej po prostu z lekkomyślności i zaniedbania".














*** Zabójstwa i walka o władzę w Watykanie

...Dojściami do Andreottiego dysponowała mafia, Licio Gelli, przez pewien czas Sindona, później także Calvi i oczywiście wpływowi członkowie Kurii w Watykanie. Doskonałe były również stosunki Calviego z Watykanem. Umberto Ortolani, osobisty przyjaciel papieża Pawła VI, należał do P2 i z kolei znał dobrze brata z loży Roberta Calviego. Kiedy Sindona z powodu skandalu finansowego poszedł na dno i wyjechał do Ameryki, pojawił się Calvi ze swoim Banco Ambrosiano i uruchomił interesy z bankiem watykańskim (IOR). Szefem Instituto per le Opere di Religione (Instytutu Dzieł Religijnych) był wówczas arcybiskup Paul Marcinkus, który przyjechał do Watykanu z Chicago. Marcinkus szybko zapanował nad finansami, dzięki czemu udało się wykręcić sianem od niebezpiecznego skandalu Sindony.










*** Tajemnica zniknięcia Emanueli Orlandi

...Jan Paweł II zwraca się do porywaczy o wypuszczenie watykańskiej obywatelki. Rodzice obwieszają Rzym plakatami z wizerunkiem córki. Zaczyna do nich wydzwaniać mężczyzna z angielskim akcentem, obiecując, że Emanuela zostanie zwolniona w zamian za wypuszczenie z więzienia Mehmeta Alego Agcy, który dwa lata wcześniej próbował zabić papieża. Na kilkunastu telefonach jednak kontakt się kończy. Kto dzwonił? Gang Szarych Wilków, do którego należał Agca? KGB albo Stasi, które podobno stały za zamachem?

Zdaniem niektórych śledczych portret psychologiczny osoby, która wydzwaniała do Orlandich, pasuje do arcybiskupa Paula Marcinkusa, ówczesnego szefa watykańskiego banku, dla niepoznaki zwanego Instytutem Dzieł Religijnych.

Zdaniem innych nawet jeśli dzwonił Marcinkus, nie chodziło wcale o zwolnienie Agcy, lecz o odwrócenie uwagi policji od istotnego wątku sprawy: watykańskich finansów. Któryś z niezidentyfikowanych rozmówców doniósł bowiem policji, że Emanuela została porwana, żeby jej ojciec milczał. Podejrzewano, że trafił na delikatne dokumenty, które wiązały Instytut Dzieł Religijnych z praniem pieniędzy mafii, m.in. dla kierowanej przez De Pedisa Bandy z Magliany.










*** Jakub Mielnik - Bank Pana Boga
Przekrój

...Roberto Calvi, syn skromnego urzędnika bankowego z Mediolanu, nie zrobiłby zapewne wielkiej kariery, gdyby nie pomógł mu w tym sycylijski handlarz cytryn Michele Sindona. Sindona od końca II wojny światowej reprezentował w Mediolanie interesy sycylijskiej mafii. W operacjach, które zapewniały Cosa Nostrze dostęp do świata legalnych pieniędzy, korzystał z poparcia wpływowego arcybiskupa Mediolanu Giovanniego Montiniego. Pod koniec lat 60. ten sam arcybiskup Montini, wówczas już papież Paweł VI, miał poważny problem finansowy. We Włoszech rosły wpływy komunistów, a razem z nimi opodatkowanie kościelnych obligacji. Wbrew powszechnym opowieściom o nieprzebranych bogactwach watykańskich skarbców Stolica Apostolska stała na progu niewypłacalności. - Kościół nie utrzyma się z Ave Maria - zwykł wtedy mawiać biskup Paul Marcinkus, nałogowy palacz kubańskich cygar i zaufany ochroniarz papieża Pawła VI. Ten potężnie zbudowany syn litewskich emigrantów dorastał w slumsach Chicago. Doświadczenie w bankowości zdobył jeszcze przed wstąpieniem do seminarium, gdy pracował jako kasjer w jednym z chicagowskich banków. W roku 1971 Marcinkus został szefem Instytutu Dzieł Religijnych, jak nazywa się oficjalnie bank watykański.










*** Jacques de Saint Victor - Bankierzy Pana Boga i pierwsze przestępcze raje

...Niepowodzenia Sindony wzmocniły pozycję Roberto Calviego. Od roku 1972 stał się głównym bankierem Chrześcijańskiej Demokracji, Watykanu oraz loży P2 i zajął miejsce swojego wspólnika w mafijnych organizacjach. Po finansowym krachu konkurenta awansował też na głównego bankiera Cosa Nostry, służąc pomocą przy praniu pieniędzy w okresie dynamicznego rozwoju biznesu narkotykowego. Według zeznań "skruszonego" Nino Giuffrego zakrojony na szeroką skalę proceder prania pieniędzy wprowadził Calviego w świat najwyższych rangą mafijnych dygnitarzy. Jednym z nich był Luciano Leggio, szef mafii z Corleone, który zainstalował się w stolicy Lombardii, gdzie mieszkał finansista. W tamtym czasie ludzie Leggia i jego dwaj zastępcy Toto Riina i Bernardo Provenzano, zwani "corleończykami", przygotowywali "zamach stanu" mający na celu obalenie baronów heroiny ze starej palermiańskiej mafii. Związany z przegrywającą siatką Sindona znalazł się po niewłaściwej stronie barykady, podczas gdy Calvi zostanie dzięki Luciano Leggiowi bankierem corleończyków, czyli zwycięskiej mafii. Co więcej, Calvi nawiązał ścisły kontakt z Pippo Calem, "kasjerem" Cosa Nostry, który również opowiedział się po stronie corleończyków. Według "skruszonego" Francesco Mannoi zmiany w układzie sił w łonie Cosa Nostry wspierał Licio Gelli, przewodniczący loży P2, widoczny we wszystkich mafijnych przedsięwzięciach. Pippo Caló - gruba ryba w palermiańskiej Cosa Nostrze - był capo potężnej rodziny z Porta Nuova. Ten wytworny mężczyzna zamieszkał w Rzymie w obszernym mieszkaniu w pobliżu placu Hiszpańskiego, gdzie udawał emerytowanego generała. W rzeczywistości odgrywał rolę łącznika między włoskim światem polityki a rzymskim środowiskiem przestępczym. Nino Giuffre mówił o "potrójnym kontekście" (mafia, odszczepieńcze wolnomularstwo i biskup Marcinkus). Pozostali "skruszeni" potwierdzili jego świadectwo. Wszyscy opisywali ten sam diabelski mechanizm: bank Ambrosiano służył do prania mafijnych pieniędzy, które sprowadzano z Sycylii za pośrednictwem Pippo Cala lub pewnego zaprzyjaźnionego z Marcinkusem notariusza. Następnie pieniądze transferowano do rajów podatkowych metodą Calviego, "pod ochroną" IOR-u.














*** Jan Józef Szczepański - Piąty Anioł (Charles Manson)

...Badania psychotechniczne, jakim poddany został w więzieniu Tex Watson, wykazały spadek iloczynu jego inteligencji o 30% w stosunku do testów, przez które przechodził na uniwersytecie. Doświadczenia życia w "rodzinie" naznaczyły psychikę mansonidów głębokimi i zapewne nieodwracalnymi zmianami. Rolę zasadniczą odgrywało tu niewątpliwie stałe używanie silnych narkotyków. Nie była obojętna i praktyka życia płciowego. "Miłość" jako rutyna nieustannych gwałtów i orgii musiała doprowadzić do załamania się barier osobistej godności, do dewaluacji człowieczeństwa. (Ostrożność Kościoła w tej dziedzinie ma jednak swoje uzasadnienie). Manson niszczył w swoich wyznawcach wolę i zdolność kierowania się własnymi kryteriami oceny. Poza tym wiązał ich z sobą solidarnością wspólnictwa w dokonywanych zbrodniach. Głoszona przez niego wolność polegała na zniweczeniu poczucia osobistej odpowiedzialności za własne czyny.














*** Zbrodnie w imię Szatana i Boga

...W związku z satanizmem podaje się też przypadki Damiena Wayne'a Echolsa, Jasona Baldwina i Jesse Lloyda Misskelleya, trzech nastolatków z Memphis w stanie Arkansas, którzy 5 maja 1993 roku zamordowali trzech ośmioletnich chłopców podczas czegoś, co uważali za rytuał satanistyczny. Swoje ofiary rozebrali do naga, związali i bili, a w jednym przypadku molestowali seksualnie. Baldwin miał też chłeptać krew z odciętego kawałka ciała jednej z ofiar. Według Misskelleya poprzednio zabili i zjedli kilka psów oraz organizowali orgie. Echols uważał się za praktykującego wicca, choć powołany przez policję ekspert stwierdził, że nie ma on o tym pojęcia. Pozował też na satanistę. Powiedział, że pił krew swoich partnerów seksualnych, aby osiągnąć moc i "poczuć się Bogiem". W dzieciństwie uważał się za przybysza z obcej planety.