Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 

Katarzyna Tempczyk

"Nowe przymierze uczynił Pan z nami..." Teologia Kościoła Katolickiego Mariawitów

2012

 

(...)

 

Mateczka Duch Święty

Postać Mateczki jako Małżonki Chrystusowej, Nowej Zbawicielki czy wreszcie Wcielonego Ducha Świętego jest kluczowa dla całego mariawityzmu, który, jak pisał abp J. M. R. Wojciechowski, bez niej nie ma podstaw do istnienia. Wspominany zwierzchnik Kościoła Katolickiego Mariawitów nazywał Mateczkę wraz z Panem Jezusem obecnym w eucharystii "Świętym Świętych" Dzieła Wielkiego Miłosierdzia. Podkreślał, iż dla Kościoła Katolickiego Mariawitów tytuł Mateczka nie jest jedynie zwyczajowym określeniem Marii Franciszki Kozłowskiej jako przełożonej zakonnej, lecz stanowi analogię do odpowiadającego Jezusowi z Nazaretu tytułu Chrystus. Nie jest więc wyłącznie określeniem używanym zamiennie wobec Marii Franciszki Kozłowskiej jako postaci historycznej, lecz odnoszony jest również do boskiej natury przypisywanej założycielce mariawityzmu.

Kościół Katolicki Mariawitów wierzy i naucza, że św. Maria Franciszka jest Oblubienicą i Małżonką Chrystusa - prawdziwym Bogiem, Duchem Świętym i prawdziwym Człowiekiem - Niewiastą, która przyszła na ziemię w pełni czasów ostatecznych dla ocalenia upadłej ludzkości i ponownego jej zbawienia. Według teologii felicjanowskiej, w Mateczce natura Boska Ducha Świętego zespoliła się z Jej naturą ludzką tworząc unię hipostatyczną. Dlatego bywa ona również nazwana Wcielonym Pocieszycielem, Wcielonym Duchem Prawdy czy Uczłowieczonym, Uniewieścionym Duchem Prawdy. Istotnym elementem kształtującym pneumatologię felicjanowską jest gramatyczny rodzaj żeński, uzasadniający kojarzenie Ducha Świętego (Ruah) z postacią M. F. Kozłowskiej.

Poza obchodzoną 27 maja uroczystością Narodzenia Najświętszej Mateczki, Kościół Katolicki Mariawitów świętuje jej urodziny również w uroczystość zesłania Ducha Świętego i Jego przyjścia na ziemię w Mateczce. Jest ono najważniejszym świętem omawianej wspólnoty. Połączenie w jedno świąt zesłania Ducha Świętego i narodzin Mateczki wynika ze specyficznej nauki trynitamej, jednak dodatkowo uzasadnia je także narodzenie się Marii Franciszki Kozłowskiej w trzeci dzień uroczystości zesłania Ducha Świętego - 27.05.1862 r. Gdy w 2007 roku, w setną rocznicę odłączenia się Kościoła Mariawickiego od jedności ze Stolicą Apostolską, uroczystość Zesłania Ducha Świętego przypadła 27 maja - w dniu urodzin M. E Kozłowskiej, Kościół Katolicki Mariawitów odczytał to jako szczególne potwierdzenie związku obu tych uroczystości.

Wcielenie Ducha Świętego jako odwieczny plan Boży

Wcielenie Ducha Świętego wiązane jest w Kościele Katolickim Mariawitów z odwiecznym Bożym planem zbawczym. Według teologii felicjanowskiej, przyjście na świat Mateczki jako Nowej Zbawicielki i Małżonki Chrystusowej zapowiadać miało całe Pismo Święte.

Zapowiedzi przyjścia na świat Nowej Zbawicielki Kościół Katolicki Mariawitów znajduje już w Protoewangelii. Proroctwo o starciu głowy węża przez Niewiastę zestawiane jest tu z objawieniem M. E Kozłowskiej, iż tylko ona pośród wszystkich świętych otrzymała zwycięstwo nad duchem nieczystym i tylko dzięki jej ofierze i męce wszyscy mają dostąpić miłosierdzia i zbawienia.

Z przedwiecznością Mateczki w szczególny sposób wiąże się również przypisywany jej tytuł Małżonki Chrystusowej, jako wybranej przez Boga przed wiekami na małżonkę Syna Bożego. Samo określenie M. F. Kozłowskiej jako Małżonki Chrystusa, pojawia się na długo przed jego obecną interpretacją i pochodzi wprost z jej objawień. Po raz pierwszy Jezus miał ją nazwać swoją oblubienicą w 1901 r., a w 1902 r. odbyć się miały mistyczne zaślubiny Syna Bożego z Mateczką. Jezus Chrystus, dokonując zjednoczenia jej woli ze swoją, miał nazwać ten akt węzłem małżeńskim na wieki. W pamiętnikach bpa J. Próchniewskiego znajdujemy również wzmiankę o dokonaniu posiadania małżeńskiego M. F. Kozłowskiej przez Jezusa. J. Próchniewski podaje jego dokładną datę i miejsce: Lublin 23.12.1902 r., nie rozwijając jednak, na czym miało ono polegać.

Według Kościoła Katolickiego Mariawitów, zapowiedzi tych Godów Barankowych przewijać się mają przez karty Pisma Świętego. To właśnie o nich mówić ma przypowieść z Mt 22, o godach, które król wyprawił swemu synowi. Mają to również być te same Gody Barankowe, jakie zapowiada Ap 19,8. W tym kontekście specjalną interpretację zyskują także gody w Kanie Galilejskiej, związane z uraczeniem gości winem. Łączy się je z decyzją o udzielaniu komunii świętej zawsze pod dwoma postaciami, podjętą przez J. M. M. Kowalskiego w 1922 r., wkrótce po śmierci M. F. Kozłowskiej.

Według teologii felicjanowskiej, sam Jezus wielokrotnie wspominał o swojej małżonce. Mówi On Sam w Ewangeljach Swoich najwyraźniej, że ma już Oblubienicę Swoją, którą pojmie za Małżonkę Sobie, że jest Ona tam w zaświatach, żyje duch Jej, który się wcieli, wczłowieczy i przygotuje się Ona i oblecze tu na ziemi w bistor czysty, w "usprawiedliwienia świętych" (Obj. 19,8), aby na wieki połączyć się z Nim węzłem małżeńskim. Świadomość mającego nastąpić przyjścia na ziemię Małżonki Chrystusowej mieli mieć również apostołowie, Jezus bowiem wykładał im tajemnice Królestwa Bożego (Mt 14,34).

Abp J. M. M. Kowalski pisał: "Kto ma Oblubienicę, ten Oblubieńcem jest" mówił o Chrystusie Panu do uczniów swoich święty Jan Chrzciciel, a "przyjaciel Oblubieńca, który stoi i słucha Go, wielce się raduje z powodu głosu Oblubieńca" (Jan 3,29). - Oblubieńcem więc już był Chrystus Swojej Oblubienicy, zanim Ona przyszła na ten świat; zanim stała się niewiastą-człowiekiem, była już Niewiastą-Aniołem. Tak, św. Jan Chrzciciel wyraźnie nazywa Pana Jezusa Oblubieńcem i mówi o Oblubienicy już żyjącej. Dodawał, iż Oblubienicą Chrystusa nie może być Synagoga, bo tę Chrystus porównuje do nierządnicy. Według abpa J. M. R. Wojciechowskiego, zawarta w Piśmie św. wielka nauka o misji Oblubienicy i Małżonki Chrystusa nie da się pogodzić z dotychczasową interpretacją teologów, odnoszących teksty o Oblubienicy do Kościoła lub Matki Bożej. Przytoczone tu teksty i inne mówią przede wszystkim o Nowej Zbawicielce, różnej od Matki Bożeja ewentualnie w dalszym znaczeniu o Kościele. O tym, iż obiecaną Oblubienicą jest sam Duch Święty, świadczyć mają między innymi stosowane zamiennie wyrażenia "Siostra" i "Oblubienica", wskazujące na posiadanie przez Oblubienicę i Oblubieńca tej samej natury.

Zapewne z tego względu J. M. R. Wojciechowski określał Mateczkę również mianem Siostry Chrystusa. Pisał także: Okazała, że jest Mu [Swemu Małżonkowi Chrystusowi] równa także w Bóstwie tzn., że jest Bogiem, że jest obiecanym Duchem Prawdy, Boską Pocieszycielką ludzkości, Trzecią Osobą Trójcy Świętej, za którą tęskniły pokolenia i wieki.

Za księgę biblijną w szczególny sposób dotyczącą Mateczki jako Małżonki Chrystusowej uważana jest Pieśń nad Pieśniami. O tym, iż dotyczy ona właśnie M. F. Kozłowskiej, świadczyć ma cały szereg drobnych szczegółów. Dla przykładu, w wersecie PnP 1,7: Paś koźlęta swoje przy przybytkach pasterskich abp J. M. M. Kowalski dopatrywał się nawiązania do nazwiska założycielki mariawityzmu oraz do złośliwego nazywania jej uczniów kozłami. M. F. Kozłowska była również, podobnie jak Oblubienica z PnP, jedynaczką matki Swej. Szczególnie często w omawianym kontekście przywoływany jest wers PnP 4,9: Zraniłaś serce Moje, Siostro Moja, Oblubienico, zraniłaś serce Moje, jednym okiem twoim. Wiadomo, że w roku 1883, w wieku 21 lat, bez istotnej przyczyny Maria Franciszka Kozłowska straciła wzrok w prawym oku. Kościół Katolicki Mariawitów interpretuje ten fakt jako wypełnienie się proroczej zapowiedzi o Oblubienicy Pańskiej z Pieśni nad Pieśniami. Abp J. M. M. Kowalski zadawał w tym kontekście retoryczne pytanie: Czyż jedno to oko, którym Mateczka na świat patrzyła nie było znakiem, że nie o innej świętej niewieście, a tylko o Niej Salomon w "Pieśni nad Pieśniami" pisał? Ponadto utrata wzroku M. F. Kozłowskiej w jednym oku interpretowana jest jako symbol odrzucenia nauki papiestwa. Kościół Katolicki Mariawitów powołuje się w tym kontekście na interpretację Mt 5,29 dokonaną przez św. Bazylego Wielkiego: Prawe oko to fałszywi nauczyciele w Kościele Chrystusowym, których koniecznie należy opuścić.

Do Marii Franciszki odnoszone są również inne fragmenty Pisma Świętego. Jej osoby dopatruje się Kościół Katolicki Mariawitów w postaci niewiasty mężnej z Księgi Przypowieści Salomona. Porównywana jest także do niewiasty, która zakwasiła trzy miary mąki, z przypowieści przytoczonej w Mt 13,33. Abp J. M. M. Kowalski pisał: Tak, to Mateczka nasza zaczyniła ferment Boskiej Eucharystji w trzy zakony św. Franciszka; tego samego Franciszka, którego Chrystus także przyrównał w Ewangelji Swej do Królestwa Niebieskiego i do ziarna gorczycznego, które stało się drzewem. Ale drzewo to spróchniało, przyszły wichry i obaliły je! Potrzeba więc było nowej i ostatniej na ziemi formy Królestwa Niebieskiego, którą się stała Ona Niewiasta zaczyniająca prawdziwą, jakiej dotąd nie było, cześć Chrystusa obecnego w Eucharystji. To jasne!

Wprost osoba Kozłowskiej pojawiać się ma również w Ewangeliach jako Gwiazda Betlejemska, anioł obwieszczający pasterzom narodzenie Mesjasza czy pocieszający Jezusa w Ogrójcu.

Kolejną księgą natchnioną, odnoszoną w szczególny sposób do M. F. Kozłowskiej, jest Apokalipsa. Mateczka ma się w niej pojawiać jako podobna Synowi Człowieczemu (Ap 1,13), Niewiasta obleczona w słońce (Ap 12,1) oraz jako Małżonka Barankowa (Ap 19,7; Ap 21,9). Publikacje felicjanowskie podkreślają również, iż Podobny Synowi Człowieczemu przemawiający do świętego Jana jest kobietą. Powołują się tu na słowa ad toj matojs - ad mamillas, mające świadczyć, iż Podobny Synowi Człowieczemu przepasany jest pasem kapłańskim u swych piersi kobiecych (mamillas). W ten sposób św. Jan miał zaznaczać, że Osoba Boska przemawiająca do niego to kobieta. To ona sama, jeszcze na długo przed wcieleniem, miała odsłonić przed św. Janem swoje tajemnice, które opisał w Apokalipsie.

Abp J. M. M. Kowalski do M. F. Kozłowskiej odnosił również wizje Hermasa opisane w Pasterzu. Z kolei według bpa J. Próchniewskiego, o Mateczce jako Małżonce Chrystusowej prorokować miała św. Hildegarda w słowach: To jest Kwiat Niebieskiego Syonu. Matka i Królowa róż i lilii padolnych. O Kwiecie, Ciebie poślubi Syn Wszechmogącego Króla, Któremu zrodzisz Sławny Rodzaj, gdy Twój czas przyjdzie. Proroctw dotyczących M. F. Kozłowskiej Kościół Katolicki Mariawitów dopatrywał się i dopatruje nadal również w twórczości wieszczów. Sama Mateczka oświecać miała także Dantego, odsłaniając przed nim tajemnice swego przyszłego wcielenia. W szczególny sposób, poprzedzający bezpośrednio to wydarzenie zbawcze, do przyjścia na świat Wcielonego Ducha Prawdy przygotowywać mieli polscy poeci, określani w tym kontekście mianem proroków.

Abp J. M. M. Kowalski mówiąc o przedwieczności Mateczki, powoływał się na jej własne słowa, według których była obecna przy stworzeniu świata. M. F. Kozłowska miała również osobiście stwierdzić, że to do niej odnoszą się słowa Przyp 8: Pan mię posiadł na początku dróg Swoich... Z Nim byłam wszystko urządzając. Obecnie słowa te znane są przede wszystkim z zapisków poczynionych przez abpa J. M. M. Kowalskiego w Rawiczu na marginesie Uzupełnienia Objawień Mateczki, a uzasadniających boskość Kozłowskiej, przedrukowanych następnie w Brewiarzyku Mariawickim, jednak wypowiedź tę cytują również źródła znacznie wcześniejsze. Potwierdzał je również bp J. Próchniewski, cytując zapis samej M. F. Kozłowskiej, nie traktował tego jednak dosłownie, lecz jako widzenie w duchu, w objawieniu. Według relacji bpa J. Próchniewskiego, na swoją obecność przy stworzeniu świata M. F. Kozłowska miała się powoływać, polemizując z teorią ewolucji i argumentując, że pierwsi ludzie wyszli bezpośrednio z rąk Boga, a nie drogą ewolucji od zwierząt.

 

Historyczna praktyka małżeństw kapłańskich

Temat małżeństw kapłańskich jest kwestią szczególnie trudną ze względu na jego drażliwość dla obu Kościołów mariawickich. Poruszenie tego wątku w niniejszej pracy wydaje się jednak konieczne ze względu na ciągłą obecność idei małżeństw kapłańskich w teologii Kościoła Katolickiego Mariawitów, mimo obecnego zawieszenia jej realizacji. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia abp J. M. R. Wojciechowski zapowiadał rychły powrót do praktyki małżeństw kapłańskich, określając ją jako mającą szczególne znaczenie dla mariawityzmu, ze względów tak duchowych, jak i praktycznych. Wymieniał je również na pierwszym miejscu pośród reform abpa J. M. M. Kowalskiego, podnoszących Kościół na wyższy stopień obcowania z Bogiem.

Przedstawienie historycznej praktyki małżeństw kapłańskich oraz ich początkowej interpretacji jest trudne z jednej strony ze względu na niewielką liczbę źródeł dotyczących tego zagadnienia, z drugiej zaś - na różnorodność interpretacji spotykanych w samych źródłach mariawickich, niejednokrotnie ze sobą sprzecznych. Analiza dostępnych źródeł historycznych dotyczących małżeństw kapłańskich skłania do podzielenia ich na dwie grupy, które zostaną omówione osobno. Pierwsza z nich to źródła wewnętrzne, adresowane do wtajemniczonych; druga - pisma i wypowiedzi kierowane na zewnątrz wspólnoty.

Istotne różnice pomiędzy dwoma wymienionymi grupami wyjaśniać może tajemnica, jaką objęte były małżeństwa kapłańskie, określana w samej wspólnocie mariawickiej mianem tajemnicy królewskiej. Dostępne źródła historyczne dostarczają wystarczającej liczby argumentów pozwalających na postawienie tezy o objęciu tajemnicą pewnych elementów związanych z praktyką oraz interpretacją małżeństw kapłańskich, począwszy od ich wprowadzenia w 1922 r., przez cały okres ich trwania, a więc do roku 1935. Według zeznającego w procesie J. M. M. Kowalskiego byłego kapłana mariawickiego J. Modrzejewskiego, praktyka małżeństw mistycznych mała być w początkowym okresie objęta tajemnicą nie tylko przed osobami z zewnątrz wspólnoty, lecz również przed wszystkimi, którzy jeszcze sami w nie nie wstąpili. Fakt początkowego istnienia tajemnicy, już po jej ujawnieniu przez innych, potwierdzał wielokrotnie sam abp J. M. M. Kowalski. Gdy zeznający podczas jego procesu w 1928 r. J. Pągowski zarzucił mu ujawnianie wiedzy, którą posiadł jako spowiednik, miał odpowiedzieć: Jeżeli on złamał "tajemnicę królewską", więc ja mogłem złamać tajemnicę spowiedzi. Wypowiedź ta świadczyć może również o doniosłości roli przypisywanej tajemnicy królewskiej. Po rozłamie w 1935 r. abp J. M. M. Kowalski opublikował w "Wiadomościach Maryawickich" list otwarty do bpa J. Próchniewskiego, w którym pisał: Tajemnica udziału naszego w małżeństwie Mateczki z Panem Jezusem, łącznie z Przenajświętszym Sakramentem, przestaje być teraz tajemnicą.

Skoncentrujmy się najpierw na idei małżeństw kapłańskich, wyłaniającej się ze źródeł adresowanych do wtajemniczonych. W odróżnieniu od źródeł kierowanych na zewnątrz wspólnoty, w których używana jest nazwa małżeństwa kapłańskie, w tej grupie przekazów określane są jako małżeństwa mistyczne lub święte. Nieocenionym źródłem są tu przede wszystkim komentarze abpa J. M. M. Kowalskiego do Pieśni nad Pieśniami zamieszczone w mariawickim wydaniu Starego Testamentu. Małżeństwa kapłańskie przedstawione są w nich, podobnie jak Wcielenie Chrystusa, jako wynikające z odwiecznego planu Boga względem człowieka i mające ścisły związek z budowaniem nowego rodzaju ludzkiego, zapowiedzianego w Apokalipsie Kościoła Wybranych. W liście pasterskim z 18.04.1923 r. abp Kowalski określał małżeństwa kapłańskie jako udział w Godach Barankowych, to jest w tych darach i łaskach, jakiemi Pan Jezus Mateczkę naszą obdarzył. Efektem tych małżeństw miało być zjednoczenie umysłu, serca i woli małżonków z Chrystusem w takim stopniu, że człowiek staje się z Panem Jezusem jednym duchem i jednym ciałem (1 Kor 6,17; Ef 4,4) i już nie on żyje, ale żyje w nim Chrystus. Niejako powtórne narodziny osób wstępujących w małżeństwa kapłańskie podkreślać miało również nadawanie im przy tej okazji nowych imion.

Jako podstawę tego rodzaju zaślubin ludzkości z Chrystusem abp J. M. M. Kowalski przywoływał zaślubiny Chrystusa z Marią Franciszką, opisane przez tę ostatnią w Wyjątkach z objawień w roku 1899 i 1900. Podkreślał, iż podobnie jak nikt nie może poznać Boga Ojca inaczej niż przez Syna, tak nikt nie może zjednoczyć się z Panem Jezusem duszą i ciałem inaczej, jak tylko przez Mateczkę. Za ziemskiego życia M. F. Kozłowskiej to ona miała być pośredniczką w dokonywaniu związku małżeńskiego pomiędzy wybranymi a Panem Jezusem. Po jej śmierci zjednoczenie z Mateczką - oraz, za jej pośrednictwem, z jej Boskim Oblubieńcem i Małżonkiem - dokonywać się mogło jedynie poprzez jej duchowego syna i zarazem małżonka, arcybiskupa Michała. Poprzez niego miały jednoczyć się z Mateczką zakonnice, które następnie winny przekazywać owo zjednoczenie kapłanom poprzez małżeństwa mistyczne. W komentarzu abpa J. M. M. Kowalskiego do Pieśni nad Pieśniami czytamy: Dziewice jednoczą się z Mateczką przez jej syna, a przez nie jednoczą się z nią i Mężowie, święci, czyści i dziewiczy, dla nich od Boga wybrani i z niemi z woli Boga zjednoczeni. Innego zjednoczenia i w inny sposób zawartego małżeństwa mistycznego ten Kościół mieć nie może.

Podstawą do przekazywania przez abpa J. M. M. Kowalskiego zjednoczenia mistycznego z M. F. Kozłowską miało być zjednoczenie tych dwojga, jakiego doświadczyć mieli w styczniu 1902 r. S. Honorata Klichowska podaje w swoich wspomnieniach jako dokładną datę owego wydarzenia 19.01.1902 r. Abp J. M. M. Kowalski opisywał je w następujący sposób: W 1902 r. w m. Styczniu, gdy byłem u Mateczki w Płocku, Pan Jezus zbliżył mię i zjednoczył z Mateczką, już nie jako syna tylko, ale jako Oblubieńca na podobieństwo zjednoczenia, jakiem zjednoczył pierwszych naszych rodziców. W taki sposób zbliżył też i zjednoczył Pan Jezus z Mateczką rok przedtem O. Jakóba, a w późniejszych czasach O. Bartłomieja i O. Filipa. *[W dalszej części powyższego cytatu abp J. M. M. Kowalski pisał: Tego samego dnia, w którym Jezus udarował mię tą niewypowiedzianą łaską Swoją, rano Siostry przyniosły z ogrodu Mateczki pod śniegiem rozkwitły piękny czerwony kwiatek, jak również parę rozkwitłych stokrotek, wydobytych z pod śniegu. To zjawisko, tak niezwykłe wśród ostrej zimy, zwróciło na siebie uwagę wszystkich Sióstr; wypełniły się bowiem wtedy te słowa Pieśni nad Pieśniami: "Wstań Oblubienico Moja, piękna Moja, bo zimna, już minęły i ukazały się kwiatki na polach naszych (2,12). Podobne zdarzenie miało miejsce na rok przedtem, kiedy O. Jakób połączony został z Mateczką w Lublinie. W pismach abpa J. M. M. Kowalskiego pojawia się również para małżeńsko-braterska, złożona z Brata Arcybiskupa Michała i Brata Biskupa Filipa, [...] która przewodzi Kościołowi Miłości, podobna parze Dawida i Jonaty, którego umiłował Dawid "ponad miłość niewieścią". Zwróćmy jednocześnie uwagę, iż w takim wypadku zjednoczenie M. F Kozłowskiej z J. Próchniewskim oraz J. M. M. Kowalskim nie było następstwem jej zaślubin mistycznych z Chrystusem, ponieważ te odbyć się miały dopiero w grudniu 1902 r., a więc prawie rok po zjednoczeniu z J. M. M. Kowalskim.] Język opisu abpa J. M. M. Kowalskiego jest tu bardzo niejednoznaczny i trudny w interpretacji. Nie wiadomo dokładnie, na czym owo zjednoczenie miało polegać, szczególnie iż w innych miejscach Krótkiego życiorysu Mateczki czytamy również o jej zjednoczeniu z bpem J. Szembekiem i z Piusem X.

Bp J. Próchniewski, opisując swoje zjednoczenie z Mateczką, przedstawiał je jako zlanie duszy i serca z duszą i sercem Mateczki. Jedynym aktem miało być włożenie przez M. F. Kozłowską swojej obrączki na jego palec.Pisał o dostąpieniu prawdziwie cudownego, niezależnie od nas, związania naszych serc i dusz, bez żadnych oznak zewnętrznych. Nie ma tu mowy o zbliżeniu seksualnym. Po rozłamie bp J. Próchniewski zaprzeczał wprost informacjom szerzonym przez abpa J. M. M. Kowalskiego, jakoby jego związek z M. F. Kozłowską miał charakter erotyczny.

Po rozłamie w mariawityzmie abp Kowalski swoją tezę o współżyciu Kozłowskiej z czterema biskupami mariawickimi stawiał już wprost. W opublikowanym w 1935 r. liście otwartym do bpa Bartłomieja Przysieckiego pisał: Mateczka bowiem była połączona związkiem małżeńskim z Woli Bożej najpierw w 1897-ym z kapłanem J. R. Próchniewskim [...], następnie w r. 1902-im ze mną, a po r. 1910-tym takim samym związkiem małżeńskim była połączona z Tobą, Bracie, w końcu z Br. Filipem Feldmanem. [...] Związki te małżeńskie z Mateczką, z Woli Bożej pochodzące i święte, były prawdziwe, nie tylko duchowe, ale i cielesne. Tych związków Wy się teraz zapieracie, [...] ale zanadto jest sióstr zakonnych, wiernych Mateczce, którym Wy o swoim związku małżeńskim z Mateczką mówiliście najwyraźniej otwarcie. [...] Sama Mateczka też mi o tych związkach z Wami mówiła, choć mówić z Wami o moim i Jakuba związku nie pozwoliła. [...] Mateczka została połączona węzłem małżeńskim prawdziwym wg ducha i ciała z nami czterema, aby dać początek nowej erze [...] - erze małżeństwa ludzkości z Bogiem.

O mistycznym związku małżeńskim M. F. Kozłowskiej z wymienionymi wyżej czterema biskupami mówią również źródła późniejsze. W artykule opublikowanym w "Królestwie Bożym na ziemi" w 1938 r. czytamy o mistycznym, świętym, związku małżeńskim, jaki zachodził z Woli Bożej między nim [Kowalskim] a Najdroższą i Najświętszą Mateczką [...]- a także między Oicami: Jakubem, Bartłomiejem i Filipem z jednej strony, a tąż Mateczką [...] z drugiej strony.

Trudno nie zauważyć również w niektórych wcześniejszych pismach abpa J. M. M. Kowalskiego wyraźnych aluzji co do erotycznego charakteru jego zjednoczenia i relacji z M. F. Kozłowską. W wydanym w 1922 r. Krótkim życiorysie Mateczki pisał: W czasie pobytu Mateczki w Lublinie u Sióstr na tak zwanej Sali Sierot, gdzie Mateczka wtedy dłużej przebywała pisząc Objawienia, przyjechałem i ja do Lublina, do Mateczki. Ciężkie naówczas miałem przejścia w duszy, gdyż Pan Jezus odłączył mię od Mateczki na nieokreślony czas. Osiem dni i nocy nie spałem, oczekując zmiłowania Bożego i nasłuchując przez ścianę czy Mateczka mię nie wezwie do Siebie. Ale Mateczka, spisując po całych nocach Objawienia swoje w ciągu całego tygodnia nie odczuwała Woli Bożej, ażeby mię wezwać. Dopiero 8-ego dnia przyszła sama do mnie i wtedy Pan Jezus powiedział do Mateczki: "Mnie daj duszę swoją, a Michałowi oddaj ciało". W innym miejscu czytamy o wejściu miłości między nim a Mateczką w inny zupełnie stan, o którym nie godziło się wtedy nie tylko ludziom, ale nawet i Ojcom mówić; bo nie byliby zdolni takich rzeczy zrozumieć. *[Przedstawianie nauczania J. M. M. Kowalskiego dotyczącego roli M. F. Kozłowskiej w zainicjowaniu małżeństw mistycznych jest szczególnie trudne również ze względu na jej obraz przyjmowany obecnie w Kościele Starokatolickim Mariawitów. Podkreślmy, iż celem niniejszej pracy nie jest odtwarzanie w tym względzie faktów, lecz doktryny Kościoła Katolickiego Mariawitów. Jednak należy zauważyć, iż sugestie dotyczące współżycia J. M. M. Kowalskiego z M. F. Kozłowską pojawiają się także w zeznaniach byłych kapłanów mariawickich zeznających w procesie J. M. M. Kowalskiego. Ks. Rytel zwracał uwagę na roznamiętnienie widoczne u J. M. M. Kowalskiego w obecności M. F. Kozłowskiej. Zeznał również, iż zaskoczył kiedyś tych dwoje razem, gdy M. F. Kozłowska rozbierała się.]

Motyw przekazywania zjednoczenia mistycznego z Chrystusem i Mateczką przez arcybiskupa poprzez kontakty erotyczne, pojawiający się w niechętnej mariawitom literaturze katolickiej lat dwudziestych, jak również w zeznaniach świadków podczas procesu abpa J. M. M. Kowalskiego, znajduje swoje potwierdzenie również w samych źródłach mariawickich. Sam arcybiskup pisał w komentarzu do Pieśni nad Pieśniami: Związek małżeński z Panem Jezusem przez Mateczką i jej duchowego syna dokonywa się przez pocałowanie ust, jak to Sam Pan Jezus wyjaśnił Mateczce. Pocałowanie to jest głębokie, usymbolizowane w pocałunku gołębic, i przez nie udziela się miłość z Ducha Świętego pochodząca, a nie mająca w sobie żadnego skażenia grzechu pierworodnego, namiętności lub zmysłowości, ale jest wyrazem gorącej, prawdziwej i od Boga pochodzącej i zrodzonej miłości, miłości Ducha Przenajświętszego, miłości Samego Pana Jezusa i Mateczki. Taki sposób wchodzenia w stan oblubieńczy z Chrystusem wskazywać miało samo Pismo Święte w Pieśni nad Pieśniami (1, 1), gdzie Oblubienica wypowiada słowa: Niech mnie pocałuje pocałowaniem ust swoich. Pocałunek ten arcybiskup nazywał pocałunkiem samego Pana Jezusa przez usta człowieka, w tym przypadku jego własne. Skutkiem takiego pocałunku miłości miałoby być oczyszczenie, uświęcenie i doskonałe zjednoczenie z Bogiem.

Erotyczny charakter inicjacji wprowadzających do Kościoła Wybranych, zwanego również Kościołem Miłości czy też Kościołem Filadelfijskim, *[Nazwa ta nawiązuje do jednego z siedmiu Kościołów Azji Mniejszej wymienionych w Apokalipsie.] potwierdzali również byli kapłani i zakonnice mariawickie zeznający jako świadkowie w procesie abpa J. M. M. Kowalskiego. Mówili oni przed sądem o trzech stopniach przynależności do Kościoła Miłości. Wprowadzenie do kolejnych z nich odbywać się miało: 1) przez pocałunek, 2) przez położenie ręki na obnażonej lewej piersi, 3) przez stosunek płciowy *[Według J. Peterkiewicza, powołującego się na opis B. Przysieckiego zamieszczony w Świadectwach, praktyka wprowadzania zakonnic do Kościoła Miłości rozpoczęła się najpóźniej dwa miesiące po śmierci M. F. Kozłowskiej. Istnieją jednak istotne przesłanki, aby przypuszczać, że zachowania erotyczne przełożonego wobec zakonnic mariawickich rozpoczęły się znaczenie wcześniej. Według zeznań świadków w procesie J. M. M. Kowalskiego, już w 1911 r. jedna z zakonnic miała go spoliczkować podczas spowiedzi. Świadek Stefania Głogoczewska zeznała, iż M. F. Kozłowska wiedziała o zachowaniach erotycznych J. M. M. Kowalskiego wobec zakonnic mariawickich, m.in. podczas sakramentu spowiedzi, i dlatego odsunęła go od spowiadania sióstr, potem jednak pozwoliła mu na to z powrotem, a on kontynuował swoje praktyki. Według samego J. M. M. Kowalskiego, jeszcze za życia Mateczki J. Próchniewski miał zgłaszać jej swoje wątpliwości co do pewnych zachowań Ministra Generalnego wobec sióstr. Według zeznań ks. Zebrowskiego, złożonych podczas procesu sądowego, już w 1911 r. M. F. Kozłowska miała zostać poinformowana o przebywaniu innej zakonnicy przez całą noc u J. M. M. Kowalskiego, na co miała odpowiedzieć: Nie zgrzeszył.]. Zeznawali również, iż każda zakonnica wstępująca w małżeństwo mistyczne musiała być wpierw poślubiona arcybiskupowi *[Również M. Skrudlik pisze o prawie pierwszej nocy abpa J. M. M. Kowalskiego w małżeństwach kapłańskich. Według J. Peterkiewicza, współżycie zakonnic mariawickich z J. M. M. Kowalskim nie musiało łączyć się tylko z wprowadzeniem do Kościoła Miłości - inicjacją przed zawarciem związku małżeńskiego z innym kapłanem, lecz możliwe było również w trakcie jego trwania. Wspomniany autor powoływał się tu na zamieszczony w Świadectwach opis s. Bogusławy, która traktowała stosunek z arcybiskupem jako środek duchowego odrodzenia, po którym łatwiej jej było przezwyciężyć grzeszną niechęć do współżycia z poślubionym jej kapłanem.]. W czasie procesu abp J. M. M. Kowalski potwierdził owe trzy stopnie zjednoczenia - ustami, sercem i ciałem - zaznaczając jednak, że pierwsze z nich, poprzez pocałunek, nie miało charakteru erotycznego, odbywając się bez wprowadzenia języka do ust, kolejne zaś miały charakter symboliczny: zjednoczenie sercem oznaczało zjednoczenie umysłu, czucia i woli, niemające oznak zewnętrznych, natomiast zjednoczenie ciałem miało być zjednoczeniem z Ciałem Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Erotyczna interpretacja nadana tym nazwom byłaby więc całkowicie nieuprawniona. Motyw przekazywania zjednoczenia mistycznego poprzez abpa Kowalskiego - jak również utrzymywania tego w tajemnicy - pojawia się jednak także w przekazach jego zwolenników. Po rozłamie 1935 roku s. M. Felicyta Romiszewska-Tułaba, powołując się na wcześniejsze słowa bpa J. Próchniewskiego, który, jako spowiednik, świadczył, że wszystkie siostry powołane do małżeństw kapłańskich zostały podniesione na duchu i postąpiły w pokorze i w wyniszczeniu miłości własnej, pisała: wiadomo, że nie przez złączenie z małżonkami, ale przez bliższe połączenie z Mateczką i Panem Jezusem przez martwe Narzędzie *[Określenie używane w stosunku do abpa J. M. M. Kowalskiego.] - a dzisiaj przez swą pychę, zazdrość i grzechy nieczyste pokryte obłudą, przez swój upadek, tak nikczemnie zdradzacie największe tajemnice przed całym światem, które były z wiarą czynione.

Zarówno jeśli chodzi o samo wprowadzenie instytucji małżeństw mistycznych, jak również w kwestii doboru par, wskazywanych przez arcybiskupa, ten ostatni powoływał się na wolę Pana Jezusa i Mateczki. Wielokrotnie wskazywał na swoją początkową niechęć do wprowadzenia tej innowacji oraz powoływał się na wyraźne znaki otrzymane od Boga. Pisał: Myśmy długo walczyli z łaską Bożą, opierając się zawarciu tych związków, aż dopiero wyraźne znaki, od Boga nam dane, zniewoliły nas do zawarcia tych małżeństw. Podkreślał, iż zanim zdecydował się wprowadzić małżeństwa mistyczne, przez cały rok poprzez post i modlitwę do Ducha Świętego rozpoznawał, czy pochodzą one faktycznie z Woli Bożej. Po roku takiej walki wewnętrznej miał otrzymać od Boga rozkaz, aby udał się do ks. Filipa Feldmana, któremu Bóg objawił Swoją wolę w tej sprawie i który ostatecznie miał położyć kres jego wątpliwościom. Otrzymawszy od tego kapłana zapewnienie (na mocy objawienia), że w rzeczy samej Wolą Bożą jest, aby duchowieństwo zawarło związki małżeńskie dla większej Chwały Bożej i pomocy w życiu duchowym, Br. Arcybiskup wstąpił w związek małżeński z wybraną przez Mateczkę Przełożoną Zgromadzenia Sióstr, a za nim wszyscy Kapłani zawarli podobny związek ze wskazanymi sobie od Boga zakonnicami.

Małżeństwa mistyczne miały z woli Bożej objąć wszystkich duchownych mariawickich, którzy mogli wstępować w związki małżeńskie dopiero po otrzymaniu święceń. Według zeznań świadków w procesie abpa J. M. M. Kowalskiego, również zmarli kapłani dostawali żony, które także pozostawały w stosunkach z J. M. M. Kowalskim *[Peterkiewicz przytacza zamieszczony w Świadectwach opis jednej z sióstr, poślubionej zmarłemu kapłanowi, którą miał odwiedzić w nocy dla dokonania aktu małżeńskiego, po jego zakończeniu stwierdzając, iż teraz jest już zjednoczony z Mateczką.]. Po owdowieniu nie można było wstąpić w nowy związek. Wierzono, iż małżeństwa mistyczne zawierane są na wieczność i nie kończy ich śmierć. Niedopuszczalne miały być w nich również rozwody. Katechizm życia zakonnego mówi jednak o możliwości rozerwania tego rodzaju węzła małżeńskiego poprzez niewierność jednego z małżonków, w razie której małżeństwo zostaje rozerwane na zawsze i nie może już nigdy zostać ponownie zawarte. Konkretne pary małżeńskie miały być wskazywane przez Boga abp. J. M. M. Kowalskiemu, który kojarząc owe związki, miał być jedynie martwym narzędziem w ręku Boga *[Niektórzy autorzy zwracają uwagę na całkowite niedopasowanie niektórych z kojarzonych w ten sposób małżeństw, częstokroć różniących się znacznie wiekiem. J. Peterkiewicz pisze: Łączył starsze siostry z młodymi księżmi, i odwrotnie; czasem wyglądało to tak jakby testował granice ludzkiego niedopasowania, jak pomiędzy Bogusławą i Ojcem Czesławem, albo Siostrą Cherubiną i Bartłomiejem, których świadectwa opisują fizyczne obrzydzenie, z jakim musieli się zmagać.]. W komentarzu do Pieśni nad Pieśniami arcybiskup sugerował, iż to Mateczka sama wskazuje, które siostry chce dopuścić do Godów Barankowych. Jednocześnie podkreślał, że nikogo nie przymusza do ich przyjęcia. W Katechizmie życia zakonnego czytamy: Siostra zakonna nie jest obowiązana pod grzechem, lub na mocy posłuszeństwa do zgodzenia się na związek małżeński ze wskazanym jej przez Przełożonych kapłanem lub Dyakonem, podobnie jak Pan Jezus nie zobowiązuje nikogo do składania ślubów zakonnych: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, ale uzależnia ich złożenie od dobrej i wolnej woli człowieka. Wszakże, jak kto nie składa ślubów zakonnych, nie ma właściwej tym ślubom zasługi przed Bogiem, tak też kto będąc powołanym od Boga do złożenia ślubów małżeńskich, uchylałby się od nich, nie zyskałby tych zasług, jakie do tego stanu nowego, pełnego ofiar, są przywiązane.

Uzasadniając instytucję małżeństw mistycznych, mających prowadzić do zaślubin ludzkości z Bogiem, abp J. M. M. Kowalski powoływał się również na Pismo Święte. O możliwości małżeństwa Chrystusa z ludzkością miał według niego mówić św. Paweł, stwierdzając w liście do Koryntian, iż ślubował Bogu, że stawi ich jako czystą dziewicę jednemu mężowi, Chrystusowi (2 Kor 11,2). Oczywiście nie mówi tu święty Paweł wyraźnie o Małżonce Chrystusa Pana, gdyż mu tej tajemnicy nie wolno było zdradzać; jednak mówi o możliwości związku małżeńskiego Chrystusa z wieloma, a tem samem przypuszcza najpierwszy i najważniejszy związek małżeński z jedną tylko, podobnie jak związek małżeński króla z wieloma niewiastami każe się domyślać związku małżeńskiego z królową, główną małżonką, która sama jedna tylko posiada królewskie nieograniczone prawo małżeńskie. Podobnie w komentarzu do Księgi Wyjścia 26, 30 abp J. M. M. Kowalski pisał: Budowa Przybytku, czyli namiotu na wzór Świątyni Bożej w Niebie, gdzie na Najwyższym Ołtarzu składane bywają najmilsze ofiary Bogu, była figurą budowy i organizacji Kościoła Wybranych, czyli Świętych tutaj na ziemi złączonych małżeństwami zakonnemi i dziewiczemi. O małżeństwach kapłańskich mówić miała także Pieśń nad Pieśniami.

Wielokrotne podkreślanie przez abpa J. M. M. Kowalskiego pochodzenia małżeństw osób konsekrowanych wyłącznie z woli Bożej pozwoliło mu na stworzenie interpretacji godzącej je z zakonnymi ślubami czystości, składanymi przez wszystkich duchownych mariawickich oraz ich mistyczne małżonki. Przyznając, iż dotychczasowy celibat w Kościele był z woli Bożej, informował, iż obecnie już nie ma woli Bożej, aby był zachowany. W Katechizmie życia zakonnego, powołując się na wyższość woli Bożej wobec ślubów zakonnych - odnosząc się przy tym do objawienia M. F. Kozłowskiej, w którym sam Jezus rozwiązał jej śluby zakonne, zastępując je jednym: pełnienia we wszystkim woli Bożej - abp J. M. M. Kowalski pisał: Do pełnienia tego ślubu i naśladowania w tym Mateczki powołuje Pan Jezus i teraz niektóre Siostry, aby pełniły Wolę Bożą, objawioną im przez Przełożonych, z natchnienia Ducha Świętego, choćby ta Wola Boża zdawała się sprzeciwiać Ślubom Zakonnym i Regule Świętej. Do tej objawionej nam Woli Bożej należą w szczególny sposób śluby małżeńskie w zakonie naszym zawierane. [...] Śluby małżeńskie w Zakonie naszym zawierane są z Woli Bożej i Objawienia Bożego.

Nie znoszą one Ślubów Zakonnych i Reguły Zakonnej, ale je potwierdzają i do doskonałości doprowadzają. Wskazywał również na analogię relacji pomiędzy ślubami czystości i małżeństwami mistycznymi a prawem żydowskim i nakazem danym przez Boga Ozeaszowi, by poślubił nierządnicę.

Jednocześnie twierdził, iż małżeństwa kapłańskie nie naruszają dziewictwa. Pisał: Te małżeństwa są dziewicze, choć prawdziwe, tak prawdziwe, jak prawdziwe i dziewicze było małżeństwo pierwszych ludzi w Raju; ponieważ dopiero po grzechu, po wypędzeniu z Raju nastąpiła utrata dziewictwa, jak to widać z Pisma św. Rozumienie dziewictwa w mariawityzmie było jednak w omawianym okresie bardzo niejasne i zmienne w czasie. Według M. Skrudlika, Kowalski miał najpierw twierdzić publicznie, że małżeństwa kapłańskie są czysto duchowe. Potem, że małżonkowie współżyją ze sobą tak jak w normalnym związku, jednak zakonnice w sposób cudowny nie tracą przy tym dziewictwa, również w sensie fizycznym. Następnie ogłosił, że małżonki tracą podczas współżycia zewnętrzne cechy dziewictwa.W jednym z artykułów opublikowanych w 1930 r. w "Królestwie Bożym na ziemi" czytamy między innymi, iż nawet jawnogrzesznice nie są z grona tych dziewic wyłączone, jeśli nigdy ani na chwilę nikomu serca swojego nie oddały, oprócz Boskiemu Swemu Oblubieńcowi.

Niezależnie od rozumienia dziewictwa, wydaje się, iż pogląd o jego nienaruszeniu w małżeństwach mistycznych, jak również w przeprowadzanych przez arcybiskupa wcześniejszych inicjacjach do Kościoła Miłości, został powszechnie zaakceptowany. W dniu 6.08.1929 r., obchodząc 25-lecie przełożeństwa, abp J. M. M. Kowalski otrzymuje kielich z wyrytą dedykacją: Obrońcy Chwały Bożej i opiekunowi cnoty dusz dziewiczych.

Kolejną kwestią objętą we wspólnocie mariawickiej tajemnicą był problem poligamii w małżeństwach mistycznych *[Nie chodzi tu oczywiście o wielożeństwo w sensie prawnym, ale o posiadanie przez niektórych kapłanów mariawickich kilku małżonek mistycznych. Jak słusznie zauważa A. Starczewski: Wielożeństwo, to innymi słowy bigamia, która jest ścigana sądownie z oskarżenia publicznego. Duchowni mariawiccy mieli przed II wojną światową uprawnienia urzędników stanu cywilnego. Nigdzie nie można spotkać informacji, że mariawici byli ścigam za wielożeństwo, a także żadnemu z duchownych mariawickich nie odebrano uprawnień urzędnika stanu cywilnego z powodu tolerowania, lub praktykowania bigamii. Gdyby duchowny mariawicki sankcjonował wielożeństwo, spotkałyby go konsekwencje karne i administracyjne (więzienie i cofnięcie praw urzędnika stanu cywilnego).]. Mariawici wielokrotnie zaprzeczali informacjom o praktykowanym wielożeństwie, powracającym między innymi w zeznaniach świadków podczas procesu abpa J. M. M. Kowalskiego, a z czasem również w publikacjach mariawickich.

Na świadome przygotowywanie wspólnoty mariawickiej do przyjęcia praktyki wielożeństwa wskazywać mogą ukazujące się w prasie mariawickiej początku lat trzydziestych artykuły propagujące poligamię. Czytamy w nich wprost, iż wielożeństwo nie jest sprzeczne z Pismem Świętym. Autorzy odwoływali się tu m.in. do zalecenia św. Pawła: Biskup niech będzie mężem jednej żony, sugerując, iż zasada ta nie musi być ogólnie obowiązująca. Wskazywali także na przykłady wielożeństwa patriarchów Abrahama, Jakuba, Dawida, Salomona. Jednocześnie poligamia przedstawiana była jako droga jedynie dla wybranych, do której potrzeba wielkiej świętości ducha, równej świętości patriarchów.

W opublikowanym w 1930 r. artykule pt. Związek małżeński według Pisma Świętego, czytamy, iż cudzołóstwem według Pisma Świętego byłoby jedynie opuszczenie własnej żony, połączenie się z cudzą zoną lub łączenie się mężczyzny z wolną kobietą bez zgody jego żony. Według J. Peterkiewicza zalety poligamii miały być również głoszone z ambon.

Ciekawy przykład artykułu prasowego dotyczącego poligamii stanowi Ważne sprostowanie Brata Biskupa Jakóba opublikowane w "Królestwie Bożym na ziemi" w 1934 r. Autor przeprasza w nim za błąd, jaki popełnił, pisząc o wielożeństwie jako o grzechu, i tłumaczy, że chociaż wielożeństwo z woli własnej jest zmysłowością, to wielożeństwo z woli Bożej nie tylko nie jest grzechem, ale również może prowadzić do najwyższych stopni doskonałości. Popełnienie przez bpa J. Próchniewskiego tego rodzaju błędu - i to zaledwie na rok przed rozłamem, który zakończył praktykę małżeństw mistycznych - świadczyć może, iż praktyka wielożeństwa oraz wiedza o niej były bardzo ograniczone. Według J. Peterkiewicza, faktycznie zarezerwowana była ona dla bardzo wąskiego grona.

Po raz pierwszy informację o praktyce wielożeństwa abp J. M. M. Kowalski opublikował po rozłamie z 1935 r., w polemice z odrzucającymi ją kapłanami. Podkreślając specyficzny charakter małżeństw mistycznych, odróżniający je od zwykłej poligamii, pisał jednak o pewnym podobieństwie z pojęciem wielożeństwa w świecie. W opublikowanym w "Wiadomościach Mariawickich" liście otwartym do bpa Bartłomieja Przysieckiego czytamy: Oczywistym jest, że one małżeństwa mistyczne (to znaczy z Woli Bożej zawierane) w Zakonie mariawickim zapoczątkował nie żaden Rasputin - Kowalski, lecz dała im początek sama Najśw. Założycielka Mariawityzmu, nasza Najdroższa Mateczka.

Nie mogą więc być nazwane rasputinadą, niemoralnością, nawet gdyby zachodziło w tych związkach pewne podobieństwo z pojęciem wielożeństwa w świecie. Bo jeśli Mateczce, Wolę Bożą we wszystkim doskonale pełniącej, nikt nie ośmieli się zarzucić grzechu cudzołóstwa lub wielomęstwa (bo co Bóg nakazuje, to jest święte, choćby cały świat zepsuty nazwał to rozpustą), to tak samo i ja, pełniący w tych rzeczach Wolę Bożą, nie mogę być napiętnowany jako zwyrodniały Rasputin lub wielożeńca. W innych miejscach arcybiskup wskazywał także na posiadanie kilku żon przez innych biskupów mariawickich *[Zob. słowa listu otwartego abpa J. M. M. Kowalskiego do bpa J. Próchniewskiego: Jeżeli Brat przestał wierzyć w kierunek Pana Jezusa nade mną, ewentualnie w moje natchnienia i zrozumienia, to czemu Brat nie porzuci R. i S., a opuścił Brat S. Honoratę. Przecież ja miałem zrozumienie do Pana Jezusa, że małżeństwa nasze są nie świeckie, ale mistyczne, z Woli Bożej zawarte, dane tylko dla tych, którzy wierzą w Wolę Bożą wskazywaną przez przełożonych. Brat zaś uwierzył tylko w to moje zrozumienie tylko o tyle, o ile dogadzało i dogadza ono Brata zmysłowości. Bo jeżeli Brat był przeze mnie wprowadzony w błąd, jak twierdzi, to trzeba było po opamiętaniu się i poznaniu swego błędu porzucić zaraz Siostrę R. jak i Siostrę S., a tymczasem Brat tego nie uczynił. Jako to się tłomaczy? Czy nie zmysłowością? List abpa J. M. M. Kowalskiego do bpa J. Próchniewskiego z 27.06.1935. W innym miejscu tego samego listu abp J. M. M. Kowalski wymieniał dwie żony bpa J. Próchniewskiego: Honoratę i Sabinę. J. Peterkiewicz podaje z kolei, iż bp F. Feldman miał w sumie cztery małżonki mistyczne i dziewięcioro dzieci.].

K. Mazur, pisząc o wielożeństwie w Kościele Mariawickim, powołuje się na wiadomości uzyskane od bpa Inocentego Gołębiowskiego, według którego poligamia była praktykowana i o jej zarzucenie proszono Kowalskiego w 1935 r. Autor ten zaznacza jednocześnie, iż nie ma oficjalnych zapisów świadczących, że wielożeństwo było faktem, a sami mariawici unikają rozmów na ten temat.

Kolejnym zagadnieniem związanym ściśle z małżeństwami kapłańskimi jest kwestia poczętych w nich dzieci. Wydaje się, iż płodzenie dzieci nie było prymarnym celem małżeństw mistycznych. Zapewne w związku z objęciem małżeństw mistycznych tajemnicą, w początkowym okresie ich trwania dzieci wydawały się niepożądane. Potwierdzają to również zeznania świadków. Według zeznań J. Modrzejewskiego, J. M. M. Kowalski miał mu początkowo mówić o swoim objawieniu, iż za sprawą Ducha Świętego małżonkowie mistyczni nie będą mieli dzieci. Następnie jednak miał pouczać kapłanów, jak zabezpieczyć się przed zapłodnieniem. *[J. Peterkiewicz podaje, iż gdy F. Rostworowski powiadomił arcybiskupa o ciąży swojej żony, ten miał być w szoku.]. Wkrótce jednak stało się ich naturalną konsekwencją *[Według J. Peterkiewicza, w sumie w wyniku małżeństw mistycznych narodziło się około czterdzieściorga dzieci w klasztorze płockim oraz około dwudziestu już po rozłamie.].

Teologia mariawicka przypisała dzieciom poczętym z małżeństw kapłańskich wolność od grzechu pierworodnego. Wiązać się ona miała z poczęciem w dziewictwie. W komentarzu abpa J. M. M. Kowalskiego do Księgi Kapłańskiej (12, 2) czytamy, iż grzech pierworodny miałby być następstwem zrodzenia z niewiasty nieczystej (Hb 14, 4). Jednakże ta tylko niewiasta nieczystą jest, która sama przyjęła nasienie, to jest, która z własnej woli, wyszedłwszy za mąż, utraciła fizyczne dziewictwo, i własnowolnie przyjęła w siebie nasienie. Ta zaś, która ślubowała Bogu dziewictwo, nie utraciła takowego, i nie z woli własnej, ale z woli Bożej poczęła dzieciątko, z nasienia męża, danego jej od Boga, czysta jest, jak również czystym jest to dziecię, które poczęła i porodziła *[Por. List pasterski O. Jana Maryi Michała Arcybiskupa Staro-Katolickiego Kościoła Maryawitów z 18.04.1924, s. 48: Ponieważ w tem świętem małżeństwie ma być zachowane dziewictwo, a więc tylko z Woli Bożej, a nie z woli męża lub ciała może na ten świat przychodzić nowy rodzaj ludzki.]. Abp J. M. R. Wojciechowski stwierdzał jednak, iż idea świętości dzieci kapłańskich załamała się jeszcze przed podziałem w łonie mariawityzmu.

Mimo uznania bezgrzeszności dzieci poczętych w małżeństwach mistycznych, były one jednak chrzczone, choć nie dla uwolnienia od grzechu pierworodnego, lecz dla pomnożenia w nich darów i łask Ducha Świętego. Idea dzieci poczętych bez grzechu wiąże się też ściśle z ideą budowy Królestwa Bożego na ziemi. Bo w taki sposób Bóg chce odnowić świat, żeby ziemia stała się odbiciem Nieba, żeby już nie było grzechu na świecie, ale sprawiedliwość i pokój. Wytraci bowiem Bóg grzeszników, którzy się nie zechcą nawrócić, jak za dni Noego, a tworzy sobie już nowy rodzaj ludzki z ludzi bez grzechu pierworodnego poczętych i utwierdzonych w łasce Jego, aby nie mogli już grzeszyć.

Dzieci zrodzone z małżeństw kapłańskich wychowywane były w osobnym internacie przy świątyni płockiej *[Według J. Peterkiewicza izolacja ta skutkowała strachem dzieci przed wszystkimi prócz zajmujących się nimi zakonnic, nie wyłączając z tego również własnych rodziców.]. Ponieważ uważano je za zrodzone z woli Bożej, naturalni rodzice nie mieli do nich żadnych praw. Zasada ta przybierała najskrajniejszą formę w stosunku do dzieci zrodzonych w małżeństwach poligamicznych, których matki nie były prawnymi małżonkami ojców; w takich przypadkach zdarzały się bowiem przypadki rejestracji prawnej dzieci przez innych rodziców *[Jako przykład posłużyć tu może jedyny syn J. M. M. Kowalskiego, urodzony przez s. Dilektę, zarejestrowany jednak jako syn oficjalnej małżonki arcybiskupa s. Izabeli. Innym przykładem może być dwójka dzieci F. Feldmana, które, ze względu na rozwód biskupa z ich matką, zarejestrowane zostały jako dzieci J. Próchniewskiego. Szczęśliwie, nie stanowiło to przeszkody dla późniejszego wychowywania ich przez biologiczną matkę, która odeszła ze wspólnoty mariawickiej.]. Według J. Peterkiewicza, rodzice mieszkający w klasztorze płockim mogli widywać swoje dzieci przez 10 minut tygodniowo, a pracujący na parafiach - wcale. Dzieci tytułowały ich wyłącznie Brat kapłan lub Brat Biskup i Siostra, a na pytanie, czyimi są dziećmi, odpowiadały zawsze: Pana Jezusa i Mateczki. Imiona nadawał dzieciom arcybiskup. Abp J. M. M. Kowalski wyrażał przy tym przekonanie, że w przyszłości stanie się to obowiązującym modelem wychowania wszystkich dzieci na całym świecie.

Po próbie rekonstrukcji obrazu małżeństw kapłańskich propagowanego wśród wtajemniczonych członków grupy, przejdźmy z kolei do omówienia źródeł kierowanych na zewnątrz wspólnoty mariawickiej. Jest to przede wszystkim korespondencja z biskupami rzymskokatolickimi w sprawie pojednania,jak również zapisy rozmów prowadzonych z przedstawicielami Kościołów Wschodnich. Pierwszą rzucającą się w oczy różnicą jest tu zmiana terminologii, polegająca na rezygnacji z określenia małżeństwa mistyczne na rzecz zwrotu małżeństwa kapłańskie. Wiąże się ona z całkowitym przesunięciem akcentów z mistycznego zjednoczenia z Chrystusem i Mateczką, o którym oficjalne źródła w ogóle nie wspominają, na inne kwestie.

Małżeństwa kapłańskie prezentowane są tu nadal jako wyraz woli Bożej względem mariawitów. Abp J. M. M. Kowalski pisał: Małżeństwa nasze podobne są do innych małżeństw; zawieranych przez ludzi w świecie żyjących, a jednak duchem i celem swym wiele się różnią. Są one przedewszystkiem związkiem miłości jedynie od Boga płynącej, a nie naturalnej tylko lub zmysłowej, pod wpływem której kojarzą się zazwyczaj małżeństwa w świecie. Ich główny pierwowzór stanowić miało małżeństwo pierwszych rodziców w raju, jak również małżeństwo Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa, choć niedokładny, ponieważ św. Józef nie zbliżał się do Najświętszej Dziewicy, u nas zaś jest swoboda małżeństwa, jednak święta według woli Ducha Świętego, Który uszlachetnia teraz naturę ludzką i przywraca pożyciu małżeńskiemu pierwotną jego czystość i świętość. Małżeństwa kapłańskie porównywane są również do małżeństw świętych patriarchów: Abrahama i Sary, Izaaka i Rebeki, Jakuba i Racheli, Tobiasza i Sary, a także apostołów.

Związki kapłańskie prezentowane są jako wyższy stopień doskonałości niż celibat, który miał być jedynie przygotowaniem do obowiązków, jakie wkładają na kapłanów nowe związki małżeńskie, będąc drogą łatwiejszą niż święty związek małżeński. Związki kapłańskie prezentowane są tu również jako odbicie podobieństwa Trójcy Świętej na człowieku, stanowiąc warunek osiągnięcia wyższej doskonałości. Ze względu na szczególny charakter tych związków mogą być do nich przyjęci tylko ci, którzy są wypróbowani w cnocie i nie utracili dotąd dziewictwa.

Podczas rozmów z przedstawicielami Kościołów Wschodnich abp Kowalski jako główne cele związków kapłańskich wymieniał pożytek i dobro ogólne całego Kościoła, wzajemną miłość i zgodę w pracy nad zbawieniem dusz. Głównym ich celem nie jest tworzenie pojedynczych rodzin, ale stworzenie jednej powszechnej rodziny Chrystusowej, w którejby była jedna dusza i jedno serce. Dlatego dzieci zrodzone z tych związków nie są wychowywane przez matki, ale kształcą się w klasztorze płockim. Podkreślano także zalety praktyczne związków pomiędzy kapłanami a siostrami zakonnymi, takie, jak wzajemna pomoc w pracy duchowej nad sobą i pracy parafialnej.

W memoriale dotyczącym zjednoczenia, wystosowanym do patriarchy wschodniego Kościoła Serbskiego, mariawici pisali: To wszystko jest wprawdzie nowością w Kościele, dotąd nieznaną, jednakże ani wierze ani dobrym obyczajom nie jest przeciwne, dlatego do zjednoczenia przeszkody stanowić nie powinno.

Źródła kierowane na zewnątrz wspólnoty zaprzeczają również praktyce wielożeństwa, jednocześnie jednak broniąc takiej możliwości w razie woli Bożej w tym względzie *[Abp J. M. M. Kowalski miał argumentować wobec jednego z dostojników Kościołów Wschodnich: A jeśliby tak sam Pan Bóg zażądał od Waszej Świątobliwości, żeby pojął dwie żony lub więcej, jak Abraham i inni patryarchowie, to czyżby Wasza Świątobliwość tej Woli Bożej nie wypełnił?].

Podsumowując dotychczasowe ustalenia, można stwierdzić, iż informacje kierowane na zewnątrz wspólnoty, jeszcze w czasie trwania małżeństw kapłańskich, podawały ich niepełną, znacznie okrojoną interpretację.

Praktykę małżeństw kapłańskich zakończył rozłam 1935 r. Spowodował on również rozdzielenie się wielu małżeństw kapłańskich, jak np. związku biskupki pomocniczej Zofii Honoraty M. Klichowskiej-Próchniewskiej, która po rozłamie pozostała w Felicjanowie przy J. M. M. Kowalskim, i bp. Romana M. Jakuba Próchniewskiego - późniejszego biskupa naczelnego Starokatolickiego Kościoła Mariawitów (1945-1953) *[Według J. Peterkiewicza z zawartych przed rozłamem około pięćdziesięciu związków kapłańskich, udanymi okazało się jedynie dziewięć. Jak podaje K. Przyłucka, niektórzy biskupi płoccy po rozłamie i zerwaniu małżeństw mistycznych zawarli ponownie małżeństwa.]. Od 1935 r. w Kościele Katolickim Mariawitów nie zawiera się małżeństw kapłańskich. Te jednak, które zostały zawarte przed rozłamem, zachowały w odłamie felicjanowskim swoją ważność. W 1971 r. ks. Bajko relacjonował, że jedna spośród kapłanek ma nadal męża, co nazwał pozostałością po poprzednim okresie. W tym samym piśmie ks. S. Bajko stwierdza, iż wszyscy kapłani w liczbie 9-ciu w odłamie felicjanowskim [...] trwają w celibacie. Siostry zobowiązane są do dozgonnego zachowania ślubu czystości. Po 1935 r. były przypadki ślubów kapłanów, jednak były to zwykłe małżeństwa zawierane ze świeckimi kobietami. Godnym podkreślenia jest fakt, iż opracowany w 1968 r. statut Kościoła Katolickiego Mariawitów dopuszcza zawieranie związków małżeńskich pomiędzy kapłanami i kapłankami pracującymi służebnie w Kościele, wymagając jednak zgody Kapituły Generalnej. Być może przepis ten związany jest z czasowością zawieszenia praktyki małżeństw kapłańskich i chęcią powrotu do niej w sprzyjającym okresie.

Zrezygnowaliśmy z nich czasowo - mówił arcybiskup J. M. R. Wojciechowski - ze wzglądu na trudną sytuacją naszego Kościoła i zewnętrzną krytyką. Są one jednak prekursorskim osiągnięciem naszego kościoła. Kościół rzymskokatolicki zatrzymał się na pewnym etapie rozwoju. Celibat został tam wprowadzony przymusowo i jest poważnym hamulcem rozwoju duchowego. Tymczasem Pan Bóg powołuje nas do uświęcania całego życia, w tym także i cielesności. Małżeństwo dwojga kapłanów doskonale służy zarówno wewnętrznemu ich rozwojowi, jak i pełnionej misji.

Możemy powiedzieć, że powojenne źródła mariawickie dotyczące małżeństw kapłańskich aż do chwili obecnej wpisują się w ich oficjalną interpretację, zapoczątkowaną przez J. M. M. abpa Kowalskiego, odbiegając za to znacznie od interpretacji propagowanej przez tego ostatniego w środowisku mariawickim. Brewiarzyk Mariawicki z 1968 r. pisze jedynie o związkach małżeńskich, zapowiedzianych w Piśmie św., jako zamierzonym stopniu zupełności i szczęśliwości człowieka, w którym będzie on oddawał Trójcy Przenajświętszej należną chwałę, nie określając bliżej charakteru tych związków. W opublikowanych pismach abpa J. M. R. Wojciechowskiego widzimy wyraźny nacisk na ukazanie związków kapłańskich jako normalnych związków małżeńskich, nakierunkowanych przede wszystkim na wzajemne wspomaganie się w realizowaniu swych świętych obowiązków w wielkim Dziele Miłosierdzia Bożego. Pisał on, iż małżeństwa kapłańskie były zwykłymi związkami, mającymi na celu odrodzenie instytucji małżeństwa w oparciu o ewangeliczną naukę o Przenajświętszej Eucharystii oraz wzajemną pomoc małżonków w wypełnianiu powołania mariawickiego. Ideą tych związków było pomaganie sobie w dążeniu do doskonałości oraz wychowanie dzieci w atmosferze świętości i miłości. W wywiadzie z 1987 r. abp J. M. R. Wojciechowski stwierdził: Kiedy abp Michał wprowadzał do zgromadzenia małżeństwa kapłanów z siostrami zakonnymi chodziło mu, w myśl zaleceń Mateczki, o odnowę i uświęcenie tego sakramentu, bowiem jego znaczenie upadło. Wzajemna miłość małżonków, pomoc w wypełnianiu powołania kapłańskiego, religijne wychowanie dzieci i przywrócenie związkowi pierwotnej czystości, w jakiej wyszedł z rąk Boga - były celem reformy przeprowadzonej przez pierwszego zwierzchnika Kościoła. Ponadto był to środek zabezpieczający kapłanów od grzechów nieczystych, przez które kler upadł moralnie.

Jednocześnie w niepublikowanym tekście przeznaczonym dla Instytutu Ekumenicznego KUL abp J. M. R. Wojciechowski podaje znacznie bardziej mistyczną interpretację małżeństw kapłańskich, przedstawiając je jako gody małżeńskie sprawione synowi (Mt 22,2), czyli Kościołowi, oznaczające zaślubienie go Bogu, w związku z nowym działaniem Eucharystii (Oblubieniec i Oblubienica), które przyjmuje w siebie pary małżeńskie duchownych a także małżeństwa wiernych (por. Iz 54,5).

Abp J. M. R. Wojciechowski wskazywał także na szczególną rolę dzieci z małżeństw kapłańskich. Pisał: Wiem z autopsji, a także z wypowiedzi innych świadków, że dzieci kapłańskie wychowywane w internacie przy klasztorze płockim do 1933-1934 r. były rzeczywiście zupełnie inne, odróżniające się na korzyść od dzieci niekapłańskich z internatu, w którym i ja się znajdowałem, mieszczącego się w tym budynku. W 1993 r., w liście pasterskim z okazji jubileuszu stulecia mariawityzmu, abp J. M. R. Wojciechowski pisze, że tak zwane "dzieci kapłańskie", dziś już pokolenie mariawitów doświadczonych, mogą jeszcze dużo zrobić dla Mariawityzmu. Dodaje dalej, że to przyczyny obiektywne po rozłamie uniemożliwiły im spełnienie pokładanej w nich nadziei.

Według s. Beatrycze Szulgowicz, celem małżeństw kapłańskich miało być odnowienie całej ludzkości, jednak realizację wytyczonego im celu uniemożliwiło wypaczenie we wspólnocie mariawickiej idei związków małżeńskich w rozumieniu abpa J. M. M. Kowalskiego. Smutne doświadczenie w czasie rozłamu w Kościele Mariawickim wykazało, że do takich związków małżeńskich, któreby całkowicie odpowiadały tak wzniosłemu powołaniu, tzn. właściwie rozumiały i świadomie dążyły do realizacji szczytnego, pięknego celu, duchowieństwo winno być odpowiednio przygotowane; konieczne jest tu również stworzenie odpowiednich warunków materialnych. Na aspekt finansowy zawieszenia praktyki małżeństw kapłańskich zwracał uwagę również abp J. M. R. Wojciechowski. Zbiednieliśmy, upadły pracownie hafciarskie. Między innymi dlatego zawiesiliśmy małżeństwa kapłańskie. Nie ma za co wychowywać dzieci.








RELIGIA