Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 

 

Focus Historia Ekstra 1/2016

 

 

"Kirylczukowa obnażała się wobec zgromadzonej gminy wiernych pogrążonych w modlitwie i kładła się na przygotowane łoże. Prorok z brzytwą w ręku wycinał jej cale płaty skóry na brzuchu, głowie i plecach. Spływająca krew zlewana była do butelek, wypełnionych do połowy święconą wodą. Butelki lakowano i przechowywano. Zawartość ich była podobno skutecznym lekarstwem na wszelkie dolegliwości" - relacjonował jesienią 1934 r. zbulwersowany autor artykułu "Krwawe praktyki sekciarzy" w wydawanych w Warszawie "Nowinach Codziennych".

O jakich "krwawych" sekciarzach pisał anonimowy dziennikarz? Kim był prorok i Kirylczukowa? Co z nimi się stało? Odpowiedź jest zdumiewająca, a obraz "sekty" wymyka się prostej ocenie.

OSTRZEŻENIE DLA PIŁSUDSKIEGO

Wspomniany artykuł z okresu międzywojnia obrazowo opisuje tło pojawienia się "sekciarzy": "Na równinach wołyńskich i bagnach poleskich zjawiają się raz po raz »prorocy nowej wiary« i otoczeni apostołami i wiernymi, ciągną od wsi do wsi, zapowiadając koniec świata, nawołując do modlitwy i pokuty". Tak było w przypadku Eliasza Klimowicza, słynnego "proroka Ilji", działającego na Grzybowszczyźnie. Tak też działo się w przypadku Iwana Muraszki.

On również uważał się za proroka Eliasza. Towarzyszyła mu Olga Kirylczuk, kobieta cudem ocalona z pożaru. Oboje byli głosicielami nowej wiary, charyzmatycznymi wędrującymi nauczycielami. Wzywali do przestrzegania biblijnych zasad, żądali sprawiedliwości, strasząc zbliżającym się końcem świata. Olga Kirylczuk kontaktowała się nawet z władzami, ostrzegając przed klęskami i wojnami, jakie grożą ludzkości. "Będą leżały trupy, niby nawóz, i nie będzie komu grzebać ani opłakiwać. Pierwsze wytępienie będzie mieczem, drugie wytępienie - gazem, trzecie - głodem" - głosiła w objawieniu wysłanym "drogiemu przedstawicielowi całej Polski marszałkowi p. Piłsudskiemu".

Stworzony przez Muraszkę i Kirylczukowa ruch religijny nazywano muraszkowcami. Sami jego członkowie mówili o sobie "chrześcijanie syjoniści muraszkowcy". Opowiadali, że tworzą Nowy Syjon, czyli Nową Jerozolimę.

REZANIE BABY

Co w ogóle skłoniło tych ludzi do religijnych poszukiwań? Doświadczenia I wojny światowej, emigracji zarobkowej (niekiedy aż za ocean) i spotkania z ludźmi innych kultur, często uciekinierami przed wojenną pożogą.

"Początek XX wieku dla wielu mieszkańców relatywnie dotychczas izolowanych wsi oznaczał wyrwanie ze znajomej rzeczywistości i przerzucenie w nowe, niejednokrotnie wrogie otoczenie. Spotkanie z »obcym« nie pozostało bez wpływu na ich światopogląd i sposób oceny świata" - pisze w pracy zbiorowej "W cieniu drzewa wiar" Justyna Chmielewska, etnolog, która badała muraszkowców.

Człowiekiem, który widział inny świat, był Iwan Muraszko (Jan Muraszka). Pochodził ze wsi Razmierki, urodził się w 1890 r. Kiedy wyjechał do Ameryki, zetknął się z zielonoświątkowcami. Po powrocie do kraju zaczął szerzyć nowo poznaną wiarę. Jednak wprowadzał do niej coraz więcej elementów własnych. Takich jak opisywany w prasie krwawy obrzęd (tzw. zdjęcie pieczęci) z udziałem jego "żony" i "świętej" Olgi Kirylczuk. W doktrynie muraszkowców to samoudręczenie Olgi miało odkupić grzech pierworodny. Na postronnych robiło jednak szokujące wrażenie. Nazywali to "rezaniem baby". Plotkowali, że zebraną krew Muraszko dawał w komunii wiernym. Nic dziwnego, że pisano o nim jako o "Rasputinie z Polesia".

 

 

Kiedy o ekscesach z brzytwą doniesiono władzom, sprawą zajęła się policja. Muraszko trafił przed sąd w Równem. Opowiadał tam płomiennie sędziemu o swoim "objawieniu". Jak piszą "Nowiny Codzienne": "Sąd powziął uzasadnione podejrzenia co do poczytalności Jana Muraszki i zarządził osadzenie go dla obserwacji w zakładzie dla obłąkanych".

 

 

Był też inny kontrowersyjny przypadek, gdy wiara muraszkowców nie szła w parze z obowiązującymi przepisami.

Na dodatek dotyczył on - jakże chętnie wykorzystywanej w plotkach - sfery obyczajowej.

KOSZULA NOCNA DO OKAZANIA

W 1935 r. Olga nakazała, by 28-letni Filimon Bartoszuk pojął za żonę 14-letnią dziewczynę. Mężczyźnie Olga oświadczyła, że jeśli odmówi, nigdy nie zostanie apostołem. Nastolatce zaś, że w razie nieposłuszeństwa stanie się żebraczką, a w końcu spali ją ogień. Olga nalegała też, by na dowód życia "jak mąż z żoną" okazano jej koszulę nocną dziewczyny.

Powiadomione władze skazały Filimona za czyn nierządny wobec osoby poniżej piętnastego roku życia, a Olgę za podżeganie. Oboje dostali karę więzienia w zawieszeniu. Zdaniem badacza historii muraszkowców Romana Skakuna z Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie (z którym poradziła nam skontaktować się Justyna Chmielewska), kluczowe jest jednak tło sprawy, a nie jej sensacyjne szczegóły.

"Należałoby traktować ją raczej w kontekście małżeństw duchowych, ludowych wyobrażeń o wieku dojrzałości kobiecej i nieświadomości przepisów karnych" - wyjaśnia nam badacz. Zwraca uwagę, że czternastoletnia dziewczyna była siostrą zmarłej żony Filimona Bartoszuka, mieszkała w jego domu i sama planowała (jak o to prosiła, umierając, jej siostra) wyjść za niego za mąż po osiągnięciu pełnoletności. Wiadomo, że kilka lat po procesie nadal żyli ze sobą.

Przeciwnicy muraszkowców opowiadali, że zdarzały się tam przypadki poligamii, gromadzenia żon z powoływaniem się na biblijnych królów Dawida i Salomona z ich licznymi haremami. Zdaniem Romana Skakuna były to najprawdopodobniej tylko oszczerstwa i plotki. Badacz nie znalazł żadnego ich potwierdzenia w zeznaniach świadków i w dokumentach.

PROROK W TWORKACH

Przedwojenny "Tajny Detektyw" donosił o Muraszce: "Odwiedzającym go licznym zwolennikom, którzy w węzełkach przynosili mu strawę, oświadczał ze spokojem, że niedługo do nich powróci". Prorok czynił też analogie między procesem swoim a Jezusa.

Tymczasem lekarze, badający Muraszkę w zakładzie w Tworkach, rozpoznali u niego paranoję. W wystawionej opinii podkreślali jego urojenia i rozbuchane poczucie posłannictwa. Wyglądało na to, że nie rozumiał swych uczynków, więc nie może za nie odpowiadać. Ponieważ na dodatek sama "pokrzywdzona" Olga nie miała mu nic do zarzucenia, a okaleczanie odbyło się za jej zgodą, Muraszkę uniewinniono. Swoją drogą, kiedy Olga wizytowała proroka w Tworkach i przy tej okazji wygłaszała w transie jakieś kolejne objawienia, również i ją lekarze zabrali na obserwację. Stwierdzili "zwyrodnienie histeryczne, które powoduje ataki, wywołujące tzw. stany pomroczne, podczas których działają jedynie pewne partie mózgu. Jakiekolwiek działania w czasie tych stanów są niepoczytalne".

 

Dla wiernych, którzy wierzyli w ich znaki i cuda, Muraszko i Olga byli jednak godni zaufania. Władze ani myślały uznawać nowej wiary, jednak nie miały też odpowiedniego "paragrafu" na Muraszkę. Przynajmniej na razie...

Tymczasem muraszkowcy przystąpili do swojego najambitniejszego dzieła. "Najpełniejszą realizacją muraszkowskich ideałów była funkcjonująca przez trzy lata, od 1936 do 1939 roku, wspólnota Nowyj Jerusalim [Nowa Jerozolima - przyp. red.]. Syjoniści wierzyli, że oto na Ziemi dane jest im uczestniczyć w budowaniu Królestwa Bożego (...). Kupiona została na Wołyniu, niedaleko wsi Zarzeczyca, ziemia z trzema stajniami, w których zamieszkali wierni, wraz z domkiem, gdzie ulokowali się prorocy" - pisze Justyna Chmielewska.

Dotarła do relacji okolicznych mieszkańców na temat Nowej Jerozolimy i jej siedmiuset mieszkańców. "Tam były masowe zgony - tyfus złapał czy co tam. A tam dużo ludzi, i tam strasznie dużo ich umierało. I nie leczyli się w ogóle" - wspominał pewien staruszek czasy Muraszki. Inni wypominają, że muraszkowcy przywieźli także świerzb, którym po pewnym czasie celowo zaczęli się zarażać jako odpowiednikiem biblijnego trądu, zesłanego przez Boga na Hioba. Poza tym panował taki fetor, że nawet policjanci "zatykali nos i uciekali". Kiedy pytali Muraszkę, co to za zapach, odpowiadał, że to Królestwo Boże. "A niech jego z takim carstwem!" - odpowiadali żandarmi, biorąc nogi za pas.

Ale dzieci muraszkowców wspominają, że było tam wesoło, religijnie i każdy miał co do garnka włożyć. Niektórzy przeciwnicy zarzucali jednak Nowemu Syjonowi, że chce budować na ziemiach polskich komunizm. "Wy zrobiliście taką wspólnotę jak komuniści: wszyscy razem jedzą, pracują, sieją" - sarkali.

Roman Skakun zwraca uwagę, że "założenie Nowego Jeruzalem, rzecz jasna, zwróciło uwagę władz. Zostało ono potraktowane jako pośredni lub bezpośredni skutek działania agentury obcej". Kiedy doszły do tego jeszcze wspomniane kłopoty sanitarne w stolicy muraszkowców, pod koniec 1937 r. komunę próbowano rozpędzić, a Muraszkę aresztowano i skazano na pól roku więzienia.

KOMUNISTYCZNE PRZEKLEŃSTWO

Prorok nie odsiedział jednak wyroku. Oddano go pod nadzór policji i skłoniono do wyjazdu za granicę. Po otrzymaniu wizy argentyńskiej wiosną 1938 r. odpłynął za Atlantyk z Olgą i kilkorgiem dzieci. Utrzymywał listownie kontakt z wiernymi w kraju i namawiał ich do emigracji do Argentyny. Planom tym przeszkodził jednak wybuch wojny i wkroczenie Armii Czerwonej na Kresy. Dla rzekomo "komunizujących" muraszkowców prawdziwi komuniści z Moskwy nie mieli specjalnych względów. Oskarżyli ich o szerzenie fanatyzmu religijnego. Rozpoczęła się indoktrynacja, aresztowania i zsyłki. Potem pojawili się hitlerowcy. Sekta z trudem przetrwała II wojnę światową.

Prorok i jego towarzyszka przeżyli ten kataklizm w Ameryce Południowej. Muraszkowcy (którzy mieszkali w Argentynie, a potem powrócili do ZSRR) mówili, że pod koniec życia Muraszko "chodził w wysokim metalowym hełmie, w którym leżały różne kości", jakby postradał zmysły.

Prorok zmarł w latach 50. Zaraz po nim odeszła również Olga. Z punktu widzenia człowieka z zewnątrz ich sekta, z budzącym grozę "zdejmowaniem pieczęci", musiała wydawać się czymś przerażającym. Czymś, co nie powinno przetrwać po odejściu "proroków". Jednak z badań etnologów wynika, że w praktyce sekta ta nie miała jakiegoś opresyjnego charakteru. Na dodatek w 1948 r. muraszkowcy zyskali nowe objawienie - w postaci natchnionych słów dwóch małych wnuczek Olgi, które zostały w naszej części świata. Muraszkowcy, już w Związku Radzieckim, zaczęli się odbudowywać. Miały temu przeszkodzić kolejne aresztowania i zsyłki zarządzone przez sowieckie władze. Muraszkowcy potraktowali je jednak tylko jako potwierdzenie, że są narodem wybranym.

Dziś kilkuset (blisko pięciuset według danych Skakuna) z nich żyje w kilkutysięcznym miasteczku Kominternowo pod Odessą. Jest też kilkudziesięciu wyznawców w Kazachstanie oraz w Naddniestrzu. Tam, już w całkiem innych warunkach, mierzą się z grzesznym światem.

 

 

Adam Węgłowski








Historia i mitologia Ewangelicznych Chrześcijan Świętych Syjonistów (Muraszkowców)