Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!



Norman Finkelstein

Przedsiębiorstwo holocaust

 

(...)

 

Oszuści, handlarze i historia

Zdaniem znanego izraelskiego pisarza Boasa Evrona tzw. świadomość holokaustu jest niczym innym jak "oficjalną, propagandowa indoktrynacją oraz produkcją sloganów i fałszywego wizerunku świata", a jej prawdziwym celem "wcale nie jest zrozumienie przeszłości, lecz manipulowanie teraźniejszością". Hitlerowski holokaust jako taki nie służy żadnym konkretnym celom politycznym. Może on zarówno motywować do sprzeciwu, jak i do poparcia izraelskiej polityki. Kiedy się jednak spojrzy nań przez pryzmat ideologiczny, to, według Evrona, "pamięć hitlerowskiej zagłady staje się potężnym orężem w rękach izraelskich przywódców i żydowskiej diaspory".

Hitlerowski holokaust - wydarzenie historyczne przeobraża się w holokaust - ideologię. Postawę tak pojmowanego holokaustu stanowią dwa centralne dogmaty:

(1) Holokaust jest absolutnie wyjątkowym wydarzeniem historycznym;

(2) Holokaust stanowi kulminacyjny punkt irracjonalnej, odwiecznej nienawiści gojów wobec Żydów.

Żaden z tych dogmatów nie zaistniał w publicznej dyskusji przed wojną sześciodniową w 1967 r. I chociaż stały się one tematami przewodnimi literatury holokaustu, to jednak nie zaistniały również w żadnej poważnej pracy naukowej na temat hitlerowskiego holokaustu. Z drugiej zaś strony, obydwa dogmaty zasadniczo splatają się z judaizmem i syjonizmem. Hitlerowski holokaust nie był po II wojnie światowej uważany za wydarzenie wyjątkowe ani dla Żydów, ani tym bardziej w aspekcie historycznym, chociaż amerykańskie organizacje żydowskie zadały sobie wiele trudu, by postrzegać go w szerokim kontekście. Ale po wojnie sześciodniowej uległo to radykalnej zmianie.

Jak wspomina Jacob Neusner, "pierwszym i najważniejszym twierdzeniem, które pojawiło się w rezultacie wojny w 1967 r. i stało się symbolem amerykańskiego żydostwa, było to, że holokaust [...] był zjawiskiem wyjątkowym, nie mającym odpowiednika w historii ludzkości". W swej pouczającej rozprawie historyk David Stannard wyśmiewa "pracowitość hagiografów holokaustu, dowodzących wyjątkowości żydowskiego losu z zapałem i pomysłowością religijnych fanatyków", bo dogmat wyjątkowości nie ma przecież sensu.

Na poziomie elementarnym każde wydarzenie historyczne jest wyjątkowe, chociażby ze względu na swój czas i miejsce. Każde też ma zarówno cechy odróżniające go od innych wydarzeń historycznych, jak i cechy z nimi wspólne. Anomalia holokaustu polega na tym, że jego wyjątkowość absolutnie nie może podlegać jakiejkolwiek dyskusji. Można by zapytać, czy istnieje jakieś inne wydarzenie historyczne, przedstawiane głównie w aspekcie tak kategorycznej wyjątkowości? Cechy odróżniające holokaust zazwyczaj wyodrębnia się w celu udowodnienia, że jest to wydarzenie stanowiące zupełnie odrębną kategorię. Nigdy jednak dokładnie nie wiadomo, dlaczego wiele jego cech wspólnych z innymi wydarzeniami historycznymi uznaje się za nie zasługujące na porównania.

Wszyscy autorzy zajmujący się holokaustem są zgodni co do jego wyjątkowości, ale mało który z nich, jeśli w ogóle którykolwiek, zgadza się z innymi co do przyczyny. Za każdym razem, gdy argument o wyjątkowości holokaustu zostanie empirycznie obalony, od razu wysuwa się na jego miejsce nowe uzasadnienie. W rezultacie, jak zauważa Jean-Michel Chaumont, mamy do czynienia z mnożącymi się argumentami, które są wzajemnie sprzeczne. "Nic to nie wnosi do naszej wiedzy, lecz za to każdą kolejną argumentację zaczyna się od zera, żeby ulepszyć poprzednią". Innymi słowy: wyjątkowość holokaustu jest niepodważalna; udowadnianie jej jest obowiązkiem, a negowanie równa się negowaniu całego holokaustu. Być może problem tkwi w przesłankach, a nie dowodach. Bo jaka to różnica, nawet jeśli holokaust był wyjątkowy? Co zmieniłoby się w naszym stosunku do hitlerowskiego holokaustu, gdyby nie był pierwszą, lecz czwartą albo piątą w szeregu podobnych katastrof?

(...)

Od twierdzenia o wyjątkowości holokaustu jest tylko krok do twierdzenia, że holokaustu nie da się pojąć rozumowo. Bo jeśli holokaust jest w historii zjawiskiem bezprecedensowym, to stoi ponad historią i nie można go pojmować historycznie. Czyli - holokaust jest wyjątkowy, ponieważ nie da się go wyjaśnić, a nie da się go wyjaśnić, ponieważ jest wyjątkowy. Najbardziej wprawnym głosicielem tej mistyfikacji, którą Novick ochrzcił mianem "sakralizacji holokaustu", jest Elie Wiesel.

Jak słusznie zauważa Novick, holokaust jest dla Wiesela religią "tajemnicy". Dlatego Wiesel zawodzi, że holokaust "wiedzie ku ciemności", "neguje wszystkie odpowiedzi", "leży poza zasięgiem historii", "wymyka się wszelkim wyjaśnieniom i opisom", "nie można go ani wytłumaczyć, ani sobie wyobrazić", "nigdy nie da się pojąć lub przekazać", oznacza "unicestwienie historii" i "mutację na skalę kosmiczną". Tylko ocalały zeń kapłan (czytaj: tylko Wiesel) ma prawo odgadywać jego tajemnicę. Wiesel wyznaje jednak, że owa tajemnica holokaustu "nie da się wyrazić słowami" i "nie da się nawet o niej mówić". Tak więc za standardowe honorarium w wysokości 25 tysięcy dolarów (plus koszty limuzyny z szoferem) Wiesel naucza, że "tajemnica prawdy o Auschwitz polega na milczeniu". Z takiego punktu widzenia racjonalne próby zrozumienia holokaustu równają się jego negowaniu, ponieważ racjonalnie nie da się wyjaśnić jego wyjątkowości i "tajemnicy". Również porównywanie holokaustu z cierpieniami innych stanowi, według Wiesela, "totalną zdradę żydowskiej historii".' Kilka lat temu, nowojorski brukowiec opublikował parodię pod tytułem "Michael Jackson i 60 milionów innych zginęli w atomowym holokauście". Wiesel wystosował list protestacyjny: "Jak śmiecie nazywać holokaustem coś, co zdarzyło się wczoraj? Był tylko jeden holokaust..."

W swoich najnowszych wspomnieniach Wiesel strofuje Shimona Peresa za "bezmyślne mówienie o "dwóch holokaustach" XX wieku: Auschwitz i Hiroszimie. Nie powinien tak mówić" Ulubione powiedzonko Wiesela brzmi: "uniwersalność holokaustu polega na jego wyjątkowości". Ale jeśli holokaust jest rzeczywiście zjawiskiem nieporównywalnie i niezrozumiale wyjątkowym, to jak może mieć wymiar uniwersalny? Dyskusja o wyjątkowości holokaustu jest jałowa. Twierdzenia o wyjątkowości holokaustu stanowią w istocie rodzaj "intelektualnego terroryzmu" (Chaumont). Zwolennicy stosowania w badaniach naukowych normalnych metod porównawczych muszą najpierw obwarować się tysiącem zastrzeżeń, żeby uniknąć posądzenia o "trywializację holokaustu". Podtekst twierdzenia o wyjątkowości holokaustu sprowadza się do tego, że holokaust był wyjątkowym złem. Toteż nie można z nim porównywać cierpień innych, choćby najstraszniejszych. Obrońcy tezy o wyjątkowości holokaustu zazwyczaj nie przyznają się do tej implikacji, ale jest to z ich strony obłuda.

Chociaż twierdzenia o wyjątkowości holokaustu są nieetyczne i jałowe intelektualnie, to jednak ciągle utrzymują się na powierzchni. Pytanie - dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że wyjątkowe cierpienie upoważnia do wyjątkowych uprawnień. Zdaniem Jacoba Neusnera wyjątkowe zło holokaustu nie tylko odróżnia Żydów od innych, lecz daje także Żydom "prawo do roszczeń wobec innych", Według Edwarda Alexandra wyjątkowość holokaustu jest "kapitałem moralnym"; Żydzi muszą "rościć sobie prawo do monopolu" na ten "cenny majątek". W rezultacie, wyjątkowość holokaustu - owo "prawo do roszczeń wobec innych", ów "kapitał moralny" - służy Izraelowi za cenne alibi. Jak sugeruje historyk Peter Baldwin, "niepowtarzalność żydowskich cierpień potęguje moralne i emocjonalne roszczenia, które Izrael może wysuwać [...] wobec innych narodów". Toteż według Nathana Glazera wskazujący na "szczególną odrębność Żydów" holokaust dał im "prawo do uważania się za szczególnie zagrożonych i szczególnie uprawnionych do podejmowania wszelkich niezbędnych działań na rzecz przetrwania". Typowy przykład stanowią wszystkie wyjaśnienia decyzji Izraela o budowie broni nuklearnych, zawsze odwołujące się do widma holokaustu. Tak jakby w każdym innym przypadku Izrael nie miał powodu do stworzenia nuklearnego arsenału. Istnieje również inna przyczyna. Twierdzenie o wyjątkowości holokaustu to twierdzenie o wyjątkowości Żydów. To nie cierpienia Żydów, lecz fakt, że to Żydzi cierpieli, przesądził o wyjątkowości holokaustu. Innymi słowy: holokaust jest wyjątkowy, ponieważ Żydzi są wyjątkowi. Toteż Ismar Schorsch, kanclerz Żydowskiego Seminarium Teologicznego, wyszydza twierdzenie o wyjątkowości holokaustu jako "niesmaczną, świecką wersję tezy o narodzie wybranym". Porywczy na tle wyjątkowości holokaustu, Elie Wiesel jest równie porywczy na tle wyjątkowości Żydów. "Jesteśmy inni pod każdym względem." Żydzi są "ontologicznie" wyjątkowi. Stanowiący apogeum tysiącletniej nienawiści gojów do Żydów, holokaust potwierdził nie tylko wyjątkowość żydowskich cierpień, lecz także wyjątkowość Żydów. Novick pisze, że podczas II wojny światowej i tuż po niej "mało który z członków amerykańskich władz - i mało który poza nimi, czy to Żyd czy goj - zrozumiałby sformułowanie "porzucenie Żydów" ." Zupełnie odwrotnie niż po wojnie sześciodniowej w 1967 r. Wtedy to bowiem takie stwierdzenia jak "milczenie świata", "obojętność świata" czy "porzucenie Żydów" stały się wiodącymi w "dyskusji o holokauście". Przywłaszczając sobie doktrynę syjonizmu, "przedsiębiorstwo holokaust" uczyniło z hitlerowskiego "ostatecznego rozwiązania" punkt kulminacyjny tysiącletniej nienawiści gojów do Żydów. Żydzi zginęli, ponieważ wszyscy goje, czy to sprawcy czy bierni kolaboranci, pragnęli ich śmierci. Zdaniem Wiesela, "wolny i "cywilizowany" świat wydal Żydów w ręce kata. Byli ci co zabijali i byli ci co milczeli." Jednak nie ma żadnych historycznych dowodów na mordercze instynkty gojów. Podjęta przez Daniela Goldhagena nieudolna próba udowodnienia jednego z wariantów tej tezy w książce Hitlera Willing Executioners przyniosła niemal komiczny efekt. Aczkolwiek jej użyteczność, w sensie politycznym, jest niebagatelna. Warto bowiem zauważyć, że teoria "odwiecznego antysemityzmu" przy okazji poprawia samopoczucie antysemitom. "Nic więc dziwnego, że teorię tę chętnie przyjęli zagorzali antysemici" - zauważa Hanna Arendt w The Origins of Totalitarianism:"

"Stanowi ona idealne usprawiedliwienie wszelkich potworności. Bo jeśli to prawda, że przez ponad dwa tysiące lat ludzkość lubowała się w mordowaniu Żydów, to oznacza, że zabijanie Żydów jest normalnym, wręcz ludzkim zajęciem, a nienawiść do Żydów jest całkowicie usprawiedliwiona. Najbardziej zaskakującym aspektem tego wyjaśnienia jest to, [...] że zostało ono przyjęte przez wielu bezstronnych historyków i jeszcze większą liczbę Żydów."

Teza o odwiecznej nienawiści gojów do Żydów posłużyła zarówno do uzasadnienia konieczności powstania państwa Izrael, jak też tłumaczenia wrogości wobec Izraela. Toteż istnienie żydowskiego państwa jest jedynym zabezpieczeniem przed kolejnym (nieuchronnym) wybuchem morderczego antysemityzmu. I odwrotnie, morderczy antysemityzm kryje się za każdym atakiem lub nawet działaniem obronnym wobec żydowskiego państwa. Na odparcie krytyki Izraela powieściopisarka Cynthia Ozick ma gotową odpowiedź: "Świat chce wytępić Żydów [...] świat zawsze chciał wytępić Żydów". Jeśli cały świat istotnie pragnie zagłady Żydów, to prawdziwym cudem jest, że Żydzi jeszcze żyją - i, w przeciwieństwie do większej części ludzkości, nie przymierają głodem.

Teza, że goje chcą wytępić Żydów, daje Izraelowi wolną rękę zakładając, że goje zawsze dążą do wymordowania Żydów, ci mają prawo bronić się wszelkimi możliwymi sposobami. Wszelkie więc środki, do których uciekną się Żydzi, agresji i tortur nie wyłączając, stanowią uzasadnioną samoobronę. Ubolewając nad "tezą" o odwiecznej nienawiści gojów, Boas Evron zauważa, że "jest ona naprawdę jednoznaczna z celowym podsycaniem paranoi [...]. Takie rozumowanie [...] z góry rozgrzesza wszelkie nieludzkie traktowanie nie-Żydów, ponieważ powszechny mit, że "wszyscy kolaborowali z hitlerowcami przy zagładzie Żydów", sankcjonuje wszelkie zachowania Żydów wobec innych."

Według "przedsiębiorstwa holokaust", antysemityzm gojów jest irracjonalny i nie da się go wytępić. Wychodząc daleko poza syjonistyczne analizy, o zwykłych naukowych nie wspominając, Goldhagen tłumaczy antysemityzm jako "oddzielony od rzeczywistych Żydów", "zasadniczo nie stanowiący odpowiedzi na jakąkolwiek obiektywną ocenę postępowania Żydów" i "niezależny od charakteru i działań Żydów". "Głównym siedliskiem" antysemityzmu jako psychicznej patologii gojów jest "umysł". Zdaniem Wiesela, kierujący się "irracjonalnymi pobudkami" antysemita "po prostu nie może ścierpieć faktu istnienia Żydów". Jak z kolei zauważa socjolog John Mimy Cuddihy"z antysemityzmem nie tylko nie ma nic wspólnego to, co Żydzi robią lub nie robią, lecz wszelkie próby wyjaśniania antysemityzmu poprzez odwoływanie się do przyczyniania się Żydów do antysemityzmu stanowią same w sobie przykład antysemityzmu."

Nie chodzi tu oczywiście o to, że antysemityzm jest uzasadniony lub że to Żydzi winni są zbrodni wobec nich popełnionych, lecz o to, że antysemityzm rozwija się w specyficznych historycznych uwarunkowaniach i towarzyszącej im grze interesów. Jak wskazuje Ismar Schorsch, "zdolna, świetnie zorganizowana i odnosząca znaczne sukcesy mniejszość potrafi wywoływać konflikty, które wynikają z naturalnych napięć między różnymi grupami" z tym tylko, że konflikty te "często opakowane są w antysemickie stereotypy".Irracjonalna istota antysemityzmu gojów wynika bezpośrednio z irracjonalnej istoty holokaustu. To znaczy, hitlerowskie "ostateczne rozwiązanie" było czymś wyjątkowo irracjonalnym- "złem dla samego zła", "pozbawionym jakiegokolwiek celu" masowym zabijaniem. Było też kulminacją antysemityzmu gojów i stąd antysemityzm jest zasadniczo irracjonalny. Takie założenia, rozpatrywane razem czy osobno, nie wytrzymują nawet powierzchownej analizy. Ale w sensie politycznym, teza taka jest szalenie użyteczna.

(...)

Dzień Pamięci Holokaustu jest co roku obchodzony w całych Stanach Zjednoczonych. We wszystkich 50 stanach organizuje się wówczas uroczystości, często w stanowych parlamentach. Amerykańskie Zrzeszenie Organizacji Holokaustu (Association of Holocaust Organizations) liczy ponad sto związanych z holokaustem instytucji. Amerykański krajobraz znaczy siedem dużych muzeów poświęconych holokaustowi, a centralne miejsce zajmuje Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie (United States Holocaust Memoriał Museum).Wypada tu przede wszystkim zapytać, dlaczego w ogóle mamy w stolicy USA prowadzone i finansowane przez państwo muzeum holokaustu. Jego obecność na waszyngtońskim The Mall (centralnej promenadzie) jest wyjątkowo niestosowna ze względu na nieobecność muzeum, które upamiętniałoby zbrodnie popełnione w toku amerykańskiej historii. Wyobraźmy więc sobie, ileż zarzutów o hipokryzję pojawiłoby się tu, gdyby Niemcy zbudowały w Berlinie narodowe muzeum upamiętniające nie hitlerowskie ludobójstwo, lecz niewolnictwo w Ameryce lub eksterminację amerykańskich Indian.Projektant Muzeum Holokaustu napisał, że "skrupulatnie próbuje ono powstrzymywać się od jakiejkolwiek indoktrynacji oraz jakiegokolwiek manipulowania wrażeniami lub emocjami". Ale już od fazy projektowania wciągnięto Muzeum w politykę. Projekt budowy Muzeum zainicjował, podczas niepomyślnie przebiegającej kampanii o ponowne zdobycie prezydentury, Jimmy Carter, który chciał tym zjednać sobie żydowskich sponsorów i wyborców, rozdrażnionych uznaniem przez prezydenta "słusznych praw" Palestyńczyków. Przewodniczący Konferencji Prezydentów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich, rabin Alexander Schindler potępił jako "szokujące" uznanie przez Cartera palestyńskiej społeczności. Carter ogłosił plan budowy Muzeum podczas wizyty izraelskiego premiera Menachema Begina w Waszyngtonie i zarazem w trakcie zażartej debaty w Kongresie o forsowanym przez administrację planie sprzedaży uzbrojenia Arabii Saudyjskiej. Z Muzeum Holokaustu wiążą się też inne kwestie polityczne. Nie wspomina się więc w nim o chrześcijańskim podłożu europejskiego antysemityzmu, żeby nie urazić potężnego elektoratu. Umniejsza się też problem stosowanych przed wojną dyskryminacyjnych limitów ilości żydowskich imigrantów, wyolbrzymia rolę Stanów Zjednoczonych w wyzwalaniu obozów koncentracyjnych oraz przemilcza fakt zatrudniania po wojnie przez USA znacznej liczby hitlerowskich zbrodniarzy wojennych. Muzeum stara się tym samym przekazać przesłanie, iż "my" nie moglibyśmy nawet wymyślić, a co dopiero popełnić, takich okrutnych czynów. Holokaust "stoi w sprzeczności z amerykańskim etosem", pisze w przewodniku po muzeum Michael Berenbaum. "W jego zbrodniczości widzimy pogwałcenie wszystkich podstawowych amerykańskich wartości." Pokazując na końcu ekspozycji zdjęcia ocalałych z holokaustu Żydów, którzy walczą o zdobycie Palestyny, muzeum daje w duchu syjonistycznej ideologii do zrozumienia, że powstanie Izraela było "najwłaściwszą odpowiedzią na nazizm".

Polityka zaczyna się już przed wejściem do gmachu Muzeum. Mieści się ono bowiem na placu Raoula Wallenberga. Tego szwedzkiego dyplomatę wyróżnia się za to, że ocalił tysiące Żydów i dokonał żywota w sowieckim więzieniu. Ale innego Szweda, hrabiego Folke Bernadotte, nie wyróżnia się, bo choć też ocalił tysiące Żydów, zamordowano go na rozkaz byłego izraelskiego premiera Yitzaka Shamira za to, że był zbyt "proarabski". Sedno polityki Muzeum Holokaustu tkwi jednak w tym, kogo upamiętniać. Czy jedynymi ofiarami holokaustu byli Żydzi, czy też można również zaliczyć do ofiar innych, którzy zginęli z rąk hitlerowskich oprawców? Już na etapie planowania Muzeum Elie Wiesel (wraz z Yehudą Bauerem z Yad Yashem) prowadził kampanię na rzecz wyłącznego upamiętnienia Żydów. Uznawany za "niewątpliwego eksperta od okresu holokaustu", Wiesel wytrwale dowodził wyższości cierpień Żydów. "Zaczęli, jak zwykle, od Żydów", intonował zwyczajowo Wiesel. "I jak zwykle, nie skończyło się tylko na Żydach". Ale to nie Żydzi, lecz komuniści byli pierwszymi politycznymi ofiarami i to nie Żydzi, lecz osoby upośledzone były pierwszymi ofiarami hitlerowskiego ludobójstwa.Głównym wyzwaniem dla Muzeum Holokaustu stalą się kwestia uzasadnienia pominięcia w ekspozycji zagłady Romów. Hitlerowcy wymordowali około pól miliona Romów, co proporcjonalnie równa się stratom poniesionym przez Żydów.Pisarze zajmujący się holokaustem, jak Yehuda Bauer, utrzymywali, że Romowie nie byli ofiarami takiego samego ludobójstwa jak Żydzi. Natomiast uznani historycy holokaustu, jak Henry Friedlander czy Rauł Hilberg, dowodzili, że byli.Za marginalizacją ludobójstwa Romów przez Muzeum Holokaustu kryje się wiele przyczyn. Po pierwsze, nie można tak po prostu porównywać strat poniesionych przez społeczności Romów i Żydów. Drwiąc z apeli o włączenie przedstawicieli Romów do Rady Muzeum Holokaustu jako "śmiechu wartych", jej dyrektor wykonawczy, rabin Seymour Siege, wyrażał wątpliwość, czy Romowie w ogóle "istnieli" jako naród: "Powinno się jakoś uwzględnić naród cygański [...] o ile takowy istnieje". Seymour przyznał jednak, że "doznali oni cierpień od hitlerowców". Edward Linenthal wspomina "głęboką podejrzliwość" żywioną przez przedstawicieli Romów wobec Rady Muzeum, "wynikającą z oczywistych dowodów, że niektórzy członkowie Rady postrzegali obecność Romów w Muzeum w sposób, w jaki rodzina traktuje nieproszonych, kłopotliwych gości". Po drugie, uznanie ludobójstwa wobec Romów oznaczałoby utratę wyłączności Żydów na holokaust i w konsekwencji utratę żydowskiego "kapitału moralnego". Po trzecie zaś, gdyby hitlerowcy prześladowali tak samo Romów i Żydów, to ewidentnie podważałoby to dogmat, iż holokaust stanowił apogeum tysiącletniej nienawiści gojów do Żydów. Analogicznie, jeśli zawiść gojów wznieciła eksterminację Żydów, to czy zawiść wznieciła również eksterminację Romów? Nieżydowskie ofiary nazizmu doczekały się tylko marginalnego uznania w stałej ekspozycji Muzeum Holokaustu.I w końcu, politykę Muzeum Holokaustu kształtuje też konflikt izraelsko-palestyński. Walter Reich, zanim został dyrektorem Muzeum, napisał pean na temat kłamliwej książki Joan Peters From Time Immemorial, która utrzymuje, że przed syjonistyczną kolonizacją Palestyna była dosłownie bezludna. Pod naciskiem Departamentu Stanu Reicha zmuszono do rezygnacji, ponieważ odmówił zaproszenia do Muzeum Jasera Arafata, który jest teraz usłużnym sprzymierzeńcem Ameryki. Teolog holokaustu John Roth, któremu proponowano posadę zastępcy dyrektora Muzeum, musiał jednak zrezygnować z oferty, ponieważ w przeszłości krytykował Izrael. Odmawiając przyjęcia książki, którą wcześniej Muzeum zaaprobowało, gdyż zawierała rozdział napisany przez krytycznego wobec Izraela znanego izraelskiego historyka Benny'ego Morrisa, dyrektor Rady Muzeum Holokaustu Miles Lermań wyznał: "Nie do pomyślenia jest ustawianie tego muzeum po przeciwnej strome Izraela." W ślad za okrutnymi atakami Izraela na Liban w 1996 r., które doprowadziły do masakry ponad stu cywili w Oana, komentator dziennika "Haaretz", Ari Shavit, zauważył, że Izrael mógł działać bezkarnie, ponieważ "mamy Anti-Defamation League [...] Yad Yashem i Muzeum Holokaustu".

Posłowie do wydania polskiego

W rozdziale III tej książki opisałem "podwójną grabież", jaką zajmuje się "przedsiębiorstwo holokaust'' wobec państw europejskich oraz Żydów ocalałych z hitlerowskiego ludobójstwa. Ostatnie wydarzenia potwierdzają moją analizę. Zresztą wystarczy tylko przyjrzeć się bliżej publicznie dostępnym dokumentom, żeby się o tym przekonać. Pod koniec sierpnia 2000 r. Światowy Kongres Żydów ogłosił, że udało mu się zgromadzić 9 mld dol. przeznaczonych na odszkodowania za holokaust. Wyłudzono je w imieniu "znajdujących się w potrzebie ofiar holokaustu", ale Światowy Kongres Żydów utrzymuje teraz, że pieniądze te należą do "całego narodu żydowskiego" (dyrektor wykonawczy Światowego Kongresu Żydów, Elan Steinberg). Tak też Światowy Kongres Żydów jest samozwańczym przedstawicielem "całego narodu żydowskiego". Niedawno w nowojorskim hotelu Pierre odbyt się wystawny bankiet, sponsorowany przez prezesa Światowego Kongresu Żydów Edgara Bronfmana. Celebrowano na nim utworzenie "Fundacji Narodu Żydowskiego" (Foundation of Jewish People), która zajmować ma się finansowym wspieraniem organizacji żydowskich i "edukacji o holokauście". (Jeden z żydowskich krytyków takiego "obiadu z holokaustem w tle" podał następujący scenariusz: "Ludobójstwo. Okropna grabież. Praca niewolnicza. No to zjedzmy.") Środki fundacji pochodzić mają z pieniędzy "pozostałych" z niewypłaconych odszkodowań za holokaust i ich wartość sięgać ma "prawdopodobnie miliardów dolarów" (Steinberg). Jakim cudem Światowy Kongres Żydów już wie, że zostaną "prawdopodobnie miliardy dolarów", gdy nikt jeszcze nie wypłacił żadnych odszkodowań ofiarom holokaustu? Wszyscy chcieliby to wiedzieć. Zwłaszcza że nie wiadomo nawet jeszcze, ilu poszkodowanych zakwalifikuje się do otrzymania odszkodowań. A może "przedsiębiorstwo holokaust" wyłudziło pieniądze w imieniu "znajdujących się w potrzebie ofiar holokaustu", z góry wiedząc, że "prawdopodobnie miliardy" zostaną mu w kieszeni? "Przedsiębiorstwo holokaust" użalało się, że porozumienia z Niemcami i Szwajcarią zapewniły tylko skąpe sumy na odszkodowania dla ocalałych z holokaustu. Trudno zatem zrozumieć, dlaczego te "prawdopodobne miliardy dolarów" nie mogłyby zostać wykorzystane do uzupełnienia tych odszkodowań. Jak można się było tego spodziewać, wprawiło to samych poszkodowanych - ofiary holokaustu w rozwścieczenie. (Żadnego z nich nie zaproszono na ceremonię utworzenia fundacji.) Kto upoważnił te organizacje do decydowania, że zgromadzone w imieniu ofiar holokaustu "pozostałości" mają być wydane na ich projekty zamiast na pomoc dla wszystkich ocalałych z holokaustu, którzy muszą ponosić coraz większe wydatki na leczenie? - napisano ze złością w biuletynie wydawanym przez ofiary holokaustu. Postawiony pod ścianą, Światowy Kongres Żydów musiał szybko ratować twarz. Steinberg zapewnił więc, że kwota 9 mld dol. to "pewne nieporozumienie". Twierdził on też, że fundacja "nie ma gotówki ani planów podziału funduszy" oraz że celem bankietu w hotelu Pierre nie było celebrowanie przejęcia przez fundację pieniędzy przeznaczonych na odszkodowania za holokaust, lecz zebranie funduszy dla fundacji. Sędziwe ofiary holokaustu, z którymi niczego wcześniej nie skonsultowano, nie mówiąc już o zaproszeniu ich na wystawny bankiet, urządziły pikietę pod hotelem. Wśród honorowych gości w hotelu Pierre znalazł się prezydent Bili Clinton, który ze wzruszeniem przypomniał, że Stany Zjednoczone należą do czołówki "stawiających czoła okropnej przeszłości":

"Byłem w rezerwatach rdzennych Amerykanów (tzn. amerykańskich Indian) i przyznałem, że podpisane przez nas traktaty nie były ani uczciwe, ani, w wielu wypadkach, dotrzymywane. Pojechałem do Afryki [...] i przyznałem, że Stany Zjednoczone ponoszą odpowiedzialność za handel niewolnikami. Walka o znalezienie istoty naszego człowieczeństwa to twardy orzech do zgryzienia."

Wśród tych przykładów "twardych orzechów do zgryzienia" rzucała się jednak w oczy nieobecność odszkodowań w twardej walucie. 11 września 2000 r. opublikowano ostatecznie tekst, przygotowanego w rezultacie porozumienia ze szwajcarskimi bankami, planu podziału odszkodowań - "Special Master's Proposed Plan of Allocation and Distribution of Settiement Proceeds" (dalej w skrócie: Plan Gribetza). Publikacja tego planu, którego przygotowanie zajęło ponad dwa lata, została czasowo dopasowana do gali urządzonej tegoż wieczora w hotelu Pierre, a nie do oczekiwań "wymierających z dnia na dzień ofiar holokaustu". Burt Neuborne, który z ramienia "przedsiębiorstwa holokaust" był czołowym doradcą w sprawie banków szwajcarskich i "największym orędownikiem planu" ("New York Times"), wychwalał ten dokument jako "doskonale opracowany [...] staranny i precyzyjny". No cóż, mogłoby się wydawać, że zadaje on kłam powszechnym obawom, iż żydowskie organizacje sprzeniewierzą te pieniądze."Forward" oczywiście doniósł, że "plan podziału [...] zakłada przeznaczenie ponad 90 proc. szwajcarskich pieniędzy na bezpośrednie wypłaty poszkodowanym i ich spadkobiercom". Twierdząc, że "Światowy Kongres Żydów nigdy nie domagał się nawet centa, nigdy nie przyjmie centa i nie dotknie się do funduszy odszkodowawczych", Elan Steinberg żarliwie zachwalał Plan Gribetza jako "dokument nadzwyczaj przemyślany i pełen współczucia". Że przemyślany, to nie ulega wątpliwości. Ale co do współczucia, to daleko mu do niego. W szczegółach Planu Gribetza kryje się bowiem smutna prawda, że najprawdopodobniej tylko niewielka część szwajcarskich pieniędzy zostanie bezpośrednio wypłacona ocalałym z holokaustu i ich spadkobiercom. Zanim jednak przyjrzymy się temu bliżej, warto zwrócić również uwagę, że Plan Gribetza zdecydowanie, choć zapewne nieświadomie, potwierdza, iż "przedsiębiorstwo holokaust" szantażowało Szwajcarię. Przypomnę, że w maju 1996 r. szwajcarskie banki formalnie zgodziły się na poddanie się niezależnej, szczegółowej kontroli księgowej - "najbardziej drobiazgowej kontroli w dziejach" (sędzia Korman) - po to, by ostatecznie uregulować wszystkie roszczenia wysuwane przez ocalałych z holokaustu i ich spadkobierców. Jednak zanim jeszcze komisja kontrolna (kierowana przez Paula Volckera) zdołała się zebrać, "przedsiębiorstwo holokaust" zaczęło nalegać na zawarcie finansowego porozumienia. Żeby uprzedzić ustalenia Komisji Volckera, posłużono się dwoma pretekstami: że, po pierwsze, komisja nie jest godna zaufania i że, po drugie, znajdujące się w potrzebie ofiary holokaustu nie mogą czekać na ustalenia komisji. Plan Gribetza obala oba te preteksty.W czerwcu 1997 r. Burt Neubome przedłożył "memorandum" usprawiedliwiające pomysł zmuszenia Szwajcarów do zawarcia porozumienia, zanim pojawią się rezultaty prac Komisji Volckera. Wbrew wszystkim dowodom i całkiem bezczelnie, Neubome zakwestionował komisję jako szwajcarską inicjatywę obliczoną na zneutralizowanie krytyki poprzez uregulowanie roszczeń w drodze "prywatnej mediacji, sponsorowanej, opłacanej i zaplanowanej przez samych oskarżonych", czyli szwajcarskie banki. Warto zwrócić uwagę, że Neubome uznał za przemawiający na niekorzyść szwajcarskich bankierów nawet fakt, iż zgodzili się oni pokryć rachunek w wysokości 500 mln dol. za narzuconą im bezprecedensową kontrolę księgową. W sierpniu 1998 r. "przedsiębiorstwu holokaust" udało się zmusić Szwajcarów do podpisania porozumienia o wypłacie, nie podlegającej zwrotowi, kwoty 1,25 mld dol., zanim jeszcze Komisja Volckera zdążyła zakończyć pracę. Pretekstem do zawarcia takiego porozumienia było to, że Komisja Volckera nie zasługuje na zaufanie, lecz mimo to Plan Gńbetza nie szczędzi jej pochwal i podkreśla, iż ustalenia komisji oraz mechanizm uregulowania roszczeń (przez specjalny trybunał - "Claims Resolution Tribunal") mają i będą miały "kluczowe znaczenie" dla procesu dystrybucji szwajcarskich pieniędzy. Fakt, iż "przedsiębiorstwo holokaust" entuzjastycznie oparło się na ustaleniach Komisji Volckera co do mechanizmu dystrybucji szwajcarskich pieniędzy, obala wysuwany przezeń główny argument o potrzebie zawarcia porozumienia z bankami, zanim komisja zakończy prace.W porozumieniu z "przedsiębiorstwem holokaust" zmuszono Szwajcarów nie tylko do wypłacenia odszkodowań za uśpione żydowskie konta z czasów holokaustu, ale także do "zwrotu zysków", które "świadomie" czerpali z zagrabionego przez hitlerowców żydowskiego mienia i pracy niewolniczej Żydów." Plan Gribetza obnaża bezpodstawność również tych zarzutów. Stwierdza się w nim bowiem, że istniało "bardzo niewiele, jeśli w ogóle" bezpośrednich powiązań - a tym bardziej powiązań przynoszących bezpośrednie zyski lub dających możliwość świadomego czerpania zysków - między Szwajcarami a zagrabionym żydowskim mieniem i pracą niewolniczą Żydów.

(...)

Plan Gribetza przyznaje, poza bardzo niewielką sumą, pieniądze wypłacone przez Szwajcarów tylko żydowskim ofiarom hitlerowskiego holokaustu. Mimo iż porozumienie ze Szwajcarią formalnie dotyczyło "każdej ofiary lub obiektu nazistowskich prześladowań". Jednak to pozornie szerokie i "politycznie poprawne" określenie jest de facto słownym wybiegiem obliczonym na wykluczenie większości nieżydowskich ofiar. Plan w arbitralny sposób definiuje pojęcie "ofiary lub obiektu nazistowskich prześladowań" jako obejmujące tylko Żydów, Cyganów, Świadków Jehowy, homoseksualistów i inwalidów lub kaleki. Nigdy natomiast nie wyjaśniono, dlaczego wykluczono innych prześladowanych ze względów politycznych (np. komunistów lub socjalistów), bądź też etnicznych (np. Polaków lub Białorusinów). Są to, liczbowo, o wiele większe grupy ofiar. Natomiast grupy uznane w Planie Gribetza za "ofiary lub obiekty nazistowskich prześladowań", są, oprócz Żydów, znacznie mniejsze. Praktyczny wymiar Planu Gribetza sprowadza się więc do tego, żeby niemal wszystkie pieniądze trafiły do Żydów. Dlatego obejmuje on tylko 170 tys. byłych żydowskich robotników zmuszanych do pracy niewolniczej, zaś z łącznej liczby miliona tego rodzaju nieżydowskich robotników uznaje tylko 30 tys. za godne zaliczenia do "ofiar lub obiektów nazistowskich prześladowań". Na tej samej zasadzie Plan Gribetza przyznaje 90 mln dol. żydowskim ofiarom hitlerowskiej grabieży, ale tylko 10 mln dol. ofiarom nieżydowskim. Podział taki częściowo uzasadniony jest faktem, że analogiczne proporcje zastosowano przy podpisywaniu poprzednich porozumień odszkodowawczych. Niemniej jednak, w Planie Gribetza przyznaje się, iż nieżydowskie ofiary otrzymały w przeszłości nieproporcjonalnie mniejszą część odszkodowań. Czyż zatem Plan nie powinien wyrównać zaszłych dysproporcji, zamiast je utrwalać?






Holocaust Industry