Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

JÓZEF SMAGA

FIODOR DOSTOJEWSKI - ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ

 

 

 

I. FIODOR DOSTOJEWSKI - DROGA ŻYCIOWA

Dzieciństwo. Urodził się 30 października 1821 roku jako drugie dziecko ordynatora szpitala wojskowego w Moskwie, Michała Andriejewicza Dostojewskiego i Marii Fiodorowny z domu Nieczajew. Ojciec był człowiekiem ponurym i niezrównoważonym, w czym udział niemały miał jego alkoholizm. Maria Fiodorowna była natomiast istotą wrażliwą, kochała muzykę, rozczytywała się w poezji rosyjskiej. Kontrast tych natur niewątpliwie zaważył na psychice Fiedii. Rozgrywający się na jego oczach dramat między wybuchającym paroksyzmami zazdrości ojcem a wrażliwą matką stał się zapewne pierwszą z inspiracji jego twórczości, w niemałym stopniu kształtując jego specyficzną wizję świata.

Duchowa aura starej Moskwy z jej Kremlem, starymi cerkwiami, arcydziełami średniowiecznego malarstwa (freski Andrieja Rublowa) wywierały na chłopcu wrażenie niezatarte. Będzie wracał do nich później we wspomnieniach, odegrają one też doniosłą rolę w jego przywiązaniu do przeszłości kraju ojczystego i kulturowej odrębności Rosji. Niebagatelną rolę spełni tu również Historia Państwa Rosyjskiego Mikołaja Karamzina - jedna z głównych lektur w domu Dostojewskich.

Pierwszy kontakt z książką. Obcowanie z książką rozpoczyna wcześnie. Czytania uczy go matka, rolę elementarza pełni Biblia. W pamięci chłopca szczególnie mocno utkwi historia o Hiobie.

Czytam Księgę Hioba i doprowadza mnie ona do chorobliwego zachwytu, przestaję czytać, blisko godzinę chodzę bliski płaczu. Księga ta, Aniu - jakie to dziwne - jest jedną z pierwszych, które wstrząsnęły mną w życiu; byłem wtedy jeszcze prawie niemowlęciem

- pisał 54-letni Dostojewski do swojej drugiej żony.

W tak emocjonalny sposób przeżywał wiele arcydzieł literatury światowej, ale Pismo Święte ma wśród nich miejsce uprzywilejowane. Księgi Starego Testamentu i Ewangelie stały się dla autora Idioty i Braci Karamazow niewyczerpanym źródłem pomysłów, idei i sytuacji, w nich zawsze będzie szukał i znajdywał odpowiedzi na dręczące pytania i wątpliwości.

Istotną rolę w kształtowaniu artystycznej wrażliwości przyszłego pisarza odegrały powieści pisarki angielskiej Ann Radcliff (1764-1823), niezwykle popularnej w Rosji pierwszej połowy XIX stulecia. Mroczna sceneria średniowiecznych zamków, fantastyka i nastrojowość, sensacyjność intrygi i racjonalizm w rozplątywaniu zagadek fabuły stanowiły dobrą szkołę dla twórcy "realizmu fantastycznego".

W 1827 roku Michał Dostojewski otrzymał tytuł asesora kolegialnego *[asesor kolegialny - ósma klasa ("ranga") w hierarchii urzędniczego stanu według wprowadzonej przez Piotra Wielkiego tzw. Tabeli rang (1722). Hierarchia maleje tu wraz z progresją cyfrową: pierwsze miejsce zajmuje urzędnik klasy ("rangi") pierwszej - kanclerz, ostatnie urzędnik klasy czternastej - rejestrator kolegialny.], nadający mu prawa szlacheckie i upoważniający do nabywania posiadłości ziemskich. Cztery lata później kupuje wieś Darowoje w guberni tulskiej, a za rok sąsiadującą z nią Czeremosznę. Tak moskiewski lekarz stał się "pomieszczykiem" - właścicielem majątku ziemskiego z mieszkającymi w nim pańszczyźnianymi chłopami.

Lata nauki. Zgodnie z ówczesnym obyczajem nauczanie na poziomie szkoły podstawowej odbywało się w domu przy pomocy angażowanych w tym celu nauczycieli i guwernerów. Po zakończeniu domowej edukacji 12-letni Fiodor ze starszym bratem Michałem zostają oddani do półpensjonatu Francuza Soucharda, a od jesieni 1834 roku kontynuują naukę w pensjonacie Leopolda Czermaka, gdzie wykłada wielu świetnych pedagogów. Szkoła miała profil humanistyczno-pedagogiczny, dawała solidną wiedzę z zakresu historii literatury, sporo też uwagi poświęcano tu współczesnemu piśmiennictwu.

Kilkunastoletni Dostojewski odkrywa w sobie namiętne zainteresowania literackie, całe godziny spędza nad książką. Lata trzydzieste są okresem niebywałego rozkwitu literatury rosyjskiej, "złotego wieku" jej poezji. Wasilij Żukowski, Michał Lermontow znajdują się w szczytowym rozwoju twórczym. Największą jednakże i nigdy nie słabnącą fascynacją dla chłopca staje się Aleksander Puszkin. W twórczości autora Eugeniusza Oniegina dojrzy on później nie tylko wielkie artystyczno-literackie zjawisko, ale i oceni jej doniosłe znaczenie dla Rosji i Europy.

W Szkole Inżynierskiej. Pod koniec lutego 1837 roku umiera na gruźlicę matka. Wydarzenie to kończy pewien etap w życiu rodziny. Michał i Fiodor zostają oddani do Szkoły Inżynierskiej w Petersburgu, co w najmniejszym stopniu nie odpowiada ich zainteresowaniom, ale praktyczny ojciec chce zapewnić synom wykształcenie i przyszłość, którą gwarantuje bardzo intratny w owym czasie zawód inżyniera wojskowego.

Atmosfera Szkoły Inżynierskiej, wojskowa dyscyplina i wykładane przedmioty nie mogły zainteresować przyszłego pisarza. Pasjonowały go wyłącznie wykłady z literatury oraz historia architektury. Uczelnia mieściła się w zamku Michajłowskim upamiętnionym dokonanym tu morderstwem na osobie cara Pawła I w roku 1801. Wspomnienia o tej ponurej historii, fakt, że o planowanym zabójstwie wiedział syn ofiary, przyszły Aleksander I, stawia po raz pierwszy przed Dostojewskim problem intelektualnego ojcobójstwa, który wystąpi w Braciach Karamazow.

Literatura nie wyczerpuje jego zainteresowań, nie mniejszą rolę odgrywają w jego życiu ludzie, niezwykli poszukiwacze prawdy, natury skrajne i niespokojne. Wydarzeniem dla niego było spotkanie z Iwanem Szydłowskim, starszym odeń o pięć lat literatem i romantycznym marzycielem. Pracował on najpierw jako urzędnik, potem zajmował się pracą naukową, później wstąpił do klasztoru. Tu również nie znajduje ukojenia, przenosi się na wieś, gdzie umiera w 1872 roku. "Znajomości z Szydłowskim - napisze Dostojewski - zawdzięczam wiele chwil wspaniałych w życiu".

Również w Szkole Inżynierskiej największą rozkoszą są nocne godziny z Puszkinem, Lermontowem, Gogolem, a z obcych: z W. Scottem, E. T. A. Hoffmanem, G. Sand, Schillerem, Szekspirem. Wówczas to rodzą się pierwsze oryginalne próby, które jednak nie zachowały się: tragedie historyczne Maria Stuart i Borys Godunow.

Śmierć ojca. Tragicznym i ciężko przeżytym wydarzeniem w biografii Dostojewskiego jest śmierć ojca, zamordowanego w 1839 roku przez chłopów wsi Czeremoszna. Była to zemsta na panu za okrucieństwo i samowolę w postępowaniu z wiejskimi kobietami. Istnieje pogląd, podzielany jednak tylko przez część badaczy, a wysunięty przez córkę pisarza Lubow, iż zabity w Czeremoszni Michał Dostojewski posłużył synowi za prototyp odrażającej postaci starego Karamazowa z ostatniej jego powieści.

Jesienią 1841 roku Dostojewski otrzymuje stopień inżyniera polowego, przez dwa lata kontynuuje jeszcze naukę jako ekstern. Mieszka teraz prywatnie, staje się człowiekiem wolnym, co umożliwia poszukiwanie własnego miejsca w życiu. Swych planów inżynier polowy nie łączy jednak nigdy z karierą wojskową.

Brat Michał przebywał w tym czasie w Rewlu (dzisiejszy Tallin), gdzie Fiodor spędził kolejno cztery razy wakacje. 12 sierpnia 1843 roku ukończył studia otrzymując skromną posadę w kreślarni Departamentu Inżynierskiego. Młodego inżyniera porywa wir życia stolicy z jej kontrastami monumentalnych budowli, wspaniałych klasycystycznych pałaców, przepychu i bogactwa z nędzą społecznego marginesu.

Jest w ciągłych kłopotach finansowych i odtąd weksel, pożyczka, dług, procenty staną się zmorą jego życia. Rodzi to również iluzoryczne próby poprawy sytuacji poprzez gry hazardowe - najpierw w bilard, potem w ruletkę.

Zawodowy literat. W 1844 roku Dostojewski rozstaje się z wyuczonym zawodem. Nigdy nie lubił służby wojskowej, a gdy groziło mu oddelegowanie do pracy na prowincji, poprosił o dymisję decydując się na niepewną karierę zawodowego literata. Wiosną następnego roku ukończył pierwszą powieść - Biednych ludzi, która staje się sensacją w literackim środowisku Petersburga. Rękopis przeczytał poeta Mikołaj Niekrasow, następnie wielki krytyk Wissarion Bieliński. Pierwszy zawyrokował o pojawieniu się "nowego Gogola", krytyk był również pod wrażeniem przeczytanego tekstu. Ale oczywiście największą radość przeżył debiutant.

Była to najbardziej zachwycająca chwila w całym moim życiu. Na katordze wspomnienie o niej wystarczyło, by mnie podźwignąć na duchu. Jeszcze dziś ją wspominam, a za każdym razem z zachwytem

- pisał wiele lat później.

Wspaniały debiut otwiera przed 25-letnim autorem drzwi literackich salonów stolicy. Tu spotkał swą pierwszą krótkotrwałą miłość - słynną piękność Awdotię Panajew. Moda na nowego geniusza trwała jednak krótko, nie mógł zaimponować nieśmiałością i nerwowym usposobieniem. Zawiódł również jako pisarz: jego kolejne utwory, Sobowtór, a szczególnie Gospodyni, wywołują dezaprobatę Bielińskiego. Szedł w innym kierunku aniżeli życzył sobie tego "szalony Wissarion", który w literaturze widział narzędzie propagandy ideowego radykalizmu i demaskacji społecznej niesprawiedliwości. Młody pisarz natomiast nie wyznaczał literaturze celów doraźnie utylitarnych, nie mógł też pogodzić się z wojującym ateizmem krytyka.

Tymczasem jednak powodzenie uskrzydla go, przyszłość widzi w różowych kolorach. Pierwszą publikację, własne tłumaczenie powieści Balzaka Eugenia Grandet określa jako "cudo", o Biednych ludziach pisze do brata: "Niezwykle zadowolony jestem ze swojej powieści. Nie mogę się nią nacieszyć. Na pewno przyniesie mi ona pieniądze". O Sobowtórze: "Goladkin udał mi się nadzwyczaj". I stąd wniosek: "Przede mną olśniewająca przyszłość, bracie!" Ten młodzieńczy optymizm nigdy się już nie powtórzy, o żadnym ze swych dzieł nie napisze w podobny sposób.

Wśród pietraszewców. Ciekawy ludzi i świata nawiązuje wciąż nowe znajomości. Najbardziej brzemienny w skutki był jego kontakt z kółkiem Michała Butaszewicza-Pietraszewskiego, którego uczestnicy spotykali się dla studiowania dzieł francuskiego socjalisty Charlesa Fouriera, wieszczącego nastanie szczęśliwej ery w dziejach ludzkości. Do tych proroctw Dostojewski odnosił się wprawdzie dość sceptycznie, ale i on, z natury przecież entuzjasta i marzyciel, nie mógł nie poddać się, choćby na krótko, urokowi pięknej utopii.

Zebrania u Pietraszewskiego autor Biednych ludzi zaczął odwiedzać wiosną 1847 roku. W następnym Europa przeżywa wiele wstrząsów: Wiosna Ludów, zmiana systemu rządów we Francji. Inteligencja rosyjska nie pozostawała na nie obojętna, o wydarzeniach tych dyskutowało się w salonach i samokształceniowych kółkach Petersburga i Moskwy. Ferment ten znalazł wyraz również w radykalizacji niektórych uczestników "piątków" Pietraszewskiego. Dostojewski został członkiem powstałej tu grupy poety Sergiusza Durowa, z której wyłania się z kolei tajne stowarzyszenie Mikołaja Spieszniewa stawiające sobie za cel dokonanie w Rosji zbrojnego przewrotu. Spieszniew to jedna z tych wybitnych postaci, które zostawiły trwały ślad w twórczości Dostojewskiego.

Jest to doniosły moment tak dla formowania jego osobowości, jak i kształtowania się ideałów inteligencji rosyjskiej. W tyglu lat 40-tych rodzą się problemy, które na całe stulecie zaważą na losach intelektualnej elity kraju. Wkładem Dostojewskiego w spotkania u Pietraszewskiego było dwukrotne odczytanie słynnego listu Bielińskiego do Gogola. Krytyk wysłał go do autora Martwych dusz poruszony wiernopoddańczym monarchizmem i bigoteryjną pobożnością jego nowej książki - Wybranych fragmentów korespondencji z przyjaciółmi (1847). Oskarżał wielkiego pisarza o zdradę swego posłannictwa, potępiał za pochwałę carskiego systemu politycznego.

Dla strażników urzędowej prawomyślności dokument ten miał oczywiście charakter wywrotowy, a jego publiczna lektura stała się koronnym dowodem obciążającym Dostojewskiego podczas rozprawy pietraszewców, choć autor Biednych ludzi poglądów Bielińskiego nie podzielał. Bardziej niż zawartość merytoryczna fascynowała go forma literacka listu, żarliwość i szczerość wyrażanych w nim poglądów.

W Aleksiejewskim Rawelinie. Od dyskusji nad listem Bielińskiego pietraszewcom pozostał tylko tydzień wolności, wkrótce 34 z nich zostało aresztowanych. Dostojewski znalazł się w najstraszniejszym z rosyjskich więzień - Aleksiejewskim Rawelinie twierdzy Św. Św. Piotra i Pawła w Petersburgu. Rozpacz ogarnia go na myśl, że więcej nie będzie mógł pisać.

Czyż naprawdę już nigdy nie wezmę pióra do ręki? [...] Ileż postaci, przeżytych, stworzonych przeze mnie na nowo, zginie, zgaśnie w mojej głowie lub jak trucizna w krew moją się wsączy!

- pisze do brata już po ogłoszeniu wyroku.

Wcześniej kieruje do Komisji Śledczej list, w którym odpowiada na postawione mu pytania. Jest to wspaniały wzór godności i odwagi. Niczego nie żałuje, nie kaja się, nie żebrze o złagodzenie kary, nie zrzuca winy na innych. Pisze o swych poglądach, o Bielińskim i wystąpieniach u Pietraszewskiego, broni prawa do samodzielnych poszukiwań prawdy, pyta:

Po co się kształciłem, po co dzięki nauce rozbudzono we mnie ciekawość, jeśli nie mam prawa wypowiadania swego własnego zdania lub negowania jakiejś samej w sobie autorytatywnej opinii?

Po czterech miesiącach śledztwo zakończyło się dla 21 aresztowanych wyrokiem: śmierć przez rozstrzelanie. Był wśród nich również literat Fiodor Dostojewski. 22 grudnia 1849 roku na placu Siemionowskim w Petersburgu skazańcom odczytano sentencję wyroku. Wkrótce egzekucja. Uformowano ich w trójki. Dostojewski był w drugiej trójce. Pierwsi, ubrani w białe całuny, stali już przed lufami plutonu egzekucyjnego. Pozostała mu nie więcej niż minuta życia. Ten makabryczny moment utkwi w jego pamięci na zawsze, odtworzy go później książę Myszkin w Idiocie, a myśli skazańca "czepiającego" się każdego przedmiotu i każdej sekundy na swej ostatniej drodze powtórzą się w wielu epizodach jego utworów. W ostatnim momencie do pomostu, na którym miały rozlec się pierwsze wystrzały, przycwałował konny jeździec przywożąc decyzję cara o zamianie kary śmierci na katorgę. Fiodora Dostojewskiego skazano na cztery lata katorgi, potem czekała go służba wojskowa.

24 grudnia 1849, dokładnie o północy, zakuty w kajdany rusza w otwartych saniach na Syberię. Była Wigilia Bożego Narodzenia, w oknach petersburskich domów płonęły świeczki, błyszczały ozdoby choinkowe.

W "martwym domu". 9 stycznia 1850 konwój przybywa do Tobolska, gdzie "przestępcom politycznym" żony dekabrystów - uczestników powstania grudniowego z 1825 roku rozdały egzemplarze Ewangelii. Była to jedyna książka, którą można było czytać w więzieniu. 25 stycznia Dostojewski osiąga cel - Omsk nad Irtyszem. Spędził tu cztery lata. Bywalec literackich salonów, głośny pisarz, członek intelektualnej elity Rosji z ogoloną do połowy głową i w ciężkich 10-funtowych kajdanach znalazł się w "martwym domu" - jak później nazwie miejsce swego odosobnienia - na samym dnie życia, w środowisku kryminalistów, codziennie będąc świadkiem scen bardzo odbiegających od tych wzniosłych wyobrażeń o człowieku, istocie rozumnej i dobrej, na których budował swe optymistyczne wizje Fourier i podobni mu marzyciele..

Nie załamał się, ratunek znalazł w wierze w Boga i prosty lud. Uwierzył, iż lud ten jest wewnątrz inny, kryje w sobie skarb prawdziwy i skarb ten będzie później w swych dziełach odkrywał i propagował. Przez cztery lata wykonuje ciężką pracę fizyczną, wypala cegłę, również w czasie syberyjskich mrozów, gdy rtęć zamarza w termometrze. A oto jak wyglądało miejsce zakwaterowania więźniów, opisane w liście do brata Michała:

Wyobraź sobie starą, zbutwiałą, drewnianą budę, którą dawno już należało rozebrać i całkowicie nie nadającą się już do użytku. Latem panował tam zaduch nieznośny, zimą mróz nie do wytrzymania. Wszystkie podłogi przegniły. Błota na podłodze było co najmniej na werszek *[werszek - stara rosyjska miara długości: 4,4 cm.], łatwo się można było poślizgnąć i upaść. Maleńkie okienka oszronione były do tego stopnia, że prawie przez cały dzień nie można było czytać. Na szybach lodu na werszek. Z pułapu cieknie, bo dach dziurawy na wylot. Upchani jesteśmy jak śledzie w beczce. Wrzucą do pieca sześć polan drzewa, ciepła to nie daje, a dymu tyle, że nie można wytrzymać. I tak przez całą zimę. W tych samych izbach aresztowani piorą swoją bieliznę i całe maleńkie pomieszczenie zachlapią wodą. Nie ma jak się obrócić. Od zmroku do świtu wyjść za potrzebą nie można, koszary bowiem zamykają, a w przedsionku stawiają cebrzyk, co sprawia, że smród jest straszliwy. Wszyscy katorżnicy śmierdzą jak świnie i powiadają, że muszą robić świństwa, są bowiem "żywymi ludźmi". Spaliśmy na gołych pryczach, wolno było mieć jedną poduszkę. Przykrywaliśmy się króciutkimi kożuszkami, nogi więc przez całą noc mieliśmy gołe. Całą noc człowiek dygoce. Pcheł, wszy, karaluchów na korce. W zimie wdziewaliśmy półkożuszki, często najmarniejsze, prawie wcale nie dające ciepła, a na nogi buty z krótkimi cholewkami - spróbuj w tym chodzić na mrozie!

Czegoś podobnego nie przeżył żaden z wielkich pisarzy. Te cztery lata były wypełnione intensywną wewnętrzną pracą. W chwilach załamań Fiodor Michąjłowicz szuka pociechy w Ewangelii. W Omsku po raz pierwszy przekonał się, że lud rosyjski jest najlepszym ludem na ziemi, że on jedyny przechował w sercu prawdziwy obraz Chrystusa.

Na otaczającą go rzeczywistość patrzy zawsze okiem pisarza, widzi tu wspaniały materiał literacki. Pisze do brata:

Mam teraz wiele takich wrażeń i bogatszy jestem o takie marzenia, o jakich nawet nie śniłem. [...]

Ileż poznałem historii włóczęgów i rozbójników i w ogóle całego tego czarnego, nieszczęsnego życia! Na całe tomy mi tego wystarczy. Jeżeli nawet nie poznałem Rosji, to poznałem naród rosyjski dobrze, tak dobrze, że być może niewielu ludzi zna go tak, jak ja.

Ta nowa wiedza spowoduje korektę jego poglądów, jednakże Dostojewski po katordze nie będzie człowiekiem "nawróconym na inną wiarę". Pożegna się z sympatiami do socjalizmu, lecz utwierdzi w swych zainteresowaniach zagadką człowieka.

W Semipałatyńsku. Omski okres skończył się 23 stycznia 1854 roku, gdy rozkuto go z kajdan. Jako szeregowiec znalazł się w siódmym syberyjskim batalionie w Semipałatyńsku - miasteczku niedaleko granicy chińskiej. Jest ogromnie szczęśliwy; w porównaniu z "martwym domem" uciążliwości służby wojskowej wydają się komfortem. Uzyskuje prawo do samodzielnego mieszkania, może pisać i czytać, zachłannie rzuca się na przysyłane mu książki. Otrzymuje pełne wydanie dzieł Puszkina, czyta Iwana Turgieniewa, pochłania nowość - znakomitą prozę autobiograficzną nikomu wtedy jeszcze nie znanego hrabiego Lwa Tołstoja.

Od jesieni 1854 sytuacja szeregowca Dostojewskiego zmienia się na lepsze. Przyjaźnią darzy go przybyły ze stolicy wysoki urzędnik, baron Aleksander Wrangel, który przed pięciu laty stał w tłumie gapiów na placu Siemionowskim i obserwował przygotowania do kaźni pietraszewców bolejąc nad losem autora Biednych ludzi. Dzięki jego zabiegom Dostojewski otrzyma później awans na oficera, przywrócenie przywilejów szlacheckich, ułaskawienie i pozwolenie na powrót do Petersburga. Tymczasem intensywnie pracuje. Powstają kolejne rozdziały autobiograficznej książki o pobycie w Omsku - Wspomnień z domu umarłych.

Do dalekiego Semipałatyńska dochodzą wieści o wojnie krymskiej (1853-1856), przybierającej coraz niepomyślniejszy dla Rosji obrót. 18 lutego 1855 umiera Mikołaj I, tron obejmuje jego syn - Aleksander II. Powszechne jest oczekiwanie zmian, wszystkich nurtuje pytanie: czy skończy się tępy biurokratyczny despotyzm, czy dojdzie wreszcie do tak oczekiwanych reform i zelżenia cenzury?

Maria Isajew. Doniosłe wydarzenie zaszło również w osobistym życiu Fiodora Michajłowicza. Poznał skromnego urzędnika Aleksandra Isajewa i jego żonę Marię Dmitrjewnę z domu Constant. Isajew był staczającym się coraz niżej alkoholikiem, co ciężko przeżywała jego wrażliwa małżonka. Tragizm pogarsza jej gruźlica, choroba w owym czasie nieuleczalna, Dostojewski jest pod wrażeniem losu tej nieszczęsnej kobiety; gorąco ją pokochał, przekonany, że wzajemnie. Wyrzucony z pracy Isajew jedzie do odległego o 700 wiorst *[740 km] od Semipałatyńska Kuzniecka. Maria towarzyszy mężowi, a do Dostojewskiego śle rozpaczliwe listy, w których nie omieszka wspomnieć o poznanym w Kuzniecku "młodym sympatycznym nauczycielu". Adresat odchodzi od zmysłów z zazdrości, nie jest w stanie kontynuować pracy nad książką.

W sierpniu 1855 Isajew umiera. Maria z ośmioletnim synem Pawłem są bez środków do życia. Z niezwykłą energią Fiodor Michajłowicz zdobywa pieniądze, ale Maria wyznaje, iż kocha innego - nauczyciela Wiergunowa. Dostojewski ją kocha, więc pragnie przede wszystkim jej szczęścia, gotów zrezygnować z własnego. Prosi Wrangla o wstawiennictwo za swym konkurentem, by ten mógł zapewnić byt przyszłej żonie i jej dziecku. Są to przeżycia niezwykłe, bardzo silne i ambiwalentne. "O, nie daj Boże nikomu doświadczyć owego strasznego, groźnego uczucia. Wielka jest radość miłości, lecz cierpienia tak straszne, że lepiej by nigdy nie kochać" - skarży się do Wrangla. Gotów ponieść ofiarę, ale równocześnie nie wyobraża sobie życia bez ukochanej kobiety: "Zginę, jeśli utracę mojego anioła: zwariuję albo rzucę się do Irtysza".

Sytuacja ulega jednak szczęśliwej poprawie, zabiegi pisarza i jego przyjaciół odnoszą skutek. Na mocy dekretu carskiego szeregowiec Dostojewski został oficerem, ustanowiono również nad nim tajny nadzór policyjny, zdjęty dopiero w 1875 roku. Maria decyduje się na wybór, przedkładając oficera nad nauczyciela. Ślub odbył się 15 lutego 1857 w Kuzniecku, a jednym ze świadków obrzędu był Wiergunow.

W parę dni później nowożeńcy wracają do Semipałatyńska i po drodze, w Barnaule, Dostojewskiego dotknął ostry atak padaczki, co wprawiło żonę w przerażenie. Małżeństwo od samego początku okazało się nieudane. W miarę postępów swojej choroby Maria jest coraz bardziej zazdrosna, kapryśna i niezrównoważona. Pożycie staje się koszmarem dla obu stron.

Ponownie w Petersburgu. Przed "przestępcą państwowym" otwiera się nowy okres - powrót do stolicy, do normalnego życia i ukochanej literatury. W marcu 1859 otrzymał dymisję z armii. Do Petersburga przybył w grudniu po spędzeniu jesieni w Twerze. W Rosji pod nowym panowaniem dokonują się doniosłe przemiany, złagodzono cenzurę, wiele tematów i nazwisk przestaje być tabu, ukazują się nowe czasopisma. Epokowym wydarzeniem jest zniesienie poddaństwa chłopów na mocy manifestu z 19 lutego 1861 roku.

Dostojewski z powrotem wchodzi w świat literatów i wydawców. Odnawia znajomości i zawiera nowe. Trwały ślad w jego światopoglądzie pozostawia poeta, myśliciel, oryginalny krytyk Apollon Grigorjew oraz wybitny publicysta i krytyk Mikołaj Strachow. Zostali najbliższymi współpracownikami i współtwórcami programu czasopisma «Wriemia», które Dostojewski wydawał z bratem Michałem (styczeń 1861-maj 1863). Tu ukazały się Wspomnienia z domu umarłych. Za publikację kontrowersyjnego artykułu na temat powstania styczniowego «Wriemia» zostało zamknięte w 1863 roku. Drugie czasopismo Dostojewskich - «Epocha» (marzec 1864-czerwiec 1865) - nie miało takiego powodzenia jak pierwsze i po roku przestało się ukazywać.

Spotkanie z Europą. W 1862 roku wyjeżdża za granicę. W ciągu dwóch miesięcy zobaczył kilka miast niemieckich, włoskich, odwiedził Paryż i Londyn. Nie jest zwykłym turystą, nie interesują go dzieła sztuki, wspaniałe pejzaże, lecz sceny rodzajowe, atmosfera ludzkich zbiorowości, nastrój tłumu przewalającego się przez place i ulice. Porównuje Rosję z Europą, czyni uogólnienia. Potwierdzają się jego przeświadczenia, iż Zachód to duchowy cmentarz, fałszywy blichtr cywilizacji, ślepa pogoń za zyskiem i materialnym komfortem.

W Londynie spotyka najwybitniejszego rosyjskiego emigranta politycznego, Aleksandra Hercena, poznaje też legendarnego buntownika i anarchistę Michała Bakunina, przywódcę powstania w Pradze z 1848 i w Dreźnie roku następnego, dwukrotnie skazywanego na śmierć i wydanego władzom carskim przez Austrię. Po latach syberyjskiej zsyłki Bakunin uciekł przez Japonię i Amerykę i dotarł do Anglii. Ta niezwykła osobowość wywarła wrażenie na Dostojewskim, echem tej znajomości będą pewne cechy Mikołaja Stawrogina w Biesach.

Apolinaria Susłowa. Największą przygodą lat 60-tych była dla pisarza wielka miłość do Apolinarii Susłowej. Ta córka pańszczyźnianego chłopa i wyemancypowana "nihilistka" była kobietą skrajną w wymaganiach i uczuciach. Miłość trwała krótko i obfitowała w dramatyczne momenty. Od sierpnia do października 1863 Dostojewski powtórnie przebywa za granicą. Wraz z Susłową odbywają podróż po Niemczech, Włoszech i Szwajcarii. W Baden-Baden, Homburgu i Wiesbadenie opanowuje go po raz pierwszy szaleństwo hazardu.

W pierwszym z tych miast przegrywa w ruletkę 3000 franków, w Genewie traci ostatnie 250 franków. Oboje z Susłową zmuszeni są oddać w zastaw pierścionki i zegarki. Już sam jedzie do Homburga, gdzie przegrawszy wszystko błaga listownie Susłową o pieniądze. Czy marzenie o wygranej ziści się w Wiesbadenie? Wygrywa tu najpierw ponad 10 tysięcy franków, potem przegrywa połowę, z pozostałej sumy sporą część przesyła do Petersburga dla chorej żony. Po paru dniach znów jest goły i prosi o zwrot pieniędzy. "Gdy tylko wyjechałaś - pisze do Susłowej - na drugi dzień, wcześnie rano, zakomunikowano mi w hotelu, że nie będę dostawać ani obiadu, ani herbaty, ani kawy". Z listu pisanego dwa dni później: "Nie mogę nakleić znaczka, gdyż nie mam nawet kopiejki. Nadal nic nie jem, a przy życiu trzyma mnie tylko poranna i wieczorna herbata".

Kontrakt ze Stełłowskim. Po powrocie do Petersburga okazało się, że choroba żony poczyniła groźne postępy. Na nic wysiłki lekarzy i zmiana klimatu. Maria Dmitrjewna umiera 15 kwietnia 1864 roku. Wkrótce nowy cios - 10 czerwca zmarł brat Michał. Śmierć przedsiębiorczego brata to nie tylko fiasko wspólnych planów, to wręcz katastrofa. Michał Michajłowicz zaciągnął wiele długów. Po śmierci zostało tylko tyle, by go pochować. Rodzina zmarłego, żona i dwoje dzieci, zostają bez środków. Pisarz podejmuje się ich utrzymania, dobrowolnie postanawia spłacić długi po bracie i długi pozostałe na koncie czasopisma «Epocha», którego oficjalnym redaktorem był nie on, lecz zmarły brat. Jest to ogromna suma.

W tej wręcz tragicznej sytuacji zaciąga nowe długi dla spłaty starych, gorączkowo poszukuje źródeł zarobków. Jego łatwowierność i niepraktyczność wykorzystują pospolici oszuści udający wierzycieli i sprytni wydawcy. Z jednym z nich, niejakim Fiodorem Stełłowskim, zmuszony był podpisać w 1865 roku drakoński kontrakt zobowiązując się, poza udostępnieniem prawa do wydawania swych utworów, dostarczyć do 1 listopada następnego roku powieść o objętości minimum 10 arkuszy. W przypadku niedotrzymania warunków płaci karę, Stełłowski uzyskuje ponadto prawo wydawania w ciągu 9 lat bez honorarium utworów napisanych dotychczas przez autora Biednych ludzi.

O tej niesłychanej transakcji załamany pisarz powiadomił przyjaciół na miesiąc przed ostatnim terminem. Odrzucił propozycję napisania wspólnie z nimi, pod jego stylistyczną redakcją, wymaganego utworu, zgodził się natomiast na współpracę stenografa.

Anna Grigorjewna. Dzięki temu w jego życiu pojawia się Anna Grigorjewna Snitkin. 4 października 1866 roku młoda dziewczyna podeszła do bramy domu przypominającego kamienicę, w której wynajmował swą klitkę Rodion Raskolnikow, bohater Zbrodni i kary. Pierwsze jej części były właśnie drukowane w miesięczniku «Russkij wiestnik». Ania i jej rodzina byli entuzjastami Dostojewskiego, w domu nazywano ją Nietoczką - od imienia tytułowej, bohaterki jednego z wczesnych utworów ulubionego pisarza. Dlatego też pierwsze spotkanie z pisarzem było dla Snitkinej wielkim przeżyciem.

Współpraca ułożyła się znakomicie i w niebywałym tempie, w ciągu zaledwie 26 dni, powieść, znana później pod tytułem Gracz, była ukończona. W ten sam sposób dokończona została Zbrodnia i kara. Najważniejszym jednak owocem tej współpracy było małżeństwo pisarza ze stenografistką. Ich ślub odbył się 15 lutego 1867 roku. Ona miała 20 lat, on - 45. Mimo ogromnej różnicy wieku związek okazał się niezwykle szczęśliwy. Anna Grigorjewna była idealną żoną dla człowieka typu Dostojewskiego, wykazała wielki rozsądek, gospodarność i energię. Całe życie poświęciła jemu, dzięki niej mogły powstać jego największe arcydzieła, dzięki jej uporowi i konsekwencji mógł względnie spokojnie pracować.

Pierwsze lata pożycia były najcięższe dla młodej żony. Ku swemu przerażeniu odkrywa, iż mąż jest chory na padaczkę. Do tego doszła znana sytuacja finansowa, konieczność spłaty długów, utrzymanie bratowej z dziećmi i pasierba. To wszystko pogarsza jeszcze wrażliwość męża na cudzą nędzę; nigdy nie był w stanie odmówić potrzebującym. Każde honorarium znikało natychmiast. W rękach krewnych i wierzycieli.

Ruletka. Po ślubie krewni Dostojewskiego przyjęli jego młodziutką żonę z solidarną wrogością, bezczelnie traktował ją pasierb, Isajew, natrętnymi pouczeniami dokuczała bratowa męża. Uciekli przed rodziną i wierzycielami. Opuścili Petersburg 14 kwietnia 1867, wrócili 8 lipca 1871 roku. Te przeszło cztery lata były bogate w wydarzenia, przeżycia i dokonania. Drezno, Baden-Baden, Genewa, Vevey, Mediolan, Florencja, Bolonia, trzydniowy pobyt w Pradze i z powrotem Drezno - to główne etapy ich podróży.

Z Drezna Jadą do sławnego z salonów gry Baden-Baden. Fiodor Michajłowicz przeżył tu istne piekło opętania ruletką. Hazard, który opanował go w czasie drugiej podróży na Zachód, powraca ze zwielokrotnioną siłą. Dzieje się to na oczach żony, która skrupulatnie, dzień za dniem, stenografuje poszczególne fazy tego obłędu.

W kasynie bywał kilka razy dziennie. Nie mógł się opamiętać nawet wtedy, gdy ich finanse doszły do zera; zabiera żonie broszkę i kolczyki, oddaje w zastaw, a otrzymane pieniądze przegrywa. Następnego dnia zastawia obrączkę, dużo kłopotu ma z kolorową mantylką żony, której nie chcą przyjąć w zastaw. Los precjozów podziela salopa żony i jego palto. Nie ma za co oddać bielizny do prania i zapłacić za mieszkanie. Oto początek zapisu w Dzienniku Anny Grigorjewny pod datą 1 sierpnia 1867:

Dziś obudziła nas troska o to, skąd wziąć pieniądze. Już czwarty dzień nie płacimy za obiady. Jeśli dziś nic im nie damy, to gotowi nie przysłać jedzenia. Trzeba koniecznie oddać w zastaw moją sukienkę koloru bzu, ostatnią rzecz, którą możemy jeszcze oddać w zastaw.

Ratunkiem są błagalne listy do rodziny, do wydawców, nawet do wrogów. Otrzymane pieniądze przepadają w salonach ruletki. Ciągle ich brak, ciągle są tematem niepokojów Anny Grigorjewny. Talary, guldeny, franki, floreny, friedrichsdory, napoleondory, grajcary - to słowa-klucze jej Dziennika.

Dramat powiększa jej ciąża. Źle ją znosi, ma torsje, mdłości, stany lękowe, bo niemal zawsze jest sama, mąż spędza całe dni przy ruletce. Ciężko przeżywa upokorzenia ze strony gospodarzy. Nie skarży się, współczuje mężowi i uspokaja go, gdy po powrocie oświadcza, że znów wszystko przegrał. "Natychmiast zaczęłam go prosić, aby nie upadał na duchu, i spytałam, czy nie potrzeba mu jeszcze pieniędzy". Następnego dnia wyzna: "byłam zrozpaczona jego udręką i utrapieniem". Za trzy dni: "cierpiałam okropnie: płakałam, przeklinałam siebie, ruletkę, Baden, wszystko. Aż wstyd powiedzieć!"

Wstydzi się najmniejszej skargi, za obrazę uznałaby zapewne określenie, iż mężowi "przebacza", bo stan jego uznaje za nieszczęście i chorobę. Ogromnie cieszy ją najmniejsza jego wygrana, a jest już zupełnie wniebowzięta, gdy otrzyma kwiaty. "Przyszedł Fiedia i wręczył mi bukiet. Byłam ogromnie zadowolona i kilka razy pocałowałam Fiedię. Jestem tak wdzięczna mojemu drogiemu, kochanemu Fiedi za pamięć o mnie". Albo gdy Fiedia wyjątkowo nie wyszedł do kasyna, lecz po zakupy i przyniósł jej ulubione rydze: "To się nazywa mąż! Kochany mąż, który dla żony znalazł w Baden rosyjskie rydze". Bo mimo wszystkie doświadczane odeń udręki Fiedia jest zawsze "naj": najlepszy, najczulszy, najtroskliwszy *[We wstępie do cytowanego Dziennika A. Dostojewskiej (s. 14) R. Przybylski dowcipnie zauważa: "W pewnym sensie jest to podręcznik dla żon: jak postępować z bardzo trudnym, chociaż dobrym i kochanym mężem".].

Swego męża przeżyła o 38 lat i lata te były bez reszty poświęcone jemu, jego pamięci i twórczości. W tej dziedzinie wykonała ogromną pracę, dzięki jej staraniom ukazało się pierwszych siedem pełnych wydań dzieł Fiodora Dostojewskiego, bez zebranych przez nią materiałów do jego życia i twórczości nie może dzisiaj obejść się żaden badacz. Praca ta była dla niej największym szczęściem. W 1916 roku pracując nad operą opartą na motywach Gracza Sergiusz Prokofiew zwrócił się do Anny Grigorjewny z prośbą o wpis do swego albumu, jednakże pod warunkiem, iż tekst będzie zawierał słowo "słońce". Staruszka bez wahania napisała: "Słońce mojego życia - Fiodor Dostojewski".

Pierwsze dziecko. Opuszczają wreszcie Baden i w drodze do Genewy spędzają dzień w Bazylei, gdzie w Kunstmuseum znajduje się obraz Hansa Holbeina młodszego Zmarły Chrystus w grobie, który wywarł na Fiodorze Michajłowiczu wstrząsające wrażenie. Uczucia te przekaże później książę Myszkin w Idiocie, idea tego niezwykłego płótna uobecni się również pośrednio w Braciach Karamazow.

W Genewie zatrzymali się na czas dłuższy. W oczekiwaniu pierwszego dziecka spędzają tu zimę. Sonieczka urodziła się 5 marca 1868, ale żyła zaledwie trzy miesiące. Śmierć ta była tragicznym przeżyciem dla ojca. Rodzice opuszczają miejsce przypominające im to smutne wydarzenie i na lato jadą do Vevey. Potem wizyta w miastach włoskich, zima we Florencji, krótki pobyt w Pradze i z powrotem Drezno, gdzie 14 września 1869 przyszła na świat córka Lubo w. Literacki plon zagranicznego pobytu Dostojewskiego to Idiota, Wieczny mąż i początek Biesów.

W kręgu konserwatystów. W osiem dni po powrocie do Petersburga w lipcu 1871 powiększyła się ich rodzina: na świat przyszedł synek Fiedia. Fiodor Michajłowicz staje się teraz popularny w środowisku elity konserwatywnej. To efekt jego współpracy z Michałem Katkowem, redaktorem prorządowego miesięcznika «Russkij wiestnik», człowiekiem wpływowym w kręgach dworskich.

Wśród nowych znajomych Dostojewskiego był również książę Władimir Mieszczerski, czołowy ideolog rosyjskiego ultrakonserwatyzmu oraz późniejszy oberprokurator Świętego Synodu Konstanty Pobiedonoscew, jego czytelnikiem okazał się być również następca tronu. Od stycznia 1873 do wiosny roku następnego Dostojewski obejmuje redakcję założonego przez Mieszczerskiego miesięcznika «Grażdanin». Na jego łamach po raz pierwszy zamieszcza artykuły pod wspólnym tytułem Dziennik pisarza.

Kłopoty finansowe. Po powrocie z zagranicy w całym dramatyzmie ukazuje się beznadziejna sytuacja materialna Dostojewskich. Ciągle pisze na zamówienie, na termin, dla spłacenia zaliczki. Powiększa to jego zależność od wydawców, którym nie może się sprzeciwić, gdy żądają poprawek w jego tekstach. Czuje się wyzyskiwanym i od wszystkich zależnym literackim wyrobnikiem. Otrzymuje znacznie niższe honoraria niż np. Lew Tołstoj czy Iwan Turgieniew, bogaci niezależni ziemianie. Za Zbrodnię i karę i kolejne arcydzieła dostawał zaledwie po 150 rubli od arkusza, gdy Turgieniewowi proponują 400. Dopiero Bracia Karamazow przynoszą mu 300 rubli za arkusz. Nie jest pewien tego, co pisze.

O, Sonieczka [skarży się siostrzenicy], gdyby Pani wiedziała, jak ciężko być pisarzem, to jest znosić tę dolę! Czy Pani wierzy, a ja wiem na pewno, że gdybym miał zapewnione dwa, trzy lata dla tej powieści [chodzi o Biesy], jak Turgieniew, Gonczarow lub Tołstoj, wtedy napisałbym taką rzecz, o której mówiono by po stu latach!

Nie wierzy, że to, co pisze, warte jest przetrwania, przekonany, iż ciągły pośpiech niweczy wszystkie jego plany i zamierzenia.

Na wiadomość o powrocie Dostojewskiego z zagranicy wierzyciele stali się jeszcze bardziej natarczywi i widmo "domu Tarasowa", jak w Petersburgu nazywano więzienie za długi, ciągle go straszy. Że do tego nie doszło, że sytuacja zaczyna się systematycznie poprawiać, to wyłączna zasługa żony. Drażliwego małżonka wyręcza w delikatnych pertraktacjach finansowych, sama zaczyna wydawać jego dzieła. Zdobywa tu spore doświadczenie, interes idzie coraz lepiej i przynosi niemały dochód. Dzięki temu zmora długów przestaje nad nimi ciążyć i na rok przed śmiercią Fiodora Michajłowicza zostały one spłacone.

Początki sławy. Od 1872 roku Dostojewscy z dziećmi spędzają letnie wakacje w Starej Russie niedaleko jeziora Ilmeń. Tu powstaje Młodzik i Bracia Karamazow. Zdrowie pisarza tymczasem systematycznie się pogarsza, rozedma płuc czyni zastraszające postępy. Coraz częstsze pobyty w Starej Russie przeplatane są wyjazdami na leczenie do Ems.

W drugiej połowie lat siedemdziesiątych rośnie sława autora Biesów. Staje się niezwykle popularny wśród młodzieży. W grudniu 1877 spotkał go zaszczyt nominacji na członka Akademii Nauk. Ale los i wtedy nie szczędzi mu ciężkich prób. W maju 1878 po ataku epilepsji umiera trzymiesięczny ukochany synek Aleksy. Fiodor Michajłowicz ogromnie to przeżył, czuł się współwinny, to przecież "jego" choroba spowodowała tragedię. Wkrótce potem, namówiony przez żonę, odbywa ze swym przyjacielem ostatnich lat, największym filozofem Rosji Włodzimierzem Sołowjowem podróż do Pustelni Opty, słynnego monasteru koło Kozielska, miejsca kultu i pielgrzymek wyznawców prawosławia. Obserwacje tu poczynione i spotkania z mnichami staną się jedną z podniet w stworzeniu postaci starca Zosimy w Braciach Karamazow.

Mowa o Puszkinie. Triumfem Dostojewskiego stała się wygłoszona przezeń 8 marca 1880 roku w Moskwie mowa o Puszkinie z okazji odsłonięcia pomnika wielkiego poety. Był to sukces oszałamiający. Oto reakcja słuchaczy według relacji z listu bohatera wydarzenia do żony:

Nie, nie mogę Ci opisać tego ryku, tego szlochu uniesienia. Ludzie płakali, szlochali. Nieznajomi padali sobie w objęcia.  Z a k l i n a l i  s i ę  n a w z a j e m,  ż e  b ę d ą  l e p s z y m i;  ż e  o d  t e j  c h w i l i  n i e  b ę d ą  s i ę  n i e n a w i d z i ć,  l e c z  k o c h a ć. [...] Na przykład, nagle zatrzymuje mnie dwóch nieznajomych staruszków. "Przez 20 lat byliśmy sobie wrogami i nie rozmawialiśmy ze sobą, a teraz się uściskaliśmy i pogodzili. To pan nas pogodził. Pan jest naszym świętym. Pan jest naszym prorokiem!" W tłumie krzyczano: "Prorok, prorok!" [...] Ratując się, uciekłem za kulisy, ale tam włamał się tłum, głównie kobiety. Całowały mi ręce, zadręczały mnie. Przybiegli studenci. Jeden student cały zapłakany dostał histerii, upadł przede mną na podłogę i zemdlał.

W słynnej mowie Dostojewski jeszcze raz podjął ukochane idee: o ogólnoludzkiej misji Rosjanina jako "wszechczłowieka", o inteligencie-tułaczu, który prawdę powinien znaleźć w prostym ludzie, o konieczności pojednania klas i stanów. Wyraziciel tych ideałów to, według jego przekonania, Aleksander Puszkin - niezwykłe, prorocze zjawisko w dziejach świata. Była to zresztą interpretacja całkowicie dowolna, mówca wmawiał Puszkinowi własne idee, nadzieje i pragnienia.

Reakcja słuchaczy przekonała go, iż oto zbliża się moment spełnienia ogólnonarodowej harmonii i powszechnego zbratania że rodzi się Nowa Rosja, która zadziwi świat.

Wieczory autorskie. Wielką popularnością cieszyły się jego wieczory autorskie, na których czytał nie tylko fragmenty swych dzieł, ale również uwielbianego Puszkina. Niezwykłe wrażenie wywoływał w jego interpretacji Puszkinowski Prorok, szczególnie ostatnia jego strofa:

 

"Prorocze! wstań i źrzyj, i twórz! 

Niech wola ma się w tobie zbudzi! 

I na obszarach ziem i mórz 

Przepalaj słowem serca ludzi!"

(Tłum. J. Tuwima)

 

Słowa te oddawały jego wiarę w wielką magiczną siłę oddziaływania literatury i jej doniosłej roli w życiu człowieka. To właśnie jego pragnieniem było "przepalanie" ludzkich serc, porywanie dla idei, służeniu której oddał całe życie.

Śmierć. Poprawia się sytuacja finansowa, rośnie sława, ale pogarsza stan zdrowia pisarza. Nie dane mu było dokończyć Braci Karamazow, których część pierwsza uzyskała ogromne powodzenie u czytelników.

W nocy z 25 na 26 stycznia 1881 roku dostaje krwotoku. Krwotoki powtarzają się w ciągu następnych dni. Anna Grigorjewna wspomina, iż 28 obudziła się o 7 rano i spotkała wzrok męża.

- Wiesz, Aniu - powiedział Fiodor Michąjłowicz półgłosem - od trzech godzin już nie śpię i cały czas myślę, właśnie w tej chwili uświadomiłem sobie to jasno, że dzisiaj umrę.

Kazał zapalić świecę i przynieść Ewangelię, którą dostał w Tobolsku. Leżała zawsze pod ręką i w chwilach wątpliwości otwierał ją na dowolnej stronie. Tym razem trafił ni rozdział III Ewangelii św. Mateusza:

"Jan zaś go wstrzymywał, mówiąc: Ja winienem być ochrzczony od ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus zaś odpowiadając, rzekł mu: Zaniechaj tego, albowiem tak się nam godzi wypełnić wszelką sprawiedliwość".

- Słyszysz: "Zaniechaj tego". A więc oznacza to, że umrę - powiedział mąż i zamknął księgę.

Zmarł tego samego dnia po ósmej wieczorem. 1 lutego na cmentarz ławry Aleksandra Newskiego w Petersburgu odprowadzało go ogromne ludzkie morze.

Osobowość. Jest jednym z najbardziej "autobiograficznych" pisarzy, nie tyle w sensie odtwarzania w dziełach własnych życiowych perypetii, portretowania siebie i osób z otoczenia, lecz osobistego przeżywania, "biografizowania" idei, głębokiego wzywania się w jej istotę. Posiadał niezwykły dar współodczuwania, przenikania w tajemnice cudzej duszy, wchłaniania ideowych głosów epoki, dzięki czemu potrafił wyrażać je z sugestią i prawdą dotychczas literaturze niedostępną.

Straszna choroba, na którą cierpiał - padaczka - była dla niego jako pisarza źródłem szczególnych doznań, dzięki niej wzbogacił się chyba o nowe obszary analizy psychologicznej, umożliwiła mu ona lepsze poznanie wnętrza człowieka.

Bywa nazywany "pisarzem Ewangelii", ale jako twórca głęboko chrześcijański nie przestał być nigdy otwarty na inne wartości, lojalnie przekazywał prawdy przeciwne swym osobistym przekonaniom. Dlatego stał się pisarzem "dla wszystkich, niezależnie od orientacji światopoglądowej. W często cytowanym liście do Natalii Fonwizinej pisał:

Powiem Pani o sobie, że jestem dziecięciem wieku, dziecięciem niewiary i zwątpienia po dziś dzień, a nawet (wiem o tym) do grobowej deski. Ileż strasznych mąk kosztowało i kosztuje mnie teraz owo pragnienie wiary, które jest tym silniejsze w duszy mojej, im więcej jest we mnie dowodów przeciwnych.

W listach pisanych pod koniec życia często wspomina o swym rozdwojeniu, podobnie spowiada się ze swego niezrównoważenia i skrajności: "We wszystkim dochodzę do ostateczności, przez całe życie zawsze przekraczałem granice". Tylko taki człowiek mógł tworzyć dzieła przekraczające znane dotychczas granice wiedzy o człowieku, tylko osobowość podobnego formatu i pisarz tej skali talentu mógł w sposób pełny wyrażać epokę kwestionującą wartości tradycyjne, epokę będącą preludium zagrożeń, katastrof, ale również i nadziei oraz poszukiwań naszych czasów.

 

II. ZARYS TWÓRCZOŚCI: OD "BIEDNYCH LUDZI" DO "NOTATEK Z PODZIEMIA"

Biedni ludzie

Więź z tradycją. Pracę nad Biednymi ludźmi Dostojewski rozpoczął w styczniu 1844, a skończył w początkach maja roku następnego. Już w pierwszym utworze dochodzi do głosu specyficzna cecha jego pisarstwa - symbioza tradycji literackiej i osobistych doświadczeń życiowych. Młody autor świetnie zna środowisko petersburskich "biednych ludzi", odwiedzał dzielnic zamieszkane przez biedotę i społeczny margines. Ten pejzaż nędzy wielokrotnie jeszcze powróci na kartach jego dzieł. Postać głównego bohatera Biednych ludzi, drobnego urzędnika Makara Diewuszkina, nieszczęsnego studenta Pokrowskiego i jego starego ojca są przykładem społecznej lub - jak to określała ówczesna krytyka - "filantropijnej" tendencji dzieła.

Biedni ludzie mocno tkwią w tradycji literatury rosyjskiej ukształtowanej przez Puszkina i Mikołaja Gogola. Odsyłaczem do niej jest lektura Diewuszkina: czyta on Puszkinowskiego Poczmistrza i Gogolowski Płaszcz, których bohaterami są biedni urzędnicy najniższego szczebla biurokratycznej drabiny. Lektura ta ma również charakter konfrontacyjny, wskazując na ile powieść kontynuuje popularny w literaturze tego okresu temat tzw. szarego człowieka. Diewuszkin jest podobny do swych poprzedników, ale różni go od nich nieporównanie wyższy stopień samoświadomości.

Debiutancka powieść Dostojewskiego łączona jest w tradycji badawczej przede wszystkim z prozą Gogola, dokładniej zaś z poetyką szkoły naturalnej, której patronował autor Płaszcza, a teoretyczne uzasadnienie stworzył Bieliński. Prozaicy szkoły naturalnej skupiali uwagę na opisie życia najniższych warstw społecznych nadnewskiej stolicy. Gatunkiem dominującym był tu "szkic fizjologiczny", utwór opisowy akcentujący głównie koloryt społeczno-obyczajowy i środowiskowy. Lekcje realizmu fizjologicznego z jego kultem konkretu i empirycznej obserwacji zaważą na pisarstwie Dostojewskiego.

Nowatorstwo "Biednych ludzi". Powieść nieprzypadkowo wywołała zachwyt Bielińskiego i Niekrasowa, bowiem młody autor dał próbę nieprzeciętnego talentu i oryginalności, co szczególnie uwidoczniło się w stosunku do tradycji Gogola. Tradycja ta jest tu nie tylko kontynuowana, ale i wyraźnie parodiowana. Autor Płaszcza kreował postacie-typy z dominantą jednej cechy, uczeń i następca szedł drogą odmienną, odrzucał psychologiczną syntezę na rzecz analizy - pogłębionego psychologicznego studium dynamiki przeżyć i emocji.

Biedni ludzie to powieść w listach. List dopuszcza do głosu bohatera, umożliwia przekazanie autentyzmu jego przeżyć, specyfiki języka i światopoglądu. Po raz pierwszy w literaturze rosyjskiej autor przestaje jawnie ingerować w "prywatne życie" postaci, rezygnuje z przysługującej mu wszechwiedzy, przedstawia różne stanowiska i głosy. Tej nowości nie zauważyli ani czytelnicy, ani krytycy.

Ludzie [pisał autor do brata] nie mogą zrozumieć, jak można pisać takim stylem. We wszystkim przywykli widzieć gębę autora: ja swojej nie pokazywałem. Nie mogą zrozumieć, że wypowiada się Dziewuszkin a nie ja i że Dziewuszkin inaczej wypowiadać się nie może.

Ten sposób prowadzenia narracji będzie jednym z wyróżników pisarstwa Dostojewskiego.

Sobowtór

Bieliński widział w młodym pisarzu nadzieję ojczystej literatury, od której wymagał demaskatorskiej społecznie tendencji. Dla twórcy Biednych ludzi program ten był ciasny i nazbyt utylitarny; jego fascynacją staje się sam człowiek i tajemnice duszy. Pierwszą znakomitą próbą tego rodzaju była powstała w drugiej połowie 1845 i 1846 roku nowela Sobowtór, znana w drugiej redakcji z roku 1866.

I tym razem wpływ Gogola jest oczywisty. Wskazywał na to nie tylko bohater-urzędnik, również sam temat rozdwojenia jaźni prowokował do porównań z Gogolowskim Nosem lub Pamiętnikiem wariata, choć był on tradycyjnym motywem literatury romantycznej (E. T. A. Hoffman, Jean Paul, Edgar Allan Poe). Jednak Dostojewski ukazał symptomy choroby z tak niezwykłą sugestią, iż utwór ten i dzisiaj wywiera wrażenie na specjalistach-psychiatrach.

Były to jednakże związki natury wyłącznie genetycznej, bowiem Sobowtór wniósł do literatury rosyjskiej metodę analizy psychologicznej o precyzji dotychczas nie spotykanej, był opisem patologii psychicznej sprowokowanej społeczną egzystencją bohatera.

Goladkin. Główną postacią utworu jest radca tytularny *[radca tytularny - dziewiąta klasa w hierarchii urzędniczego stanu.] Jakub Pietrowicz Goladkin. Chorobliwy kompleks utraty miejsca w społeczeństwie doprowadził go do halucynacji, w której zobaczył swe bliźniacze "ja", Goladkina drugiego. Rozdwojenie świadomości jako chwyt literacki pozwala wydobywać z psychiki jej prawdziwe ("drugie") oblicze, to, co stanowi przedmiot dążeń i ambicji, a co jest przez człowieka starannie maskowane, zgodnie z wymogami "przyzwoitości" i kulturowych konwenansów.

Goladkin drugi to kopia Goladkina pierwszego. Z tą różnicą, iż przebiegłość i służalczość Goladkina drugiego to cecha "wykradziona" pierwszemu, który, zdemaskowany i obnażony, ponosi klęskę. Został zwyciężony bronią, którą - gdyby był mniej tchórzliwy - walczyłby sam.

Sobowtór to również arcydzieło w warstwie językowej. Narracja, odtwarzająca bełkot obłąkanego bohatera, parodiuje język urzędniczego stanu, ujawnia uniżoność i strachliwą przymilność wobec władzy. Niezliczona ilość epitetów, wtrętów, komiczny patos i stylistyczny barok oficjalnych dokumentów to nie tylko zabieg formalny. Obłąkany radca tytularny w tym, co myśli i jak mówi, jest karykaturą systemu deformującego człowieka, redukującego go do roli bezmyślnej marionetki.

Tragedia Jakuba Pietrowicza. Nieszczęście Goladkina tkwi w tym, że nie wytrzymał presji środowiska, nie sprostał wymogom prawomyślności. "Niepokój i nieświadomość tego, co bezpośrednio go drażniło, dręczyły go zawsze bardziej niż to, co go drażniło". Czujność ta jest czujnością na zapas, jakby samą w sobie, bez adresu. Stąd tragikomizm tej postaci.

Taki to już był z niego człowiek! [...] Nie upieramy się zresztą, może, gdyby ktoś chciał, gdyby już komuś na przykład bardzo zależało na tym, aby zrobić z pana Goladkina szmatę, toby zrobił z niego szmatę, zrobiłby bez oporu i bezkarnie (pan Goladkin sam niekiedy to czuł) i byłaby z niego szmata, a nie Goladkin - tak, byłaby podła, brudna szmata, byłaby to nie zwyczajna szmata, ale szmata z ambicją, szmata obdarzona duszą i uczuciami, aczkolwiek z pokorną ambicją i z pokornymi uczuciami, i to głęboko ukrytymi w brudnych fałdach tej szmaty, ale bądź co bądź uczuciami...

W Sobowtórze po raz pierwszy wystąpił charakterystyczny motyw prozy Dostojewskiego - obraz Petersburga, tego "najfantastyczniejszego miasta z najfantastyczniejszą historią wśród wszystkich miast kuli ziemskiej". Są to zawsze dwa miasta: jedno konkretne, ukazane w realnym klimacie, topografii i kolorycie społecznym; drugie - to miasto-zjawa, symbol europeizmu i jego dwuznaczności na rosyjskiej glebie.

Utwór łączy wnikliwą analizę psychologiczną z groteskową i tragiczną wizją świata, demonstruje bogatą gamę estetycznych możliwości młodego autora: świetny humor sąsiaduje z tragizmem i patosem. Nowela nie spotkała się z przyjęciem, na jakie zasługiwała. To pierwsze wielkie rozczarowanie autora, który za nowatorstwo musiał zapłacić wysoką cenę nieuznania i niezrozumienia.

Konflikt z Bielińskim. Rok 1846 przynosi jeszcze jedno znaczące osiągnięcie Dostojewskiego - opowiadanie Pan Procharczyn, o urzędniku-nędzarzu, u którego po śmierci znaleziono ogromną sumę pieniędzy. Pomysł podsunęła zapewne notatka gazetowa, ale był to tylko impuls bezpośredni, bo postać nędzarza-skąpca miała już wtedy długą historię w literaturze. Z przykładów bliższych można wymienić Gogolowskiego Pluszkina z Martwych dusz, z dalszych - Molierowskiego Harpagona.

Sobowtór i Pan Procharczyn spowodowały ochłodzenie stosunków z Bielińskim. Młody pisarz wyraźnie zawiódł pokładane w nim nadzieje, skupiając uwagę na zagadkach psychiki zamiast badać społeczne uwarunkowania ludzkiej zbiorowości. Konflikt ten był doniosłym precedensem w historii kultury rosyjskiej, ustalał jakby odmienne interpretacje ludzkiego losu wyrażone w parze opozycyjnych stanowisk: autonomia i podmiotowość człowieka lub determinujące go środowisko. Bieliński był jeszcze daleki od tak alternatywnego myślenia, ale jego następcy determinizm uwarunkowań społecznych postawią na pierwszym miejscu wśród zadań literatury. Dostojewski był przeciwny literackiej tendencyjności sądząc, iż wszelka jednostronna "mundurowość" niszczy jej specyfikę.

Romantycy i marzyciele

"Gospodyni". Powodem ostatecznego zerwania z Bielińskim była nowela Gospodyni, powstała w ostatnich miesiącach 1846 i na początku 1847 roku. Jest ona odejściem od tematyki urzędniczej w stronę tradycji romantycznej, nosi przy tym wyraźne piętno eksperymentu będąc syntezą "fizjologii" z romantyczną tajemniczością.

"Białe noce". Temat marzycielstwa powróci, tym razem w wariancie sentymentalnym, w roku następnym w Białych nocach, poprzedzonych kilkoma opowiadaniami utrzymanymi w poetyce szkoły naturalnej: Połzunkow, Słabe serce, Uczciwy złodziej, Choinka i ślub oraz humoreską - Cudza żona i mąż pod łóżkiem.

Białe noce, czyli - jak mówi podtytuł - powieść sentymentalna, zawierają sporo elementów autobiograficznych. Historia Marzyciela, istoty wrażliwej i kruchej, która nie mogąc znieść szarzyzny codzienności ucieka w świat miraży, oparta jest na autorskich doświadczeniach. Ucieczka kończy się porażką, albowiem ukochana Marzyciela, towarzyszka wspólnych uniesień, opuszcza go pozostawiając w samotności i rozpaczy. Białe noce są nie tylko potępieniem bezsensu życiowej wegetacji. To również chłodna konstatacja utopijności "schillerowskiego" marzycielstwa.

Nietoczka Niezwanowa

W tragicznym dla siebie roku 1849 pisarz opublikował niedokończoną powieść Nietoczka Niezwanowa, nad którą pracował trzy lata i do której powracał jeszcze dwukrotnie - w 1860 i 1866 - wnosząc do tekstu liczne korekty, ale jej nie kończąc. Oprócz dramatycznych losów tytułowej bohaterki utwór zawiera liczne wątki autobiograficzne (postać Jefimowa), obfituje też w epizody przypominające znane w Rosji powieści George Sand i Eugene Suego. Wiele miejsca zajmuje tu też popularny w tradycji romantycznej motyw artysty sprzeniewierzającego się swemu posłannictwu.

W tym samym roku powstało, wydrukowane jednak dopiero osiem lat później, opowiadanie Mały bohater, stanowiące subtelne studium psychiki dziecięcej.

Dwa utwory semipałatyńskie

W Semipałatyńsku Dostojewski planuje "powieść komiczną". Pomysł zrealizował pod koniec lat 50-tych poprzez dwa samodzielne utwory: Sen wujaszka oraz Wieś Stiepańczykowo i jej mieszkańców, opublikowane w 1859 roku. W pierwszym autor ujawnił rzadki talent w kreowaniu komicznych postaci i sytuacji. Życie prowincji otrzymało tu groteskowo-satyryczne ujęcie przypominające najlepsze partie Gogolowskiej prozy i Rewizora.

Autor miał nadzieję, że Wieś Stiepańczykowo będzie jego drugim debiutem, bardzo też liczył na jej finansowy sukces. I tym razem nadziejom nie sądzone było się urzeczywistnić. Wieś jest utworem bardzo "literackim", nasyconym obrazami, motywami i reminiscencjami klasyki rosyjskiej i światowej. Ma charakter wyraźnie przejściowy: kontynuuje typ problematyki prozy Dostojewskiego sprzed katorgi, zapowiadając równocześnie jej dojrzały okres. Główna postać powieści, Foma Opiskin, znany czytelnikowi wczesnego Dostojewskiego typ biednego, ale opanowanego chorobliwą ambicją człeczyny, przemienia się tutaj w tyranizującego otoczenie błazna.

Badacze zwrócili uwagę, iż postać ta zbudowana została na kanwie Molierowskiego Świętoszka. Powieść o rosyjskim świętoszku jest także parodią podniosłego stylu Wybranych fragmentów z korespondencji z przyjaciółmi *[Stanisław Mackiewicz (Dostojewski, Warszawa 1957, s. 103 - 105) wysuwa hipotezę, że prototypem głównej postaci powieści, Fomy Opiskina, jest Bieliński.], w których Gogol, zrywając z duchem dotychczasowej swej twórczości, uprawia patetyczną moralistykę.

W warstwie kompozycyjnej (kalejdoskopowa zmienność epizodów, dramatyczne napięcie partii dialogowych, kończące się skandalami spotkania) Wieś Stiepańczykowo zapowiada te sposoby organizacji fabuły, które zapanują w wielkich powieściach jej autora z lat 60 - 70-tych.

Skrzywdzeni i poniżeni 

Tytuł powieści Skrzywdzeni i poniżeni, nad którą Dostojewski pracował od wiosny 1860, a opublikował w 1861 w czasopiśmie «Wriemia», stał się w historii rosyjskiej krytyki i publicystyki literackiej umownym określeniem humanistycznej tendencji w literaturze. Chociaż temat krzywdy i poniżenia nabiera w dojrzałej twórczości pisarza wymiaru bardziej filozoficznego, jego aspekt społeczny nigdy nie zniknie całkowicie, powracając choćby w Zbrodni i karze (Marmieładowowie) czy Braciach Karamazow (sztabskapitan Sniegiriew).

Powieści tej nie można sprowadzić tylko do socjologicznej interpretacji, stanowi bowiem dalszy krok w podejmowaniu przez autora złożonej problematyki psychologicznej i filozoficzno-etycznej. Rysem charakterystycznym powieści jest mocno zaakcentowany autobiografizm. Główna postać Skrzywdzonych i poniżonych, literat-nieudacznik Iwan Pietrowicz, dość wiernie odtwarza zmienne losy pisarskiej młodości Fiodora Dostojewskiego. Znalazły tu również wyraźny ślad jego stosunki z Marią Isajew.

Wspomnienia z domu umarłych

Książka-podsumowanie omskich lat - Wspomnienia z domu umarłych - drukowana była najpierw w gazecie «Russkij mir», następnie w kolejnych numerach miesięcznika «Wriemia» za 1861 i 1862 rok. Jest to encyklopedia problemów, sytuacji i postaci, do których Dostojewski lat dojrzałych będzie się odwoływał.

Wspomnienia to nie pamiętnik, reportaż, ani też nie powieść. We wstępie "wydawca" rękopisu przedstawia rzekomego autora - Aleksandra Pietrowicza Gorianczikowa, jednak już w rozdziale II na plan pierwszy wysuwa się narrator-przestępca polityczny, czyli sam Dostojewski, głos "autora" znika prawie zupełnie zdominowany przez "wydawcę". Wspomnienia nie są relacją pamiętnikarską, lecz dziełem artystycznym, uogólnieniem przemyśleń autora związanych z ewolucją światopoglądową, jaka się w nim dokonała pod wpływem omskich doświadczeń. Fikcja sąsiaduje tu z autentyzmem, którego selekcja i interpretacja dokonuje się z określonego stanowiska filozoficznego. 

Fikcja i autentyzm. Większość występujących tu postaci ma realne prototypy, poświadczone przez dokumenty urzędowe i przekazy pamiętnikarskie więźniów twierdzy omskiej z lat 1850-1854. Wśród tych pamiętnikarzy był również uczestnik sprawy księdza Ściegiennego, Szymon Tokarzewski (1823-1900), występujący we Wspomnieniach jako "T-ki". Relacja Tokarzewskiego jest ważnym źródłem poznania omskiego okresu w życiu Dostojewskiego. Według naszego rodaka pisarz rosyjski był człowiekiem niezrównoważonym, ultrapatriotycznym szowinistą i polakożercą. Nie we wszystkim świadectwo to jest wiarygodne. Swą relację Tokarzewski opublikował nie tylko po ukazaniu się Wspomnień Dostojewskiego, ale i jego powieści, w których antypolski kompleks doszedł w pełni do głosu. Jest to zatem polemika z całą twórczością rosyjskiego pisarza i ów polemiczny dystans deformuje chyba obraz współwięźnia, którego w omskim okresie nie cechowała jeszcze przecież tak zdeklarowana antypatia do naszego narodu.

Polacy we "Wspomnieniach". Tej antypatii nie ma we Wspomnieniach, o czym świadczą z wyraźną sympatią, a nawet współczuciem ukazane sylwetki innych, poza Tokarzewskim, Polaków. Są to: "M-cki" (Aleksander Mirecki), "B-ski" (Józef Bogusławski), "Ż-ki" (Feliks Józef Żochowski). W "martwym domu" znaleźli się oni za działalność niepodległościową. Dostojewski widzi patriotyzm i hart ducha zesłańców znad Wisły, którzy we wrogim otoczeniu musieli znieść więcej cierpień i upokorzeń aniżeli współwięźniowie-Rosjanie.

Obraz prostego ludu. Autor, szlachcic z urodzenia, myśliciel i człowiek pióra, był skazany na paroletnie obcowanie z prostym ludem rosyjskim i to w dodatku z jego najbardziej zdeprawowaną "reprezentacją". Obserwacje, jakie poczynił przy tej okazji, skłoniły go do przekonania, iż prosty lud rosyjski posiada wartości, którymi nie dysponują warstwy wykształcone. "Nasi mędrcy - ironizuje - mogą nauczyć lud niewielu rzeczy. Twierdzę nawet, że przeciwnie: sami się jeszcze powinni od niego uczyć". Stąd właśnie ta smutna zaduma w zakończeniu:

Przecież to może ludzie najzdolniejsi, najsilniejsi z całego naszego narodu. Ale na darmo przepadły potężne siły, przepadły nienormalnie, bezprawnie, bezpowrotnie.

Problem przestępstwa. Głównymi bohaterami Wspomnień są kryminaliści, oni też stanowią obiekt wnikliwej obserwacji, na ich przykładzie autor docieka przyczyn popychających człowieka do przestępstwa, przeprowadza typologiczną klasyfikację zbrodni i zbrodniarzy. Utwór miał również wymowę doraźnie publicystyczną, stanowiąc oskarżenie carskiego systemu penitencjarnego, nie tylko nie zmniejszającego, ale utwierdzającego przestępcze skłonności u ludzi. Kajdany, nadludzki wysiłek fizyczny, bicie i psychiczne cierpienia nie mogły zapobiec przestępstwu, bo poniżały godność człowieka, deprawowały więźnia wzmagając w nim chęć odwetu.

Problem przestępstwa i jego źródeł to jedna z najczęściej rozważanych kwestii we Wspomnieniach. Dostojewski odrzuca determinizm środowiskowy, przekonany iż zbrodnia stanowi efekt tajemniczych mechanizmów psychiki, że "zbrodni nie można zrozumieć z danych, gotowych punktów widzenia", choć moralnie odpowiedzialność za nią zawsze obciąża ludzkie sumienie. Dlatego za kilkanaście lat w Dzienniku pisarza tak często będzie polemizował z taktyką obrończą adwokatów, widzących źródła zbrodni w uwarunkowaniach środowiskowych. Często powołuje się na ludowe przeświadczenie, wedle którego zbrodnia jest nieszczęściem, nierzadko wynikiem przedziwnego zbiegu okoliczności lub tajemniczego wewnętrznego przymusu, co wszelako nigdy nie zdejmuje z człowieka odpowiedzialności za popełniony czyn.

Bezpośredni kontakt z kryminalistami, z ludźmi, których czyny przekraczały nieraz wyobrażenia o barierach zła, pozwoliły Dostojewskiemu na dokonanie uogólnień o zachowaniach człowieka w sytuacjach skrajnych i deformacjach, jakim może ulec jego psychika. Szczególnie głębokie są jego spostrzeżenia na temat psychologii kata, deprawującego wpływu władzy, magii munduru, zobojętnienia na krew i okrucieństwo.

Mimo cierpień i poniżeń te cztery lata były dla pisarza wspaniałym laboratoryjnym doświadczeniem nad człowiekiem, okresem obserwacji zjawisk w takim natężeniu i postaci nigdzie indziej nie spotykanych.

Notatki z podziemia

Poza tematycznie związanym z wczesną twórczością opowiadaniem Brzydki przypadek (1862) oraz publicystycznymi Zimowymi uwagami o wrażeniach z lata (1863) pierwsza połowa lat 60-tych przynosi jedno z kluczowych dzieł Dostojewskiego - Notatki z podziemia (1864). Jest to z jednej strony rozrachunek z socjalistycznym epizodem młodości autora, z drugiej - sformułowanie tych ideowych generaliów, które zdominują jego dojrzałą twórczość. Notatki są prologiem do wielkich powieści Dostojewskiego, cała ich problematyka została tu sformułowana w "gołej", publicystycznie wyostrzonej postaci tez, paradoksów i intelektualnej prowokacji.

Dostojewski i tradycja lat 40-tych. Jedną z doniosłych przygód inteligencji rosyjskiej lat 40-tych XIX wieku był kontakt z filozofią Hegla i socjalizmem Fouriera, Owena, Cabeta, Proudhona. Przedmarksowski socjalizm był marzeniem o złotym wieku ludzkości, o świecie bez zła i o międzyludzkiej harmonii. Marzenia te wiodły swój rodowód z filozofii oświeceniowej, zgodnie z którą człowiek jest z natury istotą dobrą, kierującą się w swym postępowaniu rozumem, zdrowym rozsądkiem i tzw. własnym interesem. W literaturze rosyjskiej ideał socjalizmu utopijnego zaowocował słynną powieścią Mikołaja Czernyszewskiego Co robić! (1863), w której teoria "rozumnego egoizmu", kojarzenie własnego interesu ze społecznym została uznana za optymalną normę postępowania światłego człowieka, budowniczego przyszłego szczęśliwego społeczeństwa. Sen o Kryształowym Pałacu, idealnie urządzone społeczeństwo jawią się Czernyszewskiemu jako realna perspektywa ludzkości.

Polemiczne ostrze Notatek skierowane jest głównie przeciwko powieści Czernyszewskiego, ale także przeciwko determinizmowi historycznemu, przeświadczeniu o nieuchronności dziejowego rozwoju niezależnie od woli człowieka. Był to jeden z dogmatów światopoglądu inteligenckiego, na powstanie którego tak decydujący wpływ miały lata 40-te.

Światopogląd "paradoksalisty". Notatki składają się z dwóch części. Pierwsza - Podziemie - jest spowiedzią, autocharakterystyką bohatera-"paradoksalisty", w drugiej - Z powodu mokrego śniegu - dokonuje się weryfikacja jego poglądów.

Bohater ten to indywiduum pełne kompleksów, obolałe od poniżeń, zawiści, samoudręczeń i niewiary w siebie. Odizolował się od świata, zamknął w swym psychicznym "podziemiu", znajdując w tym nawet masochistyczną rozkosz. Ma jednak szersze ambicje, wypowiada uogólnienia i sądy na tematy zasadnicze. Jego natura określa typ tych wypowiedzi: mogą one być tylko przedrzeźnianiem, drwiną, sarkazmem. Przedmiotem szczególnej drwiny jest optymistyczna wiara w błogosławieństwa postępu cywilizacyjnego, jego statystyczne mierniki i sens historii. Na największe szyderstwo, według bohatera Notatek, zasługuje naiwne przekonanie, że ponieważ człowiek kieruje się własną korzyścią i trzeźwą kalkulacją, można na tych podstawach planować szczęście ogółu. Wszystko to - powiada "paradoksalista" - jest nieporozumieniem i przesądem zbudowanym na fałszywym założeniu, nic wspólnego nie mającym z żywym i realnym człowiekiem. Człowiek jest istotą zbyt skomplikowaną, wielowymiarową i nigdy nie będzie postępował według schematu. Nade wszystko ceni sobie własną wolę, nawet kaprys i cierpienie, ignorując uczone wywody i uogólnienia na swój temat. W tym właśnie tkwi owa dziwna "korzyść" człowieka. 

Swoje własne, wolne i niezależne chcenie, swój własny, choćby i najbardziej absurdalny kaprys, swoja fantazja, podrażniona czasem nawet do obłędu - to właśnie jest ta nie uwzględniona korzyść, która nie podlega żadnej klasyfikacji i od której wszystkie systemy i teorie stale rozlatują się w diabły.

Wolna wola nie może być niczym ograniczona, ani prawem, ani nauką, nie obowiązują jej żadne aksjomaty: "Zgadzam się, że dwa razy dwa równa się cztery to rzecz wspaniała; lecz jeśli już chwalić wszystko, to i dwa razy dwa jest pięć - bywa czasem przemiłą rzeczą". Bo człowiek myśli wyłącznie o sobie i swych prywatnych sprawach i stąd owo słynne: "Ponieważ świat ma się zawalić, czy ja mam nie wypić herbaty? Powiem: niech świat się zawali, byłem ja mógł zawsze pić herbatę".

Jest to protest przeciwko "mózgowej" organizacji życia, logice formalnej, intelektualnym spekulacjom, których autorzy uzurpują sobie prawo kształtowania ludzkiego życia bez uwzględniania jego nieprawdopodobnej złożoności i wolnej woli jednostki.

Spory wokół "Notatek". Część druga Notatek z podziemia jest sprawdzianem teoretycznych wyznań bohatera z części pierwszej. Okazuje się, iż "paradoksalista" to istota nieszczęśliwa, "ośmieszona mysz". Rzeczywisty paradoks tego dzieła polega na tym, iż mimo swego błazeństwa, kabotyństwa i przeszarżowanego anarchizmu antybohater Notatek w większości wypadków ma rację. Waga poglądów reprezentowanych w tekstach Dostojewskiego nie jest - jak to bywa w tradycji literackiej - uzależniona od kwalifikacji etycznej ich wyraziciela. Niemało sądów wypowiadanych przez postacie zdecydowanie "negatywne" (Swidrygajłow, Mikołaj Stawrogin) to kryptocytaty z listów pisarza. Wiele opinii "paradoksalisty", nawet te - jakby się wydawać mogło - najbardziej ryzykowne (np. pochwała wojny!) zostały później aprobatywnie powtórzone przez Dostojewskiego. Jednakże pogarda i obojętność wobec świata, programowy egoizm i samowola są mu zawsze obce. Bliska natomiast jest mu drwina z "rozumowego" ulepszania świata, wpychanie go w sztywne ideologiczne gorsety.

Notatki z podziemia to najwybitniejsza w piśmiennictwie światowym krytyka myślenia utopijnego. Utwór ten wykazuje, jakie zagrożenia powstają dla człowieka, jeśli dokonuje się absolutyzacji jednej jego cechy. Realizacja wizji człowieka jednostronnego, zredukowanego do jednego tylko - np. społecznego - wymiaru musi nieuchronnie doprowadzić do okaleczenia jego egzystencji. Utopia, która chce być realnością, może stać się nią tylko przy zastosowaniu przemocy, bowiem człowiek wolny nigdy na nią nie wyrazi zgody. Realizacja społeczeństwa idealnego musi w konsekwencji pociągnąć likwidację tego, co "nieidealne", a więc autentycznie ludzkie.

Notatki rodziły i rodzą nadal wiele kontrowersji. Jedni badacze uznają je za apologię irracjonalizmu i indywidualizmu, drudzy optują za bardziej wyważonym odczytaniem tekstu. Kontrowersje są czymś naturalnym w recepcji Dostojewskiego, jednakże casus Notatek z podziemia jest szczególny. Obecna, dostępna nam postać utworu jest bowiem niepełna, carska cenzura skreśliła istotny fragment, w którym autor prezentował program pozytywny, przeciwstawny nihilizmowi "paradoksalisty".

Świnie cenzorzy [z oburzeniem pisał Fiodor Michajłowicz do brata] fragment, gdzie szydziłem ze wszystkiego, a nawet dla pozoru bluźniłem, przepuścili, natomiast tamte, gdzie wykazałem potrzebę wiary w Chrystusie - zdjęli.

Gracz

Notatki z podziemia od Zbrodni i kary oddziela rzecz lżejszego kalibru - Krokodyl. Zdarzenia niezwykle czyli Pasaż w Pasażu (1865), świetne opowiadanie o fantastycznej fabule z polemiczno-parodystycznym podtekstem oraz powieść Gracz (1866), powstała w wyniku stenograficznej pomocy przyszłej żony autora. Rękopis nosił pierwotnie tytuł Ruletenburg, ale wydawca domagał się tytułu "bardziej rosyjskiego" i żądanie zostało spełnione.

Gracz ma w dużym stopniu charakter autobiograficzny. Dostojewski przedstawił tu dość dokładnie swe uczuciowe perypetie związane z Apolinarią Susłową (w powieści on jest Aleksiejem Iwanowiczem, ona - Poliną) oraz bezskuteczne próby uzyskania wielkiej wygranej w kasynach zachodniej Europy. W warstwie problemowej Gracz kontynuuje rozważania o Rosji i Europie, które autor sformułował w Zimowych uwagach o wrażeniach z lata. Cechą charakterystyczną tej stosunkowo mało znanej powieści Dostojewskiego jest po raz pierwszy tak jaskrawo zamanifestowana antypatia do Polaków.

 

III. "ZBRODNIA I KARA"

Geneza. Zbrodnia i kara powstała w latach 1865-1866. Dramatyczny brak pieniędzy, natarczywość wierzycieli, stała groźba więzienia za długi, częste i niezwykle wyczerpujące ataki padaczki, lekceważenie przez wydawców - w takich warunkach rodziło się jedno z największych arcydzieł geniuszu Dostojewskiego, powieść, która weszła do żelaznego repertuaru literatury światowej. Mimo tego powstaniu żadnego z dzieł pisarza nie towarzyszy taki entuzjazm autora, tak gruntowna praca nad poszczególnymi wariantami tekstu, postaciami głównych i epizodycznych bohaterów, poszukiwanie optymalnej kompozycyjnej architektoniki całości, czy zupełnie wyjątkowa u niego staranność w cyzelowaniu języka, stylu, drobnych szczegółów fabuły. Nasuwać to może nawet przypuszczenie, iż ciężkie warunki tym bardziej pobudzały wyobraźnię pisarza, tworzyły napięcie przydające wyjątkowej ostrości i autentyzmu konfliktotwórczym zderzeniom sprzecznych racji, które niezmiennie pozostają tworzywem wszystkich dzieł autora Biesów.

Powieść jest plonem wieloletnich przemyśleń, syntezą idei poprzedzających ją utworów. Szczególnie doniosłą rolę odegrały Notatki z podziemia, których lektura pomaga zrozumieć genezę idei Raskolnikowa i jego klęskę. Powieść nawiązuje też - jak zwykle u Dostojewskiego - do problemów żywo nurtujących wiek XIX, wiek kryzysu i negacji tradycyjnych ideałów i poszukiwania nowych. Zbrodnia i kara jest wynikiem intensywnej pracy nad jej ostatecznym kształtem artystycznym, a kolejne warianty wzbogaciły powieść o nowe wątki i szczegóły fabularne. W połowie 1865 roku w listach pisarza pojawia się roboczy tytuł: Pijaniutcy. To pierwsze stadium przyszłej Zbrodni. Pijaniutkich autor proponował wydawcy miesięcznika «Otieczestwiennyje zapiski», Andriejowi Krajewskiemu.

Powieść moja [pisał w liście do Krajewskiego] będzie nazywać się Pijaniutcy i będzie związana z aktualnym problemem pijaństwa. Analizuję nie tylko problem, ale również jego konsekwencje, głównie obrazy z życia rodzinnego, wychowanie dzieci w takich warunkach itd., itp. 

Wydawca odmówił przyjęcia propozycji i wtedy Dostojewski zwrócił się do redaktora miesięcznika «Russkij wiestnik», Michała Katkowa. W tym czasopiśmie Zbrodnia i kara została opublikowana po raz pierwszy w 1866 roku. Warto nadmienić, iż dziwnym zbiegiem okoliczności w tym samym czasie «Russkij wiestnik» drukował w odcinkach - pod pierwotnym jeszcze tytułem: Rok 1805 - drugą największą powieść literatury rosyjskiej - Wojnę i pokój Lwa Tołstoja.

Plan Pijaniutkich nie został zrealizowany. Był chyba mało ambitny, doraźnie publicystyczny, nie stwarzał okazji do głębszych refleksji i filozoficznych dociekań, choć problem niszczycielskich skutków alkoholizmu znalazł swe miejsce w ostatecznej wersji powieści, w dziejach rodziny Marmieładowów. Główna, "napoleońska" idea Zbrodni i kary nurtowała Dostojewskiego już w roku 1863, o czym świadczy zapis w dzienniku Apolinarii Susłowej.

Po zawarciu kontraktu ze Stełłowskim i zdobyciu pieniędzy w lipcu 1865 pisarz wyjechał za granicę, gdzie ukształtował się zasadniczy fabularny zrąb utworu. Po powrocie do kraju rozpoczyna się już intensywna i systematyczna praca. Pierwszy wariant powieści utrzymany był w konwencji narracji pierwszoosobbwej. Miał to być dziennik zabójcy, opowiadającego o dokonanym czynie, swych myślach i odczuciach.

Ta forma podawcza przydaje wprawdzie autentyzmu przeżyciom bohatera, ale ma i oczywiste negatywy: jest "jednogłosowa", redukuje świat przedstawiony do horyzontu subiektywnych doznań jednej postaci, Dostojewskiemu chodziło natomiast zawsze o stworzenie sytuacji obiektywnej umożliwiającej prezentację kilku różnych punktów widzenia oraz ukazanie szerszego kontekstu głównej idei. Ten czynnik zadecydował o wyborze narracji trzecioosobowej.

Do utrudnień, jakie towarzyszyły Dostojewskiemu w tym czasie, doszła jeszcze konieczność wywiązania się ze zobowiązań wobec Stełłowskiego. Praca nad Graczem odwleka dokończenie Zbrodni i kary. Ale to jeszcze nie koniec kłopotów. Do zwykłej państwowej cenzury, której poddawany był w owym czasie każdy drukowany tekst, doszła jeszcze cenzura wewnętrzna wydawcy. Bardziej nawet wymagająca i dotkliwsza niż pierwsza. «Russkij wiestnik» był organem politycznie zachowawczym i redaktorzy pilnie baczyli, by drukowane tu utwory nie zawierały nie tylko nieprawomyślnych, ale i dwuznacznych idei, a tymczasem dzieła Dostojewskiego były nawet już nie dwu- lecz wieloznaczne. Katkow i jego prawa ręka, prof. Mikołaj Lubimow, nie byli w stanie zrozumieć doniosłości przedstawionego im dzieła, szokował ich i niepokoił bunt Raskolnikowa, jego logiczne uzasadnienie i - co chyba najważniejsze - brak jednoznacznej przeciwwagi dla "nihilistycznej" argumentacji buntownika. Zrozumienie tego, że ewangeliczna prawda może być głoszona przez "upadłą kobietę" - Sonię Marmieładową, przekraczało ich możliwości. Był to przykład konfliktu między "homofoniczną" tradycją odbioru literatury a jej, właśnie przez Dostojewskiego realizowaną, dialogową istotą. Dzisiejsi badacze nie szczędzą słów potępienia dla Katkowa i Lubimowa, choć pretensje te brzmią dość ahistorycznie, bo podobne kłopoty w zrozumieniu tego dzieła miało i ma jeszcze dzisiaj wielu czytelników i badaczy.

Wbrew swej woli i niewątpliwie ze szkodą dla całości autor był zmuszony przeredagowywać i skracać niektóre partie tekstu, zacierać w nim ślady "nihilizmu". Również i te poprawki w większości nie zadowoliły redakcji.

Wszystko to, co Pan mówił [pisał Dostojewski do niezwykle pryncypialnego Lubimowa] spełniłem, wszystko jest rozdzielone, odgraniczone i jasne. "Lekturze Ewangelii" przydałem inny koloryt. Jednym słowem, niech mi będzie wolno liczyć na Pana: proszę mieć w opiece mój biedny utwór, dobry Mikołaju Aleksiejewiczu.

Gdyby był człowiekiem materialnie niezależnym, mógłby czekać, pertraktować, stawiać warunki. Ale nie mógł, ponieważ naglił brak pieniędzy. Błagalnie proszący ton listu problemu nie kończy, bo adresat dokonuje dalszych poważnych skrótów i przeróbek w części IV powieści, wskutek czego - jak można przypuszczać - rola Soni Marmieładowej została znacznie ograniczona. Szkoda tym większa, bo niepowetowana. Nie da się odtworzyć pełnego oryginału, który wyszedł spod pióra autora, gdyż Lubimow usunięte przez siebie fragmenty tekstu zniszczył. W identycznych prawie okolicznościach Dostojewski zmuszony będzie za parę lat zrezygnować ze zbyt "drastycznego" fragmentu Biesów.

Obraz Petersburga. Oprócz bohaterów-ludzi szczególne miejsce w Zbrodni i karze zajmuje jeden wszechobecny "bohater" - miasto Sankt Petersburg, które stanowi tutaj nie tylko tło wydarzeń, ich nastrojotwórcze otoczę, ale jest i - w pewnym sensie - współreżyserem i stymulatorem akcji, współtworzącym splot faktów i okoliczności, w których uczestniczą Raskolnikow, Swidrygajłow, Marmieładow.

Dostojewski pozostawał nieczuły na przyrodę, obojętny na zabytki architektoniczne, interesował się wyłącznie człowiekiem, stąd też akcja jego utworów rozgrywa się tylko w ludzkiej zbiorowości. Taką, naturalną zbiorowością jest miasto, dlatego typ talentu i charakter problematyki predestynowały go do odegrania roli największego z "urbanistów" w literaturze światowej.

Petersburg Zbrodni i kary pozbawiony jest fasadowo-reprezentacyjnych cech stolicy wielkiego imperium, brak tu - poza sporadycznymi wzmiankami - jego monumentalnych pałaców, świątyń czy głównej arterii - słynnego Newskiego prospektu, określających indywidualny koloryt tej opiewanej często w literaturze "Wenecji Północy". Akcja powieści usytuowana została w rejonie placu (właściwie - rynku) Siennego, w dzielnicy rzemieślników, ubogich mieszczan i lumpenproletariatu. Petersburg Zbrodni i kary jest prawie wyłącznie miastem cuchnących knajp, wąskich zaułków, ciasnych poddaszy i brudnych ("kuchennych") schodów.

Ale to tylko jeden wymiar miasta, jest bowiem ono miastem-syntezą, "miastem półwariatów", jak powie jeden z bohaterów, gdzie mieszkańcy poddani są nie tylko presji wspólnych bodźców psychicznych, złączeni fluidami przedziwnych nastrojów i przeczuć. Wyróżnia ich nawet wygląd fizyczny, wspólna "petersburska" cera.

Ówczesna stolica państwa została wzniesiona przez imperatora Piotra Wielkiego na bagiennych terenach w delcie rzeki Newy, jakby wbrew naturze i na przekór rodzimym tradycjom. Projektowali ją cudzoziemcy, jej mosty, monumentalne sobory, okazałe pałace i parki są oparte na zachodnioeuropejskich wzorach. W swym rozmachu Petersburg - przynajmniej w XIX stuleciu - mało miał wspólnego z typowymi "pachnącymi Rusią" grodami, jak Moskwa, Nowogród czy Suzdal, ich klimatem i kolorytem urokliwej swojskości i spokoju.

Petersburg był czymś diametralnie różnym i przez to stał się fenomenem silnie uświadamianym przez rosyjską inteligencję o poglądach słowianofilskich. W ich mniemaniu miasto inauguruje "petersburski" okres historii Rosji, przeciwstawiany przez słowianofilskich intelektualistów - "moskiewskiemu". W tych dwóch stolicach miały się ucieleśniać przeciwne sobie żywioły rosyjskiej duszy. Nic też dziwnego, iż - jak powszechnie sądzono - "europejskie", oderwane od rodzimej gleby teorie i nastroje tylko w Petersburgu mogły znaleźć sprzyjającą atmosferę. Problem Petersburga ma u Dostojewskiego, jak widzimy, dwa wymiary: "filozoficzny" i "fizjologiczny". Miasto nad Newą jest z jednej strony symbolem procesów historycznych doświadczanych przez Rosję, z drugiej - konkretnym środowiskiem, kształtującym przeżycia i reakcje człowieka.

Dostojewski zwraca zawsze wielką uwagę na materialno-środowiskowe uwarunkowania idei. Idea Raskolnikowa tłumaczy się nie tylko półfantastyczną aura miasta-zjawy. Równą doniosłość mają sprawy konkretne, np. to, że bohater mieszka w ciasnej klitce, że tak często włóczy się po rozpalonych lipcowym żarem ulicach i zaułkach, że na każdym kroku widzi nędzę, krzywdę i poniżenie ludzkiej godności, jakby zbierając materiał dowodowy dla swej teorii o naturalnej nierówności ludzi.

Petersburg Zbrodni i kary nie jest tylko symbolem rosyjskiego losu i realistycznym tłem akcji; to równocześnie obraz autentycznego miasta z lipca 1865 roku, kiedy rozgrywają się perypetie fabuły. Autentyczne są prospekty, ulice, zaułki i parki, dzisiejszy czytelnik bez trudu identyfikuje domy, w których "mieszkali" bohaterowie, doliczyć się może owych trzynastu schodów, po których wchodził do swej "trumny" Rodion Raskolnikow, odnajdzie nawet kamień, pod którym schował zrabowane lichwiarce pieniądze i precjoza.

Ten pedantyczny dokumentalizm topograficzny został dopełniony społecznym, bo przedstawione tu zjawiska społecznej patologii, alkoholizmu i prostytucji, są oparte na wiarygodnych obserwacjach ówczesnej publicystyki, autentyczne są też informacje z kroniki kryminalnej: "Wymienione w powieści przestępstwa rzeczywiście zostały dokonane, a pomysł zbrodni Raskolnikowa zrodził się prawdopodobnie pod wpływem relacji prasowych z sierpnia 1865 roku o moskiewskim zabójcy dwóch kobiet. Techniczna strona morderstwa, okoliczności grabieży w obu wypadkach są zbieżne. Z równą skrupulatnością odtworzone zostały w powieści warunki pogodowe lipca 1865 roku. W Petersburgu był on tak samo upalny, duszny i bezwietrzny, jak w Zbrodni i karze.

Mimo tego precyzyjnego osadzenia w konkrecie, sugestywnego odtworzenia kolorytu lokalnego i czasowego Zbrodnia i kara nie należy do literatury faktu, jest dziełem o wymiarze uniwersalnym i ponadczasowym. Jego istotę stanowi dociekanie "przeklętych problemów . Wyrażenia tego użył Dostojewski w słynnej mowie o Puszkinie i od tej pory stało się ono pojęciem-kluczem dla oznaczenia kręgu problematyki występującej w jego twórczości.

"Prosty rachunek" Główny bohater powieści, 23-letni były student wydziału prawa uniwersytetu petersburskiego, Rodion Romanowicz Raskolnikow, jest człowiekiem zbuntowanym przeciwko porządkowi świata. Potępia go za niezgodność z rozumem. Logika doprowadza Raskolnikowa do zanegowania norm moralnych. Ponieważ są sprzeczne z elementarnym "rachunkiem" i nie obowiązują wszystkich. Oto fragment rozmowy pewnego studenta z oficerem na temat lichwiarki Alony Iwanowny:

Sto, tysiąc dobrych poczynań [mówi student] można wesprzeć i zrealizować za pieniądze tej staruchy, które się zaprzepaszczą w klasztorze! Setki, może tysiące ludzkich istnień dałoby się skierować na właściwą drogę; dziesiątki rodzin ocalić od nędzy, rozkładu, zguby, od rozpusty, od wenerycznych szpitali - i to wszystko za jej pieniądze. Zabij [ją - powiada student do kolegi] i weź jej pieniądze, z tym że następnie z ich pomocą poświęcisz się służbie dla całej ludzkości, dla dobra powszechnego: jak sądzisz, czy tysiące dobrych czynów nie zmażą jednej drobniutkiej zbrodni? Za jedno życie - tysiąc żywotów uratowanych od gnicia i rozkładu. Jedna śmierć w zamian za sto żywotów - przecież to prosty rachunek!

To są właśnie jego, Raskolnikowa, myśli. Nie wszystkie i może nawet nie najważniejsze z tych, które pchnęły go na drogę zbrodni, ale od takiego punktu widzenia - jak w usłyszanej rozmowie - zaczynał budowę swej teorii. Sytuacja jest więc klarowna: dobre i sensowne jest tylko to, co można rozumnie, "matematycznie" udowodnić. To wyklucza imponderabilia, ważny jest generalny cel, jemu przyporządkowane są środki wykonawcze.

Ten wywód jest typowym przykładem racjonalistycznej etyki opartej na przeświadczeniu, iż rozum zniewala do czynienia dobra, albowiem dobro ma charakter pewnej oczywistości, jest normą, zło natomiast stanowi anomalię, zaprzeczenie praw rozumu.

Rodzi to nieuchronnie kilka pytań: na ile rozum pomaga w rozstrzyganiu dylematów ludzkiej kondycji? czy normy etyczne mogą być w zgodzie z intelektem i czy próby rozumnego urządzenia świata mają szansę realizacji w zgodzie z interesem jednostki? Dostojewski - nie tylko w Notatkach z podziemia - odpowiada na nie negatywnie, całe życie nie przestając polemizować z entuzjastami dogmatycznego racjonalizmu. Jest to polemika szczególna. Doniosłość jej tkwi nie w czysto intelektualnej argumentacji, lecz we wskazywaniu złych konsekwencji dobrych założeń. Innymi słowy: weryfikacji przesłanek rozumowych przez empirię czynów. W polemice tej ciągle powraca - tak wnikliwie postawiony w Notatkach z podziemia - problem ograniczeń rozumu, jego płycizn i bezsilności w uchwyceniu skomplikowanej materii ludzkiej egzystencji.

Złe skutki jako efekt złej woli nie są problemem filozoficznym. Pojawia się on, gdy zachodzi kolizja między intencjami a efektami. Dostojewski bada zło będące nie rezultatem zdeklarowanego amoralizmu, ale - znacznie częściej - humanistycznego uwrażliwienia na zło, niesprawiedliwość i ludzką niedolę.

Jako młody człowiek uczestniczył w poszukiwaniach rosyjskiej inteligencji lat 40-tych XIX wieku. Dominowała w nich problematyka etyczna, ona określała charakter ówczesnych dyskusji nad drogami rozwoju Rosji, ona też podyktowała takie a nie inne środki i metody konieczne do zrealizowania ideału sprawiedliwości i powszechnego szczęścia. Jednym z najżarliwszych poszukiwaczy tego szczęścia był Wissarion Bieliński, kluczowa postać tego okresu. Jedynie w Rozumie widzi on drogę do rozstrzygnięcia nurtujących współczesność problemów *[Oto jego wizja przyszłości: "Nie będzie bogaczy, nie będzie kiedyś carów ani poddanych, ale będą bracia, będą ludzie i, według słów apostoła Pawła, Chrystus odda swą władzę Ojcu, a Ojciec-Rozum znów zapanuje, ale już w nowym niebie i nad nową ziemią". Cyt. za: Walerij Kirpotin, Razoczarowanije i kruszenije Rodiona Raskolnikowa, Moskwa 1970, s. 76. Zrealizuje się to, sądzi Bieliński, na drodze rewolucyjnego przewrotu.]. Właśnie w atmosferze lat 40-tych, w kulcie heglizmu ustala się powszechnie później akceptowana zasada priorytetu wartości ogólnych nad jednostkowymi. Rodzi się filozofia "prostego rachunku", być może nie w tak wulgarnej wykładni, jak w przytoczonej rozmowie studenta z oficerem, lecz ciągle operująca matematycznym pojęciem "salda", "ogólnej sumy" interesu zbiorowego w zestawieniu z jednostkowym.

Dwie kategorie ludzi. Teoretyczne usankcjonowanie zbrodni to pierwszy krok na drodze do "najmądrzejszego" ładu. Ale krok drugi, tj. przelanie cudzej krwi, dokonany w powieści przez Raskolnikowa, wcale nie musi być "drugim" w porządku chronologicznym. Nie decyduje on o porządku przyczynowym, a stanowi jedynie psychiczne alibi, samousprawiedliwienie, na mocy którego morderca - przynajmniej do pewnego czasu - czuć się może przed sobą zwolniony z odpowiedzialności za dokonany czyn. I nie uważać go za zbrodnię.

Konsekwencją owego "drugiego" kroku miała być rewizja mitu o równości ludzi. Przemyślenia, obserwacje i zapewne liczne lektury utwierdzają Raskolnikowa w pewności, iż postęp dziejowy to zasługa jednostek wybitnych przynoszących nowe słowo, w imieniu którego mogą przekraczać istniejące prawa i normy aż da rozlewu krwi. Jest to druga, wyższa klasa rodzaju ludzkiego, pierwszą stanowią ludzie-materiał, budulec i nawóz historii.

Pierwsza klasa [tłumaczy Raskolnikow] jest zawsze władczynią teraźniejszości, druga klasa - władczynią przyszłości. Pierwsi zachowują świat i pomnażają go liczebnie; drudzy pchają świat naprzód i kierują go ku oznaczonym celom.

Raskolnikow jest przeświadczony, iż należy do drugiej kategorii i to, w jego mniemaniu, upoważnia go do nieliczenia się z moralnym kodeksem większości.

"Z powodu pewnej książki". W pierwszej rozmowie z sędzią śledczym Porfirym Pietrowiczem, której tematem była teoria dwóch kategorii ludzi, Raskolnikow przyznaje, że swój artykuł napisał "z powodu pewnej książki". Według najnowszych ustaleń jest nią książka Thomasa de Quinceya *[(1785-1859) O zabójstwie jako jednej ze sztuk pięknych, 1827] , co wszelako nie wyczerpuje źródeł inspiracji. Kreując postać swego bohatera Dostojewski nie ograniczał się do problemu psychologii zbrodniarza, czemu wyłącznie poświęcona jest książka de Quinceya i w głównej mierze artykuł Raskolnikowa. W artykule są pewne aluzje do teorii, którą, natarczywie indagowany przez śledczego, autor czuje się zmuszony wyłożyć.

Rzecz nie dotyczy więc samoświadomości zbrodniarza, lecz raczej dwóch kategorii ludzi, szczególnie tej ważniejszej - osobowości wybitnych, genialnych, zwalniających siebie od respektowania zasad przestrzeganych przez ludzką masę. W ten sposób pojawia się kapitalny problem indywidualizmu i moralnego relatywizmu.

Prawdopodobnie inspiracja idei Raskolnikowa nie ogranicza się do jednego, lecz pochodzi z wielu źródeł, wszak sam bohater powiada, że "było to tysiąc razy drukowane i czytane". Dwie słynne książki zawierają myśli podobne do tych, jakie nurtują Raskolnikowa: Maxa Stirnera (pseudonim Johanna Kaspara Schmidta, 1806-1856) Jedyny i jego własność (1845) oraz Historia Juliusza Cezara, dzieło cesarza Francuzów Napoleona III Bonaparte (1808-1873). Pojawienie się drugiej książki w 1865 roku stało się wydarzeniem w życiu intelektualnym ówczesnej Europy. Głównie oczywiście ze względu na osobę autora.

Książka Stirnera jest skrajnym manifestem filozofii egocentryzmu, apologii "Ja" nieredukowalnego do nadrzędnych, nadjednostkowych kategorii, idei i wartości. To "Ja" jest bytem autonomicznym i samotnym, wolnym od ograniczeń narzucanych przez zbiorowość, kulturę i religię. Wszystko to tyrania fikcji, pozorów i urojeń. Obiektywnie i wyłącznie istnieje tylko "Ja". Stirner protestował w ten sposób przeciwko myśleniu w kategoriach systemu, przeciwko kodyfikacji zachowań i podporządkowywania ludzkiego ducha nadrzędnym wartościom i pojęciom. Książka ta jest w historii najbardziej zdeklarowanym konsekwentnym manifestem anarchii.

W dwadzieścia lat później pojawia się książka podobna duchem do tego manifestu: Historia Juliusza Cezara. Ale tylko podobna.

Cóż może być bardziej bezsensownego [pisał autor-cesarz] niż nieprzyznawanie wyższości tym wyjątkowym istotom, które pojawiają się w historii od czasu do czasu i na podobieństwo latarń morskich rozpraszają mrok swej epoki, oświetlają przyszłość.

Oczywiście, "Jedyny" Stirnera nie jest w stanie być "latarnią" i nie marzy o rozświetlaniu komukolwiek drogi. Jest właśnie "jedyny" i samowystarczalny, nie myśli o transcendencji poza siebie. Raskolnikowa takie ambicje jednak nawiedzają. Wielcy i genialni ludzie nie są nimi przez swą "jedyność", ale w stosunku do ludzi małych i pospolitych. Wielkość ich ma charakter, by tak rzec, "relacyjny", a bohatera Stirnera - absolutny. Zbrodnia i kara nie jest polemiczną reakcją na jedną książkę, ale wobec wielu książek i wielu idei, których wspólnym motywem jest akcentowanie wrodzonej nierówności ludzi i zasad uświęcania środków przez wzniosłe cele.

"Drżąca kreatura" czy Napoleon? Inspiracje epoki, negacja etyki chrześcijańskiej, przeświadczenie o nieuchronności postępu, który musi pociągnąć za sobą koszty i ofiary, legły u podstaw eksperymentu podjętego przez ubogiego petersburskiego eksstudenta. Chodziło mu nie o ulżenie innym, lecz odpowiedź na pytanie: "Czy jestem drżącą kreaturą, czy też mam prawo?".

Wynik eksperymentu okazał się negatywny, Raskolnikow ponosi klęskę jako kandydat na nowego Napoleona, ale zwycięża jako człowiek, choć droga do samouświadomienia tego zwycięstwa, że jest ono zwycięstwem właśnie a nie klęską, będzie drogą przez mękę. Alternatywa: "kreatura albo Napoleon" jest fałszywa. Jej konsekwencją musi być wartościowanie człowieka w wymiarze jego historycznej doniosłości i dokonującego się rzekomego "postępu". Celem i wartością najwyższą staje się "postęp", narzędziem i środkiem jego osiągania - konkretny człowiek.

Pytanie Raskolnikowa było źle postawione, jego konkluzją była zbrodnia. Nie okazał się ani "kreaturą" ani Napoleonem, ani "Jedynym", jak rozumiał go Stirner, ani herosem na miarę Juliusza Cezara i jemu podobnych. Motywacja jego czynu jest splotem sprzecznych uwarunkowań. Rezultaty nie potwierdziły jego kalkulacji. Pierwotny zamiar niesienia pomocy "skrzywdzonym i poniżonym" był nie do pogodzenia z myślą o swoim samowystarczalnym napoleonizmie. Zresztą - jak czytelnik powieści się przekona - altruistyczny motyw okazał się niczym innym jak tylko próbą podpierania humanistyczną frazeologią celów nic wspólnego nie mających z humanizmem.

Dwaj ludzie w jednym. Historię Raskolnikowa możemy podzielić na dwa etapy: "teoretyczny" i "praktyczny". W pierwszym współistnieją jeszcze dwie przesłanki jego czynu: altruistyczna i napoleońska, druga ujawnia, że współczucie dla cierpiących bliźnich było jedynie samookłamywaniem. Przelana krew stała się granicą oddzielającą jednego Raskolnikowa od drugiego: "altruisty" od "zabójcy". W odróżnieniu od spiżowego cesarza Francuzów, którego pragnie naśladować, okazał się człowiekiem rozdwojonym między racją rozumu i racją serca.

Pierwsza jest prosta i logiczna: dla większego dobra należy podjąć ryzyko mniejszego zła *[W związku z tym motywem postępowania Raskolnikowa Jurij Kariakin cytuje zdanie Hegla: "Bicie serca w imię dobra ludzkości przechodzi w bezgraniczne szaleństwo ambicji". Świadomość Raskolnikowa to - Kariakin w dalszym ciągu posługuje się określeniami niemieckiego filozofa - "nieszczęsna świadomość", która jest "wolnością pozostającą jeszcze wewnątrz niewolnictwa", Jurij Kariakin, Samoobman Raskolnikowa. Roman F. M. Dostojewskogo "Prtestuplenije i nakazanije", Moskwa 1976, s. 58 i 59.]. Ale racja serca, "nieobliczalna" i nie poddająca się matematycznej manipulacji, okazuje się silniejsza i ona decyduje o klęsce przedsięwzięcia. Czytelnik z napięciem śledzi to zmaganie się dwóch judzi w jednym, widzi poszczególne fazy klęski. I zwycięstwa. Już po podjęciu decyzji o zabójstwie Raskolnikow przeżywa okropny sen: widzi jak pijany Mikołka zakatował biedną szkapinę. Sny są częstym chwytem w prozie Dostojewskiego, transformują one wewnętrzny stan bohatera, "zdradzają" go lepiej niż słowa.

- Boże! - zawołał [Raskolnikow po przebudzeniu] - Czyż ja naprawdę, rzeczywiście wezmę siekierę, zacznę walić po głowie, zmiażdżę jej czaszkę... będę się ślizgał w lepkiej, ciepłej krwi, wyłamywał zamek, kradł, dygotał? Czyż będę się ukrywał, cały zalany krwi... z siekierą?... Jezus Maria, czyżby?

Ten okrzyk przerażenia ukazuje samopoczucie przyszłego zbrodniarza, jakże dalekie do tego, jakim winien odznaczać się kandydat na Napoleona. Na każdym kroku widzimy jego rozdwojenie, brak konsekwencji, dramatyczną zmienność nastrojów i myśli. Przypadkowo wplątuje się w historię tragicznej rodziny Marmieładowów, oddaje resztę grosza nieszczęśliwej żonie pijaka, nie może obojętnie przejść obok skrzywdzonej dziewczyny, chociaż się w pewnym momencie "reflektuje" pojmując "nierozsądność" swej interwencji. Bo czyż ktoś, kogo czekają tak doniosłe dokonania, powinien zniżać się do takich "drobiazgów"? Rozprawa sądowa ukaże więcej takich niekonsekwencji: uratowanie z pożaru małych dzieci, opieka nad biednym kolegą i jego starym ojcem.

Wewnętrzna dysharmonia jest źródłem straszliwej udręki, zabójstwo jeszcze ją wzmocni. Przelana krew eliminuje go z ludzkiej społeczności, stawia poza nawiasem "zwykłych" ludzi. Widzi to, gdy boją się go matka, siostra i Sonia. Czuje się coraz bardziej obco w ich towarzystwie, piętno zbrodni nie daje mu spokoju. Jest to właśnie głos serca, choć miał w przeszłości momenty, gdy chłodny intelekt dominował nad jego zachowaniami. Nieprzypadkowo Razumichin "wypalił" do Pulcherii Iwanowny o jej ukochanym synu: "on nikogo nie kocha: może nawet nie pokocha nigdy". Mówił o zmienności nastrojów przyjaciela i właśnie ten nastrój: "nikogo nie pokocha" zapewne towarzyszył rozmyślaniom Raskolnikowa nad nierównością ludzkiego gatunku. Tylko pod wpływem takiego nastroju mógł zrodzić się plan zabójstwa Alony Iwanowny, bo plan taki wyklucza uczucia miłości do kogokolwiek.

Klęska rozumu. Po zrealizowaniu planu Raskolnikow przekonał się, iż, niestety, nie jest człowiekiem niezwykłym, że wprawdzie "zabił zasadę", lecz nie sprawdził się jako Nadczłowiek. Cały jego rachunek okazał się absurdem. Chciał zabić "wesz", odrażającą i niczyjego współczucia nie wzbudzającą staruchę. Miał to być, jak się wydawało ze wstępnych kalkulacji, sterylnie czysty eksperyment, tymczasem śmierć poniosła również ciężarna Lizawieta, a liczba ofiar jeszcze wzrośnie. Wśród nich znalazła się matka zabójcy, która umiera zadręczona niepokojem o swego ukochanego Rodię. Ofiarą eksperymentu byłby również i Mikołka, gdyby Raskolnikow nie poszedł na policję. Zbrodnia zatoczyła szerszy krąg: nieboszczka Lizawieta wymieniła z Sonią krzyże i zgodnie z prawosławnym obyczajem stała się jej siostrą. Dlatego w czasie drugiej wizyty u niej Raskolnikow "patrzył na Sonię i raptem w jej twarzy zobaczył jakby twarz Lizawiety". To jeszcze jeden cios dla jego złudzeń.

Plan został wykonany z nadwyżką, a logiczna nieuchronność takiego rozwoju wydarzeń jest oczywista. Raskolnikow może tłumaczyć się tylko fatalnym zbiegiem okoliczności, albo - gdyby lepiej opanował kunszt dialektycznych wykrętów - szlachetnością intencji, że niby "subiektywnie" chciał jak najlepiej, ale "obiektywnie"... Jeszcze raz okazało się, iż kryterium oceny danej teorii nie mogą być jej deklarowane cele, lecz praktyczne rezultaty. Raskolnikow dostrzega niedorzeczność swej zbrodniczej przygody, do której doprowadziła go wiara w rozum. W ten sposób autorytet rozumu został podważony.

Wyraźnie pojął, że dokonał zbrodni również na sobie samym. Przy pomocy kazuistycznych sofizmatów chciał zabić moralną wrażliwość, której chyba u siebie w takim stopniu nawet sam nie podejrzewał, bowiem imponderabilia nie poddają się rachunkowi sylogistycznych operacji.

Sonia Marmieładowa. Postać Soni symbolizuje pozytywny ideał Dostojewskiego. To "prawda wiary", przeciwieństwo "prawdy rozumu" reprezentowanej przez Raskolnikowa.

Konflikt Raskolnikow - Sonia jest konfliktem dwóch światopoglądów, opozycją rozumu i wiary. W swych pięciu wielkich powieściach Dostojewski realizuje filozoficzne credo wschodniego chrześcijaństwa, wyżej stawiającego objawioną "prawdę Chrystusa" przed prawdą intelektu. Dlatego idąca z Zachodu prawda Kanta, Hegla, Maxa Stirnera, prawda socjalizmu, prawda rozumnego urządzenia świata i nieuchronności historycznego postępu, prymatu spraw ogólnych nad jednostkowymi będzie przez niego konsekwentnie dezawuowana prawdą głoszoną w pismach wielkich świętych prawosławnych; na niej też oparte jest jego przekonanie o odmienności drogi rosyjskiej od europejskiej, wizyta u Soni jest dowodem, iż Raskolnikow zaczyna mieć świadomość pełnej przegranej. U niej właśnie szuka ratunku. Na razie jakby w poczuciu przestępczej solidarności:

Czyżeś nie uczyniła tego samego? Tyś także przekroczyła... Zdołałaś przekroczyć. Podniosłaś rękę na siebie, zaprzepaściłaś życie...

A więc on też swe życie uważa za zaprzepaszczone.

Jest to spotkanie dwóch światów i sprzecznych prawd. Sonia nie może podjąć dyskusji z gościem, podobnie jak nie mógł dyskutować ze starszym bratem bohater ostatniej powieści Dostojewskiego - Alosza Karamazow. Sonia nie jest w stanie "udowodnić" gościowi, że popełnił zbrodnię, bo jest na to "za głupia", zbyt bezradna i niesprawna w szermierce słownej. Jej mądrość jest jednakże wyższa od mądrości intelektu. "Przyjąć cierpienie i odkupić się przez nie" - oto co ma do powiedzenia zabójcy. To nie tylko słowa, bo całe jej życie jest cierpieniem, poniżeniem, ofiarą i wybaczeniem. W pokorze znosi życiowy krzyż, pokorą, współczuciem a nie argumentacją pomaga zagubionemu zbrodniarzowi odnaleźć drogę prawdy. "Głupota" Soni jest niepomiernie mądrzejsza od inteligencji przyzwalającej na krew.

"Żywe życie". Główny konflikt powieści rozgrywa się w dwóch planach. Podstawowy to zderzenie światopoglądowe Raskolnikow - Sonia, planem drugim jest antynomia zbrodniczej idei i "żywego życia", czyli tego, co stanowi zaprzeczenie spekulacji i teoretyzowania. Prawdę "żywego życia" sformułował Porfiry Pietrowicz zwracając się do Raskolnikowa: "niech pan odda się życiu wprost, bez rezonerstwa, niech pan się nie boi: ono samo wyniesie na brzeg i postawi na nogi".

Wrogiem tego błogosławionego żywiołu jest wszelka sztuczność, to co rezonerzy autora, Razumichin i Porfiry Pietrowicz, nazywają "abstrakcyjną grą umysłu", "teorią", "książkowymi urojeniami". Rolę szczególną odgrywa tu Razumichin, prosty, spontaniczny i czysty młody człowiek. Ironizuje on nad "postępowymi głuptasami", dla których wszystko jest tak proste, wszystko da się zaprogramować i przewidzieć, gorąco broni "żywego procesu życia" i "żywej duszy". "Z pomocą samej tylko logiki [powiada] nie da się przeskoczyć natury". Bo logika i teoretyzowanie to wewnętrznie zamknięty i samo obsługujący się system, często nic wspólnego nie mający z realnym procesem życia.

Refleksja i kult myśli odrywa człowieka od natury, wyobcowuje go z ludzkiej społeczności, a w dalszej konsekwencji pozbawia wewnętrznego ładu i moralnej intuicji. To nieuchronnie prowadzi do rozpadu i degradacji osobowości. Podobna konkluzja jest jednym z lejtmotywów światopoglądu Fiodora Dostojewskiego.

Swidrygajłow. Idea w dziele Dostojewskiego nigdy nie jest wyspekulowaną abstrakcją, jest zawsze personifikowana, głęboko przeżyta w indywidualnej świadomości, wszechstronnie teoretycznie rozważana i praktycznie zweryfikowana. Jej nosiciel bywa zwykle "inwigilowany" przez system luster uwydatniających dominującą cechę jej wyraziciela, a ujawnioną dopiero w jej praktycznych konsekwencjach. Takim "odbiciem" Raskolnikowa jest cynik i nihilista Arkadiusz Swidrygajłow, który w rozmowie z Rodionem Romanowiczem rzuca charakterystyczną uwagę: "między nami jest coś wspólnego". Raskolnikow jakby przygląda się w swym rozmówcy i z przerażeniem musi sobie uświadomić - choć tego wprost nie mówi - że łączące ich "coś" to zakwestionowanie norm etycznych, które niezależnie od motywacji i pięknych teoretycznych uzasadnień zawsze przynosi jeden skutek: duchową pustkę i zbrodnię.

Dla Raskolnikowa Swidrygajłow stał się jakby bliźniakiem, wiadomość o jego samobójstwie ("Raskolnikow czuł się tak, jakby coś runęło na niego i przytłoczyło go") jest dlań ostatecznym potwierdzeniem przegranej. Swidrygajłow uwydatnia sobą rozdwojenie Raskolnikowa, zabójcy dwóch kobiet, który jednakże swemu rozmówcy w napastliwym tonie prawi morały o jego "ohydzie", "rozpuście" i "nikczemności". Wstrząśnięty jest faktem podsłuchiwania pod drzwiami.

Skoro zaś jest pan przekonany [replikuje Swidrygajłow] że pode drzwiami podsłuchiwać nie wolno, natomiast wolno grzać staruszki po łbie, czym popadło, ile dusza zapragnie, to niechże pan czym prędzej wyjeżdża gdzieś do Ameryki!

Trudno o trafniejszą konkluzję: nie można przelewać krwi i równocześnie być tak komicznie przewrażliwionym w kwestiach bon tonu. Ta konfrontacja jest jedną z najcięższych porażek doznanych przez Raskolnikowa.

Swidrygajłow popełnił samobójstwo. Śmierć ta jest aktem rozpaczy, przerażenia i odrazy do życia. Opis ostatnich godzin samobójcy należy do najbardziej wstrząsających stron prozy Fiodora Dostojewskiego, dorównując pod tym względem finałowej scenie Idioty. Raskolnikow też rozważał ewentualność dobrowolnego odejścia z życia, jego też - jak Swidrygajłowa - myśl o śmierci napawała obrzydzeniem, ale na krok ten się nie zdecydował. Zwyciężyło "żywe życie". Amoralizm Swidrygajłowa jest martwotą, jego autorefleksja ma charakter zabójczy, dlatego fizyczna śmierć staje się tu czymś oczywistym i koniecznym.

Postać ta jednakże nie może być zredukowana wyłącznie do "usługowych" funkcji wobec głównego bohatera, jest bowiem osobowością żywą w całym skomplikowaniu wewnętrznych motywacji. Swidrygajłow nie jest demonem zła, wykazuje również skłonności do czynów dobrych i bezinteresownych: urządza w przytułku sieroty Marmieładowów, ułatwia Soni wyjazd na Syberię, jego skrucha rehabilituje w oczach Marfy Pietrowny Dunię, co w efekcie przynosi te szczęśliwe trzy tysiące uniezależniające dwie bezbronne kobiety od Łużyna.

Łużyn i Lebieziatnikow. Postaciami "sobowtórnymi" wobec Raskolnikowa i jego idei mogą być Łużyn i Lebieziatnikow. Nuworysz Łużyn ma snobistyczny pociąg do "postępu", drwi z "marzycielskich i romantycznych" idei, jest wyznawcą światopoglądu "naukowego", bo nauka uczy go: "ukochaj przede wszystkim siebie, wszystko bowiem w świecie zasadza się na korzyści osobistej". To drapieżny bourgeois, przedstawiciel nowej klasy posiadaczy. W tym zapewne jest bardzo daleki od biednego Raskolnikowa, ale przecież obaj, choć "z różnych pozycji", dochodzą do tego samego wniosku: że myśleć należy wyłącznie o sobie. Środki do osiągnięcia podobnych celów są również podobne. Gdy Łużyn oburzył się z powodu dokonanego zabójstwa lichwiarki Alony Iwanowny, Raskolnikow wtrącił zjadliwie: " - Proszę wysnuć ostateczne wnioski ze swych kazań, a wypadnie, że wolno zarzynać ludzi...".

Owe "ostateczne wnioski" zaczął wyciągać już sam Raskolnikow wcześniej, wyciąga je Porfiry Pietrowicz, zresztą cała fabuła Zbrodni i kary jest konsekwentnym wyciąganiem wniosków z jednej idei.

Kolejnym dopełnieniem Raskolnikowa jest głupiutki Andriej Lebieziatnikow (ros. lebiezit' - przymilać, przypochlebiać się). Negacja prawd moralnych otrzymuje w powieści jakby trzy gradacyjne personifikacje: w Swidrygajłowie, Łużynie i Lebieziatnikowie. Stopień pierwszy to nihilizm autodestrukcyjny, drugi - egoistyczny, trzeci - groteskowo-komiczny.

Psychologia zbrodni. Zbrodnia i kara przypomina powieść kryminalną, ale nią nie jest. Schemat fabularny nie został podporządkowany tropieniu zbrodniarza. Znamy go od początku, dodatkowym zaprzeczeniem poetyki detektywistycznej jest szczegółowy opis przeżyć przestępcy.

Ten ostatni motyw przywodzi na myśl wiele sytuacji i refleksji ze Wspomnień z domu umarłych. Tak samo jak tam, i tu zbrodnia jest wynikiem zbiegu okoliczności i skutkiem dziwnego wewnętrznego przymusu. Raskolnikow przypadkowo podsłuchał rozmowę w traktierni, która utwierdza go w słuszności podjętego zamiaru. Datę jego wykonania wyznacza "za niego" ślepy los: wracając ze spaceru przypadkowo skręcił na plac Sienny (którędy nigdy nie chodził!), gdzie z przypadkowo zasłyszanej rozmowy dowiedział się, że jutro Alona Iwanowna będzie wieczorem w domu sama, co było nadzwyczajną rzadkością. Jest to ciąg jakby specjalnie przez kogoś wyreżyserowanych zdarzeń,

jakby ktoś go wziął za rękę i powlókł za sobą, nieodparcie, na ślepo, z niewiarygodną siłą, bez możliwości sprzeciwu. Jak gdyby zahaczył połą ubrania o tryby maszyny i ta zaczęła go wciągać.

To wszystko nie zmniejsza jego odpowiedzialności. Świadom jest swego czynu, sam go przecież teoretycznie przygotował, mimo iż proces wykonawczy przebiegał przy jego ograniczonej świadomości.

Zmartwychwstanie. Męki sumienia, potworny duchowy zamęt, przerażenie i odraza do samego siebie doprowadzają go niemal do utraty zmysłów i ciężkiej choroby. Te cierpienia są karą za zbrodnię, ale są również szansą odrodzenia. "Cierpienie i ból są nieodłączne od rozległej świadomości głębokiego serca". W jego mniemaniu były to cechy wielkich ludzi, ale w podtekście kryła się tu autocharakterystyka, choć wielkości, o jakiej marzył, nie osiągnął. Jednak cierpieniem i udręką dowiódł głębokiego serca i to dawało mu szansę ratunku. Będzie ją miał także Iwan Karamazow (Bracia Karamazow), ale nie będzie jej dla Swidrygajłowa ani Mikołaja Stawrogina (Biesy), albowiem "rozległa świadomość" amputowana od serca oznacza samozniszczenie.

O Napoleonie-Nadczłowieku, któremu wszystko wolno, o argumentach uzasadniających podział ludzi na dwie nierówne klasy wiemy wszystko. O tym jednak, jak sam Raskolnikow wyrzeka się swej przestępczej idei, jak stopniowo wali się w gruzy obraz świata, który sobie wymyślił, nie wiemy prawie nic. Proces jego duchowej odnowy jest tajemnicą, bo to zjawisko niewyrażalne w słowach, widoczne pośrednio tylko w gestach, mimice, dramatycznie zmiennych nastrojach bohatera, który sam nie jest w stanie zapanować nad nimi.

Wyrażać i artykułować - zdaje się mówić autor - można racje rozumowe; "żywe życie" i fenomeny moralne egzystują w wymiarze tajemnicy. Przebieg wewnętrznej walki Raskolnikowa, poszczególne fazy odchodzenia od swych przekonań, moralne dojrzewanie pod wpływem Soni, lektury Ewangelii, przeżyć katorgi, obserwacji współtowarzyszy odosobnienia i ich irracjonalnego pędu do życia - wszystko to jest jakby w półcieniu i nawet sam zainteresowany "nie wiedział, jak to się stało". Nie wiedział "jak", ale wiedział "co". Czytelnik też nie ma w tym względzie najmniejszych wątpliwości, choć droga dojścia do owego "co" pozostanie zawsze kwestią indywidualną.

"Zmartwychwstanie" nie jest metaforą z języka religii, Dostojewski nie ukrywa głębokiego przeświadczenia, iż zakwestionowanie boskiego porządku ludzkiego bytu musi doprowadzić do skutków katastrofalnych. Tradycja dotychczasowej recepcji Zbrodni i kary dowodzi, iż motywacja religijna w jej ortodoksyjnej postaci nie musi być bezwarunkowo przyjmowana. Na początku katorgi Raskolnikow obawiał się, że Sonia zadręczy go Ewangelią, będzie mu natrętnie przypominać o jego ciężkim grzechu i konieczności pokuty. Tak się nie stało. Podobnie postępuje pisarz wobec czytelnika. Siła tej wielkiej powieści nie tkwi w jej publicystycznie manifestowanej, perswazyjnej religijności, lecz bardziej w uniwersalnej intuicji etycznej zbudowanej na poszanowaniu podmiotowości człowieka. Wartości wspólnej dla humanizmu religijnego i laickiego.

Zbrodnia i kara nie stała się, jak pierwotnie zakładał autor, autoanalizą zabójcy referującego swe przemyślenia i odczucia. Narracja w trzeciej osobie ukazuje pełną dramaturgię wewnętrznych rozdarć Raskolnikowa oraz drogę wychodzenia z duchowej i moralnej depresji. Struktura powieści, zarówno w jej planie fabularnym, jak i filozoficznym, ma charakter otwarty, obszar zagadki, tajemnicy, niedopowiedzenia, aluzji jest tu elementem bardzo istotnym. Zbrodnia i kara jest pierwszym w twórczości Dostojewskiego przykładem usamodzielnienia się bohatera, stającego się suwerennym podmiotem akcji. Autor jest tu jakby - na równi z czytelnikiem - jednym z komentatorów i dyskutantów w toczącym się sporze.

Kontrowersje wokół powieści. Wspomniane wyżej powody są przyczyną, że odczytań powieści było tak wiele. Jedni - m. in. Friedrich Nietzsche - chcieli widzieć w Zbrodni i karze apologię indywidualizmu Nadczłowieka stawiającego się poza dobrem i złem, dla innych była ona potwierdzeniem bankructwa etyki chrześcijańskiej, jeszcze inni genezę zbrodni skłonni byli upatrywać nie w teorii dwóch klas, lecz w ciężkiej sytuacji materialnej byłego studenta. Te wersje odczytań są jednostronne, stwarzają tylko pozory prawdy osiąganej upraszczającym eksponowaniem jednych motywów i racji kosztem innych.

Tekst powieści nie pozostawia wątpliwości, iż ideał Nadczłowieka jest ślepym zaułkiem. Ewentualnym źródłem nieporozumień w tej kwestii może być jedynie obiektywizm w prezentacji filozofii indywidualizmu, którą Raskolnikow się podpiera i okoliczność, iż, jako człowiek dumny i ambitny, do końca nie przyznaje się do porażki wynajdując samousprawiedliwienia i okoliczności łagodzące. Może mówić o swej "małoduszności" czy "nijakości", ale są to wszystko wybiegi zranionej ambicji człowieka beznadziejnie zaplątanego w sieci oszukańczej filozofii. Dla czytelnika ważne są nie wyjaśnienia zainteresowanego, lecz głównie konsekwencje jego czynu, pasmo nieszczęść, jakie sprowokował.

Dostojewski nie daje czytelnikowi przeżutej papki, stawia problemy w ich życiowym autentyzmie, bez propagandowych ujednostronnień i deformacji. To powoduje, iż ingerencja autorska, w ogóle obecność autora, są prawie niezauważalne. Ta okoliczność i brak dydaktycznego moralizmu może czynić wrażenie, iż pisarz zdaje się podzielać stanowisko bohatera, że jest całkowicie na poziomie jego rozterek i wahań. Recepcja taka nie uwzględnia artystycznej specyfiki prozy Dostojewskiego, w której stanowiska spierających się stron referowane są z maksymalną bezstronnością. Powieść polifoniczna nie oznacza wszakże zabawy w pro i contra, rozpadu całości na wzajemnie wykluczające się głosy. Układa się ona przecież w logicznie spójny układ prawd, wynikiem którego jest jedna nadrzędna prawda. W danym przypadku tą prawdą jest osąd zbrodni Raskolnikowa, samo pojęcie zbrodni i kary za nią *[Dla niektórych autorów zasadnicze konkluzje powieści są wrażone w odmienny, pozalogiczny i pozasłowny sposób. "Dokoła przykazania «nie zabijaj» - pisze Stanisław Mackiewicz - powstaje hałas ludzkich argumentów i kontrargumentów, hałas tak wielki, że w ogóle już nic nie słychać, ale oto pojawia się czynnik mistyczny i bez słów, milcząco, lecz potężnie, mocarnie sprawia, że wszyscy rozumiemy, iż morderstwo dla dobrych celów udać się nie może, że to jest nonsens, głupstwo, grzech. Dostojewski nikomu w usta w swej powieści nie wkłada tych pouczeń i to, co najważniejszego chce w swej powieści powiedzieć, wypowiada w sposób nieuchwytny, nastrojowy, sugestywny. To jest książka wielkiej wiary", S. Mackiewicz, op. cit., s. 153.].

Dość rozpowszechniona jest socjologiczna interpretacja postępowania Raskolnikowa, dominująca w pewnym okresie w radzieckiej nauce. Zgodnie z tym stanowiskiem czyn biednego eksstudenta jest desperacją nędzarza. Byłoby to bezkrytyczne przyjęcie "poglądu socjalistów", o którym wspomina Razumichin, polegającego na przekonaniu, iż człowiek jest biernym produktem środowiska, że ono właśnie odpowiada za jego postępki i że "gdyby dać społeczeństwu ustrój normalny, wszystkie zbrodnie znikną od razu, jak zdmuchnął, i wszyscy w mig staną się cnotliwi".

Jest to nieporozumienie, bowiem sam Raskolnikow "wygadał się" do Soni, że nie bieda pchnęła go do zbrodni, że mógłby, gdyby chciał, pracować i poprawić swój byt. Jak Razumichin. Ale się "zeźlił" i postanowił działać radykalnie. Więc nie przymus materialny tu zawinił, lecz założenie, iż jedni, "mądrzy i silni", mogą pluć na prawa i zasady, a inni skazani są na wegetację pokornego stada.

Sytuacja materialna nie jest najmniejszym rozgrzeszeniem dla zabójcy, nawet odwrotnie: fakt, że jest biedny, pogarsza sytuację jego i jego najbliższych. Okoliczności przestępstwa stają się nie świadkami obrony, lecz oskarżenia.

Psychologia Raskolnikowa jest psychologią zbrodniczej świadomości. Oburzenie z powodu ludzkiego cierpienia i dobre intencje są demagogią, jeśli ich konsekwencją jest cierpienie i krew innych. To przykład abstrakcyjnego humanizmu składającego na ołtarzu "powszechnego" (wspólnego) szczęścia dobro "jednostek", dopuszczającego przemoc jako "mniejsze zło" w tworzeniu dobra "większego". Humanizm taki jest abstrakcją, bowiem w imię fikcji poświęca realność - los konkretnego człowieka.

Zbrodnia i kara udowadnia, iż zabijanie jest zawsze zabijaniem "dla siebie", nie dla innych, przypomina, że rozgrzeszanie środków rzekomo szlachetnymi celami jest jednym z najbardziej kłamliwych i niebezpiecznych wybiegów pseudohumanizmu, gdyż kryterium wszelkiego humanizmu musi być poszanowanie autonomii ludzkiej osoby, wyrażone w zasadzie: "nie zabijaj!".

Raskolnikow został zwyciężony przez "żywe życie", wyzbył się teoretyzowania i odzyskał wewnętrzną harmonię: "Zamiast dialektyki przyszło życie i w świadomości musiało się wypracować coś zupełnie innego". Tak zrodził się nowy człowiek. Droga, którą przebył bohater Zbrodni i kary, stanowi szczególne doświadczenie moralne i filozoficzne, którego przypominanie nie traci aktualności wobec współczesnych zagrożeń, kryzysów i zbyt uproszczonych odpowiedzi na wciąż te same "przeklęte pytania".

Kształt artystyczny. Poetykę powieści Dostojewskiego omawiam w rozdziale VI, warto tylko zasygnalizować niektóre cechy Zbrodni i kary, powieści, w której wszystkie elementy składowe doprowadzone są do klasycznej wyrazistości, tak w sensie gatunkowym, jak i komponentów tła, ekspresji pozasłownej (nastrojowość, symbolika) oraz znaczących rekwizytów tła: pejzażu miasta i wnętrz mieszkalnych.

Dostojewski tworzył swe powieści odwołując się do wielu tradycji. Zbrodnia i kara zbudowana jest, formalnie rzecz biorąc, na klasycznej intrydze kryminalnej, ale pozostały w niej jedynie zewnętrzne atrybuty tego gatunku. Klasyczna powieść kryminalna to intelektualna łamigłówka, której celem jest rozstrzygnięcie zagadki zbrodni, co w oczywisty sposób wyklucza zarówno psychologizm, problematykę etyczną, jak i filozoficzną: zbrodniarz rozmyślający, a tym bardziej przeżywający swój czyn nie może być bohaterem powieści kryminalnej. Moment ujęcia zbrodniarza jest w powieści detektywistycznej finałem fabuły, a detektyw to wyłącznie przemyślny tropiciel zabójcy, nie zaś - jak Porfiry Pietrowicz - jego partner w zasadniczej dyspucie.

Autor Zbrodni i kary w specyficzny sposób kreuje swego głównego bohatera "obudowując" go drugo- i trzecioplanowymi, tworzącymi koncentryczne i gradacyjne stopnie idei. W ten sposób nurtujący Raskolnikowa problem odnowy ludzkości został rozpisany na kilka głosów, on sam i czytelnik otrzymali poglądową ilustrację tego, co wyprodukował w teoretycznych spekulacjach.

Zwraca też uwagę charakterystyczna, jakby rodem z rosyjskiego folkloru, triadyczność zdarzeń i czynności: trzykrotne spotkania Raskolnikowa z Porfirym Pietrowiczem, trzykrotna lektura Ewangelii na temat wskrzeszenia Łazarza. Tworzy to specyficzną rytmiczność, jakby refrenowość tych samych motywów problemowych, uczuć i nastrojów. Charakterystyczny dla powieści Dostojewskiego chwyt skandalu jako element kompozycji (np. w Idiocie, Biesach czy Braciach Karamazow) w Zbrodni jest mniej widoczny, co sprzyja pogłębieniu psychologizmu i wyeksponowaniu elementów poetyki nastroju, grozy i zagadki.

 

IV. OD "IDIOTY" DO NOWEL FANTASTYCZNYCH

Opowieść o "księciu Chrystusie"

"Piękno doskonałe". W styczniu 1868 roku w liście z Genewy Dostojewski pisał o swojej kolejnej powieści:

Myśl przewodnia powieści - to przedstawienie człowieka doskonałego. Nie ma nic trudniejszego na świecie, zwłaszcza obecnie. Wszyscy pisarze, nie tylko zresztą nasi, lecz również europejscy, którzy próbowali przedstawić piękno doskonale, zawsze ponosili klęskę ze względu na bezmiar tego zadania. Piękno jest ideałem, a ideał zarówno nasz, jak i cywilizowanej Europy nie został jeszcze wypracowany. Na świecie jest tylko jedna doskonale piękna postać - to Chrystus - i już pojawienie się tej bezmiernie i nieskończenie pięknej postaci samo w sobie jest cudem niepojętym.

Dalej w liście autor wymienia "piękne postacie" literatury europejskiej: Cervantesowskiego Don Kichota, Dickensowskiego Pickwicka i Jeana Valjeana z Nędzników Wiktora Hugo.

Powieścią tą był Idiota, powstały na początku czteroletniego pobytu Dostojewskich za granicą, opublikowany w czasopiśmie «Russkij wiestnik» w 1868 roku.

Lew Myszkin. Centralną postacią powieści, tytułowym "idiotą", jest książę Myszkin, wielokrotnie w brulionach określany jako "książę Chrystus". Problem "człowieka doskonałego" towarzyszył pisarzowi bezustannie, choć miał świadomość, jak niesłychanie trudne było przedstawienie osobowości ucieleśniającej zasady ewangeliczne w codziennym życiu. Pod wrażeniem wstrząsu, jakim była dlań śmierć Marii Isajew, 16 kwietnia 1864 roku zanotował:

Nie sposób jest kochać człowieka jak  s i e b i e  s a m e g o, według Chrystusowego przykazania. Spętało nas prawo osobowości na ziemi. Przeszkadza nam nasze ja. Jeden Chrystus mógł, ale Chrystus był wiecznym, odwiecznym ideałem, do którego człowiek dąży i - według prawa natury - dążyć powinien. Po pojawieniu się Chrystusa jako  i d e a ł u  c z ł o w i e c z e g o  o b l e c z o n e g o  w  c i a ł o, stało się jasne jak dzień [...], że największy użytek, jaki może człowiek uczynić ze swej osobowości, ze swego w pełni rozwiniętego ja - to zniszczenie i rozdanie go całkowite wszystkim i każdemu, nierozdzielnie i z samozaparciem. I to jest największe szczęście. [...] I to jest raj Chrystusowy. [...] Człowiek dąży więc na ziemi do ideału  s p r z e c z n e g o  z własną naturą.

Myszkin nie jest Chrystusem, lecz przeciętnym człowiekiem. Postać ubogiego księcia to synteza wielu elementów. Wśród źródeł najbliższych wymienia się Ewangelię, w dalszej kolejności postacie wymienione w liście z Genewy. Myszkin jest więc, w sensie literackich inspiracji, syntetycznym "pięknem doskonałym". Mimo że pozbawiony boskich atrybutów, osiągnął boski prawie stopień moralnej doskonałości, posiadł też zdolność przenikania w dusze innych ludzi. Jest człowiekiem fizycznie słabym, nie odznacza się też wysokim poziomem intelektu, ale "głównym" rozumem góruje nad otoczeniem. Mówi mu o tym Agłaja Jepanczyna:

uważam pana za najuczciwszego i najbardziej prawdomównego człowieka ze wszystkich ludzi uczciwych i prawdomównych i jeżeli ktoś mówi o panu, że pański umysł... to znaczy, że pan jest czasem umysłowo chory, to jest to niesłuszne; [...] główny rozum ma pan lepszy niż oni wszyscy, taki nawet, jaki im się nie śnił, ponieważ są dwa rozumy: główny i niegłówny.

Postać księcia nawiązuje również do charakterystycznego dla Rosji kultu tzw. "jurodiwych" czyli "głupich w Chrystusie", jednostek, które tracąc zwykły ziemski rozum uzyskują wyższy etap wtajemniczenia w prawdę Chrystusową. Posądzenie o idiotyzm, które spotyka księcia, ma również podłoże realne, bo przeszedł w Szwajcarii kurację psychiatryczną. Ale obecnie jest normalny. Dyskwalifikującą etykietą "idioty" posługują się ci, którzy za idiotyzm poczytują altruizm i szlachetność. Jest to więc - w pewnym sensie - akt samoobrony, swego rodzaju autocharakterystyka ujawniająca ich etyczną ułomność wobec ideału, który mają obok siebie.

"Normalne" stosunki międzyludzkie, w które wchodzi książę po powrocie z zagranicy, to walka wilczych namiętności i egoizmu, zawiści i przyziemnej korzyści. To czyni rolę księcia coraz trudniejszą, coraz częściej pod jego adresem pada słowo "idiota".

Nastazja Filipowna. Postać tej nieszczęsnej kobiety należy do najwybitniejszych artystycznych kreacji Dostojewskiego. Jest to symbol pohańbionego piękna, przykład istoty samoudręczonej świadomością niezasłużonej winy. Konwulsyjnie szuka ratunku, ale nie wierzy w osiągnięcie celu. Stąd jej ekscentryczne zachowanie, reakcje na granicy obłędu, szamotanina między skrajnościami: Myszkinem i Rogożynem. W desperacji decyduje się na ostateczny wybór, świadoma tragicznego finału.

Porażka czy zwycięstwo? Idiota jest pierwszą powieścią, w której nastąpiło zderzenie ideału z brutalną rzeczywistością. Altruista "książę Chrystus" znalazł się w świecie ludzi zaślepionych egoizmem, moralnie okaleczonych "zniecierpliwionych żebraków". Interpretacja tej powieści należy do najbardziej spornych problemów twórczości Dostojewskiego. W sensie fabularnym książę Myszkin poniósł klęskę, nie udało mu się nikomu pomóc, nie zapobiegł żadnej tragedii. Ale czy klęska "fabularna" jest klęską etycznego ideału? Czy - innymi słowy - Dostojewski odniósł zwycięstwo jako artysta, a poniósł porażkę jako filozof-moralista? Trudno o konkluzję jednoznaczną, każdy z wniosków wypływa z indywidualnej wizji świata i każdy w jakimś stopniu jest zasadny. Dla wyznawców światopoglądu chrześcijańskiego postać "prawdziwie pięknego człowieka" jest symbolem dobra idealnego, które wprawdzie w ludzkiej rzeczywistości nie może być osiągalne całkowicie, ale którego istnienie - właśnie jako ideału - jest konieczne.

Opowieść o tragicznym rogaczu

W 1870 roku w czasopiśmie «Zaria» ukazało się jedno z najlepszych opowiadań Dostojewskiego - Wieczny mąż, osnute na kanwie jego osobistych wspomnień. Pisarz wykorzystał tu niektóre momenty z życia swego przyjaciela z okresu semipałatyńskiego, Aleksandra Wrangla, przedstawił również małżeński dramat bliskiego znajomego z młodzieńczych petersburskich lat, doktora Stiepana Janowskiego, prototypami bohaterów stały się niektóre postacie z rodziny jego siostry Wiery Iwanowej.

Konflikt między Wielczaninowem a Trusockim, dwoma głównymi bohaterami opowiadania, stanowi głębokie studium zazdrości, ukazuje, jak tradycyjnie komiczna postać męża-rogacza może nabrać wymiarów tragicznych. Wieczny mąż jest jeszcze jednym przykładem psychologicznego mistrzostwa Dostojewskiego.

Przypowieść o biesach

Nieczajewcy. 7 listopada 1869 gazeta «Russkije wiedomosti» zamieściła informację o odkryciu w parku moskiewskiej akademii rolniczej trupa młodego człowieka. Obciążone dwiema cegłami ciało znaleziono w zamarzniętym stawie. Wkrótce ustalono tożsamość ofiary, studenta akademii Iwana Iwanowa. Stopniowo wyjaśniły się okoliczności zbrodni dokonanej przez grupę pięciu osób kierowanych przez Sergiusza Nieczajewa, założyciela rewolucyjnej organizacji "Zemsta Ludu".

Jej program, cele i środki ich realizacji formułował Katechizm rewolucjonisty. Głoszono w nim rezygnację z zasad, za cel podstawowy uznano zwycięstwo "sprawy", tj. zniszczenie istniejącego systemu społeczno-politycznego. Budując nowe społeczeństwo należało zaczynać od zera, unicestwieniu ulec musiały wszystkie wartości i zasady; zabójstwa, rozboje, podstęp uznano za środki nieodzowne.

Moralne dla rewolucjonisty [nauczał Katechizm] powinno być to, co współdziała z rewolucją, niemoralne i przestępcze to, co jej zawadza. Wszelkie roztkliwiające człowieka uczucia: pokrewieństwa, przyjaźni, miłości, wdzięczności, a także honoru, powinny ustąpić. Jedynym marzeniem rewolucjonisty jest niszczenie bez miłosierdzia i litości.

Pamflet czy proroctwo? Przebywający za granicą Dostojewski pilnie czytał rosyjskie gazety i wiadomość o moskiewskim morderstwie potraktował z największym przejęciem. Uważnie czytał sprawozdania z procesu nieczajewców, który odbył się w połowie lipca 1871 roku. Nieczajewszczyznę uznał za ponury i niebezpieczny symptom procesów dokonujących się w społeczeństwie rosyjskim drugiej połowy XIX stulecia.

Artystyczną dokumentacją przemyśleń nad sprawą, której nieczajewcy stanowili wprawdzie ostatnią, najbardziej jaskrawą, ale nie jedyną ilustrację, była powieść Biesy powstała w dwóch ostatnich latach zagranicznego czterolecia, opublikowana w miesięczniku Katkowa w latach 1871-1872. Została odczytana przez współczesnych jako publicystyczna wypowiedź na temat aktualnych wydarzeń. Taki był zresztą i pierwotny zamiar autora. "To, co piszę, odznacza się tendencyjnością, pragnąłbym wypowiedzieć się bowiem jak najostrzej" - tak charakteryzował pracę nad Biesami w liście do przyjaciela, Apollona Majkowa. Opinia ta koresponduje z wcześniej jeszcze podjętym zamiarem, który relacjonował Mikołajowi Strachowowi :

Pragnąłbym wypowiedzieć w nim kilka myśli, nawet gdyby było to zgubne dla kształtu artystycznego. Nie daje mi bowiem spokoju to, co nagromadziło się w głowie i sercu. Niechaj wyjdzie nawet pamflet, ale wypowiem się do końca.

Wielu pierwszych czytelników powieści uznało, iż jest to opis kryminalnego incydentu, w którym dostrzeżono cechy karykaturalnego wyolbrzymienia epizodycznych faktów. Interpretacja taka zawężyła krąg adresatów Biesów do marginesu ruchu rewolucyjnego. Czas dowiódł jednak, iż krąg ten rozszerza się coraz bardziej. Dziś nie zauważamy pamfletowych tendencji powieści, późniejsze wydarzenia zweryfikowały i uwiarygodniły niepokoje autora, który w pozornie drobnych i odizolowanych zjawiskach potrafił dostrzec fakty o wiele donioślejszego wymiaru.

Morderstwo moskiewskie odegrało w genezie Biesów rolę zasadniczego impulsu, jednakże ideowej zawartości dzieła nie można zredukować do beletryzacji jednostkowego wydarzenia i jego osądu. Autentyczne wydarzenia dostarczyły wprawdzie materiału dla powieści, lecz nie tylko odtwarza ona motywację zachowań bohaterów, ale - i to jest w niej najważniejsze - autor przewiduje dalekosiężne konsekwencje ich filozofii.

Piotr Wierchowieński. To główny z "biesów". Przybył z zagranicy do gubernialnego miasta, gdzie, wykorzystując głupotę miejscowych władz, zaślepienie wyższych sfer i zamęt w umysłach młodzieży, dokonał generalnej próby swego diabelskiego planu. Podobnie jak jego główny pierwowzór, Nieczajew, Piotr Wierchowieński posługuje się demagogią, pochlebstwem i mistyfikacją. Podając się za emisariusza potężnej siatki rewolucyjnej tworzy piątkę, której celem jest dokonanie przewrotu na drodze - jak to później wyzna jeden ze skruszonych jej członków -

systematycznego rozkładu społeczeństwa i zasad moralnych; w tym celu, aby wszyscy potracili głowy, aby powstał chaos i aby potem można było pochwycić w garść społeczeństwo, chore i bezwolne, cyniczne i niewierzące, lecz nieskończenie spragnione jakiejś myśli kierowniczej i samozachowania.

"Szygalewszczyzna". Wspólnicy Wierchowieńskiego działają na razie według planu mimimum, ich celem doraźnym jest rewolta, ale ich uwadze nie może też ujść cel finalny - społeczeństwo przyszłości. Swą koncepcję na ten temat przedstawia jeden z członków piątki, Szygalew.

- Zaplątałem się we własnych wywodach [przyznaje] i konkluzja moja pozostaje w całkowitej sprzeczności z pierwotną ideą, która jest u mnie punktem wyjścia. Zaczynam od nieograniczonej wolności, lecz kończę na nieograniczonym despotyzmie. Muszę jednak zaznaczyć [kończy Szygalew] że innego rozstrzygnięcia zagadnień społecznych nie ma i być nie może.

[W zgodzie z tym] ludzkość musi być podzielona na dwie nierówne części. Dziesiąta część otrzymuje wolność osobistą i nieograniczoną władzę nad pozostałymi dziewięcioma dziesiątymi. Tamci zaś zatracają osobowość, stają się stadem i bezgraniczne posłuszeństwo doprowadza ich w drodze przekształceń do niewinności pierwotnej, do jakiegoś raju przedhistorycznego, w którym jednak będą musieli pracować.

Będzie to więc despotyzm totalny, zrealizuje się idea mrowiska i stada, idea równości bezwzględnej dla większości i specjalnych przywilejów dla elity. By stado było posłuszne, dokonać należy uprzednio selekcji negatywnej, wytępić ślady indywidualności i talentu. Wobec tego "Cyceronowi odcina się język, Kopernikowi wykluwa się oczy, Szekspira się kamienuje!".

Tak musiało się skończyć. Jest to jeden z wariantów wolności nieograniczonej, wolności od wszelkich norm i zasad, która nieuchronnie wyradza się w zabójstwo, samobójstwo lub despotyzm.

Cena "świetlanej przyszłości". Autor przeżył w młodości socjalistyczną przygodę. Uznał to za błąd, za który rozliczał siebie wielokrotnie, między innymi w Biesach. Zachował jednak szacunek dla marzycieli zwiastujących nastanie złotego wieku ludzkości, albowiem marzycielstwo to było niezgodą na krzywdę i poniżenie będące udziałem wielu bliźnich. Wiara marzycieli była czysta i szlachetna, opierała się jednak na fantastycznym wyobrażeniu o człowieku jako istocie rozumnej i o dobrych skłonnościach. To złudzenie Dostojewski bezpowrotnie burzy i dlatego marzenie o złotym wieku - według niego - musi być utopią, bo człowiek nigdy nie zrezygnuje z przysługującej mu wolności na rzecz zbiorowego szczęścia. Więc raj ziemski, jeśli ma stać się rzeczywistością, musi zakładać fizyczny i duchowy przymus, utopia realna musi być utopią uzbrojoną.

Istota problemu - sądzi autor Biesów - tkwi nie w samych marzeniach, lecz w tym, by nie zostały zwulgaryzowane przez wykonawców, bo "idea utarzana w błocie", "idea, która trafiła na ulicę", jest czymś groźnym. To "lokajstwo myśli" zostanie najlepiej zilustrowane w Braciach Karamazow w postaci Smierdiakowa, jest ono w Zbrodni i karze (Łużyn, Lebieziatnikow), ale najmonstrualniejszą postać przybrało w Biesach.

Stiepan Wierchowieński. Jeśli Piotr Wierchowieński jest w Biesach głównym wykonawcą intrygi rewolucyjnej, jego ojciec, Stiepan, sentymentalny liberał, okcydentalista, w znacznym stopniu odpowiada za to, co się stało. Liberałowie, Wierchowieńscy-ojcowie - twierdzi autor Biesów - są winni pojawienia się Wierchowieńskich-synów, cynicznych nihilistów. Oni właśnie ułatwili dzieciom oderwanie się od "idei rosyjskiej", sprzyjając duchowemu zamętowi.

Starszy Wierchowieński to arcydzieło ironii, parodii i subtelnego humoru. Nie jest to jednak postać jednowymiarowa, bowiem po koniec życia Stiepan Trofimowicz przeżywa wstrząs moralny, stając się w tym momencie wyrazicielem poglądów autora:

Ponad szczęście własne potrzebna jest człowiekowi świadomość i nieustanna wiara, że istnieje gdzieś szczęście całkowite, spokojne, dla wszystkich ludzi i rzeczy... Zasadą bytu ludzkiego jest to, aby człowiek mógł zawsze korzyć się przed nieskończenie wielkim. Jeśli ludzi pozbawić nieskończenie wielkiego, nie zechcą żyć i umrą w rozpaczy.

Szatow. Szatow stał się ofiarą szajki młodszego Wierchowieńskiego. Nieszczęśnika tego Dostojewski uczynił reprezentantem swych myśli, które rozwijał w powieściach i publicystyce: o socjalizmie, katolicyzmie i rosyjskim narodzie-"bogonoścy" mającym do spełnienia wielką misję w dziejach świata.

Stawrogin i Kiriłłow. Te postacie są nosicielami kluczowych idei w systemie antropologii filozoficznej pisarza. Mikołaj Stawrogin rodowód swój wywodzi z tradycji romantycznego buntownika-indywidualisty. To człowiek ogromnej siły, woli, namiętności, ale zniszczony przez etyczny relatywizm; znudzony i przesycony, ciągle poszukujący nowych atrakcji i dreszczy w zmiennych ideach stanowiących dla niego tylko igraszkę i psychologiczny eksperyment. Zmienność ta nie jest dowodem bogactwa, lecz wewnętrznej pustki. Stawrogin to przerażający przykład, jak przerost świadomości i refleksji niszczy moralną intuicję człowieka *[Szeroki kompleks filozoficznej, historiozoficznej i etycznej problematyki widzi w tej postaci R. Przybylski. Zob. jego artykuł Stawrogin, «Teksty» 1972, nr 4. W ostatecznym wydaniu Biesów brakuje IX rozdziału części trzeciej noszącego tytuł Spowiedź Stawrogina. Dostojewski był zmuszony usunąć go wobec obiekcji Michała Katkowa, który za zbyt drastyczny uznał opis gwałtu dokonanego przez Stawrogina na małej dziewczynce.]. Zblazowany i wewnętrznie zużyty popełnia samobójstwo, w znacznym stopniu powtarzając drogę Swidrygajłowa.

Drugim samobójcą, którego obsesja powstaje z inspiracji Stawrogina, jest inżynier Kiriłłow, maniak "człowiekobóstwa". Chce uwolnić człowieka od Boga. "- Jeżeli Bóg jest, to cała wola Jego i wyjść poza tę wolę nie mogę. Jeżeli nie ma, to wola jest moja i mam obowiązek ją wypełnić". Czyli odebrać sobie życie, bo życie człowieka wierzącego jest egzystencją niewolnika.

Ten sylogizm jest efektem trzyletnich dociekań Kiriłłowa, który przeświadczony o bezbłędności swych wywodów - pragnie dokonać historycznego precedensu.

Uświadomić sobie, że nie ma Boga, i nie uświadomić sobie jednocześnie, że się samemu jest bogiem - to nonsens. Inaczej bowiem trzeba koniecznie zabić siebie. Gdy to już będzie uświadomione, samobójstwa staną się niepotrzebne, gdyż zacznie się życie w największej chwale. Lecz ten jeden, ten pierwszy, musi koniecznie zabić siebie. Któż bowiem zacznie? Kto złoży dowód? To ja właśnie zabiję się, zabiję koniecznie, aby zacząć i udowodnić.

Droga wybrana przez Kiriłłowa to samowola, "deifikacja" człowieka, realizacja idei Człowieka-Boga, przeciwstawionego Bogu-Człowiekowi. W ten sposób Dostojewski przeciwstawił się bardzo popularnemu w Rosji Ludwikowi Feuerbachowi. Ideę Człowieka-Boga Kiriłłow doprowadza do ostatecznego końca. W swoim mniemaniu jest altruistą, bo poświęca się za innych, kocha ludzkość. Ale gardzi konkretnym człowiekiem. Ten rodzaj dialektyki przewija się bardzo często w polemicznych wypowiedziach Dostojewskiego.

Logika Kiriłłowa jest myślową pułapką. Zabija się, ale nikt na serio nie bierze jego "misji", bo wszyscy widzą w nim obłąkanego. Jego śmierć została wykorzystana przez Piotra Wierchowieńskiego dla własnych podłych celów. A przecież Kiriłłow marzył o wyzwoleniu człowieka od strachu śmierci. Skończyło się żałosną farsą.

Polemika wokół "Biesów". Powieść wywołała polemikę wśród pierwszych odbiorców. Autorowi zarzucono paszkwilanctwo, płaską tendencyjność, nieuzasadnione uogólnienia marginalnych zjawisk. Dyskusja ta trwa do dzisiaj. Czy Biesy są oskarżeniem nadużyć ruchu rewolucyjnego, czy rewolucji w ogóle? Pamfletem na konkretny, lokalny, z określonym czasem związany epizod czy też dziełem o wymiarze uniwersalnym? Różne są odczytania powieści, różne fakty, pojęcia i postacie "podstawia" się pod Stawrogina, Piotra Wierchowieńskiego, Szygalewa. Każda interpretacja zależy od stanowiska filozoficznego czy politycznego odbiorcy, nikt jednak nie podważa doniosłości tego dzieła w rozpoznaniu konfliktów i zagrożeń, jakich doświadczyła, doświadcza i będzie doświadczać ludzkość.

Młodzik

Spory wokół powieści współczesnej. Młodzik powstawał od lutego 1874 roku, ukazał się w roku następnym w czasopiśmie Mikołaja Niekrasowa «Otieczestwiennyje zapiski», co oznaczało zdystansowanie się Dostojewskiego wobec obozu Katkowa i gest sympatii - epizodyczny zresztą - w stosunku do obozu liberalnego.

Jednym z motywów powstania tej powieści była dezaprobata autora wobec twórczości Lwa Tołstoja. Pracując nad opowieścią o "przypadkowej rodzinie" Dostojewski polemizował z autorem Wojny i pokoju, z tradycją eposu prezentującego przedstawicieli starych rodów szlacheckich. Przy całym podziwie dla talentu hrabiego Tołstoja uważał, iż rzeczywistość przedstawiona przezeń w trylogii autobiograficznej i Annie Kareninie jest zbyt statyczna, zastygła, a zatem bardziej przynależna do historii aniżeli do współczesności. Jest przekonany, iż właśnie on posiadł sekret współczesności pulsującej rytmem zmienności i sprzecznych tendencji.

Andriej Wiersiłow. Młodzik jest kontynuacją starych niepokojów Dostojewskiego o przyszłość ojczyzny, a w centrum powieści znów znalazł się kryzys wartości rosyjskiego "bohatera naszych czasów", jego duchowego rozdwojenia. Ilustracją powieściowych konfliktów jest postać Andrieja Wiersiłowa, człowieka z pokolenia "wykorzenionych tułaczy", o których Dostojewski powie w 1880 roku w mowie o Puszkinie, indywiduum głęboko zdysharmonizowanego, jakby opalizującego - w odbiorze narratora i czytelnika - wielością znaczeń i sprzecznych wrażeń. W poszukiwaniu duchowego ukojenia Wiersiłow odbywa podróże po Europie, by wreszcie przekonać się, iż poszukiwany ideał znajduje się tylko w Rosji, tylko ona żyje nie dla siebie, lecz dla innych.

Forma narracji. Powieść ma formę zapisków tytułowego Młodzika, Arkadiusza Dołgorukiego, nieślubnego syna Wiersiłowa, upokarzanego w dzieciństwie i - jak na ironię - noszącego nazwisko znanego w Rosji arystokratycznego rodu, choć jego ojciec jest prostym człowiekiem, co mnoży nieporozumienia i rani dumę wrażliwego młodzieńca.

Poetyka dzieła znakomicie oddaje dynamikę współczesności właśnie tak, jak rozumiał ją Dostojewski. Konwulsyjny, nerwowy tok relacji rejestruje nieustabilizowaną sytuację narratora, miotającego nim "chaosu uczuć", zmienności wydarzeń, nienadążania za nimi i trudności wyrażenia ich w słowie. Młodzik stanowi nowatorską próbę poszukiwania formy powieści, która w rwącej się, "zadyszanej" wypowiedzi odtwarza bezładny potok rzeczywistości w jej autentycznej bezpośredniości.

"Idea Rotszylda". By zająć w życiu stabilną pozycję, Arkadiusz Dołgoruki postanawia zostać nowym Rotszyldem, bo pieniądze to wszystko. Nie tyle nawet pieniądze, co świadomość siły i znaczenia, którą dają:

Niepotrzebne mi pieniądze, lub lepiej: nie pieniądze są mi potrzebne; nawet nie potęga; potrzebne jest mi tylko to, co osiąga się tylko potęgą i czego nie można zdobyć bez potęgi: to samotna i spokojna świadomość siły.

Plan nie powiódł się, idea rozsypała się pod naporem spontanicznych zdarzeń, bo - jak powiada o sobie narrator -

żadna "idea" nie jest w stanie zawładnąć (przynajmniej mną) do tego stopnia, bym nie cofnął się nagle przed jakimś wstrząsającym faktem i nie poświecił dla niego nieraz tego wszystkiego, co już przez lata zrobiłem dla "idei".

Czyli szczęśliwie powtórzył drogę tych, którzy poddali się błogosławionemu wpływowi "żywego życia", a nie martwym schematom.

Makar Dołgoruki. Kontrastem Wiersiłowa, kolekcjonera doznań i myśli, kosmopolity znajdującego po długiej podróży duchową przystań w Świętej Rusi, jest "oficjalny" ojciec Arkadiusza - pątnik Makar Dołgoruki - który świętość i szczęście widzi w przykazaniach wiary, Boskiej opatrzności, a nie doczesnych marnościach. Postać ta świadczy, że również Dostojewski i miał trudności w kreowaniu bohatera pozytywnego, bo Makar Dołgoruki razi przesadną stylizacją i rezonerstwem.

Ostatnia powieść

Na przełomie lat 60 - 70-tych Dostojewskiego nurtował pomysł wielotomowej epopei pt. Ateizm, panoramicznego przekroju społeczeństwa rosyjskiego. Bohater epopei miał znaleźć wytrwale poszukiwany ideał w jedności z ludem i prawosławiem. Pomysł nie został zrealizowany, ale jego zasadnicze wątki znalazły się w trzech powieściach: Biesach, Młodziku i Braciach Karamazow.

Bracia Karamazow są ostatnią powieścią pisarza, zaplanowaną na dwa tomy. Bohaterem dylogii miał być najmłodszy z braci - Alosza. Zamiar nie został jednak wykonany z powodu śmierci autora. Mimo iż niedokończone, dzieło to stanowi syntezę całej jego twórczości. Powieść ukazała się na łamach czasopisma «Russkij wiestnik» w latach 1879-1880.

Ojciec i synowie. Fiodor Pawłowicz Karamazow, plugawy lubieżnik i błazen, miał z dwiema żonami trzech synów: najstarszego Dymitra - zwanego tu "Mitią", średniego Iwana i najmłodszego Aloszę. Czwartego, lokaja Smierdiakowa, spłodził z niedorozwiniętą Lizawietą Smierdiaszczą.

Wszyscy bracia to zupełnie odmienne typy ludzkie i światopoglądowe. Dymitr jest naturą niepohamowaną, o skrajnych namiętnościach. Iwan to wybitny intelektualista, a Alosza, mnich z miejscowego monasteru, miał być w zamiarze autora kolejnym przykładem "człowieka doskonałego". Ale został nim tylko częściowo. W tomie, który Dostojewski ukończył, Alosza jest postacią dość papierową, bardziej statystuje aniżeli uczestniczy w zachodzących wydarzeniach. Od starca Zosimy otrzymał polecenie opuszczenia monasteru i przebywania w normalnym świecie namiętności, konfliktów i grzechu. Do pewnego stopnia przypomina on księcia Myszkina, a nawet Sonię Marmieładową. Łączy go z nimi moralna czystość, altruizm, umiłowanie dzieci. Podobnie jak bohater Idioty, posiada dar przenikania w ludzkie serca i dusze.

Bunt Iwana. Kulminacyjnym punktem powieści jest księga piąta - Pro i contra - jeden z najgłębszych tekstów, jakie wyszły spod pióra Fiodora Dostojewskiego. Iwan dzieli się z młodszym bratem myślami na temat świata, jego nieprawości i okrucieństwa. Buntuje się przeciwko temu, co widzi, nie pojmuje życia, w którym króluje niesprawiedliwość i cierpienie.

Udręka Iwana wynika z jego miłości do tego niedoskonałego świata, jest to zarazem polemika z tradycyjną teodyceą - filozoficzną próbą wytłumaczenia wszechmogącego i dobrego Boga z istnienia zła w stworzonym przezeń świecie. "Boży świat" dlatego właśnie jest nie do przyjęcia.

A przecież, wyobraź sobie [mówi Iwan do Aloszy] że w ostatecznym rezultacie nie uznaje jednak tego świata Bożego - nie przyjmuję go, chociaż wiem, że istnieje, mimo to nie przyjmuje go wcale. Uważaj - nie Boga nie uznaję, lecz świata przezeń stworzonego, świata Bożego nie uznaję i nie mogę go uznać.

Najbardziej dla "euklidesowego" umysłu Iwana niepojętym fenomenem jest cierpienie dzieci.

Czy rozumiesz teraz te niedorzeczności [pyta swego słuchacza] czy rozumiesz, mój bracie, pokorny i słodki sługo Boży, na co komu i po co potrzebne są i stworzone takie niedorzeczności? Bez nich, powiadają, nie mógłby człowiek żyć na ziemi, bo nie potrafiłby odróżnić dobra od zła. A po co? Po co komu poznanie tego piekielnego dobra i zła, jeżeli ma się je nabywać takim kosztem? [...]

Nie chcę harmonii, nie chcę z miłości do człowieka. Chcę raczej zostać z nie pomszczonymi cierpieniami

- powiada Iwan. Nie może więc wejść do świata zbudowanego na podobnej "harmonii", dlatego zwraca Bogu "bilet", który kosztuje tak drogo.

Legenda o Wielkim Inkwizytorze. Bunt Iwana jest preludium do drugiej kulminacji księgi piątej - "Legendy o Wielkim Inkwizytorze". Opowiedziana tu historia dzieje się w XVI-wiecznej Hiszpanii, w czasie największego inkwizycyjnego terroru.

Zstępuje wtedy na ziemię Chrystus. Czyni cuda, wywołuje poruszenie wśród ludzi, którzy go rozpoznają. Ale Wielki Inkwizytor interweniuje, wtrąca Go do więzienia i grozi spaleniem.

Monolog Inkwizytora, skierowany do milczącego Więźnia, miał być w intencji pisarza potępieniem katolicyzmu, który wyrzekł się prawdy Chrystusowej w imię panowania świeckiego, "Rzymu i miecza", "sztandaru ziemskiego chleba" wzniesionego kosztem chleba duchowego. Cele doczesne jako ostateczny cel chrześcijaństwa to rezygnacja z jego podstawowych prawd. Katolicyzm - według Inkwizytora - wypełnił trzy propozycje złożone Chrystusowi przez szatana w czasie kuszenia na pustyni. Został nie z Chrystusem, lecz z szatanem.

Zaciekła krytyka katolicyzmu przez Dostojewskiego ujawnia ciekawy paradoks jego światopoglądu. Antypatia do rzymskiego chrześcijaństwa jest prostym negatywem jego uwielbienia prawosławia. Katolicyzm potępia on za zdradę Chrystusa, za podporządkowanie tego, co "boskie" temu, co "cesarskie". Nawet ateizm i socjalizm to dla niego nic innego, jak tylko dzieci zdeprawowanego katolicyzmu.

Jest to swoista manipulacja intelektualna, bo przecież nie katolicyzm a prawosławie zostało zdegradowane do roli posłusznego narzędzia w ręku państwa, stając się jedną z jego instytucji. W ten sposób "boskie" przeszło na usługi "cesarskiego". Stało się to nie w katolicyzmie, lecz w prawosławiu, czego Dostojewski nie chciał widzieć.

Sens "Legendy o Wielkim Inkwizytorze" jest dzisiaj znacznie szerszy od nadanego jej przez autora. Sewilski kardynał-inkwizytor jawi się nam jako teoretyk zinstytucjonalizowanej ideologii odbierającej człowiekowi wolność w zamian za komfort zwolnienia go od ciężaru samodzielnego myślenia.

W przekonaniu Inkwizytora człowiek to istota nędzna, wolność jest dla niej luksusem i ciężarem, samodzielne rozstrzyganie problemów moralnych przekracza jej siły. Wdzięczna będzie tym, którzy uwolnią ją od tego przykrego obowiązku. Trzy siły, zdolne ukoić człowieka - cud, tajemnica, autorytet - zajmą miejsce wolnego sumienia i wolnego wyboru. W ten sposób ma się dokonać radykalne "wyzwolenie" człowieka.

"Legenda" przypomina wiecznie aktualne "przeklęte problemy" dręczące człowieka i wciąż ponawiane kuszenie go przez przebiegłych uwodzicieli. Jednym z tych problemów jest ucieczka od wolności. Inkwizytor jest teoretykiem świadomego oszustwa w imię rzekomego dobra człowieka, kłamstwa jako środka pokrzepiania słabych serc, dostarczania zniewolonym umysłom surogatu zakłamanego światopoglądu.

"Wszystko dozwolone". Iwan odrzucił boski porządek świata i, dokonując jego krytycznej oceny z rozumowego punktu widzenia, musiał dojść do wniosku, iż Bóg nie istnieje. Bóg jest źródłem i sankcją praw moralnych, więc jeśli go nie ma, wtedy "wszystko jest dozwolone". Maksyma ta pada w powieści kilkakrotnie. Sam Iwan jej nie wypowiada, ale czyni to za niego Smierdiakow. Ten "ciułacz myśli" doprowadza do ostatecznych, ale prawomocnych konsekwencji stanowisko Iwana, dla którego krzywda w "Bożym świecie" jest niedorzecznością. Skoro zło jest absurdem, walka z nim przy pomocy dowolnych metod nie może być zbrodnią. Takim absurdalnym złem jest stary Karamazow, zatem...

Stosunek lokaja Smierdiakowa do Iwana ilustruje mechanizm, który moglibyśmy nazwać "ideowym podsłuchem". Chodzi o sytuację, gdy wieloznaczna, "wielogłosowa" myśl zostaje sprymityzowana, odczytana jednostronnie i instrumentalnie. W ten sposób zainspirowany został przez Iwana Smierdiakow, jego sobowtór i ideowy pasożyt, zabójca Fiodora Karamazowa. Trzy spotkania Iwana ze Smierdiakowem są w pewnym sensie powtórką trzech spotkań-pojedynków z Porfirym Pietrowiczem z tą wszelaką różnicą, iż w miarę udowadniania rozmówcy jego winy Porfiry nabiera doń coraz większego szacunku, rozumiejąc jego wewnętrzną mękę. Do tego niezdolny jest prymitywny Smierdiakow. "Pan zabił - powiada do Iwana - pan jest głównym zabójcą, a ja tylko pańskim wspólnikiem, wiernym sługą, i zrobiłem to wedle pańskiego słowa". Potem jeszcze dosadniej: "główny zbrodniarz to pan, a ja niegłówny, choć to ja zabiłem. A pan jest właśnie prawny morderca!"

Iwan - jak Raskolnikow - podjął bunt w imię rozumu, usunął Boga i postawił na jego miejscu logikę. Zrozumiał jednak, że jej skutkiem jest zbrodnia, którą sam mimowolnie uzasadnił. Nie mógł znieść strasznych konsekwencji swej filozofii i popadł w obłęd. Ten obłęd jest równocześnie jego rehabilitacją, szansą moralnego zmartwychwstania. "Bóg, w którego nie wierzył, i Jego prawda zdobyły powoli to serce, co jeszcze nie chciało się poddać" - mówi o bracie Alosza.

"Starzec" Zosima. Pouczenia "starca" Zosimy są wykładem pozytywnego programu autora. "Starzec" (stariec) był w tradycji rosyjskiego prawosławia mnichem otoczonym moralnym autorytetem, nauczającym świeckich i wskazującym im drogę etycznej doskonałości. Taką rolę w Braciach Karamazow spełnia Zosima. Ideałem jego nie jest mnisza izolacja od świata, lecz bycie wśród ludzi, czynna działalność, zmaganie się z występkiem i przebaczająca miłość.

Nowele fantastyczne

Lata 70-te przynoszą trzy znakomite pozycje w dorobku Dostojewskiego-nowelisty, tzw. "nowele fantastyczne": Bobok (1873), Potulna (1876) i Sen śmiesznego człowieka (1877), opublikowane w Dzienniku pisarza.

Sen śmiesznego człowieka stanowi jeszcze jedną rozprawę pisarza z utopijnymi rojeniami o ludzkim raju na ziemi, budowanymi na naiwnym przeświadczeniu o dobrych skłonnościach człowieka. Bobok bardzo długo czekał na właściwą ocenę, dopiero w XX stuleciu, głównie dzięki Michałowi Bachtinowi, dostrzeżono w tym opowiadaniu arcydzieło groteskowo-satyrycznego gatunku.

Potulna (w polskiej tradycji translatorskiej istnieje również tytuł Łagodna) jest najsłynniejszym opowiadaniem z tej serii. Dostojewski zastosował tu eksperyment, który określił mianem "fantastycznego": dokonał wiernego zapisu przeżyć mężczyzny, którego żona przed chwilą popełniła samobójstwo. Autentyzm treści - a raczej quasi-autentyzm, bo nowela jest oparta na fikcji - znalazł adekwatny wyraz w autentyzmie formy. Autorowi chodziło o to, by przeżycia bohatera nie były wtłaczane w konwencjonalne ("literackie") formy podawcze. Tak powstało jedno z najbardziej wstrząsających dzieł Fiodora Dostojewskiego.

 

V. DOSTOJEWSKI - PUBLICYSTA

Dwa rodzaje publicystyki. Wszystko co wyszło spod jego pióra, było zawsze wypowiedzią na tematy aktualne, lecz aktualność ta miała dwa wymiary: bezpośredni i pośredni. Drugi przeważa w prozie. Każda powieść Dostojewskiego pulsuje współczesnością. W Zbrodni i karze jest nią nie tylko kronika kryminalna, ale i przeprowadzana właśnie reforma sądownictwa czy nowości książkowe, echa toczącej się właśnie wojny rosyjsko-tureckiej słychać w Braciach Karamazow, do aktualiów sygnalizowanych na kartach każdego utworu Dostojewskiego należą popularne w danym roku wydarzenia, głośne akcje publicystyczne i pozycje literackie.

Ogromna pasja i stałe zainteresowanie współczesnością skłaniały go do wypowiedzi bezpośrednich i to czyni Dostojewskiego klasykiem publicystyki rosyjskiej XIX stulecia. Pierwsze miejsce w tym jego dorobku zajmuje Dziennik pisarza ukazujący się w r. 1873 jako miesięczny dodatek tygodnika «Grażdanin», zaś jako samodzielne wydawnictwo - w latach 1876, 1877, 1880 (jeden numer) i 1881 (styczniowy numer wydany już po śmierci autora). Publicystyczną spuściznę Dostojewskiego dopełniają szkice zamieszczone pod wspólnym tytułem Kroniki petersburskie w gazecie «Sankt-Pietierburgskije Wiedomosti» z 1847 i kilka artykułów w czasopiśmie «Wriemia» z roku 1861.

Publicystyka ma istotne znaczenie dla poznania jego twórczości artystycznej, często stanowi jej komentarz, pozwala pewniej ustalić stanowisko autora, co jest sprawą ważną wobec polifonicznej zawartości jego prozy. Publicystyka ukazuje również innego Dostojewskiego - człowieka uwarunkowanego swym czasem, skrajnie nieraz "homofonicznego", stronniczego, dzielącego ze swą epoką jej nadzieje, złudzenia i naiwności.

Główne tematy. Poza pisaniem powieści i nowel Fiodora Michajłowicza pasjonowało wszystko, czym żyli współcześni. Oświata ludowa, wychowanie młodzieży, organizacja zakładów dla bezdomnych, finanse państwa, rozbudowa kolei żelaznych, prasa, formy władania ziemią, epidemia samobójstw, dyskusje na temat spirytyzmu - to katalog spraw doraźnych, typowo publicystycznych, które nigdy nie uchodziły jego uwagi.

Jest też grupa zagadnień bezpośrednio sąsiadujących z jego prozą już to przez tematyczne pokrewieństwo, już to przez głębszą dociekliwość problemową. Sądownictwo i reforma, jaką ta instytucja przeżywa w latach 60-tych, najsłynniejsze procesy owego czasu, przewód sądowy jako dramatyczny spektakl - konfrontacja sprzecznych stanowisk, zbrodnia jako psychologiczno-moralna kulminacja konfliktu przyciągają uwagę Dostojewskiego, widzącego tu kapitalny materiał literacki. Jego eseistyka sądownicza nigdy nie przestaje być na styku publicystyki i literatury, ciągle powraca typowo "literacki" problem relacji między środowiskiem a przestępcą, autor nie przestaje przypominąć, iż człowiek jest istotą suwerenną, obdarzoną wolną wolą, dlatego rozważania o środowiskowym determinizmie wydają mu się niebezpiecznym nadużyciem, bowiem zdejmują z jednostki odpowiedzialność za popełniony czyn.

Rosja a Europa. Podstawowym bohaterem Dziennika pisarza jest Rosja, jej miejsce w Europie teraz i w przyszłości. W związku z tym warto wspomnieć o dziele, które również ma charakter par excellence publicystyczny - Zimowych uwagach o wrażeniach z lata, napisanych zimą 1862-1863 roku i opublikowanych w czasopiśmie «Wriemia» (1863). Nie jest to - co sugeruje już tytuł - zapis spontanicznych wrażeń, lecz refleksja z dystansu: letnie wrażenia znalazły wyraz dopiero w zimowych zapiskach. Był to plon podróży autora do Niemiec, Francji i Anglii, podczas której dokonywał stałej konfrontacji między Zachodem a Rosją.

W Zimowych uwagach dominowała tonacja satyryczno-sarkastyczna, widzenie świata w dwóch kolorach: czarnym, zarezerwowanym tylko dla Zachodu i białym - dla Rosji. Obserwacje ujmowane są w kategoriach uogólnień i typologii. Autora nie zadowala to, co zachwycało zawsze przeciętnego turystę z Rosji: panujący na Zachodzie ład, rzetelność i zdyscyplinowanie. Wszystko to jest dla niego martwą stagnacją i "zastojem porządku". Zachód z jego kultem techniki i nauki niszczy moralne wartości, bo ten rodzaj postępu dokonuje się kosztem człowieka. Wszystkie obserwowane zjawiska są dla Dostojewskiego tylko potwierdzeniem jego wyjściowej tezy o rozkwicie Rosji i gniciu Zachodu, który ma już do zaoferowania tylko zwodnicze deklaracje.

Ocena ta współbrzmi z listami pisarza relacjonującego wrażenia z zagranicznych wyjazdów. Pobyt w Genewie w latach 1867-1868 wzmocnił w nim odrazę do tego, z czym się zetknął.

Genewa to nudne, ponure, głupie protestanckie miasto [pisał w styczniu 1868 roku].

Gdyby Pan tylko wiedział [zwracał się do przyjaciela] jak głupi, tępy i nędzny jest tutaj naród! [...] Tutejszy robotnik nie jest wart nawet małego palca naszego robotnika. Śmiech bierze, gdy się na nich patrzy i słucha. Obyczaje jak u dzikusów.

Ale w Szwajcarii ("tej podłej republice") nie jest jeszcze najgorzej, najbardziej negatywnych wrażeń dostarczają Niemcy - kraj i ludzie.

W Niemczech [dowiadujemy się z tego samego listu] najbardziej zdumiewała mnie zawsze głupota prostych ludzi. Są oni bezgranicznie, beznadziejnie głupi. U nas nawet Mikołaj Nikołajewicz Strachow, człowiek niezwykłej mądrości, nie chce zrozumieć tej prawdy i powiada, że "Niemcy wymyślili". Nic wielkiego, życie ich do tego zmusiło! A my w tym czasie stworzyliśmy wielkie państwo, Azję na wieki powstrzymaliśmy od podbojów, znosiliśmy nieskończone cierpienia i potrafiliśmy je znosić, nie zatracając równocześnie rosyjskiej idei, która świat odnowi, wręcz przeciwnie, umocniliśmy ją, wreszcie przetrzymaliśmy Niemców i mimo wszystko nasz lud jest bezgranicznie dostojniejszy, szlachetniejszy, uczciwszy, zdolniejszy i bardziej oddany najwznioślejszej idei chrześcijańskiej. Idei, której Europa wraz ze swym zdechłym katolicyzmem i pełnym głupich sprzeczności luteranizmem nie jest w stanie zrozumieć.

Podobną bezceremonialność można by częściowo tłumaczyć nostalgią za ojczyzną, która z oddalenia wydawała się rajem, udrękami codzienności na obczyźnie, brakiem pieniędzy, o które trzeba było żebrać, wyczerpaniem atakami padaczki, ale mimo przejaskrawienia list ten dobrze oddawał bezgraniczną wiarę autora w "ideę rosyjską", której konsekwencją musiała być negacja Zachodu.

Między słowianofilstwem a okcydentalizmem. Stosunku Dostojewskiego do Rosji i Europy nie można redukować do skrajnych uproszczeń, jest on bardzo złożony, motywowany wieloletnimi przemyśleniami oraz określoną tradycją intelektualną, a nie tylko chwilową irytacją.

Myślenie o tych sprawach w Rosji XIX wieku wyznaczona było przez dwa konkurencyjne nurty ideowe: słowianofilski i okcydentalistyczny. Ukształtowana pod koniec lat trzydziestych ideologia słowianofilów (Iwan Aksakow, Konstanty Aksakow, Aleksiej Chomiakow, Jurij Samarin) akcentuje odmienność dziejowej drogi Rosji na tle Europy, krytycznie ocenia europeizacje Rosji przez Piotra Wielkiego *[Polska nauka dysponuje najlepszym z dotychczasowych opracowań słowianofilstwa rosyjskiego, książką Andrzeja Walickiego: W kręgu konserwatywnej utopii. Struktura i przemiany rosyjskiego słowianofilstwa, Warszawa 1964.]. Imperator ten dokonał mechanicznego przeszczepu cywilizacji zachodniej na obcy grunt, wskutek czego zakłócił organiczny rozwój Rosji. Konsekwencją reform Piotra było "odosobnienie" inteligencji od ludu, który jako jedyny dochował wierności staroruskiej tradycji i ideałom prawosławia. Europeizm - według słowianofilów - to dominacja racjonalizmu, społeczna dezintegracja, podczas gdy harmonia jednostki i zbiorowości opiera się tylko na wartościach duchowych i religijnych. Zachód w oczach słowianofilów to atomizacja jednostek połączonych arbitralną więzią państwowego przymusu, w Rosji o więzi tej stanowi harmonia suwerennych osobowości.

Okcydentaliści (ros. zapadniki) nie byli - jak słowianofile - tradycyjnym ugrupowaniem, była to raczej pewna formacja intelektualna. Idee okcydentalistyczne najlepiej wyrażał Bieliński. Solidaryzujący się z nim intelektualiści uznawali jednolitość Rosji i Europy, pozytywnie oceniali dokonania Piotra, krytykowali słowianofilską idealizację rosyjskiego ludu i prawosławia.

Aktywność Dostojewskiego-publicysty przypada na drugą połowę stulecia, gdy spory słowianofilów z okcydentalistami należały do przeszłości, ale podstawowe dylematy, pojęcia, argumenty i stereotypy tej polemiki pozostały. W tej konfrontacji autor Biesów pragnął zająć stanowisko kompromisowe, starając się pogodzić cywilizacyjny i oświatowo-naukowy rozwój Rosji z zachowaniem jej duchowej autonomii. W miarę jednak wzrostu konserwatyzmu w jego przekonaniach słowianofilskie schematy zaczęły dominować. Wersją neosłowianofilstwa było poczwienniczestwo (od poczwa - gleba), które propagował w czasopiśmie «Wriemia». Kładł nacisk na powrót do źródeł ludowej prawdy, postulował zbratanie inteligencji z ludem. Bynajmniej nie lekceważąc nauki i techniki, akcentował prymat wartości duchowych, bo - jak to ogólnikowo ujmował -

przede wszystkim potrzebna jest natura, potem nauka, potem życie samodzielne, wyrastające z gleby, nieskrępowane, i wiara we własne, narodowe siły.

Rosjanin w mniemaniu Dostojewskiego miał być człowiekiem jakościowo odmiennym, o mieszanym rosyjsko-europejskim rodowodzie:

Europa jest naszą drugą ojczyzną - ja pierwszy to gorąco wyznaję i zawsze wyznawałem. Europa jest nam wszystkim niemal równie droga jak Rosja.

Lud rosyjski. Podstawowym tematem publicystyki Dostojewskiego lat 70-tych jest, oprócz Rosji oczywiście jako nadrzędnej duchowej substancji, prosty rosyjski lud. Był on, z jednej strony, symbolem spontanicznej bezpośredniości przeciwstawianej spekulatywnemu teoretyzowaniu, z drugiej posiadał tajemniczy i niezwykły charyzmat oraz zdolność "przenikania w ducha innych narodów", dar "wszechrozumienia" i miłości.

W tych dytyrambach na cześć prostego ludu zawsze obecny był, bezpośrednio lub tylko w podtekście, negatyw - obcokrajowiec, pozbawiony tego wszystkiego, w co tak hojnie został wyposażony Rosjanin. Dawało to efekty wręcz humorystyczne.

Każdy Rosjanin [upiera się Dostojewski] może mówić wszystkimi językami i poznać ducha każdego obcego języka z wszystkimi subtelnościami - poznać tak, jak swój własny, rosyjski język. Nie ma tego u narodów europejskich w  s e n s i e  z d o l n o ś c i  p o w s z e c h n e j,  n a r o d o w e j.

Dowody? Oto podczas wojny krymskiej rosyjscy żołnierze świetnie, choć na migi, porozumiewali się z jeńcami francuskimi. Znali tylko kilka słów ich języka i "gdyby znali choćby połowę słów, które mówił Francuz, zrozumieliby go zupełnie". Francuzi - nie. Wskutek wrodzonej tępoty nie byli w stanie zrozumieć cudzoziemca nie poznawszy dogłębnie jego języka. Podobnie Szwajcarzy, Niemcy, Anglicy, Polacy.

Czy jednak rosyjski lud jest już ideałem moralnej czystości? Nie, przeczą temu oczywiste fakty, które oponenci Dostojewskiego przytaczali. Ale zawsze miał dla nich jedną odpowiedź: znam ten lud lepiej od was, spędziłem z nim kilka lat katorgi i nawet błądząc, żyjąc w rozpuście, popełniając zbrodnie ma on świadomość zła. Stąd apel do sceptyków:

sądźcie lud rosyjski nie na podstawie tych okropności, które tak często popełnia, lecz na podstawie tych wielkich i wzniosłych rzeczy do których z głębi swego upadku stale wzdycha.

Wierzyć więc należy w "wielkie i wzniosłe rzeczy", których nie widać i nie zwracać uwagi na rzeczy widoczne, bo to pozory. Pozorami są nie tylko powszechna demoralizacja i pijaństwo, ale i wulgarne słownictwo. Dla tej ostatniej sprawy pisarz znajduje takie wytłumaczenie: "Lud wprawdzie klnie z przyzwyczajenia, ale sam wie, że jest to brzydkie przyzwyczajenie i potępia je". Odwrotnie aniżeli ludzie z wyższych sfer: ci smakują wulgarne wyrażenia, delektują się nimi! Wydaje się, że i demoralizacja ludu nie jest przezeń zawiniona. Skoro pisarz nazywa ją "przyswojonym barbarzyństwem", nie jest wykluczone, iż winę za to ponosi wpływ warstw wykształconych i cywilizacji zachodniej. Dodatkowym źródłem moralnej deprawacji są Żydzi.

Lud jest gwarancją odrodzenia całego narodu, wykształcone warstwy powinny przynieść mu oświatę i naukę, a czerpać odeń prawdę moralną, bo szansa odrodzenia tkwi w "zbawczej drodze pełnego pokory obcowania z ludem". Konflikty społeczne w Rosji - wyrokuje Dostojewski - są wykluczone, doświadcza ich tylko będąca w stanie rozkładu Europa. Jej dekadencję przyspiesza katolicyzm i protestantyzm, ideały demokracji, wreszcie socjalizm poczęty z katolickiego ducha.

"Idea rosyjska" w realizacji. Jako jedyne mocarstwo silne ogólnonarodową zgodą, oparte na prawosławiu - jedynej religii chrześcijańskiej dochowującej wierności Chrystusowej prawdzie i pod ojcowskim berłem cara Rosja wieści "nowe słowo" innym narodom. "Największą z największych misją, już uświadomioną przez Rosjan w ich przyszłości, jest misja ogólnoludzka, jest służba całej ludzkości". Jeśli działalność Piotra-reformatora obrazowo określano jako "wyrąbanie okna" na Europę, teraz sytuacja zdaje się odwracać: właśnie Europa powinna "wyrąbać okno" wobec Rosji.

Przejawem tego mesjanizmu są komentarze Dostojewskiego z okresu wojny rosyjsko-tureckiej 1877-1878. Jeszcze przed oficjalnym jej wybuchem w Rosji organizowano pomoc dla bałkańskich pobratymców. Pisarz dostrzegł tu nie incydentalne zjawisko, lecz początek "światowej misji" jego ojczyzny, kierującej się altruistycznym umiłowaniem innych narodów. Na tej podstawie patetycznie wyrokował: "Kto chce być najwyżej w Królestwie Bożym - musi stać się sługą wszystkich. Tak rozumiem rosyjską misję  j a k o  i d e a ł ".

Wojna na Bałkanach miała być pierwszą słowiańską fazą realizacji "idei rosyjskiej". Słowianie powinni zjednoczyć się w jedną rodzinę pod rosyjskim dwugłowym orłem, ale - wielokrotnie zastrzega się autor Dziennika pisarza - w najmniejszym stopniu nie będzie to aneksja, lecz "sojusz miłości i braterstwa", bo Rosja zniewalać i przyciągać może nie siłą, lecz bezinteresownością.

Problem bałkański to również żywo dyskutowana w owym czasie kwestia Konstantynopola. Że Konstantynopol-Carogród musi być rosyjski, Dostojewski nie ma najmniejszej wątpliwości, gdyż Rosja jest sukcesorką Bizancjum. Rozumowanie opierał na powstałej jeszcze w XVI wieku, a odrodzonej w myśli słowianofilskiej, idei Moskwy - "trzeciego Rzymu". Zgodnie z nią dzieje ludzkości zamykały się w historii trzech wybranych narodów: Rzymu starożytnego, Rzymu nowego czyli Konstantynopola i Rzymu trzeciego - Moskwy. W tej eschatologicznej perspektywie widział Dostojewski rolę swego państwa i narodu. Ale prawa Rosji tkwiły nie tylko w racjach historycznych, jej atutem była dynamika i młodość. To właśnie ona, a nie zgrzybiała i toczona wewnętrznym kryzysem Europa, stanowi warunek powstania przyszłej "wspólnoty miłującej".

Nowa rola Niemiec. Poglądy Dostojewskiego kształtowała również w niemałym stopniu polityczna koniunktura. Spore znaczenie miało tu zbliżenie Rosji i Niemiec po wojnie krymskiej, dlatego w latach 70-tych na łamach Dziennika pisarza narasta sympatia do Niemiec i Bismarcka, który zasłużył sobie na miano "genialnego człowieka", gdyż był wrogiem Francji, "idei rzymskiej" i papiestwa. W ten sposób - określenie nieoczekiwane pod jego piórem - "wielki, dumny i osobliwy" naród niemiecki stał się obok rosyjskiego drugą ostoją Europy. Potwierdzenie tej korekty w narodowych fobiach pisarza znajdujemy w Braciach Karamazow. Są tu w swej zwykłej roli Polacy, są i "Żydki", ale brak tradycyjnego typu - durnia Niemca.

Dostojewski - propagator szowinizmu. Dostojewski - pisarz chrześcijański - dość nieoczekiwanie stał się w publicystyce panegirystą rosyjskiego nacjonalizmu i szowinizmu. Chrześcijaństwo w tym wydaniu okazało się być religią usługową, gdyż jego idee zostały wprzągnięte w służbę celów niewiele mających wspólnego z "sojuszem miłości i braterstwa". Prawda prawosławia przestaje być dlań prawdą uniwersalną, staje się prawdą Rosji, emanacją jej narodowego ducha. Równie mało wspólnego z chrześcijaństwem ma pochwała wojny, która dla autora Braci Karamazow jest narzędziem budowania międzynarodowego ładu, bowiem

oczyszcza zarażone powietrze od nagromadzonych miazmatów, leczy duszę, wypędza hańbiące tchórzostwo i rozleniwienie, ogłasza i stawia niezłomny cel, daje i wyjaśnia ideę, do której zrealizowania powołany jest ten czy inny naród.

Taka uszlachetniona wojna - te kropki nad "i" stawiali już apologeci Dostojewskiego - może być środkiem rosyjskiego posłannictwa.

Dostojewski a Polacy. Polskiego czytelnika nieprzyjemnie uderza niechęć Dostojewskiego do naszego narodu *[Na ten temat pisano u nas sporo. Najnowszy stan badań przedstawiają prace: Zbigniewa Żakiewicza Polacy u Dostojewskiego, «Twórczość» 1968, nr 6 oraz Jana Orłowskiego Reakcja Dostojewskiego na sprawy polskie, «Przegląd Humanistyczny» 1982, nr 5-6.]. Rzecz należy widzieć w szerszym kontekście, bowiem o "kwestii polskiej" można tu mówić z podobnym uzasadnieniem jak o francuskiej, niemieckiej, angielskiej czy żydowskiej *[Właśnie stosunek Dostojewskiego do mniejszości żydowskiej jest kuriozalnym wręcz przykładem jego poziomu myślenia o innych narodowościach. W marcowym numerze Dziennika pisarza z 1877 roku kwituje on odbiór listu Abrahama-Urie Kownera, wykształconego Żyda zaniepokojonego pogardliwym stosunkiem autora Idioty do jego współbraci. Adresat podobne zarzuty uznał za nieporozumienie, po czym przeprowadził generalny atak na Żydów uznając ich za element pasożytniczy i szkodliwy. Poglądy wyrażone w tym wystąpieniu Dostojewskiego to właściwie klasyczny repertuar antysemityzmu; brak tylko oskarżenia o rytualne mordy.]. Niechęć autora Biesów do innych nacji jest konsekwencją bezgranicznej miłości, jaką obdarzył własny naród. Była to miłość absolutna i niepodzielna, dlatego dla innych pozostała najwyżej obojętność, najczęściej jednak - agresywna antypatia. Szczególnie drastyczna jest jego antypatia do Niemców, poświadczona listami z zagranicy, widoczna również w Zbrodni i karze, gdzie wszystkie Niemki (Gertruda Resslich, Amalia Lippewechsel, Daria Francewna, Luiza Iwanowna) to albo osoby już z racji swego narodowego "obciążenia" tępe i głupie, albo bezwzględne, przebiegłe i zdemoralizowane. Niemiec, Niemka to tradycyjnie symbol głupoty, chciwości i arogancji *[ Niemcy stanowili największą, ok. 6% wszystkich mieszkańców, mniejszość narodową ludności półmilionowego Petersburga lat 60-tych ubiegłego stulecia. Odgrywali ważną rolę w handlu, rzemiośle, byli lekarzami, właścicielami domów. Znaczne miejsce zajmowali w sferach finansowych i ciągle zadłużony Dostojewski stykał się z nimi chyba nader często. Tu też tkwiło dodatkowe źródło jego germanofobii.].

Niechęć do Polaków nie jest więc wyjątkiem, jej wyjątkowość tkwi chyba tylko w genezie. Warto mieć na uwadze, iż autor Idioty w wypowiedziach publicystycznych posługuje się diametralnie odmienną metodą aniżeli w prozie, gdzie narzędziem podstawowym jest indukcja. W publicystyce dominuje dedukcja, doktrynerska arbitralność. Poznanie historii Polski, wiedza o martyrologii jej narodu czy historycznych uwarunkowaniach diaspory Żydów mogły podważyć zasadność uogólnień na temat obu narodów, ale genialny analityk wolał poprzestać na emocjach, uprzedzeniach i prymitywnych stereotypach.

Dostojewski nie znał ani naszej historii, ani całej prawdy o prześladowaniach Polaków przez carat, którego zasięg i formy doprawdy trudno pogodzić z drogim mu ideałem imperium rosyjskiego jako "wspólnoty miłującej" bądź "sojuszu miłości i braterstwa". Z Polakami kontaktował się sporadycznie, chyba nie doświadczył od nich krzywd i upokorzeń, które usprawiedliwiałyby tak skrajną niechęć. W odróżnieniu od Niemców, z którymi przez parę lat codziennie stykał się w czasie podróży zagranicznych i od których - we własnym przynajmniej przekonaniu - doznał wielu zniewag w salonach ruletki, lombardach i hotelach.

Kilku Polaków było jego towarzyszami niedoli w "martwym domu". W jego relacji byli to ludzie ideowi, cierpiący za swój patriotyzm, aczkolwiek cechował ich wyniosły arystokratyzm i pogarda dla kryminalistów-Rosjan. Charakterystyczny epizod z tego okresu przytoczył w opowiadaniu Chłop Mareusz, zamieszczonym w Dzienniku pisarza z 1876 roku. W czasie świąt katorżnicy w pijackim rozpasaniu, bijący się miedzy sobą, śpiewający ohydne piosenki, czynili wyjątkowo odrażające wrażenie. Wtedy właśnie autor wspomniał o wydarzeniu z dzieciństwa, gdy jemu, będącemu w szoku halucynacyjnego przywidzenia, serdeczną czułość okazał chłop Mareusz. Oto końcowy fragment tego opowiadania-wspomnienia:

Zacząłem iść, wpatrując się w napotykane twarze. Ten chłop z ogoloną głową, z napiętnowaną twarzą, pijany, wrzeszczący swoją pijacką ochrypłą pieśń - przecież to też, być może, taki sam Mareusz: przecież nie mogę zajrzeć mu w serce. Spotkałem tego samego wieczoru jeszcze raz i M-ckiego. Nieszczęśliwy! Ten już na pewno nie mógł mieć wspomnień o jakichkolwiek Mareuszach i żadnego innego poglądu na tych ludzi oprócz "Je hais ces brigands!". Nie, ci Polacy przeszli wtedy więcej od nas!.

W dwadzieścia parę lat po tym wydarzeniu dla Dostojewskiego niezmiernie symptomatycznym wydaje się fakt, iż Mirecki pogardę dla prostych Rosjan ("Nienawidzę tych bandytów!") wyraził po francusku. Potwierdziło to jego tezę, że Polska jest produktem cywilizacji francuskiej i katolicyzmu, co znaczyło jedno: jest konkurentem Rosji w walce o przywództwo w świecie słowiańskim, trojańskim koniem wrogiej kultury. Jedyną realną perspektywę odrodzenia Polski przedstawia Rosja.

Jest Polska Nowa, Polska wyzwolona przez cara, Polska odradzająca się, która niewątpliwie może oczekiwać w przyszłości jednakowego losu z każdym plemieniem słowiańskim, kiedy słowiańszczyzna wyzwoli się i zmartwychwstanie w Europie. Ale Starej Polski [zapewnia rosyjski pisarz] nie będzie nigdy, dlatego że ona nie może współistnieć z Rosją. Jej ideałem jest stanąć na miejscu Rosji w świecie słowiańskim.

Spotkania z Polakami na katordze nie mogły mu dostarczyć podniet dla antypolskiego kompleksu. Przełomem w tym względzie było powstanie styczniowe 1863 roku. Dobrze prosperujące czasopismo Dostojewskich «Wriemia» zamknięto z powodu fatalnego nieporozumienia wynikłego w efekcie publikacji artykułu Mikołaja Strachowa Sprawa zasadnicza (Rokowoj wopros). Walkę Rosji z Polską autor potraktował jako konflikt dwóch kultur. Intencje jego zostały opacznie zrozumiane, bo Strachów - wbrew temu, co sądziły władze - nie sympatyzował z Polakami, mniemał tylko, iż rozstrzygnięcie tej "zasadniczej sprawy" polegać może tylko na kulturowym zwycięstwie Rosji nad konkurentem. Skończyło się zamknięciem pisma. To dotkliwe materialne niepowodzenie było chyba ostatnim argumentem uzasadniającym uprzedzenia Dostojewskiego do Polski i Polaków.

Poziomem swych antypolskich uprzedzeń pisarz momentami nie różnił się od politycznie zaangażowanych grafomanów (np. W. Klusznikowa, Wsiewołoda Kriestowskiego i in.), autorów antynihilistycznych powieści tłumaczących zarówno polskie powstanie 1863 roku, jak i ruch rewolucyjny Rosji lat 60 - 70-tych ubiegłego wieku szatańskimi intrygami polskiej mafii *["Macki spisku klerykalnego" Dostojewski dostrzegł nawet w swej ojczyźnie, gdy pojawiły się pogłoski, iż Polak, kardynał Mieczysław Ledóchowski może zostać wybrany papieżem. (Dziennik pisarza, t. III, s. 289-292.).]

Dostojewski-publicysta i Dostojewski-pisarz

Dwa oblicza. Dostojewski-publicysta często wprawia w zdumienie. Zdumiewa nacjonalizmem, nadużywaniem chrześcijaństwa, którego ortodoksja jest wyłącznie mierzona rosyjskością, niedorzecznościami wypowiadanymi na temat ludu, opartymi wyłącznie na autosugestii, szokuje pogardą dla innych narodów. W publicystyce głosi teorie i poglądy, przed którymi, wielokrotnie ostrzega jako prozaik, bo przecież niepomiernie gloryfikowany lud rosyjski staje się fetyszem, wartością nadrzędną, której niepodobna uzasadnić. Ta "religia ludu" nie różni się od "religii ludzkości", przed którą przestrzegają Zbrodnia i kara, Biesy, Bracia Karamazow. Dostojewski-pisarz był wrażliwy na konkret, empiryczny fakt, logiczną argumentację, ale jako publicysta bywał głuchy na oczywistość, rozumowanie opierał na aksjomatach nie poddających się weryfikacji.

Ideologia Dostojewskiego-publicysty pozostaje w sprzeczności ze światopoglądem jego prozy. Gdyby nawet nie pochwalił wojny, pochwałę taką można by wydedukować z jego nacjonalizmu, ponieważ skutkiem apoteozy jednego narodu musi być upodrzędnienie innych; apoteoza ta, niezależnie od humanistycznej czy religijnej frazeologii, musi implikować przemoc i ekspansję. Wniosek taki jest zapewne nadużyciem subiektywnych intencji Dostojewskiego, ale stanowi logiczną konkluzję z obiektywnej wymowy jego poglądów. Iwan Karamazow nie chciał zabić ojca, ale teoretyczna możliwość takiego czynu, którą dostrzegł Smierdiakow, tkwiła w jego poglądach. Podobna niespodzianka przydarzyła się również bohaterowi Zbrodni i kary. Sytuacje te kolejny raz ilustrują problem moralnej odpowiedzialności za słowo i odpowiedzialność teorii za jej praktyczne realizacje.

Publicystyka Dostojewskiego mogła służyć i służyła jako ideologiczne uzasadnienie rosyjskiej imperialnej zaborczości. Warto jeszcze odnotować inny smutny fakt wykorzystywania autorytetu wielkiego pisarza przez rosyjskich antysemitów w okresie największych antyżydowskich pogromów. Tu również wypada stwierdzić, iż nie była to całkiem bezzasadna "deformacja" jego poglądów.

Sublimacja obsesji? Naiwności, a nawet absurdy tej publicystyki nie są fałszem świadomym, lecz konsekwencją ideowych wyborów czy sublimacją obsesji. Czyni to publicystykę Dostojewskiego bardziej fenomenem psychologicznym aniżeli zjawiskiem światopoglądowym. Jego nacjonalizm stanowił - w jakimś przynajmniej stopniu - ukrytą formę kompleksu niższości wobec Europy, a adoracja ludu była niejako wymuszona nieufnością do inteligencji zarażonej niebezpiecznym europeizmem, tj. ideami rewolucji, anarchii i moralnego nihilizmu. Było to szukanie ratunku przed katastrofą, której ponurą wizję przedstawiały Biesy. Był to alternatywny wybór i innego wyjścia dla niego chyba nie było.

Konsekwencje konserwatyzmu. Uproszczenia Dostojewskiego-publicysty były w znacznym stopniu pochodną jego utopijno-konserwatywnego światopoglądu. Jego część stanowił "konserwatyzm etyczny", obrona wartości moralnych przed relatywizacją i utylitaryzmem. Błąd polegał jednak na tym, iż trwałość zasad moralnych identyfikował z niezmiennością struktur politycznych. Paradoks tkwił również i w tym, iż konserwatyzm czy wręcz reakcyjność jego pozaartystycznego myślenia stanowiła warunek jego intuicji w zakresie problematyki etycznej i trafnego dostrzegania zagrożeń, jakie "postęp" w tej dziedzinie mógł przynieść.

Utopijny antyutopista. Dostojewski-pisarz i Dostojewski-publicysta to często dwa wzajemnie wykluczające się głosy, bo chyba wyklucza się szyderstwo z marzeń o harmonijnej i bezkonfliktowej wspólnocie z postawą publicysty przekonywającego siebie i innych, iż wspólnota taka staje się coraz bliższą rzeczywistością w Rosji drugiej połowy XIX stulecia. Również musi dziwić wyposażenie w nadzwyczajne cnoty ponad osobowej, anonimowej zbiorowości - ludu u kogoś, kto za podstawowy warunek humanizmu uznawał nieredukowalność człowieka do kategorii nadrzędnych. Antyutopista stał się utopistą, wnikliwy znawca człowieka, jego duchowych komplikacji i zagrożeń uległ pokusie widzenia w Rosjaninie "człowieka nowego typu", wolnego od balastu obciążeń doświadczanych przez innych, którego wady - jakby nie twierdził czegoś odwrotnego - skłonny był widzieć w zewnętrznych środowiskowych czynnikach i wpływie obcej kultury.

Poznanie dwóch wcieleń Fiodora Dostojewskiego umożliwia dostrzeżenie w jego twórczości tego, co jest w niej ponadczasowe, uniwersalne, a co stanowi element określonej epoki historycznej. Jego genialność jako pisarza nie powinna być kwestionowana tym, iż w wypowiedziach publicystycznych propagował poglądy nie tylko utopijne, ale i niebezpieczne. I odwrotnie: autorytet genialnego pisarza nie może służyć uwiarygodnieniu jego publicystyki.

 

VI. FIODOR DOSTOJEWSKI - ARTYSTA SŁOWA

Cechy odmienności. Odmienność pisarstwa Dostojewskiego rzucała się w oczy już pierwszym odbiorcom. Od debiutu zaznał goryczy braku uznania i niezrozumienia, a pochwały pod adresem Biednych ludzi były właściwie nieporozumieniem, albowiem chwalono go za cechy raczej wtórne dla jego pisarstwa, np. protest przeciwko społecznej krzywdzie, nie dostrzegano natomiast doniosłości artystycznej jego dzieł. Źródłem wszystkich pomyłek było niedostosowanie kryteriów oceny do obiektu. Zjawisko jakościowo nowe wartościowano według tradycyjnych kanonów.

Zarzut koronny, stawiany Dostojewskiemu od Bielińskiego począwszy, sprowadzał się do oskarżeń o nadmierne zainteresowanie psychicznymi dewiacjami. Wywodził się on z dogmatycznego traktowania estetyki realizmu, której fundamentalnym założeniem była zasada życiowego prawdopodobieństwa. W porównaniu z Turgieniewem, Tołstojem, Gonczarowem pisarstwo Dostojewskiego istotnie było odstępstwem od "normy". Klasyczny XIX-wieczny realizm za normę uznawał nie postulat prawdy jako takiej, lecz zespół środków artystycznych kreujących świat przedstawiony w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem i potocznym doświadczeniem. Ta estetyczna rutyna nie przestaje zresztą nadal kształtować gustów niemałej części czytelników Dostojewskiego, dość arbitralnie wyrokujących na temat tego, co "normalne", "prawdopodobne", "możliwe" w literaturze i życiu.

Opinie o "nienormalności" bohaterów Dostojewskiego powielają te zarzuty, jakie formułowała krytyka rosyjska XIX stulecia pomawiając pisarza o apoteozę okrucieństwa i upodobania sadystyczne. Wielu czytelników jeszcze dziś szokują sytuacje, w jakich stawia swych bohaterów autor Biesów, jak modeluje ich zachowania i reakcje. Zgęszczenie skandali, samobójstw i zbrodni było u tego twórcy świadomym założeniem artystycznym, metodą pozwalającą wydobyć z bohatera maksimum jego duchowych i psychicznych rezerw. Fiodor Michajłowicz rozumiał tę swoją odmienność, podkreślał ją często, uzasadniał i bronił.

Wielu krytyków [pisał w 1879 roku] zarzuciło mi, że tematy moich powieści nie są właściwe, nie są rzeczywiste itp. Ja zaś uważam, że są to tematy najbardziej rzeczywiste...

Nowy realizm. Odmiennie niż współcześni widział Dostojewski rzeczywistość i inaczej pojmował postulat realizmu - sztandarowe hasło literatury rosyjskiej jego czasu.

Mam własny pogląd na rzeczywistość (w sztuce) [podkreślał] i to, co większość nazywa prawie fanatycznym i wyjątkowym, dla mnie czasem stanowi samą istotę rzeczywistości.

Współczesny realizm widział jako rejestrację zjawisk powierzchownych i incydentalnych, jemu natomiast zawsze chodziło o sięganie do głębi spraw zasadniczych, odkrywanie ich istoty.

Realizm Dostojewskiego określa się dziś mianem "fantastycznego" i w nazwie tej tkwi pozorny tylko paradoks. Metoda autora Zbrodni i kary polegała na penetrowaniu głębszych warstw rzeczywistości w jej skrajnych czyli - jak on to sam nazywał - "fantastycznych" symptomach. Zjawiska, rzeczy, krąg realiów stają się w ten sposób często znakiem ukrytych sensów, są nosicielami pewnej wartości naddanej, a skandal, zbrodnia, nieobliczalny czyn są erupcją najgłębszej istoty ludzkiego "ja", stanowiąc kondensację prawdy, najwyższy stan jej artystycznego skupienia.

Determinowało to również cechy gatunkowe prozy Dostojewskiego. Autor Zbrodni i kary zerwał z tradycjami "powieści rodzinnej", która na gruncie rosyjskim miała tak wybitnego przedstawiciela w Lwie Tołstoju, odszedł od epicko-ewolucyjnej prezentacji bohatera i jego wewnętrznego dojrzewania. Bohater Dostojewskiego od samego początku akcji jest osobowością uformowaną, co oczywiście nie oznacza statyczności. Wprost odwrotnie: osobowość to maksymalnie dynamiczna, otwarta, nie przestająca zaskakiwać nieoczekiwaną zmiennością swych zachowań. Klasyczne potwierdzenie tej obserwacji znajdziemy w postaci Raskolnikowa.

W prozie Dostojewskiego uderza wyjątkowa kompresja czasu, natłok zdarzeń, ich niewiarygodne tempo. Wydarzenia Zbrodni i kary trwają około dwóch tygodni, a Braci Karamazow - cztery dni. To wyjaśnia, dlaczego tak dominujące miejsce zajmuje tu tragiczna kolizja i katastrofa, a nie spokojny dystans obiektywnej narracji. Stąd też dla bohatera istotny jest czas teraźniejszy: nie "przedtem" i "potem", lecz "tu i teraz".

Realizm Dostojewskiego ma bardzo niejednorodny charakter, jest bowiem ciągle wzbogacany środkami artystycznej ekspresji z innych źródeł. Wielką rolę w Zbrodni i karze odgrywa np. poetyka nastroju, ekspresjonistyczna eskalacja emocji, werystyczna opisowość sąsiaduje w tej powieści z symboliką (np. częsty motyw pająka, motyw wody, ukośnych promieni słonecznych przed zachodem słońca itp.).

Swoistość psychologizmu. Człowiek przeżywający metafizyczne dylematy, znajdujący się w sytuacji skrajnego napięcia musiał być prezentowany w odmiennej poetyce, różnej od tradycyjnego psychologizmu rozumianego jako norma statystycznych zachowań. Bohater Dostojewskiego bezustannie przeżywa stan duchowej mobilizacji, zawsze jest - by odwołać się do najczęstszych zwrotów - "jakby nienormalny", "u szczytu białej gorączki", "podniecony do szaleństwa", "jak opętany", "prawie odchodzący od zmysłów" etc. Stany gorączki, maligny, obłędu, zapamiętania, majaczenia, histerii towarzyszą reakcjom wszystkich czołowych bohaterów: Raskolnikowa, Rogożyna, Nastazji Filipowny, Stawrogina.

Ale stany te są zawsze "jakby" (jak), "prawie", na samej granicy, która jest blisko, lecz nie jest nigdy przekraczana, sygnalizuje tylko krańcowość, ekstremalność sytuacji lub jej "jeszcze" normalność. Tylko taka metoda dawała szansę oglądu całego obszaru duchowego wnętrza, ukazywała złożoność psychiki. Dusza bohatera Dostojewskiego jest polem walki sprzecznych żywiołów: bestia zmaga się z aniołem, zmysłowość z duchowością, dobro ze złem. Od zwycięstwa jednego z tych żywiołów zależy wielkość lub podłość człowieka. Psychologizm Dostojewskiego z tradycyjnym psychologizmem ma niewiele wspólnego; autor Biesów wielokrotnie drwił z psychologizowania wyrokującego o zachowaniu człowieka na podstawie empirycznych danych, wykazywał zawodność prognozowania opartego na teoretycznych uogólnieniach. Dusza człowieka, ciągłe przypomina autor Zbrodni i kary, jest zawsze "pojedyncza", tajemnicza, wyjątkowa, nie podlegająca prawidłowościom. Każdy postępek, szczególnie skrajny, nie może być wyjaśniony uogólnieniem doświadczenia. Na tej oczywistości opiera cały swój niezrównany kunszt sędzia śledczy Porfiry Pietrowicz ze Zbrodni i kary.

Specyfikę psychologizmu Dostojewskiego tworzy również wyrafinowany charakter przeżyć. Udręka i cierpienie przechodzi w rozkosz, poniżenie staje się źródłem doznań pozytywnych. Sublimacja przeżyć, ich ambiwalencja i oksymoronizacja rozbija klarownie racjonalistyczny wizerunek człowieka i dlatego autor Młodzika słusznie uważany jest za prekursora wielu nurtów literatury i sztuki światowej ukazujących skomplikowany i antynomiczny charakter ludzkiej duszy.

Polifonia. Kwestią szczególną w odbiorze Dostojewskiego, nadal wywołującą wiele nieporozumień, jest dopuszczenie do głosu postaci reprezentujących odmienne od autorskiego stanowisko, wskutek czego dzieło traci jednoznaczną wymowę, istnieje zawsze w wielu odczytaniach. Tłumaczono to zwykle dwojako: albo wszystkie poglądy bohaterów - nawet Człowieka z Podziemia i starego Karamazowa! - przypisywano autorowi, albo interpretowano je jako "sprzeczności" światopoglądu pisarza, który okazywał się znacznie lepszym artystą aniżeli myślicielem, albowiem sugestia obrazu zawsze rozmijać się miała z jego subiektywnym zamiarem. Wszystkie te interpretacyjne kłopoty rozstrzygnęła odkrywcza książka Michała Bachtina *[Jego przełomowa dla badań nad Dostojewskim książka Problemy poetyki Dostojewskiego ukazała się w 1963 roku. Było to rozszerzone i teoretycznie pogłębione drugie wydanie pracy, opublikowanej po raz pierwszy w r. 1929. Dzieło to, ze względu na jego nie tylko metodologiczne, teoretycznoliterackie ale i filozoficzne implikacje, uznano za jedno z czołowych osiągnięć humanistyki XX wieku.], który opisane wyżej zjawisko nazwał wielogłosem lub polifonią. Dostojewski - według tego uczonego - jest twórcą nowego typu powieści w literaturze światowej - powieści polifonicznej.

W tego typu utworze bohater uzyskuje wewnętrzną autonomię, a głos jego nie jest już ograniczany przez autorską ingerencję. Panująca tu "wolność słowa" powoduje, iż dzieło zmienia swój charakter przestając być narzędziem propagandy jednej tylko idei, stając się metodą poszukiwania prawdy, wielkim sporem o człowieka i świat. Objawem polifonicznej struktury świata idei jest wyjątkowa lojalność autora w przekazywaniu głosów diametralnie nieraz sprzecznych z jego własnym ("prywatnym") stanowiskiem, bez ich wulgaryzacji i spłycania. Czyni to dzieła Dostojewskiego wiarygodnym źródłem poznania rzeczywistości w całym jej światopoglądowym bogactwie i pluralizmie.

Technika światopoglądowego kontrapunktu obowiązująca w świecie Dostojewskiego powoduje zderzenie tezy z antytezą. W Braciach Karamazow dwóch bohaterów rozmawia na temat projektu czasopisma. Oprócz normalnych działów musi ono mieć dział krytyki, albowiem - jak zauważa jeden - "Bez krytyki będzie tylko «hosanna». Ale do życia mało samej tylko «hosanny», trzeba żeby «hosanna» przeszła przez kuźnię zwątpień". Twórczość autora Zbrodni i kary jest taką właśnie "kuźnią zwątpień", bezustannym śledztwem nad ideą, rzetelnym wskazywaniem prawd i antyprawd. Pisarz, na podobieństwo "diabelskiego adwokata", obnażaniem myślowych płycizn, rutyny i schematyzmu zmusza wszystkie strony sporu do maksymalnego intelektualnego wysiłku, do prezentowania najlepszych argumentów w obronie własnego stanowiska.

Syntetyczny charakter twórczości. Proza Fiodora Dostojewskiego odznacza się ogromnym bogactwem problemowym. Dylematy i konflikty tracą w niej charakter abstrakcyjnych konstrukcji, ujawniają tkwiący w nich potencjał możliwości intelektualnych i praktycznych implikacji.

Filozoficzny uniwersalizm Dostojewskiego ma swój odpowiednik w uniwersalizmie artystycznym. Autor Zbrodni i kary jest otwarty na wiele kierunków i metod. Realiście Dostojewskiemu bardzo bliskie jest dziedzictwo romantyczne, zarówno w kompleksie charakterystycznych dla romantycznej epoki dominant ideowych, jak i typie bohatera. Twórczość ta jest syntezą różnych tradycji gatunkowych i kategorii estetycznych. Powieść Dostojewskiego przypomina tragedię lub zespół scen dramatycznych, widoczna jest w niej inspiracja powieści grozy, powieści felietonowej, publicystycznej i kryminalnej. Patos i groteska, satyra i liryzm krzyżują się i przeplatają tworząc całość zupełnie wyjątkową. Głębia metafizycznych dociekań obudowana tu jest zawsze obyczajowym konkretem i aktualiami epoki. Ten hybrydalny porządek panuje konsekwentnie w planie problemowym i artystycznym.

Czy Dostojewski to pisarz ponury? Nierzadkie jeszcze dziś negatywne wartościowanie Dostojewskiego jest wynikiem uproszczonego spojrzenia na niego jako specjalistę od spraw ponurych i drastycznych. Klimat jego dzieł wielu czytelnikom wydaje się nasycony atmosferą niesamowitości i patologii, gdy tymczasem - jak zauważyliśmy - hipertrofia i wyolbrzymianie procesów psychicznych jest metodą ustalania ich granicy i normy.

Opory wobec twórczości autora Idioty rodzą się również stąd, iż nie jest on pisarzem poprawiającym dobry nastrój czytelnika, zdolnym utwierdzić go w optymistycznym samopoczuciu. Oto co na ten temat pisał do jednej ze swych korespondentek :

Pani uważa, że należę do tych ludzi, którzy zbawiają serca, rozgrzewają dusze, usuwają ból. Niestety, ludzie piszą mi o tym. Ale ja wiem na pewno, żem zdolny jest raczej zaszczepić rozczarowanie i obrzydzenie. Nie jestem mistrzem kołysanek, chociaż niekiedy brałem się i do tego. A przecież wielu ludziom tego tylko potrzeba, aby ich ukołysać do snu.

 

VII. FIODOR DOSTOJEWSKI I LITERATURA ŚWIATOWA

Rosyjskość czy uniwersalizm? Spośród wszystkich wybitnych pisarzy, jakich wydała Rosja, trudno o bardziej rosyjskiego, w większym stopniu opętanego, chorego na Rosję aniżeli Fiodor Dostojewski. Przeszłość, teraźniejszość, a nade wszystko przyszłość jego ojczyzny są głównymi tematami jego dociekań, niepokojów i nadziei. Jego utwory stanowią opis życia Rosji w konkretnym miejscu, czasie i sytuacji, ich bohaterami są Rosjanie przeżywający bardzo specyficzne, wyłącznie - jak mniemał autor Zbrodni i kary - rosyjskie konflikty. Były one wyraźną krzyżówką idei europejskich i rosyjskiej umysłowości, bo tylko w Rosji miał istnieć tak niepowtarzalny klimat dla rozstrzygania, z podobnej perspektywy i z podobną intensywnością, wszystkich "przeklętych problemów".

To tak bardzo rosyjskie dzieło zrobiło jednak wielką światową karierę, okazało się być tylko w ograniczonym stopniu odbiciem rosyjskiej specyfiki, bo maksymy Człowieka z Podziemia, bunt Raskolnikowa i Iwana Karamazowa, nihilizm Stawrogina, marzenia o moralnej doskonałości wcielone w postać "księcia Chrystusa"-Myszkina są wyrazem wielowiekowej ogólnoludzkiej, filozoficznej i religijnej tradycji.

Dostojewski w Europie. Już w rok po śmierci pisarza ukazało się pierwsze niemieckie wydanie Zbrodni i kary. Twórczość Dostojewskiego, na równi z dziełem Lwa Tołstoja, stała się na przełomie XIX i XX stulecia prawdziwą rewelacją dla Europy jako nowy typ realizmu, psychologizmu i jego całkowicie odmienna od dotychczasowych forma literatury w sposób tak gruntowny realizująca swe "człowiekoznawcze" posłannictwo. W obecnym stuleciu Zbrodnia i kara była tłumaczona i wielokrotnie wydawana we wszystkich językach Europy, Ameryki i Azji. W samej Japonii, w latach 1918-1938, ukazała się sześciokrotnie.

Dostojewski bardzo poważnie oddziałał na kulturę Zachodu, co najtrwalej uwidoczniło się w literaturze francuskiej. Już w latach 80-tych ubiegłego wieku mamy tu do odnotowania dwa znane utwory, których autorzy wyraźnie wymieniali Zbrodnię i karę jako źródło natchnienia: powieść Paula Bourgeta Uczeń (1889) i z tego samego roku pochodzący dramat Walka o byt Alphonse Daudeta.

Głębią psychologicznej analizy powieści Dostojewskiego zachwycał się autor słynnej we Francji książki Powieść rosyjska (1886) Melchior de Vogue. W obecnym stuleciu spośród pisarzy francuskich wiele Dostojewskiemu, głównie zaś Zbrodni i karze, zawdzięczał Andre Gide (m. in. w Lochach Watykanu, 1912), jak również Marcel Proust, Francois Mauriac, Andre Malraux, Albert Camus, Jean Paul Sartre.

Obecność autora Zbrodni i kary widoczna jest również bardzo wyraźnie na obszarze języka niemieckiego. Rainer Maria Rilke notował w dzienniku na temat największej powieści rosyjskiego pisarza: "nie znam ani jednej książki, którą można by postawić obok niej", Stefan Zweig dzieła Dostojewskieg: określił jako "wspaniałe dokonania XIX wieku, wszechogarniające obrazy naszego duchowego życia", zaś Tomasz Mann oświadczył, iż wpływ na niego autora Zbrodni i kary nie przestawał róść i pogłębiać się w dojrzałych latach. Szczególnie dotyczy to okresu, w którym powstawał Doktor Faustus (1943 — 1947).

Do tego dodać jeszcze należy powszechnie znane inspiracje Dostojewskiego w literaturze angielskiej (James Joyce, Somerset Maugham, Aldous Huxley, Graham Greene) czy u Amerykanina Williama Faulknera. Obecność problemów twórcy Zbrodni i kary jest również oczywista w tekstach Franza Kafki i słynnych Skandynawów: Knuta Hamsuna, Henryka Ibsena, Augusta Strindberga. W miarę upływu czasu geografia jego wpływów stale się rozszerza, dzieła rosyjskiego klasyka ukazują się w coraz większej ilości nakładów i we wszystkich językach świata.

Dostojewski w Polsce. Skomplikowany charakter naszych stosunków z Rosją spowodował, iż jej literatura nie znajdowała na naszym terenie większych entuzjastów. Mimo to jednak fascynacja Dostojewskim również i nas nie ominęła. Podobnie jak dla Zachodu, i dla Polaków był on kluczem do "rosyjskiego sfinksa", w jego dziełach szukano informacji o "mrokach duszy rosyjskiej", bo Rosję na przełomie XIX i XX stulecia odbierano w Europie głównie w planie jej kulturowej i psychologicznej odmienności oraz egzotyki.

Wszystkie jego dzieła wcześnie przełożono na język polski, towarzyszyło mu i nadal towarzyszy znaczne zainteresowanie krytyki i czytelników. Jest rzeczą zrozumiałą, iż polonofobia autora Gracza musiała tu również odegrać niebagatelną rolę i dlatego ambiwalentny doń stosunek jest charakterystyczny dla historii jego polskiej recepcji. Młody Żeromski potępiał np. zdecydowanie nacjonalizm Dostojewskiego nazywając go nawet "duchowym ojcem «czarnej sotni»" *[Ludwika Jazukiewicz-Osełkowska, Fiodor Dostojewski w twórczości Stanisława Brzozowskiego i Stefana Żeromskiego, Warszawa 1980, s. 277. "Czarną sotnią" nazywano skrajnie reakcyjne monarchistyczne i szowinistyczne organizacje i kierunki w Rosji w czasie rewolucji 1905-1907 i w latach 1907-1912. Cechował je fanatyzm narodowy i religijny.], choć równocześnie był pod ogromnym wrażeniem lektury Zbrodni i kary odnotowując w Dziennikach: "Ani Zola, ani Bourget nawet psychologią tego rodzaju poszczycić się nie mogą". Pisarz rosyjski znalazł się m. in. wśród mistrzów Stanisława Przybyszewskiego i Andrzeja Struga. Również i w naszym kraju, szczególnie po ostatniej wojnie, Zbrodnia i kara doczekała się wielu teatralnych realizacji.

Dostojewski w swojej ojczyźnie. Ciekawa jest ewolucja recepcji autora Idioty w Rosji. Tu również sława i uznanie przyszły dopiero po śmierci. Na przełomie dwóch stuleci był już wielkością przez nikogo nie kwestionowaną, jedną ze sztandarowych postaci kultury rosyjskiej, patronem nowych kierunków; w refleksji filozoficznej i religijnej, a literacki modernizm uznał go za głównego ze swych rodzimych prekursorów.

Po roku 1917 stosunek do niego zmieniał się radykalnie. Nie przeszkodziło to zresztą pierwotnie w znacznym postępie badań nad jego życiem i twórczością. Pojawiły się pierwsze monograficzne zarysy, spora ilość studiów, opublikowano wiele materiałów źródłowych związanych z jego życiem i działalnością. W latach 1926-1930 ukazało się kolejne pełne, ale pierwsze naukowo opracowane wydanie jego dzieł artystycznych, w 1928 rozpoczęto czterotomową edycję listów Dostojewskiego, ukończoną w 1959 roku. Jest oczywiste, iż twórczość pisarza tak namiętnie zwalczającego socjalizm, ateizm, kolektywistyczne koncepcje organizacji życia społecznego rozmijała się z potrzebami państwa, które właśnie ideały socjalizmu uznało za wartość najwyższą. Pozostawała również w sprzeczności z estetyką realizmu socjalistycznego głoszącego historyczny optymizm, oparty na przeświadczeniu o nieuchronności dziejowego postępu. Twórczość ta wchodzić również musiała w zasadniczą kolizję z "inżynieryjno"-instrumentalnym traktowaniem literatury powołanej nie do poznania człowieka, lecz formowania nowego typu osobowości. "Przeklęte problemy", ideał "prawdziwie pięknego człowieka" wydawały się teraz anachronizmem, produktem społeczeństwa, które bezpowrotnie odeszło. Powieści Dostojewskiego w tej sytuacji mogły co najwyżej być, jako klasyka "realizmu krytycznego", dowodem rozkładu obalonego przez rewolucję ustroju i bankructwem jego światopoglądowych pryncypiów. Ceniono w nich głównie "formę", nie zaś "treść".

Spuścizna autora Zbrodni i kary w ówczesnej recepcji charakteryzowała się określoną dwuznacznością: dla niemałej części badaczy była nie tylko dokumentacją rozpadu starego świata, ale i symptomem tego rozpadu. "Chory" Dostojewski był pochodną choroby i dekadencji ustroju. Psychologiczna i filozoficzno-etyczna zawartość jego dzieł wydawała się przeszkodą w budowie nowego życia, tym bardziej iż rozwiązania generalne, w sferze "bazy" - jak powszechnie wierzono - miały rozstrzygnąć wszystkie kwestie życia jednostki.

Znamienne dla tego etapu recepcji Dostojewskiego są wypowiedzi najwyższego autorytetu w literaturze rosyjskiej - Maksyma Gorkiego.

Dostojewskiemu [pisał autor Matki] przypisuje się role poszukiwacza prawdy. Jeśli nawet szukał - to znalazł |ją] w zwierzęcych pierwiastkach człowieka, i znalazł nie po to, by je przezwyciężyć, lecz usprawiedliwić.

Polemika z Dostojewskim, a raczej z "dostojewszczyzna" cechuje Gorkiego nie tylko w okresie radzieckim, bowiem jeszcze w 1900 roku, w powieści Troje, podjął zasadnicza dyskusję ze Zbrodnią i karą.

Powracają na pewien czas obiegowe opinie o nim jako "okrutnym talencie", znów imputuje mu się upodobania sadystyczne, odżywa biograficzna plotka o autorze, który rzekomo doświadczał wszystkich patologicznych doznań opisywanych w swych utworach. Poważnym obciążeniem jest teraz jego współpraca z przedstawicielami rosyjskiej reakcji lat 60- 70-tych ubiegłego stulecia, a Biesy są interpretowane wyłącznie jako paszkwil na ruch rewolucyjny.

Czasową cezurę w trwałym przełomie stosunku do Dostojewskiego w ZSRR stanowi rok 1956. W latach 1956-1958 wydano jego dzieła w 10-tomowej edycji. W ostatnich dwudziestu paru latach notujemy prawdziwą rzekę książek o nim, publikację materiałów archiwalnych, ogromną ilość rozpraw omawiających różnorodne aspekty jego twórczości, traktowane z wielu metodologicznych punktów widzenia. Dostojewski jest również coraz bardziej obecny we współczesnej wielonarodowej literaturze radzieckiej, w której aktualizuje się nurt filozoficznej refleksji i moralnych poszukiwań.

Od 1972 roku ukazuje się najpełniejsze z dotychczasowych wydanie dorobku Dostojewskiego w trzydziestu tomach, zawierające dzieła artystyczne, publicystykę, listy, również rzeczy niedokończone i niezrealizowane projekty.

Konieczność takiego wydania [piszą jego redaktorzy w przedmowie do t. I] dojrzała już dawno. Jest uwarunkowana wielkością artystycznego geniuszu Dostojewskiego i ogromnym znaczeniem jego spuścizny dla współczesności, światową sławą jego dzieł i ich szerokim oddziaływaniem na postępową kulturę i literaturę całej ludzkości.

To fundamentalne i pomnikowe przedsięwzięcie jest syntezą aktualnego stanu badań nad wielkim rosyjskim pisarzem, podejmowanych przez krytyków i uczonych całego świata. Oprócz tekstów kanonicznych wydanie publikuje warianty ilustrujące etapy powstawania dzieła, konspekty, plany, notatki, stanowiące tym samym kapitalny materiał do dalszych przedsięwzięć badawczych.

Fiodor Dostojewski jest aktualnie w ZSRR najczęściej wydawanym ze wszystkich rosyjskich klasyków, a Zbrodnia i kara, wprowadzona w latach 60-tych do zestawu obowiązujących lektur w radzieckiej szkole średniej, tylko w 1983 roku ukazała się w pięciu różnych wznowieniach osiągając milion sześćset tysięcy egzemplarzy nakładu. To dowód, iż powieść jest coraz niezbędniejsza współczesnemu czytelnikowi, że właśnie u Dostojewskiego - nieporównanie częściej aniżeli u Gorkiego - poszukuje on odpowiedzi na trudne pytania i moralne dylematy. W ten sposób Dostojewski stał się jednym z najbardziej współczesnych pisarzy przeszłości.

Charakterystyczna ewolucja dokonała się również w preferencjach badawczych. Coraz mniej zwolenników ma socjologiczny redukcjonizm i traktowanie twórczości pisarza jako "produktu" określonego czasu i miejsca, coraz więcej uwagi - szczególnie wśród młodszej generacji badaczy - skupia egzystencjalna problematyka dzieła Dostojewskiego, odczytywana bardzo współcześnie. Przykładem podobnej postawy jest książka Jurija Kariakina.

Sposoby odbioru. Twórczość Dostojewskiego jest atrakcyjnym obiektem badawczym nie tylko dla specjalistów-literaturoznawców, jest również przedmiotem wzmożonego zainteresowania twórców i badaczy różnych dyscyplin humanistycznych: filozofii, teologii, psychiatrii, antropologii kultury. Oddziałał na wiele obszarów współczesnej kultury, należał do ulubionych autorów Friedricha Nietzschego, a twórca psychoanalizy Zygmunt Freud w zachowaniach jego bohaterów dostrzegł potwierdzenie swych odkryć.

Recepcja Dostojewskiego wśród badaczy różnych dziedzin była i jest nadal w znacznym stopniu zdeterminowana modą, zmiennością kierunków intelektualnych, poglądami społeczno-politycznymi. Najpierw w twórcy Idioty widziano wielkiego myśliciela chrześcijańskiego i genialnego duszoznawcę, potem - głównie pod wpływem psychoanalizy - za jedyny klucz interpretacyjny dzieła i osobowości pisarza uznano sublimację popędów i kompleksów. W każdym typie interpretacji obserwować można różne wartościujące odcienie i postawy: od zdecydowanej negacji do entuzjastycznej afirmacji. Reprezentanci ruchu rewolucyjnego, posługujący się ortodoksyjnym socjologizmem, mieli swe "porachunki" z Dostojewskim, w zasadzie go odrzucali, choć i wśród nich istniało spore zróżnicowanie w tej kwestii.

Pa ukazaniu się książki Michała Bachtina i przetłumaczeniu jej na obce języki Dostojewski stał się dla większości badaczy wielkim artystą słowa, twórcą nowej polifonicznej struktury powieściowego świata. Bardzo żywy i wciąż odnawiany nowymi bodźcami jest nurt dociekań nad Dostojewskim jako pisarzem politycznym, który potrafił genialnie i proroczo przewidzieć wiele zjawisk, tragedii i klęsk naszego stulecia.

Ogromny ładunek dramatyzmu jak i struktura kompozycyjna powieści Fiodora Dostojewskiego stanowiły i stanowią nad zachętę do przeróbek teatralnych i filmowych. Pierwsza inscenizacja Zbrodni i kary zrealizowana została w Rosji już w rok po opublikowaniu powieści, a w Paryżu w 1888 roku. W dwa lata później powieść o Raskolnikowie rozpoczyna swe systematyczne sceniczne życie na deskach teatrów Niemiec, Austrii, Włoch, Anglii i Ameryki. Powstaje również kilka wybitnych filmów osnutych na kanwie tego utworu, jego fabuła była również natchnieniem dla twórców oper i baletu.

Życie sceniczne i ekranowe ujawnia wprawdzie nowe aspekty dzieła, niezwykle poszerzając krąg jego odbiorców, równocześnie jednak często spłyca do komiksowego poziomu zawartą w nim problematykę. Np. w większości podobnych przeróbek Zbrodni i kary opuszczony jest epilog powieści.

Już dawno zauważono, iż popularność autora Biesów ma przypływy i odpływy: wzrasta w sytuacjach kryzysowych, gdy podważany jest dotychczasowy ład społeczny i system wartości, maleje w momentach stabilizacji. Mimo iż od jego śmierci upłynęło stulecie, problematyka, którą żył, jest nadal żywa. Refleksja płynąca z obcowania z jego dziełami jest istotnym elementem naszej kultury, wspólnej samowiedzy nieodzownej każdemu myślącemu człowiekowi.

 

* Józef Smaga - Wstęp do "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego, seria Biblioteka Narodowa, 1987





DOSTOJEWSKI