Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Newsweek - 16 grudnia 2007

 

ANDRZEJ STANKIEWICZ

PIOTR ŚMIŁOWICZ

MACIEJ DUDA

BERTOLD KITTEL

 

 

PANI MINISTER STRZELA

 

Julia Pitera pozuje na głównego twardziela nowego rządu. Właśnie szykuje amunicję do ostatecznej rozprawy z szefem CBA.

 

Pani minister do walki z korupcją wydaje się być jedyną osobą w nowym rządzie zdolną odebrać PiS jego ostatni szaniec - Centralne Biuro Antykorupcyjne, na którego czele wciąż stoi Mariusz Kamiński. Głośne ostatnio wydarzenie - spalenie jej samochodu - zapewniło Piterze kredyt społecznego zaufania, a ona z tego kapitału skorzystać chce bardzo szybko. No bo któż bardziej od niej - popularnej i narażającej się przestępcom - byłby wiarygodny w walce o kontrolę nad CBA? Pitera już łączy sznurki w pętlę, którą chce zacisnąć wokół szyi Kamińskiego.

Sznurek nr 1 Jak dowiedział się "Newsweek", kluczowa w tej rozprawie jest sensacyjna opinia Ministerstwa Sprawiedliwości, sporządzona jeszcze za czasów Ziobry. Powstała w lipcu tego roku, tuż po operacji CBA przeciwko Andrzejowi Lepperowi. Autorką ekspertyzy jest Anita Kołakowska z biura legislacyjno-prawnego Prokuratury Krajowej, poparta przez słynnego warszawskiego prokuratora Jerzego Łabudę. Kołakowska udowadnia, że CBA nie miało prawa stosować prowokacji wobec lidera Samoobrony. Dlaczego? Bo żeby legalnie odwołać się do takich działań, trzeba mieć wiarygodne informacje o wcześniejszych przestępstwach. A CBA ich nie miało. "W przypadku dysponowania (...) nieskonkretyzowaną wiedzą, dotyczącą popełnienia nieskonkretyzowanych przestępstw, wdrażanie procedury przewidzianej ustawą o CBA jest niedopuszczalne" - napisano w ekspertyzie. Kamiński znał tę opinię, planując podobną prowokację, tym razem przeciwko posłance PO Beacie Sawickiej. Pitera chce udowodnić, że w ten sposób z premedytacją złamał prawo. A wedle ustawy o CBA otwiera to możliwość jego odwołania.

Sznurek nr 2 Według naszych informacji prokuratura w Rzeszowie chce postawić Kamińskiemu zarzuty nielegalnego stosowania sfałszowanych dokumentów, które były paliwem prowokacji przeciwko Lepperowi. Chodzi o słynne dokumenty dotyczące nieistniejącej działki na Mazurach. Według prawników CBA może korzystać z fałszywek wyłącznie po to, by uwiarygodnić swoich agentów - wystawiać im dowody osobiste czy prawa jazdy. Ale fabrykować dokumenty, by puszczać je w obieg urzędowy, już nie. Zarzut prokuratorski także daje możliwość odwołania Kamińskiego.

Sznurek nr 3 Szef CBA może również usłyszeć zarzut utrudniania śledztwa, bo nie chce ujawnić prokuraturze, czy miał sprawdzone informacje o łapówkarstwie lidera Samoobrony. Prokuratorzy skierowali w tej sprawie list do premiera Donalda Tuska. "Dotychczasowa bezczynność CBA utrudnia postępowanie karne" - napisali. Za utrudnianie śledztwa też można odwołać szefa Biura.

Jeśli wszystkie te sznurki okażą się wystarczająco mocne, Pitera zadzierzgnie pętlę na szyi Mariusza Kamińskiego.

Kiedyś przyjaciel, dziś wróg

Rozprawa z szefem CBA to pierwsze poważne zadanie PO dla Pitery. Zadanie pełne podtekstów, bo niegdyś Kamiński był jej dobrym znajomym i sojusznikiem politycznym. Ba, dziewięć lat temu uratował jej skórę.

W roku 1998 rządziła koalicja AWS-UW, trwało układanie list przed jesiennymi wyborami samorządowymi. Dla Julii Pitery był to kluczowy moment w karierze politycznej. Cztery lata wcześniej po raz pierwszy weszła do Rady Warszawy, trochę spontanicznie startując z list Unii Polityki Realnej. Pod koniec kadencji odeszła z UPR i nie miała skąd kandydować.

Rękę wyciągnął do niej właśnie Mariusz Kamiński, wówczas lider antykomunistycznej Ligi Republikańskiej. Ponieważ Liga związała się z AWS, przysługiwały jej miejsca na listach wyborczych do samorządu. Kamiński zażądał, by wpisano na nią Piterę. Był jednak problem. W ciągu czterech lat pracy w radzie miasta Pitera dorobiła się opinii awanturnicy, która wszędzie wietrzy spiski. Wielu politykom AWS jej kandydatura się nie podobała. - Mariusz jednak postawił sprawę na ostrzu noża: albo Pitera znajdzie się na liście, albo Liga odejdzie z AWS - wspomina dawny polityk warszawskiej AWS.

- Tak, Kamiński wtedy mi bardzo pomógł - przyznaje Pitera. I jednym tchem dodaje: - Poróżniło nas to, że dla niego cel polityczny uświęca środki.

Zawsze było tak w polityce, że jeśli się na kogoś zawzięła, kończył on nieszczególnie. A sama dzięki temu systematycznie szła do góry. - Julia ma charakter samotnego jeźdźca. Nie jest pozytywistą organizatorem - charakteryzuje ją Maciej Wnuk, wieloletni znajomy i współpracownik, który dziś odpowiada za zwalczanie korupcji w MON.

Jej główny oponent, były prezydent Warszawy Paweł Piskorski, mówi: - Ona zdradzała wszystkich, z którymi się wiązała politycznie.

Tropicielka układu

- Czuje się pani matką chrzestną określenia "układ"? - pytamy Julię Piterę.

- Oczywiście - odpowiada bez wahania.

- To, co się działo w samorządzie stołecznym za Piskorskiego, to był układ. Układ warszawski.

Patrząc na koleje życia i karierę polityczną Julii Pitery, niełatwo zrozumieć, dlaczego dziś nie walczy z układem w szeregach PiS, tylko walczy z PiS w szeregach Platformy Obywatelskiej.

Urodziła się 26 maja 1953 r. w Warszawie jako Julia Teresa Zakrzewska. Męża, reżysera Pawła Piterę, poznała jeszcze podczas studiów na polonistyce. - Zawsze była niesłychanie energiczna i przebojowa - wspomina kolega z uczelni, późniejszy minister pracy Michał Boni.

Za czasów PRL nie działała w opozycji, choć sympatyzowała z Solidarnością. Od 1981 roku jako dyplomowana archiwistka pracowała w rozpolitykowanym Instytucie Badań Literackich PAN, razem z żonami Antoniego Macierewicza i Andrzeja Urbańskiego oraz matką braci Kaczyńskich, Jadwigą. Spotykała Jarosława, czasem z nowymi informacjami z Trójmiasta wpadał Lech. - Jarek był dowcipnym facetem, ale czułam jego apodyktyczność - wspomina.

W IBL zastał ją Okrągły Stół i upadek komuny. Kiedy zaczynała się wojna na górze między zwolennikami Lecha Wałęsy i premiera Tadeusza Mazowieckiego, serce Pitery biło dla lidera Solidarności. W pierwszych wolnych wyborach prezydenckich 1990 r. też na niego głosowała. - Byłam obłąkaną wałęsówką - deklaruje. - Mazowieckiemu nie mogę zapomnieć polityki grubej kreski.

Kult Wałęsy i znajomość z Jarosławem Kaczyńskim sprawiły, że zza półek z książkami trafiła do Kancelarii Prezydenta, gdzie na początku lat 90. bracia rządzili niepodzielnie. Pracowała w biurze odpowiadającym za współpracę z partiami, organizacjami społecznymi i Kościołami. Przykleiła się też do Porozumienia Centrum, partii Kaczyńskiego.

Kiedy między Kaczyńskimi a Wałęsą zaczęło trzeszczeć, Pitera stała z boku. - Lech Kaczyński nigdy jej nie zapomni, że została w kancelarii Wałęsy, kiedy wszystkich ludzi z PC wyrzucono na bruk - opowiada jeden ze współpracowników obecnego prezydenta. Pitera też nie kryje emocji: - Pozałatwiali sobie ogromne odprawy, a takich jak ja zostawili samym sobie.

Z kancelarii Wałęsy została wyrzucona kilka tygodni później. Drogi Pitery rozeszły się z Kaczyńskimi definitywnie, gdy jej mąż odmówił przygotowywania kampanii PC w 1991 r. - Nie podobały mi się interesy Andrzeja Anusza i Adama Glapińskiego - wspomina reżyser.

Zamach na Unię

Do książek Pitera wracać nie zamierzała, połknęła bakcyla polityki. W 1992 r. trafiła do Urzędu Rady Ministrów, gdzie pracowała w zespole przygotowującym reformę samorządu. Odeszła po dwóch latach, wkrótce po wyborczej wiktorii SLD. Zespół samorządowy nie mógł się dogadać z Michałem Strąkiem, szefem URM w rządzie Waldemara Pawlaka.

Pitera zaczepiła się przy produkcji programu "Pytania o Polskę" dla TVP2, ale nie chciała rezygnować z polityki. Przed wyborami samorządowymi w 1994 roku zadzwoniła do Stanisława Michalkiewicza, wówczas jednego z liderów ultraliberalnej Unii Polityki Realnej, dziś felietonisty Radia Maryja. Znała go z czasów, gdy pod pseudonimem Teresa Zakrzewska publikowała w związanym z UPR pismem "Najwyższy Czas". Dostała miejsce na liście koalicji Prawica Razem. Zorganizowała kampanię, zebrała podpisy i zdobyła upragniony mandat. - Kiedy dostaliśmy się do Rady Warszawy, szybko zaczęliśmy odkrywać, że kolejne sfery stołecznego samorządu mają swoje dziwne tajemnice, że kwitnie tam korupcja - wspomina Maciej Wnuk. Zaczęli więc krucjatę antykorupcyjną, której twarzą stała się Pitera.

Lektura gazet z tamtego czasu jest jak stołeczny pitawal. Niekorzystna umowa miasta na płatne parkowanie. Warszawska Fundacja Kultury robi interesy i wydaje koncesje na alkohol, zamiast wspierać artystów. Powstają fikcyjne spółdzielnie mieszkaniowe, które przejmą atrakcyjne grunty od miasta. Co z mieszkaniami, przyznawanymi bez jasnych kryteriów przez władze Warszawy? Media co dnia przynosiły takie informacje. A Pitera oskarżała i komentowała.

Awantury towarzyszyły jej również wewnątrz partii. Rzuciła rękawicę samemu Januszowi Korwin-Mikkemu, znanemu z dyktatorskich ciągot szefowi UPR. - Nie chodzi o demokrację, która nie jest u nas zbyt popularna, ale o kontrolę władz - tłumaczyła wówczas. Stanisław Michalkiewicz wspomina: - Pani Julia podjęła próbę przejęcia władzy w partii, kierując do statutowego organu, tzw. Straży, wniosek o usunięcie z partii Korwin-Mikkego i mnie. Nic z tego nie wyszło i pani Julia opuściła UPR.

W kolejnej kadencji, już pod szyldem AWS-Liga Republikańska, Pitera poczuła się w Radzie Warszawy jeszcze pewniej i było o niej jeszcze głośniej. Na cel wzięła prezydenta stolicy Pawia Piskorskiego z Unii Wolności i otaczające go środowisko. Rozpoczęła też działalność w antykorupcyjnej organizacji Transparency International. Postarała się o spotkanie z twórcą TI Peterem Eigenem i dzięki jego wstawiennictwu weszła do polskiego oddziału Transparency. W 2001 r. Pitera została szefową polskiego TI, czym wywołała konflikt w organizacji. Odchodzący prezes prof. Antoni Kamiński na swego następcę wskazał prof. Jacka Kurczewskiego. Prof. Kamiński do dziś ma pretensję: - Pani Pitera traktowała TI jako etap w karierze politycznej. Wygrała tylko dzięki gierkom proceduralnym.

Demiurg polityki

Mało kto wie, że to Julii Piterze zawdzięczamy obecny kształt sceny politycznej. Swoim zachowaniem uruchomiła lawinę, która doprowadziła do powstania i PiS, i PO. Jak to możliwe?

Wszystko zaczęło się 29 lutego 2000 roku. Pitera, radna AWS, wyłamała się z porozumienia AWS i UW. Zagłosowała w Radzie Warszawy przeciwko Piskorskiemu, starającemu się o ponowny wybór na prezydenta stolicy. Piskorski przepadł, zabrakło mu jednego głosu. Postanowił więc zawrzeć lokalną koalicję nie z AWS, ale z SLD. Lewica wybrała go na prezydenta, ale zachowała dla siebie stanowisko burmistrza Gminy Centrum. W odpowiedzi premier Jerzy Buzek z AWS wprowadził tam komisarza. To z kolei oburzyło Unię Wolności, która opuściła koalicję rządową. I tak zaczęła się ministerialna kariera Lecha Kaczyńskiego. Buzek, wypełniając luki po ministrach z UW, powołał go na szefa resortu sprawiedliwości. PiS powstało na fali popularności, jaką Kaczyński zdobył pełniąc funkcję ministra.

Po drugiej stronie sceny politycznej też zaczęła rodzić się nowa jakość. Po rozpadzie koalicji z AWS lider Unii Wolności Leszek Balcerowicz zrezygnował z szefostwa partii. O schedę po nim walczyli Donald Tusk i Bronisław Geremek. Tusk przegrał i założył Platformę.

Sama Pitera bez sentymentów rozstała się z AWS. Stworzyła własne ugrupowanie: Zgodę Warszawską. Stała się najbardziej znaną polską radną, a jej nazwisko - coraz nośniejszym szyldem politycznym. Nic więc dziwnego, że w 2002 roku podjęła decyzję o kandydowaniu na fotel prezydenta Warszawy. Wybory wygrał jednak Lech Kaczyński. Pitera była czwarta, ale dzięki kampanii prezydenckiej ponownie zdobyła mandat radnej.

Gdy starała się o stanowisko prezydenta stolicy, nie było już przy niej młodziaków z Ligi Republikańskiej, którzy zdążyli uwić sobie gniazdko u boku Kaczyńskiego. Dawny lider Ligi Mariusz Kamiński został szefem PiS w Warszawie. - Gdy Kamiński ewoluował w stronę PiS, Julia odpływała w stronę PO. Ich drogi rozchodziły się coraz bardziej - opowiada ich dawny towarzysz polityczny.

Jednak nie polityczne szyldy były decydujące. Na relacje Pitery i Kamińskiego cieniem położyło się częste w tym środowisku podejrzenie: ligowcy podchwycili teorię Antoniego Macierewicza, że mąż Pitery był agentem SB. Pawła Piterę to śmieszy: - Znamy się z Antkiem od lat. Pomagałem mu w kampanii wyborczej w 1991 r. A trzy lata później oświadczył mi, że byłem agentem. Gdybym współpracował z SB, to komuniści zrobiliby mnie szefem studia filmowego i mógłbym kręcić duże fabuły.

W katalogach IPN zapisu na niego nie znaleźliśmy.

Krwawy wampir

Jako radna niezależna Pitera ostro atakowała tak PO, jak i PiS. Piętnowała Piskorskiego, występowała przeciwko prezydentowi stolicy Lechowi Kaczyńskiemu. Ale pod koniec 2004 r., na rok przed wyborami do Sejmu, zaczęła zdawać sobie sprawę, że bez poparcia dużej partii nie ma szans na wyjście z gorsetu awanturnicy i poważna rolę w polityce.

PiS odpadał - tam byli Kaczyńscy i Kamiński. A PO? Przez lata stołeczna Platforma była dla Pitery synonimem patologii na styku polityki i biznesu. Pozycję zbudowała przecież na walce z Piskorskim. Ale on wkrótce przestał był przeszkodą. Po wyborach do europarlamentu, w których PO w Warszawie osiągnęła marny wynik, do Tuska dotarło, że dalsze poleganie na ludziach Piskorskiego zaczyna szkodzić partii. - Pitera dobrze nadawała się na nową twarz. PO mogła wykorzystać jej antykorupcyjny wizerunek, żeby się uwiarygodnić w walce z PiS - uważa Piskorski.

Tusk wiedział jednak, ze umieszczenie Pitery na listach może wywołać kontrowersje. Zrobił to więc w ostatniej chwili, omijając procedury. - W Transparency jej akces do PO był zaskoczeniem - przyznaje Maciej Wnuk, który związał się z PiS. Pitera: - Postawiłam warunek: niektórzy ludzie znikną z Platformy.

I dorobiła się wielu wrogów. - To jest wampir, który nie może żyć bez krwi - mówi były radny. Zdaniem niektórych Pitera ma naturę prokuratora: potrzebuje ofiary, na którą będzie polować. Woli też niszczyć, niż cokolwiek budować. Paweł Piskorski: - Wzięła na sztandary walkę z korupcją, bo uznała to za najbardziej korzystne politycznie, a na niczym tak naprawdę się nie zna.

Jesień 2005 r. Pitera po raz pierwszy zasiadła w Sejmie. Startując z ostatniego miejsca listy PO w Warszawie, osiągnęła trzeci wynik - po Jarosławie Kaczyńskim i Hannie Gronkiewicz-Waltz (wzajemna niechęć obu pań to tajemnica poliszynela).

Zaraz na początku kadencji wyszło na jaw, że Piskorski kupił ponad 300 hektarów ziemi, aby uzyskać dopłaty z UE na zalesianie. Pitera postawiła Tuskowi ultimatum: albo ja, albo Piskorski. Tusk wybrał posłankę. - Nie czuję się grabarzem Piskorskiego - mówi dziś Pitera. - Ale w polityce nie może być ludzi, na których ciąży choć cień podejrzeń.

Szybko awansowała w Platformie. Kiedy niedoszły premier z Krakowa Jan Rokita organizował gabinet cieni PO, Pitera otrzymała nadzór nad resortem sprawiedliwości, mimo że nie jest prawnikiem. - Nie jestem też policjantką, choć czasami tak się czuję - deklaruje posłanka.

Zaczęła coraz ostrzej krytykować PiS i rząd Kaczyńskiego. O IV RP mówiła: - Coraz bardziej przybiera oblicze PRL. O ministrze sprawiedliwości: - Łowczy Ziobro i jego sfora.

Drzwi mogą trzasnąć

Pitera stanęła PiS ością w gardle. Tym łatwiej jej dziś dowodzić, że CBA nakłaniało posłankę Platformy Beatę Sawicką, aby i ją wciągnęła w intrygę korupcyjną. Stołeczny poseł PiS Karol Karski mówi: - Chciałbym, żeby pani Julia poświęciła tyle czasu na solidną pracę, ile poświęca na szukanie spisków. Faktem jest jednak, że PiS kompletowało dossier na temat Pitery. Tuż przed finałem tegorocznej kampanii wyborczej partia braci Kaczyńskich zdobyła dokumenty dotyczące okoliczności wykupu jej mieszkania. - Nie zdecydowaliśmy się ich użyć, było za mało czasu na weryfikację i przygotowanie uderzenia - opowiada nam jeden z polityków PiS. I sugeruje, że kwity czekają na odpowiedni moment.

Chodzi o skomplikowane dzieje mieszkania w budynku na warszawskim Mokotowie - tam, gdzie 2 grudnia spalono posłance samochód. Piterowie przejęli je w latach 80. i wyremontowali. Według dokumentów, jakimi dysponuje PiS, była radna miała najpierw domagać się wykupu mieszkania za złotówkę, a potem utrudniała obliczenie rzeczywistej powierzchni lokalu. Wygrała co prawda przed sądem sprawę z władzami miasta i stała się właścicielem mieszkania, ale zdaniem PiS wyrok mógł zostać oparty na nieprawdziwej ekspertyzie.

W kampanii Pitera stała się jedną z twarzy PO na billboardach. Po wyborach jednak nie została ministrem sprawiedliwości. Nie tylko z powodu braku wykształcenia prawniczego. Także dlatego, że w PO wciąż jest ciałem obcym. Jako antykorupcyjny sekretarz stanu jest anty-Kamińskim i anty-Ziobrą. Nikim więcej. - Na razie nie ma żadnych instrumentów, żeby kontrolować służby - ocenia prominentny polityk PiS. Podobnie sądzi Piskorski: - Wiele wskazuje na to, że zostanie wykorzystana jako taran do wykończenia Kamińskiego. Ale na czele CBA stanie koś zaufany Tuska i Schetyny. Tusk wie, że nielojalna Pitera może mu prędzej czy później wbić nóż w plecy. Dlatego nie da jej dużej władzy, choć będzie chciał mieć koło siebie.

Ona sama zapewnia, że wrosła w PO jak w żadną partię w życiu. - Co będzie, jak usłyszy pani polityczną sugestię, żeby trzymać się z daleka od jakiejś sprawy? - pytamy. Siedzimy naprzeciw niej w słynnym mieszkaniu Piterów na ostatnim piętrze starego bloku na stołecznym Mokotowie. Po domu kręci się Paweł Pitera. Ma przerwę w zdjęciach do filmu na podstawie książki kardynała Dziwisza "Świadectwo". Gdy słyszy nasze pytanie, z miejsca odpowiada: - Julka trzaśnie drzwiami.

Pani minister sekundę się waha. - Donald Tusk dał mi słowo. Jeśli go nie dotrzyma, to trzasnę - zapewnia.

 

 

 

 

Komentarz redakcji do tej sesji zdjęciowej: Wystrzałowa Pitera. 2 grudnia w studiu przy Nowogrodzkiej w Warszawie odbyła się sesja zdjęciowa z udziałem Julii Pitery - jej efekt publikujemy w tym numerze. Specjalnie dla "Newsweeka" posłanka przebrała się za rewolwerowca. - Pracowaliśmy z wieloma politykami i bywało różnie. Julia Pitera miło nas zaskoczyła - mówi Marek Kowalczyk, szef działu foto "Newsweeka". - Zachowywała się jak prawdziwa modelka - dodaje autor zdjęć Paweł Krzywicki. Jako rekwizyty posłużyły między innymi laski dynamitu i beczki prochu. - Szeryf musi mieć czym robić porządek - komentuje Krzywicki. Opuszczając studio około piętnastej, pani szeryf nie spodziewała się, że bandyci także nie zasypiają gruszek w popiele. Kilka godzin później samochód, którym Pitera przyjechała na sesję, stanął w ogniu.

Ciekawe, bardzo ciekawe. 2 grudnia 2007, rano sesja w stroju szeryfa, wieczorem podpalenie samochodu.  

 

Ciemny sztandar. Pitera zapisała się do UPR, żeby wejść do polityki. W sumie była w pięciu partiach.







Julia Pitera - medialny wizerunek i trochę gorsza rzeczywistość