Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

 

 

26 czerwca 1998

 

 

=====================================================================================

ARTYKUŁY PRASOWE

=====================================================================================

 

Zamach na byłego komendanta głównego policji

Zastrzelenie generała Marka Papały
 
Generał Marek Papała, były komendant główny policji został zastrzelony w czwartek wieczorem w chwili gdy wsiadał do samochodu przed swoim blokiem przy ul. Rzymowskiego na Mokotowie. Wstępne ustalenia policji wskazują, że nie był to przypadek - zabójca najprawdopodobniej użył broni z tłumikiem. Motywy nie są znane.
Do tragedii doszło chwilę po 22. Gen. Marek Papała nie wstawił tego dnia samochodu jak zwykle do garażu, ponieważ miał jeszcze pojechać po matkę na dworzec. Kiedy wsiadał do auta zaparkowanego przed blokiem - padł strzał. Sąsiedzi słyszeli cichy odgłos - jakby klaśnięcie, co obecnie jest interpretowane jako strzał z broni z tłumikiem. Zastrzelonego gen. Papałę znalazła chwilę później w samochodzie daewoo espero jego żona. Przerażona zadzwoniła od sąsiadów po pogotowie i policję. Sąsiedzi przypominają sobie, że widzieli tego dnia młodego człowieka kręcącego się wokół samochodu byłego szefa policji - według jednej z wersji był to chłopak w wieku ok. 20 lat, który rękę trzymał - lub tak to wyglądało - na temblaku.
Nieprawdopodobna wiadomość wstrząsnęła środowiskiem policyjnym. Natychmiast na miejscu pojawiły się ekipy operacyjne i dochodzeniowe z Komendy Stołecznej Policji, a później także z Komendy Głównej. Przyjechał Michał Otrębski, komendant stołeczny, Jan Michna, komendant główny, a także wiceministrowie spraw wewnętrznych i administracji: Wojciech Brochwicz, Krzysztof Budnik i Bogdan Borusewicz. Przyjechał również Leszek Miller, były szef MSWiA, który powoływał M. Papałę na stanowisko komendanta głównego.
Policja otoczyła dom i pobliski teren taśmą, za którą nie wpuszczano gapiów i dziennikarzy, uniemożliwiając rejestrowanie miejsca zdarzenia przez kamery telewizyjne i fotoreporterów. Oficjalnie policja nie udzielała praktycznie żadnych informacji. Wiadomość o śmierci b. szefa policji przybiła wszystkich. - To nie przypadek! - było najczęstszym komentarzem. - Komu i czym mógł się narazić szef policji, który sam nie prowadził przecież żadnych śledztw - zastanawiano się.
Na miejsce przybyły kilkudziesięcioosobowe grupy policjantów (w mundurach i po cywilnemu), którzy podjęli pracę dochodzeniowo-śledczą i operacyjną. Sprowadzono nawet psy tropiące. Policjanci jeszcze tej nocy mieli zamiar rozpytać jak największą liczbę ludzi, w tym wszystkich mieszkańców domu, w którym mieszkał M. Papała. Zaopiekowano się też jego żoną i córką.
A.M.

Za dziennikiem " Rzeczpospolita "

 

 

Śmierć komendanta

Marek Papała, były komendant główny policji, został zastrzelony wczoraj w godzinach wieczornych przed swoim mieszkaniem na Mokotowie w Warszawie. Kule dosiegnęły go prawdopodobnie w chwili, gdy wchodzil na klatkę schodową. Zginął na miejscu.
DP

Wczoraj w późnych godzinach wieczornych nieznani sprawcy zastrzelili byłego komendanta głównego policji Marka Papałę. Ze wstępnych informacji wynika, że został on zabity kilkoma strzałami w głowę w swoim wiśniowym daewoo espero na parkingu w pobliżu swojego domu. Kilka minut wcześniej wyszedł z mieszkania, by wyjechać po matkę na dworzec. Ciało zastrzelonego znalazła żona.
O godz. 23.00 blok przy ul. Rzymowskiego na warszawskim Mokotowie był otoczony przez kordon policji w promieniu 300 metrow. Nikt nie udzielał żadnych konkretnych informacji. - Około godz. 22.00 usłyszałem łomotanie do drzwi - mówi Zbigniew Swiniarski, dozorca domu przy ul. Rzymowskiego 17. - To byla zona pana Marka. Przybiegla, zeby zadzwonic na pogotowie. Przyjechalo bardzo szybko. Wybieglem na zewnatrz, ale tam juz bylo kilka osob z naszego budynku. Nie chcialem podchodzic, pan Marek byl chyba w samochodzie.
Wczesniej moja zona uslyszala jeden strzal. Myslala, ze to petarda. Teraz czesto strzelaja - Zginal czlowiek, jeden z naszych - powiedzial wstrzasniety Witold Gieralt, byly rzecznik prasowy Komendy Stolecznej policji, ktory blyskawicznie przyjechal na miejsce zbrodni.
- W tej chwili mozemy potwierdzic, ze na pewno bylo to zabojstwo - mowil ok. godz. 23.50 nadkom. Ryszard Pietrzykowski z biura prasowego Komendy Stolecznej Policji. - Obecnie trwaja czynnosci sledcze, zabezpiecza sie slady zapachowe.
Od chwili wykrycia zabojstwa na miejscu dzialala grupa kryminalna oraz dochodzeniowo-sledcza z mokotowskiej komendy oraz Komendy Stolecznej. Przybyli takze Jan Michna, obecny komendant glowny policji, Michal Otrebski, komendant stoleczny oraz Leszek Miller.
Marek Papala mial 39 lat. Byl jednym z kandydatow na stanowisko oficera lacznikowego przy Unii Europejskiej w Brukseli.
Wstapil do policji w 1979 r. Ukonczyl szkole oficerska w Szczytnie, gdzie byl pozniej wykladowca. Zrobil doktorat z prawa na Uniwersytecie Lodzkim. Od 1989 r. pracowal w Biurze Ruchu Drogowego Komendy Glownej Policji. Od czerwca 1996 r. pelnil funkcje zastepcy komendanta glownego. 1 stycznia 1997 r. zostal mianowany komendantem glownym policji przez Leszka Millera. Wówczas też otrzymał stopien inspektora. W styczniu 1998 r. złożyl dymisję z pełnionej funkcji.

Za dziennikiem "Życie Warszawy "

 

=====================================================================================

 

"Życie" - 11 marca 2002

 

Śledztwo pod górkę

Zeznania wskazujące, że zabójstwo gen. Marka Papały zlecił jego znajomy biznesmen Edward M. są niewystarczające - uznał resort sprawiedliwości

W śledztwie o zabójstwo byłego komendanta policji Marka Papały pojawiły się nowe dowody - napisały "Super Express" i "Rzeczpospolita". Mają to być zeznania świadka Artura Z., ps. Iwan - członka gangu płatnych morderców. Twierdzi on, że zabójstwo zlecił znany Papale biznesmen Edward M. Zeznania te mogą być podstawą do postawienia zarzutów, czego chcą prokuratura i policja.
Jak dowiedziało się "ŻYCIE" z kilku niezależnych źródeł, Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że zeznania Artura Z. są niewystarczające do oskarżenia Edwarda M. Podobnego zdania jest Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.
Według nieoficjalnych informacji Edward M., został w końcu lutego zatrzymany. Podczas konfrontacji przestępca wskazał go jako osobę, która wydała zlecenie. Biznesmen został jednak zwolniony i najprawdopodobniej wyjechał do USA.
- Tu chodzi po prostu o to, by ochronić jednego z potencjalnych podejrzanych, Edwarda M., bliskiego znajomego Papały i ludzi z kierownictwa SLD - powiedział nam urzędnik resortu sprawiedliwości.
Inny rozmówca, poseł interesujący się tą sprawą, dodaje nieoficjalnie, że z ministerstwa płyną intensywne naciski, by zatuszować wątek zleceniodawcy zabójstwa Papały. - Chcą zastraszyć wykonawcę zlecenia, by wycofał się z zeznań obciążających biznesmena - mówi poseł. - Edwarda M. chroniły układy - uważa nasz rozmówca z resortu sprawiedliwości.
Poza tym tropem nadal badany jest wątek innego biznesmena, Wojciecha D, który również mógł stać za zabójstwem.

Kim jest Edward M.

Reportaż o Edwardzie M. napisaliśmy w sierpniu 1998 r. Jest dobrym znajomym wielu polityków lewicy - zna osoby z kierownictwa MSWiA, zna też premiera Leszka Millera. - Edwarda M. poznałem w Chicago. Przedstawił mi go szef amerykańskiej Polonii Edward Moskal. Nie wiedziałem, że znali się z Papałą. Byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem go kilkanaście minut po zamachu na ul. Rzymowskiego - mówił "ŻYCIU" w 1998 roku lider SLD.
Wiadomo, że Edward M. wyemigrował do USA w latach 70. Pracował w Ameryce Południowej. W Polsce pojawił się pod koniec lat 80., z dwoma milionami dolarów, które zainwestował w Bakomę. Przedstawiał się jako prezes i właściciel amerykańskiej firmy konsultingowej Demarex. - Jest to typ człowieka, który dysponuje ogromnymi pieniędzmi, ale nie wiadomo, jak je zarobił - mówił wtedy jego były współpracownik.
Teraz zapytany co sądzi o zeznaniach Artura Z., odpowiada: "Trudno mi uwierzyć, że człowiek o tak wysokiej pozycji i z takimi znajomościami zdecydował się na taki krok. Zupełnie nie wiem, jakim mógłby się kierować motywem".

Znajomi z MSW

Edward M. nie krył swojej przyjaźni w czasach PRL z b. szefem biura śledczego MSW Zbigniewem Pudyszem. Zna również Jana Bisztygę i wielu wysokich funkcjonariuszy policji - na jego zaproszenie był w USA nie tylko Marek Papała, ale również były szef stołecznej policji Michał Otrębski.
Bliskim znajomym biznesmena był również Wojciech D. Obydwaj należeli do grona osób, które ostatnie widziały byłego komendanta żywego. Wojciech D. utrzymywał kontakty z Turkami, którzy nadzorowali przemyt heroiny. Miał w 1998 roku zostać urzędnikiem MSWiA. Nominacji przeszkodził właśnie Papała, który przekazał ówczesnemu ministrowi Januszowi Tomaszewskiemu na temat Wojciecha D.
- W tej informacji była mowa o narkotykach i o jego związkach z Turkami nadzorującymi przemyt heroiny - mówił wtedy "ŻYCIU" Janusz Tomaszewski.
Nie wiadomo też, kto strzelał 26 czerwca 1998 r. W dalszym ciągu jest kilku podejrzanych: szef gangu zabójców Siergiej S. oraz Ryszard Niemczyk (poszukiwany listem gończym) i Ryszard Bogucki (przebywa w areszcie) - mordercy szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja K., ps. Pershing.

Dorota Kania, Joanna Bichniewicz

 

=====================================================================================

 

Serwis witryny Wirtualna Polska - 11 marca 2002 r.

 

Zabójcy Papały - pod ochroną?

Warszawska Prokuratura Okręgowa nie chce się wypowiadać o poniedziałkowych doniesieniach dzienników "Rzeczpospolita" i "Życie", że w tym tygodniu mają zostać postawione zarzuty płatnym zabójcom podejrzanym o wykonanie wyroku na Marku Papale.

Według informacji "Rzeczpospolitej" zabójcami komendanta głównego Policji byli zawodowi mordercy z Podbeskidzia, Ryszard Bogucki i Krzysztof Weremko. Nadal nie znany jest jednak motyw zabójstwa szefa policji.

Dzienniki napisały, że w tej sprawie policja zatrzymała Edwarda M., biznesmena mieszkającego w Stanach Zjednoczonych, podejrzewanego o zlecenie zabójstwa. Został on jednak wypuszczony na wolność.

Jeden z członków gdańskiej grupy płatnych zabójców zeznał, że widział dwa razy Edwarda M. w trakcie rozmów w sprawie zlecenia grupie zabójstwa Papały. Edward M. był dobrym znajomym zabitego komendanta. Kontaktował się z nim w ostatnim dniu życia.

Dziennik "Życie" podał, że biznesmenowi nie postawiono zarzutu zlecenia zabójstwa generała, bo sprzeciwiły się temu Ministerstwo Sprawiedliwości i warszawska prokuratura apelacyjna nadzorująca śledztwo w sprawie śmierci Papały. Według tych instytucji nie ma wystarczających dowodów winy Edwarda M. "Życie" sugeruje, że M. chronią dawne znajomości z politykami lewicy - jeszcze z czasów PRL.

Szef MSWiA Krzysztof Janik zaprzeczył doniesieniom "Życia", że Edward M. był dobrym znajomym ludzi z kierownictwa SLD. W rozmowie z Polskim Radiem Rzeszów , Krzysztof Janik powiedział, że znajomości podejrzanego Edwarda M. wśród ludzi związanych z SLD, nie dotyczyły ścisłego kierownictwa tej partii. Krzysztof Janik podkreślił, że Edward M. jest tylko jedną z wielu osób, które sprawdzają prowadzący śledztwo. "Najważniejsze by zleceniodawcy udowodnić winę" - dodał.

Szef MSWiA nie chciał wypowiadać się na temat terminu zakończenia śledztwa w sprawie zabójstwa Marka Papały. (and)

 

=====================================================================================

 

SUPER EXPRESS - 7 czerwca 2002.r.          

 

Nowe dowody w sprawie zabójstwa gen. Papały

Śledztwo

Czy Generał Marek Papała zginął, ponieważ odkrył, że osoby zamieszane w handel amfetaminą zajmowały ważne stanowiska państwowe?

Któremu z płatnych morderców prokuratura zarzuci zabicie gen. Marka Papały? Czy Edward M., polonijny biznesmen z Chicago, będzie ścigany międzynarodowym listem gończym za zlecenie tego mordu? O tym w ciągu najbliższych dni zdecyduje Ministerstwo Sprawiedliwości.

Warszawska Prokuratura Okręgowa przesłała do Prokuratury Krajowej w Ministerstwie Sprawiedliwości analizę dowodów oraz plan kolejnych kroków śledztwa - w tym, kogo chce zatrzymać pod zarzutem zlecenia oraz wykonania zamachu na byłego komendanta głównego policji. Od decyzji resortu zależy, czy plan ten zostanie zrealizowany. Ale nikt w ministerstwie nie chce o tym mówić.

- Obieg wewnętrzny dokumentów w tym śledztwie nie będzie przedmiotem komentarzy - ucina rozmowę prokurator Małgorzata Wilkosz-Śliwa z Ministerstwa Sprawiedliwości.

Kogo widział świadek?

Co nowego odkryła warszawska prokuratura? Jeden z najważniejszych świadków potwierdził niezbicie, że wśród zamachowców był Ryszard Bogucki. Cztery miesiące temu podczas tzw. okazania za lustrem weneckim pokazano mu kilku bandytów, wśród których stał też Bogucki. Świadek zeznał, że widział jak ten człowiek kilka minut po śmierci Papały truchtem ucieka spod bloku.

O udziale najsłynniejszych polskich płatnych zabójców w mordzie generała wiadomo i od świadków, którzy ich widzieli na miejscu zbrodni, i tych, którzy zdobyli informacje podsłuchując zabójców, lub dowiedzieli się od osób, którym bandyci się zwierzali. Wiadomo, że oprócz Boguckiego udział w zabójstwie brali Siergiej S., Ukrainiec, płatny zabójca z Gdańska, oraz nieżyjący już zapaśnik Krzysztof W.

Pojawiły się też nowe dowody, że na miejscu na pewno był Ryszard Niemczyk. Rewelacje Siergieja S., który bardzo chętnie przypisuje sobie główny udział w zabójstwie generała, nie są traktowanie poważnie przez prowadzących śledztwo. Jednak na pewno na godzinę przed zabójstwem był widziany pod blokiem generała. Krzysztof W. prawdopodobnie siedział w samochodzie. Który z nich strzelał? Tego wciąż nie wiadomo.

Ministerialna ruletka

Prowadzący śledztwo mają też mocniejsze tropy prowadzące do domniemanego zleceniodawcy mordu - Edwarda M., polonijnego biznesmena z Chicago, znajomego Papały. Jeśli ministerstwo teraz zaakceptuje przedstawienie mu zarzutu zlecenia zabójstwa, będzie wtedy ścigany międzynarodowym listem gończym.

Już raz Edward M. był w rękach polskiej prokuratury. 27 lutego został zatrzymany w Polsce. Prokuratura miała bowiem zeznanie płatnego mordercy Artura Z. z Gdańska, którego Edward M. miał namawiać do zastrzelenia Papały. Podczas okazania Z. rozpoznał biznesmena i podtrzymał swoje słowa. Ale po gorączkowej naradzie w ministerstwie Edwarda M. wypuszczono. - Zawiązano przeciwko mnie spisek - powiedział nam Edward M. Kto miałby go zawiązać? - Nie wiem. To pan jest dziennikarzem. Proszę do tego dojść - odpowiedział.

Prokuratorzy zweryfikowali wiarygodność Artura Z. Zeznał np. o spotkaniu Edwarda M. z emerytowanym generałem MSW Józefem S. i nieżyjącym już gangsterem Nikodemem S. "Nikosiem". Prokuratorzy okazali mu więc Józefa S., którego zdjęć nie było w gazetach. Artur Z. poznał go.

Józef S. to wieloletni znajomy Edwarda M. i Papały. W PRL był szefem V Departamentu MSW. Departament ten zbierał i gromadził informacje na temat przemysłu i PRL-owskich zakładów pracy. W dniu zabójstwa, na około 2 godziny przed śmiercią, komendant Papała był na przyjęciu u generała S. Był tam też Edward M.

Narkotykowe korzenie

Dlaczego zginął gen. Papała? Najpoważniejsza hipoteza śledcza przyjmowana przez prokuraturę mówi, że sprawa ma swój początek w latach 80. Wtedy Służba Bezpieczeństwa szukając dodatkowych źródeł pieniędzy zaczęła produkować i przemycać do Szwecji amfetaminę. Po 1989 r. wyrzuceni z resortu esbecy przejęli biznes na własny rachunek.

Papała prawdopodobnie odkrył, że osoby z nimi związane zajmowały wtedy nadal ważne stanowiska państwowe. Być może chciał ostrzec przed nimi Leszka Millera. Faktem jest, że niedługo przed śmiercią zabiegał - bezskutecznie - o spotkanie z nim.

25 czerwca mija czwarty rok od tajemniczego zabójstwa gen. Marka Papały. O śledztwie w tej sprawie pisaliśmy już wielokrotnie. Nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów, ale tropów wiodących do konkretnych osób jest coraz więcej. Potwierdzają się nasze wcześniejsze informacje, że według prokuratury zamachowcami byli Ryszard Bogucki, Ryszard Niemczyk, Siergiej S. i Krzysztof W.

Bogucki i Niemczyk zasłynęli zamachem na bossa mafii pruszkowskiej Andrzeja K. "Pershinga". W grudniu 1999 roku rozstrzelali go w Zakopanem, dziurawiąc jak sito z odległości kilku metrów. Bogucki zaczynał na początku lat 90. jako młody, dynamiczny biznesmen. Szybko okazało się, że jest oszustem. Ryszard Niemczyk to najbardziej bezwzględny polski płatny zabójca. Wciąż jest poszukiwany po brawurowej ucieczce z więzienia w Wadowicach .

Siergiej S. jest Ukraińcem. O jego przeszłości wiadomo niewiele - podobno walczył w Afganistanie. Teraz jest sądzony w Gdańsku jako członek grupy Zachara - gangu płatnych zabójców. Odpowiada za zamordowanie Piotra S., trójmiejskiego złodzieja samochodów, postrzelenie biznesmena Macieja Nawrockiego i zastrzelenie Ryszarda G. "Glinki".

Krzysztof W. zginął w wypadku samochodowym w 1999 r. Pochodził z Białorusi, trenował zapasy - pod koniec lat 90. zdobył mistrzostwo Polski. Jednocześnie należał do grupy Boguckiego.

Maciej Duda, Daniel Walczak

 

 

=====================================================================================

 

SUPER EXPRESS - 25 czerwca 2002 r.          

 

To już 4 lata...

 

Zabójcom generała Marka Papały nie postawiono nawet zarzutów

 

Minęły 4 lata od zabójstwa gen. Marka Papały. Prowadzący śledztwo są pewni - za jego śmiercią stoją byli esbecy, podejrzani biznesmeni i gangsterzy z Pruszkowa. Mimo że zebrano wiele dowodów, sprawdzono kilkanaście wersji, przesłuchano setki świadków - nikomu jeszcze nie przedstawiono zarzutów.


Warszawa

Najmocniejsze dowody prokuratury dotyczą płatnych zabójców, którzy podjęli się wykonania wyroku. Igor Ł., jeden z najpilniej strzeżonych świadków koronnych zeznał, że widział scenę zamachu! Jest warszawskim złodziejem samochodów. Pracował dla gangu pruszkowskiego. Twierdzi, że 25 czerwca 1998 r. był przed blokiem na ul. Rzymowskiego 17, gdzie mieszkał Papała. Jak się dowiedzieliśmy, widział co najmniej część zamachu. Twierdzi, że na miejscu był znany gangster Ryszard Niemczyk, którego poznał na Śląsku. Inny świadek potwierdził, że wśród zamachowców był też Ryszard Bogucki. Świadek zeznał, że widział jak ten człowiek kilka minut po śmierci Papały truchtem uciekał spod bloku. Oprócz obu gangsterów udział w zabójstwie mieli: Siergiej S., Ukrainiec, płatny zabójca, który siedzi teraz w gdańskim więzieniu, oraz nieżyjący już zapaśnik Krzysztof W.

Ważne elementy układanki

Prokurator prowadzący śledztwo uważa, że Papała zginął, bo wiedział za dużo o kulisach narkotykowych interesów byłych esbeków. Dlatego bada powiązania nieżyjącego już Kazimierza H. - jednego z rezydentów gangu pruszkowskiego w Szwecji. W 1995 r. został on przez sąd w Sztokholmie skazany na 12 lat za handel amfetaminą. Szwedzi podejrzewali go o współpracę z polskimi służbami specjalnymi, jednak tego mu nie udowodniono. W 1997 r., dzięki znajomościom z byłymi oficerami SB, ze szwedzkiego więzienia trafił do Polski - aby tutaj odsiedzieć karę. Zmarł na raka w 1999 r. Prokurator zainteresował się też słynnym szwedzkim biznesmenem polskiego pochodzenia Włodzimierzem W., który w 1983 r. został skazany w Szwecji za handel amfetaminą. Z kolei Włodzimierz W., już jako szanowany biznesmen, poznał m.in. prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, grywał z nim w tenisa. Znany jest także z użyczenia w 1998 roku luksusowego samochodu terenowego ministrowi Markowi Siwcowi.

Amfetaminowy trop jest w opinii prowadzących śledztwo kluczem do znalezienia rozwiązania zagadki śmierci generała. Początki przemytu polskiego narkotyku sięgają lat 80. Służba Bezpieczeństwa szukając dodatkowych źródeł dewiz zaczęła wtedy produkować i przemycać do Szwecji amfetaminę. Narkotyk produkowano w jednym z zakładów państwowej Polfy! Po 1989 r. wyrzuceni z resortu esbecy przejęli biznes na własny rachunek. Produkcja zeszła do podziemia, kanały przerzutu zaczęli organizować agenci dawnych esbeków - głównie gangsterzy z Pruszkowa.

"Słowik" wiedział

Skąd wiedza o wątku amfetaminowym? Prokuratura ma w ręku m.in. zeznania Artura Z., członka gangu płatnych zabójców specjalizujących się w morderstwach i porwaniach. Z. siedzi teraz w areszcie i czeka na proces. W lutym tego roku rozpoznał człowieka, który próbował zlecić mu zabójstwo generała.

Artur Z. wskazał na Edwarda M. polonijnego biznesmena z Chicago, znajomego Papały. Powiedział też, że widział razem z M. jednego z pruszkowskich bossów - Andrzeja Z. "Słowika", a także innego znajomego Papały z kręgów esbeckich - generała Józefa S. Prokurator chciał postawić M. zarzut zlecenia zabójstwa, po interwencji Ministerstwa Sprawiedliwości biznesmen został wypuszczony.

Śledztwo specjalnego znaczenia - czyli co mówili, co mówią?

Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości
27 lipca 2000 r.:
"Zetknąłem się ze sprawą, ale nie mogę o tym mówić".
Dziś:
"Nie zgłaszałem żadnych deklaracji o zakończeniu tego śledztwa, bo zdawałem sobie sprawę, że jest ono bardzo trudne. Dopiero pod koniec mojego urzędowania w 2001 roku pojawiły się właściwe tropy. Według mojej oceny są one bardzo prawdopodobne. Wcześniej nie było o czym mówić".

Janusz Tomaszewski, były szef MSWiA
1 lipca 1998 r.:
"Marek Papała zginął przed własnym domem, który ma być ostoją bezpieczeństwa. Kto, dlaczego i jakim prawem wyręczył Boga? Wyjaśnienie tego jest naszym obowiązkiem".
2 listopada 1998 r.:
"Śledztwo w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały mocno się zawęziło".
Dziś:
"Takie śledztwa powinny być prowadzone w spokoju. Gorzka prawda jest czasem lepsza niż fajerwerki. Zapowiedzi skończyły się niczym".

Marek Biernacki, były szef MSWiA
27 lipca 2001 r.:
"Jeszcze za mojej kadencji zostaną wykryci sprawcy zabójstwa Marka Papały".
19 października 2001 r.:
"Prowadzone przez policję czynności pozwoliły na wyodrębnienie najbardziej prawdopodobnej wersji zabójstwa".
Dziś:
"Zapowiadałem, że do końca mojej kadencji sprawa będzie wyjaśniona. W momencie mojego odejścia był już wyraźny przełom w śledztwie. To kwestia czasu, kiedy dowody przeciwko sprawcom zostaną ostatecznie zebrane i ujawnione".

Tajemnicze śledztwo

Śledztwo prowadzone jest w tajemnicy. Oficjalnie prokuratura nie informuje o jego postępach. Dlatego przypominamy - w skrócie - to, co do tej pory napisaliśmy o zabójstwie gen. Papały.

6 listopada 1998 r.

Opublikowaliśmy wywiad z Edwardem M., biznesmenem z Chicago. Był on jedną z ostatnich osób, które widziały Papałę żywego. Opowiadał nam, że nie ma nic wspólnego z morderstwem. - Papała był moim przyjacielem - opowiadał naszym dziennikarzom. Mówił, że nie miał i nie ma związków z żadnymi specsłużbami, że jest "szanowanym specjalistą o bardzo dobrej reputacji".

10 lipca 2001 r.

Napisaliśmy, że według prokuratury zabójcami byli gangsterzy: Ryszard Bogucki i Ryszard Niemczyk. Okazało się, że obu sypnął ich wspólnik, który pomagał im w zabójstwie Andrzeja K. "Pershinga" w Zakopanem. Policjanci odnaleźli tego człowieka i namówili, aby został świadkiem koronnym. Nadal niewiele jednak było wiadomo o motywie zbrodni.

3 listopada 2001 r.

Docieramy do szczegółów dotyczących motywów zabójstwa generała. Papała zdobył wiedzę, która mogła zniszczyć wysoko postawione osoby. Według pierwszej hipotezy, wysoki urzędnik MSWiA - powiązany też kiedyś z wojskowym wywiadem - miał prowadzić interesy z rezydentem gangu pruszkowskiego w Wiedniu Jeremiaszem B. "Baraniną". Nasi informatorzy twierdzili, że urzędnik razem z gangsterem organizowali przemyt heroiny z Turcji przez Polskę na Zachód. Druga hipoteza dotyczyła wysokiego oficera policji. Papała miał się dowiedzieć o przekrętach przy policyjnych zakupach sprzętu i łapówkach, jakie ów oficer dostał.

27 listopada 2001 r.

W artykule "Killerów trzech" przedstawiamy najnowsze informacje ze śledztwa. Zabójców było trzech - Bogucki, Ukrainiec Siergiej S. i Białorusin z polskim obywatelstwem Krzysztof W. Z naszych informacji wynika, że udział Niemczyka w zabójstwie stoi pod znakiem zapytania. Nie wiadomo też jeszcze, jaką rolę odgrywali poszczególni zamachowcy.

11 marca 2002 r.

Biznesmen Edward M. mieszkający na stałe w USA został rozpoznany przez członka gangu płatnych morderców Artura Z. jako człowiek szukający wykonawcy wyroku na Papałę. M. miał namawiać Z. do zbrodni, ale ten się nie zgodził. Prokuratura zatrzymała nawet Edwarda M. i okazała go Arturowi Z. Przestępca rozpoznał go. Mimo to, po gorączkowej naradzie w Ministerstwie Sprawiedliwości, prokuratorowi polecono wypuścić na wolność zatrzymanego wcześniej biznesmena.

 

Maciej Duda, Daniel Walczak, Robert Zieliński

 

=====================================================================================

 

"Życie" - 3 listopada 2002 


"Życie" - śledztwo w sprawie zabójstwa gen Papały


Ministerstwo Sprawiedliwości nie zgadza się na postawienie zarzutów Edwardowi M., domniemanemu zleceniodawcy zabójstwa gen. Marka Papały - dowiedziało się "ŻYCIE".
Prokuratura dysponuje dowodami obciążającymi zleceniodawców. Są nimi zeznania członka gangu płatnych zabójców Artura Z., ps. Iwan. To właśnie do niego miał się zwrócić Edward M. ze zleceniem zabójstwa Papały. Prokuratura i policja są zgodne, by postawić zarzuty. Odmiennego zdania są Ministerstwo Sprawiedliwości i prokuratura apelacyjna. Edward M. przebywa obecnie w USA
Jak dowiedziało się "ŻYCIE" z kilku niezależnych źródeł, Ministerstwo Sprawiedliwości uważa, że zeznania Artura Z. są niewystarczające do oskarżenia Edwarda M. Według nieoficjalnych informacji Edward M., został w końcu lutego zatrzymany. Podczas konfrontacji przestępca wskazał go jako osobę, która wydała zlecenie. Biznesmen został jednak zwolniony i najprawdopodobniej wyjechał do USA.
"Tu chodzi po prostu o to, by ochronić jednego z potencjalnych podejrzanych, Edwarda M., bliskiego znajomego Papały i ludzi z kierownictwa SLD" - powiedział "Życiu" urzędnik resortu sprawiedliwości.
Inny rozmówca, poseł interesujący się tą sprawą, dodaje nieoficjalnie, że z ministerstwa płyną intensywne naciski, by zatuszować wątek zleceniodawcy zabójstwa Papały. - Chcą zastraszyć wykonawcę zlecenia, by wycofał się z zeznań obciążających biznesmena - mówi poseł. - Edwarda M. chroniły układy - uważa rozmówca Życia z resortu sprawiedliwości.

/gaj

 

=====================================================================================

 

 

"Życie" - 4 listopada 2002


"Życie" o domniemanym zleceniodawcy zabójstwa Papały

Dziennik Życie informuje o decyzji sądu , który uznał, że policja i prokuratura miały rację, gdy zatrzymały Edwarda M. - domniemanego zleceniodawcę zabójstwa generała Papały. Edward M. w lutym został wypuszczony na wolność i wyjechał do Stanów Zjednoczonych.
Jak czytamy w Życiu, biznesmena i dobrego znajomego polityków lewicy Edwarda M. obciążył Artur Z. pseudonim Iwan, członek gangu płatnych morderców. Pod koniec lutego tego roku M. został zatrzymany. Podczas konfrontacji przestępca wskazał go jako osobę, która wydała zlecenie. Mimo to prokuratura nie wystąpiła o areszt i nie postawiła mu zarzutów. Biznesmen został zwolniony i wyjechał z Polski. Wcześniej złożył jednak zażalenie na zatrzymanie.
Tymczasem sąd nie miał wątpliwości: - Zatrzymanie było zasadne. Oznacza to, że istniało uzasadnione przypuszczenie , że Edward M. dopuścił się przestępstwa - pisze dziennik Życie.
Prokuratura milczy na temat tego zatrzymania. W Życiu czytamy, że nieoficjalnie mówi się, iż to osoby z Ministerstwa Sprawiedliwości naciskały, by M. wyszedł na wolność. Według Życia wiadomo, że Edward M. ma sporo znajomości w kręgach lewicy.

IAR/Życie/łut /buch


=====================================================================================

 

Rzeczpospolita - 4 listopada 2002

 

Sprawa zabójstwa gen. Marka Papały

Edwarda M. należało zatrzymać

Warszawski sąd uznał, że zatrzymanie Edwarda M., polonijnego biznesmena z Chicago, było zasadne. Jeden z płatnych zabójców z gangu Siergieja S. rozpoznał w nim zleceniodawcę tej zbrodni. Edward M. wyjechał już z Polski.

 

Kilka tygodni temu opinię publiczną zelektryzowała wiadomość o przełomie w śledztwie dotyczącym zabójstwa byłego szefa policji. Jako rzekomy zleceniodawca tej zbrodni został wskazany Edward M. Miał on szukać wykonawców zabójstwa w gangu płatnych morderców z Trójmiasta. Prokuratura nakazała zatrzymanie biznesmena i dowiezienie go do Warszawy. Edward M. został wstępnie przesłuchany i prokurator rozważał postawienie mu zarzutów. Jednak prokuratura ostatecznie zwolniła biznesmena. Edward M. wyjechał z Polski, jednak zdążył złożyć zażalenie na zatrzymanie go. Wczoraj sąd uznał, że były podstawy, aby go zatrzymać. 

A. M.

 

 

=====================================================================================

 

SUPER EXPRESS - 21 grudnia 2002 r. 

 

Śledztwo przedłużone

"Prokurator operacyjny" - oto nowy pomysł, jaki ma Ministerstwo Sprawiedliwości, aby przyspieszyć zakończenie śledztwa w sprawie zabójstwa byłego komendanta policji Marka Papały. Taką nową rolę ma dostać prokurator Jerzy Mierzewski, który w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej od prawie 5 lat sam zmaga się z tajemnicą śmierci generała.

Jak ujawniliśmy, miesiąc temu na naradzie w Ministerstwie Sprawiedliwości prokurator Mierzewski przedstawił dowody świadczące przeciwko zleceniodawcom i wykonawcom mordu Papały. Był tak pewien swoich ustaleń, że chciał im już stawiać zarzuty. Jednak ministerstwo się nie zgodziło.

Teraz przełożeni Mierzewskiego wpadli na własny, autorski pomysł. Ryszard Rychlik, dyrektor Biura Przestępczości Zorganizowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości, zarządził, że Mierzewski ma pracować z drugim prokuratorem, który zajmie się wszystkimi "papierkowymi" sprawami proceduralnymi. Mierzewski zaś jako "prokurator operacyjny" ma skoncentrować się na zdobywaniu nowych dowodów i świadków. Dodatkowo, Mierzewski razem ze śledztwem zostanie przesunięty z prokuratury okręgowej do apelacyjnej (czyli o szczebel wyżej). Czy to pomoże?

Śledztwo przedłużono do czerwca 2003 roku. Jak ujawniliśmy wcześniej, miesiąc temu prokurator Mierzewski proponował postawienie zarzutu Ryszardowi Boguckiemu, który miał strzelić w głowę generała. Boguckiego rozpoznał jeden z najważniejszych świadków - osoba, która widziała go pod blokiem generała na ul. Rzymowskiego na Służewcu. Prokurator Mierzewski chce też ścigać Edwarda M., polonijnego biznesmena z Chicago. Na M. wskazał siedzący w areszcie Artur Z., związany z gdańskim gangiem płatnych morderców. Z. rozpoznał w trakcie konfrontacji Edwarda M. jako człowieka, który nakłaniał go do wzięcia "zlecenia" na Papałę.

Warszawa - Maciej Duda, Daniel Walczak

 

=====================================================================================

 

Rzeczpospolita - 15 stycznia 2003

 

Wokół zabójstwa generała Papały

Dlaczego Kaczyński wskazał Mazura

Lech Kaczyński będzie musiał wytłumaczyć, dlaczego publicznie wskazał Edwarda Mazura, polskiego biznesmena z USA, jako ewentualnego zleceniodawcę zabójstwa gen. Marka Papały. Proces cywilny w tej sprawie rozpoczął się wczoraj przed stołecznym Sądem Okręgowym.

Marek Papała, były komendant główny policji, został zastrzelony 25 czerwca 1998 r. na parkingu przed swoim domem na warszawskim Służewcu. Śledztwo do dzisiaj nie przyniosło żadnych konkretnych efektów. Zabójca jest nadal nieznany.

Edward Mazur, amerykański biznesmen polskiego pochodzenia, wyjechał z Polski w latach sześćdziesiątych. W 1989 r. był współzałożycielem firmy "Bakoma". W dniu śmierci Papały był ostatnią znaną osobą, która widziała go żywego. Twierdzi, że spotkanie dotyczyło planowanego wyjazdu generała do USA, na kurs języka angielskiego.

To właśnie Mazura w wywiadzie udzielonym "Gazecie Polskiej" 12 czerwca 2002 r. Lech Kaczyński, były minister sprawiedliwości, wskazał jako ewentualnego zleceniodawcę zabójstwa Papały. Dziwił się też jego "tajemniczemu" zwolnieniu przez prokuraturę po przesłuchaniu. Dodał ponadto: "Edward M. uosabia związek polityki z najzwyczajniejszymi bandytami, najklasyczniejszą zorganizowaną przestępczością". Podobne sugestie Kaczyński wyraził w wypowiedziach dla Radia Zet i "Życia Warszawy".

W skierowanym do sądu pozwie Mazur napisał, że wypowiedzi Kaczyńskiego naruszają jego cześć i dobre imię oraz narażają na utratę zaufania potrzebnego w interesach. Domaga się więc od niego publicznego odwołania wszystkiego, co o nim powiedział, oraz wpłacenia wraz z "Gazetą Polską" po 10 tys. zł na PCK.

Lecha Kaczyńskiego nie było na wczorajszej rozprawie. Jego pełnomocnik stwierdził w odpowiedzi na pozew, że: "nie może budzić najmniejszej wątpliwości prawo byłego ministra do zabierania głosu w sprawach 'ważkich społecznie' ". Zastrzegł też, iż wypowiedzi Kaczyńskiego były tylko jego opiniami. Sąd przesłuchał wczoraj Piotra Wierzbickiego, naczelnego redaktora "Gazety Polskiej", i autorkę inkryminowanego wywiadu Anitę Gargas. Oboje zeznali, że nie wyobrażają sobie ocenzurowania wywiadu z kimkolwiek.

Proces bezterminowo odroczono.

J.O.

 

 

=====================================================================================

 

Rzeczpospolita - 17 stycznia 2003

 

Dziwne decyzje w sprawie zabójstwa generała Papały

Śledztwo na bocznym torze

Prokurator apelacyjny w Warszawie Zygmunt Kapusta wstrzymał stawianie zarzutów w śledztwie dotyczącym zabójstwa byłego szefa policji. Ani on, ani minister sprawiedliwości-prokurator generalny Grzegorz Kurczuk nie odpowiadają na nasze pytania w tej sprawie. Nie zaprzeczają też jednak naszym informacjom.

Na polecenie Kapusty, sprawa została poddana kolejnej analizie i przesunięta z Prokuratury Okręgowej do Prokuratury Apelacyjnej. Wyniki analizy objęto klauzulą "tajne".

Z informacji "Rz" wynika, że jesienią ubiegłego roku prowadzący śledztwo prokurator zamierzał przedstawić zarzuty czterem osobom podejrzewanym o udział i "pomocnictwo" w zabójstwie byłego szefa policji. O tym, że istnieje taka lista pisał także "Super Express". Według naszych informacji mieli na niej być, jako wykonawcy zabójstwa, Ryszard Bogucki i Siergiej Sienkiv (obaj przebywają w areszcie, podejrzani i oskarżeni o inne zabójstwa), a jako "pomocnicy" - Andrzej Zieliński, ps. Słowik (czeka na ekstradycję w Hiszpanii) oraz Edward M., polonijny biznesmen z USA, powiązany biznesowo i towarzysko z politykami SLD, PSL i ludźmi ze służb specjalnych. O M. było już głośno w kontekście sprawy Marka Papały, po tym, gdy został rozpoznany przez jednego z członków gangu płatnych zabójców z Gdańska i prokuratura zdecydowała o jego zatrzymaniu. Sam M. zaprzeczał swoim związkom z tą sprawą, ale sąd nie uwzględnił jego zażalenia i uznał zatrzymanie za zasadne.

O planach stawiania zarzutów w sprawie Papały mówił "Rz" w listopadzie między innymi ówczesny szef Prokuratury Okręgowej w Warszawie Marek Deczkowski. Potwierdzali to także, nieoficjalnie, policjanci.

- Pamiętam jakieś straszne zamieszanie wokół sprawy stawiania tych zarzutów - mówi "Rz" prokurator z Ministerstwa Sprawiedliwości. - Wszedłem na chwilę do sekretariatu prokuratora krajowego Karola Napierskiego. Słyszałem jakieś krzyki, co mnie zdziwiło, bo to jest człowiek zwykle opanowany. Potem dowiedziałem się, że w jego gabinecie był Jerzy Mierzewski (prokurator prowadzący śledztwo w sprawie Papały - A.M.) i wiceszefowa Prokuratury Okręgowej.

O głośnej dyskusji w ministerstwie słyszał też oficer z KGP. - Było gorąco. Słyszałem, że Mierzewski zastanawiał się nad odejściem z prokuratury. Ja z kolegami też przygotowaliśmy raporty o odejście. Do tej pory trzymam swój w biurku - mówi.

Prokurator Mierzewski kategorycznie odmawia rozmowy na temat sprawy i swoich decyzji.

- Mijają miesiące, a sprawa stoi niemal w tym samym punkcie. Na podstawie dowodów, które zebraliśmy w każdej innej sprawie już byłyby postawione zarzuty - mówi zniechęcony oficer policji. - Boimy się, że komuś zależy na tym, by albo Ryszard Bogucki uciekł z aresztu, jak kiedyś Ryszard Niemczyk, albo, co gorsza, nagle któregoś z naszych świadków znaleziono powieszonego w celi jak zabójcę Dębskiego.

- Co takiego stało się w listopadzie, że zarzuty nie zostały postawione? - pytaliśmy kilkakrotnie Zygmunta Kapustę, szefa Prokuratury Apelacyjnej. Padały jednak tak pokrętne odpowiedzi, że zdecydowaliśmy się wysłać pytanie faksem: "Czy wstrzymał Pan, wydając pisemne polecenie, stawianie zarzutów w sprawie Papały?".

Kapusta nie odpowiedział. Jego rzecznik prasowy, Zbigniew Jaskólski, przesłał tylko dwuzdaniowy faks z informacjami już znanymi - że 18 grudnia śledztwo zostało przejęte do prowadzenia w Wydziale ds. Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie i, że "wcześniej w miesiącu grudniu 2002 r. w Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie została dokonana, w ramach czynności nadzorczych, analiza akt postępowania przygotowawczego (...), która została opatrzona klauzulą 'tajne' ".

Ponieważ nie uzyskaliśmy odpowiedzi na pytanie o decyzję wstrzymującą stawianie zarzutów, w środę zapytaliśmy o to samo Grzegorza Kurczuka, ministra sprawiedliwości-prokuratora generalnego. Zapytaliśmy go też, czy wiedział o decyzji Kapusty. Także minister na pytania nam nie odpowiedział.

Dostaliśmy natomiast pismo od urzędującego wtedy pierwszy dzień na stanowisku zastępcy prokuratora generalnego Kazimierza Olejnika. Napisał, że "prokuratura nie udziela żadnych informacji dotyczących czynności czy ustaleń procesowych" oraz, co przesłano też do PAP, że w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyło się tajne spotkanie, w którym udział wzięli m.in. minister sprawiedliwości, minister spraw wewnętrznych i administracji, szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i komendant główny policji. Celem spotkania było m.in. "określenie dalszych kierunków" śledztwa oraz "dokonanie podziału zaplanowanych czynności pomiędzy poszczególne służby".

Generał Marek Papała został zastrzelony przed swoim domem 25 czerwca 1998 r, prawie pięć lat temu.

Anna Marszałek

 

 

=====================================================================================

 

SUPER EXPRESS - 24 lutego 2003 r. 

 

Prokurator ma killera

Po ponad 4,5 roku śledztwa jest pierwszy podejrzany w sprawie zabójstwa generała Marka Papały. Ryszarda B. pogrążyły zeznania pruszkowskiego bossa. - Wierzę, że przedstawienie zarzutów Ryszardowi B. to dopiero początek - mówi nam Małgorzata Papała, wdowa po zamordowanym b. komendancie głównym policji, Marku Papale.

Warszawa

- Często ogarniał mnie ogromny niepokój w momentach, gdy całe śledztwo stawało pod znakiem zapytania. Czasami zaczynałam już wątpić, że sprawa zabójstwa mojego męża kiedykolwiek zostanie rozwikłana - mówiła nam wczoraj Małgorzata Papała. - Bardzo się cieszę, że w końcu nastąpił przełom w śledztwie. Wierzę, że będą dalsze zarzuty, także - a w zasadzie przede wszystkim - dla zleceniodawców tej zbrodni. Pragnę podziękować policjantom, prokuratorom oraz wszystkim tym, którzy przyczynili się do postawienia tych zarzutów. Mam nadzieję, że prawda zwycięży, że zostaną wyjaśnione wszystkie wątki sprawy, a dobre imię mojego męża zostanie zachowane - dodała wdowa po generale.

Wrócił i gada

Ryszardowi B. prokuratura przedstawiła zarzuty w piątek. Sąd w sobotę aresztował go do tej sprawy na trzy miesiące (B. jest już aresztowany za inną sprawę - zabójstwo "Pershinga"). Ostatecznie obciążyły aresztowanego wyjaśnienia Andrzeja Z. "Słowika", pruszkowskiego bossa, który został w czwartek przewieziony z hiszpańskiego aresztu do Warszawy.

Jednak nie są to jedyne i najważniejsze dowody przeciwko "killerowi".

Jak ujawniliśmy w czerwcu ub.r., Ryszarda B. w lutym 2002 r. rozpoznał jeden z najważniejszych, naocznych świadków.

- Ryszardowi B. zostały przedstawione zarzuty nakłaniania innej osoby do zabójstwa nadinspektora Papały oraz współudziału w tej zbrodni - powiedział nam wczoraj Zygmunt Kapusta, szef warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej.

Kogo miał nakłaniać Ryszard B.? Tego Kapusta nie chce powiedzieć. Pod koniec listopada 2001 r. ujawniliśmy, że według prokuratury w morderstwie brały udział jeszcze dwie osoby: Siergiej S., członek gdańskiego "gangu płatnych morderców", oraz nieżyjący już zapaśnik Krzysztof W. Ich nazwiska, jako sprawców zbrodni, podała Prokuratura Apelacyjna w Warszawie w raporcie dla premiera Leszka Millera przygotowanym w 2001 r. Prokuratorzy byli pewni, że udział w zabójstwie brali B. i Krzysztof W. Udział Siergieja S. określali jako "prawdopodobny".

Teraz zleceniodawcy

"Słowik" może jeszcze dużo powiedzieć o zleceniodawcach zabójstwa. Wiadomo, że brał udział w spotkaniach z osobami, które mogły stać za mordem.

W październiku ub.r. warszawska prokuratura przedstawiła listę osób, które chce postawić przed sądem za udział w zabójstwie komendanta. Ministerstwo nie zgodziło się wtedy na przedstawienie tym osobom zarzutu. Na liście oprócz B. znajdowały się też nazwiska osób, które wydały wyrok na Papałę i zleciły zabójstwo. Byli to pracownicy PRL-owskich służb specjalnych, znajomi generała, pracujący do dziś w administracji państwowej. Zdaniem prokuratora Jerzego Mierzewskiego, to oni wydali wyrok na Papałę. Komendant chciał bowiem zdradzić tajniki ich ciemnych interesów, m.in. handel narkotykami.

Zdaniem prokuratury, o tym Marek Papała chciał powiedzieć tuż przed śmiercią Leszkowi Millerowi.

Na liście jest też Edward M., polonijny biznesmen z Chicago. To on miał szukać płatnych zabójców do wykonania wyroku na generale. "Słowik" miał mu w tym pomagać. W lutym 2002 r. prokurator Mierzewski zatrzymał Edwarda M. i Artur Z. rozpoznał go w trakcie konfrontacji. Ale wtedy Ministerstwo Sprawiedliwości nakazało biznesmena wypuścić, uznając, że dowody są za słabe.

- To dopiero początek fazy stawiania zarzutów, nie odpowiem na żadne pytanie dotyczące osób, którym zamierzamy przedstawić zarzuty - powiedział nam wczoraj Zygmunt Kapusta, szef warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej.

Jak zginął generał

Marek Papała zginął przed własnym domem w Warszawie 25 czerwca 1998 roku około godziny 22. Podjeżdżał właśnie Daewoo Espero na parking przed swoim blokiem. Do samochodu podszedł mężczyzna, wyjął broń. Strzelił jeden raz - generał zginął trafiony w czoło. Zamachowiec uciekł w kierunku torów wyścigów konnych. Żona generała zaniepokojona przedłużającą się nieobecnością męża wyszła na parking. To ona znalazła zwłoki generała.

Kim jest Ryszard B.?

Ryszard B. razem z Ryszardem Niemczykiem miał dokonać zamachu na bossa mafii pruszkowskiej Andrzeja K. "Pershinga". W grudniu 1999 roku rozstrzelali go w Zakopanem, dziurawiąc jak sito z odległości kilku metrów.

Ryszard B. zaczynał na początku lat 90. jako młody, dynamiczny biznesmen. Sprowadzał zza granicy drogie, sportowe samochody. Sponsorował wybory Miss Polonia (ożenił się nawet z jedną z finalistek konkursu), bywał na oficjalnych bankietach. Okazało się jednak szybko, że jest oszustem. Został nawet tymczasowo aresztowany. Gdy zwolniono go - zniknął na dobre. Wpadł dopiero w 2001 r. - złapano go w meksykańskim kurorcie Cancun.

- Cieszę się, że udało się utrzymać w tajemnicy przed mediami fakt przedstawienia zarzutów - mówi szef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Zygmunt Kapusta. - Po raz pierwszy państwa gazeta nie napisała wcześniej, co zamierzamy zrobić - dodaje.

A oto co wcześniej pisaliśmy o ustaleniach prokuratorów:

Lipiec 2001

"Super Express" jako pierwszy ujawnił informację, że według śledczych Ryszard B. stał za zabójstwem generała. O tym, że wytypowano zabójców (obok Ryszarda B. wskazany był Ryszard Niemczyk).

Listopad 2001

Zdobywamy dokładniejsze informacje ze śledztwa. W artykule "Killerów trzech" opisujemy trójkę potencjalnych zabójców. Oprócz B. w zamachu brali udział: płatny morderca Ukrainiec Siergiej S. oraz nieżyjący już były zapaśnik Krzysztof W.

Marzec 2002

Ujawniamy kolejne tropy - wiodące do ewentualnych zleceniodawców. Jeden ze świadków, płatny zabójca Artur Z. ps. Iwan twierdzi, że Edward M., biznesmen z Chicago, próbował namówić go na wzięcie "zlecenia na Papałę".

Czerwiec 2002

Poznajemy kolejny szczegół - Ryszarda B. widział na miejscu morderstwa świadek. Widział jak B. truchtem ucieka spod bloku generała. Świadek rozpoznał też gangstera podczas okazania za weneckim lustrem.

Listopad 2002

Prokuratura przedstawiła listę osób podejrzewanych o udział w zamachu na generała. Są na niej B., Siergiej S. i Edward M. Prokuratura ma też zeznania "Iwana" o spotkaniach Andrzeja Z. "Słowika" i generała Józefa S. Obaj mieli mówić o handlu narkotykami i planować zabójstwo Papały.

Maciej Duda, Daniel Walczak



=====================================================================================


 

Rzeczpospolita - 24 lutego 2003

 

Przełom w sprawie zabójstwa komendanta policji Marka Papały - Zarzuty i areszt wobec Ryszarda Boguckiego

Zleceniodawcy wciąż nieznani

Zarzuty współudziału w zabójstwie generała Marka Papały oraz "nakłaniania do tej zbrodni innej osoby" postawiła prokuratura zawodowemu mordercy z Podbeskidzia Ryszardowi Boguckiemu.

 

Według informacji "Rz", do generała miał strzelić Siergiej Sienkiv, Ukrainiec z trójmiejskiego gangu płatnych zabójców.

Policja i prokuratura nadal nie mają jednak pewności, kto zlecił zabójstwo Papały, ani jaki był motyw tej zbrodni.

Były szef polskiej policji Marek Papała został zastrzelony przed swoim domem 25 czerwca 1998 roku. Po kilku latach od pierwszych ustaleń na temat udziału w zbrodni Ryszarda Boguckiego, prokuratura zdecydowała się na postawienie mu zarzutów. Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia aresztował go w sobotę. Bogucki i tak przebywał już w areszcie, ponieważ jest oskarżony o zabójstwo w Zakopanem szefa mafii pruszkowskiej Andrzeja Kolikowskiego, ps. Pershing. Po dokonaniu tej zbrodni Bogucki uciekł z Polski, ale został przez policję odnaleziony w Meksyku. Ponieważ przebywał tam nielegalnie, został do Polski deportowany.

Szczegóły śledztwa objęto tajemnicą. Z informacji "Rz" wynika jednak, że dowodem na udział Boguckiego w zabójstwie generała Papały są m.in. zeznania świadków.

Bogucki widziany był na miejscu zbrodni np. przez jednego ze świadków koronnych ze sprawy przeciwko mafii pruszkowskiej. Jak ustalono, w zabójstwie generała mieli brać udział także Siergiej Sienkiv (przebywa w areszcie pod zarzutem innych zabójstw) oraz nieżyjący już Krzysztof Weremko (zginął w wypadku samochodowym). O roli Siergieja Sienkiva w zbrodni mówi także m.in. jeden z członków gangu zabójców z Trójmiasta. Weremko - jak ustalono - miał czekać na zabójców w samochodzie zaparkowanym niedaleko domu generała.

Prokurator prowadzący śledztwo chciał zarzut zabójstwa generała Papały postawić Boguckiemu już dwukrotnie. Za każdym razem było to jednak wstrzymywane przez Ministerstwo Sprawiedliwości i Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie. U policjantów i niektórych prokuratorów rodziło to podejrzenia, że śledztwo jest blokowane, ponieważ na liście osób, którym miały być postawione zarzuty, był także Edward M., polonijny biznesmen z Chicago, powiązany towarzysko i biznesowo z politykami SLD, PSL oraz ludźmi ze służb specjalnych.

Niedawno informowaliśmy, że stawianie zarzutów w tej sprawie wstrzymał prokurator apelacyjny w Warszawie Zygmunt Kapusta. Na jego polecenie sprawa została poddana kolejnej analizie i przejęta z Prokuratury Okręgowej na szczebel Prokuratury Apelacyjnej. Wyniki analizy objęto klauzulą tajne.

Po upływie kilku tygodni - w ostatnią sobotę - prokurator Zygmunt Kapusta wydał komunikat o przedstawieniu zarzutów Ryszardowi Boguckiemu.

- Kiedy odchodziłem z ministerstwa, poinformowałem premiera Leszka Millera, że mamy poważne podejrzenia, iż do generała Papały strzelał ten właśnie człowiek. Obawiałem się, że mamy jednak tylko rękę, a ciągle jeszcze poszukiwaliśmy mocodawców - powiedział "Rz" Marek Biernacki, były szef MSWiA.

Z informacji "Rz" wynikało, że prokurator prowadzący śledztwo planował postawienie zarzutów czterem osobom: Ryszardowi Boguckiemu, Siergiejowi Sienkivowi oraz Andrzejowi Zielińskiemu, ps. Słowik, i Edwardowi M. z Chicago.

W Ministerstwie Sprawiedliwości odbyły się tajne narady z udziałem szefa MSWiA, ABW, policji i prokuratorów. Na razie zarzuty postawiono tylko Ryszardowi Boguckiemu.

- Mam nadzieję, że to nie jest ostatnia osoba, której udało się postawić zarzuty w tej sprawie - powiedział "Rz" w niedzielę prokurator Kapusta. Wyjaśnił też, że w ostatnim czasie ponownie przeprowadzono niektóre czynności, w tym przesłuchania świadków, by "nie było kompromitacji i można było iść z pewnym materiałem do sądu".

Zapytany, czy postawiony zostanie zarzut Siergiejowi Sienkivowi, odmówił jednak odpowiedzi, zasłaniając się "tajemnicą postępowania".

- A co ze "Słowikiem" i Edwardem M.? - zapytaliśmy.

- Również nie odpowiem na to pytanie - odparł.

Z nieoficjalnych informacji "Rz" wynika, że są świadkowie mówiący o tym, iż to właśnie Edward M. z Chicago i Andrzej Zieliński, ps. Słowik, poszukiwali wykonawców zabójstwa generała Papały. W rozmowie z "Rz", Edward M. zaprzeczył jakimkolwiek związkom z tym zabójstwem. Stwierdził też, że "Słowika" nie zna i nigdy się z nim nie spotkał. Edward M. mówił nam też, że w latach poprzedzających zabójstwo Papały nie był nawet w Trójmieście. (Tam według zeznań świadka miało dojść do jednego ze spotkań, podczas których próbowano dać zlecenie zabójstwa Papały.)

O ile jednak pewne poszlaki wskazują, że za zleceniem zabójstwa mogłyby stać te dwie osoby, o tyle najsłabszym ogniwem śledztwa jest motyw. Dlaczego generał Papała musiał zginąć? Nie wiadomo.

Policja przyjmuje, że generał miał się dowiedzieć o nielegalnych transakcjach związanych z handlem bronią i przemytem narkotyków, w które mieli być zamieszani przestępcy i byli pracownicy służb specjalnych. Jeden z ważnych świadków, który mógłby na ten temat coś powiedzieć, jednak już nie żyje. Chodzi tu o zamieszanego m.in. w przemyt amfetaminy do Skandynawii Kazimierza Hedberga vel Wasiaka. W 1996 r. został skazany w Sztokholmie na 12 lat pozbawienia wolności za rozprowadzanie narkotyków, nielegalne posiadanie broni i posługiwanie się fałszywym paszportem. Pozwolono mu na odbycie kary w Polsce, gdzie bardzo szybko wyszedł na wolność.

Anna Marszałek

 

 

 

=====================================================================================

WYWIADY

=====================================================================================



 

Nie jestem marionetką premiera - 27 maja 2002

z Barbarą Piwnik rozmawiają Agnieszka Kublik i Monika Olejnik - Gazeta Wyborcza

 

(...)

Edward M., podejrzany o zlecenie zabójstwa gen. Papały, został zwolniony. Dlaczego?

- Prokurator prowadzący sprawę doszedł do wniosku, że w tym momencie musi podjąć taką decyzję. On zna akta.

Przeczytam całą tę sprawę po to, żeby jakiś wątek nie został zaniedbany. Może moja wiedza i doświadczenie mogą się przydać, żeby wszystko zbadać.

Pojawił się dość mocny kandydat na wykonawcę zlecenia zabicia generała Papały, przyznawał się także do niewykonanego zlecenia na mnie. Dlatego ja też chciałabym znać odpowiedź na pytanie, kto zabił generała.


Czy wypuszczenie Edwarda M. nie było zaniedbaniem?

- Nie wiem, żeby wydać opinię, muszę przeczytać akta. Nie chcę zabawiać opinii publicznej efektownymi powiedzeniami branymi z powietrza. Prawo jest sferą logicznego myślenia i żelaznej dyscypliny słowa.

Dostał polecenie z góry?

- Ode mnie nie dostał.

A od swego bezpośredniego przełożonego?

- Kogo macie na myśli?

Może od prokuratora Zygmunta Kapusty, prokuratora apelacyjnego w Warszawie?

- Z tego, co wiem, od prokuratora Kapusty też nie dostał.

Pytała Pani prokuratora prowadzącego tę sprawę?

- Jeżeli prokurator otrzymuje polecenie, z którym się nie zgadza, to może takie polecenie otrzymać także na piśmie. Byłby więc ślad na piśmie.

Ale może dostał polecenie ustne i wykonał je, choć się z nim nie zgadzał, bo nie chciał wylecieć z pracy?

- Ja żadnego polecenia nie wydawałam. Nie zgłosił mi tego prokurator, który prowadzi to postępowanie. W związku z tym nie ma takiego polecenia. To, co wiem, upoważnia mnie do stwierdzenia, że nie było żadnych nacisków.

 

=====================================================================================

 

Salon polityczny Trójki - 14 czerwca 2002

minister Barbara Piwnik - gość Krzysztofa Skowrońskiego

(...)

Skowroński: Ostatnio ekscytowała opinię publiczną sprawa Edwarda M., warszawski sąd uznał, że zatrzymanie biznesmana było zasadne. Jeden z zabójców z gangu Siergieja S. rozpoznał w nim zleceniodawcę zbrodni. Edward M wyjechał z Polski.

Piwnik: Prosiłabym, żeby nie mylić pewnych rzeczy, zasadność zatrzymania nie oznacza, że sąd dokonywał oceny materiału dowodowego, kwalifikował, stawiał zarzut. To zupełnie inne obszary i ja rozumiem, że na fakt zatrzymania zostało złożone zażalenie, ale to nie znaczy, że przesądzono rolę procesową. Postępowanie w tej sprawie tak jak i w każdej innej toczy się nadal i chciałam tu od razu stwierdzić, byłam o to już wielokrotnie była pytana, czy były jakieś polecenia, czy naciski ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości, ja żadnych poleceń nie wydawałam. Zawsze w takim przypadku narzuca mi się pytanie, kto i w jakim trybie, a kończąc ten wątek chciałam powiedzieć, że prokurator prowadzący nie zawiadomił mnie, by ktoś na niego inny wywierał taką presję.

Skowroński: Może się boi Pani minister ?

Piwnik: Mnie się boi, myślę, że nie. To że ja znam wielu prokuratorów z tego tytułu, że wiele lat przecież orzekałam w Warszawie, sprawia, że i prokuratorzy ze mną rozmawiają inaczej niż to było w przeszłości. Znamy się z pracy.

Skowroński: Jak to jest, jedno z najważniejszych dochodzeń w Polsce, jest ktoś, kto mówi, że zlecił zamordowanie generała Papały i ten ktoś wyjeżdża z Polski.

Piwnik: Tak, ale proszę tez pamiętać, że już w wielu wypadkach wcześniej media i politycy przesądzali o wartości dowodowej zeznań, a później były prawomocne wyroki uniewinniające. Nie prowadźmy postępowań przygotowawczych i nie oceniajmy materiału dowodowego na podstawie jakichś fragmentarycznych wiadomości. Prowadzący postępowanie ponosi odpowiedzialność za to, co robi. Pozwólmy prokuraturze prowadzić postępowanie.

Skowroński: Pozwalamy natomiast Edward M. jest poza zasięgiem wymiaru sprawiedliwości.

Piwnik: Nie jest poza zasięgiem.

Skowroński: Jest w Stanach Zjednoczonych, może przyjechać do kraju, albo też nie.

Piwnik: Tak, ale znamy takie sytuacje, kiedy ludzie z odległych części świata byli zapraszani na rozmowy.

Skowroński: Ale trudniej kogoś sprowadzić ze Stanów Zjednoczonych, niż aresztować kogoś w kraju.

Piwnik: Ale żeby zatrzymać, stosować tymczasowe aresztowanie kogoś pozbawiać wolności, trzeba mieć za to dowody, a trzeba pamiętać o tym, że teraz coraz częściej ponosimy odpowiedzialność nie tylko za zbyt długo prowadzone postępowania, ale też za stosowanie tymczasowego aresztowania.

Skowroński: Ale tu mamy do czynienia z najważniejszą sprawą, od tego zależy honor policji.

Piwnik : To ważne, ale dla każdej osoby pokrzywdzonej sprawa jest również szczególnie ważną sprawą. Chciałabym skończyć z podziałem na sprawy ważniejsze i mniej ważne. Ta jest ważna też i dla mnie, bo tez bym chciała wiedzieć, kto na mnie wydał zlecenia zabójstwa, natomiast nie klasyfikujmy tak spraw, zwłaszcza tam, gdzie jest śmierć.

Skowroński: Ale sprawa kradzieży gumy do żucia i kradzieży 345 mln zł o które jest podejrzewani szefowie firmy Koloseum. To jest chyba ważniejsze.

Piwnik: Jak powiedziałam, każda sprawa w zależności od skali zdarzenia na miarę tego zdarzenia sprawa ważną. Ma Pan prawo, by tak sprawy zestawiać, ale w zależności od tego, jaka sprawa, to takie są siły zatrudniane.

Skowroński: Ale jak to jest, że ludzie, którzy są podejrzani o kradzież dużych kwot wyjeżdżają z Polski. Zna Pani ten mechanizm.

Piwnik: Każdy zna ten mechanizm. Zresztą te informacje, które docierały do opinii publicznej były dość szeroko komentowane.

Skowroński: Wiem, że się spóźnił sędzia, ale dlaczego?

Piwnik: Dlatego wydałam stosowne oświadczenie, wystąpiłam o wszczęcie postępowania wyjaśniającego.

Skowroński: Ale czy to już się wyjaśniło.

Piwnik: Ale ja cały czas kładę nacisk na to, komu jakie prawo przysługuje. Zostało to prawo wykorzystane, takie jakie prawo przysługuje ministrowi. Nie minister i jemu podległe służby prowadzą to postępowanie.

Skowroński: Ale to jest pilna sprawa.

Piwnik: Każda jest sprawa ważna. Ja nie mogę występować do rzecznika dyscyplinarnego i wiem, że podjął działania.

Skowroński: A kiedy Premier powiedział, że chcemy wyjaśnić sprawę Koloseum, to Pani natychmiast powiedziała wyjaśnię.

Piwnik: Nie, znów Pan w błąd wprowadza. Wcześniej już o to wystąpiłam. Pierwszą informację otrzymałam z datą 21 marca, ponieważ uznawałam, że ona nie odpowiada na moje pytania, zleciłam jej uzupełnienie. To zbiegło się z informacją Premiera.

Skowroński: A jeśli Pani minister złoży takie sprawy, jak Edwarda M. Koloseum, czy szefa Orlenu, to nie można postawić takiego wniosku, że wymiar sprawiedliwości źle funkcjonuje.

Piwnik: Nie, to że się próbuje wyjaśnić, to dobrze. Być może komuś przeszkadza to, że sprawnie działa prokuratura, bez wydawania nacisków, bez zmian szefów, bez poleceń na piśmie.
W przypadku Koloseum, prokurator wykorzystał wszelkie możliwe środki, jak więc można stawiać takie zarzuty.

Skowroński: Szerzej wymiarowi sprawiedliwości.

Piwnik: To nie mieszajmy obszarów. Jeśli mówimy o decyzjach sądu to jedno to to, co jest objęte niezawisłością, druga to tam gdzie wkracza możliwość nadzoru administracyjnego.
I tam znów w przypadku w mim uznaniu uchybienia wkroczył minister.

Skowroński: To przewrotnie zadam pytanie, to dobrze, że Edward M. wyjechał z Polski.

Piwnik: Tak nie można stawiać pytania, zwłaszcza, jeśli się nie zna całego materiału dowodowego. To jest sugestia, że ktoś coś zrobił źle. Ja nie mam powodów, by stwierdzić, że tak było.

 

=====================================================================================

 

Gość Radia Zet - 6 czerwca 2002

 

Monika Olejnik rozmawia z Lechem Kaczyńskim

(...)

Olejnik: Był pan w niedzielę gościem "Siódmego dnia tygodnia"; i mówił pan, że wiadomo właściwie, kto zamordował generała Papałę, w poniedziałek był w Radiu Zet minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik i powiedział tak: "Z mojej wiedzy wynika, że teza, iż Edward M. jest związany z zabójstwem generała Papały, jest równie prawdopodobna, jak szesnaście innych hipotez, które już były w trakcie tego śledztwa weryfikowane". Tak odpowiedział Krzysztof Janik i powiedział, że jest to wątek bardzo wątpliwy.

Kaczyński: Tak, słyszałem tamtą odpowiedź i muszę powiedzieć, że nie podzielam opinii pana ministra w tej sprawie, chociaż ja mogę powiedzieć tak, doprecyzowując tę niedzielną wypowiedź, że jest bardzo wysoce prawdopodobne, bardzo, bardzo wysoce prawdopodobne, tak bym to określił.

Olejnik: Ale co jest bardzo wysoce prawdopodobne.

Kaczyński: To, o czym powiedziałem.

Olejnik: Że?

Kaczyński: O tym, że Edward M. jest związany z tą sprawą. Natomiast powtarzam, że to nie jest sprawa, która jest związana tylko i wyłącznie z jednym dowodem. Natomiast pan minister, jak widzę, ma tutaj inne zdanie. Zresztą nawet trudno, żeby gdyby miał inne, żeby go nie zaprezentował, skoro Edward M. w okolicznościach dość oryginalnych został zwolniony, a następnie udał się w miejsce, w którym... To znaczy przez to udanie się tam udowodnił, jak daleko sięgają jego znajomości, niezależnie od tego, czy pan minister Janik go tam widział, czy nie. Bo tutaj mogę uwierzyć, że skoro było to wielkie przyjęcie, to go nie widział.

Olejnik: Dobrze, ale według pana kto stoi za Edwardem M., minister sprawiedliwości?

Kaczyński: Nie mam żadnych podstaw sądzić, że pani Barbara Piwnik w ogóle zna Edwarda M. Nie, nie.

Olejnik: Ale to kto się przyczynił do tego, że osoba, która, jak pan mówi, bardzo prawdopodobne, że stoi za zabójstwem generała Papały, jest na wolności? Brak dowodów?

Kaczyński: Muszę powiedzieć, że taką decyzję podjęto w prokuraturze. Przy czym twierdzenie, że taką decyzję podjął pan prokurator prowadzący śledztwo, jest to jest twierdzenie, które nie odpowiada prawdzie.

Olejnik: A skąd pan wie, że nie odpowiada prawdzie?

Kaczyński: Proszę?

Olejnik: A skąd pan wie, że nie odpowiada prawdzie?

Kaczyński: Raz jeszcze potwierdzam, że nie odpowiada prawdzie.

Olejnik: Ale skąd pan wie? Był pan prokuratorem generalnym, ministrem sprawiedliwości, to proszę o precyzję.

Kaczyński: No więc ja mogę pani tutaj powiedzieć, że ja jestem na tyle precyzyjny, na ile w tej sytuacji być mogę. Raz jeszcze powtarzam: odbyły się dwie narady i w wyniku tego podjęta została tego rodzaju decyzja; nie była to decyzja indywidualnej osoby, która prowadzi w tej sprawie śledztwo. Myślę natomiast, że ta decyzja była taka, na jaką oczekiwano. I tutaj to jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Natomiast pani mi każe odpowiadać na pytanie, kto tę decyzję w rzeczywistości gdzieś tam podjął. Otóż ja mogę tylko powiedzieć, że pewnie zapadła ona wysoko, bo ja tutaj po prostu nie wiem.

Olejnik: Ale wie pan, że odbyły się dwie narady, to pan wie, z kim się odbyły te narady i kto przewodniczył tym naradom.

Kaczyński: Nie, to znaczy, wie pani, tak dokładnie, kto przewodniczył, to nie wiem. Natomiast, pani Moniko, proszę nie udawać osoby, która jest, powiedzmy, naiwna, bo nie jest pani - ja nie sądzę żeby ta decyzja była decyzją, która tak naprawdę została podjęta przez te osoby, które były obecne na naradach. Te osoby wiedziały, na jaką decyzję się tutaj oczekuje i dlatego taką podjęły.

 

=====================================================================================

 

Gość Radia Zet: Monika Olejnik rozmawia z Krzysztofem Janikiem

(...)

Olejnik: A czy nie jest tak, że zbyt ślamazarnie jest prowadzone śledztwo w sprawie zabójstwa generała Papały? Czy to nie jest też dla bandytów takim wskaźnikiem, że proszę bardzo, nawet został zamordowany najważniejszy policjant i do tej pory nie znaleziono jego sprawców.

Janik: To jest sprawa, która nas strasznie psychologicznie obciąża, i to wszystkich i moich poprzedników, i mnie pomimo, że staram się na zimno podchodzić, nie wzywam nieustannie, ba!, nawet nie znam tych ludzi, którzy prowadzą w tej sprawie dochodzenie, bowiem moim zdaniem tu jest potrzebny spokój. Na początku, jak się wydaje, popełniono kilka błędów: emocje wielkie, wizyta znanych ludzi i parę innych jeszcze takich błędów procesowych.

Olejnik: Przepraszam, wczoraj w Radiu Zet były prokurator generalny, minister Kaczyński powiedział, że są znane osoby, które dokonały tego mordu.

Janik: To w takim razie nie wiem, dlaczego, skoro był tyle miesięcy ministrem, nie zakończył tej sprawy.

Olejnik: Bo prowadzone było śledztwo.

Janik: Przypomnę, że gospodarzem śledztwa jest prokuratura, a nie Policja. Policja tylko wykonuje czynności zlecone przez prokuraturę. Wie pani, nie cierpię takich deklaracji, bo cały czas słyszałem, że zostanie zakończone to śledztwo a to do końca 2000 roku, a to do marca 2001, a to do końca uprzedniej kadencji Sejmu. Po prostu to trzeba było kończyć. Jak pan wie, to niech pan idzie do prokuratury i zamelduje o tym.

Olejnik: Mówił również były prokurator generalny Lech Kaczyński, że osoba, która być może miała związki z tym śledztwem, czyli Edward M., była później na przyjęciu, na którym byli wysocy urzędnicy tu patrzę na pana.

Janik: Wie pani, po pierwsze, tak, oczywiście byłem, to było spotkanie imieninowe jednego z moich podwładnych, było ponad trzysta osób. Mam taką zasadę, że doceniam pracę, a tego człowieka, który właśnie był zastępcą Marka Papały, znam już kilka długich lat. I byłem tam... A pana Edwarda M. nie znam. W tych tam ciemnościach, wśród tych prawie czterystu ludzi pewnie się kłębił, być może nawet się do mnie przybliżył.

Olejnik: W ogóle nie wie pan, o kogo chodzi?

Janik: Wiem, bo czytam gazety i słucham radia, natomiast nie znam człowieka. Być może tam był. Ale jak pierwszy raz zwrócono mi uwagę, że on tam był, zainteresowałem się kwestią. Z mojej wiedzy wynika, że teza o tym, że on jest związany z tym zabójstwem jest równie prawdopodobna, jak szesnaście innych hipotez, które już były w trakcie tego śledztwa weryfikowane. I poza tym, że obowiązkiem prokuratury było go wezwać i przesłuchać, to wynika z tego, że jest mocno wątpliwe, aby znaleźć motyw tego zabójstwa. I tyle mogę w tej sprawie powiedzieć. Jak powiadam, w tej kwestii gospodarzem jest prokuratura, myślę że... Nie wiem, czy mogę nawet to, co wiem, opowiadać, ale ten wątek jest bardzo mocno wątpliwy. W tych wszystkich wątkach na tyle, na ile zapoznałem się z niektórymi działaniami prokuratury i policji, jest więcej chciejstwa niż, niestety, prawdy.

 

=====================================================================================

 

Salon polityczny Trójki - 19 września 2002


Zbigniew Wassermann - gość Krzysztofa Skowrońskiego



Krzysztof Skowroński : Najpierw sprawa inna, sprawa Edwarda M.. Zna pan taką sprawę ?

Zbigniew Wassermann : Tak . Jest to sprawa znana, w tej chwili głośna. Jest to sprawa, która ma swój długi byt czasowy. To jest sprawa dotycząca zabójstwa Komendanta Głównego Policji Marka Papały. To jest sprawa, o którym w tych warunkach, na dzień dzisiejszy można mówić, że daje podstawy do stwierdzenia, że znowu mamy do czynienia z wpadką wymiaru sprawiedliwości . To musi budzić głębokie zaniepokojenie.

Skowroński: A na czym ta wpadka wymiaru sprawiedliwości polega , bo sprawa jest znana, ale nie bardzo ? Edward M jest biznesmenem z amerykańskim paszportem i co dalej ?

Wassermann : Jest człowiekiem, który został pomówiony przez świadka koronnego, jako ten , który brał udział w tej zbrodni. Zlecał jej wykonanie. To jest sprawa, która była pod moim służbowym nadzorem, kiedy byłem prokuratorem krajowym . To jest sprawa także, która w pewnej części jest utajniona. Dlatego , wybaczcie państwo, nie mogę mówić o wszystkim. Mogę tylko powiedzieć, że ta sprawa jest w dobrych rękach. Prowadzi ja bardzo doświadczony , właśnie w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej prokurator . Prokurator, do którego można i trzeba mieć zaufanie.

Skowroński: Który podjął decyzje o zatrzymaniu Edwarda M.

Wassermann : Tak. To decyzja, która jednoznacznie świadczy o tym, że następnym krokiem powinno być tymczasowe aresztowanie , ale go nie było.

Skowroński: Na tej podstawie policja i prokuratura postanowiły zatrzymać Edwarda M i przesłuchać go, na podstawie zeznań gangstera . Podobno zanim prokurator zaczął przesłuchanie dostał natychmiastowe polecenie wypuszczenia Edwarda M. . Nieoficjalnie zainteresowani prokuratorzy mówili, że było to telefoniczne polecenie z góry. Ministerstwo sprawiedliwości milczy w tej sprawie zasłaniając się tajemnicą śledztwa.

Wassermann : Tak. To jest pewien ciąg wydarzeń. Ja pragnę tutaj przypomnieć także tę słynną kwestię związana z kwestionowaniem mocy dowodowej świadka koronnego, wypowiedź minister Piwnik . Gang kokainowy, adwokaci do Trybunału Konstytucyjnego składają skargę. To wygląda na pewną akcję, która ma związek ze skutecznym ściganiem przestępczości zorganizowanej. Ale bardziej niepokojące jest to, co pan powiedział, że to działanie, które podjął prokurator prowadzący śledztwo i który ma je od początku , od wielu miesięcy zostało zastopowane przez polecenie idące z ministerstwa sprawiedliwości. Więc znowu polityka włączyła się do sprawy.

Skowroński: Ale kto ma wyjaśnić, czy tak naprawdę było, czy to tylko są plotki i fakty medialne?

Wassermann : To byłby kolejny przypadek, co do którego należy podjąć działania wyjaśniające , chociażby przed komisją sprawiedliwości. Ale jeżeli to będzie wyjaśnienie polegające na odebraniu oświadczenia od pani minister sprawiedliwości, to myślę, że szkoda na to czasu.

Skowroński: A jak takie wyjaśnienie powinno wyglądać ?

Wassermann : Powinna być powołana specjalna komisja z uprawnieniami , która zobaczyłaby,. Czy te zarzuty, które stawia się pani minister znajdują potwierdzenie, czy nie. Inaczej to będzie - powtarzam - wysłuchiwanie tego, co pani minister ma do powiedzenia w tej sprawie.

Skowroński: Ale czy pana zdaniem w Polsce jest tak, ze komuś zależy, aby walka ze zorganizowaną przestępczością nie szła dobrze ?

Wassermann : Ja myślę, że nie jest żadną tajemnicą, że zorganizowana przestępczość zarzuca sieci także na polityków i nie jest tajemnicą, ze także w niektórych przypadkach skutecznie.

Skowroński: Nie jest tajemnicą, ale też nie ma żadnego dowodu w tej sprawie.

Wassermann : Areszty, które zostały zastosowane w stosunku do niektórych osób albo też i te wątk8i, które wskazują, że trzeba się w tym kierunku zwrócić . Ja przypomnę nazwisko Kolasińskiego, Gawronika, Niewiarowskiego, można to jeszcze mnożyć.

Skowroński: A sprawa Edwarda M., w czasie kiedy pan był jeszcze p.o. prokuratora krajowego była panu znana ?

Wassermann : Tak. Ja tą sprawę nadzorowałem . Ona miała wiele wersji. To jest bardzo trudna sprawa . Tego typu sprawy właśnie najczęściej rozstrzygane są w oparciu o dowody wychodzące z takich źródeł , jak świadkowie koronni. Tak samo było i w tym przypadku.

Skowroński: A świadkowie koronni, pan użył słowa pomówienia, na samym początku ?

Wassermann : Jest to bardzo profesjonalne określenie. Jest to po prostu dowód . Dowód, który weryfikuje się także innymi dowodami zebranymi w sprawie . My tej wiedzy nie mamy. Ale powtarzam jeszcze raz. Ja wiem, kto prowadził to śledztwo i wiem, ze jest to człowiek o wysokim stopniu profesjonalizmu. Stąd proszę wybaczyć , ja w tej chwili nie dysponuje wiedzą na temat tego, co jest w aktach. Natomiast te fakty, które są ujawniane, które są znane pozwalają do stawiania takich wątpliwości. Bardzo poważnych.

(...)

 

=====================================================================================

 

Wywiad z Barbarą Piwnik - Ministrem Sprawiedliwości przeprowadzony w Radiu ZET przez Jacka Żakowskiego.

(...)

Żakowski: Dziękuję. Jeszcze jedna sprawa, jeżeli pani pozwoli. Zanim "Gazeta Wyborcza" napisała, że Edward M., zdaniem wielu interesujących się tym osób powiązany z zabójstwem generała Papały - dokładnie nie wiadomo, jak - i oskarżany przez osobę domniemanego sprawcy, który jest w areszcie o to, że zlecił to morderstwo, został zwolniony z prokuratury zanim prokurator zdążył go przesłuchać. Został zwolniony i wyjechał z Polski. Czy pani interweniowała w tej sprawie? I czy pani próbowała wyjaśnić to, co napisała "Gazeta Wyborcza", a konkretnie Jerzy Jachowicz i Bogdan Wróblewski? Bo to jest bardzo poważny zarzut pod adresem pani resortu.

Piwnik: Panie redaktorze, ale znowu pan oczekuje, że prokurator generalny będzie interweniował w każdej sprawie. To są jakieś złe nawyki z przeszłości.

Żakowski: Nie, tylko że będzie wyjaśniał.

Piwnik: Proszę mi powiedzieć, wyjaśnić tę sprawę, bo myślę, że może na tle tej sprawy warto, żeby wszyscy usłyszeli jeszcze o jednym. Przez kolejne lata obiecywano, że ta sprawa już jest wyjaśniona, zwłaszcza w okresie wyborów te informacje pojawiały się bardzo intensywnie. Ja chciałam włączyć taki trochę wątek osobisty. Mianowicie od dnia, kiedy dowiedziałam się, że zginął pan generał Papała, i następnie, kiedy w tejże samej "Gazecie Wyborczej" przeczytałam, że jeden ze sprawców długo typowany jako sprawca zabójstwa pana generała także przyznawał się do tego, że miał zlecenie na zabicie mnie... I od momentu, kiedy dowiedziałam się, że pan generał Papała nie żyje, a następnie dowiedziałam się, że miał to być ewentualnie potencjalny sprawca wyroku na mnie, naprawdę zależy mi na tym, żeby ta sprawa została wyjaśniona.

Żakowski: To dlaczego Edward M. mógł wyjechać z Polski?

Piwnik: Bo może w ten sposób kiedyś i ja bym się dowiedziała, kto chciał zabić mnie.

Żakowski: Dobrze, a kto kryje Edwarda M.? Prasa pisze, że ktoś go kryje.

Piwnik: W związku z tym oczywiście chciałbym, żeby ta sprawa była wyjaśniona. Tylko ja już dzisiaj w tej rozmowie wspomniałam o tym, że może dość jakichś spektakularnych porażek i w związku z tym może dość spekulacji na ten temat, jakie materiały dowodowe ma prokurator, bo te materiały dowodowe muszą być takie, żeby nie było porażki w sądzie. Muszą być zgromadzone dowody i nie może być takich wątpliwości, które następnie w przyszłości obrócą się przeciwko wymiarowi sprawiedliwości.

 

=====================================================================================

=====================================================================================

 

 

EDWARD "ED" MAZUR
Stany Zjednoczone
110 mln USD

Lat 55. Na emigracji prawie od 40 lat. Po ukończeniu studiów inżynieryjnych w Chicago pracował wiele lat na wysokich stanowiskach menedżerskich w dużych amerykańskich spółkach, m.in. United Technologies, Lockheed Martin i AG McKee & Co. Pracując w Cargill, specjalizującej się m.in. w przetwórstwie rolnym, nawiązał w latach 80. kontakty z Polską. Zaowocowały one otwarciem fabryki suszu i mrożonek, a w 1989 r. znanej spółki Bakoma (ostatni człon nazwy pochodzi od nazwiska "Mazur"). Udziały w Bakomie sprzedał kilka lat temu i zainwestował m.in. w nowo powstałą spółkę kanadyjsko-polską Stream Communications Inc. Dwa lata temu założył w Chicago fabrykę narzędzi medycznych. Inwestuje w nieruchomości i papiery wartościowe.
Dyrektor zarządu organizacji The American Center of Polish Culture, Inc. (Amerykańskie Centrum Kultury Polskiej).

źródło - radiopomost.tripod.com, artykuł - "25 najbogatszych emigrantów z Polski" - 2002 r.







AFERA RYWINA