Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Paul Chambers

Zjawiska paranormalne i seks - 2

2001

 

(...)

 

ROZDZIAŁ 8

Satanizm na przedmieściach

W listopadzie 1989 roku w angielskim mieście Rochdale znaleziono skulonego sześcioletniego chłopca w szafce szkoły. Było rzeczą oczywistą, że chłopcem coś wstrząsnęło. Wypytywany przez dyrektora szkoły zaczął opowiadać bardzo dziwne i niepokojące historie. W lutym 1990 roku wyznaczono dwie pracownice społeczne do zajęcia się tą sprawą.

Chłopiec opowiedział o zmuszaniu go do brania udziału w niezwykłych rytuałach, podczas których istoty nadprzyrodzone, między innymi duchy Jim i Bob, zabierały go z jego pokoju i zmuszały do zabijania niemowląt. Twierdził również, że rodzina trzymała go zamkniętego w klatce, kazała grzebać, a następnie ekshumować zwłoki zamordowanych przez niego niemowląt. Karmiono go też narkotykami, na przykład magicznym roztworem zwanym "musującą herbatą". Chłopiec słyszał, że w okolicy miało miejsce wiele zjawisk nadprzyrodzonych, łącznie z przypadkiem mężczyzny, który kiedy tylko chciał, mógł urosnąć na wysokość trzech metrów.

Pracownice społeczne zareagowały natychmiast. Oddały chłopca oraz trójkę jego rodzeństwa pod opiekę władz. Wszystkie dzieci ze szkoły zostały poddane szczegółowemu przesłuchaniu i potwierdziły opowieści sześcioletniego chłopca, dodając do nich nowe elementy. W rezultacie tych wywiadów urządzono o świcie w czerwcu, lipcu i we wrześniu obławy, odebrano rodzicom szesnaścioro innych dzieci i przekazano pod opiekę miejskiej rady.

We wrześniu 1990 roku krajowa prasa zainteresowała się tą historią. Pracownicy społeczni z Rochdale poinformowali dziennikarzy o przyczynie zatrzymania dzieci. Podejrzewano, że padły ofiarą rytualnego molestowania seksualnego. Podobne historie zawsze wywołują sensację. Po latach ignorowania tego problemu kwestia molestowania seksualnego dzieci stała się szczególnie głośna pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku. Przypadek w Rochdale z historiami o duchach i narkotykach różnił się od dotychczas odnotowanych przypadków pedofilii i kazirodztwa. Niektórzy reporterzy uważali, że sprawa nie jest całkowicie jasna i daje podstawy do bliższego zbadania. Szczególnie dogłębne dochodzenie w tej kwestii przeprowadzili dziennikarze z "Mail on Sunday", brukowca czytanego przez przedstawicieli klasy średniej, którzy dość powszechnie wierzyli w opowieści o satanizmie i czarnej magii. Po sześciu miesiącach dociekań gazeta uznała całą historię za mistyfikację. Okazało się, że dwunastu rodziców niesprawiedliwie oskarżono o rytualne molestowanie seksualne. Mimo wszystko minęło sześć lat, zanim pracownicy socjalni z Rochdale przyznali się do swego błędu i oddali dzieci rodzicom.

Przypadek w Rochdale stanowi przykład zjawiska określanego satanistycznym znęcaniem się rytualnym. Jest to zaledwie jeden z setek podobnych przypadków, o jakich doniesiono z całego cywilizowanego świata począwszy od lat osiemdziesiątych XX wieku.

Do satanistycznego rytualnego znęcania się nad ofiarami, jakie miało miejsce w Rochdale, dochodzi wówczas, kiedy ludność, często we współpracy z miejscowymi pracownikami społecznymi, uważa, że istnieją w społeczności grupy satanistów lub okultystów, które organizują tajemne obrzędy. Na całym świecie obrzędy te wydają się mieć cechy wspólne - morderstwa dokonywane na dzieciach, maltretowanie seksualne, bestialstwo, kanibalizm, pojawianie się duchów, diabłów i demonów. Ukazują się również tajemnicze miejsca, na przykład zamki, lochy, podziemne pieczary, a nawet baseny pełne rekinów. Podczas wszystkich tych obrzędów wykorzystuje się dzieci, nad którymi znęcają się członkowie rodziny, nauczyciele i organizatorzy ceremonii. Satanistów odnajduje się jedynie wówczas, kiedy jedno z dzieci poskarży się odpowiednim władzom i zrelacjonuje stosowane metody maltretowania. Niekiedy ofiary przypominają sobie przeżycia po upływie kilku dziesięcioleci, gdy jest już za późno, aby winnych ścigać sądownie.

Zjawisko satanistycznego rytualnego znęcania się nad ofiarami rozprzestrzeniło się obecnie we wszystkich częściach chrześcijańskiego świata, szczególnie w krajach angielskojęzycznych. Istnieje niewiele zeuropeizowanych krajów, w których nie miałaby miejsca przynajmniej jedna sprawa sądowa wytoczona przeciwko satanistom. W niektórych krajach odnotowano dziesiątki lub nawet setki takich przypadków, co sprawiło, że wiele Kościołów powołało specjalne grupy straży obywatelskiej w celu udaremnienia zagrożeń ze strony miejskiego satanizmu. Sam temat wzbudza jednak wiele kontrowersji. Szereg agencji rządowych przeprowadziło szeroko zakrojone badania tego zjawiska, których wyniki zaprzeczały jego istnieniu. Czy szatan i jego pomocnicy mogli rzeczywiście działać w społecznościach miejskich i wiejskich tuż pod naszym nosem?

Diabeł dokonuje najazdu na Nottingham!

Na terenie Anglii w październiku 1987 roku policja i pracownicy społeczni dokonali obławy na dom licznej rodziny położony na jednym z przedmieść Nottingham, Broxtowe, i wzięli pod opiekę siedmioro dzieci podejrzewając, że rodzice i krewni molestowali je seksualnie. Osiemnaście miesięcy później dochodzenie objęło więcej osób, toteż do czasu, kiedy sprawa trafiła do sądu, dziesięciu dorosłych z osiedla Broxtowe uznano za winnych 53 wykroczeń przeciwko 27 dzieciom w wieku poniżej ośmiu lat. Wszystkich skazano na długie lata więzienia.

Fakty relacjonowanej sprawy, które wyszły na światło dzienne w sądzie, okazały się przerażające i zostały bardzo nagłośnione w mediach. Przypadek ten, podobnie jak wydarzenie w Rochdale, otaczała aura nierealności. Po pewnym czasie okazało się, że zarzuty wysunięte pod adresem dorosłych były nie tylko dziwaczne, ale w wielu wypadkach zupełnie nieprawdopodobne.

Wiele dowodów skierowanych przeciwko oskarżonym osobom dorosłym uzyskano dzięki nawiązaniu dziwnej współpracy między przybranymi rodzinami, które roztoczyły opiekę nad dziećmi z osiedla Broxtowe, i pracownikami socjalnymi. Okazało się, że przybranych rodziców poproszono o prowadzenie szczegółowych dzienników. Zapisywano w nich wszystko, o czym mówiły dzieci. Odnotowane relacje zamierzano potraktować jako materiał dowodowy w toczącej się sprawie. W owym czasie policja rozpatrywała kwestię, czy jakikolwiek z tych dowodów może zostać wykorzystany w sądzie. W końcu odmówiła zbadania wszelkich skarg zawartych w dziennikach. Pracownicy socjalni byli jednak przekonani o ich autentyczności. Podtrzymywali swe oskarżenia o molestowanie seksualne, twierdząc równocześnie, że w regionie Nottingham istnieje szeroki krąg satanistów.

Pamiętniki spisane przez przybranych rodziców zawierały informacje przekazywane przez molestowane dzieci. Stanowiły wyraźne świadectwo straszliwych i odrażających orgii organizowanych ku czci Księcia Ciemności i jego wysłanników. Podczas tych ceremonii miały miejsce wszelkie formy molestowania seksualnego. Zdarzały się przypadki okrucieństwa, a nawet morderstw. Obrzędy zawsze odbywały się w nocy, w różnych miejscach: tunelach, podziemnych pomieszczeniach kościoła lub wielkiego zamku, w okolicach którego pływało mnóstwo rekinów i łódek. Spotykano się również w pubie, na cmentarzu, w domu z basenem pełnym krokodyli, rekinów i smoków, a także na łodzi. Wśród postaci, które dzieci rozpoznawały podczas ceremonii, znajdował się superman, klauny, czarownice, magiczny lew i postacie nazywane pan Brown i pan Pooh Pants.

Podczas okrytych tajemnicą orgii dzieci były świadkami wielu nieprawdopodobnych zdarzeń, o czym świadczyły zapiski w pamiętnikach. Znajdowało się w nich wiele wzmianek o tym, że niemowlęta zabijano, skakano po nich, zasztyletowywano, palono, wieszano ludziom wokół szyi, gotowano żywcem w kuchenkach mikrofalowych, jedzono, siekano, wypruwano płody z brzuchów ciężarnych kobiet. Zabijać niemowlęta mieli również policjanci. Jedno z dzieci powiedziało, że było świadkiem, jak mordowano Jezusa. Jego ciało zostało ugotowane, a następnie zjedzone ze srebrnej tacy. Większość dzieci twierdziła, że widziała ludzi zabieranych z ulicy, których zabijano, a następnie pożywiano się ich ciałami. Dzieci utrzymywały, jakoby je rozcinano, zabijano i okaleczano. Później jednak zdrowiały w jakiś magiczny sposób. Kazano im pić krew, jeść pająki, zarzynać owce. Czarownice zamieniały je w żaby. Istniały również opisy molestowania seksualnego i filmów wideo z przebiegu całej ceremonii.

Trudno się dziwić, że policja miała tyle zastrzeżeń w sprawie skarg, z których większość została zaczerpnięta ze spisanych opowieści dzieci. Funkcjonariusze potraktowali te informacje jako zwykłe dziecięce fantazje na temat czarownic. Fakty te wydawały się jeszcze bardziej złowieszcze ze względu na odbiegające od utartych wzorów metody wypytywania dzieci przez przybranych rodziców i pracowników socjalnych. W powszechnym odczuciu dzieci były zbyt małe, aby mogły dostarczyć rzetelnych dowodów. Najmłodsze miało dwadzieścia jeden miesięcy, kiedy rzekomo dopuszczono się wobec niego molestowania seksualnego, a najstarsze zaledwie siedem lat.

Policja zainicjowała własne dochodzenie w tej sprawie, znane pod nazwą "Raport Golloma". Zakończyło się ono stwierdzeniem braku dowodu na uprawianie satanizmu, czarów lub innych rytualnych aktów znęcania się nad ofiarami w osiedlu Broxtowe. Skonstatowano również brak wystarczającego potwierdzenia autentyczności oskarżeń. Według funkcjonariuszy policji wiele informacji zawartych w pamiętnikach stanowiło rezultat opartej na niezdrowych zasadach współpracy pracowników socjalnych z przybranymi rodzicami podczas odbywających się co dwa tygodnie spotkań.

Nic dziwnego, że pełen sceptycyzmu "Raport Golloma" przyczynił się do całkowitego przerwania kontaktów między policją a pracownikami sfery społecznej. Nie zamknęło to jednak całej sprawy. Pracownicy socjalni wysuwali coraz to nowe oskarżenia. Byli nawet przekonani, że znaleźli miejsca tajemnych ceremonii - kościół, gmach publiczny i dwa domy wyposażone w baseny. Sytuacja gwałtownie wymykała się spod kontroli. Pracowników socjalnych z Nottingham zaczął otaczać niechciany rozgłos. W lipcu 1989 roku utworzono Połączony Zespół Dochodzeniowy, składający się z czterech oficerów policji i czterech pracowników socjalnych, z których żaden nie był poprzednio zaangażowany w tę sprawę. Wyniki ich prac opublikowano pod koniec roku w liczącym 600 stron raporcie.

Wnioski były bardzo obciążające: "Nie znaleźliśmy żadnego potwierdzającego dowodu w sprawie Broxtowe i nie uważamy, by pamiętniki składające się z opowieści dzieci uzasadniały twierdzenia o znęcaniu się nad ofiarami przez satanistów. Naszym zdaniem świadczyły one o wpływach osób trzecich i zawierają wzajemnie się wykluczające oświadczenia [...] Doszliśmy do wniosku, że dowody mogły faktycznie zostać »wykreowane« przez pracowników socjalnych jako rezultat ich własnych metod terapeutycznych".

Raport wprawił w zakłopotanie wiele osób, łącznie z ówczesną panią premier Margaret Thatcher, która publicznie pochwaliła zespół z Nottingham za powstrzymanie takich odrażających praktyk. Mimo oświadczenia Brytyjskiego Departamentu Zdrowia, że raport Połączonego Zespołu Dochodzeniowego został opublikowany po to, aby zapobiec podobnym błędom wymiaru sprawiedliwości, nie został on podany do wiadomości publicznej. Doprowadziło to do oskarżeń o chęć ukrycia faktów przez ówczesny brytyjski rząd współpracujący w tej sprawie z biurem socjalnym. Formułowano nawet podejrzenia o zmowę z prawicowym odłamem Kościoła chrześcijańskiego, który usilnie nagłaśniał opinie o znęcaniu się satanistów nad ofiarami podczas rytualnych obrzędów. W następstwie skandalu w Nottingham wiele wpływowych gazet i programów telewizyjnych sygnalizowało, że dysponuje dowodami dotyczącymi uprawiania praktyk satanistycznych w osiedlu Broxtowe. Wszystkie zebrane dowody okazały się później fałszywe, łącznie z wideokasetą. Miała ona rzekomo ukazywać na żywo satanistyczne rytuały. Jak stwierdzono, był to film nakręcony w domu gwiazdora rockowego, który praktykował seksualne zabawy w krępowanie swych partnerek.

W kilka lat później kopia raportu Połączonego Zespołu Dochodzeniowego przedostała się do Internetu, co ostatecznie pozwoliło krytykom tej sprawy zobaczyć, jak źle nią pokierowano. Rada Nottingham wydała sporo pieniędzy i spędziła dużo czasu usiłując usunąć kopie raportu ze światowej sieci internetowej, co jednak się nie udało. W czasie gdy książka ta powstawała, ponad dziesięć sieci dysponowało kopiami raportu.

Wielu ludzi twierdzi, że satanizm nadal dobrze prosperuje w Nottingham. Jednak nie ma do tej pory żadnego dowodu jednoznacznie poświadczającego dokonywanie aktów rytualnego maltretowania ofiar przez satanistów w osiedlu Broxtowe. Początki nowego zjawiska

Przypadek w Nottingham stanowi pierwszy na brytyjskiej ziemi przykład zjawiska paniki wywołanej satanistycznymi obrzędami. Tego typu niepokojów aż do roku 1987 nigdy nie odnotowano w Europie. Jednak od początku lat osiemdziesiątych XX wieku podobne zjawiska były bardzo rozpowszechnione w Stanach Zjednoczonych i, podobnie jak w przypadku Nottingham, stanowiły przyczynę wielu lokalnych, a także ogólnonarodowych problemów.

Przypadki amerykańskie dotyczą osób dorosłych oskarżonych przez władze o seksualne lub fizyczne maltretowanie dzieci w czasie trwania nieprzyzwoitych i tajemnych obrzędów rytualnych, które miały zazwyczaj podtekst satanistyczny. Oczywiście sprawy te wywoływały panikę wśród ludności. Można się zastanawiać, co sprawiło, że zjawisko to rozprzestrzeniło się w Ameryce i dotarło praktycznie do wszystkich cywilizacji naszego globu.

Większość osób badających fenomen znęcania się nad ofiarami podczas satanistycznych obrzędów rytualnych zgadza się z jednym stwierdzeniem. Mianowicie początek paniki związany z aktywnością satanistów przypisuje bezpośrednio publikacji w 1980 roku książki Michelle Remembers (Michelle sobie przypomina). Książka ta, napisana przez kanadyjskiego psychiatrę Lawrence'a Pazdera we współpracy z pacjentką Michelle Smith, była sensacyjną opowieścią o budzących grozę spotkaniach, jakie Smith przeżyła w wieku pięciu lat, będąc w rękach grupy satanistów. Pazderowi udało się dzięki hipnozie wydobyć wspomnienia dotyczące znęcania się nad jego pacjentką. Znaczna część materiału zawartego w książce Pazdera i Smith stanowi obecnie podstawę do rozpatrywania wielu przypadków znęcania się nad ofiarami podczas obrzędów satanistycznych; są tam opisy tajnych ceremonii, morderstw, torturowania niemowląt i niewinnych osób. Można też przeczytać o ludziach zamkniętych w klatkach i "klaczach zarodowych", których zadanie polegało na dostarczaniu noworodków i płodów na sabat czarownic.

Książka Michelle Remembers natychmiast stała się bestsellerem. Stanowiła również impuls do publikacji innych opowieści osób, którym udało się przeżyć podobne historie, łącznie z cieszącą się wielką popularnością Satan's Underground (Podziemia szatana) autorstwa Lauren Stratford. Ta ostatnia - jak się później okazało - była po prostu powieścią. Autorka przyznała się do zmyślenia wszystkich szczegółów dotyczących satanistycznych praktyk rytualnych. Wiele książek, artykułów i programów telewizyjnych, szczególnie typu talk-show, przytaczało dokładne opowieści osób, którym udało się ujść z życiem z ceremonii organizowanych przez wyznawców diabła. Tym samym problem maltretowania ofiar przez satanistów w trakcie rytualnych obrzędów utrwalał się w świadomości publicznej. Wydawało się, że istnieje tajna sieć satanistów działająca na terenie Stanów Zjednoczonych. Według różnych relacji mieli oni porywać, znęcać się i zabijać dorosłych oraz dzieci, a nawet wychowywać dzieci tylko po to, by przeznaczyć je później na ofiary. Ludzie różnych profesji, a zwłaszcza niektóre odłamy Kościoła i władz, podnosili alarm, wypatrując dowodów działalności pomocników szatana. Jak możemy się domyślać, dowód taki wkrótce się pojawił.

We wrześniu 1983 roku niepełnoetatowy pracownik przedszkola McMartin z Manhattan Beach w Kalifornii został oskarżony przez matkę jednego z wychowanków o seksualne molestowanie jej syna. Mężczyznę aresztowano, po czym zwolniono ze względu na brak dowodów. Jednak szef miejscowej policji puścił w obieg list do przeszło dwustu rodziców, wyszczególniając nieudowodnione oskarżenia o seksualnym molestowaniu w przedszkolu McMartin. List zawierał również prośbę, żeby rodzice zapytali swoje dzieci, czy mogą poświadczyć, że w przedszkolu rzeczywiście doszło do molestowania seksualnego. W ten sposób zrodziła się plotka. Wkrótce lokalna telewizja i gazety wspominały o przedszkolu, podnosząc temat szerzącej się dziecięcej pornografii. Setki rodziców przychodziły z opowieściami o seksualnym molestowaniu. W ciągu sześciu miesięcy przeszło 360 przedszkolaków znalazło się na liście dzieci molestowanych seksualnie przez personel przedszkola McMartin. Po zapoznaniu się z badaniami medycznymi pracownicy socjalni uznali, że 120 dzieci nosiło na ciele oznaki wskazujące na molestowanie seksualne.

W marcu 1984 roku aresztowano siedem osób. Wysunięto pod ich adresem oskarżenie opierając się na 208 potwierdzonych przypadkach dotyczących molestowania seksualnego 40 dzieci. Przeprowadzone w tym czasie telefoniczne głosowanie wykazało, że 90-96 procent dorosłych zamieszkujących ten rejon uznało oskarżonych za winnych. Do czasu, kiedy sprawa przedszkola McMartin trafiła do sądu, świadectwa nieletnich posunęły się znacznie dalej poza pierwotne oskarżenia. Dzieci z przedszkola twierdziły, że zabierano je do ukrytych tuneli i znęcano się nad nimi podczas ceremonii oddawania czci diabłu. Opisy satanistycznych orgii miały stać się najważniejszym dowodem przeciwko oskarżonym.

W sądzie zostało potwierdzone, że podczas ceremonii składano w ofierze zwierzęta, dokonywano mordów na niemowlętach i wypijano ich krew, a ciała grzebano lub palono. Niektóre dzieci opowiadały fantastyczne historie o wycieczce do Los Angeles w wypełnionym gorącym powietrzem balonie. Mówiły również, jak polewano je silnym strumieniem wody w toaletach. Inne grupy odbywały podróże przez kanały ściekowe do miejsc, gdzie były seksualnie molestowane przez dorosłych, po czym myto je i oddawano do przedszkola, gdzie oczekiwali rodzice. Dzieci utrzymywały, że podczas tych obrzędów obecne były zarówno gwiazdy filmowe, jak i muzyki pop, a także politycy.

Dowody w tej sprawie - delikatnie rzecz ujmując - były bardzo kruche, toteż w 1986 roku oskarżenia przeciwko pięciu podsądnym zostały wycofane; w stosunku do dwu pozostałych utrzymano w mocy 52 oskarżenia o molestowanie seksualne. Odbyła się seria rozpraw sądowych, podczas których opinie przysięgłych zawsze były podzielone. Większość głosowała jednak za uniewinnieniem. W 1990 roku dwójka oskarżonych została zwolniona, ku przerażeniu wielu mieszkańców i lokalnej policji.

Sprawa ta wzbudziła takie namiętności w Manhattan Beach, że niektórzy ludzie zdecydowali wziąć sprawy w swoje ręce i dostarczyć niezbędnych dowodów winy. Istniały dwa oczywiste czynniki w tej kwestii, które jak przeczuwali - mogły zostać potwierdzone. Chodziło głównie o zeznania dotyczące tuneli i pomieszczeń znajdujących się pod przedszkolem oraz zakopywania zwłok niemowląt i zwierząt na terenie wokół budynku.

Podczas rozpraw sądowych dzieci szczegółowo opisały umiejscowienie drzwi zapadowych w określonych salach. Mówiły też o dwóch ogromnych podziemnych pieczarach pod przedszkolem, gdzie miały miejsce najstraszniejsze praktyki rytualne. Chcąc znaleźć drzwi zapadowe, tunele i pieczary rodzice zerwali podłogi i na chybił trafił kopali doły i rowy na dziedzińcu przedszkola. Nie znaleziono nic oprócz śmietnika znajdującego się tam jeszcze od lat czterdziestych. Później posłużono się radarem zdolnym przeniknąć warstwy ziemi. Żywiono nadzieję na odkrycie pogrzebanych ciał. To także nie przyniosło żadnych rezultatów.

Niedostatek dowodów wydawał się jedynie potwierdzać to, co władze już wiedziały, mianowicie brak jakiegokolwiek fizycznego świadectwa o fakcie satanistycznego, rytualnego znęcania się nad ofiarami, które miało mieć miejsce w przedszkolu McMartin. Okazało się, że podłoga przedszkola skonstruowana została z betonu i - jak stwierdzono później - nie sposób było ją naruszyć bez pozostawienia żadnych śladów. Wystarczyło tylko zobaczyć, w których miejscach wybijano dziury, a następnie położono nową nawierzchnię, żeby się o tym przekonać.

Jednemu z oskarżonych zarzucono w sądzie zabicie żółwia nożem przez zniszczenie jego pancerza. W jakiś czas po zakończeniu głównych procesów sądowych rozeszły się pogłoski o wykopaniu pozostałości pancerza zabitego żółwia i części ludzkich szczątków w jednym z pomieszczeń przedszkola. Śledztwo wszczęte w tej sprawie wykazało, że twierdzenia te mijały się z prawdą. Nie znaleziono ani resztek pancerza żółwia, ani ludzkich szczątków. Nikt nie natrafił również na miejsce, z którego mogłyby zostać wykopane. Mimo trudnych do podważenia faktów, grono osób zaangażowanych w kampanię na rzecz poszkodowanych ofiar rytuałów satanistycznych nadal usilnie podtrzymuje tezę o prawdziwości oskarżeń. Nawet po uniewinnieniu przez sąd siedmiu oskarżonych, 90 procent mieszkańców miasta uważało ich za winnych satanistycznego maltretowania dzieci.

Sprawa przedszkola McMartin była pierwszą z wielu nagłośnionych spraw w Stanach Zjednoczonych, które przeważnie dotyczyły szkół i przedszkoli. W większości wypadków oskarżonych aresztowano, a następnie z braku dowodów zwolniono. Na wolności otaczała ich wrogość miejscowej społeczności.

Znane są też podobne rozprawy, w których oskarżonych skazano na długoletnie więzienie. Najbardziej godna uwagi była sprawa Boba Kelly'ego. Uznano go winnym 99 oskarżeń o rytualne molestowanie seksualne i wymierzono karę dwunastu następujących po sobie wyroków dożywotniego więzienia. Każdy z nich został później odrzucony przez sąd apelacyjny.

Oprócz tak znanych spraw toczących się w małych miasteczkach na terenie całych Stanów Zjednoczonych miały miejsce setki mniej głośnych przypadków histerii. Narastanie paniki przebiega zwykle według tego samego wzoru co w przedszkolu McMartin (a także w Rochdale i Nottingham). Ostatecznie okazuje się, że nie istnieje żaden realny dowód na potwierdzenie wysuwanych oskarżeń. Zjawisko znęcania się nad ofiarami przez satanistów podczas rytualnych obrzędów zyskało rangę jednego z najważniejszych tematów w Stanach Zjednoczonych. W sądach toczyły się głośne sprawy śledzone przez środki masowego przekazu. Wiele osób twierdziło, że udało im się ujść z życiem z satanistycznych obrzędów, i pojawiało się na forum publicznym, aby uczestniczyć w talk-show poświęconych temu problemowi.

To właśnie dzięki kulturze talk-show lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zjawisko satanistycznego rytualnego znęcania się nad ofiarami rozprzestrzeniło się na całym świecie. Przez stosunkowo krótki czas fenomen satanistycznych praktyk rytualnych stał się charakterystyczny wyłącznie dla Ameryki, jednak już pod koniec lat osiemdziesiątych przekroczył zarówno Ocean Atlantycki, jak i Pacyfik; przeniknął do Europy, Australii i na Daleki Wschód.

Mówi się, że cokolwiek dzieje się w Stanach Zjednoczonych, przedostaje się niebawem przez Atlantyk do Europy i innych części świata. Twierdzenie to jest z pewnością prawdziwe w przypadku rodzenia się zjawiska paniki na tle satanistycznego rytualnego znęcania się nad ofiarami. Sprawa z Nottingham z 1987 roku okazała się pierwszą z 84 podobnych spraw odnotowanych w Wielkiej Brytanii do roku 1992. Informacje o identycznych incydentach zaczęły również napływać z pozostałych krajów Europy, Australii, Nowej Zelandii, Afryki Południowej i Kanady.

Liczba spraw dotyczących satanistycznych praktyk rytualnych na całym świecie sięga wielu tysięcy. Wydaje się, że to niegdyś odosobnione, amerykańskie zjawisko rozprzestrzeniło się na całym globie. W jaki sposób możemy jednak zyskać pewność, że wszystkie razem stanowią przykład histerii i licznych nieporozumień ze strony obywateli i sądownictwa? Wiadomo, że niektóre z najbardziej znanych procesów oparto na fałszywych przesłankach. W żadnym razie nie podważa to istnienia zorganizowanych grup czcicieli szatana.

O wróżkach i fałszywych wspomnieniach

Problem rytualnego znęcania się nad ofiarami przez satanistów nastręcza zbyt wiele trudności, aby móc potraktować go obiektywnie. Stwierdzenie, jakoby w ogóle nie istniał, może zostać zinterpretowane podobnie jak mówienie, iż seksualne molestowanie dzieci przez dorosłych nigdy nie miało miejsca, a tak z pewnością nie jest. Pedofilia stanowi realne i poważne zagrożenie w naszym społeczeństwie. Niewątpliwie są ludzie zdolni do molestowania dzieci i znęcania się nad nimi; niektórzy z nich mogą działać w małych grupkach, chociaż świadectwo istnienia licznych kół pedofilów o zasięgu narodowym i międzynarodowym jest bardzo trudne do wykrycia. Pedofil działa zazwyczaj w izolacji, z dala od ludzkiego wzroku. Jednak sam fakt istnienia syndromu dziecka maltretowanego nie oznacza, że ma też miejsce zjawisko satanistycznego, rytualnego znęcania się nad ofiarami. Przeciwnie, jest wiele przyczyn, dla których można w to wątpić.

W ciągu kilku minionych dziesięcioleci jeden z głównych problemów związany ze znęcaniem się satanistów nad ofiarami polegał na stopniu nagłaśniania go przez środki masowego przekazu i pewne odłamy Kościołów. Oskarżenia wysuwane w każdej sprawie są nad wyraz podobne. Najczęściej powtarzają się opowieści o dzieciach zabieranych do podziemnych pomieszczeń, gdzie uczestniczyły w jakichś ceremoniach religijnych. Zmuszano je do przyglądania się, jak zwierzęta, niemowlęta lub osoby dorosłe składane są w ofierze; niekiedy pozbywano się ciał poprzez zjedzenie ich w czasie uczty.

Pierwsza znana sprawa dotycząca rytualnego maltretowania ofiar przez satanistów miała miejsce w 1983 roku. Zdarzyła się w krótkim czasie po fali histerii wywołanej przez książkę Michelle Remembers. Rzekomo prawdziwa historia o satanistycznych praktykach rytualnych w Michelle Remembers odzwierciedla w przybliżeniu każdą ze spraw sądowych związanych ze znęcaniem się nad ludźmi podczas satanistycznych obrzędów, jakie odnotowywano w Ameryce, Europie i w innych, bardziej odległych rejonach świata. W początkach lat siedemdziesiątych zostały wydane dwie książki o podobnej tematyce. Jednak większość analityków wyłącznie sukcesowi książki Michelle Remembers przypisuje wywołanie paniki przez wyjątkowo plastyczne ukazanie sposobów znęcania się podczas satanistycznych obrzędów rytualnych. W dwóch wcześniejszych książkach, The Satan Seller (Sprzedawca szatanów) i From Witchcraft to Christ (Od czarów do Chrystusa), autorzy również przytaczali opowieści o ludziach, którzy rzekomo wyszli cało z rytuałów satanistycznych, ale fabuła była bardziej banalna niż historia opowiedziana przez Michelle Smith i jej psychiatrę. Szczegóły przedstawione w Michelle Remembers, której sprzedaż tysiąckrotnie przekroczyła liczbę sprzedanych egzemplarzy dwóch wspomnianych pozycji, stanowiły niewątpliwie określony model. Odtąd wzorują się na nim wszystkie współczesne opowieści dotyczące znęcania się satanistów nad swymi ofiarami. Potwierdzało to także pogląd, że ludzie mogli nie uświadamiać sobie faktu, iż zostali poddani rytuałom satanistycznym, i nie pamiętać o tym. Jedynie pomoc życzliwego psychiatry i posługiwanie się hipnozą były w stanie pobudzić "utracone" wspomnienia.

Po przeczytaniu książki Michelle Remembers wiele osób zaczęło wierzyć, że padło ofiarą satanistów, i szukało pomocy psychiatrycznej. Ludzie maltretowani przez satanistów, znani powszechnie jako "ci, którym udało się przeżyć", przypominali sobie zwykle szczegóły swoich doświadczeń podczas hipnozy. Opowieści te brzmiały niemal zawsze identycznie jak te opisane w Michelle Remembers. Wkrótce telewizja, liczne stacje radiowe oraz brukowce pełne były historii o ludziach ocalałych z satanistycznych ceremonii. W całej Ameryce niemal nie było osób obojętnych na zjawiska znęcania się przez satanistów nad żywymi istotami, łącznie z dokonywaniem rytualnych mordów. Coraz powszechniejsze stawały się opowieści o seksualnym molestowaniu i masakrach, które rzekomo miały miejsce w bezpośrednim sąsiedztwie mieszkańców przedmieść na terytorium całego kraju. Wielu Amerykanów uważało, że zagrożenie satanistyczne jest realne. Świadomość tego stanu inspirowała wszystkich do ciągłego poszukiwania dowodów aktywności satanistów na własnych miejskich podwórkach.

Publiczny niepokój wywołany satanizmem brzmiał niczym muzyka w uszach ewangelickich odgałęzień Kościoła katolickiego, który przez lata ostrzegał o zagrożeniu, jakie stanowił szatan dla całego społeczeństwa. W okresie po publikacji Michelle Remembers powstał szereg kościelnych sojuszy. Miały one na celu podwyższenie stopnia społecznej świadomości dotyczącej maltretowania ofiar podczas organizowania satanistycznych rytuałów. Spośród tych grup szczególną aktywnością wyróżniał się Sojusz Ewangelicki, Chrześcijańska Odpowiedź na Okultyzm oraz bardziej ekstremistyczna Reachout Trust. Organizacje te aktywnie poszukiwały osób, którym udało się przeżyć rytuały satanistów, a teraz czynnie propagowały autentyczność swych doświadczeń. Praktycznie rzecz biorąc, cała ich literatura była (i jest nadal) oparta na spisanych opowieściach z książek Michelle Remembers, Satan's Underground, Dance with the Devil (Taniec z diabłem). Wykorzystane zostały także książki innych osób, które wyszły cało z ceremonii satanistycznych. Publikacje te znajdowały się na liście bestsellerów. Wiele z nich uznano później za falsyfikaty.

Tak dużo publikowano opowieści naocznych świadków i tak powszechny nastał strach, że trudno się dziwić, iż coraz więcej ludzi donosiło o przypadkach maltretowania ofiar podczas satanistycznych orgii. Sam fakt dawania wiary przez ogół obywateli, iż podobne wydarzenia rzeczywiście miały miejsce, nie wyjaśnia jeszcze, dlaczego tak wiele z nich stało się przedmiotem policyjnego dochodzenia i wzbudziło zainteresowanie pracowników biur socjalnych. Częste zajmowanie się przez sądy sprawami ofiar satanistów sugeruje, że władze również wierzyły w ich rytualne obrzędy.

Kwestia ta wzbudziła więcej kontrowersji i urazów niż jakakolwiek inna, gdy analizowano zjawiska wybuchów paniki związane z maltretowaniem ofiar w czasie satanistycznych rytuałów. Zastanawiano się przede wszystkim nad tym, czy pracownicy socjalni oraz policjanci narzucali dzieciom własne przekonania dotyczące znęcania się nad ofiarami przez satanistów. Czy jest możliwe, aby małe dzieci uwierzyły w zdarzenia, które naprawdę nigdy im się nie przytrafiły?

W sprawach sądowych dotyczących obrzędów satanistycznych często krytycznie ocenia się techniki przeprowadzania wywiadów z dziećmi. Uznaje się, że były one zbyt sugestywne i w efekcie pracownicy socjalni wkładali swe słowa w usta dzieci. Zadawano pytania naprowadzające lub formułowano je w taki sposób, by odpowiedź mogła brzmieć twierdząco. Technika ta, jeżeli posługujemy się nią przez dłuższy czas, może sprawić, że każdy, a szczególnie dziecko uwierzy w wydarzenia, które nigdy faktycznie nie miały miejsca. W ostatnich latach psychologowie uznali za możliwe, by jedna osoba mogła zaszczepić drugiej nie istniejące wspomnienia. Określa się to syndromem fałszywej pamięci.

Chociaż sądzimy, że ludzka pamięć stanowi niezawodny zapis naszych myśli i czynów z przeszłości, jest ona w rzeczywistości bardzo krucha. W przeciwieństwie do powszechnego przekonania, mózg nie gromadzi wspomnień w charakterze trwałych, fizycznych obrazów, lecz zatrzymuje w pamięci zaledwie streszczenie naszych przeszłych czynów. Kiedy musimy sobie przypomnieć jakieś określone wydarzenie, nasz mózg czerpie odnotowany skrót tego wydarzenia z pamięci, a następnie dodaje do całości obrazu szczegóły. Dlatego możemy przypominać sobie identyczne wydarzenie na różne sposoby. Wyjaśnia to również, dlaczego wspomnienia pewnych wydarzeń zmieniają się z biegiem czasu.

Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu doświadczyliśmy zjawiska fałszywych wspomnień. Niedawno spotkałem dwóch szkolnych kolegów i rozmawialiśmy o wspólnie przeżytych przygodach. Wprawdzie niektóre wydarzenia były bardzo żywe w pamięci, łącznie z wypadkiem samochodowym, wszyscy jednak przedstawiliśmy różne wersje dotyczące tej samej historii. Poprzez wzajemne podpowiadanie sobie stworzyliśmy skrzyżowaną wersję dawnej przygody, która chociaż nie była fałszywa, nie była też całkowicie prawdziwa. Po tym spotkaniu zatem nasze wspomnienia zostały trwale zmienione. Sądzę, że każda osoba czytająca tę książkę w pewnych momentach swego życia wyolbrzymiła lub wymyśliła historie ze swej przeszłości i powtarzała je tak często, aż w końcu w nie uwierzyła. Są to przykłady samoistnie wywołanych nieprawdziwych wspomnień, ale jest również możliwe zaszczepienie w ludziach wspomnień przez osobę trzecią, szczególnie wówczas, gdy poddaje się ich testom. Łatwość, z jaką można tego dokonać, jest zadziwiająca. Podczas jednego z doświadczeń czteroletniemu chłopcu zdołano wmówić, że przebywał w szpitalu, ponieważ wsadził palec do pułapki na myszy. Zaszczepiono mu te wspomnienia podczas serii wywiadów, które przeprowadzono z nim w ciągu jedenastu tygodni. Podczas wywiadów jego odpowiedzi były nagrywane i zmieniały się z upływem tygodni w następujący sposób:

1 tydzień: Nie, nigdy nie byłem w szpitalu.

2 tydzień: Tak, płakałem.

4 tydzień: Tak, pamiętam. Skaleczyłem się.

11 tydzień: Spojrzałem w dół, nie widziałem, co robię i chyba jakoś tam się dostałem... Zszedłem na dół i powiedziałem do taty: "Chcę zjeść lunch". Za chwilę palec utkwił w pułapce na myszy [...] Mój brat popchnął mnie w kierunku pułapki. Zdarzyło się to wczoraj. Wczoraj pojechałem do szpitala.

Wspomnienie o fikcyjnej wizycie w szpitalu zostało po prostu zaszczepione przez osobę przeprowadzającą wywiad, która nieustannie wypytywała o nią chłopca. Osoba ta zignorowała początkowe twierdzenie chłopca, że nigdy nie był w szpitalu, i po prostu ciągle wypytywała go o to doświadczenie, aż do momentu kiedy chłopiec nie tylko się z nią zgodził, ale szczegółowo o tej wizycie opowiedział. Technika ta sprawdza się dobrze również na dorosłych.

Stwierdzono, że niemal identyczne sposoby zadawania pytań zastosowali pracownicy socjalni przy rozpatrywaniu niemal wszystkich przypadków znęcania się nad ofiarami podczas rytuałów satanistycznych, co nasuwa wniosek, że fałszywe wspomnienia zostały dzieciom zaszczepione. Oto zapis wywiadu z dzieckiem wypytywanym przez pracowników socjalnych w sprawie dotyczącej osiedla Broxtowe w Nottingham:

Pytanie (P): Wiemy, że twój ojciec zabijał noworodki, dokonywał aborcji i pił krew dziecka.

Odpowiedź (O): Nic o tym nie wiedziałam.

P: Opowiedz nam o rzeczach, które się wydarzyły, kiedy tam byłaś.

O: Zjadłam żołądek, a mój ojciec zjadł głowę.

P: Musiałaś jeść niemowlęta więcej niż jeden raz.

O: Nie mogę sobie przypomnieć.

P: Sądzimy, że tak właśnie było. Kto przyniósł niemowlę? Podaj imię. Czy trudno sobie przypomnieć, kto zabił niemowlę?

O: Ja go nie zabiłam.

P: Kto kazał ci to zrobić? Czy ta osoba dała ci nóż?

O: Nie.

P: Myślę, że ci dała. Poproszono cię o zabicie dziecka. Musiałaś to zrobić. W jaki sposób zostało zabite?. (Raport Połączonego Zespołu Dochodzeniowego; nie wydany, lecz dostępny w Internecie.)

Z zapisu tej rozmowy jasno wynika, że osoba przeprowadzająca wywiad po prostu pyta dziecko (lub udziela mu instrukcji), pragnąc, by zgodziło się ze z góry powziętym poglądem, że niemowlę zostało zabite i zjedzone podczas ceremonii. Reszta wywiadu przebiega w podobnej atmosferze. W końcu dziewczynka potwierdza fakt oddawania czci diabłu. Potwierdza również obecność tam koleżanek oraz przyznaje, że dokonano na jej oczach aborcji, morderstwa i składania ofiary. "Powiedziano" jej także, którzy z członków jej rodziny i społeczności znęcali się nad ofiarami.

Ta forma techniki przeprowadzania wywiadu nie różni się niczym od techniki, jaką specjaliści posługują się w klinicznych doświadczeniach dotyczących syndromu fałszywych wspomnień. Nie odbiega też od tych stosowanych wobec czarownic w epoce średniowiecza; każda odpowiedź, która nie satysfakcjonowała osoby pytającej, była uważana za fałszywą. W przypadku znęcania się nad ofiarami podczas obrzędów satanistycznych, gdzie chodzi o więcej niż jedną ofiarę (co ma miejsce podczas większości rytuałów), zaszczepianie w dzieciach uprzednio powziętych przekonań wyjaśnia wiele spośród ich najbardziej niezwykłych cech znamiennych. Tłumaczy też, dlaczego tak się dzieje, że każdy przypadek może bardzo przypominać tradycyjny model maltretowania ofiary podczas satanistycznych ceremonii, jak zostało to przedstawione w książce Michelle Remembers i w innych publikacjach. Pracownicy socjalni, którzy czytali tego typu książki i wierzą w przekazane w nich treści, zadają dzieciom pytania w taki sposób, aby uzyskać od nich relacje przystające do opisów znanych z lektur.

Wyjaśnia to także ogromne podobieństwo szczegółów przedstawianych w relacjach dzieci. Ten sam pracownik socjalny może zadawać określone pytania kilkorgu różnym dzieciom. Aranżacja pytań zakłada zwykle uzyskanie odpowiedzi zgodnych z przekonaniami pracownika socjalnego. Tego typu praktyki miały miejsce w przypadku satanistów z Nottingham i stały się jednym z głównych przedmiotów zainteresowania Połączonego Zespołu Dochodzeniowego. Jedynie dzięki zastosowaniu podobnego trybu uzyskiwania zeznań otrzymano dziwną mieszankę opisów okultystycznych morderstw i dziecięcych fantazji rodem z bajek. W Nottingham dzieci składały niezwykle drobiazgowe relacje dotyczące morderstw dokonywanych na niemowlętach i aktów seksualnego molestowania. Twierdziły ponadto, że widziały czarownice na miotłach oraz czarodziejskie zamki, krokodyle, rekiny, lwy, a nawet ludzi latających w powietrzu. Biorąc pod uwagę stronnicze zadawanie pytań, możemy wyciągnąć wnioski, że detale dotyczące morderstw były dziełem bujnej wyobraźni pracowników socjalnych, podczas gdy elementy bajek zostały dodane przez dzieci. W przeciwnym razie musielibyśmy uwierzyć w istnienie wróżek biorących udział w ceremoniach satanistycznych na całym świecie.

Naprowadzające pytania pracowników socjalnych i policji rzeczywiście mogły wywołać fałszywe wspomnienia u dzieci. Czy jednak w podobny sposób można objaśnić zeznania dorosłych, którym udało się przeżyć rytuały satanistyczne? Wiele setek kobiet i mężczyzn twierdziło, że pamiętają sceny znęcania się nad nimi podczas obrzędów satanistycznych, jakie miały miejsce kilkadziesiąt lat temu. Odpowiedź na takie pytanie - co być może, wcale nie jest dziwne - brzmi twierdząco. Fałszywe wspomnienia można zaszczepić dorosłym równie łatwo jak dzieciom, chociaż w nieco innych okolicznościach. Aby skutecznie wpoić dorosłym fałszywe wspomnienia, posługując się techniką pytań naprowadzających, należy poddać ich hipnozie.

Nikt nie jest pewny, czym jest hipnoza, w jaki sposób działa zarówno na ludzką osobowość, jak i mózg. Niektórzy uważają, że jedynie wpływa na ludzi relaksujące; inni uznają hipnozę za formę lekkiego snu; jeszcze inni sądzą, że dzięki niej możemy wejrzeć w zachodzące w mózgu procesy. Od czasu odkrycia hipnozy pod koniec XVIII wieku posługiwano się nią jako narzędziem służącym do diagnozowania fizycznego i psychicznego stanu zdrowia jednostki. W pierwszych latach XX wieku wielu psychiatrów wykorzystywało hipnozę w charakterze środka, dzięki któremu przywracano zapomniane lub ukryte wspomnienia u ludzi z zaburzeniami psychicznymi. Praktyka ta opiera się na freudowskim przekonaniu, że mózg jest zdolny puszczać w niepamięć nieprzyjemne wspomnienia. Jeżeli jednak uda się odzyskać takie wspomnienia, wówczas nerwice i problemy psychiczne pacjenta mogą zostać zrozumiane i ostatecznie wyleczone. A zatem psychiatra powinien poddać pacjenta hipnozie w celu odzyskania ukrytych wspomnień. W ostatnich latach rola hipnozy jako narzędzia psychiatrycznego i faktycznie cała koncepcja ukrytych wspomnień zaczęła wzbudzać pewne wątpliwości.

Chociaż stan transu hipnotycznego nadal nie jest całkowicie zrozumiały, stało się teraz jasne, że posługiwanie się nim w celu odzyskania utraconych wspomnień przynosi minimalne rezultaty, jeżeli w ogóle je przynosi. Doświadczenia laboratoryjne wykazały, że zahipnotyzowani pacjenci nie mogli przypomnieć sobie dodatkowych szczegółów wydarzeń, które pamiętali, nie mówiąc już o zapomnianych. Natomiast osoby poddane hipnozie bardzo łatwo ulegały sugestiom podsuwanym im przez zadającego pytania. Innymi słowy zaszczepienie fałszywych wspomnień osobie poddanej hipnozie nie nastręcza najmniejszych trudności.

Dysponujemy dowodami wskazującymi wyraźnie, że dotyczy to wielu przypadków osób, którym udało się ujść z życiem z satanistycznych ceremonii. Podobnie jak istnieje bliskie powiązanie między zespołami pracowników socjalnych przekonanych o znęcaniu się nad ofiarami podczas obrzędów satanistycznych a geograficznym rozprzestrzenieniem się takich przypadków, zachodzi również silny związek pomiędzy psychiatrami wierzącymi w maltretowanie ofiar podczas obrzędów satanistycznych oraz liczbą zgłaszających się do nich z tym problemem pacjentów. Niemal wszystkie przypadki osób, którym udało się wyjść cało z rytuałów satanistycznych, zostały zdiagnozowane przez bardzo mały krąg psychiatrów istotnie przekonanych o występowaniu tego zjawiska i posługujących się hipnozą w celu odzyskania utraconych wspomnień. Większość psychiatrów w Ameryce nigdy nie spotkała się w swojej praktyce z taką osobą, a jednak kilku z nich potrafiło znaleźć dziesiątki ludzi, nad którymi znęcali się sataniści. Ten brak równowagi sugeruje, że sarni psychiatrzy mogą kreować podobny problem, na co zresztą wskazuje szereg prac opublikowanych po przebadaniu scenariusza przedstawianego przez ofiary.

Należy też pamiętać, że wiele osób pragnie zwrócić na siebie uwagę. Zwykle szukają sławy lub pieniędzy i gotowe są powiedzieć, a nawet uczynić wiele, żeby osiągnąć swój cel. Lauren Stratford, autorka książki Satan's Underground opisującej przeżycia osoby, która uszła z życiem z satanistycznych rytuałów, przyznała się, że była to fikcja. Fakty przedstawione w innych książkach są mgliste lub fałszywe. Żadnej z ocalałych osób uczestniczących w satanistycznych obrzędach nigdy nie udało się dostarczyć fizycznego ani medycznego dowodu ciężkich przejść, jakie powinny były zostawić na ich ciele wewnętrzne lub zewnętrzne ślady (na przykład Michelle Smith twierdziła, że przeszczepiono jej niektóre części ciała, inne kobiety zaś utrzymywały, jakoby zmuszano je do przerwania ciąży).

Dziwne statystyki

Wracając do przypadków dotyczących dzieci, ostateczny dowód co do stopnia, w jakim były one uzależnione od pracowników socjalnych lub innych dorosłych zaszczepiających im fałszywe wspomnienia, pochodzi z niezwykłych statystyk związanych z przypadkami ofiar satanistycznych rytuałów. Na przykład w Wielkiej Brytanii przeszło trzy czwarte z 84 incydentów odnotowanych w latach 1987-1992 skupiało się w trzech rejonach kraju. Faktycznie, 14 przypadków zostało zdiagnozowanych przez jeden zespół pracowników socjalnych w Nottingham, łącznie z rozpatrywanym wcześniej, który miał miejsce w osiedlu Broxtowe. To samo zjawisko można zaobserwować w Stanach Zjednoczonych. O większości przypadków uprawiania praktyk satanistycznych doniesienia napłynęły z kilku małych regionów. Wydaje się to sugerować, że geografia stanowi ważny czynnik w rozpoznaniu praktyk znęcania się nad ofiarami przez satanistów i przeczy tezie o szerokim rozprzestrzenieniu się tego zjawiska.

Można również wyciągnąć wniosek, że podobne przypadki zawsze zostają rozpoznane w odpowiednim czasie, a następnie ścigane przez przedstawicieli lokalnych władz, którzy wierzą w praktyki satanistyczne. Istnieją wyraźne dowody, że ludzie ci nie zachowują obiektywizmu w żmudnym procesie dochodzeń. Rozpoczynając śledztwo, zakładają z góry tezę, że maltretowanie ludzi podczas rytuałów satanistycznych jest faktem, a zatem przypadek, z którym mają do czynienia, nie może odbiegać od normy w tym zakresie. Jest to sąd wyrobiony a priori, prowadzący do nieszablonowych technik zadawania pytań, a więc i zaszczepienia w dzieciach fałszywych wspomnień.

Rozpatrywaliśmy już przypadek przedszkola McMartin, gdzie szef policji zwrócił się z bezpośrednią prośbą do rodziców o znalezienie wśród swoich dzieci przykładów rytualnego znęcania się nad nimi satanistów. Mogliśmy się też przekonać, w jaki sposób pracownicy socjalni przeprowadzali wywiady w Nottingham. Istnieje wiele innych przykładów braku obiektywizmu wśród ludzi zajmujących się podobnymi dochodzeniami, łącznie z tak zwanym przypadkiem przedszkola Little Rascals w Karolinie Północnej, gdzie zebrany w San Diego sąd przysięgłych stwierdził, co następuje:

Szczególne zainteresowanie powinna wzbudzić informacja, którą sąd otrzymał o przypadku przedszkola Little Rascals w Karolinie Północnej. Osiemdziesiąt pięć procent dzieci zostało poddanych terapii przez trzech miejscowych terapeutów; wszystkie spośród nich poinformowały o znęcaniu się nad nimi przez grupy satanistów. Piętnaście procent dzieci poddało się procesowi terapeutycznemu u różnych terapeutów w sąsiednim mieście; po tym samym okresie trwania terapii żadne z nich nie doniosło o jakiejkolwiek formie maltretowania [podkreślenia moje]. (Child Sexual Abuse, Assault, and Molest Issues, 1991-1992 San Diego County Grand Jury, Report No 8, San Diego County, USA.)

Po przeprowadzeniu tego - wydawałoby się doskonale przygotowanego w szczegółach - doświadczenia okazało się, że tylko dzieci, z którymi robił wywiady jeden z zespołów terapeutów, przytoczyły opowieści o rytuałach satanistów zawierające typowe relacje o dzieciobójstwie i składaniu ofiar. Sugeruje to istnienie związku między indywidualnymi terapeutami i prawdopodobieństwem zrelacjonowania historii o znęcaniu się nad ofiarami podczas rytuałów satanistycznych, należy więc wątpić w autentyczność zjawiska.

Inną osobliwością dotyczącą podobnych przypadków jest ich występowanie w konkretnym przedziale czasu. W Stanach Zjednoczonych przed rokiem 1983 nie słyszano o żadnym tego typu incydencie, w Europie zaś po raz pierwszy zrobiło się o nich głośno w 1987 roku. Jednak niedługo potem na obu kontynentach odnotowano całą serię takich właśnie przypadków, a w okresie późniejszym satanistyczne rytuały zyskały ponurą sławę w Australii, Nowej Zelandii i w Republice Południowej Afryki. Wyglądało na to, że zjawisko przemieszcza się przez cały glob z zachodu na wschód w formie gigantycznej "meksykańskiej fali". Co mogło powodować taki rozwój wypadków? Prawdopodobny związek między publikacją książki Michelle Remembers a pojawieniem się tego zjawiska w Ameryce został już omówiony. Do wyjaśnienia pozostaje kwestia rozprzestrzeniania się tego zjawiska poza granicami Stanów Zjednoczonych.

Przedstawiony w 1994 roku w Wielkiej Brytanii oficjalny raport dotyczący fenomenu paniki spowodowanego znęcaniem się nad ofiarami w czasie satanistycznych rytuałów znalazł istotne powiązanie między działalnością ewangelickiego odłamu chrześcijan w Wielkiej Brytanii a falą przypadków, których początek przypada na rok 1987. Szczególne zainteresowanie wzbudziły niewątpliwe związki między pewnymi ewangelickimi grupami chrześcijańskimi a społecznością pracowników socjalnych w Wielkiej Brytanii. Wyznawcy z tych grup zorganizowali szereg konferencji dotyczących kwestii maltretowania ludzi przez satanistów podczas rytualnych obrzędów. Na konferencjach nie tylko lansowano tezę o realności tego zjawiska, ale także instruowano uczestników, jak rozpoznać oznaki działalności satanistów w określonej społeczności. Podczas jednej z tych konferencji w 1989 roku zabrali głos pracownicy socjalni z Nottingham.

Jak się wydaje, podobne związki istnieją również między grupami chrześcijańskimi a policją i pracownikami socjalnymi w Stanach Zjednoczonych, Europie, Australii i Nowej Zelandii, gdzie także odnotowano wybuchy paniki. Wpływ tego odłamu Kościoła chrześcijańskiego postrzegano jako decydujący czynnik w inspirowaniu paniki na tle znęcania się nad ofiarami satanistycznych rytuałów. Tak brzmiała konkluzja raportu brytyjskiego rządu. Ponadto w większości oficjalnych sprawozdań uwydatniono rolę niektórych grup ewangelickich. (Zob. na przykład J. S. La Fontaine, Speak of the Devil - Tales of Satanic Abuse in Contemporary England,Cambridge University Press, 1998.) Ostateczne potępienie

Gwoździem do trumny zjawisk paniki spowodowanych maltretowaniem ofiar w trakcie satanistycznych obrzędów było wszczęcie wielu oficjalnych dochodzeń przeciwko zorganizowanym praktykom satanistycznym. Zostały one podjęte prawie w każdym z zachodnich państw, które ucierpiało z powodu wybuchów paniki na tym tle. Rządy brytyjski, amerykański, niemiecki i australijski, a także FBI zleciły podjęcie dochodzeń, równocześnie prowadziły śledztwa rady lokalne i sądy. Wszystkie dochodzenia koncentrowały się na próbie znalezienia realnego dowodu, który wskazywałby na działalność satanistów. Chodziło o stwierdzenie oparte na faktach, że są oni zorganizowani na skalę lokalną, państwową, a nawet międzynarodową. Każde z tych dochodzeń zakończyło się konkluzją o braku jakichkolwiek dowodów świadczących o działalności satanistów w społeczeństwie na jakimkolwiek poziomie. Twierdzenia, jakimi te raporty musiały się zajmować, są nadzwyczajne.

Zdaniem osób, które wierzą w realne istnienie tego zjawiska, ujawnione do tej pory przypadki stanowią zaledwie wierzchołek góry lodowej. Zgodnie z ocenami (dokonanymi przeważnie przez grupy chrześcijańskie) w samych Stanach Zjednoczonych morduje się rocznie do 50 000 dzieci, a w Wielkiej Brytanii 2000. Prowadzący dochodzenia pytali oczywiście, co się stało z ciałami ofiar i skąd ofiary w ogóle pochodziły. Nieobecność ogromnej liczby dzieci z pewnością zostałaby zauważona, szczególnie w takich krajach jak Wielka Brytania, gdzie wiadomość o zniknięciu nawet jednego dziecka trafia na czołówki gazet.

Niektórzy ludzie przywoływali pojęcie "klaczy zarodowej". Mianem tym określa się kobiety utrzymywane przy życiu tylko po to, aby urodziły niemowlęta na rytualne potrzeby. O idei tej po raz pierwszy wspomniano w książce Michelle Remembers w związku ze znęcaniem się nad ofiarami przez satanistów, chociaż sama idea sięga całe stulecia wstecz. Trudno też uwierzyć w koncepcję "klaczy zarodowych". Aby to udowodnić, należałoby przetrzymywać w odosobnionym miejscu przeszło 50 000 kobiet. Ponadto nigdzie i nigdy nie znaleziono jaskini, tunelu, ukrytego pomieszczenia ani piwnicy, która nosiłaby świadectwo wykorzystywania jej w satanistycznych praktykach rytualnych (istnieją oczywiście przykłady autentycznego molestowania seksualnego, nie związanego z żadnymi rytuałami, jakie mają miejsce w piwnicach i jaskiniach).

W sprawozdaniach zwrócono również uwagę na inne kwestie wiążące się bezpośrednio z tematem następnego rozdziału. Wydaje się, że wiele oskarżeń wysuniętych przeciwko satanistom różni się tylko w nieznacznym stopniu od zarzutów pod adresem uczestników bachanaliów, sabatów, zebrań wczesnych chrześcijan i innych. We wszystkich przypadkach powtarzają się opowieści o tajemnych nocnych zgromadzeniach, na wpół religijnych ceremoniach, a także historie o molestowaniu seksualnym i/lub morderstwach. Szczególnie często można zetknąć się z opowieściami o niemowlętach i zwierzętach, które po zabiciu zostają spożyte, spalone lub pogrzebane. Techniki zadawania pytań praktykowane na dzieciach różnią się nieznacznie od tych, jakimi posługiwano się w stosunku do podejrzanych czarownic, co jeszcze potwierdza wzajemne powiązanie.

Wiele osób postrzegało znęcanie się nad ofiarami w trakcie satanistycznych obrzędów jako uaktualnioną wersję polowania na czarownice. Dlatego liczne artykuły prasowe dotyczące zjawiska nagłego narastania wśród ludności paniki powodowanej budzącymi grozę praktykami satanistycznymi odwołuje się do nich jako współczesnych procesów czarownic.

W rzeczywistości związek pomiędzy paniką wywołaną rytualnym maltretowaniem ofiar przez satanistów a historycznymi opowieściami o strasznych rytuałach sięga znacznie dawniejszych czasów niż epoka procesów czarownic. Zgodnie z podręcznikami historii każde pokolenie, począwszy od czasów rzymskich, miało swoją własną wersję na temat wybuchów paniki.

 

ROZDZIAŁ 9

Historia rytualnych orgii

Autor książek fantastycznonaukowych Richard Shaver zyskał sławę w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dzięki opowiadaniom o dwóch wojujących plemionach, które mieszkały w tajemniczym świecie pod ziemią. Te dwa plemiona reprezentowały dobro i zło. Jedno - Teros - było zorganizowane i cywilizowane, a drugie - Deros - sadystyczne i zepsute. Shaver napisał wiele opowiadań o zachodzących pod ziemią przygodach plemion Teros i Deros. Wszystkie cieszyły się wielką popularnością.

Shaver nie był osobą zrównoważoną psychicznie. Przeżył liczne załamania nerwowe i zaczął wierzyć w realne istnienie podziemnego świata. Publicznie głosił niebezpieczeństwo, które Deros stwarzali dla ludzkości. Twierdził, że członkowie tego plemienia będą porywać kobiety i zabierać je do podziemnych jaskiń, aby znęcać się nad nimi fizycznie i molestować seksualnie. Zostaną one - mówił - umieszczone w klatkach, cyklicznie gwałcone i torturowane, a kiedy przestaną być przydatne, Deros zabiją je, ugotują i zjedzą. Szczątki nigdy nie zostaną odnalezione.

Niewiele osób wierzyło w opowieści Shavera, ale skontaktowała się z nim listownie mieszkanka Paryża. Opisała, jak pewnego razu wsiadła do windy. Nagle zjechała bardzo głęboko w dół i dostała się do królestwa Deros. W ten sposób została porwana, zamknięta w klatce z innymi kobietami i zgwałcona. W końcu uwolnili ją Teros i mogła wrócić na ziemię. Shaver uwierzył w jej historię, lecz lekarze, u których ta kobieta szukała pomocy, nie dali jej wiary.

Opis Shavera dotyczący działalności Deros miał wiele wspólnego z relacjami ofiar, nad którymi znęcano się podczas satanistycznych rytuałów, chociaż autor przedstawił swoje idee na kilka dziesięcioleci przed falą niedawnych przypadków.

W 1969 roku w Orleanie (Francja) rozeszły się pogłoski, że sklepy odzieżowe w mieście stanowią część zorganizowanej siatki porywaczy. Mieli oni łapać dziewczęta i transportować je do Arabii, gdzie wiodły życie w charakterze niewolnic seksualnych. Sytuacja osiągnęła punkt krytyczny, kiedy trzydziestego pierwszego maja tłumy otoczyły sklepy w przekonaniu, że wszystkie te pomieszczenia są połączone tunelami z Loarą. Zebrane tłumy wierzyły w skrywaną w wodach Loary podwodną łódź służącą do przewożenia dziewcząt do Morza Śródziemnego. Policji udało się opanować sytuację; wyjaśniono, że nie było komunikatów o żadnej dziewczynie zaginionej w okolicach Orleanu. Zarówno policję, jak i francuski rząd oskarżono później o zaangażowanie w konspirację, która miała na celu ukrycie prawdy. Przeprowadzona po pewnym czasie analiza sytuacji uznała wybuch paniki za przejaw obaw dotyczących wyzwolenia seksualnego, tak ściśle związanego ze sklepami odzieżowymi.

I opowiadania Shavera, i wydarzenia w Orleanie noszą wyraźne znamiona podobieństwa do opowieści o znęcaniu się nad ofiarami podczas rytuałów satanistycznych, o czym traktował poprzedni rozdział. Opisywane przez Shavera podziemne ceremonie są podobne do satanistycznych orgii, a porwania w Orleanie stanowią symbol skrywanej przez ludzi wiary w spiski grupy wywrotowej działającej w ramach zorganizowanego społeczeństwa. Sugeruje to, że w osobowości człowieka istnieje, obok cech kreatywnych, także pewna łatwość dawania wiary opowieściom o wywrotowych elementach w społeczeństwie, takich jak porwania i znęcanie się nad niewinnymi ludźmi.

Dowodami potwierdzającymi przedstawioną tezę są chociażby serie opowieści o przemocy stosowanej przez dziwne istoty, publikowane od dwóch tysięcy lat. Badania temu poświęcone wskazują, że przypadki takie, jak Nottingham i McMartin, stanowią faktycznie ostatnie ogniwo w tradycji sięgającej w głąb historii o całe tysiąclecia. Współczesne opowieści o satanizmie wydają się mało istotne w porównaniu z seksualnymi ekscesami, torturami i morderstwami, które wiązane są z innymi kultami i grupami religijnymi uprawiającymi swą działalność od wieków. Nawet Kościół chrześcijański, odgrywający rolę jednego z promotorów wiary w występujące współcześnie zjawisko rytualnego znęcania się nad ofiarami przez satanistów, był niegdyś oskarżany o oddawanie się orgiom wyuzdanego seksu i morderstw.

Historia przemocy

Najstarsze znane relacje dotyczące rytualnych aktów przemocy seksualnej i morderstw pochodzą z Imperium Rzymskiego z ostatnich dwóch stuleci poprzedzających narodziny Chrystusa. W owym czasie rozwinął się kult oddający cześć rzymskiemu bogu wina Bachusowi. W wyznaczone noce członkowie kultu spotykali się, żeby oddawać cześć bogu podczas święta zwanego bachanaliami. Święto organizowane było w tajemnicy. Zgodnie ze współczesnymi relacjami, występował w nim zawsze element orgiastyczny, pobudzany przez nałóg pijaństwa, z którego bóg ten słynął. Trudno się więc dziwić, że wokół bachanaliów szybko narosło wiele mitów.

Bachanalia istniały przez pewien czas, zanim stały się przedmiotem złej sławy. Grek Eurypides pisał o tych świętach już w 429 roku przed naszą erą w swojej sztuce Hipolit: "Idź pohulać i poucztować podczas rytuałów bachanalistycznych z Orfeuszem jako Panem i Królem". W drugim stuleciu przed naszą erą w Rzymie rozeszły się pogłoski, zgodnie z którymi zachowanie uczestników bachanaliów przypominało do złudzenia postępowanie dzisiejszych satanistów wobec swoich ofiar podczas rytualnych obrzędów. W identycznej formie, w jakiej współczesne osoby ocalałe z rąk satanistów opowiadają swoje przeżycia, również większość historii o budzących grozę czynach przypisywanych bachanaliom pochodzi od wyznawców kultu, którym jednak udało się od niego uwolnić. Najbardziej znany opis bachanaliów przedstawiła rzymskiemu senatorowi Postumisowi prostytutka Hispala Fecenia. Twierdziła ona, że brała czynny udział w tym święcie, ale udało jej się uciec:

...kiedy obrządki stały się zjawiskiem powszechnym, a mężczyźni zmieszali się z kobietami i nadchodziła noc zachęcająca do rozpasanej wolności, nie było żadnej niegodziwości ani żadnej odrażającej rzeczy, której by między sobą nie praktykowali. Obcujący ze sobą mężczyźni częściej doznawali spełnienia, niż miało to miejsce z kobietami. Jeżeli ktokolwiek okazał wyraźny stopień niechęci do poddania się hańbie lub wobec rozpusty, osoby te składano w ofierze. Znana zasada religii mówi, że nie należy myśleć o rzeczach niedozwolonych. Mężczyźni, jakby pozbawieni rozumu, głosili proroctwa, zapamiętale wyginając ciała; kobiety, zgodnie ze zwyczajem rytuałów bachanalistycznych, niosąc płonące pochodnie, z rozwichrzonymi włosami biegły nad brzeg Tybru. Zanurzały pochodnie w wodzie i wyciągały je ponownie z płomieniem już ugaszonym, z mieszaniną siarki i węgla drzewnego. Twierdziły, że mężczyźni zostali porwani przez bogów, a następnie zakuci w kajdany i zawleczeni do ukrytych jaskiń. Byli wśród nich tacy, którzy odmówili złożenia przysięgi społeczności bachanalistycznej lub przyłączenia się do dokonywanych przez nią zbrodni, czy też poddania się zdeprawowaniu. Ich liczba była nadzwyczaj wielka, wystarczająca niemal do stworzenia z nich samych państwa. Wielu pochodziło ze szlachetnych rodzin.

Inne opowieści krążące po Rzymie mówiły o składaniu w ofierze dzieci, kazirodztwie, piciu moczu i mnóstwie innych występków, które - jak sądzono - tworzyły standardowe elementy bachanaliów. Okazuje się, że historie te stanowią rdzeń kultowych opowieści o stosowaniu przemocy na przestrzeni całej historii aż do czasów współczesnych.

Na skutek opowieści prostytutki Hispali, która uczestniczyła w uroczystościach zorganizowanych na cześć Bachusa, rzymski senat w 186 roku przed naszą erą ponownie zakazał obchodzenia tego święta i oferował nagrody za udzielanie informacji mogących doprowadzić do aresztowania osób zaangażowanych w ceremonię. W konsekwencji aresztowana została duża liczba uczestników bachanaliów. Uznano wprawdzie, że bachanalia uległy likwidacji, ale faktycznie stały się one bardziej otwarte i organizowano je raczej w dzień niż w nocy. Imię Bachusa, którego nadal uznaje się za boga wina, zmieniono na Liber i pijackie orgie stały się znane jako liberalia lub floralia, jeżeli oddawano cześć boginiom Wenus i Florze.

W późniejszych czasach ceremonie te zostały do tego stopnia zaakceptowane przez całe społeczeństwo, że z ich okazji organizowano uliczne parady, podczas których ogromna rzeźba przedstawiająca członek ciągnięta była na rydwanie przez centrum miasta. O ile wiemy, nigdy nie istniał żaden wyraźny dowód świadczący o tym, że składano ofiary z ludzi, dokonywano gwałtów lub aktów kazirodztwa podczas najdawniejszych bachanaliów. Pewne praktyki orgiastyczne rzeczywiście mogły mieć miejsce, jak uważa większość historyków, ale konsumpcja wina była zapewne ważniejsza niż seks.

Bachanalia stanowią najstarsze, wyraźne potwierdzenie historii związanych z rytualną przemocą, chociaż istnieją wyjątki w Starym Testamencie świadczące o tym, że podobne pogłoski mogły również krążyć o innych kultach, szczególnie zaś dotyczyły fallicznego boga Baala-Peora, któremu w czasach biblijnych powszechnie oddawano cześć na Bliskim Wschodzie.

W połowie VIII wieku przed Chrystusem żydowski prorok Ozeasz powiedział:

Zniszczę jej winnice i sady figowe,

o których mówiła:

"Oto zapłata moja,

jaką mi dali moi kochankowie".

W gąszcz je obrócę

i będą się nimi pasły polne zwierzęta.

Ześlę na nią karę za dni Baalów,

gdy im paliła kadzidła,

a zdobna w swe kolczyki i naszyjniki

biegała za swymi kochankami,

a o Mnie zapomniała

"wyrocznia Jahwe".

Cały Stary Testament obfituje w historie o perwersji, kazirodztwie i składaniu ofiar. Niektóre opowieści, takie jak o Sodomie i Gomorze (z której, dzięki świętemu Augustynowi, zaczerpnęliśmy określenie sodomia), są znane, o innych zachowały się jedynie przelotne wzmianki dotyczące aktów popełnianych przez czcicieli innych bogów. Po przyswojeniu bachanaliów rzymskiemu społeczeństwu w pierwszym stuleciu przed Chrystusem, rozpoczęła się prawie nieprzerwana historia rzekomego rytualnego znęcania się nad ofiarami trwająca aż po dzień dzisiejszy. Po bachanaliach nastąpiła kolejna istotna faza zjawiska wybuchów paniki na tle satanistycznych praktyk rytualnych, której należy się przyjrzeć z pewną dozą ironii.

Pogłoski o rytualnym znęcaniu się nad ofiarami i początki Kościoła

Od momentu narodzin religii chrześcijańskiej pierwsi jej wyznawcy nie czuli się związani z bogami Cesarstwa Rzymskiego ani z tradycją judaistyczną, z której religia ta początkowo się wyodrębniła. Podczas trzech pierwszych wieków jej istnienia chrześcijanie byli nieustannie prześladowani przez Cesarstwo Rzymskie. Opowieści o chrześcijanach oddawanych lwom na pożarcie przytacza się dzisiaj jako zjawisko powszednie. Współczesny Kościół lubi przedstawiać te prześladowania w postaci ostatniej deski ratunku, do której uciekali się Rzymianie, aby powstrzymać narastające zagrożenie, jakie dla ich cesarstwa stanowiła boska moc i świętość chrześcijaństwa. W rzeczywistości przyczyna prześladowań ma więcej wspólnego z bachanaliami odbywającymi się kilka stuleci wcześniej czy znęcaniem się nad ofiarami podczas współczesnych rytuałów satanistycznych niż z jakimkolwiek religijnym zagrożeniem dla Rzymu.

Wkrótce po tym jak ruch chrześcijański zaczął się rozwijać i określać swoją pozycję, pojawiły się pogłoski sugerujące, że chrześcijanie brali udział w rozwiązłych i bezbożnych rytuałach. Pod koniec I wieku n.e. rzymski komentator religijny Minucius Felix tak pisał o chrześcijaństwie:

Co się tyczy inicjacji nowych członków, szczegóły są dobrze znane, aczkolwiek odrażające. Pragnąc wprowadzić w błąd osobę nieświadomą, stawia się dziecko pokryte ciastem przed przyszłym nowicjuszem, [który] je zasztyletowuje. To, co dzieje się później, jest straszne! Ludzie chciwie piją krew dziecka i współzawodniczą ze sobą, dzieląc jego członki. Fakt, że łączy ich wiedza o zbrodniach, zmusza wszystkich do zachowania milczenia. W dzień świąteczny zbierają się ze swoimi dziećmi, siostrami, matkami, z ludźmi obu płci w każdym wieku. W ciemności, stwarzającej doskonałe warunki do bezwstydnego zachowania, mieszają się ze sobą, jak zdecyduje los, w związkach zbyt haniebnych, by je wymieniać. I właśnie tajemnica tej złowrogiej religii dowodzi, że wszystkie wymienione zachowania lub praktycznie wszystkie są prawdą.

Do roku 60 n.e. w całym Cesarstwie Rzymskim bardzo się rozpowszechniły pogłoski o kazirodztwie i kanibalizmie. Prawdopodobnie wzięły się one z nieporozumień dotyczących eucharystii oraz symbolicznego spożywania ciała Chrystusa i picia jego krwi. W owych czasach odbywało się także chrześcijańskie święto zwane agape, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "święto miłości" i mogło być mylnie interpretowane jako swego rodzaju orgia. Jak stwierdza Minucius Felix pod koniec swego opisu, odwieczna tradycja chrześcijańska oraz praktykowany przez chrześcijan zwyczaj spotykania się w tajemnicy po zapadnięciu zmroku przyczyniły się także do powstania nieprzychylnych pogłosek.

Dziewiętnastego lipca 64 roku n.e. straszliwy pożar zniszczył znaczną część Rzymu. Wywołało to wielką rozpacz i gniew mieszkańców. Cesarz Neron nie cieszył się w owym czasie popularnością i powszechnie podejrzewano, że to on podłożył ogień, aby zrobić miejsce dla nowego pałacu, który planował zbudować. W celu usunięcia podejrzeń, Neron obciążył chrześcijan odpowiedzialnością za podłożenie ognia. W ten sposób rozpoczął pierwszą falę prześladowań wyznawców tej religii. Później nastąpiły kolejne.

Prześladowania były niekiedy okrutne. Zgodnie z opisami Tacyta podejrzanych chrześcijan "...pokrywano skórami zwierząt. Rozszarpywały ich psy; innych przybijano gwoźdźmi do krzyży lub oddawano na pastwę płomieni". Zgodnie z opinią historyka Kościoła Euzebiusza: "...tych, którzy stali wokół, ogarnęło osłupienie, gdy widzieli ich wychłostanych biczami do krwi, tak że ciało zakrzepło, a wnętrzności wydostały się na zewnątrz. Następnie kładziono ich na konchach muszli wyłowionych z morza i na ostrych szpicach włóczni. Chrześcijanie poddani wszelkiego rodzaju karom i torturom zostali w końcu rzuceni na pożarcie dzikim bestiom".

Ze względu na kojarzone z nimi pogłoski o rytualnym znęcaniu się nad ofiarami chrześcijanie byli najwyraźniej użytecznymi kozłami ofiarnymi służącymi do rozwiązywania problemów Cesarstwa Rzymskiego. Skłoniło to jednego z rzymskich historyków do następującego komentarza: "Jeżeli wody Tybru zaleją mury, a Nil nie nawodni pól, jeśli niebo się nie poruszy, a ziemia zadrży, gdy zapanuje głód lub nastąpi plaga, natychmiast rozlegnie się okrzyk: «Oddajcie chrześcijan na pożarcie lwu!». Jak to, wszystkich chrześcijan jednemu lwu?".

Rzymskie prześladowania chrześcijan zdarzały się sporadycznie do 305 roku n.e. W krótki czas potem cesarz Konstantyn uczynił chrześcijaństwo oficjalną religią Cesarstwa Rzymskiego.

Prześladowania i represje chrześcijan stanowiły część trudnego i przewlekłego procesu, do którego nadal szeroko nawiązuje współczesny Kościół. Wielu bohaterom tego czasu nadal oddaje się cześć jako świętym. Wydaje się, że cały epizod wziął swój początek z kilku nie potwierdzonych pogłosek dotyczących charakteru oddawania boskiej czci przez chrześcijan. Jest zatem rzeczą zadziwiającą i zakrawa nieco na ironię, że - począwszy od IV wieku - to właśnie Kościół chrześcijański w dużej mierze kreował podobne pogłoski i, opierając się na nich, prześladował liczne religie i grupy wyznaniowe, które postrzegał jako potencjalnych rywali.

Chrześcijańskie prześladowania

Przejęcie przez Cesarstwo Rzymskie chrześcijaństwa według nauk świętego Pawła miało miejsce w IV wieku. W kolejnych stuleciach misjonarze zaczęli podróżować po Europie i Azji. W VIII wieku większa część obszaru zachodniej Europy, oprócz krajów skandynawskich, przyjęła doktrynę Jezusa Chrystusa, religia zaś stała się siłą, z którą należało się liczyć.

Opowieści dotyczące rytualnego znęcania się nad ofiarami pojawiły się dopiero w początkach drugiego tysiąclecia n.e. Przyczyna ich odrodzenia jest niejasna. Istnieje domniemanie, że w miarę jak zbliżał się rok 1000, Kościół zaczął stwarzać atmosferę nadziei ponownego pojawienia się na ziemi Jezusa. Kiedy tak się nie stało, zrodziło się uczucie powszechnego rozczarowania Kościołem. W tej sytuacji papież oraz biskupi Rzymu rozglądali się za czymś lub za kimś, na czyje barki można byłoby złożyć winę. Właśnie od tego momentu Kościół zaczął wysuwać oskarżenia o oddawanie czci diabłu oraz zarzucać swym przeciwnikom bezbożne rytualne morderstwa i praktyki seksualne. Diabła i jego zwolenników obwiniono nie tylko o to, że Chrystus nie ukazał się pod koniec pierwszego tysiąclecia n.e., lecz także obciążano ich odpowiedzialnością za wszystkie możliwe nieszczęścia i tragedie w ciągu następnych 700 lat. Podobnie jak za czasów Cesarstwa Rzymskiego, oskarżeniem o rytualne znęcanie się nad ofiarami posługiwano się w charakterze usprawiedliwienia w celu podejmowania prześladowań wielu niewygodnych grup politycznych i religijnych. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku bachanaliów i najstarszych chrześcijańskich "świąt miłości", opowieści o molestowaniu seksualnym i mordowaniu dzieci stanowiły podstawę inicjowanych prześladowań.

Pierwsza odnotowana masowa egzekucja osób oskarżonych o rytualne zjadanie dzieci miała miejsce w 1022 roku we Francji - w Orleanie grupa heretyków spłonęła na stosie za swoje zbrodnie. Najwyraźniej musieli przyznać się do zjedzenia "niebiańskiego pożywienia"; tak inkwizytorzy nazywali porwane i ugotowane dzieci! Pogłoski pojawiły się w bardziej znanej i rozwiniętej formie w 1050 roku, kiedy bizantyjski mąż stanu, Michał Konstantyn Psellos, napisał o bogomilcach z Tracji:

Przyprowadzają do specjalnie w tym celu przeznaczonego domu młode dziewczyny, które wtajemniczyli w swoje rytuały i rzucają się na nie lubieżnie, niezależnie od tego, czy są ich siostrami, córkami lub matkami. Po dziewięciomiesięcznym oczekiwaniu, aż nadejdzie czas narodzin poczętych w tak nienaturalny sposób dzieci, ponownie się zbierają i wyrywają nieszczęsne noworodki z ramion matek. Przecinają ich delikatną skórę nożami i łapią strumień spływającej krwi do miski. Wrzucają wciąż żywe, ledwo łapiące oddech noworodki do ognia [...] mieszają popiół z krwią w miskach i w ten sposób przygotowują obrzydliwy napój, którym w tajemnicy plugawią swe jedzenie i napitki.

Po incydencie, jaki miał miejsce w Orleanie, i opublikowaniu prac Psellosa nastąpił długotrwały okres prześladowań skierowanych przeciwko od dawna znajomemu wrogowi Kościoła, a mianowicie Żydom. Kościół chrześcijański nigdy nie lubił Żydów obwinianych za ukrzyżowanie Chrystusa, a także ze względu na zdominowanie przez nich intratnych zawodów prawnych, medycznych i finansowych. Do powstania takiej sytuacji przyczynił się sam Kościół, odmawiając niechrześcijanom prawa przyłączenia się do cechów rzemieślników. Żydzi byli szczególnie znani z pożyczania pieniędzy i panowie wielkich rodów zawsze zalegali ze zwrotem pieniędzy różnym żydowskim finansistom i kupcom. Ludzie ci stale szukali sposobów, by nie musieć oddawać zaciągniętych długów. Podjęte w XI wieku wyprawy krzyżowe wydawały się stwarzać ku temu doskonałą okazję.

Kiedy w 1096 roku żydowscy finansiści z Moguncji odmówili poręczenia wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej, przeszło tysiąc z nich zostało zmasakrowanych w pogromach. Podobne sceny powtórzyły się w całej Europie, kiedy rody wielmożów zachęciły mieszczan do mordowania lub wygnania ludności żydowskiej, której byli winni pieniądze. Pogłoski, jakoby Żydzi zawarli sojusz z diabłem oraz że z powodu popełnionych przez nich grzechów Chrystus nie mógł powrócić na ziemię, krążyły już w latach dwudziestych początku drugiego tysiąclecia. W miarę jak szukano coraz to nowych usprawiedliwień prześladowania Żydów ze względu na ich bogactwo i stan posiadania, groźne pogłoski przybierały na sile. W XII wieku te same znajome oskarżenia, które kierowano pod adresem bachanaliów oraz wczesnego Kościoła chrześcijańskiego, zostały teraz wysunięte przeciwko Żydom.

Opowieści o tym, że Żydzi mają ogony i rogi, a także śmierdzą siarką (znaną jako foetor judaicus), stanowiły element codziennego życia. Francuski król Filip III wymagał nawet od wszystkich Żydów, by nosili odznakę przedstawiającą rogate zwierzę, co miało podkreślać ich związek z diabłem. Synagoga już w IV wieku została opisana jako "dom publiczny, jaskinia rozpusty, schronienie diabła, forteca szatana, miejsce, w którym deprawuje się dusze, i otchłań wszelkich innych nieszczęść. Cokolwiek zostałoby powiedziane, i tak nie jest w stanie oddać grozy tego miejsca". Bardzo rozpowszechnione były również opowieści o seksualnej deprawacji, morderstwach dokonywanych na dzieciach i praktykach orgiastycznych.

Na Wielkanoc 1144 roku w angielskim mieście Norwich zaginął młody chłopiec o imieniu William. Jego ciało znaleziono kilka dni później w pobliskim lesie. Miał ogoloną głowę i zadano mu wiele ciosów nożem. Krążyły pogłoski, że po raz ostatni widziano go, gdy wchodził do domu żydowskiego kupca. Matka zamordowanego chłopca przyczyniła się do rozprzestrzenienia pogłosek, jakoby chłopiec miał zostać złożony w ofierze podczas jednego z żydowskich rytuałów oddawania czci diabłu. Zaczęła się szerzyć histeria, co doprowadziło do serii morderstw. Mieszkających w mieście Żydów zamknięto w zamku w Norwich, aby zapewnić im bezpieczeństwo. Williamowi przypisano natomiast dokonanie szeregu cudów. Ostatecznie został przez Kościół kanonizowany. Podobne morderstwo w niemieckim mieście Sappenfeld w 1540 roku przyczyniło się do stracenia wielu wybitnych Żydów pod zarzutem dokonania na dziecku rytualnego mordu.

Zabójstwo Williama umocniło jeszcze przekonanie, że przed świętem Paschy Żydzi porywają chrześcijańskie dziecko i jego krwi używają do przygotowania świątecznego chleba. Pogłoska ta znajduje odzwierciedlenie w Opowieściach Kanterberyjskich, kiedy młody i pobożny chłopiec wyznania chrześcijańskiego mieszkający w żydowskiej dzielnicy miasta zostaje zamordowany przez Żydów, których inspiracją jest "nasz pierwszy wróg, wąż Szatan, który ma w swoim żydowskim sercu gniazdo os".

Ta tradycja antysemityzmu przetrwała do czasów współczesnych, o czym świadczą szeroko rozprzestrzeniane w nazistowskich Niemczech pejoratywne opowieści o Żydach. Hitler uważał, że Żydzi są odpowiedzialni za prostytucję, handel białymi niewolnikami i seksualne dewiacje. Napisał o "...wizji rodem z sennego koszmaru uwiedzenia setek, a nawet tysięcy dziewcząt przez odpychających żydowskich bękartów z krzywymi nogami". Obsesję Hitlera dotyczącą seksualności Żydów złożono na karb jego zahamowań w relacjach z kobietami, jednak wiele rzucanych przez niego inwektyw stanowi odbicie wcześniejszych pogłosek, łącznie z tą, że Żydzi strasznie śmierdzą.

Chociaż Żydzi byli pierwszą i najdłużej oskarżaną społecznością o uprawianie odrażających seksualnych i rytualnych praktyk, wkrótce podobne prześladowania dotknęły wiele innych grup, które z tego bądź innego powodu wywołały niezadowolenie Kościoła. Następni w kolejności byli katarzy. Do XIII wieku stanowili oni odłam chrześcijaństwa i mieszkali w południowo-zachodniej Francji, na obszarze obecnej Langwedocji. Chrześcijaństwo katarów różniło się znacznie od konwencjonalnego katolicyzmu. W myśl ich dualistycznego wierzenia Bóg i diabeł były bóstwami obdarzonymi taką samą mocą. Styl życia katarów charakteryzował się wyjątkową prostotą, między innymi wstrzymywali się od gromadzenia dóbr materialnych, władzy politycznej, stosowania przemocy, a także seksu, jeśli nie miał na celu prokreacji. Katarzy nie wzbudzali zaniepokojenia oficjalnego Kościoła aż do XII wieku, kiedy zaczęli zdobywać znaczącą liczbę wyznawców, z których wielu było rozczarowanych rosnącym bogactwem i potęgą Rzymu. W początkach XIII wieku zaczęły pojawiać się znajome pogłoski o praktykach uprawianych przez katarów. W latach trzydziestych XIII wieku biskup Paryża powiedział o katarach: "Lucyfer może pokazać się wiernym i wielbicielom w postaci czarnego kota lub ropuchy i domagać się od nich pocałunków; jako kot wymaga obrzydliwych całusów pod ogonem, a w charakterze ropuchy, co równie straszne, w usta".

Po licznych próbach przywołania katarów do porządku Kościół stracił cierpliwość. W 1209 roku armia składająca się z 300 000 mężczyzn została wysłana przez Rzym do Langwedocji z poleceniem zamordowania każdego, kto nie byłby skłonny wyrzec się swoich przekonań dotyczących oddawania czci diabłu. Wybuchła wojna, w której wymordowano dziesiątki tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. W samym mieście Beziers przeszło 15 000 osób zostało zabitych; w zasadzce w górskim zamku w Montsegur ponieśli śmierć zarówno katarzy, jak i chrześcijanie. Jeden z oficerów zapytany, w jaki sposób będą mogli odróżnić chrześcijan od katarów, miał stwierdzić: "Zabijcie ich wszystkich, Bóg będzie wiedział, kto jest kim". (Chociaż powiedzenie to jest często cytowane, jego pochodzenie wzbudza wiele wątpliwości).

Mimo że ich religia została zlikwidowana, wiara w rzekomo nadprzyrodzone zdolności katarów przetrwała po dziś dzień, czego odzwierciedleniem jest szeroko rozpowszechnione przekonanie, że strzegli oni wielkiej tajemnicy (jak niektórzy uważali związanej z pochodzeniem Chrystusa). Podejrzewano ich też o ukrycie drogocennego skarbu gdzieś w Langwedocji. Inni kojarzyli katarów z kolejną prześladowaną średniowieczną sektą, a mianowicie templariuszami. Zakrawa to na ironię, ponieważ templariusze, międzynarodowa społeczność rycerzy krzyżowców zorganizowana na podobnych zasadach jak masoneria, sami byli oskarżani o znęcanie się nad ofiarami podczas satanistycznych rytuałów. Współcześni historycy twierdzą, że templariusze "...przypuszczalnie oddawali cześć diabłu zwanemu Baphomet. Podczas tajnych ceremonii rzekomo leżeli twarzą ku ziemi przed głową brodatego mężczyzny, która przemawiała, wtajemniczając ich w praktyki okultystyczne. Nigdy nie widziano wiarygodnych świadków tych ceremonii. Wysuwano też przeciwko nim inne zarzuty: o dzieciobójstwo, wywoływanie poronień, plugawe pocałunki przy wprowadzaniu do zakonu nowych kandydatów, homoseksualizm... Oskarżano ich także o rytualne wyrzekanie się Chrystusa, o odrzucanie, deptanie i opluwanie krzyża".

Może wydawać się dziwne, że o takie postępki oskarżano zakon rycerski, lecz wielu szlachetnie urodzonych, szczególnie król Francji, Filip Piękny, byli winni templariuszom duże sumy pieniędzy. Podobnie jak w przypadku Żydów, okazało się to wystarczającym powodem, aby ich wytępienie stało się konieczne. W 1312 roku król Filip przekonał papieża, żeby rozwiązał zakon templariuszy, po czym aresztowano, poddano torturom i stracono wielu jego członków. W ten sposób położono kres istnieniu zakonu, chociaż podobnie jak ma to miejsce w przypadku katarów, ich dzieje nadal otacza wiele pogłosek o charakterze okultystycznym.

Sabat

W średniowiecznej Europie przeszło sto tysięcy osób zostało straconych za uprawianie czarów. Kościół i sądownictwo (stanowiące w dużym stopniu jedną i tę samą instytucję) ogarnęła obsesja. Powszechnie uważano, że w ramach społeczeństwa działają liczne tajne organizacje mające na celu zniweczenie dobrych uczynków Jezusa Chrystusa. Sądzono, że każda z tych organizacji odprawia demoniczne ceremonie, w których biorą udział czarownice. Rzymianie mieli obrzędy bachiczne, pierwsi chrześcijanie swoje "święta miłości", Żydzi święto Pesach, a czarownice nade wszystko przedkładały sabatowe spotkania. Właśnie ten aspekt czarów zostanie najszerzej omówiony w niniejszym rozdziale, ponieważ niemal wszystkie oskarżenia wysunięte przeciwko sabatowi czarownic można znaleźć w opowieściach przypisywanych kultom zrodzonym już wcześniej. Wiele fragmentów książki Malleus Maleficarum dotyczy wydarzeń, jakie rozgrywały się w trakcie sabatu. Praktycznie podczas wszystkich procesów czarownic była mowa o praktykach sabatu i o ludziach biorących w nim udział.

Sabat uważano za czarny ekwiwalent chrześcijańskiej mszy. Czarownice spotykały się w ściśle określone noce i oddawały cześć diabłu. Co istotne, daty te niemal zawsze pokrywały się z ważnymi świętami pogańskimi lub religijnymi, takich jak wigilia Wszystkich Świętych. Obszerna tematyka dotycząca procesów czarownic jest fascynująca i stała się tematem szeregu prac. W książce tej przyjrzymy się jedynie wybranym aspektom sabatu związanym z wzorami kultów praktykowanych na przestrzeni dziejów (o czarach p. rozdział 6).

W książce Henriego Bogueta z 1590 roku Discours des Sorciers (Rozmowy czarownic) można znaleźć doskonałe podsumowanie, co - jak sądzili ludzie - się działo podczas sabatu.

1. Oddają cześć diabłu, który pojawia się w postaci wysokiego, czarnego mężczyzny lub kozła. Ofiarują mu świece i całują go w tyłek.

2. Tańczą.

3. Oddają się każdego rodzaju plugawości. Diabeł przekształca się w inkuba lub sukuba.

4. Dochodzi do odrażających orgii i wstrętnego spółkowania praktykowanego przez gnostyków.

5. Czarownice ucztują. Jedzą mięso i piją.

6. Jednak jadło to nigdy nie zaspokaja ich apetytów i zawsze wstają od stołu równie głodne jak przed posiłkiem.

7. Kiedy skończą spożywać posiłek, zdają diabłu dokładne sprawozdanie ze wszystkich swoich czynów.

8. Ponownie wyrzekają się Boga i swego chrztu. Diabeł zachęca je do czynienia zła.

9. Wzniecają mroczne burze.

10. Celebrują swoje msze.

11. Niekiedy na zakończenie sabatu szatan znika w ogniu i nie zostaje z niego nic prócz popiołu. Wszyscy obecni zabierają po odrobinie tego popiołu i używają później do zaklęć.

12. Szatan zawsze i we wszystkim naśladuje Boga.

Dotychczasowe informacje, a zwłaszcza to krótkie podsumowanie sabatu pozwalają nam dostrzec podobieństwa z szeregiem oskarżeń wysuwanych pod adresem innych grup jeszcze przed nastaniem procesów czarownic. Templariusze byli obwiniani o wzajemne całowanie się w pośladki. O waldensach pisano, że "diabeł pojawia się przed nimi w postaci kota, a oni całują go sub cauda". Składanie pocałunku w okolicach odbytu zwierzęcia postrzegano jako antychrześcijańską i diaboliczną praktykę; w dobie współczesnej nadal uznaje się to za wielką zniewagę, czego odzwierciedleniem jest wyrażenie: "Pocałuj mnie w dupę!". W wypadku templariuszy posługiwano się podobną formułą, chcąc dać do zrozumienia, że zakon skupiał homoseksualistów. Również podczas procesów czarownic uważano takie praktyki za jedną z form składania hołdu diabłu. Sprawozdania z procesów czarownic zawierają wiele wzmianek na ten temat. W 1453 roku Guillaume Edeline został stracony po wyznaniu, że "...oddał hołd szatanowi, który pojawił się w postaci barana, poprzez złożenie, w dowód czci, pocałunku na jego zadku". Zgodnie z oświadczeniem Agnis Sampson szatan kazał, "...by całowano go w tyłek na znak szacunku. Kładł się nagi na ambonie i każdy składał pocałunek na jego pośladkach, ponieważ sprawiało mu to przyjemność".

Inne oskarżenia budziły większą grozę. Jednym z najpoważniejszych zarzutów, z jakim zetknęliśmy się już wcześniej i jeszcze się spotkamy, było składanie diabłu w ofierze dzieci. W 1610 roku w Aix-en-Provence podczas procesu niejakiego Louisa Gaufridi przedstawiono następujący opis sabatu: "Niekiedy jedli delikatne ciało małych dzieci, które zostały zamordowane i upieczone w pewnej synagodze [warto tu odnotować żydowski akcent]. Niekiedy niemowlęta przynoszono jeszcze żywe, gdyż czarownice porywały je z domów". Inne opisy sabatu potwierdzają to przekonanie:

...niekiedy z zabitych przez siebie niemowląt, których zwłoki wykopały z ziemi, piecze się pasztet. Ponadto wino, którym zwykle częstuje się biesiadników, jest jak czarna i zakrzepła krew. [...] Isabella dodała również, że podawano ludzkie ciało.

W 1610 roku Juan de Echalar wyznał, co następuje:

...[Ropuchy były] gotowane w rondlu z ludzkimi kośćmi i kawałkami zwłok zrabowanych z nowych grobów.

Opowieści o składaniu dzieci w ofierze różnią się tylko nieznacznie od historii rodem z Rzymu lub od tych, które się wiążą ze zjawiskami wybuchów paniki doby współczesnej wywoływanymi pogłoskami o znęcaniu się nad ofiarami w trakcie satanistycznych rytuałów. Wierzono powszechnie, że dzieci albo wykradano matkom zaraz po urodzeniu, albo też wychowywano je do czasu, kiedy zostały przeznaczone na sabatowe obrzędy. W głośnej książce Malleus Maleficarum można przeczytać: "Nikt nie mógłby wyrządzić większej szkody wierze katolickiej niż akuszerki". Jak wiadomo, podczas toczących się procesów szczegóły o faktycznym składaniu dzieci w ofierze były skąpo odnotowywane. Dlatego autorzy wielu książek przytaczali w tej kwestii własne wersje wydarzeń. Montague Summers, pisząc o procesach czarownic kilka wieków po ich zakończeniu, doszedł do następujących wniosków:

Istnieją liczne i stale potwierdzające się dowody, że dzieci, zwykle niemowlęta, które nie zostały jeszcze ochrzczone, składano w ofierze podczas sabatu. Było to często potomstwo samych czarownic, ale ponieważ te spełniały nierzadko funkcję akuszerek, miały wyjątkowe możliwości uduszenia dziecka zaraz po porodzie i złożenia go w ofierze Szatanowi. [...] Zazwyczaj podcinano dziecku gardło, a jego krew odsączano do kielicha, pozwalając jej również spływać na nagie ciało złożone na ołtarzu.

Zgodnie z powszechnym mniemaniem ta forma składania ofiar kosztowała życie wielu dzieci, co wydaje się raczej mało prawdopodobne. Przeszło 1500 morderstw dokonanych na dzieciach przypisywano Madame de Montespan i 140 Gillesowi de Rais.

Powszechnie wierzono, że tłuszcz, krew i kości dzieci obdarzają czarownice nadprzyrodzonymi mocami, a ponadto leczą wrodzone znamiona, bóle zębów i liszaje. Być może, stanowiło to odzwierciedlenie zabobonów, w myśl których dotknięcie zimnych zwłok pozwalało uleczyć dolegliwości skóry. Obok oskarżeń o morderstwa dzieci i kanibalizm, krążyły również opowieści o praktykach orgiastycznych i perwersjach seksualnych. Kwestie te zostały już omówione w rozdziale 6. Podobnie jak większość zarzutów o uprawianie czarów, różnią się one nieznacznie od tych wysuwanych przeciwko współczesnym satanistom.

Koniec głównej fazy procesów czarownic w XVII wieku zbiegł się również z zakończeniem epoki znacznych prześladowań religijnych, które trwały przeszło siedemset lat. Od tej pory władza polityczna w znacznej części Europy i Ameryki zaczęła przechodzić z rąk hierarchów Kościoła do nowo powstałych rządów, nauka zaś wyjaśniła wiele zagadek uważanych poprzednio za skutek czarów. Jakie zatem wnioski moglibyśmy wysnuć, podsumowując tę fazę prześladowań?

Musimy uznać, że niemal wszystkie oskarżenia skierowane pod adresem czarownic mogły mieć źródło we wcześniejszych prześladowaniach, które dotknęły pierwszych chrześcijan, Żydów, katarów i templariuszy. Ślady opowieści o morderstwach dokonywanych na dzieciach, nocnych orgiach, kanibalizmie, sodomii, homoseksualizmie, uprawianiu seksu z bogami/demonami/diabłem i całowanie w pośladki można dostrzec w oskarżeniach wysuwanych w kolejnych epokach historycznych przeciwko różnym grupom społecznym.

Różnica między prześladowaniem czarownic a procesami templariuszy polegała na tym, że templariusze byli możliwą do zidentyfikowania grupą, podczas gdy czarownice - jak sądzono - ukrywały się w strukturze społeczeństwa. Polowania na czarownice zdarzały się w społeczeństwach całej Europy i Ameryki Północnej. W czasie procesów sąd wymagał szczegółowych zeznań, toteż dysponujemy znacznie większą liczbą detali dotyczących domniemanych praktyk czarownic niż innych prześladowanych osób i grup, chociaż większość oświadczeń o winie została wymuszona pod presją.

Istnieje niewiele dowodów, które wzmocniłyby oskarżenia o zorganizowane praktyki dotyczące czarów, szczególnie sabatu. Pewne grupy ludzi zajmowały się prawdopodobnie zielarstwem, uzdrawianiem, sporządzaniem miłosnych napojów magicznych i innymi zabobonnymi praktykami (określanymi jako "biała magia"). Mogły też funkcjonować zorganizowane grupy pogańskie bądź inne oddające cześć diabłu, ale z pewnością tych "czarownic" nie było wiele mimo urządzania spektakularnych procesów, które miały je demaskować.

Opisy sabatu wyraźnie opierały się na dokumentach i poglądach dotyczących wcześniejszych prześladowań, a zatem, z samej definicji, musiały być fałszywe. Zgodnie ze szczegółowymi opisami procesów czarownic z Salem, o uprawianie czarów oskarżano nie wzbudzających zaufania lub napawających lękiem członków społeczeństwa, jak drobni kryminaliści, akuszerki, stare panny, zdziwaczali staruszkowie i różne inne podejrzane typy. W wielu przypadkach odnotowanych na Wyspach Brytyjskich czarownicami i czarownikami byli ludzie podejrzani o kradzież lub zniszczenie czyjejś własności, toteż oskarżenia o czary stanowiły jedynie środek służący doprowadzeniu ich przed oblicze sprawiedliwości.

Całą problematykę dotyczącą czarów przenika duch głębokiego erotyzmu. Szczegóły i perwersja praktyk seksualnych wydają się czynnikiem nabierającym coraz większego znaczenia na przestrzeni dziejów. W przypadku pierwszych chrześcijan opowieści o seksualności dotyczyły jedynie potajemnych orgii; w XII wieku dysponowaliśmy już detalami o zwyczaju całowania w pośladki i homoseksualizmie; wraz z pojawieniem się procesów czarownic wszystkie poprzednie oskarżenia utrzymywały się w mocy; nowym akcentem były opisy zrytualizowanego seksu z istotami nadprzyrodzonymi, sodomii, a także, rzecz jasna, działania sukubów i inkubów. Tendencja ta, jak będziemy się mogli przekonać, utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Szczegóły dotyczące współczesnych kultów satanistycznych są bardzo specyficznej natury i wykorzystywano je często w celu wywołania u czytelników uczucia przyjemnego podniecenia. Skojarzenie niemoralnej praktyki seksualnej z diabelskimi i złymi istotami stanowiło także prawdopodobnie środek używany przez Kościół w celu odzyskania autorytetu wśród zwykłych ludzi oraz zakazania pewnych rodzajów seksualności jako pozostałości bardziej pogańskich czasów.

Procesy czarownic wywarły olbrzymi wpływ na społeczeństwo. Natomiast fakt, że po dziś dzień powszechnie się do nich ludzie odwołują, poświadcza tylko, jak dalece złą sławą cieszyły się także w epoce polowań na czarownice. Chociaż procesy te dobiegły kresu w XVII wieku, stanowiące dla nich pożywkę opowieści o rytualnym znęcaniu się nad ofiarami nie zniknęły równie szybko.

Polowania na czarownice doby współczesnej

Zakończenie procesów czarownic pod koniec XVII wieku było zarazem końcem długiego okresu nieprzerwanych prześladowań za strony Kościoła, rozpoczętego w początkach XI wieku (inkwizycja, której ofiarami byli częściej Żydzi i Saraceni niż czarownice, przestała istnieć dopiero w 1826 roku). Opowieści o zorganizowanych praktykach rytualnego maltretowania nie skończyły się jednak wraz z procesami czarownic. Przestały po prostu dotyczyć czarownic i sabatu, lecz skupiły się na innych, bardziej jasno określonych grupach.

Pod koniec XVIII wieku w regionie Limburga rzekomo istniała tajna społeczność zwana Kozłami. Ponownie pojawiły się te same dawne opowieści o rytualnym, seksualnym molestowaniu ofiar. Powiadano, że członkowie społeczności, której sama nazwa przywodziła na myśl obraz diabła, "spotykali się nocą w ukrytej kaplicy. Następnie, po najbardziej odrażających orgiach, w czasie których oddawano cześć szatanowi, robili wypady w zgrajach, mając na celu plądrowanie i niszczenie". Społeczność została rozwiązana w wyniku serii procesów i egzekucji w latach 1772-1780.

W sto lat później doniesiono, że Chińczycy rozsiewali podobne pogłoski o wydarzeniach, jakie miały miejsce w misyjnych szpitalach katolickich w Chinach. W okresie wojny domowej w 1870 roku jedna z chińskich partii posługiwała się następującym sloganem wymierzonym przeciwko katolikom: "Precz z misjonarzami! Śmierć cudzoziemcom! Oni kradną lub kupują nasze dzieci i mordują je, aby przygotować magiczne lekarstwa zrobione z ich oczu, serc i innych organów". Wzmianki z roku 1888 mówiły też o Haitańczykach urządzających ceremonie o północy, podczas których "istoty ludzkie, zwłaszcza porwane dzieci, zabijano i spożywano w trakcie tajemniczych, budzących grozę uczt".

Wnioski i porównania

Po szczegółowym zapoznaniu się z tą problematyką można stwierdzić, że rodowód opowieści o morderstwach dokonywanych na dzieciach, a także gwałtach, homoseksualizmie, sodomii i tajnych orgiach sięga blisko dwóch i pół tysiąca lat. Natomiast zjawisko wybuchów paniki na tle rytualnego znęcania się nad ofiarami przez satanistów w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku stanowiło po prostu ostatnie świadectwo wywodzących się jeszcze ze starożytności metod prześladowań.

Wielu etnografów uważa, że inspirację dla książek w rodzaju Satan's Underground i innych mogły stanowić średniowieczne kroniki o sabatach czarownic. W ten sposób opowieści o polowaniach na czarownice zatoczyły koło, rozpoczynając podobną, tyle że nieco uaktualnioną wersję procesów czarownic w trzysta lat później.

W rozdziale tym przytoczono wiele dowodów na to, że opowieści o seksualnych perwersjach i morderstwach podczas quasi-religijnych ceremonii można odtworzyć według śladów sięgających wstecz co najmniej dwa tysiące lat. Wykazano też, jak mała jest różnica pomiędzy przypadkami rytualnego znęcania się przez satanistów nad ofiarami w obecnym czasie a incydentami, które miały miejsce w starożytnym Rzymie. Okazało się, że praktycznie w każdej epoce historycznej kontynentu europejskiego wysuwano dokładnie takie same oskarżenia pod adresem grup ludzi nie wzbudzających zaufania. Wydaje się zatem, że wiara w tajne, dobrze zorganizowane grupy stanowi część naszego dziedzictwa kulturalnego i od czasu do czasu manifestuje się zjawiskami wybuchów paniki lub polowania na czarownice.

Gdy zjawiska te pozostają w fazie uśpienia, powstają fikcyjne opisy praktyk okultystycznych i orgii satanistycznych, z których większość jest luźno oparta na opowieściach historycznych pochodzących z procesów czarownic. Przed opublikowaniem książki Michelle Remembers koncepcja klaczy zarodowych, zabijania dzieci i satanistycznych rytuałów była utrzymywana przy życiu dzięki takim wytworom wyobraźni jak Dziecko Rosemary, Dracula, The Wicker Man (Nikczemnik) oraz mnóstwo innych powieści i filmów o tematyce okultystycznej. Dopiero kiedy zaczęto publikować opowieści osób, którym udało się wyjść cało z rytuałów satanistycznych, nowa, rosnąca liczebnie społeczność Kościoła ewangelickiego zdecydowała się wziąć na siebie wykorzenienie czynów szatana.

Fałszywe oskarżenia o seksualne molestowanie lub morderstwa zrujnowały życie setek niewinnych ludzi. W tysiącach dzieci zaszczepiono wspomnienia, jakoby były świadkami straszliwych zbrodni. Prawdziwe niebezpieczeństwo polega przede wszystkim na tym, iż zła reputacja, jaką cieszą się obecnie incydenty satanistycznej przemocy rytualnej, oznacza prawdopodobnie, że ludzie, którzy są naprawdę winni aktów molestowania seksualnego, uniknęli kary, ponieważ fikcyjne oskarżenia przeciwko nim o uprawianie praktyk satanistycznych oraz rytualne morderstwa spowodowały skreślenie sprawy z wokandy sądowej.

Kiedy już zapoznaliśmy się z podstawowymi cechami charakterystycznymi zjawiska paniki wywołanego rytualnym znęcaniem się satanistów nad swymi ofiarami, chciałbym zająć się kolejną kwestią. W wielu współczesnych opowieściach możemy znaleźć wiele analogii do aktów rytualnej przemocy. Historie te zostały wykorzystane przez określone jednostki w celu demonizowania innych. Szczególnie dobitnym przykładem tego zjawiska jest ruch antykatolicki, który przetoczył się przez Amerykę w XIX wieku. Jego siłą napędową stały się opowieści zakonnic salwujących się ucieczką z klasztorów, gdzie szerzyła się rytualna przemoc.

W książce zatytułowanej The Awful Disclosures of Maria Monk (Wstrząsające wyznania mniszki Marii) autorka podawała się za zakonnicę, uciekinierkę z klasztoru w Montrealu. Była tam świadkiem uprawiania seksu między zakonnicami i mnichami, mordowania noworodków, opowiadała o aktach przemocy w podziemnych jaskiniach. W stuleciu tym pojawiło się wiele książek napisanych przez inne zakonnice, które uciekły z zakonu, jak choćby: Six Months in a Convent (Sześć miesięcy w klasztorze), Secrets of the Convent (Tajemnice klasztoru) oraz Confessional and Convent Life Unveiled (Uchylenie rąbka tajemnicy konfesjonału i życia w klasztorze). Znajdują się tam opisy aktów przemocy seksualnej, morderstw, a nawet kanibalizmu, które sprowokowały w owym okresie zjawisko antykatolickiej paniki.

Treść wymienionych publikacji przypomina szczególnie książkę Michelle Remembers, Dance with the Devil, Satan's Underground i inne niedawne opowieści osób, które przeżyły rytuały satanistów. Podobnego typu literatura, jak również opowieści pisane przez zakonnice, po dokładnym ich przeanalizowaniu okazały się fikcyjne.

Do opowieści o rytualnym znęcaniu się nad ofiarami przez satanistów można też porównać historie ukazywane w tzw. filmach snuff, którym daje się powszechnie wiarę. Przedstawiają one jakby dokumentalny materiał filmowy o rzekomo prawdziwym składaniu ludzi w ofierze i morderstwach na tle seksualnym. Określenie snuff zostało wymyślone w 1970 roku przez Eda Saundersa zajmującego się badaniem historii kultu Charlesa Mansona w Kalifornii. Dotarły do niego pogłoski, że grupa czcicieli diabła zwana "Synami szatana" nakręciła filmy o odbywających się w ich gronie ceremoniach składania ofiar z ludzi. W kilka lat później reżyser Allan Shakleton zastanawiał się, co zrobić z nakręconym przez siebie niskobudżetowym horrorem Slaughter (Masakra), który, ze względu na nacisk związków zawodowych, był kręcony w Argentynie. Film poniósł kompletne fiasko. Shakleton zaczerpnął pomysł bezpośrednio od Saundersa, ponownie zmontował film i zmienił tytuł filmu na Snuff. Wprowadzał swój film na rynek napomykając, że zawarł w nim nagranie z autentycznego morderstwa. Na plakatach przedstawiających nagą kobietę przecinaną nożyczkami widniał slogan: "Film, który mógł zostać nakręcony jedynie w Ameryce Południowej, gdzie życie jest takie TANIE". Niska cena, o której była mowa, odnosiła się jedynie do niskich kosztów ekip filmowych i statystów, nie zaś do wartości, jaką jest ludzkie życie. Film Snuff stał się natychmiast przebojem, wywołując oburzenie na całym świecie; reżysera bezpośrednio obwiniano o stworzenie mitu, że zdobycie materiału filmowego o rytualnych morderstwach i składaniu ludzi w ofierze jest możliwe. Filmów tego typu, oznaczonych napisem snuff, wiele razy poszukiwano na rynku, lecz bezskutecznie. Uznaje się je po prostu za miejski mit. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku przemocy wobec ofiar rytuałów satanistycznych, nic nie powstrzymuje ludzi przed dawaniem wiary filmom z gatunku snuff.

Czas wojny jest szczególnie sprzyjającym okresem do powstawania opowieści o rytualnej przemocy i szerzenia się paniki na tym tle. Walczące ze sobą strony wymyślają coraz to nowe przerażające historie o wzajemnych akcjach, które pomagają w konsolidacji ich oddziałów. Podczas pierwszej wojny światowej zrodziło się szereg opowieści, zarówno po stronie aliantów, jak i Niemców, opisujących z wielką przesadą działania nieprzyjaciela. Angielska pielęgniarka Phyllis Campbell w swojej książce Back to the Front (Powrót na front) napisała, że Niemcy dopuszczali się najbardziej nikczemnych okrucieństw na kobietach i dzieciach. Oto fragment: "...na podłodze siedziała naga dziewczyna w wieku około 23 lat. Jedna z cierpiących współtowarzyszek ofiary, która miała więcej szczęścia niż pozostałe, ponieważ udało się jej zachować bieliznę, przedarła ją na pół i przykryła klatkę piersiową nagiej dziewczyny. Materiał przesiąknął krwią sączącą się z ran po jej odciętych piersiach. Na kolanach dziewczyny leżało martwe niemowlę".

Campbell twierdziła także, że słyszała opowieści o Niemcach, którzy gwałcili, palili i krzyżowali zakonnice, odrąbywali dzieciom dłonie i stopy oraz palili ludzi żywcem. Za sprawą angielskich oddziałów wojskowych opowieści te były szybko rozpowszechniane, chodziło bowiem o podsycanie gniewu wobec wroga. Historie opowiadane przez pielęgniarkę nigdy jednak nie zostały potwierdzone. Istnieją też bezsporne dowody, że inne jej twierdzenia, jakoby widziała anioły czy widmowe armie wycofujące się z portowego miasta Mons, były kłamstwami.

Angielska gazeta "The Star" doniosła szesnastego września 1916 roku, że Niemcy pielęgniarce Grace Hume odcięli piersi. Przed śmiercią, Hume naprędce napisała list do siostry, przekazując go przez koleżankę. Tę historię podchwyciło wiele gazet i przez kilka dni nie schodziła z nagłówków. Pielęgniarkę Grace Hume odnaleziono później całą i zdrową, w Hudderrsfield. Co więcej, nigdy nie otrzymała wezwania na front. List okazał się oszustwem spreparowanym przez jej siostrę Kate. Ta zaś, nawet po uznaniu jej za winną przestępstwa, nadal opowiadała podobne historie jak Phyllis Campbell. Bardziej godna zaufania pielęgniarka, Vera Brittain, napisała o swych koleżankach pracujących w szpitalu, że "...wydawały się prześcigać w opowieściach o okropnościach wojny".

W 1990 roku kuwejcka pielęgniarka, której udało się zbiec podczas inwazji wojsk irackich na jej kraj, opowiadała, jak żołnierze wyciągali żywe noworodki z inkubatorów i pozostawiali na podłodze, gdzie czekała je pewna śmierć. Opowieść znalazła się na czołówkach gazet całego świata, pomagając wzniecić oburzenie skierowane przeciwko Irakijczykom. Dopiero w rok po wyzwoleniu Kuwejtu okazało się, że żaden z inkubatorów w Kuwejcie nie był używany podczas inwazji.

Ostatnim wcieleniem opowieści o rytualnych aktach przemocy jest historia, z jaką zetknąłem się pod koniec pisania tej książki. Czasopismo "Private Eye" zamieściło artykuł w części zawierającej "prawdziwe historie" o dziennikarzu z Hongkongu, który rzekomo odbył podróż do Shenzhen w Chinach. Stwierdził tam, że mieszkańcy, łącznie z lekarzami, regularnie zjadali poronione płody. Pan Cheng tak mówił o przygotowywaniu potrawy z płodów: "Myłem płody do czysta i gotowałem z nich zupę, dodając imbiru, skórki pomarańczowej i suszonych grzybów. Jeżeli jadłem ją przez pewien czas, czułem się znacznie lepiej i przestawała mnie dręczyć astma. Przedtem jadłem łożyska, ale nie były tak smaczne jak płody". Czyżby w Shenzhen naprawdę jedli płody, czy był to po prostu przejaw braku zaufania Hongkongu wobec Chińczyków po zwróceniu kolonii przez Wielką Brytanię?

 

ROZDZIAŁ 10

Inwazja porywaczy penisów

Wiosną 1983 roku w mieście Houston w Teksasie zaczęły krążyć pogłoski o gangach "smurfów" dokonujących napadów na miejscowe szkoły podstawowe. Ich członkowie zabijali dyrektora szkoły i grozili uczniom. Smurfy - niebieskie ludziki w białych czapkach, z małymi ogonkami, postacie z kreskówek - rzekomo widziano, jak niosły strzelby i noże. Inne plotki głosiły, że każda osoba ubrana w niebieski strój może być narażona na atak. Panika osiągnęła takie rozmiary, że wiele dzieci przestało chodzić do szkoły. Inne, nadal uczęszczające na lekcje, unikały toalet lub pustych klas w obawie, iż mogą się tam czaić mordercze smurfy.

Przyczyn paniki - jak sądzono - należało szukać w telewizyjnym raporcie z Houston o gangu nastolatków zwanym "Smurfy", który został oskarżony o popełnienie szeregu przestępstw w jednej z dzielnic miasta. Ktoś rozpowszechnił tę historię w lokalnych szkołach i tak postacie z kreskówek stały się uosobieniem najgorszych nikczemników. Plotki oraz bujna dziecięca wyobraźnia dokonały reszty. Nikt nigdy nie zgłosił policji ataku smurfów lub spowodowanej przez nich śmierci; nie istniała też żadna relacja naocznego świadka o obecności smurfa w szkole. Dyrektorzy szkół, którzy rzekomo mieli zostać zabici przez smurfy, z trudem przekonywali zmartwionych uczniów, że są cali i zdrowi. Jeden z nich powołał się nawet na kota Garfielda oferującego pomoc w rozwiązaniu problemu.

Tego typu panika może się nam wydawać zabawna, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że niebieskie postacie z kreskówek nie mogą terroryzować i zabijać ludzi. Wiemy, że postacie te po prostu nie istnieją, toteż panika zrodzona w wyniku zbyt bujnej dziecięcej wyobraźni wywoła w nas tylko śmiech. Nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu i opowieść stała się jedynie kolejną historią, jaką można było zamieścić w gazetach opisujących dziwne, lecz prawdziwe historie. Istnieją jednak podobieństwa między smurfami z Houston a wieloma innymi historiami, z którymi zetknęliśmy się w tej książce, łącznie z satanistyczną przemocą rytualną, demonem Popobawa z Zanzibaru, a nawet średniowiecznymi procesami czarownic. Podobieństwa mają niewiele wspólnego z przyczynami wymienionych zjawisk. Odnoszą się raczej do fenomenu zwanego kulturowo uwarunkowanym syndromem psychiatrycznym, występującego też pod prostszą nazwą społecznej paniki.

Panika!

Zjawisko wybuchu paniki zdarza się powszechnie, stanowi jednak nadal mało zrozumiałą osobliwość występującą w ramach ludzkiego społeczeństwa. Może się pojawić w każdym czasie i w każdej części świata. Zasięg paniki bywa niekiedy ograniczony do jednej małej wioski lub miasta. Może również, jak ma to miejsce w przypadku znęcania się nad ofiarami podczas satanistycznych rytuałów, rozprzestrzenić się stopniowo na cały świat. Ich pisana historia okazuje się tak długa jak historia cywilizacji. Wydaje się, iż tego typu panika może się rodzić w różnych okresach historii i w coraz to innych częściach świata.

Przyczyn paniki jest wiele i są one rozmaite; nie mają jednego wspólnego mianownika.

Afrykańscy porywacze penisów

W epoce współczesnej najczęściej wspominane i najgłośniejsze przykłady paniki wywołanej porwaniami męskich członków miały miejsce w leżących na wybrzeżu krajach Afryki Zachodniej, od Kamerunu po Wybrzeże Kości Słoniowej. Na tym obszarze często dochodziło do wybuchów paniki, które ze względu na kontekst seksualny i osobliwy charakter przyciągnęły uwagę światowej prasy.

Jedna z pierwszych i największych panik na tle porwań członków miała miejsce w Nigerii w 1990 roku. Zaczęła się od pogłosek, że wysłannicy z odległych plemion włóczą się po mieście, kradnąc męskie członki w celu posłużenia się nimi jako ważnymi rekwizytami podczas praktyk magicznych. Zgodnie z panującymi wierzeniami, czarownik mógł ukraść członek przez zwykły dotyk odsłoniętej części ciała ofiary. Prącie kurczyło się i znikało, obszar genitaliów stawał się gładki jak u manekina. W wyniku tych pogłosek wybuchła wielka panika, wszystkich obcych traktowano z ogromną podejrzliwością i strachem. Takie same uczucia wywoływały osoby, które chciały wymienić uścisk dłoni albo nieumyślnie ocierały się o kogoś. Wkrótce zaczęły krążyć pogłoski, że brodawki sutkowe i wargi sromowe kobiet mogą zostać skradzione w ten sam podstępny sposób.

Podobnym pogłoskom dawano powszechną wiarę. Miały one również poważne reperkusje. W mieście Enugu wybuchły zamieszki, kiedy mężczyzna wysiadający z autobusu zaczaj krzyczeć, że w magiczny sposób skradziono jego męskość. Stojąca przed nim podczas jazdy osoba została wyciągnięta na zewnątrz i pobita przez motłoch. W powstałym chaosie policja nieumyślnie zastrzeliła kierowcę pojazdu i raniła jedną z pasażerek.

Panika w Nigerii wywołana porwaniami męskich członków uspokoiła się po kilku miesiącach, ale wiara w istnienie kradnących genitalia czarowników nigdy w tym regionie całkowicie nie zanikła. Wręcz przeciwnie, szeroko się od tej pory rozprzestrzeniła, co kończyło się często tragicznymi konsekwencjami. W 1996 roku kolejna fala paniki ponownie ogarnęła Nigerię, a także inne kraje Afryki Zachodniej leżące wzdłuż wybrzeża. W pozostałych krajach winą obarczano często nigeryjskich czarowników. Szerzące się plotki bardzo utrudniały życie Nigeryjczykom na stałe mieszkającym w tych krajach.

W sierpniu 1996 roku gawiedź w Kamerunie powiesiła trzech mężczyzn oskarżonych o magiczne wykradanie prącia. Inni mężczyźni zostali mocno pobici. Wieści o przypadkach porwania penisa dochodziły ze wszystkich miejscowości Kamerunu położonych wzdłuż wybrzeża. Doniesiono między innymi, że osiemnastoletni młodzieniec wymieniał uścisk dłoni z pochodzącym z Nigerii kolegą i nagle "...poczuł, jakby przeniknął go prąd elektryczny, a męskość schowała się do jego brzucha". Lekarze z rejonów dotkniętych paniką oświadczyli, że wszystkie "zaginione" genitalia pozostały "nienaruszone i w normalnym stanie".

Jednak w marcu 1997 roku znowu pojawiły się pogłoski w nadmorskim regionie Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej, gdzie - jak wieść niosła - członkowie licznego i szeroko rozprzestrzenionego plemienia Hausa w magiczny sposób usuwali prącia i piersi, a następnie domagali się za nie okupu. Konsekwencje tej paniki okazały się niezwykle poważne. W jednym z miast Ghany - Aboisso - liczący trzy tysiące osób tłum oblegał budynek rady miejskiej, domagając się krwi każdego mieszkającego w okolicy Hausa. W stolicy Wybrzeża Kości Słoniowej, Abidżanie, pochodzący z Nigru mężczyzna z plemienia Hausa został żywcem spalony przez motłoch. Wydarzenie to stało się zarzewiem pogromu; wielu członków plemienia Hausa opuściło kraj, obawiając się o swoje życie. Podejmując próbę uspokojenia sytuacji, rząd Wybrzeża Kości Słoniowej wydał oświadczenie zaprzeczające pogłoskom o porwaniach prąci i skierował prośbę do mieszkańców o zachowanie spokoju.

Chociaż Afryka Zachodnia pozostaje niekwestionowanym centrum tych pogłosek, inne przykłady paniki na mniejszą skalę dotyczące porwań członków odnotowano w Ugandzie, Kenii i w Republice Południowej Afryki.

Wyjątkowo dobrze znam Afrykę Zachodnią. Podczas licznych podróży odwiedziłem wszystkie regiony i miasta wymienione w różnych raportach dotyczących porwań penisa. Natychmiast zwrócił moją uwagę fakt, że do paniki na tle porywania męskich członków dochodzi w regionach leżących na wybrzeżu. W dodatku zjawisko to dotknęło tylko kilka krajów, a nie całego regionu zachodniej i centralnej Afryki, gdzie znajduje się ponad 20 różnych państw. Sama Nigeria graniczy z siedmioma krajami, toteż rodziło się pytanie: Dlaczego pewne skupiska ludności zostały tym zjawiskiem dotknięte, a inne nie?

Odpowiedź najprawdopodobniej wiąże się z geograficznym rozmieszczeniem ludności, gospodarką oraz drogami asfaltowymi. Ludność miejska wszystkich dotkniętych paniką krajów afrykańskich mieszka w miasteczkach i miastach położonych wzdłuż wybrzeża. Ze względu na brak wody i słabą infrastrukturę obszary w głębi lądu są mniej zaludnione i dominuje na nich gospodarka rolnicza. Wydaje się zatem logiczne, że zjawisko paniki miało miejsce w większych, przybrzeżnych miastach, ponieważ właśnie tam znajdują się największe skupiska ludności. Najważniejsze miasta dotknięte paniką leżą wzdłuż tej samej międzynarodowej drogi, która biegnie od Abidżanu na Wybrzeżu Kości Słoniowej do Jaunde w Kamerunie. Droga ta odegrała prawdopodobnie istotną rolę w pojawieniu się tego zjawiska; wszystkie miasta są obok niej usytuowane i kiedy tylko staje się nieprzejezdna, na zachód od Kamerunu i na wschód od Wybrzeża Kości Słoniowej, nie odnotowuje się żadnych przejawów paniki.

Ta droga wiodąca przez wybrzeże jest linią życia dla całego obszaru Afryki Zachodniej. Przejeżdża tędy wielka liczba ciężarówek i tu właśnie może tkwić rozwiązanie zagadki rozprzestrzeniania się paniki dotyczącej porwań męskich członków. Nigeria, ze względu na swój rozległy obszar i złoża ropy naftowej, jest gospodarczym gigantem Afryki Zachodniej. Eksportuje wiele swoich bogactw naturalnych (oraz siłę roboczą) drogą biegnącą od miasta do miasta wzdłuż wybrzeża. Chociaż opowieściom o porwaniach intymnego narządu męskiego przypuszczalnie dawano także wiarę w innych krajach regionu, dopiero incydent z mężczyzną w autobusie w Enugu wywołał rozruchy i zwrócił na ten problem uwagę całego świata. Kolejny dowód świadczący o nigeryjskim pochodzeniu omawianych incydentów wywodzi się z przekonania, że to nigeryjscy czarownicy dokonywali porwań członków, nie zaś "obcy", jak sądzono wówczas, gdy w Nigerii po raz pierwszy wybuchła panika.

Jeżeli panika dotycząca porywania penisów rzeczywiście rozprzestrzeniała się w Afryce Zachodniej w taki właśnie sposób, potwierdza to jedynie, że została utrwalona ustnym przekazem. Sugeruje ponadto, iż do przekształcenia się powszechnego wierzenia w panikę na szeroką skalę wystarczy pojedynczy incydent. Na obszarze wybrzeża Afryki Zachodniej znajdują się setki miasteczek, gdzie wiara w czarowników dokonujących kradzieży członków jest silnie zakorzeniona, ale bez incydentu jednoczącego całą społeczność przeciwko temu zjawisku, wierzenie to pozostałoby jedynie tematem miejscowych dyskusji.

To samo dotyczy zjawiska paniki wywołanego rytuałami satanistycznymi w Ameryce, gdzie wystarczy pojedyncze oskarżenie wysunięte pod czyimś adresem, by rozpalić lokalne wierzenia w satanizm, a wtedy dochodzi do aktów linczu.

Koro - azjatycka panika porywania członków

Epizody wywołane porwaniami męskich członków w Afryce mogą nam przybliżyć ideę, w jaki sposób powstaje zjawisko paniki. Nie wiemy natomiast, co właściwie się wydarza i sprawia, że ludzie wierzą w kradzież członków, a niekiedy także piersi, brodawek sutkowych, łechtaczek i warg sromowych. Ostatnie afrykańskie przypadki nie zostały dokładnie zbadane, a informacje o nich są trudno dostępne. Zjawisko porywania członków pojawiło się jednak w innej części świata. Poddano je nie tylko dość szczegółowym badaniom, ale informacje dotyczące tego zjawiska zamieszczono również w podręcznikach. Określone zostało mianem przypadków psychiatrycznych.

W październiku 1967 roku w Singapurze niespodziewanie wybuchła masowa panika na tle porwań prącia. W ciągu kilku dni 446 mężczyzn i 23 kobiety przyjęto do szpitala; 97 osób trafiło tam tylko jednego dnia. Pacjenci uważali, że ich członki, a w przypadku kobiet piersi i wargi sromowe, cofnęły się w głąb ciała, w rezultacie czego mogli umrzeć. Dopiero po kilku dniach rząd zdołał uspokoić społeczeństwo i sprawić, że do szpitali przestali się zgłaszać pacjenci. Ponieważ panika rozprzestrzeniała się szeroko i zjawisko wydawało się zupełnie niezwykłe, podjęto w tej sprawie szczegółowe dochodzenie.

Okazało się, że jej geneza tkwi w miejscowych niepokojach dotyczących wykorzystywania kobiecych hormonów (dokładnie estrogenu) w hodowli kurczaków. Uważano, że mężczyznom, którzy jedli dużo drobiu, rosną piersi. Wkrótce potem gazety doniosły, że wielu mężczyzn doświadczyło cofnięcia się prącia w głąb ciała po zjedzeniu mięsa z zaszczepionych przeciwko róży świń. Jak mówiono, sporo świń zdechło z powodu cofnięcia się ich narządów rodnych w głąb ciała. Zasłyszane na ten temat informacje doprowadziły do wybuchu paniki. Krążyły opowieści o matkach ciągnących wargi sromowe swoich córek, aby nie zostały wchłonięte do wnętrza ciała, a także o mężczyznach przywiązujących swoje genitalia do drzew bądź przyczepiających do nich ciężarki. Wielu pokrzywdzonych zgłaszało się do szpitali z przyjaciółmi lub krewnymi, którzy mocno trzymali w rękach członki pacjentów.

Dokonana później analiza wykazała, że 97,5 procent osób dotkniętych tą przypadłością było z pochodzenia Chińczykami, a nie rdzennymi Singapurczykami. Autorzy raportu doszli do wniosku, że wiara w cofanie się prącia mogła zostać importowana z Chin. Późniejsze badania potwierdziły tę opinię.

W Chinach podobny stan określa się jako shook yang (lub suk yeong czy też sou yang), ale w zachodniej terminologii medycznej zarówno wiara w cofanie się prącia w głąb ciała, jak i towarzysząca temu niekiedy panika określane są malajskim wyrazem "koro". Zgodnie z obowiązującą konwencją będziemy się posługiwać tym ostatnim określeniem. Uważa się, że termin "koro" wywodzi się od malajskiego słowa "żółw". Dopatrzono się bowiem podobieństwa pomiędzy sposobem, w jaki żółw chowa głowę w skorupę, i cofaniem się prącia w głąb brzucha.

Szczególnie w Chinach wiara w koro wydaje się od dawna zakorzeniona, a wzmianki o tym zjawisku znajdują się w licznych starych tekstach. Na przykład w swej pracy o lekarstwach pochodzącej z 1834 roku chiński lekarz Pao Sian-ow napisał: "...podczas stosunku płciowego mężczyznę może nagle złapać ostry ból brzucha. Kończyny stają się zimne, a cera śniada, następuje cofnięcie się prącia do brzucha. Jeżeli natychmiast nie podejmie się skutecznego leczenia, ofiara umrze. Choroba powstaje w wyniku dostania się do organizmu zimnej pary, a leczenie polega na aplikowaniu pacjentowi podgrzanych do wysokiej temperatury medykamentów".

Pao Sian-ow zaleca jako lekarstwo popiół ze spalonej damskiej bielizny, który należy wcierać w dotkniętą przypadłością część ciała. Współczesna ofiara koro natomiast próbuje przywiązywać przedmioty do swego prącia, aby ochronić go przed cofnięciem się w głąb ciała. Podczas paniki, jaka miała miejsce w Singapurze w 1967 roku, powszechnie posługiwano się lie teng hok, małą klamerką stosowaną w wyrobach z biżuterii, ale wykorzystywano również chińskie pałeczki do jedzenia, sznurki lub bardziej konwencjonalne zaciski. Według chińskich wierzeń, na co wskazują pisma Pao Sian-owa, koro wywołuje krytyczne obniżenie temperatury ciała, zwłaszcza przy wystawianiu go na działanie wiatru lub deszczu. Negatywnie może oddziaływać spożywanie "surowego lub zimnego pożywienia".

Pisarz Anthony Burgess wspomina ofiarę koro w swojej autobiografii Little Wilson and Big God (Mały Wilson i Wielki Bóg): "Może się to skończyć histerią i śmiercią. Zdarzyło mi się widzieć w Kuala Lumpur Chińczyka dotkniętego tą przypadłością. Mężczyzna ów ukradł najprzedniejszy jubilerski nóż i wbił go w [swój członek], krzycząc z bólu na zalanej słońcem ulicy".

W Chinach zdarzają się przeważnie pojedyncze przypadki koro, ale odnotowano również epidemie. Przynajmniej jedna z nich, w Guangdong, mogła współzawodniczyć z wydarzeniami w Singapurze. Poza Chinami stanowiącymi niewątpliwie centrum azjatyckiego koro, były też doniesienia o innych tego typu epidemiach, w Hongkongu, Malezji, Tajlandii i, co najbardziej zadziwiające, w Indiach. Wiadomo też o innych, pojedynczych przypadkach w wielu krajach, łącznie z Europą i Ameryką. Niemal wszystkie dotyczą Chińczyków; zdiagnozowano odosobnione przypadki wśród mieszkańców Zachodu, ale wszystkie zostały powiązane z depresją, schizofrenią, a nawet guzami mózgu.

Azjatyckie zjawisko wybuchów epidemii koro zbadali szczegółowo różni psychiatrzy. W rezultacie koro oficjalnie uznano za chorobę psychiczną mieszczącą się w ramach tak zwanego "kulturowo uwarunkowanego syndromu psychiatrycznego", co oznacza, że może się ono pojawić jedynie w tych rejonach świata, gdzie kultywowany jest mit istnienia takiego zjawiska. Dysponujemy również rozpoznaniem symptomów wskazujących na atak koro. Jego ofiary zadręcza ogromny strach, przeżywają złudzenie, iż ich genitalia kurczą się lub cofają w głąb ciała, mają trudności z oddechem, zamglone widzenie, niekiedy zaś cierpią na zapaści i odczuwają bóle w całym ciele. Przeprowadzone w 1967 roku w Singapurze badanie wykazało, że większość ludzi, którzy doświadczyli ataku koro, cierpi na paranoidalne psychozy, depresje oraz uczucie niepokoju na tle seksualnym. Wyniki badania oraz fakt, że nigdy nie zdołano zaobserwować, by członek zniknął w ciele dotkniętego koro, sugeruje, iż jest to złudzenie psychiczne, a nie autentyczne zjawisko.

W wypadku paniki, która miała miejsce w Singapurze, wyleczono 74 procent przypadków dzięki zastosowaniu metod placebo (takich jak przyczepianie klamerek lub pocieranie ciała popiołem), co ponownie wskazuje na psychiczną istotę problemu. W czasie innych epidemii na kontynencie azjatyckim zastosowano podobne metody placebo. Warto przypomnieć zwłaszcza epidemię koro w Hongkongu w 1993 roku, kiedy dr Cheng Sheung-taka na konferencji medycznej udzielił następującej porady: "Jestem człowiekiem reprezentującym naukę i mówię wam, że koro wywołuje psotny duch lisa wykradający życiową energię pacjenta. Ten przypadek może zostać uleczony wyłącznie dzięki maści doktora Chenga, sporządzonej z rogów jeleni, ogonów daniela, a także członków danieli i fok [...] polecenie zastosowania maści każdej rodzinie w Chinach jest waszym obowiązkiem".

Diagnoza dotycząca niepokoju na tle seksualnym dobrze pasuje do chińskiej tradycji kulturalnej odnoszącej się do energii seksualnej, która - jak się powszechnie sądzi - powinna zostać zabezpieczona, kiedy jest to tylko możliwe. Uznaje się, że szczególnie produkowanie przez ciało spermy wymaga wielkich ilości energii fizycznej i duchowej, toteż tracenie jej w wyniku lekkomyślnego seksu, masturbacji oraz polucji uważane jest za poważne zagrożenie dla zdrowia jednostki (istnieją tu pewne analogie z niektórymi tradycjami związanymi z demonami seksualnymi, opisane w rozdziałach 2 i 3). Stwierdzono, że:

U wrażliwej jednostki pogłoski dotyczące koro, wraz z istniejącymi uprzednio lękami seksualnymi i subiektywnymi odczuciami w genitaliach, związane z takimi zjawiskami jak stosunek płciowy, oddawanie moczu i stolca lub uraz, prowadzą do powstania błędnego koła. Jednostka ulega złudzeniu, że kurczą się jej genitalia, czuje strach, irracjonalne lęki, co sprawia, że wpada w coraz większą panikę i podejmuje próby, aby zapobiec zniknięciu członka.

A zatem, aby pojawiło się zjawisko koro, potrzebne jest zakorzenione w kulturze wierzenie w możliwość, że członek może zniknąć z powierzchni ciała, z czym łączy się jednocześnie poczucie seksualnej niedoskonałości jednostki. Prawdziwa panika, na skalę epizodów porwania członków w Nigerii lub Singapurze, potrzebuje dodatkowego czynnika, jakim są szeroko rozpowszechniane pogłoski, którym daje się wiarę. W Singapurze rolę tę spełniła zakażona wieprzowina, w Nigerii obecność czarowników, w Hongkongu zaś wiara w "psotnego ducha lisa".

Azjatycka panika na tle koro przyczyniła się również do utwierdzenia określonych konkluzji wywodzących się z epidemii paniki, jakie miały miejsce w Afryce Zachodniej, a szczególnie wyobrażenia, że tego typu panika może się rozprzestrzeniać w krótkim czasie. Koro jest chińskim wierzeniem kulturowym i wydaje się, że zostało przez Chińczyków żyjących na emigracji "wyeksportowane" do tak odległych krajów jak Indie, Malezja, Tajlandia i Singapur. Faktycznie, większość państw azjatyckich, w których zamieszkują duże grupy społeczności chińskiej, doświadczyła epidemii koro. Jedną z najbardziej charakterystycznych cech wszelkiego typu paniki, nie tylko dotyczącej porwań męskich członków, jest tendencja do rozprzestrzeniania się i, w wielu wypadkach, pozostawania w stanie uśpienia przez lata pomiędzy kolejnymi epizodami.

Powyższe stwierdzenia mogą pomóc w wyjaśnieniu kwestii, skąd wzięło się zjawisko paniki wywoływanej porwaniami penisów w Afryce Zachodniej. W latach 1983-1993 panika związana z kradzieżami członków, zwana inaczej koro, przeszła bardzo aktywną fazę, podczas której zaczęły się rozprzestrzeniać w coraz bardziej odległych rejonach od swego tradycyjnego, chińskiego epicentrum. W 1983 roku panika wybuchła w jednej z prowincji Indii, Bengalu; w 1989 i 1990 roku odnotowano ją w Malezji, Tajlandii, Hongkongu i Singapurze, jak również na terytorium Chin. Panika w Nigerii miała miejsce w 1990 roku, dokładnie w środkowej fazie azjatyckiej paniki koro. Nigeria była pierwszym krajem afrykańskim dotkniętym tym zjawiskiem; chociaż na jej obszarze nie ma skupisk chińskich imigrantów, jest to jednak państwo Afryki Zachodniej o najliczniejszych powiązaniach ze światem zewnętrznym, a w miejscowej kulturze zakorzeniona jest wiara w magię, którą bardzo łatwo przystosować do opowieści o znikających penisach.

Opowieści o kradzieżach członków w innych częściach świata trafiły w Nigerii na podatny grunt, a fakt, że początkowo pojawiły się w Lagos, największym mieście Afryki Zachodniej, które może się poszczycić najlepszymi połączeniami międzynarodowymi, sugeruje obcą genezę tej historii. Łatwość, z jaką panika zaczęła się rozprzestrzeniać wzdłuż wybrzeża Afryki Zachodniej, wydaje się wskazywać, że rejon ten pod względem kulturowym podatny jest na ideę porywania penisów.

Dokonywanie określonych porównań emocjonalnego natężenia paniki w Azji i w Afryce jest zadaniem bardzo trudnym ze względu na brak jakichkolwiek opublikowanych badań dotyczących tego zjawiska w Afryce. Sporadyczne relacje osób "poszkodowanych" wskazywałyby na ten sam przypadek psychiatryczny zwany koro. Na przykład ofiara w Kamerunie opisała, jak jej członek zniknął w brzuchu. Jest to jeden z rozpoznanych symptomów zdiagnozowanego psychiatrycznie koro, ale bez dokładniejszych danych trudno doszukać się wyraźnie sprecyzowanego związku. Jednak zbieżność pewnych szczegółów oraz czasu występowania upoważniają do postawienia hipotezy, iż afrykańska panika stanowi przedłużenie tego samego zjawiska występującego na kontynencie azjatyckim.

Nie omawialiśmy do tej pory paniki wywołanej porywaniem męskich członków w Europie czy Ameryce. Niekiedy pojawiały się nieliczne komentarze na ten temat sugerujące, że mieszkańcy Zachodu są mniej przesądni od Azjatów i Afrykanów, wobec czego nie dawali wiary podobnym opowieściom. Zachodnie społeczeństwa nie są pod względem kulturowym podatne na tego typu seksualne wierzenia magiczne. Chętniej ulegamy rozprzestrzeniającym się w naszym kręgu kulturowym seksualnym pogłoskom o rytualnych ceremoniach satanistycznych, znacznie lepiej bowiem przystają do chrześcijańskiej cywilizacji. Uwiarygodnieniem dla takich pogłosek jest nasilające się ostatnio zjawisko przemocy wobec dzieci. Jednakże to wszystko nie oznacza, że panika dotycząca kradzieży prącia nigdy nie pojawiła się na Zachodzie.

Były czasy, gdy zachodnia kultura wydawała się bardziej skłonna do dawania wiary wieściom o porwaniach męskiego narządu płciowego, kiedy zabobony przenikały codzienne życie, a wiara w zjawiska nadprzyrodzone była rzeczą normalną. Działo się tak w średniowieczu, gdy miały miejsce procesy czarownic omówione w rozdziale 6. Biorąc pod uwagę wiele innych twierdzeń pojawiających się podczas procesów czarownic, zwłaszcza na temat sukubów i inkubów oraz wydarzeń w czasie sabatu, nie byłoby rzeczą dziwną, gdybyśmy znaleźli dowody na porywanie penisów.

Opowieści dotyczące kradzieży członków ujawnione podczas procesów czarownic są jednak bardzo nieliczne. Z całą pewnością wydarzeń z tym związanych nie można określić mianem paniki. Wiara w podobne zjawisko była z pewnością silna, o czym świadczą dwa fragmenty swoistej biblii zwolenników polowań na czarownice, głośnej książki Malleus Maleficarum. Oto tytuł rozdziału: "W jaki sposób czarownice pozbawiają mężczyznę członka". Autorzy wypowiadają następującą myśl: "Nie ulega wątpliwości, że niektóre czarownice mogą zrobić zdumiewające rzeczy z męskimi organami. Wiele osób widziało to na własne oczy bądź o tym słyszało".

Autorzy Malleus woleli myśleć, że czarownice nie kradły członka, ale hipnotyzowały ofiarę. Sądziła ona wówczas, iż jej członek zniknął, co zgadzałoby się z poglądami psychiatrów na temat koro. Mimo długich fragmentów poświęconych tej kwestii w biblii zwolenników polowań na czarownice można znaleźć niewiele incydentów kradzieży członków w protokołach z procesów czarownic. Zjawisko to praktycznie nie istnieje w literaturze. A zatem, podobnie jak w przypadkach afrykańskich, trudno stwierdzić, czy kradzieże członków w średniowieczu stanowiły odzwierciedlenie psychiatrycznej diagnozy koro, czy po prostu mitu bazującego na powszechnym lęku przed niepłodnością.

Jeden z dawnych przypadków, jakim dysponujemy, przypomina współczesny i rzadki przykład z Ugandy. Być może, w obu sytuacjach doszedł do głosu ten sam psychologiczny mechanizm myślenia. W XV wieku chłopiec z niemieckiego miasta Ratison miał romans z dziewczyną, która okazała się czarownicą. Kiedy usiłował zakończyć przygodę miłosną, stwierdził, że "stracił prącie, mógł teraz zobaczyć i dotknąć na jego miejscu jedynie gładkie ciało". Za radą innej kobiety pochwycił czarownicę w zasadzkę i zaczął ją dusić, aż "dotknęła go w miejscu między udami [i] jego członek znalazł się ponownie tam, gdzie był". Opowieść z Ugandy dotyczy zdarzenia, jakie miało miejsce 29 kwietnia 1994 roku. Niejaki Dembere z plemienia Iki-Iki wyprowadził z równowagi czarownika. Nagle stwierdził, że został pozbawiony genitaliów. Za radą przyjaciół podążył w ślad za swoim prześladowcą do pobliskiego miasta, gdzie po wymianie uścisku dłoni z czarownikiem stwierdził, że jego członek i jądra znalazły się ponownie na swoim miejscu.

Najdziwniejszą historię o porwaniu członka pochodzącą z epoki średniowiecza można znaleźć w sceptycznym komentarzu Reginalda Scotta The Discoverie of Witchcraft (Rewelacje dotyczące czarów). Opisuje on historię mężczyzny, który, uprawiając seks pozamałżeński, stracił członek. Strapiony złożył wizytę miejscowej czarownicy. Wiedźma powiedziała mu, że umieściła na drzewie duży kosz pełen męskich członków, zabranych grzesznikom przez będące na jej usługach diabełki. Czarownica "kazała mu wspiąć się na drzewo i wziąć go [swój członek] z powrotem. Mężczyzna wszedł na czubek drzewa i wyjął [z kosza] olbrzymi członek, pytając czarownicę, czy nie mógłby mieć takiego samego. Nie, odparła, to członek księdza naszej parafii, ale weź sobie każdy inny, jaki tylko zechcesz". Reginald Scott był znany z tego, że nie wierzył w zjawiska nadprzyrodzone, toteż można podejrzewać, że opisując tę historię posłużył się żartem.

Pod koniec naszych dociekań dotyczących porwań penisów staraliśmy się ukazać mechanizmy wywoływania paniki i jej rozprzestrzeniania. Wiele informacji na ten temat daje się również zastosować w przypadku innych głośnych epidemii paniki. Opowieści o porwaniach członków są szczególnie fascynujące ze względu na swoją historię i szeroki rozrzut geograficzny, a także, rzecz jasna, ze względu na ich kontekst seksualny i magiczny.

Masowa histeria

Rozdział ten traktował do tej pory o społecznej panice, stanowiącej ciekawe zjawisko, które może trwać pod wieloma postaciami przez całe lata, a nawet dziesięciolecia. Występowanie społecznej paniki opisywane jest często w prasie w postaci epizodów "masowej histerii" w obrębie jednego państwa lub o zasięgu międzynarodowym. Faktycznie, wiele współczesnych zjawisk, takich jak powszechna żałoba po śmierci Diany, księżnej Walii, w 1997 roku, uważa się za produkty masowej histerii. Niemniej jednak ani panika społeczna, ani większość innych przypadków, które określa się terminem masowej histerii, nie mogą służyć za przykłady tego dosyć niezwykłego zjawiska psychologicznego.

Podobnie jak współczesne fałszywe tłumaczenie wyrazu "nocny koszmar" (p. rozdział 1), masowa histeria stała się określeniem, jakim posługujemy się do opisania każdego epizodu, w którym ludzie działają wspólnie. Histeria, a szczególnie masowa histeria, mają specyficzne znaczenie - posiadają też związek zarówno ze zjawiskami paranormalnymi, jak i seksualnością. Termin "histeria" ma podłoże seksualne, gdyż wywodzi się od greckiego określenia macicy (hystera). Według starożytnych wierzeń stan ten jest powodowany przemieszczaniem się macicy z jamy brzusznej do gardła, gdzie następuje jej blokada. Ponieważ mężczyźni nie mają macicy, przez wieki uważano, że tylko kobiety ulegają histerii. Kiedy na konferencji w 1886 roku Freud mówił o cierpieniu mężczyzn z powodu histerii, jeden z jej uczestników krzyknął: "Ależ mój drogi panie, jak może pan opowiadać takie nonsensy? Histeria oznacza macicę. W jaki więc sposób mężczyźni mogą być histeryczni?".

Histeria nie ma oczywiście nic wspólnego z macicą i doświadczają jej przedstawiciele obojga płci. Może przybierać szereg postaci, ale nas tutaj szczególnie interesuje histeria występująca jako zaburzenie, a nawet rozszczepienie osobowości.

Histeria jako zaburzenie osobowości

Ten rodzaj histerii spotyka się najczęściej i stanowi swego rodzaju przeciążenie systemu emocjonalnego. Rozkrzyczane hordy nastolatek jeżdżące w ślad za Beatlesami w latach sześćdziesiątych są przykładem tego typu zjawiska. Ich krzyk, płacz i bezwiedne ruchy rąk można zaliczyć do objawów histerii, kiedy określona jednostka nie panuje już nad swoimi zmysłami. Zdarza się to zwykle w okresach podwyższonych emocji, stąd też histeria jest kojarzona z momentami najwyższego szczęścia (jak wówczas, gdy kobiety widziały Beatlesów), smutku, strachu, napięcia itd. W ekstremalnych przypadkach ofiara może upaść na ziemię i konwulsyjnie się wić albo robić wrażenie opętanej, wykrzykując różnymi głosami nie powiązane ze sobą słowa.

Symptomy te często obserwuje się podczas chrześcijańskich spotkań ewangelicznych, kiedy przywódca Kościoła podgrzewa atmosferę w zgromadzonym tłumie wiernych do tego stopnia, że wszyscy padają na ziemię, plotąc trzy po trzy (zjawisko określane przez psychologów terminem glossolalia). Współczesna postać histerycznej paniki, znanej pod nazwą Błogosławieństwo Toronto, przelała się przez kościoły świata w początkach lat dziewięćdziesiątych, kiedy ludzie padali i wili się na ziemi podczas nabożeństwa. Większość z nas widywała od czasu do czasu osoby ogarnięte histerią. Niewielu ludzi było jednak świadkami znacznie rzadszego przykładu histerii masowej.

Masowa histeria jest mało zrozumiałym procesem psychologicznym, w swojej najbardziej podstawowej formie występuje wówczas, gdy tłum ludzi jednocześnie, choć niespodziewanie, doświadcza symptomów histerycznych. Masowa histeria dotyka zwykle ograniczoną i lokalną grupę osób przez krótki czas. Tłumy dziewcząt, które krzyczały na widok Beatlesów, stanowiły niewytłumaczalny przykład masowej histerii. Histeria tego typu była spowodowana pragnieniem dziewcząt zobaczenia Beatlesów. Kiedy jedna z nich zaczynała krzyczeć, reszta szła w jej ślady. Gdy tylko słynny zespół zniknął z pola widzenia, histeria dobiegała kresu.

Trudniejszy do wytłumaczenia jest przypadek, który zdarzył się w angielskiej wiosce Kirkby-in-Ashfield w 1980 roku. Wkrótce po lunchu dzieci zaczęły padać na ziemię, najwyraźniej zupełnie niezdolne chodzić. Występowały u nich charakterystyczne symptomy - drgawki rąk i nóg, bóle głowy, trudności z oddychaniem i rozmaite bóle. Pod koniec dnia niemal trzysta dzieci dostało zapaści i zostało przyjętych do szpitala. Z medycznego punktu widzenia nic złego się z nimi nie działo. Po kilku godzinach wszystkich pacjentów odesłano do domów. O innych tego rodzaju zdarzeniach nadeszły wieści z różnych stron świata. Na przykład w Kairze w 1993 roku przeszło 1300 dziewcząt w wieku szkolnym doświadczyło podobnych symptomów jak te, którymi zostały dotknięte dzieci w wiosce Kirkby-in-Ashfield. Ze względu na brak jakichkolwiek dowodów medycznych świadczących o chorobie lub zatruciu, epizody tego typu uznaje się za przykłady masowej histerii, chociaż ich przyczyny pozostają osnute mgiełką tajemnicy. Łatwo sobie wyobrazić, że podobne epizody masowej histerii mogły w przeszłości być uznawane za działalność sił nadprzyrodzonych. Faktycznie, przed powstaniem psychologii pod koniec XIX wieku, opisywane stany były zazwyczaj postrzegane jako przykłady opętania przez demony lub anioły i do dziś są tak niekiedy traktowane. W szeregu epizodów masowej histerii istniał element seksualny. Szczególnie głośne są dwa tego typu fakty.

Jeden z nich znany jest dzięki powieści Diabły z Loudun, której autorem był Aldous Huxley. Przypadek ten został również uwieczniony w kontrowersyjnym filmie Kena Russella The Devils (Diabły). Opisane wydarzenia dotyczą postaci ojca Urbaina Grandiera. W latach trzydziestych XVII wieku pełnił on funkcję katolickiego kanonika we francuskim mieście Loudun. Zgodnie z powszechną opinią Grandier był przystojny i inteligentny, cieszył się popularnością w okolicy. Podejrzewano go jednak o pozbawienie dziewictwa kilku miejscowych dziewcząt. Zachowywał się także szczególnie zuchwale w stosunku do władz kościelnych, co przysporzyło mu licznych wrogów w wyższych kręgach francuskiego duchowieństwa. Wiele osób czekało na odpowiednią okazję, aby go usunąć. Moment ten nadszedł w 1633 roku. Wtedy właśnie w klasztorze urszulanek położonym w obrębie murów Loudun nastąpił wybuch masowej histerii.

Pięć zakonnic zaczęło nagle okazywać symptomy, stanowiące w oczach Kościoła dowód opętania przez diabła. Mniszki wiły się po ziemi, wykrzykując bluźnierstwa i zadając sobie rany. Zrzucały habity i podniecały się seksualnie. Wkrótce każda zakonnica tego klasztoru zachowywała się tak samo, odprawianie egzorcyzmów pogarszało tylko sytuację. Matka przełożona klasztoru, Jeanne de Belfield, karlica, prawdopodobnie doprowadzała inne zakonnice do histerii. Opisywana jest jako osoba mająca obsesję na punkcie Grandiera. Zarzucała kanonikowi, że sam jest diabłem i przywołuje demony do zakonnic. Wraz z dwunastoma innymi zakonnicami oskarżyła Grandiera o molestowanie seksualne. Jakoby nawiedzał je nie tylko w ludzkiej postaci. Kościół tylko czekał na taką okazję i Grandier został aresztowany pod zarzutem uprawiania czarów i dopuszczania się seksualnego molestowania zakonnic.

Matka przełożona opisała wiele punktów na ciele Grandiera, gdzie można było znaleźć "ślady czarownic". Twierdzono, że są to miejsca, w których nie odczuwa się bólu. Kiedy jednak inkwizytorzy wbijali długą igłę w dotknięte czarami części ciała Grandiera, łącznie z jądrami, doszli do wniosku, że z pewnością odczuwa on ból. Jego odmowa przyznania się do diabolicznych przestępstw doprowadziła do zastosowania znacznie bardziej okrutnych kar, łącznie z kołem tortur, za pomocą którego stopniowo miażdżono mu nogi. Nadal jednak nie przyznawał się do winy. W sierpniu 1634 roku został przywiązany do krzesła i spalony. Zaczęły wówczas krążyć pogłoski, że w chwili kiedy umarł, widziano ogromnego trutnia bzyczącego mu nad głową. Jak wiadomo, dosłowne tłumaczenie słowa Belzebub oznacza "władca much". Fakt ten wykorzystano skrzętnie w celu potwierdzenia, że Grandier był rzeczywiście uosobieniem diabła.

Po śmierci Grandiera stan krzyczących i wijących się po ziemi zakonnic znacznie się pogorszył. Nagie zakonnice wykonywały w klasztorze konwulsyjne ruchy i wykrzykiwały bluźnierstwa do zgromadzonych na zewnątrz tłumów. Polecono ojcu Jean-Josephowi Surinowi odprawianie egzorcyzmów, co zajęło mu wiele miesięcy.

Innym świadkiem działalności diabłów w Loudun był John Maitland. Do czasu przybycia do miasta, gorąco wierzył w czary i opętanie. Kiedy zobaczył wijące się po ziemi zakonnice, natychmiast zmienił zdanie, a później napisał: "Kiedy zobaczyłem w kaplicy wypędzanie diabła z trzech lub czterech [zakonnic] i nie słyszałem nic oprócz tego, że śpiewają po francusku sprośne piosenki, zacząłem podejrzewać oszustwo". Zakonnice z Loudun wykazywały wszystkie klasyczne symptomy masowej histerii. Kolejna opowieść jest równie uderzająca.

W 1727 roku w Paryżu rozprzestrzeniły się pogłoski o dziwnych i cudownych wydarzeniach, które miały miejsce na kościelnym dziedzińcu St Medard. Mówiono, że widziano tam wijące się po ziemi kobiety, znane jako les convulsionnaires. Mogły one dokonywać cudów uzdrawiania, były odporne na ból. Wszystko, co wiemy, pochodzi ze śledztwa podjętego przez sędziego Louisa-Basile'a Carre de Montgerona, który, chociaż początkowo sceptyczny, został następnie skazany na wygnanie za propagowanie swej wiary w les convulsionnaires. Zebrane przez niego świadectwa zawierają opisy dziedzińca kościoła St Medard pełnego kobiet wijących się w konwulsjach - podobnie jak w przypadku zakonnic z Loudun. Zjawisko nosiło klasyczne symptomy histerii. Prawdziwą atrakcję stanowiła jednak wyraźna niezdolność les convulsionnaires do reagowania na maltretowanie. De Montgeron zaświadczał, że kobiety te mogły mieć piersi złapane w zaciskający się wokół nich potrzask i nie doznawały przy tym najmniejszej krzywdy. Jadły kał i piły mocz bez żadnych ujemnych skutków. Twierdził też, iż można było każdej przebić brzuch zaciosanym kołkiem, uderzać je młotkiem po piersiach, brzuchu i częściach rodnych, a one wciąż najwyraźniej nie doświadczały żadnego uszczerbku. Ponieważ wokół kościoła gromadziły się coraz liczniej tłumy, francuski król został zmuszony do zamknięcia St Medard w 1732 roku.

Trudno pojąć zjawisko les convulsionnaires. Zapewne nigdy nie będzie w pełni zrozumiane. Jest to z pewnością przypadek masowej histerii - świadczą o tym takie symptomy jak konwulsje i krzyki kobiet - ale trudno uwierzyć we wszystko. Element seksualny w tych opowieściach jest raczej wynikiem sadystycznej, seksualnej fantazji. Często zresztą podobny sposób interpretacji znajdziemy w tekstach historycznych.

Zakonnice z Loudun i les convulsionnaires stanowią znakomitą ilustrację wielu innych wydarzeń zasługujących na miano masowej histerii. Jest znacznie bardziej prawdopodobne, że przykłady masowej histerii zdarzą się w grupach kobiet niż mężczyzn. Takie zachowania obserwuje się również w grupach mieszanych. Zjawisko histerii, jak zauważono, dotyka częściej młodsze kobiety. Jest również bardziej prawdopodobne, że masowa histeria może zdarzyć się w grupie osób związanej wspólnymi wierzeniami lub zainteresowaniami. To dlatego fenomen współczesnej masowej histerii tak często obserwujemy na koncertach i w kościołach, gdzie ludzie zbierają się z określonej przyczyny. W przypadku Loudun zjawisko to zogniskowało się w klasztorze, później zaś odkryto, że les convulsionnaires należały przeważnie do mniejszościowej (i prześladowanej) sekty chrześcijańskiej, znanej jako jansenizm. Kiedy grupy kobiet zaczynają wić się po podłodze i zdejmować z siebie garderobę, w opowieści nieuchronnie pojawi się element seksualny.

Histeria dysocjacyjna

Inną postacią histerii jest kontrowersyjne zjawisko mnogiej osobowości, niekiedy nazywane dysocjacyjnym zaburzeniem tożsamości lub histerią rozszczepionej osobowości. Rozszczepienie występuje wówczas, gdy pojawiają się odrębne procesy umysłowe funkcjonujące w ramach tego samego ludzkiego mózgu. Umysł nieświadomy jest osobowością rozszczepioną, która - jeżeli wierzyć Freudowi - funkcjonuje równocześnie z naszym świadomym umysłem, lecz na ukrytym poziomie. Inne przykłady rozszczepienia osobowości mają głębokie implikacje dla wielu obszarów zjawisk paranormalnych, szczególnie spirytyzmu. Może się wówczas wydawać, że w medium zamieszkuje wiele różnych osobowości.

Pacjenci o mnogiej osobowości mają, jak sama nazwa sugeruje, dwie lub więcej osobowości. Niektórzy twierdzą, że mają nawet kilkaset osobowości, męskich lub kobiecych, inni są całkowicie nieświadomi swej choroby. W myśl powszechnie panujących teorii powodem rozszczepienia osobowości jest traumatyczne doświadczenie. Cierpienie związane z przykrym wydarzeniem może pozostawać ukryte. Wiele współczesnych przypadków diagnozuje się i leczy za pomocą hipnozy w celu odkrycia pierwotnej, ukrytej pamięci, która wiąże się często z seksualnym molestowaniem w dzieciństwie.

Zjawisko występowania osobowości mnogiej zostało zaakceptowane przez amerykańską społeczność psychiatryczną jako autentyczne, lecz większość europejskich psychologów nie wierzy w jego istnienie. Dowód przeciwko niemu stanowi fakt, że kiedy zostało po raz pierwszy opisane w 1898 roku, pacjenci mieli dwie lub trzy osobowości. Obecnie zaś często się zdarza, że mają ich dziesiątki. Podobne zaburzenia diagnozowane są przeważnie jedynie przez tych psychiatrów, którzy w nie wierzą. Większość przypadków nadal można spotkać w Ameryce. Na łamach różnych pism psychiatrycznych wciąż toczy się dyskusja pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami występowania zjawiska osobowości mnogiej. Istnieją wyraźne podobieństwa między tym zaburzeniem a diagnozą osób, które zdołały przeżyć rytuały satanistyczne omówione w rozdziale 8.

Ponieważ przyczyną rozszczepienia osobowości najprawdopodobniej jest traumatyczne doświadczenie z dzieciństwa, powoduje to problemy w diagnozowaniu. Wyłaniają się też pytania dotyczące profesjonalistów stawiających tego typu diagnozy.

Często pacjent sam dochodzi do wniosku, że cierpi na rozszczepienie osobowości. Gdy już postawi sobie diagnozę, szuka pomocy u życzliwych psychiatrów, by utwierdzili go w rozpoznaniu. W konsekwencji psychiatrzy podzielający przekonanie o występowaniu tego typu zaburzenia nie muszą szukać pacjentów, których mieliby poddać badaniu i leczeniu, ponieważ tacy pacjenci znajdują ich sami.

Kiedy profesjonalista zetknie się z przypadkiem osobowości mnogiej, podejmie próbę przypomnienia pacjentowi szczegółów urazu. Przeważnie dokonuje się tego stosując hipnozę. Jest ona akceptowanym narzędziem diagnozy w tych przypadkach.

Najczęściej zdiagnozowaną przyczyną występowania osobowości mnogiej jest seksualne molestowanie w dzieciństwie. Z całą pewnością może się to stać przeżyciem traumatycznym i spowodować uraz na całe życie. Podobnie jednak jak ma to miejsce w przypadku osób, które przeżyły rytuały satanistyczne, większość odzyskanych wspomnień z dzieciństwa można przyrównać do podobnego wzoru. Rzadko istnieje jakiś dowód fizyczny na potwierdzenie tych wspomnień. Wielu pacjentów z rozszczepieniem osobowości twierdzi, że znęcali się nad nimi sataniści. Ze względu na to wykorzystanie hipnozy w przypadkach osobowości mnogiej wzbudzało w ostatnich latach liczne podejrzenia. Przypuszcza się, iż wiele przypadków może w rzeczywistości stanowić przykład syndromu fałszywej pamięci.

W rozdziale 8 omówiliśmy problem kreowania fałszywych wspomnień u pacjentów. Często zarówno pacjent, jak i psycholog lub psychiatra wierzą, że ukryte wspomnienia dotyczące stosowania przemocy wobec ofiar stanowią przyczynę problemu, toteż pytania zadawane pod hipnozą mogą łatwo przyczynić się do powstania opowieści o molestowaniu seksualnym, które faktycznie nigdy nie miało miejsca. To samo zjawisko istnieje w przypadkach uprowadzeń dokonanych przez kosmitów lub powrotu do dawnych traumatycznych przeżyć. Większość diagnoz jest nadal stawiana przez psychiatrów przy zastosowaniu hipnozy.

Odkrycie przykładów molestowania seksualnego w przypadkach osobowości mnogiej spowodowało ogromną liczbę urazów, ponieważ osoby obwinione spotykał społeczny ostracyzm, przemoc, a nawet procesy sądowe. Podobnie miało to miejsce w przypadkach znęcania się nad ofiarami podczas rytuałów satanistycznych. Dziwnym zrządzeniem losu przykłady osobowości mnogiej coraz częściej łączono z aktami przemocy w czasie obrzędów satanistycznych, a niektórzy psychiatrzy i pracownicy socjalni wierzą obecnie, że osoba z osobowością mnogą mogła też doświadczyć maltretowania przez satanistów.

Wykorzystanie hipnozy w celu przywracania pamięci wzbudzało w Stanach Zjednoczonych coraz powszechniejszą krytykę. Uświadomiono sobie obecnie, że wiele z "odzyskanych" wspomnień to nic innego jak przykłady syndromu fałszywej pamięci. Osoby, które niewątpliwie padły w dzieciństwie ofiarą molestowania seksualnego, "nie tłumią traumatycznych wspomnień [...] nie cierpią też na osobowość mnogą".

Zakrojone na szeroką skalę badania dotyczące setek przypadków osobowości mnogiej, które zdiagnozowano w ciągu stu dziesięciu ostatnich lat, doprowadziły do sformułowania następującego wniosku: "Nie stwierdzono żadnego przypadku, w którym zdołano by dowieść, że rozszczepienie osobowości pojawiło się w wyniku nieświadomego procesu bez żadnego wpływu czynników zewnętrznych [...] jest prawdopodobne, że osobowość mnoga nigdy nie występuje jako spontaniczny, trwały i naturalny przypadek u osób dorosłych". Innymi słowy, tego typu zaburzenie jest wymysłem środowiska psychiatrycznego.

Czy twierdzenie to jest zgodne z prawdą, nie nam rozsądzać. Odzyskane wspomnienia mogą być fałszywe, lecz niewątpliwie istnieją ludzie, którzy wykazują wszystkie oznaki posiadania dwóch lub trzech osobowości. A zatem niezależnie od tego, czy ich stan jest wytworem własnej wyobraźni, czy też został stwierdzony przez psychiatrę, niemniej jednak istnieje. W tym względzie można powiedzieć, że osobowość mnoga jako zaburzenie jest faktem. Z pewnością zostało uznane w sądownictwie, na co wskazuje następujący przypadek.

W 1990 roku Marka Petersona, 29-letniego mężczyznę z Wisconsin, oskarżono o dokonanie gwałtu na kelnerce o imieniu Sara. W sądzie okazało się, że Sara cierpi na rozszczepienie osobowości, znajduje się w niej osiemnaście odrębnych osobowości. Peterson umówił się z Sarą na randkę. Poszli do restauracji, a później uprawiali seks w samochodzie Petersona. Problem wyłonił się, kiedy Sara stwierdziła, że owej nocy osobowością, która zawładnęła jej ciałem, była "lubiąca rozrywki dwudziestolatka" Jennifer. Siedemnaście pozostałych osobowości potępiło Jennifer za uprawianie seksu z Petersonem. Sara wierzyła, iż Peterson wykorzystał jej chorobę, i oskarżyła go o gwałt. Rozprawa sądowa stała się farsą, kiedy każda z odrębnych osobowości Sary musiała zostać osobno zaprzysiężona w charakterze świadka. Niemniej jednak Petersona uznano za winnego i skazano na więzienie. W wyniku wniesionej apelacji wyrok został później zmieniony.

Opinię publiczną poruszyło wykorzystywanie przez przestępców zjawiska osobowości mnogiej jako usprawiedliwienia, które miało tłumaczyć ich zbrodnie. Mark Bianchi, zwany "Dusicielem ze stoku", zgwałcił i zamordował dziesięć kobiet w Los Angeles, zanim został złapany. Kiedy poddano go badaniom psychiatrycznym, zdołał przekonać znanego specjalistę, że cierpi na rozszczepienie osobowości. Twierdził, że to inna osobowość, a mianowicie mężczyzna o imieniu Steve, popełniła morderstwa, podczas gdy osobowość, którą posługiwał się na co dzień, nic o tym nie wiedziała. Inni psychiatrzy nie zgodzili się z tą tezą. W jakiś czas potem wyszło na jaw, że Bianchi nie tylko symulował chorobę, ale też przez całe lata interesował się psychologią, skąd zaczerpnął pomysł obrony.

Podobna linia obrony została zastosowana w 1997 roku przez adwokatów członków sekty "kultu wampira" na Florydzie, oskarżonych o brutalne zamordowanie pewnego małżeństwa. Wszyscy obwinieni twierdzili, że cierpią na rozszczepienie osobowości; jak podkreślali, ich przypadek był bardzo podobny do ukazanego w telewizyjnej sztuce Sybil, której emisja zapoczątkowała zainteresowanie tym zaburzeniem.

Zjawisko osobowości mnogiej, a szczególnie jego związek z molestowaniem seksualnym, spowodowało niemal tyle problemów co panika wywołana pogłoskami o satanistach. O osobowości mnogiej nie słyszano właściwie poza Stanami Zjednoczonymi. Także występowanie innych przypadków psychiatrycznych wyraźnie wskazuje, że Ameryka stanowi najbardziej podatny grunt do pojawienia się każdego rodzaju zaburzenia psychicznego.

W ostatnim podręczniku zaburzeń psychicznych wydanym przez Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne za zaburzenia psychiczne uznaje się niezdarność, częste picie kawy, niewyrobione pismo, korzystanie z gier wideo, zmęczenie po podróży samolotem spowodowane różnicą czasu oraz snobizm. Takie definicje podręcznikowe podlegają zmianom w miarę upływu czasu. Psychiatrzy mogą wprowadzać korekty w kwestii co jest, a co nie jest zaburzeniem psychicznym. W napisanej w latach pięćdziesiątych wersji podręcznika znajduje się stwierdzenie, że homoseksualizm jest zaburzeniem psychicznym. We współczesnej wersji sformułowanie to zostało zmienione. Mówi ono, że ci, którzy uważają homoseksualizm za zaburzenie psychiczne, są w błędzie. Być może, jak proponował magazyn "Harper", "życie ludzkie jest formą choroby psychicznej".

 

ROZDZIAŁ 11

Kochliwi przybysze z kosmosu

Wiele dotychczas omawianych zjawisk sięga korzeniami głęboko w naszą historię, ale doniesienia o seksualnych związkach ludzi z istotami zamieszkującymi inne planety są z pewnością charakterystyczne dla końca XX wieku. Wiara w istnienie form życia pozaziemskiego rodziła się na tle ważnych osiągnięć astronomii w XVII wieku. Przekonanie, że stworzenia z innych planet mogłyby odwiedzać Ziemię i nawiązywać kontakty z rodzajem ludzkim, liczy nieco więcej niż sto lat. Niezwykłe opowieści o seksualnie aktywnych istotach pozaziemskich pojawiły się znacznie później i są nierozerwalnie związane z rozprzestrzeniającymi się po wojnie pogłoskami o istnieniu UFO (niezidentyfikowanych obiektów latających).

Obserwacje UFO i ich pasażerów stanowią jedną z najsilniejszych i najbardziej trwałych fascynacji w ramach zjawisk paranormalnych, w których element seksualny zyskiwał z biegiem lat coraz większą wagę i przybierał wciąż dziwniejsze formy. Można obecnie wyodrębnić dwie główne tendencje. We wczesnym okresie ufologii przybysze z innych planet szukali po prostu doraźnego seksu dla przyjemności lub celów prokreacyjnych, ale ostatnio pojawił się znacznie groźniejszy aspekt ich zainteresowań seksualnych dotyczących ludzi. W rozdziale tym przyjrzymy się bardziej wnikliwie intencjom przybyszów z kosmosu, ale w celu zrozumienia zarówno tego aspektu, jak i bardziej złowrogich treści rozdziału 12, powinniśmy pogłębić swoją wiedzę o zjawisku UFO, z którego wyłoniły się obie te tendencje.

Zjawisko UFO

Większość podręczników datuje początek zjawiska UFO na dwudziesty czwarty czerwca 1947 roku. Tego dnia pilot samolotu Kenneth Arnold zobaczył dziewięć przedmiotów w kształcie półksiężyca przelatujących z dużą prędkością między szczytami gór w stanie Waszyngton w Stanach Zjednoczonych. Reporter przeprowadzający wkrótce potem wywiad z Arnoldem ukuł określenie "latający spodek" w celu opisania dziwnych obiektów. Zdarzenie to zyskało szeroki rozgłos na świecie. Niebawem setki osób przedstawiły własne opowieści o latających spodkach. Chociaż Arnold doszedł do wniosku, że zaobserwowany obiekt mógł być swego rodzaju "tajnym samolotem wojskowym", jednak prasa oraz społeczeństwo przyjęły inną koncepcję. Uznano latające spodki za pojazdy pilotowane przez przybyszów z innego świata. W ten oto sposób rozpoczęło się szaleństwo na punkcie UFO. Wprawdzie rok 1947 stanowi z pewnością początek współczesnej ery UFO, ale obecna wiara w życie na innych planetach, a nawet w niezwykłe umiejętności istot pozaziemskich ma znacznie starszy rodowód.

Od powstania nowożytnej koncepcji Układu Słonecznego w XVI wieku istniało naturalne założenie, że inne planety układu są także zamieszkane. Zgodnie z religijnymi przekonaniami tego okresu pisano często, że wszystkie znane planety, od Merkurego do Saturna zasiedliła dobrze prosperująca ludność wyznania chrześcijańskiego, która, podobnie jak na Ziemi, została tam umieszczona przez Boga. Pogląd ten pozostawał niezmienny do XIX wieku, kiedy dzięki teleskopom mogliśmy zobaczyć, że wiele planet bardzo różni się od Ziemi. Wiara w życie na innych planetach, szczególnie na Marsie i Wenus, zdołała jednak przetrwać. Aż do początku XX wieku wielu astronomów wierzyło, że widoczną sieć kanałów na Marsie zbudowały ginące cywilizacje. "Kanały na Marsie" okazały się później iluzją optyczną. Poglądy o życiu w kosmosie uległy zmianie dopiero w latach sześćdziesiątych XX wieku, kiedy pierwsze międzyplanetarne sondy odwiedziły niektóre sąsiadujące z Ziemią planety. Stwierdzono wówczas, że są one zbyt gorące, zimne lub suche, aby mogło na nich istnieć życie. Mimo to nadal aktywnie działa ruch propagujący istnienie śladów starożytnych cywilizacji na powierzchni Marsa.

Wiara w życie pozaziemskie sięga swymi korzeniami co najmniej do XVI wieku. Jednak przekonanie, że kosmici są zdolni do konstruowania statków kosmicznych i składania wizyt na Ziemi, jest teorią o znacznie bardziej współczesnym rodowodzie. Pierwsze wzmianki o tym, że istoty pozaziemskie mogą nas odwiedzać, pojawiły się pod koniec XIX wieku w książkach fantastycznonaukowych. Znane są opisy stworzeń z innej planety przybywających na Ziemię, przeważnie z zamiarem uczynienia z ludzi niewolników lub zjedzenia ich. Jedną z najsłynniejszych książek tego gatunku była powieść H. G. Wellsa Wojna światów opisująca, jak sąsiedzi z Marsa dokonali na nas inwazji, posługując się trójnogimi statkami kosmicznymi i śmiercionośnymi promieniami. Wydaje się niekiedy znaczącym faktem, że pierwsze informacje o zaobserwowaniu pozaziemskiego statku kosmicznego pojawiły się zaledwie kilka lat po powstaniu gatunku literatury fantastycznonaukowej.

Zgodnie z doniesieniami w latach 1891-1898 na całym terytorium Stanów Zjednoczonych ukazały się serie dziwnych obiektów przypominających kształtem statek powietrzny. Zjawisko to stało się później znane pod nazwą "wielkiej amerykańskiej paniki dotyczącej statków powietrznych". Wszystkie te statki miały duże rozmiary, wolno się poruszały i często pilotowały je dziwne istoty. Przynajmniej o jednym mówiono, że się rozbił (w mieście Aurora w Teksasie); jego pasażerów pochowano na miejscowym cmentarzu. Chociaż statki powietrzne lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku w małym stopniu przypominają lśniący i szybko poruszający się statek kosmiczny widziany przez Arnolda, niemniej jednak stanowią pierwsze świadectwo dostrzeżenia przez ludzi międzyplanetarnych statków kosmicznych i, co ważniejsze, ich pasażerów. Od czasu "wielkiej amerykańskiej paniki dotyczącej statków kosmicznych" datuje się niemal nieprzerwana historia wizyt UFO oraz spotkań z istotami, które rzekomo je pilotują.

Wprawdzie możliwości zobaczenia UFO są same w sobie bardzo intrygujące, niemniej nas interesują opowieści ludzi, którzy nie tylko spotkali się z istotami pozaziemskimi, ale twierdzili także, iż miały z nimi kontakty seksualne. Są to "bliskie spotkania trzeciego stopnia" (termin ten został ukuty w 1972 roku przez ufologa J. Allena Hynka), czyli opowieści o UFO "mówiące o istotach żywych". W wielu wypadkach, jakie miały miejsce później, kosmici są nie tylko istotami żywymi, ale również groźnymi.

Seksualne spotkania z kosmitami można podzielić na dwie kategorie. Jedne kontynuują tradycję bezpośredniego spotkania z obcym, kiedy UFO ląduje, a jego pasażer nawiązuje przyjazny kontakt z człowiekiem. Seksualne spotkania tego rodzaju są często przedstawiane w charakterze przyjemnych doświadczeń, miłych zarówno dla obcego, jak i człowieka. Przypadki tego typu miały przeważnie miejsce w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych naszego stulecia. W "bliskich spotkaniach" drugiej kategorii człowiek zostaje porwany wbrew swojej woli. Następnie, na pokładzie statku kosmicznego, kosmici poddają go badaniu seksualnemu, po czym odstawiają do miejsca zamieszkania. Wspomnienia z tego typu spotkań są często odzyskiwane jedynie pod hipnozą. Tworzą one rdzeń współczesnego ruchu "porwań przez obcych" i wzmianki o nich znajduje się jedynie w literaturze powstającej od 1985 roku. Obecnie zajmiemy się wcześniejszymi i bardziej duchowymi spotkaniami.

Miłość duchowa i głębokie porozumienie

W ciągu pięciu lat od czasu, gdy Arnold zobaczył latający spodek, w Ameryce powstała zróżnicowana społeczność interesująca się UFO, zwłaszcza w bardziej liberalnych stanach zachodniego wybrzeża, m.in. w Kalifornii. W tym krótkim okresie kilka charyzmatycznych jednostek zdobyło sławę twierdząc, że istoty pozaziemskie wybrały je na swoich przedstawicieli na Ziemi. Tacy ludzie znani byli jako "łącznicy" i wielu z nich oczarowało swoich zwolenników relacjami ze spotkań z istotami pozaziemskimi. Snuli wspomnienia o tym, jak zostali zabrani na pokłady latających spodków, a także o odwiedzinach na innych planetach. Wokół niektórych "łączników" zrodził się swego rodzaju kult, szczególnie wokół George'a Adamskiego i George'a Kinga. Wielu z nich regularnie spotykało się ze swymi zwolennikami, aby przekazać im informacje, które otrzymali od istot pozaziemskich.

Jednym z takich "łączników" był dawny wojskowy Howard Menger. Później został malarzem i zamieszkał w New Jersey. W 1956 roku Menger ujawnił na forum publicznym swoją trwającą dwadzieścia cztery lata historię kontaktów z przybyszami z innych planet. Zaczęła się ona, kiedy "łącznik" spotkał w 1932 roku zmysłową kobietę z Wenus. Niestety, Menger był wówczas dzieckiem i nie rozumiał znaczenia tego kontaktu, chociaż pamiętał długowłosą Wenusjankę jako osobę, z której emanowała miłość. Mimo że liczył sobie dopiero dziesięć lat, czuł do niej pociąg fizyczny. Kobieta powiedziała mu, że kontaktuje się z osobami własnego gatunku.

Następny kontakt miał miejsce na Hawajach podczas drugiej wojny światowej. Menger spotkał inną szczupłą, ciemnowłosą kobietę z przestrzeni kosmicznej. Była ubrana w różowy, półprzezroczysty kombinezon narciarski. Menger tak później opowiadał: "Dziewczynę [...] cechował ten sam wyraz duchowej miłości i głębokiego zrozumienia. W jej obecności przepełniały mnie lęk i pokora, ale towarzyszyło temu uczucie silnego, fizycznego przyciągania, którego nie sposób stłumić, gdy człowiek znajdzie się w towarzystwie tych kobiet [...] Niemal mnie strofowała: «Och, Howardzie, to rzecz zupełnie naturalna. Sama to czuję. Te uczucia dosłownie przepływają między nami»".

Kobieta wyjaśniła, że ma pięćset lat, a jej rasa kształtowała ludzką cywilizację od czasów Azteków. Menger ponownie spotkał się z dziewczyną po wojnie. Powiedziała mu wówczas, że więcej jej nie zobaczy, ale pewnego dnia spotka jej siostrę, która jest Wenusjanką w ziemskim wcieleniu. Podczas tego spotkania Menger ofiarował kobiecie kilkanaście biustonoszy, ale odmówiła ich przyjęcia.

Wiele lat później, na wykładzie innego "łącznika", oczy Mengera spotkały się w tłumie z oczami pięknej i szczupłej kobiety. Menger natychmiast rozpoznał ją jako siostrę wenusjańskiej ufonautki, z którą spotkał się poprzednio. Kobieta miała na imię Connie Weber. Kiedy nawiązał z nią rozmowę, obydwoje zdali sobie sprawę, że w poprzednim życiu byli kochankami - on był przybyszem z Saturna, zwanym Sol Da Naro, a ona Wenusjanką.

Menger opuścił rodzinę i zamieszkał z Connie Weber. Podobno byli bardzo szczęśliwi. Connie Weber pod pseudonimem Marla Baxter opowiedziała później o ich romansie w książce My Saturnian Lover (Mój kochanek z Saturna). O ich pieszczotach miłosnych pisała: "[Menger] oddychał głęboko i czułam, że jego pierś gwałtownie się unosi. Wydawało się, że urósł o głowę. Zmienił się także owal jego twarzy. Wydawała się dłuższa i przybrała kształt trójkątny, a oczy miał teraz większe i głębiej osadzone. Nawet głos brzmiał inaczej - był bardziej tubalny... [Menger] stał się przybyszem z Saturna".

Podobną historię opowiedziała Elisabeth Klarer, która była "łączniczką" z Afryki Południowej. Urodzona w 1910 roku Klarer twierdziła, że po raz pierwszy widziała UFO w 1917 roku. Z "istotami z kosmosu" zetknęła się dopiero w grudniu 1954 roku, kiedy przebywała w Natalu. To właśnie tam w 1956 roku spotkała Akona, istotę z Metona, jednej z siedmiu zamieszkanych planet krążących wokół gwiazdy Proxima Centauri. Na rysunkach Akon jest przedstawiany jako uśmiechnięty mężczyzna o srebrnych włosach i nordyckich rysach twarzy. Ubrany był zawsze w kombinezony w rodzaju tych, które nosili w latach siedemdziesiątych bohaterowie telewizyjnego serialu Kosmos 1999. Faktycznie, gdyby Akon chciał zrobić karierę aktorską, pasowałby doskonale do obsady ówczesnego programu.

Klarer udała się z Akonem na planetę Meton, która została opisana jako pewna forma utopii. Nie istniały tu pieniądze, nie znano pojęcia polityki czy wojny, wszyscy mieszkańcy byli wegetarianami. Klarer mieszkała z Akonem na Metonie przez kilka lat, ale nie zdołała się zupełnie przystosować do odmiennej atmosfery i kiedy zapadła na zdrowiu, wróciła na Ziemię. Podczas pobytu na planecie Meton wyszła za mąż za Akona i urodziła mu nawet syna, którego, niestety, musiała tam zostawić. Po powrocie na Ziemię spisała swoje pozaziemskie doświadczenia i opublikowała w książce Beyond the Light Barrier (Poza granicą światła). Znajdziemy tam kilka obrazowych opisów uprawiania seksu z Akonem: "Poddałam się w ekstazie magii jego sztuki miłosnej, nasze ciała splotły się w magnetycznym związku, podczas gdy boska esencja naszych dusz stała się jednym [...] Zrozumiałam, na czym polega prawdziwa miłość, spółkując z mężczyzną z innej planety". Elisabeth Klarer zmarła w 1994 roku w skrajnej nędzy.

Opowieści Klarer nie traktowano poważnie, ponieważ zarówno jej treść, jak i sama autorka były, mówiąc najoględniej, nieco ekscentryczne. Ma ona jednak nadal swoich zwolenników, łącznie z afrykańskim szamanem, Credo Mutwą, który z szacunkiem wypowiedział się o tej sprawie:

Szczycimy się lady Klarer [sic!], znaną na całym świecie kobietą z Afryki Południowej, która nie tylko komunikowała się, ale także urodziła dziecko ojcu z innego świata. W opowieści pani Klarer nie ma nic dziwnego. Na przestrzeni wieków na kontynencie afrykańskim żyło wiele kobiet, które twierdziły, że zostały zapłodnione przez dziwne istoty z innych planet. Ona nie jest jedyna. W zeszłym roku modliłem się z Elisabeth Klarer do istot pozaziemskich w imieniu mieszkańców Afryki.

Opowieści Mengera i Klarer stanowią stosunkowo rzadkie przykłady długotrwałych kontaktów seksualnych pomiędzy istotami z różnych planet. W większości przypadków bliskie spotkania, podczas których dochodzi do zbliżeń seksualnych, są - podobnie jak obserwacje UFO - krótkimi incydentami. Najbardziej znany przypadek pochodzi z okolic miasta Sao Francisco de Sales w Brazylii.

Antonio Villasa Boasa, 23-letniego farmera, badacze zjawisk parapsychicznych znali przez lata tylko z inicjałów - AVB. Zgodnie z jego relacją osobliwe wydarzenia zaczęły się piątego października 1957 roku, kiedy on i jego brat byli świadkami pojawienia się UFO w postaci jasnego światła dochodzącego z ich sypialni. Czternastego października bracia ponownie zobaczyli jasne światło, gdy orali pola. Następnego wieczoru Villas Boas sam orał, kiedy UFO powróciło, lądując tym razem około piętnastu metrów od niego. Obiekt miał trzy nogi, zaokrąglony kształt z wyraźną obręczą i purpurowymi światłami. Villas Boas przestraszył się i próbował odjechać traktorem, ale nie mógł uruchomić silnika. Kiedy wyszedł z szoferki, złapały go cztery człekopodobne istoty, które - mimo stawiania silnego oporu z jego strony - uniosły go do UFO. Zauważył, że jego porywacze, którzy byli ubrani w ciasno przylegające kostiumy i dziwne metalowe hełmy, porozumiewali się między sobą dźwiękami przypominającymi szczekanie psa, natomiast każde jego słowo budziło w nich fascynację.

Kiedy Villas Boas znalazł się wewnątrz UFO, oprowadzono go po pokładzie, rozebrano i umyto w dziwnej oleistej substancji. W końcu pozostał sam w metalicznym, owalnym pokoju. Po pewnym czasie drzwi się otworzyły i ku całkowitemu zaskoczeniu Boasa, weszła naga kobieta. Zgodnie z relacją Villasa Boasa była to najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek widział. Nieco od niego niższa, miała długie, popielatoblond włosy i szczupłe ciało. Zdziwił go krwawoczerwony kolor jej włosów pod pachami i włosów łonowych. Zbliżyła się do Boasa i otarła o niego; było oczywiste, że prowokuje go seksualnie. Dwukrotnie uprawiali seks, ale podczas aktu miłosnego ani razu się nie pocałowali; kobieta ugryzła go w podbródek. Nic nie mówiła, tylko chrząkała, co - jak twierdził Villas Boas - niemal wszystko popsuło.

Zanim kobieta opuściła pokój, wskazała swój brzuch, a następnie niebo. Villas Boas pomyślał wówczas, że może zostać porwany na inną planetę. Zajmujący się tą sprawą badacz zjawisk parapsychicznych próbował odczytać tę scenę jako zabranie ich tylko co poczętego dziecka w przestrzeń kosmiczną. Villas Boas twierdził później, że obcy szukali "dobrego ogiera" w celu udoskonalenia swojej rasy. Porwany odbył przejażdżkę statkiem kosmicznym, po czym wysadzono go na należącym do niego polu cztery godziny po rozpoczęciu tej niezwykłej i ciężkiej próby.

Villas Boas przez pewien czas nie mówił nikomu o swoim doświadczeniu. Ujawnił je w cztery miesiące później, a osoby prowadzące śledztwo podchodziły do tej opowieści z wyjątkowo dużą ostrożnością. Relację opublikowano dopiero w 1965 roku. Jeden z badaczy omawianego przypadku doszedł później do następującego wniosku: "Jeżeli historia ta jest prawdziwa, prawdopodobnie gdzieś we wszechświecie znajduje się dziwne dziecko, które przygotowano, być może, do powrotu na Ziemię. Gdzie kończy się fantazja? A gdzie zaczyna się rzeczywistość?".

W 1976 roku w boliwijskim czasopiśmie została opublikowana opowieść bardzo podobna do tej historii. Pastuch Liberato Anibal Quinterno również ujrzał jasną, okrągłą konstrukcję, która wylądowała na jego polu. Przytoczone przez Quinterno fakty noszą wszelkie znamiona podobieństwa do historii Villasa Boasa, z wyjątkiem tego, że znalazł się on w pokoju z trzema nagimi kobietami ocierającymi się o jego ciało. Uprawiał z nimi seks i zauważył, co następuje: "Wydawały się absolutnie nienasycone, bardzo, bardzo ogniste". Podobnie jak istoty, z którymi zetknął się Villas Boas, szczekały jak pies. Po odbyciu stosunków płciowych Quinterno został uwolniony. Autentyczność tego wydarzenia nigdy nie została zweryfikowana i większość ufologów wykazuje wobec niego dużą dozę sceptycyzmu.

Inna, zadziwiająco podobna do opowieści Villasa Boasa historia przydarzyła się rolnikowi Meng Zhaoguo z Heilongjiang w Chinach. Siódmego czerwca 1994 roku duży biały obiekt wylądował w gospodarstwie rolnym Menga i sparaliżował go silnym, białym promieniem światła. Pracujący w pobliżu wieśniacy zanieśli poszkodowanego do szopy. Wówczas Meng zaczął krzyczeć, że widzi wysoką człekopodobną istotę stojącą pod drzewem. Uważając, że ich sąsiad zwariował, rolnicy załadowali go na furę, gdzie, zgodnie z relacją Menga, zaczęła go uwodzić kobieta będąca przybyszem z innej planety. Kilka tygodni później, siedemnastego lipca, Meng został zabrany ze swego łóżka i przetransportowany do UFO. Ponownie spotkał dziwną kobietę, która pokazała mu fotografie ze swej ojczystej planety, Jowisza. Podobnie jak miało to miejsce poprzednio, zmusiła go do stosunku płciowego. Lokalny badacz UFO wypowiedział się o tym wydarzeniu następująco: "Pan Meng oświadczył, że kiedy po raz pierwszy został zmuszony do uprawiania seksu, odczuwał ból. Za drugim razem czuł się znacznie lepiej, ponieważ się poddał. Miałem podobne uczucie do tego, które opisał pan Meng - dodał badacz - kiedy usunięto mi wyrostek i lekarze posłużyli się cewnikiem".

Istnieje szereg innych przykładów stosunku płciowego z przybyszami z innej planety. We wszystkich tych przypadkach mężczyźni odbywają stosunek z kobietami - istotami pozaziemskimi. Kobiety stamtąd są niezmiennie bardzo piękne. Większość mężczyzn, jak na przykład Villas Boas i Quinterno, opisuje formy gry wstępnej. Właściciel sklepu z Arizony John Williams przeżył pozaziemskie spotkanie seksualne w 1975 roku i opisał, że kobieta z innej planety "miała ze sobą przyrząd o rozmiarze ręcznej maszynki do masażu i dotykała nim każdej części mojego ciała".

Sądząc na podstawie opisów przedstawionych przez "łączników", kobiety z innych planet są bardzo dominujące w akcie seksualnym. Dlatego większość osób, łącznie z rzadkim przypadkiem kobiety, Elisabeth Klarer występującej w roli "łączniczki", napomyka, że istoty pozaziemskie posłużyły się nimi jako reproduktorami.

Niektórzy "łącznicy" nie mieli tyle szczęścia. Thruman Bethurum, uczeń wielkiego George'a Adamskiego, spotkał się z kobietą z planety Clarion o imieniu Aura Rhanes na kalifornijskiej pustyni w 1954 roku. Według jego opisu Aura była "niezwykle zgrabna i piękna". Mimo że bardzo pociągała Bethuruma, zignorowała go i potencjalny międzygwiezdny stosunek pozostał niespełniony.

Przedstawionych opisów seksu pozaziemskiego badacze UFO nigdy nie traktowali poważnie. Kulty "łączników", popularne w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zostały wyraźnie zdyskredytowane, gdy wiele ich twierdzeń okazało się zwykłą, nieprawdopodobną fikcją lub nawet oszustwem. Nie ma możliwości, by na Wenus albo na Saturnie mogło istnieć życie, a tym bardziej żeby na wymienionych planetach mogły przebywać istoty człekokształtne, jak opisywał Menger. Natomiast czas, jakiego potrzebowałaby pani Klarer, aby odbyć podróż do Proxima Centauri i z powrotem, jest o wiele dłuższy niż trwanie ludzkiego życia, chociaż istnieją teorie o dziurach w przestrzeni międzyplanetarnej, które pozwalają skrócić dystans.

W indywidualnych przypadkach opisy aktów seksualnych przedstawione przez Villasa Boasa, Quinterno, Menga oraz innych zostały poddane krytyce, gdyż zbyt wyraźnie kojarzyły się z męskimi fantazjami. Atrakcyjne kobiety, gra wstępna, dominacja i fakt, że wysłanniczki z innych planet opuszczają Ziemię i nie można ich zobaczyć po raz drugi, wszystko to wygląda jak doskonała przygoda na jedną noc. Z medycznego punktu widzenia jest wysoce nieprawdopodobne, aby ludzka sperma mogła zapłodnić istotę pozaziemską. Nawet zakładając, że kosmici mają taki sam system reprodukcyjny jak nasz, program DNA pozwala na zapłodnienie wyłącznie ludzkiej istoty. Nasz kod genetyczny różni się w wystarczającym stopniu, aby zapobiec zapłodnieniu jakiegokolwiek innego gatunku na Ziemi. Tym bardziej niemożliwe jest zapłodnienie formy życia, która rozwinęła się na innej planecie.

Te opowieści o seksualnych ekscesach postrzega się niekiedy jako komiczne interludium w skądinąd poważnych badaniach ufologicznych. Nie traktuje się ich serio; niewiele też osób próbowało kiedykolwiek znaleźć dla nich racjonalne wyjaśnienie. Nie można tego powiedzieć o omówionej w następnym rozdziale drugiej kategorii doświadczenia seksualnego, które jest znacznie bardziej rzeczywiste i przerażające.

 

ROZDZIAŁ 12

Kosmici skradli mi dziewictwo!

Pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku relacje z pierwszej ręki o złowieszczym i przerażającym nowym rodzaju bliskich spotkań trzeciego stopnia zaczęły napływać do stowarzyszeń badaczy UFO. Pochodziły od różnych ludzi, z których większość opisywała napawające grozą doświadczenia. Ludzie ci zwykle porywani byli w nocy z łóżek (a czasami z samochodów). Po pewnym czasie budzili się przywiązani do stołu umieszczonego w dziwnym pokoju. Otaczały ich małe istoty koloru szarego, o dużych czarnych oczach. Ofiara była następnie poddawana oględzinom medycznym, które koncentrowały się szczególnie na genitaliach i układzie rozrodczym. Towarzyszyło temu zazwyczaj pobranie próbek spermy i jajeczek. Większość osób przypomina sobie to doświadczenie jedynie po przejściu hipnozy. Niektórzy twierdzą, że uprowadzano ich kilka razy. Niekiedy kobiety zachodziły w ciążę, a w określonym czasie płód usuwano z ich łona. Opowieści te były tak zgodne w treści i powszechne, że zjawisko otrzymało własną nazwę w ramach szerszej sfery ufologii - porwania przez kosmitów.

Zjawisko uprowadzania przez obcych stało się bardzo częste. Według znawców problemu tylko w Stanach Zjednoczonych porywano każdego roku przeszło 3,7 milionów osób. Opowieści porwanych zaczęli traktować poważnie psychiatrzy i psychologowie, a temat wywoływał gorące dyskusje zarówno w obrębie stowarzyszeń badaczy UFO, jak i poza nimi.

Pierwsza znana sprawa porwania przez obcych zdarzyła się w 1961 roku, kiedy Betty i Barney Hill, wbrew swojej woli, zostali zabrani na pokład pojazdu UFO. Opisali następnie sposób, w jaki zbadali ich obcy. Pod hipnozą Betty Hill ujawniła, że obcy wyrazili życzenie, by położyła się na stole, po czym pobrali różne próbki z jej ciała, wkłuwając się również do pępka długą igłą. Barney opowiedział tę samą historię. Dodał, że do odbytnicy zapuszczono mu sondę, a na genitaliach umieszczono przyrząd do ssania. Para pamiętała wielką liczbę szczegółów dotyczących samego statku kosmicznego, łącznie z dokładną "mapą gwiazd". Na podstawie tych informacji ufolodzy stwierdzili, że obcy dotarli do nas z systemu Zeta Reticuli. Zostali opisani jako istoty niskiego wzrostu, o szarej skórze i dużych, szerokich głowach. Barneya Hilla szczególnie zaniepokoiły "wielkie czarne oczy obcych istot". Zauważył, że były "jakby nie związane z ciałem".

Porwanie małżeństwa Hillów zaczęło być wzorcem dla większości współczesnych przypadków porwań przez obcych. Ofiary zawsze uprowadzane są w nocy, później przechodzą serię badań medycznych, łącznie z pobraniem próbek z ich ciała, po czym wracają na ziemię z poczuciem zgubionego w tej podróży czasu. Wszystkie te czynniki kształtują podstawę współczesnych doświadczeń w zakresie porwań przez kosmitów i stanowią ich kluczowe elementy. Nawet opisy obcych jako niskich, szarych istot z dużymi czarnymi oczami korelują z typowym obrazem "szarego" przybysza z innej planety. Posługiwanie się hipnozą w celu odzyskania utraconych wspomnień dostosowane jest również do potrzeb współczesnej ufologii oraz psychiatrycznego leczenia porwanych osób.

Pojawiło się zadziwiająco mało relacji o uprowadzeniach w latach, które nastąpiły po publikacji doświadczeń Hillów z 1961 roku, a nadano jej ogromny rozgłos. Każdy ze znawców problemu starał się przedstawić własną opinię na ten temat. Inne, późniejsze przypadki uprowadzeń były przeważnie podobne do zrelacjonowanych doznań Villasa Boasa. Ofiara zostawała porwana na krótki czas na pokład UFO, niekiedy zbadana pod względem medycznym, a następnie wypuszczona. Przykłady tego typu porwań przez obcych, które opisują współczesne ofiary, miały pojawić się znacznie później. O następnym przypadku współczesnego porwania, który można było zweryfikować, doniesiono dopiero w 1968 roku.

Sprawa ta dotyczyła nastolatki, Shane Kurz, mieszkającej wówczas w Nowym Jorku. Drugiego maja wieczorem zobaczyła UFO, później zaś, tej samej nocy, zniknęła ze swej sypialni. Następnego ranka znaleziono ją śpiącą w swoim łóżku, ale z zabłoconymi stopami. W kilka dni później dziewczyna zauważyła czerwonawe ślady na brzuchu. Jej cykl menstruacyjny uległ zaburzeniu. Sześć lat później, nadal nękana przeżytym doświadczeniem, szukała pomocy u ufologa Hana Holzera. Poddana została hipnozie w nadziei znalezienia odpowiedzi na to, co naprawdę się jej przydarzyło pamiętnej nocy.

Pod hipnozą Kurz przypomniała sobie, że została wyciągnięta na pobliskie błotniste pole przez promień światła, a stamtąd przetransportowana do owalnego statku kosmicznego. Umieszczono ją w pomieszczeniu przypominającym "biały szpitalny pokój", gdzie znajdowało się wiele małych, pozbawionych nosów, człekopodobnych istot o "zniewalających oczach". Poproszono ją, aby rozebrała się i położyła na stole. Obecne tam istoty powiedziały jej, że jest "kimś szczególnym" i "przedstawicielką dobrej rasy".

Kurz opisała, że wprowadzono jej nitkę do pępka. W pewnym momencie pojawiła się przed nią człekopodobna istota w przepasce i spokojnie poinformowała, że chce mieć z nią dziecko. Shane gwałtownie zaprotestowała, jednak bez skutku. Przybysz posmarował jej ciało ciepłą galaretką, a następnie zaczął z nią spółkować. Według opisu Kurz genitalia miał takie jak Ziemianin. Dziewczyna stoczyła walkę z istotą w przepasce, a po stosunku odtransportowano ją na ziemię. Przez kilka kolejnych miesięcy śniła o wydarzeniach, które miały miejsce owej pamiętnej nocy. Nigdy nie pojawiła się żadna wzmianka o tym, czy zaszła w ciążę, czy nie.

Następny podobny wypadek wydarzył się w październiku 1973 roku w angielskim hrabstwie Somerset. Kobieta została porwana w nocy ze swego samochodu przez metaliczną istotę człekopodobna. Pamięta, że naga leżała przywiązana do stołu w zimnym pokoju, gdzie trzy istoty człekopodobne poddawały ją badaniom. Szczególnie były zainteresowane jej częściami rodnymi. W pewnym momencie umieściły na nich przyrząd do ssania. Obudziła się całkowicie ubrana przy swoim samochodzie.

W owym czasie tych dwu przypadków nie postrzegano jako elementów tej samej tendencji. Nie sądzono nawet, że zachodzą jakiekolwiek podobieństwa zarówno między nimi, jak i innymi przypadkami porwań. Dużo później rozpoznano w nich bardzo wczesne przykłady zjawiska zidentyfikowanego później jako klasyczne przykłady porwań przez kosmitów. Zjawisko to spopularyzowało opublikowanie w 1987 roku dwóch ważnych prac na ten temat. Były to książki Whitleya Striebera Communion (Wspólnota) oraz Budda Hopkinsa Intruders (Intruzi); obie utrzymywały się przez pewien czas na liście bestsellerów, sprawiając, że zjawisko uprowadzeń przez obcych przyciągnęło uwagę szerszych kręgów społecznych.

Pod koniec lat osiemdziesiątych nastąpił raptowny skok liczby porwań przez istoty pozaziemskie. Obszerny przegląd tego zjawiska potwierdzał, że w latach 1947-1985 doniesiono o trzystu przypadkach porwań. Podobny przegląd przeprowadzony w roku 1992 wykazał, że w okresie od 1985 do 1991 roku zakomunikowano o pięciuset nowych przypadkach; prawie dwa razy więcej niż w poprzednich czterdziestu latach (statystyki zob. w T. E. Bullar d, UFO Abductions: The Measure of Mystery, t. 1 i 2, Fund for UFO Research, 1987; zob. też: J. Clar k, UFO in the I980s, Apogee Books, 1990.). Na skutek tej wyraźnie wzrostowej tendencji na terenie Stanów Zjednoczonych powstał cały przemysł wykorzystujący tematykę porwań przez kosmitów. W Europie również nastąpił podobny wzrost odnotowanych przypadków, chociaż nie były one do tego stopnia rozpowszechnione.

Typowe porwanie

Wiadomo obecnie o setkach przypadków porwań przez obcych, które zostały zebrane przez psychiatrów lub badaczy UFO. Dzięki zebraniu obszernej dokumentacji można było rozpocząć poważniejsze studia nad tym zjawiskiem, a temat porwań zakorzenił się mocno na psychologicznej liście przedmiotów badań. Chociaż jest to nietypowe dla zjawisk paranormalnych, niektóre rezultaty badań wskazywały jednoznacznie, że porwania przez obcych rzeczywiście miały miejsce, chociaż, jak można się było spodziewać po społeczności naukowej, większość konkluzji była negatywna.

Generalnie rzecz biorąc, przykłady uprowadzeń przez obce istoty, jakie zdarzyły się przed rokiem 1987, były bardzo różnorodne, gdyż doświadczenia porwanych osób znacznie się od siebie różniły. Niektórzy ludzie zostali porwani przez roboty, inni przez owłosione potwory, jeszcze inni przez normalnie wyglądające, a nawet seksowne istoty człekopodobne. Chociaż w opowieściach tych osób można odnaleźć wiele wspólnych elementów, szczególnie związanych z poddawaniem ich badaniom medycznym, każda historia porwania stanowi odrębną całość i nie ma nic wspólnego z innymi.

Nie można tego powiedzieć o porwaniach przez obcych przybyszów odnotowanych po roku 1987. Dotyczące ich relacje wykazują wiele podobieństw. Porywacze, metoda uprowadzenia, statek kosmiczny, doświadczenia przeprowadzane na jego pokładzie, fizyczne i psychologiczne następstwa relacjonowane przez każdego z porwanych są rzeczywiście bardzo zbliżone. Klasyczny przykład stanowi historia pochodząca od "Wendy", matki dwojga dzieci z Pensylwanii:

Spałam w moim łóżku, kiedy ktoś mnie obudził. Spojrzałam w górę i zobaczyłam szare istoty z ogromnymi, błyszczącymi, przejrzysto-czarnymi oczami. Miały duże głowy i niewiarygodnie szczupłe, małe ciała. Ich twarze były pozbawione nosów. W miejscu ust widniała jedynie szpara. Ogarnęło mnie przerażenie.

[...] Wyciągnął mnie z łóżka jasny promień światła i doprowadził do pewnego typu samolotu - jak sądzę, był to pojazd UFO.

Zostałam zabrana do sterylnego metalowego pokoju zawierającego instrumenty oraz wyposażenie, które można znaleźć w szpitalu. Zdjęto ze mnie ubranie i położyłam się na metalowym stole.

Dwie istoty dotykały całego mego ciała. Ich palce poruszały się naprawdę szybko, jakby pisały na maszynie. Zbadali mi oczy, uszy i nos - tak jak zrobiłby to lekarz. Następnie istota wyższa wzrostem, która wydawała się szefem, przybliżyła swoją twarz do mojej [...]

Nie odczuwałam zbyt wiele, nawet kiedy poddali mnie badaniu ginekologicznemu. Moje stopy tkwiły w strzemionach. Zastanawiałam się, czy wszczepiają we mnie embrion, co znałam z wielu relacji.

Następnie dostrzegłam płód. Musiał rozwijać się we mnie, a oni po prostu go wyjęli. Później w mój brzuch wprowadzono długi instrument o kształcie igły, po czym pobrano jajeczka.

Po chwili zabrano mnie do pokoju dziecinnego, gdzie przetrzymywano dzieci-hybrydy utworzone przez posłużenie się jajeczkami i spermą ludzką oraz przybyszów z innych planet [...] Były tam niemowlęta i małe dzieci. Widziałam, że stanowią mieszankę dwóch ras.

Nadszedł czas powrotu. Ukazał się promień światła i znalazłam się z powrotem w łóżku. Spojrzałam na zegarek - byłam nieobecna przez dwie i pół godziny.

Podobieństwa między poszczególnymi przypadkami są tak wielkie, że można stworzyć klasyczny wzór typowego, współczesnego porwania przez obcych. Wydarza się to w nocy i niemal zawsze w sypialni osoby porwanej, dużo rzadziej za kierownicą zmotoryzowanego pojazdu. Przyszła ofiara widzi nieraz UFO na kilka dni lub tygodni przed uprowadzeniem. Porwanie zaczyna się zwykle w następujący sposób: Osoba, która ma zostać uprowadzona, budzi się ze snu z uczuciem przerażenia. Uświadamia sobie, że ktoś znajduje się w pokoju. Niekiedy pokój zalewa światło lub rozlega się jakieś buczenie. Na tym etapie obcy przychodzą po swoją ofiarę albo osoba uprowadzana zostaje "uniesiona" ze swego pokoju, by znaleźć się następnie w pojeździe UFO. Niewiele osób pamięta sam moment wejścia do statku kosmicznego UFO.

Wnętrze UFO opisuje się zwykle jako coś w rodzaju mieszanki między szpitalną salą operacyjną a projektami scenografii z filmu Star Trek. Pokoje są duże i mają łukowate ściany. Jest w nich mało mebli albo nie ma ich wcale. Pod ścianami stoją konsole lub komputery. Pomieszczenia są mocno klimatyzowane, zimne i czyste. Na pokładzie statków kosmicznych UFO można spotkać dwa gatunki obcych. Jeden z nich opisuje się jako "szary", ze względu na kolor skóry, drugi natomiast określa się mianem "doktora", ponieważ jego zadanie polega na przeprowadzaniu badań medycznych. Istoty szarego koloru rozpowszechniły się w zachodniej kulturze młodzieżowej. Powstało wiele podobizn tych stworzeń z dużymi, eliptycznymi głowami, ustami jak szpary i nieproporcjonalnie dużymi, czarnymi oczami. Można je spotkać w postaci wielu różnych wyrobów. Szare istoty są niskie (około 1,3 m), zwykle szczupłe, ze zbyt długimi rękami i tylko czterema palcami u każdej dłoni, zupełnie pozbawione owłosienia. Tylko w nielicznych wypadkach mają zewnętrzne genitalia. Ten ostatni szczegół doprowadził kiedyś sceptycznego ufologa Petera Brookesmitha do wygłoszenia na konferencji następującego stwierdzenia: "Ich pachwiny są gładkie i okrągłe jak u mojego pluszowego misia" (Własne notatki sporządzone na spotkaniu zorganizowanym przez "Fortean Times", Londyn, 1997.). Pozaziemskie istoty szarego koloru noszą obcisłą tunikę zakrywającą całe ciało. W sypialniach przyszłe ofiary porwań spotykają się zazwyczaj z tym właśnie gatunkiem obcych.

Doktorzy są wyżsi i starsi. Często opisuje się ich jako znacznie inteligentniejszych od szarych stworzeń. Doktorzy rzadko znajdują się na zewnątrz statków kosmicznych UFO i to właśnie oni przeprowadzają badania medyczne porwanych. Podczas badań osoba uprowadzona jest naga lub prawie naga. Ofiary przywiązuje się zazwyczaj do stołu lub w jakiś sposób obezwładnia. Badanie medyczne polega zwykle na pobieraniu wszelkiego rodzaju próbek (włosów, skóry, śluzu, spermy itp.), a także na szczegółowym przebadaniu głowy i organów rozrodczych. Próbki spermy mogą zostać pobrane dzięki zastosowaniu urządzenia ssącego umieszczonego na członku lub, co jest jeszcze bardziej poniżające, poprzez włożenie sondy do odbytnicy, która stymuluje gruczoł prostaty i powoduje mimowolny wytrysk.

Badania medyczne przeprowadzane na kobietach są znacznie bardziej inwazyjne i traumatyczne. Jajeczka pobiera się od kobiet poprzez penetrację jamy brzusznej długą igłą lub wprowadzone do pochwy odpowiednie urządzenia. Istnieją też opowieści o kobietach, którym wszczepia się płód będący hybrydą istoty ludzkiej i pozaziemskiej. Płód może zostać wszczepiony chirurgicznie bezpośrednio do macicy i pozostawiony na trwający kilka miesięcy okres ciąży, a następnie usunięty podczas kolejnego porwania. Rzadko się zdarza, by jeden z obcych bezpośrednio zapłodnił porwaną kobietę, zazwyczaj gwałcąc ją.

Na pokładzie UFO znajdują się z reguły szafki i kredensy, w których stoją setki słoi pełne rozwijających się płodów. Ukuto teorię, że istnieje opracowany przez obcych genetyczny program hodowli hybryd, realizowany na pokładach statków kosmicznych, chociaż dokładny cel tego programu nie jest jasny.

Kobiety i mężczyźni podlegają również innego typu badaniom. Szczególnej penetracji poddaje się otwory ciała - usta, nos, uszy, odbytnica, prącie i pochwa. Niekiedy w relacjach mówi się o bolesnym świdrowaniu zębów i zatok, a wiele osób porwanych wierzy, że wszczepiono im z premedytacją urządzenia elektroniczne. Takie implanty były widziane podczas prześwietleń promieniami Roentgena, a jeden lub dwa udało się nawet odzyskać; jednak w wielu wypadkach obcy zażądali ich zwrotu, zanim mogły się dostać w ręce uczonych naszej planety.

Ofiary zostają odtransportowane na miejsce porwania, i przez pewien czas nie uświadamiają sobie przeżytego doświadczenia. Jedna osoba może zostać porwana kilka razy. Wiele spośród nich twierdzi, że uprowadzano je ustawicznie, począwszy od wczesnego dzieciństwa. Czasami porwania przez obcych dotykają określone rodziny; uwikłane są niekiedy trzy lub więcej pokolenia. W następstwie porwań mogą się pojawić bóle głowy, krwawienie z nosa, amnezja, tajemnicze nacięcia i siniaki, poczucie siły psychicznej. Ofiarom wydaje się niekiedy, że ktoś je prześladuje, albo też nabywają o sobie wysokiego mniemania.

Relacje dotyczące szczegółów porwań setek uprowadzonych osób w minionym dziesięcioleciu tylko nieznacznie różnią się od siebie. Nie ma też wątpliwości, że większość porwanych nigdy nie pragnęła specjalnie się wyróżnić. Należą do nich wyznawcy różnych religii, osoby zdrowe i z zaburzeniami psychicznymi. Wśród uprowadzonych znajduje się równie dużo urzędników, jak pracowników fizycznych. Jest natomiast bardzo mało prawdopodobne, by porwani wywodzili się z kręgów wysokiej klasy specjalistów, takich jak prawnicy, lekarze czy pracownicy naukowi.

Nie ma też większych wątpliwości, że ludzie ci naprawdę wierzą w przeżyte doświadczenia, które opisują. Nikt, kto zetknął się z osobą porwaną przez obcych, nie ma podstaw, aby wątpić w szczerość jej relacji. Dokonywana od czasu do czasu psychologiczna ocena porwanych opisuje te osoby jako zrównoważone psychicznie i normalne pod każdym względem. Są one, podobnie jak ofiary gwałtów dokonywanych przez duchy czy też osoby poszkodowane w wyniku kradzieży członków, absolutnie przekonane co do autentyczności tego doświadczenia - ale czy można znaleźć jakieś dowody natury fizycznej?

Dowody

Podobnie jak ma to miejsce w przypadku większości zjawisk paranormalnych, największą trudność przy rozpatrywaniu porwań przez kosmitów stanowi niemal całkowity brak dowodów fizycznych, które świadczyłyby o prawdziwości twierdzeń ich ofiar. Poszukiwanie takich fizycznych dowodów koncentrowało się na trzech zasadniczych sferach:

1. znalezieniu świadków porwania;

2. doszukaniu się dowodów medycznych;

3. znalezieniu informacji lub przedmiotów, które mogły powstać jedynie poza granicami znanego nam świata.

Istnieją spore problemy związane z poszukiwaniem świadków. Rozpatrywane są na przykład przypadki szeregu porwań, gdzie dwie osoby lub nawet więcej zostały uprowadzone, zwykle w nocy z samochodu. Większość badaczy uważa, że na tego typu przypadkach nie można polegać, ponieważ do chwili, gdy osoba badająca konkretną sprawę zacznie przeprowadzać wywiady z uprowadzonymi, może minąć kilka dni, miesięcy, a nawet lat od wydarzenia. W tym czasie temat spotkania z kosmitami może zostać przedyskutowany ze wszystkimi detalami wśród ofiar porwania.

W przypadku Betty i Barneya Hillów, stanowiącego klasyczny przykład wspóln